Dodaj do ulubionych

"To przecież dziecko!"...

15.05.19, 00:10
Kilka sytuacji z ostatnich tygodni:
1. Osiedlowy "super-sam", obecnie jakiejś tam sieci. Kilkulatek szaleje, gania, potrąca osoby robiące zakupy, cudem omija "paletę" z towarem czekającą na rozładowanie, ekspedientka przytrzymuje go tuż przed regałem, na który byłby wpadł. Babcia sprawująca "pieczę" nad "szatanem" na zwróconą uwagę wygłasza z ciężką urazą "To przecież dziecko!"...
2. Kościół. Msza święta. Na oko 5 - 6 letni chłopiec rozrabia: biega, pokrzykuje, włazi na ołtarz (w sensie nie na stół ofiarny, ale na, ujmijmy to, podwyższenie, na którym ofiara jest sprawowana), udaje "samolot" (biega warcząc z rozłożonymi rękami) rozpychając wiernych. Rodzice na zwróconą uwagę? Ciężkie oburzenie, "to przecież dziecko!" i "Nawet Jezus mówił "pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie!" (to akurat fakt, ale nie mówił "pozwólcie dzieciom rozrabiać w domu mego ojca"...).
3. Wizyta domowa, towarzyska. Do bezdzietnego małżeństwa wpada zaproszona (SAMA!) koleżanka z dzieciątkiem, "bo nie miałam jej z kim zostawić!"... Czterolatka nudzi się rozmową starszych, wtrąca, angażuje mamę, goni psa/kota gospodarzy, strąca z półki ulubiony model czołgu pana domu, psuje zameczek przy naszyjniku pani domu, rozlewa sok na kremową, welurową sofę, itd, a matka na próby ratowania dobytku/zwierzęcia przez gospodarzy stwierdza uroczo "To przecież dziecko! ale jest taka słodka..."...

Zapewne każdy zetknął się z takimi/podobnymi sytuacjami. I z jednej strony ja owszem, rozumiem, że "to przecież dziecko", więc nie umie jeszcze cierpliwie "ustać" w skupieniu całej mszy, że nie rozumie iż w sklepie nie można biegać, że nudzą je rozmowy dorosłych, ale... Czy serio "to przecież dziecko" jest niejako "usprawiedliwieniem" na wszystko?
--
Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3smile
Edytor zaawansowany
  • kora3 15.05.19, 08:50
    Nie, nie jest to zadnym usprawiedliwieniem - kazdy z nas dzieckiem był i jakoś każdego rodzice wychowywali. I nie, nie chodzi mi bynajmniej o bicie, bo pewnie zaraz będzie o tym (ta uwaga niekoniecznie w Twoim kierunku)

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kocynder 15.05.19, 09:38
    smile
    Zakładam, że nie chodzi o bicie, ani też o zamknięcie dziecka w czterech ścianach. No ale właśnie: wszystkie powyższe, które opisałam - to scenki z ostatnich dwóch tygodni, których byłam świadkiem (lub uczestnikiem). I całkiem serio - osoby wygłaszające "To przecież dziecko!" robiły wrażenie, że wierzą, iż ta kwestia tłumaczy i usprawiedliwia wszystko. No, matka czterolatki dorzuciła jeszcze z łaski, już wychodząc, w drzwiach "Zrozumiesz jak będziesz miała swoje!". Nie muszę nadmieniać, że "swojego" nie mam, nie planuję i raczej (o ile nie nastąpi jakiś kataklizm) miała nie będę - właśnie dlatego, że nie chcę! Dodajmy - mamusia nie czuła się w żaden sposób zobowiązana ani pokryć szkód, ani nawet pomóc w ogarnianiu bajzlu robionego przez jej córeńkę, a wręcz wyraziła ogromną dezaprobatę na odseparowanie umęczonego psa w innym pomieszczeniu i zamknięcie drzwi, by jej dziecię nie miało do niego dostępu "No, jak możesz? Maja mała tak kocha zwierzęta!"...
    Pomijam tu zupełnie kwestię "czy wypada będąc zaproszoną do bezdzietnych znajomych przyprowadzać ze sobą dziecko?", bo dla mnie to kwestia oczywista: przede wszystkim dlatego, że mam świadomość iż w 99 przypadkach na 100 obecność kilkulatka kompletnie uniemożliwi towarzyskie ploteczki. Więc jeśli wizyta jest konieczna, "w jakimś interesie" - to dziecko można zabrać jeśli na prawdę absolutnie nie ma innej możliwości - ale zabierając dla niego jego zabawki/książeczki itp, no i skracając wizytę do minimum.

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3smile
  • basia_styk 15.05.19, 09:56
    Zamierzasz jeszcze tę znajomą zapraszać do siebie? Bo mam wrażenie, że pozostaje neutralny grunt wyłącznie.

    I tak, oczywiście, że dziecko można usprawiedliwić. "To tylko dziecko!" - jak najbardziej. Ale mamusia/tatuś są zdecydowanie dorośli i tu żadnych usprawiedliwień nie ma...

    Z takich pozytywnych przykładów, widziałam niejednokrotnie mamę z małym dzieckiem w komunikacji publicznej, podróż ponad półgodzinna. Zawsze miała dla dziecka przygotowane zabaweczki i zawsze potrafiła jakoś tak ogarnąć pociechę, że nikomu dość żywe dziecko nie przeszkadzało.
  • kocynder 15.05.19, 10:32
    Zdecydowanie znajomej więcej zapraszać nie zamierzam. A i na gruncie neutralnym - umawiać się ostrożnie, raczej w McDonaldsie niż eleganckiej restauracji/kawiarni, żeby się wstydu nie najeść...

    Wiesz, Basiu - ja nawet nie mam pretensji do dzieci, że się tak zachowują - to są w końcu tylko dzieci. Chodziło mi bardziej o podejście opiekunów - "to przecież dziecko", więc nie muszę go opanowywać, nie muszę ogarniać, nie muszę tłumaczyć. Bo to dziecko. Byłam kiedyś świadkiem w komunikacji miejskiej sytuacji: wsiadły dwie panie, z na oko dziesięcio-jedenastoletnią dziewczynką. Miejsc wolnych siedzących nie było, więc stały. No i jedna z pań (wnioskowałam z wypowiedzi, że matka panny) zaczęła wyrzekać, że obecne chamstwo, bo nikt nie ustąpi miejsca, blebleble. Na jednym z przystanków - ktoś z siedzących wysiadł - panienka natychmiast posadziła kuper i jęła wyglądać przez okno, a jej mamusia kontynuowała do przyjaciółki perorę, jak to ona nauczy swoją córkę ustępowania miejsca innym... Tak mnie zastanowiło: KIEDY ma zamiar zacząć uczyć tego ustępowania, skoro dla jedenastolatki jest oczywistym, że matka i jej przyjaciółka stoją, bo ona musi siedzieć?
    Oczywiście, że są też pozytywni rodzice, którzy rozumieją, że ich dzieciątko jest DLA NICH cudem, a dla reszty świata - już niekoniecznie. big_grin I tacy rodzice panują nad dziećmi, nawet jeśli rzeczone dziecko czasem zachowa się "nie tak" - to jest przez rodziców pacyfikowane (nie, nie bite, tylko przywoływane spokojnie do porządku!)... smile

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3smile
  • kora3 15.05.19, 10:36
    Masz bezspornie rację, ja bym dodała, ze nie wypada przyprowadzać KOGOKOLWIEK kogo gospodarze nie zapraszali czy to bedzie dziecko, mąż czy teściowa smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kocynder 15.05.19, 10:49
    Tudzież pies czy kot, albo tez szczurek, chomik czy inne takie. Amen. wink

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3smile
  • basia_styk 15.05.19, 11:41
    kora3 napisała:

    > Masz bezspornie rację, ja bym dodała, ze nie wypada przyprowadzać KOGOKOLWIEK k
    > ogo gospodarze nie zapraszali czy to bedzie dziecko, mąż czy teściowa smile
    A to dotyczy tylko spotkań we własnym domu czy na neutralnym gruncie też?
  • tt-tka 17.05.19, 19:51
    basia_styk napisała:

    > kora3 napisała:
    >
    > > Masz bezspornie rację, ja bym dodała, ze nie wypada przyprowadzać KOGOKOL
    > WIEK k
    > > ogo gospodarze nie zapraszali czy to bedzie dziecko, mąż czy teściowa smile
    > A to dotyczy tylko spotkań we własnym domu czy na neutralnym gruncie też?

    Jezeli neutralny grunt to przestrzen ogolnodostepna (umawiamy sie w parku, sklepie itd) - troche trudno powiedziec "ale przyjdz SAMA" smile - choc jesli spotkanie ma okreslony cel (pomozesz mi wybrac ciuch, pobiegamy), to wiadomo, ze obecnosc osoby trzeciej moze te plany zmienic.
    Natomiast jesli spotkanie jest w kawiarni, zdecydowanie nalezy uprzedzic/zapytac. "przyjechala do mnie kuzynka ze Slupska, nie chce jej zostawiac samej" , mezowi cos wypadlo w pracy, nie mam z kim zostawic dziecka" - przy czym jesli o mnie chodzi, kuzynka ze Slupska prosze bardzo, dzieci tylko zaprzyjaznione i, otwarcie przyznaje, bardzo nieliczne. Chyba ze wiem, ze dzieci potrafia sie zachowac, a w lokalu jest kacik zabawowy, moze nawet z animatorka.

    Odczyt, wyklad - dorosli, jesli zainteresowani, moga doflancowac (nawet bez uprzedzenia), dzieci w zadnym wypadku.


    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • kora3 21.05.19, 08:03
    Wg mnie dotyczy to wszelkich zaproszeń Basiu, tak samo zresztą, jak wszelkich spotkań bez zapraszania typu spontan.
    Dlaczegóz by bowiem nie wypadało przyprowadzić kogoś "z zewnątrz" na proszoną smile herbatkę u cioci Isi, a już na urodziny kolegi Wacia w lokalu miałoby wypadać? No własnie ...

    Jasne, bywają rózne sytuacje, w których przuy bliskich relacjach MOZNA konsultować mozliwośc przyjścia z kimś nieprzewidzianym na daną impreze/spotkanie, ale to sa jednak sytuacje wyjątkowe.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • annthonka 15.05.19, 10:20
    Cztero- czy pięciolatek ma prawo nie rozumieć jeszcze wszystkich norm, ale od tego ma rodziców, żeby je ogarnęli.
    Czterolatka naprawdę zrozumie, że nie można na siłę gonić pieska ani męczyć kotka, bo zwierzątka tego nie lubią/boli je itp. Można również przypilnować, żeby wypiła sok przy stole i nie ruszała rzeczy bez pozwolenia.

    Za to nawet najgrzeczniejszy cztero czy pięciolatek nie wysiedzi spokojnie dwóch godzin, kiedy mamusia plotkuje z koleżanką bo to jest dla niego niewyobrażalnie nudne, a dwie godziny trwają tyle co dwa lata. Będzie gadać, chodzić, oczekiwać jakiejś uwagi i akurat tutaj tłumaczenie "to przecież dziecko" jest jak najbardziej usprawiedliwione.
  • nchyb 15.05.19, 12:19
    >>>Za to nawet najgrzeczniejszy cztero czy pięciolatek nie wysiedzi spokojnie dwóch godzin, kiedy mamusia plotkuje z >>>/.../akurat tutaj tłumaczenie "to przecież dziecko" jest jak najbardziej usprawiedliwione.

    Nie, nie jest.
    Bo mamusia tegoż czterolatka nie jest już dzieckiem i powinna to przewidzieć i nie doprowadzać do takiej sytuacji. Za to tylko dziecko odpowiada konkretna dorosła osoba.
  • annthonka 15.05.19, 15:47
    Chyba nie zrozumiałaś.

    Nie można oczekiwać, że małe będzie ciche i bezwonne przez dwie godziny, kiedy mama gada z koleżanką. To jest przecież dziecko. Oczywiście mówimy o zachowaniu w ramach norm rozwojowych, a nie o rozwydrzonym bachorze.

    Dlatego idąc na ploteczki do bezdzietnej koleżanki nie zabieramy niezaproszonego malucha ze sobą (zresztą w ogóle nikogo niezaproszonego nie zabieramy bez uzgodnienia). A zapraszajac, albo przyjmując zaproszenie od osoby z małym dzieckiem liczymy się z tym, że będzie mu trzeba poświecić trochę uwagi. Nie dlatego, że jest niewychowane, tylko właśnie dlatego, że ma 4 lata.
  • aqua48 15.05.19, 12:01
    Głupie tłumaczenie dorosłych, którym nie chce się wziąć odpowiedzialności za dziecko pod ich opieką. Unikam jak mogę.
  • nchyb 15.05.19, 12:21
    mam takie sam odczucia Aqua, też unikam jeżeli mogę. A jezeli nie mogę, co zdarza się, to dorosłemu mówię, że on za to nie jest tylko dzieckiem i proszę o reakcję.
  • mim_maior 15.05.19, 14:16
    Nie ma o czym dyskutować. Trzy przykłady złych obyczajów i tyle.

    --
    Nie potrzebuję dodatkowych informacji o wegeżyciu.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.