Dodaj do ulubionych

czy wg SDR...

13.06.09, 14:20
to błąd oczekiwać od dziecka zachowania "uległego"? Ostatnio wprowadziłam
system nagród właśnie za uległe zachowania (wg def. z którejś tam lekcji) i
muszę przyznać, że i moje dzieci zrobiły się milsze i cichsze i mi tak jest
dobrze.. Czy ja w ten sposób "zwichnę" psychikę?? Czy jest w tym coś złego?
Dodam, że nie przymuszam, nie tłumię, nagroda nie jest obowiązkowa, ale im
zależy i w 80% starają się.
Z jednej strony nie chcę im zrobić "wychowawczego kuku" (jakie to może mieć
ewent. skutki??), ale z drugiej jest mi tak naprawdę dobrze, jest tak luźniej,
buuu.
--
Magdusia
Krzyś i Bartuś
Edytor zaawansowany
  • 13.06.09, 19:58
    Ale w jakim sensie zachowania uległego?
    Masz na myśli zachęcanie dzieci do współpracy, czyli robienia tego na czym Tobie
    zależy a im niekoniecznie?
    --
    Moje Skarby: Natalka, Tomaszek i Zofijka
  • 14.06.09, 12:14
    tak, też.. jest to też dla mnie karta przetargowa by zbierały zabawki po sobie,
    by były grzeczne, nie krzyczały, nie marudziły, nie wybrzydzały, chodziły
    grzecznie na spacerki itp. To nie jest tak, że to nagradzanie za jedną konkretną
    rzecz, żeby nie było, że jak podrosną będą się domagać zapłaty za np.
    pozbieranie swoich zabawek. To nagroda za całokształt, czyli między innymi też
    za to, gdy się nie kłócą, nie biją, zgodnie bawią (więc czasem ustąpić muszą
    drugiemu).. bo wiesz, za dobrze to wygląda, dzieci naprawdę bardzo się zmieniły,
    wygrzeczniały, stały się łagodniejsze, rozmowniejsze, życzliwsze dla siebie
    samych a mi z tym taaaak dobrze big_grin Tylko czy przez to nie są, no nie wiem..
    tłumieni? nabiorą złych nawyków kapitalistycznych wink??

    --
    Magdusia
    Krzyś i Bartuś
  • 14.06.09, 16:29
    Twoja metoda przypomina mi bardzo metodę z kuleczkami Gopio1.
    Myślę, że tak długo jak naklejki są wyrazem Twojego uznania, formą pochwały to
    wszystko jest ok, bo dzieci po prostu są grzeczniejsze bo zależy im na uznaniu.
    Takim uznaniem jest przecież też uśmiech mamy czy jej zadowolenia. Gorzej, jeśli
    im mówisz, że jak posprzątają pokój, to dostaną naklejkę, bo robią to wtedy dla
    naklejki a nie dla satysfakcji z zadowolenia mamy.
    Kurcze, chyba namieszałam.
    chodzi o to, że nagroda bez zapowiedzi po czynności jest ok, a zapowiedź nagrody
    przed czynnością już nie.
    Tu masz posta o tych szklanych kulkach:
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=26619&w=92333013&a=92370468M.
    --
    Moje Skarby: Natalka, Tomaszek i Zofijka
  • 14.06.09, 22:42
    nie wiem, jak dlugo to stosujesz. jezeli krotko, to efekty sa faktycznie fajne, sama zauwazylam. ale potem mlody sie znudzil. fatk, wypowiedzial tez pare zdan swiadczacych o kalkulacji ('zrobie to, dostane nagrode?', 'ile musze jeszcze zdobyc naklejek na nagrode?' itp.) takze zwichniecia psychiki bym sie nie obwawiala, bo to nie sa metody na zawsze wink dzieci mutuja szybko wink
    z Twojego postu wynika, ze cos Ci nie gra z ta metoda. ale to tylko Ty mozesz ocenic, czy jej 'naduzywasz', czy nie. jezeli potrzebujesz oddechu, no to hajda, stosuj i odpoczywaj. nie bedzie to trwalo wiecznie wink
    siegnelam po nagradzanie jak mialam problemy z synkiem w przedszkolu. nietrafiony pomysl akurat, ale mechanizm byl taki, ze dzialalo, potem przestalo. ale cala otoczka, duzo rozmow uswiadamiajacych oraz samo doswiadczenie przez niego jego zachowania innego, od tego, z ktorym chcialam sie uporac, bylo wazne. tez tak czuje, ze jest to w jakims sensie taka lekka porazka jak sie siega po nagrody i de facto kary (jak tej naklejki dziecko nie dostanie), bo to znaczy, ze sami nie potrafimy do czegos tam dziecka zmotywowac... albo uwazamy, ze nasze zadowolenie nie wystarcza... ale wg sdr nie musimy byc rodzicami doskonalymi wink
    a w ogole to nie pytaj raczkujacego, jak sie chodzi wink znaczy, sdr to raczej dla mnie czarna magia wink
    --
    monika&synów dwóch
    rodzeństwo - 2 lata rożnicy
  • 14.06.09, 22:45
    ale w ogole tez pytanie, co znaczy ulegle, a co znaczy wspolpracujace
    --
    monika&synów dwóch
    rodzeństwo - 2 lata rożnicy
  • 14.06.09, 23:01
    Mozecie mnie zlinczowac za to co napisze,ale ja w ogole systemu
    nagrod nie stosuje,uwazam ze jest to forma przekupstwa.Raczej
    wszystko tlumacze,gadam,krzycze,zrzedze do upadlego-mam nadzieje ze
    moje gledzenie odniesie dobre skutki.W ogole to nie powinnam sie
    wypowiadac bo u nas jakos sie problemowo zrobilo-kloca sie i szarpia
    za czesto,nerwy mi wysiadaja.
    Ale ogolnie system nagrod mnie nie przekonuje.

    --
    L'enfant n'est pas un vase à remplir mais un feu à allumer.
  • 14.06.09, 23:03
    Chociaz moze jakbym jakies nagrody zaczela stosowac to by sie
    spokojniej zrobilo...Musze to przemyslec,moze mnie przekonacie.

    --
    L'enfant n'est pas un vase à remplir mais un feu à allumer.
  • 14.06.09, 23:33
    no, metody z nagrodami sa super, jak sie dzieje cos, z czym sobie klasycznie nie mozna poradzic.
    no i wiesz, nagroda za 10 gwiazdek/naklejek/kulek w postaci wypadu za miasto na rowery albo na wypasiony plac zabaw nie prowadzi do niczego innego, jak super ekstra relacji dzieci-rodzice...
    tazke ogolnie to jednak dobrze stosowane ma tylko i wylocznie zalety smile
    ale na jazgot u nas sklada sie wiele rezczy i doprawdy niestety to raczej my zawalamy, a nie dzieci ;-( jak mam dosc, idylla domowa gdzies sie ulatnia. to sa momenty, w ktorych zaczynamy sie toczyc w dol i naprawde cala idea zastosowania 'nagrod' bylaby synonimem porazki. zmiana mojego zachowania zalatwia problem szybko.
    ogolnie cala dyscyplina stosowania tej metody (konsekwencja, czujnosc, zdecydowanie itp.), ktora trzeba reprezentowac jako organizator... to tak, jak z tymi regularnymi debatami rodzinnymi, to nie dla mnie. takie metody rodem z ksiazek dla project managerow wink faktycznie, pojawia sie sprzeciw. chcialoby sie spontanicznie, chaotycznie i po ludzku wink
    --
    monika&synów dwóch
    rodzeństwo - 2 lata rożnicy
  • 15.06.09, 10:36
    nie daję nagrody za konkretne działania, ale za zbiór działań. Czyli grzeczne
    muszą być przez cały dzień. Nagrodą jest pieniążek do skarbonki (po 1zł). Jak
    przeważają dobre zachowania dostają na koniec dnia po pieniążku. Jeśli
    przeważają złe zachowania nie dostają pieniążka, ale jeśli zachowanie ich było
    wręcz momentami koszmarne tracą 1 pieniążek ze skarbonki. Czasami robię wyjątek
    od reguły i np. jak mnie ubłagają nie zabiorę pieniążka za koszmarne zachowanie,
    ale następnego dnia muszą być super grzeczne, bo za kolejne koszmarne zachowanie
    stracą 2 pieniążki. Pieniążki zbierają dopóty dopóki nie uzbierają na jakąś
    fajną zabawkę/rzecz przez siebie wymyśloną. Pytam co chcą, sprawdzam czy już
    uzbierali i ewentualnie wydłużamy czas zbierania, bo jeszcze nie uzbierali.

    To ma o tyle dobre strony, że wczoraj np. wojna była na festynie, wyskakali się
    na trampolinie, karuzele, baloniki no i kasa rodziców się rozpłynęła, a córa
    jeszcze chciała na trampolinie. Kosztowała 10zł, więc jedyne na co się
    zgodziliśmy, to to, że potem 10zł ze skarbonki nam odda, bo chlebek trzeba
    kupić, a pieniążków już niet.. Godnie odliczała i oddała.

    --
    Magdusia
    Krzyś i Bartuś
  • 15.06.09, 10:39
    a poza tym czasami jak któreś dzieci za swoje zachowanie tracą pieniążki, a
    któreś (na ogół jedno) robią wszystko tego dnia za pozostałych to dostają 2
    pieniążki.

    No i czasem są nagrody "cząstkowe" za konkretne zachowania, np. za zjedzenie
    obiadu, za zachowanie spokoju na schodach, na spacerach. Wtedy nagrodą bywa
    czekoladka, lizak lub naklejka.

    --
    Magdusia
    Krzyś i Bartuś
  • 15.06.09, 21:06
    jeszcze nie stworzyłam w domu "systemu nagród" bo nie było mi to
    potrzebne do niczego, ale nie wiadomo co przyniesie przyszłośćsmile
    Teraz zdecydowanie jestem przeciw zbieractwu (punktów, słoneczek,
    kuleczek, pieniążków).
  • 16.06.09, 10:44
    nie wiem... jezeli nic specjalnego sie nie dzieje, a Ty walczysz z takim codziennym znojem w ten sposob... ciezko moze byc potem z samomotywacja u dzieci. a placenie za dobre zachowanie wzbudza we mnie wielki sprzeciw. pieniadze to jest konkret, nie jakies tam gwiazdki srastki z papieru, a za 5 wypad do kina.
    pisze, co mysle smile moze ktos sie nie zgodzi. np. Ty smile
    --
    monika&synów dwóch
    rodzeństwo - 2 lata rożnicy
  • 16.06.09, 14:58
    Zgadzam sie mbkow ,ze to raczej my zawalamy a nie dzieci!U mnie to
    jest tak ,ze jak jestem zmeczona,mam zly humor,zbliza mi sie okres
    czy wstalam lewa noga-to oczywiscie cala idylla domowa pryska.Dzieci
    zazwyczaj zachowuja sie tak samo,tylko my rodzice roznie reagujemy
    niestety.
    Natomiast nigdy nie dam dziecku slodyczy w nagrode- dla mnie
    slodycze to przyjemnosc sama w sobie.Jesli beda nagroda-dzieci beda
    w doroslym zyciu kazdy maly sukces zapychac slodyczami,ja to tak
    widze.Mozecie sie nie zgadzacwink
    A co do pieniazkow nagrode-czemu nie?Tylko wszystko pod
    kontrola ,bo czasem sie zdaza tak ze za kazda pojedyncza czynnosc
    wykonana w rodzinie dziecko oczekuje pieniedzy i potem jest klops.
    A przeciez oczekujemy sielankowej sytuacji gdzie w rodzinie wszyscy
    z checia rzucaja sie do wzajemnej pomocy,wyreczaja sie nawzajem bez
    mrugniecia okiem i ogolnie panuje symbioza rodzice-dzieci.No tak...wink
    --
    L'enfant n'est pas un vase à remplir mais un feu à allumer.
  • 16.06.09, 19:27
    No nie, pieniądze to chyba najgorszy z mozliwych pomysłów.
    Jeśli płacisz za dobre zachowanie, to szybko ukręcisz na siebie bicz. Teraz
    dzieci masz małe i cieszy je każda złotówka. Za chwile role się odwrócą i
    będziesz zwyczajnie szantażowana - jeśli mi nie zapłacisz, to nie będę się
    dobrze zachowywał/uczył...

    Złota zasada - nigdy nie płać dziecku za dobre stopnie, za pomoc w domu i za
    dobre zachowanie!

    Jeśli koniecznie chcesz nagradzać dzieci konkretnymi wymarzonymi zakupami, umów
    się na zbieranie czegokolwiek innego - żetonów chociazby - zapytaj na co
    zbierają tym razem, ustal wcześniej ile muszą żetonów uzierać - np. 20 (jeśli
    zabawka kosztuje 20 zł). Jeśli jest bardzo droga - to wprowadż dwa kolory - np.
    żetony czerwone za każde dobre zachowanie i żetony żółte. Żeton żółty można
    dostac za 10 czerwonych. Jak uzbierasz 5 żółtych to wtedy to kupimy. Dzieci
    lepiej operują na mniejszych liczbach - świadomość uzbierania 50 żetonów z
    pewnością ich zniechęci...
    Powodzenia!
    --
    Poczucie humoru z kupą w tle czyli Zabawa w słowa
  • 17.06.09, 09:03
    Niby to samo, a jednak nie.
    Ja też jestem przeciwna płaceniu. Znam osobiście przypadek w którym rodzice dwóm
    dorastającym pannom płacili za sprzątanie mieszkania. Dla mnie to jest nie do
    pomyślenia.
    Generalnie dzieci powinny wiedzieć, że robienie pewnych rzeczy należy do ich
    obowiązków. Każdy ma obowiązki, dorośli i dzieci i każdy powinien się ze swoich
    obowiązków wywiązywać nie oczekując za nie zapłaty. Nie oczekujmy od dzieci, że
    będą to robiły chętnie. Mogę gęgać, kwękać, ale do zasad stosować się muszą. Tu
    wchodzi kwestia wyznaczania dzieciom granic.
    Kłótnie między rodzeństwem to już zupełnie inna bajka i wiąże się z tak pięknie
    zwaną niezgodnością potrzeb smile Pewne zasady też są niepodważalne jak np. zakaz
    bicia czy obrażania ale wszystkie awantury o zabawki są do rozwiązania bez
    ingerencji rodzica. Tak przynajmniej mówi teoria. Ja nad praktyką pewnie będę
    całe życie pracować, ale wiem, ze to jest właściwy kierunek.
    --
    Moje Skarby: Natalka, Tomaszek i Zofijka
  • 17.06.09, 12:49
    > Pewne zasady też są niepodważalne jak np. zakaz
    > bicia czy obrażania ale wszystkie awantury o zabawki są do rozwiązania bez
    > ingerencji rodzica. Tak przynajmniej mówi teoria.

    a wiesz co?? Ja się z tym nie zgadzam. To nie prawda to drugi stopień do
    rywalizacji. Niejednokrotnie obserwowałam jak dzieci rozwiązują konflikty między
    sobą bez mojej ingerencji. Robią sobie na złość, szarpią, biją i potem tworzy
    się niezdrowa więź między nimi lub wręcz jej brak. To jest brak argumentów,
    których nie mają skąd czerpać. Skąd dziecko ma wiedzieć jak powinno/może
    zareagować gdy chce zabawkę, którą ma drugie dziecko w rączce? Skąd ma brać
    wzorce? Czy faktycznie tak często ma okazję widzieć jak rodzice rozwiązują
    akurat dokładnie taki problem? Wcale nie! Dziecko nieukierunkowane nie ma
    pojęcia w którą stronę powinno podążyć, a kierunek wyznacza się latami,
    miesiącami, a nie kilkoma słowami/zdaniami. Rozpływam się z dumy teraz jak
    widzę, że moje dzieci próbują (stosunkowo dość często) same zaproponować coś
    innego zamiast tej zabawki, którą to drugie ma. Przynoszą coś na wymianę i
    jeszcze czasem potrafią "zareklamować" tą rzecz, byle zainteresować nią drugie
    dziecko by zechciało odstąpić od pożądanej zabawki przez pierwsze. Daleko im do
    ideału i nigdy go nie osiągną, ale przyznam, że nie obserwuję za często takich
    zachowań innych dzieci. Wciąż trwa między nimi walka i kto silniejszy ten wygra.
    Jedne walczą zaciekle i kto przegra mści się, a ten co wygra siłowo próbuje
    rozwiązać każdą sytuację. Inne zaś odskakują i ustępują zawsze a jeszcze inne
    krzyczą i płaczą i mają wielkie poczucie krzywdy. Zbyt mało dzieci negocjuje.

    --
    Magdusia
    Krzyś i Bartuś
  • 17.06.09, 20:36
    > Skąd dziecko ma wiedzieć jak powinno/może
    > zareagować gdy chce zabawkę, którą ma drugie dziecko w rączce? Skąd ma brać
    > wzorce? Czy faktycznie tak często ma okazję widzieć jak rodzice rozwiązują
    > akurat dokładnie taki problem? Wcale nie! Dziecko nieukierunkowane nie ma
    > pojęcia w którą stronę powinno podążyć, a kierunek wyznacza się latami,
    > miesiącami, a nie kilkoma słowami/zdaniami.

    Tu masz rację. Nie chodzi mi o to, by pozostawić dzieci zupełnie same w sytuacji
    konfliktu. Podpowiedzi rozwiązania są jak najbardziej ok jeśli widzisz, że same
    mają trudności z wymyśleniem rozwiązania, które zadowoli obie strony. Wiadomo,
    że dzieciom trzeba dać narzędzia do dyskusji, muszą wiedzieć jakie rozwiązania
    są akceptowane. Ale to nie znaczy, że masz za nie decydować jak konflikt
    zakończyć, bo każda taka próba i tak z góry skazana jest na niepowodzenie.
    Dzieci często jednak wiedzą co zrobić i dalsza część Twojego postu o tym
    dobitnie świadczy smile
    --
    Moje Skarby: Natalka, Tomaszek i Zofijka
  • 17.06.09, 20:22
    anna_sla napisała:
    > ale z tymi żetonami to to samo co pieniędzmi big_grin

    To zupełnie coś innego. Nie zapominaj, że myślenie abstrakcyjne dzieci jest na
    zupełnie innym poziomie niż dorosłego.

    Żetony (w postaci np. wyciętych krążków z papieru) mają dla dziecka to samo
    znacznie co gwiazdki, kulki czy naklejki. Pieniądz to - jak pisała Monika -
    rzecz konkretna, należąca do świata dorosłych. Żetonami jednak Ty rozporządzasz
    - muszą przejść przez Twoje ręce, żeby nabrały wartości materialnej - póki są
    żetonami mają dla twoich dzieci wartość wyłącznie uznaniową.

    Nagradzanie dziecka pieniędzmi prowadzi do wytworzenia się u niego postawy
    roszczeniowej. Młody człowiek staje sie szybko interesowny i wyrachowany. Potem
    trudno to wyprostować. To jeden z podstawowych błędów wychowawczych.
    --
    Sen o żabie czyli Zabawa w słowa
  • 17.06.09, 22:20
    Boże, w ogóle miałam nie zabierać głosu w tej dyskusji ale musze
    powiedzieć, że Gosiu Twoj ostatni akapit mogłam sama napisać. Więc
    nie będę go powtarzać.
    Ale jeszcze jeden aspekt tego chcę dać pod lupę, mianowicie, mówisz,
    że dzieci są nagle "lepsze" (czyli bardziej uległe). Musi im to dużo
    kosztować.
    Czy nie jest tak, że robiąc to, co zrobiłaś, zamieniłaś ich całe
    życie (OK, parę dni jak na razie ale mimo wszystko długo dla tak
    małych dzieci - o ile kojarzę chłopcy mają zaledwie ok 3 lat,
    prawda?) w jeden wielki egzamin: jak odpowiesz dobrze tu to masz
    punkt, ale to dalej nie znaczy, że zdałeś, bo za chwilę może
    podwinąć Ci się noga i szlag trafi wszystko - stracisz wszystkie
    pieniądze, co do tej pory "wygrałeś"...
    Strasznie to demotywujące i stresujące na dłuższą metę. Nonstop byc
    ocenianym.
    U nas w przedszkolu funkcjonuje taki system (chociaż przynajmniej
    bez możliwości odejmowania punktów, które dzieci juz
    wygrały/zarobiły/ wypracowały (właśnie za "uległe" zachowanie -
    niegadanie na leżakowaniu, zjedzenie całego obiadu, sprzątanie na
    komende itp.) i powiem Ci że jest to fatalne. Moje dziecko jest tak
    zmęczone tym, zrezygnowane, że choćby się starała jak mogła, to nie
    sprosta temu, co od niej oczekują - więc teraz juz, po 1,5 roku,
    nawet nie wysila się. Olewa to niby, ale widzę, że ją to boli.
    A ja się tylko cieszę, że przychodzi do domu i nie ma tu żadnego
    sysemu kar i nagród. Jak zrobi dobrze to dostanie uśmiech i pochwałę
    od mamy (oj i wtedy klatka sie unosi!!), jak zawali, może chwilę
    pokrzyczę albo musi coś nieprzyjemnego zrobić typu posprzątać to co
    narobiła, ale potem żyje dalej, może sobie pozwolić na zapomnienie,
    na pójście dalej.
    Ale to tylko moje spostrzeżenie.
    --
    Jessia (Milena 11.03, Pola 07.05, mama ang., reszta POL.)
  • 17.06.09, 22:53
    No i wlasnie dlatego ja nie stosuje systemu nagrod smile

    --
    L'enfant n'est pas un vase à remplir mais un feu à allumer.
  • 18.06.09, 00:38
    a ja wlasnie wprowadzilam ciasteczkowe nagrody..
    a tu taka powazna dyskusja i teraz juz sama nie
    wiem co robic.

    jestesmy w trakcie treningu nocnikowego,
    corka ma 2lata i 2m-ce. juz rozumie od czego jest
    nocnik i sa dni, kiedy wola za kazdym razem.
    sa tez dni, kiedy calkowicie zapomina i sika w portki..
    odkad dostaje ciastko za sikanie do nocnika
    jest znow lepiej. wie, ze ciastko jest nagroda i
    czasami chce siedziec na nocniku, tylko po to, zeby wydebic
    slodycze!

    teraz juz sama nie wiem co robic, wycofac te ciacha?
    a zaczelo sie zupelnie niewinnie..

  • 18.06.09, 09:10
    to jest dobra sytuacja do zastosowania tej metody, tak mi sie wydaje. taka
    dodatkowa motywacja/przypominajka/nagroda dla dziecka, bo wlasnie jak piszesz,
    dzieciom sie zapomina i jest to dla nich duza zmiana...
    --
    monika&synów dwóch
    rodzeństwo - 2 lata rożnicy
  • 18.06.09, 12:12
    Wydaje mi się, że nie ma co demonizować systemu nagród. Jeśli jest dobrze
    przemyślany to na pewno pomoże w przyswojeniu pewnych zasad.
    Superniania też je stosuje. Różnica polega tylko na tym, że nagroda jest wyrazem
    uznania po fakcie a nie zapowiedzią korzyści przed. Nagrodę rodzić przydziela
    wedle uznania a nie wedle upominania się o nią przez dziecko. Nie jest to jednak
    metoda na dłuższą metę.
    My 3 razy przechodziliśmy przez system nagród i kar (czarne kropy). Trwało to
    zwykle koło tygodnia/dwóch i pomagało opanować emocje i mi i dzieciom. Dzieci
    się starały dla nagród. Ok. Ale się starały, a ja miałam czas opanować swoją
    frustrację i pofunkcjonować trochę w "normalnej" atmosferze. Po jakimś czasie
    nagrody i kary przestawały być potrzebne. Jednak pieniędzy nigdy bym nie
    zastosowała...
    --
    Moje Skarby: Natalka, Tomaszek i Zofijka

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.