Ja nie wiem, dziewczyny, jak tam jest u Was teraz. Ja kontakt z policją ateńską
miałam raz w czasie półtorarocznego pobytu.
Z grupą Polaków odprowadzaliśmy na autobus znajomego, który zjeżdżał do kraju.
Po drodze podeszło do nas dwóch uśmiechniętych panów. Zorientowali się, że ekipa
niemilata, więc: paszporty proszę. Pooglądali.
- Polonija?
- Ne, Polonija.
Pooddawali książeczki współtowarzyszom, i chcą moją. A ja w śmiech. I dukam po
angielsku. Nie mam paszportu
- A gdzie masz?
- w domu, wyszłam tylko na chwilę i nie chciało mi się brać torebki
Acha. No to do widzenia.
Rzeczywiście. Miasto policyjne. Ale, jeśli dobrze potrafię rzecz osadzić w
czasie, to było na chwilę przed wejściem Polski do Unii, może teraz coś się
zmieniło??