Dodaj do ulubionych

Niekończ. się hist pis partią niebieskiej agentury

01.04.18, 22:32
Tylko tłumaczenie. Niekończąca się historia pis - partii "niebieskiej agentury" cz. I.

**
Андрей ВЕЛИГЖАНИН (15.02.2008)
Andrej BELIGŻANIN

Jak zawerbować agenta, który będzie pracować dla służb, wyśledzić i unieszkodliwić zdrajcę, wydobyć cudze tajemnice wojskowe i dowiadywać się o ważnych decyzjach kierownictwa innego kraju w kilka dni po ich podjęciu?

Wszystko razem – praca służb specjalnych, odpowiedzialna, niebezpieczna, związana z ryzykiem. Dziś z niektórych operacji Łubianki zdejmuje się gryf tajności, uczestnicy mogą opowiadać o nich. Były funkcjonariusz służb kontrwywiadu Igor Atamanienko niedawno wydał książkę „O czym milczała Łubianka”, w której opowiada o działalności rodzimych i zagranicznych służb specjalnych, znanej autorowi z własnego doświadczenia i odtajnionych akt.

Spotkanie

... Zwyczajne mieszkanie w wieżowcu. Igor Grigoriewicz zaprosił mnie do kuchni i przyjął turecką kawą, ale najpierw poprosił o okazanie legitymacji służbowej i dowodu. Na wszelki wypadek. Niewielkie napięcie, które na początku pojawiło się między nami, szybko minęło, a rozmowa w kuchni potoczyła się gładko i swobodnie.
- Dziś technika tworzy takie cuda że, jak się wydaje, nie można zachować żadnych tajemnic. Satelity fotografują numery na samochodach, hakerzy włamują się do komputerów ministerstw... Czy w związku z tym zmieniły się cele i zadania wywiadu? - zapytałem rozmówcę.

- O ile w czasie wojny główne wysiłki zwiadowców miały na celu poznanie planów operacji bojowych, zdobycie informacji o wojsku i uzbrojeniu przeciwnika, dziś chodzi raczej o zdobywanie tajemnic politycznych, strategicznych planach państw. Środki techniczne pozyskiwania informacji odgrywają tu ogromną rolę. Na przykład za czasów Stalina sowiecka „pluskwa” unikalnej konstrukcji została wmontowana w herb Stanów Zjednoczonych,
który całe osiem lat wisiał w gabinecie czterech kolejnych amerykańskich ambasadorów w Moskwie. Stalin dowiadywał się o tajnych raportach wysłanych do USA wcześniej, niż otrzymywano je w Waszyngtonie!

Ale nawet najbardziej zaawansowana technologia nie zastąpi zwerbowanych agentów. Najcenniejszym z nich są agenci wpływu, wprowadzane zwykle do otoczenia najważniejszych osób w państwie: doradcy, urzędnicy aparatu państwowego itd. Z ich pomocą można wpływać na procesy polityczne w państwie, na podejmowanie wygodnych decyzji. Każde państwo ma takich agentów. CIA, na przykład, nie szczędzi sił, aby informatorów i orędowników swoich pomysłów znaleźć wśród naszych polityków...

Moim zdaniem, najlepiej udawało się im to za Gorbaczowa. Oto przykład. Pamięta pan Helmuta Kohla - kanclerza zjednoczonych Niemiec, który był przyjacielem Gorbaczowa? Michaił Siergiejewicz pewnego razu przyjął go w willi koło Stawropola, gdzie decydowanie o wyprowadzeniu naszych wojsk z Niemiec (550 000 oficerów i żołnierzy). Jak wiadomo, związek niemieckich przemysłowców za wycofanie naszych wojsk gotów był zapłacić 100 miliardów marek. Ale Gorbaczowowi, jeden z naszych „życzliwych”, podpowiedział inną liczbę – wszystkiego 15 miliardów. Sekretarz generalny, nie zwracając uwagi na wyliczenia analityków, przedstawił kanclerzowi tę absurdalną „sumę wykupu”. Kohl natychmiast zorientował się, że ma do czynienia z człowiekiem, odległym od gospodarki. I zaczął się targować, widzisz, 15 miliardów – to zbyt wiele. Stanęło na 14.

Wiem, że musiał pan mieć do czynienia z naszymi oficerami wywiadu, którzy pracowali za granicą jako obcokrajowcy. Czy oni mogli zabierać ze sobą rodzinę: żonę, dzieci?

- Praktycznie nigdy, za wyjątkiem przypadków, kiedy były to specjalnie przygotowane pary (jak Erwin i Kate w „Siedemnastu mgnieniach wiosny”). Kiedy byłem w szkole specjalnej wywiadu, odwiedził nas słynny as wywiadu Rudolf Abel. Rozmowa była bardzo szczera, i jego, w szczególności, zapytano: „Jak tyle czasu można było obejść się bez kobiet?” I mistrz wywiadu powiedział, że korzystał z usług „call girls”, albo spotykał się z niezamężnymi kobietami. Ale z jedną i tą samą można było spotkać się tylko kilka razy. Jeśli się jej spodobasz, może wysłać za tobą prywatnego detektywa. A to katastrofa.
- Czy nie może wywołać podejrzenia to, że agent w obcym kraju pracuje, płaci podatki, ma dom, samochód i nie ma żony?
- Udaje, że ma kochankę.
- Czy pan był żonaty, kiedy wyjeżdżał za granicę wykonywać zadania wywiadowcze?
- Nie.
- Przed wysłaniem za granicę wyposażano was w Moskwie?
- Sprzęt i kapitał początkowy otrzymywałem u nas. Ale wielu naszych wywiadowców przechodziło na samowystarczalność. Sam też zarobiłem trochę pieniędzy. Na przykład agent Konon Young (prototyp bohatera filmu „The Dead Season”) pod koniec 1955 roku stał się partnerem właściciela fabryki maszyn do sprzedaży gumy do żucia, sam zarabiał miliony funtów szterlingów dla KGB. Kiedy wrócił, otrzymał trzypokojowe mieszkanko i „Wołgę”...

„Złoty róg obfitości” służb specjalnych

- Teraz jest mnóstwo filmów o "szpiegach", a w nich głównym orężem rekrutacji są kobiety. Czy to odpowiada rzeczywistości?

- W latach 30 - 40 minionego stulecia głównym motywem tajnej współpracy ze służbami specjalnymi był antyfaszyzm. Wtedy agenci pracowali dla idei. Dzisiaj kandydatów do rekrutacji motywują nie zwyczajnie ziemskie, ale również niskie pobudki. Pracują dla pieniędzy. No, tak się stało, że jednymi z najlepszych agentów są kobiety i... homoseksualiści. Francuzi mówią: „Tajemnica, której nie jest w stanie wydobyć kobieta, nie zdobędzie nikt”. Homoseksualiści z natury są bardziej kobietami niż mężczyznami: spostrzegawczy i przenikliwi. Dlatego umiejętnie wykorzystując te cechy, służby specjalne rekrutują przyszłych agentów spośród homoseksualistów z kobiecą orientacją. Był w latach 50-ych we Francji taki attache wojskowy Gibot, który był aktywnym homoseksualistą. Zręcznie podstawiono mu ślicznego chłopczyka, który wykonując zadanie, nieco przegiął: żądał od attache sekretów wojskowych. Gibot, przestraszywszy się skandalu, zastrzelił się w swoim gabinecie.

Homoseksualiści to złoty rezerwuar każdej służby specjalnej. A jeśli „homoseksualista” osiągnął jakich tam społecznych szczytów, to tym bardziej budzi wielkie zainteresowanie. Obawiając się skandalu, idzie na współpracę. Daleko nie każdy zechce ujawnić swoje nietradycyjne skłonności. W zależności od politycznego statusu - im wyższe stanowisko, tym głośniejszy będzie skandal po ujawnieniu. I tym szybciej go skompromituje.

--
Predateli i Swołoczi
Obserwuj wątek
    • buldog2 Jak rosyjski agent zwerbował Mussoliniego, cz. II 01.04.18, 22:40
      Z książki ATAMANIENKO: „Błękitne gwiazdy” carskiej tajnej policji
      Jak rosyjski agent zwerbował Mussoliniego


      Jedną z największych „niebieskich” gwiazd agenturalnego aparatu carskiej Rosji był Iwan Fiodorowicz Manasewicz-Manujłow. Przygody, których głównym figurantem był Manasewicz-Manujłow, zaczęły się w jego dzieciństwie. Jego ojciec - rabin Todres Manasewicz
      był organizatorem nielegalnej firmy produkującej fałszywe znaki pocztowe. Zarabiając miliony na tym oszustwie, ostatecznie trafił na katorgę na Syberii, gdzie wkrótce zmarł.

      Po aresztowaniu ojca przyszłego superagenta wziął na wychowanie zamożny żydowski kupiec, Manujłow. Wkrótce on i jego przybrany syn przenieśli się do Petersburga i przyjęli luteranizm.
      Tam zawarta została znajomość młodego Manasewicza z członkami „Niebieskiego klubu” stolicy. W jego aktach agenta, przechowywanych w oddziale Ochrany, ten okres życia przedstawiony został w następujący sposób:

      Przystojny pulchny chłopiec zwrócił na siebie uwagę... Został obsypany prezentami i pieniędzmi, był wożony po restauracjach i przybytkach rozpusty, wcześnie nabył zamiłowania do luksusu, hulanek i gry pozorów...”
      Pierwsze stanowisko w służbie cara Manasewicz-Manujłow otrzymał w „Imperialnym Towarzystwie Humanistycznym".

      Mało kto wiedział, że udając dziennikarza, faktycznie pracował dla carskiej tajnej policji, zaangażował się w specyficzny typ szpiegostwa, mocno zorientowanego na homoseksualizm. Kariera szpiegowska Manasewicza-Manujłowa zaczęła się w 1902 roku w Paryżu. Tam kierował gazetą stworzoną za pieniądze Ochranki. Ta gazeta była pierwszą ważną „kryszą” – organizacją przykrycia - w historii „aktywnych działań” (dezinformacji) rosyjskich służb specjalnych za granicą.

      Po Paryżu nową „kryszą” Manujłowa stał się Wydział Spraw Duchowych. Jako przedstawiciel, Iwan Fedorowicz został wysłany na specjalną misję do Watykanu. Manujłow rozwinął brutalną działalność szpiegowską w zakresie „aktywnych działań”. Zinfiltrował redakcję gazety „Avanti!”, zwerbował całą masę dziennikarzy. Jednym z agentów Manasewicza był nikt inny, jak tylko redaktor naczelny „Avanti!” Benito Mussolini, przyszły dyktator Włoch!

      W 1922 Mussolini zdobył władzę i ustanowił we Włoszech faszystowską dyktaturę. W roku 1935 Stalin osobiście rozkazał naczelnikowi IV Wydziału NKWD, Pawłowi Sudopłatowowi, rozpowszechnienia dezinformacji, która skompromitowałaby Mussoliniego w oczach Hitlera. "Nic prostszego, towarzyszu Stalin! - odpowiedział Sudopłatow. - Od 1902 do 1914 roku nasz figurant pracował dla carskiej Ochrany, dostarczając pisemne raporty. Obecnie są one w archiwum NKWD...” – „ Zróbcie tak, żeby kserokopie jego raportów znalazły się na stole Hitlera!” - rozkazał Stalin.

      Jak tylko informacja o pracy Mussoliniego dla Ochrany carskiej dotarła do Hitlera, tego ostatniego ogarnęła niepohamowana wściekłość. W szale skopał swoje ukochane dobermany i nakazał adiutantowi, żeby natychmiast dostarczył Mussoliniego do Berlina.

      ...Spotkanie faszystowskich wspólników było burzliwe. W rezultacie Mussolini został zmuszony oddać część swoich kolonii w Afryce i zagwarantować udział co najmniej dziesięciu włoskich dywizji w działaniach wojskowych Wehrmachtu...

      --
      Predateli i Swołoczi
    • buldog2 Kto zrujnował dynastię Habsburgów 01.04.18, 22:46
      Z książki ATAMANIENKO: „Błękitne gwiazdy” carskiej tajnej policji
      Kto zrujnował dynastię Habsburgów


      "Eksperci historii służb specjalnych świata uważają Alfreda Redla za najskuteczniejszego rosyjskiego agenta homoseksualnego, jaki działał w Europie przed I wojną światową. Do roku 1905 Redl był dyrektorem austro-węgierskiego wywiadu... O Redlu krążyły legendy, że w Europie nie ma tajemnic, niedostępnych kierowanej przez niego służbie. W rzeczywistości tajemnice te były własnością rosyjskiego wywiadu, ponieważ Redl służył Rosji.

      ...Pułkownik Redl był największym w historii wywiadu światowego "kretem" - oficerem służby specjalnej, działającym w interesie wroga. Austriaka zwerbował pułkownik Batiuszyn, rezydent carskiego wywiadu wojskowego w Warszawie. Wśród kolegów wywiadowców słynął z niezmiernej odwagi i awanturnictwa. Kiedyś na manewrach niemieckiej armii, gdzie był obecny jako obserwator, Batiuszynowi udało się wyciągnąć z kieszeni osobisty notatnik niemieckiego cesarza Wilhelma II. Sfotografował go i szybko zwrócił, i tak sprytnie, że cesarz nawet nie zdążył zauważyć jego zniknięcia.

      ...Chociaż Redl starannie skrywał przed swoimi przełożonymi i współpracownikami swoje liczne powiązania ze światem homoseksualistów, Batiuszynowi, doświadczonemu „łowcy dusz”, znana była ta zgubna namiętność swojego kolegi. Za pomocą szantażu i przekupstwa Batiuszyn zrobił z Redla pierwszego w historii rosyjskiego wywiadu „niebieskiego kreta”.

      Oprócz ogromnej wartości inteligencji dostarczonej przez Redmela, w jego działalności była obecna kolejna cecha wyróżniająca go: był najdroższym szpiegiem w Rosji.

      Austriacki kontrwywiad wojskowy, w czasie analizy dokumentów i własności Redla po jego samobójstwie, po prostu zatkało. W ciągu ostatnich dwóch lat życia kupił ogromną posiadłość pod Wiedniem, luksusową rezydencję w Pradze, sześć samochodów najbardziej prestiżowych marek. Jeden z nich podarował Redl swojemu kochankowi - młodemu oficerowi z pułku Ułanów. Prócz corocznego wynagrodzenia w wysokości 100 000 koron, które było 15 razy wyższe, niż jego roczna pensja, Redl otrzymywał też od rosyjskiego wywiadu pieniądze za jednorazowe udane operacje.

      ... Homoseksualne namiętności Redla kosztowały nie tylko jego życie. Straty Austro-Węgier w czterech kampaniach serbskich szacowano na 200 tys. zabitych i 300 tys. rannych. Serbia straciła tylko 331 tysięcy zabitych i rannych. Na froncie rosyjskim armia austrowęgierska straciła około sześciu milionów żołnierzy i oficerów. Klęska militarna doprowadziła do upadku monarchii austro-węgierskiej oraz upadku dynastii Habsburgów. W swoim liście pożegnalnym pułkownik Redl napisał: „Lekkomyślność i namiętność zgubiły mnie. Za swoje grzechy płacę życiem. Alfred.”

      --
      Partia Interesów Sowieckich
    • buldog2 Должностная справка 01.04.18, 22:51
      SPRAWKA

      Igor Grigoriewicz ATAMANIENKO to oficer kontrwywiadu i literat. Członek Związku Pisarzy Rosji. W 1972 r. ukończył Wydział Tłumaczeń w Moskiewskim Państwowym Uniwersytecie Pedagogicznym im. Maurice Teresa, a w 1992 r. - Instytut Literacki. Wyjeżdżał w służbowe delegacje do wielu krajów Azji, Afryki i Europy Zachodniej w latach 1972-1990. Opanował języki: angielski, włoski, hiszpański.

      kp.ua/print/life/34847-spetssluzhby-tainy-verbovky-ahentov

      --
      Predateli i Swołoczi
    • piq Stonogę na wszelki wypadek usunięto ze sceny,... 02.04.18, 14:24
      ...ciekawe, które służby walczą z którymi, bo Stonoga był witryną służb.
      www.polskatimes.pl/fakty/kraj/a/zbigniew-s-aresztowany-znany-biznesmen-mial-dzialac-na-szkode-spolki,12975140/

      A musiał zniknąć:
      www.zbigniewstonoga.eu/post/8246/wieloletni-kochanek-kaczynskiego-oskarzony-o-gigantyczne-wyludzenie-ze-skok-u-wolomin-piotr-polaszczyk-agent-wsi-wypuszczony-na-wolnosc/
      • buldog2 Re: Stonogę na wszelki wypadek usunięto ze sceny, 02.04.18, 14:50
        Może niewłaściwie widzę temat i mylę się, co możliwe tym bardziej, że sprawy szczegółowe interesują mnie stosunkowo niewiele. Odnoszę wrażenie, że to zwykła działalność odzyskanego sądownictwa agenta JARa i Ziobry. "Przecież był telefon" - tym razem z ministerstwa czy Nowogrodzkiej.

        --
        PIS AFFAIR
        Predateli i Swołoczi
        • buldog2 Re: Stonogę na wszelki wypadek usunięto ze sceny, 02.04.18, 15:05
          Ale jakiekolwiek stają za nim siły, nie wierzę by usunięcie, nawet fizyczna likwidacja, Stonogi, cokolwiek dało. Skoro rusza się wyłącznie Stonogę, siły stojące za nim są nie do ruszenia. A przecież nie tylko za pośrednictwem Stonogi można publikować tzw. kompromat i np. Departament Stanu czy Foreign Office mają znacznie szersze możliwości. Pomimo że nie należymy do Commonwealthu, stowarzyszenia Five Eyes itp.

          --
          PIS AFFAIR
          Predateli i Swołoczi
    • piq akcja "Buś": Stonoga w kiciu ma status "N",... 02.04.18, 15:03
      ...mimo że jego wyroki są w granicach 12 miesięcy. Jakby był terrorystą, wielokrotnym zabójcą albo potworem seksualnym.
      www.facebook.com/zbigniewstonoga.ilovezuckerberg/

      O tym, że nie kłamie, świadczą dokumenty, do których dotarł Sekielski:
      www.youtube.com/watch?v=BzQMcbr7Caw&feature=youtu.be

      Myślę, że seryjny samobójca już czeka na sygnał. Ujawnianie homoseksualnych sitw wewnątrz PiSu (a chodzi nie tylko o akcję "Buś", ale także np. akcję Misiewicza w Białymstoku) nie może się dla niego dobrze skończyć.
      • buldog2 Re: akcja "Buś": Stonoga w kiciu ma status "N",.. 02.04.18, 15:13
        Stonoga ma mocodawców, do tego silniejszych, niż on sam. Pozostawienie Stonogę samemu sobie bardzo uderzyłoby w ich wiarygodność. Poza tym odnoszę wrażenie, że sojusznicy mają zamiar ze zdrajcami z pisu pójść na ostre.
        A jak doszło do II wojny opiumowej ?

        --
        PIS AFFAIR
        Predateli i Swołoczi
      • buldog2 Re: akcja "Buś": Stonoga w kiciu ma status "N",.. 02.04.18, 19:36
        Tu:
        Стахановцы НКВД
        maxpark.com/community/4375/content/1810256?digest
        jest artykuł o poprzednikach pis z najlepszych czasów Partii, kiedy cała rodzina JARa była pod czułą opieką NKWD i Smiersza.
        Wtedy byli najpotężniejsi, mogli wszystko. Mogli pogrozić dyrektorowi liceum i ministrowi oświaty, mogli odprawić człowieka na tamten świat:
        maxpark.com/static/u/article_image/13/02/08/tmpiKqJOW.jpeg

        --
        Predateli i Swołoczi
      • pies_na_czarnych Re: Antoni 03.04.18, 01:50
        Tajne akta ministra obrony narodowej
        Akta Antoniego M.
        Ta historia wyjaśnia, dlaczego w 2008 r. służby odebrały Antoniemu Macierewiczowi dostęp do wszystkich tajemnic, w tym UE i NATO. Rzuca też światło na prawdziwy powód jego pospiesznego powrotu spod Smoleńska 10 kwietnia 2010 r.


        Przez używanie prywatnej skrzynki mailowej do odbierania służbowych wiadomości prawdopodobnie Hillary Clinton przegrała bitwę o Biały Dom. Gdyby szef polskiego MON Antoni Macierewicz miał tylko takie sprawy w politycznej biografii, pewnie nikt by się tym nie przejął. Problem w tym, że ma na sumieniu rzeczy znacznie gorsze, a mimo to pełni kluczowe funkcje w partii rządzącej i w państwie.
        Kopiowanie na dwa dyski
        Jest 4 października 2007 r. Do wyborów parlamentarnych niespełna trzy tygodnie. Sondaże wieszczą PiS wyborczą porażkę. Antoni Macierewicz kieruje świeżo utworzoną – na gruzach Wojskowych Służb Informacyjnych – Służbą Kontrwywiadu Wojskowego, która ma m.in. chronić tajemnice polskiej armii i tropić szpiegów chcących je zdobyć. W bazach danych SKW znajdują się dziesiątki tysięcy zapisów, najcenniejsze informacje dla bezpieczeństwa państwa, coś, za co każdy wywiad dałby wiele. To nie tylko nazwiska pracowników i tajnych współpracowników, ale również listy osób typowanych jako podejrzewane o współpracę z obcymi służbami, kandydatów na agentów, sprawy, którymi SKW się interesuje. Plus całe archiwum zlikwidowanych w 2006 r. WSI. Część w formie papierowej, część zapisana na dyskach, które są częścią systemu informatycznego o nazwie EO-Baza (czyli Baza Ewidencji Operacyjnej). Wystarczy wpisać do jej wyszukiwarki nazwisko lub nazwę firmy, by otrzymać pełną informację o związkach z wojskowymi służbami.
        Baza danych operacyjnych SKW znajduje się w pomieszczeniu chronionym przed podsłuchem i zakłóceniami specjalną osłoną – tzw. kabiną elektromagnetyczną. To metalowa klatka, która ma stanowić barierę dla wszelkich urządzeń inwigilujących.
        Wszystko, co znajduje się w kabinie, objęte jest klauzulą ścisłej tajności. Teoretycznie nikt bez specjalnego pozwolenia nie może tam wejść ani zajrzeć do jakiejkolwiek teczki czy pliku, o kopiowaniu nie wspominając. Wszystkie wejścia i wyjścia powinny być odnotowywane, podobnie jak wynoszone dokumenty czy dane. Słowem – najściślejsza ochrona. Ale tylko w teorii. W praktyce do zasobów operacyjnych SKW za czasów Macierewicza mógł wejść każdy i kopiować wszystko, jeśli miał tylko zgodę szefa.
        Cały zasób operacyjny SKW znajduje się w jej warszawskiej siedzibie przy ul. Oczki, kilkaset metrów od Dworca Centralnego. Za bezpieczeństwo zbioru odpowiadała Agnieszka W., dyrektor biura ewidencji i archiwum SKW, jedna z najbardziej zaufanych osób Macierewicza. – Zawdzięcza mu wiele, a w sensie zawodowym chyba wszystko. To on wciągnął ją do SKW – mówi jeden z byłych oficerów kontrwywiadu. W. dostała dyrektorskie stanowisko i została wysłana na kurs oficerski, mimo że nie miała wyższego wykształcenia.
        4 października 2007 r. w pomieszczeniu EO-Bazy stało się coś, co można zobaczyć jedynie w filmach szpiegowskich, ale z niższej półki. Funkcjonariusze wnieśli do pomieszczenia komputer z dwoma twardymi dyskami. Tak rozpoczęło się trwające co najmniej dwa wieczory kopiowanie tajnych danych z EO-Bazy. Co dokładnie skopiowano i po co – tego nie udało się ustalić. Teoretycznie możliwe było nawet zdublowanie całej bazy danych SKW.
        Według naszych informacji dane z zasobów posłużyły również do innego celu – kompilowania, czyli porównywania z danymi m.in. z Krajowego Rejestru Sądowego i Krajowego Rejestru Karnego, które gromadzą informacje o zarejestrowanych w Polsce przedsiębiorcach i osobach karanych. Robił to m.in. dyrektor biura bezpieczeństwa telekomunikacyjnego SKW Waldemar D. Jak wynika z dokumentów śledczych, polecenia funkcjonariuszom dotyczące kompilowania i przetwarzania tajnych danych wydawał sam Antoni Macierewicz oraz dyrektor jego biura. – Można tylko domniemywać, po co to zrobili. Dane, które uzyskali, to broń bezcenna i niebezpieczna zarazem, idealne narzędzie szantażu. Mogą z nimi zrobić wszystko – twierdzą nasi informatorzy ze służb, którzy znają sprawę. Jak się dowiadujemy, dane zostały zgrane na twarde dyski i kilka płyt CD. Co najmniej jedna z tych płyt zniknęła. Podobnie jak dyski. W czyich mogą być rękach, można się tylko domyślać.
        Ogrodowa konspiracja
        Przenieśmy się półtora miesiąca później. PiS przegrało wybory, 16 listopada 2007 r. władzę ma przejąć rząd PO-PSL. W poprzedzającą noc na ul. Oczki podjeżdżają wojskowe ciężarówki. Całość nadzoruje płk Andrzej Kowalski, zastępca Macierewicza w SKW (dziś jest szefem Służby Wywiadu Wojskowego, niedawno awansowanym przez prezydenta do stopnia generała brygady).
        Żołnierze wynoszą z siedziby SKW akta zlikwidowanych WSI i ładują do samochodów. Teczki jadą kilka kilometrów dalej, do siedziby prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego przy ul. Karowej, gdzie w ślad za nimi przenosi się komisja weryfikująca żołnierzy WSI, kierowana przez byłego premiera Jana Olszewskiego i obsadzona przez ludzi bliskich Macierewiczowi (zasiadali w niej m.in. jego obecni zastępcy w MON Tomasz Szatkowski oraz Bartosz Kownacki, a także najbliżsi współpracownicy Piotr Naimski i Piotr Bączek). – To było coś absolutnie niebywałego. Jedna instytucja państwowa, czyli komisja weryfikacyjna, dokonała bezprawnego zajęcia własności innej instytucji państwowej, czyli SKW – wspomina Bogdan Klich, który w pierwszym rządzie Tuska był ministrem obrony.
        Akta leżą na Karowej aż do końca czerwca 2008 r., gdy wygasa rozporządzenie premiera będące podstawą działania komisji. Donald Tusk nie podpisuje nowego, dokumenty muszą więc wrócić na Oczki. Tak też się dzieje, ale nie do końca. Wywózka dokumentów odbywa się pod dyskretnym okiem służb. Wysoki rangą funkcjonariusz kontrwywiadu opisuje, co się wówczas wydarzyło: – Dzień przed odesłaniem akt na Oczki z BBN do Pałacu Prezydenckiego w sposób zakonspirowany przeniesione zostały paczki z dyskami i nagraniami. Wiemy, że były tam kopie akt WSI oraz nagrania z posiedzeń komisji weryfikacyjnej, która przesłuchiwała żołnierzy WSI. Ale co dokładnie tam się znajdowało, może wiedzieć Antoni Macierewicz i jego ludzie.
        Wiadomo – bo to wykazało jedno ze śledztw – że Macierewicz był w BBN do ostatnich minut funkcjonowania komisji weryfikacyjnej. Choć nie był jej członkiem, ale szeregowym posłem, 30 czerwca w nocy przyniósł do kancelarii tajnej w BBN „dokumenty niejawne w dużej liczbie”. Było ich tyle („liczone w setkach”), że urzędnicy nie mogli zweryfikować, czy rozliczył się ze wszystkich. Macierewicz zresztą nawet nie czekał na zakończenie formalności, tylko po prostu wyszedł.
        Prawdopodobnie wśród wynoszonych tylnym wyjściem akt – BBN sąsiaduje z ogrodem Pałacu Prezydenckiego – oprócz kopii znalazły się również oryginalne dokumenty. Po przejęciu władzy przez PO nowy szef SKW zawiadomił prokuraturę o zaginięciu 16 dokumentów pobranych przez członków komisji. Część z nich miał pobrać sam Macierewicz. Śledczym nie udało się wyjaśnić, co stało się z sześcioma. Za to obecny szef MON znalazł winnych: organizatorów przewozu akt z siedziby BBN z powrotem na Oczki, którzy jego zdaniem zrobili „gigantyczny bałagan w dokumentach”.
        Nasz rozmówca kontynuuje: – Z Pałacu Prezydenckiego paczki zostały przewiezione dwoma samochodami, w tym jednym należącym do ważnego dziś ministra, na Wiejską, gdzie w siedzibie Kancelarii Prezydenta miał swój gabinet Jan Olszewski.
        Sprawa miała swój epilog po 10 kwietnia 2010 r. Co się stało z dokumentami przewiezionymi do Kancelarii Prezydenta, nie wiadomo. Na pewno, gdy weszli do niej ludzie Bronisława Komorowskiego, który po katastrofie smoleńskiej przejął obowiązki głowy państwa, ani żadnych dokumentów WSI, ani choćby śladów obecności Antoniego Macierewicza nie znaleźli.
        Trochę światła na tę sprawę w październiku 2014 r. rzucił niechcący Jacek Kurski w programie Moniki Olejnik „Kropka nad i” w TVN24. Obecny szef TVP bronił wówczas Macierewicza, któremu zarzuca się, że choć był
        • pies_na_czarnych Re: Antoni 03.04.18, 02:07

          Sprawa miała swój epilog po 10 kwietnia 2010 r. Co się stało z dokumentami przewiezionymi do Kancelarii Prezydenta, nie wiadomo. Na pewno, gdy weszli do niej ludzie Bronisława Komorowskiego, który po katastrofie smoleńskiej przejął obowiązki głowy państwa, ani żadnych dokumentów WSI, ani choćby śladów obecności Antoniego Macierewicza nie znaleźli.
          Trochę światła na tę sprawę w październiku 2014 r. rzucił niechcący Jacek Kurski w programie Moniki Olejnik „Kropka nad i” w TVN24. Obecny szef TVP bronił wówczas Macierewicza, któremu zarzuca się, że choć był w Katyniu 10 kwietnia (pojechał tam pociągiem z rodzinami katyńskimi), na wieść o katastrofie natychmiast wrócił do Polski. „Zapytałem go, czemu nie pojechał. Obawiał się, że pod nieobecność wysokich przedstawicieli Kancelarii Prezydenta zostaną spenetrowane archiwa BBN” – tłumaczył kolegę Kurski, na co drugi z gości Olejnik – Michał Kamiński – zaskoczony przypomniał, że Macierewicz był wówczas szeregowym posłem, więc zasoby BBN nie powinny go interesować. „Kurski ujawnił, że Macierewicz wracał w popłochu do Warszawy grzebać w szafach pancernych BBN. Czekamy na komisję śledczą” – komentował w Radiu Zet ówczesny poseł Ruchu Palikota Andrzej Rozenek. A według TVN24 „po przyjeździe do Warszawy Macierewicz od razu udał się do Pałacu Prezydenckiego. Oficjalnie po to, by oddać hołd tym, którzy zginęli w katastrofie, ale później rozpoczął serię spotkań z urzędnikami Kancelarii Prezydenta oraz Biura Bezpieczeństwa Narodowego”.
          Dlaczego jednak służby nie zawiadomiły prokuratury w sprawie wynoszonych z BBN paczek? Bo, jak tłumaczy nasz rozmówca, żaden ze świadków, który znał ich zawartość, nie zgodził się złożyć zeznań w prokuraturze. Nie ma zeznań, nie ma przestępstwa.
          Ciąg dalszy miała za to sprawa nielegalnego przetwarzania i kompilowania danych w samej SKW. Gdy PO przejęła władzę, ta sprawa stała się przedmiotem wewnętrznego dochodzenia oraz śledztwa prokuratury. Co z niego wynikło?
          Z materiałów, do których dotarliśmy, wyłania się przygnębiający obraz wszechobecnego bałaganu panującego w ewidencji i archiwum SKW oraz braku kontroli nad tym, co dzieje się z najważniejszymi z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa dokumentami. Przede wszystkim sama tzw. EO-Baza przez długie lata funkcjonowała bez niezbędnych certyfikatów bezpieczeństwa. Co oznacza, że w ogóle nie powinna działać. Uruchomiono ją, co prawda, długo przed Macierewiczem, jeszcze w czasach WSI, ale ten, nadzorując weryfikację oraz likwidację tej służby oraz tropiąc różne jej wyimaginowane i prawdziwe grzechy, tego nie wychwycił. Powiedzieli mu o tym dopiero jego współpracownicy, gdy został szefem SKW.
          Z powodu braku znamion
          Teczki i dane nawet z materiałami ściśle tajnymi wypływały z archiwum i bazy danych w sposób niekontrolowany, wynoszone przez ludzi do tego niepowołanych, bez adnotacji, kto, co i ile wziął lub do czego zajrzał. Macierewicz miał w zwyczaju wydawać polecenia podwładnym, by sprawdzali dla niego różne informacje w bazie danych SKW. Według prokuratury zajmowały się tym trzy osoby właściwie przez cały okres jego szefowania.
          Jak wykazało prokuratorskie śledztwo, kierownictwo SKW wiedziało, że niektórych akt operacyjnych brakuje. A brakowało, bo były udostępniane bez odnotowania tego faktu w dokumentacji. Odpowiedzialnością za to prokuratura obciążyła Agnieszkę W., która „nie zareagowała poprawnie i adekwatnie do zagrożenia na przekazane przez podwładnych informacje o braku akt operacyjnych, udostępnianych i przekazywanych bez udokumentowania oraz kancelaryjnej kontroli ich obiegu”.
          Piątka z osób zamieszanych w nadużycia w SKW, w tym Agnieszka W. i szef gabinetu Macierewicza Krzysztof Ł., byli podejrzani o działanie na szkodę interesu publicznego. Ale w przypadku samego Macierewicza i innej funkcjonariuszki prokuratorowi prowadzącemu śledztwo nie wystarczyło determinacji, by postawić im zarzuty, ale jedynie by wszcząć śledztwo w sprawie niedopełnienia obowiązków i przekroczenia uprawnień. Co ciekawe, powołał się na ten sam przepis Kodeksu karnego – 231 paragraf 1 w związku z artykułem 12 Kodeksu karnego – co w przypadku podejrzanych. Wszystkim groziły nawet trzy lata więzienia.
          Według prokuratury Macierewicz zlecał swoim podwładnym przetwarzanie informacji tajnych i ściśle tajnych z elektronicznej bazy danych operacyjnych SKW (EO-Baza) „poprzez dokonywanie sprawdzeń z naruszeniem zasad udostępniania informacji niejawnych”. Prokuratura twierdziła również, że sprawdzenia te odbywały się „bez podstawy prawnej i faktycznej”. Jak to wyglądało? Właśnie m.in. z wykorzystaniem komputera wniesionego do pomieszczenia archiwum.
          Czego szukali oficerowie SKW? Kogo i co sprawdzali? Tego śledczym nie udało się ustalić. Choć dowody wydawały się mocne, prokuratura w 2012 r., po trwającym cztery lata postępowaniu, umorzyła śledztwo z powodu… braku znamion przestępstwa. Dlaczego, mimo że decyzja o umorzeniu brzmi jak akt oskarżenia? Bo sama SKW uznała, że nie poniosła większych szkód. – A ściślej: do tego sprowadzały się zeznania ówczesnego zastępcy szefa SKW, któremu podlegało biuro ewidencji – tłumaczą nasi rozmówcy. Dziś oficer ten jest na emeryturze, nie chce rozmawiać na temat tamtych zeznań, twierdząc, że mogą być objęte klauzulą tajności. Motywy jego działania pozostają niejasne, choć wiele osób wskazuje na jego związki z ekipą Macierewicza. To za jego czasów trafił do SKW, obejmując funkcję szefa ważnej placówki terenowej w Poznaniu. I to prawdopodobnie jego zeznanie uchroniło Macierewicza.
          Zachowanie wojskowego kontrwywiadu w sprawie nielegalnego kopiowania i wynoszenia najcenniejszych zasobów pokazuje wewnętrzny rozdźwięk, jaki panował w tej formacji po przejęciu władzy przez PO. Pokazuje również niezdecydowanie nowej ekipy rządzącej, by wyciągnąć konsekwencje wobec winnych łamania prawa za rządów PiS.
          Sama SKW wszczęła wewnętrzne postępowanie wyjaśniające, zakończone odebraniem jeszcze w październiku 2008 r. tzw. poświadczenia bezpieczeństwa – czyli certyfikatu umożliwiającego wgląd do materiałów oznaczonych klauzulą ściśle tajne – Macierewiczowi, Agnieszce W. oraz trójce jej podwładnych z BEiA. Macierewicz odwołał się od decyzji szefa SKW do premiera, a gdy ten ją podtrzymał, odwołał się do sądu administracyjnego, który stwierdził, że decyzja SKW nie ma mocy prawnej, bo sprawę powinna badać Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
          Po wyroku sądu ABW wszczęła sprawę i ją umorzyła, uznając, że jest bezprzedmiotowa, bo po odejściu Macierewicza z SKW ważność jego certyfikatu bezpieczeństwa i tak wygasła z mocy prawa. – Ale gdy jesienią zeszłego roku Antoni został ministrem obrony, ABW powinna wrócić do sprawy, bo ustawa o dostępie do informacji niejawnych nie zna pojęcia przedawnienia. Albo ją pominęła, albo odniosła się, ale tak, by nie zrobić mu krzywdy. Faktem jest, że Macierewicz dostał poświadczenie bezpieczeństwa – twierdzą nasze źródła. ABW nie chce się na ten temat wypowiadać.
          Bez poświadczenia nie mógłby sprawować urzędu. Bo o ile szefowie resortów mają z urzędu dostęp do najściślejszych nawet tajemnic państwa, to aby mieli wgląd do informacji niejawnych NATO i UE, muszą otrzymać poświadczenie bezpieczeństwa, co poprzedzone jest postępowaniem sprawdzającym prowadzonym przez ABW lub SKW. – Dokąd trafiły dokumenty z SKW? Gdzie i kto je ukrywa? – zastanawia się ważny funkcjonariusz służb. – Dziennikarz? Prawnik? Czy w ogóle są jeszcze w Polsce?
          Epilog
          Agnieszka W. i Piotr B. wrócili do SKW. Zostali awansowani na wyższe stopnie, przywróceni na stanowiska dyrektorskie (W. znów kieruje BEiA), przywrócono im także odebrane certyfikaty bezpieczeństwa.


          --
          Duda potrzebuje cudu, aby wytrzymać całą kadencję!
          • buldog2 Re: Antoni 03.04.18, 08:01
            Państwo nawet nie teoretyczne. Rząd Tuska, który ignorował takie afery i kryszował przestępców, musiał być mocno zblatowany z pisem.

            --
            PIS AFFAIR
            Predateli i Swołoczi
    • buldog2 Re: Niekończ. się hist pis partią niebieskiej age 02.04.18, 20:45
      Odpowiadam na post M.marle:
      Ostatnio temat agentury sutannowej przygasł, ale kilka lat temu był głośny. I wówczas mówiono, że pod koniec PRL komunistyczna Służba Bezpieczeństwa miała na kontakcie ok. 3 tysięcy księży, zakonników i zakonnic. Nie wszystkich ujawniono. Dość powszechna była opinia, że wśród dzisiejszych biskupów 10% było agentami SB. Ale problem bagatelizowano, mówiąc, że: "SB juz nie ma, to i esbeckiej agentury już nie ma, po co drążyć temat. To tylko szkodzi autorytetowi Koscioła".
      Być może większości TW słuzba wygasła. Ale czy wszystkim? Ciekawi mnie - kto przejął i prowadzi byłych agentów Służby Bezpieczeństwa.
      Ale przecież - nie wszyscy współpracowali z bezpieką walącego się PRL-owskiego reżimu, czy z NRD-owska STASI - niektórzy woleli współpracować bezpośrednio z Moskwą. Ci nawet nie musieli zmieniać oficera prowadzącego (chyba, ze przeszedł na emeryturę lub do innnych zadań).
      Idziesz z wiarą do spowiedzi, a tam agent SB siedzi!


      Żeby agent SB. Jak SB, to pół biedy.

      1. Akta agentury UB, Informacji Wojskowej, WSW i SB są w jakimś (nie pamiętam, gdzie) klasztorze, oficjalnie poza jurysdykcją władz Polski. Z pewnością najciekawsze (perspektywiczne) teczki i zapisy, przynajmniej w dużej części, zniknęły i to jest absolutnie pewne.

      2. Powszechnie znane jest, że w stanie wojennym budowano ogromną ilość kościołów, podobno w końcówce PRLu postawiono ich więcej, niż w całym tysiącleciu. Pozwolenia na budowę, przydziały materiałów itd. w pierwszej kolejności otrzymywali ci księża, którzy aktywnie współpracowali. Pewnie inni czasem też, ale to wyjątki. Wystarczy popatrzeć, w jakim okresie budowany był nowy kościół. Jeśli w stanie wojennym, to pod czyim "wezwaniem". I wszystko jasne, jeśli chodzi o ówczesnych proboszczów, biskupów itd., a także b. prawdopodobne w kwestii ich następców i innych pozostających z rzeczonymi w związku.

      3. Najlepsi i perspektywiczni agenci byli promowani przez Biuro Studiów i poza Moskwą i Watykanem nie będzie o nich śladu nigdzie. Wszystko życiorysy czyste i proopozycyjne, na podstawie lektur różnych sowieckich wspomnień jestem absolutnie pewien, że dla dobra sprawy poddane także szykanom lokalnych struktur SB, po których ich dalsze kariery były jeszcze świetniejsze. To był standard uwiarygadniania najlepszych kadr.
      Jedyne po czym można sądzić, to po szybkości i rodzaju karier we współczesnych strukturach KK.

      --
      Predateli i Swołoczi
    • piq kto był przy wejściu do domu Szczygły po Smoleńsku 03.04.18, 14:13
      Kontynuuję tu kwestię zasygnalizowaną w moim wątku o Stonodze, który ujawniał homoseksualne lobby w PiSie i zwłaszcza w MONie oraz służbach.

      Oto po katastrofie ("zamachu") w Smoleńsku do domu Aleksandra Szczygły, który był homoseksualistą, weszło kilka osób. Oto wg notatki ABW:
      "W trakcie pobytu w mieszkaniu pan Jacek Kotas, wieloletni przyjaciel ministra..."
      www.newsweek.pl/polska/zaginiony-laptop-szczygly--bbn-wyjasnia,57893,1,1.html

      A kto to "wieloletni przyjaciel" homoseksualisty Szczygły Jacek Kotas?
      www.rp.pl/Polityka/307319932-FAZ-Rosyjskie-powiazania-otoczenia-Macierewicza.html
      >>>Zdaniem autora FAZ nie jest to jednak "jedyna rosyjska sieć, w którą zamotany miał być Macierewicz". FAZ wymienia w tym kontekście związki obecnych i byłych współpracowników ministra takich jak Tomasz Szatkowski, Jacek Kotas, Grzegorz Kwaśniak i płk Krzysztof Gaj z Narodowym Centrum Studiów Strategicznych (NCSS) przez tygodnik "Polityka" nazwanym kuźnią kadr Macierewicza.
      FAZ przypomina, że płk Gaj został zwolniony w 2016 roku przez Macierewicza za artykuł, w którym chwalił działania Putina na Ukrainie. Konrad Schuller twierdzi jednak, że "są jeszcze inne dziwne rzeczy związane z kuźnią kadr NCSS". Według niego instytut miał powiązania z rodziną przedsiębiorcy Roberta Szustkowskiego. Ten z kolei reprezentował w Rosji Gambię – afrykańską dyktaturę, która w tym czasie kupowała broń w Moskwie. Wcześniej, w latach dziewięćdziesiątych, Szustkowski reprezentował w Polsce bank rosyjskiego oligarchy Andrieja Skocza mającego z kolei kontakty z GRU.
      Szef NCSS Jacek Kotas, były wiceminister obrony w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, miał być przez wiele lat menedżerem holdingu Radius, w którym centralną rolę odgrywać miała rodzina Szustkowskich - twierdzi FAZ. Sam Szustkowski miał oświadczyć, że nie jest udziałowcem żadnej z firm holdingu Radius; pytanie czy miał udziały w przyszłości pozostało jednak bez odpowiedzi.
      Szustkowski zapewnił ponadto FAZ, że nie miał nic do czynienia z rosyjskimi służbami, a Jacek Kotas "podaje do sądu wszystkich, którzy nazywają go »rosyjskim pośrednikiem«". <<

      To jeszcze nie wszystko. Jacek Kotas właśnie przegrał proces z Janem Śpiewakiem, który oskarżył go o współpracę przy aferalnej reprywatyzacji:
      jastrzabpost.pl/newsy/jan-spiewak-wygral-w-sadzie-z-jackiem-kotasem-o-co-proces_470257.html#galeria0

      Czyżbyśmy mieli do czynienia z "niebieską siecią" powiązań z rosyjskimi służbami z homoseksualnym szantażem w tle? Przy okazji przypominają się "chłopcy Macierewicza", relacja u Stonogi z wypadu Misiewicza do Białegostoku z sugerowanym wątkiem homoseksualnego molestowania/zgwałcenia i niedawna afera z całusami Macieja Wąsika sowicie udzielanymi jakiemuś kolesiowi. Dokładnie Marcinowi Rudnickiemu, bratu faceta znanego z afery reprywatyzacyjnej.
      www.newsweek.pl/polska/polityka/maciej-wasik-i-afera-reprywatyzacyjna-gumowe-ucho-pis,artykuly,424219,1.html

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka