pracuję w budżetówce, praca nie po znajomości, tylko za tzw.kwalifikacje. Od początku burdel w mojej działce jest taki, że stało się dla mnie jasne czemu mnie przyjęli. Umowa okresowa, pieniądze takie, że absolwenci chcą zarabiać więcej, odpowiedzialność i świadomość, że jak się coś rypnie to wiadomo, czyja to będzie wina ;(. Jak ogarnę ten bałagan to znajdą znajomka i pożegnam się z etatem. Takie są realia.
Pobojowisko, opie...i zapie...
Tylko czasem przykro, jak się pokłócą osoby zarabiające tu jako szeregowi pracownicy 1000-1500zł netto więcej niż ja (jedna osoba zasiedziała się latami a druga miała plecy a nie jak inni co albo pleców nie mieli albo mieli za słabe i na pewno nie kwalifkacje był decydujące przy wyborze ich jako kandydatów).
Tyle ode mnie.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.