Dodaj do ulubionych

Kilka obserwacji z dnia dzisiejszego.

26.08.19, 18:48
1. Rejestracja szpitalna. Duży, przestronny hol, wysoki na dwie kondygnacje.
a/. Czterolatek gania po holu wyjąc jak skrzyżowanie pawiana z syreną przeciwmgielną - bawi go hałas, echo. Mamusia siedzi pod ścianą z nosem w telefonie. Poproszona o uspokojenie dziecka pierw odrywa niechętnie wzrok od ekranu i rzuca w przestrzeń bez specjalnego przekonania "Kuba nie biegaj". Na ponowną uwagę już zeźlona wydziera się na recepcjonistkę, która poprosiła o uspokojenie dziecięcia, że "to tylko dziecko!", "ma prawo biegać!", "dlatego się nudzi, że wy tu, stare kur... nic nie robicie! Jakbyście się do roboty wzięły to by nie trzeba było czekać!" - po czym wraca do telefonu. Po kolejnych kilku minutach - dzieciak rozpędzony poślizgnął się i wpadł na ścianę. Ryk. Mamusia natychmiast podleciała i znów wydarła się na rejestratorkę, że biedne dziecko itd. Z epitetami. Szczękę z podłogi zbierałam dłuuuugo...
b/. Do rejestracji podszedł mocno starszy pan. Bardzo mocno starszy. Nie, nie wchodził "bez kolejki" - spokojnie odstał "swoje". Nagle ODEPCHNĘŁA go zażywna niewiasta lat około 40, z wrzaskiem, że ona jest z dzieckiem i nie może czekać "aż jakiś staruch dostanie lekarską zgodę by zdechnąć!" (to cytat!). Dziecko, które jej towarzyszyło - na oko jedenasto - dwunastolatek z nosem w smartfonie, niespecjalnie zajęty tym co się dzieje. Rejestratorka grzecznie zapytała czy dziecko ma orzeczenie o niepełnosprawności (ustawa za życiem). Nie, nie ma. Ale ona z dzieckiem NIE MOŻE czekać! Rejestratorka nienagannie grzecznie odmówiła obsłużenia jejmości poza kolejnością i poprosiła owego starszego pana. Był zdenerwowany zajściem, ręce mu się trzęsły i rozsypał dokumenty - pomogłam mu je zbierać. Kurczę... Pan ma 98 lat. Walczył w czasie II Wojny Światowej. Był zesłany do Niemiec na roboty. Represjonowany. Był Honorowym Dawcą Krwi. I takiego człowieka tępe babsko szarpie, żeby jej dziubdziusiowi się podczas czekania bateria w smartfonie nie rozładowała...
2. Autobus miejski. Wchodzę (pani lat 40+). Sporo miejsc wolnych, ale... Większość "podwójnych" siedzeń okupują młodzi mężczyźni zasiadając tak, by nikt nie miał wątpliwości co do ich męskości. Nogi rozwalone, dobrze, że chociaż spodnie zapięte... uncertain Podchodzę, mówię grzecznie "Przepraszam, chciałabym usiąść.". Panicz patrzy wrogo, odsuwa kolano o trzy centymetry. Grzeczność mi się kończy, siadam więc normalnie, dość obcesowo odsuwając jego rozwalone nózie. Gdyby wzrok zabijał - oddycham tylko z przyzwyczajenia... big_grin
3. Na ulicy. Idę chodnikiem, ścieżka rowerowa po przeciwnej stronie jezdni. Wpadł na mnie jakiś "wyścigowiec" w lateksowym wdzianku i jeszcze wydarł się, że będe mu płaciła, za uszkodzony rower! Jakoś kiedy sięgnęłam po komórkę zadzwonić na policję - szybciutko się zmył, racząc mnie niewybrednymi epitetami, wśród których "stara szmata" było najsubtelniejsze.
I dla kontrastu:
1. Inny autobus, wieczór. Jakaś starsza kobieta, widząc, że czytam książkę, ustąpiła najlepiej oświetlone miejsce siedzące: "Proszę, będzie wygodniej! Oczy trzeba oszczędzać!". Uśmiech.
2. Ulica. Zza pleców słyszę szelest opon. Odruchowo schodzę na bok. Tymczasem rowerzystka, rowerzysta i dwójka dzieci hamują. Tata tłumaczy, że na chodniku to oni są gośćmi i to oni muszą ustępować pieszym. Bo to jest CHODNIK i służy do chodzenia, a nie do jeżdżenia.
I wiele innych. Jakoś tak mam ostatnio kontrastowe elementy... big_grin
--
Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3smile
Edytor zaawansowany
  • matylda1001 28.08.19, 00:40
    Sklep, w którym często robię zakupy urządził dla swoich klientów zabawę ze zdrapkami. Kupon "pusty" trzeba było wrzucić do urny i przyjść w określonym dniu na losowanie nagród. Pewnie wszyscy wiedzą jak to się odbywa. Nagrody to dwadzieścia razy po 1000zł i jeden raz 10.000. Zebrała się całkiem spora grupka zainteresowanych. Wylosowano wszystkie nagrody po 1000 i przystąpiono do losowania nagrody głównej. Tłum zamilkł w oczekiwaniu. Okazało się, że wylosowanego pana nie ma wśród zebranych więc nagroda mu przepadła i losowanie trwa dalej a napięcie rośnie. Następna wylosowana osoba to pani, prowadzący zaprosił ją na scenę i co? pani ma trudności z dotarciem do sceny bo nie może się przedrzeć "pod prąd" bo wszyscy już odchodzą. Nic nie wygrali to stracili zainteresowanie zabawą. Finał był taki, że zostaliśmy z mężem i może jeszcze z piętnaście osób. Nie wiem czy tej pani, która wygrala zrobilo się przykro że ją zlekceważono ale nam na pewno. Przykro i wstyd za tych, którzy nie potrafili się kulturalnie zachować. Podobnie bywa w teatrze, szczególnie zimą bo ludzie ścigają się po odbiór okrycia z szatni. Gdy po zakończeniu przedstawienia podnosi się kurtyna aktorzy najczęściej widzą wychodzących z krzeseł ludzi, którzy już stracili zainteresowanie tym co właśnie się skończyło.

    --
    Wyborcy PiS są jak karp. Znudzony życiem w spokojnym stawie, pragnąc odmiany, uczepił się haczyka wędkarza.
  • kocynder 28.08.19, 01:04
    Co do loterii "zakupowej" - no, to jeszcze jakoś tam mogę zrozumieć - lecą, bo te zakupy ich mamią. Bo jeszcze trzeba by kupić karmę dla Azorka. O, i zapomniałam o papierze toaletowym! A za pół godziny zamykają sklep! Nie, nie mówię, że to grzeczne czy w porządku - ale jakoś tam do zrozumienia. Natomiast w teatrze?! surprised?! Ja tam z tych co po spektaklu "całe napisy końcowe" oglądam! No, chyba, że sztuka była do niczego i nudziłam się jak mops - raz się tak trafiło. To uprzejmie odczekałam "wyjście na ukłon". Raz. I poszłam. Natomiast zwykle - przyznam, że ten moment, kiedy aktorzy wychodzą na scenę już PO spektaklu - jest dla mnie jednym z najmilszych. I przyznam się czemu: dwa razy miałam taki przypadek, dwóch różnych, wielkich niewątpliwie aktorów mi to doznanie "zafundowało". Kiedy wyszli na scenę - miałam wrażenie, że patrzą tylko na mnie. Oczywiście WIEM, że to najpewniej jakaś "aktorska sztuczka" i nie ja jedna takie wrażenie miałam, ale... Tak, miałam wrażenie, że w tym momencie, spojrzeniem mówi "Cały spektakl grałem tylko dla ciebie". To jest coś, nawet jeśli złudzenie kunsztem aktorskim wywołane. I nawet w wykonaniu mniej mistrzowskich "wyjść" - i tak lubię. smile I nie odmówiłabym sobie przyjemności po to, żeby tłoczyć się w szatni! Tym bardziej to nie ma sensu, że wszyscy ci co tuż po kurtynie wyrywają jak Usain Bolt, żeby paletko odebrać - głównie będą się tłoczyć i kotłować pod tą szatnią! A ja posiedzę spokojnie, pożegnam aktorów, ostatni raz spojrzę na kurtynę - i na spokojnie w niemal pustej już szatni odbiorę okrycie wierzchnie. smile

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3smile
  • reinadelafiesta 29.08.19, 15:45
    Kocynder
    Nie wychodzę z sali tuż po opuszczeniu kurtyny, chętnie oklaskuję aktorów, ale... zauważyłam, że ostatnio utarł się zwyczaj klaskania w nieskończoność. Przedstawienie ładne, miłe, poprawne, ale nie wybitne. Publicznosć klaszcze, oczywiście na stojąco, aktorzy wychodzą raz, drugi, trzeci, publiczność dalej klaszcze, kurtyna coraz opieszalej idzie w górę, aktorzy już by chcieli do domu, ale ludzie klaszczą dalej. No znaj proporcje Mocium Panie!


    --
    Żeby dojść do źródła, trzeba iść pod prąď
  • kocynder 29.08.19, 16:11
    A to też fakt! big_grin Przesada w żadną stronę nie jest dobra. Rozumiem "oklaskiwanie w nieskończoność" w kilku przypadkach. Na przykład spektakl jest wybitny, aktorzy genialni, sztuka z treścią na czasie, reżyserii nic nie można zarzucić, tło muzyczne dobrane fantastycznie itd. Rozumiem, jeśli spektakl jest rodzajem uczczenia "jubileuszu" jakiegoś wybitnego aktora (czy to okrągłych urodzin, czy pełnej rocznicy pracy scenicznej... Wówczas ta "nieskończoność" oklasków jest rodzajem hołdu dla szacownego "numeru jeden". I ręczę, że większość aktorów (którzy nie wszyscy są kretynami) wówczas wcale się aż tak nie spieszy - przeciwnie chce uhonorować starszą koleżankę/kolegę, jeśli nie faktycznie z szacunku to w nadziei, że kiedyś dla niego też inni taka fetę zrobią.

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3smile
  • annthonka 31.08.19, 14:17
    Wyjątkowe nagromadzenie skrajnie chamstkich zachowań jak na jeden dzień. Ordnarne zwyzywanie rejestratorek, zbluzganie i szarpanie bardzo starszego pana, wyjątkowo chamskie zachowanie rowerzysty w stosunku do Ciebie. Trudne do uwierzenia.

    Za to o miłych gestach zawsze czyta się miło i mam wrażenie, że życzliwości jest jednak dużo na świecie.
  • kora3 02.09.19, 12:15
    Anthonko, bo jest smile
    Tak się składa, że zwracamy uwagę na szczególnie miłe gesty, ale także na te szczególnie niemiłe sytuacje - na tzw. wink normalność nie zwracamy szczególnej uwagi - po prostu.
    Wczoraj byliwśmy grupą nad wodą - bardzo duzo ludzi w tym dzieciaków w róznym wieku. Nic nie mogę powiedzieć niepozytywnego o ich zachowaniu - normalnie zachowujące się dzieci. Że tam któreś głośniej pisnęło w wodzie - normalka, że rodzic uwagę zwrócił - też normalka. Nie ma się ani czym irytować, ani zachwycać.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kocynder 08.09.19, 18:20
    Wiem, że miłych gestów jest więcej. Zapewne właśnie nagromadzenie tych złych jednego dnia sprawiło, że "mi się ulało"...

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3smile

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka