31.12.16, 18:15
Wszystkiego najlepszego mrecku! - i chlup! - do lustra.
Edytor zaawansowany
  • 01.01.17, 02:12
    Wszystkiego najlepszego Mrecku- odpowiedzialo.
  • 03.01.17, 21:55
    Tu przerwał, lecz róg trzymał i wszystkim się zdawało że piotrce wciąż gra jeszcze a to echo grało. Najlepszego!
  • 04.01.17, 19:08
    Najgorsze ze wypiło... z nie swojego kubeczka
  • 09.01.17, 18:11
    Psik.
  • 17.01.17, 21:32
    Na drugą nóżkę! Zdrówko.
  • 22.01.17, 11:16
    No to jeszcze piweńko.
  • 27.01.17, 15:37
    Gdzieś tu jeszcze jedna flaszka była. ..
  • 02.02.17, 20:14
    Sam popijasz?
  • 07.02.17, 11:59
    do lustra. Siadaj.
  • 07.02.17, 22:30
    Ty i ja.
    Plus odbicia dwa.
    Zakrawa o tłum.
  • 08.02.17, 16:13
    i jeszcze twoja biała myszka hyp... oszywiscie tez może sie napić...
  • 08.02.17, 18:19
    No to chlup!
    Ten rum zakamuflowany na lepsze czasy jeszcze się ostał?
  • 09.02.17, 13:57
    co do kropelki... oszuszy ... oszyli... oszuszylismy go z Ignatzem... we dwóch... ale korek jeszcze leży... spił się jak świnia... znaczy się korek nie ignatz... Czy mi się wydaje, czy twoje odbicie opuszcza kolejkę?
  • 09.02.17, 18:06
    Tosz to podłe oszer... hyp..czerstwa.. - rzecze moje odbicie.
    A ja zapobiegliwie, w pamięci ciągle mając Ignatzowe zdolności, przytaszczam beczułkę przedniego miodu, cobyśmy o suchych pyskach siedzieć i trzeźwieć nie musieli.
    A nuż kogoś jeszcze wiatry przywieją..
  • 10.02.17, 14:25
    dobra, ogórki przyniosłem. Kiszone. Do miodu rychtyk jak znalazł. Miód zacny, gąsiorek omszały słusznych rozmiarów. Wiatry... no nie w towarzystwie wiatrów nie będziemy puszczali.
    Tęsknisz widzę za naszą ferajną, a ona chyba ciurkiem wyciekła.
    Co Ciebie na forum przygnało? Przecież nie moje starcze utyskiwania?
  • 10.02.17, 19:39
    Mmmm..ogóreczki.. pycha! A co mię przygnało? Baloo przyśnił mi się pewnej styczniowej nocy, choć wtedy nie wiedziałam jeszcze, że to on i dopiero później skojarzyłam..Wiesz, mówił mądrze i słowami wielu języków..
    A poza tym, coby atmosfera nie zrobiła się lekko przyciężka - takie jak ja zawsze wracają..
    Tam, gdzie im było dobrze, choćby wiązało się to z wysłuchiwaniem starczych utyskiwań.
    Tak więc słucham..
  • 11.02.17, 16:01
    Baloo, Panie świeć nad Jego duszą. Zawsze podziwiałem jego proste, konstruktywne, inżynierskie podejście. Zdrowie!
    Ja sobie tu kustoszuję, żeby kurz nie obsiadł wszystkiego prócz gąsiorków z węgrzynem. Ciurkam dziś 800 metrów od plaży. Morze szumi cokolwiek leniwie. A nie przysuwaj się zanadto, cobym rozochocony nazbyt wysokoprocentowym ogórkiem snadnie tłamszenia i bezczeszczenia dziewic nie zapragnął. Ale widzę, że ci okulary zaparowały, czekaj do pieca dorzucę. Mów co tam w wielkim świecie. Musimy korzystać z okazji póki PiotraC-e nie ma, bo będzie nam wyschnięty serniczek wtykał. A gdzie będzie wtykał... Bóg raczy wiedzieć.
  • 12.02.17, 14:45
    Salut!
    Leniwy, niezbyt głośny szum w ciepłe niedzielne popołudnie - tego potrzebuję przed jutrzejszym powrotem do Wielkiego Świata. A co do przysuwania się - nic Ci Starziku z mojej strony nie grozi, nie obawiaj się.. Aczkolwiek jeśli spotkasz jakąś dziewicę godną bezczeszczenia, lub co gorsza, jeśli sama tu taka przypadkiem zawita - chętnie przygarnę pod swoje opiekuńcze skrzydła, nauczę piec serniczek i parzyć kawkę, a po takim przyspieszonym kursie do tłamszenia i częstowania ogórkiem przystąpić możemy wespół.
    I wtedy pewnie i PiotrC-e się pojawi zza wydmy.. a serniczek będzie jeszcze świeży (o dziewicy już w tym kontekście nie wspomnę).
  • 13.02.17, 10:55
    Musiałaby tu jakaś dziewica przypadkiem skręcić... ale admin drogowskazy pousuwał. Ja jeszcze jeno drogę pomnę i kosturem wymacam. Tęskno troche za czasami kiedy było tu całkiem tłoczno. Było komu szpilę wetknąć, nie przymierzając tam gdzie serniczki żywot kończą.
    Ono ów Wielki Świat mnię ciekawi wielce. Powiadają, że wystarczy nosa wysunąć za wydmę, żeby onym sie zachłysnąc.
    Sprzedawca kukurydzy na plaży, jak jeszcze żył to mówił mi, ze wystaczy kabel od klawiatury chwycić i za nim iść a Wielki Świat sam przed oczami stanie, ale chyba ściemniał, bo nijakiego kabla przy klawiaturze nie mam. :(.
    psssst, podobno gdzieś Na Plaży opalaja sie dziewice bez staników... ciiiiii bo ksiądz katecheta usłyszy....
  • 13.02.17, 19:03
    O to to, przypadkowe dziewice są najlepsze! Zważ na mój wielki entuzjazm w tej materii, nawet ksiądz katecheta wypatrujący braku staników (lub tego co zazwyczaj się pod nimi kryje) mi nie straszny, jako że do rozmów o imponderabiliach garnę się równie chętnie co do serniczka.
    Droga na plażę faktycznie trochę zarośnięta i kurzem- któremu tak dzielnie kustoszujesz mimo lat upływu, za co na wielki szacunek zasługujesz- pokryta. I trochę przed wzrokiem ludzkim bardziej ukryta, ale dzięki temu przywodzi mi na myśl tajemniczy ogród, li tylko wypełniony ciepłym, smyrającym w stopy piaskiem, a nie zielskiem kłującym. Bo od kłucia są przecież szpile.
    A za Wielkim Światem nie tęsknij (względnie do rozpatrzenia mamy kwestię zasadniczą - czy można tęsknić za czymś, czego nigdy się nie miało - widzisz, jakam refleksyjna czy tam refluksogenna) zanadto. Zbyt wielu stamtąd nie powróciło. Na plaży łono.. bądź jakiekolwiek inne.. łono,hyhyhy..
    Ale jeśli bardzo pragniesz, pomogę Ci odnaleźć switch-przełącznik schowany gdzieś przed wszędobylskim piaskiem w szczelnej szafie na skraju wydm. Po kablu do niego wpiętym z całą pewnością dotrzesz do kłębka cywilizacji..
  • 14.02.17, 12:25
    kłębek cywilizacji - nić która doń prowadzi nie od Ariadny pochodzi, lecz od Dejaniry, co się jej od Heraklesowej koszuli ostała. Zatrute tegoż świata owoce. A nie sądź, żem prostaczek, choćm chudopachołek. O wielki świat raz żem się otarł - w zaprzeszłym roku widziałem jednego pana z W-a-r-r-s-z-a-w-y jak podkreślił i nawet mi dzień dobry powiedział, za co wdzięczen mu jestem niezmiernie.
    O ileż wdzięczniejsze jest życie na plaży, nawet lodem skutej. Chodzić możesz do woli w dwie strony albo na wschód - tam musi być jakaś cywilizacja, albo na Zachód skąd wiatr stęchły zapach zgnilizny moralnej przywiewa. Owo na zachodzie tych przypadkowych dziewic bez staników szukać pono trzeba.
    Obawiam się jeno, czy to aby nie są harpie. Syreni ich śpiew.
    no dbra, zaryzykuję - stłamszę i zbezczeszczę jedną - przytrzymasz?
  • 14.02.17, 19:33
    Delikatną gorycz wyczuwam w Twoim postrzeganiu nowożytnego świata - może zbyt długo trwałeś samotnie na tym posterunku, za towarzyszy mając jedynie skrzekliwe mewy, truchła niedojedzonych serniczków i kserokopiarkę, której od słonej bryzy i prażących promieni słońca trybiki zaśniedziały a obudowa pożółkła. I gdzieżbym tam śmiała pomyśleć o Tobie w kategoriach prostaczków! Prostaczkowie to raczej tam, na zewnątrz, otaczają mnie, nieświadomi nawet możliwości innego istnienia. A o tym panu z W-a-r-s-z-a-w-y musisz kiedyś więcej opowiedzieć, słyszałam ja co nieco o tym miejscu, jego ambicjach i ekscentrycznej ekspansji, acz większość z tych nowin uznawałam za niewarte zapisywania. Może jednak się myliłam..
    Co do Harpii - byle ta, którąś złapał nie była tą z czterech, która nosi imię Podagra, bo biada nam..Może więc wpierw przesłuchamy panienkę, zanim weźmiemy się do czynów? (patrz, taka młoda jestem, a jaki rozsądek przeze mnie przemawia!)
  • 15.02.17, 14:03
    Co do goryczy to rację Ci przyznaję. Łaknę nie tyle dziewic ponętnych a kumpla w spódnicy co by z nim można winko do białego rana na wydmach popijać w blednące gwiazdy się wpatrywać i słuchać opowieści z egzotycznych krajów. A wszystko w majtkach z rączkami na kocyku. Gwiazdy spadające spełniły wszystkie moje życzenia, a że trywialne miałem więc Porsze nie jeżdżę a jedna wizyta u dermatologa złamane serce uleczyła.
    Odkorkujmy jeszcze jedną butelkę. Byle nie tą którą morze na brzeg wyrzuciło z listem w środku. Niech tajemnicę swoją chowa w zielonej czeluści, podtrzymując nadzieję nieznanego Robinsona. Nie można wszak odbierać nadziei człowiekowi odbijając korek pieczołowicie zalakowanej butelki. Odkorkowana tajemnicę swa ujawni i może się okazać że uchodźców nie tolerujemy.

    Zatem Podagra odpada, a masz może telefony do pozostałych harpii? Będzie jak znalazł jak do sił już dojdę i krzyża rozprostuję.
    Co by tam ją zresztą przepytywać - a po co? Zali ludzkim językiem mówi? Moje trzecie oko mylić się nie może - choć niedowidzi. Kibić wiotka, więc na pieczyste się nie nadaje, a rosołu nie jadam.
    Powiedz mi lepiej moja droga jakież to wiatry nieprzyjazne zagnały Ciebie nad to morze ciemne jak wino kędy tylko duch starego mrecka straszy? Maszże tedy opowieść na noc pierwszą z tysiąca i jednej?
  • 15.02.17, 19:01
    Ot, na kumpla w spódnicy się piszę! zaiste bliskie to mojemu jestestwu. A trudne ostatnimi czasy do wykonania, żeby takim kumplem być, bo spódnica zawsze jakoś za krótka się niektórym wydaje i zbyt zalotna, nawet jeśli totalnie bez takich zamiarów założona i żadne koronki lubieżne spod niej nie wystają.
    A nawet jak worek pokutny poziemniaczany miast spódnicy, to też drapieżne spojrzenia przyciąga, bo przecież pod workiem tajemnica większa się kryje.. - tak mi się po tym winie na zwierzenia zebrało, jednak po dziewczęcemu trochę.
    Ale flaszeczka dobrrra, łyknę wieczorową porą jeszcze, przeszukując stare kontakty w moim różowym ajfonie (Memory, find..) w poszukiwaniu Harpii jakoś lepiej zbudowanej, coby Cię Mrecku zadowoliła..Tylko piórka kto oskubie? Jak szponom radę damy? Bo ja osobiście szpon nie lubię..
    A do ognia drew dorzucę, bo choć powiew wiosny przebijający się przez zasłonę smogu dziś poczułam, to jednak wieczór chłodny się zrobił, a w samotnym zimnie w grajdołku siedzieć trochę smutno. Drzewiej i wieczorami bywało tu trochę kompanów.
  • 16.02.17, 12:27
    Spod spódnicy powinny wygladać nogi cokolwiek podrapane, z poobijanymi kolanami i śladami ukąszeń komarów - koniecznie w skarpetkach babciowych, niekoniecznie opalone. Tylko skad ja Ci teraz komarów wytrzasnę i pokrzywy? Oset dziewięćsił i mech chrobotek jakoś zasuszone przetrwały. Może na początek zamiast pokrzyw się nadadzą?
    Powiadasz harpię trzebaby z pierza pierwej oskubać? Może sie jakas nieopierzona trafi? Bo ile za pierze na skupie dają? Grosze marne - na mamrota nie starczy.
    Gul.
    Jak już na desu zeszło to osobliwie podobają mi się majtki z golfem - wesja antywłamaniowa w kolorze khaki. Dobry to kolor maskujący znakomicie niecertyfikowane pobyty w młodnikach na wydmach w celach wiadomych.
    Gul.
    O - Wieloryb! A, nie, to tylko zwłoki morsa co zimowej kąpieli w odmętach zażywał.
    Chlup! do dna!
    Chciałbym ci przedstawić Komisię, którą sam na plaży w samotne wieczory spłodziłem. Tymi ręcyma płodziłem. Ale nie wiem który adres twojego gołębnika działa i czy nie odprawisz posłańca w kwitkami?
    Bo ona Komisia to bardzo wrażliwa istotka.
  • 16.02.17, 18:18
    O, Komisię chętnie zapoznam, szczególnie twymi szacownymi rękoma płodzoną. Tak więc z nieukrywaną przyjemnością na gazetowy gołębnik zapraszam - powinien działać. Bardzom ciekawa!
    Rany, ależeśmy tych trunków osuszyli przez ostatnie dni, jakby kto tu zajrzał to na niezłą jak-to-teraz młodzież-mówi patolę byśmy wyszli. A że o reputację dbać należy, to otwórzmy kolejną butelczynę -dziś polecam twojej uwadze porto, o ciemnym kolorze i wyrazistym smaku. Rozgrzewa wybornie.
    Jak znalazł komponuje się z cokolwiek podrapanymi nogami (zastanawiam się skąd o tym wiesz, bo przekonana byłam, że tego kompromitującego wyczynu nikt postronny nie był świadkiem) i kolorowymi skarpetkami - w panterkę (bo niby kto mi zabroni?). Lubię porto.
    A ten golf w niewymownych to taki do samej szyi ma być? Czy jakoś w drugą stronę? Bo chyba nie kojarzę koncepcji..
  • 17.02.17, 17:29
    Z golfem i szalokominiarką - pancerny. Nadaje się na pierwsze randki, a tez kąpieli można w nim zażywać jak się dziury ba kolanach zaceruje. De lux z klapką toaletową.
    Porto - pyszne - brrr, fuj - dobre bo mocne - sama pędziłaś ?
    Oną dziewczynkę posłałem -abyś jako ciotka-guwernantka miała na nia baczenie, a pamiętaj, że nie dość że pierworodna to jeszcze jedynaczka. Boję się żeby mojego kruchego ego nie zraniła.
    Że nogi podrapane - nie dziwota -kto się szwęda nocami po plaży to się nie na takie kondycje naraża. Skąd zas masz siniaki na kolanach i łokciach - bóg jeden raczy wiedzieć.
    Zatem - wypijmy. Zakąskę masz swoją, czy pod wędzone marynowane dżdżowniczki pijemy?
  • 17.02.17, 17:41
    Na drzwiach gołębnika wisi kłódka. Może masz jakiś inny bardziej pojemny ? Mój otwarty jest i posłańców przyjmuje.

    This is the mail system at host smtp.poczta.onet.pl.

    I'm sorry to have to inform you that your message could not
    be delivered to one or more recipients. It's attached below.

    For further assistance, please send mail to postmaster.

    If you do so, please include this problem report. You can
    delete your own text from the attached returned message.

    The mail system
    Gołebnik zapchany. Wyślij na mój inny kluczyk.

    <kalgar@gazeta.pl>: host mx.poczta.onet.pl[213.180.147.146] said: 550 5.1.1
    <kalgar@gazeta.pl>: Recipient address rejected: User unknown (in reply to
    RCPT TO command)
  • 17.02.17, 21:40
    Proponuję zatem kalgar@tlen.pl, ten działa z pewnością :)
  • 18.02.17, 15:52
    Posłałem ją do Ciebie. Jakoż umilkłaś - czyżbym fopa jakiegoś popełnił? Zatem przepraszam za tak obcesowe dopominanie o kluczyk do gołębnika.
    Dziś sobota, więc znowu oganiam się od dzików w KM. Morze spokojne i śladów smogu nie ma. Ciur nieubłagany dopada mię tu co tydzień. A jak zacznie się sezon to będę tu kwitł zapewne od piątku do poniedziałku. Nie licząc zwykłego ciurkotania w tygodniu.
    Jakoż - rzuciłaś okiem na dziewczynkę? Zali nadobna?
  • 18.02.17, 18:20
    Gołębnik sprawdziłam, Komisie wstępnie zapoznałam- tak tylko czym prędzej daje znać, żebyś właśnie o fopa żadnym nie pomyślał. W rozjazdach dzis i jutro jestem i ledwo chwile mam, ale jużem niecierpliwa chwili kiedy na spokojnie nad nią zasiądę. I od razu już dziękuje i zaszczycona się czuje, ze się nią ze mną podzieliles. Tyle na szybko!
  • 20.02.17, 18:39
    też mam mało czasu, bo dwa ciurki za mną ciekną. W tygodniu do pracy mam 1,5 m. Telepraca - tak to się teraz nazywa, a w soboty pędzę 70 km do KM. Tam upajam się bezsmogowym powietrzem, szumem fal i nogą wygrzebuję resztki świetności plaży - jako to uschłe badyle skąd z Riglem podglądaliśmy dziewczyny, jednorazowe kubeczki po porannej kawie i oceanogramów Baloowych postrzępione rękopisy.
    Zdrowie - Mrecku, bo znów przyszło ci pić samemu.
  • 20.02.17, 19:07
    Ja już wróciłam z odmętów niebytu i ma się rozumieć nie dam Ci pić samemu, co to to nie, dawaj kubeczek, dawaj zagrychę, bom głodna i spragniona.
    Telepracę znam doskonale - przez kilka lat byłam nawet dumną posiadaczką "umowy o telepracę" w pełnym wymiarze godzin, miałam nawet specjalny dres tylko do celów pracowniczych, bo nikt mię oglądać nie musiał, a i ja nikogo. Ale potem mi się znudziło, długa historia.. Teraz już do ludzi muszę wychodzić i kamuflaż inny przybierać. Ciekawe kiedy znów się znudzę.
    A w moim grajdołku smogu tyle samo co zawsze, nie czuję, żeby przez lata coś było lepiej albo gorzej, ale że od małego się w nim hartuję, to i niejako przyjacielem mi się stał i w komitywie dobrej żyjemy, do śmierci jego albo mojej.
    Co się tyczy kwestii Dziewczęcia mi zaprezentowanego - jestem w jakiejś 1/4 objętości czy tam innych dwudziestu pięciu procentach, planuję do końca tygodnia skończyć, jak nie szybciej.
  • 21.02.17, 19:28
    Dobra , nakryję na tym pieńku, morze wyrzuciło. Chluśniem bo uśniem. Udko ud kurczaka, czy coś - żywe się jeszcze wczoraj kręciło. Czy to możliwe, żeby kurczak miał 4 udka? Po dwa wypada - częstuj się.
    Takie to już moje mreczne szczęście. Do szkoły też miałem pod górkę. W moim grajdole jest jedna ulica przeklęta. Zawsze przy niej pracuję, w której bym firmie się nie zatrudnił. A jak się przeprowadziłem na te ulicę to ciurek przyciurkał tu za mną.
    Lubię długie historie.
    Azaliż dziewczęciem się nie przejmuj. Trochę już od 2009 urosła. Ciekawe co teraz robi.
    Ziewając pozdrawiam serdecznie - Strzemiennego?
  • 21.02.17, 21:01
    Zdrowie pięknych pań i tu obecnych!
    To może nie kurczak znad morza a mała krówka (z Darłówka?), jak cztery udka posiada..a są dwa prawe i dwa lewe czy dwa przednie i dwa tylne? Waszak spożyję tak czy owak, bo jak mięsem częstują, to nie raczę odmawiać, coś jak z alkoholem i z tym tam jednym jeszcze.
    Mnie ciur dziś ostro pogania, a jutro ma być jeszcze gorzej, kierat szanowny prezes nade mną trzyma, coby hajsy mu się zgadzały na koniec miesiąca, który już nadwyraz bliski (koniec miesiąca, a nie prezes, kierat, hajsy czy co by Ci tam do głowy przyszło).
    Przyjmując się do nowej pracy, na ostatniej rozmowie, podczas której już w zasadzie było pewne, że ja chcę ich, a oni mnie, przyszły mój dyrektor pyta:
    -Pani Kalgar (bo na Ty jeszcze wtedy nie przeszliśmy), ale tak szczerze proszę powiedzieć, co jeszcze Panią skłoniło, żeby chcieć u nas pracować?
    A ja mu na to:
    -Mam stąd blisko do domu.
  • 22.02.17, 12:44
    Jedna firma szukała fachowca - połowę życia robiłem to co chcieli - więc wysmażyłem i CeVkę jak chcieli, podparłem Papierami, i wysłałem. Zaczem po miesiącu widzę ze apiać szukają, więc napisałem że:
    co prawda nie mam długich nóg, i nie jestem 20 letnia blondynką stanu wolnego z ustabilizowaną sytuacja rodzinną, z 15 letnim doświadczeniem pięcioma językami obcymi, ale znam się na tej robocie.
    Ale szukali dalej.
    Prezesów nie lubię. Jakoś nie było okazji się polubić. Chyba z wzajemnością. A ta wzajemność to chyba dozgonna.
    Ogórek mi w piach wpadł. Możesz oblizać? Nie wiem co tam po piachu łaziło...
    Tia, ciurki mnie kiedyś tęgo lubiły teraz zaś zdają się ciurkać na mnie zadnią stroną.
    - skul!
    Myślisz że mała krówka? Nie wygląda, raczej do kraba podobne, bo tak śmiesznie łypie... i przez nos mówi...
    Żeby ci chociaż jedwabiem jarzmo wymościli,
    Przytrzymaj drania łbem na pieńku a ja siekierą będę celował ... udek ciekawym.

  • 22.02.17, 20:04
    Nie, Mrecku, ogórka Ci oblizywać nie będę, bo jeszcze coś ode mnie złapiesz gorszego, niż z piachu byś załapał. A jak trochę piasek pochrzęści w zębach to i bielsze potem będą. No chyba że, czego biorąc pod uwagę Twój staż tutaj nie mogę wykluczyć, masz już trzeci sort zębów..
    Plaża i krab? Impossibru, chyba że jakiś niepełnosprawny, bo tak to co najmniej 8 udek byśmy mieli - taka wyżerka, że i jeszcze dla kogoś by starczyło. Bo nie wiem czy szczypce, które kiedyś były odnóżami również w kategorii udek można traktować. To trochę tak jak z etymologią czułek - bo niby są od czucia, ale jakbyśmy zapisali czółka, to przecie od czoła, na którym się znajdują by było.. To jedna z tych rzeczy która nieustannie zajmuje moje myśli - co by było gdyby czułka były czółkami.
    A może to ani krówka, ani krab, a jakaś inna istota nasłana przez Harpie? Bo to łypanie trochę podejrzane się jednak wydaje.
    I mam nadzieję, że cela masz dobrego, bo nie chciałabym jeszcze żegnać się z żadnym ze swoich członków, nawet kosztem udek..
    No to siup, po kielonku jeszcze, zanim za mordowanie się zabierzem!
  • 24.02.17, 12:46
    Tak jakoś, wymsknęło mi się. przepraszam.
    Siedzimy tu tak już ze dwa tygodnie i patrz nawet dyżurny Piętaszek nie zajrzał. Nie tak drzewiej bywało. Onegdaj, pamiętam, przechodziła ta Pani z Czterech Pancernych która chodziła po plaży i Mareczku wołała. A może to moja żona była?
    Aliści jak nie chcesz trzymać żywego to nie musisz, samo zdechnie, na razie przycupło grdyką rusza, ślinkę przełyka - może mu nalać kolejkę? Przed pieńkiem odwagi nabierze i wzruszy się naszą dobrocią. Wzruszone lepiej smakują.
    Dopadł mnie wczoraj ciur tak okrutny, że od 6 do 21 z fotela nie w stawałem. Az mi się oczy kwadratowe zrobiły na kształt monitorków malutkich. Mogę bredzić.
    Zaczem szurgotnę zadnią noga w głębokim ukłonie pełen podziwu dla wdzięków nadzwyczajnych i lotnego rozumu.
    Apage.

  • 24.02.17, 20:11
    Rzeczywiście jakiś nieswój się wydajesz.
    Na szczęście - i dla mnie- dziś już piąteczek i do niedzielnego wieczora postaram się nie patrzeć na ciura nieznacznie pochrząkującego za mymi plecami. Zaraz też przywdziewam inne przebranie i udaję się na bal przebierańców, więc z panterzymi uszami i w cętki ogonem ciurek nawet jakby chciał, to mnie nie pozna. Albo co lepsze, pozna, ale będzie bał się podejść! Lubię karnawał i lubię pana Bachtina. I kolorowe drinki z parasolką, więc w tęsknocie za leniwymi, letnimi popołudniami stawiam dziś na naszym pieńku idealnie zmieszane tequille sunrise, może i ten dziwaczny zwierz się poczęstuje i rozplącze mu się język, to już wtedy trójka nas będzie. Oswojenie takiego to może być wyzwanie znaczniejsze, niźli tylko upitolenie mu udek. I nie mówię, że ślinka mi na myśl o pieczystym nie cieknie, a współudział w mordowaniu jakoś szczególnie by na sumieniu siadł ciężarem, ale jednak dodatkowy towarzysz, to zawsze coś. No a ostatecznie, jak się nie sprawdzi, to można ukatrupić potem.
    A może i kolorowe drinki (i moje kocie przebranie) kogoś jeszcze skuszą, kto może siedzi w krzaczkach i boi się wyjść..
  • 25.02.17, 21:25
    Nie śmiem puścić wodzy wyobraźni.... Pantera! Ot i wyzwanie dla mnie! Mogę sobie wyobrazić wszechświat, jako to nieskończona jego mnogość magnetarów i innych osobliwości wypełniająca pustkę co pustką nie jest, ale Panter-Kalgara to nijak wyobrazić sobie nie mogę. Wszak to się nawet nie rymuje! A nie od dziś wiadomo, że jak się rymuje to jest ładniejsze. Takoż: entliczek-pentliczek albo rypcium-pypcium! Ale pantera? Albo gorzej Kalgar? I co zrobiłaś z ogonem? Ogon fascynuje mnie najbardziej. Ogon nadaje sens panterze. Bardziej niż cętki.
    Droga moja - gul - tequille sunrise (czy ty mnie aby nie obrażasz?) - nie będziemy chamskiego gardła przybłędy boskim trunkiem oliwili. Niech pije krajowe. Naści.
    W dziedzinie trunków dziwne me upodobania - z racji przez kilka lat uprawianego zawodu - barek mój wzbogacił się o wiele dowodów wdzięczności. Stoją. W równiutkich szeregach: Ballantajnsy dwunastoletnie - te chciałem darować teściowej do nóg smarowania. Może by odpadły?
    Rzucę kocyk temu dziwolągowi, niech się nie trzęsie, bo w klawiaturę nie mogę trafić.
    Ale, ale jak się Panterze łowy udały? Zali przytaszczyłaś coś do gara lub wyra czy też na miejscu skonsumowałaś? Bo o pomoc w przytrzymaniu ofiary nie prosiłaś - bardzo się wyrywała?

  • 26.02.17, 11:22
    Fakt, ja też siebie na co dzień nijak nie kojarzę z głębokim kocim pomrukiem, nie wspominając rzeczywiście o tym, że z Kalgar rymuje się tylko kila słów: miar, gar, awatar. Ten gar wydaje się być szczególnie kuszący do zarymowania:
    Oto idzie Kalgar,
    Niosąc pomidorówki wielki gar,
    Nagotowany przez jej panterzy awatar,
    Nadobny ze wszech miar..

    Haha.

    Ale Karnawał rządzi się swoimi prawami, a że miałam okazję oglądać duże koty w ich naturalnym środowisku to i myślę, że dość wiarygodnie wypadłam. I ciekawe, że poruszasz kwestię ogona, bo mnie zawsze też fascynowały ogony i dalej uważam, że fajnie by było takowy mieć-gruby, puchaty no i w pełni zarządzalny.
    To z tymi dowodami wdzięczności masz dobrze- mnie to tylko zawsze chcą zapraszać na jakieś podejrzane kolacje, których nijak scedować na teściową. Choć w sumie- zaświtała mi teraz myśl, że może po takiej jednej urokliwej kolacyjce (a teściowa moja jest bardzo urokliwą kobietą, bardzo..) by się oduczyli takich propozycji składać. Na zawsze.
    A łowy..hmmm..owocne, ale wiesz, what happens in Vegas, stays in Vegas - to się zawsze sprawdza.
    Aha i dziś już więcej nie pije, możesz poczęstować się moją kolejką. Albo poczęstować krabo-kurczako-krówkę, co mu tylko ślipia spod tego kocyka wystają i jakiś wystraszon się wydaje - azali jakichś testów na nim nie robiłeś, jako mnie nie było? Nóżki ma wszystkie?
  • 27.02.17, 11:35
    i nóżki i cnoty w całości. Nie naruszone. Sprawdzałem. Wydaje mi się, że i dzisiaj z pieńka nie będziemy czynili użytku. A to z takiej przyczyny, że o ile dobrze zrozumiałem łowy były udane, ofiara skonsumowana na miejscu i pewnie niechęć do kolejki z nieświeżego bigosu pochodzi?
    Co z takim ogonem robi się w tańcu? Szwęda się po podłodze, czy zarzucasz na ramię? Ot głupie pytanie, nie możesz zarzucać, bo wtedy każdy ciekawy mógłby ci pod ogon zajrzeć. Niesłychany upadek w narodzie. Każdemu się wydaje. Nie mysl, że choćm wiekowy, zielony i smrodliwy cokolwiek, nie miałem niemoralnych propozycji w hotelu. Ale zawsze w takich okolicznościach wspominam Mreczątka wijące się w gnieździe, świeżo z jaj wyklute i chuć przechodzi.
    Rym do Kalgar to bulwar.
    Tak mi się pomyślało. Bo widzisz, - polecę klasykiem - mi rym znaleźć, to jak innemu splunąć.

    Mówisz zatem, że teściowa pcha ci się na proszone kolacyjki? No wstydu nie ma. Czego to się ludziom zachciewa. Kopytka niech zrobi. Będzie pożytek.

    Wystraszone zasnęło. Kocykiem opatulę a sam pójdę wyć do Księżyca. Ochota mnie naszła.




  • 27.02.17, 22:28
    Od tego wycia to truchło wieloryba obudzisz, co tam sobie od jakiegoś czasu na brzegu leży, puchnie i kosmacieje. A jak się obudzi z syczącym puffff! wydobywającym się z nabrzmiałych trzewi i rzygnie posoką podgniłych wnętrzności, to nieświeży bigos będzie naszym najmniejszym zmartwieniem.
    Ale wiem, czasem trzeba, nawet niepomnym będąc niezdrowych konsekwencji. No i wilka można dostać, bo noce jeszcze chłodne (acz zważ rozważyć, czy dostanie wilka podczas wycia do Księżyca, które to niejako z automatu do canis lupus wydaje się być przypisane, nie jest ironią naszych czasów samo w sobie?). Babcia mi po wielokroć o tym mitycznym wilku mówiła, ja zawsze tak się starałam zrobić jej na złość i nigdy mi się nie udało. Może stąd też fascynacja ogonem. I wracając do ogona w tańcu - ogon mam idealnie spasowany, tak że jest wystarczająco długi, aby robić wrażenie na postronnych go nie posiadających, ale wystarczająco krótki, ażeby nie musiał zbierać zagubionych kłaczków z podłogi. I żeby nikt nie musiał pod niego zaglądać.
    A w kwestii tych niemoralnych propozycji - jakoś mnie zastanawia to, że wszyscy je "mają", w takim znaczeniu, że dostają, a przecież od kogoś one zawsze wychodzić muszą..więc czyżby "dawacze" propozycji nie przyznawali się później do nich? Nie chwalili się? Bo jakoś z doświadczenia i rachunków by mi wychodziło, że dawaczy powinno być nieomal tyle samo co braczy. Że też mnie wieczorową porą takie rozmyślania nachodzić muszą..
  • 28.02.17, 18:33
    Probabilistycznie kombinujesz! Jak naukowcy którym się do roboty wziąć nie chciało. Jak już wyjaśnić nic nie mogą to się statystyki imają. Że niby ja i ty statystycznie mamy po trzy nogi. Z tym ze ja mam cztery. Co się tyczy zjawiska to jestem zaprzeczeniem statystyk wszelakich: złożyłem w życiu wielekroć więcej niemoralnych propozycji niż ich otrzymałem: ale te trzy! - warto było powiadam ci. No, ale nie mogę czuć się odpowiedzialnym za cały ten pozostały nawis statystycznych nadużyć, nawet choćbym chciał. Tuszę, ze chodzi o skromność niewieścią, która statystykom się wymyka, a nogami głowę zawraca.
    Co do wycia: wywołałem wilka. Przybiegł mieczem skinął i jak ptak jedno skrzydło wojska swego zwinął. Może zresztą było to skrzydełko wieloryba, bo brakuje. Widziałaś gdzieś skrzydełka od wieloryba - nie? A widzisz. Lupus! On ci!
    Poważny lupus, nie żaden tam powsinoga, czy tez kutergęba zachować się umie. Także nie obawiaj się. Że to daleki krewny canisa więc po pierwsze merda, a po drugie podogonie obwąchuje. A dopiero potem się czochra. Łacno przy tym kolejność omylić można. Jakież przy tym ucieszne mecyje! Po obwąchaniu wspólnie drzewko możemy obsikać. No, ty nie możesz. Ogon wysoko nosisz. Ale merdać ci wolno?
    EH! Zwiesna ci to, zwiesna!
    Kalgar! byłbym zapominał! Wiosna idzie - chowaj się pod kocyk do burego łypacza - bociany nadlecą! A ja alimentów płacił nie będę!

  • 28.02.17, 19:51
    Pod jeden kocyk z istotą niewiadomej proweniencji chcesz mnie zagnać? Co to jeszcze nie wiadomo czy łypie czy sapie, czy co innego tymi udkoszczypcami wyczyniać może? O nie! Jeszcze mu krzywdę zrobię przez przypadek, jak się rozochocę! Zostaję na powierzchni, bociany mi nie straszne - mam z nimi układ o nieagresji i nienaruszaniu granic.
    Ale wiosna dziś - niczego sobie. O poranku wychodząc z moim canis familiaris na poranną przebieżkę po krzakach okolicznych tak mnie naszło, żeby zamiast tradycyjnych kaloszy ubrać zwykłe trampki. To był błąd taktyczny, o czym przekonałam się dobitnie, gdy jeden z trampków utonął był w maziastym błocku. I doprawdy ciężko było go wydostać. Tak, to wiosna!
  • 01.03.17, 18:17
    Błotko! mniam. Nie żebym przepadał, ale wzruszenie mnie ogarnia. Swego czasu na wiosnę pokonywałem je czołganiem przez pełzanie. A i przeszkody wodne nie były mi straszne. Dziś jeszcze kiedy zobaczę solidną kałużę myślę o forsowaniu i mostów stawianiu. W poprzednim życiu byłem saperem.
    Bo sapeeeerzy, sami chłopcy malowani są jak bukiet róż!

    Krew w żyłach zaczyna krążyć żwawiej. Zlecenia się sypnęły.

    Iiii niejedna, ładna panna zakochała się w nich już!

    Jakże ciężko odejść od tych ferromonowo-endorfinnych klimatów.

    Nie chcesz pod kocyk? Trudno, ja wlezę. Chociaż to wiosna, po nogach ciągnie. Szczypce mi nie straszne, a łypacza czas na dwór wyprowadzić.
    Nudna ta moja telepraca jak flaki z olejem. Nie obyło się bez sukcesów, ale wyć się chce. Wolałbym już swoją "fiziko bestiare" do bladego słonka wystawić wczesnym świtaniem.



  • 01.03.17, 22:03
    Tak, saperzy są dziwnie pociągający. Czy też przyciągający jak błoto właśnie. Nie znam żadnego, tak sobie tylko koncypuję, że jakbym znała to by mnie przyciągał.
    Niezbyt wysoka wyrosłam, to zawsze do ziemi i błocka miałam bliżej niż inni, więc i znam się z nimi dobrze. Zresztą, lekko ubłocone buciory pasują do imadżu cokolwiek podrapanych kolan.

    Kocyk chętnie Ci odstąpię, bo jak wiosnę poczułam i wiatr we włosach to nic już mnie nie zatrzyma, a w Twoim wieku to już rzeczywiście trzeba na zdrowie uważać. Więc uważaj, a ja tymczasem łypacza naszego wezmę na spacerek, może i jakichś sztuczek uda się go nauczyć i jeszcze zarobimy na nim fortunę, którą potem z lubością przepić będziem mogli. Brzmi jak plan?
  • 01.03.17, 23:09
    No i możesz zajrzeć do swojego gołębnika - skrzydlaty posłaniec winien już u Ciebie wylądować.
  • 04.03.17, 12:20
    Aha - wyczekiwany to posłaniec. Dziękuję. Zajrzałem mu w piórka. Nakarmiłem resztkami z pańskiego stołu i odprawiłem z honorami.
    Kurcze- trzy dni mnie nie było i ognisko przygasło. A tu dmuchać trzeba na iskierkę, bo może zbłąkana dusza Baloo wypatruje ogniska na plaży, tudzież żeglarze zmęczeni długim rejsem.
    Łypacz się trochę zanadto oswoił i panoszyć zaczyna nieznośnie. Robi te swoje dołki gdzie popadnie i tylko ja w nie wpadam. Zaginął pilot od kserokopiarki i siekiera, może leżą gdzieś zagrzebane w piachu, ale strach kopać, bo co się wykopie? Łypaczowy dołek może zawierać coś czego wyblakłe oczy moje oglądać by nie chciały.
    Plan całkiem niezły! Możemy zacząć przepijać przyszłą fortunę już teraz. Lubość też mile widziana. Ty zajmij się szkłem, a ja odkorkuję następną butelkę. Grappa może być?
  • 05.03.17, 07:46
    Taak, grappa o poranku jest niczym miód na moje serce! Mnie osobiście wiatry wywiały na zasłużony i długo oczekiwany tygodniowy urlop. Wiec wschód słońca wśród majestatycznych gór podziwiając pisze ten post. Stojąc w obliczu takich wypiętrzonych mas skalnych lub bezkresem i gwałtownością morza na przykład- zawsze czuje się mniejsza. I pełna respektu. Mój pies natomiast nie- ona ma ochote zjeść wszystkie sarnie bobki i w głowie jej bardziej zapolować na dzikie ptactwo niż odczuwać respekt. Takiej to dobrze. Łypacz trochę przypomina psa, jak tak te dołki kopie i chowa w nich ukradzione przedmioty. Byle tylko miał na tyle oleju w głowie (olej z wątroby rekina, hyhyhy) żeby spamiętał gdzie co skitrał, bo inaczej kogoś z wykrywaczem metalu zatrudnić będziemy musieli.. choć z drugiej strony, taki ktoś z pewnością ma mnóstwo historii. Prawdziwych bądź odpowiedzialnych w głowie- mnie by znalezione przedmioty nie dały spokoju swoją historią..
  • 06.03.17, 15:29
    Zawsze kiedy jadę nocą - i mijam rozświetlone oknami domy - zastanawiam się, kto w nich mieszka i co teraz robi. Wyglądają tak przytulnie. Szczególnie w okresach świątecznych.
    Takie trochę podglądactwo. Miewam tez takie chwile zadumy, szczególnie jak miecz starożytny trzymam w garści - a miałem takowy - ile też czerepów strącił i kim byli ci ludzie. Ale dość o tym. Każy ma swoją historię nawet czkacz łypiący i gdyby tylko mówić umiał! Ale nie umie. Bąki tylko pod kocykiem puszcza,
    Mój pierwszy pies był bardzo kulturalny: zjadł w kolejności chronologicznej: Przygody Tomka na czarnym lądzie, Pana Tadeusza i moją legitymację studencką. Ze łzą go wspominam.
    Za górami nie przepada a najwyżej wjechałem na Łomnickie sedlo i to było to. Reszta górskich rozkoszy nie dla mnie. Nie mam bowiem jednej nogi krótszej dla swobodnego po górach hasania.
    Jednakowoż respekt czuję i ducha gór szanuję.
    Morze zaś... hmmm. Mój pierwszy rejs drewnianym jachtem po Bałtyku - warunki sztormowe - zachwycił mnie. Gdybym mógł dziś wypłynąć zrobiłbym to pomimo.
    Mam takie zdjęcie na jachcie - z późniejszego juz rejsu do kłajpedy gdy nad spokojnym jak lustro morzem gromadzą sie chmury burzowe. Ja chcę!
    Dlatego też waruję na plaży i dlatego też pilnuję tych serniczków niedogryzionych - z miłości dla morza. Kto raz doznał tej przejażdżki rolcasterem po falach albo to znienawidzi albo się zakocha.
    Pani Pantero, Pani uważa trochę na wąsy bo se w piwie maczają.
  • 07.03.17, 15:50
    Jako rzekliście przybyłem

    Jak serniczka nie chcecie to może rosół z makaronem. W czasie gdy przy trunkach siedzieliście ja pomykałem po stokach we Włoszech. I dlatego tu nie zaglądałem bo z wifi hotelowym za nic nie mogłem się dogadać. Wiec zamiast na kulturze kulinarno -duchowej koncentrowałem się na rozwoju kondycji fizycznej.
  • 07.03.17, 20:48
    błon dżiorno. yhyp. kome sta? tuto bene? siadaj i odkorkuj to co tam przywiozłeś. byle nie grappę. obaliliśmy z Kalgar już dwie flaszki. chwilowo się zapodziała. Kalgar, nie flaszka.
    Piotrze, ciiii, czy ty wiesz że ona ma ogon? Kalgar nie flaszka. tylko ciiii, jakby co to ja nic nie mówiłem. yhyp.
  • 08.03.17, 13:00
    Przepijemy naszeeej baaabci domeeek caaały, domeeek caaały, dooomek caaaały
    Zdrowie!
  • 08.03.17, 14:46
    cicho idioto. Dzisiaj pijemy na smutno.
  • 08.03.17, 17:05
    Błon dżiorno kari mieji! Ke piaczere! Z ogona jestem dumna, niewątpliwie. Z zapodziania wracam mniej więcej jutro, wiec serniczek nowy przygotuje i górskiego swojskiego wina postawie na pieńku gasiorek, cobysmy wszyscy mogli zasiąść i spożywać do woli. Nawet łypacz, bo zdążyłam go polubić.
  • 08.03.17, 17:45
    Góry teraz nie są korekt. Porka mizeria. Morze jest uczciwsze. Nie naraża na koszty. Ke palle.
  • 08.03.17, 19:53
    Mio dio! Non testa il mio italiano! Chorobę morską mam, dlatego wybieram góry..
  • 10.03.17, 10:46
    Dmuchnęło ze wschodu. Powiało mrozem. Skóra Cierpnie. Na horyzoncie majaczy samotny biały żagiel, a wokół gromadzą się czarne sępy. 27 ich naliczyłem. Wyciągnę drut kolczasty i ogrodzę ten kawałek - od tej zdechłej ryby do tej żywej. Nie potrzebujemy tu sępów.
    Abo do tego wraku, a ryba na patelnię. Na granicy postawimy czkacza. Waruj!
    O Kalgar, czyżby zaplątał ci się ogon w chaszczach na wydmie? Mówiłem - nie pij tyle piwa!

    Zostałem sam. I lusterko.
    Lustereczko powiedz - marzę
    Kto zaszczyci dzisiaj Plażę?

    Piękny jesteś mrecku, jak lipcowy poranek,
    ale piękniejsze są Pantery podrapane!

    Zatem pod zdechłą rybę! Na zdar!
  • 10.03.17, 15:15
    Próbując się wyswobodzić z kolczastych jeżyn (nie tylko w swojej głowie), przywołana morderczym zaśpiewem sępów i złowieszczym rechotem losu, z niechęcią do przyznania, że to, co mnie przywiało na plażę z powrotem z początkiem lutego jakoś nieszczęśliwie się ziściło i z niezdolnością do uwierzenia, że dzieje się to nie pierwszy raz - jestem.
    Wezmę zdejmę z Łypacza chwilowo obowiązek warty, posadzę na kolanach, posmyram po łebku. Kojąca możliwość roztoczenia - nawet rzekomej- opieki nad mniejszą, słabszą istotą zawsze mnie sprowadzała na ziemię, dawała poczucie pewności, gdy zakopane gdzieś głęboko wrażenie zagubionego kursu zwalało z nóg i przyduszało tak, że ucieczka stawała się niemożliwa...
    Ale zbiegając po wydmie, gdy jeszcze nie można było mnie dostrzec, słyszałam też, jak lustereczko mówiło:
    Rozsądniejszy jesteś Mrecku, niźli się wszystkim wydaje,
    Panterzy umysł nawet do pół-łydek ci nie dostaje,
    Przenikliwość twą podziwia wszelkie stworzenie,
    Takiego dziadka mieć- takie niektórym w głowach może kiełkować marzenie.

    Tak mi się widzi, że ten ostatni wers miał być przytykiem do twojego sędziwego wieku..
  • 11.03.17, 16:23
    Smutkiem powiało i nostalgią z Twojego postu. Czyżby zepsuła Ci się busola? Zatem rzuć dryfkotwę to ustawi Twoją łódkę dziobem do fali. Zrefuj żagle. To nic, że utraciłaś sterowność. Da Bóg, że przyjdą pogodne dni i popłyniesz dalej na pagajach. Po siedmiu latach chudych przychodzi następnych siedem lat - a wtedy często okazuje się, że te tłuste to już były - tak - nie umiemy się cieszyć z tego co mamy.
    Uciekanie zostaw zającom. Wy Pantery stawiacie czoła. Zatem Kalgar zmarszcz gniewnie wargi, najeż sierść na grzbiecie i ryknij. Niech zadrżą szakalom serca.
    Ja tymczasem nastawię kociołek na zupę żółwiową.

    Ono patrzajta ludziska - oto tłamsić chciałem dziewice nieskalane, a ta mi rzecze:
    "dziadku statku na ostatku".
    A czy ty wiesz Pantero o lśniącym futerku, że kiedy jeszcze miałem to wpijałem zęba? Ząb wylata, ale korzeń jeszcze zdrowy. A "najgorsze z upokorzeń, kiedy nawala korzeń".

    Moje mreczne serce podpowiada mi, że teraz trzeba by ktoś pogłaskał Ciebie po głowie. Nie uchylaj się, nie błyskaj kłami tylko daj się podrapać za uszami. A kiedy nadejdzie Twoja pora - rykniesz - niech drżą tytani!
  • 11.03.17, 20:34
    To Mrecki mają serca? Bo że korzeń masz gdzie trzeba i jaki trzeba to już teraz dzięki twojemu wyznaniu wiemy wszyscy. Ale byłam przekonana, że w miejscu serca to tylko dodatkowy schowek na szpile, zbiorniczek na zagrychę i trzeci przedżołądek na serniczek masz..Chyba ten panterzy anturaż rzeczywiście do Ciebie przemówił. I ta flaszeczka, z której jak myślisz że nie widzę popijasz ukradkiem, żebym nie czuła się gorsza, że nie potrafię Ci dotrzymać tempa.. Dziękuję!
    A poza tym nie wiem co to dryfkotwa, pagaje, a i refowanie też z niczym przyjemnym mi się nie kojarzy (bliższe memu sercu są klopsztangi, szmaterloki i fedrowanie). W szantach to może śpiewam o morskich przygodach, ale po tym jak razu pewnego śpiewając publicznie zostałam za to ukarana mandatem, staram się nie praktykować tej czynności już więcej..
    Na koniec, z pewną dozą nieśmiałości dam się drapnąć za uszkiem, zamruczę cicho, ale tylko chwilę, żeby reputacji wypracowanej nie dać odejść za daleko. Mrrr..
  • 13.03.17, 09:19
    Potraktowałaś zbyt dosłownie porzekadło "przez żołądek ko serca mężczyzny" . Do żołądka drogi są dwie: jedna na wprost, druga bardziej kręta. Co cię tam zwiodło? Niezdrowa panterza ciekawość? Nie moja to wina, że zbłądziłaś.
    A korzenie to chyba wszyscy mają, nawet ten czkacz nienasycony. Tak wyszło, że ja mam jeden. Jak zatrzymuję się gdzieś na popas, to zaraz staram się go zapuścić.
    Dostałaś mandat za śpiewanie szant? Strasznie musiałaś fałszować! Albo mandatowiec nie był żeglarzem. Ciekawym strasznie co takiego śpiewałaś, że reżim postanowił wkroczyć i kneblować? Nie była to zapewne wiernopoddańcza pieśń ludowa ku czci?

    Czy mi się zdaje czy czkacz zniósł jajo? Bo ty chyba nie znosiłaś? Chciałbym je wysiedzieć.

    Czekaj, pazur pożółkły od dłubania w uchu w piasku oczyszczę i cię poczochram. Tylko nie gryź.





  • 13.03.17, 19:38
    Tak, przyznaję, fałszowałam. Hiszpańskie dziewczyny to były, do dziś pamiętam. Na moją niekorzyść przemawiał także fakt, że był to środek nocy w pewnej górskiej miejscowości. Może gdybym za repertuar obrała "Hej bystra woda", to by się tak nie skończyło. Uh, te młodzieńcze lata, człowiek nawet piosenki nie potrafił dobrać do okazji.

    Z tym żołądkiem to możesz mieć rację, muszę to przemyśleć, pochopne przytyki w pewnym wieku już nie przystoją, a i kręte ścieżki stają się mniej kuszące, bo wrzody i polipy. Brrr..
    Może zatem grzańca? Z pomarańczką, nomen omen korzennymi przyprawami i miodem? Bo chłodem zawiało, chłodem. Za wiosnę!
    Nie, jajo nie moje. Na czkaczowe też nie wygląda, gdzie takie duże jajo w takim małym łypaczu by się zmieściło. Poza tym miałam go na oku ostatnio, bo coś podejrzanie się zsocjalizował. Kukułcze może.
    Jajecznica. Jajecznica mi po głowie chodzi, z morskimi wodorostami, z aluminiowej menażki. Ale jak chcesz wysiadywać, to porzucę zbrodnicze myśli. Sam wodorost, choć włazi między zęby, też pożywny.
  • 14.03.17, 13:22
    Kłopoty ze śpiewaniem też miałem, a jakże. Studenckie i zagraniczne. W Rostoku. Wracaliśmy w kilkanaście osób z dyskoteki - nim kur zapieje - i śpiewaliśmy piosenki - polskie, rosyjskie, nawet jedna koleżanka włoskie (O sole mio, wolare - jedyne jakie znała) i nasz przewodnik Jurgen zapytał czy znamy może jakąś niemiecką - nastąpiła chwila ciszy i konsternacja. Spanikowałem, bo kolega Wojtek, bardzo podchmielony już w łazience podśpiewywał "Heili, heilo.." Więc żeby uniknąć międzynarodowej kompromitacji ryknąłem z całej siły, jedyną piosenkę niemiecką jaka znałem: O Tannenbaum, o tannenbaum wie grun sind deine Bletter! Tuszę, że czaisz - gdyby jednak nie - język wszak barbarzyński - to jest to kolęda.
    Grupa podjęła, a jakiś Niemiec co spać nie mógł - co ci ludzie robią o takiej niezwykłej porze? - wydarł się z dziesiątego piętra: Was ist loos?! (co się dzieje?) i tu Wojtka nie udało się zatkać - Hitler Kaput! odkrzyknął raźno i ochoczo.
    Taaaa - mreczne to były czasy.
    Grzaniec - a noce są chłodne - jest wybornym pomysłem. Byle nie za dużo, kwaterka wystarczy.
    Jajo jest zielone. Czy kukułki znoszą zielone jaja? Też mnie korci by spichcić jajecznicę, lecz jak poznamy gatunek znosiciela? Co do jednego masz rację: panterze jajo było by żółte w czarne cętki, a czkaczowe byłoby bardziej wyłupiaste. Więc czyje? Cokolwiek to znaczy, a jesteśmy samotrzeć na Plaży - miałżebym się aż tak zapomnieć?
  • 15.03.17, 19:56
    Wiesz co Mrecku, z biologicznego punktu widzenia to musielibyśmy najpierw spróbować rozważyć, czy jajo zostało zapłodnione, czy też nie. Bo jeżeli nie, to i tak nic nam się z niego nie wykluje, chociażbyś miał sobie hemoroidy na nim wysiedzieć. I i tak się nie dowiemy, czymże jest. A szkoda dobrej jajecznicy. I twojego siedzenia. Już lepiej jak wyjesz.
    Po głowie jednak chodzą mi takie reminiscencje poprzednich postów, w których było i o płodzeniu i o zielonowatości, więc podejrzenia co do Ciebie pewne mam, niewątpliwie. A z drugiej strony, puszczone luzem wodze wyobraźni kierują się ku smokom, może ostatnie wichury spod wydmy wydmuchały pradawne jajo, a patrolujący czkacz tylko je nam przyniósł w ofierze, niczym kot znoszący pod nogi swojego właściciela nie-do-końca-martwe myszy?
  • 18.03.17, 17:44
    Co tam, nie mam pojęcia jak się zapładnia jajo. Ty wiesz?

    Zimno dziś na morzem. Wiatr wyje i leje. Całe trzy stopnie na termometrze. Jajo się przeziębiło. Możesz robić jajecznicę.
  • 18.03.17, 21:02
    Mmmm...jajecznica. Zacnie. O jajach conieco wiem. U mnie dzis burza byla. Prawdziwa, z piorunami, gwałtownymi podmuchami i takimi tam efektami. Byłam pod wrażeniem.

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.