chyba ciążą, miesiąc temu było łyżeczkowanie
28 kwietnia miałam łyżeczkowanie z powodu martwej ciąży. Jeszcze nie dostałam miesiączki a minęło już 36 dni. Byłam we wtorek u mojej gin no i na usg pokazał się pęcherzyk. Gin powiedziała, że może to być ciąża, ale nie jest w stanie jeszcze nic powiedzieć na pewno. Dała mi luteinę (progesteron) na wywołanie miesiączki i uspokoiła, że nawet jak jest to ciąża to te leki tylko pomogą mi ją utrzymać. No ale po powrocie do domu zaczęłam duuużo myśleć. Kochaliśmy się z mężem akurat jak miałam dni płodne, ale nie martwiłam się, bo penetracja trwała dosłownie chwilkę, wygoniłam go stamtąd na długo przed ejakulacją. Wczoraj rano potwornie wymiotowałam, choć nie było wyraźnego powodu. Rozmiar pęcherzyka (0,287cm) by się zgadzał jak na 4 tyg i 2 dni. Dziś to byłoby już 4 tyg i 4 dni. Nie wiem czy robić test, bo przecież jeszcze miesiąc temu byłam w ciąży, nie mam pojęcia jak szybko spada betaHCG po ciąży. Trochę się martwię, bo boję się, że nie wszystko dobrze się tam wygoiło, poza tym moja praca nie należy do najlżejszych (dźwigam dużo skrzynek z piwem itp). Po tym co się ostatnio stało nie chciałabym ryzykować. Poszłabym do lekarza po zwolnienie, ale nie chciałabym też stracić pracy, wczoraj wróciłam po 2 miesiącach zwolnienia. A dopóki nie wiem nic na pewno nie chcę nikomu mówić, ostatnio wszystkich obdzwoniłam, w takiej byłam euforii. Do dzisiaj nie wszyscy wiedzą, że już nie spodziewam się dziecka. A może jednak? Z jednej strony bardzo bym chciała, a z drugiej boję się, że to wszystko okaże się moim urojeniem, albo skończy się tak jak ostatnio...