A jeżeli muszą - to czy lepiej, żeby uprawiały rządową propagandę sukcesu, czy -
przeciwnie - żeby sprawowały w imieniu obywateli funkcję kontrolna wobec władzy?
A może - żeby były partyjne, ale pluralistyczne? Żeby sobie na jednym kanale
człowiek mógł posłuchać argumentów strony rządowej, a na innym - opozycji?
Oczywiście - jest też mozliwy powrót do informacji i opinii "jedynie słusznych",
cenzury, propagandy oficjalnej i nielegalnego "2-go obiegu".
Każdy z tych modeli ma swoje wady i zalety. Są tez rozbieżne poglądy na to, co
jest wadą, a co zaletą.
Wydaje mi się, że MARZENIEM KAŻDEJ WŁADZY (a zwłaszcza władzy totalitarnej)są
media funkcjonujace na zasadzie koszarowego radiowęzła (rozkazy dowództwa,
pogadanki umoralniające, muzyka wprawiająca w dobry nastrój). Każda władza uważa
się też za niedocenianą i lubi być chwalona. W tym celu powołuje swych etatowych
RZECZNIKÓW i bardzo by jej odpowiadało, by RZECZNIK WŁADZY BYŁ Z URZĘDU SZEFEM
PUBLICZNEJ TELEWIZJI I RADIA. Wszystkie inne rozwiązania są półśrodkami i
ustępstwami wymuszanymi przez "polityczną poprawność".
Oczywiście, poniewaz władza musi mieć "kanał zwrotny" informujacy o społecznych
opiniach i skutkach wydawanych decyzji - ograniczenie kontrolnej funkcji mediów
automatycznie powoduje konieczność rozwoju agentury słuzb specjalnych...
To ma dwie zalety:
1- Opinie krytyczne mozna wyciszać
2- Po zmianie władzy (która prędzej, czy pózniej nastąpi) IPN otrzyma nowa
porcję teczek, co wniesie świeży powiew w obsadę kadrową i procedury lustracyjne...
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.