Dodaj do ulubionych

My też tak potrafimy, no może nie zupełnie tak

  • sainbois 25.04.04, 15:27
    24. Bez słów, bez milczenia
    Mnich zapytał Fuketsu: "Nie słowami, ale i nie milcząc, jak możesz wyrazić
    prawdę?"
    Fuketsu zauważył: "Wciąż pamiętam wiosnę w południowych Chinach. Ptaki śpiewały
    wśród niezliczonych gatunków pachnących kwiatów."
    Komentarz Mumona: Fuketsu posiadł zen błyskawicę. Rozbłyskiwał nią,
    kiedykolwiek miał ku temu okazję. Jednak tym razem pożyczył tylko słowa ze
    starego poematu. Nie zważaj na jego zen. Jeżeli chcesz wyrazić prawdę, wyrzuć
    słowa, odrzuć milczenie i opowiedz mi o swoim zen.

    Bez wyjawiania własnego doświadczenia
    Posługiwał się jedynie cudzymi słowami.
    Gdyby tak gadał i gadał,
    Nawet jego słuchacze byliby zażenowani.


  • sainbois 25.04.04, 15:32

    Len na niskim polu
    kiedy wysoko, wysoko kwitnie...
    Wejrzenie - jak ciemny miód,
    które spojrzy nagle błękitnie...
    W ciszy jabłoń biała
    przy wichrowym majowym rozejmie...
    Smutna, wąska ręka niespokojna,
    gdy ją nagle dwoje dłoni obejmie...
    Przez ciemną wilgoć łąk
    szlak jak wstęga wyraźny i suchy,
    złoty most od serca do serca
    kołysany przezz oddechy, podmuchy...
    Patrząca z głębi wody
    twarz księżyca z zimną wieczną przestrogą
    i oczy... oczy co wierzą,
    lecz nie mogą już znaleźć nikogo.

    Kazimiera Iłłakowiczówna
  • sainbois 25.04.04, 15:35
    W zielonej bransoletce tęsknota zamknięta
    o wszystkim, o wszystkim zapomnianym pamięta:
    o tęczach, pawich piórach, o złocistych karocach,
    o łzach najkrwawszej krzywdy wypłakanych po nocach;
    o złotowłosej lalce z chabrowymi oczami,
    o ślicznej białej sukni naszywanej perłami,
    o pstrej kotce, co żółte miewała kocięta
    - o wszystkim, o wszystkim, o wszystkim pamięta!

    W zielonej bransoletce śpi - jak w świętym rynsztunku...
    Wie o każdym uśmiechu, o każdym pocałunku,
    pamięta zapach włosów, leciuchne ust skrzywienie
    i każdy dreszcz, i każde osłabłej ręki drgnienie,
    każdy powiew rozwagi, każde pchnięcie do zguby;
    pamięta, jak się szczęście chwyta i jak się - grzebie...
    ... i nie wezmę jej na rękę, kiedy pójdę do ciebie...

    Kazimiera Iłłakowiczówna

  • sainbois 25.04.04, 15:37
    Spójrz czystymi oczyma
    przynajmniej ty!
    ... Na drzew wyniosłe słupy
    nieprzekupne;
    na wodę wygiętą jak ramię,
    które świadczy i które nie kłamie;
    na piach, który deptany coraz nowym śladem
    codziennie umiera za prawdę...
    Zwykłą, powszednią, wszystkim oczywistą,
    nie głoszoną przez mędrców czy ewangelistów...
    Wstyd
    pali mnie i za gardło trzyma:
    spójrz czystymi oczyma
    przynajmniej ty!


    Kazimiera Iłłakowiczówna

  • sainbois 25.04.04, 15:40
    1795
    harusame ya hitori hôdan ni haikai

    spring rain -
    one Buddhist sermon
    two haiku

  • homosovieticus 26.04.04, 10:16
    Kazimiera Iłłakowiczówna
    Sam na sam
    Obejmij mnie, pokochaj... Jesteśmy sami, sami...
    ...Wicher przebiega po włosach, wicher potrząsa oknami...
    Ręce mam zimne, przybiegłam -- jak liść -- z pustego ogrodu
    do ciebie, do oczu twoich o barwie ciemnego miodu.

    Aż tutaj wieją wichury twardo splecione warkocze...
    ...Zamknij okno... Skończone zaklęcia i czary smocze:
    smok mój ułoży się kołem w dziwaczne snu arabeski,
    będzie różowy jak muszla lub -- jeśli każesz -- niebieski,

    w ogromne, płetwiaste łapy jak w wieka zamknie pogrzebne
    wszystko, co obok istnieje dalekie i niepotrzebne,
    wszystko, co dzwoni i szczęka, gwiżdże i brzęczy łańcuchem,
    wszystko, co nie jest liściem zziębniętym i wiatru podmuchem.
  • sainbois 26.04.04, 19:24
    O jakiś strop skrzydło się w locie zazębia
    i staje szczęście... i pieszczota już nie sięga głębi,
    i miłość już serca nie sięga...
    Tylko się snuje coś - nerw, nitka, wstęga,
    coś wieczystego. Coś, co w cieniu kolorowym z róż i heliotropu
    zaczepiło się tam, tam... Razem ze skrzydłami... U stropu.

    Kazimiera Iłłakowiczówna

  • rolotomasi 26.04.04, 20:11
    O czym warto wiedzieć przystępując do komitywy z ~subtelnym znawcą poezyj~oOsioł
    aby nie zostać się Krzywą Iźą, mam na myśli.

    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=10373044&a=10409050
    --
    już> Dajemy radę
  • sainbois 27.04.04, 00:00

    PSALM

    Niemand knetet uns wieder aus Erde und Lehm,
    niemand bespricht unseren Staub.
    Niemand.

    Gelobt seist du, Niemand.
    Dir zulieb wollen
    wir blühn.
    Dir
    entgegen.

    Ein Nichts
    waren wir, sind wir, werden
    wir bleiben, blühend:
    die Nichts-, die
    Niemandsrose.

    Mit
    dem Griffel seelenhell,
    dem Staubfaden himmelswüst,
    der Krone rot
    vom Purpurwort, das wir sangen
    über, o über
    dem Dorn.

    nie martw się o mnie, drogi Rolotomasi
    naprawdę
  • lupus.lupus 10.05.04, 20:24
    "Dawni Mistrzowie
    obywali się bez imion

    ich sygnaturą były
    białe palce Madonny

    albo różowe wieże
    di citta sul mare

    a także sceny z życia
    della Beata Umilita

    roztapiali się
    w sogno
    miracolso
    crocifissione

    znajdowali schronienie
    pod powieką aniołów
    za pagórkami obłoków
    w gęstej trawie raju

    tonęli bez reszty
    w złotych nieboskłonach
    bez krzyku przerażenia
    bez wołania o pamięć

    powierzchnię ich obrazów
    są gładkie jak lustro

    nie są to lustra dla nas
    są to lustra wybranych

    wzywam was Starzy Mistrzowie
    w ciężkich chwilach zwątpienia

    sprawcie niech spadnie ze mnie
    wężowa łuska pychy

    niech pozostanę głuchy
    na pokuszenie sławy

    wzywam was Dawni Mistrzowie

    Malarzu Deszczu Manny
    Malarzu Drzew Haftowanych
    Malarzu Nawiedzenia
    Malarzu Świętej Krwi"

    oszalały poeta

    www.gnosis.art.pl/iluminatornia/sztuka_o_inspiracji/vermeer_van_delft/vermeer_van_delft.htm
  • homosovieticus 19.05.04, 10:02


    PSALM 2*



    Mesjasz Królem

    1 Dlaczego narody się buntują,
    czemu ludy knują daremne zamysły?
    2 Królowie ziemi powstają
    i władcy spiskują wraz z nimi
    przeciw Panu i przeciw Jego Pamazańcowi*:
    3 «Stargajmy Ich więzy
    i odrzućmy od siebie Ich pęta!»

    4 Śmieje się Ten, który mieszka w niebie,
    Pan się z nich naigrawa*,
    5 a wtedy mówi do nich w swoim gniewie
    i w swej zapalczywości ich trwoży:
    6 «Przecież Ja ustanowiłem sobie króla
    na Syjonie, świętej górze mojej».

    7 Ogłoszę postanowienie Pana:
    Powiedział do mnie:
    «Tyś Synem moim,
    Ja Ciebie dziś zrodziłem*.
    8 Żądaj ode Mnie, a dam Ci narody w dziedzictwo
    i w posiadanie Twoje krańce ziemi.
    9 Żelazną rózgą będziesz nimi rządzić
    i jak naczynie garncarza ich pokruszysz»*.



    10 A teraz, królowie, zrozumcie,
    nauczcie się, sędziowie ziemi!



    11 Służcie Panu z bojaźnią
    12 i Jego nogi ze drżeniem całujcie*,
    bo zapłonie gniewem i poginiecie w drodze,
    gdyż gniew Jego prędko wybucha.
    Szczęśliwi wszyscy, co w Nim szukają ucieczki.

  • sainbois 18.05.04, 23:55


    There was a man
    Who made his living
    By painting roses
    Upon silk.

    He sat in an upper chamber
    And painted,
    And the noises of the street
    Meant nothing to him.

    When he heard bugles, and fifes, and drums,
    He thought of red, and yellow, and white roses
    Bursting in the sunshine,
    And smiled as he worked.

    He thought only of roses,
    And silk.
    When he could get no more silk
    He stopped painting
    And only thought
    Of roses.

    The day the conquerors
    Entered the city,
    The old man
    Lay dying.
    He heard the bugles and drums,
    And wished he could paint the roses
    Bursting into sound.


