No i poszło - co prawda ciężko było, ale własnie kończę puls tini.
Takiej jazdy jeszcze nie miałam, a na biotraksonie herxowałam całkiem dobrze.
W poniedziałek miałam wizytę-r9ozmowę z doktor.
Zostajemy przy tym zestawie, coś trochę miała zmodyfikować.
Zmartwiłam się batrdzo Kacperkiem...
Jego powikłań po szczepieniu, przez które wylądowaliśmy w szpitalu nie wiązałam absolutnie a borelką, mykoplazmą ani niczym w naszym temacie. Dlatego nawet nie dzwoniłam do doktor jak się rozłożył...
Teraz jak rozmawiałyśmy o nim, co dalej z jego leczeniem... doktor stwierdziła, że myko bardzo obniża odporn9ość, a do tego choroby jakie miał rozpoznane mogą być od niej. Do tego jeśli teraz objawy stawowe się wycofały to znaczy, że bakteria głębiej wlazła i czeka...
Z jednej strony jest bardzo osłabiony po szpitalu, bladziusieńki i sińce pod oczami, nie ma takiego apetytu i ogólnie osłabiony... więc trzeba go najpierw wzmocnić zanim wkroczymy z leczeniem - trzecie podejście nasze (grzybica nam przeszkodziła, potam drugi raz - grypa żołądkowo-jelitowa). Jednak nie ma czasu na czekanie, bo bakteria cały czas jest i się chowa - więc leczenie będzie trudniejsze.
Uwierzcie mi, mam czarne myśli czasami.
Bo bąbel jest ważniejszy niż ja.
--
Moje dzieci - moją siłą.
Weronka - 04.11.1998 i Kacperek - 07.04.2008
www.pomocdlakasi.pl/
pomocdlakasi.bloog.pl/