Komentarze do artykułu
Nie ma mocnych na Cimoszewicza. Nowy sondaż prezydencki
Rezygnacja ze startu Donalda Tuska spowodowała, że bardzo wzrosły notowania Włodzimierza Cimoszewicza. Gdyby chciał kandydować, to z łatwością wygrałby I turę wyborów. W zależności od tego, kogo wystawi PO, do drugiej tury nie dostaje się Lech Kaczyński bądź... kandydat Platformy.
Re: To się na pewno nie stanie
Nigdy nie trzeba mówić nigdy. Tymczasem Cimoszewicz to w obecnej
konfiguracji kandydat na prezydenta niemal idealny:
- jest dobrym prawnikiem, potrafiłby komunikować ze światem ustaw.
- ma doświadczenie w rządzeniu.
- jednocześnie nie jest pazerny na władzę - to widać.
- zna bardzo dobrze angielski (lingua franca, problem obecnego
prezydenta).
- znają go w świecie, porusza się dobrze zarówno na salonach, jak i w
białowieskiej kniei.
- jest niewątpliwie mądrym człowiekiem, który może za bardzo
eksponuje swoją wartość, ale ma prawo się cenić. Nie poniża głupich,
ale się wobec nich dystansuje.
- przyciąga uwagę rozmówców: jego spotkania w TVN24 z Moniką Olejnik
są znakomitym przykładem, że polityk może mieć w swych słowach i
sposobie ich wypowiadania pozytywny magnes.
- byłby być przedstawicielem tzw. "całego" społeczeństwa, a nie
konkretnej partii czy części społeczeństwa, niezależnie, czy PO
opowiedziałaby się za nim mocniej, czy na granicy potrzeby.
- jest w znakomitym wieku: już nie młokos, ale jeszcze nietknięty
obawą przed starością.
- sprawa jego "czerwonego koloru" nie ma już znaczenia. Przy
wszystkich zachowanych proporcjach Leszek Kołakowski też był
czerwony... A nie to mu się w życiorysie liczy.
- sprawa powodzian sprzed lat ? kto chce pamiętać w krzywym świetle,
będzie tak pamiętać; kto nie chce, nie będzie. Ogólnie - temat już
się opatrzył.
Można wymieniać jeszcze wiele punktów na rzecz pana C. Gdyby go
skonfrontować w "pojedynku" TV nie z "mechanizmem Miodowicza", ale z
poglądami i wiedzą praktyczną - najpewniej wygrałby zarówno z obecnym
prezydentem, jak i z panami Komorowskim, czy Sikorskim. Nie wygrałby
z Tuskiem, ale premier nie startuje.
Gdyby Cimoszewicz został prezydentem, Tusk miałby komfortową sytuację
w sterowaniu rządem. Chociaż mógłby się obawiać, czy przypadkiem jego
własna prezydentura nie oddali się na dwie kadencje, czyli na 10 lat.
Ale w międzyczasie mogliby w swoistym tandemie, Tusk-Cimoszewicz,
nieźle porządzić... Jaka satysfakcja dla mądrych ludzi.
Oczywiście wcześniej musiałaby zostać zamknięta karta - w spotkaniu
"twarzą w twarz" Tuska z Cimoszewiczem - zła, jakie PO wyrządziła
rękami Jaruckiej & Miodowicza. Gdyby nie tamta afera, kto wie, kim
byłby dzisiejszy gospodarz przy Krakowskim Przedmieściu. Jak inaczej
potoczyłyby się losy polskiej polityki, a w sensie bardziej
przyziemnym - losy wielu z nas. Bo jest wiele naczyń połączonych.
Cimoszewicz prezydentem - w obecnym czasie politycznym - to
rozwiązanie dobre na wiele schorzeń systemu. A że zarzeka się, iż nie
będzie kandydować ? Nieważne. Furtka w postaci groźby wygranej
obecnego prezydenta istnieje. Że sam powiada, iż w Polsce nie może
wygrać prezydentury nikt bez zaplecza politycznego i maszynerii
wyborczej ? Ma rację. Ale skoro PO nie ma własnego, w pełni gotowego
do objęcia najwyższej funcji w państwie kandydata - a po rezygnacji
Tuska gołym okiem widać, że nie ma - dlaczego ugrupowanie to nie
miałoby poprzeć Cimoszewicza ? Niemożliwe ?
A było możliwe, by Tusk nie kandydował ? Też było niemożliwe. Czyli -
nigdy nie trzeba mówić nigdy:)