Czosnek chyba rzeczywiście jest niekwestionowanym królem i ci, którzy mogą go
jeść - niech jedzą ile wlezie.
Ja zmarzłam niesamowicie tydzień temu w czwartek rano jadąc do pracy - tak
zmarzłam, że nie mogłam się kawą w biurze rozgrzać i zaczęłam kichać jak
oszalała. Katar gigant pojawił się już w okolicach 14-15... Masakra jakaś
Przyszłam do domu i przypomniałam sobie o kuracji: nie wiem, czytałam, ktoś
kiedyś mówił.. Ponoć skuteczna o ile to początki a u mnie to był początek.
No to łyknęłam chyba 7 witamin C, do tego ze 3-4 tabletki rutinoscorbinu, i
jeszcze dwie kapsułki Cetebe - co to też witaminą C jest.
Wieczorem to samo, rano to samo i dalej jeszcze dwukrotnie, sobota w łóżku i
trzy razy w ciągu dnia to samo.
A, i piłam sporo gorącej wody z sokiem malinowym.
W niedzielę od rana - jak nowonarodzona: nic mi nie było, katar też poszedł w
diabły.
Nie wiem czy polecać... Wyszło na to, że witamina C ma jakieś ozdrowieńcze
właściwości jak boom.
W sobotnich "Wysokich obcasach" czytałam wywiad z jakimś immunologiem bodajże.
Padło pytanie o m.in. terapię witaminą C - immunolog stwierdził, że to dla osób
wykonujących ciężki wysiłek fizyczny na zimnie (np. narciarze, maratończycy)
przy założeniu, że łyka się co najmniej 40 tabletek dziennie.
Nie polecam, bom nie lekarz - tylko dzielę się własnym sprzed tygodnia
doświadczeniem.
I ściskam Cię Ewciu weweos w tym całym Twoim przeziębieniu mówiąc mu: a kyszzzzz!!!!
B.