Dodaj do ulubionych

Marnowanie cudzego czasu

01.07.19, 14:24
Jest para młodych ludzi, generalnie dogadują się ze sobą bardzo dobrze, podobne upodobania, lubią ze sobą spędzać czas, dogadują się w kwestiach ekonomicznych itd. On ma jedną ogromną wadę: jest niesłowny i niepunktualny. Mówi że będzie za godzinę, a jest za pięć, Bo musiał jeszcze coś zrobić, bo coś nagłego wypadło, bo ktoś go o coś poprosił. Ma przyjechać dzisiaj, ale z całą pewnością można założyć, że będzie jutro. Za każdym razem jest mnóstwo ważnych powodów, dla których nie udało mu się terminu dotrzymać. Nie pomagają prośby, groźby, tłumaczenia. Więc najczęściej jest tak, że ona siedzi i czeka. Gdyby powiedział że będzie za 5 godzin to mogłaby w tym czasie coś zrobić. Ale nie, on "cyka": będę za pół godziny, potem przesuwa o kolejne pół itd. Mówi: "wyjedziemy do połowy czerwca", potem termin przesuwa się o trzy dni. A potem znowu o dwa. Może uda im się wyjechać w sierpniu, tak naprawdę. Że zachowanie chłopaka jest poza dobrymi obyczajami, to bezsprzecznie.Co robić, jeśli się nie chce rozstania, ale taka sytuacja też jest nie do zniesienia. Robienie awantur odpada. Robić swoje, ryzykując gigantycznego focha, że się nie czekało? Poza tym nie zawsze jest to możliwe (np. Ona nie ma prawa jazdy, są umówieni gdzieś we dwoje itp.). Co robić, bo życie mija na czekaniu😫

--
Żeby dojść do źródła, trzeba iść pod prąď
Edytor zaawansowany
  • an-i-ka 01.07.19, 14:43
    Zaakceptować lub się rozstać.
  • annthonka 01.07.19, 14:44
    Robić swoje i nie dostosowywać planów do tego faceta. Jeżeli "cyka" co chwilę to po prostu powiedzieć "miałeś byc o piątej, jest szósta, akurat koleżanka zadzwoniła wyciągnąć mnie do kina i w związku z tym nie wiem, kiedy wróćę". I rzeczywiście wychodzić, bawić się dobrze i nie czekać, że czy on przyjedzie może w maju, może w grudniu, może jutro po południu.

    Foch jest tu totalnie nie na miejscu, to po pierwsze, więc jeżeli takowy miałby wystąpić, to należy go zignorować. A po drugie zastanowić, czy naprwdę chcę być z kimś, kto mnie non stop olewa.
  • verdana 01.07.19, 15:09
    To jednak jest coś więcej, niż tylko niesłowność. To kompletne nieliczenie się z drugą osobą, uznanie, ze tylko własne plany są istotne, dziewczyna ma się dostosować i tyle. Co innego facet czasem sie spóźniający, a co innego ktoś, dla kogo przełożenie umówionych wakacji czy daty przyjazdu jest normą, bo z definicji to co robi jest najważniejsze i nie musi się z nikim liczyć. Żle to wróżny na przyszłość, bo zawsze plany pana będą na pierwszym planie, a partnerka będzie miała obowiązek dostosowywać to co robi, do tego, co pan woli robić. I tu zgadzam sie, ze nie nalezy na to pozwalać, czyli czekać i się dostosowywać. Przełożyłęś wyjazd - przepraszam, ale mogłam w poprzednim terminie, w tym nie mogę i nie jadę. Miałeś przyjechać w sobotę? Nie przyjechałeś, to już tym razem sobie daruj, zobaczymy się kiedy indziej, mam już inne plany na niedzielę.
  • reinadelafiesta 01.07.19, 15:30
    Uważam, że powinna realizować swoje plany, bo na czekaniu traci. Zrezygnowała z pracy, wynajęła mieszkanie, bo mieli wyjechać w czerwcu ( chodzi o wyjazd na dłużej). Rezultat jest taki, że przejada oszczędności, mieszka u rodziców i czeka. Bo on musi jeszcze to i jeszcze tamto, bo tu zapomniał, tam się pomylił i musi naprawić, coś zajęło więcej czasu niż myślał, a jeszcze trzeba do dziadków się pożegnać pojechać, a jeszcze impreza pożegnalna u kolegi itd. Mnóstwo ważnych spraw, o których nie można było pomyśleć wcześniej. A ona mówi, że skoro tyle czekała, no to jeszcze ten tydzień- dwa poczeka. Granicznym terminem jest rozpoczęcie roku akademickiego, bo wraca tam na przerwane studia. Z drugiej strony chłopak sympatyczny, ma dużo zalet. Ale ta jego niesłowność i wdupiemanie jest dramatem. Czy z tego się wyrasta? Można to jakoś wyplenić, spotkałyście się z czymś takim? Chcę zebrać jak najwięcej opinii, żeby jej pokazać, może coś trafi. Bo może ja jestem zbyt rygorystyczna i nie trzeba vw życiu się tak spinać?

    --
    Żeby dojść do źródła, trzeba iść pod prąď
  • verdana 01.07.19, 17:29
    Jeszcze raz powtarzam - to nie jest niesłowność. To jest absolutne nieliczenie się z dziewczyną. Ona jest nieważna, ważna jest impreza.
  • magazynka 02.07.19, 16:40
    Zgadzam się z verdaną. Zerwałabym z taką osobą, bo ma mnie gdzieś.
  • annthonka 01.07.19, 19:02
    Zgadzam się z Verdaną - to nie jest zwykła niesłownośc, tylko totalne nieliczenie się ze swoją partnerką, a to nie wróży dobrze na przyszłość. Z tego się raczej nie wyrasta. No może, gdyby dziewczyna potrafiła postawić sprawę stanowczo. Jednak z tego co rozumiem, to ona grzecznie się dostosowuje w obawie przed fochem.

    Olewanie życiowych planów dziewczyny z powodu imprezy u kolegi? Halo, tu ziemia!
  • zmija_w_niebieskim 01.07.19, 23:38
    Bo może ja jestem zbyt rygorystyczna i nie trzeba vw życiu się tak spinać?

    W życiu spinać się nie należy i gdyby chodziło o zwykłego kolegę, kumpla, sąsiada, kuzyna jakiegos itp to rzeczywiście możnaby było takiego lekkoducha zaakceptować z dobrodziejstwem inwentarza, zwłaszcza, że sympatyczny. Jednak od życiowego partnera powinno się wymagać więcej niż od luźnych znajomych. Piękno bycia w związku polega na tym, że można na partnera liczyć i ma się poczucie bycia ważną i wyjątkową (i w drugą stronę też to ma działać). A ten pan - co jak co, ale zakochany to on nie jest. Nie zależy mu na tej twojej koleżance kompletnie. On chyba nawet nie chce spędzać a nią czasu, skoro wszystko inne wydaje mu się ważniejsze.
    Mój mąż nieraz wspomina, jak jego brat pędził biegiem z pracy do domu, bo mu powiedzieli, że przyszedł list od jego dziewczyny (dawne to były czasy...)

    Może gdyby się postawiła, tupnęła nogą, zaczęła wymagać więcej, to może by się poprawił...ale pewnie nie na długo, szczerze mówiąc. Bo to od niego powinna wypływać chęć bycia z dziewczyną, udziału w jej sprawach, pomagania jej...
  • zmija_w_niebieskim 01.07.19, 22:08
    Dziewczyna musi być zdesperowana, że pozwala się tak traktować. Czemu boi się gigantycznego focha? Focha to ona powinna strzelić już dawno temu za takie traktowanie.

    Powinna zacząć się emancypować, zrobić prawo jazdy itp. żeby nie uzależniać się od pana. Zorganizować grono znajomych, żeby mieć do kogo wyskoczyć albo zadzwonić przez te pięć godzin czekania. Mieć przygotowany plan B na każdą sytuację (typu: jak mnie nie zawiezie, to jadę autobusem)... generalnie przestać uwzględniać go w swoich planach - to ułatwiłoby jej życie.
    Ale czy to jest to, czego ona naprawdę chce? W ten sposób zawsze będą tylko żyli obok siebie, a nie ze sobą. Bo wszystko będzie dla niego ważniejsze niż ona.

    Dlaczego robienie awantur nie wchodzi w grę? Dlaczego ta dziewczyna tak bardzo boi się "gigantycznego focha"?

    Powiedz jej, żeby sobie wyobraziła dalsze życie z tym panem: będzie miał ją odebrać ze szpitala czy to po porodzie czy po wycięciu wyrostka - i pojawi się dwa dni później. Będzie miał odebrać dziecko ze szkoły - i biedny dzieciak będzie siedział na schodkach przed szkoło godzinami i czekał...

    Na co jej to?
  • zmija_w_niebieskim 01.07.19, 22:11
    Przed szkołą oczywiscie big_grin big_grin big_grin
  • reinadelafiesta 02.07.19, 15:54
    Żmija w niebieskim
    Zdesperowana nie ma powodu być: ładna, zgrabna,, wykształcona, finansowo zaradna. Ale fakt, że uzależniona jakoś, zawsze szuka winy w sobie. Mnie takie życie by nie odpowiadało, przy wszystkich zaletach pana, ją też męczy, to widać. Chciałaby to zmienić, ale nie rozstając się, zakleży jej na chłopaku.

    --
    Żeby dojść do źródła, trzeba iść pod prąď
  • baba67 05.07.19, 08:53
    Nie pomożesz jej. Widać ma głęboko w sobie nieprzepracowany lęk przed odrzuceniem.Tu pomogłaby terapia ale do terapii trzeba dojrzeć czyli dojść do granicy wytrzymałości, coś musi się z hukiem zwalić człowiekowi na łeb albo dotkliwie obić mu siedzenie. Jedyne co życzliwe otoczenie może zrobić to reagować na takie opowieści adekwatnie czyli nie kupować tłumaczeń przyjaciółki mówiąc coś w duchu " nie wiem dlaczego pozwalasz się tak traktować, ale dla mnie byłoby to całkowicie nieakceptowalne i właściwie nie znam nikogo o twoich walorach kto by na to pozwalał".

    --
    Starość posiada te same apetyty co młodość tylko nie te same zęby.
  • kocynder 02.07.19, 09:22
    A ja bym się pierw przypatrzyła uważnie czy taki sam stosunek ów młody człowiek ma do np obowiązków zawodowych? Do innych spraw dla niego ważnych? Bo to jest dla mnie clou: jeśli chłopak w pracy też non-stop a to czegoś zapomni, a to nie zdąży i leci na ostatnią chwilę, a to zobowiąże się do czegoś - to znaczy, że "ten typ tak ma" i wybór prosty: albo zaakceptować/polubić, albo odejść. Natomiast przypuszczam, że pan w pracy nie ma takich problemów, jeśli CHCE pójść na koncert także nie... Czyli w sytuacjach kiedy WIE, że przyjemność na niego nie poczeka albo kiedy wie, że nawalenie może przynieść przykre konsekwencje - jakoś potrafi... No i w takim razie dziewczynie pozostaje tylko jedno: dopuścić do głowy myśl, że dla chłopaka jest wygodną zapchajdziurą, czymś, co może zająć o ile nie ma nic ciekawszego/korzystniejszego/ważniejszego... I podjąć decyzję, czy chce być "z braku innych rozrywek ujdzie" czy też woli dać paniczowi kopa i zająć się sobą, ewentualnie znaleźć kogoś, komu będzie na niej zależało...

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3smile
  • reinadelafiesta 02.07.19, 15:48
    Kocynder
    Chłopak pracuje na własny rachunek i chyba jakichś większych wtop zawodowych nie ma. Ale już ze znajomymi różnie bywa: są przyzwyczajeni, że czas traktuje jak mieszkaniec Ameryki Południowej: dwie godziny w tę czy w tamtą, nie jest problemem. Wiedzą też, że jak jest coś pilnego, to raczej do niej należy dzwonić. On jest sową do kwadratu: funkcjonuje do późna, wstaje po południu. To może być też przyczyną, dla której z niczym się nie wyrabia- wiadomo, że urzędy, sklepy, hurtownie nie działają w godzinach jego aktywności. Może gdyby pracował w jakiejś firmie od przysłowiowej ósmej do szesnastej, to jakoś by go to wrzuciło na prawidłowe tory?


    --
    Żeby dojść do źródła, trzeba iść pod prąď
  • kocynder 03.07.19, 11:15
    Wiesz, Reino - mi chodziło raczej o coś innego: czy jeśli JEMU zależy to tez "daje ciała"? Nawala? bo nie zdążył, bo coś tam? Miałam kiedyś koleżankę: ile razy umawiałyśmy się na ploteczki czy spacer - spóźnienie o godzinę to minimum, "bo ona nie mogła dobrać spódnicy do butów", "bo tramwaj nie przyjechał", "bo potknęła się o pastę do zębów"... Ale jeśli np miałyśmy iść do kina czy na koncert - na przyjemność o której WIEDZIAŁA, że nie poczeka - to jakoś potrafiła dobrać szmaty na czas i jakoś tramwaj jej przyjeżdżał punktualnie! Bo wiedziała, że kino zacznie seans z nią czy bez niej, to samo z koncertem. W pracy tez jakoś ani się nie spóźniała, ani nie nawalała. Po jakimś czasie zrozumiałam, że ma mnie po prostu właśnie za "zapychacz czasu" - jak nie ma nic innego, to ok, Kocynder do pogadania itp może być. Ale jeśli jest nawet umówiona a wypadnie jej coś fajniejszego - to Kocynder dostanie kopa, bo wszak ona jest "niezorganizowana". A chałą - po prostu dla mnie jej się nie chciało włożyć minimum! Więc z kategorii "bliska koleżanka" została przeniesiona do kategorii "daleka znajoma" i tyle.
    A co do spraw damsko - męskich - w opisanym przez ciebie przypadku nader niestety prawdopodobne jest, że jak jaśnie pan spotka dziewczynę w której się zakocha - to dla niej będzie umiał się zorganizować. A tej obecnej - po prostu nie kocha, nie zależy mu, jest wygodna jak neseser w podróży... Plus - jak sama piszesz - już nauczył znajomych, że to służąca ma pilnować terminów udzielnego książęcia, o ile jemu nic nie wypadnie... Egoistyczne dosyć, nie uważasz?

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3smile
  • annthonka 03.07.19, 16:54
    Wiadomo, każdemu może coś wypaść, ale tutaj praktycznie wszystko jest ważniejsze, niż ta dziewczyna. Na dodatek ona po cichu znosi to jego zachowanie, więc tym bardziej on nie ma powodu do stresu.

    Jeżeli nie chce sie rozstawać, to niech przestanie układać wokół niego swoje plany. Jednak nie dojedziesz dzisiaj? Trudno zobaczymy się innym razem, bo mnie jutro nie ma. Cały czas przesuwa się termin wyjazdu? OK w takim razie jak się nie wyrobisz do 10 lipca to ja jadę sama, bo nie mam już możliwości dłużej czekać. I trzymać się twardo tego co powiedziała. Jeżeli facetowi zależy, to się jakoś zorganizuje, a jeżeli nadal będzie się wymawiał imprezą u kolegi, to dziewczyna ma odpowiedź... sad
  • matylda1001 02.07.19, 14:49
    Z tego się nie wyrasta i tego się nie leczy, to się może najwyżej pogłębiać bo teraz jeszcze jakoś mu tam na dziewczynie zależy ale jeśli kiedyś się pobiorą przestanie się z nią liczyc zupełnie a że zycie składa się z drobiazgów to będzie nieszczęśliwa. Nigdy nie będzie miała pewności, że odebrał dziecko z przedszkola, że zrobił zakupy o które prosiła, że zrealizują to, co wspólnie zaplanowali. Jej życie zamieni się w koszmar. Moja rada to uciekać z takiego związku jak najdalej, jak od alkoholika czy narkomana.
  • aqua48 04.07.19, 16:15
    A propos: www.google.com/search?client=firefox-b-d&channel=trow&q=a+wierna+rebeka
  • tt-tka 05.07.19, 11:10
    reinadelafiesta napisała:

    > generalnie dogadują się ze sobą bardzo dobrze (...)Nie pomagają prośby, groźby, tłumaczenia.

    jakby sprzeczne lekko... jednak nie dogaduja sie. Bo to, ze taki sam film im sie spodonbal czy chca wyjechac w tym samym kierunku to jednak nie jest "dogadywanie sie".

    >Więc najczęściej jest tak, że ona siedzi i czeka. Gdyby powiedział że będ
    > zie za 5 godzin to mogłaby w tym czasie coś zrobić. Ale nie, on "cyka": będę za
    > pół godziny, potem przesuwa o kolejne pół itd. Mówi: "wyjedziemy do połowy cz
    > erwca", potem termin przesuwa się o trzy dni. A potem znowu o dwa. Może uda im
    > się wyjechać w sierpniu, tak naprawdę.

    Przeczeka zycie czekajac na niego. Jej sprawa. Tyle ze ten czas "przeczekany" jest stracony bezpowrotnie.

    Co robić, jeśli się nie chce rozstania, ale taka
    > sytuacja też jest nie do zniesienia. Robienie awantur odpada.

    Dlaczego odpada ? Nie zebym pochwala awantury, ale dlaczego odpada ? Ona sie boi ? Jego niezadowolenia, innej reakcji ? Niech sie zastanowi i uswiadomi sobie, czemu awantura odpada...

    >Robić swoje, ryz
    > ykując gigantycznego focha, że się nie czekało?

    On sie spoznia kilka godzin/dni/tygodni i jeszcze sie focha ? ON ?

    Jezeli ona ma jakies "swoje" do zrobienia, to niech robi, oczywiscie. Ten akademicki kwadrans mozna odczekac z grzecznosci, ewentualnie pierwsze zapowiedziane polgodzinne opoznienie. Druga zapowiadana polgodzina spoznienia, i kolejne, nie sa przyjmowane do wiadomosci. Nie ma go, znaczy mam wolny czas.

    Na focha mozna odpowiedziec fochem jeszcze wiekszym. Albo zostawic karteczke "wroce za dwie godziny/jutro" i potem cykac smsami, ze jednak jeszcze pol godziny czy pol dnia jej nie bedzie. A najlepiej wyjechac, moze na jakas zamiejscowa terapie czy warsztaty asertywnosci. A w telefonie ustawic sobie "nie licze godzin i lat, to zycie mija, nie ja" i niech pan tego wysluchuje za kazdym razem, gdy bedzie sie probowal do niej dodzwonic. I zadnych fochow nz jego strony, przeciez ona zapewnia i powtarza, ze nie liczy !
  • tt-tka 05.07.19, 11:17
    A tak zupelnie serio - jemu nie zalezy. Co juz wszyscy powyzej napisali. Jezeli ona chce czekac cale zycie czy jakis tego zycia kawalek, jej sprawa. Tylko ze swiadomoscia, ze dla niego wszystko inne i wszyscy inni sa wazniejsi niz ona.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • reinadelafiesta 06.07.19, 09:00
    Tt-tka
    W sprawie wyjaśnienia tej sprzeczności. Oczywiście nie dogadują się co do kwestii punktualności. Ale poza tym są inne sprawy: podejście do finansów, poglądy polityczne, wyobrażenie dalszego związku w kontekście pracy/ kariery/dzieci, podział obowiązków itd. Życie przecież jest wielowymiarowe. I tutaj mają podobne zdania, poglądy i na tym tle nie dochodzi do jakichś konfliktów, są zgodni i mają podobne priorytety.
    Problemem jest jego podejście do czasu i to rodzi konflikty: wygląda to trochę tak, jakby facet nie potrafił, prawidłowo oceniać jego upływu, tego ile mu jakaś praca zajmie. Bo część z jego spóźnień, to jakieś dodatkowe zajęcia, które mu wypadają ( np. "a to wstąpię jeszcze do Maćka, pomogę mu w czymś tam") i to jest oczywiście kompletnie nie do obrony. Ale część z nich to chyba problem z jakimś czasowym chciejstwem: będę za dwie godziny, bo liczę, że tyle zajmie mi dokończenie projektu, . No, a potem się okazuje, że nie dwie, tylko pięć. I ktoś inny mam wrażenie jest w stanie prawidłowo ocenić, że nie ma możliwości, żeby to dokończyć w dwie, bo zawsze trzeba liczyć ciut wiecej na jakieś niespodzianki, problemy techniczne, cokolwiek. A on wybiera zawsze wersję super optymistyczną: nie będzie po drodze korków, czerwonego światła, policji na drodze, nie złapię gumy - mogę wyjechać w ostatniej chwili. A potem wiadomo, jak to w życiu: czerwone, kontrola radarowa i złapana guma.
    Gdyby to się zdażylo raz na jakiś czas, to ok. Każdy czasem coś źle oceni. Ale on to robi notorycznie.

    --
    Żeby dojść do źródła, trzeba iść pod prąď
  • baba67 06.07.19, 10:53
    Facet niekoniecznie ma ją gdzieś,znam kogoś kto tak miał a naprawdę kocha i kocha żonę. Problem tkwi w niej samej-ona boi mu się postawić. To może być ogólnie dobry człowiek ale wygodny i testujący granice -tam gdzie maksymalnie może to się nie będzie spinał bo to wymaga dodatkowego wysiłku.Gdyby ona była asertywna , nastąpiłaby poprawa, choć nie od razu, ale ona boi się być asertywna bo latka lecą po 30tce o fajnego faceta ciężej. Powtórzę jeszcze raz -otoczenie nie jest jej w stanie pomóc, problem jest delikatny bo dotyczy jej własnych leków.Co do przypuszczenia że kiedy on się naprawdę zakocha to stanie się inny bo ta nowa będzie oczekiwała szanowania jej czasu-no nie wiem. Można spojrzeć na to z drugiej strony-on sie może za nikim innym nie oglądać bo głupi nie jest i zdaje sobie sprawę że tak wygodnie to nie będzie miał.Dlatego najlepsza byłaby terapia i stopniowe zmiany.

    --
    Starość posiada te same apetyty co młodość tylko nie te same zęby.
  • tt-tka 07.07.19, 13:05
    Reina
    bylaby, sklonna przyjac wszelkie wyjasnienia (on tak ma i juz), gdyby nie dwa punkty
    - pani nie ma odwagi zrobic awantury
    - zajecie sie przez pania swoimi sprawami i nieczekanie na pana skutkuje fochem

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • zmija_w_niebieskim 07.07.19, 14:03
    Popieram 100%
  • reinadelafiesta 07.07.19, 17:12
    Tt-tka
    Ja uważam, że sporo racji ma Baba. Bo prawdą jest też, że w poprzednich związkach schemat był podobny. Tzn.facet miał jakieś tam wady, a dziewczyna to znosiła. Nie odpowiadało jej, ale nie umiała się postawić: nie chciała awantur, zadrażniania sytuacji, wszystkiego co niesie ze sobą konfrontacja. Więc chyba problem leży po jej stronie: brak umiejętności postawienia się i egzekwowania. Przynajmniej do czasu.
    Że facet strzela focha na jej próby, to cóż... taki ma sposób bycia, tak mu się wygodnie żyje i nie chce z tego zrezygnować. A że wystarczy foch i ona kładzie uszy po sobie, to tak to się kręci. Szkoda, bo w sumie miła para.


    --
    Żeby dojść do źródła, trzeba iść pod prąď
  • tt-tka 07.07.19, 17:20
    reinadelafiesta napisała:

    > Tt-tka
    > Ja uważam, że sporo racji ma Baba. Bo prawdą jest też, że w poprzednich związka
    > ch schemat był podobny. Tzn.facet miał jakieś tam wady, a dziewczyna to znosiła
    > . Nie odpowiadało jej, ale nie umiała się postawić: nie chciała awantur, zadraż
    > niania sytuacji, wszystkiego co niesie ze sobą konfrontacja. Więc chyba problem
    > leży po jej stronie: brak umiejętności postawienia się i egzekwowania.

    Bez watpienia w takim razie dziewczyna ma problem ze soba. I nad soba powinna popracowac smile

    Co nie zmienia mojego zdania w kwestii tego konkretnego pana - mozna byc z kims takim, o ile pani decyduje sie, swiadomie, ze ogarnianie wszystkiego w domu bedzie jej zadaniem, ze na partnera liczyc nie moze w zadnej sprawie, ktora wymaga terminowosci i dodatkowo do niej beda kierowane oczekiwania czy pretensje spowodowane jego postepowaniem.







    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • majaa 10.07.19, 16:37
    Problem na pewno leży po jej stronie. W dodatku, niestety, niczego się nie nauczyła na poprzednich związkach. Jak chce mieć jakąkolwiek szansę na sensowną, trwałą relację, to musi ogarnąć jedną podstawową kwestię - jeśli w związku coś jest nie tak (nieważne, czy to będzie jakieś zachowanie partnera, wada czy cokolwiek innego, co denerwuje i czego nie daje się zaakceptować), to cierpienie w milczeniu jest najgłupszym z możliwych rozwiązań. I to przynajmniej z dwóch powodów. Po pierwsze, traci się w ten sposób szansę na naprawę, nawet jak byłaby możliwa. A nawet jeśli nie jest, to się o tym zwyczajnie nie wie i traci się tylko niepotrzebnie czas i nerwy. Po drugie, nie daje to absolutnie żadnej gwarancji trwania takiego związku. Jest nawet dokładnie odwrotnie, bo narastająca frustracja z czasem musi wybuchnąć, i to zwykle z taką siłą, że już nie ma co zbierać.
    Najlepsze wyjście, to wyartykułować swoje potrzeby i oczekiwania. I to jak najprędzej, żeby nie utrwalać szkodliwych schematów i nie utrzymywać kogoś w przeświadczeniu, że wszystko OK, a tu potem nagle szok i rozstanie.
  • lumeria 07.07.19, 17:15
    Czy na pewno skutkuje fochem? Czy to kobieta boi się, ze facet się sfochuje? I ustępuje mu profilaktycznie?

    Czesio jest tak, ze osoby tego pokroju próbują ustawiać wszystkich wokół by dopasowali się do tego zachowania (i czasami fochami), lecz (z mojego doświadczenia) dosyć szybko uczą się, ze 'pociąg odjeżdża bez nich', i wcale wielkich scen nie odstawiają. Z asertywnymi osobami żadnych fochów nie robią, za to z nieasertywnymi jest tragedia, bo narzekanie, wymówki i pretensje tylko wzmacniają ich potrzebę "bycia wolnym" i "samostanowienia".

    Najgorsze co może stać się w tym związku to właśnie takie nieasertywne zachowania partnerki, które pogłębią bunt pana, które wtedy spowodują rozżalenie pani, i tak oboje będą się wzajemnie nakręcać.

  • reinadelafiesta 07.07.19, 21:31
    Lumeria
    Tak, chyba ustępuje, bo nie chce pretensji, że się czepia, bo przecież to nie jego wina.
    Też uważam, że powinna być bardziej asertywna, przestać szukać winy w sobie i nie rezygnować z własnych planów, za to przestać się ze wszystkim dostosowywać. I z własnego doświadczenia wiem, że jasne stawianie granic daje efekty. Jest ładne powiedzenie, no może nie całkiem ładne: im bardziej komuś się w d...ę wchodzi, tym głębiej ten ktoś tę osobę w d...e ma. Życiowe doświadczenie mówi mi, że jest to powiedzenie jak najbardziej prawdziwe.
    Chyba jakiś terapeuta by się przydał.

    --
    Żeby dojść do źródła, trzeba iść pod prąď
  • tt-tka 07.07.19, 15:27
    reinadelafiesta napisała:

    > Tt-tka
    > W sprawie wyjaśnienia tej sprzeczności. Oczywiście nie dogadują się co do kwest
    > ii punktualności. Ale poza tym są inne sprawy: podejście do finansów, poglądy p
    > olityczne, wyobrażenie dalszego związku w kontekście pracy/ kariery/dzieci, pod
    > ział obowiązków itd. Życie przecież jest wielowymiarowe. I tutaj mają podobne z
    > dania, poglądy i na tym tle nie dochodzi do jakichś konfliktów

    Nie dochodzi, mowisz.. a jak on kolejny raz nie zdazy do banku, nie zdazy na wybory, nie zdazy na spotkanie z klientem, nie zdazy odebrac dzieci z zajec, nie zdazy posprzatac czy co tam bedzie nalezalo do jego obowiazkow - tez nie bedzie dochodzilo ? Ona przejmie wszystko to, czego on nie zdaza ? Juz do niej dzwonia, gdy "jest cos pilnego", domyslam sie, ze to cos pilnego to cos, co on, nie ona, obiecal zrobic, tak ?


    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • reinadelafiesta 07.07.19, 21:20
    Tt-tka
    Ja uważam, że sporo racji ma Baba. Bo prawdą jest , że w poprzednich jej związkach schemat był podobny. Tzn.facet miał jakieś tam wady (jak każdy), a dziewczyna to znosiła. Nie odpowiadało jej, ale nie umiała się postawić: nie chciała awantur, zadrażniania sytuacji, wszystkiego co niesie ze sobą konfrontacja. Więc chyba problem leży po jej stronie: brak umiejętności postawienia się i egzekwowania. Przynajmniej do czasu.
    Że facet strzela focha na jej próby sprzeciwu, to cóż... taki ma sposób bycia, tak mu się wygodnie żyje i nie chce z tego zrezygnować. A że wystarczy foch i ona kładzie uszy po sobie, to tak to się kręci. Szkoda, bo w sumie miła para i byłoby chyba dobrze, gdyby ona go jakoś do pionu postawiła. Bo - jak słusznie mówisz - ogarnianie wszystkiego, również jego spraw spadnie na nią i będzie to długo znosić. A jak już jej się przeleje, to zerwie ostatecznie. A to chodzi o to, żeby to jakoś wyprostować, niekoniecznie od razu się rozstawać.
    Bo inny partner będzie mieć inne wady, ale sytuacja z niepostawieniem granic się i tak powtórzy.


    --
    Żeby dojść do źródła, trzeba iść pod prąď
  • kocynder 08.07.19, 22:40
    Zadałam pytanie na które nie odpowiedziałaś, Reino - być może nie wiesz po prostu? Czy tak samo ów młody człowiek jest "roztargniony" gdy np szykuje się koncert na którym chce być, seans kinowy itp? Słowem kiedy szykują się sprawy DLA NIEGO ważne i atrakcyjne, które na niego nie poczekają? Czy szykując się na ów koncert Madonny też z luzikiem zakłada, że nikt poza nim się na ów koncert nie wybierze, więc korków nie będzie, za to miejsc parkingowych od licha?Czy wybierając się na kinową premierę wyczekiwaną od tygodni też zapomina, bo akurat pomoże Maćkowi wynosić śmieci? Podkreślam - chodzi mi o sprawy na których JEMU zależy! Bo jeśli i owszem, potrafi zapomnieć o koncercie Madonny zaaferowany tabelkami w Excelu, albo o premierze "Władcy Pierścieni" zajęty remontem u kumpla - to i owszem, może być, że "ten typ tak ma" i wówczas dziewczyna może albo polubić i założyć, że całe życie to ona będzie go pilnować i pilotować, bo on nigdy się nie zmieni i nie nabierze odpowiedzialności. Jeśli jednak kiedy na sprawie zależy jemu potrafi się zmobilizować i być "na porę" - to wówczas dziewczyna może tylko przyjąć do wiadomości, że dla chłopaka jest po prostu wygodnym acz nie ważnym elementem rzeczywistości...
    I tak znałam taką parę - dziewczyna zawsze pamiętała, tłumaczyła, pilnowała itd, bo on "roztargniony", bo on "nie umie ogarnąć" itd. No i byli sobie parą, aż gdzieś tak mając lat 35 pan poznał smarkulę dwudziestoletnią w której się zakochał i nagle jakimś cudem zaczął "ogarniać" i nie być "roztargniony". Bo jego małolatka nie miała ochoty robić mu za nianie, a JEMU na niej zależało - to się starał. Dla równolatki, która o niego dbała, tłumaczyła i pamiętała - po prostu mu się nie chciało. Jakoś to, moim zdaniem, świadczy o jego uczuciach...

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3smile
  • baba67 09.07.19, 08:48
    Scenariusz takich zakochań bywa i taki że po roku -dwóch gołąbki się rozstają . Jeśli ktos jest niezorganizowany z natury to gdy pierwsze oczarowanie minie przestaje czynić wysiłki i stopniowo wraca do starego. Jeśli w opisanym wypadku wszystko toczy się szczęśliwie od kilku lat to znaczy że pan poznał kobietę swojego życia dla której dokonał niemożliwego. Niemniej takie podejście może ale nie musi oznaczać braku uczuć.

    --
    Starość posiada te same apetyty co młodość tylko nie te same zęby.
  • tt-tka 09.07.19, 16:59
    baba67 napisała:

    Jeśli w opisanym wypadku w
    > szystko toczy się szczęśliwie od kilku lat
    >

    No wlasnie nie toczy sie szczesliwie ! Dziewczynie ewidentnie nie podchodzi takie jego zachowanie, a boi sie zajac czyms innym, gdy on sie spoznia godzinami/dniami i nie ma innych opcji niz wyczekiwanie. Mnie to na szczescie nie wyglada sad

    Przy czym - kazdemu jego porno. Mozna wybrac dowolnie i plawic sie w swoim szczesciu czy nieszczesciu, ale z otwartymi ocztami i z wlasnego wyboru. W tym przypadku - ze swiadomoscia, ze na pana w zadnej, nawet najdrobniejszej sprawie, ktora wymaga pilnowania terminow, liczyc nie mozna i nie bedzie mozna. Czy to oplacenie rachunkow w pore, czy zawiezienie/odebranie dzieci, czy podwiezienie jej samej dokadkolwiek.

    Ona pana nie zmieni, a zmienic swojego nastawienia - czekam okreslony czas, a potem realizuje swoje plany i w nosie mam jego humory - nie potrafi/nie chce/nie ma odwagi.
    Imho kiepskie rokowania, ale to juz co kto lubi.


    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • baba67 14.07.19, 09:43
    Ależ ja pisałam o przypadku pana który odszedł od kobiety dla jakiejś dwudziestki.

    --
    Starość posiada te same apetyty co młodość tylko nie te same zęby.
  • kocynder 14.07.19, 10:05
    Nie mam, prawdę mówiąc, pojęcia jak tam się dalej ułożyło, bo "odpadłam od towarzystwa", a kontakty z owym panem i tak nigdy zażyłe nie były. Ale, mówiąc brutalnie: dla swojej wieloletniej partnerki - nie próbował WCALE. Lekceważył. Bez nawet podjęcia próby wysiłku, jakiegoś ogarnięcia. Bo po co? Ona przecież jest od tego, żeby jego spraw pilnować, żeby się o niego troszczyć i zabiegać, od tego, żeby łatać jego niedopatrzenia, tłumaczyć go przed osobami wobec których nawalił itd. Służąca, terminarz, sekretarka i tarcza ochronna w jednym. A małolata? Nie miała chęci być czymś takim, więc dla smarkatej - umiał. Umiał i chciał przynajmniej podjąć próbę. Rozumiesz? Bo był zakochany. Dla nowej panienki. Dla swojej stałej partnerki - nie było warto. Ergo - świadczy to o natężeniu uczuć - nową podrywkę kochał/był zakochany - to i warto mu było się postarać. A stara? No cóż, wygodna była. Lubił ją zapewne. Terminarz tez można lubić, uważac za praktyczny, wygodny... Służącą też można lubić, bo czemu by nie. Nawet doceniać, bop zręczna i sprawna... Tylko czy o to chodzi w relacji dwojga ludzi?

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3smile
  • baba67 14.07.19, 15:20
    No tak, całkiem zrozumiała motywacja. Niemniej tu mamy kompozycję DWÓCH elementów-traktowanie kogoś jak poczekalnie i niezorganizowanie jako cecha osobowości, Owe elementy mogą ale nie muszą współwystępować. Każdy zna albo słyszał o zorganizowanym facecie który dwa lata po zaręczynach jeszcze nie mógł ustalić daty ślubu (zaręczyny jak się domyślacie nie do końca były z jego inicjatywy) a kiedy spotkał miłość życia ożenił się w ciągu roku.Może być też szczerze zaangażowany który na początku się bardziej starał choć nigdy to nie wyglądało normalnie a teraz stara się mniej to cala jego natura objawia się w pełnej krasie,Dopiero życie go trochę nauczyło bo dostał po głowie pary razy dechą i wciąż mu to psuło relacje z kochana żoną i jego rodziną,Dobrze po 40 tce.

    --
    Starość posiada te same apetyty co młodość tylko nie te same zęby.
  • kocynder 14.07.19, 15:43
    Toteż ja się nie upieram, że koniecznie pan ma w rzyci obecna niewiastę. To wie tak na prawdę tylko on sam, a i to nie na pewno. Ja tylko dostrzegam w działaniach pana pewien schemat - tłumaczenie że nawalił, umawianie JEGO spraw terminowych: już spadło na nią. A on jest, prawda, uroczo roztargniony. On beztrosko "nie ogarnia". Ona ma go tłumaczyć, świecić za niego oczami, kolejny raz mu przypominać, ponaglać i kłaść uszy po sobie, bo jaśniepan ma focha, że o 17:00 słowiczym głosem zwróciła się doń "Kochanie, ale wiesz, na 15:00 byliśmy umówieni...", a on przecież własnie zaczął kolejny rozdział książki czytać! Chamka jedna!
    Jest taka świetnie to ilustrująca piosenka Gangu Marcela (wiem, ramota, ale ja lubię ramoty!). "Ojciec żył, tak jak chciał". Poniżej tekst:

    Ojciec żył tak, jak chciał, co dzień inne plany miał,
    jego fotel - ten przy drzwiach - często pusty stał.
    Czasem ktoś wpadał i czytał matce krótki list,
    potem nocą - już przez sen - słyszałem jej płacz.
    Ojciec żył tak, jak chciał - bardzo rzadko w domu spał,
    lecz gdy wracał, z każdym z nas długo bawił się.
    Czasem też miał ten gest, na zabawę z matką szedł,
    potem nocą - już przez sen - słyszałem ich śmiech.
    Co dzień rano przy śniadaniu, kiedy siostra kroi chleb,
    myślę o nim: co z nim będzie, gdzie jest dziś?
    A wieczorem po kolacji, gdy zmęczony kładę się,
    jego zdjęcie pod poduszką ze mną śpi...
    Ojciec żył tak, jak chciał, co dzień inne plany miał,
    jego fotel - ten przy drzwiach - pusty wciąż jest.
    Co dzień rano przy śniadaniu, kiedy siostra kroi chleb,
    myślę o nim: co z nim będzie, gdzie jest dziś?
    A wieczorem po kolacji, gdy zmęczony kładę się,
    jego zdjęcie pod poduszką ze mną śpi...
    Ojciec żył tak, jak chciał, niepoważnie życie brał,
    lecz powróci kiedyś tu zobaczyć nas znów...
    Wiem, że wróci kiedyś tu zobaczyć nas...

    Pytanie tylko czy dziewczyna z postu założycielskiego ma chęć czekać nie wiadomo ile, aż pan mąż łaskawie przypomni sobie, że ma dom i rodzinę? Sorry, ale dla mnie - to skrajny egoizm pana - i nie ma usprawiedliwienia. Dla mnie nie ma opcji, że pan "zapomni" o umówionym wcześniej spotkaniu, bo się zagadał z kumplem, po czym zaprezentuje miny nadąsanej królewny, że służąca śmie mieć zastrzeżenia... I, nie zgodzę się z oceną z pierwszego postu, że tych dwoje się dobrze dogaduje: pan jest w wygodnym układzie (wcale to nie znaczy, że jeśli się zakocha to porzuci wspomnianą panią - znane są historie, że pan NIE CHCIAŁ i nie miał zamiaru rezygnować z wygodnych kapci w domu, a i tak z pań kuszącej urody korzystał i dla tychże pań umiał się postarać) a pani czeka. Na jego łaskawy powrót, na wspólny wyjazd odkładany piętnaście razy, na to o co znów będzie awantura, jeśli nie dość łagodnie spojrzy po trzech godzinach czekania na walizce...

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3smile
  • tt-tka 14.07.19, 15:58
    kocynder napisała:

    a pani czeka. Na jego łaskawy powrót,
    > na wspólny wyjazd odkładany piętnaście razy, na to o co znów będzie awantura,
    > jeśli nie dość łagodnie spojrzy po trzech godzinach czekania na walizce...
    >

    Wlasnie o to chodzi ! Bo gdyby ona umiala i chciala - zarazem chcac tego wlasnie pana - odczekac godzine, po czym zajac sie swoimi sprawami, odczekac dwa komunikaty o opoznieniu wyjazdu, a potem wyjechac sama (niekoniecznie tam, dokad planowali wspolny wyjazd), krotko, gdyby miala swoje zycie nie ustawione wylacznie na czekanie na niego - to taki uklad moze funkcjonowac i nawet niespecjalnie frustrowac.

    Nie wiem, jak dlugo trwa ten zwiazek, ale on, jak rozumiem, zachowywal sie tak od poczatku. Na poczatek czlowiek zwykle stara sie pokazac od najlepszej strony, czyli to, co ona miala i ma to jest juz lepsza strona tego pana sad

    Oraz - teraz sa tylko dwoje (pomijajac dzwoniacych z ponagleniami do niej jego znajomych), teraz ona marnuje tylko swoj wolny czas, urlop, wypoczynek. jezeli planuje z nim rodzine, na nia spadnie tlumaczenie dzieciom, ze czegos nie bedzie czy gdzies nie pojada, choc mialy obiecany, bo tatus juz taki jest.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • baba67 15.07.19, 08:09
    Żeby mieć kochankę i nie wpaść to trzeba być naprawdę zorganizowanym. Ilustrują to liczne powieści i telenowelesmile

    --
    Starość posiada te same apetyty co młodość tylko nie te same zęby.
  • reinadelafiesta 09.07.19, 23:00
    Kocynder
    Wiem tyle, że w sytuacji kiedy jest impreza, ma się spotkać ze swoimi znajomymi, to też się spóźnia. Ale nie umiem powiedzieć, czy dlatego, że mu nie zależy. Pewnie jest jak u wiekszości ludzi : jeśli mu na czymś zależy, to realizuje to sprawniej. Mnie, jak nie mam przysłowiowego bata nad sobą, jest się ciężko do czegoś zabrać. A jak tego czegoś nie lubię, to już w ogóle jest kiepsko. Ale oczywiście za rzeczy przyjemne biorę się szybciej. Różnica polega na tym, że ja odkładam, ile mogę. A on przekracza granicę. Jedyne, co chłopak jakoś ogarnia - to praca. Ale tam nawet jak cały dzień przebimba, to ma szansę nawet w nocy nadrobić. Ma jakiś defekt i ogromny problem stanowi dla niego zabranie się do czegoś, zebranie się itd. Odkłada na ostatnią chwilę, źle kalkuluje. Ale nie potrafię odpowiedzieć na Twoje pytanie z pełnym przekonaniem. Chyba wtopy zalicza wszędzie.

    --
    Żeby dojść do źródła, trzeba iść pod prąď
  • lumeria 06.07.19, 19:31
    To co pan robi, to wygląda na kwestie osobowości - zerknij tu: 4hrsolutions.pl/pl/mbti-osadzanie-czy-obserwacja/

    Sa ludzie, którzy lubią mieć wszystko zapięte na ostatni guzik, oraz inni, którzy nigdy tego guzika nie zgodzą się dopiąć (bo zawsze coś tam). Większość jest gdzieś pomiędzy.

    Tego nie da się wyplewić, ani zmienić w terapii. Mozna troszkę polepszyć wielkim wysiłkiem, ale nie na długo. Podobnie jak introwertyk raz kiedyś może wysilić się by być dusza towarzystwa, to jednak zawsze wraca do swojej preferencji ciszy i spokoju. Tak ten pan zawsze będzie wracał do luźnego podejścia do ustaleń nt. terminów i punktualności.

    Doradziłabym by partnerka zrobiła wywiad środowiskowy czyli porozmawiała z rodzina pana. Czy on zawsze tak miał? Czy jako dziecko / nastolatek chodził według zegarka, czy wręcz odwrotnie - tak jak mu się przytrafiło?

    Jeśli zawsze był punktualny i słowny, to raczej wskazuje na to, ze olewa partnerkę. Ale jeśli (jak podejrzewam) zawsze tak miał, to raczej to się nie zmieni.

    A swoja droga, szkoda by partnerka marnowała czas i życie na czekanie. Warto ja wspierać, by realizowała swoje plany mniej więcej tak jak były ustalone bez wyczekiwanie na pana. To będzie ważną umiejętnością szczegolnie kiedy pojawia się dzieci. Jednak będzie trudno maluchom wytłumaczyć, ze nie pójdą tu czy tam, bo tata jest u kumpla, lub ze nie pojada na wakacje, bo tata się nie wyrabia w pracy. Trzeba iść i jechać, a tata dojdzie czy dojedzie jeśli będzie mógł.
  • reinadelafiesta 07.07.19, 17:24
    Dzięki, Lumerio
    Z tego co się orientuję, chłopak tak miał zawsze, oczywiście zawalał sprawy stosownie do wieku. Więc może on po prostu tak ma. Gdyby trafił na partnerkę, która nie boi się postawić, może by przynajmniej w jakimś stopniu zachowanie - nawet wbrew swojej naturze- zmodyfikował. Ale chyba ona zbyt mało asertywna jest, więc on nie widzi powodu do zmian.

    --
    Żeby dojść do źródła, trzeba iść pod prąď
  • lumeria 08.07.19, 01:43
    Moze właśnie dlatego są razem, bo ona jest super uległa - jednocześnie korzysta z innych, pozytywnych aspektów życia razem z tym człowiekiem. A on ma kobietę, która go kocha takiego jakim jest.

    Mozliwe, ze z bardziej asertywna ten pan po prostu by nie był, bo czułby się kontrolowany czy zmuszany. A z nią jest sobą.

    Ona nie chce być asertywna, on nie chce być punktualny. I możliwe, ze tak cale życie przeżyją.

    Czy dobrze wyczytałam, ze przez ta swoja pasywność tkwiła zbyt długo w złych związkach? Możliwe, ze ten jest dla niej akurat o wiele lepszy od poprzednich, i nie chce z niego rezygnować. Wygląda na to, ze ta przypadłość u pana jest dla niej uprzykrzeniem, ale nie urasta do rangi dyskwalifikującego felera czy poważnej krzywdy dla niej. Dalej jest dla niej lepszy niż inni. To warto zauważyć i docenić.


  • annthonka 08.07.19, 09:45
    Odniosłam wrażenie, że dziewczyna wchodzi w związki według jednego schematu, nienajlepszego dla niej.

    I nie do końca uważam, że facet po prostu "tak ma", skoro ma w nosie "prośby, groźby i tłumaczenia" dziewczyny (cytat z posta startowego), a impreza u kolegi jest dla niego ważniejsza niż jej życiowe plany.
  • lumeria 09.07.19, 00:05
    Właściwie jaka to różnica czy "tak ma", "tak mu się zdarza", lub "tak wybiera zachowywać się" jeśli efekt jest równie nieprzyjemny dla otoczenia?

  • annthonka 09.07.19, 10:03
    Chodzi mi o to, że w tej sytuacji tylko po części można wytłumaczyć faceta cechami osobowości, bo on - oprócz właściwego swojemu charakterowi niezorganizowania - swoim zachowaniem pokazuje, że nie liczy się z tą dziewczyną. Ona siedzi w oczekiwaniu, kątem u rodziców, przejadając swoje oszczędności, a on, wiedząc o tym, co chwila przekłada wyjazd, bo tu zapomniał, tam się pomylił, a poza tym to musi iść na imprezę do kolegi.

    Nie sprawia wrażenia, jakby mu na tej dziewczynie długoterminowo zależało.
  • baba67 14.07.19, 09:38
    On po prostu nie jest świadom niedogodności bo ona mu o nich nie mówi. Większość młodych panów nie ma wyobrażni na takim poziomie i nie piszę tu o narcystach, borderlinach itp. Po prostu młodzi faceci są z natury mało refleksyjni,to przychodzi z wiekiem.Co z tego że on ma wiedzę jeśli konsekwencje i niedogodności do zwojów nie docierają bo go nie boli a panna udaje że jest ok. Nie posuwałabym się do twierdzenia że panna jest na przeczekanie a gdy trafi na te jedyna to zamieni się w demona organizacji.

    --
    Starość posiada te same apetyty co młodość tylko nie te same zęby.
  • annthonka 15.07.19, 08:47
    Z postu startowego wynika, że ona mu o tym mówi, tyle że nie tupie nogą.

    Dlatego dobrym testem na trwałość tego związku byłby wyjazd dziewczyny zgodnie z planem, bez względu na to, czy on jedzie tego samego dnia z nia. I na miejscu zajęcie się swoimi sprawami. Po piewsze będzie mogła spojrzeć z dystansu i być może przemyśleć, czy jej taki układ pasuje, a po drugie zobaczy jak bardzo facetowi się do niej spieszy.
  • reinadelafiesta 08.07.19, 13:22
    Lumeria
    Ja oczywiście pisząc, że tkwiła zbyt długo, piszę z mojego punktu widzenia. Ja bym gościa spusciła po brzytwie prędzej, ona potrzebowała dużo więcej czasu i wsparcia moralnego z zewnatrz, ktore ją utwierdzało w decyzji.

    --
    Żeby dojść do źródła, trzeba iść pod prąď
  • lumeria 09.07.19, 00:16
    Z tego co i jak piszesz, wydaje mi się, ze jesteś serdecznie do dziewczyny nastawiona, i ze chcesz jej dobra. Chciałabyś jej pomóc.

    Czasami wzory jest łatwiej zauważyć z zewnątrz, wiec rozumiem, ze piszesz na podstawie obserwacji. Skoro te poprzednie związki nie wypaliły, to chyba dosyć trafnej obserwacji, i wniosków.

    Moze dziewczyna potrzebuje wsparcia i tym razem? Podbudowania jej poczucia własnej wartości. Bo wygląda na to, ze bardzo nisko siebie ceni. To warto by było przepracować, zanim zwiąże się z kimkolwiek. Bo to ona z jakiś powodów wybiera mężczyzn, którzy jej nie szanują (ten nie szanuje - czy dlatego, ze 'tak ma' czy dlatego, ze się z nią nie liczy).

    Szkoda dziewczyny.
  • reinadelafiesta 10.07.19, 21:48

    Dziękuję za te słowa i dobre rady. Przemyślę wszystko, zastanowię się, co mogę zrobić żeby jej pomóc. Na razie postaram się trzymać rękę na pulsie. A w razie czego, może i to co napisano tutaj będzie jakoś mogło ją wesprzeć i podtrzymać na duchu. Wielkie dzięki Wszystkim.

    --
    Żeby dojść do źródła, trzeba iść pod prąď
  • kocynder 14.07.19, 10:09
    O. Tak mi się przypomniało. Puść tej dziewczynie piosenkę: Gang Marcela "Ojciec żył tak jak chciał". I niech pomyśli czy tego chce...

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3smile
  • reinadelafiesta 14.07.19, 14:00
    Kocynder
    Przy okazji☺

    --
    Żeby dojść do źródła, trzeba iść pod prąď

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka