27.03.03, 15:15
Opublikowany w dniu 15 marca br., w gazecie „Rzeczpospolita” „Apel do
Prezydenta Rzeczypospolitej” o pilną zmianę ordynacji wyborczej i
wprowadzenie JOW, odbił się szerokim echem i dał nowy impuls debacie
publicznej nad tą fundamentalną sprawą. Wszyscy rozumieją, że taka zmiana
oznacza trzęsienie ziemi na scenie politycznej, że jej bezpośrednim skutkiem
będzie gruntowna wymiana elit. Jest rzeczą oczywistą, że przed taką zmianą
bronią się, rękami i nogami, liderzy wszystkich partii politycznych, albowiem
wprowadzenie JOW odbierze im przywilej wskazywania wodzowskim paluszkiem, kto
ma być posłem z Radomia, Rzeszowa, Kłodzka czy Białej Podlaskiej. W ostatnich
wyborach samorządowych, przy wyborach wójtów, burmistrzów i prezydentów
miast, uzyskali oni przedsmak tego, co ich czeka. Podam przykład wyborów w
dwóch miastach województwa opolskiego, w Paczkowie i Prudniku. W obu tych
gminach burmistrzami zostali członkowie SLD, którzy wstąpili w szranki
wyborcze bez zgody partyjnych „baronów”, pod szyldami bezpartyjnych komitetów
wyborczych. Oficjalni kandydaci SLD przegrali wybory. W Paczkowie burmistrzem
został p. Bogdan Wyczałkowski, pod szyldem bezpartyjnego komitetu „Nasza
Gmina 2002”, a w Prudniku p. Zenon Kowalczyk, z komitetu „Nasza Ziemia”. Po
prostu wyborcy woleli oddać swoje głosy na nich a nie na ich partyjnych
konkurentów. Zapewne podobnie stało się i w innych gminach. No, ale w
leninowskiej partii tak być nie może! Jak to jest możliwe, żeby w partii
znaleźli się ludzie, którzy mają wśród mieszkańców większy autorytet niż ci,
których wskazał paluszek wodza?! Nie można tolerować takiej sytuacji. Tak się
składa jednak, że w obecnym systemie prawnym partia nie może już
zdymisjonować i pozbawić urzędu burmistrza. Ale może go wyrzucić z partii! I
tak się stało. SLD oczyściło więc swoje szeregi z burmistrzów Prudnika i
Paczkowa!
Postulat JOW błyskawicznie zdobywa zwolenników, i wodzowie i baronowie
wszystkich partii politycznych stanęli teraz przed nie lada problemem: jak
wyjaśnić polskiemu pospólstwu, że system wyborczy, jaki od dwóch przeszło
stuleci świetnie się sprawdza w krajach najwyżej rozwiniętych, który zapewnił
dominującą pozycję w świecie Amerykanom, Anglikom, Kanadyjczykom, a w ślad za
nimi umożliwił zdrowy i sensowny rozwój kilkudziesięciu innym krajom, nawet
takim jak Republika Malawi czy Papua Nowa Gwinea, dla Polski absolutnie się
nie nadaje i nie może być zastosowany?
Otóż jest dość trudno przekonać Polaków, że Amerykanie, Anglicy, Kanadyjczycy
to idioci, nie rozumieją na czym polega demokracja i wolne wybory, a system
wyborczy, jakim się od wieków posługują jest ustrojowym bublem, jak, nie
przymierzając, wypociny naszych, polskich konstytucjonalistów, którzy w
każdych kolejnych wyborach „poprawiają” ordynację wyborczą, bo na opracowanie
porządnego prawa, które posłużyłoby Polsce na więcej niż na jedną kadencję
parlamentarną, ich nie stać. Dlatego muszą się uciekać do argumentu o czysto
rasistowskim charakterze: po prostu: Polacy są jakąś gorszą rasą, i z
Anglikami czy Amerykanami nie ma nas co porównywać. Jesteśmy, pomimo naszej
tysiącletniej historii, narodem pośledniego gatunku, musimy najpierw dojrzeć,
dorosnąć, wtedy, kiedyś, może za trzy pokolenia, może za sto lat, zobaczymy.
W tygodniku „Wprost” z 30 marca, rusza do ataku prof. Jan Winiecki.
Błyskotliwie szydzi z autorów Apelu i z Ruchu JOW. „Kraje, które
pragnęlibyśmy naśladować w kwestii okręgów jednomandatowych, są – tak się
akurat składa – krajami anglojęzycznymi. Proponuję więc, by w odpowiednim
apelu umieścić propozycję wprowadzenia w Polsce jako języka urzędowego języka
angielskiego”. Dowcip mniej więcej średni, ale za to kłamstwo najzupełniej
oczywiste. JOW mają u siebie np. Francuzi, bez wprowadzania języka
angielskiego. W Kanadzie, która jest krajem multietnicznym, językiem
urzędowym, obok angielskiego, jest francuski. Zmianę systemu wyborczego
przeprowadziły u siebie, w ostatniej dekadzie, Włochy i Japonia, profesor,
zdaje się, w ogóle chyba o tym nie słyszał? Ale, okazuje się, po uwolnieniu
się od kurateli sowieckiej, JOW w 100% wprowadziła u siebie Mongolia.
Ciekawe, że nic się u nas nie czyta i nie słyszy na temat gospodarki i
rozwoju tego dalekiego kraju, ale jedno jest pewne: nie wprowadzono tam
języka angielskiego jako języka urzędowego.
Jednakże profesor i publicysta „Wprost” na tej dezinformacji nie poprzestaje
i szydzi dalej. Usiłuje nam wmówić, że Anglicy są narodem cywilizowanym i
ukształtowanym tak przez wspaniałą historię, „której – niestety – nie
dzieliliśmy”. Stawia nam więc za wzór ograniczenie władzy monarchy przez
parlament jako wynik rewolucji roku 1688, przypomina nam Wielką Kartę
Wolności z r. 1215 i temu podobne wolności demokratyczne.
No cóż, na wieczorowych uniwersytetach marksizmu-leninizmu, historii Polski
uczono w sposób szczególny, marksistowskie szkoły ekonomii – prof. Winiecki,
o ile wiem jest ekonomistą – zajęte przygotowywaniem naukowych kadr, które
tak wspaniale zdały egzamin w Polsce po II Wojnie Światowej, też zbyt wiele
miejsca tej dziedzinie nie poświęcały. Dlatego takie poglądy u uczonych tego
typu specjalnie mnie nie dziwią. Ponieważ jednak słuchają nas i czytają
wychowankowie ich uczniów, więc nie od rzeczy będzie przypomnieć, że pierwsza
wolna elekcja miała miejsce nie w Anglii, ale w Polsce, i to w roku 1575, a
więc na 113 lat przed tym „ograniczaniem władzy monarchy”, o którym pisze
Winiecki, że polska monarchia była monarchią konstytucyjną już od XV wieku,
że prawo „Neminem captivabimus nisi iure victim” wprowadzono w Polsce w roku
1433, na 246 lat przed jego angielskim odpowiednikiem, że procedura sądowa
została w Polsce skodyfikowana w roku 1523, na 270 lat przed Rewolucją
Francuską i Kodeksem Napoleońskim. Temat ten moglibyśmy rozwijać.
Przy tego rodzaju popisach ignorancji, nie dziwi konkluzja prof. Winieckiego,
ale ją zapamiętajmy: „Dlatego okręgi jednomandatowe – pisze nasz uczony
adwersarz – przyniosłyby druzgocące zwycięstwo bolszewikom z jednej i z
drugiej strony sceny politycznej oraz oportunistom grającym pod swoją, mającą
siano w głowie, publiczkę”.
W te same tony uderza czołowy publicysta „Polityki”, Jacek Żakowski. W
numerze z 22 marca, w artykule pt. „JOW-owcy ruszają do boju” przekonuje nas,
że „Polska to jednak nie jest ani Anglia, ani Ameryka. To widać nie tylko po
trawnikach, ale też po różnicy między BBC i TVP. Podobnie różne byłyby skutki
wprowadzenia JOW-ów”.
A jakie byłyby te skutki? Żakowski nie pozostawia wątpliwości: „Gdyby
partyjne szyldy i sita przestały się liczyć, mielibyśmy wielki wyścig
kuglarzy, hochsztaplerów, gangsterów gotowych wydać sporo własnych pieniędzy,
by uzyskać bezcenny poselski immunitet oraz pomocną w interesach legitymację
posła. Tylko potężne aparaty partyjne mogą zapewnić uczciwym kandydatom
zwycięstwo nad hochsztaplerami”.
Takie rasistowskie poglądy na społeczeństwo polskie są wpajane polskiej
młodzieży studiującej na polskich uniwersytetach. Tak się bowiem składa, że
większość kadry nauczającej tych podstawowych dla wiedzy o własnym
społeczeństwie i kraju, dla wiedzy o ustroju państwa, rekrutuje się nadal z
tych samych wieczorowych uniwersytetów i z tego samego makrsistowsko-
leninowskiego pnia. Oczywiście, znam ludzi, którzy potrafili odrzucić brzemię
tamtej edukacji, wyzwolić się z ideologicznych kajdan, przyswoić sobie,
zakazaną kiedyś wiedzę o nowoczesnych, demokratycznych społeczeństwach i
samodzielnie dotrzeć do prawdziwej wiedzy o historii własnego kraju.
Niestety, samooczyszczenie kadry nauczającej nie jest procesem łatwy
Edytor zaawansowany
  • henrykkreuz 27.03.03, 15:17
    Niestety, samooczyszczenie kadry nauczającej nie jest procesem łatwym. Dlatego
    nasza młodzież wciąż jest pod dominującym wpływem uczonych typu prof.
    Widackiego i autorytetów typu Jacek Żakowski. Kilka miesięcy temu spotkałem się
    z dużą grupą studentów politologii na moim Uniwersytecie, kiedy postawiłem im
    pytanie, dlaczego w Polsce nie ma ordynacji wyborczej takiej jak w Anglii, na
    wyścigi, jeden przez drugiego, podawali dokładnie ten sam rasistowski argument:
    co dobre dla Anglików, to dla Polaków... szkoda gadać.
    Jednakże Żakowski i Winiecki spóźnili się trochę ze swoimi poglądami. W Polsce,
    od jesieni ubiegłego roku, zaszły ważne zmiany. JOW pojawiły się nieoczekiwanie
    w praktyce społecznej. W październiku i listopadzie wybraliśmy około 2500
    wójtów, burmistrzów i prezydentów miast właśnie w JOW! Polacy już nie muszą
    jeździć do Anglii, żeby się przekonać jakie skutki przynoszą JOW, teraz cała
    Polska ma okazję sprawdzić rzetelność i prawdziwość rasistowskich argumentów
    Winieckich i Żakowskich. Na tej ogromnej, w porównaniu do Sejmu i Senatu,
    próbce – przypominam, że posłów jest tylko 460, a wójtów i burmistrzów przeszło
    pięć razy więcej, wszyscy możemy się przekonać komu wyborcy powierzyli władzę w
    gminach? „Bolszewikom z jednej i drugiej strony sceny politycznej, oportunistom
    grającym pod siano w głowie”? – jak chce prof. Winiecki? „Kuglarzom,
    hochsztaplerom i gangsterom”, jak głosi Żakowski? Takich bowiem ludzi, zdaniem
    tych dwu wynajętych „autorytetów”, promują JOW i tacy powinni być wybrani w
    Polsce burmistrzowie i wójtowie.
    Kwestia jaka jest ordynacja z JOW i do jakich wyników prowadzi, nie jest już od
    dawna kwestią akademicką. Setki lat praktyki demokracji w innych krajach tę
    sprawę rozstrzygnęły. Do minionej jesieni ta sprawa była w Polsce „akademicka”,
    a nasze rozważania teoretyczne. Dzisiaj jest inaczej. Żakowski i Winiecki
    wciskają nam na siłę partyjną propagandę. Jeśli naprawdę tak myślą, to jest to
    dowód czarno na białym, że przed sianem w głowie tytuł naukowy bynajmniej nie
    chroni.

    Jerzy Przystawa
    (komentarz wygłoszony w Katolickim Radio Rodzina, 27 marca 2003)

    --
    GDY WIEJE WIATR HISTRORII ....
  • iznota33 27.03.03, 15:26
    nie możesz pisać samodzielnie?potrafisz tylko przepisywać?
    nawiedzonym już dziękujemy!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka