Dodaj do ulubionych

Nuda w pracy

  • 15.10.05, 07:20
    Obyś znalazł ciekawą firmę!
    PS
    Ja mam juz dość atrakcji! Potrzebuję ciszy i spokoju!
    --
    Mente et malleo!
    Strefa zrzutu napalmu
  • Gość: gosc IP: *.tpnet.pl / *.tpnet.pl 15.10.05, 13:40
    Ja mam to samo.
    Pracuje od 7.30 do 15.30.
    W poniedzialek i wtorek jest sporo pracy i czas bardzo szybko mija ale od srody
    do piatku ciagnie sie koszmarnie. To co mam do zrobienia zrobie w 2 godz a
    potem 6 siedze i sie nudze.
    Pracuje w jednym pokoju z szefem!
    Nie moge pogadac przez telefon prywatnie, poczytac ksiazki ani gazety.
    Wiec siedze w necie ale ile mozna!
    Mam juz dosc.
    Juz nawet ze znajomymi na gg nie chce mi sie gadac...
  • 16.10.05, 12:20
    Mysle ze najlepiej wrzucic na luz i nie przejmowac sie tym co sie
    dzieje.Pracuje we wrocławiu w firmie reklamowej.Dominuje tutaj praca
    zespołowa.Ma to te zalete,ze w grupie osob zasuwajacych moze sie uchowac
    osobnik,rodzynek taki ktory sie permanentnie opiernicza(jak ja-wiecznie
    wpatrzony w gazeta.pl,tudziez okienko GG),chociaz u nas to wszyscy sie nie
    przemeczaja.A wiec czasem partyjka bilarda(mamy stol na zapleczu),czasem
    biesiada czyli przedluzajacy sie lunch gdy szefa nie ma,ostatnio nawet
    kolezanka seksila sie z kolega w magazynie,podczas gdy ja "urwałem sie do
    Auchana"Gdy przyszedłem do tej firmy, zasuwałem jak moglem,wychodziłem
    ostatni,siedziałem tez nad projektami w domu,jednym slowem-pracoholik.A i tak
    nie dostawałem wymarzonej premii, i tak szef sie przychrzanial, miał jakies
    uwagi.Od 3-4 mcy wrzuciłem na luz, nie robie nic! albo miniumum ,notorycznie
    spozniam sie! a wychodze pierwszy(drzewiej bywało iz byłem w firmie 7.30,teraz
    8.40),poprostu czekam az mnie wywala-- wale firme i tyle.Na początku obijania
    sie troche sie bałem ze ktos zobaczy,opierniczy,szef wezwie na dywanik...Na
    razie nic sie nie dzieje ,jest luzik okay,kaska leci,GG mam otwarte,czytam
    kochaną Gazete.PL..

    a firme WALE! wysyłam ciagle CV,srednio raz w tygodniu mam jakies zaproszenie
    na interviev ,z nowych ciekawszych firm ,cos wybiorę;-)))
  • 16.10.05, 15:47
    A wiec i ja sie tez do tego "Klubu Leni" wpisuje.
    Od 11 lat pracuje w malej 7-mio osobowej firmie.
    Po 6 latach zachorowal na raka szef i musialem go zastepowac. Tak bylo prawie
    rok i facet poszedl na wczesniejsza emeryture ze wzgl. na stan zdrowia.
    Napisalem podanie starajac sie o ta wakujaca posade szefa. Jednoczesnie
    startowal o nia czlowiek z wyksztalceniem zawodowym i ostatnim miejscem pracy
    jako ... dozorca domu! Majac 7 letnia praktyke, wyzsze studia i nienaganna
    opinie bylem w 90 % pewny, ze to ja, niejako automatycznie ta posade dostane.

    Ku mojemu zdziwieniu wygraly stosunki, koneksje i witamina Z (znajomosci)- ten
    14 lat mlodszy ode mnie dupek dostal to stanowisko i przyszedl do nas zupelnie
    zielony.
    Moim "zaszczytnym" obowiazkiem (zdaniem naszego Prezesa) bylo przyuczenie i
    wprowadzenie nowego szefa! Nie mialem innego wyjscie. Prawdopodobnie by sie
    mnie pozbyli, gdybym tego odmowil.
    To byl rok 2000. Teraz mam pracy tyle co nic, zadnej odpowiedzialnosci i spokoj.
    Moj nowy szef zapie.. z robota i klnie na caly swiat bo sobie nie potrafi
    nijak poradzic. Jego "waznosc" przejawia sie w tym, ze sam przyjmuje wszystkie
    telefony i sam "decyduje" i "rozporzadza". W 80-90 % moglbym to ja robic i
    tylko jakies wazniejsze telefony laczyc z nim. Ale sie nie bede mieszac w Jego
    decyzje.
    Efekt jest taki, ze juz po 1 godzinie klnie i marudzi zanim odbierze kolejny
    telefon: "cholera, a kto to znowu moze byc!" lub "A co ten znowu moze chciec?"
    Raz w tygodniu slysze: "Kto wymyslil robote?" lub "Dajcie mi juz wszyscy swiety
    spokoj!"
    A wiec widac jak bardzo facet jest zmeczony a na zebrania Rady idzie jak na
    sciecie bo wiem, ze ma on tam tyle do powiedzenia "co wol w rzezni" - czyli nic.
    Ja sie w duchu smieje i mowie sobie - sam tego chcialec, to masz!
    I wcale nie zazdroszcze mu tych kilku setek miesiecznie wiecej.
    Ja i tak potrafie to sobie w inny sposob z nawiazka odbic. Mam przynajmniej
    spokojna glowe, bez obowiazkow i odpowiedzialnosci i co najwazniejsze jeszcze
    tylko kilka latek do zasluzonej emeryturki.
    Moge byc prezesem KLUBU LENI - chyba, ze mnie znowu wygryzie ktos z wiekszymi
    plecami i znajomosciami.
    Pozdrawiam wszystkich Leni w Polsce i na calym swiecie.
    Step44
  • 16.10.05, 17:41
    Ja tam mogę nie robić bo doma nie nudzić.
  • Gość: MaddiM IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.05, 00:23
    Ja chcę poruszyc inny problem - nudnego otoczenia ludzi nieciekawych, z
    którymi przychodzi mi przeczekiwać te - często baardzo długie okresy pomiędzy
    jednym nawałem pracy a drugim. Pracuję w babińcu,(średnia wieku całkiem młoda,
    zawyża kilka 40-50latek) - poruszane tematy rozmowy to:żarcie, farby do
    włosów , kosmetyki, środki piorące, przepisy, dzieci i wnuki - co zjadły,
    powiedziły, wysmarkały, wyśniły, i od początku - ciuchy, zakupy,żarcie ,
    dzieci, śluby, wypadki samochodowe m jak miłosć - opowiadamy odcinek 1345 , w
    przerwie - przegląd kolorowych szmatławców i ...nareszcie -koniec pracy. Nudna
    praca to przy tym pestka. Mam wrażenie, że w porównaniu z tymi dialogami (
    jedna kobita zresztą snuje cały czas monologi o swoim życiu codziennym)
    wygrałaby najnudniejsza praca pod słońcem... Ludzie, ja się teraz nawróciłam -
    z przykrością muszę przyznać, że faceci nie nie są tak (tu sobie wstawcie
    jakieś odpowiednio mocne słowa)
  • Gość: nina IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.05, 17:54
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • 30.06.06, 22:10
    Gość portalu: MaddiM napisał(a):

    > Ja chcę poruszyc inny problem - nudnego otoczenia ludzi nieciekawych, z
    > którymi przychodzi mi przeczekiwać te - często baardzo długie okresy pomiędzy
    >
    > jednym nawałem pracy a drugim. Pracuję w babińcu,(średnia wieku całkiem młoda,
    > zawyża kilka 40-50latek) - poruszane tematy rozmowy to:żarcie, farby do
    > włosów , kosmetyki, środki piorące, przepisy, dzieci i wnuki - co zjadły,
    > powiedziły, wysmarkały, wyśniły, i od początku - ciuchy, zakupy,żarcie ,
    > dzieci, śluby, wypadki samochodowe m jak miłosć - opowiadamy odcinek 1345 , w
    > przerwie - przegląd kolorowych szmatławców i ...nareszcie -koniec pracy. Nudna
    >
    > praca to przy tym pestka. Mam wrażenie, że w porównaniu z tymi dialogami (
    > jedna kobita zresztą snuje cały czas monologi o swoim życiu codziennym)
    > wygrałaby najnudniejsza praca pod słońcem... Ludzie, ja się teraz nawróciłam -
    > z przykrością muszę przyznać, że faceci nie nie są tak (tu sobie wstawcie
    > jakieś odpowiednio mocne słowa)


    u mnie jest podobnie i jestem tym już tak sfrustrowana, że myślałam o zmianie
    pracy, ale jak sobie poczytałam te posty, to zaczęłam doceniać to, że nie mam
    możliwości nudzić się w pracy. Nie jest to może zbyt rozwijająca praca, ale
    przynamniej cały czas robię coś konkretnego, mogę sobie pracę usprawniać,
    udoskonalać, mogłabym obdzielić nią 4 osoby a poza tym kontakt z petentami bywa
    bardzo budujący dla mnie (może to dziwnie zabrzmi, ale bardzo lubię tych ludzi),
    tylko czasami frustrujący, jak ktoś musi się akurat na kimś wyżyć ;-). Dzięki
    temu wątkowi zaczynam doceniać to co mam. Dziękuję Wam. Pozdrawiam.
  • 18.10.05, 09:35
    Czytam te wszytskie wpisy i oczom nie wierzę.

    Ja w tej chwili zmieniam po raz 4 prace własnie z powodu nudy. W każdej nowej
    pracy rzucam się w wir obowiązków, ale po kilku miesiącach jak juz sie wdroże i
    wszystko sobie pousprawniam, to zaczynam sie nudzic.

    A najsmieszniejsze jest to ze nigdy nie spotkałam nikogo takiego jak ja, kto sie
    nudzi w pracy. Więc albo ze mną jest cos nie tak, moze za szybko pracuję, albo
    inni udaja ze maja tyle pracy albo za wolno pracuja. W tej chwili mam w pracy
    tylko jedna kolezankę która się nudzi. Przyjęto ją na zastępstwo dziewczyny na
    macierzynskim, która codziennie zostawała po godzinach, a teraz jej zastępczyni
    sie nudzi i codziennie spotykamy się na ploty... Jedyne w całej firmie.
    O co tu chodzi, bo ja nie rozumiem.
    --
    Mój największy skarb:

    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=631&w=25209187
  • 18.10.05, 13:14
    Problem leży chyba w naturze człowieka. Sa ludzie, którzy bardzo szybko się
    uczą, nawiązuja kontakty z klientami, łapią wszystko w mig, usprawniają swoją
    pracę. I dopóki to ich pociąga jest ok. Ale przychodzi po 2-3 latach pracy
    okres kiedy się wszystko w zasadzie wie, nowości już tak nie ciekawią, kontakty
    opanowane i taka praca więcej nudzi niż sprawia satysfakcję. Pojawia się
    rutyna, automatyczność czynności, znużenie a od znużenia do totalnej nudy jest
    tylko krok.

    Psychologowie podobno stwierdzili kiedyś, że pracownik powinien zmieniać pracę
    lub przynajmniej stanowisko co 2 lata. Wtedy nie dopadnie go nuda i rutyna,
    będzie uważał na efekty pracy, nie będzie robił błedów. Będzie po prostu
    efektywniejszy dla pracodawcy. Firmy jednak rzadko stosują te zalecenie, wolą
    przetrzymywać wyszkolonego w jakiejś dziedzinie specjalistę do emerytury a ten
    się cholernie nudzi. A cóz ma zrobić? Płacą to siedzi te 8 godzin.

    Praca najemna zawsze będzie nudna. Oddajemy swoje życie (czas np. 8 godz.
    dziennie), swoje umiejętności i zdolności a w zamian dostajemy mniejszą lub
    większą pensje by żyć. Wątpię żeby ktoś się nudził w pracy kiedy sam prowadzi
    na własne ryzyko działalność gospodarczą, sam dla siebie jest pracodawcą i
    szefem. Chyba to niemożliwe.
  • Gość: muchomorek IP: *.jgora.dialog.net.pl 18.10.05, 14:24
    A moze jakieś "przepisy" na nudę w pracy? :)
  • 20.10.05, 12:33
    Zawsze kiedy się nudziłam w poprzedniej pracy (czyt. 99% czasu) po pewnym
    czasie dopadały mnie wyrzuty sumienia... Że: qrcze dostaje kase i nic nie
    robie, ze się nie realizuję, ze to w ogóle bez sensu i po co ja tu w ogóle
    siedzę... heh...
    Pewnego razu (2 lata temu!) zrobiłam sobie wycieczkę po firmie próbując
    załatwić jakąś banalną sprawę w innym budynku.
    1.Wchodzę do pierwszego pokoju, w którym są akurat otwarte drzwi. Siedzą dwie
    panie: jedna robi na drutach, druga obiera jabłuszko. Pytam: "Przepraszam,
    gdzie jest pokój 203?" Panie: "aaa... my nie wiemy..." zamykam drzwi, okazuje
    się ze Panie siedziały w pokoju 202... Pokój 203 był po przekątnej ;)
    2. Pokój 203: stoją w nim 3 biurka. Jedna pani obiera jabłuszko ;), drugiej nie
    ma, facet czyta jakies forum ;)
    3. Kolejny pokój: Pani studiuje uważnie gazetkę jakiegos supermarketu
    4. Pokój docelowy: Pani czyta "Elle" czy "Twój Styl"... nie pamietam...

    Hmmm taka widac kultura organizacyjna ;)

    Acha - dodam, ze sprawę załatwiłam szybciutko a pracę niebawem zmieniłam i jest
    git :)
  • 28.10.05, 10:35
    No to się przyłączam. Są dni, że nawet trzeba zostawać po godzinach ale są i
    takie, ostatnio niemal tylko takie, że nie mam nic do roboty przez całe 8
    godzin. W wakacje nie było szefa, nie miałam jeszcze współpracowników na stałe,
    więc napisałam całą pracę mgr w godzinach pracy :)
  • Gość: Polarny IP: *.wro.tvp.com.pl / *.tvp.pl 05.11.05, 18:05
    Ja pracuję w telewizji, nie robie prawie nic co jest związane z moim
    stanowiskiem pracy i nie narzekam. Kierownictwo jest frajerskie bo wogóle nas
    nie sprawdza. Każdy robi co chce i jak chce. Głównie oglądam telewizję (ale nie
    tą nasza tylk np. Polsat czy TVN) i gram na kompie. No i oczywiście czytam fora
    na Gazecie. Zarobki: 520 na ręke. Jaka płaca taka praca.
    Jest gicior i nie narzekajcie.
  • Gość: Stanisław P. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.01.06, 10:55
    Podzielam Twój pogląd.Ja też to przeżywałem do czasu aż spotkałem Zespół
    ludzi , którzy pracują nad samorozwojem , często się uśmiechają bo mają
    powody /coraz więcej pieniędzy , wolnego czasu i przyjaciół/.
    Przyłączyłem się do nich i Tobie proponuję.Pierwsze spotkanie w W-wie.
    Stanisław P. Tel.605 316 614
  • 01.01.06, 21:28
    Well znam to skads - moja branza to firmy produkcyjne, calkiem ruchliwy dzial.
    W jednej z firm bywaly okresy nudy, a bywala tez ostra jazda, naprawde ostra. W
    ramach nudy szedlem na ploty na produkcje, siedzialem na necie lub... szedlem
    spac do kibla ;-) W innej robocie szef siedzial w tym samym pokoju, wiec
    podsypialem przed monitorem lub szedlem zalatwic cos co zajmowalo 5 minut, a
    nie bylo mnie godzine - wloczylem sie po zakladzie i gadalem z ludzmi. Teraz
    generalnie mam nudno, ale to dopiero pierwszy miesiac. Ilez mozna siedziec na
    necie, w koncu ktos te logi przegladnie ;-) Ludzi znam malo, nie mam gdzie sie
    powloczyc... I, podobnie jak innych dopadaja mnie wyrzuty, biore 3000 PLN na
    lape + kasa z delegacji i uwazam, ze na takie pieniadze trzeba zapracowac.
    Tylko, ze nie ma jak...

    Pozdrawiam wszystkich Dilbertow ;-)
  • 16.01.06, 23:51
    No i wykrakalem... Marudzenie, ze sie nie ma co robic sie msci. I to okrutnie!
    Dzisiaj wrocilem z roboty o 23.00. Pracuje od 08.00, mialem 2.5 przerwy w tym
    czasie. W zasadzie moglbym spokojnie siedziec do 06.00 jutro, a nawet dluzej.
    Ale jazda ;-)

    ...tylko kiedy znalezc czas na zycie...?
  • Gość: katy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.06.06, 17:37
    Ja jak nie mam nic do roboty (czyli cały dzień pracy lub jego większośc), wtedy:
    - siedzę w necie
    - czytam różności: gazety, materiały do nauki jezyka itp.
    - prowadzę różne swoje przemyślenia, obliczenia, wyobrażam sobie różne sytuacje
    - idę robic kawę lub herbatę
    - jem długo i powoli
    - często chodzę do łazienki
    - poprawiam makijaż
    - jak już to wszystko zrobię to gapię się w sufit lub wyglądam przez okno
  • Gość: Krzysiek IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 09.05.07, 12:53
    U mnie to samo, może tylko makijażu nie poporawiam ;) Nuuuuuuuuda w pracy że hejjj a bywaja dni kiedy nawet usiąść nie mam czasu :/
  • Gość: zina IP: 195.205.45.* 12.06.07, 11:41
    absolutnie mnie to nie dotyczy:) lubię stawiać sobie nowe wyzwania , a jeżeli
    odczuwam brak zajęć rodzą się we mnie nowe pomysły ,do których mogę przekonać
    innych. Ogólnie jest cool....i są tacy, którzy w pracy są prawie non stop i
    czerpią tego radość. 50-60 godzin tygodniowo pracują i czerpia z tego
    satysfakcję (jestem szczęśliwą żona jednego z nich )Nie każdy się utożsamia z
    takim trybem życia, ale warto o tym pogadać :) tak jak tutaj :)
    blog.netpress.pl/?p=35
  • Gość: olala IP: 145.225.60.* 19.07.07, 16:11
    Hej,
    Widzę, ze to nie jedyny mój problem. Ja tez sie nudze okropnie. Jestem w
    firmie od półtora miesiaca, pracuje jako sekretarka. Dopiero co skonczylam
    ogólniaka, nigdzie przedtem nie pracowalam, nie mam żadnych certfikatów ani
    nic. Na początku nie wiedzialam nawet jak mam wyslać fax. A mimo to, przyjęli
    mnie do pracy w dość poważnej korporacji. Sama sobie znalazlam tę pracę,a
    rozmowę kwalifikacyjną mialam z kobietą ;) Płacą mi na rękę 1200 zł. Jak na
    pierwszą płacę dla 19-sto latki nie jest źle.

    W sekretariacie jest nas dwie, dziewczyna która pracuje od kilku miesięcy, więc
    nasze obowiązki sie jeszcze dodatkowo "dzielą". Gdyby tak zsumować czas
    wykonania wszystkich moich zajec to pewnie by wyszła godzina czasu, jak i nie
    miej. Na początku uważalam to za cos zajebistego: "siedze na dupie, czytam
    głupoty w necie, jakieś gazety, robie sobie kanapki i sie obijam i jeszcze mi
    płacą".

    Po 2 tygodniach mialam dosc. I nadal mam. Nuda jest straszna, nie mam co robić.
    RATUNKU!
  • Gość: wieroczka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.07.07, 23:13
    oj chciałabym się nudzić w pracy i mieć ochotę na jej zmianę jedynie z powodu
    braku rozwoju w aktualnej pracy.Pensja możliwa...grzeszysz dobry człowieku.A jak
    z atmosferą to też istotne
  • Gość: b IP: 213.134.181.* 23.07.07, 22:31
    też się nudzę...qrde pieprzony staż z up - myślałam, że będzie ciekawei, a tu dupa...
  • Gość: kati IP: *.tdi.tktelekom.pl 24.07.07, 11:45
    Ehh, szkoda gadać. Pracuję od stycznia, jak dotąd to się przede wszystkim nudzę.
    Fakt, zabijam czas czytając sobie ebooki, czy ucząc się angielskiego. Czuję się
    całkowicie niepotrzebna. Rzadko dostaję coś do zrobienia, najczęściej jakieś
    tłumaczenie. Zostałam przyjęta na stanowisko menadżera produktu, na wizytówkach
    mam napisane specjalista ds marketingu i sprzedaży, a ostatnio umowę
    podpisywałam jako referent... Więc sam prezes nie wie chyba co ja mam robić.
    Najwyraźniej moja firma uważa, że jestem niezbędna bo dostałam umowę na czas
    nieokreślony. Pomału zaczynam rozglądać się za czymś nowym. Mankamentem jest w
    moim przypadku brak doświadczenia oraz krótki staż pracy. Plusem tej pracy jest
    to, że siedzę od 7-15, po południu mam czas na dodatkową szkołę. Ale tak poza
    tym? Nuda.......
  • Gość: ostry IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.04.08, 23:33
    wchodzisz na youtube, szukasz miłych i śmiesznych filmikow związanych z pracą i
    dajesz rade przeżyć t ekolejne 8h youtube.com/watch?v=yons0E_CthM tu coś
    na wstep:)
  • Gość: abigale IP: *.unused.derbynet.waw.pl 12.04.08, 23:45
    na stronie xeroxa też jest dużo śmiesznych rzeczy. Gdy szef wejdzie, to zawsze
    możesz powiedzieć, że nowej drukarki szukasz...
  • Gość: noxxxman IP: 195.205.135.* 22.04.08, 09:20
    coś o tym wiem, pracuję w biurze nieruchomości i to w dodatku takim które
    dopiero przebija się na rynku, w nieruchomościach zastój ostatnio, i dużą część
    czasu siedzę w biurze i czekam na klientów - kilka transakcji było ale raczej
    tyle co kot napłakał, wiadomo nieruchomości nie bułki więc nawet trudno ludzi
    gorliwie namawiać do kupna i wciskać. ogólnie siedzę i surfuję po różnych
    stronkach :) a jak mam klientów i trochę latania to się cieszę.
  • Gość: TTF IP: *.acn.waw.pl 23.04.08, 13:14
    Jak ja zrezygnowalem z pracy w ktorej glownie bawilem sie swoim
    laptopem (z netem) i ogladalem divx oraz niezle zarabialem to
    wszyscy moi koledzy pytali czy zwariowalem :)
    Juz mnie czasem pupa i plecy bolaly od lezenia w fotelu.
    Szkoda ze atmosfera byla kiepska, ludzie nieciekawi, brak mozliwosci
    awansu oraz szef baran :)
  • Gość: kleofas IP: 217.153.195.* 25.06.08, 07:17
    i chwała za to Bogu Wszechmogacemu

    nie chodzi o to, że jestem jakimś zajawionym pracoholikiem co przychodzi w
    poniedziałek na 5 a wychodzi w sobotę o 23, ale takie nieróbstwo mnie męczy -
    normalnie czuję się bardziej zrypany niż po nadgodzinach
    ileż można we flasha grać, czytać jakies bzdury, patrzeć się na zegarek i myśleć
    czemu dopiero 10 minut minęło

    nie powiem czasami dzień, dwa dni luźniejsze raz na czas się przydadzą, ale
    jeśli przeradza się w luźniejsze tygodnie, a nawet miesiące (sam miałem 3 takie
    pełne miesiące, w których mogło mnie nie być - przynajmniej nie zużyłbym prądu)
    to miałem dość - wszystkiego, jakaś apatia, bezsens mnie ogarniał

    najgorsze w tym wszystkim było dla mnie to, że zacząłem się przyzwyczajać do
    nieróbstwa i z czasem praca zaczęła mnie drażnić - musiałem się dłużej
    mobilizować aby cokolwiek ruszyć z miejsca, było więcej błędów, więcej obsuwy,
    robienia na odwal się itp itd - zwyczajnie taki stan rzeczy był coraz bardziej
    szkodliwy

  • Gość: ja tez! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.06.08, 16:01
    pracuje mniej więcej 1 dzień w tyg. na cale szczeście jestem w
    biurze sama, i poza lekką skłonnoscią do gadana sama do siebie,
    przygotowalam sie do egzaminu w angieskiego, mam czas przeczytac
    wszystkie newsy i komentarze do nich, obejrzawsze milon zdjęc
    mieszkań, zaprojektowałam własne. jest po prostu cudnie. tylko w
    towarzystwie jest dziwnie, bo każdy się skarży na tempo, stres i
    głupiego szefa. a mi wstyd powiedzieć, że ja nic nie robie. szukałam
    innego zajęcia, ale jak sobie pomyślę, że będe musiała tyrać dla
    kogoś to od razu mi sie odechciewa. boje sie tylko, że
    moja "kariera" stoi w miejscu. ale co tam - moja przyjaciółka
    pracuje 14 godzin na dobe, duuuuzo zarabia, ale nie potrafi sie
    wyluzowac i nigdy nie patrzy w niebo! jak sie nudzicie w pracy to
    znajdzcie sobie hobby, które Was zajmie. praca niewymagająca to
    skarb, szanujmy go!
  • Gość: Nanka IP: 206.218.218.* 26.06.08, 20:48
    Ja zazwyczaj mam wszystkie zadania wykonane do godziny 11. Potem
    nic... nuda, siedze w internecie, inni tez. Najgorsze jest to, ze
    czesto okolo 17.30 kiedy sie zbieram do wyjscia nagle szefowa wpada
    i daje jakies zadanie do wykonania "na wczoraj" i trzeba zostac do
    20. Szefowa rowniez urzadza zebrania personelu i szkolenia o 18...
    Bez sensu ta praca.
  • 02.01.09, 19:45
    pracuję od roku w pewnej firmie
    na początku cud miód malina, super i myślałam, że zostanę tu już na zawsze,
    tylko po drodze dział zmienię, awansuję, ale firma pozostanie ta sama
    nie dość, że okazało się, że zmiana działu to nie taka łatwa sprawa, wszyscy
    generalnie mają cię w dupie, gdy wykażesz chęć zmiany i musisz liczyć tylko na
    siebie, to właśnie uświadomiłam sobie, że od czerwca pracowałam dziennie średnio
    nie więcej niż 4 h
    pół biedy, gdyby codziennie były to 4 h, ale często było to np. po 7 h a potem
    kilka dni z rzędu 0 h
    !
    jak przychodzę do pracy ze świadomością, że czeka mnie 8 h siedzenia na necie to
    dostaję k...y
    no i co tu robić?!
  • Gość: wynudzona IP: *.chello.pl 05.01.09, 00:13
    Milo, ze nie jestem odosobniona:) Aktualnie jestem kierownikiem
    dzialu w nieduzej firmie, codziennie 8 dupogodzin, a pracy mam na 2 -
    3. Czytac ksiazek nie moge, pozostaje net - radosna tworczosc na
    forach, ulubione blogi, szlifowanie paru jezykow obcych (znalazlam
    kursy online), ploty z tak samo znudzonymi znajomymi na gg, oraz
    gry.pl:)
  • Gość: RG IP: *.zgora.dialog.net.pl 21.01.09, 09:49
    Jak w temacie, ja też się cholernie nudzę w pracy, bo jestem portierem w
    bibliotece i do mojego zadania należy "pilnowanie" obiektu. Zawsze nic się nie
    dzieje, więc w zasadzie moją pracę można nazwać siedzeniem. Wyobrażcie sobie -
    jest niedziela, a ja od 7 do 19 po prostu siedie sam w pustym wielkim budynku, w
    którym m nikogo niema
  • Gość: zosik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.09, 13:29
    skąd ja to znam?
    Też mam nudną pracę :{ Roboty na 2-3 godziny, a odsiedzieć swoje
    trzeba. Praca biurowa, kilka telefonów dziennie, do biura pies z
    kulawą nogą nie zajrzy.
    Nuda potrafi być strasznie męcząca. Uffffffff
  • Gość: znudzona biurwa IP: 195.116.105.* 09.02.09, 09:55
    Podzielam zdanie - nuda w pracy zabija w człowieku wszystko co najlepsze. Po 8
    godzinach siedzenia i gapienia się w monitor w net, człowiek czuje się bardziej
    wypompowany niż po pracy w kamieniołomach.
    A najbardziej śmieszy mnie jak dział kadr próbuje zrobić człowiekowi wodę z
    mózgu twierdząc, że stanowisko recepcjonistki jest najważniejsze we firmie :o) Z
    ironią stwierdzam, że faktycznie najważniejsze, bo kto zrobi kawę gościom
    zarządu albo doleje mydła do mydelniczek w toaletach ;o/
  • 17.02.09, 11:21
    Może zmiana pracy nie będzie konieczna.
    Powinieneś zastanowić się nad tym co wpływa na Twój stosunek do tej
    pracy - bierność, brak motywacji, brak planów...
    Przecież możesz to zmienić. Pracownik wykonujący tylko powierzone
    obowiązki nie jest dobrym pracownikiem (oczywiście nie twierdzę, że
    Ty taki jesteś - to jedna z możliwych opcji). Spróbuj, po
    uzgodnieniu z szefem wprowadzić jakieś zmiany, zaproponuj jakieś
    rozwiązania. Zobaczysz, że powróci chęć do pracy.
    Jak ja zaczynam się nudzić - to znak dla mnie, ze muszę znaleźć
    jakieś dodatkowe zajęcie, dzięki któremu moja firma będzie mogła
    dobrze funkcjonować, a co jest też ważne - praca będzie dla mnie
    przyjemnością i zawsze chętnie będę do niej powracać.
  • Gość: ja IP: *.hulanicki-bednarek.com.pl 30.07.09, 09:34
    Łatwo powiedzieć zrób coś...
    Zmieniłam pracę, aby mieć możliwość rozwoju zawodowego, by wreszcie być w wirze
    zajęć zgodnych z moim kierunkiem wykształcania. Rekrutacja trwała 3 miesiące!!!
    Miałam być zasypana obowiązkami, odpowiedzialnością... i pieniędzmi. Tymczasem
    nie mam co robić, kompletnie nie mam co robić. Moje pomysły są odkładane na
    później ze względu na brak funduszy na ich realizację... kryzys, no i kaska na
    koncie cieniuteńka. Całymi dniami siedzę w internecie, rozkładam segregatory,
    żeby chociaż "sprawiać wrażenie" a tak naprawdę przejrzałam je z tysiąc razy...
    Jestem po prostu załamana, czuję że się cofam, straciłam poczucie własnej
    wartości, czuję się zupełnie nie potrzebna... Łączę się ze wszystkimi znudzonymi
    pracą :)
  • Gość: zdesperowana IP: *.adsl.inetia.pl 29.07.09, 13:45
    chyba wszystkie sekretarki tak maja! to jest jakas masakra! wlasnie
    umylam blat w kuchni i poprawiłam nie równo ulozone druki na polce!
    wykonalam jeden telefon i kompletnie nie mam co robic!!!! pomocy!!!
    nie mam co kserowac, nie mam co przepisywac, nikt nie chce
    kawy:(((nie jestem specjalnie ambitna ale to jest nie do
    zniesienia!!!
    ja wiem, że inni nie maja pracy i bluznie ale jak tak dalej pojdzie
    to chetnie ja komus oddam! i tak zarabiam adekwatnie do ilosci
    obowiazkow czyli tyle co kot naplakal to moze ktos inny nie bedzie
    sie tak meczyl:/ po takim dniu jak sie juz znajdzie do roboty to mi
    sie juz nic nie chce i jestem taka zaspana ze nie kontaktuje...
  • Gość: zdesperowana IP: *.adsl.inetia.pl 29.07.09, 14:09
    aha a jeśli chodzi o jakiś rozwój, nowe pomysły, udoskonalenia..
    zrobiłam już wszystko co mi przyszło do głowy. a szefom sie nic nie
    chce i i tak moje pomysly ich nie interesuja bo trzeba by bylo cos
    zrobic albo nie daj Boze za cos zaplacic;/ jestem w czarnej d...

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.