twórczosć bez celu, czyli wiersze takie i owakie.
Chciałabym się pochwalić moim nowym wierszem zatytułowanym: Amersu i kefir.
dziś Amersu spadła z nieba,
czary mary, już jej nie ma.
no i jest tutaj ponownie,
perswaduje komuś słownie.
hej i hopla, znów zniknęła,
tylko kefir z kuchni wzięła.
lata sobie w tą i nazad,
to do sklepu to na bazar.
kefir jest zwierzęciem stadnym,
więc żołądek nasz ma w nosie,
wypij jeden, już chcesz osiem.
do Amersu te kefiry,
to przywiozły aż dwa TIRy.
litr, dwa litry, tona cała,
już Amersu wygrzdulała.
myśli sobie: łolaboga, teraz kefir to i noga,
jest już w głowie, no i w uchu.
nie poprzestał więc na brzuchu.
ja też kefir całkiem lubię,
więc się martwię, gdy go zgubię.
delektuję się kefirem, bo zostałam:
kefirowym świrem.