Tyle się tego działo przez ost. miesiąc, że ho ho...
Mój grzyb to tak naprawdę nie wiadomo czy był grzybem.
W momencie stwierdzenia przeze mnie obłożenia całej jamy ustnej, zaczęłam
zażywać samo fluco + nystatynę i te inne wspomagacze oraz krople albicansan
zapisane przez laryngologa nr 1, który zerkając tylko raz swym "fachowym" okiem
stwierdził: kandydoza.
Po pięciu dniach samego fluco i jego kompanów

od grzyba, poczułam okropny
ból w prawym boku!!! Myślę, no to mi wątrobę teraz rozwali!!! A, że była to
niedziela wieczór, w poniedziałek z samego rana, poleciałam resztkami sił zrobić
badania z krwi, moczu. Odwiedziłam także rodzinną i dostałam skierowanie na
wymaz z gardła.
Wyniki odebrałam, krew ok, poza moczem gdzie wystąpiło wiele bakterii. Po kilku
dniach odebrałam wyniki wymazu: Proteus sp. Antybiogramu oczywiście w labie nie
zrobili, bo po co?
Wklepałam w internet, czytam czytam... i jestem coraz bardziej przerażona.
Udałam się więc do laryngologa nr 2. Pani najpierw obejrzała mnie, później
dotychczasowe wyniki i stwierdziła a to za tydzień pobierzemy wymaz kontrolny. I
tak oto pozostałam bez leczenia boreliozy i mojego grzybo-proteusa.
Ach... zapomniałam jeszcze napisać, że w między czasie odwiedziłam dwa razy
pogotowie w środku nocy, bo ból migdałów był taki że myślałam że wykorkuję, ale
oczywiście nic mi nie zapisali, bo stwierdzili, że jak ja tyle abax już łykałam
to: POWINNAM NA NIC NIE CHOROWAĆ!!! Rozumiecie? My, przy obniżonej odporności...
szkoda słów! Dodam jeszcze tylko, że nad moim przypadkiem zebrało się kilku
lekarzy na owym pogotowiu i taki wniosek wysnuli

Koń by się uśmiał


Istotne jest jeszcze to, że w szpitalu odmówili mi udzielenia pomocy, bo to była
niedziela, bo nie miałam skierowania na oddział, bo nie ma dyżurów
laryngologicznych.
Wracając do tematu, po dwóch dniach będąc już u kresu wytrzymałości
fizycznej i psychicznej, wparowałam do gabinetu laryngologa nr 2 i... nagle
dostałam zestaw abax na mojego proteusa: zinnat + metronidazol, zwolnienie
lekarskie, skierowanie do kardiologa, nowy wymaz z gardła z antybiogramem.
Widzicie, jak człowiek chce to potrafi
Podsumowanie podsumowania:
- w przeciągu ost. miesiąca odwiedziłam z 10 razy rodzinną, kardiologa, dwóch
laryngologów, dwa razy pogotowie i szpital
- zrobiłam badania serca- oki, kłucia zresztą przeszły jak zaczął poprawiać się
stan moich migdałów
- usg jamy brzusznej- oki, tylko dlaczego nadal czasem kłuje mnie w boku?
- dwa dni po włączeniu zinnatu i metronidazolu, mrowienie okropnie się nasiliło
i dostałam strasznego skurczu w okolicach lewej łopatki (trwał około 2dni) tak,
że nie mogłam siedzieć, leżeć, kłaść się, w ogóle to nie mogłam niczego
Nie zmuszam nikogo do czytania powyższego poematu, ale jakby się ktoś dopisał
pod spodem byłoby miło, a jeśli sobie coś przypomnę to dopiszę