  • Gość: homocośtam IP: *.gdynia.mm.pl 19.05.04, 11:14
    Drzewo wstąpiło w moje dłonie,
    Soki wpłynęły w me ramiona,
    Drzewo wyrosło w moich piersiach
    - Koroną w dół,
    Gałęzie wyrastają ze mnie jak ramiona.

    Drzewem jesteś,
    Mchem jesteś,
    Jesteś fiołkami i wiatrem nad nimi,
    Dzieckiem - tak wysokim - jesteś,
    A wszystko to jest szaleństwem dla świata.
  • sainbois 19.05.04, 12:30
    Zesłowiczenie

    Nie przychodź do mnie, życie, zbyt często,
    do serca jak do drzwi nie łomocz,
    nie zmieniaj fantazji w szaleństwo
    i Boga nie wzywaj na pomoc.
    Nie snuj się za mną, nie pętaj,
    w zmyślonych paryżach mnie zgub,
    niech zasnę jak żaba zaklęta
    ze studnią rozpaczy u stóp.
    Ty nie budź mnie, życie, jak kapral,
    po nocach pod oknem mi nie wyj,
    niech srebrna śpiewa mi harfa
    i złoty depce mnie trzewik.
    Ucieknę, gdzie czary, gdzie mary,
    przebiegnę ci drogę jak kot,
    pochowam się w stare zegary
    i w śpiewki - przelewki wśród psot.
    Ja wolę, jak rentier, na tyłach
    podmiejską cepelią w dal kwilić,
    niż frunąć na ciężkich skrzydłach
    i ginąć na pierwszej linii.
    Zbuduję ci, życie, psią budę,
    a sama się rzucę w łan baź,
    niech drapie mnie w sztuczny podbródek
    z cukierków zrobiony mój paź.
    Ty nie strój mnie, życie, w koronę,
    do ręki nie dawaj mi berła,
    nie wciskaj swej mordy skrwawionej
    w to miejsce po starych perłach.
    Ty przyjdź do mnie kiedyś nad ranem,
    ze śmiercią jak z panną pod rękę,
    i podaj mi czarny atrament
    na śmieszną ostatnią piosenkę
    Staniemy tak sobie jak w lustrach
    ty - moje życie, i ja,
    i może to będzie szósta -
    a może przejedzie sto dwa...
    "Niebrzydka z was dwojga jest para" -
    śmierć powie ścierając z nas kurz.
    Ja na to powiem: "Sen, mara"...
    A życie: "już".

    Agnieszka Osiecka
  • homosovieticus 19.05.04, 12:55




    Zgaś moje oczy: ja cię widzieć mogę,
    zamknij mi uszy, a ja cię usłyszę,
    nawet bez nóg znajdę do ciebie drogę,
    i bez ust nawet zaklnę cię najciszej.
    Ramiona odrąb mi, ja cię obejmę
    sercem mym, które będzie mym ramieniem,
    serce zatrzymaj, będzie tętnił mózg,
    a jeśli w mózg mój rzucisz swe płomienie,
    ja ciebie na krwi mojej będę niósł.

    Rilke Rainer Maria
    ps
    Ach? Aha! oby na pewno bez "c" ?
  • sainbois 19.05.04, 13:01
    Kiedy cię spotkam co ci powiem
    że byłaś światłem moim Bogiem
    że szmat już drogi przemierzyłem
    i byłaś wszędzie tam gdzie byłem
    odległą gwiazdą w sztolni nocy
    zachodem słońca snem proroczym
    przestrzenią serca której strzegłem
    jak oka w głowie dla tej jednej
    mądrej i pięknej ludzkim prawem
    ave

    Kiedy cię spotkam czy ukryję
    wszystkie kobiety których byłem
    pacjentem uczniem profesorem
    żal nie na miejscu i nie w porę
    jak mogło być a jak nie było
    że wszystko na nic tylko miłość
    na wieki wieków i że żaden
    człowiek nie był mi tak potrzebny
    ave

    Kiedy cię spotkam jak mam spojrzeć
    żebyś nie mogła w oczach dojrzeć
    starego głodu którym hojnie
    obdarowałem tyle spojrzeń
    blasku księżyca który każe
    od ścian odbijać się od marzeń
    do zjawy twej wyciągać ręce
    w śniegu pościeli pisać wiersze
    szkłem ryte skrycie tatuaże
    ave
  • sainbois 19.05.04, 13:09
  • homosovieticus 19.05.04, 13:34
    Aha, mam Cię w końcu?
    Aha, masz mnie na ...

    Uwaga, profesorzy,
    Geniusze często uczą się najgorzej!
    :)) + :((
    Sztaudynger
  • sainbois 19.05.04, 14:03
    w całej mocy i krasie.
    na muszce
    na końcu szpady
    na wyciągnięcie ręki
    Bardzo przyjemne:)
  • Gość: homowylogowany IP: *.gdynia.mm.pl 19.05.04, 14:12
    :))))))))
    ps
    nie pytaj co Ci zrobię, jak Cię złapię.
  • sainbois 20.05.04, 12:14
    who pays any attention
    to the syntax of things
    will never wholly kiss you;

    wholly to be a fool
    while Spring is in the world
    my blood approves,
    and kisses are a better fate
    than wisdom
    lady i swear by all flowers. Don't cry
    - the best gesture of my brain is less than
    your eyelids'flutter which says

    we are for each other: then
    laugh, leaning back in my arms
    for life's not a paragraph

    And death i think is no parenthesis

    e.c.c.
  • homosovieticus 20.05.04, 12:26
    Wspomnienia

    Odwiedzaj swoje wspomnienia,
    Uszyj dla niech płócienne pokrowce.
    Odsłoń okna i otwórz powietrze.
    Bądź dla nich serdeczny i nigdy
    nie daj im poznać po sobie.
    To są twoje wspomnienia.
    Myśl o tym, kiedy płyniesz
    w sargassowym morzu pamięci
    i trawa morska zarasta ci usta.
    To są twoje wspomnienia, których
    nie zapomnisz aż do końca życia.

    Zagajewski Adam
  • sainbois 20.05.04, 13:07
    Ne me quitte pas
    Il faut oublier
    Tout peut s'oublier
    Qui s'enfuit déjà
    Oublier le temps
    Des malentendus
    Et le temps perdu
    A savoir comment
    Oublier ces heures
    Qui tuaient parfois
    A coups de pourquoi
    Le cœur du bonheur
    Ne me quitte pas
    Ne me quitte pas
    Ne me quitte pas
    Ne me quitte pas

    Moi je t'offrirai
    Des perles de pluie
    Venues de pays
    Où il ne pleut pas
    Je creuserai la terre
    Jusqu'après ma mort
    Pour couvrir ton corps
    D'or et de lumière
    Je ferai un domaine
    Où l'amour sera roi
    Où l'amour sera loi
    Où tu seras reine
    Ne me quitte pas
    Ne me quitte pas
    Ne me quitte pas
    Ne me quitte pas

    Ne me quitte pas
    Je t'inventerai
    Des mots insensés
    Que tu comprendras
    Je te parlerai
    De ces amants-là
    Qui ont vu deux fois
    Leurs cœurs s'embraser
    Je te raconterai
    L'histoire de ce roi
    Mort de n'avoir pas
    Pu te rencontrer
    Ne me quitte pas
    Ne me quitte pas
    Ne me quitte pas
    Ne me quitte pas

    On a vu souvent
    Rejaillir le feu
    D'un ancien volcan
    Qu'on croyait trop vieux
    Il est paraît-il
    Des terres brûlées
    Donnant plus de blé
    Qu'un meilleur avril
    Et quand vient le soir
    Pour qu'un ciel flamboie
    Le rouge et le noir
    Ne s'épousent-ils pas
    Ne me quitte pas
    Ne me quitte pas
    Ne me quitte pas
    Ne me quitte pas

    Ne me quitte pas
    Je ne vais plus pleurer
    Je ne vais plus parler
    Je me cacherai là
    A te regarder
    Danser et sourire
    Et à t'écouter
    Chanter et puis rire
    Laisse-moi devenir
    L'ombre de ton ombre
    L'ombre de ta main
    L'ombre de ton chien
    Ne me quitte pas
    Ne me quitte pas
    Ne me quitte pas
    Ne me quitte pas.


    Il faut oublier
    Tout peut s'oublier
    Qui s'enfuit déjà
    Oublier le temps
    Des malentendus
    Et le temps perdu
    A savoir comment
    Oublier ces heures
    Qui tuaient parfois
    A coups de pourquoi
    Le cœur du bonheur
    Ne me quitte pas
    Ne me quitte pas
    Ne me quitte pas
    Ne me quitte pas

    Moi je t'offrirai
    Des perles de pluie
    Venues de pays
    Où il ne pleut pas
    Je creuserai la terre
    Jusqu'après ma mort
    Pour couvrir ton corps
    D'or et de lumière
    Je ferai un domaine
    Où l'amour sera roi
    Où l'amour sera loi
    Où tu seras reine
    Ne me quitte pas
    Ne me quitte pas
    Ne me quitte pas
    Ne me quitte pas

    Ne me quitte pas
    Je t'inventerai
    Des mots insensés
    Que tu comprendras
    Je te parlerai
    De ces amants-là
    Qui ont vu deux fois
    Leurs cœurs s'embraser
    Je te raconterai
    L'histoire de ce roi
    Mort de n'avoir pas
    Pu te rencontrer
    Ne me quitte pas
    Ne me quitte pas
    Ne me quitte pas
    Ne me quitte pas

    On a vu souvent
    Rejaillir le feu
    D'un ancien volcan
    Qu'on croyait trop vieux
    Il est paraît-il
    Des terres brûlées
    Donnant plus de blé
    Qu'un meilleur avril
    Et quand vient le soir
    Pour qu'un ciel flamboie
    Le rouge et le noir
    Ne s'épousent-ils pas
    Ne me quitte pas
    Ne me quitte pas
    Ne me quitte pas
    Ne me quitte pas

    Ne me quitte pas
    Je ne vais plus pleurer
    Je ne vais plus parler
    Je me cacherai là
    A te regarder
    Danser et sourire
    Et à t'écouter
    Chanter et puis rire
    Laisse-moi devenir
    L'ombre de ton ombre
    L'ombre de ta main
    L'ombre de ton chien
    Ne me quitte pas
    Ne me quitte pas
    Ne me quitte pas
    Ne me quitte pas

  • Gość: Marian IP: *.gdynia.mm.pl 24.05.04, 07:48
    Анна Ахматова



    ПОЭТ
    (Борис Пастернак)

    Он, сам себя сравнивший с конским глазом,
    Косится, смотрит, видит, узнает,
    И вот уже расплавленным алмазом
    Сияют лужи, изнывает лед.

    В лиловой мгле покоятся задворки,
    Платформы, бревна, листья, облака.
    Свист паровоза, хруст арбузной корки,
    В душистой лайке робкая рука.

    Звенит, гремит, скрежещет, бьет прибоем
    И вдруг притихнет,- это значит, он
    Пугливо пробирается по хвоям,
    Чтоб не спугнуть пространства чуткий сон.

    И это значит, он считает зерна
    В пустых колосьях, это значит, он
    К плите дарьяльской, проклятой и черной,
    Опять пришел с каких-то похорон.

    И снова жжет московская истома,
    Звенит вдали смертельный бубенец...
    Кто заблудился в двух шагах от дома,
    Где снег по пояс и всему конец?

    За то, что дым сравнил с Лаокооном,
    Кладбищенский воспел чертополох,
    За то, что мир наполнил новым звоном
    В пространстве новом отраженных строф,-

    Он награжден каким-то вечным детством,
    Той щедростью и зоркостью светил,
    И вся земля была его наследством,
    А он ее со всеми разделил.
    19 января 1936
    Строфы века. Антология русской поэзии.
    Сост. Е.Евтушенко.
    Минск, Москва: Полифакт, 1995.



  • lupus.lupus 25.05.04, 12:14
    Jesteś tu przy mnie
    Noc się chyli
    Nad ranem bywa nieprawdziwie
    Jesteś tu przy mnie
    Trochę cię dziwi,
    Że ja niczemu się nie dziwię
    A znamy się od godzin pięciu
    Nieprawda!
    Czy się nie domyślasz,
    Że zagarnąłem cię pamięcią
    Na długo przed tym zanim przyszłaś?
    Taką cię wymyśliłem
    Gdy okno bielało nad ranem
    Wszystkie w tobie zmieściłem
    wiersze nie napisane
    Najlepiej jak umiałem
    Z każdym uśmiechem, gestem
    Tylko nie przewidziałem
    Że jesteś
    Taką cię wymyśliłem
    Nad stołem zalanym winem
    Gdy twoje zdrowie piłem
    W niejedną szarą godzinę
    Za chwilę noc upadnie
    Spojrzyj kochanie - dnieje
    To chwila gdy najładniej
    Istniejesz
    Taką cię wymyśliłem
    Wśród tylu słów bezimienną
    Kiedy ciszy motywem
    Niebo szarzało nade mną
    Kiedy za dużo chciałem
    W swoim łagodnym obłędzie
    Wtedy nie przewidziałem,
    Że będziesz
    Los dobrze się ze mną obszedł
    Przy tobie wszystkiemu sprostam
    Tylko o jedno cię proszę
    Pozostań!

    Jonasz Kofta
  • lupus.lupus 25.05.04, 12:24
    To może przypadek,
    że znów się widzimy
    Patrzymy na siebie
    w spokojnej udręce
    Spojrzenia spłowiały
    Przez lata i zimy
    Dziś tylko się znamy
    Nic więcej
    Uśmiechasz się dziwnie
    Inaczej niż wtedy
    Gdy było do siebie
    Nam bliżej niz blisko
    To było niedawno
    a mówi sie kiedyś
    Dziś tylko się znamy
    To wszystko
    Dzielimy złą ciszę
    obcymi słowami
    Ty serce masz chłodna
    I chłodne masz ręce
    Za chwilę pójdziemy
    Innymi drogami
    Bo tylko się znamy,
    Nic więcej!

    J.K.

    :(
  • sainbois 05.06.04, 21:56
    Ogrodnik?
    Ogrodnik...
    lupusie, znałam kiedyś w sieci pewnego Ogrodnika. Czy to Ty?
    Wróciłam właśnie z miasteczka, gdzie jest wspaniały zdziczały ogródek. Bluszcz
    pełza po ziemi, murze, po krzaku bzu, na jabłoniach porozwieszało się dzikie
    wino.
    Jeśli jesteś Ogrodnikiem... tamtym Ogrodnikiem?
    a jeśli nie...
    :)))
    Sonet 109
    Nie mniemaj nigdy o mnie, że ja przeniewierca,
    Chociaż ciebie zasmucę w długim oddaleniu,
    Tak mi łatwo na chwilę wygładzić cię z serca,
    Jak się rozstać z mą duszą, żyjącą w twym tchnieniu.
    Tam jest dom mej miłości. Ten, co podróżuje,
    Spiesząc z powrotem drogę manowcami skraca;
    A gdy ujrzy swój domek, całą radość czuje.
    Tak ma dusza z rozkoszą do swej chatki wraca.
    Nie mniemaj, chociaż moja natura mieściła
    Z ułomnością czowieka nierozdzielne żądze,
    Iż ja na jedną chwilkę tak sromotnie zbłądzę,
    Bym przez lekkość opuścił ziemskich skarbów siła.
    Bez ciebie ten obszerny świat niczym być sądzę.
    Ty na nim wszystkim jesteś, moja różo miła!

    acha, jeszcze jedno - w zdziczałym ogrodku rośnie krzew różowej róży, bardzo
    stara odmiana, bez kolców, czyli o cieplym sercu:)))
  • lupus.lupus 29.06.04, 09:48
    Nie. Świat nie jest tak mały Sainbois.Z ogrodami jednak wiele mnie łączy. To
    nie tylko hobby, to znacznie głębsze uczucie. Zresztą traktować ogród tylko
    jako hobby to grzech.Wychowałem się w domu z niewielkim ogrodem i sadem
    prowadzonym przez Dziadka, który o różach wiedział chyba wszystko.Spędzałem z
    nim tam mnóstwo czasu, który teraz, z perspektywy czasu wydaje mi się niemal
    magiczny.Niestety gdy Dziadek uznał, że już czas zacząć przekazać mi całą swoją
    wiedzę na ten temat, ja już mniej uwagi poświęcałem magicznym chwilom. Życie,z
    całą swoją bujnością oferowało mi znacznie więcej niż tylko kopanie w ziemi i
    podcinanie gałęzi. Tak mi się wtedy wydawało. Bardzo dziś tego żałuję.
    Jesienią wracam do swojego domu rodzinnego na stałe. Czeka tam na mnie mój
    ogród.Zapuszczony i zarośnięty. Czeka mnie mnóstwo pracy. Na szczęscie nie
    wszystko zapomniałem z dzieciństwa...

    "W ogrodzie rosła róża. Zakochał się w niej wiatr. Byli zupełnie różni, on -
    lekki i jasny, ona - nieruchoma i ciężka jak krew. Przyszedł człowiek w
    drewnianych sabotach i gołymi rękami zerwał różę. Wiatr skoczył za nim, ale
    tamten zatrzasnął przed nim drzwi.- Obym skamieniał - zapłakał nieszczęśliwy. -
    Mogłem obejść cały świat, mogłem nie wracać wiele lat, ale wiedziałem, ze na
    zawsze czeka. Wiatr rozumiał, że aby naprawdę cierpieć, trzeba być wiernym."

    oszalały z nienawiści poeta- niedoszły noblista

    PS. Nie pojawiasz się Sainbois. Marian, przy biernej postawie "bywalców" został
    zaszczekany i zaszczuty.Dla "intelektualnego troglodyty" również jest coraz
    mniej miejsca.
  • sainbois 05.07.04, 11:18
    Drogi Ogrodniku, a jednak świat nie jest zbyt duży. Bo mój dziadek też hodował
    róże. Był ogrodnikiem amatorem, kochał swoje rośliny. W szufladzie biurka mam
    stary nóż okulizak, odziedziczyłam go po dziadku. Bo ogrodnik nie wzdraga się
    przed kształtowaniem i nadawaniem form. Dziadek szczególnie lubił staroświeckie
    róże sztamowe. Zmarł dawno temu. Jego ogród sprzedano, jego ukochane rośliny
    zapewne nie żyją.
    A ogród mojego ojca jest wspaniale zdziczały. I niewiele da się z tym zrobić,
    bo ojciec lubi to, co miało siły i przetrwało lata ogrodniczego bezhołowia.
    Taki bluszcz - pełza i pnie się, i oplata jabłonie, bzy. Fiołki też są bardzo
    żywotne - na wiosnę połowa ogródka jest fiołkowa.
    Homosovieticus, założyciel-budowniczy tego wątku, był wspaniałym i
    nieporównanym rozmówcą, brak mi go bardzo; czasem zaglądam tutaj, by sprawdzić
    stan rzeczy.
    Wykrakałam... Wątek przypomina porzuconą przez właściciela willę, może i nic w
    niej nie niszczeje, ale skąd to wiadomo pod tonami piasku czy śniegu,
    nawiewanego każdego dnia.
    Wiem, że Mariana nienawidzono na Forum. Pragmatyczna panidalloway,
    która zresztą też znikła, chyba już zrozumiała, co jest potrzebne do sensownej
    czy twórczej wymiany poglądów? Oczywiście, wystarczy interesujący rozmówca. No,
    dla pewności dodam, że to okaz bardzo cenny... i rzadki. I trzeba go było
    pielęgnować, a nie zadeptywać, wyrywać z korzeniami, wypalać - a może
    zanudzać???:))))
    (serwowaniem rzeczy płaskich:)))
  • lupus.lupus 27.07.04, 15:03
    God's Garden
    God made a beatous garden
    With lovely flowers strown,
    But one straight, narrow pathway
    That was not overgrown.
    And to this beauteous garden
    He brought mankind to live,
    And said: "To you, my children,
    These lovely flowers I give.
    Prune ye my vines and fig trees,
    With care my flowerets tend,
    But keep the pathway open
    Your home is at the end."

    Then came another master,
    Who did not love mankind,
    And planted on the pathway
    Gold flowers for them to find.
    And mankind saw the bright flowers,
    That, glitt'ring in the sun,
    Quite hid the thorns of av'rice
    That poison blood and bone;
    And far off many wandered,
    And when life's night came on,
    They still were seeking gold flowers,
    Lost, helpless and alone.


    O, cease to heed the glamour
    That blinds your foolish eyes,
    Look upward to the glitter
    Of stars in God's clear skies.
    Their ways are pure and harmless
    And will not lead astray,
    Bid aid your erring footsteps
    To keep the narrow way.
    And when the sun shines brightly
    Tend flowers that God has given
    And keep the pathway open
    That leads you on to heaven.


    Robert Frost, poeta, który zawsze kojarzy mi się z latem : ) Polecam!
  • atylli_wnuk 11.06.04, 07:59


    Gdybym spotkał ciebie pierwszy raz,
    ale w innym sadzie, w innym lesie-
    może by inaczej zaszumiał nam las
    wydłużony mgłami na bezkresie...

    Może innych kwiatów wśród zieleni bruzd
    jęłyby się dłonie dreszczem czynne -
    może by upadły z niedomyślnych ust
    jakieś inne słowa - jakieś inne...

    Może by i słońce zniewoliło nas
    do spłynięcia duchem w róż kaskadzie,
    Gdybym spotkał ciebie znowu pierwszy raz,
    ale w innym lesie, w innym sadzie...

    Bolesław Leśmian
  • sainbois 11.06.04, 11:34
    A kiedy ćmy wieczorem o szyby łopocą,
    A serce pierś rozrywa niespokojnym biciem -
    Czy wiesz, co mały świerszczyk gra w kominie nocą?
    Czy wiesz, że to bez ciebie życie nie jest życiem?

    Bronisława Ostrowska
  • homosovieticus 23.07.04, 15:56
    sainbois napisała:

    > A kiedy ćmy wieczorem o szyby łopocą,
    > A serce pierś rozrywa niespokojnym biciem -
    > Czy wiesz, co mały świerszczyk gra w kominie nocą?
    > Czy wiesz, że to bez ciebie życie nie jest życiem?
    >
    > Bronisława Ostrowska

  • sainbois 23.07.04, 19:41
    Childe Haroldzie.
    oto obraz:
    www.abcgallery.com/T/turner/turner15.html
    oto słowa:

    To Inez

    1
    Nay, smile not at my sullen brow,
    Alas! I cannot smile again;
    Yet heaven avert that ever thou
    Shouldst weep, and haply weep in vain.

    2
    And dost thou ask, what secret woe
    I bear, corrodiing joy and youth?
    And wilt thou vainly seek to know
    A pang, ev'n thou must fail to sooth?

    3
    It is not love, it is not hate,
    Nor low Ambitions's honours lost,
    That bids me loathe my present state,
    And fly from all I priz'd the most:

    4
    It is that weariness which springs
    From all I meet, or hear, or see:
    To me no pleasure Beauty brings;
    Thine eyes have scarce a charm for me.

    5
    It is that settled, ceaseless gloom
    That fabled Hebrew wanderer bore;
    That will not look beyond the tomb,
    But cannot hope for rest before.

    6
    What Exile from himself can flee?
    To Zones, though more and more remote,
    Still, still pursues, where-e'er I be,
    The blight of life--the demon, Thought.

    7
    Yet others rapt in pleasure seem,
    And taste of all that I forsake;
    Oh! may they still of transport dream,
    And ne'er, at least like me, awake!

    8
    Through many a clime 'tis mine to go,
    With many a retrospection curst;
    And all my solace is to know,
    Whate'er betides, I've known the worst.

    9
    What is that worst? Nay do not ask--
    In pity from the search forbear:
    Smile on--nor venture to unmask
    Man's heart, and view the Hell that's there.

    85
    Adieu, fair Cadiz! yea, a long adieu!
    Who may forget how well thy walls have stood?
    When all were changing thou alone wert true,
    First to be free and last to be subdued:
    And if amidst a scene, a shock so rude,
    Some native blood was seen thy streets to die;
    A traitor only fell beneath the feud:
    Here all were noble, save Nobility;
    None hugg'd a Conqueror's chain, save fallen Chivalry!

    86
    Such be the sons of Spain, and strange her fate!
    They fight for freedom who were never free,
    A Kingless people for a nerveless state;
    Her vassals combat when their chieftains flee,
    True to the veriest slaves of Treachery:
    Fond of a land which gave them nought but life,
    Pride points the path that leads to Liberty;
    Back to the struggle, baffled in the strife,
    War, war is still the cry, 'War even to the knife!'

    87
    Ye, who would more of Spain and Spaniards know,
    Go, read whate'er is writ of bloodiest strife:
    Whate'er keen Vengeance urg'd on foreign foe
    Can act, is acting there against man's life:
    From flashing scimitar to secret knife,
    War mouldeth there each weapon to his need--
    So may he guard the sister and the wife,
    So may he make each curst oppressor bleed,
    So may such foes deserve the most remorseless deed!

    88
    Flows there a tear of pity for the dead?
    Look o'er the ravage of the reeking plain;
    Look on the hands with female slaughter red;
    Then to the dogs resign the unburied slain,
    Then to the vulture let each corse remain;
    Albeit unworthy of the prey-bird's maw,
    Let their bleach'd bones, and blood's unbleaching stain,
    Long mark the battle-field with hideous awe:
    Thus only may our sons conceive the scenes we saw!

    89
    Nor yet, alas! the dreadful work is done,
    Fresh legions pour adown the Pyrenees;
    It deepens still, the work is scarce begun,
    Nor mortal eye the distant end foresees.
    Fall'n nations gaze on Spain; if freed, she frees
    More than her fell Pizarros once enchain'd:
    Strange retribution! now Columbia's ease
    Repairs the wrongs that Quito's sons sustain'd,
    While o'er the parent clime prowls Murder unrestrain'd.

    90
    Not all the blood at Talavera shed,
    Not all the marvels of Barossa's fight,
    Not Albuera lavish of the dead,
    Have won for Spain her well asserted right.
    When shall her Olive-Branch be free from blight?
    When shall she breathe her from the blushing toil?
    How many a doubtful day shall sink in night,
    Ere the Frank robber turn him from his spoil,
    And Freedom's stranger-tree grow native of the soil!

    Gdybyż jeszcze pojawił się Talisker; czytałam go w sieci gdzieś, kiedyś, dawno,
    dawno temu, i - nie tak dawno temu; i gdyby Talisker w świecie miał na imię
    Stefan; i gdyby powiedział, co myśli o interpretacjach Magnificat Bacha?
  • lupus.lupus 03.07.04, 15:12
    Marianie,
    On odszedł.... Marlon Wielki odszedł...
    To tylko literki, nie pomoże znaczek ":(" i graficzne świeczki.Nie potrafiłem
    na Forum pożegnać Jacka Kaczmarskiego. Teraz również brakuje mi słów.

    Za słaby aby mówić
    rozchylam tylko wargi
    odbijam je
    na szybie powietrza

    wokoło spokój
    a my idąc pochylamy głowy
    jakby pod wielki wiatr

    płowieją długie aleje
    już ludzie nas nie widzą

    To z tęsknoty to z wyrzeczenia
    coraz bliżsi i bliżsi
    chwili co zmieni nas
    w tchnienie

    Marlon Brando 1924-2004 R.I.P.
    brando.crosscity.com/HTMLVer/GalleryMB/Gallery.asp?GalleryType=1&ViewType=2&SubGalleryType=Misc&ImageIndex=3

    Sprawi Bogu wiele kłopotu. Będzie się z Nim wykłócał jak to miał w zwyczaju
    robić z reżyserami.Jego agnet poinformował o śmierci w następujący
    sposób:"Odszedł Ojciec Chrzestny".

    Żegnaj Marlonie...
  • homosovieticus 23.07.04, 15:57
    Pozdrawiam serdecznie!
  • lupus.lupus 06.07.04, 17:06
    Dziś rozpoczęła się jedna z najbardziej fascynujących ceremonii gasnącej już
    Strarej Europy. Mam na myśli święto ku czci św. Fermina obchodzone w
    hiszpańskiej Pampelunie. Każdy komu w młodości zaszumiała książka Papy "Słońce
    też wschodzi" marzył zapewne o tym by być tam na początku lipca. W moim
    przypadku marzenia się spełniły. Kosztem całorocznych oszczędności i spędziłem
    w połowie lat 90 dwa cudowne tygodnie w czasie Fiesty. Do końca życia będę o
    nich pamiętał jako o najbardziej ekscytująco spędzonych wakacjach. Ubrany w
    białą koszulę, czerwoną chustkę i bordowy beret ( tylko tam nie wygląda się w
    tym idiotycznie) włóczyłem się po ulicach miasta spotykając fascynatów z
    wszystkich chyba stron świata. Prym wiedli oczywiście Anglosasi skuszeni
    hemingwayowską legendą. Miejscowi tarktowali nas obcokrajowców z góry, słusznie
    twierdząc, ze nie ma mamy takich "cojones" jak oni :) Rzeczywiście podczas
    porannych gonitw nikt nie biegał tak blisko byków jak miejscowi młodzieńcy.W
    czasie Fiesty dochodziło na tym tle do mnóstwa bójek. Popołudniami
    uczestniczyłem w licznych nabożeństwach i procesjach odprawianych z iście
    hiszpańską pasją.Wieczorami zaś niekończąca się zabawa z morzem rosado :) Po
    zakończeniu sanferminowego szaleństwa zostało mi jeszcze dwa dni na zwiedzenie
    zakątków Navarry.To były cudowne dni.
    Pampeluna jest piękna latem....
    www.sanfermin.com/2004/portada.php?day=060704&lang=eng
  • lupus.lupus 19.07.04, 22:16
    Smutek. Wierny towarzysz. Siedzi teraz obok mnie i przepycha się z Poczuciem
    Winy o władzę nade mną. Wie, że cholernie mi przykro... Trudno o lepszą dla
    Niego przynętę.
    Zastanawialiście się kiedyś nad tym czy smutek jest przekleństwem wyłącznie
    człowieka? Otóż nie. Smutek może dotknąć całe narody. W Europie mamy dwa narody
    pogrążone w smutku- Portugalczyków i Węgrów. W zasadzie możemy jeszcze zaliczyć
    do tej grupy Rosjan, ale to już temat na zupełnie inną rozmowę. Skupmy się na
    Portugalczykach i Węgrach.
    Ich smutki się różnią.Błędem jest ich porównywanie.
    Smutek Portugalczyków jest bardziej zewnętrzny, można nawet powiedzieć
    "geograficzny" W portugalskiej duszy gra "saudade" - smutek i nostalgia. Naród
    na krańcu Europy, przed którym rozpościera się tylko Ocean. Portugalczycy przez
    wieli bali się i tęsknili za tym co ukryte za potężnym żywiołem. Ta bezbrzeżna
    tęsknota i smutek pchała Vasco da Gamę i Henryka Żeglarza do podróży poza
    granice znanego swiata. Ta tęsknota to również rozszywająca serce muzyka fado.
    Smutne pieśni śpiewane po zmroku w portugalskich kawiarniach. Smutne pieśni o
    rozpaczy, miłości, żalu. Portugalczycy nie zachowują się jak typowi
    południowcy.Owa nostalgia i smutek jest zawsze wyczuwalna.Potomkowie morskich
    śmiałków zdaja się zawsze marzyć o tym co piękne, odległe i nieuchwytne. Taki
    to ten portugalski smutek.

    "Moje pieśni to fado
    A fado to przeznaczenie.
    Modlitw i łez kaskadą
    Spada na mnie gitar brzmienie.

    Zawsze gdy strun dotykam,
    Gitara z płaczu aż drży-
    Przenika mnie ta muzyka,
    Ten wielki smutek, gorzkie łzy.

    To ludzie z mojego kraju,
    Teraz to dopiero wiem,
    Tak wielki w sobie smutek mają,
    Że w muzykę zmienia się

    Ci ludzie wciąż czekają,
    Że odmieni się zły los,
    Od troski ich uwalniając...

    A od smutki pieśni głos....

    : ((((


    Smutek węgierski. Wydaje się, że bardziej przenikliwy, a przez to bardziej mi w
    tej chwili bliższy. Moja Babka, która miała węgierskie korzenie zadbała o to
    bym poznał Endre Ady'ego, Jozsefa Eotvosa, Ferenca Kolcseya,Hamvasa,
    Petofi'ego i innych z których smutek wprost kapie. W innych postach postaram
    się wam wyjaśnić na czym polega ów ten smutek węgierski. Wiem, że będzie mi
    długo towarzyszył... :(

    "Spętano sznurem duszę moją,
    Bo jak ognisty koń wierzgała,
    Bo biczowałem ją daremnie,
    Daremnie bita, cwałowała.

    Gdy się zjawi wam na polu
    Ogier, który ledwie łbem rusza,
    Przetnijcie jego powrozy,
    Bo to moja polsko-węgierska smutna dusza"

    (na podstawie wiersza Endre Ady'ego)

    --
    "Zabawy są przepyszne i dziewczęta piękne są
    Lecz muszę iść bo wzywa mnie
    Don Carlos de Borbon"
    fragment pieśni hiszpańskich karlistów
  • homosovieticus 23.07.04, 15:59
    "Zabawy są przepyszne i dziewczęta piękne są
    Lecz muszę iść bo wzywa mnie
    Don Carlos de Borbon"

    BINGO!!!
  • Gość: Marian IP: *.gdynia.mm.pl 26.07.04, 08:46

    Soul

    My mournful soul, you, sorrowing
    For all my friends around,
    You have become the burial vault
    Of all those hounded down.

    Devoting to their memory
    A verse, embalming them,
    In torment, broken, lovingly
    Lamenting over them,

    In this our mean and selfish time,
    For conscience and for quest
    You stand-a columbarium
    To lay their souls to rest.

    The sum of all their agonies
    Has bowed you to the ground.
    You smell of dust, of death's decay,
    Of morgue and burial mound.

    My beggarly, dejected soul,
    You heard and saw your fill;
    Remembered all and mixed it well,
    And ground it like a mill.

    Continue pounding and compound
    All that I witnessed here
    To graveyard compost, as you did
    For almost forty years.

    1956
    Translated by Sergei Roy

  • sainbois 27.07.04, 14:54
    po angielsku:

    This love
    So violent
    So fragile
    So tender
    So hopeless
    This love
    Beautiful as the day
    And bad as the weather
    When the weather is bad
    This love so true
    This love so beautiful
    So happy
    So joyous
    And so pathetic
    Trembling with fear like a child in the dark
    And so sure of itself
    Like a tranquil man in the middle of the night
    This love that made others afraid
    That made them speak
    That made them go pale
    This love intently watched
    Because we intently watch it
    Run down hurt trampled finished denied forgotten
    Because we ran it down hurt it trampled
    it finished it denied it forgot it
    This whole entire love
    Still so lively
    And so sunny
    It's yours
    It's mine
    That which has been
    This always new thing
    And which hasn't changed
    As true as a plant
    As trembling as a bird
    As warm as live as summer
    We can both of us
    Come and go
    We can forget
    And then go back to sleep
    Wake up suffer grow old
    Go back to sleep again
    Awake smile and laugh
    And feel younger
    Our love stays there
    Stubborn as an ass
    Lively as desire
    Cruel as memory
    Foolish as regrets
    Tender as remembrance
    Cold as marble
    Beautiful as day
    Fragile as a child
    It watches us, smiling
    And it speaks to us without saying a word
    And me I listen to it, trembling
    And I cry out
    I cry out for you
    I cry out for me
    I beg you
    For you for me for all who love each other
    And who loved each other
    Yes I cry out to it
    For you for me and for all the others
    That I don't know
    Stay there
    There where you are
    There where you were in the past
    Stay there
    Don't move
    Don't go away
    We who loved each other
    We've forgotten you
    Don't forget us
    We had only you on the earth
    Don't let us become cold
    Always so much farther away
    And anywhere
    Give us a sign of life
    Much later on a dark night
    In the forest of memory
    Appear suddenly
    Hold your hand out to us
    And save us

    i po francusku

    Cet amour
    Si violent
    Si fragile
    Si tendre
    Si désespéré
    Cet amour
    Beau comme le jour
    Et mauvais comme le temps
    Quand le temps est mauvais
    Cet amour si vrai
    Cet amour si beau
    Si heureux
    Si joyeux
    Et si dérisoire
    Tremblant de peur comme un enfant dans le noir
    Et si sûr de lui
    Comme un homme tranquille au milieu de la nuit
    Cet amour qui faisait peur aux autres
    Qui les faisait parler
    Qui les faisait blémir
    Cet amour guetté
    Parce que nous le guettions
    Traqué blessé piétiné achevé nié oublié
    Parce que nous l'avons traqué blessé piétiné achevé nié oublié
    Cet amour tout entier
    Si vivant encore
    Et tout ensoleillé
    C'est le tien
    C'est le mien
    Celui qui a été
    Cette chose toujours nouvelles
    Et qui n'a pas changé
    Aussi vraie qu'une plante
    Aussi tremblante qu'un oiseau
    Aussi chaude aussi vivante que l'été
    Nous pouvons tous les deux
    Aller et revenir
    Nous pouvons oublier
    Et puis nous rendormir
    Nous réveiller souffrir vieillir
    Nous endormir encore
    Rêver à la mort
    Nous éveiller sourire et rire
    Et rajeunir
    Notre amour reste là
    Têtu comme une bourrique
    Vivant comme le désir
    Cruel comme la mémoire
    Bête comme les regrets
    Tendre comme le souvenir
    Froid comme le marbre
    Beau comme le jour
    Fragile comme un enfant
    Il nous regarde en souriant
    Et il nous parle sans rien dire
    Et moi j'écoute en tremblant
    Et je crie
    Je crie pour toi
    Je crie pour moi
    Je te supplie
    Pour toi pour moi et pour tous ceux qui s'aiment
    Et qui se sont aimés
    Oui je lui crie
    Pour toi pour moi et pour tous les autres
    Que je ne connais pas
    Reste là
    Là où tu es
    Là où tu étais autrefois
    Reste là
    Ne bouge pas
    Ne t'en va pas
    Nous qui sommes aimés
    Nous t'avons oublié
    Toi ne nous oublie pas
    Nous n'avions que toi sur la terre
    Ne nous laisse pas devenir froids
    Beaucoup plus loin toujours
    Et n'importe où
    Donne-nous signe de vie
    Beaucoup plus tard au coin d'un bois
    Dans la forêt de la mémoire
    Surgis soudain
    Tends-nous la main
    Et sauve-nous.

  • Gość: zakochanyinaczej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.07.04, 16:35
  • Gość: Virginia V. IP: *.gdynia.mm.pl 27.07.04, 20:37
    Kazimierz Tetmajer - "FAŁSZ, ZAWIŚĆ..."


    Fałsz, zawiść, płaskość, mierność, nikczemność, głupota:
    oto rafy, o które łódź moja potrąca,
    płynąc przez życia mętne i cuchnące błota
    pod niebem zachmurzonym, bez gwiazd i bez słońca.
    Wiem, że błot nie przepłynę - odrzucam precz wiosła
    i przymknąwszy powieki na dnie łodzi leżę,
    nie dbając, kędy by mnie mętna woda niosła,
    nie dbając, gdzie i jakie czeka mnie wybrzeże?
    Tak płynę ja, zrodzony od czystego morza,
    do purpurowych wschodów, zachodów złoconych,
    do gwiazd kroci, orkanu, co gna przez przestworza,
    do cisz wielkich i sennych i do wysp zielonych.
    Tak płynę ja, zrodzony, by słoneczne fale
    pruć silnym ruchem ręki leżącej na sterze,
    by wiry i wietrzyce roztrącać zuchwale -
    -tak płynę i półmartwo na dnie łodzi leżę.
  • sunniva 03.08.04, 13:38
    Gerard Manley Hopkins (1844–89)

    14. Hurrahing in Harvest


    SUMMER ends now; now, barbarous in beauty, the stooks arise
    Around; up above, what wind-walks! what lovely behaviour
    Of silk-sack clouds! has wilder, wilful-wavier
    Meal-drift moulded ever and melted across skies?

    I walk, I lift up, I lift up heart, eyes,
    Down all that glory in the heavens to glean our Saviour;
    And, éyes, heárt, what looks, what lips yet gave you a
    Rapturous love’s greeting of realer, of rounder replies?

    And the azurous hung hills are his world-wielding shoulder
    Majestic—as a stallion stalwart, very-violet-sweet!—
    These things, these things were here and but the beholder
    Wanting; which two when they once meet,
    The heart rears wings bold and bolder
    And hurls for him, O half hurls earth for him off under his feet.


  • Gość: Marian IP: *.gdynia.mm.pl 02.08.04, 12:49
    Zapomniane Powstanie Warszawskie
    W dniu 1 sierpnia 2004 roku przypada 60-ta rocznica wybuchu Powstania
    Warszawskiego. Historia tego powstania nie jest dostatecznie znana przez opinię
    światową, chociaż Powstanie Warszawskie było największym tego rodzaju
    wydarzeniem w dziejach świata. To było powstanie zbrojne na niespotykaną skalę
    w epicentrum wydarzeń wojennych, na styku działań frontowych dwu największych
    armii w historii wojen. Po dwu miesiącach walk powstańcy skapitulowali. W
    bezsensownym odwecie, niemieccy zbrodniarze, zburzyli Warszawę doszczętnie, co
    jest bezprzykładnym aktem bestialstwa i zdziczenia hitlerowskiej "rasy panów".
    To był sadystyczny mord z premedytacją, wykonywany przez kilka miesięcy w
    centrum cywilizowanej Europy. Pisanie o historii jest najtrudniejszą ze sztuk.
    Jej trywialne i propagandowe wydanie jest często spotykaną chałturą, wykonywaną
    przez usłużnych dziennikarzy. Historia ostatniej wojny była wielokrotnie
    ?uzdatniana? do konsumpcji w czasie ostatniego półwiecza. Od prymitywnych
    wersji propagandowych na użytek zwycięskiej koalicji, do sensacyjnych wersji
    produkowanych na użytek propagandy w celu zmiany optyki i ostrości widzenia.
    Wystarczy jednak przyjrzeć się dokładnie Powstaniu Warszawskiemu, aby
    uświadomić sobie, że nigdy nie przebrniemy przez meandry decyzji politycznych,
    które podejmowali przywódcy walczących ze sobą armii, które otaczały Warszawę.
    Los powstania zależał od decyzji podejmowanych daleko od frontu walki.
    Dowolność interpretacji tych wydarzeń jest zatrważająca. Jak bardzo to było
    powikłane, a jacy mali i bezwzględni politycy byli w tym czasie dowódcami
    walczących stron w czasie II wojny światowej, to się dopiero okazało po
    zakończeniu wojny. Jak podli okazali się ci mali polityczni gracze, których
    przerosła ranga wydarzeń rozgrywających się w tym czasie. Sprawa ludobójstwa na
    mieszkańcach Warszawy nie znalazła też odpowiedniej rangi w czasie procesu
    Norymberskiego. W ogólnie dostępnych publikacjach oficjalnych interpretatorów,
    sprawy te miały swoje kolejne odsłony w ciągu ostaniego półwiecza. Każda ze
    stron inaczej widziała to zdarzenie i każda inaczej oceniała decyzje
    koalicjanta lub przeciwnika. Każda ze stron niosła na sobie garb uprzedzeń
    historycznych i garb ograniczeń ideologicznych obowiązujących w tym czasie.
    Nawet antyhitlerowscy koalicjanci mieli różne interesy, choć jeden wspólny cel.
    W ciągu tych tragicznych paru lat wojny, politycy tych krajów podpisywali pakty
    o nieagresji, tworzyli koalicje, aby na końcu stać się śmiertelnymi wrogami.
    Polityka, była i jest stajnią Augiasza, pełną moralnych brudów w panującym tam
    bałaganie. Efekt pracy tych polityków "stajennych", co kilkanaście lat możemy
    obserwować w postaci rzezi i wojen, których nikt nie może zrozumieć. Morderstwo
    na powstańcach miasta Warszawy wpisuje się w tą ciemną stronę politycznych
    decyzji, które nigdy nie doczekają się pełnego wyjaśnienia i przebaczenia. O
    ile nigdy nie osiągniemy zadowalającego spokoju i jasności w ocenie politycznej
    tych wydarzeń, to jednoznaczna jest ocena moralna działań samych powstańców
    tego bohaterskiego miasta. Powstanie Warszawskie jest i pozostanie relikwią na
    historycznym ołtarzu Polski. To jest absolutnie potrzebny przykład sprzeciwu
    wobec narzuconej Polsce niewoli i bezprawnej okupacji. Dopiero teraz rozumiemy,
    jak ważna to była decyzja, która obliguje następne pokolenia do walki o
    suwerenność Polski. Nawet w okresie reżimu komunistycznego, sama heroiczność
    powstania dawała Polakom tak potrzebną siłę duchową na przetrwanie tego okresu
    zniewolenia. Świadomość tamtego, powstańczego bohaterstwa, podnosiła na duchu
    słabych i wątpiących. Dopiero obecny, podstępny zamach na suwerenność Polski i
    odsunięcie polskiej inteligencji od wpływu na kształt mediów, poczynił ogromne
    szkody w naszej mentalności. Polakom odebrano możliwość swobodnej wypowiedzi w
    większości mediów o zasięgu krajowym. Nowi "spekulanci medialni" ofiarowują nam
    pozorne wolności. Teraz mamy w Polsce wolność do bezrobocia, do zabawy, do
    narkotyków, do "róbta co chceta". Historia Polski wymaga więc kolejnej
    przeróbki, według instrukcji nowych władców. W tej nowej wersji historii, nie
    ma zbyt wiele miejsca na przypominanie bohaterów Powstania Warszawskiego. To
    jest kontrolowana i udawana amnezja. Mało znaczące epizody ostatniej wojny
    stają przedmiotem wymuszonej dyskusji, a zapomina się o wydarzeniach, które
    miały wymiar światowej tragedii. Takim dramatem o wymiarze ponadnarodowym jest
    historia Powstania Warszawskiego.

    21 lipca 2004
    dodane : 7/21/2004 Zrodlo : Wojciech K.Borkowski
  • lupus.lupus 02.08.04, 13:32
    Gość portalu: Marian napisał(a):

    > Zapomniane Powstanie Warszawskie
    > W dniu 1 sierpnia 2004 roku przypada 60-ta rocznica wybuchu Powstania
    > Warszawskiego. Historia tego powstania nie jest dostatecznie znana przez
    opinię
    >
    > światową, chociaż Powstanie Warszawskie było największym tego rodzaju
    > wydarzeniem w dziejach świata. To było powstanie zbrojne na niespotykaną
    skalę
    > w epicentrum wydarzeń wojennych, na styku działań frontowych dwu największych
    > armii w historii wojen. Po dwu miesiącach walk powstańcy skapitulowali. W
    > bezsensownym odwecie, niemieccy zbrodniarze, zburzyli Warszawę doszczętnie,
    co
    > jest bezprzykładnym aktem bestialstwa i zdziczenia hitlerowskiej "rasy
    panów".
    > To był sadystyczny mord z premedytacją, wykonywany przez kilka miesięcy w
    > centrum cywilizowanej Europy. Pisanie o historii jest najtrudniejszą ze
    sztuk.
    > Jej trywialne i propagandowe wydanie jest często spotykaną chałturą,
    wykonywaną
    >
    > przez usłużnych dziennikarzy. Historia ostatniej wojny była wielokrotnie
    > ?uzdatniana? do konsumpcji w czasie ostatniego półwiecza. Od prymitywnych
    > wersji propagandowych na użytek zwycięskiej koalicji, do sensacyjnych wersji
    > produkowanych na użytek propagandy w celu zmiany optyki i ostrości widzenia.
    > Wystarczy jednak przyjrzeć się dokładnie Powstaniu Warszawskiemu, aby
    > uświadomić sobie, że nigdy nie przebrniemy przez meandry decyzji
    politycznych,
    > które podejmowali przywódcy walczących ze sobą armii, które otaczały
    Warszawę.
    > Los powstania zależał od decyzji podejmowanych daleko od frontu walki.
    > Dowolność interpretacji tych wydarzeń jest zatrważająca. Jak bardzo to było
    > powikłane, a jacy mali i bezwzględni politycy byli w tym czasie dowódcami
    > walczących stron w czasie II wojny światowej, to się dopiero okazało po
    > zakończeniu wojny. Jak podli okazali się ci mali polityczni gracze, których
    > przerosła ranga wydarzeń rozgrywających się w tym czasie. Sprawa ludobójstwa
    na
    >
    > mieszkańcach Warszawy nie znalazła też odpowiedniej rangi w czasie procesu
    > Norymberskiego. W ogólnie dostępnych publikacjach oficjalnych
    interpretatorów,
    > sprawy te miały swoje kolejne odsłony w ciągu ostaniego półwiecza. Każda ze
    > stron inaczej widziała to zdarzenie i każda inaczej oceniała decyzje
    > koalicjanta lub przeciwnika. Każda ze stron niosła na sobie garb uprzedzeń
    > historycznych i garb ograniczeń ideologicznych obowiązujących w tym czasie.
    > Nawet antyhitlerowscy koalicjanci mieli różne interesy, choć jeden wspólny
    cel.
    >
    > W ciągu tych tragicznych paru lat wojny, politycy tych krajów podpisywali
    pakty
    >
    > o nieagresji, tworzyli koalicje, aby na końcu stać się śmiertelnymi wrogami.
    > Polityka, była i jest stajnią Augiasza, pełną moralnych brudów w panującym
    tam
    > bałaganie. Efekt pracy tych polityków "stajennych", co kilkanaście lat możemy
    > obserwować w postaci rzezi i wojen, których nikt nie może zrozumieć.
    Morderstwo
    >
    > na powstańcach miasta Warszawy wpisuje się w tą ciemną stronę politycznych
    > decyzji, które nigdy nie doczekają się pełnego wyjaśnienia i przebaczenia. O
    > ile nigdy nie osiągniemy zadowalającego spokoju i jasności w ocenie
    politycznej
    >
    > tych wydarzeń, to jednoznaczna jest ocena moralna działań samych powstańców
    > tego bohaterskiego miasta. Powstanie Warszawskie jest i pozostanie relikwią
    na
    > historycznym ołtarzu Polski. To jest absolutnie potrzebny przykład sprzeciwu
    > wobec narzuconej Polsce niewoli i bezprawnej okupacji. Dopiero teraz
    rozumiemy,
    >
    > jak ważna to była decyzja, która obliguje następne pokolenia do walki o
    > suwerenność Polski. Nawet w okresie reżimu komunistycznego, sama heroiczność
    > powstania dawała Polakom tak potrzebną siłę duchową na przetrwanie tego
    okresu
    > zniewolenia. Świadomość tamtego, powstańczego bohaterstwa, podnosiła na duchu
    > słabych i wątpiących. Dopiero obecny, podstępny zamach na suwerenność Polski
    i
    > odsunięcie polskiej inteligencji od wpływu na kształt mediów, poczynił
    ogromne
    > szkody w naszej mentalności. Polakom odebrano możliwość swobodnej wypowiedzi
    w
    > większości mediów o zasięgu krajowym. Nowi "spekulanci medialni" ofiarowują
    nam
    >
    > pozorne wolności. Teraz mamy w Polsce wolność do bezrobocia, do zabawy, do
    > narkotyków, do "róbta co chceta". Historia Polski wymaga więc kolejnej
    > przeróbki, według instrukcji nowych władców. W tej nowej wersji historii, nie
    > ma zbyt wiele miejsca na przypominanie bohaterów Powstania Warszawskiego. To
    > jest kontrolowana i udawana amnezja. Mało znaczące epizody ostatniej wojny
    > stają przedmiotem wymuszonej dyskusji, a zapomina się o wydarzeniach, które
    > miały wymiar światowej tragedii. Takim dramatem o wymiarze ponadnarodowym
    jest
    > historia Powstania Warszawskiego.
    >

    On
    Komu ja gram?
    Zamkniętym oknom klamkom błyszczącym arogancko
    fagotom deszczu - smutnym rynnom
    szczurom co pośród śmieci tańczą
    Ostatni werbel biły bomby
    był prosty pogrzeb na podwórzu
    dwie deski w krzyż i hełm dziurawy
    w niebie pożarów wielka róża

    Chór
    Na rożnie się obraca cielę.
    W piecu dojrzewa chleb brunatny.
    Pożary gasną. Tylko ogień ułaskawiony wiecznie trwa.

    On
    zgrzebny napis na tych deskach
    imiona krótkie niby salwa
    "Gryf" "Wilk" i "Pocisk" kto pamięta
    spłowiała w deszczu ruda barwa
    Praliśmy potem długie lata
    bandaże. Teraz nikt nie płacze
    chrzęszczą w pudełku po zapałkach
    guziki z żołnierskiego płaszcza

    Chór
    Wyrzuć pamiątki. Spal wspomnienia i w nowy życia
    strumień wstąp
    Jest tylko ziemia. Jedna ziemia i pory roku nad nią są.
    Wojny owadów - wojny ludzi i krótka śmierć nad miodukwiatem.
    Dojrzewa zboże. Kwitną dęby.
    W ocean schodzą rzeki z gór.

    On
    Płynę pod prąd a oni ze mną
    nieubłaganie patrzą w oczy
    uparcie szepczą słowa stare
    jemy nasz gorzki chleb rozpaczy
    Muszę ich zawieźć w suche miejsce
    i kopczyk z piasku zrobić duży
    zanim im wiosna sypnie kwiaty
    i mocny zielny sen odurzy

    To miasto –Chór
    Nie ma tego miasta
    Zaszło pod ziemię
    Ono świeci jeszcze

    Chór
    Jak próchno w lesie

    On
    Puste miejsce
    lecz wciąż ponad nim
    drży powietrze po tamtych głosach
    Rów w którym płynie mętna rzeka
    nazywam Wisłą. Ciężko wyznać:
    na taką miłość nas skazali
    taką przebodli nas ojczyzną

    oszalały poeta
  • lupus.lupus 03.08.04, 14:50
    I said to Love,
    "It is not now as in old days
    When men adored thee and thy ways
    All else above;
    Named thee the Boy, the Bright, the One
    Who spread a heaven beneath the sun,"
    I said to Love.

    I said to him,
    "We now know more of thee than then;
    We were but weak in judgment when,
    With hearts abrim,
    We clamoured thee that thou would'st please
    Inflict on us thine agonies,"
    I said to him.

    I said to Love,
    "Thou art not young, thou art not fair,
    No faery darts, no cherub air,
    Nor swan, nor dove
    Are thine; but features pitiless,
    And iron daggers of distress,"
    I said to Love.

    "Depart then, Love! . . .
    - Man's race shall end, dost threaten thou?
    The age to come the man of now
    Know nothing of? -
    We fear not such a threat from thee;
    We are too old in apathy!
    Mankind shall cease.--So let it be,"
    I said to Love

    Thomas Hardy
  • homosovieticus 03.08.04, 16:23
    Thomas Hardy (1840–1928). Wessex Poems and Other Verses. 1898.

    51. “I Look into my Glass”


    I LOOK into my glass,
    And view my wasting skin,
    And say, “Would God it came to pass
    My heart had shrunk as thin!”

    For then, I, undistrest 5
    By hearts grown cold to me,
    Could lonely wait my endless rest
    With equanimity.

    But Time, to make me grieve,
    Part steals, lets part abide; 10
    And shakes this fragile frame at eve
    With throbbings of noontide.


    The End

    W lustro patrzę, w udręce
    Widzę skórę pomiętą.
    Gdybyż, Boże me serce
    Mogło tak samo zwiednąć!

    Bo wtedy wśród serc, z których
    Już mnie żadne nie słyszy,
    Mógłbym i sam bez bólu
    Czekać bezkresnej ciszy.

    Lecz Czasu moc okrótna
    Część niszczy, część ocala,
    I w kruche bije włókna
    Żaru południa fala.

    spolszczył: Zygmunt Kubiak

    Pozdrawiam, kapelusza uchylając.
    Słomkowego oczywista! :))
  • homosovieticus 04.08.04, 07:16
    Пусть я и жил, не любя,
    Пусть я и клятвы нарушу, —
    Все ты волнуешь мне душу,
    Где бы ни встретил тебя!

    О, эти дальние руки!
    В тусклое это житье
    Очарованье свое
    Вносишь ты, даже в разлуке!

    И в одиноком моем
    Доме, пустом и холодном,
    В сне, никогда не свободном,
    Снится мне брошенный дом.

    Старые снятся минуты,
    Старые снятся года ...
    Видно, уж так навсегда
    Думы тобою замкнуты!

    Кто бы ни звал — не хочу
    На суетливую нежность
    Я променять безнадежность —
    И, замыкаясь, молчу.

    8 октября 1915
  • homosovieticus 04.08.04, 07:22
    Odysseus to Telemachus
    Joseph Brodsky

    My dear Telemachus,
    The Trojan War
    is over now; I don't recall who won it.
    The Greeks, no doubt, for only they would leave
    so many dead so far from their own homeland.
    But still, my homeward way has proved too long.
    While we were wasting time there, old Poseidon,
    it almost seems, stretched and extended space.

    I don't know where I am or what this place
    can be. It would appear some filthy island,
    with bushes, buildings, and great grunting pigs.
    A garden choked with weeds; some queen or other.
    Grass and huge stones . . . Telemachus, my son!
    To a wanderer the faces of all islands
    resemble one another. And the mind
    trips, numbering waves; eyes, sore from sea horizons,
    run; and the flesh of water stuffs the ears.
    I can't remember how the war came out;
    even how old you are--I can't remember.

    Grow up, then, my Telemachus, grow strong.
    Only the gods know if we'll see each other
    again. You've long since ceased to be that babe
    before whom I reined in the plowing bullocks.
    Had it not been for Palamedes' trick
    we two would still be living in one household.
    But maybe he was right; away from me
    you are quite safe from all Oedipal passions,
    and your dreams, my Telemachus, are blameless.

  • sunniva 04.08.04, 09:37
    Snow White and the Seven Dwarfs
    Anne Sexton

    No matter what life you lead
    the virgin is a lovely number:
    cheeks as fragile as cigarette paper,
    arms and legs made of Limoges,
    lips like Vin Du Rhône,
    rolling her china-blue doll eyes
    open and shut.
    Open to say,
    Good Day Mama,
    and shut for the thrust
    of the unicorn.
    She is unsoiled.
    She is as white as a bonefish.

    Once there was a lovely virgin
    called Snow White.
    Say she was thirteen.
    Her stepmother,
    a beauty in her own right,
    though eaten, of course, by age,
    would hear of no beauty surpassing her own.
    Beauty is a simple passion,
    but, oh my friends, in the end
    you will dance the fire dance in iron shoes.
    The stepmother had a mirror to which she referred--
    something like the weather forecast--
    a mirror that proclaimed
    the one beauty of the land.
    She would ask,
    Looking glass upon the wall,
    who is fairest of us all?
    And the mirror would reply,
    You are the fairest of us all.
    Pride pumped in her like poison.

    Suddenly one day the mirror replied,
    Queen, you are full fair, 'tis true,
    but Snow White is fairer than you.
    Until that moment Snow White
    had been no more important
    than a dust mouse under the bed.
    But now the queen saw brown spots on her hand
    and four whiskers over her lip
    so she condemned Snow White
    to be hacked to death.
    Bring me her heart, she said to the hunter,
    and I will salt it and eat it.
    The hunter, however, let his prisoner go
    and brought a boar's heart back to the castle.
    The queen chewed it up like a cube steak.
    Now I am fairest, she said,
    lapping her slim white fingers.

    Snow White walked in the wildwood
    for weeks and weeks.
    At each turn there were twenty doorways
    and at each stood a hungry wolf,
    his tongue lolling out like a worm.
    The birds called out lewdly,
    talking like pink parrots,
    and the snakes hung down in loops,
    each a noose for her sweet white neck.
    On the seventh week
    she came to the seventh mountain
    and there she found the dwarf house.
    It was as droll as a honeymoon cottage
    and completely equipped with
    seven beds, seven chairs, seven forks
    and seven chamber pots.
    Snow White ate seven chicken livers
    and lay down, at last, to sleep.

    The dwarfs, those little hot dogs,
    walked three times around Snow White,
    the sleeping virgin. They were wise
    and wattled like small czars.
    Yes. It's a good omen,
    they said, and will bring us luck.
    They stood on tiptoes to watch
    Snow White wake up. She told them
    about the mirror and the killer-queen
    and they asked her to stay and keep house.
    Beware of your stepmother,
    they said.
    Soon she will know you are here.
    While we are away in the mines
    during the day, you must not
    open the door.

    Looking glass upon the wall . . .
    The mirror told
    and so the queen dressed herself in rags
    and went out like a peddler to trap Snow White.
    She went across seven mountains.
    She came to the dwarf house
    and Snow White opened the door
    and bought a bit of lacing.
    The queen fastened it tightly
    around her bodice,
    as tight as an Ace bandage,
    so tight that Snow White swooned.
    She lay on the floor, a plucked daisy.
    When the dwarfs came home they undid the lace
    and she revived miraculously.
    She was as full of life as soda pop.
    Beware of your stepmother,
    they said.
    She will try once more.

    Looking glass upon the wall. . .
    Once more the mirror told
    and once more the queen dressed in rags
    and once more Snow White opened the door.
    This time she bought a poison comb,
    a curved eight-inch scorpion,
    and put it in her hair and swooned again.
    The dwarfs returned and took out the comb
    and she revived miraculously.
    She opened her eyes as wide as Orphan Annie.
    Beware, beware, they said,
    but the mirror told,
    the queen came,
    Snow White, the dumb bunny,
    opened the door
    and she bit into a poison apple
    and fell down for the final time.
    When the dwarfs returned
    they undid her bodice,
    they looked for a comb,
    but it did no good.
    Though they washed her with wine
    and rubbed her with butter
    it was to no avail.
    She lay as still as a gold piece.

    The seven dwarfs could not bring themselves
    to bury her in the black ground
    so they made a glass coffin
    and set it upon the seventh mountain
    so that all who passed by
    could peek in upon her beauty.
    A prince came one June day
    and would not budge.
    He stayed so long his hair turned green
    and still he would not leave.
    The dwarfs took pity upon him
    and gave him the glass Snow White--
    its doll's eyes shut forever--
    to keep in his far-off castle.
    As the prince's men carried the coffin
    they stumbled and dropped it
    and the chunk of apple flew out
    of her throat and she woke up miraculously.

    And thus Snow White became the prince's bride.
    The wicked queen was invited to the wedding feast
    and when she arrived there were
    red-hot iron shoes,
    in the manner of red-hot roller skates,
    clamped upon her feet.
    First your toes will smoke
    and then your heels will turn black
    and you will fry upward like a frog,
    she was told.
    And so she danced until she was dead,
    a subterranean figure,
    her tongue flicking in and out
    like a gas jet.
    Meanwhile Snow White held court,
    rolling her china-blue doll eyes open and shut
    and sometimes referring to her mirror
    as women do.
  • homosovieticus 06.08.04, 12:57
    On działa
    Adam Zagajewski


    On działa, w blasku i w ciemności,
    w huku wodospadów i w ciszy snu,
    lecz inaczej, niż głoszą wasi
    pasterze, pozostający pod dobrą
    opieką. szuka najdłuższej linii,
    drogi, która jest tak okrężna, że
    prawie niewidoczna. Gubi się
    w cierpieniu. Tylko ślepcy, tylko
    sowy czują czasem jej nikły ślad
    pod powieką.

  • Gość: Marian IP: *.gdynia.mm.pl 07.08.04, 08:55
    BREWIARZ

    Panie
    wiem że dni moje są policzone
    zostało ich niewiele
    Tyle żebym zdążył zebrać piasek
    którym przykryją mi twarz

    (...)

    życie moje
    powinno zatoczyć koło
    zamknąć się jak dobrze skomponowana sonata
    a teraz widzę dokładnie
    na moment przed codą
    porwane akordy
    źle zestawione kolory i słowa
    (...)
    dlaczego
    życie moje
    nie było jak kręgi na wodzie
    (...)
    układa się w słoje stopnie fałdy
    by skonać spokojnie
    u twoich nieodgadnionych kolan
  • lupus.lupus 30.08.04, 10:32
    Dla Sainbois, która karze mnie swoim milczeniem.

    Więc pójdę w ogrody wonne...

    „Więc pójdę w ogrody wonne,
    Leć i tu nadzieje płonne,
    Aby mi z kwiecia odory,
    Lubo ich same pozory,
    Jakie kontentece* dały,
    Bo w tym gusty me ustały
    I słowik głosem krzykliwym,
    Nie zwabi choć łagodliwym.

    To już na zielonej łące,
    Między zioła woniejące,
    Te dodadzą uśmierzenia,
    W ciężkościach i spoczynienia.
    Leć i tam lube zefiry,
    W przykre mi się obróciły
    Wichry, że miasto ochłody
    Nie mam i tam mej swobody.

    Wabi podczas myśl ciekawa
    Perswadując, że zabawa
    U dworu konwersacyja,
    Melancholiją wybija.
    Ale cóż i tam smakuje,
    Co za powaba cukruje?
    Mam przestrogę-zlecę temu
    Co się udać chce, każdemu

    Więc idę w głębokie lasy,
    A tam me już wszystkie czasy,
    Trawić będę pokutując
    Czas stracony opłakując
    Któreż dodasz, drzewo, cienia
    Bym miała co ochłodzenia?
    Tam uważę moje sprawy,
    Całego wieku zabawy.

    Leć i tu myśl ma błędliwa,
    Trwoży mię, żem frasobliwa,
    Bym pod tem drzewem nie siadła,
    Dla którego nam opadła,
    Rozkosz pierwsza pozwolona
    Przez człowieka utracona
    Mijam tędy wszystkie drzewa
    Herbownego trzymać trzeba

    Tu już zasiadam bezpiecznie,
    A siedzieć pod nim statecznie,
    Lubo owoc przykro rodzi,
    Ale mi go ten osłodzi,
    Co go najpierw skosztował,
    I mnie go tam nagotował,
    Wszakem go już kosztowała,
    Nie będę się nań wzdrygała

    Anna Stanisławska
    Rok Pański 1685


    * kontenteca- zadowolenie (lupus)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka