Dwa miesiące rewelacyjnie - focha raz na miesiąc nie liczę, bo spokojnie mam na
co zwalić

. Poza szumem w uszach nie ma się do czego czepić... ale ten tak
słaby, że można olać. Ostatnie niedomogi to przełom maja/czerwca. O grzybku
zapomniałam... przestał mnie chyba lubić. Nie chudnę, raczej powolutku coś
odzyskuję. Na zlocie czułam się jak zdrowa
Za to kilka dni potem nastał tydzień, gdzie chodziłam ze sztywną szyją/głową.
Jednego coś pod czaszką, ale za słabe na boli. No i raz głowa mnie wyraźnie
bolała (mniej niż w początkach walki), a za to w dzień nie było sztywnej szyi.
Dziś jak na razie głowa ok. Po roku przerwy zaczęłam znowu śnić. Nie wiem czy
się cieszyć, bo jak przez ostatnie naście lat sny łagodne nie są, bliżej im do
koszmarków, niż sielanki.
Wcześniej w styczniu też lutym robiło się fajowo - na zlocie w Bielsku też
czułam się super (ale teraz było lepiej). Potem trochę oklapło w marcu, a w
kwietniu i maju powróciły comiesięczne silne boleści głowowe. Na koniec czerwca
zrobiła się cisza do tydzień temu.
Czy to efekty zmęczenia, czy powinnam wyzerować licznik dni bezobjawowych...
--
Pozdrawiam wszystkich i życzę zwycięstwa
Zajrzyj też tu
Stowarzyszenie - Borelioza