Dodaj do ulubionych

Samochod zwany UE sie psuje.....

IP: *.vline.pl / 172.16.1.* 22.04.02, 00:39
......nie nadarza za innymi
samochodami,zwlaszcza za USA( NAFTA ) i CHRL...przegrywa wyscig ,
konkurencje......powoli brak mu paliwa ,za duzo pali( zbyt wysokie
podatki...)......i moze zlapac gume ( wybory we Francji......)......i sie
rozleciec z nadmiaru pasazerow ( Kolorowi Emigranci ). Samochod ten jest coraz
bardziej niesprawny i stary,za duzo kosztuje jego utrzymanie,ktore sie nie
zwraca......ciasno i nie wygodnie w nim ( totalitarna wrecz biurokracja ),a
prowadzacy( z Brukseli ) kieruja go do rowu........ale narazie jeszcze przez
kilka latek pasazerowie pojezdza sobie milutko ,a pozniej KRAKSA !
Chyba ,ze sie przesiadziemy do super-autobusu NAFTA ! Tam kazdy moze wsiasc za
darmo i wygodnie sie rozsiasc i ma pewnosc SZYBKIEJ i BEZPIECZNEJ jazdy !
Coz z tego skoro Polacy nie znaja sie na samochodach.....i mozna im wcisnac
byle grata( pomalowanego na niebiesko w zolte gwiazdki...). SZEROKIEJ DROGI ! ))
Obserwuj wątek
    • kimmjiki Re: Samochod zwany UE sie psuje..... 23.04.02, 00:00
      Dziwne tylko, ze ten samochod ma juz pietnastke pasazerow i prawie drugie tyle
      o nim marzy, a w autobusie NAFTA pustki, choc podobno kazdy tam moze wejsc za
      darmo. Caly ten tekst brzmi zreszta jak folder reklamowy. A twierdzenie, ze UE
      przegrywa wyscig z Chinami, ma spore szanse w konkursie na Bzdure Roku.
    • Gość: babel taczki Polska w dobrym stanie IP: *.wake.tec.nc.us 23.04.02, 01:37
      Gość portalu: ????? napisał(a):

      > ......nie nadarza za innymi
      > samochodami,zwlaszcza za USA( NAFTA ) i CHRL...przegrywa wyscig ,
      > konkurencje......powoli brak mu paliwa ,za duzo pali( zbyt wysokie
      > podatki...)......i moze zlapac gume ( wybory we Francji......)......i sie
      > rozleciec z nadmiaru pasazerow ( Kolorowi Emigranci ). Samochod ten jest coraz
      > bardziej niesprawny i stary,za duzo kosztuje jego utrzymanie,ktore sie nie
      > zwraca......ciasno i nie wygodnie w nim ( totalitarna wrecz biurokracja ),a
      > prowadzacy( z Brukseli ) kieruja go do rowu........ale narazie jeszcze przez
      > kilka latek pasazerowie pojezdza sobie milutko ,a pozniej KRAKSA !
      > Chyba ,ze sie przesiadziemy do super-autobusu NAFTA ! Tam kazdy moze wsiasc za
      > darmo i wygodnie sie rozsiasc i ma pewnosc SZYBKIEJ i BEZPIECZNEJ jazdy !
      > Coz z tego skoro Polacy nie znaja sie na samochodach.....i mozna im wcisnac
      > byle grata( pomalowanego na niebiesko w zolte gwiazdki...). SZEROKIEJ DROGI ! )
      > )

    • bogumilka Chyba rzeczywiście się psuje...Wg Die Zeit 23.04.02, 04:01
      Przez dziesięciolecia Niemcy były motorem integracji. Gdy teraz unijny silnik
      zaczął się krztusić, kanclerz Schröder, ku uciesze Brytyjczyków i Francuzów,
      nie chce dodać gazu.


      JOSEF JOFFE


      25.02.2002


      Pakt na rzecz stabilizacji i wzrostu był ceną, jaką trzeba było zapłacić, by
      Niemcy zgodziły się porzucić swoją ukochaną markę na rzecz euro.
      Najpotężniejszy gospodarczo kraj Europy nigdy nie pozwoliłby rozrzutnym
      Włochom, albo innym narodom ze skłonnościami do życia ponad stan, na psucie
      nowej waluty poprzez wydawanie więcej, niż się ma i utrzymywanie wysokich
      deficytów budżetowych, które prowadzą do inflacji. Każdy członek unii
      monetarnej musiał wdziać fiszbinowy gorset "made in Germany". Przede wszystkim
      żadne państwo nie mogło mieć deficytu wyższego niż 3 proc. PKB, albowiem...

      Teutońska dyscyplina

      To "albowiem" oznaczało, po pierwsze, oficjalne upomnienie ze strony Komisji
      Europejskiej: Achtung! Zbliżyliście się zbyt blisko do wyznaczonego pułapu. Po
      drugie, groziło znacznymi karami finansowymi na wypadek, gdyby reżim finansowy
      został naruszony. Teutońska dyscyplina miała odtąd obowiązywać od Cork do
      Kalabrii i od Portugalii do granicy z Polską. Nikt wtedy nie przypuszczał, że
      to właśnie Niemcy mogą okazać się lisem w kurniku.

      Nie tylko Niemcy zbliżają się do granicy 3 procent, ale Gerhard Schröder prośbą
      i groźbą zmusił Komisję, by wycofała się z pomysłu wysłania oficjalnego
      upomnienia. Cóż, kiedy kieruje się największą gospodarką w Unii Europejskiej,
      można sobie pozwolić na wiele.

      W rezultacie Schröder, odniósł sukces, ale Europa poniosła klęskę. Skoro
      kaznodzieja daje w gaz, dlaczego jego trzódka miałaby zachowywać
      wstrzemięźliwość?

      W jaki sposób Komisja będzie w stanie ukarać Włochy, Portugalię czy Francję,
      których deficyty także rosną, jeżeli nie była w stanie ujarzmić berlińskiego
      niedźwiedzia? Euro, które od czasu swojego debiutu w 1999 roku spadło o prawie
      25 procent wobec dolara, z pewnością nie zyska szybko na wartości.

      Odpór dany Komisji nie jest jedynym grzechem, popełnionym przez tak niegdyś
      proeuropejskich Niemców. W ostatnim czasie Schröder był w tej dziedzinie
      wyjątkowo aktywny. Weźmy samochody, tak drogie europejskim konsumentom.
      Komisarz UE ds. Konkurencji Mario Monti chce złamać nieformalny układ, który
      pozwala producentom samochodów na stosowanie różnych cen na różnych rynkach.
      Nie podoba się to Schröderowi, który myśli o zyskach i zatrudnieniu w fabrykach
      Volkswagena, Daimlera, Opla. Liberalizacja rynku energii? - Nie - mówi Berlin -
      nie chcemy paneuropejskich opłat za przesył energii. Dlaczego? Ponieważ opłaty
      te najwyższe są w Niemczech.

      A co z telekomunikacją? Niemieckie Ministerstwo Gospodarki blokuje dostęp do
      wysoce lukratywnego rynku lokalnego (w przeciwieństwie do niezwykle
      konkurencyjnego rynku połączeń międzystrefowych), gdzie Deutsche Telekom wciąż
      sprawuje faktyczny monopol. Doszło do tego, że taniej jest zadzwonić z Berlina
      do Nowego Jorku, niż w godzinach szczytu porozmawiać lokalnie w stolicy Niemiec.

      Wszystko, o czym tu mówimy, nazywa się "neomerkantylizmem", czyli ochroną
      rodzimego rynku przed konkurencją zza granicy. Rząd Schrödera zaczął w coraz
      bardziej bezwstydny sposób stosować tę doktrynę, zastraszając europejskie
      gremia, jakby był bezpośrednim następcą Ludwika XIV i wyznającego protekcjonizm
      ministra finansów, Jean-Baptiste Colberta.

      Bez cudzoziemców

      W tej historii nie chodzi jednak tylko o spór pomiędzy Brukselą a Berlinem.
      Sprawą spędzającą obecnie sen z powiek niemieckiej klasie politycznej jest
      upadek Leo Kircha, tajemniczego magnata medialnego. Kirch winny jest bankom
      około 6 mld euro. Kiedy Robert Murdoch, amerykańsko-australijski potentat
      zaoferował swoją pomoc, Schröder wysłał sygnał: Żadnych cudzoziemców! Szybko
      rozeszła się pogłoska, że kanclerz preferuje "narodowe rozwiązanie", o czym
      wcześniej przekonał się John Malone, Amerykanin, którego spółka Liberty Media
      chciała zainwestować w niemiecką telewizję kablową. Transakcja nie doszła do
      skutku, ponieważ uznano, że Liberty zyskałaby zbyt silną pozycję na rynku.

      Taka inwestycja bardzo przydałaby się jednak Niemcom. Deutsche Telekom, którego
      połączenia miał na oku Malone, oferuje prywatnym odbiorcom sieć o
      przepustowości 760 kilobitów, podczas gdy w USA internauci mogą surfować z
      prędkością 5 megabitów. Po raz kolejny zadziałała zasada merkantylistów: "Chroń
      producenta, nie konsumenta", a to oznacza konieczność zamknięcia rynku przed
      zagraniczną konkurencją.

      Ta historia nie wróży niczego dobrego Europie. Zmagając się z czteromilionowym
      bezrobociem, rząd Schrödera uznał najwyraźniej, że może utrzymać poparcie
      elektoratu, zwlekając ze zmianami i wprowadzeniem konkurencji. Kto w takim
      razie zajmie się Europą? Przez dziesięciolecia Niemcy były motorem integracji.
      W momencie gdy ten silnik zaczyna się krztusić, jest mało prawdopodobne, by
      koniecznego przyspieszenia nadali mu Francuzi czy Brytyjczycy, którzy zapewne z
      satysfakcją patrzą, jak potężnym Niemcom zaczyna przypadać rola hamulcowego.

      Autor jest redaktorem naczelnym "Die Zeit", autorem książki "Wielkie mocarstwa".
      • Gość: Z Re: Chyba rzeczywiście się psuje...Wg Die Zeit IP: *.152.165.123.Dial1.NewYork1.Level3.net 25.04.02, 05:45
        bogumilka napisał(a):
        Z:Nic dodac nic ujac tylko Pozdrowienia.
        > Przez dziesięciolecia Niemcy były motorem integracji. Gdy teraz unijny silnik
        > zaczął się krztusić, kanclerz Schröder, ku uciesze Brytyjczyków i Francuzów,
        > nie chce dodać gazu.
        >
        >
        > JOSEF JOFFE
        >
        >
        > 25.02.2002
        >
        >
        > Pakt na rzecz stabilizacji i wzrostu był ceną, jaką trzeba było zapłacić, by
        > Niemcy zgodziły się porzucić swoją ukochaną markę na rzecz euro.
        > Najpotężniejszy gospodarczo kraj Europy nigdy nie pozwoliłby rozrzutnym
        > Włochom, albo innym narodom ze skłonnościami do życia ponad stan, na psucie
        > nowej waluty poprzez wydawanie więcej, niż się ma i utrzymywanie wysokich
        > deficytów budżetowych, które prowadzą do inflacji. Każdy członek unii
        > monetarnej musiał wdziać fiszbinowy gorset "made in Germany". Przede wszystkim
        > żadne państwo nie mogło mieć deficytu wyższego niż 3 proc. PKB, albowiem...
        >
        > Teutońska dyscyplina
        >
        > To "albowiem" oznaczało, po pierwsze, oficjalne upomnienie ze strony Komisji
        > Europejskiej: Achtung! Zbliżyliście się zbyt blisko do wyznaczonego pułapu. Po
        > drugie, groziło znacznymi karami finansowymi na wypadek, gdyby reżim finansowy
        > został naruszony. Teutońska dyscyplina miała odtąd obowiązywać od Cork do
        > Kalabrii i od Portugalii do granicy z Polską. Nikt wtedy nie przypuszczał, że
        > to właśnie Niemcy mogą okazać się lisem w kurniku.
        >
        > Nie tylko Niemcy zbliżają się do granicy 3 procent, ale Gerhard Schröder prośbą
        >
        > i groźbą zmusił Komisję, by wycofała się z pomysłu wysłania oficjalnego
        > upomnienia. Cóż, kiedy kieruje się największą gospodarką w Unii Europejskiej,
        > można sobie pozwolić na wiele.
        >
        > W rezultacie Schröder, odniósł sukces, ale Europa poniosła klęskę. Skoro
        > kaznodzieja daje w gaz, dlaczego jego trzódka miałaby zachowywać
        > wstrzemięźliwość?
        >
        > W jaki sposób Komisja będzie w stanie ukarać Włochy, Portugalię czy Francję,
        > których deficyty także rosną, jeżeli nie była w stanie ujarzmić berlińskiego
        > niedźwiedzia? Euro, które od czasu swojego debiutu w 1999 roku spadło o prawie
        > 25 procent wobec dolara, z pewnością nie zyska szybko na wartości.
        >
        > Odpór dany Komisji nie jest jedynym grzechem, popełnionym przez tak niegdyś
        > proeuropejskich Niemców. W ostatnim czasie Schröder był w tej dziedzinie
        > wyjątkowo aktywny. Weźmy samochody, tak drogie europejskim konsumentom.
        > Komisarz UE ds. Konkurencji Mario Monti chce złamać nieformalny układ, który
        > pozwala producentom samochodów na stosowanie różnych cen na różnych rynkach.
        > Nie podoba się to Schröderowi, który myśli o zyskach i zatrudnieniu w fabrykach
        >
        > Volkswagena, Daimlera, Opla. Liberalizacja rynku energii? - Nie - mówi Berlin -
        >
        > nie chcemy paneuropejskich opłat za przesył energii. Dlaczego? Ponieważ opłaty
        > te najwyższe są w Niemczech.
        >
        > A co z telekomunikacją? Niemieckie Ministerstwo Gospodarki blokuje dostęp do
        > wysoce lukratywnego rynku lokalnego (w przeciwieństwie do niezwykle
        > konkurencyjnego rynku połączeń międzystrefowych), gdzie Deutsche Telekom wciąż
        > sprawuje faktyczny monopol. Doszło do tego, że taniej jest zadzwonić z Berlina
        > do Nowego Jorku, niż w godzinach szczytu porozmawiać lokalnie w stolicy Niemiec
        > .
        >
        > Wszystko, o czym tu mówimy, nazywa się "neomerkantylizmem", czyli ochroną
        > rodzimego rynku przed konkurencją zza granicy. Rząd Schrödera zaczął w coraz
        > bardziej bezwstydny sposób stosować tę doktrynę, zastraszając europejskie
        > gremia, jakby był bezpośrednim następcą Ludwika XIV i wyznającego protekcjonizm
        >
        > ministra finansów, Jean-Baptiste Colberta.
        >
        > Bez cudzoziemców
        >
        > W tej historii nie chodzi jednak tylko o spór pomiędzy Brukselą a Berlinem.
        > Sprawą spędzającą obecnie sen z powiek niemieckiej klasie politycznej jest
        > upadek Leo Kircha, tajemniczego magnata medialnego. Kirch winny jest bankom
        > około 6 mld euro. Kiedy Robert Murdoch, amerykańsko-australijski potentat
        > zaoferował swoją pomoc, Schröder wysłał sygnał: Żadnych cudzoziemców! Szybko
        > rozeszła się pogłoska, że kanclerz preferuje "narodowe rozwiązanie", o czym
        > wcześniej przekonał się John Malone, Amerykanin, którego spółka Liberty Media
        > chciała zainwestować w niemiecką telewizję kablową. Transakcja nie doszła do
        > skutku, ponieważ uznano, że Liberty zyskałaby zbyt silną pozycję na rynku.
        >
        > Taka inwestycja bardzo przydałaby się jednak Niemcom. Deutsche Telekom, którego
        >
        > połączenia miał na oku Malone, oferuje prywatnym odbiorcom sieć o
        > przepustowości 760 kilobitów, podczas gdy w USA internauci mogą surfować z
        > prędkością 5 megabitów. Po raz kolejny zadziałała zasada merkantylistów: "Chroń
        >
        > producenta, nie konsumenta", a to oznacza konieczność zamknięcia rynku przed
        > zagraniczną konkurencją.
        >
        > Ta historia nie wróży niczego dobrego Europie. Zmagając się z czteromilionowym
        > bezrobociem, rząd Schrödera uznał najwyraźniej, że może utrzymać poparcie
        > elektoratu, zwlekając ze zmianami i wprowadzeniem konkurencji. Kto w takim
        > razie zajmie się Europą? Przez dziesięciolecia Niemcy były motorem integracji.
        > W momencie gdy ten silnik zaczyna się krztusić, jest mało prawdopodobne, by
        > koniecznego przyspieszenia nadali mu Francuzi czy Brytyjczycy, którzy zapewne z
        >
        > satysfakcją patrzą, jak potężnym Niemcom zaczyna przypadać rola hamulcowego.
        >
        > Autor jest redaktorem naczelnym "Die Zeit", autorem książki "Wielkie mocarstwa"
        > .

    • Gość: zyx Srodek ciezkosci sie przesuwa do W Brytanii. IP: *.rdu.bellsouth.net 25.04.02, 05:57
      ogolna moc w koniach ta sama, lub wieksza. Polska , samodzielna dotad, spada w
      dol.
      Gość portalu: ????? napisał(a):

      > ......nie nadarza za innymi
      > samochodami,zwlaszcza za USA( NAFTA ) i CHRL...przegrywa wyscig ,
      > konkurencje......powoli brak mu paliwa ,za duzo pali( zbyt wysokie
      > podatki...)......i moze zlapac gume ( wybory we Francji......)......i sie
      > rozleciec z nadmiaru pasazerow ( Kolorowi Emigranci ). Samochod ten jest coraz
      > bardziej niesprawny i stary,za duzo kosztuje jego utrzymanie,ktore sie nie
      > zwraca......ciasno i nie wygodnie w nim ( totalitarna wrecz biurokracja ),a
      > prowadzacy( z Brukseli ) kieruja go do rowu........ale narazie jeszcze przez
      > kilka latek pasazerowie pojezdza sobie milutko ,a pozniej KRAKSA !
      > Chyba ,ze sie przesiadziemy do super-autobusu NAFTA ! Tam kazdy moze wsiasc za
      > darmo i wygodnie sie rozsiasc i ma pewnosc SZYBKIEJ i BEZPIECZNEJ jazdy !
      > Coz z tego skoro Polacy nie znaja sie na samochodach.....i mozna im wcisnac
      > byle grata( pomalowanego na niebiesko w zolte gwiazdki...). SZEROKIEJ DROGI ! )
      > )

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka