Miarą mistrzostwa nie jest wygrywanie jak się jest na fali, jak się z siebie
wypruwa flaki i przekracza granice własnych możliwości.
Prawdziwego mistrza widać jak potrafi wygrać nawet jak nie jest w formie, jak
nie ma optymalnego składu i nawet mu brakuje motywacji.
Jeśli potrafisz wygrywać nawet w takich sytuacjach, to wtedy jesteś prawdziwym
mistrzem. Czyli że twoje mistrzostwo jest autentyczne, jest podparte
autentycznym warsztatem i umiejętnością, a nie szczęściem i zmienną boską pomocą.
Przykład - Grecy na Euro 2004. Czy to prawdziwi mistrzowie? Do zwycięstwa
potrzebowali pomocy boskiej i nieprawdopodobnego ducha. I to otrzymali. Jednak
te przymioty są bardzo zmienne. I rzeczywiście już nie powtórzyli tego sukcesu
kiedy ich zabrakło.
Tacy natomiast Hiszpanie, Niemcy czy Brazylijczycy potrafią utrzymać poziom
nawet wtedy gdy grają drugim składem, zawodnicy są pijani w trupa i nic im nie
wychodzi. Bowiem zwycięstwa opierają na prawdziwym fachu w nogach, a nie na
boskiej pomocy.
Przesadzam oczywiście, ale wiadomo o czym mówię, prawda?
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.