www.tvn24.pl/12690,1629668,0,1,tusk-jak-na-akademii-w-prl_u,wiadomosc.html
Pamiętam, jeszcze kiedy chodziłem do liceum, po drodze, codziennie rano, gdy
szedłem do szkoły i popołudniu, gdy wracałem - obszczekiwał mnie pies zza płotu.
Taki mały, jazgotliwy, zawzięty utrapieniec. Przyznaję. Nikomu, ani mnie, ani
innym kolegom i koleżankom,(których też obszczekiwał) nie przyszło do głowy
zaprosić go ani na studniówkę, ani na rozdanie świadectw i bal maturalny...
Czy dziś, patrząc z perspektywy lat, powinno mi być przykro z powodu ówczesnego
nietaktu? A może ten hałaśliwy pokurcz, w swoim rozumku, uważał się za
współautora naszego sukcesu? Może liczył na zaproszenie, bo chciał przyjść i
jeszcze nam naszczekać? Na przykład o tym, że gdyby to on... a nie my... to on
by wszystkim pokazał... i by miał świadectwo z czterema paskami! Albo nawet z
dziesięcioma!...