Dodaj do ulubionych

Mieszana od 30 kwietnia. zapraszam na wątek

30.03.07, 15:22
Cześć, skończyłam dziś ścisłą. o powodach pisze na "ścisłym" wątku. Więc od
dziś mieszana. Myśle że pociągne dwa tyg 2DC+1, a potem 1tydz 1DC+2 i potem
1000kcal. A potem zobaczymy. Waga obecna 79 , cel 70 ale jak by było 74 to
też będe bardzo zadowolona. Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • iwkaga Re: Mieszana od 30 kwietnia. zapraszam na wątek 30.03.07, 20:39
      Witam kochanie.
      Czytam watki regularnie, choć nie miałam ostatnio o czym pisać.
      Gratulacje z okazji Twojego sukcesu, 6 kg - jestem pod wrażeniem.Tobie ubywa, a
      mi przybywa.
      Byłam chora jak pamiętasz, 3 dni 39 stopni dawno nie byłam taka
      wzięta.Przerwałam ścisłą, a teraz trochę wydobrzałam (obyło się bez
      antybiotyków, bo to wirus)i myślę poważnie o powrocie na dietkę. tylko po tych
      moich sensacjach żołądkowych mam trochę stracha i ostatnio wymyśliłam, że może w
      moim przypadku powinnam zacząć od mieszanej, by stopniowo przyzwyczaić organizm
      do torebek a nie robić mu znowu szoku.Co o tym myślisz? Co o tym myślicie,
      doradźcie coś!
      P.S.
      Czy w tytule nie powinno być 30 marca?!chyba jesteś nieźle wymęczona Lalunko,
      myślę , że decyzja o mieszanej jak najbardziej trafiona.Pozdrawiam Cię bardzo
      mocno, życzę zdrówka dla córci i Ciebie.Buziaczki. Iwona-IWKAGA
      • laluna1000 Re: Mieszana od 30 kwietnia. zapraszam na wątek 30.03.07, 21:29
        Cześć Iwcia! Super że jesteś! W TYTULE OCZYWIŚCIE POWINNO BYĆ 30 MARCA!No sama
        widzisz jak mnie wykończono...
        Może masz racje, zacznij od mieszanej, powolutku, do celu.Tylko nie wiem czy
        wejdziesz w ketoze, ale z drugiej strony, jak się przyzwczaisz to może
        wejdziesz na ścisłą mniej drastycznie...
        Ja już naprawde miałam dość, tamta ścisła nie była taka ciężka. Ale to może ze
        zmęczenia?
        Więc witam Cię i nawet nie wiesz jak się ciesze że jesteś ze mną. Dzięki za
        życzenia zdrowia, ze mną to tam kit, ale Mała.. zrobiłam jej dziś badania lab,
        mam nadzieje ze wyniki będą dobre, może pozwolą określić jaka jest przyczyna
        tych ciągłych zapaleń gardła, uszu, krtani....Pozdrawiam i jeszce raz witam z
        nami.PA
        • iwkaga Re: Mieszana od 30 kwietnia. zapraszam na wątek 30.03.07, 22:55
          Myślałam o tej mieszanej na okres 2-3 dni ,żeby zobaczyć jak mój żołądek
          zareaguje, a potem na ścisłą jak będzie dobrze.Myślę , że Ty też nie miałaś
          szczęścia do pory na ścisłą, jak dzieci są wtedy zdrowe to ma się więcej siły by
          tą dietę ciągnąć i inny komfort psychiczny, jest chyba łatwiej. Ale ważne , żeby
          się nie poddawać. Wy musicie się kurować , bo jak się pokażecie tatuśkowi?Kiedy
          ten wyjazd? U mnie też choroby się nie skończyły, dzisiaj syn wrócił ze szkoły z
          gorączką 39 stopni i ma zapalenie oskrzeli po ostatnich lekcjach wf na świeżym
          powietrzu, a testy na koniec podstawówki już za dwa tygodnie.Nie martw się ,
          minie ten nieciekawy okres chorób na wiosnę i mała wydobrzeje i będzie ok.trzeba
          to jakoś przeżyć.Jak widzisz nie jesteś sama, u mnie podobnie.Głowa do góry.
          Pozdrawiam. Iwona-IWKAGA
    • lenona1 Re: Mieszana od 30 kwietnia. zapraszam na wątek 30.03.07, 22:22
      Cześć dziewczynki :-) Ja dorosłam do decyzji, że ta dietka nie dla mnie.
      Ogólnie za bardzo lubie jeść, gotować, ale musze się pochwalić waga 94 i powoli
      leci w dół. A jem warzywa, owoce i pierś kurczaka oraz ryby. Chodze też na
      aerobik 2 razy w tygodniu - byłam dopiero dwa razy - zupełny brak sił, tak żle
      jeszcze nigdy nie było. Kiedyś sporo ćwiczyłam, a teraz męcze się okropnie. A
      od soboty dodatkowo basen. A ponieważ jem - mam siłe aby o wszystko zadbać.
      Polecam wam program Jesteś tym co jesz na 2 i na kuczni.tv też program o
      dietach. Ja zaczełam tak gotować i jest fajnie, i okazało się, że warzywa są
      super i to już nie jest dieta a sposób życia, chudne około 1 kg tygodniowo - ja
      po diecie żarłam i efekt jo-jo był murowany - teraz jak mam ochote na słodkie -
      wcinam owoce. Podziwiam wszystkie was, dla mnie ta dieta jest za cieżka - przy
      moim łakomstwie i podjadaniu- teraz podjadam warzywka, owocki i nasionka.
      Tu ukłony dla Lalunki- no moja droga podziwiam i zazdroszcze - dziewczyno
      nikniesz w oczach, mężuś padnie jak ciebie zobaczy - a jak tam w pracy - pewnie
      szczęki z podłogi zbieraja :-) Co do rodzinki to właśnie przeszliśmy wirusa
      rota, naszczęście obyło się bez szpitala, ale tak sie bałam o malutką- okazało
      się, że zniosła lepiej od nas. Pozdrawiam i od czasu do czsu coś napisze jeśli
      pozwolicie.
      Serdecznie pozdrawiam Lalunke, Iwkeage, Akolitke i Voluptas, no i Edziucha
      oczywiście.
      • iwkaga Re: Mieszana od 30 kwietnia. zapraszam na wątek 30.03.07, 22:42
        Witam Lenonko!
        Widzę , że zebrało nam się na powroty.Ale to dobrze, bo jak miło dowiedzieć się
        co się dzieje u wszystkich po kolei.
        Myślę , że na Tobie sprawdza się to ,że jednak każda z nas musi znaleźć dietę
        dla siebie.Najważniejsze żeby czuć się z dietą ok! i widzę , że Ty znalazłaś
        metodę dla siebie.Jestem z ciebie dumna , bo nie odpuściłaś i wreszcie wiesz jak
        chudnąć z przyjemnością , nawet Ci tego zazdroszczę.Odzywaj się do nas jak
        najczęściej, a gdyby nie było to dla Ciebie kłopotem, to zdradź mi trochę więcej
        szczegółów o Twoim jadłospisie, myślę że można z niego skorzystać na mieszanej
        albo w przerwie między następnymi turami DC, może jakieś smakowite przepisy na
        coś fajnego z warzywek.Podziwiam Cię też za to rozruszanie
        aerobikowo-basenowe.Działaj kochana i zdawaj nam tu relacje jak Ci idzie.Mega
        buziaczki i pozdrowionka.Iwona-IWKAGA
        Ten program na dwójce to oglądałam , a ten drugi to co to jest i gdzie go
        znaleźć?!Z góry dziękuję!
        • laluna1000 Re: Mieszana od 30 kwietnia. zapraszam na wątek 31.03.07, 11:21
          Cześc Lenonko! Jak się ciesze że się odzywasz. Jesteś super, widzisz na DC
          świat się nie kończy, tak ja Iwcia pisze, każdy musi znależc dieye dla siebie.
          Pisz jak najczęściej co u Ciebie, jak dziewczynki? U mnie ok, planuje dziś
          zjeść pół piersi na parze, troche brokuła. Szczerze to ja już tez mam dośc tej
          diety. Ale narzekać nie moge, dzis waga 78 więc jest dobrze. Do męza lecimy 20
          kwietnia, radocha jak nie wiem co, ale boje się ze córcia mi nie wyzdrowieje,
          ciągle ma chore gardło. Z drugiej strony zmiana klimatu dobrze jej zrobi, tam
          lecimy nad sam ocean i na dodatek w góry. widziałam zdjęcia, byłam zachwycona
          widokami, a co dopiero na żywo... opisze jak wróce.
          W pracy ostatnio nie byłam, jestem już czwarty tydzień na zwolnieniu na
          dziecko, więc dopiero się zdziwią jak mnie zobaczą..hi hi...
          przydało by się pare ćwiczeń... ale u mnie to z tym kiepsko, zawsze znajde
          sobie jakąś wymówke, ale może basen, choć raz w tygodniu? No i rowerek. Stoi w
          domu i ładnie wygląda...... Widze ze ciało się domaga, bo choć piling Voluptas
          działa, Lipomeric też, ale najlepszy byłby ruch na moje troche ciałko.
          skarbie, przesyłam Ci ogromne buziaki, zaglądaj tu jak najczęściej. Pa
    • lenona1 Iwka :-) 01.04.07, 09:28
      To jest dieta dla mnie, wiesz ja lubie ćwiczyć, chociaż musze wpaść w rytm. Mi
      na DC brakowało ruchu, a u mnie dieta to cała otoczka - ćwiczenia, basen, dobre
      gotowanie i coś dla ducha- dobra książka, kwiatki w wazonie, czas na maseczke(
      tu ukłon w strone męża właśnie wymienił mi prysznic na taki z biczami wodnymi i
      deszczownią- wczoraj siedziałam godzine)
      Ten drugi program to szczupłe gotowanie na programie kuchnia.tv Katheleen
      Daelemons- sama schudła 30 kilo, ogólnie mało węgli i tłuszczu.
      Właśnie na dobry początek ide jeść sałatke owocową- truskawy, pomarańcze,
      grejfrut, winogrona, kiwi- dla mnie pycha- a jak mam ciągoty na słodkie to jem
      owoce- wiem że to cukry, ale lepiej yo niż czekolade. Ide robić śniadanie,
      jeszcze potem napisze pare przepisów. Pozdrawiam
      • balbina_alexandra Re: Iwka :-) 01.04.07, 10:26
        Mniam mniam, te truskawki to brzmią pysznie :) u mnie się pojawiły te
        zagramaniczne za olbrzymie pieniądze, ale stwierdziłam, że poczekam na te
        rodzimego chowu... a przepisy jakieś fajne możesz zawsze podrzucić :)

        Ja jestem właśnie niby na mieszanej niby na 1000 kcl i wydaje mi się że ciągle
        jem to samo :D twarożek wiejski/tunczyk z warzywami w pracy, w domu zupa z
        kurczkiem albo kurczak curry i tak w koło Macieju. W tygodniu mam tyle pracy, że
        nie mam naprawdę czasu na gotowanie, ale w weekend można by poszaleć! Może jaką
        rybę sobie w folii upiekę...
        Na wagę wolę nie wchodzić, ostatnio pokazała mi ponad pół kilo więcej, ale to po
        ścisłej normalne zjawisko, poza tym @ niedługo więc to chyba normalny skok (nie
        zgrzeszyłam zjedzeniem niczego niedozwolonego). Najgorsze jest to, ze coś
        potwornego wyrosło mi na brodzie, jestem zła jak osa, baba lat 30 i wielki
        bolący podskórny gul! Żeby było śmieszniej, cerę mam teraz idealną jak nigdy,
        wszędzie indziej pory czyściutkie i maleńkie, a na brodzie tak zonk! Czuję jak
        nic, że przed świętami jeszcze wyląduję u dermatologa... Tak więc na pewno @
        niedługo, póki co się nie ważę, a ten jeden maleńki kg na pewno sam niedługo
        spadnie :)

        Dziś jestem nieco padnięta, miałam strasznie pracowity tydzień, wczoraj po pracy
        pojechałam z siostrą na zakupy - moja mama ma dziś imieniny (idę zaraz kończyć
        sałatkę dla niej), szykuje wielki spęd! Kupiłyśmy dla niej prezenty, a przy
        okazji chciałam kupić sobie jakieś koturny do pracy... no i kupiłam, przepiękne,
        ale to są klapki na lato :D za to urody niezwykłej, więc nie mogłam im się
        oprzeć, po prostu nie mogłam!

        W ogóle jestem dumna z siebie. Ponieważ szlajałyśmy się po sklepach naprawdę
        długo dopadł mnie oczywiście głód. Zuzia skoczyła na kebab, a ja kupiłam sobie
        kefir 0% i pogryzałam wędlinę drobiową :D


        --
        This thing is slowly taking me apart.
        Grey would be the color if I had a heart.
        • laluna1000 Mieszana 2DC+ 1 02.04.07, 10:00
          Cześc Dziewczyny! Dzię kolejny dzień dietowania... U mnie w porządku, odkąd
          wsuwam jakiś posiłek gotowany całkiem inaczej się czuje, mam więcej siły,,dziś
          wracam do pracy. Córcia powoli zdrowieje, oczywiście jest na antybiotyku, ale
          wkońcu zmieniłam lekarza, a ten zlecił wszelkie badania i okazało się że
          leczyliśmy ją wirusowo a ona ma zapalenie gardła bakteriologiczne, a to leczy
          się zupełnie inaczej... więc teraz może już będzie dobrze.
          A ja pomoli chudne, bardzo powolutku, ale wczoraj rano znów było 79 a dziś
          78,3 więc w dół, powolutku, ale zawsze.
          więc może jakoś się wkońcu zacznie układać, tym bardziej ze 20 kwietnia wylot
          do męża(la la la)...
          Dziś ide do pracy, a tu jeszcze troszke porządku trzeba zrobić, więc dość
          siedzenia i do roboty.
          Zapraszam na wątek bo juz w tym tygodniu troszke nas przybędzie na mieszanej
          (swoją drogą gratuluje Twardzielki!) i zaczęcam do wpisywania jakiś przepisów
          na mieszaną, bo to naprawde pomaga gdy już ma się dość kurczaka gotowanego...ha
          Pozdrawiam serdecznie,
          • voluptas Re: Mieszana 2DC+ 1 02.04.07, 11:37
            Prawdę mówiąc dostaję już lekkiego rozmnożenia jaźni (nie mylić z rozdwojeniem,
            tu mnożnik jest znacznie wyższy) od ilości wątków i tracę rachubę, co i gdzie
            pisać. Eh, w sumie można wszędzie.

            U mnie dzisiaj szósty mieszany dzień. Bez ścisłej. Teoretycznie jest to 2 DC i 1
            własny, ale w praktyce wychodzi to inaczej: dozwolone 150 gram mięsa zjadam na 2
            porcje, przeważnie rano, po południu natomiast jakieś warzywa - osobno, żeby
            jeść częściej, a nie za dużo na raz. U mnie to się sprawdza. Od początku ubyło
            mi równe 2 kg, co jak na mieszaną, kiedy jednak organizm nie oczyszcza się tak
            doglębnie, jak na ścisłej, uważam za całkiem niezły wynik. Teraz jest równe 69,
            czyli do celu optymalnego jeszcze 4 kg, do końca drogi - 7. Ale tak naprawdę nie
            jestem pewna, czy chcę zjeżdżać aż do 62, czy to już nie będzie dla mnie za
            mało. Zdecyduję przy 65.

            Nie wiem, ile będę na tej mieszanej, chciałabym do skutku, ale muszę wypytac
            Małgosi, mojej konsultantki, jak długo można. Jakoś nigdy wcześniej nie
            widziałam potrzeby zgłebiania tego tematu, bo mieszaną traktowałam jak zło
            konieczne i nie podobała mi się specjalnie. Na szczęście należę do istot
            reformowalnych i stan aktualny bardzo sobie chwalę ;) Chociaż nie powiem brakuje
            mi ciemnego chleba i jakichkolwiek owoców, nie mówiąc już o winogronach,
            zwłaszcza tych drobniutkich, rodzynkowych, które znowu się pojawiły. Ale cóż,
            priorytety rzecz święta, a 4 kg to kwestia 3 tygodni ;) A do tego czasu
            winogrona nie znikną z powierzchni ziemi. Tak sobie powtarzam i nawet pomaga ;)
            --
            Nie daj się omamić. To tylko pachnidło.

            Forum o Perfumach
            DIETA CAMBRIDGE
    • balbina_alexandra 04.04 04.04.07, 21:47
      Hop hop, gdzie się podziały wszystkie dietujące? Pewnie nie powinnam się
      udzielać za bardzo w tym wątku bo właściwie na mieszanej nie jestem, choć nie
      przeczę, na ostatniej ścisłej zamówiłam masę batonów i w pracy z przyjemnością
      je przegryzam :) ja przez cały ostatni tydzień jadłam w zasadzie to samo, czyli
      twarożek z usiekanymi warzywami (porcja olbrzymia, papryka, rzodkiewki, ogórek
      zielony, oliwki, cebulka, szczypiorek - wszystko posypane Fit Upem do twarożków
      - robię tu trochę kryptoreklamę, bo z reguły nie uznaję gotowych mieszanek,
      pozostałe fit upy są mocno średnie, natomiast ten twarożkowy mnie uzależnił!) i
      zupę wielowarzywną z ugotowaną piersią kurczęcą - gotuję tego wielki gar raz na
      parę dni, codziennie tylko doprawiam inaczej i codziennie dogotwuję do tego
      jakieś inne warzywka - a to brokuły, a to kalafiorek, a to brukselka. Rodzona
      siostra patrzy na mnie ze zgrozą w oku, ile razy można jeść w kółko to samo, ale
      mnie smakuje i koniec :) no ale jutro jakieś ryby skonsumuję, jutro przewiduję
      wariacki dzień, kotka idzie pod nóż, więc już od dwóch dni jestem na lekach
      uspokajających, w razie nagłego ataku głodu mam usiekane warzywa, wymieszam z
      twarożkiem albo tunczykiem i zjem. Nabyłam dziś wściekłą ilość mrożonych
      truskawek, wiśni i malin - uwielbiam takie domowej roboty koktajle, a do
      truskawek mi już bardzo tęskno. Na mieszanej nie można owoców, ale ja już
      przecież nie jestem na mieszanej, staram się jeść w miarę normalnie i w miarę
      rozsądnie. Nie mogę się przemóc do węgli oprocz warzyw, kupiłam sobie batoniki
      Corny bez cukru (mają tylko 80 kcl z hakiem), żeby je przegryzać w pracy, ale
      ciągle nie mam odwagi. To jakaś obsesja, przecież zdaję sobie doskonale sprawę,
      że od jednego batonika waga nie skoczy jak szalona! Chyba muszę wrócić do
      węglowych sniadań - kocham domową owsiankę, bardzo mi smakuje, więc myślę, że do
      takiego śniadania nie będę musiała się zmuszać :)


      --
      This thing is slowly taking me apart.
      Grey would be the color if I had a heart.
      • laluna1000 diety ciąg dalszy... 05.04.07, 09:53
        cześć! Ale tu puchy... Dziewczyny sprzątają, gotują itp.(!) I dobrze, wkońcu
        Święta idą, po co zamartwiać się jakąś dietą..? A ja się właśnie martwie... Juz
        tak długo jestem na mieszanej a waga stoi, zacieła się chyba cholewa! Dziś
        pokazała znowu 78, czy to juz koniec? W zasadzie nie łamie zasad, rano torebka,
        na obiad warzywka z jakimś mięskiem lub rybką got na parze, po południu napój w
        kartoniku lub baton( jestem w pracy) i woda, oraz kawa bez cukru za to z mlekiem
        (0,0%), więc troche mnie to martwi. Trzeba było zostać może na tej ścisłej do
        końca, a nie przerywac 4 dni wcześniej.... Teraz święta, to jak coś wsune
        zakazanego to już wogóle przybiore... jejku, to już chyba jakaś obsesja. Tak
        jak u Balbinki...Koleżanko, musisz troch jeśc węglowodanów. Po coś w końcu są!
        Pozdrawiam serdecznie
        • balbina_alexandra Re: diety ciąg dalszy... 06.04.07, 10:32
          Hej hej! Kto sprząta ten sprząta :) trzy dni temu nie spałam pół nocy, bo
          wpadłam w szał sprzątania - panowie przywieźli mi nowe mebelki, więc pucowałam,
          układałam, przestawiałam pół nocy! Poza tym moja kotka miała wczoraj operację, i
          bardzo się denerwowałam, więc ot tak, żeby się zająć... Mała już jest po, na
          szczęście wszystko ok, choc jest troszkę osowiała i obolała, martwi mnie tylko
          reakcja mojego kocurka - najłagodniejszego kota na świecie, ktory łazi za nią i
          syczy; to ponoć normalne, mały się boi bo ona mu obco pachnie - musi sam byc w
          dużym stresie bo nic nie zjadł wczoraj na kolację, a to żarłok nieprzeciętny!

          Wracając do porządków, siostra miłościwie pomogła mi przy oknach :) jestem
          szczęśliwa, że to juz za mną. Sama zaliczyłam wczoraj bardzo silne sensacje
          żołądkowe i niestety nie wiem od czego - nie jadlam niczego podejrzanego,
          sałatka, twarożek, ryba pieczona ze szpinakiem i pieczarkami, masa warzyw i
          truskawki. Okropna biegunka i ból brzucha nie do opisania, przecież to chyba nie
          truskawki są temu winne?! Składam to na karb nerwów związnych z kiciunią...

          Nic mi się dziś nie chce :) mam wybitnie olewczy stosunek do świąt teraz, moja
          mama zresztą tak samo. Nie kazała mi nic robić, żadnych ciast :) ale może jakiś
          mały mazurek z kajmakiem z puszki mleka zrobię...


          --
          This thing is slowly taking me apart.
          Grey would be the color if I had a heart.
    • voluptas już prawie 7 kwietnia. Pełne zblazowanie. 06.04.07, 23:55
      U mnie przygotowania przedświąteczne pełną parą. Tzn. na szczęście już prawie na
      finiszu, ale com się natyrała to moje. Chociaż ja to lubię, a najbardziej widok
      juz gotowych, ślicznie udekorowanych ciast. Satysfakcja, jaką daje mi ta
      produkcja, jest tak duża, że wcale nie czuję potrzeby spróbowania tego, co
      wytwarzam; wystarczy, ze inni jedzą i chwalą, chwalą, chwalą :)) I co ciekawe,
      nie przeistaczam się w małego robota kuchennego dlatego, że mam jakąś
      hiper-tradycyjną rodzinę, tylko dlatego, że chcę po pierwsze zrobić przyjemność
      bliskim, a po drugie... sobie ;) Bliskim, bo będą mieli to, co lubia, wykonanae
      tak, jak lubią, a sobie, bo przez następne 3 dni nie będę musiała NIC gotować,
      więc będę się mogła pobyczyć z książką albo przed telewizorem. I takie
      "świętowanie" mi odpowiada ;)

      Moja dieta? Zblazowana jestem totalnie, mieszana od 3 dni stała się dietą 1000
      kcal, bo na horyzoncie pojawiły się bakalie i uznałam, że mazurka czy tortu mogę
      nawet nie liznąć, ale odmawiać sobie daktyla? Nie ma głupich ;) Ale pieczenie
      się już skończyło, daktyle siedzą grzecznie w masie mazurkowej, więc raczej nie
      mam już argumentów przeciw skonsumowaniu jutro 2 saszetek i czegoś obiadowego.
      Choć powiem szczerze, jestem już na etapie totalnego znudzenia dietą i właściwie
      teraz, tak jak tu stoję (a dokładniej siedzę ;) ) mogłabym przestać się
      odchudzać i też nie byłoby mi źle w życiu. I te opcję rozważam, chociaż nie w
      pierwszym rzędzie. Zdecydowanie mam już dość szarpania się, liczenia,
      kalkulowania, schizów, histerii i paranoi - już to wszystko przerobiłam w swoim
      czasie i już dziękuję. Moge byc tylko bardzo wdzięczna mojej przyjaciółce, która
      w sposób dość prosty i zrozumiały wytłumaczyła mi, kiedy po raz kolejny
      zaczynałam się ciskać, że o fakcie posiadania 4 kg, które mogłabym jeszcze
      zrzucić, wiem JA, a poza tym nikt inny tego nie zauważy, zresztą fakt ten nie
      będzie miał żadnego istotnego wpływu na moje życie. I przyznaję jej pełną rację.
      Dlatego bez zbędnych emocji czy zastanawiania się nad marnością/doniosłością
      faktu wskoczę w mieszaną, chciałabym jutro i takoż się postaram.

      Wiem jedno - wraz z końcem tego miesiąca kończę odchudzanie jako takie, czyli
      myslenie o sobie jako o kimś, kto jest na diecie. Ile uwalczę, to moje, reszta
      nieistotna. Już wyszukałam sobie lekarza dietetyka bo czuję, że będę
      potrzebowała pomocy w wyjściu z diety - boże, tego nigdy nie robiłam.
      Odchudzałam się w życiu milion razy, 3 razy wcześniej gubiłam dużą nadwagę, ale
      nigdy nie udało mi się dotrzeć do etapu kiedy kończę dietę i powoli wracam na
      wyższy pułap kaloryczny. Zawsze było mi mało, zawsze wyznaczałam sobie cele dość
      abstrakcyjne, a to, że ich nie osiągałam, wywoływało we mnie straszną
      autoagresję, ergo rzucałam się na jedzenie i... jojo juz tylko czekało. Chyba
      podstawowym moim osiągnięciem w obecnej chwili jest diametralna zmiana myślenia
      o sobie i o jedzeniu. Przestało być czynnikiem na który przekładam emocje. I to
      sobie sama ze sobą uwalczyłam, to moje. I nie oddam ;)

      Idę spac, bo jutro czeka mnie jeszcze trochę tańczenia przy garach.
      --
      Nie daj się omamić. To tylko pachnidło.

      Forum o Perfumach
      DIETA CAMBRIDGE
      • voluptas 7 kwietnia czyli pokusa do odparcia ;) 07.04.07, 20:59
        Myślałam, że skończę wcześniej, ale jeszcze moja szwagierka zmolestowała mnie do
        zrobienia babki cytrynowej. Siedzi jeszcze w piekarniku (babka nie szwagierka ;)
        ), a mnie czeka sprzątnięcie kuchni i... mogę zacząć świętować. Czyli nie robić
        nic ;)

        Moje plany dietetyczne powiodły się w całej rozciągłości. I nie powiem, dumna
        jestem z siebie, bo robiłam dziś tort z moją ukochaną masa z białej czekolady
        i... nawet nie spróbowałam. Cholera, niestety znam siebie jak zły szeląg i
        miałam poważne obawy, że liźnięcie tego cuda skończy się przynajmniej dalszym
        próbowaniem. Więc szlaban. Tort już się przegryza w lodówce, wyszedł mi w tym
        roku świetnie. Mam nadzieję, ze familia doceni ;) Ja sama wsunęłam dziś batonik
        DC, potem zupkę, a potem przełamałam w sobie pokusę zjedzenia 3 zupki i
        zaliczenia dnia na ścisłej - dorzuciłam do menu białą drobiowa gotowaną
        kiełbaskę i połówkę faszerowanego jajka. I wystarczy. Muszę się dziś porządnie
        wyspać, bo od 2 dni mam z niejasnych powodów wagę wyższą o ok. 1 kg więc
        podejrzewam, że od spania po 4h i picia dużej ilości kawy coś mi się
        popierwiastkowało z gospodarką wodną. Dlatego od teraz żadnej kawy i do łózka
        przed północą. Zobaczymy, jak będzie jutro ;)

        Jeśli ktoś tu w święta zagląda - pozdrawiam serdecznie! :)
        --
        Nie daj się omamić. To tylko pachnidło.

        Forum o Perfumach
        DIETA CAMBRIDGE
        • laluna1000 drugi dzień Świąt 09.04.07, 11:16
          cześć Dziewczynki! Jak mijają święta? Jak pokusy? Ja wczoraj poszalałam,
          zjadłam sałatke gyros, sałatke warzywną i ciasto. Dzis już staram się mniej
          jeśc ale od jutra powrót na diete. Stwierdziłam że nie ma sensu odmawiać sobie
          wszystkiego, ale bez przesady,bez węglowodanów(oprócz kwałeczka ciasta....)Ale
          jutro już mieszana 2DC+1. Zazdroszcze Voluptas samozaparcia, robiła tkie
          ciasta, torty a ona zupki DC...Pozdrawiam Was i zapewne spotkamy się po
          Świętach. I oby Wasze czuprynki dziś były zmoczone.. Pa.Buziaki
          • voluptas drugi dzień Świąt (ostatni na szczęście ;) ) 09.04.07, 18:38
            A voluptas sama nie wie, czego chce od życia. Voluptas nie ma na siebie pomysłu
            i to ja boli najbardziej. Raz voluptas czuje się świetnie i góry chce przenosić
            na swych wcale-nie-tak-wątłych barkach, innym razem ma sama do siebie masę
            pretensji i gubi się w gąszczu swoich mniej lub bardziej sensownych rozmyślań.
            Voluptas wczoraj stukneła się w głowę mocno i doszła do wniosku, że nie jest
            sztuką WSZYSTKIEGO sobie odmawiać w nieskończoność i jechać w limicie 700 kcal,
            bo to patologia, skutkiem czego voluptas wczoraj i dziś żywiła się białą
            kiełbasą drobiową (w sumie po 2 kawałki dziennie), jajkami faszerowanymi (2
            sztuki) oraz spróbowała ciast, które wykonała. Nieskromnie powiem: były genialne
            :] Było po 1 kawałki tortu, po 1 mazurka, 2 plastry babki cytrynowej, którą
            wykonałam pierwszy raz w życiu i nie miałam pojęcia, że może wyjść taka dobra.
            Wyszła. Miło z jej strony. W ramach uspokojenia sumienia voluptas wczoraj i dziś
            zaliczyła po 5000 kroczków na steperze (oczywiście w dwóch turach, bo nie chce
            mieć ud jak Pudzian) i święta można zaliczyc do odbytych.
            Biorąc pod uwagę, ze wszelkie dotychczasowe brednie tudzież rojenia voluptas na
            temat planów odchudzawczych się lekko zdewaluowały, zamierza poświęcić
            dzisiejszy wieczór na kalkulowanie, co dalej. Zwłaszcza kusząca jest myśl
            opierająca się na konstatacji, że do końca kwietnia zostało jeszcze od jutra
            licząc 21 dni. Muszę to przemyśleć. Mocno przemyśleć. O co mi, do cholery,
            chodzi. Bo już sama nie wiem :(
            Jedno założenie nie ulega tylko przedawnieniu: czas na zabawe w diety daję sobie
            do 1 maja. Potem - czas mija.

            --
            Nie daj się omamić. To tylko pachnidło.

            Forum o Perfumach
            DIETA CAMBRIDGE
            • balbina_alexandra Re: drugi dzień Świąt (ostatni na szczęście ;) ) 09.04.07, 19:22
              To ja mam chyba tak samo. Znaczy, że nie wiem, czego chcę. A raczej wiem co
              powinnam, doszłam do wagi którą chciałam osiągnąć i powinnam powoli wychodzić z
              diety, no bo co w końcu... Kalorii nie liczę (nie umiem zresztą) i do tej pory
              jakoś w miarę zdrowo się odżywiałam, powoli włączając węgle, powoli dodając ruch
              i mocno sobie perswadując, że przecież waga nie skoczy w górę jak szalona od
              jednego jabłuszka! Ja u siebie w domu nic nie piekłam, ani w ogole nie
              gotowałam, nie licząć garu warzywnego ratatouille ;) świeta spędzam u mamy i
              zrobiłam ze dwie sałatki, zaliczyłam jednak wczoraj mały kryzys - nawet nie
              chodzi o to co zjadłam, bo zdrowo - warzywa, sałatki, ćwikła, buraczki, duszona
              cielęcinka (babcia robiła, pyszna!) - ale chodzi o ilość. Zjadłam bardzo dużo na
              raz, mimo iż nie byłam wcale TAKA głodna i potem cały wieczór męczyłam się z
              okropnym bólem brzucha i z wyrzutami sumienia, że oto właśnie zaczyna się
              kompulsywne obżarstwo (dobrze to znam, jem koszmarne ilości mimo braku
              fizjologicznego uczucia głodu!). Ech, najgorsze jest to co wyczynia z
              człowiekiem jego chora psychika... Też zaliczyłam stepper, plus ćwiczenia z
              ciężarkami :) Dziś już mi chyba lepiej, mimo brzydkiej pogody (zimno i mży)
              zaliczyliśmy spacer nad morzem i to wpłynęło na mnie mocno kojąco. Zaraz wracam
              do łóżka i mojej lektury.
              Nie wiem czy powinnam się tym chwalić (a może raczej wstydzić?) ale nie zjadłam
              ani kawałka ciasta. I naprawdę nie dlatego, że to kalorie, tłuszcze, wegle itd.
              tylko dlatego, że mnie autentycznie nie ciągnęło. Po prostu nie miałam ochoty.
              Za to od tygodnia pochłaniam dziką ilość owoców, jabłek, pomarańczy i wypijam
              hektolitry koktajlu który samodzielnie przygotowuję z kefiru/jogurtu oraz
              mrożonych wiśni+malin+truskawek. Tych owoców to mi jednak strrrrrrasznie
              brakowało... nawet nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo.

              Cieszę się że jeszcze jeden dzień wolnego, cieszę sie że moja kotka juz doszła
              do siebie, cieszę się, że jeszcze jutro mogę sie wyspać ;)

              --
              This thing is slowly taking me apart.
              Grey would be the color if I had a heart.
              • laluna1000 Re: drugi dzień Świąt (ostatni na szczęście ;) ) 09.04.07, 19:43
                no tak,każda z nas ma swoje dobre i złe dni.. Ale wierze ze jutro bedzie
                dobrze. ja dziś też przecholowałam. Tak jak Balbinka jadłam dużo choć mało
                kaloryczne, ale dużo.. Teraz cierpie, brzuch mnie boli, a jak to przyjemne
                uczucie jak ma się lekko w brzuszku... i na duszy. Bo oczywiście ma wyrzuty
                sumienia, waga pokazała 80 a było już tak ładnie. Balbinka Ty przynajmniej masz
                morze...jejku zawsze chciałam mieszkać nad morzem, właśnie tę pore roku lubie
                najbardziej, albo póżne lato..prawie jesień. Można naprawde odpocząć, nie w
                lato smażyć się w tłumie na plaży(co to za odpoczynek..) Ale niedługo(20.04)
                lece do męża, do Irlamdi, nad ocean, więc może nabiore nowych sił witalnych..
                A od jutra dietka, myśle że mieszana 2DC+1. Wiem ze nie wpadne zaraz w
                ketoze, ale pod wpływem DC i warzywek organizm odpocznie i żołądeczek się
                wykuruje. pozdrawiam Kochane i trzymajcie się!
                • silel Re: drugi dzień Świąt (ostatni na szczęście ;) ) 09.04.07, 22:22
                  Hej, ja tu pierwszy raz.
                  Zgłębiam ostatnio tajniki DC, ale bardziej po to, by przekonywać samą siebie,
                  że nie jest to dieta dla mnie. Bardzo dużo ćwiczę, a ponieważ moja wiara w ruch
                  jest o wiele większa, niż w dietę - wiem to na pewno: nie schudłabym nic a nic
                  na DC.
                  Nie dziwię się, że macie wątpliwości. Co jest lepsze: 700kcal czy 2700 + mocne
                  ćwiczenia?
                  Bez węgli nie da się uprawiać porządnego sportu. Próbowałam kieedyś: czułam się
                  jak podczas ciężkiego przypadku grypy czy jakiejś innej infekcji. Z kolei,
                  jeśli się uprawia sport, to one nie szkodzą (oczywiście, wszystko ma swoje
                  granice). Może po prostu Wasze organizmy upominają się o swoje. Te saszetki są
                  jak ze starej książki sf: ludzie żywiący się kolorowymi tabletkami. Ktoś kiedyś
                  myślał, ze to postępowe, tymczasem promuje się zdrowe żywienie, produkty jak
                  najmniej przetworzone, ekologiczne uprawy...

                  Swoją drogą, ja też wczoraj dałam czadu, przejadłam się i kwiczałam. Zachowałam
                  swoje priorytety jednak: pobiegałam, że hoho. Spalić tego wszystkiego... nie
                  spalę w jeden dzień, poza tym, uczucie przejedzenia jest paskudne, nie chcę
                  więcej. Dołączam się do bicia się w piersi, ale też radzę Wam rozważyc różnicę
                  między dietą a zdrowym stylem życia.
                  Czy na pewno ten stan ketozy - powtarzany przez Was, jak widzę, nałogowo kilka
                  razy do roku - nie SZKODZI?

                  Przepraszam za wtrącanie się w nie swoje sprawy, zwłaszcza jako osoba "nie w
                  temacie" ;)
                  Pozdrawiam i życzę przy okazji ostatniego dnia świąt (przedostatniej ich
                  godziny ;)) przede wszystkim ZDROWIA



                  • voluptas Silel, 10.04.07, 09:34
                    widzisz, problem polega na tym, że nie istnieje jedna uniwersalna recepta na to,
                    jak schudnąć czy też jak zachować zgrabna sylwetkę. Stety czy niestety. Każdy
                    musi poszukać własnego sposobu i jeśli takowy znajdzie - trzymać się go.
                    Dziewczyny, których posty czytasz tutaj, trzymają się właśnie metody DC.
                    Nie zamierzam Cię przekonywać, że to dieta dla każdego - niestety, wymaga
                    żelaznego charakteru, konsekwencji, wytrwałości i samozaparcia. Znacznie więcej,
                    niż wtrząchnięcie tych 2700 kcal i wytrzęsienie ich na siłowni czy w inny
                    sposób: a o tym wiem dobrze, bo i jedną i drugą metodę znam z autopsji.
                    Wychodzisz też z błędnego założenia, że każdy ma siłę, czas i ochotę tyle
                    ćwiczyć; niestety tak nie jest, bo abstrahując od prozy zycia niekiedy mamy
                    ograniczenia zdrowotne, które nie pozwalają na intensywny i nadmierny wysiłek
                    fizyczny, a akurat przy DC są bez znaczenia. Mogę Ci podać mój przykład: mam b.
                    słaby wzrok i rok chodzenia na siłownię kosztował mnie po -2 dioptrie na oku.

                    Weź też pod uwagę, że są osoby, które jak Ty nie mogą żyć bez weglowodanów, a są
                    i takie, które nie byłyby w stanie wykluczyć z diety białka czy tłuszczu,
                    dlatego właśnie to dietę należy dostosować do siebie, a nie siebie do diety.

                    > Czy na pewno ten stan ketozy - powtarzany przez Was, jak widzę, nałogowo kilka
                    >
                    > razy do roku - nie SZKODZI?

                    Cóż, chyba tutaj trochę przesadzasz. Po pierwsze stan lekkiej ketozy można w
                    organizmie utrzymywać przez czas dłuższy, po drugie wcale nie ma na tym forum
                    dziewczyn, które "nałogowo, kilka razy w roku" się w nią wprowadzają. No może
                    poza mną, ale widzisz, mnie DC uratowała życie - bo pewnego dnia "obudziłam się"
                    z otyłością III stopnia. I tu znowu pojawia się kwestia wyboru, co lepsze:
                    wprowadzenie się na dłuższy okres w stan lekkiej ketozy, czy noszenie na sobie
                    50 kg zbędnego sadła? Na DC schudłam 48 kg, które nie wracają. Niemożliwe? A jednak.
                    Zapewniam Cię także, że o zdrowym zywieniu wiemy więcej, niż przeciętny
                    śmiertelnik: wymusza to na nas okres tzw. diety mieszanej, kiedy liczy się
                    wszystko: IG, węglowodany, kalorie. Dlatego poza okresami, kiedy prowadzimy
                    naszą kontrolowaną głodówkę jemy zdrowo, bardzo zdrowo i zapewniam Cię - nie
                    przejadamy się "aż kwiczymy", a to też raczej elementem zdrowej i racjonalnej
                    diety nie jest, prawda?
                    Dlatego cieszę się, że Ty znalazłaś swoja metodę tak samo, jak cieszę się, że my
                    mamy DC, która niejednej z nas pomogła bardziej, niż jakakolwiek "normalna" dieta.

                    --
                    Nie daj się omamić. To tylko pachnidło.

                    Forum o Perfumach
                    DIETA CAMBRIDGE
                    • silel Re: Silel, 10.04.07, 16:01
                      Witam!
                      Absolutnie nie chcialam tutaj sprowadzać Was na swoja własną, "jedyną dobrą
                      droge". Ani też nie zamierzam dyskwalifikować zasad Waszej diety. Hmmm,
                      chciałam raczej rozważyć, czy to zniechęcenie nie jest jakimś sygnałem dla
                      organizmu.
                      Dlatego też na koniec mych nieszczęsnych wywodów przeprosiłam, że w ogóle
                      zabieram tu głos. Pewnie nie powinnam była i tyle.
                      Jeśli chodzi o te 2700 kcal to oczywiście to był li i jedynie wyolbrzymiony
                      przykład. Gdy chodzi o dyscyplinę: w odchudzaniu poprzez spalanie jest ona
                      równie potrzebna. Pisałam, że nie potrafię osobiście - ja dla siebie samej -
                      uwierzyć, bym potrafiła schudnąć na diecie niskokalorocznej, nisko
                      węglowodanowej, czy nisko-wszystko-jedno-co, gdybym nie mogła przez to mieć
                      swojej żelaznej dawki ruchu dziennie. I też mam na sobie to przećwiczone: waga
                      spadała w takich wypadkach na łeb na szyję przez pierwszy miesiąc (10 kg), a
                      potem koniec.
                      To jest moje doświadczenie, ale żeby się dowiedzieć o tym, co ono warte jest,
                      żeby zobaczyć miarodajne efekty, musiałam poświęcić na to piewrsze pół roku, no
                      może nawet 3-4 miesiące. Wcześniej ćwiczyłam, biegałam dla spokoju sumienia,
                      dla zdrowia, dlatego, że miałam mierną kondycję, okropnie bałam się cukrzycy i
                      chorób serca, które po kolei dotykają członków mojej rodziny. Gdy zobaczyłam
                      efekty, to już mi się tak w głowie porobiło, ze nie ma przeproś: przestaję się
                      ruszać - tyję.
                      To ma oczywiście związek z tym, że w jakiś sposób w coś wierzymy, albo nie.
                      Rzeczywiście, przez myśl mi nie przeszły sytuacje, kiedy to właśnie zdrowie nie
                      pozwala na ruch. Jest to jedna z tych rzeczy, które spędzają mi sen z powiek:
                      co będzie, jak się nie będę mogła ruszać. Myślę o tym często, zwłaszcza, że mam
                      koleżankę z urazem kręgosłupa, której lekarze kazali się odchudzać.
                      Ale też nie zamierzam się tu za bardzo bić w piersi. Poruszyły mnie Wasze
                      problemy i odezwałam się na ich temat szczerze, poprzez pryzmat swoich
                      doświadczeń.
                      Efekt okazał się idiotyczny, wyszedł z tego frontalny atak szkodnika na dietę
                      DC. Kolejna nauczka ;)
                      Pozdrawiam i życzę wszystkim powodzenia

                      • silel PS. 10.04.07, 16:19
                        PS.
                        Wolę od razu poprawić, sama: W TRAKCIE PISANIA POSTU nie pomyślałam o
                        sytuacjach, w których ludzie nie mogą uprawiać sportu, natomiast często o tym
                        myślę, zwłaszcza, gdy dopadają mnie dolegliwości żoładkowe poważnego kalibru,
                        kiedy to właśnie leżę i kwiczę. Ja też na ogół mało jem. Dlatego biesiadowanie
                        z rodziną mnie wykończyło, bo choć nie szalałam przy stole, zjadłam po prostu
                        więcej, niż zwykle. I niestety, właśnie spróbowałam ciast. I tu znowu mam za
                        swoje, bo wyolbrzymiłam sytuację niby dla żartu, miało być z przymrużeniem oka,
                        a dostało mi się, że ho ho.

                        Schudłam 36 kilogramów. W ciągu roku. Na początku środek ciężkości mojego
                        odchudzania był po stronie diety, stopniowo jednak przenosiłam go na ruch.
                        Obecnie mam BMI między 24 a 25. Na początku było koło 35. Najtrudniejsze było
                        to 6 kilogramów na końcu: sama dieta na nie nie działała. Jeszcze trudniejsze
                        są te, których jeszcze nie zrzuciłam.

                        Voluptas, ja teraz świadomie zupełnie powiem coś ostrego. Weż pod uwagę zanim
                        zaczniesz swoją defensywę, że ktoś Cię nie zaatakował.
                        To wszystko.

                        Przepraszam raz jeszcze za zakłócenie spokoju.
                      • voluptas Re: Silel, 10.04.07, 19:56
                        Silel, a czy Ty aby trochę przewrażliwiona nie jesteś, co? Nie wiem, gdzie w
                        mojej wypowiedzi doszukujesz się ataku, czy też defensywy (a przed czym niby
                        miałabym się bronić???), bo ich tam z założenia nie ma. A że byłam lekko
                        złośliwa - no cóż, Ty też byłaś pisząc o "nałogowym wprowadzaniu się w ketozę";
                        tu uważam, że jesteśmy kwita.

                        A teraz zupełnie szczerze: cieszę się, że Ci się udało. Ale - zapytam przekornie
                        - czy na przykład nie boisz się sytuacji, w której coś sprawi, że przez krótszy
                        badź dłuższy czas nie będziesz mogła ćwiczyć - co wtedy? Ja mogę Ci powiedzieć,
                        że w Twojej metodzie, bo rozumiem, że ta metodą jest dość wysoki pułap
                        kaloryczny plus intensywne spalanie poprzez ruch, bałabym się właśnie tego, że w
                        pewnym momencie coś odbierze mi możliwość ćwiczeń na dotychczasową skalę i wtedy
                        przyzwyczajona do sporej ilości jedzenia... popłynę. Mam w swoim otoczeniu
                        osobę, która dokładnie to spotkało: dziewczyna trenowała wyczynowo pływanie,
                        jadła jak smok, bo jej organizm przy treningach tego potrzebował, potem przyszła
                        kontuzja, leczenie, leżenie, jedzenie i doszła do wagi ponad 130. Mnie takie
                        przykłady też dają do myślenia, ale broń boże sama nie wyciągam z nich wniosku
                        "sport jest be", tylko że zawsze trzeba zdawac sobie sprawę z zagrożeń, które
                        mogą czekać na nas na każdej drodze, jaką sobie obraliśmy; nawet jeśli jest to
                        tylko droga ku szczupłej sylwetce. Dlatego też zdaję sobie sprawę, że DC NIE
                        JEST SPOSOBEM ODŻYWIANIA, tylko sposobem redukcji wagi, że to właściwie
                        kontrolowana głodówka, a zupki od czystej wody różnią się tylko tym, że głodując
                        nie wyjaławiasz sobie organizmu.. i wszystko. Dlatego w DC poza tym, że musisz
                        się okrutnie zawziąć, żeby te trzy tygodnie przetrzymac, musisz jeszcze bardzo
                        przyłozyć się do tego, żeby z diety rozsądnie wyjść, bo schudnąć to tylko połowa
                        sukcesu, bez względu na metodę, sukcesem jest utrzymanie wagi. Chyba się z tym
                        zgodzisz.

                        Daleka jestem od prowadzenia krucjaty i przekonywania kogokolwiek, że moje jest
                        lepsze, albo najlepsze w ogóle i ma być na wierzchu. Zmęczenie, zniechęcenie,
                        znudzenie, o którym tu wspominam, są czasem po prostu reakcją na długotrwałość
                        pewnego procesu, sama zresztą wiesz, ile czasu trzeba żeby zgubić 10, 20, 30 kg,
                        a co dopiero jeśli ma to być 40 czy 50. Ja jestem na diecie od 15 miesięcy, nie
                        była to cały czas DC, i jedyne czego mam naprawdę dość to myślenia o sobie jako
                        o "człowieku na diecie". A jednocześnie chciałabym już osiągnąć wyznaczony cel -
                        BMI 23 nawet z hakiem, żeby nie było tak blisko "przegródki" pt. nadwaga; teraz
                        mam 25, równiutkie. Więc mam nadzieję, że z moja metodą szybko poradzę sobie z
                        tymi ostatnimi 4-5 kg i... tyle. A ponieważ w międzyczasie zdążyłam się
                        przekonać, że tak naprawdę fajnie jest się mocno zmęczyć i że miło jest popływac
                        czy chociażby pobiegać na steperze - wierzę, że w "nowym", podietowym życiu,
                        życiu powiedzie mi się nie gorzej, niż mi się wiodło na diecie.
                        Czego i Tobie szczerze i serdecznie życzę.
                        --
                        Nie daj się omamić. To tylko pachnidło.

                        Forum o Perfumach
                        DIETA CAMBRIDGE
                        • silela Re: Silel, 11.04.07, 12:53
                          A to małpy z nas złośliwe ;)
                          Jestem jakaś z natury leniwa, bo pisząc, używam skótów myślowych, potem wydaje
                          mi się, że coś przecież wyraźnie napisałam...
                          No właśnie ja często myślę o sytuacjach, kiedy nie będę mogła uprawiać sportu.
                          I mam na to swój plan, na dodatek też przetrenowany (dieta pooperacyjna).
                          Widzisz, pewna bliska mi osoba odżywiała się okropnie, ale dopóki uprawiała
                          czynnie sport, zdrowie było na 6, nawet przy dość sporej otyłości. A potem
                          zmiana trybu życia, nagle cukrzyca, i wszystko, co tylko za tym idzie, włącznie
                          z amputacją nogi, palców, pogorszeniem wzroku.
                          Czego ja chcę? Uniknąć choroby OBOJGA moich rodziców, wszystkich braci mojego
                          ojca, wreszcie mojej starszej siostry. Łączę sport ze zdrową, ale w miarę sytą
                          kuchnią, bo muszę coś jeść, żeby ćwiczyć. Nie liczę kalorii, ale jestem
                          ostrożna.
                          cdn.
                          Nie żrę po brzegi, zachowuję umiar.
                        • silela Re: Silel, 11.04.07, 16:39
                          No ale dosyć tego mojego rozżalania się i gadania o choróbskach.

                          Wyobraziłaś sobie mnie jako jakąś pakerkę, pakującą się w kuchni i na siłowni ;)
                          A ja po prostu stawiam na ruch, bo skoro mogę, to dlaczego nie? W siłowni byłam
                          2 razy w życiu: musiałam zaliczyć kilka nieobecności na w-f na studiach, a
                          tylko siłownia była jeszcze dostępna. Nuda straszna. Jeść po prostu uwielbiam,
                          jestem pod tym względem nie do końca reformowalna.
                          Czas? Rano po prostu wstaję pół godziny wcześniej. Popołudniu to już swiętość:
                          biegam godzinę i nie ma przeproś. Wieczorem ćwiczę sobie przed telewizorem,
                          najchętniej podczas Szkła KOntaktowego - wystarczy, że słyszę, co gadają, a
                          gadają ciekawie. Rzecz niewyobrażalna dla mnie kiedyś, jakoś się udaje dzień w
                          dzień. Do tego pracuję, zajmuję się domem, mam czas dla rodziny. Mniej go za to
                          na jakies drzemki i inne lenistwa.
                          Muszę powiedzieć, że jestem z siebie dumna, no, bo naprawdę, nie dość, że po
                          raz pierwszy w życiu jestem (dłuższy czaz) szczupła, to jeszcze nagle stałam
                          się i zorganizowana.
                          Ty z kolei potrafisz kompletnie zapomnieć o jedzeniu, czego ja bym nie dokonała
                          za nic w świecie.
                          Zgadzamy się więc, że każdy ma swoją drogę.
                          I tu należy się trochę wytłumaczyć, po kiego grzyba ja się w takim razie
                          wtrącam. Wydawało mi się, że skoro macie jakieś wątpliwości, skoro jest ciężko
                          na tej diecie, skoro i tak trzeba kiedyś się z nią rozstać, to mogę poagitować
                          na rzecz ruchu i tyle. A przecież nic z tego nie mam. Mam tylko wiarę w to, że
                          to jest dobre. Tylko żeby zobaczyć efekty na wadze i rozmiarach, trzeba
                          poczekać.
                          No i Ty to wiesz, skoro tyle ćwiczyłaś. Na pewno też, mając takie
                          doświadczenie, wiesz już też czego Ci nie wolno. Tym bardziej, że jak widać,
                          jest i ten basen i stepper.

                          Jeśli zaś chodzi o to moje potraktowanie DC jako sposób odżywiania... No,
                          naczytałam się tu sporo, jednak bardzo powierzchownie, dlatego zwracam honor.


                          A ja też wszystkim życzę utrzymania efektów
                          i na tym, mam nadzieję kończę, bo jak się okaże, że znów pojechałam jakiś temat
                          na skróty to chyba się na siebie samą wścieknę (założyłam jedno konto na
                          gazeta.pl tylko po to, żeby coś tu napisać, teraz założyłam kolejne i chyba już
                          tak zostawię).
                          Pozdrawiam
    • jabluszko81 3 dzien mieszanej 12.04.07, 15:56
      witam dziewczyny,pozwolicie ze dolacze sie do waszego watku.nie pisalam dosc
      dlugo,bo bylam na scislej dluzej niz to jest zalecane w Polsce i nie chcialam
      tu dawac jakichs zluch przykaladow.wlasciwie to zrobilam 3 dni mniej niz kazala
      mi konsultantka,czyli 25 scislej.moja waga teraz to mniej wiecej 67kg,czasami
      mniej czasami wiecej(wczoraj wieczirem na przyklad ponad 69 ale zwalam na wode
      i nadchodzaca@).tak wiec ogolnie schudlam okolo 10 kg.JESTEM zadowolona ale
      ciagle mam nad soba moj cel,ktorym jest osiagniecie tyxh 60 kg.wiem ze raczej
      nie uda mi sie go osiagnac przez nastepne 2 tygodnie 2dc+1 a potem 1dc+2 i 1000
      kcl. ale ale i tak dobrze. dzisuaj moj 3 dzien mieszanej i jjem to samo-
      piers z kurczaka i brokuly,dzisiaj dodalam pora.tylko niewiem,a raczej wiem ze
      chyba za duzo tego kurczaka.czy nie orientujecie sie ile tego wlasciwie powinno
      sie z jesc aby utrzymac ketoze?jjem taka srednia piers a brokul tak z 8
      bukiecikow z lodygami.. tak sobie marze schudnac do konca choc do 64 a potem
      to juz moze cwiczeniami atakowac reszte,bo nie oplaca sie nastepnej mieszanej
      zaczynac dla 4-5 kg.a moze sie oplaca.wszystko i tak okaze sie w praniu.jedno
      jest pewne kilogramy spadaja duuuuuuzo wolniej niz na poczatu..ale nic,moze
      jakims cudem sie uda.pozdrawiam serdecznie.pa

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka