Dodaj do ulubionych

To, co piękne...

  • Gość: AndrzejG IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 15.03.02, 14:38
    Opiszę siebie , tak jak ja to widzę , za pomocą
    wierszy.Ciekawym ,czy Ty też tak to widzisz?

    Andrzej

  • Gość: AndrzejG IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 15.03.02, 14:40

    Może to wszystko
    dzieje się w labolatorium?
    Pod jedną lampą w dzień
    i miliardami w nocy?

    Może jesteśmy pokolenia próbne?
    Przesypywani z naczynia w naczynie,
    potrząsani w retortach,
    obserwowani czymś więcej niż okiem,
    każdy z osobna
    brany na koniec w szczypczyki?

    Może inaczej:
    żadnych interwencji?
    Zmiany zachodzą same
    zgodnie z planem?
    Igła wykresu rysuje pomału
    przewidziane zygzaki?

    Może jak dotąd nic w nas ciekawego?
    Monitory kontrolne włączane są rzadko?
    Tylko gdy wojna i to raczej duża.
    niektóre wzloty ponad grudkę Ziemi.
    czy pokaźne wędróki z punktu A do B?

    Może przeciwnie:
    gustują tam wyłącznie w epizodach?
    Oto mała dziewczynka na wielkim ekranie
    przyszywa sobie guzik do rękawa.

    Czujniki pogwizdują,
    personel się zbiega.

    Ach cóż to za istotka
    z bijącym w środku serduszkiem!
    Jaka wdzięczna powaga
    w przewlekaniu nitki!
    Ktoś woła w uniesieniu:
    Zawiadomić Szefa,
    niech przyjdzie i sam popatrzy!


    Wisława Szymborska

    ----------------------------------------------------


    krzyżyk na drogę



    mijając kościół
    za każdym razem
    żegnam się


    z Bogiem


    ---------------------------------


    Wojciech Brzoska

  • Gość: AndrzejG IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 15.03.02, 14:42


    Kiedy umrę, zobaczę podszewkę świata.
    Drugą stronę, za ptakiem, górą i zachodem słońca.
    Wzywające odczytania prawdziwe znaczenie.
    Co nie zgadzało się, będzie się zgadzało.
    Co było niepojęte, będzie pojęte.

    - A jeżeli nie ma podszewki świata?
    Jeżeli drozd na gałęzi nie jest wcale znakiem
    Tylko drozdem na gałęzi, jeżeli dzień i noc
    Następują po sobie nie dbając o sens
    I nie ma nic na ziemi, prócz tej ziemi?

    Gdyby tak było, to jednak zostanie
    Słowo raz obudzone przez nietrwałe usta,
    Które biegnie i biegnie, poseł niestrudzony,
    Na międzygwiezdne pola, w kołowrót galaktyk
    - I protestuje, woła, krzyczy.


    Czesław Miłosz
  • Gość: AndrzejG IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 15.03.02, 14:43
    W dzień końca świata
    Pszczoła krąży nad kwiatem nasturcji,
    Rybak naprawia błyszczącą sieć.
    Skaczą w morzu wesołe delfiny,
    Młode wróble czepiają się rynny
    I wąż ma złotą skórę, jak powinien mieć.
    W dzień końca świata
    Kobiety idą polem pod parasolkami,
    Pijak zasypia na brzegu trawnika,
    Nawołują na ulicy sprzedawcy warzywa
    I łódka z żółtym żaglem do wyspy podpływa,
    Dźwięk skrzypiec w powietrzu trwa
    I noc gwiaździstą odmyka.
    A którzy czekali błyskawic i gromów,
    Są zawiedzeni.
    A którzy czekali znaków i archanielskich trąb,
    Nie wierzą, że staje się już.
    Dopóki słońce i księżyc są w górze,
    Dopóki trzmiel nawiedza różę,
    Dopóki dzieci różowe się rodzą,
    Nikt nie wierzy, że staje się już.
    Tylko siwy staruszek, który byłby prorokiem,
    Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie,
    Powiada przewiązując pomidory:
    Innego końca świata nie będzie,
    Innego końca świata nie będzie.

    Czesław Miłosz
  • Gość: AndrzejG IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 15.03.02, 14:45
    W moim domu

    Tyle lat jesteśmy razem, miłą, wybacz
    Ale wszystko tak jak trzeba chyba nie jest
    Gdy musimy się codziennie przekonywać
    Że ty dla mnie, ja dla ciebie, istniejemy

    Przecież nie mam żadnej innej poza tobą
    I mieć nie chcę, tyś jest wieczna i jedyna
    Naszym sercom zagroziła, tak jak słowem
    Niedokrwistość, zniechęcenie i rutyna

    To normalne, że chcesz mieć nareszcie spokój
    A na wiosnę grządki zasiać i zagrabić
    Ale wiesz, bywają różne pory roku
    A tak życia jak tapczana nie ustawisz

    Kiedy niebo nad głowami ciąży chmurnie
    Twoje oczy wciąż mnie śledzą niespokojnie
    Ja dla ciebie chyba chyba zawsze byłem durniem
    Co nic nie wie, nic nie czuje, nic nie pojmie

    Nie ma takiej gorzkiej prawdy, moja miła
    Która dla mnie byłoby nie do zniesienia
    Jeśli rzecz nam jaka serca podzieliła
    To naiwne i tchórzliwe przemilczenia

    Póki czas, lepiej otwarcie ze mną pomów
    Zanim w złości lepszy numer ci wykręcę
    Chyba prawo mam, by w moim własnym domu
    Więcej w oczy mi patrzono, mniej na ręce
    Wiem na pewno, że ze sobą zostaniemy
    Chociaż życie nam układa się nieprosto
    Nie możemy rozstać się trzasnąwszy drzwiami
    Moja miła, moja droga
    Moja Polsko


    Jonasz Kofta
  • Gość: AndrzejG IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 15.03.02, 14:46
    Homo

    Jestem człowiek
    De domo homo
    Jaki ja właściwie jestem
    Nie wiadomo
    Najpierw mały
    Potem duży
    Potem siwy
    Albo łysy
    Bo przyroda
    Także swoje ma kaprysy

    Jeden problem mamy z głowy
    I ad acta go odłóżmy
    Wniosek z tego prawidłowy:
    Jestem różny

    Jestem człowiek
    De domo homo
    Co najbardziej sobie cenię
    Nie wiadomo
    Urodzenie
    Powodzenie
    Czy też czyjeś
    Zawodzenie
    Czy najbardziej sobie cenię
    Przyrodzenie

    Może ranię czyjąś duszę
    Po co jasny obraz mazać
    Jestem przecież i jako taki
    Muszę się rozmnażać

    Jestem człowiek
    De domo homo
    Czego mi do szczęścia trzeba
    Nie wiadomo?
    Wiadomo

    Nie opuszcza mnie marzenie
    Płynie czas, mijają lata
    Chciałbym powyrywać nóżki
    Wszystkim muszkom świata

    Obraz sprawy nieco krzywy
    Ale po co bić na alarm
    Bardzo chciałbym być szczęśliwy!
    I się staram...


    Jonasz Kofta
  • Gość: AndrzejG IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 15.03.02, 14:48
    Ty jesteś moją żoną, to we krwi mojej tłucze
    Popłochem, szczęściem, strachem, radością i wyskokiem!
    Zamieram i wybucham, tryumfem wrę i huczę,
    I płynę w dal obłokiem, i pędzę w dal potokiem.

    I myślę, i wspominam, i przypominam sobie,
    I modlę się, i płaczę, i ludziom ściskam dłonie,
    I śmieję się do siebie, i nie wiem sam, co robię,
    I ze wzruszeniem mówię: ja z żoną, żona, żonie...

    Błękitno-złota moja! Wiosenna i jesienna!
    Ty, co dzień po raz pierwszy ujrzana i kochana!
    Spójrz, proszę, w oczy moje; ta sama moc niezmienna,
    ta moc, co jeno rzuca w pokorze na kolana!


    Julian Tuwim
  • Gość: AndrzejG IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 15.03.02, 14:49
    Ździebełko - Ciepełko


    Wiem, że miłość jest udręką
    Bo się wszystkiego od niej chce
    Ja pragnę mało, malusieńko
    A właściwie jeszcze mniej

    Ździebełko ciepełka
    W codziennych piekiełkach
    W wyblakłym na szaro obłędzie
    Różowa perełka, ździebełko ciepełka
    Znów wiem, że jakoś to będzie

    Gdy serce ukłuje przykrości igiełka
    I biedne się czuje, niczyje
    Ciepełka ździebełko
    Ździebełko ciepełka
    Wystarczy i ewszystko przemija

    Ździebełko ciepełka
    Diamencik ze szkiełka
    Czułości kropelka na listku
    Ciepełka ździebełko
    Tkliwości światełko
    W twych oczach wystarczy za wszystko

    Nie chcę wichrów, burz, nawałnic
    Uczuć, w których spalę się
    Jesteśmy przecież łatwopalni
    Dla mnie najważniejsze jest:

    Ździebełka ciepełka...

    Jonasz Kofta


    -----------------------------------------
    Małżeństwo


    Ze tak im było dane
    zestarzeć się jak świątkom przy drodze
    tak samo spróchniali
    tak samo
    poorani mrozem i zawieją

    Ze tak im dozwolono
    iść serce w serce
    biodro w biodro
    zmarszczka w zmarszczkę

    Ze tak im darowano
    istnieć w sobie podwójnie
    i milczeć wzajemnie

    Ze tak im dopuszczono
    by nawet w sen wchodzili razem
    on ją obejmował na poduszce
    by o kamień snu nie zraniła stopy

    Ze tak ich wysłuchano
    aby to on
    czerwone jabłko niósł jej do szpitala
    i ukląkł w jej ostatniej łzie

    A.Kamieńska.
  • Gość: AndrzejG IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 15.03.02, 14:52
    Moje zwykłe marzenie
    Śnię często - przejmująco, dziwnie - o nieznanej
    Kobiecie. Ja ją kocham i kocha mnie ona.
    Nigdy całkiem ta sama, ni całkiem zmieniona,
    Kocha mnie i pojmuje, i goi me rany.

    Bo ona mnie pojmuje! Serca mego ściany
    Dla niej jednej przezrocze, zagadki zasłona
    Dla niej jednej opada! Gdy skroń ma spocona,
    Ona jedna ją chłodzi rosą łzy wylanej.

    Krucze, lniane czy złote są jej włosy wiotkie?
    Nie wiem. Imię? Pamiętam, że dźwięczne i słodkie,
    Jak imiona najdroższych wygnańców żywota.

    Spojrzenie jej podobne posągów spojrzeniu,
    A głosu dalekiego, cichego pieszczota
    Ma dźwięk głosów kochanych, zmilkłych w grobów cieniu.



    Paul Verlaine
  • Gość: AndrzejG IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 15.03.02, 14:54
    Ideał mężczyzny

    Mężczyzna szyty na miarę
    Przez krawca perfekcjonistę
    Podkreśli me wdzięki i w siebie da wiarę
    Zaskoczy każdego stylistę

    Mężczyzna na wiele sezonów
    W fasonie ponadczasowym
    Przed deszczem i smutkiem najlepsza ochrona
    Mężczyzna na każdą pogodę

    Choć w talii się marszczy fatalnie
    Stracił urok nowego okrycia
    Leży na mnie jak skóra, wprost idealnie
    Mężczyzna na resztę życia


    Pebbels



    -------------------------------------------


    Mądrość
    VIII
    Skromne życie wśród zajęć łatwych, nieciekawych,
    To czyn, co, tylko z wielkiej miłości się rodzi.
    Mieć radość, gdy po smutnym dniu dzień smutny
    wschodzi
    Być mocnym, a zużywać się na drobne sprawy,

    Łowić uchem jedynie z wielkomiejskiej wrzawy
    Zew dzwonów, o mój Boże, co z wieży dochodzi,
    A mieć samemu udział w tej wrzawie, gdy chodzi
    0 spełnianie prac błahych jak dziecka zabawy,

    5pać pod dachem grzeszników z sercem pokutnika,
    Kochać ciszę, a przecież rozmów nie unikać;
    Takk długi czas, jak wielka cierpliwość bez skargi,

    I wciąż naiwne skrupuły, wciąż skruchy nawroty ,
    I tyle tych zachodów o te biedne cnoty !
    Wstyd, rzekł Anioł Stróż, pycha zaczyna przetargi!


    Paul Verlaine tł.Anna Drzewicka
  • Gość: AndrzejG IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 15.03.02, 14:56
    Gdzie kochają nas

    Nie żałuj mnie
    serdecznie tak,
    bo na cóż mi ten żal.
    W kochaniu, gdy szczerości brak
    - czy warto ciągnąć bal?

    W szufladzie tej,
    gdzie trzymasz mnie,
    porządek chcesz, to zrób,
    ja wrócę tam, gdzie sosny dwie,
    początek moich dróg.

    Księżycu płyń,
    złe wody miń,
    już na nas obu czas.
    Wędrujmy tam,
    zmierzajmy tam
    tam gdzie kochają nas.

    Błyszczało się,
    śpiewało się
    wśród koncertowych sal.
    Lecz kiedy los
    odbierze głos
    - czy warto ciągnąć bal?


    Na pierwszy znak,
    koledzy wszak
    zadadzą drugi cios ...
    Za sławą, gdy lekkości brak,
    czy warto iść na stos?

    Księżycu płyń,
    złe wody miń
    już na nas obu czas.
    Zmierzajmy tam,
    wędrujmy tam,
    tam, gdzie czekają nas.

    Bywało, że
    rzeźbiło się
    kanapę, krzesło, stół.
    Dziś prace te
    nie wchodzą w grę
    i milczy serca pół.

    Zbudowałabym
    większego coś,
    ważniejszą jakąś rzecz.
    mam siły dość,
    by znaleźć ją
    chociażby na dnie rzek.

    Księżycu płyń,
    złe wody miń,
    już na nas obu czas.
    Zmierzajmy tam,
    wędrujmy tam,
    tam gdzie nie było nas.

    A.Osiecka

  • Gość: eM IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 16.03.02, 19:52
    Wróciły dziś do mnie nad ranem,
    jak z nieba,
    zgubione jaskółki
    na długą niepamięć skazane
    nasze dawne
    zabawne
    pocałunki.

    Te znad rzeczki,
    te z łąki,
    te z lasu,
    te pośpieszne bo nie masz już czasu
    te gorące,zdyszane,
    i te senne nad ranem,
    te liryczne i śliczne
    i pornograficzne,
    te kradzione od żony
    i te kłamstwem słodzone,
    tamte z klatki schodowej
    i z windy,
    te miętowe i te anyżkowe,
    i te inne od innych,
    a na końcu-te troszkę mokre od łez,
    po których nie ma już śladu,
    a przecież
    jest.

    A.Osiecka
  • Gość: eM IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 16.03.02, 20:03
    Kocham czar wspomnień,smutny wdzięk dawności,
    Woń starych dworów,pustki i lawendy,
    Rozwory wielkich,szklanych drzwi-bez gości,
    Myśl,że tak wiele przeszło życia tędy,
    Zycia,co płynąc,jak dym się ulatnia
    I żem,nie pierwsza tu i nie ostatnia....

    I zdaje mi się,że w powietrza strudze,
    Co przez pokoi płynie pustkę wonną,
    Dech się czyjś ostał,jakieś szczęście cudze,
    Zal czyjś,tęsknotą gnany tu pozgonną,
    Coś,co jak zapach uwiędłego kwiatu,
    Miejsc się kochanych nie puszcza i trwa tu.

    M.Wolska.
  • Gość: eM IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 16.03.02, 20:14
    Złotniczeńku ty na niebie,
    chcę pić życie nie mam z czego.
    Zrób mi kubek,proszę Ciebie,
    z szczerozłota gwiażdzistego!

    Zrób mi kubek!Zrób mi kubek!
    Ale proszę zrób mi ładnie,
    wyrzeżb wszystko w nim co lubię;
    ptaka,serce,gwiazdkę na dnie.

    Zrób mi lekki i nieduży,
    ale mocny zrób i trwały,
    niech mi całą wieczność służy!
    Chcę pić z niego dla twej chwały.

    Otrzyj ręce swe z pozłoty,
    którą złocisz świat po ciemku,
    dla miłości,dla tęsknoty,
    uczyń kubek,Złotniczeńku.

    M.Pawlikowska-Jasnorzewska.
  • Gość: eM IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 16.03.02, 20:24
    Odpustowe słońca
    plecione z wikliny
    turkocą za lasem
    na sosnowych kołach.

    Prawowierni czerpią
    z kadzi od pokoleń
    z wieczornego maku nieba
    wytłaczany olej.

    Palą się ogniska.
    Na jezior patelni
    piecze dla nas placek
    Bóg z pszenicznej pełni.

    Już placek zjedzony,
    olej wysiorbany.
    Na sen nasz opuszcza
    las drewniane dzwony.

    A wtedy,gdy dzwonem
    już nakryci,śpimy,
    ktoś słońca za lasem
    wyplata z wikliny.

    T.Nowak.
  • Gość: AndrzejG IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 16.03.02, 22:49
    kim jestem bez mojego
    świadectwa , dobrych ocen,
    egzaminów.

    Kim jestem gdy zdejmę
    modne ciuchy i zarzucę
    nadzieję na ramiona .

    Kim jestem
    siostrą
    córką
    Przyjacielem

    Kim jestem w oczach tych,
    którzy co dzień przechodzą
    obok na zatłoczonej ulicy .


    Maria Pawlikowska
  • Gość: AndrzejG IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 17.03.02, 17:05


    Jestem jak ci podpici mężczyźni,
    wiecznie spóźnieni.
    Dziecku
    kupią zabawkę w kiosku,
    małżonce -
    pomięty goździk.
    To im zabrano prawo jazdy
    na szczęsne dwa plus dwa,
    (chociaż kończyli kursa),
    to im
    zburzono stare poczciwe dworce
    i zbudowano szklane klatki na ludzi,
    to oni
    skaczą z trzynastych pięter
    głową w dół
    na małe piwko.



    Agnieszka Osiecka
  • krakers11 18.03.02, 07:41
    Do not stand at my grave and weep
    I am not there, I do not sleep
    I am a thousand winds that blow
    I am the diamond glints on snow
    I am the sunlight on ripened grain,
    I am a gentle autumn's rain.
    A quiet bird in circled flight
    I am the soft star that shines at night.
    Do not stand at my grave and cry
    I am not there, I did not die.

    Mary E. Frye
  • Gość: Andrzej_G IP: *.vic.bigpond.net.au 22.11.02, 03:26
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • Gość: AndrzejG IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 19.03.02, 15:04


    Żył raz Frajer
    Wierzył w bajer
    Potem umarł

    Nad grobem cztery
    Inne Frajery
    Wbite w gajery
    Wytarte, starte
    W cholernym słońcu
    Stali bez końca
    Jakby po piwo
    Albo ćwiarę

    Aż wreszcie jeden
    Niemłody Frajer
    Łzę łyknął gorzką
    Jak zajzajer
    I w taki gorąc
    O suchym gardle
    Na siebie biorąc
    Żałobne parle
    Powiedział:

    Przyjacielu
    Trochę serca nam ubyło
    Ile naprawdę
    Jeszcze nie wiemy
    Pamięć o Tobie
    Poniesiemy
    Zrobimy z nią
    Ile umiemy
    Ci co z urzędu
    Wieńce kładli
    Musieli odejść
    Do swych spraw
    Nas tak jak Ciebie
    Czas nie nagli
    Frajerzy zawsze
    Mają czas
    Bracie spod jednej anatemy
    Żegnamy Cię i dziękujemy

    Że Ci się chciało
    Być zakałą
    Gdy wystarczało
    Głośno klaskać
    Że Ci się chciało
    Widzieć całość
    Gdy wystarczała
    Biała laska

    Że Ci się chciało
    Być tylko sobą
    Zwyczajnie dobro od zła
    Odróżniać
    Kiedy nikogo
    Nie było obok
    Tylko służalcza
    Szepcząca próżnia

    Że Ci się chciało
    Myśleć tak mało
    O swoich własnych
    Nielekkich losach
    Że Ci godności
    Wystarczało
    By nie dorzucać
    Drewna do stosów
    Że Ci się chciało…

    Że Ci się chciało
    Ciężki Frajerze
    Przeżyć po ludzku
    Swe ludzkie życie
    Choć w zmartwychwstanie
    Nikt z nas nie wierzył
    Ni w wieczną rzeczy pamięć
    W granice
    Bracie spod jednej anatemy
    Żegnamy Cię
    I dziękujemy

    Cztery frajery
    Wbite w gajery
    Jeszcze postały
    Chwilkę na słońcu
    Ptaszki ćwierkali
    A oni stali
    Po dobrej chwili
    Poleźli w końcu

    I zapomnieli dać po czerwońcu

    Ja bym takiego klienta
    W życiu nie wpuścił na cmentarz


    Jonasz Kofta
  • Gość: AndrzejG IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 20.03.02, 22:08

    Ucichło morze i wiatr przestał wiać,
    Wkoło mnie cisza,
    Radosne skrzypce przestały grać,
    A wraz z nimi twój miły głos,
    Zamilkł jakby w ziemi pogrzebany ,
    - Tak nagle został mi odebrany...

    Na mojej twarzy zmarszczek przybywa,
    Lecz nie starości są one oznaką.
    Zmartwienie swoje oblicze odkrywa,
    Nie zostawiaj! - nie bądź taką...

    To zaledwie kilka dni,
    A już chłodno tu bez ciebie.
    Wiesz jak bardzo smutno mi?
    Powiedz, czy już jesteś może w niebie?

    Tam na pewno jest wspaniale,
    Lecz nie odchodź, bo ja proszę...
    Bądź wśród żywych,
    Usłyszysz głos mój rozżalony!
    Jeśli nie przyjdziesz - umrę,
    - Umrę zrozpaczony...


    --------------------------------------------------------------------------------
    Dane o autorze:


    Nazwisko: Anioł Stróż
    Wiek: 21
    Płeć: Meżczyzna
    Miasto: Ozimek
    email: angel212@wp.pl
    WWW: www.wieszcz.prv.pl
    Data wpisu: 2001.07.07 22:46:41


  • Gość: Dzik IP: *.pse.pl 22.03.02, 10:08
    Jeremi Przybora - Zimy żal

    Wiosna, wiosna już w powietrzu,
    człowiek, kwiat i ptak ją przeczuł.
    Ile do niej jeszcze dób -
    liczą usta, pąk i dziób.
    A ja wcale nie w zapale
    i zachwytem się nie palę,
    bo im - starszy jestem czym -
    tym bardziej szkoda zim.

    Zima trudna, zima brudna,
    zima nudna -
    żaden bal.
    Zima ziębi,
    zima gnebi,
    ale zimy, zimy żal.
    Zima mrozi,
    zima grozi,
    nie dowozi,
    w zaspach tkwi.
    Ale mimo
    zmartwień z zimą -
    żal tej zimy, zimy mi.

    Mało co mnie bawi w zimie -
    ani zamieć, ani wymieć.
    A w zakresie łyżew, nart -
    mi nie dopisuje hart.
    Kiedy mróz na rtęć napiera
    i wypiera niżej zera -
    już cholera trzęsie mnie !
    A jednak myślę, że

    Zima trudna... itd

    Skąd po zimie moje żale ?
    Nie szaleję w karnawale.
    Czemu żegnam w mol nie w dur
    nienajlepszą z roku pór ?
    Może to mnie właśnie smuci,
    że ta sama już nie wróci,
    że z szelestem zdartych dat
    upłynął życia szmat....

    Życie trudne,
    życie żmudne,
    życie nudne -
    żaden bal.
    Życie ziębi,
    życie gnębi,
    ale życia, życia żal.
    Życie mrozi,
    życie grozi,
    nie dowozi,
    w zaspach tkwi.
    Lecz choć - tycia
    radość z życia -
    żal jest życia, życia mi.

  • Gość: AndrzejG IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 23.03.02, 19:05


    mijają stulecia

    a one fruną

    i są dla nas wciąż te same



    zadzierając głowy

    niezmiennie mówimy na nie:

    kawki bociany pszczoły

    nie próbując rozróżnić

    kawkę od kawki

    bociana od bociana

    pszczołę od pszczoły



    i one dostrzegają w nas

    stale tego samego człowieka

    żyjącego teraz i przed wiekami



    w tej gatunkowej perspektywie

    (może nie tak znów niedorzecznej)

    mijając się a nie przemijając

    istniejemy dla siebie

    bezimiennie ale za to wiecznie


    Józef Baran
  • Gość: Dzik IP: *.pse.pl 28.03.02, 10:13
    J.T. boję się Twojej miłości


    nie boję się dętej orkiestry przy końcu świata
    biblijnego tupania
    boję się Twojej miłości
    że kochasz zupełnie inaczej
    tak bliski i inny
    jak mrówka przed niedźwiedziem
    krzyże ustawiasz jak żołnierzy za wysokich
    nie patrzysz moimi oczyma
    może widzisz jak pszczoła
    dla której białe lilie są zielononiebieskie
    pytającego omijasz jak jeża na spacerze
    głosisz że czystość jest oddaniem siebie
    ludzi do ludzi zbliżasz
    i stale uczysz odchodzić
    mówisz zbyt często do żywych
    umarli to wytłumaczą

    boję się Twojej miłości
    tej najprawdziwszej i innej


  • Gość: AndrzejG IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 30.03.02, 15:41

    Co za gościnność może ten stół
    nie wątpię pamięta obfitość bażantów
    uda antylop nie tylko nie tylko
    zastawy ozdobne i srebrne i złote
    i dzbany co później trzaskane o mur

    Co za gościnność może ten stół
    nie przeczę mebel piękny na pewno
    porcelana na nim czysto dźwięczy
    a jeszcze pies rasowy to już cywilizacja

    Co za gościnność może ten stół
    co za pokusa jego nagość
    co to za smak jest - politura

    Można go tylko obchodzić dokoła
    cały czas to robiłem pisząc ten stół

    Edward Stachura
  • Gość: Dzik IP: *.pse.pl 18.04.02, 09:48
  • Gość: Maya IP: *.nsw.bigpond.net.au 21.04.02, 16:27
    PLASTIKOWY KUBEK
    NIE MA W SOBIE,
    ZBYT WIELE ROMANTYZMU.
    NIE ZMUSZA DO REFLEKSJI
    NAD ISTNIENIEM.
    NIE STWARZA PODNIETY
    DO DYSPUTY.
    NIE WZBUDZA SKOJARZEN I WSPOMNIEN.
    CZY JESTEM JESZCZE ZWIERZECIEM,
    CZY BYLEM CZLOWIEKIEM- PRZEZ MOMENT.
    KIM BEDE
    GDY - PLASTIKOWY KUBEK,
    STRACI- RACJE BYTU.
    KTO I CO POWIE O MNIE?!
    CZY BEDZIE SZANSA DLA POTOMNYCH??
    NA TYM, A MOZE NA INNYM GLOBIE??



    MAYA 9.11.97. W`GONG
  • Gość: Jondrus IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 22.04.02, 00:08

    Kierowca znał trasę na pamięć, lecz raz i on musiał zwolnić.
    W Rymanowie ujrzeliśmy z okien autobusu
    pochód z czarnymi sztandarami i trumna. Ludzie
    umierają; cała niezwykłość polega na tym,
    ze tęcza właśnie napięła swój imponujący łuk
    nad górami. Łatwiej mu teraz iść do nieba,
    zauważyła Magda. Po szczeblach barw. Wszystko
    płynie; usiadłem na kamieniu pośrodku górskiej rzeki
    pisząc jak Balzak, z nogami w zimnej wodzie. Palce
    kostnieją wcześniej niż pięty. Woda przyniosła proce.
    Z niedaleka, bo gumka nie zdążyła sparcieć.
    Chciałem z niej zrobić użytek, kamieni nie brakuje,
    lecz jest do niczego, nie tak się mocuje
    ten kawałek skory. Słonce, wiatr, ptaki, śpiew
    wody na kamieniach, to więcej niż potrzeba. Jestem
    przekonany; jak święty Krzysztof, który rozważnie
    przenosił dzieci przez rzekę, a potem został
    patronem wariatów z kierownicą, święcie przekonany.



    Jacek Podsiadło
  • Gość: mazur IP: *.chello.pl 22.04.02, 00:43
    JAN TWARDOWSKI
    Wyjaśnienie


    Nie przyszedłem pana nawracać
    zresztą wyleciały mi z głowy wszystkie mądre kazania
    jestem od dawna obdarty z błyszczenia
    jak bohater w zwolnionym tempie

    nie będę panu wiercić dziury w brzuchu (...)
    nie będę podskakiwał w dyskusji jak indor
    z czerwoną kapką na nosie
    nie wypięknieję jak kaczor w październiku (...)

    po prostu usiądę przy panu
    i zwierzę swój sekret
    że ja, ksiądz,
    wierzę Panu Bogu jak dziecko
  • Gość: Maya IP: *.nsw.bigpond.net.au 22.04.02, 14:16
    WIERSZ DLA MOJEGO MEZA,
    BEDZIE NIESKONCZONY.
    BY MOGL ON DOPISAC
    SWOICH WTRACEN PARE.
    A MOZE BEDZIE, CHCIAL DOPISAC WIECEJ?

    MUZYKA JEMU
    CHCE MALOWAC PEJZAZ- TAK PRZY SNIADANIU.
    ABSTRAKCJA I PLAMA, JAK LUBI.
    BY NIE POGUBIL,
    PRETEKSTOW DO WZNOWIEN.


    MAyA.

    W`GONG 9.11.97.
  • Gość: Jondrus IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 22.04.02, 14:57

    Musi być ktoś, kogo nie znam, ale kto zawładnął
    Mną: moim życiem, śmiercią; tą kartką


    Rafał Wojaczek -
  • Gość: Jondrus IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 22.04.02, 14:33


    wierzę że Bóg podobny jest do gołębicy
    że człowiek może zmienić się
    w dowolną część maszyny
    co nie oznacza
    że nie ma mu wyrosnąć lwia grzywa
    albo skrzydła anielskie
    (w anioły także wierzę)
    Wierzę w insygnia wszystkich mocarstw
    Wierzę we wszystkie ideały
    i w szaleństwo ich głosicieli
    Nie wykluczam :
    samorództwa
    dzieworództwa
    zapłodnienia przez styk damskiego zadka z fotelem
    na którym od dawna nikt nie siedział
    Wierzę że facet któremu się nic nie udaje
    może zostać nagle synem szczęścia
    Że największym poetą naszego kraju
    nie jest ten siwy pan z dochodami
    ani ten młody dobijający się do dochodów
    ale stary tragarz który nie napisał nic
    oprócz kilku podań
    Wierzę w praducha
    i pramaterię
    i wszystkie pre-pradokumenty i we wszystkie pro anty korr i kontra
    Nie wierzę tylko w niemożliwe
    Wszystko jest możliwe na tym świecie
    składającym się
    hiii... hiii
    z wirujących punkcików
    których jeszcze
    hiii... hiii nikt nie widział.


    Andrzej Bursa
  • Gość: Maya IP: *.nsw.bigpond.net.au 22.04.02, 16:10
    NIECH WAM
    SZCZESCIE SPRZYJA,
    CZAS ZLY SIE ODWROCI.
    BO WSZYSTKO Z NIM MIJA,
    ZALECZA SIE RANY.
    - A NA NICH
    NIECH LAKI BLOGOSCI WYROSNA,
    BO TAK TEZ DZIEJE SIE
    MAJOWA WIOSNA.

    WIEC NIECH WAM SIE..UMAI.
    W SERCACH OPUSZCZONYCH.
    BO MOZE POJAWI SIE..BOG.
    DAJ BOZE NIEBAWEM,
    JESLI TEGO CHCECIE.

    BOG Z WAMI.

    maya. 1998
  • Gość: Dzik IP: *.pse.pl 23.04.02, 11:19
    Julian Tuwim - "Wspomnienie".

    Mimozami jesień się zaczyna,
    Złotawa, krucha i miła,
    To ty, to ty jesteś ta dziewczyna,
    Która do mnie na ulicę wychodziła.

    Od twoich listów pachniało w sieni,
    Gdym wracał zdyszany ze szkoły,
    A po ulicach w lekkiej jesieni
    Fruwały za mną jasne anioły.

    Mimozami zwiędłość przypomina
    Nieśmiertelnik żółty - październik.
    To ty, to ty, moja jedyna,
    Przychodziłaś wieczorem do cukierni.

    Z przemodlenia, z przeomdlenia senny,
    W parku płakałem szeptanymi słowy.
    Młodzik z chmurek prześwitywał jesienny,
    Od mimozy złotej - majowy.

    Ach czułymi, przemiłymi snami.
    Zasypiałem z nim, gasnącym o poranku,
    W snach dawnymi bawiąc się wiosnami,
    Jak tą złotą, jak tą wonną wiązanką ...

    ---------------------------------------

    Wiersz jak wiersz, z muzyką Czesława
    Niemena
    - ciepłe wspomnienia,
    a te dziewczyny
    ....
    'To co
    piękne'.
  • Gość: Dzik IP: *.pse.pl 23.04.02, 11:46
    Marian Hemar
    "Rymy zwierzęce
    albo ogród zoologiczny
    dla dzieci i dorosłych".


    Tchórz
    ------------------------------------------
    Tchórz
    Nasmrodził, uciekł, i już,
    I niby nie zawinił !
    Odważny by tak nie uczynił.
    Odważnemu nasmrodzić także nie pierwszyzna,
    Ale odważny się przyzna.


    Hiena
    -----------------------------------------------------
    Umówmy się, że do hieny nikt się nawet nie uśmiechnie.
    Bo ona żyje z tego, jak kto inny zdechnie.
    Może to bardzo niedobrze,
    Gdy na polu kto zdechły zostanie się,
    Ale co innego, czy ktoś jest pożyteczny
    A co innego uśmiechanie się.


    Żmija
    ------------------------------------
    Żmija
    Chętnie się w nogę wpija.
    Wtedy trzeba natychmiast wypić dużo, dużo wódki,
    Żeby udaremnić skutki.
    W ogóle wypić dużo wódki nie jest źle,
    Czy ugryzła czy nie.


    Hipopotam
    --------------------------
    Płynie! Płynie! Hipopotam!
    Jaki duży! Widać go tam!
    Wygląda jak krowa, której w jakąś dziurkę
    Ktoś niegrzeczny wetknął rurkę
    I nadmuchał nadmuchał nadmuchał.

    Mówili mu: przestań dmuchać!
    Ale on nie posłuchał.
  • Gość: Maya IP: *.nsw.bigpond.net.au 23.04.02, 16:41
    ......A tu brzeczy cykad mrowie,
    Tam pod krzakiem, tu na drzewie.
    Eucaliptus sie ugina, pod "orkiestra"
    Ta...basniowa,
    Mowie wam, to cud - zbawienie.
    Jeszcze jeden...dotyk Bozy,
    W tym porzadku nieslychanym,
    Ktory jeszcze znajdziesz TUTAJ.
    Dziki, Piekny, Okielznany.
    Nad lazurem fal me mysli,
    Niech doplyna na czas Wilji.
    .....A co wam sie pieknego przysni,
    Niech sie stanie rzecza
    W swiecie ISTNIEN!

    maya.1998
  • Gość: Jondrus IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 23.04.02, 17:47

    ...X - Boże!!! – zawołał X – jakąż Ty zgrają nieziemską dowodzisz?!:
    śmierć, diabły, fruwający hemoafrodytci...... Kim jesteś że możesz się
    takimi kompanami otaczać? – cóżeś za Bóg? - a może herszt?
    – Nie bluźnij!!! - zawołał głos znad niego – ktoś widocznie siedział na
    klatce od jakiegoś czasu i przysłuchiwał się myślom X-a (cóż wtedy jeszcze
    posiadam? skoro moje myśli stoją nagie na pokaz wszystkim
    odwiedzającym?)
    - On im zaufał – szeptał teraz głos z ponad, X nie spojrzał nawet – słuchał
    tylko bo któż może go teraz odwiedzać – nikt tylko i duchy jakieś chore
    jego wyobraźni zjawy. – On im zaufał, On ich przyjął do siebie, dał im dom
    w sercu, a oni – oni czerpiąc siłę z jego miłości zaczęli ją trwonić na lewo i
    prawo burząc cały porządek boskiego świata – zaczęli panoszyć się po nim
    nie dając mu (światu) swoją naturą istnieć.
    Widząc to Bóg, w żalu i nadziei stworzył człowieka – chciał obdarzać
    miłością której nie mógł dać dotychczasowemu stworzeniu – ono go nie
    chciało. Bóg stworzył ludzi jako istoty słabe i ułomne – „siła jest
    słabością” – nie chciał powtórzyć błędu jakiego dopuścił się z aniołami. A
    ludzie...... niby byli słabi, ale jednak mieli w sobie coś co robi ich
    potężnymi – to była głupota (bóg tego nie przewidział). Ludzie zaczęli
    walczyć ze wszystkimi i wszystkim – nie mieli respektu dla boskości
    wszelkiego stworzenia.
    Anioły się zmówiły i żeby Bóg staruszek już nic nie tworzył zamknęli go w
    wieży gdzie jeno światu przyglądać się może, a ci........, a oni panoszą się
    dalej po boskim świecie zmieniając nurty rzek i kierunki wiatrów na swoja
    nie boską modłę, a ci......, a oni walczą i zabijają (nawet Anioły i Diabły, a
    jakby Śmierć dorwali to nie wiadomo jak by się to skończyło). Śmierć
    zbiera obfite żniwa , a Diabeł rzyga z nadmiaru pokutników.
    A Bóg?....... Ten siedzi sobie starowina w wieży niezdolny do niczego i
    płacze nad losem świata (nie tak to on ułożył). I tylko jego starsza
    siostra – panna majowa (wiedźma kwiatowa) pociesza go pieśnią u stóp
    więzienia i jakoœ dziwnie się przy tym uœmiecha – tak jakoś dziwnie się
    uśmiecha jakby znała dalsze losy wszechwszystkiego. A biedny staruszek
    siedzi i lepi figurki z chleba, ale już nie potrafi skrzesać życiodajnej iskry.
    Hmmmmmm – Miłość pchnęła Go do czynu stworzenia, gdyż będąc nią
    obdarzony i mając jej w nadmiarze chciał się nią dzielić, ale nie wiedział że
    wprzódy trzeba ja mieć, a to ona jego i wszystko inne ma, tak to ta sama
    Miłość wepchnęła Go w te mury za karę – bo Miłością nie można się
    dzielić – można w niej tylko uczestniczyć.
    Kim ona jest? Kim była? wiadomo jeno że nie Bóg jest tym najwyższym
    istnieniem. Miłość.... – a starsza siostra P.Majowa chodzi po polanie i się
    tajemniczo uśmiecha.

    X- kim ona jest?
    ?- no nie przesadzaj – tego sam Bóg staruszek nie wiedział.....

    Stevr
  • Gość: Maya IP: *.nsw.bigpond.net.au 23.04.02, 18:07
    Witam...pozwalam sobie zamiescic tekst z listu "obcego" w poscie skierowanym
    Do Kagana:Bog istnieje, spotkalem go!


    Rozum, ateizm, wiara

    Istnieją dwa ateizmy, z których jeden jest
    oczyszczeniem pojęcia Boga.

    Być może, każda rzecz zła ma swój drugi aspekt, który
    na drodze postępu do dobra stanowi oczyszczenie, a
    także trzeci - który jest dobrem nadrzędnym.

    Trzeba te trzy aspekty rozróżniać, bo pomieszanie ich
    stanowi wielkie niebezpieczeństwo dla myśli i dla
    skutecznego kierowania życiem.

    Z dwóch ludzi, którzy nie doświadczyli sami istnienia
    Boga, ten, który przeczy Jego istnieniu, jest Mu być
    może bliższy. Fałszywy Bóg, który we wszystkim
    przypomina prawdziwego, z wyjątkiem tego, że nie można
    się z nim zetknąć, będzie zawsze przeszkodą w dojściu
    do Boga prawdziwego.



    Religia jako źródło pociechy jest przeszkodą w
    prawdziwej wierze: w tym sensie ateizm jest
    oczyszczeniem. Tą częścią mojej istoty, która nie jest
    przeznaczona dla Boga, powinnam być ateistką. Wśród
    ludzi, u których nie obudziła się nadprzyrodzona część
    ich istoty, ateiści mają rację, a wierzący jej nie
    mają.



    Za pośrednictwem rozumu wiemy, że to, czego rozum nie
    ogarnia, jest bardziej rzeczywiste niż to, co może
    ogarnąć.

    Wiara to doświadczenie tego, że rozum jest oświecony
    przez miłość.

    Tylko, że tę wyższość miłości rozum powinien uznać
    przechodząc właściwą sobie drogę stwierdzenia i
    dowodzenia. Podporządkować się powinien dopiero wtedy,
    kiedy wie dlaczego, i to w sposób doskonale ścisły i
    jasny. Bez tego podporządkowanie się jest błędem, a
    to, czemu się rozum podporządkowuje, wbrew etykietce
    nie jest miłością nadprzyrodzoną, ale czymś innym.
    Może to być na przykład wpływ środowiska.



    Wiara nie jest zetknięciem z Bogiem: w tym wypadku nie
    byłaby nazwana nocą, zasłoną. Jest to poddanie tych
    części duszy, które nie stykają się z Bogiem, tej
    części, która ma z Nim styczność.



    Wiara i dobro

    Aby być posłusznym Bogu, trzeba otrzymywać rozkazy.
    Jak to się stało, że otrzymywałam je we wczesnej
    młodości, kiedy wyznawałam ateizm ? Wierzyć to mieć
    przeświadczenie, że pragnienie dobra jest zawsze
    nagrodzone; ktokolwiek je ma, nie jest ateistą.
    Wierzyć w jednego Boga, który może pozostawić w
    ciemnościach tych, którzy pragną światła - to nie mieć
    wiary.



    Istota wiary: niepodobieństwem jest naprawdę pragnąć
    dobra i nie osiągnąć go.

    Albo odwrotnie: to, czego można naprawdę pragnąć i nie
    otrzymać, nie jest naprawdę dobrem.

    Niepodobna otrzymać dobra, kiedy się go nie pragnęło.



    Gdyby wszystkie rzeczy poddać posłuszeństwu wobec Boga
    bez żadnych zastrzeżeń i z tą myślą: Jeśli Bóg
    istnieje rzeczywiście, wszystko przez to zyskam -
    choćby nawet chwila śmierci miała przynieść nicość;
    gdyby to słowo nie odpowiadało niczemu poza
    złudzeniem, nie straciłam nic, bo w tym wypadku nie ma
    w ogóle żadnego dobra, nie ma zatem nic, co można by
    utracić; zyskałam nawet, docierając do prawdy, bo
    odrzuciłam złudne dobra, które istnieją, ale które nie
    są dobrem, dla rzeczy, która (wedle tego
    przypuszczenia) nie istnieje, ale która, gdyby
    istniała, byłaby przecież jedynym dobrem ...

    Jeśli w ten sposób pokierować swoim życiem, żadne
    odkrycie w chwili śmierci nie zdoła wywołać w nas
    żalu; bo choćby wszystkimi światami rządził los albo
    szatan, nie musielibyśmy żałować, żeśmy tak życie
    przeżyli.

    To o wiele lepsze od zakładu Pascala.

    Choćby Bóg był złudzeniem, jeśli chodzi o istnienie,
    pozostaje On jedyną rzeczywistością, jeśli chodzi o
    dobro. Tu mogę mieć pewność, bo to jest definicja.



    Za ten przywilej, aby przed śmiercią osiągnąć stan
    duszy w doskonały sposób podobny do stanu duszy
    Chrystusa, kiedy wisząc na krzyżu mówił: "Boże mój,
    czemuś mnie opuścił ?" - za ten przywilej wyrzekłabym
    się chętnie wszystkiego co nazywa się rajem.

    Bo całe Jego pragnienie było bez reszty skierowane ku
    Bogu, a zatem posiadał Boga w sposób doskonały.

    Cierpiał męki niemal piekielne, ale czyż to taki ważny
    szczegół ?



    Zasadniczy punkt chrystianizmu (i platonizmu):

    Tylko myśl o doskonałości wytwarza dobro - dobro
    niedoskonałe. Jeśli stawiamy sobie za cel
    niedoskonałość, czynimy zło.



    Nie ma człowieka o tak twardym sercu, aby nie odczuwał
    współczucia na widok nieszczęść przedstawianych w
    teatrze. Bo nie dążąc do niczego, nie starając się
    niczego zdobyć, nie czując się zagrożonym żadnym
    niebezpieczeństwem, żadnym brudem, wciela się w
    oglądane postacie.

    Daje ujście swojemu współczuciu, bo wie, że znajduje
    się poza rzeczywistością. Gdyby to była rzeczywistość,
    stałby się zimny jak lód.

    Wielu chrześcijan opłakujących w ciągu wieków
    ukrzyżowanie Chrystusa nie wzruszyłoby się wcale
    widząc Go na krzyżu. Łzy ich były bezpłodne.

    Człowiek, który całe swoje pragnienie przelał na
    dobro, jest ustawicznie skłonny do współczucia, tak
    jak człowiek w teatrze.

    Myśl jego nie ucieka od obrazu nieszczęścia, bo wie,
    że nieszczęście nie jest złem. Cierpi jednak na jego
    widok, bo wie, że nieszczęście sprawia ból. A
    cierpienie skłania go do tego, by próbował mu zaradzić.

    I to wszystko. Nie ma nic poza tym. To jest tak
    proste, że w tejże chwili, kiedy próbuje zaradzić
    cierpieniu, prawa jego ręka nie wie, co czyni lewa.



    Sens wszechświata

    Jesteśmy częścią, która ma naśladować całość.

    Atman. Niech dusza człowieka wcieli się w cały
    wszechświat. Niech z całym wszechświatem nawiąże ten
    związek, jaki kolekcjonera wiąże z jego kolekcją,
    żołnierza umierającego ze słowami: "Niech żyje
    Cesarz !" - z Napoleonem. Dusza potrafi przenieść się
    z ciała, w którym mieszka, w coś innego. Niech więc
    przeniesie się w cały wszechświat.

    Utożsamić się z całym wszechświatem. Wszystko, co jest
    mniejsze od wszechświata, poddane jest cierpieniu.

    Cóż z tego, że umrę, wszechświat istnieje nadal. Nie
    pocieszy mnie to, jeżeli jestem czymś innym niż
    wszechświat. Ale jeśli wszechświat jest dla mojej
    duszy jak gdyby drugim ciałem, własna śmierć staje się
    dla mnie czymś równie mało ważnym, jak śmierć jakiegoś
    nieznajomego. I tak samo cierpienie.



    Bóg osobowy i nieosobowy

    Bóg, jak mówią Hindusi, jest zarazem osobowy i
    nieosobowy. Jest nieosobowy w tym sensie, że Jego
    nieskończenie tajemniczy sposób bycia Osobą różni się
    nieskończenie od ludzkiego sposobu bycia osobą. (...)

    Niektórzy święci o bardzo wysokim stopniu
    uduchowienia, jak święty Jan od Krzyża, pojęli
    równocześnie i z równą siłą osobowy i nieosobowy
    aspekt Boga. (...)

    Ponieważ na Zachodzie słowo "Bóg" w zwykłym jego
    użyciu oznacza osobę, ludzie, których cześć, wiara i
    miłość skierowane są niemal wyłącznie na nieosobowy
    aspekt Boga, mogą uważać się i podawać za ateistów,
    choć w duszy ich mieszka miłość nadprzyrodzona. Ci
    będą z całą pewnością zbawieni.

    Poznać ich można po stosunku, jaki maja do rzeczy
    ziemskich. Ci wszyscy, którzy mają w sobie w czystym
    stanie miłość bliźniego i godzą się na istniejący ład
    świata włącznie z cierpieniem; wszyscy ci, nawet jeśli
    żyją i umierają pozornie jako ateiści, są z pewnością
    zbawieni.

    Ci, którzy w stopniu doskonałym posiadają te dwie
    cnoty, nawet jeśli żyją i umierają jako ateiści, są
    święci. Spotykając takich ludzi, nie trzeba starać się
    ich nawracać. Oni są w pełni nawróceni, choć nie w
    sposób widoczny; nawet jeśli nigdy nie byli
    ochrzczeni, zostali na nowo zrodzeni z wody i z ducha;
    nawet jeśli nigdy nie przyjmowali komunii świętej,
    spożywali chleb życia.



    Wszechmoc i słabość Boga

    Bóg jest na ziemi wszechmocny tylko w tym sensie, że
    zbawia tych, którzy chcą być przez Niego zbawieni.
    Całą resztę swojej mocy oddał księciu tego świata i
    bezwładnej materii. Jego moc jest tylko duchowa. Ale
    to co duchowe, ma tu na ziemi tylko tyle mocy, ile jej
    trzeba, żeby istnieć. Ziarno gorczyczne, perła, zaczyn
    chlebowy, sól.


  • Gość: Maya IP: *.nsw.bigpond.net.au 23.04.02, 18:11
    Ciag dalszy listu "obcego".


    Bóg nie jest wszechmocny, skoro jest Stwórcą.
    Stwarzanie jest zrzekaniem się władzy, abdykacją. Ale
    jest wszechmocny w tym sensie, że zrzeka się tej
    władzy z własnej woli. Zna skutki tego aktu i pragnie
    ich.



    Tu, na drodze, leży jakiś nędzarz, na pół martwy z
    głodu. Bóg otacza go swym miłosierdziem, ale nie może
    zesłać mu chleba. Ale obok jestem ja, i na całe
    szczęście nie jestem Bogiem; mogę mu dać kawałek
    chleba. To moja jedyna wyższość nad Bogiem.

    "Bo byłem głodny, a daliście mi jeść." Bóg może prosić
    o chleb dla nędzarzy, ale nie może go im dać.



    Miłość

    W całej pełni uświadamiamy sobie istnienie tylko tych
    istot ludzkich, które kochamy.

    Przeświadczenie, że inne istoty ludzkie istnieją jako
    takie, jest miłością.



    Energia seksualna nie występuje u ludzi okresowo.
    Świadczy to najlepiej, że przeznaczeniem jej nie jest
    użytek naturalny, ale miłość Boga.



    Miłość odczuwa potrzebę wyjścia z tego, co Hindusi
    nazywają stanem rozdwojenia, rozdzieleniem podmiotu i
    przedmiotu (...). Przede wszystkim pożądanie zmysłowe,
    pochłaniając całą energię życiową, sprawia to, że jest
    już tylko jeden przedmiot, a reszta nie istnieje; stać
    się za tym jednym i tym samym z owym przedmiotem
    oznaczałoby definitywne zerwanie ze stanem
    rozdwojenia; w ten sposób miłość, osiągnąwszy cel
    swego pożądania, stałaby się urzeczywistnieniem myśli
    Wedanty. Ale tu na ziemi miłość nie może osiągnąć celu
    swego pożądania. Musi przebić Niebo i przedostać się
    na drugą stronę. Jeśli tego nie czyni, zamienia się
    częściowo w nienawiść. Jak przebaczyć drugiemu
    człowiekowi, że wciąż jest inny ?



    Miłość Boga jest wtedy czysta, kiedy równą wdzięczność
    budzi w nas i radość i cierpienie.



    Lucyfer chciał być Bogiem. Cóż bardziej naturalnego.
    Tylko miłość każe nam przystać na to, że nie jesteśmy
    Bogiem. Miłość każe przystać na to, że jest się
    czymkolwiek, albo niczym. Zaspokaja ją bez reszty
    myśl, że Bóg jest. Trzeba tak kochać albo być jak
    Lucyfer; wszystko inne jest służalstwem.



    Freudyzm byłby najzupełniej prawdziwy, gdyby kierunek
    myśli nie był w nim taki, że jest czymś najzupełniej
    fałszywym.

    Robić mistykom zarzut z tego, że kochają Boga tą
    władzą, jaka jest przeznaczona do miłości seksualnej,
    to tak jakby wyrzucać malarzowi, że maluje obrazy
    farbami wyrabianymi z substancji materialnych. Tylko
    tą władzą możemy kochać, innej nie mamy. Można by
    zresztą równie dobrze postawić ten zarzut mężczyźnie,
    kochającemu kobietę. Cały freudyzm przepojony jest
    przesądem, którego zwalczanie stawia sobie jako misję,
    a mianowicie, że wszystko co seksualne, jest niskie.



    Kto jest przekonany, że ma niewiele grzechów, o
    niewiele Boga prosi i kocha niewiele.

    Ale prostytutka najgorszej kategorii nie może nie
    wiedzieć, że ma grzechów wiele, bo społeczeństwo nie
    zostawi jej w tej nieświadomości.

    Jeśli ktoś przeżył życie niemal bez grzechu, ale czuje
    w sobie wszystkie możliwe zbrodnie i za wszystkie,
    choć niespełnione, Boga przeprasza, może mieć łaskę
    kochania Boga tak jak prostytutka.



    Jeśli miłość nie znajduje żadnego przedmiotu, ten, kto
    kocha, musi pokochać samą swoją miłość, pojętą jako
    coś z zewnątrz. Wtedy znalazło się Boga.



    Prawdziwość innych religii

    Pomiędzy mistykami prawie wszystkich tradycji
    religijnych istnieje rzeczywiście wspólnota dochodząca
    niemal do identyczności. Oni stanowią o prawdzie
    każdej z tych tradycji.

    Kontemplacja, praktykowana w Indiach, Grecji, Chinach
    itd. jest w równym stopniu nadprzyrodzona, jak
    kontemplacja u mistyków chrześcijańskich. Szczególnie
    silne pokrewieństwo istnieje na przykład pomiędzy
    Platonem i świętym Janem od Krzyża. A także pomiędzy
    Upaniszadami a świętym Janem od Krzyża. Bardzo bliski
    mistyce chrześcijańskiej jest również taoizm.



    Religia katolicka mieści w sobie i formułuje wyraźne
    prawdy, które w innych religiach zawarte są w sposób
    ukryty. Ale i odwrotnie: inne religie zawierają w
    sobie sformułowane prawdy, które w chrystianizmie są
    zawarte w sposób ukryty. Najbardziej wykształcony
    chrześcijanin może się jeszcze wiele nauczyć o
    sprawach Boskich, czerpiąc z innych tradycji
    religijnych; choć wewnętrzne światło, może mu także
    ukazać to wszystko poprzez jego własna tradycję
    religijną. Niemniej jednak byłoby niepowetowaną
    stratą, gdyby te inne tradycje religijne znikły z
    powierzchni ziemi. Misjonarze aż nadto przyczynili się
    do ich zanikania.

    Święty Jan od Krzyża wiarę porównuje do odblasków
    srebra, podczas gdy prawda jest złotem. Różne
    autentyczne tradycje religijne to różne i być może
    równie cenne odblaski tej samej prawdy. Ale nie
    zdajemy sobie z tego sprawy, bo każdy żyje tylko jedną
    spośród tych tradycji, a inne ogląda z zewnątrz. A
    tymczasem religię można poznać tylko od wewnątrz, jak
    to, całkiem słusznie, powtarzają bez przerwy katolicy
    ludziom niewierzącym.

    To tak jakby dwóch ludzi, mieszkających w dwóch
    połączonych ze sobą pokojach, widziało słońce - każdy
    przez swoje okno - a jednocześnie ścianę w pokoju
    sąsiada, oświeconą odblaskiem słońca, i każdy z nich
    był przeświadczony, że on tylko widzi słońce, a
    sąsiad - tylko jego odblask.

    Kościół uznaje różnorodność powołań za rzecz cenną.
    Trzeba by rozszerzyć tę myśl i na powołania istniejące
    poza Kościołem. Bo są i takie.



    Każda religia jest jedynie prawdziwa, to znaczy, że
    myśląc o niej trzeba jej okazywać tyle uwagi, jakby
    poza nią nie istniała żadne inna. (...) W
    pojęciu "syntezy" różnych religii zawiera się niższy
    stopień uwagi.



    Chrześcijaństwo - Kościół

    Izrael oparł się Rzymowi, bo jego Bóg, chociaż
    niematerialny, był doczesnym władcą na poziomie
    Cesarza. Dzięki temu mógł narodzić się chrystianizm.
    Religia Izraela nie była dosyć szlachetna, aby być
    krucha i, dzięki tej odporności, mogła chronić wzrost
    tego, co jest najbardziej szlachetne.



    Święty Augustyn (przeciw Pelagiuszowi). Jeśli
    niewierny przyodzieje tych, co są nadzy itd., czyni
    źle, choć uczynek jego jest dobry. Bo złe drzewo
    przynosi złe owoce. A drzewo jest złe, bo "bez wiary
    nie można się Bogu podobać".

    To coś dokładnie przeciwnego niż słowa Chrystusa,
    który mówił: "Po ich owocach poznacie ich" - a nie po
    drzewie poznacie owoce. I przeciwnie - to zupełnie
    przypomina postawę faryzeuszy wobec Chrystusa. To
    społeczne bałwochwalstwo, bałwochwalcza cześć oddawana
    Kościołowi, podobna do bałwochwalczej czci Izraela u
    Żydów. To coś zupełnie przeciwnego niż historia o
    Samarytaninie (heretyku tamtych czasów).

    Oto totalitaryzm.

    W jaki sposób chrystianizm może przepoić wszystko, nie
    stając się totalitarnym ? Wszystko we wszystkich - i
    nie stać się totalitarnym.



    W totalitarnej ortodoksji Kościoła jest jakiś
    niedostatek wiary. Ktokolwiek prosi Boga o chleb, nie
    otrzyma kamieni. Jeśli temu, kto pragnie prawdy, ukaże
    się jakieś błędne rozwiązanie, jest ono dla niego
    widocznie tylko etapem na drodze do prawdy, i jeśli
    nie ustanie w drodze do prawdy, dojrzy, że to był
    błąd. Ten, kto nie pragnie prawdy, tkwi w błędzie, ale
    tkwi w błędzie nawet wtedy, gdy recytuje Credo.
    Potępienie błędów było słuszne, ale nie anathema sit
    (ekskomunika). Skąd można wiedzieć, że taki właśnie
    błąd nie był dla danego umysłu konieczny jako
    przejściowy etap ?Wystarczyło powiedzieć: "Ktokolwiek
    mówi, że ... nie doszedł jeszcze do prawdy". Chronić
    maluczkich ? A czy nie można ich było chronić
    modlitwą ?

    Jeśli modlę się o prawdę, każda myśl, która mi się
    wydaje prawdziwa, pochodzi od Boga, choćby sama była
    błędem, i nie mam prawa jej odtrącać przez uległość
    wobec autorytetu, choćby z własnej woli przyjętego.



    Chrystus powiedział: "Idźcie więc i nauczajcie
    wszystkie narody, chrzcząc je ...", to znaczy te,
    które uwierzą w Niego. Ale nigdy nie
    powiedział: "Zmuszajcie ich,
  • Gość: Maya IP: *.nsw.bigpond.net.au 23.04.02, 18:14

    Ten tekst nie jest moj ale niejakiej
    Simone Weil, ktora kochala Boga napewno
    wiecej niz ja!!!
    obcy, :)

    :).. Pozdrawiam cie Jondrus!
    m.
  • Gość: Jondrus IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 24.04.02, 15:47


    Matka Boska Częstochowska wyskoczyła z ram

    Z miłosierdziem się przyjrzała wielbicieli hordzie

    Chodźcie do mnie moje dzieci coś wam dam

    I ramami jak Van Damne wszystkich prask po mordzie



    Nawet lubię gdy ktoś znowu Jezus Maria klnie

    Zamiast tony medalików nosić

    Ale każda feministka wam to powie, że

    i kobieta też ma czasem dosyć



    Biała cisza żadnych pytań jednomyślna zgoda

    Cud nareszcie: to milczenie niczym jeden głos

    Całkiem jak na antypodach człek człekowi rękę poda

    I kamurków coraz więcej cóż za piękny stos



    Inkwizytor podpisuje a kat ostrzy miecz

    Rozdziawiając mądrze paszczę jak pies do księżyca

    Jak Darczanka, jak Giordano, jak Hus, prosta rzecz

    Raz że pierze zwykłym proszkiem dwa że żydowica



    Każdy chwyta za kamura śliniąc się za trzech

    A co świeższy pod sztandarem zaraz cztery łapie

    Ty cnotliwa ty niechrzczona twój ostatni dech

    Nie pomoże ci już nawet i elektryk w klapie



    Zawsze będą chętni żeby w konia robić was

    Cacy cacy święto pracy i na gnidzie gnida

    Prosta rzecz za mordę trzymać kadząc cały czas

    Jak się komuś nie podoba męczennik się przyda



    Matka Boska Częstochowska popatrzyła z ram

    Popłynęły łzy wzruszenia macierzyńskie szczere

    Ino mi spróbujcie dziatki już wam dam

    I w garść skręca namoczoną ścierę


    Jan Riesenkampf
  • Gość: Jondrus IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 24.04.02, 15:53

    Wiara jest wtedy, gdy Święty Franciszek

    zobaczył niemieckiego Jezusa i mu rzekł

    otwórz pysk niech narobię ci do środka



    Matko Boska Kalwaryjska niesiemy Ci w darze

    nakaz eksmisji do Pieniężna abyś

    Znów pozwoliła nam uwierzyć w Siebie



    My nie chcemy ptaszydła smukłego jak pająk

    złotych szponów jak ołów bez siły litości

    Oderwij dupę panie heraldyku

    i domalujże szmalcu na dwa palce



    To jest dziś. Wiek się kończy a z nim tysiąclecie

    Kto dożył bez kaftana zapłacił dzieciństwem

    Jeszcze żyją dorośli co wierzą błagając

    Boga by wierzył w Siebie ich darząc tym samym


    Jan Riesnkampf
  • Gość: Maya IP: *.nsw.bigpond.net.au 24.04.02, 15:57
    Swietne!

    ...A NA ANTYPODACH, CZLEK - CZLEKOWI REKE,USMIECH,SERCE PODA !!!

    Pozdrawiam!
  • Gość: Jondrus IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 25.04.02, 14:16

    *

    mój tatuś-poeta
    ma swą prywatną mitologię

    mój tata
    wierzy rudym potworom

    to wielki trud
    tworzyć mity
    nazywać je
    i kazać w nie wierzyć
    swoim dzieciom

    mój tata wie o tym dobrze


    **

    mój tatuś-poeta
    ma swoje krótkotrwałe pragnienia

    mój tata bywa w Varietés

    wiem że kocha wszystkie swoje dzieci
    i wiem że wielbi piękne ciała kobiet

    może kiedyś będziemy świętą rodziną


    ***

    mój tatuś-poeta
    pragnie szczęścia

    mojemu tacie
    niewiele do szczęścia trzeba

    jego kobiety zwykle mnie nie lubiły
    albo były rude

    teraz mój tata
    pragnie szczęścia dla mnie
    i modli się za wszystkich mężczyzn
    którzy mi go dać nie potrafią

    Natalia Stankiewicz
  • Gość: Jondrus IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 25.04.02, 14:18

    *

    mój tatuś-poeta
    ma swą prywatną mitologię

    mój tata
    wierzy rudym potworom

    to wielki trud
    tworzyć mity
    nazywać je
    i kazać w nie wierzyć
    swoim dzieciom

    mój tata wie o tym dobrze


    **

    mój tatuś-poeta
    ma swoje krótkotrwałe pragnienia

    mój tata bywa w Varietés

    wiem że kocha wszystkie swoje dzieci
    i wiem że wielbi piękne ciała kobiet

    może kiedyś będziemy świętą rodziną


    ***

    mój tatuś-poeta
    pragnie szczęścia

    mojemu tacie
    niewiele do szczęścia trzeba

    jego kobiety zwykle mnie nie lubiły
    albo były rude

    teraz mój tata
    pragnie szczęścia dla mnie
    i modli się za wszystkich mężczyzn
    którzy mi go dać nie potrafią

    Natalia Stankiewicz
  • Gość: maya IP: *.nsw.bigpond.net.au 26.04.02, 14:50
    Pozdrawiam (:(:

    m.
  • Gość: Jondrus IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.04.02, 22:18

    „Folwark”
    I
    Wielki folwark- w naszym kraju
    Świnie osły chcą do raju,
    I sprzedając ziemię naszą
    W stronę Unii- ciągle patrzą.
    Świnia kopie- dołki ryje
    Każąc ludziom żreć pomyje,
    Sama dobrze wypasiona
    Cały naród robi w konia.
    No i osioł nie próżnuje
    Ciągle nowe spiski knuje,
    Wymyślając czcze głupoty
    Raz po raz uchwala gnioty.
    Cóż narodzie ty mój drogi
    Czas zapłaty będzie srogi,
    Świnia z osłem tańczą sobie
    Na swym wspólnym myślę grobie.

    Kandziora.M
    Św-ce/41-600
    alfa@inetia.pl


  • Gość: GMR IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 12.05.02, 13:21
    Dla mnie np piekne jest to co jest brzydkie
  • Gość: * IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 12.05.02, 17:29
  • Gość: Jondrus IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 13.05.02, 19:32


    Żydzi, Żydzi wstawajcie, płonie synagoga!
    Cała Wschodnia Ściana porosła już żarem!
    Powietrze drży, skacze po suchych belkach ogień!
    Wstawajcie, chrońcie święte księgi wiary!

    Gromadzą się ciemni w krąg płonącego gmachu,
    Biegają iskry po pejsach, tlą się długie brody,
    W oczach blask pożaru, rozpaczy i strachu,
    Gdzie będą teraz wznosić swoje próżne modły?!

    Płonie synagoga! Trzask i krzyk gardłowy!
    Belki w żar się sypią, iskry w górę lecą!
    Tam w środku, Żyd został! Jeszcze widać ręce!
    Już czarne! O, Jehowo, za co? O, Jehowo?!

    Noc zapadła. Stoją wszyscy wielkim kołem,
    Chmury nisko, w ciemnościach gwiazda się dopala.
    Patrzą na swe chałaty porosłe popiołem,
    Rząd rąk i twarzy w mrok się powoli oddala...

    Stali tak do rana, deszcz spadł, ciągle stali
    Aż popiół się zmieszał ze szlamem.
    - Jeden Żyd się spalił! Jeden Żyd się spalił!
    Śpiewał w knajpie nad wódką włóczęga pijany.

    Jacek Kaczmarski
    1987

  • Gość: Dzik IP: *.pse.pl 21.05.02, 12:10
  • Gość: Maya IP: *.nsw.bigpond.net.au 21.05.02, 15:38
  • Gość: AndrzejG IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 21.05.02, 16:44

    [ Aldawena ]




    zamyka każdego z was
    w swej twardej martwej suszy
    i nie chce już wypuścić
    z nieupojonych dłoni
    układa w was swe sypkie
    do szpiku piasku skroni
    koszmary - i dobrze dba o to
    by was nie mogły ogłuszyć
    jej ciało przez wasze palce
    wiruje jak mętne wskazówki
    waszych zwiędłych na kamień
    oszklonych kompasów serc
    które nie wiedzą już same
    gdzie leży - sennie jak szczęśvie
    półwschodnia strona ciszy -
    fiolet, milczenie i deszcz

  • Gość: Maya IP: *.nsw.bigpond.net.au 22.05.02, 10:18
    "Gravity Of Love".


    (Enigma)
  • Gość: Maya IP: *.nsw.bigpond.net.au 22.05.02, 10:40
    "Universal Mother"


    (Sinead O'Connor)
  • Gość: efik IP: 212.244.77.* 22.05.02, 10:59
    Kochani,
    Nie pomysleliście aby założyć wątek "To co piękne II"? Strrrrasznie trudno się
    ten otwiera.Pozdrawiam. Efffff...
  • Gość: Maya IP: *.nsw.bigpond.net.au 22.05.02, 12:05
    Good Idea...Co o Tym Myslisz, Andrew, Dziku, Oko i inni?
  • Gość: Dzik IP: *.pse.pl 22.05.02, 12:36
    Gość portalu: Maya napisał(a):

    > Good Idea...Co o Tym Myslisz, Andrew, Dziku, Oko i
    > inni?

    jestem za -
    bo byłoby łatwiej -
    a nawet przeciw -
    bo szkoda by tyle pięknych tekstów utonęło w historii
    FORUM; jak długo wątki są przechowywane ??

    Wątek założyło Oko.
    Nie chciałbym bez niego decydować
    ale jeśli już mamy założyć nowy wątek - sequel -
    "To co piękne II",
    to koniecznie z komentarzem, że jest kontynuacją
    i jeśli ktoś chce więcej, powinien siegać wstecz.


    pozdrawiam.
    :-)
  • Gość: AndrzejG IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 22.05.02, 15:41
    zadzwonię do oko
  • Gość: Maya IP: *.nsw.bigpond.net.au 22.05.02, 17:18
    Dobrze, czekamy na "ruch" Oka,a moze Oko.
    Nie wiem, czy wolno mi odmieniac.

    To co piekne:
    Dobre porozumienie i przyjazn.

    Pozdrawiam ciebie Dziku, Andrzeju i Oko.:)
    Bye!
  • Gość: oko IP: *.chello.pl 22.05.02, 20:15
    Kochani :))
    Daje Wam pełne błogosławienstwo. W ogole niepotrzebnie sie tak mna przejmujecie -
    to jest NASZ wątek (a myślę, że jeszcze kilku innych osób).
    Masz racje Mayu, że przyjazn i zrozumienie to najwazniejsze sprawy. Ja bym do
    tego dodał zwykła sympatię do innych.
    Pozdrawiam Was Troje i życzę powodzenia :))
    Janusz

    PS. Dzik ma racje - żal, gdyby taka antologia poezji sie zmarnowała.
    PSII. Mayu, jestem zwolennikiem odmieniania, w koncu nasz język jest językiem
    fleksyjnym.
    PSIII. Andrzeju, dzieki za informację.
    Ja
  • Gość: AndrzejG IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 23.05.02, 08:05
    Witaj Januszu.
    Najpierw załóż , a potem błogosław.
    W tym przypadku , założenia nowego wątku ,
    nie będę się wzdragał przed zaproszeniem kapelana , celem poswięcenia.
    A tak na poważnie , to ja nie czuję się uprawomocniony
    i godzien do podjęcia takiego kroku.
    Ty jesteś tym właściwym człowiekiem.
    Januszu do dzieła,
    tym bardziej ,że dobijają się tu nowi chętni
    tyle ,że ze słabszym sprzętem,
    która to ułomność uniemożliwia im ciekawą zabawę.
    A TY?
    Całkiem odpuściłeś potyczki słowne?

    Andrzej
  • Gość: oko IP: *.chello.pl 23.05.02, 08:50
    Andrzeju, witaj. Niech juz wam bedzie - zaloze ten watek. Potyczek slownych
    sobie nie odpuscilem do konca, ale nie w tym szambie, tylko troche mniejszym -
    na onecie. Dopoki tu nie zabanuja zwyklych chamow, nie bede sie zbytnio
    angazowal. Zamiescilem wczoraj watek "Zbieramy, co zasialismy", bo znalazlem
    ciekawy tekst i uznalem, ze warto go zaprezentowac ludziom. Ale kto sie tam
    natychmiast wepchal? Nasz ulubiony kangur z australii :) Tu tez sie laduje ze
    swoim chamstwem i blotem. Gdyby istnial tylko on , mozna by wytrzymac. Jeden
    cham to nawet ciekawostka przyrodnicza. Ale tu jest o wiele wiecej, a ja nie
    zwyklem kopac sie z koniem.
    Pozdrawiam Cie, Dzika i Maye :))
    Janusz
  • Gość: oko IP: *.its.monash.edu.au / *.arts.monash.edu.au 23.05.02, 08:52
    Gość portalu: oko napisał(a):
    > Andrzeju, witaj. Niech juz wam bedzie - zaloze ten watek. Potyczek slownych
    > sobie nie odpuscilem do konca, ale nie w tym szambie, tylko troche mniejszym -
    > na onecie. Dopoki tu nie zabanuja zwyklych chamow, nie bede sie zbytnio
    > angazowal. Zamiescilem wczoraj watek "Zbieramy, co zasialismy", bo znalazlem
    > ciekawy tekst i uznalem, ze warto go zaprezentowac ludziom. Ale kto sie tam
    > natychmiast wepchal? Nasz ulubiony kangur z australii :) Tu tez sie laduje ze
    > swoim chamstwem i blotem. Gdyby istnial tylko on , mozna by wytrzymac. Jeden
    > cham to nawet ciekawostka przyrodnicza. Ale tu jest o wiele wiecej, a ja nie
    > zwyklem kopac sie z koniem.
    > Pozdrawiam Cie, Dzika i Maye :))
    > Janusz
    www.gazeta.pl/alfa/home.jsp?dzial=0511&forum=KRAJ&wid=1956073&aut=+Ksiadz&aid=1956073
  • Gość: Katolik IP: *.tlsa.pl 23.05.02, 09:49
    Kradna nicki i pisza z adresu: *.its.monash.edu.au / *.arts.monash.edu.au
  • andrzejg 20.06.02, 19:24
    Sławomir Mrożek - Epidemia




    Kiedy byłem dzieckiem, a nawet młodzieńcem, nie
    podejrzewałem niczego. Może mi nie powiedziano, żeby mnie nie
    straszyć? Ale zauważyłem później, a teraz już wiem na pewno, że na
    świecie panuje jakaś dziwna zaraza.
    Cholera, tyfus i jeszcze inne mają swoje nazwy i symptomy. Z
    nich nie robi się tajemnicy. Kiedy zdarzają się ich epidemie - wszyscy o
    nich mówią i wogóle jest wielka sprawa. Ale - i to właśnie jest ciekawe -
    chorzy na te choroby zdrowieją, niewielu, ale jednak niektórzy - to znaczy,
    że te choroby nie są śmiertelne w każdym wypadku. Natomiast ta, którą
    ja odkryłem - zabija na pewno. Od niepamiętnych czasów nikt, ale to nikt
    jej nie przeżył. A jednak o niej się nie mówi, a nawet jeżeli się mówi, to
    nie nazywając jej po imieniu. Czy dlatego, że nikt nie wie, jak ona się
    nazywa? A nawet jakie są jej właściwe objawy?
    Cholera czy tyfus wybuchają od czasu do czasu, wtedy ma się
    wielu znajomych, którzy nie chorują, ale potem przez całe dziesiątki lat
    nie spotkasz nikogo, kto by chorował na tyfus, czy cholerę. Szukaj ze
    świecą, a nie znajdziesz. Natomiast ta dziwna zaraza, o której mówię,
    grasuje zawsze i nieustająco. Im więcej czasu mija, tym więcej masz
    znajomych, którzy - jak się okazało - na nią chorowali. Zapadali na nią
    dosłownie, pod ziemię.
    Więc zaczynam podejrzewać, że ona ma coś wspólnego z
    czasem. Najlepiej to widać na przykładzie mojego dziadka. kiedy był
    młody - żył. Tak samo w średnim wieku. Ale minęło jeszcze trochę lat - i
    co powiecie? Już go nie ma. Po prostu nie żyje. Dlaczego żył, kiedy był
    młody, a później już nie? Dlaczego nie odwrotnie? Musi w tym być jakaś
    głęboka przyczyna.
    Kiedy spojrzymy szerzej - ten związek między czasem z
    zarazą ukazuje się jeszcze wyraźniej. Na przykład ani jeden, powtarzam,
    ani jeden człowiek urodzony przed pierwszą połową ubiegłego stulecia, nie
    żyje do dzisiaj. Jest to absolutna reguła. Poza pewną granicą ilość lat nie
    ma już znaczenia. Względem tych, co umarli pięćset lat temu, tak samo
    jesteśmy pewni, że nie żyją, jak względem tych, co umarli lat temu
    pięćset siedemdziesiąt trzy albo tysiąc. Tylko do setki możemy jeszcze
    coś rozróżniać. Tak, niewątpliwie czas ma coś z tym wspólnego.
    Należałoby więc alarmować, może wybiec na ulicę i krzyczeć.
    Nieraz mam na to ochotę, zresztą to jest obowiązek jednostki - podnosić
    alarm, kiedy jednostka zauważy zbiorowe niebezpieczeństwo. Ostrzegać,
    wołać głośno, wskazywać na nie. Społeczeństwo powinno się zjednoczyć i
    wspólnie wystąpić przeciwko zagrożeniu. Czy ja wiem jak... Od tego
    przecież mamy rządy, partie polityczne i w ogóle organizację społeczną.
    Ale co wyjdę na ulicę, to nie mogę wydobyć z siebie głosu. Wydaje mi się,
    że panuje powszechna zmowa milczenia. Że kiedy zacznę, wezmą mnie
    za wariata, choć dobrze wiedzą, że to prawda, to, co bym krzyczał. A tylko
    udają, że nie wiedzą o niczym, i nikomu nie pozwolą o tym głośno mówić.
    Spisek jakiś czy co, sprzysiężenie? Ale spisek do spółki z kim, z zarazą?
    To się nie mieści w głowie.
    Pozostaje mi więc samemu obmyślać środki zaradcze. Bo z
    wolna powstaje we mnie podejrzenie, że to wszystko odnosi się nie tylko
    do moich znajomych czy nieznajomych, do ludzi, którzy byli i już ich nie
    ma, którzy są i których nie będzie. A co, jeżeli ja sam jestem zagrożony?
    Dawniej wydawało mi się to niemożliwe, nie myślałem o tym po prostu.
    Ale teraz...
    Bo żyję - może na tym właśnie polega ta choroba. Tak, chyba
    na tym.
    Więc czyżbym ja także miał umrzeć z tego powodu?


    ------------------------------------------------------------

    No właśnie.MY mamy umrzeć z tego powodu?
  • Gość: Katolik IP: *.vic.bigpond.net.au 30.06.02, 16:59
    ... owo promieniowanie bijace od Boga Zywego, czyli Jego Swiatobliwosci Ojca
    Swietego, Wielkiego Rodaka Naszego, Jana Pawla II!
  • damodar 30.06.02, 17:19
    Piosenka ktorej nie da sie przestac spiewac

    Sloncem bylismy!
    Cieniem jestesmy!
    Sloncem bedziemy!
    Dziecmi swych dzieci!
    Dziecmi swych dzieci!

    Edward Stachura
  • damodar 30.06.02, 17:26
    Piosenka dla zapowietrzonego

    Cudownie jest:
    Powietrze jest!
    Dwie rece mam,
    Dwie nogi mam;

    W chlebaku chleb,
    Do chleba ser,
    Do picia deszcz.

    Nadchodzi noc
    I zimno z nia;
    Mam rece dwie
    Obejme sie;

    Ukryje sie,
    Utule sie
    We wlasna siersc.

    Daleko swit,
    Nie widac nic;
    Dwie nogi mam;
    Dojdziemy tam.

    Szczekaja psy!
    Fruwaja mgly!
    Niech pani spi!

    Powietrze jest:
    Cudownie jest!


    Edward Stachura
  • damodar 30.06.02, 17:29
    Moj palec zdobi
    Swierszcz wysokokaratowy

    Jerzy Harasymowicz
  • damodar 30.06.02, 17:31
    Gość portalu: oko napisał(a):

    > Czesto w ramach odreagowywania brudu i znoju siegam po swoje ulubione teksty.
    > Pomyslalem, ze na pewno nie jestem jedyny. Zapraszam do wrzucania tu tekstow,
    > ktore w jakis sposob spelniaja waszym zdaniem kryterium piekna. Takich, które
    > kochacie, które w jakims momencie byly dla was wazne. Sadze, ze moze byc to
    > pozyteczniejsze od bicia piany, moze tez dac chwile wytchnienia przed kolejna
    > mordercza polemika.
    > KRYTERIA
    > 1) Piekno jest pojeciem wzglednym - ale wulgarnosc i chamstwo powszechnie
    > ujednoliconym.
    > 2) Bez aktualnej polityki.
    > 3) Bez natretnej ideologii.
    > 4) Teksty artystyczne - nie eseje, definicje, reportaze itp.
    > 5) Teksty cudze - jesli ukrywaja sie na forum jacys noblisci, proszeni sa o
    > niecytowanie samych siebie.
    > 6) Zakladam, ze osoby nieprzestrzegajace zasad beda ignorowane przez
    > pozostalych.


    Bardzo dobry watek. Gratuluje pomyslu!

  • damodar 01.07.02, 05:56
    Nic nie mam
    zdmuchnela mnie ta
    jesien calkiem

    Nic nie mam
    tylko z daszkiem nieba
    zamyslony kaszkiet

    Jerzy Harasymowicz
  • damodar 01.07.02, 20:06
    szukam cie w miekkim futrze kota
    w kroplach deszczu
    w sztachetach
    opierm sie o dobry plot
    i zasnuta sloncem
    - mucha w sieci pajeczej-
    czekam

    Halina Poswiatowska
  • Gość: U IP: *.gis.net 01.07.02, 20:31
    Oczy dziewczyny w czasie orgazmu w wysokiej trawie,w
    gwiezdna,wietrzna,ksiezycowa noc pod wysokim,
    polskim,kaszubskim niebem.

    "Dolina zielonej pszenicy".Ksiazka,au tor-polski
    Zyd.Nazwiska nie pamietam.
  • Gość: U IP: *.gis.net 01.07.02, 20:32
    Oczy dziewczyny w czasie orgazmu w wysokiej trawie,w
    gwiezdna,wietrzna,ksiezycowa noc pod wysokim,
    polskim,kaszubskim niebem.

    "Dolina zielonej pszenicy".Ksiazka,au tor-polski
    Zyd.Nazwiska nie pamietam.
  • damodar 01.07.02, 20:36
    Gość portalu: U napisał(a):

    > Oczy dziewczyny w czasie orgazmu w wysokiej trawie,w
    > gwiezdna,wietrzna,ksiezycowa noc pod wysokim,
    > polskim,kaszubskim niebem.
    >
    > "Dolina zielonej pszenicy".Ksiazka,au tor-polski
    > Zyd.Nazwiska nie pamietam.


    Bardzo ladne.
  • damodar 01.07.02, 20:41
    badz przy mnie blisko
    bo tylko wtedy
    nie jest mi zimno

    chlod wieje z przestrzeni\

    kiedy mysle
    jaka ona duza
    i jaka ja
    to mi trzeba
    twoich dwoch ramion zamknietych
    dwoch promieni wszechswiata

    Halina Poswiatowska

  • Gość: AndrzejG IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 01.07.02, 21:03

    na dnie piekła
    ludzie gotują kiszą kapustę
    i płodzą dzieci
    mówią: piekielnie się zmęczyłem
    lub: piekielny dzień miałem wczoraj
    mówią: muszę się wyrwać z tego piekła
    i obmyślają ucieczkę na inny odcinek
    po nowe nieznane przykrości
    ostatecznie nikt im nie każe robić tego wszystkiego
    a są zbyt doświadczeni
    by wierzyć w możliwość przekroczenia kręgu
    mogliby jak ci starcy
    hodowani dość często w mieszkaniach
    (przeciętnie na dwie klatki schodowe jeden starzec)
    karmieni grysikiem
    i podmywani gdy zajdzie potrzeba
    trwać nieruchomo w proroczym geście
    z dłońmi uniesionymi ku górze

    ale po co
    dokładne wydeptywanie dna piekła
    uparte dążenie
    z pełną świadomością jego bezcelowości
    ach ileż to daje sytuacji.



    1957


    Andrzej Bursa
  • Gość: Maya IP: *.nsw.bigpond.net.au 02.07.02, 15:06
    Erotyk dla R.
  • Gość: Maya IP: *.nsw.bigpond.net.au 02.07.02, 15:13
    Swiat przestal istniec
    Ty muskasz me cialo
    Dwie gwiazdy plonace
    Twe oczy zglodniale
    Usta..usta..usta
    Moj czarodzieju
    Moj..moj..moj
    W sercach dwa golebie
    Sie szamoca
    Nie - to motyl barwny
    Lopoczacy skrzydlem
    Serce - Motyl we mnie
    W tobie
    Zostan tak...tak.

    Twoj zapach mym powietrzem.

    M&R. 1.07.02 Sydney
  • Gość: AndrzejG IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 02.07.02, 15:47
    Rozmowa




    - Pan, śpiewak, świat widzi ponuro:
    Wciąż tylko o stosach i grobach;
    Pan wiesza, poddaje torturom,
    Głos pana to wieczna żałoba,
    Że trwają - pan za złe ma murom,
    A mnie się to życie podoba!

    - Proszę pani, ja życie lubię
    W jego prawdzie i jego złudzie;
    Ale człowiek dąży ku zgubie,
    Wiedzieć o tym nie chcą ludzie.

    - Właśnie, ludzie. Niech pan pomyśli
    Starczy im prawdziwych przepaści,
    A najgorsze - jeszcze się przyśni;
    W cierpieniu - wszyscy są właśni.
    Pan mówi, że życie to czyściec,
    A oni pragnęliby baśni.

    - Proszę pani, przecież to robię.
    Opowiadam baśnie choć smutne -
    Kim by był niepojęty człowiek
    Bez braci Grimm prawdy okrutnej?

    - Właśnie, prawda. O co pan pyta?
    Obcy panu brak wątpliwości.
    To pan śpiewa, co pan przeczytał:
    Po prostu świat w książkę uprościł.
    Pan gra, kiedy wszechświat zgrzyta.
    Pan przeczy człowieczej miłości!

    - Proszę pani, cierpieć się staram.
    Starczy spytać żony i dzieci.
    Kocham. Miłość - księga stara,
    Którą warto Bogu polecić.

    Właśnie Bóg. Pan Boga nie lubi,
    Ale mówi, że wciąż Go szuka.
    W pańskich trwogach można się zgubić;
    Pojąć sztukę pańską, to sztuka.
    Pan publicznie z losem się czubi:
    Jaka z tego dla nas nauka?

    - Proszę pani, proszę nie czekać
    Na nauki, tezy i wnioski -
    Jestem egzemplarz człowieka,
    A to znaczy - diabli, czyśćcowy i boski.

    7.12.1991


    Jacek Kaczmarski
  • Gość: Maya IP: *.nsw.bigpond.net.au 02.07.02, 15:58
    W TWOICH RAMIONACH
    W TWOICH RAMIONACH
    WSZYSTKO SIE SPELNI
    WSZYSTKIEGO DOKONAM
    ..DLATEGO
    WSZEDZIE
    O PORZE KAZDEJ
    ZABIERAM
    W PAMIECI
    ZE SOBA
    ..TWOJE RAMIONA.

    M&R 2.07.02 Sydney
  • Gość: Maya IP: *.nsw.bigpond.net.au 02.07.02, 16:03
    JAK WAZNE JEST
    JAK WAZNE JEST
    ..KOCHANIE..
    NIECH KAZDY WIE
    NIECH KAZDY TEZ
    ..TEN BOSKI PREZENT LOSU
    DOSTANIE.

    M&R 2.07.02 Sydney
  • damodar 08.07.02, 23:57
    SUR LE PONT d'AVIGNON

    Ten wiersz jest żyłką słoneczną na ścianie
    jak fotografia wszystkich wiosen.
    Kantyczki deszczu wam przyniosę -
    wyblakłe nutki w nieba dzwon
    jak wody wiatrem oddychanie.
    Tańczą panowie niewidzialni
    "na moście w Awinion".
    Zielone, staroświeckie granie
    jak anemiczne pączki ciszy.
    Odetchnij drzewem, to usłyszysz
    jak promień - naprężony ton,
    jak na najcieńszej wiatru gamie
    tańczą liściaste suknie panien
    "na moście w Awinion".
    W drzewach, w zielonych okien ramie
    przez widma miast - srebrzysty gotyk.
    Wirują ptaki płowozłote
    jak lutnie, co uciekły z rąk.
    W lasach zielonych - białe łanie
    uchodzą w coraz cichszy taniec.
    Tańczą panowie, tańczą panie
    "na moście w Awinion".

    Krzysztof Kamil Baczyński 41 r.




  • damodar 09.07.02, 00:02
    MIŁOŚĆ

    O nieba płynnych pogód,
    o ptaki, o natchnienia.
    Nie wydeptana ziemia,
    nie wyśpiewane Bogu
    te drzewa, te kaskady
    iskier, ten oddech nieba,
    w ramionach jak w kolebach
    zamknięty. Jak cokoły
    drzewa z szumem na poły;
    serca jak dzbany łaski,
    takie serca jak gwiazdki,
    takie oczu obłoki,
    taki lot - za wysoki.

    Słońce, słońce w ramionach
    czy twego ciała kryształ
    pełen owoców białych,
    gdzie zdrój zielony tryska,
    gdzie oczy miękkie w mroku
    tak pół mnie, a pół Bogu.


    Twych kroków korowody
    w urojonych alejach,
    twe odbicia u wody
    jak w pragnieniach, w nadziejach.
    Twoje usta u źródeł
    to syte, to znów głodne,
    i twój śmiech, i płakanie
    nie odpłynie, zostanie.
    Uniosę je, przeniosę
    jak ramionami - głosem,
    w czas daleki, wysoko,
    w obcowanie obłokom.


    Krzysztof Kamil Baczyński 8 IX 42 r.






  • damodar 09.07.02, 00:17
    MELANCHOLIA

    Szary pejzaż tętni kroplami
    w rzeki gęste, lśniące jak ołów,
    noc przepędza do pustych obór
    czarne chmury, stada bawołów.

    Po wądole nakisłym zmierzchem
    pełźnie szumem chmur szarych liszaj,
    przez zasiane w ugorach cisze
    dzień brzeziną schodzi przez pole.


    Krzysztof Kamil Baczyński 1939r.


  • damodar 09.07.02, 00:24
    ***

    Ty jesteś moje imię i w kształcie, i w przyczynie,
    i moje dłuto lotne.
    Ja jestem, zanim minie wiek na koniu-bezczynie,
    ptaków i chmur zielonych złotnik.
    Ty jesteś we mnie jaskier w chmurze rzeźbiony blaskiem
    nad czyn samotny.
    Ja z ciebie ulew piaskiem runo burz, co nie gaśnie,
    każdym życiem i śmiercią stokrotny.
    Ty jesteś marmur żywy, przez który kształt mi przybył,
    kształt w wichurze o świcie widziany,
    który o mleczne szyby buchnął płomieniem grzywy
    i zastygł w dłoni jak z gwiazdy odlany.
    I jesteś mi imię ruchów i poczynaniem słuchu,
    który pojmie muzykę i sposób,
    który z lądu posuchy wzejdzie żywicą-duchem
    w łodygę głosu.

    Krzysztof Kamil Baczyński 1 III 42 r.


  • damodar 09.07.02, 00:28
    MILOSC


    Jest czekaniem
    na niebieski mrok
    na zielonosc traw
    na pieszczote rzes

    Czekaniem
    na kroki
    szelesty
    listy
    na pukanie do drzwi

    Czekaniem
    na spelnienie
    trwanie
    zrozumienie

    Czekaniem
    na potwierdzenie
    na krzyk protestu

    Czekaniem
    na sen
    na swit
    na koniec swiata

    Malgorzata Hillar



  • damodar 09.07.02, 00:31
    POZIOMKA


    Gdybys byl blisko
    dalabym ci
    te pierwsza poziomke

    Mowilabym
    Wez najmilszy
    to jest kropla slonca

    Ty jestes daleko
    a poziomka ma ksztalt
    lzy


    Malgorzata Hillar
  • damodar 09.07.02, 00:35
    GNIAZDO


    Co noc
    zasypiala
    w bezpiecznym gniezdzie
    jego ramion
    broniacym dostepu
    drapieznym ptakom
    samotnosci

    Odnajdywal ja
    wsrod czarnych galezi
    snu
    zeby powiedziec
    ze jest
    dla niej

    W noc
    najciemniejsza
    odeszla
    z bezpiecznego gniazda
    jego ramion
    i zablakala sie
    w mroku

    Teraz
    wsrod nocnych drzew
    spiacym kawkom
    gniazd cieplych
    zazdrosci

    Malgorzata Hillar











  • damodar 09.07.02, 00:39
    * * *
    W malinowym chruśniaku, przed ciekawych wzrokiem
    Zapodziani po głowy, przez długie godziny
    Zrywaliśmy przybyłe tej nocy maliny.
    Palce miałaś na oślep skrwawione ich sokiem.
    Bąk złośnik huczał basem, jakby straszył kwiaty,
    Rdzawe guzy na słońcu wygrzewał liść chory,
    Złachmaniałych pajęczyn skrzyły się wisiory,
    I szedł tyłem na grzbiecie jakiś żuk kosmaty.

    Duszno było od malin, któreś, szepcząc, rwała,
    A szept nasz tylko wówczas nacichał w ich woni,
    Gdym wargami wygarniał z podanej mi dłoni
    Owoce, przepojone wonią twego ciała.

    I stały się maliny narzędziem pieszczoty
    Tej pierwszej, tej zdziwionej, która w całym niebie
    Nie zna innych upojeń, oprócz samej siebie,
    I chce się wciąż powtarzać dla własnej dziwoty.

    I nie wiem, jak się stało, w którym oka mgnieniu,
    Żeś dotknęła mi wargą spoconego czoła,
    Porwałem twoje dłonie - oddałaś w skupieniu,
    A chruśniak malinowy trwał wciąż dookoła.


    Boleslaw Lesmian
  • damodar 09.07.02, 00:42
    * * *
    Taka cisza w ogrodzie, że się jej nie oprze
    Żaden szelest, co chętnie taje w niej i ginie.
    Czerwieniata wiewiórka skacze po sośninie,
    Żółty motyl się chwieje na złotawym koprze.
    Z własnej woli, ze śpiewnym u celu łoskotem
    Z jabłoni na murawę spada jabłko białe,
    Łamiąc w drodze kolejno gałęzie spróchniałe,
    Co w ślad za nim - spóźnione - opadają potem.

    Chwytasz owoc, zanurzasz w nim zęby na zwiady
    I podajesz mym ustom z miłosnym pośpiechem,
    A ja gryzę i chłonę twoich zębów ślady,
    Zębów, które niezwłocznie odsłaniasz ze śmiechem

    Boleslaw Lesmian
  • damodar 09.07.02, 00:45
    * * *
    Z dłońmi tak splecionymi, jakbyś klęcząc, spała,
    W niedostępne mym oczom wpatrzona widzenie,
    Płaczesz przez sen i wstrząsem wylęklego ciała
    Błagasz o nagłą pomoc, o rychłe zbawienie.
    Jeszcze płaczu niesytą do piersi cię tulę,
    A ty goisz się we mnie, niby lgnąca rana,
    A ja płacz twój całuję, biodra i kolana
    I ramię i zsuniętą z ramienia koszulę.

    Lecz karmiony ust twoich spłakanym oddechem,
    Nie pytam o treść widzeń. Dopiero z porania
    Zadaję ciemną nocą tłumione pytania.
    Odpowiadasz bezładnie - ja słucham z uśmiechem

    Boleslaw Lesmian
  • damodar 09.07.02, 00:48
    * * *
    Hasło nasze ma dla nas swe dzieje tajemne:
    Lampa, gdy noc już zdąży świat mrokiem owionąć,
    Winna zgasnąć w tej szybie, a w tamtej zapłonąć.
    Na znak ten oddech tracę. Już schody są ciemne.
    Czekasz z dłonią na klamce i, gdy drzwi otwiera,
    Tulę tę dłoń, co jeszcze ma chłód klamki w sobie,
    A ty w zamian przyciskasz moje ręce obie
    Do serca, które zawsze u drzwi obumiera.

    Wchodzę ciszkiem, jak gdyby krok każdy knuł zbrodnię,
    Między sprzęty, co dla mnie są sprzętami czarów.
    Sama ścielesz swe łóżko według swych zamiarów,
    By szczęściu i pieszczotom było w nim wygodnie.

    I zazwyczaj dopóty milczymy oboje,
    Dopóki nie dopełnisz podjętego trudu.
    Ile w dłoniach twych pieczy, miłości i cudu !
    Kocham je, kocham za to, że piękne, że twoje.

    Boleslaw Lesmian

  • damodar 09.07.02, 00:56
    * * *
    Gdybym spotkał ciebie znowu pierwszy raz,
    Ale w innym sadzie, w innym lesie -
    Może by inaczej zaszumiał nam las
    Wydłużony mgłami na bezkresie....
    Może innych kwiatów wśród zieleni bruzd
    Jęłyby się dłonie dreszczem czynne -
    Może by upadły z niedomyślnych ust
    Jakieś inne słowa - jakieś inne...

    Może by i słońce zniewoliło nas
    Do spłynięcia duchem w róż kaskadzie,
    Gdybym spotkał ciebie znowu pierwszy raz,
    Ale w innym lesie, w inym sadzie...

    Boleslaw Lesmian
  • damodar 09.07.02, 01:00
    Po ciemku
    Wiedzą ciała, do kogo należą,
    Gdy po ciemku obok siebie leżą!
    Warga - wardze, a dłoń dłoni sprzyja -
    Noc nad nimi niechętnie przemija.
    Świat się trwali, ale tak niepewnie!...
    Drzewa szumią, ale pozadrzewnie!...
    A nad borem, nad dalekim borem
    Bóg porusza wichrem i przestworem.
    I powiada wicher do przestworu:
    "Już nie wrócę tej nocy do boru!" -
    Bór się mroczy, a gwiazdy weń świecą,
    A nad morzem białe mewy lecą.
    Jedna mówi: "Widziałam gwiazd losy!"
    Druga mówi: "Widziałam niebiosy!" -
    A trzecia milczy, bo widziała
    Dwa po ciemku pałające ciała...
    Mrok, co wsnuł się w ich ściśliwe sploty,
    Nic nie znalazł w ciałach, prócz pieszczoty!

    Boleslaw Lesmian
  • damodar 09.07.02, 01:09
    Nocą umówioną

    Nocą umówioną, nocą ociemniałą
    Przyszło do mnie ciszkiem to przychętne ciało.
    Przyszło potajemnie - w cudnej bezżałobie -
    Było mu na imię tak samo, jak tobie...

    Zajrzało po drodze w przyszłość i zwierciadło -
    Na pościeli zimnej obok się pokładło -
    Dla mnie się pokładło, bym je mógł całować
    I znużyć - i zużyć - i nie pożałować !

    Lgnęło mi do piersi - ofiarnie pachnące,
    Domyślnie bezwstydne i - posłuszniejące...
    W ciemnościach - w radościach - na granicy łkania
    Mdlało od nadmiaru niedoumierania.

    I nic w nim nie było, prócz czaru i grzechu,
    Prócz bezwiednej woni - wiednego pośpiechu -
    I prócz tego dreszczu, co ginie w krwi szumie -
    I bez niego ciało - ciała nie rozumie.

    Boleslaw Lesmian
  • damodar 09.07.02, 01:13
    Dzień Skrzydlaty

    Rozwidniły sie w słoncu dwie otchłanie - dwa swiaty -
    Mysmy byli - w obydwu...A dzien nastal skrzydlaty.

    Nikt nie umarl w dniu owym - nie zatail sie w cieniu...
    I pamietam, zem myslal o najdalszym strumieniu

    Nie mowilas nic do mnie, lecz odgadlem twe slowa.
    A on - zjawil sie nagle... Zaszumiala dabrowa.

    Taki - drobny i nikly... I mial - ciernie na skroni.
    I ukleklismy razem - w pierwszej z brzegu ustroni.

    W pierwszej z brzegu ustroni - w pierwszej kwiatow powodzi.
    I zdziwilo nas bardzo, ze tak biednie przychodzi.

    Ubozelismy chetnie - my i nasze zdziwienie...
    A on - patrzal i patrzal... Cudacznialo istnienie...

    Zrozumielismy wszystko! - I ze wlaśnie tak trzeba!
    I ze mozna - bez szczescia... I ze mozna - bez nieba...

    Tylko drobniec i malec od nadmiaru kochania.
    A to byla - odpowiedz, i nie bylo - pytania.

    I juz odtad na zawsze przemilczelismy siebie.
    A swiat znow stal sie - swiatem...i czas plynal po niebie.

    I chwycilas zdzblo czasu, by potrzymac je - w dloni,
    A on - patrzal i patrzal... I mial - ciernie na skroni.

    Boleslaw Lesmian



  • damodar 09.07.02, 01:18
    Jeden wiatr -- w polu wial,
    Drugi wiatr -- w sadzie gral:
    Cichuteńko, leciuteńko,
    Liscie piescil i szelescil,
    Mdlal...


    Jeden wiatr -- pedziwiatr!
    Fiknal kozla, plackiem spadl,
    Skoczyl, zawial, zaszybowal,
    swidrem w gore zakolowal
    I przewrocil sie, i wpadl
    Na szumiacy senny sad,
    Gdzie cichutko i leciutko
    Liscie piescil i szelescil
    Drugi wiatr...
    Sfrunal sniegiem z wisni kwiat,
    Parsknal smiechem caly sad,
    Wzial wiatr brata za kamrata,
    Teraz z nim po polu lata,
    Gonia obaj chmury, ptaki,
    Mkna, wplatuja sie w wiatraki,
    Głupkowate myla smigi,
    W prawo, w lewo, swist, podrygi,
    Dma plucami ile sil,
    Lobuzuja, pal je licho!...


    A w sadzie cicho, cicho...


    Julian Tuwim
  • damodar 09.07.02, 01:22
    "Wspomnienie"

    Mimozami jesieñ siê zaczyna,
    zlotawa, krucha i mila,
    To ty, to ty jestes ta dziewczyna,
    która do mnie na ulicê wychodzila.

    Od twoich listów pachnialo w sieni,
    gdym wracal zdyszany ze szkoly,
    a po ulicach w lekkiej jesieni
    fruwaly za mna jasne anioly.

    Mimozami zwiêdlosc przypomina
    niesmiertelnik zólty - pazdziernik.
    To ty, to ty, moja jedyna,
    przychodzilas wieczorem do cukierni.

    Z przemodlenia, z przeomdlenia senny,
    w parku plakalem szeptanymi slowy.
    Ksiêzyc z chmurek przeswitywal jesienny,
    od mimozy zlotej majowy.

    Ach czulymi, przemilymi snami
    zasypialem z nim gasnacym o poranku,
    w snach dawnymi bawiac siê wiosnami,
    jak ta zlota, jak ta wonna wiazanka.
    Julian Tuwim

  • damodar 09.07.02, 01:26
    "Wieczorny wiersz"

    Czasem u szczytu ulic zachód zóltym blaskiem
    Mury niebios rozwala na zlomy plomienne.
    Wtedy listopadowe wieczory warszawskie
    Wieja wiosna i plyna, mlodoscia wiosenne.

    Ile lez we mnie bylo i ile milosci,
    Ile westchnieñ i szczêscia w majowej ulewie,
    I moich slów dla ciebie, i wielkiej czulosci:
    Wszystko z nieba powraca w dawnym, cieplym wiewie.

    I znowu idê lekki i noca wezbrany,
    Jakbym niósl lisc wilgotny na sercu otwartem,
    Wtedy w twoim miasteczku ciemnialy kasztany,
    Pachnial groszek pachnacy na sercu pod paltem.

    Plakac, jedyna moja, mogê tylko Tobie.
    Ty zrozumiesz. Rozgrzeszysz spojrzeniem pokornym.
    I wiosnê zakochanych znajdziesz w skromnym slowie,
    I ciêzka gorycz moja w tym wierszu wieczornym.
    Julian Tuwim



  • damodar 09.07.02, 01:39
    "Ty"
    Ty trzymasz mnie na ziemi,
    Ty wznosisz mnie do nieba,
    Tys jest mi tutaj wszystkiem,
    Po co tam isc trzeba

    O tobie wiem jedynie
    I tylko Ciebie umiem.
    Na swiat machnalem rêka:
    I tak nic nie zrozumiem!

    Co krok -- to nowa droga!
    Co mysl -- to otchlañ wrzaca.
    Ty jedna odpowiadasz,
    Mówiaca czy milczaca.

    Krwi sluc4am twego serca,
    Bijacej w bialej piersi
    I trwam miloscia blêdna
    W tym zyciu, pelnem smierci.
    Julian Tuwim

  • damodar 09.07.02, 01:46
    Krzysztof Kamil Baczyński
    Erotyk

    W potoku włosów twoich, w rzece ust,
    kniei jak wieczór - ciemnej
    wołanie nadaremne,
    daremny plusk.

    Jeszcze w mroku owinę, tak jeszcze różą nocy
    i minie świat gałązką, strzępem albo gestem,
    potem niemo się stoczy,
    smugą przejdzie przez oczy
    i powiem: nie będąc -jestem.

    Jeszcze tak w ciebie płynąc, niosąc cię tak odbitą
    w źrenicach lub u powiek zawisłą jak łzę,
    usłyszę w tobie morze delfinem srebrnie ryte,
    w muszli twojego ciała szumiące snem;

    Albo w gaju, gdzie jesteś
    brzozą, białym powietrzem
    i mlekiem dnia,
    barbarzyńcą ogromnym,
    tysiąc wieków dźwigając
    trysnę szumem bugaju
    w gałęziach twoich - ptak.

    Dedykacja:

    Jeden dzień - a na tęsknotę - wiek.
    jeden gest - a już orkanów pochód,
    jeden krok - a otoś tylko jest
    w każdy czas - duch czekający w prochu.
    Mojej najdroższej Basi - Krzysztof
    dn. 2 II 1942 r.
  • damodar 09.07.02, 01:51
    Mieczysława Buczkówna
    Z dotknięcia

    Boisz się -- odetchnąć głębiej

    Boję się pomyśleć głębiej
    By nie zburzyć zbudowanej na milczeniu
    Z cienia spojrzeń o
    I świateł uśmiechów
    Wzajemności

    Twój szalik w rękawie płaszcza
    Jak wiosenna rzeka
    Lecz twój pędzel do golenia
    Otwiera w lustrze
    Las zimowy
  • damodar 09.07.02, 01:57
    Adam Asnyk
    Między nami nic nie było

    Między nami nic nie było!
    Żadnych zwierzeń, wyznań żadnych.
    Nic nas z sobą nie łączyło --
    Prócz wiosennych marzeń zdradnych;

    Prócz tych woni, barw i blasków
    Unoszących się w przestrzeni,
    Prócz szumiących śpiewem lasków
    I tej świeżej łąk zieleni!

    Prócz tych kaskad i potoków
    Zraszających każdy parów,
    Prócz girlandy tęcz, obłoków,
    Prócz natury słodkich czarów;

    Prócz tych wspólnych, jasnych zdrojów,
    Z których serce zachwyt piło,
    Prócz pierwiosnków i powojów,
    Między nami nic nie było!
  • damodar 09.07.02, 02:01
    Edward Stachura
    Jest już za późno,
    nie jest za późno

    Jeszcze zdążymy w dżungli ludzkości siebie odnaleźć,
    Tęskność zawrotna przybliża nas.
    Zbiegną się wreszcie tory sieroce naszych dwu planet,
    Cudnie spokrewnią się ciała nam.

    Jest już za późno!
    Nie jest za późno!
    Jest już za późno!
    Nie jest za późno!

    Jeszcze zdążymy tanio wynająć małą mansardę
    Z oknem na rzekę lub też na park,
    Z łożem szerokim, piecem wysokim, ściennym zegarem,
    Schodzić będziemy codziennie w świat.

    Jest już za późno!
    Nie jest za późno!
    Jest już za późno!
    Nie jest za późno!

    Jeszcze zdążymy naszą miłością siebie zachwycić,
    Siebie zachwycić i wszystko w krąg.
    Wojna to będzie straszna, bo Bóg nas będzie chciał zniszczyć,
    Lecz nam się uda zachwycić go.

    Już jest za późno!
    Nie jest za późno!
    Nie jest za późno!
    Nie jest za późno!
  • damodar 09.07.02, 02:04
    Tadeusz Borowski
    * * *

    Myślę o tobie. Twoje oczy,
    twój głos, twój uśmiech przypominam,
    patrząc na niebo. Zboczem nieba
    zsuwa się obłok, jakbyś lekko
    profil zwróciła w lewo. Ówdzie
    drzewo wplątane w wiatr przechyla
    koronę twoim przechyleniem,
    a tam w powietrzu ptak się waży -
    i wiem, że tak do twarzy wznosisz
    dłoń w zamyśleniu. Rozproszona
    uroda rzeczy, błysk przelotny
    piękna na ziemi wiem, że w tobie
    uwiązł i zastygł w kształt...
  • damodar 09.07.02, 02:07
    Adam Asnyk
    Miłość jak słońce

    Miłość jak słońce: ogrzewa świat cały
    I swoim blaskiem ożywia różanym,
    W głębiach przepaści, w rozpadlinach skały
    Dozwala kwiatom rozkwitnąć wiośnianym
    I wyprowadza z martwych głazów łona
    Coraz to nowe na przyszłość nasiona.

    Miłość jak słońce: barwy uroczemi
    Wszystko dokoła cudownie powleka;
    Żywe piękności wydobywa z ziemi,
    Z serca natury i z serca człowieka
    I szary, mglisty widnokrąg istnienia
    W przędzę z purpury i złota zamienia.

    Miłość jak słońce: wywołuje burze,
    Które grom niosą w ciemnościach spowity,
    I tęczę pieśni wiesza na łez chmurze,
    Gdy rozpłakana wzlatuje w błękity,
    I znów z obłoków wyziera pogodnie,
    Gdy burza we łzach zgasi swe pochodnie,

    Miłość jak słońce: choć zajdzie w pomroce,
    Jeszcze z blaskami srebrnego miesiąca
    Powraca smutne rozpromieniać noce
    I przez ciemność przedziera się drżąca,
    Pełna tęsknoty cichej i żałoby,
    By wieńczyć śpiące ruiny i groby.
  • damodar 09.07.02, 02:11
    Adam Asnyk
    Posyłam kwiaty

    Posyłam kwiaty - niech powiedzą one
    To, czego usta nie mówią stęsknione!
    Co w serca mego zostanie skrytości
    Wiecznym oddźwiękiem żalu i miłości.

    Posyłam kwiaty - niech kielichy skłonią
    I prószą srebrną rosą jak łezkami,
    Może uleci z ich najczystszą wonią
    Wyraz drżącymi szeptany ustami,
    Może go one ze sobą uniosą
    I rzucą razem z woniami i rosą.

    Szczęśliwe kwiaty! Im wolno wyrazić
    Wszystkie pragnienia i smutki, i trwogi
    Ich wonne słowa nie mogą obrazić
    Dziewicy, choć jej upadną pod nogi;
    Wzgardą im usta nie odpłacą skromne,
    Najwyżej rzekną: "słyszałam - zapomnę".

    Szczęśliwe kwiaty! mogą patrzeć śmiele
    I składać życzeń utajonych wiele,
    I śnić o szczęściu jeden dzień słoneczny...
    Zanim z tęsknoty uwiędną serdeczniej.
  • damodar 09.07.02, 02:13
    Bogusław Adamowicz
    * * *

    Noc taka piękna!... Z błękitów patrzy gwiazd plejada,
    Fala gwarzy i błyska ponad tonią ciemną,
    Las śpi we mgle i przez sen cichą baśń powiada...
    Noc taka piękna!... Ach czemuż ty nie jesteś ze mną?...

    Tam, w ogrodzie dwie lilie zakochane rosną,
    Woń rozkoszna z kielichów pochylonych płynie...
    Tam, za rzeką, dwa głosy nucą pieśń miłosną,
    Tęskne echo po wodnej ściele się równinie...

    Pieśń zamilkła... Cyt... Słyszę plusk płynącej łodzi...
    Łódź przemknęła i znikła, w łódce - ludzi dwoje...
    Od szpaleru woń lilij rzewna mię dochodzi...
    Milczą brzegi, drżą gwiazdy, lśnią przejrzyste zdroje.

    Fala błyska i gaśnie... Lekki wietrzyk wzdycha,
    Las się budzi, szmer bieży w jego głąb tajemną...
    Wietrzyk ustał, szum zamilkł... Noc tak jasna, cicha,
    Noc tak błoga... Ach czemuż ty nie jesteś ze mną?!...
  • damodar 09.07.02, 02:53
    Krzysztof Kamil Baczyński
    * * *

    Niebo złote ci otworzę,
    w którym ciszy biała nić
    jak ogromny dźwięków orzech,
    który pęknie, aby żyć
    zielonymi Usteczkami,
    śpiewem jezior, zmierzchu graniem,
    aż ukaże jądro mleczne
    ptasi świt.

    Ziemię twardą ci przemienię
    w mleczów miękkich płynny lot,
    wyprowadzę z rzeczy cienie,
    które prężą się jak kot,
    futrem iskrząc zwiną wszystko
    w barwy burz, w serduszka listków,
    w deszczów siwy splot.

    I powietrza drżące strugi
    jak z anielskiej strzechy dym
    zmienię ci w aleje długie,
    w brzóz przejrzystych śpiewny płyn,
    aż zagrają jak wielonczel
    żal -- różowe światła pnącze,
    pszczelich skrzydeł hymn.

    Jeno wyjmij mi z tych oczu
    szkło bolesne -- obraz dni,
    które czaszki białe toczy
    przez płonące łąki krwi.
    Jeno odmień czas kaleki,
    zakryj groby płaszczem rzeki,
    zetrzyj z włosów pył bitewny,
    tych lat gniewnych czarny pył.
    15 VI 43 r.
  • damodar 09.07.02, 04:14
    Krzysztof Kamil Baczyński
    Pragnienia

    Co dzień kochając cię płaczę,
    tęsknię za tobą -- patrząc,
    oczy mi popieleją,
    wiedzą, że nie zobaczą.

    A z ciebie gorycz płynie
    jak w niebo dym spokojny,
    dzień jak liść kruchy się zwinie
    i ptak, co w śpiew niezbrojny.

    Przysiadają na mnie modlitwy
    przelotne, ach, przelotne.
    Elementarne bitwy,
    trwożne, samotne.

    Uczę się ciała na pamięć
    i umiem. Widać dusza
    jest jeszcze, która kłamie,
    a we mnie śmierć porusza.

    Po snów kipieli ciemne)
    szukam cię, tak się spalam,
    ręce mi nadaremne
    jak ptak, co gniazdo kala.

    I może by w milczeniu
    i w cierpieniu by może,
    cóż, kiedy nocy grożę,
    niedowidzeniu.

    I takim ci ja hardy
    jak ręce, co rycerzom
    przypinają kokardy,
    w których siłę nie wierzą.

    I takim ci ja mocarz,
    że kiedy słów nie trzeba,
    nie umiem stworzyć nieba
    miłością w oczach.
    czerwiec 42 r.
  • damodar 09.07.02, 04:17
    Tadeusz Borowski
    ***

    Wciąż jesteś przy mnie. Wszelki dźwięk
    i ruch tak zwykły, jak schylenie
    czoła ku rękom, trzepot powiek
    i cichy uśmiech zamyślenia -
    to jesteś ty. Milczenie ust,
    puls serca i pieszczota dłoni
    nie chwycą ciebie, ani słowo,
    które w przemożny rośnie rytm
    i jakby falą i ciemnością
    ogarnia mnie... Więc smutek, gorycz,
    tęsknota - czyż naprawdę jestem
    struną, na której ból mijania
    w dźwięk się przewija? Tylko jedna
    ty, kiedy schylasz się nade mną
    uważnie patrząc w moje oczy,
    uciszasz drżenie i mój ból,
    i chociaż ciebie nie ogarnę
    słowem i gestem, jest mi dobrze
    i mówię ci po prostu: jesteś...
  • damodar 09.07.02, 04:20
    Tadeusz Borowski
    * * *

    Tak mi się twoja twarz rozpływa
    i niknie we mnie jak widnokrąg,
    z którego odejść trzeba. Glos twój,
    twe oczy, uśmiech jak przelotny
    wiatr, gdy się o twarz ociera,
    jeszcze drży we mnie i jak ptak,
    który tak lekko i ostrożnie
    w powietrzu waży się, jak gdyby
    oddechem był -- ulata ze mnie,
    rozpływa się i niknie. Próżno --
    ty wiesz, że w szyby nocnej czerń
    jak w życie swoje dawne patrzę,
    lecz ciebie tam już nie ma.
    Tylko mgła, która w górę się podnosi...
  • damodar 09.07.02, 04:23
    Tadeusz Borowski
    * * *

    Wiem, z nagła się otworzy krąg
    miłości naszej. Nieostrożny
    mej ręki ruch odpłoszy ciebie --
    wtedy odejdziesz. Każda rzecz,
    której dotknęłaś, nawet powiew
    powietrza, idącego od drzwi
    lekko przez ciebie otwieranych --
    ciebie mi będą przypominać,
    jak gdyby struną były, którą,
    przechodząc mimo, potrąciłaś...
    A jakim dźwiękiem będę drżał
    ja, który miałem cię w ramionach?
  • damodar 09.07.02, 04:26
    Jan Brzechwa
    Erotyk

    Przez okno kwadratowe
    Widzę wąsate drzewa,
    Odkąd wdały się ze mną w rozmowę -
    Śpiewam...

    Przez kwadratowe okno
    Widzę, że jesteś młoda,
    A ja noc miałem taką samotną -
    Szkoda!
  • damodar 09.07.02, 04:28
    Mieczysława Buczkówna
    Z dotknięcia

    Boisz się -- odetchnąć głębiej

    Boję się pomyśleć głębiej
    By nie zburzyć zbudowanej na milczeniu
    Z cienia spojrzeń o
    I świateł uśmiechów
    Wzajemności

    Twój szalik w rękawie płaszcza
    Jak wiosenna rzeka
    Lecz twój pędzel do golenia
    Otwiera w lustrze
    Las zimowy
  • damodar 09.07.02, 04:31
    Józef Czechowicz
    Miłość

    przedświt się czule czołgał
    przez mroczne puszcze i chaszcze
    noc przed nim płynęła wołgą
    górą krążyła jak jastrząb
    u dróg ciemnych z niebem twarzą w twarz
    chaty tłoczyły się w ciżbie
    miłość bez gwiazd
    miłość tlała po izbach
    usta spadają na usta młotem
    mocno ciemność sprzęga
    pierwsze uściski młode
    nieskończoną wstęgą
    ciało się ciałem nakrywa
    pachnącym świeżą śliwą
    ramiona w gorącej przestrzeni
    zamykają się ciemnym pierścieniem
    tapczan twardy zgrzany jak rola
    orzą chyże lemiesze kolan
    aż zamiast pszenic wschodzących i żyt
    zaszemrze srebrem świt
    zastuka do okien biało

    podnieść oczy spojrzeć z uśmiechem
    to kwitnącej czereśni gałąź
    zgięła się pod strzechę
  • damodar 09.07.02, 04:34
    Tadeusz Gajcy
    Miłość bez jutra

    Mój sen śmiertelny ciałem spełniasz
    i słowem płochym w śnie poczętym:
    puszysta włosów twoich perła
    jak promień krągły w pościel spływa,
    gdzie dłoń pierzasta jak z igliwia
    rozdziela cienie ciał od lęku.

    Mówimy szeptem krwi łagodnej
    słuchając w sobie: niech w nas płynie,
    niech niesie - światło jak w roślinie
    prześwietli serc planety małe
    i obudzimy się słuchając
    szelestu chmur i grania wody.

    Bo tyle tylko jest w nas ciepła,
    co dłoń zdziwiona objąć zdoła,
    i trwogi tyle, co zakrzepła
    wy ryj e w twarzy łza jak z ognia,
    i głosu w nas, co wydać może
    w kielichu warg języka ostrze.

    Niech płynie w nas - mówimy jeszcze
    ten szmer ciemności, póki księgę
    obłoków wiatr przegina miękką.
    Bo tyle tylko wiary w pieśni,
    ile obrazu pod powieką
    ziemi odbitej ostatecznie.
  • damodar 09.07.02, 04:38
    Tadeusz Gajcy
    Ukochanej

    Gdzie zgięty domem grajek smyczkiem
    spod palców wartkich toczy ziemię
    i niebo wielkie, nas malutkich,
    uliczne drzewo szumi zwięźle.
    Jesteśmy tutaj wychyleni
    za każde słowo. Dłoń się zdarła
    już od głaskania szorstkich trumien
    i w oczach krzyż pozostał niemy.
    I tak prowadzi nas już do snu
    i tak nas uczy umierania
    piosnka, co spływa po piorunie.

    Nie zatrzymasz, nie usiłuj nawet.
    Będzie toczył nas grajek czy kosmos;
    dłoń za mała i serce za małe -
    jedna miłość przytuli miłością.
    Nam już dzisiaj ani łza, ni żal,
    tylko rękę milczącą uczyć
    jeszcze tkliwiej osypywać piach,
    jeszcze mocniej nad krzyżami nucić,
    nam już tylko milcząco rosnąć
    i pod iskrą śmiertelną stać,
    gdy zawodzi, gdy tuli nas do snu
    niebem grzmiącym i ziemią gorzką
    wychylony w przerażenie świat.

    Tą uliczką przywaloną głosem
    smutnych skrzypiec i tramwaju dzwonkiem
    nie powróci do nas prężna wiosna,
    a z nią uśmiech i słowo miłosne.

    Stać będziemy pod ulicznym drzewem,
    kiedy salwa znajoma nam porwie
    pamięć dobrą o pogodnym niebie,
    w którym nikły się jąkał skowronek.

    Nam już teraz pod tym szumem zostać
    słów nie szukać, wargę mocno zaciąć
    i nas człowiek pożegna z miłością,
    jak witamy się co dzień z rozpaczą.
  • damodar 09.07.02, 04:41
    Tadeusz Gajcy
    Nad ranem

    Od mego serca do twego
    droga jak listek długa,
    a przecież budzi nas echo
    grając w nas jak kukułka:
    ciebie o słowo za późno,
    mnie o pół nuty za wcześnie,
    więc w twarz ci patrząc jak w lustro
    podwojony sam sobie jestem:

    Wiewiórczy ogień mnie znaczył
    i kropla żelaza lecąc
    krzyżyk nad czołem jak dzwonek
    wieszała, albo jak pieczęć,
    abym dotknięty ogniem
    dłonie zaciskał obie
    jedną o młodość za późno,
    drugą za wcześnie o wieczność.

    I obłok, co się zatrzymał
    we mnie jak w sennej rzece
    albo w wieczornej roślinie
    ciemność łagodną przędzie,
    abym jak ryba świecąc
    w powietrzu błądził i ustom
    słowo dla ciebie -- zbyt wcześnie
    podawał -- albo za późno.

    Od mego ciała do twego
    droga jak ręka prosta,
    lecz ciągle dzieli nas echo
    w sercu podwójnym i głosach,
    bo dym, co niebo przybliżył
    jak kogut nad snem moim pieje
    o żałość twoją - za późno,
    za wcześnie o moją nadzieję.
  • damodar 09.07.02, 04:44
    Tadeusz Gajcy
    O nas

    Niebo zmalałe w łunie
    na ciebie i na mnie czeka
    jak kubek srebrny u studni
    albo o zmierzchu twa ręka.
    Gdy ognia porusza kaskiem
    błyszczącym i białym jak puzon,
    serce jak światło na maszcie
    w piersi kołysze się pustej.
    Modlimy się dłonie łącząc
    o pamięć otwartą jak pejzaż,
    niech dźwiga nas dalej młodość,
    choć z ognia, głodu, powietrza.
    Kiedy ognista kropla
    spłynie zachodem jak liściem,
    niebo jak ścieżka ogrodu
    wróci nas sercu i przyjmie.
    Wtedy się łuna tętniąca
    pod brwią nieruchomą przyśni
    i sen jak głęboki krajobraz
    piorun otworzy tygrysi.
  • damodar 09.07.02, 04:47
    Konstanty Ildefons Gałczyński
    * * *

    We śnie jesteś moja i pierwsza,
    we śnie jestem pierwszy dla ciebie.
    Rozmawiamy o kwiatach i wierszach,
    psach na ziemi i ptakach na niebie.
    We śnie w lasach są jasne polany
    spokój złoty i niesłychany,
    pocałunki zielone jak paproć.
    Albo jesteś egipska królowa
    jak miód słodka i mądra jak sowa,
    a ja jestem przy tobie jak światło.
  • damodar 09.07.02, 04:49
    Konstanty Ildefons Gałczyński
    Romans

    Księżyc w niebie jak bałałajka,
    ech! za wstążkę by go tak ściągnąć
    i na serduszko -

    byłaby piosenka bardzo nieziemska
    o zakochanych aż do szaleństwa,
    nieludzko.

    Jeszcze by można rzekę w oddali
    i cień od dłoni, i woń konwalii
    dziką;

    ławkę przy murze, a mur przy sadzie
    i taką drogę, która prowadzi
    do nikąd.
  • damodar 09.07.02, 04:52
    Konstanty Ildefons Gałczyński
    Pyłem księżycowym

    Pyłem księżycowym być na twoich stopach,
    wiatrem przy twej wstążce, mlekiem w twoim kubku,
    papierosem w ustach, ścieżką pośród chabrów,
    ławką gdzie spoczywasz, książką, którą czytasz.

    Przeszyć cię jak nitką, otoczyć jak przestwór,
    być porami roku dla twych drogich oczu
    i ogniem w kominku, i dachem co chroni
    przed deszczem.
  • damodar 09.07.02, 04:56
    Konstanty Ildefons Gałczyński
    Prośba o wyspy szczęśliwe

    A ty mnie na wyspy szczęśliwe zawieź,
    wiatrem łagodnym włosy jak kwiaty rozwiej, zacałuj,
    ty mnie ukołysz i uśpij, snem muzykalnym zasyp, otumań,
    we śnie na wyspach szczęśliwych nie przebudź ze snu.

    Pokaż mi wody ogromne i wody ciche,
    rozmowy gwiazd na gałęziach pozwól mi słyszeć zielonych,
    dużo motyli mi pokaż, serca motyli przybliż i przytul,
    myśli spokojne ponad wodami pochyl miłością.
  • damodar 09.07.02, 04:59
    Konstanty Ildefons Gałczyński
    * * *

    pokochałem ciebie w noc błękitną,
    w noc grającą, w noc bezkresną.
    Jak od lamp, od serc było widno,
    gdyś westchnęła, kiedym westchnął.

    pokochałem ciebie i boso,
    i w koronie, i o świcie, i nocą.
    jeśli tedy kiedyś mi powiesz:
    Po coś, miły, tak bardzo pokochał?
    Powiem: Spytaj się wiatru w dąbrowie,
    czemu nagle upadnie z wysoka
    i obleci całą dąbrowę,
    szuka, szuka: gdzie jagody głogowe?
  • damodar 09.07.02, 05:02
    Konstanty Ildefons Gałczyński
    Pieśni
    III

    Ile razem dróg przebytych?
    Ile ścieżek przedeptanych?
    Ile deszczów, ile śniegów
    wiszących nad latarniami?

    Ile listów, ile rozstań,
    ciężkich godzin w miastach wielu?
    I znów upór żeby powstać
    i znów iść, i dojść do celu.

    Ile w trudzie nieustannym
    wspólnych zmartwień, wspólnych dążeń?
    Ile chlebów rozkrajanych?
    Pocałunków? Schodów? Książek?

    Ile lat nad strof tworzeniem?
    Ile krzyku w poematy?
    Ile chwil przy Bethovenie?
    Przy Corellim? Przy Scarlattim?

    Twe oczy jak piękne świece,
    a w sercu źródło promienia.
    Więc ja chciałbym twoje serce
    ocalić od zapomnienia.
  • damodar 09.07.02, 05:04
    Konstanty Ildefons Gałczyński
    Melodia

    Wskazała na piersi palcem,
    swoim palcem, królem w pierścieniu,
    i prosiła, żeby wierszem, żeby walcem
    umuzycznić ją, rzewnie znieśmiertelnić.

    Więc dotknąłem klawiszów palcami
    dla tych rzęs, dla tych ust, dla tej ręki;
    pod oknami i za oknami
    zadźwięczały tony piosenki.

    I pół świata stało się moim,
    kiedym takty strof doskonalił --
    o tych palcach pachnących powojem,
    o wieczornych rzęsach Natalii.
  • damodar 09.07.02, 05:07
    Konstanty Ildefons Gałczyński
    List jeńca

    Kochanie, moje kochanie,
    dobranoc, już jesteś senna -
    i widzę twój sen na ścianie,
    i noc jest taka wiosenna!

    Jedyna moja na świecie,
    jakże wysławię twe imię?
    Ty jesteś mi wodą w lecie
    i rękawicami w zimie.

    Tyś szczęście moje wiosenne,
    zimowe, latowe, jesienne -
    lecz powiedz mi na dobranoc,
    wyszeptaj przez usta senne:

    za cóż to taka zapłata,
    ten raj przy Tobie tak błogi?...
    Tyś jesteś światłem świata
    i pieśnią mojej drogi.
  • damodar 09.07.02, 05:10
    Konstanty Ildefons Gałczyński
    Już kocham cię tyle lat

    Już kocham cię tyle lat,
    na przemian w mroku i w śpiewie,
    może to już jest osiem lat,
    a może dziewięć - nie wiem.

    Splątało się, zmierzchło - gdzie ty, a gdzie ja,
    już nie wiem - i myślę w pół drogi,
    że tyś jest rewolta i klęska, i mgła,
    a ja to twe rzęsy i loki
  • damodar 09.07.02, 05:14
    Stanisław Grochowiak
    * * *

    Delikatność miłości
    Którą mi dała -
    Cytryny plasterek
    Nabrzmiały po brzeg

    To tak jakbym po ostrzach złotych brzytew szedł
    Tak mnie przywabiał cienki głos jej ciała

    Lecz nagle głową
    Z wysokości spadła
    W czerwony otwór
    Moich chłonnych ust

    To tak jakbym z nagła wbił brutalny gwóźdź
    W środek na balu białego zwierciadła
  • damodar 09.07.02, 05:17
    Jerzy Harasymowicz
    W głębi lasu

    W głębi lasu rozpinałem jej kubrak czarny
    Zapinany na kielich konwalii
    Zioła patrzyły ze zdumieniem
    na rękach ją niosłem
    całując brzuch
    mały i śniady jak dłoń
    Który urodził ten czerwcowy dzień
    długi jak jej suknia
  • damodar 09.07.02, 05:19
    Jerzy Harasymowicz
    Łódź

    Do dzisiaj wspominam tę łódź
    i Ciebie leżącą w lodzi
    świerszcz srogi wąsaty jak zbój
    po piersiach Twych spiesznie chodził
    Wspominam trzcin wieczorny szelest
    i świat wspominam schowany za górą
    i nasze dziecko skłębione na niebie
    cumulus
  • damodar 09.07.02, 05:23
    Jerzy Harasymowicz
    Mochnaczka
    Przyjazd III październik 77

    Złocisty modrzew w ciemności
    wskazywał mi drogę do Ciebie
    jesieni płonącym mieczem

    - teraz
    patrzy tylko na mnie
    i nic nie mówią Jej rękawy
    marszczone zdumieniem

    Nie mówi słowa
    Jej bluzka wyszyta
    tutejszym krajobrazem

    Wyszyta
    w dziką różę
    serca

    Jest spokojna
    i jest zwykły
    pełen sprzętów dzień

    I stoimy
    naprzeciw bez słowa
    na wąskiej kładce
    - podłogi
    pod którą szumi
    dziki nasz żywot

    I widzę
    w jej oczach odbite
    dwie cerkwie
    pełne łez

    I ona wodzi
    moje szronem
    pokryte włosy

    Dla których kiedyś
    zdjęła
    z siebie bez słowa
    dwudziestoletni dzień
  • damodar 09.07.02, 05:24
    Jerzy Harasymowicz
    Mochnaczka
    Przyjazd III październik 77

    Złocisty modrzew w ciemności
    wskazywał mi drogę do Ciebie
    jesieni płonącym mieczem

    - teraz
    patrzy tylko na mnie
    i nic nie mówią Jej rękawy
    marszczone zdumieniem

    Nie mówi słowa
    Jej bluzka wyszyta
    tutejszym krajobrazem

    Wyszyta
    w dziką różę
    serca

    Jest spokojna
    i jest zwykły
    pełen sprzętów dzień

    I stoimy
    naprzeciw bez słowa
    na wąskiej kładce
    - podłogi
    pod którą szumi
    dziki nasz żywot

    I widzę
    w jej oczach odbite
    dwie cerkwie
    pełne łez

    I ona wodzi
    moje szronem
    pokryte włosy

    Dla których kiedyś
    zdjęła
    z siebie bez słowa
    dwudziestoletni dzień
  • damodar 09.07.02, 05:26
    Julia Hartwig
    Mijanie się

    Tryska krew z łamanego chleba i gwiazda
    razi jak błyskawica
    Wierz temu co mówię nocą nie słuchaj
    co mówię za dnia
    Poprzez te liście czarne widzę cię
    tak niewyraźnie
    słońce dni wygaszonych
    Mów do mnie mów do mnie mów do mnie
  • damodar 09.07.02, 05:29
    Julia Hartwig
    Westchnienie

    O, jakże was kochałam, wy, rzeczy zbyteczne,
    przyjaźń, miłość bez granic, poświęcenie, cnoty
    spotykane tak rzadko, opłacane drogo,
    i jak opłakiwałam każdą zdradę, każde
    sprzeniewierzenie, każde nadużycie.

    O, jakże was kochałam, rzeczy niekonieczne,
    obrazy, słowa, kwiaty, urodziwe twarze,
    każdą łąkę kwitnącą, zachody i świty,
    o jakże was kochałam, ponad siły prawie,
    i jakże mnie gniewało to, że tak zbyteczne
  • damodar 09.07.02, 05:32
    Zbigniew Herbert
    Układała swe włosy

    Układała swe włosy przed snem
    i przed lustrem trwało to nieskończenie długo
    między jednym a drugim zgięciem ręki w łokciu
    mijały epoki z włosów wysypywali się cicho
    żołnierze drugiej legii zwanej Augusta Antoniniana
    towarzysze Rolanda artylerzyści spod Verdun
    mocnymi palcami
    upewniła glorię nad swoją głową
    trwało to tak długo
    że kiedy wreszcie
    rozpoczęła swój rozkołysany
    marsz ku mnie
    serce moje tak dotąd posłuszne
    stanęło
    i na skórze pojawiły się
    grube ziarna soli
  • damodar 09.07.02, 05:34
    Zbigniew Herbert
    Jedwab duszy

    Nigdy
    nie mówiłem z nią
    ani o miłości
    ani o śmierci

    tylko ślepy smak
    i niemy dotyk
    biegały między nami
    gdy pogrążeni w sobie
    leżeliśmy blisko

    muszę
    zajrzeć do jej wnętrza
    zobaczyć co nosi
    w środku

    gdy spała
    z otwartymi ustami
    zajrzałem

    i co
    i co
    jak myślicie
    co zobaczyłem

    spodziewałem się
    gałęzi
    spodziewałem się
    ptaka
    spodziewałem się
    domu
    nad wodą wielką i cichą

    a tam
    na szklanej płycie
    zobaczyłem parę
    jedwabnych pończoch

    mój Boże
    kupię jej te pończochy
    kupię

    ale co zjawi się wtedy
    na szklanej płycie
    małej duszy

    czy będzie to rzecz
    której nie dotyka się
    ani jednym palcem marzenia
  • damodar 09.07.02, 05:37
    Agnieszka Herman
    Erotyk jesienny

    Mam na języku słony smak niespokojnej skóry.
    Nie wiem co będzie jutro. Nie wiem czy będzie jutro.
    Wnikasz we mnie gwałtownie. Zamknięta w łuku ramion
    opieram się przeczuciom. Jest jesień. Drzewa płoną
    rdzawo-czerwonym blaskiem, a może to świat płonie
    i kiedy się zbudzimy nie będzie już niczego.
    Takie masz ciepłe dłonie. Jak niewidomy uważnie
    poznajesz mnie dotykiem. Czy palce widzą więcej?
    Czy zanim wiatr się zerwie zdążymy zapamiętać
    dojrzały obraz września? Słony smak twojej skóry?
    Zapach perfum zza ucha zmieszany z mchu wilgocią?

    Słońce liśćmi pocięte układa się na twarzach
    w marmuru drżące wzory. Jest jesień. Dzień miodowy.
    Jutro nas tu nie będzie. Jutro nas tu nie będzie.
  • damodar 09.07.02, 05:40
    Małgorzata Hillar
    O sowie

    Zziębnięci
    pod przydrożną kapliczką
    w noc
    kiedy fiołki z zimna dygocą
    zawijali się szczelnie
    ciepłem swoich ramion

    Wiatr strącał im
    na głowy gwiazdy
    które osiadały
    we włosach jak szron

    Zazdrościli Matce Boskiej
    patrzyła słuchała
    wyszła z kapliczki
    iść im ze sobą kazała

    poszli prze rowy
    kaczeńców żółtych pełne
    przez płoty
    z księżycowego drutu
    nad zielony staw

    Do stodoły
    ciepłej i złotej
    jak słoma

    Marka Boska
    sowę wrzeszczącą
    z dachu zdjęła

    Odeszła uśmiechnięta
    ze zgorszoną sową
    pod pachą
  • damodar 09.07.02, 05:43
    Małgorzata Hillar
    Zakochana

    Idzie ulicą
    jakby tańczyła
    na baletowym popisie

    Uśmiecha się
    do dziecka w wózku
    do wróbla
    który stracił ogon

    Te kropki na sukience
    myśli
    mają kolor jego oczu

    Od rana powtarza
    najmilsze imię
    i wychodzi z domu
    w jednej pończosze
  • damodar 09.07.02, 05:46
    Małgorzata Hillar
    Czy mogę

    Mówisz
    słowa nie wyrażą

    Patrzę na ciebie
    ze smutkiem

    Ja znam słowa
    które jak atropina
    rozszerzają źrenice
    i zmieniają kolor świata

    Po nich
    nie można już odejść
    Czy mogę dać ci siebie
    jeżeli nie umiesz powiedzieć
    co czujesz
    kiedy oddaje ci usta
  • damodar 09.07.02, 05:49
    Małgorzata Hillar
    Rzeka

    Pod dotknięciem
    płonącej zapałki
    twoich palców
    wybucha płomień
    tak gwałtowny
    jakby w samym piekle
    się narodził

    Niepohamowany
    wciska się
    w najdrobniejsze szczeliny
    pod paznokcie
    pod powieki

    Żywioł
    nie do ujarzmienia
    huczy
    pod gorącym niebem
    skóry

    Jeszcze chwila
    a rozsadzi
    zaciśnięte źrenice
    i wybuchnie
    oszalałe morze pożaru

    Jeszcze chwila
    a rozerwie
    niebieskie strumienie
    nerwów
    i zacznie się
    potop ognia

    Jeszcze chwila
    a
    Wtedy
    zanurzasz się
    we mnie
    jak w płonącej rzece
  • damodar 09.07.02, 05:52
    Jerzy Hordyński
    Miłość

    Cały dzień zmieściłem w telefonie,
    który się nie odezwał,
    cały dzień rekonstruowałem
    twoje ciało,
    czyli wstępowałem do nieba.
    Wreszcie znalazłem
    szpilkę do włosów.
    Zakwitła różą.
  • damodar 09.07.02, 05:57
    Mieczysław Jastrun
    Noc letnia

    Krótka letnia noc z tobą.
    Błyskawica. Jak biegły godziny truchcikiem!
    Nad twoją uśpioną głową
    Okno otwarte na gwiazdy i na ogród dziki.

    Oczy moje czuwały nad śpiącą do wschodu.
    Coraz pełniej jaśniałaś w mroku,
    Od stóp do włosów liliowa jak na dnie topieli,
    Aż głuche okno
    Świt światłem, śpiewem ptaków pobielił
    Bijąc w szyby drzewami ogrodu.

    I przeszła krótka letnia noc, miłość i młodość
  • damodar 09.07.02, 06:01
    Wisława Szymborska
    Zakochani

    Jest nam tak cicho, że słyszymy
    piosenkę zaśpiewaną wczoraj:
    "Ty pójdziesz górą, ja doliną..."
    Chociaż słyszymy -- nie wierzymy.

    Nasz uśmiech nie jest maską smutku,
    a dobroć nie jest wyrzeczeniem.
    I nawet więcej, niż są warci,
    niekochających żałujemy.

    Tacyśmy zadziwieni sobą,
    że cóż nas bardziej zdziwić może?
    Ani tęcza w nocy.
    Ani motyl na śniegu.

    A kiedy zasypiamy,
    we śnie widzimy rozstanie.
    Ale to dobry sen,
    ale to dobry sen, bo się budzimy z niego.
  • damodar 09.07.02, 06:04
    Jonasz Kofta
    Czułość

    Nie chcę cię dotknąć
    Boję się
    Boję się twego bólu
    Chcę ci zostawić twą samotność
    A swą obecność zmienić w czułość
    Jesteśmy inni
    Każde z nas
    Ma swoje tajemnice ciemne
    Kolczasty
    Dziki
    Suchy chwast
    Nadzieje nadaremne
    Spotkali się
    Któryś tam raz
    Śpiąca królewna ze ślepym królem
    Chcę dać ci to
    Co mogę dać
    Czule
    Czulej
    Najczulej
  • damodar 09.07.02, 06:07
    Jonasz Kofta
    Trzeba marzyć

    Żeby coś się zdarzyło
    Żeby mogło się zdarzyć
    I zjawiła się miłość
    Trzeba marzyć
    Zamiast dmuchać na zimne
    Na gorącym się sparzyć
    Z deszczu pobiec pod rynnę
    Trzeba marzyć

    Gdy spadają jak liście
    Kartki dat z kalendarzy
    Kiedy szaro i mgliście
    Trzeba marzyć
    W chłodnej, pustej godzinie
    Na swój los się odważyć
    Nim twe szczęście cię minie
    Trzeba marzyć

    W rytmie wietrznej tęsknoty
    Wraca fala do plaży
    Ty pamiętaj wciąż o tym
    Trzeba marzyć
    Żeby coś się zdarzyło
    Żeby mogło się zdarzyć
    I zjawiła się miłość
    Trzeba marzyć
  • damodar 09.07.02, 06:11
    Urszula Kozioł
    * * *

    Jesteś za blisko
    za naocznie jesteś
    żebym cię mogła zobaczyć raz wtóry.

    Oto liść jeden przybył
    w naszym drzewie
    a nie wiem �- który.

    Tak zacieramy się. Im bliżej siebie
    jesteśmy dalsi wciąż
    od zobaczenia.

    Zbyt odsłonięte mamy twarze. Przecież
    coś pozostało w nich
    do odgadnienia.

    Zatem jedź wyjedź i bądź mi z powrotem
    bowiem gdzie oczy za blisko są oczom
    błogosławiony rozjazd � i powroty.

    A tak się właśnie do obrazu
    wgląda
    cofając kroki.
  • damodar 09.07.02, 06:15
    Czesław Miłosz
    Miłość

    Miłość to znaczy popatrzeć na siebie,
    Tak jak się patrzy na obce nam rzeczy,
    Bo jesteś tylko jedną z rzeczy wielu.
    A kto tak patrzy, choć sam o tym nie wie,
    Ze zmartwień różnych swoje serce leczy,
    Ptak mu i drzewo mówią: przyjacielu.

    Wtedy i siebie, i rzeczy chce użyć,
    Żeby stanęły w wypełnienia łunie.
    To nic, że czasem nie wie, czemu służyć:
    Nie ten najlepiej służy, kto rozumie.
  • damodar 09.07.02, 06:19
    Adam Mickiewicz
    Niepewność

    Gdy cię nie widzę, nie wzdycham, nie płaczę,
    Nie tracę zmysłów, kiedy cię zobaczę;
    Jednakże gdy cię długo nie oglądam
    Czegoś mi braknie, kogoś widzieć żądam
    I tęskniąc sobie zadaję pytanie:
    Czy to jest przyjaźń? czy to jest kochanie?

    Gdy z oczu znikniesz, nie mogę ni razu
    W myśli twojego odnowić obrazu;
    Jednakże nieraz czuję mimo chęci,
    Że on jest zawsze blisko mej pamięci.
    I znowu sobie powtarzam pytanie:
    Czy to jest przyjaźń? czy to jest kochanie?

    Cierpiałem nieraz, nie myślałem wcale,
    Abym przed tobą szedł wylewać żale;
    Idąc bez celu, nie pilnując drogi,
    Sam nie pojmuję, jak w twe zajdę progi;
    I wchodząc sobie zadaję pytanie:
    Co tu mię wiodło? przyjaźń czy kochanie?

    Dla twego zdrowia życia bym nie skąpił,
    Po twą spokojność do piekieł bym zstąpił;
    Choć śmiałej żądzy nie ma w sercu mojem,
    Bym był dla ciebie zdrowiem i pokojem.
    I znowu sobie powtarzam pytanie:
    Czy to jest przyjaźń? czy to jest kochanie?

    Kiedy położysz rękę na me dłonie,
    Luba mię jakaś spokojność owionie,
    Zda się, że lekkim snem zakończę życie;
    Lecz mnie przebudza żywsze serca bicie,
    Które mi głośno zadaje pytanie:
    Czy to jest przyjaźń? czyli też kochanie?

    Kiedym dla ciebie tę piosenkę składał,
    Wieszczy duch mymi ustami nie władał;
    Pełen zdziwienia, sam się nie postrzegłem,
    Skąd wziąłem myśli, jak na rymy wbiegłem;
    I zapisałem na końcu pytanie:
    Co mię natchnęło? przyjaźń czy kochanie?
  • damodar 09.07.02, 06:26
    Tadeusz Nowak
    O miłości

    Nie znajdziecie takiej miłości na ziemi,
    Co słowa nierozważne jak dziecko sepleni
    I lęka się dotknąć spragnionego ciała
    Ręką, by ręka od pieszczot nie drżała.

    Lecz widziałem ludzi, co toczone słowa
    Przyjmowali w darze i sztuczne westchnienia,
    Nie wiedząc, że w słowach jest tylko połowa
    Miłości i druga połowa cierpienia.

    Taką miłość cenię, co sen zrywa z powiek,
    By dokończyć zdanie złamane w połowie,
    Dla której zbyt krótkie są lata kochania
    I długie jak noce -- sekundy czekania.
  • damodar 09.07.02, 06:32
    Tadeusz Miciński
    ***

    Kiedy Cię moje oplotą sny --
    jak białe róże --
    nie bój się kochać -- ja -- i ty
    w nieba lazurze.
    Ziemia, jak echo minionych dni,
    grające w borze,
    a nasze duchy wśród martwych pni
    wieszają zorze.
    Serce mi splatasz koroną gwiazd,
    hymnem warkoczy --
    pode mną góry, wieżyce miast --
    nade mną -- oczy.
    Dziwnie się srebrzysz, aniele mój,
    w tęczowym piórze --
    fontanny szemrzą, gwiazd iskrzy rój --
    wonieją róże...
  • damodar 09.07.02, 06:38
    Halina Poświatowska
    * * *

    bez ciebie jak
    bez uśmiechu
    niebo pochmurnieje
    słońce
    wstaje tak wolno
    przeciera oczy
    zaspanymi dłońmi
    dzień -

    szeptem
    modlę się do uśpionego nieba
    o zwykły chleb miłości
  • damodar 09.07.02, 06:40
    Halina Poświatowska
    * * *

    ja jeszcze ciągle czekam na ciebie
    a ty nie przychodzisz
    a jeśli
    to jesteś przejazdem na dwa dni
    jak ten fizyk z Moskwy w niemodnym kapeluszu
    który uśmiechnął się od mnie
    i zniknął na zakręcie białych szyn
    nie próbowałam go zatrzymać
    wiedziałam przecież
    że to nie ty

    czekam czekam wytrwale
    tak lekko dotykają mnie dni
    moja tęsknota jest tęsknota planet
    zmarzłych tęskniących do słońca
    a ty jesteś słońcem
    które pozwala mi żyć
    jest znowu wieczór
    na dachach leży śnieg
    wąskie wieże kościołów nakłuwają niebo
    i dni tak lekko biegną nie wiadomo gdzie
  • damodar 09.07.02, 06:43
    Halina Poświatowska
    * * *

    jak ogień trawi lekkie drzewo
    tak ja oplatam twoje ciało
    miękka i zwinna jak płomień

    kochając ciebie delikatnie
    rozniecam twoje myśli w płomień
    mój żar ich zimną formę kradnie

    dotknięcie moje jasne niebo
    twych oczu zwęża w ciemny płomień
    tak kocham cię kochając siebie

    płomień powtarzam płomień płomień
    kaleczy usta rani dłonie
    i wszelki kształt pod złotem grzebie
  • damodar 09.07.02, 06:45
    Halina Poświatowska
    * * *

    jest cała ziemia samotności
    i tylko jedna grudka Twojego uśmiechu

    jest całe morze samotności
    twoja tkliwość nad nim jak zagubiony ptak

    jest całe niebo samotności
    i tylko jeden w nim anioł
    o skrzydłach nieważkich jak twoje słowa
  • damodar 09.07.02, 06:47
    Halina Poświatowska
    * * *

    Jestem Julią
    mam lat 23
    dotknęłam kiedyś miłości
    miała smak gorzki
    jak filiżanka ciemnej kawy
    wzmogła
    rytm serca
    rozdrażniła
    mój żywy organizm
    rozkołysała zmysły

    odeszła

    Jestem Julią
    na wysokim balkonie
    zawisła
    krzyczę wróć
    wołam wróć
    plamię
    przygryzione wargi
    barwą krwi

    nie wróciła

    Jestem Julią
    mam lat tysiąc
    żyję --
  • damodar 09.07.02, 06:49
    Halina Poświatowska
    * * *

    jesteś powietrzem
    które drzewa pieści
    rękoma z błękitu
    jesteś skrzydłem ptaka
    który nie trąca liści
    płynie
    jesteś zachodnim słońcem
    pełnym świtów
    bajką ze słów które mówi się
    westchnieniem
    czym ty jesteś --
    dla mnie -- świeżą wodą
    wytrysła na skwarnej pustyni
    sosną -- która cień daje
    drżącą osiką -- która współczuje
    dla zziębniętych -- słońcem
    dla konających -- bogiem
    ty -- rozbłysły w każdej gwieździe
    której na imię miłość
  • damodar 09.07.02, 06:51
    Halina Poświatowska
    * * *

    jeśli zechcesz odejść ode mnie
    nie zapominaj o uśmiechu
    możesz zapomnieć kapelusza
    rękawiczek notesu z ważnymi adresami
    czegokolwiek wreszcie - po co musiałbyś wrócić
    wracając niespodzianie zobaczysz mnie we łzach
    i nie odejdziesz

    jeśli zechcesz pozostać
    nie zapomnij o uśmiechu
    wolno ci nie pamiętać daty moich urodzin
    ani miejsca naszego pierwszego pocałunku
    ani powodu naszej pierwszej sprzeczki
    jeśli jednak chcesz zostać
    nie czyń tego z westchnieniem
    ale z uśmiechem

    zostań
  • damodar 09.07.02, 06:54
    Halina Poświatowska
    * * *

    kiedy umrę kochanie
    gdy się ze słońcem rozstanę
    i będę długim przedmiotem raczej smutnym

    czy mnie wtedy przygarniesz
    ramionami ogarniesz
    i naprawisz co popsuł los okrutny

    często myślę o tobie
    często piszę do ciebie
    głupie listy - w nich miłość i uśmiech

    potem w piecu je chowam
    płomień skacze po słowach
    nim spokojnie w popiele nie uśnie

    patrząc w płomień kochanie
    myślę - co się też stanie
    z moim sercem miłości głodnym

    a ty nie pozwól przecież
    żebym umarła w świecie
    który ciemny jest i kolor jest chłodny
  • damodar 09.07.02, 06:56
    Halina Poświatowska
    * * *

    namiętność to jest to
    o czym śpiewały skrzypce
    zamknięte w ciemnym futerale
    w dusznym
    jak noc
    wewnątrz łupiny światła
    znaczone paznokciami gwiazd
    ona żyje
    w twoich słowach z ciepłego granatu
    pachnie brzoskwinią
    słońcem
    schwytanym w zieloną sieć drzewa
    dojrzała
    przechylona nad spłowiałą trawą
    ciąży
    ku moim dłoniom otwartym
    a ja -- zamknięte usta
    w obcym języku uczę
    słowa -- ciasnego jak śmierć
    miłość
  • damodar 09.07.02, 06:58
    Halina Poświatowska
    * * *

    pod drzewami - miłość
    pośród ludzi - miłość
    pośród deszczu
    i w słońcu
    odmieniałam pory roku
    dokąd nie przyszła
    teraz
    jest tylko jedna pora roku
    wiosna
  • damodar 09.07.02, 07:02
    Halina Poświatowska
    * * *

    pytasz czemu pociąga mnie magia liczb
    liczbą wyrazić pragnę nieskończoność
    mojej tęsknoty mojej miłości

    chcę żeby zastygła w krysztale liczb
    żeby dni ślizgały się po niej jak
    po diamencie słońce

    chcę żeby trwała nieskażona mijaniem...
  • damodar 09.07.02, 07:04
    Halina Poświatowska
    * * *

    ta miłość jest skazańcem
    zasądzonym na śmierć
    umrze
    za krótkie dwa miesiące

    na świecie jest przestrzeń i czas
    odejdziesz ode mnie

    na świecie jest niemoc i konieczność
    nie zatrzymam cię
    żadnym pocałunkiem
  • damodar 09.07.02, 07:06
    Halina Poświatowska
    * * *

    ten pocałunek
    pachniał jak rozgryziona łodyga maku
    czerwono posypał się z warg
    zakwitł
    w miękkim wgłębieniu dłoni
    kiedy wspiełam się na palce
    dzwonił
    w dojrzałym polu
    lecz wtedy
    nie było już mnie
    znikłam
    w tym złotym pocałunku
  • damodar 09.07.02, 07:07
    Halina Poświatowska
    * * *

    wiedzą o nim
    moje nabrzmiałe piersi
    pocałunkiem obudzone o zmroku

    ramię draśnięte
    pamięć
    drzemiąca w zagłębieniu dłoni

    we wnętrzu moim
    okwitł
    jak kolczasty krzak głogu

    zmarznięte ptaki
    moich nocy
    sfrunęły wszystkie
    jedzą
  • damodar 09.07.02, 07:10
    Halina Poświatowska
    * * *

    więc jesteś jesteś jesteś
    daj niech sprawdzę
    niech cię dotknę raz jeszcze dłonią i ustami
    niech w oczy spojrzę chociaż najmniej wierzę
    oślepłym ze zdumienia oczom

    jeszcze twój głos usłyszeć chcę
    zapachem się zaciągnąć
    pojąć cię raz na zawsze wszystkimi zmysłami
    i nigdy nie zrozumieć i ciągle na nowo
    dochodzić prawdy pocałunkami
  • damodar 09.07.02, 07:14
    Antoni Słonimski
    Żal

    Gdy cię spotkałem raz pierwszy,
    Mokre pachniały kasztany,
    Zbyt długo mi w oczy patrzałaś --
    Ogromnie byłem zmieszany.

    Pod mokre płaty gałęzi
    Szedłem za tobą w krok.
    Serce me trzymał w uwięzi
    Twój fiołkowy wzrok.

    Dawno zużyte słowa
    Wróciły do mnie znów
    I zrozumiałem od nowa
    Znaczenie prostych słów.

    I tak się jakoś stało,
    Że bez tak pachniał -- jak bez,
    I słowo "pachnieć" pachniało,
    I łzy były pełne łez.

    Tęsknota, słowo zużyte,
    Otwarło mi swoją dal...
    Jak różne są rzeczy ukryte
    W króciutkim wyrazie: żal.
  • damodar 09.07.02, 07:16
    Antoni Słonimski
    Oczy

    Kiedy tylko otworzę oczy, to Cię widzę.
    Włochy, Grecja i Egipt -- to wszystko daremne.
    Całemu światu dzisiaj przyznać się nie wstydzę --
    Piękniejsze są Twe oczy, usta, włosy ciemne.

    Czasami, upojony błękitem przeźroczy,
    Błądząc okiem po morzu słodkim i po niebie,
    Zapominam o wszystkim i zamykam oczy,
    A kiedy zamknę oczy -- znowu widzę Ciebie.
  • damodar 09.07.02, 07:18
    Antoni Słonimski
    Gra w zielone

    Czy masz zielone? - Nigdy go nie zapominam...
    A ty czy masz je? - Zawsze je na piersi noszę...
    Wiem, jakie lubisz liście, zobacz tedy proszę.
    Co dzień oto bez świeży w butonierkę wpinam.

    Kochasz mnie jako wprzódy? Nicżeś nie zmieniona?
    Nie zapomnisz mnie nigdy? - Nigdy nie zapomnę!
    - Dziś o pamięć nie prosisz, oczy spuszczasz skromne
    I chociaż nic nie mówisz, wiem... już gra skończona...

    Lecz nie masz zielonego - wszak już dzisiaj pomnę,
    Gdyś prosiła o pamięć, rzekłem: nie zapomnę...
    I do końcam na piersiach nosił liść zielony.

    Dzisiaj zbędny odpinam - zakład nasz skończony...
    Owa gra osobliwa, w której bardziej bywa
    Smutnym wygrywający niż ten, co przegrywa.
  • damodar 09.07.02, 07:21
    Tadeusz Borowski
    Pożegnanie z Marią

    Jeżeli żyjesz -- to pamiętaj,
    że jestem. Ale do mnie nie idź.
    W tej nocy czarnej, opuchniętej
    śnieg się do szyb płatami klei.

    I gwiżdże wiatr. I nagi kontur
    drzew bije w okno. I nade mną
    jak dym zagasłych miast i frontów
    płynie niezmierna, głucha ciemność.

    Jak strasznie cicho! Po cóż było
    aż dotąd żyć? Już tylko gorycz.
    Nie wracaj do mnie. Moja miłość
    jest zżarta ogniem krematorium.

    Stamtąd cię miałem. Twoje ciało
    w świerzbie, w flegmonie tak się pięło
    jak obłok wzwyż. Stamtąd cię miałem,
    z niebiosów, z ognia. Przeminęło.

    Nie wrócisz do mnie. Razem z tobą
    nie wróci wiatr, co mgłą się opił.
    Nie wstaną ludzie z wspólnych grobów
    i nie ożyje kruchy popiół.

    Nie chcę, nie wracaj. Wszystko było
    grą naszą, złudą, czczym teatrem.
    Krąży nade mną twoja miłość
    jak dym człowieka ponad wiatrem.
  • damodar 09.07.02, 07:24
    Jacek Hans Dachtera
    Myśląc o tobie

    Agnieszce

    Rodzi się
    tak delikatnie
    z ciemności w burość
    z szarości w dzień

    Promienie słońca padają na głowę
    wydobywając z mroku rysy owale
    drobne szczegóły włosy usta
    którymi umyka senna opowieść

    Na nocnej szafce leży róża
    jeszcze się z rosy nie otrząsła
    jeszcze się całkiem nie otwarła
    bo chowa w sobie ludzką duszę

    Gdy młoda kobieta oczy otworzy
    jeszcze nie wiedząc co pachnie przy niej
    przejedzie palcem po kolcach kwiatu
    złączy się znowu miłość z bólem

    Myśląc o sobie
    staję się kwiatem
    mogącym zranić
    twoje dłonie

    Myśląc o tobie
    staję się kwiatem
    mogącym przez nie
    być złamanym
  • damodar 09.07.02, 07:26
    Nie rozłączą nas

    Nie rozłączą nas pożegnania:
    wracamy do siebie zawsze.
    Mądre są nasze serca
    i od myśli stokroć łaskawsze.

    Przejechaliśmy lekkomyślnie
    jeszcze jedną szczęścia stację.
    Byłam winna?
    Gniewasz się na mnie?
    Oboje mieliśmy rację.

    Gdy się kocha
    wszystko jest prawdą.
    Nawet kłamstwo w prawdę się zmienia.
    Ginie przepada żal
    od jednego uściśnienia.

    Lecz nie można błądzić na wichrze
    by tej prawdy słowa usłyszeć.
    Skryć się trzeba w domu wieczorem
    i we dwoje wtulić w ciepło i ciszę.
  • damodar 09.07.02, 07:29
    Charles Baudelaire
    Do Przechodzącej

    Miasto wokół mnie tętniąc huczało wezbrane.
    Smukła, w żałobie, w bólu swym majestatyczna
    Kobieta przechodziła, a jej ręka śliczna
    Lekko uniosła wyhaftowaną falbanę.

    Zwinna, szlachetna, z posągowymi nogami.
    A je piłem, skurczony, dziwaczny przechodzień,
    W jej oku, niebie modrym, gdzie huragan wschodzi,
    Rozkosz zabijającą i słodycz, co mami.

    Błyskawica... i noc! Pierzchająca piękności,
    Co błyskiem oka odrodziłaś moje serce,
    Czyliż mam cię zobaczyć już tylko w wieczności?

    Gdzieś daleko! Za późno! Może nigdy więcej!
    Bo nie wiesz, dokąd idę, nie wiem, gdzieś przepadła,
    Ty, którą mógłbym kochać, ty, coś to odgadła!
  • damodar 09.07.02, 07:30
    Władysław Broniewski
    Jaskółka

    Napłynęła na mnie fala miłosna,
    jak powódź, co lody znosi.
    Ty nie jesteś już taka młoda, ale jak wiosna,
    i kto ciebie o to prosił?

    Może moje serce prosiło na klęczkach
    w rozmaitych rozpaczach i klęskach,
    całując z rozpaczą na spółkę
    ciebie - jaskółkę?

    A może te jaskółki w niebie,
    podobne do ciebie,
    latały, kwiliły i wylatały,
    żebym był radosny i śmiały?
  • damodar 09.07.02, 07:33
    Józefa Bąkowska
    List

    Chciałam list pisać do ciebie
    Na listku róży,
    Lecz listek mógłby zaginąć
    W chaosie burzy;
    Chciałam na skrzydłach motyla
    Złoconym wzorem
    Pisać do ciebie, lecz motyl
    Ginie wieczorem.
    Chciałam list oddać zdrojowi
    W górach szumnemu,
    Ale zdrój mógłby list odnieść
    Komu innemu;

    Więc chciałam list rzucić z gwiazdą
    W dół spadającą,
    Lecz duszę by twą paliła
    I tak gorącą!
    Chciałam znów list mój zaczepić
    O błysk na niebie,
    Ale się pałam, by piorun
    Nie zabił ciebie!
    I tak nie zjawia się poseł
    Dosyć bezpieczny,
    A list mój leży do ciebie
    Taki serdeczny.
  • damodar 09.07.02, 07:34
    Zbigniew Bieńkowski
    Rozmowa

    Ty jesteś częścią, a ja stroną świata,
    ty wiesz o Ziemi, a o mnie wie przestrzeń.
    Jesteśmy wzajem tak jak zysk i strata,
    gdy ty westchnieniem, ja jestem powietrzem.

    Ja mam kształt własny, ty nie masz go wcale,
    ja jestem świateł i cieni przyczyną.
    Kiedy krajobraz w mych oczach zapalę,
    to tylko wtedy możesz go ominąć.

    Ty tworzysz światło, a ja formę światła,
    która z ciemności postać blasku weźmie
    i każdą gwiazdę, co z przeczuć twych spadła,
    wyśni na jawie, by świeciła we śnie.

    Ja jestem z Ziemi i na jej obszarze
    mogę ci niebo zbliżyć lub oddalić.
    Krwią swoją twoje pragnienia zagaszę,
    nim gmach przestrzeni od nich się zapali.

    Tyś jest budowlą, ja jestem jej stylem.
    Kiedy natchnione wzrokiem do dotyku
    kamienne nieba legną w ziemskim pyle,
    ja będę jeszcze pojęciem gotyku.

    Gdy wieczność stawać się zacznie na Ziemi
    i obowiązki serca kamień przejmie,
    ty będziesz trwaniem, które się nie zmieni.
    Ja pragnę więcej: aby żyć śmiertelnie.
  • damodar 09.07.02, 07:38
    Prawie cala noc wysylalam wiersze na wspanialy watek " To,co piekne" i mialam z
    tego powodu wiele radosci. Mam tylko nadzieje ze kreatury typu Kagana i Katolika
    nie beda juz zaszczycac tego watku swoimi glupimi listami.
  • Gość: Dzik IP: *.pse.pl 09.07.02, 15:13
    :-)



    pozdrawiam
  • damodar 10.07.02, 13:04
    Gość portalu: Dzik napisał(a):

    > :-)
    >
    >
    >
    > pozdrawiam

    Dziekuje i rowniez pozdrawiam.

  • Gość: Maya IP: *.nsw.bigpond.net.au 11.07.02, 01:24
    Damodar...Bardzo cie POZDRAWIAM :-)))
  • kolargol 11.07.02, 04:03
    Gość portalu: Maya napisał(a):

    > Damodar...Bardzo cie POZDRAWIAM :-)))


    Nie daj sie nabrac! Maya to jest ten glupek Kagan, ktory uzywa tez nicka Katolik.
    Dawno zostalo to juz dowiedzione.
    Pozdrawiam szczerze, nie tak jak Maya.
  • Gość: Maya IP: *.nsw.bigpond.net.au 12.07.02, 00:54
    kolargol napisał:

    > Gość portalu: Maya napisał(a):
    >
    > > Damodar...Bardzo cie POZDRAWIAM :-)))
    >
    >
    > Nie daj sie nabrac! Maya to jest ten glupek Kagan, ktory uzywa tez nicka Katoli
    > k.
    > Dawno zostalo to juz dowiedzione.
    > Pozdrawiam szczerze, nie tak jak Maya.

    M: Wiesz co Kolargol...ty to jestes zalosny.
    Kto i kiedy ci to udowodnil??

    Ja dziecino, mieszkam w Sydney (NSW), co masz napisane w adresie kablowym.
    Kagan natomiast jest w Victorii (VIC), co tez widnieje jak "BYK"w adresie.

    A mila Damodar...pozdrawiam NAJSZCZERZEJ !!:)))

    M.

  • damodar 12.07.02, 00:54
    kolargol napisał:

    > Gość portalu: Maya napisał(a):
    >
    > > Damodar...Bardzo cie POZDRAWIAM :-)))
    >
    >
    > Nie daj sie nabrac! Maya to jest ten glupek Kagan, ktory uzywa tez nicka Katoli
    > k.
    > Dawno zostalo to juz dowiedzione.
    > Pozdrawiam szczerze, nie tak jak Maya.


    Dziekuje za ostrzezenie. Pozdrawiam.
  • damodar 12.07.02, 00:55
    >> do Konstanty Ildefons Gałczyński

    Konstanty Ildefons Gałczyński, wiersze
    [Romans]···[Rozmowa liryczna]···[Ballada ślubna I]···[Palcem planety obracasz]···
    [Farlandia] ···[Ślubne obrączki]···[Teatrzyk "Zielona gęś"... "Wieczór
    sentymentalny"]···[Już kocham cię tyle lat]···[Pokochałem ciebie]···[Pyłem
    księżycowym]···[We śnie]···[Epistoła do zakochanych]···[List jeńca]


    Romans
    Księżyc w niebie jak bałałajka,

    ech! za wstążkę by go tak ściągnąć

    i na serduszko –

    Byłaby piosnka bardzo nieziemska

    o zakochanych aż do szaleństwa,

    nieludzko.

    Jeszcze by można rzekę w oddali

    i cień od dłoni, i woń konwalii

    dziką;

    ławkę przy murze, a mur przy sadzie

    i taką drogę, która prowadzi

    donikąd.



    Konstanty Ildefons Galczynski
  • damodar 12.07.02, 01:01
    Już kocham cię tyle lat

    na przemian w mroku i w śpiewie,

    może to już jest osiem lat,

    a może dziewięć - nie wiem;

    Splątało się, zmierzchło - gdzie ty, a gdzie ja,

    już nie wiem - i myślę w pół drogi,

    że tyś jest rewolta i klęska, i mgła,

    a ja to twe rzęsy i loki.

    Konstanty Ildefons Galczynski
  • damodar 12.07.02, 01:11
    WIOSNA

    Serce pęcznieje, nabrzmiewa,
    Wesele musuje w ciele,
    Można oszaleć z radości,
    O, moi przyjaciele!

    Od stóp do głowy krąży
    Potok niepowstrzymany!
    Pomyślcie, co się dzieje!
    Jaki to pęd opętany!

    Jak bardzo jest! jak wiele!
    Jak żywo, zupełnie, cało!
    - Chodź, Młoda do Młodego
    Ojcostwa mi się zachciało!

    Julian Tuwim
  • damodar 12.07.02, 01:16
    ONA

    Kiełkował w duszy dziwny niepokój. (Przeczucia).
    Ktoś grał (z moderatorem) fantazję Szopena.
    - Drgnęła nagle, jak gdyby od szpilki ukłucia.
    Przyszła zła zmora dziewczyn: trapiąca migrena.

    I przyłożyła ręce do tłukącej skroni,
    I przymrużyła oczy. I cała pobladła.
    A w uszach monotonnie, natrętnie coś dzwoni.
    I podeszła powoli (śmierć... śmierć...) do zwierciadła.

    Obejrzała się. Potem na chwilę stanęła.
    Spojrzenie. Uśmiech nikły. (A głowę coś toczy).
    Pięknym kobiecym ruchem stanik swój opięła.
    (Uwypuklone piersi drażniły mi oczy).

    Potem - podeszła do mnie. Blisko. Strasznie blisko.
    (Słuchałem...) Szła woń słodka od włosów kasztanu;
    Za rękę mnie ujęła... (zawrót!... pada wszystko!...)
    I rzekła wolno: "Chciałam--coś--powiedzieć--panu--"

    Julian Tuwim
  • damodar 12.07.02, 01:21
    (***)

    Nie śmiej się z nich. Nie wolno. Nie drwij. Bo to boli.
    To przecież tacy biedni, tacy mali ludzie...
    To kąkole i chwasty na bezpłodnej roli.
    Nie wiń ich. Mają dusze. I też żyją w trudzie.

    A czyś widział ich dumę? Każdy z nich wszak sądzi,
    Że jest wyższy od ciebie. Nie masz w nich pokory.
    Ale niech sobie myśli. Pokój z nimi. Niech błądzi.
    To człowiek biedny, mały. Może zły i chory.

    Och, nie śmiej się z biedoty! Bo serce mi ranisz!
    Bo mi twa każda drwinka, jak im, w duszę wrasta.
    Wiedz, że daremnie, bracie, tych maluczkich ganisz:
    Przyjdzie do nich - pić z nimi - smutny Chrystus Miasta

    Julian Tuwim
  • damodar 12.07.02, 01:24
    NASZA MĄDROŚĆ

    Jakże ja cię będę uczył tej mądrości?
    Myśmy ludzie cisi, myśmy ludzie prości.

    Myśmy ludzie prości, ludzie nieuczeni,
    Słowem-ogniem wszczęci, słowem-ogniem chrzczeni.

    Splotem słów chwytamy tajnię w śpiewnym rymie,
    U nas kwiatu - słońce, słońcu - kwiat na imię.

    Lecz w naszej mowie, w tym przedziwnym dziwie,
    Świat się tak nazywa, jakim jest prawdziwie

    Bez ksiąg i bez nauk, lecz w zadumie niemej
    My jedyni jeszcze coś-niecoś tu wiemy:

    O tych chwilach nocnych, co w bezkresy biegną,
    Gdy widzimy cienie nie wiadomo czego.

    Zawsześmy na ziemi jednakowo młodzi,
    U nas po ogrodzie jasny Zwiastun chodzi.

    I do samej śmierci oddajem w pokorze
    Bogu co cesarskie i Bogu co boże.

    Julian Tuwim
  • damodar 12.07.02, 01:27
    CIEMNA NOC

    Człowieku dźwigający,
    Usiądź ze mną.
    Pomilczymy, popatrzymy
    W tę noc ciemną.

    Zdejm ze siebie
    Kufer dębowy
    I odpocznij.
    W ciemną noc wlepimy razem
    Ludzkie oczy.

    Mówić trudno. Nosza ciężka.
    Chleb kamienny.
    Mówić na nic. Dwa kamienie
    W nocy ciemnej.

    Julian Tuwim
  • damodar 12.07.02, 01:31
    TRAWA

    Trawo, trawo do kolan!
    Podnieś mi się do czoła,
    Żeby myślom nie było
    Ani mnie, ani pola.

    Żebym ja się uzielił,
    Przekwiecił do rdzenia kości
    I już się nie oddzielił
    Słowami od twej świeżości.

    Abym tobie i sobie
    Jednym imieniem mówił:
    Albo obojgu - trawa,
    Albo obojgu - tuwim

    Julian Tuwim
  • damodar 12.07.02, 01:34
    RZEŹ BRZÓZ

    Brzozom siekierą żyły otworzę,
    Ciachnę przez ciało, rąbnę przez korzeń,
    Lepkim osoczem brzozy ubroczę,
    Na rany białe wargami wskoczę.

    Zęby chwytliwe w trzony brzóz wbiję,
    Ustami chciwie soki wypiję,
    Żywcem spod kory wyrwę wargami
    Rdzeń umęczony pocałunkami.

    Może te leki z żywego drzewa
    Słów mnie nauczą, których mi trzeba:
    Na chwałę brzozom, na chwałę latu,
    Ustom obłędnym, bożemu światu!

    Julian Tuwim
  • damodar 12.07.02, 01:37
    ZDARZYŁO MI SIĘ TO PIERWSZY RAZ

    Zdarzyło mi się to pierwszy raz -
    Na palcach chodzić po ogrodzie.
    Z tętniącym sercem, z latarką z gwiazd,
    Skradałem się jak złodziej.

    Godzinę dobrą, a może i dwie,
    Siedziałem przedtem zdumiony,
    Że taki w nim upór! I kogo on zwie?
    I czemu tak kwili? I kto on, i gdzie,
    Ten głupi ptak uprzykrzony?

    Godzinę, półtorej, zanudzał na śmierć
    Upartym, króciutkim wyćwierkiem,
    Bez przerwy, co chwila, co pół i co ćwierć.

    Julian Tuwim
  • Gość: Maya IP: *.nsw.bigpond.net.au 12.07.02, 01:38
    damodar napisała:

    > kolargol napisał:
    >
    > > Gość portalu: Maya napisał(a):
    > >
    > > > Damodar...Bardzo cie POZDRAWIAM :-)))
    > >
    > >
    > > Nie daj sie nabrac! Maya to jest ten glupek Kagan, ktory uzywa tez nicka K
    > atoli
    > > k.
    > > Dawno zostalo to juz dowiedzione.
    > > Pozdrawiam szczerze, nie tak jak Maya.
    >
    >
    > Dziekuje za ostrzezenie. Pozdrawiam.

    M: Dziekuje Damodar....zrozumialam....jak bardzo jestes mila.
  • damodar 12.07.02, 01:41
    GDYBYM BYŁ KRZAKEIM ŚWIEŻYCH NAJCZERWIEŃSZYCH RÓŻ

    Gdybym był krzakiem świeżych, najczerwieńszych róż,
    (A umieją one świeże być! Czerwone!)
    Ty - oczy tylko (tak jak umiesz) zmruż,
    A na ten rozkaz twój - spłonę.

    I choćby szary, martwy, stał się ze mnie proch,
    I beznadziejna gruda z mogilnego dołu,
    Ty - znowu przyćmij tym zmrużeniem wzrok,
    A róże trysną z popiołu.
    (18 XII 1952)

    Julian Tuwim
  • damodar 12.07.02, 01:43
    GIĘTKO, ŻYWO SPLATAJĄ SIĘ MOJE MYSLI

    Giętko, żywo splatają się moje myśli,
    Jak dziewczynie koszyk z wikliny młodej.
    Sen leśny, sen powikłany tej nocy jej się przyśni,
    A rankiem wczesnym -
    Patrz! Już wraca - już w koszyku lepkie czerwone jagody.
    Idzie - śpiewa szczęśliwa, ale ciągle urywa,
    Poziomka za poziomką w jej ustach się rozpływa;
    Idzie - przystaje, ogląda się,
    To z uśmiechem, to z żalem!
    Co też w tym sercu się dzieje!
    A las czerni się coraz dalej,
    A coraz bliżej bieleje
    Chata, w której się śniło,
    A przedtem się splatało,
    A teraz się spełniło.
    (23 XII 1952)

    Julian Tuwim
  • damodar 12.07.02, 01:46
    O SUFICIE

    Odkąd płyniesz po tym mieszkaniu,
    Tym więzieniu moim dozgonnym,
    Odkąd pachniesz, cienista
    Lasem, rzeką i cieniem wonnym -

    Dziwy u mnie: ten sufit płaski
    Jeszcze nie wgiął się, nie zbłękitniał,
    Nie rozbłysnął wiosennym blaskiem
    I mieszkania mi nie rozwidnia.

    Co dziwniejsze: że się nie chmurzy,
    Nie czernieje kłębami gniewu,
    Nie rozdziera się gromem burzy,
    Jak przystało takiemu niebu!

    Ale dziwem już nad dziwami
    I zniewagą dla mej tęsknoty
    Jest mrok jego, kiedy nocami
    Wypatruję swej gwiazdy złotej!
    (Grudzień 1952)

    Julian Tuwim
  • damodar 12.07.02, 01:50
    POKAŻ SIĘ Z DALEKA

    Pokaż się z daleka,
    Choćby z najdalszego,
    (Choćby - o sto kroków...) -
    Jakoś się dowlokę,
    Widmo i kaleka,
    Do witania twego!

    Pokaż się! Dopełznę
    Przez ten bezmiar ziemi,
    Trawy się czepiając,
    Wiatru i kamieni.
    Dale wy bezbrzeżne!
    Dale niebosiężne!
    Krzyczeć będę z trwogi,
    Modlić się śród drogi,
    Konać - a dopełznę!

    Tak dopełza żołnierz
    Do figury świętej...
    Za żołnierzem - ciurkiem
    Krwawy strumyk kręty...
    Blisko już, bliziutko,
    Zaraz koniec męce:
    Już Madonna Polna
    Wyciągnęła ręce.
    (4 VIII 1953)

    Julian Tuwim
  • damodar 12.07.02, 01:57
    Przesłanie Pana Cogito


    Idź dokąd poszli tamci do ciemnego kresu
    po złote runo nicości twoją ostatnią nagrodę

    idź wyprostowany wśród tych co na kolanach
    wśród odwróconych plecami i obalonych w proch

    ocalałeś nie po to aby żyć
    masz mało czasu trzeba dać świadectwo

    bądź odważny gdy rozum zawodzi bądź odważny
    w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy

    a Gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
    ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

    niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda
    dla szpiclów katów tchórzy - oni wygrają
    pójdą na twój pogrzeb i z ulgą rzucą grudę
    a kornik napisze twój uładzony życiorys

    i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy
    przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie

    strzeź się jednak dumy niepotrzebnej
    oglądaj w lustrze swą błazeńską twarz
    powtarzaj: zostałem powołany - czyż nie było lepszych

    strzeż się oschłości serca kochaj źródło zaranne
    ptaka o nieznanym imieniu dąb zimowy
    światło na murze splendor nieba
    one nie potrzebują twego ciepłego oddechu
    są po to aby mówić: nikt cię nie pocieszy

    czuwaj - kiedy światło na górach daje znak - wstań i idź
    dopóki krew obraca w piersi twoją ciemną gwiazdę

    powtarzaj stare zaklęcia ludzkości bajki i legendy
    bo tak zdobędziesz dobro którego nie zdobędziesz
    powtarzaj wielkie słowa powtarzaj je z uporem
    jak ci co szli przez pustynię i ginęli w piasku

    a nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką
    chłostą śmiechu zabójstwem na śmietniku

    idź bo tylko tak będziesz przyjęty do grona zimnych czaszek
    do grona twoich przodków: Gilgamesza Hektora Rolanda
    obrońców królestwa bez kresu i miasta popiołów

    Bądź wierny Idź


    Zbigniew Herbert
  • damodar 12.07.02, 02:02
    Ks. Jan Twardowski

    ŚPIESZMY SIĘ

    Annie Kamieńskiej

    Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
    zostaną po nich buty i telefon głuchy
    tylko to co nieważne jak krowa się wlecze
    najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
    potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
    jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
    kiedy myślimy o kimś zostając bez niego

    Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna
    zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
    przychodzi jednocześnie jak patos i humor
    jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
    tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu
    jak dźwięk trochę niezgrabny lub jak suchy ukłon
    żeby widzieć naprawdę zamykają oczy
    chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzeć
    kochamy wciąż za mało i stale za późno

    Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
    a będziesz jak delfin łagodny i mocny

    Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
    i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
    i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
    czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą





  • damodar 12.07.02, 02:16
    Ks. Jan Twardowski

    SPRAWIEDLIWOŚĆ

    Prof. Annie Świderkównie

    Gdyby wszyscy mieli po cztery jabłka
    gdyby wszyscy byli silni jak konie
    gdyby wszyscy byli jednakowo bezbronni w miłości
    gdyby każdy miał to samo
    nikt nikomu nie byłby potrzebny

    Dziękuję Ci że sprawiedliwość Twoja jest nierównością
    to co mam i to czego nie mam
    nawet to czego nie mam komu dać
    zawsze jest komuś potrzebne
    jest noc żeby był dzień
    ciemno żeby świeciła gwiazda
    jest ostatnie spotkanie i rozłąka pierwsza
    modlimy się bo inni się nie modlą
    wierzymy bo inni nie wierzą
    umieramy za tych co nie chcą umierać
    kochamy bo innym serce wychłódło
    list przybliża bo inny oddala
    nierówni potrzebują siebie
    im najłatwiej zrozumieć że każdy jest dla wszystkich
    i odczytywać całość





  • damodar 12.07.02, 02:18
    Ks. Jan Twardowski

    BOŻE

    Boże którego nie widzę
    a kiedyś zobaczę
    przychodzę bezrobotny
    przystaję w ogonku
    i proszę Cię o miłość jak o ciężką pracę



  • damodar 12.07.02, 02:20
    Ks. Jan Twardowski

    NIESZCZĘŚCIE NIE-NIESZCZĘŚCIE

    Jest taki uśmiech co mieszka w rozpaczy
    bo gdy widzisz zbyt czarno to często inaczej
    niekiedy w smutku jak drozd ci zaśpiewa
    - twej miłości zranionej Bóg łaknie jak chleba
    nieszczęście nie-nieszczęście jeśli szczęścia nie ma
    jest uśmiech co się nawet na cmentarzu kryje
    każdy świętej pamięci umiera więc żyje
    cóż że go nie widzisz powraca do domu
    siada przy stole czyta lampę świeci
    czasem w bamboszach by nas nie obudzić
    tylko śmierć umie ludzi przybliżyć do ludzi
    nic dziwnego przecież tak to bywa
    z nieba się tęskni zawsze po kryjomu
    choćby królikom mlecze przed rosą pozrywać
    ciotkę z gotówką przy sobie zatrzymać
    uśmiech czasem się modli po prostu - mój Boże
    tu gdzie miłość odchodzi lecz jej nie ubywa
    ci co się kochają cierpią gdy są razem
    uśmiech i z cytryną uśmiechnąć się może

    narzekasz że świat surowy jak grzyb niejadalny
    a w świecie stale uśmiech niewidzialny





  • damodar 12.07.02, 02:24
    Ks. Jan Twardowski

    BAŁEM SIĘ

    Bałem się oczy słabną - nie będę mógł czytać
    pamięć tracę - pisać nie potrafię
    drżałem jak obora którą wiatr kołysze

    - Bóg zapłać Panie Boże bo podał mi łapę
    Pies co książek nie czyta i wierszy nie pisze

  • damodar 12.07.02, 04:56
    Ks. Jan Twardowski

    KIEDY MÓWISZ

    Aleksandrze Iwanowskiej

    Nie płacz w liście
    nie pisz że los ciebie kopnął
    nie ma sytuacji na ziemi bez wyjścia
    kiedy Bóg drzwi zamyka - to otwiera okno
    odetchnij popatrz
    spadają z obłoków
    małe wielkie nieszczęścia potrzebne do szczęścia
    a od zwykłych rzeczy naucz się spokoju
    i zapomnij że jesteś gdy mówisz że kochasz



  • damodar 12.07.02, 04:59
    Ks. Jan Twardowski

    WIELKA MAŁA

    Szukają wielkiej wiary kiedy rozpacz wielka
    szukają świętych co wiedzą na pewno
    jak daleko odbiegać od swojego ciała

    a ty góry przeniosłaś
    chodziłaś po morzu
    choć mówiłaś wierzącym
    tyle jeszcze nie wiem

    - wiaro malutka



  • damodar 12.07.02, 05:02
    Ks. Jan Twardowski

    ***

    Dziękuję Ci po prostu za to, że jesteś
    za to, że nie mieścisz się w naszej głowie, która jest za logiczna
    za to, że nie sposób Cię ogarnąć sercem, które jest za nerwowe
    za to, że jesteś tak bliski i daleki, że we wszystkim inny
    za to że jesteś już odnaleziony i nie odnaleziony jeszcze
    że uciekamy od Ciebie do Ciebie
    za to, że nie czynimy niczego dla Ciebie, ale wszystko dzięki Tobie
    za to, że to czego pojąć nie mogę - nie jest nigdy złudzeniem
    za to, że milczysz. Tylko my - oczytani analfabeci
    chlapiemy językiem



  • damodar 12.07.02, 05:04
    Ks. Jan Twardowski

    WYJAŚNIENIE

    Nie przyszedłem pana nawracać
    zresztą wyleciały mi z głowy wszystkie mądre kazania
    jestem od dawna obdarty z błyszczenia
    jak bohater w zwolnionym tempie
    nie będę panu wiercić dziury w brzuchu
    pytając co pan sądzi o Mertonie
    nie będę podskakiwał w dyskusji jak indor
    z czerwoną kapką na nosie
    nie wypięknieję jak kaczor w październiku
    nie podyktuję łez, które się do wszystkiego przyznają
    nie zacznę panu wlewać do ucha świętej teologii łyżeczką

    po prostu usiądę przy panu
    i zwierzę mój sekret
    że ja, ksiądz
    wierzę Panu Bogu jak dziecko





  • damodar 12.07.02, 05:09
    DRUGA PRZESTRZEŃ

    Jakie przestronne niebiańskie pokoje!
    Wstępowanie do nich po stopniach z powietrza.
    Nad obłokami rajskie wiszące ogrody.
    Dusza odrywa się od ciała i szybuje,
    Pamięta, że jest wysokość
    I jest niskość.
    Czy naprawdę zgubiliśmy wiarę w drugą przestrzeń?
    I znikło, przepadło i Niebo, i Piekło?
    Bez łąk pozaziemskich jak spotkać Zbawienie?
    Gdzie znajdzie sobie siedzibę związek potępionych?
    Płaczmy, lamentujmy po wielkiej utracie.
    Porysujmy węglem twarze, rozpuszczajmy włosy.
    Błagajmy, niech nam będzie wrócona

    Czeslaw Milosz
  • damodar 12.07.02, 05:13
    Władysław Broniewski
    Ociemniały


    - Pokaż mi drzewo.
    - Jestem niewidomy.
    - Gdzie jest prawo i lewo?
    - Jestem niewidomy.
    - Gdzie jest światło i ciemność?
    - Jestem niewidomy.
    - Powiedz mi! Jestem jasnowidzem!
    Czy trzeba kochać? - Tak. Widzę.
  • damodar 12.07.02, 05:16
    Władysław Broniewski
    Warum

    Miła, ja nie mam słów,
    a miałem dość ich.
    Nie wiem, skąd bierze się znów
    ten lęk radości.

    Czemu znów serce drży
    jak wtedy wiosną,
    a łzy zabłysły jak bzy,
    co w Polsce rosną.

    Tkliwość. I morza szum.
    I noc co milczy.
    Na Schumannowskie "Warum?" -
    twój szept: "Najmilszy!..."

    I trzebaż było tych mąk
    i tej rozpaczy,
    gdy dwoje splecionych rąk
    tak wiele znaczy?
  • damodar 12.07.02, 05:19
    Władysław Broniewski
    Ze złości

    Kochałbym cię (psiakrew, cholera!),
    gdyby nie ta niepewność,
    gdyby nie to, że serce zżera
    złość, tęsknota i rzewność.

    Byłbym wierny jak ten pies Burek,
    chętnie sypiałbym na słomiance,
    ale ty masz taką naturę,
    że nie życzę żadnej kochance.

    Kochałbym cię (sto tysięcy diabłów),
    kochałbym (niech nagła krew zaleje!),
    ale na mnie coś takiego spadło,
    że już nie wiem, co się ze mną dzieje:

    z fotografią, jak kto głupi, się witam,
    z fotografią (psiakrew!) się liczę,
    pójdę spać i nie zasnę przed świtem,
    póki z grzechów się jej nie wyliczę,

    a te grzechy (psiakrew!) malutkie,
    więc (cholera) złości się grzesznik:
    że na przykład, wczoraj piłem wódkę
    lub że pani Iks - niekoniecznie.

    Cóż mi z tego (psiakrew!), żem wierny,
    taki, co to "ślady po stopach"?...
    Moja miła, minął październik,
    moja miła (psiakrew!), mija listopad.

    Moja miła, całe życie mija...
    Miła! Miła! - powtarzam ze szlochem...
    To mi życie daje, to zabija,
    że j ciągle (psiakrew!) ciebie kocham.
  • Gość: Kagan IP: *.vic.bigpond.net.au 12.07.02, 05:20
    Gość portalu: Maya napisał(a):

    > damodar napisała:
    >
    > > kolargol napisał:
    > >
    > > > Gość portalu: Maya napisał(a):
    > > >
    > > > > Damodar...Bardzo cie POZDRAWIAM :-)))
    > > >
    > > >
    > > > Nie daj sie nabrac! Maya to jest ten glupek Kagan, ktory uzywa tez
    > > > nicka Katolik.
    > > > Dawno zostalo to juz dowiedzione.
    > > > Pozdrawiam szczerze, nie tak jak Maya.
    > >
    > > Dziekuje za ostrzezenie. Pozdrawiam.
    >
    > M: Dziekuje Damodar....zrozumialam....jak bardzo jestes mila.
    K: Dla katoli NSW i VICtoria to ten sam stan. Tyle, ze Melbourne jest
    ok. 900 km na poludnie od Sydney...
    Odleglosc jak ze Swinoujscia do Przemysla...
    Czyli jak ukosem przez cala Polske...
    Kagan
    PS: Ktos tu spamuje, od momentu, jak moj watek o Bogu przekroczyl 700
    postow...
  • damodar 12.07.02, 05:22
    Władysław Broniewski
    O Kalifie

    To przez ciebie ten wiersz -
    chyba już wiesz?

    Paliłem z Kalifem nargile,
    zachciało się odejść na chwilę
    a Kalif, nie myśląc długo,
    uciął głowę, przyprawił drugą.

    W tej drugiej chyba nic więcej
    prócz kwiatów stu Barwistanów.
    Chcesz ściąć, to zetnij i nie zamęczaj,
    ale się jeszcze zastanów.
  • damodar 12.07.02, 05:25
    Kazimierz Brakoniecki
    Święte

    1

    Nie dotykaj mnie
    Jestem śmiertelny
    mogę się w tobie zakochać
    na śmierć

    2

    Piękno ich miłości
    było nie do obronienia
    nie służyło niczemu
    i jak dotyk duszy
    było nieuchwytne

    3

    Położyli się w radości
    a śmierć w nich spoczywała
    i trysnęła miazgą początków
    w miłość jej siłę przemienili
    i na próbę wcielili
    się w wieczność

    4

    Nie gaście lampy ciała
    niech to co zrodzone odszuka drogę
    po omacku wyszarpując dłonie
    i głowę przeciskając przez ogień
    sprasowanej ciszą ciemności
    nie gaście lampy ciała
    niech to co zrodzone odnajdzie drogę;
    ściskając w piąstkach pępowinę słońca

    5

    Dotknij mnie
    Jesteśmy jednością
    mogę się w tobie zakochać
    na śmierć
  • damodar 12.07.02, 05:28
    Edward Balcerzan
    * * *
    Bogusławie

    myślenie tobą
    nacinanie brzozowej kory płócien Renoira
    ale tylko do miejsc nie zabliźnionej wilgoci
    zwijanie w przekrwionym kciuku prażącego żagla
    z tkaniny twego biodra nazbyt spierzchłej farbą

    zbłąkany w tobie

    w dźwięczne mrowisko grudek na odwrocie łydki
    zwiany z suchą watą przesilenia
    dostrzegalny w listopadach świateł wzbierający
    w sypką łachę przyśnionego tobie ciała

    powtórzeni w sobowtórach naszych ust -- niepowtarzalni
    wydobyci z ciepłych kropel snu -- niedocieczeni
    przygarnięci w popielatej wnęce -- czasu? siebie? snu?
    ogarniający wnękę
  • damodar 12.07.02, 05:30
    Michał Bałucki
    Nie w porę

    Raz byłem u niej: z kotkiem na ręce
    Siedziała w oknie w białej sukience
    I paluszkami drażniła kotka:
    Pieszczotka!

    I wkoło twarzy dziewczęcia białej,
    Zarumienionej, loczki się chwiały
    I uśmiechały się oczka czarne
    Figlarne.

    Siedzę i czekam godzinę całą,
    By dziewczę z kotkiem igrać przestało
    l pogadało kilka słów ze mną...
    Daremno!

    Ani mnie widzi, ani mnie słyszy,
    Kotek jej rączkę chwyta jak myszy,
    Czasem zadrapie. Ona to woli -
    Choć boli.

    Więc rzekłem sobie: jeszcze za wcześnie
    Pukać w serduszko, co leży we śnie,
    l unikałem dzieweczki białej
    Rok cały.

    Kiedym powrócił, znów w tym pokoju,
    Przy tym okienku pełnym powoju,
    Bluszczów, siedziała moja pieszczotka
    Bez kotka.

    Lecz czegoś dziwnie zmieszana była,
    Oczy ku ziemi wstydna spuściła
    I zrumieniła się jak jabłuszka
    Po uszka.

    Byłem pewniutki, że z mej przyczyny...
    Wtem wiatr firanek ruszył muśliny
    I zobaczyłem sprawcę rumieńca -
    Młodzieńca.

    I znów panienka, jako przed rokiem,
    Choć siedzę, czekam, nie rzuci okiem;
    Lecz już nie kotek tym razem winny:
    Kto inny...

    Kto inny śpiące zbudził serduszko
    I szepta teraz miłośnie w uszko...
    Ha, szkoda! późno przyszedłem trocha:
    Już kocha!
  • damodar 12.07.02, 05:42
    Jolanta Baziak
    Ja proch

    Coraz mniej witania
    trzepotania ramion
    mówienia o spełnieniu
    zaciskam się wokół szyi
    badam powstające w tobie szczeliny
    drażę kanały
    na wypadek drżenia galaktyk
    ucieknę
    zdążę się z ciebie wyodrębnić
    a jeżeli nie
    to przecież zmieszczę się
    schronię
    w tobie
  • damodar 12.07.02, 05:45
    Józefa Bąkowska
    List

    Chciałam list pisać do ciebie
    Na listku róży,
    Lecz listek mógłby zaginąć
    W chaosie burzy;
    Chciałam na skrzydłach motyla
    Złoconym wzorem
    Pisać do ciebie, lecz motyl
    Ginie wieczorem.
    Chciałam list oddać zdrojowi
    W górach szumnemu,
    Ale zdrój mógłby list odnieść
    Komu innemu;

    Więc chciałam list rzucić z gwiazdą
    W dół spadającą,
    Lecz duszę by twą paliła
    I tak gorącą!
    Chciałam znów list mój zaczepić
    O błysk na niebie,
    Ale się pałam, by piorun
    Nie zabił ciebie!
    I tak nie zjawia się poseł
    Dosyć bezpieczny,
    A list mój leży do ciebie
    Taki serdeczny.
  • damodar 12.07.02, 05:48
    Urszula Benka
    Kocham cię czule, najczulej

    Kocham cię czule, najczulej,
    ale czemu co noc
    chcesz, bym białym snem i szeptem
    pełzła z łóżka na podłogę,
    w kąt, gdzie dziecko nasze śpi?

    nasze dziecko jest ostatnio takie blade,
    krzyczy przez sen
    i krzyczą jego powstające włosy,
    i kołyska trzeszcząc się wznosi,
    kiedy twarz nad nim pochylam

    zrywam się ze snu na nogi
    a ty w uśmiechniętej zadumie
    całujesz moją dłoń,
    pieścisz ramiona i piersi, aż z rozkoszy
    wiję się i w dół osuwam,

    i do dziecka, które w swoim kącie,
    pełznę skupiona i powoli
    na bladym czole składam pocałunek
    dziecko umiera rozmarzone,
    z krzykiem się budzę

    ty milczysz w uśmiechniętej zadumie
    gdy na podłodze robak się kręci
    i patrzy w moje oczy i wiem, że wszystko rozumie,
    więc razem szepczemy po nocy:
    kocham cię czule, najczulej
  • damodar 12.07.02, 05:51
    Zbigniew Bieńkowski
    Rozmowa

    Ty jesteś częścią, a ja stroną świata,
    ty wiesz o Ziemi, a o mnie wie przestrzeń.
    Jesteśmy wzajem tak jak zysk i strata,
    gdy ty westchnieniem, ja jestem powietrzem.

    Ja mam kształt własny, ty nie masz go wcale,
    ja jestem świateł i cieni przyczyną.
    Kiedy krajobraz w mych oczach zapalę,
    to tylko wtedy możesz go ominąć.

    Ty tworzysz światło, a ja formę światła,
    która z ciemności postać blasku weźmie
    i każdą gwiazdę, co z przeczuć twych spadła,
    wyśni na jawie, by świeciła we śnie.

    Ja jestem z Ziemi i na jej obszarze
    mogę ci niebo zbliżyć lub oddalić.
    Krwią swoją twoje pragnienia zagaszę,
    nim gmach przestrzeni od nich się zapali.

    Tyś jest budowlą, ja jestem jej stylem.
    Kiedy natchnione wzrokiem do dotyku
    kamienne nieba legną w ziemskim pyle,
    ja będę jeszcze pojęciem gotyku.

    Gdy wieczność stawać się zacznie na Ziemi
    i obowiązki serca kamień przejmie,
    ty będziesz trwaniem, które się nie zmieni.
    Ja pragnę więcej: aby żyć śmiertelnie.
  • damodar 12.07.02, 05:54
    Zbigniew Bieńkowski
    * * *

    Między nami, to znaczy między mną i tobą.
    Między mną, który jestem istnieniem dosłownym,
    a więc krwią, sercem, łzą, westchnieniem, powietrzem,
    między mną, który jestem otwartą przenośnią,
    nie zniechęconym sercem i trzciną myślącą
    o tobie, wciąż o tobie...
  • damodar 12.07.02, 05:57
    Mikołaj Biernacki
    Więc rzucę
    wszelkie grymasy

    Ciężkie dzisiaj, ciężkie czasy!
    Struna życia się napręża;
    Więc rzucę wszelkie grymasy,
    Kiedy będzie iść o męża.

    Niechaj będzie siwy, stary,
    Łysy, cienki jak wrzeciono,
    Byle tylko miał talary,
    Gotowam być jego żoną.

    Niech będzie rudy, srokaty,
    Czarny, biały, jak się zdarza,
    Byle tylko miał dukaty
    Chętnie pójdę do ołtarza.

    Niech ma jakie tam chce żądze,
    Niech będzie tygrysem, wężem,
    Byle tylko miał pieniądze,
    To go nazwę moim mężem.

    Niechaj ma cielęcą główkę,
    Niech będzie nawet idiotą,
    Byle tylko miał gotówkę,
    Idę za niego z ochotą!

    Niech będzie krzywy, garbaty,
    Ślepy, chromy, głuchy, kosy,
    Byle tylko miał intraty,
    Pójdę dzielić jego losy.

    Bo to dzisiaj ciężkie czasy!
    Struna życia się napręża;
    Więc rzucę wszelkie grymasy,
    Kiedy będzie iść o męża.
  • damodar 12.07.02, 05:59
    Charles Baudelaire
    Do Przechodzącej

    Miasto wokół mnie tętniąc huczało wezbrane.
    Smukła, w żałobie, w bólu swym majestatyczna
    Kobieta przechodziła, a jej ręka śliczna
    Lekko uniosła wyhaftowaną falbanę.

    Zwinna, szlachetna, z posągowymi nogami.
    A je piłem, skurczony, dziwaczny przechodzień,
    W jej oku, niebie modrym, gdzie huragan wschodzi,
    Rozkosz zabijającą i słodycz, co mami.

    Błyskawica... i noc! Pierzchająca piękności,
    Co błyskiem oka odrodziłaś moje serce,
    Czyliż mam cię zobaczyć już tylko w wieczności?

    Gdzieś daleko! Za późno! Może nigdy więcej!
    Bo nie wiesz, dokąd idę, nie wiem, gdzieś przepadła,
    Ty, którą mógłbym kochać, ty, coś to odgadła!
  • damodar 12.07.02, 14:22
    Dlaczego pada śnieg?

    Jerzemu Broszkiewiczowi

    Raz w niebie dwaj święci przy grze w domino
    powiedzieli sobie: ach, ty taki synu.
    Co gdy usłyszał Archanioł Michał,
    to zaraz wsiadł na bicykl,
    kłuł go ostrogą, ciężko wzdychał.
    I przyjechał Michał, i tych świętych zabrał do mieszka,
    choć się za nimi wstawiała
    ich siostra Agnieszka.

    No i tak, święci bez pasków, bez sznurówek,
    w błękitnych kalesonach, wśród więziennych dachówek,
    święci się nudzą, siedzą we dwóch
    i wyrywają sobie święci
    z brody siwy puch jak najęci.

    Jerzy Harasymowicz
  • damodar 12.07.02, 14:25

    Budzenie się poranku

    Najpierw pokaszluje
    stara ikona

    Potem
    dzwonią w piecu

    Potem
    pieje czajnik

    Potem
    zaprzęgają stół
    krzesła ruszają z kopyta

    I dymi kawa
    i nowy dzień
    otwiera nóż


    Jerzy Harasymowicz
  • damodar 12.07.02, 14:29
    Dom w Bortnem

    Gospodyni wyszła przed dom
    - zwołuje kaczeńce z łąk
    sypie - światło

    Gospodarz buduje wóz
    pojedzie po siano
    na drugą stronę nieba

    W zagrodzie
    trzmiel porykuje do róży
    Poświęcana palemka
    chroni dom
    przed burzą jaskółek

    Wiosna
    podchodzą buki
    wypalone
    wspomnieniem

    Wiosna maj
    liście rozświetla nadzieja

    Butwieje
    rozpada się brodaty
    krzywdy pień

    Jasnozielone lampy lasu
    palą się
    pod błękitem

    Siedzimy przy stole
    zranionym jak brzoza
    Między nami chleb
    dany na drogę

    Trzepot czarnych serafinów
    znad łąk

    Jeszcze nie ma liści
    to szeleści światło
    dobre rano

    Pąki buczyny
    świecące palce Boga
    błogosławią Bortnianom




    Jerzy Harasymowicz


  • damodar 12.07.02, 14:49

    Dzwoniec przedwiośnia

    Cisza
    krew nabiegła
    do twarzy wiklinom
    cisza

    Nagle
    z całych sił
    dzwoni burza
    w szklance liter...1





    Jerzy Harasymowicz
  • damodar 12.07.02, 14:52
    * * *

    Gdy serce pęknie na mróz
    Jak w zimie buki pękają
    Połóżcie mnie na wóz
    Niech jedzie furka pejzażu

    Niech wywiezie mnie z miasta
    Gotycki kurnik toczy trąd
    Tam nie ma komu podać
    Żadnej z dwóch czystych rąk

    Połóżcie mnie na wóz
    Z widokiem na Bieszczady
    Na wielki pożar gór
    Na Rawkę i Stuposiany

    Za wozem nikt nie pójdzie
    Deszczyk wszystko pokropi
    I konie same ruszą
    Bo znają moje drogi




    Jerzy Harasymowicz
  • Gość: AndrzejG IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 12.07.02, 16:42
    ŚMIERĆ (Sierpień 2000 r.) (#10)

    A ja chciałbym wtopić się w ogrom tego świata.
    Niech na mym grobie zasieją i owies, i pszenicę.
    Niech na mym grobie wyrośnie wierzba płacząca,
    Którą malować będzie artysta.
    Niech po mej śmierci zostania owoc życia i piękna.
    Niech zasadzą nad mym ciałem gruszę,
    Która wykarmi choć jednego człowieka.
    Niech moja śmierć będzie początkiem istnienia.
    Niech stanę się częścią pięknego koła,
    Które się toczy, toczy i toczy...


    macintosh lat 19
  • damodar 12.07.02, 17:20

    Mój dom

    Mój dom
    to kartka papieru
    zabudowana słowami

    Teraz jesienią
    mknie nad nią
    tylko
    dym pióra


    Jerzy Harasymowicz
  • damodar 12.07.02, 17:26

    W lesie listopadowym

    Wokół góry góry i góry
    I całe moje życie w górach
    Ileż piękniej drozdy leśne śpiewają
    Niż śpiewak płatny na chórach

    Jak łasiczki ścieżka w śniegach
    Droga życia była kręta
    Teraz z lasów zeszła na mnie
    Młodych jodeł zieleń święta

    Nie ludzką ręką malowany
    Jest wielki smutek duszy mojej
    Lecz nawet złockiej1 ikonie
    Ja nigdy nic nie powiem

    Ważne są tylko modre kopuły pieśni
    Które na górze wysokiej zostaną
    Nikt nie szuka inicjałów cieśli
    Gdy cieśle dom postawią

    Przyjaciele drodzy którzy jemioły2 czcicie
    Dobrze że chodzicie światem
    Wkrótce jodełkę zieloną spalicie
    Aby3 darzyła was ciepłym latem

    Wokół lasy i wiatr
    I całe życie w wiatru świstach
    Wszyscy których kocham wita was
    Modrzewia ikona złocista




    Jerzy Harasymowicz

  • damodar 12.07.02, 17:31

    Zielnik

    Po raz drugi zakładam
    zielnik wierszy

    Piszę piszę

    I coraz bardziej poznaję
    choć się złotymi liśćmi
    zakryć to staram
    zaszumieć lasem

    Że to już kochany
    nie zielnik

    Że to już życia
    popielnik





    Jerzy Harasymowicz
  • damodar 12.07.02, 18:51

    Budzenie się poranku

    Najpierw pokaszluje
    stara ikona

    Potem
    dzwonią w piecu

    Potem
    pieje czajnik

    Potem
    zaprzęgają stół
    krzesła ruszają z kopyta

    I dymi kawa
    i nowy dzień
    otwiera nóż


    Jerzy Harasymowicz
  • damodar 12.07.02, 18:54
    Buty dziadka

    Malarzowi Wałachowi

    Dziadku znowu
    poszliście kraść śliwy
    i to w kościelnych butach

    Żebyście choć1 wzięli
    buty codzienne

    Rzeczywiście mówi dziadek
    co im przyszło do głowy
    tym butom kościelnym

    Tyle się nasłuchały księdza
    tyle się nastały
    i poszły




    Jerzy Harasymowicz
  • damodar 12.07.02, 18:58

    * * *

    Kiedy jak buki na mróz serce mi pęknie
    połóżcie mnie na wóz z widokiem na Bieszczady
    na wielki pożar gór na wielką jesień
    którą sam roznieciłem pisaniem
    Niech ten wóz sam jedzie w zawieję liści
    Niech tam na wieki zostanie


    Jerzy Harasymowicz
  • damodar 12.07.02, 19:03

    Na cmentarz łemkowski

    Oto cmentarz
    zielem zarosły1

    Oto poręba
    po krzyżach zwalonych

    wiatrołom2
    świętego drzewa

    Oto cmentarze Łemków
    w Złockiem3
    w Szczawniku
    w Leluchowie

    Oto śpią na podłodze
    dawno4 już spróchniałej
    bez krzyża5 nad głową6
    Fiłypy
    Nykyfory
    Harasymy7

    jesień8 im tylko
    ostu zapala
    świecę

    liści9 szumi
    wieniec

    czort10 niepotrzebny
    wilkiem11 w zarośla
    czmycha





    Jerzy Harasymowicz
  • damodar 12.07.02, 19:07

    Październik

    W górach
    czerwonoskóre jelenie
    wyszły na wojenne ścieżki

    Pod lasem
    stoją czerwone pułki
    zimowych ptaków

    We mgle jedzie
    wóz bez konia

    Bo na pewno
    koń siedzi na wozie
    odpoczywa w kożuchu

    A wóz samo mu ciągnie
    wiekowe przyzwyczajenie

    Jerzy Harasymowicz
  • damodar 12.07.02, 19:11

    Notatka księżycowa

    Rzeczywiście
    tak jak księżyc
    ludzie znają mnie
    tylko z jednej
    jesiennej strony


    Jerzy Harasymowicz
  • damodar 12.07.02, 19:17

    Październik

    Pod lasem stoją
    czerwonoskóre pułki
    jesiennych ptaków

    We mgle jedzie
    wóz bez konia

    Bo na pewno
    koń siedzi na wozie
    wypoczywa w kożuchu

    Zaś wóz
    samo mu ciągnie
    wiekowe
    przyzwyczajenie


    Jerzy Harasymowicz
  • damodar 12.07.02, 19:23

    Strych

    Na tym strychu
    gdzie bitwy starych gratów
    są jak bitwy Matejki

    Mój przyjaciel stoi
    w sztuce do kolan
    jak jeleń w liściach

    Stale w krzesłach
    siedzą Rembrandt i Norwid

    Jest nieustanne podniesienie sztuki

    Chciałbym jednak
    żeby przyjaciel wymyślił
    jakąś rzecz drobną
    na przykład -

    Dzbanuszek
    do zaparzania słów





    Jerzy Harasymowicz
  • damodar 12.07.02, 19:35
    Marianna Bocian
    Miłość

    nie jesteś mi dany do pocałunku
    opasuję twoje życie wzrokiem
    -- to czysta miłość
    zrodzona z bólu olśnienia

    jestem obok ciebie jak anioł
    z odrzuconym ciałem kobiety

    możesz obdarzyć mnie swoją męką
    bo dojrzała miłość ma siłę
    ten stan
    przyjąć darem

    jest spełniona
    bez pustoszenia ciał pocałunkami

    jest taka bezkresna miłość
    która ciała wyklucza
    nie rani
    nie oślepia
    jest jak jaskółka
    która czas rozwesela

  • damodar 12.07.02, 19:40
    Marianna Bocian
    ***

    W dżungli naszych ciał trwa pościg dwu bestii,
    nagich, bezradnych wśród obiegów krwi.
    Ucieczka w głąb ciała
    to wejście bezlitosne na wrogie pozycje,
    z których rozpacz wyprowadza nas czule wśród skowytu.

    W dżungli naszych ciał trwa
    pościg dwu bestii. Zmęczeni, ociekający potem mówimy
    - kochany
    - kochana.
    Jest to jedyne przebaczenie morderczego pościgu i rozgrzeszenie uległości.
    Zasypiamy. Ponad snem tylko dwie bestie dorastają do skoku

    wśród śmiertelnej dżungli ciał.
    Jest to bezprawie, na które godzi się bez nas
    nasza krew, by trwać.
    Nie my - bestie są nieśmiertelne!
  • damodar 12.07.02, 19:53
    Marianna Bocian
    Zakochani

    dwoje odgrodzonych od reszty świata
    w potrzasku jak więźniowie w celi
    najwspanialej okradają Boga z miłości
    -- to wszystko będzie im wybaczone --
    jeszcze więcej będzie im przydane
    ucztowały wiecznością ciała
    nie może tu być żadnej mowy
    o grzechu!
    o reszcie mówić
    wieczność zabrania

    nad kochankami zaciąga wartę
    sześcioskrzydły cherub
    z opaską na oczach
  • damodar 12.07.02, 19:57
    Katarzyna Boruń
    Wieża

    Wznosimy ją.
    Możemy jeszcze przedłużać
    tę chwilę
    zanim
    popłaczą się języki
    ostre i twarde jak u kota.
    Wspinamy się coraz wyżej
    zanim popłaczą się języki
    Niech pozostanie tylko ten.
    Lżejszy od dymu
    wspólnie wypalonego
    papierosa.
  • damodar 12.07.02, 20:05
    Jacek Bierezin
    Z Tobą bez Ciebie

    Paryż, Paryż bez Ciebie
    jest tylko jeszcze jednym, smutnym,
    wyludnionym, wschodnioeuropejskim miastem,
    jak Wieluń, Warszawa czy Władywostok.
    To nie będzie wiersz, to list,
    wyznanie, wyzwanie, wołanie, włóczęga,
    walka, wyjście na ring -
    jednym słowem wszystko na "w";
    jak Weda, jak wielkość, jak wielki brak,
    jak vestibulum vaginae, woda, wino, wódka
    i wygnanie z kolejnej ojczyzny
    wykolejeńców wtopionych w widnokrąg,
    w wielki pejzaż, wschód i zachód
    tego miasta wytatuowanego na skórze
    (na imię zawsze będziesz miała Wschód),
    jak wyścig z czasem, jak wola
    wygranej, a nie ma wrogów
    wartych...

    Jak wyjść z Ciebie: opuścić jakieś miejsce,
    zwykle udając się dokądś, w jakimś celu.
    Wyjść z domu. Wyjść na spacer. Wyjść po zakupy.
    Wyjść do miasta. Wyjść naprzeciw kogoś.
    Wyjść na wolność i widzieć Ciebie.
    I nie móc wyjść z podziwu, z osłupienia,
    ze zdumienia, nie móc się nadziwić
    Twojej miłości. Twojej skórze, włosom,
    rzęsom, oczom, piersiom, udom, zapachowi
    podróży do Ciebie i w Ciebie.
    I coś wychodzi na jaw, na światło dzienne,
    przestaje być tajemnicą, staje się znane,
    zostaje ujawnione, wychodzi obronną ręką,
    krzykiem, bez szwanku, bez skazy, piękne
    jak Twoja bliskość i Twoje oddalenie.
    Jak wyjść z Ciebie, zacząć grę, rozgrywkę,
    kładąc najważniejszą kartę; wyjść w damę karo,

    wziąć początek, wywieść się skądś,
    robić dla Ciebie wszystko, ale
    żebyś nie była wszystkim.
    I jak wyjść z Ciebie nie wychodząc nigdy,
    być zawsze w Tobie i zawsze odchodzić.

    Paryż, sierpień 1989
  • damodar 12.07.02, 20:10
    Jan Brzękowski
    Narodziny

    W ten dzień zrównania dnia i nocy
    w krew moją weszłaś cicho i tajemnie
    ukrytym nurtem płyniesz we mnie
    w krwi mej żeglujesz - jak brew płonąca na rubieżach mroku,
    jakżeż wspaniały ocean rodzisz przed otchłanią oczu
    jakiż patos Armouno wieczór zapala w twoim pięciopalcu-
    w marmurowej ciszy leżąc słyszysz szelest przesuwanych godzin
    milczeniem krzyczysz naga na wzniesieniu głosu
    we włosów upale związana jak w łańcuch.

    czuję cię - jesteś - krążysz we mnie gorejąca -
    przeniknęłaś mię - wypełniasz sobą żyły rozszerzone w bólu
    we mnie się rodzisz w trzewiach szarpiesz i rozwalasz
    ciemność

    gorąca i słona
    wchodzisz mi z ust.
  • damodar 12.07.02, 20:14
    Robert Burns
    Miła ma jak czerwona róża

    Miła ma jak czerwona róża,
    Kwitnąca w czerwcu róża - cud!
    Miła ma jak melodia tkliwa
    Słodko z najczystszych grana nut.

    I żeś tak piękna jest, Dziewczyno,
    Więc nie zna miary miłość ma;
    Póty cię kochać będę, Miła,
    Aż wyschną wody mórz do dna.

    Aż wyschną wody mórz, Najdroższa,
    I aż się w słońcu stopi głaz;
    Będę cię kochał wciąż, Najdroższa,
    Póki w nurt życia spływa czas.

    O, żegnaj, moja Ty jedyna,
    Żegnaj na kilka jeno chwil;
    Wrócę znów, chociażbym miał przejść, Miła,
    Dziesięć tysięcy długich mil!
  • damodar 12.07.02, 23:47
    George Gordon Byron
    Kiedyśmy się żegnali

    Kiedyśmy się żegnali
    We łzach i w milczeniu,
    Gdyś się smutna oparła
    Na moim ramieniu,
    Twarz miałaś bladą, zimną,
    Pocałunek zimniejszy,
    Wróżyła mi ta chwila
    Okropność dzisiejszej.

    Zimno na moje czoło
    Spadła rosa ranku -
    Przeczułem, że zapomnisz
    O dawnym kochanku.
    Dziś zachwiana twa sława,
    Śluby zniweczone,
    Dziś słyszę twoje imię
    I za ciebie płonę.

    Przy mnie mówią o tobie;
    Milczę - rozpacz, trwoga,
    Dreszcz mnie przebiega zimny -
    Czemuś mi tak droga?
    Nie wiedzą, że znam ciebie,
    Jak dźwięk dzwonu ich głosy;
    Długo, długo klnąć będę
    Ciebie - i moje losy.

    W tajniśmy się widzieli -
    W milczeniu żal tłumię,
    Że zapomnieć, oszukać
    Twoje serce umie.
    Ach! gdy cię ujrzę jeszcze,
    Jakimż dziękczynieniem
    Do stóp twoich pobiegnę? -
    Łzami i milczeniem
  • Gość: AndrzejG IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 12.07.02, 23:48


    Wagonik kolejki linowej urywa się i spada z trzystu metrów. Ginie
    trzydziestu pięciu pasażerów, ale jeden się ratuje. Prawdę mówiąc, jego
    stan jest tak żałosny, że lepiej by było, gdyby ptrzeniósł się na tamten
    świat: popękana czaszka, w kilku miejscach złamany kręgosłup, pęknięta
    wątroba, przecięta tętnica szyjna... - słowem , lekarze nic nie rozumieją.
    Potrzygodzinnych oględzinach słynny profesor, który przyjechał, by zbadać
    to dziwo, rozwiązuje zagadkę.
    -Chory obudził się ze śpiączki i zdołał wykrztusić kilka słów. Tłumaczy, że
    kolejka, w której się znalazł, padła ofiarą sabotażu dokonanego przez
    nielegalnego emigranta, opowiada się za karą śmierci, obowiązkową
    pięcioletnią służbą wojskową dla kobiet i mężczyzn, wznowieniem prób
    nuklearnych i odzyskaniem francuskiego imperium kolonialnego.
    Głupota nie pozwala mu znależć wyjścia awaryjnego, jakie oferuje ludziom
    los. Krótko mówiąc -jest po prostu za głupi, by umrzeć

    Roland Topor
  • damodar 12.07.02, 23:50
    George Gordon Byron
    O nie mów mi, o nie mów mi

    O nie mów mi, o nie mów mi
    O szczęściu tych minionych dni,
    Gdy miałaś duszę moją całą.
    Pamiętam je, dopóki czas
    Nie przyjdzie sprawić, iżby z nas
    Śladu na ziemi nie zostało.

    Czyż mogłabyś - czyż ja bym mógł
    Zapomnieć serca twego stuk,
    Gdym pieścił złoto twych warkoczy?
    Dziś jeszcze widzę pąs twych warg,
    Co tchnąć miłością, skapią skarg,
    I młodą pierś, i tęskne oczy.

    Do sercam tulił cię, a ty
    Miewałaś w oczach rzewne mgły -
    Wyrzutu może? czy zachęty?
    I znowum cię w uściski brał,
    Jak gdyby chcąc; by pieszczot szał
    W niebytu strącił nas odmęty.

    A potem, gdy się powiek brzeg
    Łączył w puszysty jeden ścieg,
    Kryjąc błękitne kule na dnie -
    Rzęs twoich długich kładł się cień,
    Na licach, jak gdy w mroźny dzień
    Na śniegi pióro kruka spadnie.

    Że znów mnie kochasz, miałem sen -
    I słodszy był mi majak ten,
    Niż gdybym płonął znów na jawie
    Dla innych serc, dla innych lic:
    Bo one mi nie niosą nic,
    Gdy ze snem moim je zestawię.

    Więc nie mów mi, więc nie mów mi,
    Że nigdy już nie wrócą dni,
    Co sennym sycą mnie wspomnieniem -
    Póki się nie zmienimy w głaz
    I póki nam nie powie czas,
    Że myśmy tu znikomym cieniem.
  • damodar 12.07.02, 23:53
    Maciej Cisło
    O Tobie

    Ani



    1


    Deszcz. Wszystko zmyje, czerwone włosy dziewczyny
    wylot ulicy. I myśli. Myśli. Boże
    czy ty nim żyjesz -- życiem? Tak bez adresu
    tęskniłem tylko w dzieciństwie. Samotność --
    jakbyś rankiem spojrzał w okno
    i obłoki dojrzał szybujące
    w pustce,
    i nic więcej.



    2


    C h c ę --
    chcę ciebie! która tak od nie-
    chcenia
    siebie posiadasz!

    Chcę mieć wszystkie ciała
    twego kosmosu, jak w śmierci
    gdy się ma
    myśli drzew chmur
    i kamieni -- przesuwane na Liczydłach
    poezji:
    ciała niebieskie
    róż makijaż
    i nagie, giętkie.
    -- -- -- -- -- -- --



    3


    Złoto-biel, sandał
    na wysmukłej szpilce
    stopa w cieniutkich paskach-balans
    bioder-ramię: weź!
    mnie.
    Usta język-zęby; zjedz!
    i te dwie, sterczące zaczepnie
    zezujące rozbieżnie -- o!
    esownice profilu.



    4


    "Pochylają się nad głębokimi studniami
    przykładają sobie ucho do piersi, ciekawi
    czy tam wewnątrz nie usłyszą
    szponów wielkich niespokojnych drapieżców
    szarpiących się wściekle w ich klatkach.
    Jedynie po to by czuć jak drżą wzajemnie
    i żeby się przerażać swą samotnością.
    Ponad mrocznymi, palącymi jak piętno głębiami"



    5



    B y ć s o b ą



    ...i być kimś!
    Samoświadomość świata to Inny.
    Męski
    mężczyzna, kobieca kobieta dziecinne
    dziecko --- jedno namiętnie pożąda drugiego;
    żywe życie

    śmieje się ze słowa "zdrada", życie zdradzić
    można tylko ze śmiercią.
    ...Masz okno okrężne
    w pokoju, wokół okna,
    przez które widać brakujący krajobraz.





    6


    Żeńska -- rzeka
    łania łąka noc
    poezja --
    to są wszystko siostry
    mojej żony.

    Jej bratem, ludzkim,
    był może Cezar! Kepler
    sam Bóg.
    Ale to przecież im bardziej
    nie on --
    a rzeka -- tym bardziej ona.
    Ona dla mnie.



    7


    Chłodna kropla światła łza
    na policzku dziecka o świcie.
    Śnił mu się Strach -- a przecież ono
    jest naszą Najodważniejszą
    przenośnią -- przenoszącą nas
    w nieskończoność --
  • damodar 12.07.02, 23:59
    Zdzisław Dębicki
    Fiołkami ci drogę uścielę...

    Fiołkami ci drogę uścielę,
    Kwiaty rzucę pod stopy pachnące,
    Wonne lasów i pól naszych ziele
    I storczyki, co rosną na łące...

    Fiołkami ci drogę uścielę,
    Że nie dotknie się stopa twa ziemi,
    I powiodę cię, biały aniele,
    I powiodę szlakami jasnemi...

    W marzeń cichym klękniemy kościele
    Gdzieś od ludzi daleko i światła,
    Mój ty biały, serdeczny aniele,
    Moja duszo ty jasna, skrzydlata!...
  • Gość: AndrzejG IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 12.07.02, 23:53


    wg J. Brela

    Napełnij szklankę mi
    Ostatni nalej raz
    Napełnij szklankę mi
    I pójdę bo już czas
    Nie płaczę pozwól pić
    Bo wstyd mi sobą być
    Napełnij szklankę mi
    Napełnij szklankę mi

    Pijemy zdrowie twe
    Bo łatwo mówić że
    Ułoży wszystko się
    I już nie będzie źle

    Tym lepiej jeśli te
    Proroctwa kłamstwem są
    Upiję wkrótce się
    I zawiść zgubię swą

    Pijemy zdrowie tych
    Co dziś weseli są
    Przyjaciół krewnych złych
    Co z mego życia drwią

    Tym lepiej jeśli mnie
    Rozdrażnią winą swą
    Upiję wkrótce się
    Nienawiść zgubię swą

    Napełnij szklankę mi
    Ostatni nalej raz
    Napełnij szklankę mi
    I idę bo już czas
    Nie płaczę pozwól pić
    Bo wstyd mi sobą być
    Napełnij szklankę mi
    Napełnij szklankę mi

    Za moje zdrowie pij
    Pijemy z winem je
    I jeśli chcesz to bij
    A jeśli nie to nie

    Tym lepiej jeśli mnie
    Cios dosięgnie twój
    Upiję wkrótce się
    I żal zgubię swój

    Za te dziewczyny pij
    Co kochać będą mnie
    Za te dziewczyny pij
    Co mówią o mnie źle

    Tym lepiej jeśli te
    Dziewczyny zimne są
    Upiję wkrótce się
    I miłość zgubię swą

    Więc pijmy całą noc
    Aż zwalę się pod stół
    By smutek stracił moc
    Bym nie czuł nic com czuł

    Więc pijmy póki źle
    Więc pijmy żeby pić
    Upiję wkrótce się
    Nadziei zerwę nić

    Napełnij szklankę mi
    Ostatni nalej raz
    Napełnij szklankę mi
    I idę bo już czas
    Nie płaczę zostaw mnie
    Rozjaśnia wszystko się
    Napełnij szklankę mi
    Napełnij szklankę mi

    Jacek Kaczmarski
    1977


  • damodar 13.07.02, 00:02
    Wincenty Faber
    Ostatnia miłość
    Hani - nie po raz ostatni

    Spójrz jakie trudne. Budowanie gwiazdy.
    Z rąk rozłożonych. Lub splecionych mocno.
    A jeszcze trudniej kochać cię dzień po dniu
    grającą pralką, żyletką lub szczotką.

    I chorą nerką. Zepsutym żołądkiem,
    strachem o jutro związanym w nerwicę.
    Jak ci powiedzieć, że nie ma pieniędzy?
    To się nie mieści w żadnej poetyce.

    Ognisko rzuca cień przy pełnym słońcu
    i gasną iskry - żywy sznur korali.
    A ile ognisk, spojrzeń w oczy trzeba
    ażeby gwiazdę daleką rozpalić.

    I trudno płomień ugasić płomieniem.
    Gdy gorejemy. Dwugłowa pochodnia.
    A skoro nigdy płomień się dopali.
    Odpoczywamy w cieniu tego ognia.

    A są w nim żagwie i małe i duże,
    i tajemnice nie nazwane głośno.
    Ostatnia miłość ściera z szafy kurze.
    Czy się kochamy ostatnią miłością.
  • damodar 13.07.02, 00:05
    Zbigniew Herbert
    Układała swe włosy

    Układała swe włosy przed snem
    i przed lustrem trwało to nieskończenie długo
    między jednym a drugim zgięciem ręki w łokciu
    mijały epoki z włosów wysypywali się cicho
    żołnierze drugiej legii zwanej Augusta Antoniniana
    towarzysze Rolanda artylerzyści spod Verdun
    mocnymi palcami
    upewniła glorię nad swoją głową
    trwało to tak długo
    że kiedy wreszcie
    rozpoczęła swój rozkołysany
    marsz ku mnie
    serce moje tak dotąd posłuszne
    stanęło
    i na skórze pojawiły się
    grube ziarna soli
  • damodar 13.07.02, 00:07
    Wincenty Faber
    Prawo

    Co on w niej widzi. Co ona w nim widzi.
    Oto jest prawo pierwszego olśnienia.
    Tacy zwyczajni, jak wróble na piasku.
    Jałowość piachu w ziarno się zamienia.

    To dzięki tobie przywłaszczam krajobraz.
    Z tobą ma dla mnie leśny smak powietrze.
    I nie zaprzeczy temu odkrywaniu
    naiwność naszych barw, gdy czas je zetrze.

    Rzecz sprawiedliwa. Gdy widzialny świat
    twoim imieniem po imieniu wołam.
    Zachowaj prawo pierwszego olśnienia,
    tak właśnie trzeba patrzeć dookoła.
  • damodar 13.07.02, 00:09
    Wincenty Faber
    Waga

    Twoje ciało
    przepływa przez noc
    jak na rzece wezbranej czółno.

    Potem chwila
    rozjaśnia się nagle
    jakby słońce
    uderzyło o północ.

    Twoje ciało
    a tak go niewiele
    gdy się uścisk
    w łagodność rozplata,
    a jest szalą,
    która równoważy
    całą brutalność świata.
  • damodar 13.07.02, 00:14
    Dorota Filipczak
    * * *

    Tyle lat
    moja łza
    żłobi rysę
    w twoim policzku
    a jeszcze
    nie stałeś się
    pękniętą
    skałą
  • damodar 13.07.02, 00:16
    Ewa Filipczuk
    Odlot

    Usypiam nocą
    wierz mi znużona miłością
    nic więcej lub nikt więcej
    Na nietykalnej gwieździe
    dobranoc gdziekolwiek jesteś Oto świt wilgotny
    ścieżka zwierząt wdzięk trawy
    Tam wrócimy kiedyś
    jeszcze za wcześnie za wcześnie
    Czas kłamie pośród liści oblegających ziemię
    nic więcej ukochany ja tylko w czas nie wierzę
    Posłuchaj to śpiew odlatujących z jesiennego miasta
    ich niepojęte podróże w stronę mórz północnych
    to odlot wyzwolonych
    oni nam nie wierzą
    kiedy znużeni miłością mamy wciąż nadzieję
    A nad ziemią bezbrzeżną nad chmurnym oceanem
    świeci gwiazda nic więcej lub świeciła gwiazda
  • damodar 13.07.02, 00:18
    Stefan Garczyński
    Pierwsze słowo

    Znów weszła - nie wiem, co się w duszy mojej działo!
    Uśmiech jej był tak słodki, oczy tak łaskawe,
    A przecież czułem w sobie niepewność, obawę -
    Gdym chciał mówić, oddechu na słowo nie stało.

    Myślałem, że na świecie odznaczony mało -
    Jej tylko służyć mogę za marną zabawę;
    I westchnąłem, ukryty przed krzykliwą wrzawę;
    To westchnienie, ach! było duszą moja całą.

    Ktoś imię moje wyrzekł - i podniosłem oczy,
    Jak ów we śnie chodzący wzbudzi się na imię;
    Patrzę - już się kołuje tanecznik ochoczy.

    Znów ktoś na mnie zawołał - czy na jawie drzymie,
    To ona! Rękem porwał - jakiś duch proroczy
    Serce i myśl natchnął - i w tańczącym rymie
    "Ja cię kocham!" - wyrzekłem...
  • damodar 13.07.02, 06:06
    Johann Wolfgang Goethe
    Wyznanie

    Co trudno ukryć? Ogień, wierzę,
    Bowiem za dnia go zdradzi dym,
    A w nocy płomień, dzikie zwierzę.
    Lecz trudno ukryć na równi z nim
    Miłość. Najgłębiej choć ukryta,
    Każdy ją z oczu wyczyta
  • damodar 13.07.02, 06:10
    Johann Wolfgang Goethe
    Powitanie i rozłąka

    Już do niej czas! Więc noga w strzemię!
    Poleciał koń mój lotem strzał.
    Wieczorny wiatr kołysał ziemię,
    Zawisła noc na szczytach skał;
    Już wypiętrzony w błękit siny,
    Stał olbrzym - dąb w spowiciu mgły
    I patrzył czarno spod gęstwiny
    Tysiącem oczu pomrok zły.

    Miesiąc wyjrzawszy zza pagórka
    Przyświecał tęskno w wonnych mgłach,
    Wiatr, szeleszczący w lekkie piórka,
    Nawiewał w uszy dziwny strach;
    Noc wyłoniła swe bojaźnie,
    Przy drodze mej czyhają, tkwią -
    Lecz dobrze mi, wesoło, raźnie
    I w żyłach ogień płynie z krwią!

    Przy tobiem był. Z twych ócz lazuru
    Wszechzapomnienia piłem zdrój;
    I wszystko w nas było do wtóru,
    I każdem tchnieniem byłem Twój.
    Wiosennej jutrzni pierwsze groty
    Różowe padły Ci na twarz.
    Od wymarzonej w snach pieszczoty
    Przecudowniejszy uścisk nasz!

    Lecz oto słońce już nas płoszy,
    Uciekać mi potrzeba w dal:
    W uścisku twym tyle rokoszy!
    W spojrzeniu twoim jaki żal!
    Nie żegnaj mnie tym wzrokiem szklanym,
    Odchodzącemu uśmiech daj.
    Co to za szczęście być kochanym!
    I kochać, Boże, co za raj!
  • damodar 13.07.02, 06:15
    Johann Wolfgang Goethe
    Piękna noc

    Porzuciłem chatki ściany,
    Gdzie najmilsza moja mieszka:
    Las tu ciemny, mgłą owiany,
    Tłumi krok zarosła ścieżka.
    Księżyc patrzy poprzez chmurę,
    Zefir mu podaje skrzydła,
    Brzozy przesyłają w górę
    Najwonniejsze doń kadzidła.

    Jak rozkosznie teraz czuję
    Chłód, co zmysły me ożywia,
    Jak ta cicha noc czaruje
    I mą duszę uszczęśliwia.
    Lecz oddałbym, mogę przysiąc,
    Choćby to groziło zgubą,
    Takich pięknych nocy tysiąc
    Za noc jedną z moją lubą.
  • Gość: idiota IP: *.dyn.optonline.net 13.07.02, 07:13

    Widze ze tu tylko jakies fragmenty wierszy
    romantycznych zreszta (na koncu tego watku).
    Niestety ja "nie wiem co to poezja, nie wiem
    na co i po co? wiem tylko ze ludzie czasami
    czytaja wiersze i placza".
    Wasza pieknosc jest dziwadlem!
    Przytaczjac rozne wiersze niczego nie osiagniecie.
    Co najwyzej bedziecie sie rozkoszowac tym ze to co
    napisaliscie jest tu.
    Ale to za malo.
    Ten watek powineien byc skasowany.
    Gdyz jest tak samo szkoddliwy jak inne o duzej
    liczbie postow.
    Brak reakcji i kontroli jest juz zauwazalny.
    I pozostaje tylko ten sam onanizm,ktory kreuje
    watki o duzej liczbie postow.

    z powazaniem,

    idiota, :)
  • damodar 13.07.02, 23:42
    Johann Wolfgang Goethe
    Bliskość ukochanego

    Gdy słońca blask nad morza lśni głębiną,
    Myślę o tobie, miły.
    Wzywałam cię, gdy księżyc niebem płynął
    I zdroje się srebrzyły.

    Widzę cię tam, gdzie skraj dalekiej drogi
    Szarym zasnuty pyłem,
    A nocą gdzieś wędrowiec drży ubogi
    Na ścieżynie zawiłej.

    Słyszę twój głoś w szumie spienionej fali
    Bijącej o wybrzeże
    Lub w cichy gaj przychodzę słuchać dali
    W zamierającym szmerze.

    I wtedy wiem, że jesteś przy mnie, blisko,
    Choć oddal cię ukryła -
    Przygasa dzień, wnet gwiazdy mi zabłysną
    O, gdybym z tobą była!
  • damodar 13.07.02, 23:46
    Maria Grossek - Korycka
    Myślę o tobie

    Gwiazdy otwarły gorejące oczy
    Święte patronki strudzonej czeladzi.
    Noc po mnie cienie coraz grubsze toczy,
    Czemuż sen pierzcha, coś jakby mu wadzi...
    Myślę o tobie!

    Nie dość noc jeszcze bezsennością długa
    Żenie z zegaru gęgających gąsek
    Tak słodko! Żadnej rozmowy... Szaruga...
    Nic nie przeszkadza, żaden obowiązek...
    Myślę o tobie!

    Jak się na wodach kołyszą lotosy
    Na świadomości twarz się twa kołysa,
    Rzucam na pościel rozplecione włosy
    I ręce na krzyż - w grobie nocy, cicha
    Myślę o tobie!
  • damodar 13.07.02, 23:53
    Ulla Hahn
    Obrazowo mówiąc

    Gdybym była drzewem wrosłabym
    w ręki twej zagłębienie
    gdybyś był morzem zamki z piasku
    wznosiłabym dla ciebie niestrudzenie

    Gdybyś był kwiatem wyrwałabym
    ciebie z korzeniami jak ziele
    gdybym była ogniem złożyłabym
    twój dom w łagodnym popiele

    Gdybym była nimfa wessałabym
    ciebie do dna samego
    gdybym był gwiazdą zestrzeliłabym
    ciebie z nieba nocnego
  • damodar 13.07.02, 23:58
    Heinrich Heine
    "Der Brief, den du geschrieben"
    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

    Piszesz mi moja miła,
    Że już nie kochasz mnie,
    Wieść by mnie ta zmartwiła,
    Ale nie wierzę, nie!

    Podziwiam pióra wprawę,
    List stron dwanaście ma,
    Dając komuś odprawę,
    Wystarczą słowa dwa.
  • damodar 14.07.02, 00:04
    Narcyza Żmichowska
    Zaklęcie

    Idę lądem, płynę wodą,
    A czy słońce lśni pogodą,
    Czy pioruny z błyskawicą,
    Czy na niebie gwiazdy świecą,
    Czy mnie noc, czy dzień otoczy,
    Czy mi jasno, czy mi ciemno,
    Zawsze przy mnie, lub przede mną,
    Takie wielkie czarne oczy!
    Ach! to jej oczy!

    Piję miód i piołun piję,
    Zbieram ciernie i lilije,
    Sok wyciskam, lecz w napoju
    Nie ma zdrowia, ni spokoju,
    Choć dokoła przestrzeń pusta,
    Choć relikwię pocałuję,
    Zawsze na mych ustach czuję,
    Koralowe, drogie usta,
    Ach! to jej usta!

    Istna ona czarownica,
    Świat zaklęła w swoje lica,
    W swoje usta, w swoje oczy,
    Już i pacierz nie odroczy;
    Wszystko zmienia się w jej postać,
    Kędy spojrzę, wszędzie ona,
    Człowiek od tych czarów skona,
    Lub sprawczynię musi dostać
    Ach! gdyby dostać!
  • damodar 14.07.02, 00:07
    Tadeusz Żeleński-Boy
    A kiedy przyjdzie...

    ...A kiedy przyjdzie godzina rozstania,
    Popatrzmy sobie w oczy długo, długo
    I bez jednego słowa pożegnania
    Idźmy - ja w jedną stronę, a ty w drugą.

    Bo taka nam już pisana jest dola,
    Że nigdy dla nas jutro się nie ziści,
    Wiecznie nam w poprzek stanie tajna Wola,
    Co tkliwość mieni w podmuch nienawiści.

    Najmilsza moja! Leć, kędy cię niesie
    Twych piórek zwiewność i krwi młodej tętno;
    Leć, kędy życia pieśń wzdyma i gnie się
    w rytmów tanecznych melodię namiętną;

    Leć, kędy Rozkosz wyciąga ramiona
    Po smutne serce człowieka tułacze,
    Co w jej śmiertelnym spazmie drży i kona,
    I wyje z bólu, i ze szczęścia płacze...

    Leć... ale pomnij: w pogody uśmiechu,
    W marzeń haszyszu i smutków żałobie,
    I w cnot dystynkcji, i w plugastwie grzechu
    To wiedz, najmilsza: ja jestem przy tobie.

    Oczyma na cię patrzę skupionemi,
    Jak na misterium ważne, groźne prawie,
    I co bądź czynisz biedna Córo Ziemi,
    Ja, brat twój starszy, ja ci błogosławię...

    ...Gdy będziesz cierpieć, ja ciebie pocieszę,
    A gdy się zbrukasz, wówczas wiedz, ty droga:
    Ja cię wysłucham i ja cię rozgrzeszę,
    Bo taką władzę mam daną od Boga.

    W twe dłonie wtulę twarz od tęsknot bladą,
    O twe kolana głowę oprę biedną,
    A ty mi daj bajaj, o Szeherezado,
    Twych cudnych nocy, ach, tysiąc i jedną...

    ... A kiedy przyjdzie godzina spotkania,
    Może w nas pamięć dawnych chwil poruszy
    I bez jednego słowa powitania
    Popatrzym sobie aż w samo dno duszy...
  • drf 14.07.02, 00:07
    KURS ODWWWYKU
    nR KONTA wiza 4409049113\poprawiony
    dyskrecja zapewniona
  • damodar 14.07.02, 00:44
    Elżbieta Zechenter-Spławińska
    Opis jednej litery

    K - jak kochać
    dwie kreski
    przychodzące z daleka
    w tej pierwszej
    która była przed ich początkiem
    złączone
    A może
    dwie kreski odchodzące
    każda
    w swoją
    stronę
  • damodar 14.07.02, 00:49
    Kazimiera Zawistowska
    * * *

    Kocham Ciebie, bo wracasz ty mi wiosnę złotą
    Mej młodości i jasne powracasz miraże.
    Twój cień trwa przy mnie, jakby wierne straże,
    Twój cień, mej duszy przywołan tęsknotą.

    Niech więc ramiona mię Twoje oplotą -
    Zasłoń oczy - dziś w przyszłość nie chcę patrzeć ciemną,
    Chcę zapomnieć, że życie za mną i przede mną -
    Chcę zapomnieć o wszystkim, co nie jest pieszczotą.

    Tak dziś ciemno i zimno... Daj mi Twoje oczy!
    Twoje oczy rozświetlą marzenia ogrody...
    Tam dźwięk - złoto - purpura - alabastrów schody -

    I korowód weselny barwi się tęczowo.
    Tak dziś ciemno i zimno... a nad moją głową
    Sny majaczą złowrogie... Daj mi Twoje oczy!...
  • Gość: idiota IP: *.dyn.optonline.net 14.07.02, 02:54
    drf napisał:

    > KURS ODWWWYKU
    > nR KONTA wiza 4409049113\poprawiony
    > dyskrecja zapewniona

    Mnie chodzilo o uczestnikow tego watku,
    i o tzw. onanizm psychiczny;
    nie sadze by byly dla was jakies poradnie mogace
    Wam pomoc.

    pozdrowienia,

    idiota, :)


  • Gość: Maya IP: *.nsw.bigpond.net.au 14.07.02, 15:16
    Gość portalu: idiota napisał(a):

    > drf napisał:
    >
    > > KURS ODWWWYKU
    > > nR KONTA wiza 4409049113\poprawiony
    > > dyskrecja zapewniona
    >
    > Mnie chodzilo o uczestnikow tego watku,
    > i o tzw. onanizm psychiczny;
    > nie sadze by byly dla was jakies poradnie mogace
    > Wam pomoc.
    >
    > pozdrowienia,
    >
    > idiota, :)
    >
    >
    Przepraszam cie Idioto...ale niezupelnie sie z toba zgadzam.
    Jasna rzecza, nie lubisz poezji...i poetow.
    A dlaczego lubisz "podgladac onanistow..psychicznych"?
    Wracaj na onanie...do innych watkow,
    Bo jesli tak na OKO...tylko to postrzegasz,
    to moze jest to odbicie twojej psychiki (??)
    Szacuneczek :)

    Damodar...moglabys sie juz zatrzymac,
    bo z watku "To co piekne" (Hey OKO i..)..uczynilas.."To co smieszne"..
    a raptem nastapi..."To co zalosne"!
    Wiec zlap balans.
    Bye!

    :)