ter69…
…dziękuję Ci bardzo i jest mi miło.
Mój normalny adres – gazetowego nie używam – marzena63@poczta.onet.pl
Zdrowie jako takie – pozwala pracować. Niestety albo „stety” wracam do wlewów i biotraksonu. Po trzech miesiącach na doustnych (Tetra, Tini, Duo, i Rifa) i po stopniowym obniżaniu się temperatury nastąpił ponowny jej wzrost do 38 st. I to zadecydowało, by powrócić do mojego początkowego zestawu. No i w tym ostatnim okresie objawy stopniowo nasilały się w taki sposób, że miałam odczucie jakby bakteria ponownie przejmowała pałeczkę. Wróciła sztywność stawów, przypomniał o sobie nerw kulszowy, krzyż itp.
Tym co mnie najbardziej irytuje to osłabienie, zmęczenie i senność.
Dopóki jestem w szkole adrenalina trzyma mnie w kupie, ale gdy wracam po sześciu, siedmiu lekcjach z przerwami wypełnionymi dyżurami jestem na tyle pozbawiona życia, że nie mam już sił na „odrabianie lekcji „ i po prostu padam na łóżko. Potem wstaję - albo i nie - na dwie, trzy godzinki i znowu wyrko.
Dlatego odsuwam od siebie wszelkie zdania dodatkowe, które kiedyś do cna wypełniały mi dobę i jadę na taryfie ulgowej ograniczając się niemal do samych lekcji, rad pedagogicznych (są u nas niemal co tydzień

- biurokracja ) i wywiadówek.
Nadal jestem spokojna. Nerwowość opuściła mnie - mam nadzieję - na dobre. Sypiam zdrowo i głęboko, No, może za dużo, ale taką widać mam potrzebę.
Skalniaki na ogrodzie doprowadziłam do porządku, ale nie jest to jakiś szczególny wyczyn. Wszystko nadal robię na ćwierć gwizdka. Za to przeczytałam ogromnie dużo książek
Przymierzam się do regularnych spacerów do lasu ze swoim czarnym wilkiem. Wymyśliłam nawet na własne potrzeby nową dyscyplinę sportową – „spacer na 100 metrów”
Może pomoże mi to odzyskać kondycję, choć wg zaleceń powinnam się jeszcze oszczędzać . W sumie to jestem trochę zdezorientowana, czy moje osłabienie to dalej herxy, wpływ szerokiego i ciężkiego wachlarza antybiotyków, czy też brak kondycji wynikający z niewielkiej aktywności w ostatnich miesiącach. Chyba jednak to wszystko po trochę.
Mój optymizm nieco przygasł, a spowodowane to jest koniecznością leczenia starszego syna. Powtórzył badania i mimo ujemnego Poznania Western Blot wyszedł mu graniczny, a dodatkowo badając konfekcje pozytywną okazała się babeszja! Pierwszy miesiąc był na zestawie nastawionym na sama boreliozę, ale po badaniach jest on nieco zmodyfikowany i syn zaczął obecnie przyjmować Malarone. Po pierwszym miesiącu kuracji część objawów mu ustąpiła. Zobaczymy co dalej.
Jedno co pociesza – moja choroba nie poszła na marne. Marcin w życiu nie pomyślałby, aby badać się w tym kierunku. Bóle wątroby i kręgosłupa nie były typowe dla jego wieku, ale dotychczasowe wyniki miał dobre. Złe samopoczucie i inne objawy zwaliłyby na przemęczenie - studiuje na dziennych i jednocześnie pracuje - i tak by to trwało dopóki nie doszłoby do uszkodzenia tkanek. A czuł się coraz gorzej mimo niecałych 22 lat. Nie dał się jednak zwieść ujemnemu PCR-owi a ja podejrzewałam, że obaj synowie mogą mieć wrodzoną boreliozę, gdy ustąpiło tak wiele objawów towarzyszących mi od ponad trzydziestu lat. Teraz oczywiście nie dowiem się czy ma to ode mnie czy trafił na swojego kleszcza mimo typowej dla informatyków alergii na łono przyrody. Kleszcza, ani rumienia nie pamięta. W każdym bądź razie jego koinfekcje są inne niż moje. On ma babeszję, a ja jersinię i tfu! – bartonellę.
No i obawiam się, że to nie koniec „problemów z Lyme” w mojej rodzinie. Kredyty pozaciągane i na razie na szczęście nie ma pilnej potrzeby, by temat drążyć, ale jestem przekonana, że powróci.
No i na koniec anegdota żywcem z życia:
Poprosiłam męża w związku z fototoksycznością tetracykliny, aby kupił mi jak najmocniejszy filtr.
Poszedł do sklepu kosmetycznego i pyta o takowy. Mówiłam mu o „setce” - jakby się udało. Była jednak tylko „pięćdziesiątka”.
Mąż: - „ Potrzebuję dla żony jak najmocniejszego filtru, bo jest na tetracyklinie”
Jednak ekspedientka przekonuje go, że to dobry filtr: - „Byłam z dzieckiem w Egipicie, smarowałam je tym filtrem i nic a nic się nie spiekło”.
No to mąż bierze ów filtr.
A ekspedientka po chwili pyta:
- „A gdzie to jest… ta Tetracyklina?”
Wyszło na to, że ze mnie niezła turystka!
Zwiedziłam już:
Biotrakson, Tinidazol, Duomox, Rolicyn, Rifampicynę no i oczywiście Tetetracyklinę! A jakże! O pomniejszych „wysepkach” nie wspomnę! I to nie ruszając się z domu. Cóż za frajda!
A może by tak założyć koło turystyczne na naszym forum…
I od razu proponuję konkurs fotograficzny na najciekawsze zdjęcia z Tetracykliny
Grunt to jednak optymizm! Choćby tylko taki na „sto metrów”
I nadal uważam, że po tym koszmarze, który zaliczyłam jesienią iż moje obecne życie jest takim bonusem, dodatkowym podarkiem – jak po przeszczepie. I nie widzę dla siebie innej drogi. Zupełnie też zdaję się na swojego lekarza. I cieszę się, że i syn trafił w dobre ręce.
Fakt - jesteśmy jak z kosmosu pochłaniając tyle antybiotyków. Jednak chyba faktycznie ludzie dzielą się na tych , którzy maja boreliozę i tych, którzy nie wiedzą, że ja mają (ewentualnie jakąś inną chorobę ze źródłami w mikrobiologii).
--
borelioza.org - strona Stowarzyszenia Chorych Na Boreliozę
--
borelioza.org - strona Stowarzyszenia Chorych Na Boreliozę