Dodaj do ulubionych

My też tak potrafimy, no może nie zupełnie tak

    • sainbois Mumonkan, koan 24 25.04.04, 15:27
      24. Bez słów, bez milczenia
      Mnich zapytał Fuketsu: "Nie słowami, ale i nie milcząc, jak możesz wyrazić
      prawdę?"
      Fuketsu zauważył: "Wciąż pamiętam wiosnę w południowych Chinach. Ptaki śpiewały
      wśród niezliczonych gatunków pachnących kwiatów."
      Komentarz Mumona: Fuketsu posiadł zen błyskawicę. Rozbłyskiwał nią,
      kiedykolwiek miał ku temu okazję. Jednak tym razem pożyczył tylko słowa ze
      starego poematu. Nie zważaj na jego zen. Jeżeli chcesz wyrazić prawdę, wyrzuć
      słowa, odrzuć milczenie i opowiedz mi o swoim zen.

      Bez wyjawiania własnego doświadczenia
      Posługiwał się jedynie cudzymi słowami.
      Gdyby tak gadał i gadał,
      Nawet jego słuchacze byliby zażenowani.


    • sainbois Gamma 25.04.04, 15:32

      Len na niskim polu
      kiedy wysoko, wysoko kwitnie...
      Wejrzenie - jak ciemny miód,
      które spojrzy nagle błękitnie...
      W ciszy jabłoń biała
      przy wichrowym majowym rozejmie...
      Smutna, wąska ręka niespokojna,
      gdy ją nagle dwoje dłoni obejmie...
      Przez ciemną wilgoć łąk
      szlak jak wstęga wyraźny i suchy,
      złoty most od serca do serca
      kołysany przezz oddechy, podmuchy...
      Patrząca z głębi wody
      twarz księżyca z zimną wieczną przestrogą
      i oczy... oczy co wierzą,
      lecz nie mogą już znaleźć nikogo.

      Kazimiera Iłłakowiczówna
    • sainbois Zielona bransoletka 25.04.04, 15:35
      W zielonej bransoletce tęsknota zamknięta
      o wszystkim, o wszystkim zapomnianym pamięta:
      o tęczach, pawich piórach, o złocistych karocach,
      o łzach najkrwawszej krzywdy wypłakanych po nocach;
      o złotowłosej lalce z chabrowymi oczami,
      o ślicznej białej sukni naszywanej perłami,
      o pstrej kotce, co żółte miewała kocięta
      - o wszystkim, o wszystkim, o wszystkim pamięta!

      W zielonej bransoletce śpi - jak w świętym rynsztunku...
      Wie o każdym uśmiechu, o każdym pocałunku,
      pamięta zapach włosów, leciuchne ust skrzywienie
      i każdy dreszcz, i każde osłabłej ręki drgnienie,
      każdy powiew rozwagi, każde pchnięcie do zguby;
      pamięta, jak się szczęście chwyta i jak się - grzebie...
      ... i nie wezmę jej na rękę, kiedy pójdę do ciebie...

      Kazimiera Iłłakowiczówna

    • sainbois Spójrz czystymi oczyma 25.04.04, 15:37
      Spójrz czystymi oczyma
      przynajmniej ty!
      ... Na drzew wyniosłe słupy
      nieprzekupne;
      na wodę wygiętą jak ramię,
      które świadczy i które nie kłamie;
      na piach, który deptany coraz nowym śladem
      codziennie umiera za prawdę...
      Zwykłą, powszednią, wszystkim oczywistą,
      nie głoszoną przez mędrców czy ewangelistów...
      Wstyd
      pali mnie i za gardło trzyma:
      spójrz czystymi oczyma
      przynajmniej ty!


      Kazimiera Iłłakowiczówna

    • homosovieticus Sam na sam 26.04.04, 10:16
      Kazimiera Iłłakowiczówna
      Sam na sam
      Obejmij mnie, pokochaj... Jesteśmy sami, sami...
      ...Wicher przebiega po włosach, wicher potrząsa oknami...
      Ręce mam zimne, przybiegłam -- jak liść -- z pustego ogrodu
      do ciebie, do oczu twoich o barwie ciemnego miodu.

      Aż tutaj wieją wichury twardo splecione warkocze...
      ...Zamknij okno... Skończone zaklęcia i czary smocze:
      smok mój ułoży się kołem w dziwaczne snu arabeski,
      będzie różowy jak muszla lub -- jeśli każesz -- niebieski,

      w ogromne, płetwiaste łapy jak w wieka zamknie pogrzebne
      wszystko, co obok istnieje dalekie i niepotrzebne,
      wszystko, co dzwoni i szczęka, gwiżdże i brzęczy łańcuchem,
      wszystko, co nie jest liściem zziębniętym i wiatru podmuchem.
      • sainbois Fermata 26.04.04, 19:24
        O jakiś strop skrzydło się w locie zazębia
        i staje szczęście... i pieszczota już nie sięga głębi,
        i miłość już serca nie sięga...
        Tylko się snuje coś - nerw, nitka, wstęga,
        coś wieczystego. Coś, co w cieniu kolorowym z róż i heliotropu
        zaczepiło się tam, tam... Razem ze skrzydłami... U stropu.

        Kazimiera Iłłakowiczówna

    • lupus.lupus Re: My też tak potrafimy, no może nie zupełnie ta 10.05.04, 20:24
      "Dawni Mistrzowie
      obywali się bez imion

      ich sygnaturą były
      białe palce Madonny

      albo różowe wieże
      di citta sul mare

      a także sceny z życia
      della Beata Umilita

      roztapiali się
      w sogno
      miracolso
      crocifissione

      znajdowali schronienie
      pod powieką aniołów
      za pagórkami obłoków
      w gęstej trawie raju

      tonęli bez reszty
      w złotych nieboskłonach
      bez krzyku przerażenia
      bez wołania o pamięć

      powierzchnię ich obrazów
      są gładkie jak lustro

      nie są to lustra dla nas
      są to lustra wybranych

      wzywam was Starzy Mistrzowie
      w ciężkich chwilach zwątpienia

      sprawcie niech spadnie ze mnie
      wężowa łuska pychy

      niech pozostanę głuchy
      na pokuszenie sławy

      wzywam was Dawni Mistrzowie

      Malarzu Deszczu Manny
      Malarzu Drzew Haftowanych
      Malarzu Nawiedzenia
      Malarzu Świętej Krwi"

      oszalały poeta

      www.gnosis.art.pl/iluminatornia/sztuka_o_inspiracji/vermeer_van_delft/vermeer_van_delft.htm
      • homosovieticus Re: Dzięki 19.05.04, 10:02


        PSALM 2*



        Mesjasz Królem

        1 Dlaczego narody się buntują,
        czemu ludy knują daremne zamysły?
        2 Królowie ziemi powstają
        i władcy spiskują wraz z nimi
        przeciw Panu i przeciw Jego Pamazańcowi*:
        3 «Stargajmy Ich więzy
        i odrzućmy od siebie Ich pęta!»

        4 Śmieje się Ten, który mieszka w niebie,
        Pan się z nich naigrawa*,
        5 a wtedy mówi do nich w swoim gniewie
        i w swej zapalczywości ich trwoży:
        6 «Przecież Ja ustanowiłem sobie króla
        na Syjonie, świętej górze mojej».

        7 Ogłoszę postanowienie Pana:
        Powiedział do mnie:
        «Tyś Synem moim,
        Ja Ciebie dziś zrodziłem*.
        8 Żądaj ode Mnie, a dam Ci narody w dziedzictwo
        i w posiadanie Twoje krańce ziemi.
        9 Żelazną rózgą będziesz nimi rządzić
        i jak naczynie garncarza ich pokruszysz»*.



        10 A teraz, królowie, zrozumcie,
        nauczcie się, sędziowie ziemi!



        11 Służcie Panu z bojaźnią
        12 i Jego nogi ze drżeniem całujcie*,
        bo zapłonie gniewem i poginiecie w drodze,
        gdyż gniew Jego prędko wybucha.
        Szczęśliwi wszyscy, co w Nim szukają ucieczki.

    • sainbois The Painter on Silk, Amy Lowell 18.05.04, 23:55


      There was a man
      Who made his living
      By painting roses
      Upon silk.

      He sat in an upper chamber
      And painted,
      And the noises of the street
      Meant nothing to him.

      When he heard bugles, and fifes, and drums,
      He thought of red, and yellow, and white roses
      Bursting in the sunshine,
      And smiled as he worked.

      He thought only of roses,
      And silk.
      When he could get no more silk
      He stopped painting
      And only thought
      Of roses.

      The day the conquerors
      Entered the city,
      The old man
      Lay dying.
      He heard the bugles and drums,
      And wished he could paint the roses
      Bursting into sound.


      • sainbois Ach? Aha! 19.05.04, 12:30
        Zesłowiczenie

        Nie przychodź do mnie, życie, zbyt często,
        do serca jak do drzwi nie łomocz,
        nie zmieniaj fantazji w szaleństwo
        i Boga nie wzywaj na pomoc.
        Nie snuj się za mną, nie pętaj,
        w zmyślonych paryżach mnie zgub,
        niech zasnę jak żaba zaklęta
        ze studnią rozpaczy u stóp.
        Ty nie budź mnie, życie, jak kapral,
        po nocach pod oknem mi nie wyj,
        niech srebrna śpiewa mi harfa
        i złoty depce mnie trzewik.
        Ucieknę, gdzie czary, gdzie mary,
        przebiegnę ci drogę jak kot,
        pochowam się w stare zegary
        i w śpiewki - przelewki wśród psot.
        Ja wolę, jak rentier, na tyłach
        podmiejską cepelią w dal kwilić,
        niż frunąć na ciężkich skrzydłach
        i ginąć na pierwszej linii.
        Zbuduję ci, życie, psią budę,
        a sama się rzucę w łan baź,
        niech drapie mnie w sztuczny podbródek
        z cukierków zrobiony mój paź.
        Ty nie strój mnie, życie, w koronę,
        do ręki nie dawaj mi berła,
        nie wciskaj swej mordy skrwawionej
        w to miejsce po starych perłach.
        Ty przyjdź do mnie kiedyś nad ranem,
        ze śmiercią jak z panną pod rękę,
        i podaj mi czarny atrament
        na śmieszną ostatnią piosenkę
        Staniemy tak sobie jak w lustrach
        ty - moje życie, i ja,
        i może to będzie szósta -
        a może przejedzie sto dwa...
        "Niebrzydka z was dwojga jest para" -
        śmierć powie ścierając z nas kurz.
        Ja na to powiem: "Sen, mara"...
        A życie: "już".

        Agnieszka Osiecka
        • homosovieticus Ty strój mnie, życie w koronę, do ręki dawaj berło 19.05.04, 12:55




          Zgaś moje oczy: ja cię widzieć mogę,
          zamknij mi uszy, a ja cię usłyszę,
          nawet bez nóg znajdę do ciebie drogę,
          i bez ust nawet zaklnę cię najciszej.
          Ramiona odrąb mi, ja cię obejmę
          sercem mym, które będzie mym ramieniem,
          serce zatrzymaj, będzie tętnił mózg,
          a jeśli w mózg mój rzucisz swe płomienie,
          ja ciebie na krwi mojej będę niósł.

          Rilke Rainer Maria
          ps
          Ach? Aha! oby na pewno bez "c" ?
          • sainbois na pewno Ave 19.05.04, 13:01
            Kiedy cię spotkam co ci powiem
            że byłaś światłem moim Bogiem
            że szmat już drogi przemierzyłem
            i byłaś wszędzie tam gdzie byłem
            odległą gwiazdą w sztolni nocy
            zachodem słońca snem proroczym
            przestrzenią serca której strzegłem
            jak oka w głowie dla tej jednej
            mądrej i pięknej ludzkim prawem
            ave

            Kiedy cię spotkam czy ukryję
            wszystkie kobiety których byłem
            pacjentem uczniem profesorem
            żal nie na miejscu i nie w porę
            jak mogło być a jak nie było
            że wszystko na nic tylko miłość
            na wieki wieków i że żaden
            człowiek nie był mi tak potrzebny
            ave

            Kiedy cię spotkam jak mam spojrzeć
            żebyś nie mogła w oczach dojrzeć
            starego głodu którym hojnie
            obdarowałem tyle spojrzeń
            blasku księżyca który każe
            od ścian odbijać się od marzeń
            do zjawy twej wyciągać ręce
            w śniegu pościeli pisać wiersze
            szkłem ryte skrycie tatuaże
            ave
                  • sainbois since feeling is first 20.05.04, 12:14
                    who pays any attention
                    to the syntax of things
                    will never wholly kiss you;

                    wholly to be a fool
                    while Spring is in the world
                    my blood approves,
                    and kisses are a better fate
                    than wisdom
                    lady i swear by all flowers. Don't cry
                    - the best gesture of my brain is less than
                    your eyelids'flutter which says

                    we are for each other: then
                    laugh, leaning back in my arms
                    for life's not a paragraph

                    And death i think is no parenthesis

                    e.c.c.
                    • homosovieticus To są moje wspomnienia których nie zapomnę 20.05.04, 12:26
                      Wspomnienia

                      Odwiedzaj swoje wspomnienia,
                      Uszyj dla niech płócienne pokrowce.
                      Odsłoń okna i otwórz powietrze.
                      Bądź dla nich serdeczny i nigdy
                      nie daj im poznać po sobie.
                      To są twoje wspomnienia.
                      Myśl o tym, kiedy płyniesz
                      w sargassowym morzu pamięci
                      i trawa morska zarasta ci usta.
                      To są twoje wspomnienia, których
                      nie zapomnisz aż do końca życia.

                      Zagajewski Adam
                      • sainbois Ne me quitte pas, jacques brel 20.05.04, 13:07
                        Ne me quitte pas
                        Il faut oublier
                        Tout peut s'oublier
                        Qui s'enfuit déjà
                        Oublier le temps
                        Des malentendus
                        Et le temps perdu
                        A savoir comment
                        Oublier ces heures
                        Qui tuaient parfois
                        A coups de pourquoi
                        Le cœur du bonheur
                        Ne me quitte pas
                        Ne me quitte pas
                        Ne me quitte pas
                        Ne me quitte pas

                        Moi je t'offrirai
                        Des perles de pluie
                        Venues de pays
                        Où il ne pleut pas
                        Je creuserai la terre
                        Jusqu'après ma mort
                        Pour couvrir ton corps
                        D'or et de lumière
                        Je ferai un domaine
                        Où l'amour sera roi
                        Où l'amour sera loi
                        Où tu seras reine
                        Ne me quitte pas
                        Ne me quitte pas
                        Ne me quitte pas
                        Ne me quitte pas

                        Ne me quitte pas
                        Je t'inventerai
                        Des mots insensés
                        Que tu comprendras
                        Je te parlerai
                        De ces amants-là
                        Qui ont vu deux fois
                        Leurs cœurs s'embraser
                        Je te raconterai
                        L'histoire de ce roi
                        Mort de n'avoir pas
                        Pu te rencontrer
                        Ne me quitte pas
                        Ne me quitte pas
                        Ne me quitte pas
                        Ne me quitte pas

                        On a vu souvent
                        Rejaillir le feu
                        D'un ancien volcan
                        Qu'on croyait trop vieux
                        Il est paraît-il
                        Des terres brûlées
                        Donnant plus de blé
                        Qu'un meilleur avril
                        Et quand vient le soir
                        Pour qu'un ciel flamboie
                        Le rouge et le noir
                        Ne s'épousent-ils pas
                        Ne me quitte pas
                        Ne me quitte pas
                        Ne me quitte pas
                        Ne me quitte pas

                        Ne me quitte pas
                        Je ne vais plus pleurer
                        Je ne vais plus parler
                        Je me cacherai là
                        A te regarder
                        Danser et sourire
                        Et à t'écouter
                        Chanter et puis rire
                        Laisse-moi devenir
                        L'ombre de ton ombre
                        L'ombre de ta main
                        L'ombre de ton chien
                        Ne me quitte pas
                        Ne me quitte pas
                        Ne me quitte pas
                        Ne me quitte pas.


                        Il faut oublier
                        Tout peut s'oublier
                        Qui s'enfuit déjà
                        Oublier le temps
                        Des malentendus
                        Et le temps perdu
                        A savoir comment
                        Oublier ces heures
                        Qui tuaient parfois
                        A coups de pourquoi
                        Le cœur du bonheur
                        Ne me quitte pas
                        Ne me quitte pas
                        Ne me quitte pas
                        Ne me quitte pas

                        Moi je t'offrirai
                        Des perles de pluie
                        Venues de pays
                        Où il ne pleut pas
                        Je creuserai la terre
                        Jusqu'après ma mort
                        Pour couvrir ton corps
                        D'or et de lumière
                        Je ferai un domaine
                        Où l'amour sera roi
                        Où l'amour sera loi
                        Où tu seras reine
                        Ne me quitte pas
                        Ne me quitte pas
                        Ne me quitte pas
                        Ne me quitte pas

                        Ne me quitte pas
                        Je t'inventerai
                        Des mots insensés
                        Que tu comprendras
                        Je te parlerai
                        De ces amants-là
                        Qui ont vu deux fois
                        Leurs cœurs s'embraser
                        Je te raconterai
                        L'histoire de ce roi
                        Mort de n'avoir pas
                        Pu te rencontrer
                        Ne me quitte pas
                        Ne me quitte pas
                        Ne me quitte pas
                        Ne me quitte pas

                        On a vu souvent
                        Rejaillir le feu
                        D'un ancien volcan
                        Qu'on croyait trop vieux
                        Il est paraît-il
                        Des terres brûlées
                        Donnant plus de blé
                        Qu'un meilleur avril
                        Et quand vient le soir
                        Pour qu'un ciel flamboie
                        Le rouge et le noir
                        Ne s'épousent-ils pas
                        Ne me quitte pas
                        Ne me quitte pas
                        Ne me quitte pas
                        Ne me quitte pas

                        Ne me quitte pas
                        Je ne vais plus pleurer
                        Je ne vais plus parler
                        Je me cacherai là
                        A te regarder
                        Danser et sourire
                        Et à t'écouter
                        Chanter et puis rire
                        Laisse-moi devenir
                        L'ombre de ton ombre
                        L'ombre de ta main
                        L'ombre de ton chien
                        Ne me quitte pas
                        Ne me quitte pas
                        Ne me quitte pas
                        Ne me quitte pas

    • Gość: Marian & & #35 1054;& & #35 1085;, & & #35 1089;& & # IP: *.gdynia.mm.pl 24.05.04, 07:48
      Анна Ахматова



      ПОЭТ
      (Борис Пастернак)

      Он, сам себя сравнивший с конским глазом,
      Косится, смотрит, видит, узнает,
      И вот уже расплавленным алмазом
      Сияют лужи, изнывает лед.

      В лиловой мгле покоятся задворки,
      Платформы, бревна, листья, облака.
      Свист паровоза, хруст арбузной корки,
      В душистой лайке робкая рука.

      Звенит, гремит, скрежещет, бьет прибоем
      И вдруг притихнет,- это значит, он
      Пугливо пробирается по хвоям,
      Чтоб не спугнуть пространства чуткий сон.

      И это значит, он считает зерна
      В пустых колосьях, это значит, он
      К плите дарьяльской, проклятой и черной,
      Опять пришел с каких-то похорон.

      И снова жжет московская истома,
      Звенит вдали смертельный бубенец...
      Кто заблудился в двух шагах от дома,
      Где снег по пояс и всему конец?

      За то, что дым сравнил с Лаокооном,
      Кладбищенский воспел чертополох,
      За то, что мир наполнил новым звоном
      В пространстве новом отраженных строф,-

      Он награжден каким-то вечным детством,
      Той щедростью и зоркостью светил,
      И вся земля была его наследством,
      А он ее со всеми разделил.
      19 января 1936
      Строфы века. Антология русской поэзии.
      Сост. Е.Евтушенко.
      Минск, Москва: Полифакт, 1995.



    • lupus.lupus ... 25.05.04, 12:14
      Jesteś tu przy mnie
      Noc się chyli
      Nad ranem bywa nieprawdziwie
      Jesteś tu przy mnie
      Trochę cię dziwi,
      Że ja niczemu się nie dziwię
      A znamy się od godzin pięciu
      Nieprawda!
      Czy się nie domyślasz,
      Że zagarnąłem cię pamięcią
      Na długo przed tym zanim przyszłaś?
      Taką cię wymyśliłem
      Gdy okno bielało nad ranem
      Wszystkie w tobie zmieściłem
      wiersze nie napisane
      Najlepiej jak umiałem
      Z każdym uśmiechem, gestem
      Tylko nie przewidziałem
      Że jesteś
      Taką cię wymyśliłem
      Nad stołem zalanym winem
      Gdy twoje zdrowie piłem
      W niejedną szarą godzinę
      Za chwilę noc upadnie
      Spojrzyj kochanie - dnieje
      To chwila gdy najładniej
      Istniejesz
      Taką cię wymyśliłem
      Wśród tylu słów bezimienną
      Kiedy ciszy motywem
      Niebo szarzało nade mną
      Kiedy za dużo chciałem
      W swoim łagodnym obłędzie
      Wtedy nie przewidziałem,
      Że będziesz
      Los dobrze się ze mną obszedł
      Przy tobie wszystkiemu sprostam
      Tylko o jedno cię proszę
      Pozostań!

      Jonasz Kofta
    • lupus.lupus Ogrodnik z żalem do Sainbois 25.05.04, 12:24
      To może przypadek,
      że znów się widzimy
      Patrzymy na siebie
      w spokojnej udręce
      Spojrzenia spłowiały
      Przez lata i zimy
      Dziś tylko się znamy
      Nic więcej
      Uśmiechasz się dziwnie
      Inaczej niż wtedy
      Gdy było do siebie
      Nam bliżej niz blisko
      To było niedawno
      a mówi sie kiedyś
      Dziś tylko się znamy
      To wszystko
      Dzielimy złą ciszę
      obcymi słowami
      Ty serce masz chłodna
      I chłodne masz ręce
      Za chwilę pójdziemy
      Innymi drogami
      Bo tylko się znamy,
      Nic więcej!

      J.K.

      :(
      • sainbois Re: Ogrodnik z żalem do Sainbois 05.06.04, 21:56
        Ogrodnik?
        Ogrodnik...
        lupusie, znałam kiedyś w sieci pewnego Ogrodnika. Czy to Ty?
        Wróciłam właśnie z miasteczka, gdzie jest wspaniały zdziczały ogródek. Bluszcz
        pełza po ziemi, murze, po krzaku bzu, na jabłoniach porozwieszało się dzikie
        wino.
        Jeśli jesteś Ogrodnikiem... tamtym Ogrodnikiem?
        a jeśli nie...
        :)))
        Sonet 109
        Nie mniemaj nigdy o mnie, że ja przeniewierca,
        Chociaż ciebie zasmucę w długim oddaleniu,
        Tak mi łatwo na chwilę wygładzić cię z serca,
        Jak się rozstać z mą duszą, żyjącą w twym tchnieniu.
        Tam jest dom mej miłości. Ten, co podróżuje,
        Spiesząc z powrotem drogę manowcami skraca;
        A gdy ujrzy swój domek, całą radość czuje.
        Tak ma dusza z rozkoszą do swej chatki wraca.
        Nie mniemaj, chociaż moja natura mieściła
        Z ułomnością czowieka nierozdzielne żądze,
        Iż ja na jedną chwilkę tak sromotnie zbłądzę,
        Bym przez lekkość opuścił ziemskich skarbów siła.
        Bez ciebie ten obszerny świat niczym być sądzę.
        Ty na nim wszystkim jesteś, moja różo miła!

        acha, jeszcze jedno - w zdziczałym ogrodku rośnie krzew różowej róży, bardzo
        stara odmiana, bez kolców, czyli o cieplym sercu:)))
        • lupus.lupus Re: Ogrodnik z żalem do Sainbois 29.06.04, 09:48
          Nie. Świat nie jest tak mały Sainbois.Z ogrodami jednak wiele mnie łączy. To
          nie tylko hobby, to znacznie głębsze uczucie. Zresztą traktować ogród tylko
          jako hobby to grzech.Wychowałem się w domu z niewielkim ogrodem i sadem
          prowadzonym przez Dziadka, który o różach wiedział chyba wszystko.Spędzałem z
          nim tam mnóstwo czasu, który teraz, z perspektywy czasu wydaje mi się niemal
          magiczny.Niestety gdy Dziadek uznał, że już czas zacząć przekazać mi całą swoją
          wiedzę na ten temat, ja już mniej uwagi poświęcałem magicznym chwilom. Życie,z
          całą swoją bujnością oferowało mi znacznie więcej niż tylko kopanie w ziemi i
          podcinanie gałęzi. Tak mi się wtedy wydawało. Bardzo dziś tego żałuję.
          Jesienią wracam do swojego domu rodzinnego na stałe. Czeka tam na mnie mój
          ogród.Zapuszczony i zarośnięty. Czeka mnie mnóstwo pracy. Na szczęscie nie
          wszystko zapomniałem z dzieciństwa...

          "W ogrodzie rosła róża. Zakochał się w niej wiatr. Byli zupełnie różni, on -
          lekki i jasny, ona - nieruchoma i ciężka jak krew. Przyszedł człowiek w
          drewnianych sabotach i gołymi rękami zerwał różę. Wiatr skoczył za nim, ale
          tamten zatrzasnął przed nim drzwi.- Obym skamieniał - zapłakał nieszczęśliwy. -
          Mogłem obejść cały świat, mogłem nie wracać wiele lat, ale wiedziałem, ze na
          zawsze czeka. Wiatr rozumiał, że aby naprawdę cierpieć, trzeba być wiernym."

          oszalały z nienawiści poeta- niedoszły noblista

          PS. Nie pojawiasz się Sainbois. Marian, przy biernej postawie "bywalców" został
          zaszczekany i zaszczuty.Dla "intelektualnego troglodyty" również jest coraz
          mniej miejsca.
          • sainbois Re: Ogrodnik z żalem do Sainbois 05.07.04, 11:18
            Drogi Ogrodniku, a jednak świat nie jest zbyt duży. Bo mój dziadek też hodował
            róże. Był ogrodnikiem amatorem, kochał swoje rośliny. W szufladzie biurka mam
            stary nóż okulizak, odziedziczyłam go po dziadku. Bo ogrodnik nie wzdraga się
            przed kształtowaniem i nadawaniem form. Dziadek szczególnie lubił staroświeckie
            róże sztamowe. Zmarł dawno temu. Jego ogród sprzedano, jego ukochane rośliny
            zapewne nie żyją.
            A ogród mojego ojca jest wspaniale zdziczały. I niewiele da się z tym zrobić,
            bo ojciec lubi to, co miało siły i przetrwało lata ogrodniczego bezhołowia.
            Taki bluszcz - pełza i pnie się, i oplata jabłonie, bzy. Fiołki też są bardzo
            żywotne - na wiosnę połowa ogródka jest fiołkowa.
            Homosovieticus, założyciel-budowniczy tego wątku, był wspaniałym i
            nieporównanym rozmówcą, brak mi go bardzo; czasem zaglądam tutaj, by sprawdzić
            stan rzeczy.
            Wykrakałam... Wątek przypomina porzuconą przez właściciela willę, może i nic w
            niej nie niszczeje, ale skąd to wiadomo pod tonami piasku czy śniegu,
            nawiewanego każdego dnia.
            Wiem, że Mariana nienawidzono na Forum. Pragmatyczna panidalloway,
            która zresztą też znikła, chyba już zrozumiała, co jest potrzebne do sensownej
            czy twórczej wymiany poglądów? Oczywiście, wystarczy interesujący rozmówca. No,
            dla pewności dodam, że to okaz bardzo cenny... i rzadki. I trzeba go było
            pielęgnować, a nie zadeptywać, wyrywać z korzeniami, wypalać - a może
            zanudzać???:))))
            (serwowaniem rzeczy płaskich:)))
            • lupus.lupus God's Garden 27.07.04, 15:03
              God's Garden
              God made a beatous garden
              With lovely flowers strown,
              But one straight, narrow pathway
              That was not overgrown.
              And to this beauteous garden
              He brought mankind to live,
              And said: "To you, my children,
              These lovely flowers I give.
              Prune ye my vines and fig trees,
              With care my flowerets tend,
              But keep the pathway open
              Your home is at the end."

              Then came another master,
              Who did not love mankind,
              And planted on the pathway
              Gold flowers for them to find.
              And mankind saw the bright flowers,
              That, glitt'ring in the sun,
              Quite hid the thorns of av'rice
              That poison blood and bone;
              And far off many wandered,
              And when life's night came on,
              They still were seeking gold flowers,
              Lost, helpless and alone.


              O, cease to heed the glamour
              That blinds your foolish eyes,
              Look upward to the glitter
              Of stars in God's clear skies.
              Their ways are pure and harmless
              And will not lead astray,
              Bid aid your erring footsteps
              To keep the narrow way.
              And when the sun shines brightly
              Tend flowers that God has given
              And keep the pathway open
              That leads you on to heaven.


              Robert Frost, poeta, który zawsze kojarzy mi się z latem : ) Polecam!
    • atylli_wnuk Gdybym spotkał Ciebie znowu pierwszy raz..... 11.06.04, 07:59


      Gdybym spotkał ciebie pierwszy raz,
      ale w innym sadzie, w innym lesie-
      może by inaczej zaszumiał nam las
      wydłużony mgłami na bezkresie...

      Może innych kwiatów wśród zieleni bruzd
      jęłyby się dłonie dreszczem czynne -
      może by upadły z niedomyślnych ust
      jakieś inne słowa - jakieś inne...

      Może by i słońce zniewoliło nas
      do spłynięcia duchem w róż kaskadzie,
      Gdybym spotkał ciebie znowu pierwszy raz,
      ale w innym lesie, w innym sadzie...

      Bolesław Leśmian
          • sainbois O, jesteś, 23.07.04, 19:41
            Childe Haroldzie.
            oto obraz:
            www.abcgallery.com/T/turner/turner15.html
            oto słowa:

            To Inez

            1
            Nay, smile not at my sullen brow,
            Alas! I cannot smile again;
            Yet heaven avert that ever thou
            Shouldst weep, and haply weep in vain.

            2
            And dost thou ask, what secret woe
            I bear, corrodiing joy and youth?
            And wilt thou vainly seek to know
            A pang, ev'n thou must fail to sooth?

            3
            It is not love, it is not hate,
            Nor low Ambitions's honours lost,
            That bids me loathe my present state,
            And fly from all I priz'd the most:

            4
            It is that weariness which springs
            From all I meet, or hear, or see:
            To me no pleasure Beauty brings;
            Thine eyes have scarce a charm for me.

            5
            It is that settled, ceaseless gloom
            That fabled Hebrew wanderer bore;
            That will not look beyond the tomb,
            But cannot hope for rest before.

            6
            What Exile from himself can flee?
            To Zones, though more and more remote,
            Still, still pursues, where-e'er I be,
            The blight of life--the demon, Thought.

            7
            Yet others rapt in pleasure seem,
            And taste of all that I forsake;
            Oh! may they still of transport dream,
            And ne'er, at least like me, awake!

            8
            Through many a clime 'tis mine to go,
            With many a retrospection curst;
            And all my solace is to know,
            Whate'er betides, I've known the worst.

            9
            What is that worst? Nay do not ask--
            In pity from the search forbear:
            Smile on--nor venture to unmask
            Man's heart, and view the Hell that's there.

            85
            Adieu, fair Cadiz! yea, a long adieu!
            Who may forget how well thy walls have stood?
            When all were changing thou alone wert true,
            First to be free and last to be subdued:
            And if amidst a scene, a shock so rude,
            Some native blood was seen thy streets to die;
            A traitor only fell beneath the feud:
            Here all were noble, save Nobility;
            None hugg'd a Conqueror's chain, save fallen Chivalry!

            86
            Such be the sons of Spain, and strange her fate!
            They fight for freedom who were never free,
            A Kingless people for a nerveless state;
            Her vassals combat when their chieftains flee,
            True to the veriest slaves of Treachery:
            Fond of a land which gave them nought but life,
            Pride points the path that leads to Liberty;
            Back to the struggle, baffled in the strife,
            War, war is still the cry, 'War even to the knife!'

            87
            Ye, who would more of Spain and Spaniards know,
            Go, read whate'er is writ of bloodiest strife:
            Whate'er keen Vengeance urg'd on foreign foe
            Can act, is acting there against man's life:
            From flashing scimitar to secret knife,
            War mouldeth there each weapon to his need--
            So may he guard the sister and the wife,
            So may he make each curst oppressor bleed,
            So may such foes deserve the most remorseless deed!

            88
            Flows there a tear of pity for the dead?
            Look o'er the ravage of the reeking plain;
            Look on the hands with female slaughter red;
            Then to the dogs resign the unburied slain,
            Then to the vulture let each corse remain;
            Albeit unworthy of the prey-bird's maw,
            Let their bleach'd bones, and blood's unbleaching stain,
            Long mark the battle-field with hideous awe:
            Thus only may our sons conceive the scenes we saw!

            89
            Nor yet, alas! the dreadful work is done,
            Fresh legions pour adown the Pyrenees;
            It deepens still, the work is scarce begun,
            Nor mortal eye the distant end foresees.
            Fall'n nations gaze on Spain; if freed, she frees
            More than her fell Pizarros once enchain'd:
            Strange retribution! now Columbia's ease
            Repairs the wrongs that Quito's sons sustain'd,
            While o'er the parent clime prowls Murder unrestrain'd.

            90
            Not all the blood at Talavera shed,
            Not all the marvels of Barossa's fight,
            Not Albuera lavish of the dead,
            Have won for Spain her well asserted right.
            When shall her Olive-Branch be free from blight?
            When shall she breathe her from the blushing toil?
            How many a doubtful day shall sink in night,
            Ere the Frank robber turn him from his spoil,
            And Freedom's stranger-tree grow native of the soil!

            Gdybyż jeszcze pojawił się Talisker; czytałam go w sieci gdzieś, kiedyś, dawno,
            dawno temu, i - nie tak dawno temu; i gdyby Talisker w świecie miał na imię
            Stefan; i gdyby powiedział, co myśli o interpretacjach Magnificat Bacha?
    • lupus.lupus odszedł... 03.07.04, 15:12
      Marianie,
      On odszedł.... Marlon Wielki odszedł...
      To tylko literki, nie pomoże znaczek ":(" i graficzne świeczki.Nie potrafiłem
      na Forum pożegnać Jacka Kaczmarskiego. Teraz również brakuje mi słów.

      Za słaby aby mówić
      rozchylam tylko wargi
      odbijam je
      na szybie powietrza

      wokoło spokój
      a my idąc pochylamy głowy
      jakby pod wielki wiatr

      płowieją długie aleje
      już ludzie nas nie widzą

      To z tęsknoty to z wyrzeczenia
      coraz bliżsi i bliżsi
      chwili co zmieni nas
      w tchnienie

      Marlon Brando 1924-2004 R.I.P.
      brando.crosscity.com/HTMLVer/GalleryMB/Gallery.asp?GalleryType=1&ViewType=2&SubGalleryType=Misc&ImageIndex=3

      Sprawi Bogu wiele kłopotu. Będzie się z Nim wykłócał jak to miał w zwyczaju
      robić z reżyserami.Jego agnet poinformował o śmierci w następujący
      sposób:"Odszedł Ojciec Chrzestny".

      Żegnaj Marlonie...
    • lupus.lupus Pampeluna jest piękna latem... 06.07.04, 17:06
      Dziś rozpoczęła się jedna z najbardziej fascynujących ceremonii gasnącej już
      Strarej Europy. Mam na myśli święto ku czci św. Fermina obchodzone w
      hiszpańskiej Pampelunie. Każdy komu w młodości zaszumiała książka Papy "Słońce
      też wschodzi" marzył zapewne o tym by być tam na początku lipca. W moim
      przypadku marzenia się spełniły. Kosztem całorocznych oszczędności i spędziłem
      w połowie lat 90 dwa cudowne tygodnie w czasie Fiesty. Do końca życia będę o
      nich pamiętał jako o najbardziej ekscytująco spędzonych wakacjach. Ubrany w
      białą koszulę, czerwoną chustkę i bordowy beret ( tylko tam nie wygląda się w
      tym idiotycznie) włóczyłem się po ulicach miasta spotykając fascynatów z
      wszystkich chyba stron świata. Prym wiedli oczywiście Anglosasi skuszeni
      hemingwayowską legendą. Miejscowi tarktowali nas obcokrajowców z góry, słusznie
      twierdząc, ze nie ma mamy takich "cojones" jak oni :) Rzeczywiście podczas
      porannych gonitw nikt nie biegał tak blisko byków jak miejscowi młodzieńcy.W
      czasie Fiesty dochodziło na tym tle do mnóstwa bójek. Popołudniami
      uczestniczyłem w licznych nabożeństwach i procesjach odprawianych z iście
      hiszpańską pasją.Wieczorami zaś niekończąca się zabawa z morzem rosado :) Po
      zakończeniu sanferminowego szaleństwa zostało mi jeszcze dwa dni na zwiedzenie
      zakątków Navarry.To były cudowne dni.
      Pampeluna jest piękna latem....
      www.sanfermin.com/2004/portada.php?day=060704&lang=eng
    • lupus.lupus Re: My też tak potrafimy, no może nie zupełnie ta 19.07.04, 22:16
      Smutek. Wierny towarzysz. Siedzi teraz obok mnie i przepycha się z Poczuciem
      Winy o władzę nade mną. Wie, że cholernie mi przykro... Trudno o lepszą dla
      Niego przynętę.
      Zastanawialiście się kiedyś nad tym czy smutek jest przekleństwem wyłącznie
      człowieka? Otóż nie. Smutek może dotknąć całe narody. W Europie mamy dwa narody
      pogrążone w smutku- Portugalczyków i Węgrów. W zasadzie możemy jeszcze zaliczyć
      do tej grupy Rosjan, ale to już temat na zupełnie inną rozmowę. Skupmy się na
      Portugalczykach i Węgrach.
      Ich smutki się różnią.Błędem jest ich porównywanie.
      Smutek Portugalczyków jest bardziej zewnętrzny, można nawet powiedzieć
      "geograficzny" W portugalskiej duszy gra "saudade" - smutek i nostalgia. Naród
      na krańcu Europy, przed którym rozpościera się tylko Ocean. Portugalczycy przez
      wieli bali się i tęsknili za tym co ukryte za potężnym żywiołem. Ta bezbrzeżna
      tęsknota i smutek pchała Vasco da Gamę i Henryka Żeglarza do podróży poza
      granice znanego swiata. Ta tęsknota to również rozszywająca serce muzyka fado.
      Smutne pieśni śpiewane po zmroku w portugalskich kawiarniach. Smutne pieśni o
      rozpaczy, miłości, żalu. Portugalczycy nie zachowują się jak typowi
      południowcy.Owa nostalgia i smutek jest zawsze wyczuwalna.Potomkowie morskich
      śmiałków zdaja się zawsze marzyć o tym co piękne, odległe i nieuchwytne. Taki
      to ten portugalski smutek.

      "Moje pieśni to fado
      A fado to przeznaczenie.
      Modlitw i łez kaskadą
      Spada na mnie gitar brzmienie.

      Zawsze gdy strun dotykam,
      Gitara z płaczu aż drży-
      Przenika mnie ta muzyka,
      Ten wielki smutek, gorzkie łzy.

      To ludzie z mojego kraju,
      Teraz to dopiero wiem,
      Tak wielki w sobie smutek mają,
      Że w muzykę zmienia się

      Ci ludzie wciąż czekają,
      Że odmieni się zły los,
      Od troski ich uwalniając...

      A od smutki pieśni głos....

      : ((((


      Smutek węgierski. Wydaje się, że bardziej przenikliwy, a przez to bardziej mi w
      tej chwili bliższy. Moja Babka, która miała węgierskie korzenie zadbała o to
      bym poznał Endre Ady'ego, Jozsefa Eotvosa, Ferenca Kolcseya,Hamvasa,
      Petofi'ego i innych z których smutek wprost kapie. W innych postach postaram
      się wam wyjaśnić na czym polega ów ten smutek węgierski. Wiem, że będzie mi
      długo towarzyszył... :(

      "Spętano sznurem duszę moją,
      Bo jak ognisty koń wierzgała,
      Bo biczowałem ją daremnie,
      Daremnie bita, cwałowała.

      Gdy się zjawi wam na polu
      Ogier, który ledwie łbem rusza,
      Przetnijcie jego powrozy,
      Bo to moja polsko-węgierska smutna dusza"

      (na podstawie wiersza Endre Ady'ego)

      --
      "Zabawy są przepyszne i dziewczęta piękne są
      Lecz muszę iść bo wzywa mnie
      Don Carlos de Borbon"
      fragment pieśni hiszpańskich karlistów
    • Gość: Marian Borys Pasternak IP: *.gdynia.mm.pl 26.07.04, 08:46

      Soul

      My mournful soul, you, sorrowing
      For all my friends around,
      You have become the burial vault
      Of all those hounded down.

      Devoting to their memory
      A verse, embalming them,
      In torment, broken, lovingly
      Lamenting over them,

      In this our mean and selfish time,
      For conscience and for quest
      You stand-a columbarium
      To lay their souls to rest.

      The sum of all their agonies
      Has bowed you to the ground.
      You smell of dust, of death's decay,
      Of morgue and burial mound.

      My beggarly, dejected soul,
      You heard and saw your fill;
      Remembered all and mixed it well,
      And ground it like a mill.

      Continue pounding and compound
      All that I witnessed here
      To graveyard compost, as you did
      For almost forty years.

      1956
      Translated by Sergei Roy

      • sainbois Prevert, Cet Amour i This Love 27.07.04, 14:54
        po angielsku:

        This love
        So violent
        So fragile
        So tender
        So hopeless
        This love
        Beautiful as the day
        And bad as the weather
        When the weather is bad
        This love so true
        This love so beautiful
        So happy
        So joyous
        And so pathetic
        Trembling with fear like a child in the dark
        And so sure of itself
        Like a tranquil man in the middle of the night
        This love that made others afraid
        That made them speak
        That made them go pale
        This love intently watched
        Because we intently watch it
        Run down hurt trampled finished denied forgotten
        Because we ran it down hurt it trampled
        it finished it denied it forgot it
        This whole entire love
        Still so lively
        And so sunny
        It's yours
        It's mine
        That which has been
        This always new thing
        And which hasn't changed
        As true as a plant
        As trembling as a bird
        As warm as live as summer
        We can both of us
        Come and go
        We can forget
        And then go back to sleep
        Wake up suffer grow old
        Go back to sleep again
        Awake smile and laugh
        And feel younger
        Our love stays there
        Stubborn as an ass
        Lively as desire
        Cruel as memory
        Foolish as regrets
        Tender as remembrance
        Cold as marble
        Beautiful as day
        Fragile as a child
        It watches us, smiling
        And it speaks to us without saying a word
        And me I listen to it, trembling
        And I cry out
        I cry out for you
        I cry out for me
        I beg you
        For you for me for all who love each other
        And who loved each other
        Yes I cry out to it
        For you for me and for all the others
        That I don't know
        Stay there
        There where you are
        There where you were in the past
        Stay there
        Don't move
        Don't go away
        We who loved each other
        We've forgotten you
        Don't forget us
        We had only you on the earth
        Don't let us become cold
        Always so much farther away
        And anywhere
        Give us a sign of life
        Much later on a dark night
        In the forest of memory
        Appear suddenly
        Hold your hand out to us
        And save us

        i po francusku

        Cet amour
        Si violent
        Si fragile
        Si tendre
        Si désespéré
        Cet amour
        Beau comme le jour
        Et mauvais comme le temps
        Quand le temps est mauvais
        Cet amour si vrai
        Cet amour si beau
        Si heureux
        Si joyeux
        Et si dérisoire
        Tremblant de peur comme un enfant dans le noir
        Et si sûr de lui
        Comme un homme tranquille au milieu de la nuit
        Cet amour qui faisait peur aux autres
        Qui les faisait parler
        Qui les faisait blémir
        Cet amour guetté
        Parce que nous le guettions
        Traqué blessé piétiné achevé nié oublié
        Parce que nous l'avons traqué blessé piétiné achevé nié oublié
        Cet amour tout entier
        Si vivant encore
        Et tout ensoleillé
        C'est le tien
        C'est le mien
        Celui qui a été
        Cette chose toujours nouvelles
        Et qui n'a pas changé
        Aussi vraie qu'une plante
        Aussi tremblante qu'un oiseau
        Aussi chaude aussi vivante que l'été
        Nous pouvons tous les deux
        Aller et revenir
        Nous pouvons oublier
        Et puis nous rendormir
        Nous réveiller souffrir vieillir
        Nous endormir encore
        Rêver à la mort
        Nous éveiller sourire et rire
        Et rajeunir
        Notre amour reste là
        Têtu comme une bourrique
        Vivant comme le désir
        Cruel comme la mémoire
        Bête comme les regrets
        Tendre comme le souvenir
        Froid comme le marbre
        Beau comme le jour
        Fragile comme un enfant
        Il nous regarde en souriant
        Et il nous parle sans rien dire
        Et moi j'écoute en tremblant
        Et je crie
        Je crie pour toi
        Je crie pour moi
        Je te supplie
        Pour toi pour moi et pour tous ceux qui s'aiment
        Et qui se sont aimés
        Oui je lui crie
        Pour toi pour moi et pour tous les autres
        Que je ne connais pas
        Reste là
        Là où tu es
        Là où tu étais autrefois
        Reste là
        Ne bouge pas
        Ne t'en va pas
        Nous qui sommes aimés
        Nous t'avons oublié
        Toi ne nous oublie pas
        Nous n'avions que toi sur la terre
        Ne nous laisse pas devenir froids
        Beaucoup plus loin toujours
        Et n'importe où
        Donne-nous signe de vie
        Beaucoup plus tard au coin d'un bois
        Dans la forêt de la mémoire
        Surgis soudain
        Tends-nous la main
        Et sauve-nous.

          • Gość: Virginia V. rozumek w darze imaginacji i intuicji IP: *.gdynia.mm.pl 27.07.04, 20:37
            Kazimierz Tetmajer - "FAŁSZ, ZAWIŚĆ..."


            Fałsz, zawiść, płaskość, mierność, nikczemność, głupota:
            oto rafy, o które łódź moja potrąca,
            płynąc przez życia mętne i cuchnące błota
            pod niebem zachmurzonym, bez gwiazd i bez słońca.
            Wiem, że błot nie przepłynę - odrzucam precz wiosła
            i przymknąwszy powieki na dnie łodzi leżę,
            nie dbając, kędy by mnie mętna woda niosła,
            nie dbając, gdzie i jakie czeka mnie wybrzeże?
            Tak płynę ja, zrodzony od czystego morza,
            do purpurowych wschodów, zachodów złoconych,
            do gwiazd kroci, orkanu, co gna przez przestworza,
            do cisz wielkich i sennych i do wysp zielonych.
            Tak płynę ja, zrodzony, by słoneczne fale
            pruć silnym ruchem ręki leżącej na sterze,
            by wiry i wietrzyce roztrącać zuchwale -
            -tak płynę i półmartwo na dnie łodzi leżę.
              • sunniva Hurrahing in Harvest 03.08.04, 13:38
                Gerard Manley Hopkins (1844–89)

                14. Hurrahing in Harvest


                SUMMER ends now; now, barbarous in beauty, the stooks arise
                Around; up above, what wind-walks! what lovely behaviour
                Of silk-sack clouds! has wilder, wilful-wavier
                Meal-drift moulded ever and melted across skies?

                I walk, I lift up, I lift up heart, eyes,
                Down all that glory in the heavens to glean our Saviour;
                And, éyes, heárt, what looks, what lips yet gave you a
                Rapturous love’s greeting of realer, of rounder replies?

                And the azurous hung hills are his world-wielding shoulder
                Majestic—as a stallion stalwart, very-violet-sweet!—
                These things, these things were here and but the beholder
                Wanting; which two when they once meet,
                The heart rears wings bold and bolder
                And hurls for him, O half hurls earth for him off under his feet.


    • Gość: Marian O Powstaniu Warszawskim prozą IP: *.gdynia.mm.pl 02.08.04, 12:49
      Zapomniane Powstanie Warszawskie
      W dniu 1 sierpnia 2004 roku przypada 60-ta rocznica wybuchu Powstania
      Warszawskiego. Historia tego powstania nie jest dostatecznie znana przez opinię
      światową, chociaż Powstanie Warszawskie było największym tego rodzaju
      wydarzeniem w dziejach świata. To było powstanie zbrojne na niespotykaną skalę
      w epicentrum wydarzeń wojennych, na styku działań frontowych dwu największych
      armii w historii wojen. Po dwu miesiącach walk powstańcy skapitulowali. W
      bezsensownym odwecie, niemieccy zbrodniarze, zburzyli Warszawę doszczętnie, co
      jest bezprzykładnym aktem bestialstwa i zdziczenia hitlerowskiej "rasy panów".
      To był sadystyczny mord z premedytacją, wykonywany przez kilka miesięcy w
      centrum cywilizowanej Europy. Pisanie o historii jest najtrudniejszą ze sztuk.
      Jej trywialne i propagandowe wydanie jest często spotykaną chałturą, wykonywaną
      przez usłużnych dziennikarzy. Historia ostatniej wojny była wielokrotnie
      ?uzdatniana? do konsumpcji w czasie ostatniego półwiecza. Od prymitywnych
      wersji propagandowych na użytek zwycięskiej koalicji, do sensacyjnych wersji
      produkowanych na użytek propagandy w celu zmiany optyki i ostrości widzenia.
      Wystarczy jednak przyjrzeć się dokładnie Powstaniu Warszawskiemu, aby
      uświadomić sobie, że nigdy nie przebrniemy przez meandry decyzji politycznych,
      które podejmowali przywódcy walczących ze sobą armii, które otaczały Warszawę.
      Los powstania zależał od decyzji podejmowanych daleko od frontu walki.
      Dowolność interpretacji tych wydarzeń jest zatrważająca. Jak bardzo to było
      powikłane, a jacy mali i bezwzględni politycy byli w tym czasie dowódcami
      walczących stron w czasie II wojny światowej, to się dopiero okazało po
      zakończeniu wojny. Jak podli okazali się ci mali polityczni gracze, których
      przerosła ranga wydarzeń rozgrywających się w tym czasie. Sprawa ludobójstwa na
      mieszkańcach Warszawy nie znalazła też odpowiedniej rangi w czasie procesu
      Norymberskiego. W ogólnie dostępnych publikacjach oficjalnych interpretatorów,
      sprawy te miały swoje kolejne odsłony w ciągu ostaniego półwiecza. Każda ze
      stron inaczej widziała to zdarzenie i każda inaczej oceniała decyzje
      koalicjanta lub przeciwnika. Każda ze stron niosła na sobie garb uprzedzeń
      historycznych i garb ograniczeń ideologicznych obowiązujących w tym czasie.
      Nawet antyhitlerowscy koalicjanci mieli różne interesy, choć jeden wspólny cel.
      W ciągu tych tragicznych paru lat wojny, politycy tych krajów podpisywali pakty
      o nieagresji, tworzyli koalicje, aby na końcu stać się śmiertelnymi wrogami.
      Polityka, była i jest stajnią Augiasza, pełną moralnych brudów w panującym tam
      bałaganie. Efekt pracy tych polityków "stajennych", co kilkanaście lat możemy
      obserwować w postaci rzezi i wojen, których nikt nie może zrozumieć. Morderstwo
      na powstańcach miasta Warszawy wpisuje się w tą ciemną stronę politycznych
      decyzji, które nigdy nie doczekają się pełnego wyjaśnienia i przebaczenia. O
      ile nigdy nie osiągniemy zadowalającego spokoju i jasności w ocenie politycznej
      tych wydarzeń, to jednoznaczna jest ocena moralna działań samych powstańców
      tego bohaterskiego miasta. Powstanie Warszawskie jest i pozostanie relikwią na
      historycznym ołtarzu Polski. To jest absolutnie potrzebny przykład sprzeciwu
      wobec narzuconej Polsce niewoli i bezprawnej okupacji. Dopiero teraz rozumiemy,
      jak ważna to była decyzja, która obliguje następne pokolenia do walki o
      suwerenność Polski. Nawet w okresie reżimu komunistycznego, sama heroiczność
      powstania dawała Polakom tak potrzebną siłę duchową na przetrwanie tego okresu
      zniewolenia. Świadomość tamtego, powstańczego bohaterstwa, podnosiła na duchu
      słabych i wątpiących. Dopiero obecny, podstępny zamach na suwerenność Polski i
      odsunięcie polskiej inteligencji od wpływu na kształt mediów, poczynił ogromne
      szkody w naszej mentalności. Polakom odebrano możliwość swobodnej wypowiedzi w
      większości mediów o zasięgu krajowym. Nowi "spekulanci medialni" ofiarowują nam
      pozorne wolności. Teraz mamy w Polsce wolność do bezrobocia, do zabawy, do
      narkotyków, do "róbta co chceta". Historia Polski wymaga więc kolejnej
      przeróbki, według instrukcji nowych władców. W tej nowej wersji historii, nie
      ma zbyt wiele miejsca na przypominanie bohaterów Powstania Warszawskiego. To
      jest kontrolowana i udawana amnezja. Mało znaczące epizody ostatniej wojny
      stają przedmiotem wymuszonej dyskusji, a zapomina się o wydarzeniach, które
      miały wymiar światowej tragedii. Takim dramatem o wymiarze ponadnarodowym jest
      historia Powstania Warszawskiego.

      21 lipca 2004
      dodane : 7/21/2004 Zrodlo : Wojciech K.Borkowski
      • lupus.lupus taką przebodli nas Ojczyzną... 02.08.04, 13:32
        Gość portalu: Marian napisał(a):

        > Zapomniane Powstanie Warszawskie
        > W dniu 1 sierpnia 2004 roku przypada 60-ta rocznica wybuchu Powstania
        > Warszawskiego. Historia tego powstania nie jest dostatecznie znana przez
        opinię
        >
        > światową, chociaż Powstanie Warszawskie było największym tego rodzaju
        > wydarzeniem w dziejach świata. To było powstanie zbrojne na niespotykaną
        skalę
        > w epicentrum wydarzeń wojennych, na styku działań frontowych dwu największych
        > armii w historii wojen. Po dwu miesiącach walk powstańcy skapitulowali. W
        > bezsensownym odwecie, niemieccy zbrodniarze, zburzyli Warszawę doszczętnie,
        co
        > jest bezprzykładnym aktem bestialstwa i zdziczenia hitlerowskiej "rasy
        panów".
        > To był sadystyczny mord z premedytacją, wykonywany przez kilka miesięcy w
        > centrum cywilizowanej Europy. Pisanie o historii jest najtrudniejszą ze
        sztuk.
        > Jej trywialne i propagandowe wydanie jest często spotykaną chałturą,
        wykonywaną
        >
        > przez usłużnych dziennikarzy. Historia ostatniej wojny była wielokrotnie
        > ?uzdatniana? do konsumpcji w czasie ostatniego półwiecza. Od prymitywnych
        > wersji propagandowych na użytek zwycięskiej koalicji, do sensacyjnych wersji
        > produkowanych na użytek propagandy w celu zmiany optyki i ostrości widzenia.
        > Wystarczy jednak przyjrzeć się dokładnie Powstaniu Warszawskiemu, aby
        > uświadomić sobie, że nigdy nie przebrniemy przez meandry decyzji
        politycznych,
        > które podejmowali przywódcy walczących ze sobą armii, które otaczały
        Warszawę.
        > Los powstania zależał od decyzji podejmowanych daleko od frontu walki.
        > Dowolność interpretacji tych wydarzeń jest zatrważająca. Jak bardzo to było
        > powikłane, a jacy mali i bezwzględni politycy byli w tym czasie dowódcami
        > walczących stron w czasie II wojny światowej, to się dopiero okazało po
        > zakończeniu wojny. Jak podli okazali się ci mali polityczni gracze, których
        > przerosła ranga wydarzeń rozgrywających się w tym czasie. Sprawa ludobójstwa
        na
        >
        > mieszkańcach Warszawy nie znalazła też odpowiedniej rangi w czasie procesu
        > Norymberskiego. W ogólnie dostępnych publikacjach oficjalnych
        interpretatorów,
        > sprawy te miały swoje kolejne odsłony w ciągu ostaniego półwiecza. Każda ze
        > stron inaczej widziała to zdarzenie i każda inaczej oceniała decyzje
        > koalicjanta lub przeciwnika. Każda ze stron niosła na sobie garb uprzedzeń
        > historycznych i garb ograniczeń ideologicznych obowiązujących w tym czasie.
        > Nawet antyhitlerowscy koalicjanci mieli różne interesy, choć jeden wspólny
        cel.
        >
        > W ciągu tych tragicznych paru lat wojny, politycy tych krajów podpisywali
        pakty
        >
        > o nieagresji, tworzyli koalicje, aby na końcu stać się śmiertelnymi wrogami.
        > Polityka, była i jest stajnią Augiasza, pełną moralnych brudów w panującym
        tam
        > bałaganie. Efekt pracy tych polityków "stajennych", co kilkanaście lat możemy
        > obserwować w postaci rzezi i wojen, których nikt nie może zrozumieć.
        Morderstwo
        >
        > na powstańcach miasta Warszawy wpisuje się w tą ciemną stronę politycznych
        > decyzji, które nigdy nie doczekają się pełnego wyjaśnienia i przebaczenia. O
        > ile nigdy nie osiągniemy zadowalającego spokoju i jasności w ocenie
        politycznej
        >
        > tych wydarzeń, to jednoznaczna jest ocena moralna działań samych powstańców
        > tego bohaterskiego miasta. Powstanie Warszawskie jest i pozostanie relikwią
        na
        > historycznym ołtarzu Polski. To jest absolutnie potrzebny przykład sprzeciwu
        > wobec narzuconej Polsce niewoli i bezprawnej okupacji. Dopiero teraz
        rozumiemy,
        >
        > jak ważna to była decyzja, która obliguje następne pokolenia do walki o
        > suwerenność Polski. Nawet w okresie reżimu komunistycznego, sama heroiczność
        > powstania dawała Polakom tak potrzebną siłę duchową na przetrwanie tego
        okresu
        > zniewolenia. Świadomość tamtego, powstańczego bohaterstwa, podnosiła na duchu
        > słabych i wątpiących. Dopiero obecny, podstępny zamach na suwerenność Polski
        i
        > odsunięcie polskiej inteligencji od wpływu na kształt mediów, poczynił
        ogromne
        > szkody w naszej mentalności. Polakom odebrano możliwość swobodnej wypowiedzi
        w
        > większości mediów o zasięgu krajowym. Nowi "spekulanci medialni" ofiarowują
        nam
        >
        > pozorne wolności. Teraz mamy w Polsce wolność do bezrobocia, do zabawy, do
        > narkotyków, do "róbta co chceta". Historia Polski wymaga więc kolejnej
        > przeróbki, według instrukcji nowych władców. W tej nowej wersji historii, nie
        > ma zbyt wiele miejsca na przypominanie bohaterów Powstania Warszawskiego. To
        > jest kontrolowana i udawana amnezja. Mało znaczące epizody ostatniej wojny
        > stają przedmiotem wymuszonej dyskusji, a zapomina się o wydarzeniach, które
        > miały wymiar światowej tragedii. Takim dramatem o wymiarze ponadnarodowym
        jest
        > historia Powstania Warszawskiego.
        >

        On
        Komu ja gram?
        Zamkniętym oknom klamkom błyszczącym arogancko
        fagotom deszczu - smutnym rynnom
        szczurom co pośród śmieci tańczą
        Ostatni werbel biły bomby
        był prosty pogrzeb na podwórzu
        dwie deski w krzyż i hełm dziurawy
        w niebie pożarów wielka róża

        Chór
        Na rożnie się obraca cielę.
        W piecu dojrzewa chleb brunatny.
        Pożary gasną. Tylko ogień ułaskawiony wiecznie trwa.

        On
        zgrzebny napis na tych deskach
        imiona krótkie niby salwa
        "Gryf" "Wilk" i "Pocisk" kto pamięta
        spłowiała w deszczu ruda barwa
        Praliśmy potem długie lata
        bandaże. Teraz nikt nie płacze
        chrzęszczą w pudełku po zapałkach
        guziki z żołnierskiego płaszcza

        Chór
        Wyrzuć pamiątki. Spal wspomnienia i w nowy życia
        strumień wstąp
        Jest tylko ziemia. Jedna ziemia i pory roku nad nią są.
        Wojny owadów - wojny ludzi i krótka śmierć nad miodukwiatem.
        Dojrzewa zboże. Kwitną dęby.
        W ocean schodzą rzeki z gór.

        On
        Płynę pod prąd a oni ze mną
        nieubłaganie patrzą w oczy
        uparcie szepczą słowa stare
        jemy nasz gorzki chleb rozpaczy
        Muszę ich zawieźć w suche miejsce
        i kopczyk z piasku zrobić duży
        zanim im wiosna sypnie kwiaty
        i mocny zielny sen odurzy

        To miasto –Chór
        Nie ma tego miasta
        Zaszło pod ziemię
        Ono świeci jeszcze

        Chór
        Jak próchno w lesie

        On
        Puste miejsce
        lecz wciąż ponad nim
        drży powietrze po tamtych głosach
        Rów w którym płynie mętna rzeka
        nazywam Wisłą. Ciężko wyznać:
        na taką miłość nas skazali
        taką przebodli nas ojczyzną

        oszalały poeta
    • lupus.lupus Re: My też tak potrafimy, no może nie zupełnie ta 03.08.04, 14:50
      I said to Love,
      "It is not now as in old days
      When men adored thee and thy ways
      All else above;
      Named thee the Boy, the Bright, the One
      Who spread a heaven beneath the sun,"
      I said to Love.

      I said to him,
      "We now know more of thee than then;
      We were but weak in judgment when,
      With hearts abrim,
      We clamoured thee that thou would'st please
      Inflict on us thine agonies,"
      I said to him.

      I said to Love,
      "Thou art not young, thou art not fair,
      No faery darts, no cherub air,
      Nor swan, nor dove
      Are thine; but features pitiless,
      And iron daggers of distress,"
      I said to Love.

      "Depart then, Love! . . .
      - Man's race shall end, dost threaten thou?
      The age to come the man of now
      Know nothing of? -
      We fear not such a threat from thee;
      We are too old in apathy!
      Mankind shall cease.--So let it be,"
      I said to Love

      Thomas Hardy
    • homosovieticus Też czasami spoglądam w lustro z zażenowaniem :)) 03.08.04, 16:23
      Thomas Hardy (1840–1928). Wessex Poems and Other Verses. 1898.

      51. “I Look into my Glass”


      I LOOK into my glass,
      And view my wasting skin,
      And say, “Would God it came to pass
      My heart had shrunk as thin!”

      For then, I, undistrest 5
      By hearts grown cold to me,
      Could lonely wait my endless rest
      With equanimity.

      But Time, to make me grieve,
      Part steals, lets part abide; 10
      And shakes this fragile frame at eve
      With throbbings of noontide.


      The End

      W lustro patrzę, w udręce
      Widzę skórę pomiętą.
      Gdybyż, Boże me serce
      Mogło tak samo zwiednąć!

      Bo wtedy wśród serc, z których
      Już mnie żadne nie słyszy,
      Mógłbym i sam bez bólu
      Czekać bezkresnej ciszy.

      Lecz Czasu moc okrótna
      Część niszczy, część ocala,
      I w kruche bije włókna
      Żaru południa fala.

      spolszczył: Zygmunt Kubiak

      Pozdrawiam, kapelusza uchylając.
      Słomkowego oczywista! :))
    • homosovieticus Aleksander Błok 04.08.04, 07:16
      Пусть я и жил, не любя,
      Пусть я и клятвы нарушу, —
      Все ты волнуешь мне душу,
      Где бы ни встретил тебя!

      О, эти дальние руки!
      В тусклое это житье
      Очарованье свое
      Вносишь ты, даже в разлуке!

      И в одиноком моем
      Доме, пустом и холодном,
      В сне, никогда не свободном,
      Снится мне брошенный дом.

      Старые снятся минуты,
      Старые снятся года ...
      Видно, уж так навсегда
      Думы тобою замкнуты!

      Кто бы ни звал — не хочу
      На суетливую нежность
      Я променять безнадежность —
      И, замыкаясь, молчу.

      8 октября 1915
    • homosovieticus Chyba zwariowałem kto to wie? 04.08.04, 07:22
      Odysseus to Telemachus
      Joseph Brodsky

      My dear Telemachus,
      The Trojan War
      is over now; I don't recall who won it.
      The Greeks, no doubt, for only they would leave
      so many dead so far from their own homeland.
      But still, my homeward way has proved too long.
      While we were wasting time there, old Poseidon,
      it almost seems, stretched and extended space.

      I don't know where I am or what this place
      can be. It would appear some filthy island,
      with bushes, buildings, and great grunting pigs.
      A garden choked with weeds; some queen or other.
      Grass and huge stones . . . Telemachus, my son!
      To a wanderer the faces of all islands
      resemble one another. And the mind
      trips, numbering waves; eyes, sore from sea horizons,
      run; and the flesh of water stuffs the ears.
      I can't remember how the war came out;
      even how old you are--I can't remember.

      Grow up, then, my Telemachus, grow strong.
      Only the gods know if we'll see each other
      again. You've long since ceased to be that babe
      before whom I reined in the plowing bullocks.
      Had it not been for Palamedes' trick
      we two would still be living in one household.
      But maybe he was right; away from me
      you are quite safe from all Oedipal passions,
      and your dreams, my Telemachus, are blameless.

      • sunniva a plucked daisy 04.08.04, 09:37
        Snow White and the Seven Dwarfs
        Anne Sexton

        No matter what life you lead
        the virgin is a lovely number:
        cheeks as fragile as cigarette paper,
        arms and legs made of Limoges,
        lips like Vin Du Rhône,
        rolling her china-blue doll eyes
        open and shut.
        Open to say,
        Good Day Mama,
        and shut for the thrust
        of the unicorn.
        She is unsoiled.
        She is as white as a bonefish.

        Once there was a lovely virgin
        called Snow White.
        Say she was thirteen.
        Her stepmother,
        a beauty in her own right,
        though eaten, of course, by age,
        would hear of no beauty surpassing her own.
        Beauty is a simple passion,
        but, oh my friends, in the end
        you will dance the fire dance in iron shoes.
        The stepmother had a mirror to which she referred--
        something like the weather forecast--
        a mirror that proclaimed
        the one beauty of the land.
        She would ask,
        Looking glass upon the wall,
        who is fairest of us all?
        And the mirror would reply,
        You are the fairest of us all.
        Pride pumped in her like poison.

        Suddenly one day the mirror replied,
        Queen, you are full fair, 'tis true,
        but Snow White is fairer than you.
        Until that moment Snow White
        had been no more important
        than a dust mouse under the bed.
        But now the queen saw brown spots on her hand
        and four whiskers over her lip
        so she condemned Snow White
        to be hacked to death.
        Bring me her heart, she said to the hunter,
        and I will salt it and eat it.
        The hunter, however, let his prisoner go
        and brought a boar's heart back to the castle.
        The queen chewed it up like a cube steak.
        Now I am fairest, she said,
        lapping her slim white fingers.

        Snow White walked in the wildwood
        for weeks and weeks.
        At each turn there were twenty doorways
        and at each stood a hungry wolf,
        his tongue lolling out like a worm.
        The birds called out lewdly,
        talking like pink parrots,
        and the snakes hung down in loops,
        each a noose for her sweet white neck.
        On the seventh week
        she came to the seventh mountain
        and there she found the dwarf house.
        It was as droll as a honeymoon cottage
        and completely equipped with
        seven beds, seven chairs, seven forks
        and seven chamber pots.
        Snow White ate seven chicken livers
        and lay down, at last, to sleep.

        The dwarfs, those little hot dogs,
        walked three times around Snow White,
        the sleeping virgin. They were wise
        and wattled like small czars.
        Yes. It's a good omen,
        they said, and will bring us luck.
        They stood on tiptoes to watch
        Snow White wake up. She told them
        about the mirror and the killer-queen
        and they asked her to stay and keep house.
        Beware of your stepmother,
        they said.
        Soon she will know you are here.
        While we are away in the mines
        during the day, you must not
        open the door.

        Looking glass upon the wall . . .
        The mirror told
        and so the queen dressed herself in rags
        and went out like a peddler to trap Snow White.
        She went across seven mountains.
        She came to the dwarf house
        and Snow White opened the door
        and bought a bit of lacing.
        The queen fastened it tightly
        around her bodice,
        as tight as an Ace bandage,
        so tight that Snow White swooned.
        She lay on the floor, a plucked daisy.
        When the dwarfs came home they undid the lace
        and she revived miraculously.
        She was as full of life as soda pop.
        Beware of your stepmother,
        they said.
        She will try once more.

        Looking glass upon the wall. . .
        Once more the mirror told
        and once more the queen dressed in rags
        and once more Snow White opened the door.
        This time she bought a poison comb,
        a curved eight-inch scorpion,
        and put it in her hair and swooned again.
        The dwarfs returned and took out the comb
        and she revived miraculously.
        She opened her eyes as wide as Orphan Annie.
        Beware, beware, they said,
        but the mirror told,
        the queen came,
        Snow White, the dumb bunny,
        opened the door
        and she bit into a poison apple
        and fell down for the final time.
        When the dwarfs returned
        they undid her bodice,
        they looked for a comb,
        but it did no good.
        Though they washed her with wine
        and rubbed her with butter
        it was to no avail.
        She lay as still as a gold piece.

        The seven dwarfs could not bring themselves
        to bury her in the black ground
        so they made a glass coffin
        and set it upon the seventh mountain
        so that all who passed by
        could peek in upon her beauty.
        A prince came one June day
        and would not budge.
        He stayed so long his hair turned green
        and still he would not leave.
        The dwarfs took pity upon him
        and gave him the glass Snow White--
        its doll's eyes shut forever--
        to keep in his far-off castle.
        As the prince's men carried the coffin
        they stumbled and dropped it
        and the chunk of apple flew out
        of her throat and she woke up miraculously.

        And thus Snow White became the prince's bride.
        The wicked queen was invited to the wedding feast
        and when she arrived there were
        red-hot iron shoes,
        in the manner of red-hot roller skates,
        clamped upon her feet.
        First your toes will smoke
        and then your heels will turn black
        and you will fry upward like a frog,
        she was told.
        And so she danced until she was dead,
        a subterranean figure,
        her tongue flicking in and out
        like a gas jet.
        Meanwhile Snow White held court,
        rolling her china-blue doll eyes open and shut
        and sometimes referring to her mirror
        as women do.
    • homosovieticus On działa 06.08.04, 12:57
      On działa
      Adam Zagajewski


      On działa, w blasku i w ciemności,
      w huku wodospadów i w ciszy snu,
      lecz inaczej, niż głoszą wasi
      pasterze, pozostający pod dobrą
      opieką. szuka najdłuższej linii,
      drogi, która jest tak okrężna, że
      prawie niewidoczna. Gubi się
      w cierpieniu. Tylko ślepcy, tylko
      sowy czują czasem jej nikły ślad
      pod powieką.

    • Gość: Marian dlaczego zycie moje nie bylo jak kregi na wodzie IP: *.gdynia.mm.pl 07.08.04, 08:55
      BREWIARZ

      Panie
      wiem że dni moje są policzone
      zostało ich niewiele
      Tyle żebym zdążył zebrać piasek
      którym przykryją mi twarz

      (...)

      życie moje
      powinno zatoczyć koło
      zamknąć się jak dobrze skomponowana sonata
      a teraz widzę dokładnie
      na moment przed codą
      porwane akordy
      źle zestawione kolory i słowa
      (...)
      dlaczego
      życie moje
      nie było jak kręgi na wodzie
      (...)
      układa się w słoje stopnie fałdy
      by skonać spokojnie
      u twoich nieodgadnionych kolan
    • lupus.lupus Ogrodnik ponownie do Sainbois... 30.08.04, 10:32
      Dla Sainbois, która karze mnie swoim milczeniem.

      Więc pójdę w ogrody wonne...

      „Więc pójdę w ogrody wonne,
      Leć i tu nadzieje płonne,
      Aby mi z kwiecia odory,
      Lubo ich same pozory,
      Jakie kontentece* dały,
      Bo w tym gusty me ustały
      I słowik głosem krzykliwym,
      Nie zwabi choć łagodliwym.

      To już na zielonej łące,
      Między zioła woniejące,
      Te dodadzą uśmierzenia,
      W ciężkościach i spoczynienia.
      Leć i tam lube zefiry,
      W przykre mi się obróciły
      Wichry, że miasto ochłody
      Nie mam i tam mej swobody.

      Wabi podczas myśl ciekawa
      Perswadując, że zabawa
      U dworu konwersacyja,
      Melancholiją wybija.
      Ale cóż i tam smakuje,
      Co za powaba cukruje?
      Mam przestrogę-zlecę temu
      Co się udać chce, każdemu

      Więc idę w głębokie lasy,
      A tam me już wszystkie czasy,
      Trawić będę pokutując
      Czas stracony opłakując
      Któreż dodasz, drzewo, cienia
      Bym miała co ochłodzenia?
      Tam uważę moje sprawy,
      Całego wieku zabawy.

      Leć i tu myśl ma błędliwa,
      Trwoży mię, żem frasobliwa,
      Bym pod tem drzewem nie siadła,
      Dla którego nam opadła,
      Rozkosz pierwsza pozwolona
      Przez człowieka utracona
      Mijam tędy wszystkie drzewa
      Herbownego trzymać trzeba

      Tu już zasiadam bezpiecznie,
      A siedzieć pod nim statecznie,
      Lubo owoc przykro rodzi,
      Ale mi go ten osłodzi,
      Co go najpierw skosztował,
      I mnie go tam nagotował,
      Wszakem go już kosztowała,
      Nie będę się nań wzdrygała

      Anna Stanisławska
      Rok Pański 1685


      * kontenteca- zadowolenie (lupus)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka