Dodaj do ulubionych

Co wolno mediom?

22.07.04, 00:14
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040721/publicystyka/publicystyka_a_2.html

Fragment:

W społeczeństwach, które właśnie osiągają lub kiedyś osiągną odpowiedni
poziom "wyzwolenia" od wszystkiego z wyjątkiem nakazu "tolerancji", ostatnimi
bastionami uzasadniającymi zachowanie tabu pedofilii będą już tylko karalność
takich praktyk z mocy prawa oraz lęk rodziców o własne dzieci, bo
zainteresowanie cudzymi też zostanie im wybite z głowy. A ponieważ inną ważną
cechą tak kształtującej się kultury politycznej poprawności jest tendencja
pajdokratyczna, polegająca na przyznawaniu osobom nieletnim coraz większej
swobody decyzji we własnych sprawach kosztem ograniczania (także ustawowego)
zakresu władzy rodzicielskiej, te ostatnie bastiony być może też padną przed
pedofilami - jawnymi, dobrotliwymi i obdarzonymi kwalifikacjami do
czynienia "złego dotyku" wręcz dobroczynnym.

Psychoterapeuci rodzinni będą mieli zapewne specjalne fory, a pionierem w tym
eksperymencie zostanie być może Szwecja, gdzie obowiązujące szkolne programy
wychowania seksualnego już teraz sprzyjają i wczesnej inicjacji, i równie
wczesnej swobodzie wyboru orientacji seksualnej. Dziennikarzom pozostaną jako
wrogowie publiczni do demaskowania i potępiania już tylko pokątni pedofile-
gwałciciele i pedofile-mordercy. Zgryźliwa ironia powyższych hipotez nikogo
nie powinna zmylić. Nie chodzi tu o czarny humor. Media idące bezkrytycznie z
prądem narzucanego przez wpływowe mniejszości dogmatu "tolerancji" oraz
współkreujące modę na swobodę poszukiwań i pluralizm seksualny, granice
między tym, co należy tolerować, a tym, co trzeba potępiać, stawiają na
ruchomych piaskach. I same również sieją wiatr, który nimi porusza.
-----------------------------------------------------------------------------

Założyłam ten wątek, ponieważ od paru dni coś mi nie daje spokoju
a powyższy artykuł z rzepy może być jakimś tropem. Usiłuję zdobyć
(by go tutaj upowszechnić) na portalu Przekroju artykuł na ten sam
temat ale mi się nie udaje i to mnie denerwuje:( Właściwie chodzi
o dwa artykuły z numery 28, który ukryto (nie ma nawet okładki)
a jest już numer 29! Na okładce Nr 28 jest zgrabny damski tyłek,
na całą stronę a u góry napis: "Gra w pedofilię. Polska to eldorado
terapeutów i psychologów!" Jedno z drugim nie ma nic wspólnego, bo
tyłek ilustruje artykuł o Uklańskim (ten od wystawy "Faszyści", co
to Olbrychski z tą szablą zaatakował fotosy). Może ten tyłek kogoś
aż tak oburzył? Chyba nie. Chodzi zapewne o inne artykuły a w tym
numerze są dwa zainspirowane sprawą Samsona (wstrząsające), wywiad z Rokitą
na temat kś do sprawy Orlenu (mówi, że sprawa jest jeszcze trudniejsza
niż sprawa Rywina a efekt może być w skutkach katastrofalny dla elit
politycznych) oraz felieton Najsztuba, który dowodzi, że przyszedł
czas, by rozwiązać SLD jako organizację przestępczą.

Podejrzewam, że tego numeru Przekroju nie ma z jakiegoś konkretnego
powodu i chciałabym go znać.
Edytor zaawansowany
  • basia.basia 22.07.04, 00:26
    oparte jest również na tym, że jak się pstryknie "archiwum" (z lewej u dołu)
    to, poza tym, że się pojawiają okładki - bez tej jednej - to można uruchomić
    archiwum wyszukujące konkretny numer, i jak się wskaże nr 29 to się pokazuje
    okno z napisem "File not found" oraz inne, z napisem "Alert zabezpieczeń"
    - czyli do tego numeru dostęp jest utrudniony. Mało tego, próbowałam zrobić
    co chcą (zainstalować certyfikat) - nic z tego! Sami sprawdźcie.

    www.przekroj.pl/
  • Gość: uciekająca wiedźma IP: *.crowley.pl 22.07.04, 00:54
    basia.basia napisała:

    > www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040721/publicystyka/publicystyka_a_2.html
    >
    > Fragment:
    >
    > W społeczeństwach, które właśnie osiągają lub kiedyś osiągną odpowiedni
    > poziom "wyzwolenia" od wszystkiego z wyjątkiem nakazu "tolerancji", ostatnimi
    > bastionami uzasadniającymi zachowanie tabu pedofilii będą już tylko karalność
    > takich praktyk z mocy prawa oraz lęk rodziców o własne dzieci, bo
    > zainteresowanie cudzymi też zostanie im wybite z głowy. A ponieważ inną ważną
    > cechą tak kształtującej się kultury politycznej poprawności jest tendencja
    > pajdokratyczna, polegająca na przyznawaniu osobom nieletnim coraz większej
    > swobody decyzji we własnych sprawach kosztem ograniczania (także ustawowego)
    > zakresu władzy rodzicielskiej, te ostatnie bastiony być może też padną przed
    > pedofilami - jawnymi, dobrotliwymi i obdarzonymi kwalifikacjami do
    > czynienia "złego dotyku" wręcz dobroczynnym.
    >
    > Psychoterapeuci rodzinni będą mieli zapewne specjalne fory, a pionierem w tym
    > eksperymencie zostanie być może Szwecja, gdzie obowiązujące szkolne programy
    > wychowania seksualnego już teraz sprzyjają i wczesnej inicjacji, i równie
    > wczesnej swobodzie wyboru orientacji seksualnej. Dziennikarzom pozostaną jako
    > wrogowie publiczni do demaskowania i potępiania już tylko pokątni pedofile-
    > gwałciciele i pedofile-mordercy. Zgryźliwa ironia powyższych hipotez nikogo
    > nie powinna zmylić. Nie chodzi tu o czarny humor. Media idące bezkrytycznie z
    > prądem narzucanego przez wpływowe mniejszości dogmatu "tolerancji" oraz
    > współkreujące modę na swobodę poszukiwań i pluralizm seksualny, granice
    > między tym, co należy tolerować, a tym, co trzeba potępiać, stawiają na
    > ruchomych piaskach. I same również sieją wiatr, który nimi porusza.
    > -----------------------------------------------------------------------------
    >
    > Założyłam ten wątek, ponieważ od paru dni coś mi nie daje spokoju
    > a powyższy artykuł z rzepy może być jakimś tropem. Usiłuję zdobyć
    > (by go tutaj upowszechnić) na portalu Przekroju artykuł na ten sam
    > temat ale mi się nie udaje i to mnie denerwuje:( Właściwie chodzi
    > o dwa artykuły z numery 28, który ukryto (nie ma nawet okładki)
    > a jest już numer 29! Na okładce Nr 28 jest zgrabny damski tyłek,
    > na całą stronę a u góry napis: "Gra w pedofilię. Polska to eldorado
    > terapeutów i psychologów!" Jedno z drugim nie ma nic wspólnego, bo
    > tyłek ilustruje artykuł o Uklańskim (ten od wystawy "Faszyści", co
    > to Olbrychski z tą szablą zaatakował fotosy). Może ten tyłek kogoś
    > aż tak oburzył? Chyba nie. Chodzi zapewne o inne artykuły a w tym
    > numerze są dwa zainspirowane sprawą Samsona (wstrząsające), wywiad z Rokitą
    > na temat kś do sprawy Orlenu (mówi, że sprawa jest jeszcze trudniejsza
    > niż sprawa Rywina a efekt może być w skutkach katastrofalny dla elit
    > politycznych) oraz felieton Najsztuba, który dowodzi, że przyszedł
    > czas, by rozwiązać SLD jako organizację przestępczą.
    >
    > Podejrzewam, że tego numeru Przekroju nie ma z jakiegoś konkretnego
    > powodu i chciałabym go znać.
    Rokita podobno przyznał się do noszenia medalika ze zdjęciem pani Dulskiej,jak
    równiez do zabaw sado -maso z Nelly :)))
    Platforma pociagneła za sznurki i..... nikt nic nie wie :)))
  • Gość: wartburg IP: *.pool.mediaWays.net 22.07.04, 01:33
    Tak na marginesie. Dzisiaj "Bild Zeitung" ujawnił, że Guido Westerwelle, szef
    FDP, jest pedałem. Brukowiec zamieścił jego zdjęcie na pierwszej stronie.
    Widać na nim Westerwelle w towarzystwie przystojnego bruneta "ze szczęką
    Michaela Schumachera". Obok informacja - "tego mężczyznę kocha przewodniczący
    FDP Guido Westerwelle".

    Jak się okazuje, outing polityka nie był przypadkowy. Z brunetem, znanym
    biznesmenem z Kolonii, pojawił się na urodzinach przewodniczącej CDU Angeli
    Merkel przedstawiając go między innymi przewodniczącemu CSU Stoiberowi jako
    swojego oficjalnego towarzysza życia.

    W pierwszych komentarzach na temat publikacji w "Bild - Zeitung" mówi się, że
    Westerwelle celowo ujawnił swoją tajemnicę, aby w przyszłości, kiedy będzie
    ubiegał się o fotel ministra w rządzie koalicyjnym z CDU, nikt nie postawił mu
    zarzutu, że tego nie uczynił.

    Guidos inszenierte Enthüllung


    Seit Mittwoch ist Deutschland klüger. Per "Bild"-Beweis erfuhr die Nation, dass
    FDP-Chef Guido Westerwelle schwul ist. Dem Politiker kommt die Enthüllung
    seines offenen Geheimnisses ganz recht auf dem Weg zum möglichen
    Ministersessel. Deshalb arbeitete er am eigenen Outing auch kräftig mit.



    "Bild"-Schlagzeile: "Offiziell als Lebensgefährte des FDP-Vorsitzenden
    eingeführt"
    Berlin - Gast auf der ersten Seite der "Bild" zu sein, ist nicht immer ein
    Vergnügen. In den vergangenen Tagen, mitten im nachrichtenleeren Sommerloch,
    fand Nationaltorwart Oliver Kahn hier ärgerliche Details aus seinem Ehevertrag
    wieder. Vorher wurde über das Geschacher um Inge Meysels Erbe und vermeintliche
    Botschaften aus dem Jenseits geschrieben und noch davor schlachtete die
    Boulevardgazette jedes Detail über den Tod der Schauspielerin Jennifer Nitsch
    aus.

    Auch am Mittwoch hatte die "Bild" einen echten Sommer-Coup: "FDP-Chef Guido
    Westerwelle liebt diesen Mann." Unter der Zeile sah man Westerwelle und einen
    Mann "mit Michael-Schumacher-Kinn". Auf Seite zwei erklärte Ex-"FAZ"-
    Herausgeber Hugo Müller-Vogg, wie Westerwelle "sein größtes Geheimnis" lüftete.
    Er brachte seinen Lebensgefährten auf die Geburtstagsparty von CDU-Chefin
    Angela Merkel mit und drängte sich mit ihm neben CSU-Chef Edmund Stoiber in die
    erste Reihe. Quasi als Protokollchef konstatierte Müller-Vogg, dass der Mann
    auf dem Foto "nun offiziell als Lebensgefährte des FDP-Vorsitzenden eingeführt"
    sei.

    Eigentlich müsste Westerwelle außer sich sein. Ganz entgegen der
    ungeschriebenen Regeln hatte eine Zeitung sein nicht nur unter Journalisten
    bekanntes Geheimnis enthüllt und dann noch mit einem Foto belegt. Normalerweise
    gilt unter den Hauptstadtschreibern die Maxime, so lange das Privatleben eines
    Politikers nicht die praktische Arbeit betrifft, ist sie für die
    Berichterstattung irrelevant. Dass über Affären, Ehestreits und andere Dinge
    trotzdem viel getratscht wird, versteht sich von selbst.

    "Ein Stein vom Herzen gefallen"

    Medienprofi Westerwelle: In Privatsachen ganz leise
    Doch Westerwelle empört sich nicht. Schon am frühen Morgen joggte er erstmal
    wie gewohnt. Gut gelaunt spazierte er später zu einem Termin in der britischen
    Botschaft. "Ich lebe mein Leben und mehr sage ich dazu nicht", rief er lächelnd
    den wartenden Journalisten zu. Über seine Pressestelle ließ er ein etwas
    förmlicheres Zitat absetzen: "Privatleben ist Privatsache." Ganz ähnlich auch
    der nun als Westerwelle-Freund geoutete Kölner Manager: "Ich habe mich bisher
    nicht zu meinem Privatleben geäußert und werde dies auch in Zukunft nicht tun."
    Wirkliche Empörung kann man aus diesen Äußerungen nicht heraushören.

    In der FDP-Parteizentrale sagt einer, dem Chef sei "ein Stein vom Herzen
    gefallen", als er die Schlagzeile gesehen hat. Seit Jahren hatte sich
    Westerwelle zwar nie zu seinem Privatleben geäußert, es aber auch nie
    versteckt. "Nun aber ist die Sache endlich und mit einem Schlag auf dem Tisch
    und auch bald wieder vergessen", sagt ein Parteifreund. Ganz ähnlich soll es
    der Chef selber auch sehen und nun gelassen in die Sommerferien gehen, so der
    FDP-Mann weiter.

    Ein wirkliches Geheimnis war Westerwelles private Seite nie. Sowohl in schwulen
    Zeitungen, Büchern und in Internetforen wurde immer wieder über ihn geschrieben
    und diskutiert. Im Gegensatz zu anderen ging Westerwelle nie gerichtlich gegen
    solche Beiträge vor - den Machern einer Liste prominenter Schwuler schickte er
    sogar freiwillig ein Foto zu. Offen besuchte er auch häufiger Veranstaltungen
    schwuler Vereine oder Straßenumzüge. Auch vor Journalisten ging er stets locker
    mit dem Thema um. "Outen Sie mich doch", scherzte er schon vor Jahren auf einem
    Parteikonvent.

    Schon vorher hatte er sich einmal für das Magazin der "SZ" in Venedig mit
    weißem Anzug und Hut ablichten lassen - für viele in der FDP damals ein
    bisschen viel vom morbiden Charme des Thomas-Mann-Klassikers "Tod in Venedig".
    Westerwelle reagierte schnell und zog die Fotos vom Markt zurück.

    Outing à la Wowereit

    Schwarz-gelbe Regierung in spe: Outing für den konservativen Partner
    Trotzdem wusste der Parteichef, dass er um ein mehr oder minder offizielles
    Outing - in welcher Form auch immer - nicht herumkommen würde. Irgendwie musste
    er es schaffen, dies wie der Berliner Bürgermeister Klaus Wowereit ("Ich bin
    schwul, und das ist auch gut so!") oder der Hamburger Regierungschef Ole von
    Beust hinzubekommen. Beide hatten durch die Eröffnung der vorher ebenfalls
    bekannten und doch nie offiziell verkündeten Details aus dem Privaten eher
    gewonnen als verloren.

    Für Westerwelle stand aber noch mehr auf dem Spiel. Auf der einen Seite wusste
    er um die in dieser Frage noch immer sehr konservative Union, deren
    Parteigänger und so manche Führungsmitglieder vor der Bundestagswahl auf die
    Überraschung vorbereitet werden wollten. Auf der anderen Seite weiß
    Westerwelle, dass er als möglicher Außenminister im schwarz-gelben Kabinett
    sein bisher diskretes Privatleben zumindest etwas mehr an die Oberfläche
    bringen musste. An keinem anderen als dem aktuellen Minister Joschka Fischer
    mit seinem bewegten Eheleben konnte er sehen, wie sehr allein schon das
    Protokoll den Lebenspartner ins öffentliche Licht rückt.

    Aus diesem Grunde hatte Westerwelle in den letzten Wochen geschickt gepokert
    und abgewartet, wer zuerst auf den Zug aufspringt. Mehrmals war er in den
    vergangenen Wochen bei mehr oder weniger offiziellen Terminen mit seinem
    Lebenspartner erschienen. Zuerst bei einem internen Abendessen für die
    Fraktionsvorsitzenden am Abend der Bundespräsidentenwahl in Berlin. Damals
    schaffte es die Tatsache, dass Westerwelle seinen Lebenspartner mit an den
    Tisch holte, als Randnotiz in einen SPIEGEL-Beitrag, der über ein "stilles
    Outing" berichtete. Damit, so sagt ein Medien-Insider, sei die "Bombe quasi
    scharf gestellt" gewesen.

    Pokern bis zum ersten Foto-Beweis

    Bütten-Redner Westerwelle: "Angemessen"
    Nach dem Beitrag legte es Westerwelle geradezu darauf an, dass Fotos von ihm
    und seinem Partner irgendwo erscheinen. In Köln tingelte er mit ihm über ein
    Schiff, dass zum "Kölner Lichter"-Fest über den Rhein schipperte, oder feierte
    mit ihm bei Deutschlands bekanntestem Event-Manager und Westerwelle-Freund
    Manfred Schmidt auf seinem medienwirksamen Promi-Treff im Schokomuseum. In der
    Kölner Lokalpresse wurde daraufhin schon leise spekuliert, was denn da los sei.
    Der erste deutliche Bericht erschien jedoch erst im "Kölner Express" am selben
    Tag, als das Foto auf der "Bild" prangte.

    Der große Auftritt aber sollte am Montag zur Geburtstagsfeier der CDU-Chefin
    stattfinden. Westerwelle zögerte zwei Tage, bevor er auf die Einladung von
    Angela Merkel antwortete und schließlich gemeinsam mit seinem Freund zusagte.
    Spätestens zu diesem Zeitpunkt musste ihm klar sein, dass er fotografiert wird
    und genauso kam es ja auch. Nur Stunden nach der Vera
  • Gość: 00 IP: 66.53.84.* 22.07.04, 08:23
    Chodzi zapewne o inne artykuły a w tym
    numerze są dwa zainspirowane sprawą Samsona (wstrząsające), wywiad z Rokitą
    na temat kś do sprawy Orlenu (mówi, że sprawa jest jeszcze trudniejsza
    niż sprawa Rywina a efekt może być w skutkach katastrofalny dla elit
    politycznych) oraz felieton Najsztuba, który dowodzi, że przyszedł
    czas, by rozwiązać SLD jako organizację przestępczą.

    Podejrzewam, że tego numeru Przekroju nie ma z jakiegoś konkretnego
    powodu i chciałabym go znać.

    I ty jeszcze sie dziwisz?
  • basia.basia 23.07.04, 01:24
    Gość portalu: 00 napisał(a):

    >
    > I ty jeszcze sie dziwisz?

    Lobby pedofilskie zadziałało ale ... okładka się dzisiaj pokazała i jest jeden
    z tych artykułów. Tego o pedofilstwie nie ma ale ja się nie poddam i wklepię
    najważniejsze rzeczy:)

    A teraz ten o terapeutach i psychologach:

    SZARA STREFA UMYSŁU
    Bitwa o zdrowie psychiczne Polaków toczy siê w prywatnych gabinetach, a tam nie
    obowi¹zuj¹ ¿adne regu³y. Skandal musia³ w koñcu wybuchn¹æ

    MARCIN FABJAムSKI

    Podejrzany o pedofilię Andrzej S. nie jest amatorem, ale jednym z najlepszych
    polskich terapeutów. Leczył dzieci, pisał książki, zwalczał ksenofobię, nosił
    kolczyk w uchu. Brukowce nie mogły sobie wymarzyć lepszego pedofila. Ma idealny
    profil psychologiczny bohatera nagonki prasowej. Lepszy byłby tylko prymas
    Glemp.
    Po paru dniach chłeptania ciepłej krwi nawet brukowce postawiły ważne pytanie,
    które wyłania się z tej historii: Jak to możliwe, by psycholog z wieloletnią
    praktyką mógł ukryć przed kolegami, że jest pedofilem? Podlegał przecież
    superwizji, czyli nadzorowi innego psychologa, sam poddał się drobiazgowej
    terapii. I co? Nikt nie zauważył jego zboczenia?
    W przedziwnej historii geniusza psychologii, który wynosi na śmietnik dowód
    własnego przestępstwa, a potem ląduje w więzieniu (być może na 10 lat), jest
    więcej pytań niż stwierdzonych faktów. Ale uderza jedno: koledzy psychologowie -
    nawet tacy, którzy znają Andrzeja S. od wielu lat, jak Zbigniew Lew-Starowicz -
    dopuszczają możliwość, że jest on winny. Tym samym dopuszczają możliwość, że
    praktykowanie psychoterapii w Polsce nie podlega żadnej sensownej kontroli. I
    wiedzą, co mówią - sami tkwią przecież w środowisku od lat.

    SZKOLENIE
    W Polsce każdy może zarejestrować gabinet psychoterapii i leczyć psychikę
    klientów. Ktoś, kto nazwał się terapeutą (gabinety otwierają nawet studenci
    zaoczni pierwszego roku psychologii), nie musi wstępować do Polskiego
    Towarzystwa Psychologicznego, podlegać jego kodeksom oraz sądowi koleżeńskiemu.
    Prawo nie chroni psychiki Polaków. Nie ma sztywnych kryteriów oceny wiedzy
    terapeuty. Ani ustalenia momentu, kiedy kończy się pomoc, a zaczyna
    manipulacja.
    Profesjonalne szkolenie psychoterapeuty trwa około pięciu lat po ukończeniu
    studiów; żeby dostać certyfikat PTP terapeuta musi przejść własną terapię (100
    do 200 godzin). I oprócz tego 150 godzin superwizji, czyli konsultacji własnej
    pracy z pacjentami pod opieką doświadczonego kolegi.
    - Prawdopodobieństwo rozpoznania w trakcie tak długiej terapii, że ktoś jest
    pedofilem, jest duże - mówi kierujący Profesjonalną Szkołą Psychoterapii w SWPS
    profesor Jerzy Mellibruda, który od 20 lat prowadzi superwizje terapeutyczne i
    nigdy jeszcze nie natknął się na psychologa o skłonnościach pedofilskich.
    Gdyby tak się stało, nie jest pewien, co by zrobił: - To zależy, czy miałyby
    miejsce praktyki pedofilskie, czy byłyby to tylko hamowane skłonności. Na pewno
    zająłbym się bardzo intensywnie jego terapią, a może także czymś więcej.
    Jerzego Mellibrudę martwi prasowe podkręcanie paniki wokół incydentów z
    pedofilami.
    - Każdy rozpoznany przypadek powinien być przedmiotem interwencji prawnej i
    moralnej. Dobrze, że się o tym otwarcie mówi oraz że sprawcy są karani, ale
    nadmierne uogólnienia wyolbrzymiają rozmiary zagrożeń, a potęgowanie
    podejrzliwości wobec całej populacji wychowawców, księży czy psychologów
    powoduje więcej szkód niż pożytku. W ciągu 30 lat praktyki trzy razy
    podejmowałem zdecydowane interwencje wobec psychoterapeutów, którzy naruszali
    zasady etyczne poprzez nawiązywanie kontaktów erotycznych z dorosłymi
    pacjentami. Jeden z nich ożenił się potem z pacjentką, ale ten związek się
    rozpadł.
    Mógł ich tylko namawiać do porzucenia zawodu, bo w Polsce nie ma mechanizmu,
    żeby z niego wykluczyć. Napaleni na klientki psychologowie leczą pacjentów do
    dzisiaj.
    Tylko w dwóch europejskich krajach - Austrii i Niemczech - istnieją ustawy o
    zawodzie psychologa, dzięki którym hydraulik nie może otworzyć gabinetu
    psychoterapii, a za wykorzystywanie pacjenta odbiera się prawo wykonywania
    zawodu. W krajach o długiej tradycji terapeutycznej (Wielka Brytania,
    Hiszpania) działają z kolei potężne stowarzyszenia psychologów, które dbają o
    wysokie standardy. Leczenie psychologiczne jest objęte ubezpieczeniem, klientów
    chronią związki konsumenckie. Polska jest daleko w tyle.
    Profesor Czesław Czabała z Instytutu Psychiatrii i Neurologii: - Nie chcę, żeby
    to brzmiało jak nawoływanie do gospodarki sterowanej, ale rynek usług
    psychologicznych w Polsce powinien być bardziej uregulowany.
    Polskie towarzystwa Psychiatryczne i Psychologiczne, zanim wydadzą certyfikat,
    wymagają długiego kształcenia, ale nie mają żadnej władzy nad psychologami i
    pseudoterapeutami, którzy do nich nie należą.

  • basia.basia 23.07.04, 01:25
    PRAWO
    Polskie Towarzystwo Psychologiczne zawiesiło certyfikat psychologowi
    oskarżonemu o pedofilię i oświadczyło, że "zdecydowane reakcje odbierające
    prawo wykonywania zawodu psychologa będą możliwe dopiero po wejściu w życie
    ustawy o tym zawodzie, nad którą prace - wbrew protestom środowiska - zostały
    zawieszone do 2006 roku".
    Ustawę środowisko psychologów tworzyło przez 20 lat. W końcu uchwalił ją Sejm w
    marcu roku 2001. Na nic.
    Wszystko przez SLD. Psycholog i poseł Adam Biela z AWS, który przedstawiał
    projekt w izbie, działał na posłów Sojuszu jak szok elektryczny na psy Pawłowa.
    Pięć minut po uchwaleniu ustawy zapowiedzieli, że ją ukrócą. Wietrzyli już
    wtedy zwycięstwo w następnych wyborach. Obietnicy dotrzymali - zaraz po
    przejęciu władzy w Sejmie zawiesili wejście nowego prawa w życie do roku 2006.
    Przy okazji wsparli związaną wtedy z partią łódzką Europejską Akademię
    Psychologii Integracyjnej "Jupiter", która zarabiała na wydawaniu szemranych
    certyfikatów psychologów. Jej studenci zdobywali świadectwa, studiując zaocznie
    na egzotycznych uczelniach, takich jak Instytut Lotnictwa w Moskwie. Gdyby
    ustawa weszła w życie, certyfikaty Jupitera, który ma już placówki w dziewięciu
    miastach Polski, trafiłyby prosto do kosza.
    Jupiter wydaje pismo "Forum Psychologiczne", ale wbrew nazwie najważniejsza w
    nim jest polityka - na okładce pojawiał się między innymi Leszek Miller, a
    teraz, gdy szkoła przeorientowała się na Samoobronę, "Forum..." staje w obronie
    commandante Leppera przed brukowcami. Oskarża "Super Express", że podrzucił w
    ich redakcji 15 tysięcy dolarów, żeby tylko nie pisali dobrze o wodzu
    Samoobrony.
    Wokół ustawy o zawodzie psychologa wciąż toczą się wojny podjazdowe między
    psychologami a politykami. Wygrywają politycy. Ostatnio wykreślili
    słowo "psycholog" z projektu ustawy o "zawodach mających zastosowanie w służbie
    zdrowia".

    MORALNOŚĆ
    Inna sprawa, inny psycholog, też z półki wielkich guru polskiej terapii. Pewien
    mężczyzna oskarża go przed sądem koleżeńskim Polskiego Towarzystwa
    Psychologicznego o to, że w trakcie terapii wykorzystał seksualnie jego żonę.
    Psycholog wyjaśnia, że to wcale nie była terapia. Sąd koleżeński od miesięcy
    jakoś nie może nic uradzić. Środowisko warszawskich psychologów wie o
    oskarżeniach. Ale nie wie, co o nich myśleć. Psychoterapeuta przecież też może
    się stać ofiarą pacjenta.
    Doktor Dariusz Wasilewski, dyrektor Centrum Psychoprofilaktyki i Terapii: -
    Mnie też kiedyś pacjentka oskarżyła o gwałt. Cała historia oczywiście była
    wyssana z palca. W psychoterapii pacjentki z fantazjami na temat wykorzystania
    seksualnego przez terapeutę to zjawisko powszechne, wliczone w proces leczenia.
    Standardy etyczne zależą od szkół. Najostrzejsze są w psychoanalizie i terapii
    psychoanalitycznej.
    - Jesteśmy szczególnie ostrożni - tłumaczy terapeuta psychoanalityczny
    Krzysztof Srebrny. - Terapeuta musi sam przejść psychoanalizę lub psychoterapię
    tak głęboką, jak tylko się da. A relacja z pacjentem powinna być ograniczona
    wyłącznie do gabinetu, nawet po zakończeniu leczenia.
    - Czy to znaczy, że jeśli spotka pan byłą klientkę w parku, to będzie pan
    uciekał w krzaki? - pytam.
    - Powiem jej "dzień dobry", ale na pewno nie pójdę z nią na kawę - wyjaśnia.
    Magdalena Środa, filozof: - W sytuacji terapeutycznej klient dobrowolnie
    zawiesza swoje prawo do intymności. Tym bardziej cel terapeuty musi być
    nieskazitelny. Wyłącznie psychoterapeutyczny.
    Wszyscy psycholodzy, z którymi rozmawiałem, powtarzają to samo: pacjent może
    wszystko, terapeuta musi się ograniczać. A pokusy czają się na niego liczne:
    seks, interesy z klientem.
    Przekonał się o tym znany psychoterapeuta, dziś psycholog biznesu, Jacek
    Santorski:
    - Jednym z powodów mojego rozstania z zawodem psychoterapeuty w roku 1998 była
    chęć uwolnienia się od paraliżujących terapeutę zasad. Gdybym kilka lat później
    jako terapeuta zaangażował się w kontrowersyjny projekt pierwszej edycji "Big
    Brothera", mógłbym zostać oskarżony o rozczarowanie moich pacjentów. Wiele
    światowych autorytetów uważa, że nie sposób pogodzić roli medialnego guru z
    neutralną pozycją psychoterapeuty.
    Psychiatra Dariusz Wasilewski leczył kilka pacjentek po jednym z wielkich
    polskiej psychoterapii: - Prowadził je nieprawidłowo. Nie wiem dlaczego. Chcę
    wierzyć, że to była zwykła pazerność na pieniądze, a nie głupota ani świadome
    krzywdzenie, bo to jednak znany terapeuta, pomógł wielu ludziom. Ostatnia
    pacjentka, którą po nim odziedziczyłem, jest całkowicie od niego uzależniona.
    Przyszła do niego z problemami, a on je tylko utrwalił. Żyła dokładnie, jak
    kazał, stał się jej guru.

  • basia.basia 23.07.04, 01:26
    HISTORIA
    Kiedy Dariusz Wasilewski zaczynał karierę, był wpatrzony w wielkich, którzy
    zdobyli sławę w latach 70., jak w obrazki świętych. Ale teraz mu przeszło.
    - Czasami spotykamy się z kolegami i czytamy prasowe wypowiedzi pewnej sławy.
    Pękamy ze śmiechu, bo prezentuje archaiczne poglądy, zatrzymał się na latach
    70. Ma wizję, ale marne pojęcie, na czym polega choroba.
    Magdalena Środa: - Lata 70. to był początek polskiej psychoterapii. Terapeuci
    czytali wtedy światową literaturę, pracowali nad sobą, wprowadzali nowe metody.
    Byli nowatorscy. Teraz spijają śmietankę z dawnej pracy, ale nie rozwijają się,
    nie czytają, zostali wyroczniami. Mają teraz władzę, ale nie wiedzę.
    Profesor Czabała określa szalone warsztaty z lat 70., na których rozwiercano
    psychikę uczestników, a potem zostawiano ich z rozgrzebanymi umysłami, znacznie
    mocniej: - To było chore. Na szczęście w Polsce to już nie jest popularne.
    Profesor pamięta, że jeszcze 20 lat temu pewien krakowski terapeuta kazał
    młodym pacjentkom rozbierać się do naga na sesjach.
    - To niedobrze, że u nas właściwie nie istnieje rozgraniczenie między
    psychoterapią a doradztwem psychologicznym, nazwanym z angielska counselingiem.
    Psychoterapeuta to ktoś gruntownie wykształcony, po studiach medycznych,
    psychologicznych lub pokrewnych wzmocnionych dodatkowym treningiem. A counselor
    to ktoś, kto opanował jedną metodę pomagania ludzkiej psychice. Dlatego na
    przykład hipnoza i rebirthing nie są psychoterapią - mówi profesor Czabała.
    Jerzy Mellibruda, sam z pokolenia wielkich: - We współczesnej psychoterapii
    rozwija się nurt poszukiwania integracji istniejących poprzednio oddzielnie
    szkół psychoterapeutycznych. Nadal jednak wielu terapeutów zamyka się w
    dogmatach swoich szkół. Każda z nich wniosła coś wartościowego intelektualnie i
    praktycznie, i coraz więcej terapeutów pragnie korzystać z tego całego dorobku
    oraz uczy się łączyć różne perspektywy w zależności od potrzeb pacjenta. W
    Polsce pojawia się coraz więcej dobrze wyszkolonych psychoterapeutów. Ale
    certyfikowanych psychoterapeutów jest kilkuset na kilka tysięcy praktykujących.
    Mellibruda martwi się, że psychoterapia zniknęła z publicznej służby zdrowia i
    przeniosła się niemal wyłącznie do gabinetów prywatnych. - Po pierwsze, na
    psychoterapię stać tylko bogatych, po drugie, żadne instytucje nie czuwają nad
    standardami zawodowymi.
    Profesor Czesław Czabała: - W publicznej służbie zdrowia prowadzi się
    dokumentacje, pisze sprawozdania. A nikt nie kontroluje tego, co się dzieje w
    gabinetach prywatnych.
    Profesor nakreśla fazy typowego leczenia psychoterapeutycznego, których pacjent
    powinien być świadomy.
    - Po pierwszych sesjach pojawia się osłabienie objawów za sprawą efektu
    placebo. Pacjent ufa wtedy terapeucie bezgranicznie. Ale potem przychodzi
    mówienie o trudnych doświadczeniach i uzyskiwanie wglądu, że sami jesteśmy
    sprawcami swoich nieszczęść. Pacjenci zaczynają wtedy nienawidzić terapeuty,
    chcą przerwać leczenie. Po wglądzie i odreagowaniu objawy choroby powinny
    ustąpić.

    PRAKTYKA
    Opowiada pacjentka, 30 lat: - Nie mogłam się pozbierać po śmierci ojca, więc
    poszłam do pani psycholog. Odezwała się tylko raz, szorstkim głosem. Żeby
    powiedzieć, że czas wizyty się skończył, i umówić się na następny raz. Wyszłam
    od niej jeszcze bardziej rozbita. Na szczęście zaraz potem miałam wizytę u
    starszej pani laryngolog. Ona mnie wysłuchała, powiedziała kilka ciepłych słów
    i to mnie uratowało.
    Jedna z pacjentek Dariusza Wasilewskiego, którą zdradzał mąż, usłyszała od
    swojej poprzedniej pani psycholog: - Znajdź sobie jakiegoś hydraulika. Niech
    cię przeleci. Poczujesz się lepiej.
    Niewyrobiony polski pacjent nie wie, jak odróżnić kompetentnego psychoterapeutę
    od nadętego guru, który karmi klientów wyświechtanymi banałami w poetyce New
    Age, bo w psychoterapii łatwo zatracić zdolność krytyki.
    Jerzy Mellibruda: - Pacjent korzystający z psychoterapii nie jest typowym
    konsumentem usług. Jest głęboko zaangażowany w emocjonalny związek z terapeutą,
    darzy go na ogół ogromnym zaufaniem i otwiera się na jego wpływ. Ma więc
    ograniczone możliwości racjonalnego ocenienia skuteczności swojej terapii w
    trakcie jej trwania. Terapeuta dźwiga ciężar odpowiedzialności za czuwanie nad
    skutkami terapii, choć nie jest w stanie kontrolować końcowego efektu.
    - Pacjent przychodzi do fachowca, którego kwalifikacji nie zna - mówi Magdalena
    Środa. - Nie zna swoich praw, bo polska psychoterapia, a także świadomość
    pacjentów wciąż są w moralnych powijakach. Kodeks Polskiego Towarzystwa
    Psychologicznego jest fikcją stworzoną raczej dla ochrony środowiska niż do
    podnoszenia standardów moralnych. Podobny chyba charakter ma komisja etyczna, o
    ile takowa istnieje, słyszę bowiem o różnych nadużyciach, ale nic mi nie
    wiadomo, żeby jakiś psychoterapeuta podlegał jakiejkolwiek ocenie ze względu na
    nadużycia, których dokonał.

    MARCIN FABJAŃSKI

  • basia.basia 23.07.04, 01:27
    779 WYKWALIFIKOWANYCH
    W Polsce uznane certyfikaty ma 452 psychoterapeutów: 351 z Polskiego
    Towarzystwa Psychiatrycznego, 101 z Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. W
    publicznej służbie zdrowia pracuje dodatkowo 327 specjalistów psychoterapii
    uzależnień. Ponieważ leczenie odbywa się głównie w gabinetach prywatnych, nie
    wiadomo, ilu Polaków korzysta z pomocy psychoterapeutów.
    W każdym z krajów Zachodu istnieje wiele towarzystw, które wydają terapeutom
    własne certyfikaty. Liczby psychoterapeutów nie da się ustalić. Profesor Jerzy
    Mellibruda nie ma wątpliwości, że w takich krajach jak Wielka Brytania, Francja
    i Hiszpania jest ich wielokrotnie więcej niż w Polsce.


    ZBADAJ SWOJEGO TERAPEUTĘ

    JAK POZNAĆ, CZY TERAPEUTA LECZY CIĘ PRAWIDŁOWO? JEST TO PRAWIE NIEMOŻLIWE, ALE
    ISTNIEJE KILKA OBJAWÓW - DZWONKÓW ALARMOWYCH, KTÓRE POWINNY CIĘ SKŁONIĆ DO
    ROZWAŻENIA ZMIANY PSYCHOLOGA.
    OTO ONE:

    1. TERAPEUTA NIE CHCE POKAZAĆ CI SWOJEGO CERTYFIKATU. MASZ PRAWO GO ZOBACZYĆ I
    SPRAWDZIĆ - NA PRZYKŁAD W INTERNECIE - INSTYTUCJĘ, KTÓRA GO WYDAŁA. A TAKŻE
    SPRAWDZIĆ, CZY JEGO NAZWISKO WIDNIEJE W REJESTRZE CERTYFIKOWANYCH PSYCHOLOGÓW W
    POLSCE.

    2. PACJENT MUSI WIEDZIEĆ, CO ZAWIERA KONTRAKT TERAPEUTYCZNY. TERAPEUTA POWINIEN
    ZOBOWIĄZAĆ SIĘ W NIM DO ZMNIEJSZENIA NASILENIA LUB ZLIKWIDOWANIA OBJAWÓW
    CHOROBY. JEŚLI TERAPEUTA MÓWI, ŻE CIĘ NIE WYLECZY, ALE ZA TO UDOSKONALI, JEST
    SZARLATANEM. KONTRAKT POWINIEN BYĆ ZAWARTY NA OKREŚLONY CZAS, NA PRZYKŁAD PÓŁ
    ROKU. POTEM TERAPEUTA I KLIENT WSPÓLNIE DECYDUJĄ, CZY GO PRZEDŁUŻYĆ. SESJA
    POWINNA TRWAĆ OKREŚLONY Z GÓRY CZAS. JEŚLI TERAPEUTA JĄ PRZEDŁUŻA, TO MOŻE BYĆ
    ZNAK, ŻE NAPAWA SIĘ SWOJĄ WŁADZĄ.

    3. TERAPEUTA NARZUCA SWOJĄ IDEOLOGIĘ ŻYCIA ALBO ŚCIEŻKĘ DUCHOWĄ, Z KTÓRĄ
    CZUJESZ SIĘ NIEWYGODNIE. NIE MA DO TEGO ŻADNEGO PRAWA.

    4. ZACHOWANIA AGRESYWNE, ODRZUCAJĄCE LUB LEKCEWAŻĄCE. WSZYSTKIE POWAŻNE SZKOŁY
    PSYCHOTERAPII ZGADZAJĄ SIĘ OBECNIE, ŻE TERAPEUTA NIE MOŻE OŚMIESZAĆ KLIENTA,
    SZYDZIĆ Z NIEGO, TĘPIĆ GO ALBO PONIŻAĆ W IMIĘ PRZYŚPIESZENIA PROCESU LECZENIA.

    5. BRAK POCZUCIA, ŻE TERAPEUTA POMÓGŁ W JAKIMŚ STOPNIU ROZWIĄZAĆ NASZE
    PROBLEMY. JEŚLI NIE UCZYNI TEGO W CIĄGU PÓŁ ROKU, NIE JEST DOBRYM LEKARZEM DLA
    TWOJEJ DUSZY.
  • Gość: uciekająca wiedźma IP: *.crowley.pl 23.07.04, 01:43
    basia.basia napisała:
    5. BRAK POCZUCIA, ŻE TERAPEUTA POMÓGŁ W JAKIMŚ STOPNIU ROZWIĄZAĆ NASZE
    > PROBLEMY. JEŚLI NIE UCZYNI TEGO W CIĄGU PÓŁ ROKU, NIE JEST DOBRYM LEKARZEM
    DLA
    > TWOJEJ DUSZY.
    Basiabasia jest bardzo dobrym lekarzem dla mej duszy. Dzięki Niej ,moja dusza
    czuje ,że żyje.
    Chyba się w Tobie zakochałem,moja Ty Konserwatywna Terapeutko
    :))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
  • Gość: 00 IP: 66.53.80.* 23.07.04, 07:13
    Gość portalu: uciekająca wiedźma napisał(a):

    > basia.basia napisała:
    > 5. BRAK POCZUCIA, ŻE TERAPEUTA POMÓGŁ W JAKIMŚ STOPNIU ROZWIĄZAĆ NASZE
    > > PROBLEMY. JEŚLI NIE UCZYNI TEGO W CIĄGU PÓŁ ROKU, NIE JEST DOBRYM LEKARZE
    > M
    > DLA
    > > TWOJEJ DUSZY.
    > Basiabasia jest bardzo dobrym lekarzem dla mej duszy. Dzięki Niej ,moja dusza
    > czuje ,że żyje.
    > Chyba się w Tobie zakochałem,moja Ty Konserwatywna Terapeutko
    >

    nie,to tylko nowa fobia...po tych kruchcianych...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka