Dodaj do ulubionych

DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA

IP: *.vic.bigpond.net.au 23.12.01, 11:24
Jak wiadomo, Bog jest NIESKONCZONOSCIA (nieskonczenie wielki,
nieskonczenie madry, nieskonczenie potezny czy nawet
nieskonczenie dobry).
Juz udowodnilem (p. watek o wierze jako produkcie chorych
umyslow), ze te atrybuty sa wewnetrznie sprzeczne, wiec takowy Bog NIE
moze istniec, albo istnieje poza logika, ale wtedy WSZYSTKO jest mozliwe,
i nasz wszechswiat to wyjatek, gdzie z kaprysu panskiego obowiazuja jakies
tam prawa fizyki czy reguly logiki, ale o tzw. naturze boskiej NIC nie
mozemy wtedy powiedziec, bo jest ona niejako poza logika (wniosek:
natychmiast zamknac wydzialy teologii).
Ale wrocmy do glownego tematu!
Uwazam, ze tzw. nieskonczonosc NIE istnieje! Po prostu mamy dwa rodzaje
nieskonczonosci: dodatnia (+) i ujemna (-), czyli ze sie one obie
wzajemnie znosza, i zostaje tylko zero (0)!
I nie mowcie, ze mamy np. materie i antymaterie, i jakos te oba rodzaje
materii koegzystuja! Bo one koegzystuja tylko dla tego, ze materii
i antymaterii jest SKONCZONA ilosc, i w zwiazku z tym moga byc
one oddzielone od siebie proznia. A nieskonczonosc (dodatnia jak
i ujemna) jest WSZEDZIE, czyli ze musza sie natychmiast zetknac
ze soba i anihilowac, zostawiajac absolutne zero (absolutna
proznie, czyli NIC). Wniosek: nieskonczonosc NIE moze istniec!
Nawet w matematyce uwaza sie, ze np. wynik dzielenia przez zero
(np. 1/0 czyli odwrotnosc zera) to NIE jest nieskonczonosc, ale
liczba BAAARDZO wielka (dazaca do nieskonczonosci, ale NIGDY jej
NIE osiagajaca, bo przeciez owej nieskonczonosci po prostu
NIE ma). Od dawna tez wiemy, ze np. nasz swiat (wszechswiat)
jest OGRANICZONY w czasie i przestrzeni, ze liczba np. atomow
w tym uniwersum, jak tez liczba okreslajaca czas jego trwania,
chocby w mikrosekundach, jest tez SKONCZONA!
NIE ma wiec ani w rzeczywistosci fizycznej, ani tez w czystej matematyce
nieskonczonosci, bowiem nieskonczonosc to pojecie wewnetrznie sprzeczne.
Zreszta zapytajcie fizykow: jak sie pojawia w ich rownaniach nieskonczonosc,
to znaczy, ze cos w ich teoriach (hipotezach) szwankuje...
Tyle, ze jak dotad, NIE maja oni odwagi przyznac, ze nieskonczonosc
NIE istnieje, bo jest ona im wygodna (bez niej sporo teorii moglo
by sie zawalic, i trzeba by pooddawac te Noble)...
Pozdrawiam!
P.S. Wesolych Swiat!
Edytor zaawansowany
  • Gość: MMM IP: 192.168.5.* 23.12.01, 13:22
    Co za pseudonaukowy belkot, dawno takiego nie slyszalem, z logika i matematyka
    za wiele wspolnego widac nigdy nie miales.
  • Gość: Kagan IP: *.vic.bigpond.net.au 23.12.01, 13:29
    I wypocil:
    Co za pseudonaukowy belkot, dawno takiego nie slyszalem,
    z logika i matematyka za wiele wspolnego widac nigdy nie miales.
    K: Argumenty prosze, a nie wyzwiska. Ale czgo wiecej, poza
    wyzwiskami, mozna oczekiowac od katolika rzemskiego?
    Anyway, jako zem NIE katolik: Wesolych Swiat Bozego Narodzenia dla MMM!
    PS: Czy na Wielkanoc (inaczej Boza Smierc) nalezy zyczyc "Smutnych Swiat"?
    Kagan

  • Gość: karol3 IP: 212.160.238.* 23.12.01, 16:39
    Gość portalu: Kagan napisał(a):

    > I wypocil:
    > Co za pseudonaukowy belkot, dawno takiego nie slyszalem,
    > z logika i matematyka za wiele wspolnego widac nigdy nie miales.
    > K: Argumenty prosze, a nie wyzwiska. Ale czgo wiecej, poza
    > wyzwiskami, mozna oczekiowac od katolika rzemskiego?
    > Anyway, jako zem NIE katolik: Wesolych Swiat Bozego Narodzenia dla MMM!
    > PS: Czy na Wielkanoc (inaczej Boza Smierc) nalezy zyczyc "Smutnych Swiat"?
    > Kagan
    >
    ------------------------------
    Oj Kagan, Kagan ! Proś Boga o zdrowie, bo o rozum już stanowczo za późno !
  • iaffelos 23.12.01, 17:43
    proste zagadnienie matematyczne dla Kagana:

    ile jest liczb rzeczywistych miedzy 0 a 1?

    a btw. 1/0 to nie jest odwrotnosc zera, takie dzialanie jest
    niewykonalne.
  • Gość: Kagan IP: *.vic.bigpond.net.au 24.12.01, 05:50
    iaffelos napisał(a):

    > proste zagadnienie matematyczne dla Kagana:
    >
    > ile jest liczb rzeczywistych miedzy 0 a 1?

    Kagan: Bardzo duzo, ale na pewno NIE nieskoncona ilosc,
    bo poniewaz nasz swiat ma ograniczony wiek, to tych liczb
    jest praktycznie tylko tyle, ile jestesmy w stanie policzyc
    (sami, czy tez przy pomocy np. komputerow).
    A poniewaz w naszym wszechswiecie NIE jest mozliwe przekroczenie
    szybkosci swiatla, wiec nawet najszybszy superkomputer bedzie mial
    z definicji OGRANICZONA szybkosc...
    To, ze tobie w podstawowce (a moze nawet i ogolniaku) nakladli
    bzdur do glowy, wcale NIE oznacza, ze nieskonczonosc istnieje.
    To tylko jeszcze jedna bledna idea, ktora narobila wiele zlego
    w nauce...

    > a btw. 1/0 to nie jest odwrotnosc zera, takie dzialanie jest
    > niewykonalne.

    Kagan: 1/2 jest odwrotnoscia 2, 1/100 jest odwrotnoscia 100, itp.
    To czym jest 1/0 jak nie ODWROTNOSCIA zera? Kto ci powiedzial,
    ze to "niewykonalne" zadanie? Oblicz np. pierwiastek kwadratowy
    z minus jeden (-1). Czy to tez w/g ciebie "niewykonalne zadanie"?
    Jak NIE masz za grosz wyobrazni, to sie NIE wymadrzaj...

    MERRY X-MAS!
  • Gość: Kagan IP: *.vic.bigpond.net.au 25.12.01, 03:53
    iaffelos: proste zagadnienie matematyczne dla Kagana:
    ile jest liczb rzeczywistych miedzy 0 a 1?
    Kagan: Nic, co istnieje realnie NIE da sie dzielic w nieskonczonosc.
    Materia skalda sie z atomow, atomy z czastek elementarnych, niektore
    czastki elementarne z kwarkow, ale bardziej teoretycznie niz praktycznie,
    bo kwarka sie nie da oddzielic od inych kwarkow (wystepuja one
    trojkami, stad pewnie idea tzw. Troycy Sw.). Niektore czastki
    elementarne, np. elektrony, sa tez opisywane jako wielowymiarowe
    (ok. 10 wymiarow PRZESTRZENNYCH) drgajace struny (superstrings), ktore
    tez sa praktycznie NIEPODZIELNE (czasem dziela sie na dwie, ale NIE na
    wiecej, a pozniej na ogol z powrotem lacza).
    Juz ponad 100 lat temu M. Planck udowodnil ponad wszelka watpliwosc, ze
    energia sie tez sklada sie z NIEPODZIELNYCH kwantow. Podobnie tez czas,
    bo dla naszego umyslu okresy krotsze niz 1/100 sekundy sa nie do
    zaobserwowania, wiec istnieja one bardziej teoretycznie czy tez wirtualnie
    niz rzeczywiscie (realnie). Najkrotszym okresem czasu majacym nazwe jest
    tzw. attosekunda, czyli 1/10 z 18 zerami (jedna kwintylinowa czesc sekundy).
    Czyli, ze ani materii, ani energii, a nawet czasu NIE da sie dzielic w
    nieskonczonosc, bo jest to fizycznie niemozliwe (jesli chodzi o energie czy
    materie WBREW prawom fizyki), zas w przypadku czasu bezsensowne, bo
    superkrotkie odcinki czasu sa po prostu po pierwsze NIEMOZLIWE do obserwacji,
    a po drugie sa zbyt krotkie, aby cokolwiek sie w nich wydarzylo, nawet w
    skali subatomowej, czyli sa bezsensowne (sa to byty niepotrzebne, zbedne,
    uzywamy wiec wobec nich tzw. brzytwy Occama). Liczby nieskonczenie wielkie
    czy nieskonczenie male istnieja wiec tylko w naszej wyobrazni, podobnie jak
    tzw. Bog, elfy, krasnoludki czy Hobbity...
    Tak wiec falszywe jest twierdzenie, ze miedzy o a 1 mamy nieskonczona
    ilosc liczb rzeczywistych. Najwieksza liczba majaca nazwe jest zreszta tzw.
    sekstylion, czyli 10 z 36 zerami, czyli ze najmniejsza liczba jest
    praktycznie jedna sekstylionowa (1/10 z 36 zerami)...
    Liczby wieksze, niz np. ilosc kwarkow w naszym wszechswicie sa bez
    sensu (bez znaczenia), bo NICZEGO NIE przedstawiaja! Tak wiec
    nieskonczenie wielkie ani nieskonczenie male rzeczy ani zjawiska
    realnie NIE istnieja, bo nic realnie istniejacego NIE moze byc wieksze od
    wszechswiata, nic tez NIE moze byc tez mniejsze od kwarka.
    Zastanow sie nad tym, zanim zaczniesz mi wymyslac od nieukow...
    WESOLYCH SWIAT!
  • Gość: waw IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 27.12.01, 10:36
    Pojęcie nieskończoności stanowi podwaliny nauki. Pozala ono na nie zamknięcie
    się w ramach poznania. Spójrz na historię poznawania cząstek elementarnych,
    gdyby nie pojęcie nieskończoności zatrzymalibysmy się na poziomie atomu, a może
    nawt cząstek widzialnych gołym okiem. Niskończoność jest motorem postępu, a to
    czy ona istnieje w pojmowaniu ludzkiego umysłu, czy nie zależy tylko od rozwoju
    nauki i zdolności pojmowania przez człowieka rzeczy trudnych do zrozumienia np.
    więcej niż cztery wymiary. Dobrego po Świętach, które niestety są skończone.
  • Gość: Kagan IP: *.vic.bigpond.net.au 27.12.01, 10:45
    Gość portalu: waw napisał(a):
    Pojęcie nieskończoności stanowi podwaliny nauki. Pozala ono na nie
    zamknięcie się w ramach poznania. Spójrz na historię poznawania cząstek
    elementarnych, gdyby nie pojęcie nieskończoności zatrzymalibysmy się na
    poziomie atomu, a może nawet cząstek widzialnych gołym okiem. Niskończoność
    jest motorem postępu, a to czy ona istnieje w pojmowaniu ludzkiego umysłu,
    czy nie zależy tylko od rozwoju nauki i zdolności pojmowania przez człowieka
    rzeczy trudnych do zrozumienia np. więcej niż cztery wymiary. Dobrego po
    Świętach, które niestety są skończone.

    Kagan: Pojecie nieskonczonosci bylo niewatpliwie pomocne na pewnym
    etapie rozwoju nauki, ale obecnie traci przyslowowa myszka, bo
    przeciez wiemy, ze ani nasz wszechswiat NIE jest wieczny, ani tez
    NIE jest nieskonczony...
    Wiec nalezy odlozyc pojecie nieskonczonosci do lamusa, albo
    przynajmniej pamietac, ze ono jest tylko uzyteczne w pewnych
    sytuacjach. Ostatecznie wiemy dobrze, ze slonce NIE krazy wokol
    ziemii, ale w nawigacji tak sie zaklada, dla uproszczenia obliczen.
    Podobnie tez uzywamy na codzien mechaniki Newtona, mimo iz
    zostala ona dawno temu zastapiona kwantowa czy teoria wzglednosci...
    HAPPY NEW YEAR (niestety, znow ze SKONCZONA iloscia dni).
    A propos: wiemy, ze rok trwa maximum 365 (366) dni.
    Jesli dalby sie on podzielic na nieskonczenie male kawalki,
    to tych kawalkow bylaby nieskonczona ilosc (zawsze moglby
    byc mniejszy kawalek czasu, i tak ad infinitum). Ale wtedy, rok
    trwalby nieskonczonosc, bo suma nieskonczonej ilosci nawet
    nieskonczenie malych kawalkow czasu to tez przeciez nieskonczonosc...
    Kagan
  • Gość: waw IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 27.12.01, 12:19
    Kagan, błąd w myśleniu, podział całości (365) na nieskończenie wiele
    przedziałów czasowych zawsze po zsumowaniu da całość dzieloną.
  • Gość: Kagan IP: *.vic.bigpond.net.au 28.12.01, 07:37
    Gość portalu: waw napisał(a):

    > Kagan, błąd w myśleniu, podział całości (365) na nieskończenie wiele
    > przedziałów czasowych zawsze po zsumowaniu da całość dzieloną.

    Kagan: Wcale NIE! Dodaj do siebie NIESKONCZONA ilosc chocby najmniejszych
    kawalkow. Poniewaz ich jest NIESKONCZONA ilosc, wiec suma musi byc
    NIESKONCZONOSCIA, niezaleznie, jak male by te kawalki byly, bo dodajemy
    ich NIESKONCZONA ilosc...
    Tzw. zdrowy rozsadek zawodzi bowiem w starciu z nieskonczonoscia!
    To jest wlasnie paradoks nieskonczonosci. Zreszta dodawanie do siebie
    nieskonczonej ilosci liczb, chocby najmniejszych, jest NIEmozliwe,
    bo czasu na to NIE starczy (mamy do dyspozycji tylko skonczona
    "ilosc" czasu, bo nasz wszechswiat NIE jest przeciez wieczny, i czeka
    go koniec: albo tzw. big crunch, albo tzw. smierc cieplna - na
    skutek dzialania prawa wzrostu entropii).
    HAPPY NEW YEAR!
    Kagan
  • Gość: waw IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 28.12.01, 07:49
    nie mogę się zgodzić co do sumowania nieskończonej ilości podziałów skończonej
    rzeczy, wydaje się, że masz rację jeśli chodzi o nieskończoność wszechświata,
    natomiast w zakresie podziałów jednostek policzalnych nie. Co do zdrowego
    rozsądku i nieskończoności zgadzam się. Pozdrawiam
  • Gość: Kagan IP: *.vic.bigpond.net.au 28.12.01, 12:54
    Gość portalu: waw napisał(a):
    nie mogę się zgodzić co do sumowania nieskończonej ilości podziałów
    skończonej rzeczy, wydaje się, że masz rację jeśli chodzi o nieskończoność
    wszechświata, natomiast w zakresie podziałów jednostek policzalnych nie.
    Co do zdrowego rozsądku i nieskończoności zgadzam się. Pozdrawiam

    Kagan: ja tez Cie pozdrawiam, i zycze HAPPY NEW YEAR!
    PS: A co do podzialow w nieskonczonosc: to i tak NIE ma sensu, bo po
    prostu czasu na to NIE starczy, bo nasz wszechswiat NIE jest
    przeciez wieczny. Tak wiec to jest czysto akademicka dyskusja, bez
    zadnych praktycznych konsekwencji. I chociaz jestem tzw. akademikiem
    (czyli pracuje jako wykladowca na uniwerku), to wcale NIE uwazam, ze
    takie dyskusje maja glebszy sens (poza cwiczeniem umyslow studentow)...
    Kagan
  • Gość: visiting IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 27.02.02, 08:41
    Ciekawe!
    Znaczy to ze nalezy wyrzucic do lamusa cala matematyke. Ktora przeciez opiera sie na
    nieskonczonosci. Co chocbu z rachunkiem rozniczkowym.
    Mysle ze autora tych teorii trzeba odeslac do starozytnej Grecji, gdzie byl rozstrzygany sofizmat o
    Achillesie i zolwiu .
  • Gość: BÓG IP: *.anat.am.poznan.pl 21.03.02, 11:06
    No cześć, chłopaki...
  • qpalzm 25.12.05, 20:18
    Przedszkolanka przechadza się po sali obserwując rysujące dzieci. Podchodząc do
    Joasi widzi, że ta rysuje coś w dużym skupieniu. Pyta ją więc, co rysuje.
    - Rysuję Boga - odpowiada Joasia.
    Zaskoczona nauczycielka po chwili:
    - Ale przecież nikt nie wie, jak wygląda Bóg.
    Na co Joasia, nie przerywając rysowania:
    - Za chwilę będą wiedzieli.
  • zorbathegreek 08.06.07, 09:44
    ;) ;) :) !!!
  • zniwiarka 28.07.07, 14:53
    świetne :))
  • zorbathegreek 08.06.07, 09:43
    ;)
  • zorbathegreek 06.06.07, 23:59
    Owe nieskonczonosci powoduja spory balagan w fizyce...
    Rachunek rozniczkowy jest dobym narzedziem, ale tylko w naszym makroswiecie i
    przy predkosciach <<c. Zawodzi zas w swiecie mikro i przy v=c...
  • r.siwy 09.07.07, 09:59
  • zorbathegreek 09.07.07, 21:11
    Niestety... :(
  • Gość: gal anon IP: *.icpnet.pl 25.03.02, 00:49
    Gość portalu: Kagan napisał(a):

    > Gość portalu: waw napisał(a):
    >
    > > Kagan, błąd w myśleniu, podział całości (365) na nieskończenie wiele
    > > przedziałów czasowych zawsze po zsumowaniu da całość dzieloną.
    >
    > Kagan: Wcale NIE! Dodaj do siebie NIESKONCZONA ilosc chocby najmniejszych
    > kawalkow. Poniewaz ich jest NIESKONCZONA ilosc, wiec suma musi byc
    > NIESKONCZONOSCIA, niezaleznie, jak male by te kawalki byly, bo dodajemy
    > ich NIESKONCZONA ilosc...
    > Tzw. zdrowy rozsadek zawodzi bowiem w starciu z nieskonczonoscia!
    > To jest wlasnie paradoks nieskonczonosci. Zreszta dodawanie do siebie
    > nieskonczonej ilosci liczb, chocby najmniejszych, jest NIEmozliwe,
    > bo czasu na to NIE starczy (mamy do dyspozycji tylko skonczona
    > "ilosc" czasu, bo nasz wszechswiat NIE jest przeciez wieczny, i czeka
    > go koniec: albo tzw. big crunch, albo tzw. smierc cieplna - na
    > skutek dzialania prawa wzrostu entropii).
    > HAPPY NEW YEAR!
    > Kagan

    Ten argument jest do bani bo:
    piszesz, że "zdrowy rozsądek" zawodzi przy pojęciu nieskończoności, a cały czas w
    argumentacji posługujesz się tym "zdrowym rozsądkiem".
  • zorbathegreek 08.06.07, 09:47
    Gość portalu: waw napisał(a): ten argument jest do bani bo:
    piszesz, że "zdrowy rozsądek" zawodzi przy pojęciu nieskończoności, a cały czas
    w argumentacji posługujesz się tym "zdrowym rozsądkiem".
    - Gdzie dokladnie posluguje sie tzw. zdrowym rozsadkiem? Wyraznie pisze, ze
    zawodzi on w zderzeniu z wielkosciami bardzo wielkimi albo bardzo malymi, np.
    przy v=~c albo w swiecie czastek elementarnych...
  • Gość: jan_kowalski IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.09.02, 16:07
    Gość portalu: Kagan napisał(a):

    > Gość portalu: waw napisał(a):
    >
    > > Kagan, błąd w myśleniu, podział całości (365) na nieskończenie wiele
    > > przedziałów czasowych zawsze po zsumowaniu da całość dzieloną.
    >
    > Wcale NIE! Dodaj do siebie NIESKONCZONA ilosc chocby najmniejszych
    > kawalkow. Poniewaz ich jest NIESKONCZONA ilosc, wiec suma musi byc
    > NIESKONCZONOSCIA, niezaleznie, jak male by te kawalki byly, bo dodajemy
    > ich NIESKONCZONA ilosc...

    i znowu blad. suma nieskonczonej czesci malych kawalkow moze byc skonczona
    chcesz przyklad? prosze bardzo:
    wez ciag (1+1/n)^n. n jest nieskonczone. wiec caly ciag jest rowny liczbie
    eulera czyli liczbie e
    jezeli wzielibysmy skonczona liczbe wyrazow tego ciagu nie mielibysmy do
    czynienia z liczba e. tak wiec skonczona liczba jest suma nieskonczonej
    czesci "kawalkow". pozdrawiam
    :)
  • zorbathegreek 08.06.07, 09:49
    Gość portalu: jan_kowalski napisał:
    > i znowu blad. suma nieskonczonej czesci malych kawalkow moze byc skonczona
    > chcesz przyklad? prosze bardzo:
    > wez ciag (1+1/n)^n. n jest nieskonczone. wiec caly ciag jest rowny liczbie
    > eulera czyli liczbie e
    > jezeli wzielibysmy skonczona liczbe wyrazow tego ciagu nie mielibysmy do
    > czynienia z liczba e. tak wiec skonczona liczba jest suma nieskonczonej
    > czesci "kawalkow". pozdrawiam
    > :)
    - Niedokladnie mnie przeczytales: suma nieskonczonej ilosci bardzo malych
    kawalkow, owszem moze byc skonczona, ale ich ILOSC bedzie wciaz NIEskonczona!
  • Gość: nelsonek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.09.02, 16:40
    Gość portalu: Kagan napisał(a):

    > Gość portalu: waw napisał(a):
    >
    > > Kagan, błąd w myśleniu, podział całości (365) na nieskończenie wiele
    > > przedziałów czasowych zawsze po zsumowaniu da całość dzieloną.
    >
    > Kagan: Wcale NIE! Dodaj do siebie NIESKONCZONA ilosc chocby najmniejszych
    > kawalkow. Poniewaz ich jest NIESKONCZONA ilosc, wiec suma musi byc
    > NIESKONCZONOSCIA,
    zapytaj matematykow
    coz to jest liczba e (tzw. liczbe eulera)
    otoz jest to suma nieskonczonej liczby elementow ciagu (1+1/n)^n
    jezeli wzialbys skonczona ich ilosc nigdy nie otrzymasz liczby e
    pozdrawiam :)
  • zorbathegreek 08.06.07, 09:50
    Gość portalu: nelsonek napisał:

    > Gość portalu: Kagan napisał(a):
    >
    > > Gość portalu: waw napisał(a):
    > >
    > > > Kagan, błąd w myśleniu, podział całości (365) na nieskończenie wiele
    > > > przedziałów czasowych zawsze po zsumowaniu da całość dzieloną.
    > >
    > > Kagan: Wcale NIE! Dodaj do siebie NIESKONCZONA ilosc chocby najmniejszych
    > > kawalkow. Poniewaz ich jest NIESKONCZONA ilosc, wiec suma musi byc
    > > NIESKONCZONOSCIA,
    > zapytaj matematykow
    > coz to jest liczba e (tzw. liczbe eulera)
    > otoz jest to suma nieskonczonej liczby elementow ciagu (1+1/n)^n
    > jezeli wzialbys skonczona ich ilosc nigdy nie otrzymasz liczby e
    > pozdrawiam :)
    - Znow to samo. Suma jest skonczona, ale ILOSC elementow juz NIE!
  • Gość: facundo IP: *.ip.pop.e-wro.net.pl 28.04.04, 19:19
    bo suma nieskonczonej ilosci nawet
    > nieskonczenie malych kawalkow czasu to tez przeciez nieskonczonosc...
    > Kagan

    Oj Kagan tak się chwalisz swą wiedzą, a widzę że o całkach to nie słyszałeś :/
    Zresztą przestań się błaźnić, z matematyką to ty się chyba gdzieś w liceum pożegnałeś. To że Twój ograniczony umysł nie jest w stanie pojąć pojęcia nieskończoności, nie oznacza że takeigo czegoś nie ma. END
  • zorbathegreek 07.06.07, 17:11
    Stac cie tylko na atak ad personam? Jaki masz empiryczny dowod na istnienie
    nieskonczonosci, a szczegolnie roznych jej rodzajow, jak to twierdza matematycy
    od czasow Kantora?
  • zorbathegreek 08.06.07, 09:51
    - Znow argumentum ad personam? NIE ladnie! :(
  • r.siwy 10.07.07, 00:08
    Podaj mi największą liczbę jakieś maksimum albo twoim zdaniem najmniejszą
    liczbę różną od zera a ja tam mogę wpisać tyle innych liczb ile będziesz chciał,
    dodając za najmniej znaczącą pozycje liczy 1
    100 - 1001
    1000-10001
    1000^1000^1000^1000 - 1000^1000^1000^1000 + 1
    1000^1000^1000^1000^1000^1000^1000^1000^1000^1000^1000^1000^1000^1000^1000^1000
    -1000^1000^1000^1000^1000^1000^1000^1000 +1
    i tak można w nieskończoność
    zakres 0 - do min jest to samo prawie
    0 - 0.00000001
    0.00000001 * 1/2
    0.00000001 * 1/3
    0.00000001 * 1/4
    0.00000001 * 1/10
    0.00000001 * 1/100
    0.00000001 * 1/1000
    0.00000001 * 1/1000^1000
    i tak dalej i tak dalej





    To że człowiek nie jest wstanie zapisać
    czegoś nieznaczny że tego niema.

    jak odgryzł sie mój (mały) kolega na hasło "Małe jest piękne"
    "To że czegoś nie widać(odnosiło sie do przyrodzenia) to nie znaczy że tego niema"

    Ja wierze w Boga choć mój raczej ścisły umysł usilnie domaga się dowodu na jego
    istnienie.
  • zorbathegreek 10.07.07, 08:46
    To nie ma sensu. Liczba wieksza niz np. ilosc atomow (elektronow, protonow
    itp.) w naszym Wszechswiecie nie ma sensu fizycznego. Podobnie jak mowienie o
    ilosci pieniedzy wiekszej, niz obcnie znajduje sie w obiegu. Takie liczby to
    bowiem tylko puste symbole, niczego nie przdestawiajace. Podobnie jak np.
    temperatura -1000 stopni Kelvina (poniej absolutnego zera)...
    Co do wiary. Czy masz odwage Tertuliana, ktory rzekl CREDO QUIA ABSURDUM EST
    (wierze, choc wiem ze to absurd)?
  • r.siwy 10.07.07, 20:21
    Ale rzeczywistość jest taka że nawet rzeczy bezsensowne istnieją.
    Jakieś 200 - 400 lat temu szczytem liczby mogła być ilość ziarenek piasku albo
    liczba gwiazd, i wtedy liczba kwarków była bezsensu czyli nie istniała
    dla ciebie i co ty byś zrobił dzisiaj :).A że w naturze nic nie pojawia sie o
    tak, to liczba kwarków musiała istnieć zanim ktoś ją "odkrył" tak samo dzisiaj
    są liczby większe od liczby kwarków tylko nie wiadomo do czego sie mogą przydać


    To że symbol jest rzekomo bezsensu to nie znaczy że nic zanim nie idzie. liczba
    większa niż liczba kwarków mówi nam że wartość tej liczby możemy porównać z
    liczbom kwarków i stwierdzić że kwarków jest mniej.

    Teraz ci coś zapodam myśl idę na tyle nie rzeczywistą że sam w nią nie wierze.

    za 100 lat jakiś gościu będzie chciał na podstawie jakieś teorii o kwarka
    wyliczyć wszystkie możliwe kombinacje kwarków żeby coś osiągnąć (z góry mówię
    nie wiem co to jest kwarek więc proszę bez epitetów). I co wtedy ,biedakowi sie
    nie uda bo ty mu ograniczyłeś liczbę do liczby kwarków.

    największą liczbę którą widziałem na własne oczy mieściła się na 2^1024 bitach
    i zajmowała kilka - kilkanaście linijek po kilkanaście cyfer. Z punktu widzenie
    kogoś kto sie nie zna (ja) pierwsze pytanie po co to.
    Do algorytmu RSA brzmi odpowiedz liczba ta była liczba pierwsza która
    wykorzystywana jest w RSA.


    Teraz inna opowieść ktoś kiedyś marzył o lataniu i zastanawiał sie jak wysoko
    może sie wzbić zanim spali go słońce, A ktoś mu powiedział tyś jest gupi poco
    rozważasz jak wysoko możesz s
  • zorbathegreek 10.07.07, 22:03
    r.siwy napisał:
    Ale rzeczywistość jest taka że nawet rzeczy bezsensowne istnieją.
    - I co z tego? Nie czyni to ich sensownymi...

    Jakieś 200 - 400 lat temu szczytem liczby mogła być ilość ziarenek piasku albo
    liczba gwiazd, i wtedy liczba kwarków była bezsensu czyli nie istniała
    dla ciebie i co ty byś zrobił dzisiaj :).A że w naturze nic nie pojawia sie o
    tak, to liczba kwarków musiała istnieć zanim ktoś ją "odkrył" tak samo dzisiaj
    są liczby większe od liczby kwarków tylko nie wiadomo do czego sie mogą przydać
    - OK. I co z tego? Mowimy o swiecie realnym, a nie wirtualnym...

    To że symbol jest rzekomo bezsensu to nie znaczy że nic zanim nie idzie. liczba
    większa niż liczba kwarków mówi nam że wartość tej liczby możemy porównać z
    liczbom kwarków i stwierdzić że kwarków jest mniej.
    - To tak, jakby powiedziec ze lepiej byc mlodym i pieknym niz starym i
    brzydkim...

    Teraz ci coś zapodam myśl idę na tyle nie rzeczywistą że sam w nią nie wierze.
    za 100 lat jakiś gościu będzie chciał na podstawie jakieś teorii o kwarka
    wyliczyć wszystkie możliwe kombinacje kwarków żeby coś osiągnąć (z góry mówię
    nie wiem co to jest kwarek więc proszę bez epitetów). I co wtedy ,biedakowi sie
    nie uda bo ty mu ograniczyłeś liczbę do liczby kwarków.
    - Te kombinacje nie maja sensu. Kwarki istnieja zreszta tylko "w kupie" a nie
    osobno...

    największą liczbę którą widziałem na własne oczy mieściła się na 2^1024 bitach
    i zajmowała kilka - kilkanaście linijek po kilkanaście cyfer. Z punktu widzenie
    kogoś kto sie nie zna (ja) pierwsze pytanie po co to.
    Do algorytmu RSA brzmi odpowiedz liczba ta była liczba pierwsza która
    wykorzystywana jest w RSA.
    - Znow: jaki to ma sens?

    Teraz inna opowieść ktoś kiedyś marzył o lataniu i zastanawiał sie jak wysoko
    może sie wzbić zanim spali go słońce, A ktoś mu powiedział tyś jest gupi poco
    rozważasz jak wysoko możesz s
    - Legenda o Ikarze. I co z tego?
  • r.siwy 10.07.07, 23:44

    To wszystko co napisałem a na co ty głownie odpowiadałeś "Co z tego" i "Jaki to
    ma sens" to są moje argumenty że jest coś takiego jak nieskończoność.
    Może jest ona bezsensu ale jest i nie ważne czy ty uważasz że jej niema ona i
    tak jest

    > - To tak, jakby powiedzieć ze lepiej być młodym i pięknym niż starym i
    > brzydkim...
    Twoja odpowiedz mnie przerosła :)

    > - OK. I co z tego? mówimy o świecie realnym, a nie wirtualnym...
    a gdzie tu widzisz wirtualny świat.

    >Te kombinacje nie maja sensu. Kwarki istnieją zresztą tylko "w kupie" a nie
    > osobno...
    jak mówiłem ja sie na kwarkach nie znam ale wiem że jak coś jest i jest tego
    więcej niż jeden to można stworzyć kombinacje :)


    > - Znow: jaki to ma sens?
    a no taki że pewnego dnia może nie wystarczyć liczba 2^ liczby kwarków żeby
    zabezpieczyć jakieś połączenie

    > - Legenda o Ikarze. I co z tego?
    to znaczy tyle że możemy na takich nieskończenie wielkich liczbach wykonywać
    różne znane nam operacje nie wnikając czy one kiedyś sie na coś przydają
  • zorbathegreek 11.07.07, 09:42
    Znow fantazjujesz na temat "co bylo gdyby". Owszem, to ciekawe, ale z nauka ma
    niewiele wspolnego. Mozna sobie np. wymyslec ludzi swobodnie latajacych w
    ziemskiej atmosferze przy pomocy wielkich ptasich skrzydel. Oczywiscie, jest to
    niemozliwe z punktu widzenia praw fizyki, ale pofantazjowac sobie przeciez
    mozna. Tyle, ze od takich fantazji nikt z ludzi nie bedzie latac jak ptak...
  • r.siwy 11.07.07, 16:56
    A jak myślisz dlaczego dzisiaj samoloty latają niech pomyśle ...
    Bo ktoś kiedyś marzył o lataniu !!!!!.
    Przecież to był idiotyzm fantazja nie do zrealizowania jakieś 500 lat temu.

    Powiedz przecież sam ile razy takich marzycieli sprowadzono na ziemie gdyby
    myśleć tak ja ty (wszystko wiadomo to poco rozważać co by było gdyby) to byśmy z
    drzew nie poschodzili.
  • zorbathegreek 11.07.07, 22:06
    Marzenia o lataniu nic by nie daly. Latamy obecnie dzieki wynalazcom i
    konkstruktorom, ktorzy mozolnie probowali rozne rozwiazania aby sie wzbic w
    powietrze maszyna ciezsza od owego powietrza, nie dzieki naiwnym marzycielom,
    co chcieli latac jak ptaki, to jest przy pomocy ruchomych skrzydel z piorkami...
  • r.siwy 11.07.07, 22:42
    Marzenia były przyczyną powstania tych wynalazków
  • zorbathegreek 12.07.07, 20:57
    HG Wells jakies sto lat temu marzyl o antygrawitacji. I co z tego?
  • r.siwy 12.07.07, 21:39
    Poczekajmy 100 - 200 może 1000 lat a może będziemy mieli swoją anty grawitacje.
    o ile pamiętam ludzie od zawsze marzyli o lataniu a marzenie to spełniło się
    chyba w 1783 r (możliwe że wcześniej ).

    Zastanawiałeś się czy możliwa jest teleportacja ??
    to że fotony już przeteleportowali wiedziałam od jakiś 2 lat ale to jakaś jest
    nowość. Co prawda nie jest to naukowy artykuł ale możesz przeczytać

    www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=255&ShowArticleId=52102
  • zorbathegreek 13.07.07, 19:02
    Gdybanie nie ma sensu. Nawet jak w przyszlosci bedzie antygrwitacja czy
    teleportacja, to bedzie sie tak miala do wyobrazen o niej dzisiejszych pisarzy
    SF jak samolot do Ikara latajacego za pomoca ptasich skrzydel...
  • r.siwy 13.07.07, 22:17
    No i tu wracamy do liczb nie wiadomo co przyszłość przyniesie,dziś tak wielka
    liczba jak liczba kwarków przez ciebie podawana jako kres sensu istnienia liczb,
    może okazać się zbyt mała za kilka stuleci (lub też wcześniej). Tak więc można
    założyć że dziś liczba większa od liczby kwarków jest bezsensu ale niema żadnego
    dowodu który by to potwierdzał jednoznacznie a więc te założenie też jest gdybaniem.
  • zorbathegreek 14.07.07, 21:41
    O co ci wiec dokladnie chodzi?
  • r.siwy 14.07.07, 23:04
    Próbuje ci wytłumaczyć że liczby nieskończone istnieją(wyprowadzić cię z błędu).
    Używając jak najtrafniejszych argumentów
  • zorbathegreek 15.07.07, 20:41
    Czytaj dokladnie co pisze: nieskonczonosc nie istnieje w naszej rzeczywistosci.
    Nieskonczonosc to tylko abstrakcyjne pojecie matematyczne. A matematyka zajmuje
    sie nie tylko naszym, realnie istniejacym swiatem, ale swiatami wirtualnymi,
    nieistniejacymi realnie...
    r.siwy napisał: Próbuje ci wytłumaczyć że liczby nieskończone istnieją
    (wyprowadzić cię z błędu).
    Używając jak najtrafniejszych argumentów
  • r.siwy 15.07.07, 22:34
    Teraz mnie przygwoździłeś jakie światy wirtualne.


    Nasza rzeczywistość jest opisana matematyką!
    A nieskończoność nie wzięło sie od tak tylko było potrzebne by opisać świat.
    Czyli ja tu widzę wniosek że musi istnieć nieskończoność bo inaczej nie było by
    jej w matematyce (nie była by potrzebna).
  • zorbathegreek 16.07.07, 00:21
    Matematyka opisuje wszystkie swiaty ktore sobie mozna wyobrazic, w tym
    fizycznie niemozliwe do realizacji...
  • r.siwy 23.07.07, 09:57
    A możesz takowy podać - świat fizyczny niemożliwy do realizacji który matematyka
    go opisuje i nie ma tam błędów.
  • zorbathegreek 23.07.07, 23:26
    Matematyka opisuje na ogol nieistniejace realnie swiaty. Np. nauczana w szkole
    geometria euklidesowa opisuje jakis abstrakcyjny, realnie nie istniejacy plaski
    swiat (to jest swiat bez krzywizny)...
    Pozdr. :)
  • wariant_b 24.07.07, 00:08
    Religia również. Wszystko wskazuje na to, ze świat matematyki jest jednak
    dużo bardziej realny. Bogowie przychodzą i odchodzą, a 2+2=4.
    Żaden nie był na tyle wszechmocny, aby to zmienić.
  • zorbathegreek 24.07.07, 09:49
    A moze tylko w naszym zakatku wszechswiata 2+2=4.?Pamietaj, ze c+1=c (c to
    szybkosc swiatla)...
  • wariant_b 25.07.07, 22:53
    zorbathegreek napisał:
    > A moze tylko w naszym zakatku wszechswiata 2+2=4.?

    Jeszcze bardziej ryzykowna teza niż istnienie/nieistnienie bogów wszechmocnych.

    A propos, bo nie chce mi się przeglądać całego wątku:
    czy ktoś już rozprawił się ze starym Problemem Talmudystów:
    "Czy Pan Bóg może stworzyć tak duży kamień, żeby go nie mógł podnieść?"
  • zorbathegreek 25.07.07, 23:18
    1. Mozliwe sa rozne matematyki. W tym takie, o ktorych istnieniu nie mamy
    obecnie pojecia, oraz obecnie wydajace sie nam absurdalne. Kilkset lat temu za
    idee pierwiastka kwadratowego z minus jeden wylecialo by sie ze studiow, i to z
    wielkim hukiem... A dzis, mamy nie tylko liczby urojone a i nawet zespolone...
    2. To drugie to doskonala ilustracja absurdalnosci idei nieskonczonosci, a wiec
    i idei Boga. Podobne pytanie: czy Bog Wieczny i Wszechmogacy moze popelnic
    Bogobojstwo, to jest skonczyc swe wlasne istnienie? Jesli tak, to nie jest
    wieczny, jesli nie, to nie jest wszechpotezny. Tak czy inaczej, Boga po prostu
    byc nie moze (mowa tu oczywiscie tylko o Bogu Chrzescijan, Zydow i
    Muzulmanow)...
    Pozdr.:)
  • wariant_b 25.07.07, 23:47
    zorbathegreek napisał:
    > 1. Mozliwe sa rozne matematyki. W tym takie, o ktorych istnieniu nie mamy
    > obecnie pojecia, oraz obecnie wydajace sie nam absurdalne. Kilkset lat temu za
    > idee pierwiastka kwadratowego z minus jeden wylecialo by sie ze studiow, i to z
    > wielkim hukiem... A dzis, mamy nie tylko liczby urojone a i nawet zespolone...

    Raczej nie.
    Możliwe są różne historie. Możliwe są różne filozofie.
    W matematyce antynomie nie są tolerowane. Są różne teorie pozornie niezgodne.
    Ale nie ma tak, żeby na obszarze ich przecięcia istniała sprzeczność.
    Może być problem z doborem wygodniejszej i bardziej intuicyjnej teorii.

    Mamy różne liczby. Ich zdefiniowanie szalenie upraszczało niektóre rachunki,
    które również można było wykonać w inny sposób. Ale poza liczbami naturalnymi
    (i jeszcze kilku detalami) nie są one aż tak ciekawe. Nie posiadają swoich
    aksjomatów. De facto są więc tylko wariacjami na temat liczb naturalnych.

    Gość za takie idee raczej zostałby najmłodszym profesorem, niż wyleciał.
    Chyba, że twierdziłby, a nie potrafił tego udowodnić. Ale wtedy co to
    za matematyk? Erotoman gawędziarz.
  • zorbathegreek 26.07.07, 16:45
    wariant_b napisał: Raczej nie. Możliwe są różne historie. Możliwe są różne
    filozofie. W matematyce antynomie nie są tolerowane. Są różne teorie pozornie
    niezgodne. Ale nie ma tak, żeby na obszarze ich przecięcia istniała
    sprzeczność. Może być problem z doborem wygodniejszej i bardziej intuicyjnej
    teorii. Mamy różne liczby. Ich zdefiniowanie szalenie upraszczało niektóre
    rachunki, które również można było wykonać w inny sposób. Ale poza liczbami
    naturalnymi (i jeszcze kilku detalami) nie są one aż tak ciekawe. Nie posiadają
    swoich aksjomatów. De facto są więc tylko wariacjami na temat liczb naturalnych.
    Gość za takie idee raczej zostałby najmłodszym profesorem, niż wyleciał.
    Chyba, że twierdziłby, a nie potrafił tego udowodnić. Ale wtedy co to
    za matematyk? Erotoman gawędziarz.
    - Pozwol, ze sie nie zgodze. Nowe idee toruja sobie droge z oporami, rowniez w
    matematyce. A dowod dowodowi nierowny. Nie raz i nie dwa bylo tak w matematyce,
    ze komus sie wydawalo, iz przepropwadzil jakis dowod, a ktos inny pozniej
    udowodnil blad w owym dowodzie. Matematyka to nie nauka, a jej jezyk, co juz
    nie raz i nie dwa razy wyjasnialem na tym forum. A jako jezyk, oparta jest ona
    nie na empirii, a na aksjomatach. Oczywiscie w praktyce uzywamy tylko taka
    matematyke, ktora sie sprawdza w naszym swiecie. I czesto sobie nie zdajemy
    sprawy, ze w naszym swiecie, wbrew temu co nas ucza w szkole podstawowej i
    sredniej, a czesto tez i na studiach, nie zawsze n+1>n. Np. gdy n=c (szybkosc
    swiatla w prozni) to n+1=n.
    Jak wiec widac sa rozne matematyki. W jednych zawsze n+1>n a w innych nie
    zawsze...
    Pozdr. :)
  • wariant_b 26.07.07, 19:26
    zorbathegreek napisał:

    Zaczyna się bardzo dobrze.

    "- Pozwol, ze sie nie zgodze. Nowe idee toruja sobie droge z oporami, rowniez
    w matematyce. A dowod dowodowi nierowny. Nie raz i nie dwa bylo tak w
    matematyce, ze komus sie wydawalo, iz przepropwadzil jakis dowod, a ktos inny
    pozniej udowodnil blad w owym dowodzie. Matematyka to nie nauka, a jej jezyk,
    co juz nie raz i nie dwa razy wyjasnialem na tym forum. A jako jezyk, oparta
    jest ona nie na empirii, a na aksjomatach. "

    O ile raczej traktowałbym matematykę zarówno jako naukę, jak i język do opisu
    świata, nie wdając się w rozważania, czy realnego, czy idealnego - niemniej
    różnica jest raczej natury filozoficznej. Gdybym zaryzykował tezę, że
    matematyka jest nauką o usuwaniu aksjomatów - pewnie oboje bylibyśmy zadowoleni.
    Matematyka jako język zapełniałaby "wolną przestrzeń" między aksjomatami.
    ("a kiedy już nie będzie żadnego aksjomatu - nastąpi Koniec Świata?")

    Dalej jest już trochę gorzej:

    "Oczywiscie w praktyce uzywamy tylko taka matematyke, ktora sie sprawdza
    w naszym swiecie."

    Matematyka jako język jest w zasadzie zestawem narzędzi. Używamy wszystkich,
    ale niektóre są wygodniejsze i łatwiejsze w obsłudze przy konkretnych zadaniach.

    "I czesto sobie nie zdajemy sprawy, ze w naszym swiecie, wbrew temu co nas ucza
    w szkole podstawowej i sredniej, a czesto tez i na studiach, nie zawsze n+1>n."

    I tu już jest źle. Zawsze n+1 > n jeżeli operujemy na liczbach naturalnych.
    Liczby naturalne mają to do siebie, że niejako zostały w naturalny sposób
    uporządkowane. Każda liczba naturalna n ma swój następnik: n+1. Jest on
    zawsze większy od liczby naturalnej n dokładnie o kwant: jedność.

    "Np. gdy n=c (szybkosc swiatla w prozni) to n+1=n. Jak wiec widac sa rozne
    matematyki. W jednych zawsze n+1>n a w innych nie zawsze..."

    Primo prędkości nie są liczbami. Jeśli już, mogę się zgodzić na wektory.
    Otóż NIE MA prędkości światła w próżni. Jest to umowna nazwa punktu osobliwego
    pewnej teorii fizycznej. Jest to hipotetyczna maksymalna prędkość propagowania
    fal w warunkach próżni doskonałej. Prędkości w pobliżu punktu c nie dodają się
    zgodnie z intuicjami zwyczajnej arytmetyki. A już zwłaszcza liczb naturalnych.
    Zatem c w zasadzie możemy traktować jako pewien rodzaj nieskończoności.

    Nie wiem, jak to dobrze wyrazić, ale to tak, jakby model przestrzeni
    nieeuklidesowej zawiesić w nieskończonej przestrzeni euklidesowej
    i opisywać, nie określając której przestrzeni pojęcia są używane.
    Zgodnie z Einsteinem wszechświaty są ograniczone w sensie Euklidesa.
    Ale nie ma przejścia między "wszechświatem Einsteina" a "zawszechświatem".
    To fizyka ma problem, a nie matematyka. Nie potrafi dobrać narzędzia.

    (przy okazji, wcześniej pisałeś, że za mówienie głupot wylatuje się ze studiów
    matematycznych, więc link do Łobaczewskiego, który otrzymał profesurę w wieku 25
    lat, a jego teoria przebiła się do świadomości powszechnej pół wieku później:
    www.matematycy.interklasa.pl/biografie/matematyk.php?str=lobaczewski)
    choć odpisując miałem na myśli innego faceta (profesura w wieku 22))
    Profesurami się nie sugeruj - to nie profesura Belwederska, ale uczelniana.
  • zorbathegreek 28.07.07, 10:38
    W wielkim skrocie. Nie potrafisz sie wyrwac z zakletego kregu dogmatow, ktore
    ci podano w szkole. Uzywasz skomplikanego jezyka, aby podac proste idee.
    Szybkosc swiatla w prozni nie jest nieskonczona. Ma ona scisle okreslona
    wartosc, reprezentowana przez konkretna liczbe. Nie jest to tez w zasadzie
    wektor, bowiem jest to jedna liczba. Swiatlo rozchodzi sie tez z punktowego
    zrodla we wszystkich kierunkach, a nie tylko w jednym, stad trudno mi uznac, ze
    c jest wektorem. Wektor w zrozumieniu fizycznym jest nieco inny niz w
    zrozumieniu matematycznym (w matematyce mamy ogolnie skalary, wektory,
    macierze, tensory itd. w zaleznosci od organizacji liczb - w skalarze mamy zero
    wymiarow, w wektorze 1, w macierzy 2 a w tensorze ponad 2 - to oczywiscie w
    wielkim skrocie i po lebkach, bowiem nie jestem z wyksztalcenia matematykiem
    czy fizykiem). I wspomniales co o intuicji w matematyce. Jak wiec to jest?
    Intuicja kojarzy sie raczej z psychologia, a nie matematyka... ;)
    Lobaczewski to zas wyjatek potwierzajacy regule. Nawet Einsteina atakowano za
    zbyt smiale idee, a co tu mowic o pomniejszych naukowcach...
    Pozdr. :)
  • wariant_b 28.07.07, 13:30
    Nie, nie, nie.

    Prędkość światła jest stałą fizyczną. Oczywiście, że nie jest wektorem.
    Wektorem opisuje się prędkość. Krok w przód plus krok w bok to takie
    prawie półtora kroku po skosie, a nie dwa kroki nie wiadomo dokąd.

    Nie ma prędkości światła. To, że mówimy, że światło porusza się w próżni
    z prędkością c, nie oznacza, że się tak porusza, tylko, że nie może poruszać
    się szybciej. To taka prędkość doskonała. Tam, gdzie jest światło, nie ma
    próżni. Prędkości światła - światło samo nie może osiągnąć.
    Ale w naszym "naturalnym środowisku", prędkość ta jest już sporo niższa.

    Można uzyskać szybkość dowolnie bliską c, ale nie c. Tak jak z temperaturą
    zera bezwzględnego. Miły intuicji liniowy obraz zjawisk nie dotyczy otoczenia
    punktów osobliwych. Jeśli jadąc samochodem przyspieszysz gwałtownie, będziesz
    jechał szybciej. W pewnym momencie kończą się jednak możliwości auto, i ile
    byś tego gazu nie wciskał, nie będzie odczuwalnie szybciej. Ale będzie szybciej.
    Zrazu o kilometr na godzinę, potem o metr na godzinę, milimetr itd.
    Ale auto jest realne, a nie teoretyczne i w końcu silnik nie będzie w stanie
    spalać jeszcze więcej, żeby przyspieszać kolejny milimetr na godzinę.
    Jeśli poruszysz kierownicą, zobaczysz, że z wektorem prędkości też coś nie tak.
    Głupi przykład, ale weryfikowalny empirycznie. Sprawdź, jeśli nie wierzysz.
    Twój samochód nie jest w stanie na idealnie prostej i płaskiej drodze
    wyciągnąć więcej. Światło nie jest w stanie wyciągnąć więcej niż c.

    c nie jest liczbą naturalną. ani w ogóle żadną liczbą. Tu nie ma magii liczb.
    Tu jest magia zjawisk fizycznych. Maksymalna prędkość Twojego samochodu również
    nie jest liczbą magiczną, choć dla Twojego auta funkcjonuje jak nieskończoność.

    Bezlitośnie korzystam z posiadanych handicapów. Sorry, Winnetou.

    Mówią, że "Bóg jest punktem osobliwym naszej wiedzy o świecie".
    Dla jednych oznacza to, że nie stosują się do niego prawa natury.
    Dla innych - że można nimi wyjaśnić wszystko, nawet nieskończenie blisko Boga.
    Taka odległa paralela między światłem a religią. C jest na razie niedostępne,
    ale wszystko poniżej może być nasze. Tak jak między kreacją, a genetyką.


    PS.
    Łobaczewski nie jest żadnym wyjątkiem. Tak wyglądały życiorysy matematyków.
    Najważniejszych odkryć dokonuje się w wieku kilkunastu, dwudziestu kilku lat.
    Potem ma się więcej wiedzy, ale już nie ma tyle wyobraźni. To, że teraz
    kariery naukowe robi się później, to temat na zupełnie inną bajkę. Po prostu
    skończyła się rewolucja naukowo-techniczna i świat nauki uporządkował już
    swoją hierarchię. Oczywiście, osiągnięcia są dalej najważniejsze, ale...
    Tyle, że to już nie obszar matematyki, a nauk społecznych.
  • ydorius 28.12.01, 04:07
    Gość portalu: Kagan napisał(a):
    > Kagan: Nic, co istnieje realnie NIE da sie dzielic w nieskonczonosc.
    > Materia skalda sie z atomow, atomy z czastek elementarnych, niektore
    > czastki elementarne z kwarkow, ale bardziej teoretycznie niz praktycznie,
    > bo kwarka sie nie da oddzielic od inych kwarkow (wystepuja one
    > trojkami, stad pewnie idea tzw. Troycy Sw.).

    Po pierwsze idea Trójcy Świętej powstała nieco wcześniej :-), a po drugie, jak
    doskonale wiesz, kwarki występują również parami - w przypadku niektórych
    cząstek dziwnej materii. Oczywiście nadal są one zespolone gluonami, ale nie
    muszą występować po trzy.

    Niektore czastki
    > elementarne, np. elektrony, sa tez opisywane jako wielowymiarowe
    > (ok. 10 wymiarow PRZESTRZENNYCH) drgajace struny (superstrings), ktore
    > tez sa praktycznie NIEPODZIELNE (czasem dziela sie na dwie, ale NIE na
    > wiecej, a pozniej na ogol z powrotem lacza).
    > Juz ponad 100 lat temu M. Planck udowodnil ponad wszelka watpliwosc, ze
    > energia sie tez sklada sie z NIEPODZIELNYCH kwantow.

    Oprócz tego, ponad wszelką wątpliwość udowodniono, że energia ma naturę falową,
    nie tylko korpuskularną.

    Podobnie tez czas,
    > bo dla naszego umyslu okresy krotsze niz 1/100 sekundy sa nie do
    > zaobserwowania, wiec istnieja one bardziej teoretycznie czy tez wirtualnie
    > niz rzeczywiscie (realnie). Najkrotszym okresem czasu majacym nazwe jest
    > tzw. attosekunda, czyli 1/10 z 18 zerami (jedna kwintylinowa czesc sekundy).

    To jest najmniejsza podjednostka czasu, gdyż niżej (np dla -21 potęgi) nie
    wymyślono nazwy! To nie znaczy przecież, że nie ma mniejszych jednostek! Gdyby
    ludzie zatrzymali się na drugiej potędze, też mówiłbyś, że np. materii nie da
    się pogrupować w nic większego niż kilogram?

    > Czyli, ze ani materii, ani energii, a nawet czasu NIE da sie dzielic w
    > nieskonczonosc, bo jest to fizycznie niemozliwe (jesli chodzi o energie czy
    > materie WBREW prawom fizyki), zas w przypadku czasu bezsensowne, bo
    > superkrotkie odcinki czasu sa po prostu po pierwsze NIEMOZLIWE do obserwacji,
    > a po drugie sa zbyt krotkie, aby cokolwiek sie w nich wydarzylo,

    Idąc dalej tym tropem, skoro już nieszczęśliwie użyłeś słowa "logika" w tytule
    swego pierwszego listu, trzeba by przyznać, że i w większych odcinkach czasu nic
    się nie dzieje. Jeżeli bowiem ciało a pozostaje w bezruchu przez szereg
    skończonych jednostek czasu (a to właśnie mówisz), to pozostaje w bezruchu w
    ogóle.

    nawet w
    > skali subatomowej, czyli sa bezsensowne (sa to byty niepotrzebne, zbedne,
    > uzywamy wiec wobec nich tzw. brzytwy Occama).

    Też sobie czasem myślę, że niektóre byty są niepotrzebne i zbędne.

    Liczby nieskonczenie wielkie
    > czy nieskonczenie male istnieja wiec tylko w naszej wyobrazni, podobnie jak
    > tzw. Bog, elfy, krasnoludki czy Hobbity...
    > Tak wiec falszywe jest twierdzenie, ze miedzy o a 1 mamy nieskonczona
    > ilosc liczb rzeczywistych. Najwieksza liczba majaca nazwe jest zreszta tzw.
    > sekstylion, czyli 10 z 36 zerami,

    Choćby decylion ma 60 zer po jedynce... A istnieje nazwa na 1 z 600 zerami,
    tylko chwilowo nie mogę znaleźć, gdzie to miałem zapisane.

    czyli ze najmniejsza liczba jest
    > praktycznie jedna sekstylionowa (1/10 z 36 zerami)...

    No patrz. Jeszcze chwilę temu mówiłeś, że czas, na ten przykład, da się
    podzielić tylko na jednostki nie mniejsze niż 10 do -18... A teraz dopuszczasz
    myśl, że może 10 do -36, czy to zupełnie odrębne sprawy?
    A jak sprawdzisz, czy nie blefuję z owymi 600 zerami, uznasz, że można czas
    (materię, energię ect.) podzielić na tak drobne kawałki?

    > Liczby wieksze, niz np. ilosc kwarkow w naszym wszechswicie sa bez
    > sensu (bez znaczenia), bo NICZEGO NIE przedstawiaja!

    Khem. A gdyby wyobrazić sobie niespłacony cały dług zagraniczny wszystkich
    państw świata do roku 34520 to czy przypadkiem nie wyniósłby on (sumarycznie)
    ciut więcej niż liczba kwarków (zwłaszcza, jeżeli będziemy liczyć w centach...)?
    Poza tym oprócz kwarków jest jeszcze trochę innych cząstek elementarnych, co
    raczyłeś zauważyć wyżej. Fotony, na przykład, nie składają się z kwarków,
    podobnie jak elektrony, miony, taony, trzy rodzaje neutrin, gluony i parę
    jeszcze innych, których nazw nie pomnę. Aby to nazwać trzeba by duuużo większej
    liczby, niż wynika z Twego listu...

    Tak wiec
    > nieskonczenie wielkie ani nieskonczenie male rzeczy ani zjawiska
    > realnie NIE istnieja, bo nic realnie istniejacego NIE moze byc wieksze od
    > wszechswiata, nic tez NIE moze byc tez mniejsze od kwarka.

    To dyskutowany problem. Jeżeli (a kto wie?) hipoteza o pączkowaniu wszechświatów
    jest prawdziwa, to ma sens opisywanie czegoś realnie istniejącego większego od
    Wszechświata...

    > Zastanow sie nad tym, zanim zaczniesz mi wymyslac od nieukow...

    > WESOLYCH SWIAT!

    Radzę, na przyszłość, lepiej przygotować wykład. W tym jest trochę braków.
    Aha, i jeszcze jedno. Jak spróbujesz ogarnąć wyobraźnią liczbę tych wszystkich
    cząstek eleentarnych (choć to - śmiem twierdzić - niewykonalne zadanie), pomyśl
    sobie, że na krańcu (coś jak "liczba wszystkich cząstek minus jedna") siedzi
    Bóg. Zgoda, to nie jest nieskończoność, ale to jest bardzo dobre jej
    przybliżenie :-)

    pozdrawiam i życzę szampańskiej zabawy,
    ydorius
  • Gość: Kagan IP: *.vic.bigpond.net.au 28.12.01, 08:04
    ydorius napisał(a):
    Kagan: Nic, co istnieje realnie NIE da sie dzielic w nieskonczonosc.
    Materia skalda sie z atomow, atomy z czastek elementarnych, niektore
    czastki elementarne z kwarkow, ale bardziej teoretycznie niz praktycznie,
    bo kwarka sie nie da oddzielic od inych kwarkow (wystepuja one trojkami,
    stad pewnie idea tzw. Troycy Sw.).

    Y: Po pierwsze idea Trójcy Świętej powstała nieco wcześniej :-), a po drugie,
    jak doskonale wiesz, kwarki występują również parami - w przypadku niektórych
    cząstek dziwnej materii. Oczywiście nadal są one zespolone gluonami, ale nie
    muszą występować po trzy.
    K: Oczywiscie, ale pozwolilem sobie na zart... Co do tzw. dziwnej materii:
    jak sama nazwa wskazuje, jest to nieco inna materia niz ta, z ktorej
    jestesmy zbudowani. Podobnie antymateria, ale tu wykraczamy poza temat
    tego watku...

    K: Niektore czastki elementarne, np. elektrony, sa tez opisywane jako
    wielowymiarowe (ok. 10 wymiarow PRZESTRZENNYCH) drgajace struny
    (superstrings), ktore tez sa praktycznie NIEPODZIELNE (czasem dziela sie na
    dwie, ale NIE na wiecej, a pozniej na ogol z powrotem lacza).
    Juz ponad 100 lat temu M. Planck udowodnil ponad wszelka watpliwosc, ze
    energia sie tez sklada sie z NIEPODZIELNYCH kwantow. Oprócz tego, ponad
    wszelką wątpliwość udowodniono, że energia ma naturę falową,
    nie tylko korpuskularną.
    Podobnie tez czas, bo dla naszego umyslu okresy krotsze niz 1/100 sekundy sa
    nie do zaobserwowania, wiec istnieja one bardziej teoretycznie czy tez
    wirtualnie niz rzeczywiscie (realnie). Najkrotszym okresem czasu majacym
    nazwe jest tzw. attosekunda, czyli 1/10 z 18 zerami (jedna kwintylinowa
    czesc sekundy).

    Y: To jest najmniejsza podjednostka czasu, gdyż niżej (np dla -21 potęgi) nie
    wymyślono nazwy! To nie znaczy przecież, że nie ma mniejszych jednostek!
    Gdyby ludzie zatrzymali się na drugiej potędze, też mówiłbyś, że np. materii
    nie da się pogrupować w nic większego niż kilogram?
    K: Chodzi o to, ze NIE ma potrzeby wymyslania krotszej jednostki czasu.
    Poniewaz np. okrety waza miliony kilogramow, wiec wymyslono tony. Poniewaz
    NIC sie praktycznie NIE dzieje w przedziale ponizej attosekundy, wiec
    krotsze okresy czasu sa bytami zbednymi, wobec ktorych uzywamy brzytwy
    Occama...

    Czyli, ze ani materii, ani energii, a nawet czasu NIE da sie dzielic w
    nieskonczonosc, bo jest to fizycznie niemozliwe (jesli chodzi o energie
    czy materie WBREW prawom fizyki), zas w przypadku czasu bezsensowne, bo
    superkrotkie odcinki czasu sa po prostu po pierwsze NIEMOZLIWE do obserwacji,
    a po drugie sa zbyt krotkie, aby cokolwiek sie w nich wydarzylo...

    Y: Idąc dalej tym tropem, skoro już nieszczęśliwie użyłeś słowa "logika" w
    tytule swego pierwszego listu, trzeba by przyznać, że i w większych odcinkach
    czasu nic się nie dzieje. Jeżeli bowiem ciało a pozostaje w bezruchu przez
    szereg skończonych jednostek czasu (a to właśnie mówisz), to pozostaje w
    bezruchu w ogóle.
    K: Sofistyka! To, ze lezysz bez ruchu przez 7 godzin wcale NIE znaczy,
    ze bedziesz lezal w osmej... Popelniasz blad ekstrapolacji, gdy do
    niej NIE ma powodu... Idac twym tropem stwierdze, ze Polska za iles tam
    setek tysiecy lat bedzie cala pokryta autostradami... Czy rozumiesz juz
    swoj blad?

    ... nawet w skali subatomowej, czyli sa bezsensowne (sa to byty niepotrzebne,
    zbedne, uzywamy wiec wobec nich tzw. brzytwy Occama).
    Y: Też sobie czasem myślę, że niektóre byty są niepotrzebne i zbędne.

    K: Liczby nieskonczenie wielkie czy nieskonczenie male istnieja wiec tylko
    w naszej wyobrazni, podobnie jak tzw. Bog, elfy, krasnoludki czy Hobbity...
    Tak wiec falszywe jest twierdzenie, ze miedzy o a 1 mamy nieskonczona
    ilosc liczb rzeczywistych. Najwieksza liczba majaca nazwe jest zreszta tzw.
    sekstylion, czyli 10 z 36 zerami,
    Y: Choćby decylion ma 60 zer po jedynce... A istnieje nazwa na 1 z 600 zerami,
    tylko chwilowo nie mogę znaleźć, gdzie to miałem zapisane.
    K: To NIE ma znaczenia, jesli liczba jest wieksza niz np. ilosc atomow
    we wszechswiecie czy jego wiek (chocby w attosekundach), to jest ona
    liczba PUSTA, bez jakiegokolwiek sensu... Ucinam ja ma ulubiona
    brzytwa Occama!

    Y: czyli ze najmniejsza liczba jest praktycznie jedna sekstylionowa
    (1/10 z 36 zerami)...
    K: Patrz jak wyzej: jesli jest to mniej niz srednica elektronu, chocby
    w attometrach, to jest ona bez sensu: z brzytwa Occama na nia!

    Y: No patrz. Jeszcze chwilę temu mówiłeś, że czas, na ten przykład, da się
    podzielić tylko na jednostki nie mniejsze niż 10 do -18... A teraz dopuszczasz
    myśl, że może 10 do -36, czy to zupełnie odrębne sprawy?
    K: Juz ci pisalem, ze to NIE ma sensu, jesli jest to przedzial czasu
    tak maly, ze NIC sie w nim NIE dzieje!

    Y: A jak sprawdzisz, czy nie blefuję z owymi 600 zerami, uznasz, że można
    czas (materię, energię ect.) podzielić na tak drobne kawałki?
    K: NIE, bo to NIE ma sensu: taka liczba NIC NIE przedstawia. Co to
    jest np. "pol kwarka"? Przeciez czegos takiego NIE ma! Wiec po co
    wymyslac tak male liczby? Czy nie lepiej z brzytwa Occamowska na nie?

    K: Liczby wieksze, niz np. ilosc kwarkow w naszym wszechswicie sa bez
    sensu (bez znaczenia), bo NICZEGO NIE przedstawiaja!
    Y: hem. A gdyby wyobrazić sobie niespłacony cały dług zagraniczny wszystkich
    państw świata do roku 34520 to czy przypadkiem nie wyniósłby on (sumarycznie)
    ciut więcej niż liczba kwarków (zwłaszcza, jeżeli będziemy liczyć w centach...)
    K: Znow blad ekstrapolacji. Czy naprawde sadzisz, ze w roku 34520 bedzie
    pieniadz? Obejrzyj sobie Star Trek, tam jest dobry odcinek o superbogaczu
    przeniesionym w czsie tysiace lat (w stanie zamrozenia). Biedaczek, nie
    mogl zrozumiec, ze NIE ma juz gieldy, ze nikomu NIE imponuja jego
    bogactwa, bo wszystko mozna miec z reproduktora: zloto, diamenty czy
    dziela sztuki nie do odroznienia od oryginalu...

    Y: Poza tym oprócz kwarków jest jeszcze trochę innych cząstek elementarnych,
    co raczyłeś zauważyć wyżej. Fotony, na przykład, nie składają się z kwarków,
    podobnie jak elektrony, miony, taony, trzy rodzaje neutrin, gluony i parę
    jeszcze innych, których nazw nie pomnę. Aby to nazwać trzeba by duuużo
    większej liczby, niż wynika z Twego listu...
    K: Ale te miony, taony itp. to NIE sa tak naprawde czastki elementarne,
    bo one istnieja zbyt krotko aby cokolwiek znaczyc w skali makro, w
    odroznieniu od takich np. elektronow... Stad te teorie superstrun, bo
    tych czastek sie zdecydowanie za duzo namnozylo...

    K: Tak wiec nieskonczenie wielkie ani nieskonczenie male rzeczy ani zjawiska
    realnie NIE istnieja, bo nic realnie istniejacego NIE moze byc wieksze od
    wszechswiata, nic tez NIE moze byc tez mniejsze od kwarka.
    Y: To dyskutowany problem. Jeżeli (a kto wie?) hipoteza o pączkowaniu
    wszechświatów jest prawdziwa, to ma sens opisywanie czegoś realnie
    istniejącego większego od Wszechświata...
    K: Ale tez skonczonego...
    (...)

    Y: Radzę, na przyszłość, lepiej przygotować wykład. W tym jest trochę braków.
    Aha, i jeszcze jedno. Jak spróbujesz ogarnąć wyobraźnią liczbę tych
    wszystkich cząstek eleentarnych (choć to - śmiem twierdzić - niewykonalne
    zadanie), pomyśl sobie, że na krańcu (coś jak "liczba wszystkich cząstek
    minus jedna") siedzi Bóg. Zgoda, to nie jest nieskończoność, ale to jest
    bardzo dobre jej przybliżenie :-)
    K: Po co wprowadzasz tu na koniec Boga? Przeciez byl on nam absolutnie
    NIE potrzebny do tej chwili, wiec uzyjmy niezawodnej brzytwy Occama, i
    wrocmy na pewny grunt empirii...
    HAPPY NEW YEAR!
  • ydorius 28.12.01, 17:59
    Gość portalu: Kagan napisał(a):

    ) ydorius napisał(a):
    ) Kagan: Nic, co istnieje realnie NIE da sie dzielic w nieskonczonosc.
    ) Materia skalda sie z atomow, atomy z czastek elementarnych, niektore
    ) czastki elementarne z kwarkow, ale bardziej teoretycznie niz praktycznie,
    ) bo kwarka sie nie da oddzielic od inych kwarkow (wystepuja one trojkami,
    ) stad pewnie idea tzw. Troycy Sw.).
    )
    ) Y: Po pierwsze idea Trójcy Świętej powstała nieco wcześniej :-), a po drugie,
    ) jak doskonale wiesz, kwarki występują również parami - w przypadku niektórych
    ) cząstek dziwnej materii. Oczywiście nadal są one zespolone gluonami, ale nie
    ) muszą występować po trzy.
    ) K: Oczywiscie, ale pozwolilem sobie na zart... Co do tzw. dziwnej materii:
    ) jak sama nazwa wskazuje, jest to nieco inna materia niz ta, z ktorej
    ) jestesmy zbudowani. Podobnie antymateria, ale tu wykraczamy poza temat
    ) tego watku...

    Zgoda.

    ) K: Niektore czastki elementarne, np. elektrony, sa tez opisywane jako
    ) wielowymiarowe (ok. 10 wymiarow PRZESTRZENNYCH) drgajace struny
    ) (superstrings), ktore tez sa praktycznie NIEPODZIELNE (czasem dziela sie na
    ) dwie, ale NIE na wiecej, a pozniej na ogol z powrotem lacza).
    ) Juz ponad 100 lat temu M. Planck udowodnil ponad wszelka watpliwosc, ze
    ) energia sie tez sklada sie z NIEPODZIELNYCH kwantow. Oprócz tego, ponad
    ) wszelką wątpliwość udowodniono, że energia ma naturę falową,
    ) nie tylko korpuskularną.
    ) Podobnie tez czas, bo dla naszego umyslu okresy krotsze niz 1/100 sekundy sa
    ) nie do zaobserwowania, wiec istnieja one bardziej teoretycznie czy tez
    ) wirtualnie niz rzeczywiscie (realnie). Najkrotszym okresem czasu majacym
    ) nazwe jest tzw. attosekunda, czyli 1/10 z 18 zerami (jedna kwintylinowa
    ) czesc sekundy).
    )
    ) Y: To jest najmniejsza podjednostka czasu, gdyż niżej (np dla -21 potęgi) nie
    ) wymyślono nazwy! To nie znaczy przecież, że nie ma mniejszych jednostek!
    ) Gdyby ludzie zatrzymali się na drugiej potędze, też mówiłbyś, że np. materii
    ) nie da się pogrupować w nic większego niż kilogram?
    ) K: Chodzi o to, ze NIE ma potrzeby wymyslania krotszej jednostki czasu.
    ) Poniewaz np. okrety waza miliony kilogramow, wiec wymyslono tony. Poniewaz
    ) NIC sie praktycznie NIE dzieje w przedziale ponizej attosekundy, wiec
    ) krotsze okresy czasu sa bytami zbednymi, wobec ktorych uzywamy brzytwy
    ) Occama...

    O, to bardzo ciekawe. Proponuję krótki eksperyment myślowy.
    Z wysokości jednego metra spada ołowiana kula (ach, gdzie te niegdysiejsze
    lekcje fizyki? :-)). Rozważ jej ruch biorąc za jednostkę czasu 1/100
    attosekundy. Tak, oczywiście wiem, że to bez sensu, ale jednak spróbujmy.
    Ponieważ nic (praktycznie) nie dzieje się już w jednej attosekundzie, to tym
    bardziej w 1/100 tej jednostki czasu. Teraz tak: skoro nic nie dzieje się w
    jednej, to dlaczego miałoby się stać w drugiej, prawda? No i w trzeciej, skoro
    jest taką samą attosekundą jak pozostałe (jeżeli uważasz inaczej, to OK, możemy
    zacząć liczyć od tej właśnie trzeciej attosekundy - która - występując jako
    pierwsza - będzie wyjałowiona z jakiegokolwiek działania. Idąc dalej tym tropem,
    po paru stuleciach dojdziemy do wniosku, że ołowiana kula lewitowała przez
    sekudę, dwie sekundy, trzy, godzinę i tak dalej.
    To jest prosta konsekwencja przyjęcia dyskretnej, a nie ciągłej, natury czasu :-)

    ) Czyli, ze ani materii, ani energii, a nawet czasu NIE da sie dzielic w
    ) nieskonczonosc, bo jest to fizycznie niemozliwe (jesli chodzi o energie
    ) czy materie WBREW prawom fizyki), zas w przypadku czasu bezsensowne, bo
    ) superkrotkie odcinki czasu sa po prostu po pierwsze NIEMOZLIWE do obserwacji,
    ) a po drugie sa zbyt krotkie, aby cokolwiek sie w nich wydarzylo...
    )
    ) Y: Idąc dalej tym tropem, skoro już nieszczęśliwie użyłeś słowa "logika" w
    ) tytule swego pierwszego listu, trzeba by przyznać, że i w większych odcinkach
    ) czasu nic się nie dzieje. Jeżeli bowiem ciało a pozostaje w bezruchu przez
    ) szereg skończonych jednostek czasu (a to właśnie mówisz), to pozostaje w
    ) bezruchu w ogóle.
    ) K: Sofistyka! To, ze lezysz bez ruchu przez 7 godzin wcale NIE znaczy,
    ) ze bedziesz lezal w osmej... Popelniasz blad ekstrapolacji, gdy do
    ) niej NIE ma powodu... Idac twym tropem stwierdze, ze Polska za iles tam
    ) setek tysiecy lat bedzie cala pokryta autostradami... Czy rozumiesz juz
    ) swoj blad?

    Odpowiedź znajdziesz w ołowianej kuli. Kiedyś ruch musi się rozpocząć.
    Popełniasz błąd mędrca Zenona, obalony przez fizyków ponad wiek temu (nie
    pamiętam dokładnie kiedy i gdzie, wybacz).

    ) ... nawet w skali subatomowej, czyli sa bezsensowne (sa to byty niepotrzebne,
    ) zbedne, uzywamy wiec wobec nich tzw. brzytwy Occama).
    ) Y: Też sobie czasem myślę, że niektóre byty są niepotrzebne i zbędne.
    )
    ) K: Liczby nieskonczenie wielkie czy nieskonczenie male istnieja wiec tylko
    ) w naszej wyobrazni, podobnie jak tzw. Bog, elfy, krasnoludki czy Hobbity...
    ) Tak wiec falszywe jest twierdzenie, ze miedzy o a 1 mamy nieskonczona
    ) ilosc liczb rzeczywistych. Najwieksza liczba majaca nazwe jest zreszta tzw.
    ) sekstylion, czyli 10 z 36 zerami,
    ) Y: Choćby decylion ma 60 zer po jedynce... A istnieje nazwa na 1 z 600 zerami,
    ) tylko chwilowo nie mogę znaleźć, gdzie to miałem zapisane.
    ) K: To NIE ma znaczenia, jesli liczba jest wieksza niz np. ilosc atomow
    ) we wszechswiecie czy jego wiek (chocby w attosekundach), to jest ona
    ) liczba PUSTA, bez jakiegokolwiek sensu... Ucinam ja ma ulubiona
    ) brzytwa Occama!

    Kiedy ludzie wyobrażali sobie, że świat kończy się na ziemi. Poza nią rozciągają
    się kryształowe sfery (albo eter, albo co tam jeszcze). Określenie "milion" nie
    miało najmniejszego sensu... Dziś Ty, Kaganie, twierdzisz, że nie ma sensu mówić
    o liczbach, których nawet nie jesteśmy w stanie nazwać i proste rozumowanie
    indukcyjne nakazuje podejrzewać, że błądzisz...
    Chcesz uzależnić rzeczywistość od stanu świadomości? Bardzo egocentryczne nie
    sądzisz? To, że Kościół Katolicki ugiął głowę Galileusza, nie znaczyło, że
    zmieniła się natura świata. Nie, pozostała taka sama. Pycha przemawia przez
    ludzi, którzy twierdzą, że natura jest tylko taka, jak ją rozumiemy.

    ) Y: czyli ze najmniejsza liczba jest praktycznie jedna sekstylionowa
    ) (1/10 z 36 zerami)...
    ) K: Patrz jak wyzej: jesli jest to mniej niz srednica elektronu, chocby
    ) w attometrach, to jest ona bez sensu: z brzytwa Occama na nia!

    Mniejsza niż średnica neutrina, chciałeś rzec :-)

    ) Y: No patrz. Jeszcze chwilę temu mówiłeś, że czas, na ten przykład, da się
    ) podzielić tylko na jednostki nie mniejsze niż 10 do -18... A teraz dopuszczasz
    ) myśl, że może 10 do -36, czy to zupełnie odrębne sprawy?
    ) K: Juz ci pisalem, ze to NIE ma sensu, jesli jest to przedzial czasu
    ) tak maly, ze NIC sie w nim NIE dzieje!
    )
    ) Y: A jak sprawdzisz, czy nie blefuję z owymi 600 zerami, uznasz, że można
    ) czas (materię, energię ect.) podzielić na tak drobne kawałki?
    ) K: NIE, bo to NIE ma sensu: taka liczba NIC NIE przedstawia. Co to
    ) jest np. "pol kwarka"? Przeciez czegos takiego NIE ma! Wiec po co
    ) wymyslac tak male liczby? Czy nie lepiej z brzytwa Occamowska na nie?

    To, Kaganie, że nie możesz sobie wyobrazić nic mniejszego od kwarka, nie znaczy,
    że to nie istnieje. Już napisałem, że natura ma w gruncie rzeczy w dupie to, co
    ludzie sobie o niej myślą. Zadam przewrotne pytanie: "czy w Średniowieczu nie
    isniały kwarki"?

    ) K: Liczby wieksze, niz np. ilosc kwarkow w naszym wszechswicie sa bez
    ) sensu (bez znaczenia), bo NICZEGO NIE przedstawiaja!
    ) Y: hem. A gdyby wyobrazić sobie niespłacony cały dług zagraniczny wszystkich
    ) państw świata do roku 34520 to czy przypadkiem nie wyniósłby on (sumarycznie)
    ) ciut więcej niż liczba kwarków (zwłaszcza, jeżeli będziemy liczyć w centach...)
    ) K: Znow blad ekstrapolacji. Czy naprawde sadzisz, ze w roku 34520 bedzie
    ) pieniadz? Obejrzyj sobie Star Trek, tam jest dobry odcinek o
  • Gość: MaDeR IP: 80.51.240.* 18.06.04, 10:38
    > To jest prosta konsekwencja przyjęcia dyskretnej, a nie ciągłej, natury czasu
    > :-)

    Według twojej logiki, film nie ma prawa istnieć. Każda klatka filmu jest
    doskonale nieruchoma, dyskretna i NIC się na niej nie dzieje.

    A dlaczego nie może być tak, że wprawdzie w jednej attosekundzie nic się nie
    działo, w drugiej też, ale różnią się one tym, ze ta nieszczęsna kulka
    "przeskoczyła" w dół o ileś tam dyskretnych jednostek przestrzeni w dół? Innymi
    słowy, COŚ się stało "między" dyskretnymi jednostkami czasu. "Wewnątrz" każdego
    cyklu nic się nie dzieje, ale każdy cykl ma inny stan niż poprzedni.

  • Gość: Kagan IP: *.org 19.06.04, 13:28
    Gość portalu: MaDeR napisał(a):
    K: To jest prosta konsekwencja przyjęcia dyskretnej, a nie ciągłej, natury
    czasu
    :-)
    - Według twojej logiki, film nie ma prawa istnieć. Każda klatka filmu jest
    doskonale nieruchoma, dyskretna i NIC się na niej nie dzieje.
    K: tak, film powstaje dopiero w naszych glowach: to jest bowiem zjawisko, a nie
    rzecz. Poczytaj B. Russell'a...

    - A dlaczego nie może być tak, że wprawdzie w jednej attosekundzie nic się nie
    działo, w drugiej też, ale różnią się one tym, ze ta nieszczęsna kulka
    "przeskoczyła" w dół o ileś tam dyskretnych jednostek przestrzeni w dół? Innymi
    słowy, COŚ się stało "między" dyskretnymi jednostkami czasu. "Wewnątrz" każdego
    cyklu nic się nie dzieje, ale każdy cykl ma inny stan niż poprzedni.
    K: Tak, jak wlasnie tak napisalem...

  • erneste 24.04.06, 20:42
    > - Według twojej logiki, film nie ma prawa istnieć. Każda klatka filmu jest
    > doskonale nieruchoma, dyskretna i NIC się na niej nie dzieje.
    > K: tak, film powstaje dopiero w naszych glowach: to jest bowiem zjawisko, a
    > nie rzecz.

    No tak ale film to nie rzeczywistość; film ze swej natury to faktycznie ciąg
    klatek (najczęściej nieznacznie różniących się od siebie), które pokazane jedna
    po drugiej dają naszym oczom złudzenie płynności. Inaczej mówiąc, film to
    rzeczywistość przefiltrowana ułomnym okiem kamery - ułomnym, bo kamera jak
    każde narzędzie ma swoje ograniczenia.
    Czym innym zatem jest ruch a czym innym obraz tego ruchu "zanotowany" przez
    kamerę. Mówiąc przykładowo: jeśli przed kamerą przejedzie jakiś superszybki
    pojazd, to kamera moze w ogóle tego nie uchwycić-nawet po rozbiciu filmu na
    klatki; ale to jeszcze nie dowód, ze tego pojazdu w ogóle nie było:).
  • zorbathegreek 12.06.07, 15:51
    Zalezy jak szybka jest ta kamera (ile robi klatek na sekunde)...
  • nelsonek 23.09.02, 16:47
    wszystko ładnie pięknie. ale przecież nie jest powiedziane że znamy wszystko
    już. w związku z tym skąd wiesz że za x lat nie zostaną odkryte nowe prawa
    fizyki które będą obalały wszystkie twoje "hipotezy".
    celowo uzylem cudzyslowia i slowa hipotezy.
    pozdrowionka!:)
    --
    Wszystko płynie jak powiedział Pantha Rhei. :)
  • Gość: Marion IP: 195.94.207.* 25.02.02, 11:37
    ydorius napisał(a):

    > Gość portalu: Kagan napisał(a):
    > > Kagan: Nic, co istnieje realnie NIE da sie dzielic w nieskonczonosc.
    > > Materia skalda sie z atomow, atomy z czastek elementarnych, niektore
    > > czastki elementarne z kwarkow, ale bardziej teoretycznie niz praktycznie,
    > > bo kwarka sie nie da oddzielic od inych kwarkow (wystepuja one
    > > trojkami, stad pewnie idea tzw. Troycy Sw.).
    >
    > Po pierwsze idea Trójcy Świętej powstała nieco wcześniej :-), a po drugie, jak
    > doskonale wiesz, kwarki występują również parami - w przypadku niektórych
    > cząstek dziwnej materii. Oczywiście nadal są one zespolone gluonami, ale nie
    > muszą występować po trzy.
    >
    > Niektore czastki
    > > elementarne, np. elektrony, sa tez opisywane jako wielowymiarowe
    > > (ok. 10 wymiarow PRZESTRZENNYCH) drgajace struny (superstrings), ktore
    > > tez sa praktycznie NIEPODZIELNE (czasem dziela sie na dwie, ale NIE na
    > > wiecej, a pozniej na ogol z powrotem lacza).
    > > Juz ponad 100 lat temu M. Planck udowodnil ponad wszelka watpliwosc, ze
    > > energia sie tez sklada sie z NIEPODZIELNYCH kwantow.
    >
    > Oprócz tego, ponad wszelką wątpliwość udowodniono, że energia ma naturę falową,
    >
    > nie tylko korpuskularną.
    >
    > Podobnie tez czas,
    > > bo dla naszego umyslu okresy krotsze niz 1/100 sekundy sa nie do
    > > zaobserwowania, wiec istnieja one bardziej teoretycznie czy tez wirtualnie
    > > niz rzeczywiscie (realnie). Najkrotszym okresem czasu majacym nazwe jest
    > > tzw. attosekunda, czyli 1/10 z 18 zerami (jedna kwintylinowa czesc sekundy
    > ).
    >
    > To jest najmniejsza podjednostka czasu, gdyż niżej (np dla -21 potęgi) nie
    > wymyślono nazwy! To nie znaczy przecież, że nie ma mniejszych jednostek! Gdyby
    > ludzie zatrzymali się na drugiej potędze, też mówiłbyś, że np. materii nie da
    > się pogrupować w nic większego niż kilogram?
    >
    > > Czyli, ze ani materii, ani energii, a nawet czasu NIE da sie dzielic w
    > > nieskonczonosc, bo jest to fizycznie niemozliwe (jesli chodzi o energie cz
    > y
    > > materie WBREW prawom fizyki), zas w przypadku czasu bezsensowne, bo
    > > superkrotkie odcinki czasu sa po prostu po pierwsze NIEMOZLIWE do obserwac
    > ji,
    > > a po drugie sa zbyt krotkie, aby cokolwiek sie w nich wydarzylo,
    >
    > Idąc dalej tym tropem, skoro już nieszczęśliwie użyłeś słowa "logika" w tytule
    > swego pierwszego listu, trzeba by przyznać, że i w większych odcinkach czasu ni
    > c
    > się nie dzieje. Jeżeli bowiem ciało a pozostaje w bezruchu przez szereg
    > skończonych jednostek czasu (a to właśnie mówisz), to pozostaje w bezruchu w
    > ogóle.
    >
    > nawet w
    > > skali subatomowej, czyli sa bezsensowne (sa to byty niepotrzebne, zbedne,
    > > uzywamy wiec wobec nich tzw. brzytwy Occama).
    >
    > Też sobie czasem myślę, że niektóre byty są niepotrzebne i zbędne.
    >
    > Liczby nieskonczenie wielkie
    > > czy nieskonczenie male istnieja wiec tylko w naszej wyobrazni, podobnie ja
    > k
    > > tzw. Bog, elfy, krasnoludki czy Hobbity...
    > > Tak wiec falszywe jest twierdzenie, ze miedzy o a 1 mamy nieskonczona
    > > ilosc liczb rzeczywistych. Najwieksza liczba majaca nazwe jest zreszta tzw
    > .
    > > sekstylion, czyli 10 z 36 zerami,
    >
    > Choćby decylion ma 60 zer po jedynce... A istnieje nazwa na 1 z 600 zerami,
    > tylko chwilowo nie mogę znaleźć, gdzie to miałem zapisane.
    centezylion ?

    >
    > czyli ze najmniejsza liczba jest
    > > praktycznie jedna sekstylionowa (1/10 z 36 zerami)...
    >
    > No patrz. Jeszcze chwilę temu mówiłeś, że czas, na ten przykład, da się
    > podzielić tylko na jednostki nie mniejsze niż 10 do -18... A teraz dopuszczasz
    > myśl, że może 10 do -36, czy to zupełnie odrębne sprawy?
    > A jak sprawdzisz, czy nie blefuję z owymi 600 zerami, uznasz, że można czas
    > (materię, energię ect.) podzielić na tak drobne kawałki?
    >
    > > Liczby wieksze, niz np. ilosc kwarkow w naszym wszechswicie sa bez
    > > sensu (bez znaczenia), bo NICZEGO NIE przedstawiaja!
    >
    > Khem. A gdyby wyobrazić sobie niespłacony cały dług zagraniczny wszystkich
    > państw świata do roku 34520 to czy przypadkiem nie wyniósłby on (sumarycznie)
    > ciut więcej niż liczba kwarków (zwłaszcza, jeżeli będziemy liczyć w centach...)
    > ?
    > Poza tym oprócz kwarków jest jeszcze trochę innych cząstek elementarnych, co
    > raczyłeś zauważyć wyżej. Fotony, na przykład, nie składają się z kwarków,
    > podobnie jak elektrony, miony, taony, trzy rodzaje neutrin, gluony i parę
    > jeszcze innych, których nazw nie pomnę. Aby to nazwać trzeba by duuużo większej
    >
    > liczby, niż wynika z Twego listu...
    >
    > Tak wiec
    > > nieskonczenie wielkie ani nieskonczenie male rzeczy ani zjawiska
    > > realnie NIE istnieja, bo nic realnie istniejacego NIE moze byc wieksze od
    > > wszechswiata, nic tez NIE moze byc tez mniejsze od kwarka.
    >
    > To dyskutowany problem. Jeżeli (a kto wie?) hipoteza o pączkowaniu wszechświató
    > w
    > jest prawdziwa, to ma sens opisywanie czegoś realnie istniejącego większego od
    > Wszechświata...
    >
    > > Zastanow sie nad tym, zanim zaczniesz mi wymyslac od nieukow...
    >
    > > WESOLYCH SWIAT!
    >
    > Radzę, na przyszłość, lepiej przygotować wykład. W tym jest trochę braków.
    > Aha, i jeszcze jedno. Jak spróbujesz ogarnąć wyobraźnią liczbę tych wszystkich
    > cząstek eleentarnych (choć to - śmiem twierdzić - niewykonalne zadanie), pomyśl
    >
    > sobie, że na krańcu (coś jak "liczba wszystkich cząstek minus jedna") siedzi
    > Bóg. Zgoda, to nie jest nieskończoność, ale to jest bardzo dobre jej
    > przybliżenie :-)
    >
    > pozdrawiam i życzę szampańskiej zabawy,
    > ydorius

  • Gość: Ethanol IP: 151.112.27.* 17.06.03, 20:13
    cymes
  • zorbathegreek 08.06.07, 11:14
    cymes to ciastko z marchwii... ;)
  • zorbathegreek 08.06.07, 11:13
    ydorius: na krańcu (coś jak "liczba wszystkich cząstek minus jedna") siedzi
    Bóg. Zgoda, to nie jest nieskończoność, ale to jest bardzo dobre jej
    przybliżenie :-)
    - A po co ci ten, niematerialny przeciez Bog, na kocu bardzo przeciez
    materialnych czastek elementarnych?
  • mag9 03.02.02, 15:21
    W matematyce teoretycznej wszystko możesz podzielić! Nie sprowadzaj rozmowy o
    Bogu na tak płytkie tematy jak rzeczywistość! Myślę, że z szacunku dla Boga
    wysilmy swoje szare komórki i wyjdźmy poza granice rzeczywistości.
  • Gość: realny IP: *.atr.bydgoszcz.pl 12.07.02, 12:11
    mag9 napisał(a):

    > W matematyce teoretycznej wszystko możesz podzielić! Nie sprowadzaj rozmowy o
    > Bogu na tak płytkie tematy jak rzeczywistość! Myślę, że z szacunku dla Boga
    > wysilmy swoje szare komórki i wyjdźmy poza granice rzeczywistości.

    Kolego, jeśli przyjąć, że wychodzimy poza rzeczywistość, to wszystko jest
    możliwe. Bóg też, oczywiście, a nawet niskończona ich liczba.
    Czemu ograniczyć się do jednego tylko ?


  • r.siwy 10.07.07, 00:30
    Tam gdzie kończy sie rzeczywistość zaczyna się wiara.
    Każdy może wierzyć w to co chce.
    I ja ci mówię że masz pełne prawo wierzyć że znalazłeś dowód na nie istnienie Boga
    Co nie zmienia faktu że ja będę dalej w niego wierzył :P
  • zorbathegreek 10.07.07, 08:49
    1. Tam gdzie sie konczy rzeczywistosc, zaczynaja sie fantazje, takze
    krasnoludki, pegazy i Harry Potter...
    2. Masz prawo wierzyc w co chesz, ale nie masz prawa narzucac tego innym.
    3. Nie twierdze, ze znalazlem. Ja tylko szukam takiego dowodu. I mysle, ze sie
    do niego zblizam.
  • r.siwy 10.07.07, 12:36
    Fantazja + wiara + nauka = rzeczywistość
    przykład dawno temu ktoś zamazył sobie polatać (taka fantazja)
    potem ktoś uwierzył że może spełnić sie jego marzenie o lataniu
    i wreszcie ktoś tak długo obserwował naturę i budował coraz doskonalsze maszyny
    latające że dziś mogę lecieć do siorki do irlandi.
    od czego sie zaczęło od fantazji.
    Fantazja to coś co możemy sobie wyobrazić poskładać fragmenty rzeczywistości w
    dowolnej kombinacji

    koń + róg = jednorożec
    karzeł = krasnoludek
  • r.siwy 10.07.07, 14:19
    > 2. Masz prawo wierzyc w co chesz, ale nie masz prawa narzucac tego innym.
    Tak powinno być ale nie jest dlaczego??
    bo w pewnej chwili naszej planety człowiek zaczął robić społeczność opartą o
    pewne prawa. Prawa te narzucali najsilniejsi.
    I tak Nadszedł czas kiedy człowiek mógł wierzyć i odprawiać swoje rytuały w
    granicach prawa.

    Ps
    Ja nikomu nic nie narzucam.
    ja probuje cię przekonać że jest coś czego człowiek nie może zrozumieć i musi to
    przyjąć na wiarę. Co wcale nie znaczy że nierozumiane zagadnienie jest
    nierzeczywiste. Ty probujesz (jak mniemam ) przekonać nas o nieistnieniu Boga
    wszytko jest ok póki używamy naszych argumentów i na siłę (pięścią lub tez
    epitety) nie prubujemy jeden drógiego uszcześliwić na siłe
  • zorbathegreek 10.07.07, 21:57
    OK. Nie narzucasz nic nikomu na sile. Bardzo to ladnie z twej strony!
    Tylko czemu piszesz, ze sa rzeczy, ktore czlowiek MUSI przyjac na wiare?
  • r.siwy 11.07.07, 13:55
    Bo jeżeli by nie wierzył to zostaje mu zanegowanie istniejącej rzeczywistości, a
    z powodu braku dowodu na nie istnienie danego zjawiska niema 100% pewności że
    ono nie istnieje ,więc coby też on nie zrobił to będzie wierzył albo w brak
    zjawiska albo w samo zjawisko.
  • zorbathegreek 11.07.07, 22:10
    Mylisz slepa wiare z wiedza, oparta na na analizie konkretnych faktow...
  • r.siwy 12.07.07, 10:04
    Niekiedy analiza faktów nie daje odpowiedzi na dane zagadnienie lub daje
    niepełną odpowiedz i wtedy nauka szuka dalej.Dopóki nauka nie wyjaśni danego
    zjawiska to niemożna nic uznać za pewne i wszystkie teorie lub założenia
    dotyczące tegoż zagadnienia są jak by to powiedzieć "urojone". Czyli przyjmuje
    się coś co nie jest
    udowodnione a szuka sie dowodów na poparcie lub obalenie danej teori.
    Czyli pogłębiamy wiarę w słuszność lu niesłuszność danej teorii im bardziej dana
    teoria jest prawdopodobna tym więcej osób w nią wierzy.
    Wiara w teorie kończy sie z chwilą podania dowodów jednoznacznie mówiących o
    słuszności (teoria zmienia sie na fakt) lub obaleniu teorii (teoria zmienia się
    w bajkę)
  • r.siwy 10.07.07, 14:20
    > 2. Masz prawo wierzyc w co chesz, ale nie masz prawa narzucac tego innym.
    Tak powinno być ale nie jest dlaczego??
    bo w pewnej chwili naszej planety człowiek zaczął robić społeczność opartą o
    pewne prawa. Prawa te narzucali najsilniejsi.
    I tak Nadszedł czas kiedy człowiek mógł wierzyć i odprawiać swoje rytuały w
    granicach prawa.

    Ps
    Ja nikomu nic nie narzucam.
    ja probuje cię przekonać że jest coś czego człowiek nie może zrozumieć i musi to
    przyjąć na wiarę. Co wcale nie znaczy że nierozumiane zagadnienie jest
    nierzeczywiste. Ty probujesz (jak mniemam ) przekonać nas o nieistnieniu Boga
    wszytko jest ok póki używamy naszych argumentów i na siłę (pięścią lub tez
    epitety) nie prubujemy jeden drógiego uszczęśliwić na siłe
  • danus01 10.07.07, 22:25
    r.siwy napisał:

    > Tam gdzie kończy sie rzeczywistość zaczyna się wiara.
    > Każdy może wierzyć w to co chce.
    > I ja ci mówię że masz pełne prawo wierzyć że znalazłeś dowód na nie istnienie
    B
    > oga
    > Co nie zmienia faktu że ja będę dalej w niego wierzył :P

    chcialabym tylko zauwazyc(zwrocic uwage) na taki aspekt,ze rzeczywistosc konczy
    sie co najwyzej z chwila smierci tego,ktory w tej rzeczywistosci zyl.istnienie
    rzeczywistosci nie ma nic wspolnego z wiara czy niewiara w boga.
    roznica polega jedynie na tym na ile czlowiek zyjacy w rzeczywistosci potrafi
    ta rzeczywistosc zbadac i przyswoic(oswoic)aby obyc sie bez wsparcia wiary w
    jakiegos nadludzkiego boga ta rzeczywistosc kreujacego.
    jesli niepoznane nazwiemy bogiem to...bog istnieje chociazby w
    slowach "jestem,ktory jestem",czyli jestem rzeczywistoscia...itd.
    wierzyc ludzka jest rzecza,ale w imieniu swojej wiary narzucac innym sposob
    patrzenia na rzeczywistosc jest juz zbrodnia.zbrodnia przeciwko poznawaniu
    rzeczywistosci,czyli...tego boga w ktorego ponoc sie wierzy.
  • zorbathegreek 10.07.07, 22:30
    I o to chodzi, aby nikomu sila nie narzucac religii...
  • r.siwy 11.07.07, 16:11
    "chciałabym tylko zauważyć(zwrócić uwagę) na taki aspekt,ze rzeczywistość kończy
    sie co najwyżej z chwila śmierci tego,który w tej rzeczywistości żył.istnienie
    rzeczywistości nie ma nic wspólnego z wiara czy niewiara w boga."

    Idąc tym tokiem myślenia dochodzimy do wniosku ,skoro każdy człowiek ma swoją
    rzeczywistość(przynajmniej tak to zrozumiałem - "ze rzeczywistość kończy
    sie co najwyżej z chwila śmierci tego, który w tej rzeczywistości żył") i kończy
    się ona w momencie jego zgonu to rzeczywistość ta jest tworem jego zmysłów
    doświadczenia i odczuć co determinuje wszystko co sie dzieje w "jego"
    rzeczywistości i gdy on postrzega świat przez pryzmat Boga to jest on epicentrum
    jego rzeczywistości.

    Z całą resztą sie zgadzam.
    Tylko konflikt który wynikający z innego postrzegania rzeczywistości przez rożne
    osoby i co zatem idzie narzucania innym własnego punktu widzenia jest nie do
    usunięcia w społeczeństwie.
    przykład:

    Dla katolika (uogólnienie)w łonie matki rośnie dziecko od chwili poczęcia a
    dla ateisty(uogólnienie) zaczyna sie (podajże)26 tygodni później. I mamy
    konflikt bo dla obydwóch tych osób jest to prawdziwe w co oni wierzą(nie umiem
    znaleźć innego słowa). Teraz ktoś może powiedzieć że to czy usunąć/zabić
    płód/dziecko zależy tylko od matki ale w świetle prawa dzieci nie niemożna zabijać.
    I tego konfliktu nie da sie rozstrzygnąć bo obydwoje postrzegają inaczej
    rzeczywistość i gdyby wykonać aborcje to sie narzuca swój punkt widzenia
    katolikowi w przeciwnym wypadku ateista jest poszkodowany.

  • zorbathegreek 11.07.07, 22:09
    O ile dobrze pamietam, to Ojcowie Kosciola twierdzili kiedys, ze zarodek meski
    staje sie czlowiekiem kilka tygodni wczesniej niz zarodek zenski. Dogmaty
    kosciola nie sa bynajmniej wieczne, i zmieniaja sie w czsie...
    I jak moze byc poszkodowany katolik, jak niekatoliczka podaje sie aborcji?
  • r.siwy 11.07.07, 22:49
    Co nie zmienia faktu że jeżeli ci "Ojcowie Kościoła" wierzyli w to, to dla nich
    było to faktem. A zapewne (mogę sie mylić)zmienili to nie ci którzy to wymyślili
    tylko ich następcy bo inaczej widzieli żeczywistoś.

    Jak by jakiś zabójca chodził po ulicy to już jest szkoda dla każdego normalnego
    człowieka, a według katolika jak wykonasz aborcje jesteś zabójcą.
  • zorbathegreek 12.07.07, 20:59
    Dla katolika zabojca jest tez ten, co sie masturbuje zamiast odbyc stosunek z
    kobieta i w ten sposb stworzyc zycie poczete. I zabojcami sa ogolnie te
    kobiety, co sie powstrzymuja od przyjmowania plemnikow aby to zycie poczete
    stworzyc...
  • r.siwy 12.07.07, 21:51
    Co dalej nie zmienia faktu że jeżeli w to wierzą to dla nich jest to zbrodnią.

    A rzeczywistości :} masturbacja nie jest zabójstwem jeno marnowaniem nasienia co
    jest grzechem a nie zabójstwem.
    A Kobiety stosujące antykoncepcje są rozwiązłe bo nie umieją wytrzymać bodajże 2
    tyg płodnych bez sexsu
  • zorbathegreek 13.07.07, 19:07
    r.siwy napisał: Co dalej nie zmienia faktu że jeżeli w to wierzą to dla nich
    jest to zbrodnią.
    - A jak ktos nie wierzy, to co? To juz przestaje to byc zbrodnia?

    A rzeczywistości :} masturbacja nie jest zabójstwem jeno marnowaniem nasienia
    co jest grzechem a nie zabójstwem.
    - Jak to? Zamiast tworzyc nowe zycie ludzkie, ktos je niszczy, i to nie jest
    wedlug ciebie zbrodnia? Plemnik to pol zycia poczetego. NIE wolno go zabijac!

    A Kobiety stosujące antykoncepcje są rozwiązłe bo nie umieją wytrzymać bodajże
    2 tyg płodnych bez sexsu
    - Skad maja niby wiedziec, kiedy a plodne a kiedy nie? Kobiety nie suki, nie
    maja rui. A tzw. katolickie kalendarzyki malzenskie to po pierwsze pic na wode,
    bo sa malo pewne, a po drugie ich stosowanie jest wrecz ponizej ludzkiej
    godnosci...
  • r.siwy 13.07.07, 23:18
    No tak jak wcześniej pisałem że to jest spór którego nie idzie rozstrzygnąć bez
    poszkodowania (narzucenia własnej ideolgi) . Dla katolika usunięcie ciąży jest
    zbrodnią bo zarodek to nowy człowiek a dla człowieka "Światłego" zarodek to
    zbitka komórek (tkanka) więc usunięcie jej jest zwykłym zabiegiem medycznym.

    > - Jak to? Zamiast tworzyć nowe życie ludzkie, ktoś je niszczy, i to nie jest
    > według ciebie zbrodnia? Plemnik to pól życia poczętego. NIE wolno go zabijać!

    heh sprytny zabieg słowotwórczy.
    niema czegoś takiego jak połowa życia. :)

    jajeczko + plemnik = zarodek = nowe życie = (jeżeli jajeczko i plemnik są od
    człowieka ) = nowy człowiek
    operacja ta jest nieodwracalna to znaczy niema nowego życia bez połączenia 2
    składników i nie idzie wyodrębnić składników które sie połączyły.

    A niszczenie komórek nie jest zbrodnią(no chyba że przesadzimy i uśmiercimy
    posiadacza ty komórek :)).

    Ale jak już wcześniej wspominałem to grzech (nie zbrodnia).

    No może ja sie nie znam ale czy ruja suki nie jest tym samym co miesiączka u
    kobiety. No widzisz i właśnie oto chodzi żeby było mało pewne

    ja sie nie znam to ci zapodam linki do statystyk:
    www.antykoncepcja.com.pl/skutecznosc.htm
    www.studentnews.pl/serwis.php?s=157&pok=4416
    z tego co ja widziałem to rzeczywiście kalendarzyk jest najmniej skuteczny ale
    już "metoda obserwacji śluzu szyjkowego" (cokolwiek by to nie było) jest
    skuteczniejsza od gumki.
    > a po drugie ich stosowanie jest wręcz poniżej ludzkiej godności

    To subiektywne odczucie. Tekst typu "Czekaj muszę założyć gume" w najbardziej
    gorącej chwili też nie jest niczym przyjemnym.
    Po za tym jak dziecko urodzi się w rodzinie to nie jest już zbytnio problem.







  • zorbathegreek 14.07.07, 21:40
    r.siwy napisał: No tak jak wcześniej pisałem że to jest spór którego nie idzie
    rozstrzygnąć bez poszkodowania (narzucenia własnej ideolgi). Dla katolika
    usunięcie ciąży jest zbrodnią bo zarodek to nowy człowiek a dla
    człowieka "Światłego" zarodek to zbitka komórek (tkanka) więc usunięcie jej
    jest zwykłym zabiegiem medycznym.
    - Chodzi ci o zycie "w ogole", czy swiadome zycie. Jesli to drugie, to zabicie
    innego ssaka, a nwet gada (krokodyle tez maja kore mozgowa, a wiec swiadomosc
    swego istnienia) jest takim samym zabojstwem jak zabicie czlowieka...
    Z: Jak to? Zamiast tworzyć nowe życie ludzkie, ktoś je niszczy, i to nie jest
    według ciebie zbrodnia? Plemnik to pól życia poczętego. NIE wolno go zabijać!
    - heh sprytny zabieg słowotwórczy. niema czegoś takiego jak połowa życia. :)
    Z: Jest. Plemnik to pol czlowieka, drugie pol pochodzi z jajeczka kobiety...

    - jajeczko + plemnik = zarodek = nowe życie = (jeżeli jajeczko i plemnik są od
    człowieka ) = nowy człowiek. operacja ta jest nieodwracalna to znaczy niema
    nowego życia bez połączenia 2 składników i nie idzie wyodrębnić składników
    które sie połączyły.
    - Czy dla ciebie plemnik jest wiec MARTWY? To jak on moze stworzyc nowe zycie?

    A niszczenie komórek nie jest zbrodnią(no chyba że przesadzimy i uśmiercimy
    posiadacza ty komórek :)).
    - Plemnik to pojedyncza komorka, zdolna do stworzenia nowego czlowieka. Jako
    taki powinien sie liczyc jako pol czlowieka!

    - Ale jak już wcześniej wspominałem to grzech (nie zbrodnia).
    Z: Uwazam, ze dla Katolika-Katoliczki zmarnowanie plemnika czy jajeczka to
    ZBRODNIA!

    - No może ja sie nie znam ale czy ruja suki nie jest tym samym co miesiączka u
    kobiety. No widzisz i właśnie oto chodzi żeby było mało pewne ja sie nie znam
    to ci zapodam linki do statystyk z tego co ja widziałem to rzeczywiście
    kalendarzyk jest najmniej skuteczny ale już "metoda obserwacji śluzu
    szyjkowego" (cokolwiek by to nie było) jest skuteczniejsza od gumki.
    Z: Moze skutecziejsza, ale wrecz OBRZYDLIWA... :(

    Z: a po drugie ich stosowanie jest wręcz poniżej ludzkiej godności
    - To subiektywne odczucie. Tekst typu "Czekaj muszę założyć gume" w najbardziej
    gorącej chwili też nie jest niczym przyjemnym.
    Z: na pewno mniej odrazajacym niz obserwacja odchodow, do ktorych ow sluz
    przeciez nalezy...

    - Po za tym jak dziecko urodzi się w rodzinie to nie jest już zbytnio problem.
    Z: A jak to jest rodzina bezdomnych i bezrobotnych alkoholikow?
  • r.siwy 14.07.07, 23:40
    moim zdaniem wiesz o jakie życie mi chodzi bo to wynika z kontekstu. Ale dla
    jasności powiem że chodzi mi o życie ludzkie.

    Jak mówiłem niema czegoś takiego jak połowa życia tym bardziej pół człowieka (no
    chyba że sie go przepołowi na pół ale zakładam że oto ci nie chodziło :]).
    Plemnik to plemnik ma swój wkład genetyczny w nowego człowieka ale sam nim nie
    jest.

    Plemnik nie jest martwy ale tez nie jest Człowiekiem dlatego nie można go zabić.
    A nowego człowieka tworzy przy połączeniu z jajeczkiem.

    Niema czegoś takiego jak pół człowieka (po raz wtóry). Plemnik ma ten sam
    genotyp (czy jak to sie nazywa )co jego właściciel, po połączeniu z jajeczkiem
    powstała komórka ma unikalny genotyp co czyni ją nowym człowiekiem. Jeżeli zabił
    byś tą komórkę to według katolika zabił byś człowieka

    > Z: Uważam, ze dla Katolika-Katoliczki zmarnowanie plemnika czy jajeczka to
    > ZBRODNIA!

    Masz takie prawo. Ja uważam że zbrodnie zabójstwa można popełnić tylko na
    (całym :) człowieku.
    Nie wiem dlaczego jeszcze tak uważasz skoro napisałem ci wgląd katolika na nowe
    życie.


    Może i obrzydliwe ale skuteczne i nie trzeba sie z tego spowiadać. A poza tym
    nie sprzyja rozpasaniu seksualnemu.)





  • zorbathegreek 15.07.07, 20:44
    1. Jakbys nie filozofowal, to plemnik tworzy nowe zycie ludzkie. Jak wiec
    Katolik moze dopuscic, aby jego plemnik sie zmarnowal, to jest zginal poza
    organami plciowymi kobiety, zamiast stworzyc nowe zycie poczete? Misja plemnika
    jest zaplodnienie jajeczka aby stworzyc nowe zycie poczete, a zadaniem kazdego
    Katolika jest maksymalne ulatwienie owej misji plemnika!
    2. Czemu chcesz obrzydzic ludziom seks? Nienawidzisz ludzkosci?
  • r.siwy 15.07.07, 23:13
    No właśnie tworzy a nie jest nowym życiem.
    Plemniki marnują się w 99.99% a w ciele kobiety tylko 1 łączy się z jajeczkiem
    reszta "gnije".
    Plemnik niema żadnej misji.
    To co robisz to jest personifikacja plemnika.
    Plemnik jest jednie składnikiem tej misji sam w sobie nic nie znaczy.
    Błąd katolik nie ma misji parzenia się jak zające (im więcej tym lepiej).
    Misją katolika jest dążenie do świętości


    Obrzydzić sex chyba żartujesz wymienię ci pare bardziej obrzydliwych rzeczy
    które nie którzy ludzie robią w czasie sex'u:
    homo Sex
    lizanie odbytu
    szczanie na siebie
    robienie kupy na siebie
    sex - sado maso.


    Tak jak mówiłem to jest twoja subiektywna opinia że oglądanie śluzu jest
    obrzydliwe. Czy zlizywanie śluzo albo spermy jest obrzydliwe dla mnie jest a
    podobno niektórzy sie w tym miłują (sex oralny)


  • zorbathegreek 16.07.07, 00:29
    Kiedy plemnik przestaje byc plemnikiem? Jak sie polaczy z jajeczkiem. Do tego
    czasu jest on polowa potencjalnego zycia poczetego, i jako taki powinien byc
    swiety dla Katolikow!
    Ludzie uprawiaja seks roznie. Dopoki jest on miedzy M i K (M & F) to dla mnie
    wszystko jest OK. Ale dla normalnego czlowieka obserwacja wydzielin z narzadow
    rodnych moe obrzydzic seks dosc skutecznie. I chyba o to chodzi Kosciolowi...
    Katolik ma sie zas rozmnazac, bo tak mu kaze Pismo Sw. Chyba, ze w Kosciele
    Rzymsko-Kat. kult maryjny i wojtylowy zastapily Pismo Sw. :(
    Pozdr. i zycze Ci abys zostal swietym! :)
  • r.siwy 15.07.07, 00:01
    moim zdaniem wiesz o jakie życie mi chodzi bo to wynika z kontekstu. Ale dla
    jasności powiem że chodzi mi o życie ludzkie.

    Jak mówiłem niema czegoś takiego jak połowa życia tym bardziej pół człowieka (no
    chyba że sie go przepołowi na pół ale zakładam że oto ci nie chodziło :]).
    Plemnik to plemnik ma swój wkład genetyczny w nowego człowieka ale sam nim nie
    jest.

    Plemnik nie jest martwy ale tez nie jest Człowiekiem dlatego nie można go zabić.
    A nowego człowieka tworzy przy połączeniu z jajeczkiem.

    Niema czegoś takiego jak pół człowieka (po raz wtóry). Plemnik ma ten sam
    genotyp (czy jak to sie nazywa )co jego właściciel, po połączeniu z jajeczkiem
    powstała komórka ma unikalny genotyp co czyni ją nowym człowiekiem. Jeżeli zabił
    byś tą komórkę to według katolika zabił byś człowieka

    > Z: Uważam, ze dla Katolika-Katoliczki zmarnowanie plemnika czy jajeczka to
    > ZBRODNIA!

    Masz takie prawo. Ja uważam że zbrodnie zabójstwa można popełnić tylko na
    (całym :) człowieku.
    Nie wiem dlaczego jeszcze tak uważasz skoro napisałem ci wgląd katolika na nowe
    życie.


    Może i obrzydliwe ale skuteczne i nie trzeba sie z tego spowiadać. A poza tym
    nie sprzyja rozpasaniu seksualnemu.)


    > Z: A jak to jest rodzina bezdomnych i bezrobotnych alkoholików?
    Mówiłem raczej o normalnej rodzinie a nie patologi.
    Moim subiektywnym zdaniem to jeżeli takie dziecko ma oboje rodziców to jest
    większe prawdopodobieństwo że któreś z dziadków lub cioć zaopiekuje się nim



  • zorbathegreek 15.07.07, 20:47
    Z: A jak to jest rodzina bezdomnych i bezrobotnych alkoholików?
    r.siwy napisał: Mówiłem raczej o normalnej rodzinie a nie patologi. Moim
    subiektywnym zdaniem to jeżeli takie dziecko ma oboje rodziców to jest większe
    prawdopodobieństwo że któreś z dziadków lub cioć zaopiekuje się nim.
    - A jak dziadkowie i ciocie to tez menele-alkoholicy? To bardzo prawdopodobne.
    I co wtedy? Wszycy mamy doplacac do meneli plodzacych dzieci i rodzacych je w
    stanie upojenia alkoholowego?
  • r.siwy 15.07.07, 22:55
    czy to jest jakiś argument

    Jeśli cała rodzina pije to dziecko pójdzie do sierocińca i będzie tam aż ktoś je
    adoptuje.
    A powiedz mi jak sie dopłaca do meneli płodzących dzieci?

    Jeżeli są menelami mieszkającymi na ulicy to je - chodzi mi o dziecko - opieka
    społeczna zabierze do sierocińca. A tam państwo nie opłaca meneli a dzieci!.
    Cóż jest winne dziecko.

  • zorbathegreek 16.07.07, 00:22
    Co za sens zapelniac sierocince nieszczesliwymi istotami. Gdzie sie podzialo
    milosierdzie chrzescijanskie?
  • zorbathegreek 16.07.07, 00:23
    Menele plodzace dzieci zeruja na zasilkach z pomocy spolecznej i na becikowym.
    Placa za to ci, co pracuja i rozmnazaja sie rozsadnie, jak ludzie a nie jak
    kroliki...
  • Gość: realny IP: *.atr.bydgoszcz.pl 12.07.02, 12:15
    mag9 napisał(a):

    > W matematyce teoretycznej wszystko możesz podzielić! Nie sprowadzaj rozmowy o
    > Bogu na tak płytkie tematy jak rzeczywistość! Myślę, że z szacunku dla Boga
    > wysilmy swoje szare komórki i wyjdźmy poza granice rzeczywistości.

    Kolego, jeśli przyjąć, że wychodzimy poza rzeczywistość, to wszystko jest
    możliwe. Bóg też, oczywiście, a nawet nieskończona ich liczba.
    Czemu ograniczyć się do jednego tylko ?


  • zorbathegreek 08.06.07, 11:16
    W naszej wyobrazni wszystko jest mozliwe, ale czy to znaczy, ze to, co
    wymyslimy, ma od razu tez istniec realnie?
  • zorbathegreek 08.06.07, 11:15
    mag9 napisał: W matematyce teoretycznej wszystko możesz podzielić! Nie
    sprowadzaj rozmowy o Bogu na tak płytkie tematy jak rzeczywistość! Myślę, że z
    szacunku dla Boga wysilmy swoje szare komórki i wyjdźmy poza granice
    rzeczywistości.
    - A czemu mam szanowac byt nieistniejacy bardziej niz np. rownie
    wyimaginowanych bohaterow TRYLOGII Sienkiewicza?
  • Gość: Marcel IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 25.05.02, 17:16
    Rozumiem, że teoria kwarków powstała przed dogmatem Trójcy Św. bo tak wynika z
    tego co napisałeś w pierwszym akapicie.
  • zorbathegreek 08.06.07, 11:17
    To chyba nie ja...
  • Gość: ll IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.07.03, 16:10
    Kagan jesteś skończonym idiotą więc daj sobie już spokój
  • zorbathegreek 08.06.07, 11:17
    Gość portalu: ll napisał: Kagan jesteś skończonym idiotą więc daj sobie już
    spokój
    - To ma byc argument w dyskusji?
  • mag9 03.02.02, 15:18
    > ile jesteśmy w stanie policzyć

    Nie wiem, czy zauważyłeś, ale matematyka może tworzyc nowe liczby.
    Mam dla Ciebie proste zadanie: dodawaj... Kiedy przestaniesz liczyć? Kiedy nie
    będziesz mógł już nic dodać? Kiedy się zatrzymasz? Zawsze znajdzie się liczba o
    1 większa od twojego wyniku. Zatem nieskończoność istnieje.

    Zresztą z tego co czytam, to WIĘKSZOŚĆ z Was ma ZŁE POJĘCIE
    NIESKOŃCZONOŚCI !!!!!

    NIESKOŃCZONOŚĆ POLEGA NA TYM, ŻE NIE MA KOŃCA! WY UWAŻACIE, ŻE MUSI MIEĆ
    KONIEC. Zgadzam się z tym, że materia jest skończona, czas - ostatni słyszałem,
    że czas jest kołem, czyli jego ruch się NIGDY NIE SKOŃCZY (bo nigdy nie
    osiągnie końca drogi).
  • Gość: Ciekawy IP: 5.6R* / *.jed.isu.net.sa 10.10.04, 21:45
    I co dalej? Nie dowodzi to niczego w temacie.
  • zorbathegreek 14.05.07, 17:59
    A czego konkretnie oczekujesz?
  • zorbathegreek 15.05.07, 11:19
    No wlasnie, czego?
  • dziad_na_baby 15.05.07, 13:14
    Wprawdzie nie do mnie to pytanie, ale zabawmy się.
    Ciekaw jestem Twojej odpowiedzi.
    Teza:
    Skoro nie można udowodnić, że Boga nie ma, to On jest.

    Na zasadzie:
    skoro nie można udowodnić Twojej winy, jesteś niewinny.
  • kagan.beck 15.05.07, 15:45
    dziad_na_baby napisał:
    Wprawdzie nie do mnie to pytanie, ale zabawmy się. Ciekaw jestem Twojej
    odpowiedzi. Teza:
    Skoro nie można udowodnić, że Boga nie ma, to On jest.
    Na zasadzie:
    skoro nie można udowodnić Twojej winy, jesteś niewinny.
    - Niestety, ale pomyliles zasady obrony w procesie karnym (zasada domniemania
    niewinnosci oskarzonego) z zasadami przeprowadzania dowodow w nauce. Oskarznie
    (zwykle prokurator)musi udowodnic oskatzonemu wine, inaczej oskarzonego uznaje
    sie za niewinnego w swietle prawa. Ale w nauce brak dowodu na to, ze cos
    nieistnieje, nie oznacza, ze to istnieje. Nie ma np. dowodu na to, ze
    nieistnieje zycie poza ziemia. Ale nie oznacza to przeciez, ze takie zycie nie
    istnieje, tylko to, ze nie ma obcnie dowodu, ze takie zycie nieistnieje... Moze
    ono (z naszego obecnego punktu widzenia) istniec i nieistniec, na razie bowiem
    nie mamy zadnego empirycznego dowodu ani w te, ani w tamta strone. Sytuacja sie
    zmini diametralnie, gdy znajdziemy albo zycie poza Ziemia, albo naukowy dowod,
    ze takowe istniec nie moze (np. okaze sie, ze istnieje tylko nasz system
    planetarny, a reszta to holograficzna iluzja).
    Pozdrowka! :)
  • dziad_na_baby 15.05.07, 15:51
    Pozdrówka! :)))

    Coś wymyślę.
    Ciekawią mnie Twoje wykłady.
    Pokedziesz na mecz do Lwowa
  • kagan.beck 17.05.07, 11:25
    wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80279,4135451.html
    Wielu autorów teorii spiskowych nie wierzy, że Jan Pawła II przekazał pełną
    treść trzeciej tajemnicy. - Trzecia tajemnica mówiła o kryzysie wiary i
    załamaniu hierarchii Kościoła w obliczu fali herezji - głosi sztandarowa
    teoria, której autorem jest dziennikarz Antonio Socci. Inni twierdzą, że w
    trzeciej tajemnicy fatimskiej była mowa o końcu świata.
  • zorbathegreek 08.06.07, 11:21
    ;)
  • zorbathegreek 08.06.07, 11:20
    Mylisz dowod prawny z dowodem naukowym...
  • zorbathegreek 13.06.07, 18:08
    O co ci więc chodzi?
  • zorbathegreek 08.06.07, 11:20
    Istnieje tylko wirtualnie. Dodajac po 1, jedna liczba na sekunde, nawet
    zaczynajac od miliardow miliardow, nie starczy ci zycia na osiagniecie
    nieskonczonosci, chocbys nawet zyl nieskonczona ilosc lat... ;) Bo zawsze
    bedzie liczba o 1 wieksza!
  • iaffelos 14.07.02, 17:01
    Gość portalu: Kagan napisał(a):

    > iaffelos napisał(a):
    >
    > > proste zagadnienie matematyczne dla Kagana:
    > >
    > > ile jest liczb rzeczywistych miedzy 0 a 1?
    >
    > Kagan: Bardzo duzo, ale na pewno NIE nieskoncona ilosc,
    > bo poniewaz nasz swiat ma ograniczony wiek, to tych liczb
    > jest praktycznie tylko tyle, ile jestesmy w stanie policzyc
    > (sami, czy tez przy pomocy np. komputerow).
    > A poniewaz w naszym wszechswiecie NIE jest mozliwe przekroczenie
    > szybkosci swiatla, wiec nawet najszybszy superkomputer bedzie mial
    > z definicji OGRANICZONA szybkosc...
    > To, ze tobie w podstawowce (a moze nawet i ogolniaku) nakladli
    > bzdur do glowy, wcale NIE oznacza, ze nieskonczonosc istnieje.
    > To tylko jeszcze jedna bledna idea, ktora narobila wiele zlego
    > w nauce...
    >
    > > a btw. 1/0 to nie jest odwrotnosc zera, takie dzialanie jest
    > > niewykonalne.
    >
    > Kagan: 1/2 jest odwrotnoscia 2, 1/100 jest odwrotnoscia 100, itp.
    > To czym jest 1/0 jak nie ODWROTNOSCIA zera? Kto ci powiedzial,
    > ze to "niewykonalne" zadanie? Oblicz np. pierwiastek kwadratowy
    > z minus jeden (-1). Czy to tez w/g ciebie "niewykonalne zadanie"?
    > Jak NIE masz za grosz wyobrazni, to sie NIE wymadrzaj...

    kto by pomyslal, ze wroce po 7 miesiacach na ten chory
    watek :-)

    a jednak... widze, ze dalej jestes tak samo zacofany, jak
    kiedys. czy dalej uwazasz, ze 1 dzieli sie przez zero? czy
    juz ci to prosto wylozono, ze 'kaganki' nie istnieja i
    przyjales to do wiadomosci? bo jakos uciekles z tamtych
    watkow, biedaku :-)

    a gdzie twoje stare alter ego ljkel2?

    hie hie
  • zorbathegreek 08.06.07, 11:21
    Znow tylko ad personam?
  • iaffelos 14.07.02, 17:08
    Gość portalu: Kagan napisał(a):

    > iaffelos napisał(a):
    >
    > > proste zagadnienie matematyczne dla Kagana:
    > >
    > > ile jest liczb rzeczywistych miedzy 0 a 1?
    >
    > Kagan: Bardzo duzo, ale na pewno NIE nieskoncona ilosc,
    > bo poniewaz nasz swiat ma ograniczony wiek, to tych liczb
    > jest praktycznie tylko tyle, ile jestesmy w stanie policzyc
    > (sami, czy tez przy pomocy np. komputerow).
    > A poniewaz w naszym wszechswiecie NIE jest mozliwe przekroczenie
    > szybkosci swiatla, wiec nawet najszybszy superkomputer bedzie mial
    > z definicji OGRANICZONA szybkosc...
    > To, ze tobie w podstawowce (a moze nawet i ogolniaku) nakladli
    > bzdur do glowy, wcale NIE oznacza, ze nieskonczonosc istnieje.
    > To tylko jeszcze jedna bledna idea, ktora narobila wiele zlego
    > w nauce...
    >
    > > a btw. 1/0 to nie jest odwrotnosc zera, takie dzialanie jest
    > > niewykonalne.
    >
    > Kagan: 1/2 jest odwrotnoscia 2, 1/100 jest odwrotnoscia 100, itp.
    > To czym jest 1/0 jak nie ODWROTNOSCIA zera? Kto ci powiedzial,
    > ze to "niewykonalne" zadanie? Oblicz np. pierwiastek kwadratowy
    > z minus jeden (-1). Czy to tez w/g ciebie "niewykonalne zadanie"?
    > Jak NIE masz za grosz wyobrazni, to sie NIE wymadrzaj...

    kto by pomyslal, ze wroce po 7 miesiacach na ten chory
    watek :-)

    a jednak... widze, ze dalej jestes tak samo zacofany, jak
    kiedys. czy dalej uwazasz, ze 1 dzieli sie przez zero? czy
    juz ci to prosto wylozono, ze 'kaganki' nie istnieja i
    przyjales to do wiadomosci? bo jakos uciekles z tamtych
    watkow, biedaku :-)

    a gdzie twoje stare alter ego ljkel2?

    hie hie
  • Gość: pumper IP: *.ds.univ.gda.pl 04.08.03, 13:00
    Matematyka jest nauką teoretyczną. Więc nieskonczoność ISTNIEJE w teori.
    W rzeczywistości także. Np. twoje rozumowanie jest NIESKONCZENIE głupie. Szkoda tracić czas na rozwijanie tego wątku (jednak chwile poświęce).
    Piszesz że liczb jest tylko tyle ile jesteś w stanie policzyć. Bierzemy więc 10 letnie dziecko i ono mówi że liczb w przedziale ɘ,1> są dwie. Prawda?
    Weźmy teraz jakiegoś szybko liczącego faceta. Liczy, liczy, liczy przez 50 lat i wyszło mu 2207520000 (więcej raszej mu się nie uda). Prawda?
    Bierzemy megaszybki komputer. Liczy wyszło mu cholernie wiele (np 10^10000). Ale ja jako człowiek wiem że gdyby popracował dłużej, lub byłby szybszy to otrzymałby więcej. I nieważne jak szybki to byłby komputer. I ile by pracował. Nie policzy tych liczb. Poda jakiś wynik i ja powiem, ZA MAŁO. Dlaczego? Bo myśle logicznie - tak jak każdy człowiek (chyba poza tobą).
    A skoro czegoś nie można policzyć to znak, że to nieskonczoność. Nie trzeba przecież liczyć na palcach, wystarczy zastosować indukcje matematyczną.

    Ale naprawde wykręca mi palce jak mam odpisywać na takie bzdury. Więc jeszcze kilka krótkich zdan, bo więcej nie wytrzymam :).

    " Kagan: 1/2 jest odwrotnoscia 2, 1/100 jest odwrotnoscia 100, itp. To czym jest 1/0 jak nie ODWROTNOSCIA zera? Kto ci powiedzial, ze to "niewykonalne" zadanie?"
    Otóż niewykonalne, bo:
    wiadomo, że dzielenie jest odwrotnością mnożenia (chyba że tak nie uważasz - ale raczej tak skoro wiesz ile to jest (i)^2)
    Więc mamy:
    mnożenie:
    1*2=2
    dzielenie (odrotnie):
    2/2=1
    Weźmy nasze kochane 0:
    2*0=0
    3*0=0
    dalej:
    0/0=2?
    0/0=3?
    coś chyba nie tak?
    a może 2=3?

    "Oblicz np. pierwiastek kwadratowy z minus jeden (-1). Czy to tez w/g ciebie "niewykonalne zadanie"?"

    Nie wiem co to ma do rzeczy? Jesteś debil (inaczej nie mogę cie określić). Raczej z matematyka masz niewiele wspólnego. Wynik tego działania jest znany od XVI w.


    Ale z drugiej strony - NIEZŁY DOWCIP. Chwytliwy temat. Mnóstwo wpisów. Może to jakiś konkurs na najbardziej chodliwy/kontrowersyjny temat. A więc brawa! Jeśli tak to przepraszam za epitety w twoim kierunku.
  • zorbathegreek 08.06.07, 11:22
    Zdecyduj sie, debil, czy nie debil? ;)
  • qpalzm 25.12.05, 20:10
    iaffelos napisał:
    > a btw. 1/0 to nie jest odwrotnosc zera, takie dzialanie jest
    > niewykonalne.

    Zależy jak zdefiniować odwrotność. A działanie jest niewykonalne tylko dlatego,
    że tak się umówiono. Można jednak umówić się inaczej, że dzieląć coś przez zero
    otrzymamy nieskończenie dużo. To tylko kwestia konwencji.
  • zorbathegreek 21.07.07, 21:05
    qpalzm napisała: Zależy jak zdefiniować odwrotność. A działanie jest
    niewykonalne tylko dlatego, że tak się umówiono. Można jednak umówić się
    inaczej, że dzieląć coś przez zero otrzymamy nieskończenie dużo. To tylko
    kwestia konwencj
    - Cala matematyka, jak religia, to tylko zbior konwencji, arbitralnie zreszta
    wybranych...
  • Gość: Kagan IP: *.vic.bigpond.net.au 25.12.01, 03:21
    Gość portalu: karol3 napisał(a):
    Oj Kagan, Kagan ! Proś Boga o zdrowie, bo o rozum już stanowczo za późno!

    Kagan:
    1. Boga (przynajmniej takiego, w jakiego Karolcio wierzy) NIE ma,
    wiec te modly nie mialby sensu (nawet jakbym czegos potrzebowal).
    2. Jestem zdrowy i rozumny, wiec NIE widzxe potrzeby proszenia
    o to, co mam. W odroznieniu od chrzescijan NIE jestem zbyt chciwy...
    MERRY X-MAS!
  • Gość: gal anon IP: *.icpnet.pl 25.03.02, 01:05
    Gość portalu: Kagan napisał(a):

    > Gość portalu: karol3 napisał(a):
    > Oj Kagan, Kagan ! Proś Boga o zdrowie, bo o rozum już stanowczo za późno!
    >
    > Kagan:
    > 1. Boga (przynajmniej takiego, w jakiego Karolcio wierzy) NIE ma,
    > wiec te modly nie mialby sensu (nawet jakbym czegos potrzebowal).
    > 2. Jestem zdrowy i rozumny, wiec NIE widzxe potrzeby proszenia
    > o to, co mam. W odroznieniu od chrzescijan NIE jestem zbyt chciwy...
    > MERRY X-MAS!

    "Bóg umarł" - Nietsche
    "Nietsche umarł" - Bóg
  • zorbathegreek 13.06.07, 18:10
    Gość portalu: gal anon napisał:
    Gość portalu: Kagan napisał(a):
    Gość portalu: karol3 napisał(a):
    Oj Kagan, Kagan ! Proś Boga o zdrowie, bo o rozum już stanowczo za późno!
    Kagan:
    1. Boga (przynajmniej takiego, w jakiego Karolcio wierzy) NIE ma,
    wiec te modly nie mialby sensu (nawet jakbym czegos potrzebowal).
    2. Jestem zdrowy i rozumny, wiec NIE widzxe potrzeby proszenia
    o to, co mam. W odroznieniu od chrzescijan NIE jestem zbyt chciwy...
    MERRY X-MAS!
    "Bóg umarł" - Nietsche "Nietsche umarł" - Bóg ;) ???
  • zorbathegreek 08.06.07, 09:42
    Gość portalu: karol3 napisał:
    ------------------------------
    Oj Kagan, Kagan ! Proś Boga o zdrowie, bo o rozum już stanowczo za późno !
    - Znow katolicy odwoluja sie do argumentum ad personam z braku argumentum ad
    rem... :(
  • Gość: aga S IP: *.tuwien.ac.at 22.03.02, 11:23
    Gość portalu: Kagan napisał(a):

    > I wypocil:
    > Co za pseudonaukowy belkot, dawno takiego nie slyszalem,
    > z logika i matematyka za wiele wspolnego widac nigdy nie miales.
    > K: Argumenty prosze, a nie wyzwiska.

    Nieskonczonosc plus minus czy pomnozyc razy nieskonczonosc bedzie i tak
    nieskonczonoscia - ja sie tego uczylam jeszcze kiedys dawno w sredniej szkole, a
    Ty?
    Ale czgo wiecej, poza
    > wyzwiskami, mozna oczekiowac od katolika rzemskiego?
    > Anyway, jako zem NIE katolik: Wesolych Swiat Bozego Narodzenia dla MMM!
    > PS: Czy na Wielkanoc (inaczej Boza Smierc) nalezy zyczyc "Smutnych Swiat"?
    > Kagan
    >
    Wielkanoc to Swieto Zmartwychwstania czyli pokonania smierci:-)
  • zorbathegreek 08.06.07, 11:24
    Gdzie, poza zbiorem zydowskich legend, masz dowod na owo "pokonanie smierci"?
  • dox1 11.05.05, 20:57
    Gość portalu: Kagan napisał(a):

    > I wypocil:
    > Co za pseudonaukowy belkot, dawno takiego nie slyszalem,
    > z logika i matematyka za wiele wspolnego widac nigdy nie miales.
    > K: Argumenty prosze, a nie wyzwiska. Ale czgo wiecej, poza
    > wyzwiskami, mozna oczekiowac od katolika rzemskiego?
    > Anyway, jako zem NIE katolik: Wesolych Swiat Bozego Narodzenia dla MMM!
    > PS: Czy na Wielkanoc (inaczej Boza Smierc) nalezy zyczyc "Smutnych Swiat"?
    > Kagan
    >


    To nie jest ten MMM.
  • dox1 19.05.05, 13:49
    To nie ten sam MMM !
  • mms7 03.05.06, 13:09
    Gość portalu: Kagan napisał:

    > I wypocil:
    > Co za pseudonaukowy belkot, dawno takiego nie slyszalem,
    > z logika i matematyka za wiele wspolnego widac nigdy nie miales.
    > K: Argumenty prosze, a nie wyzwiska. Ale czgo wiecej, poza
    > wyzwiskami, mozna oczekiowac od katolika rzemskiego?
    > Anyway, jako zem NIE katolik: Wesolych Swiat Bozego Narodzenia dla MMM!
    > PS: Czy na Wielkanoc (inaczej Boza Smierc) nalezy zyczyc "Smutnych Swiat"?
    > Kagan
    >
    Ja zaczolem od MMM puzniej uzywalem DOX1(zablokowali mi DOX1) teraz MMS7.
    Nie atakuje ludzi krytykujacych kk, tych kturzy pruboja otworzyc oczy tym
    zchorowanym na schizofrenie katolickow polackow.

    Nieznosze tej choloty religijnej!!!
    Video o polaczkach kk: www.youtube.com/watch?v=KHoe8S_HF7s&search=moherowe
  • janiszek1972 25.05.07, 11:57
    Gościu siądź pod mym liściem a odpocznij sobie, nie znajdziesz Ty nigdy Boga,
    mówię ja Tobie. Trzeba zacząć od tego, że jesteś wyśmienitym filozofem i
    naukowo podchodzisz do każdego tematu, więc na dzień dobry nie masz szans
    uwierzyć w jakąkolwiek wiarę w cokolwiek, co nie da się logicznie według Ciebie
    wytłumaczyć. Natomiast sprawa jest banalnie prosta. Jeżeli nie uwierzysz że Bóg
    stworzył człowieka, tylko że człowiek powstał od małpki (patrz Tytus z
    komiksów), to nie uwierzysz również w to, że to człowiek wymyślił logikę dla
    swoich indywidualnych potrzeb i dla przeprowadzania właśnie takich wywodów jak
    Twoje. Logika nie została stworzona przez kosmitów tylko przez ludzi. Natomiast
    umysł Boga wykracza poza dostępność Twojej logicznie myślącej główki, ponieważ
    jest oparty na dogmatach, w które albo się wierzy albo nie. Masz więc dowolność
    i pełną możliwość wyboru i nie musisz sięgać do matematyczno-logicznych
    arkanów, żeby komuś o zdrowych zmysłach wytłumaczyć swoje chore racje. Wiara
    nie opiera się na nauce, a to właśnie nauka coraz częściej stara się po ludzku
    tłumaczyc i interpretować wiarę. Nie musisz przeprowadzać głębokich rozpraw nad
    wyższością świąt bożego narodzenia nad świętami wielkanocnymi, bo to nie ma
    kompletnie żadnego sensu. Jeżeli twierdzisz, że według Ciebie Bóg nie istnieje,
    to zostaw to dla siebie i ciesz się ze swojego wyboru, którego dokonałeś.
    Wszystko co jest ciężkie do realizacji w naszym życiu wcześniej czy później
    staramy się eliminować, bo z definicji jesteśmy stworzeniami wygodnickimi.
    Doceń fakt, że wielu ludzi stara się realizować w swoim życiu te wszystkie
    rzeczy, które niesie w sobie wiara i nie staraj się pisać nowej Ewangelii. I to
    by było na tyle. Serdecznie pozdrawiam
  • faworyta.z.kina 25.05.07, 14:18
    bo przecież mógłby ktoś nie zauważyć;)
  • zorbathegreek 08.06.07, 11:25
    ;)
  • Gość: WA IP: *.domdata.com 25.02.02, 15:22
    Wściekłość na Abpa jest zrozumiała, ksiądz pedał to nie może byc, ale z
    nieistnieniem BOGA to koles ostro przesadziles !

  • qpalzm 25.12.05, 20:33
    Gość portalu: WA napisał:
    > Wściekłość na Abpa jest zrozumiała, ksiądz pedał to nie może byc, ale z
    > nieistnieniem BOGA to koles ostro przesadziles !

    Rozumiem, że masz niezbite dowody na jego istnienie ...
  • zorbathegreek 13.06.07, 18:11
    Gość portalu: WA napisał:
    Wściekłość na Abpa jest zrozumiała, ksiądz pedał to nie może byc, ale z
    nieistnieniem BOGA to koles ostro przesadziles !
    qpalzm napisała: Rozumiem, że masz niezbite dowody na jego istnienie ...
    ;)
  • zorbathegreek 13.06.07, 18:10
    ;)
  • Gość: mark IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 07.03.02, 11:23
    Gość portalu: MMM napisał(a):

    > Co za pseudonaukowy belkot, dawno takiego nie slyszalem, z logika i matematyka
    > za wiele wspolnego widac nigdy nie miales.

    A czy znajdujesz tu logikę?
    Nieskończenie miłosierny Bóg tak się obraził na ludzi, że jego syn nie mający nic
    współnego z tym światem musiał dać się urodzić i umęczyć w celu uzyskania
    przebaczenia najwyższego.
    Logicznych kolejnych świąt :o))



  • zorbathegreek 13.06.07, 18:13
    Gość portalu: MMM napisał(a):
    Co za pseudonaukowy belkot, dawno takiego nie slyszalem, z logika i matematyka
    za wiele wspolnego widac nigdy nie miales.
    Gość portalu: mark napisał: A czy znajdujesz tu logikę?
    Nieskończenie miłosierny Bóg tak się obraził na ludzi, że jego syn nie mający
    nic współnego z tym światem musiał dać się urodzić i umęczyć w celu uzyskania
    przebaczenia najwyższego!
    Logicznych kolejnych świąt :o))
    ;) ;) ;)
  • Gość: dorota IP: *.csk.pl / *.csk.pl 15.11.02, 10:27
    niech kazdy wierzy w co chce ma do tego prawo, ale dam wam przyklad ateisty
    moj dziadek, typowy sowiecki komuch, nigdy nie chodzil do kosciola w nic nie
    wierzyl,noc przed smiercia ( zmarl nagle na zawal) przysnil mu sie Pan Jezus w
    balonie cos do niego mowil, ale co pozostalo tajemnica, chcial powiedziec babci
    co mu sie przysnilo, ale byl pijany i babcia nie chciala z nim rozmawiac ,
    powiedzial tylko tyle ze jutro pojdzie do kosciola, tej nocy zmarl, do kosciola
    nie poszedl, i przed smiercia nawet najbardziej zatwardzialy ateista czuje
    potrzebe pojednania z Bogiem.
    Dziadek nie chorowal nawet ,wszystkim bylo szokiem ze zmarl mial 54 lata, a
    przed miercia chyba pojednal sie z Bogiem.
  • qpalzm 26.12.05, 00:04
    I czego niby ma dowodzić twoja mrożąca krew w żyłach historyjka o dziadku?
    Nikt z ludzi nie chce umierać i każdy się tego boi. Na tym właśnie oparta jest
    cała wiara i religia, jako dające nadzieję (bez gwarancji, niestety)
    na "przepustkę" do wieczności. Czy jednak dowodzi to czegokolwiek? Gdyby
    opierać się na takich "wydedukowanych" zależnościach oraz na powszechności
    poglądów, można by powtórzyć za satyrykiem: "jedzcie gó.no, miliardy much nie
    mogą się mylić!"
  • zorbathegreek 12.06.07, 15:49
    l)
    qpalzm napisała:
    I czego niby ma dowodzić twoja mrożąca krew w żyłach historyjka o dziadku?
    Nikt z ludzi nie chce umierać i każdy się tego boi. Na tym właśnie oparta jest
    cała wiara i religia, jako dające nadzieję (bez gwarancji, niestety)
    na "przepustkę" do wieczności. Czy jednak dowodzi to czegokolwiek? Gdyby
    opierać się na takich "wydedukowanych" zależnościach oraz na powszechności
    poglądów, można by powtórzyć za satyrykiem: "jedzcie gó.no, miliardy much nie
    mogą się mylić!"
  • zorbathegreek 13.06.07, 18:17
    qpalzm napisała:
    I czego niby ma dowodzić twoja mrożąca krew w żyłach historyjka o dziadku?
    Nikt z ludzi nie chce umierać i każdy się tego boi. Na tym właśnie oparta jest
    cała wiara i religia, jako dające nadzieję (bez gwarancji, niestety)
    na "przepustkę" do wieczności. Czy jednak dowodzi to czegokolwiek? Gdyby
    opierać się na takich "wydedukowanych" zależnościach oraz na powszechności
    poglądów, można by powtórzyć za satyrykiem: "jedzcie gó.no, miliardy much nie
    mogą się mylić!"
    Kagan: ;)
  • zorbathegreek 13.06.07, 18:15
    Gość portalu: dorota napisał:
    niech kazdy wierzy w co chce ma do tego prawo, ale dam wam przyklad ateisty
    moj dziadek, typowy sowiecki komuch, nigdy nie chodzil do kosciola w nic nie
    wierzyl,noc przed smiercia ( zmarl nagle na zawal) przysnil mu sie Pan Jezus w
    balonie cos do niego mowil, ale co pozostalo tajemnica, chcial powiedziec babci
    co mu sie przysnilo, ale byl pijany i babcia nie chciala z nim rozmawiac ,
    powiedzial tylko tyle ze jutro pojdzie do kosciola, tej nocy zmarl, do kosciola
    nie poszedl, i przed smiercia nawet najbardziej zatwardzialy ateista czuje
    potrzebe pojednania z Bogiem.
    - Sama to wymyslilas, czy wzielas od katechety? I co maja czyjes widzenia z
    okresu agonii do dowodu na istnienie Boga?
    > Dziadek nie chorowal nawet ,wszystkim bylo szokiem ze zmarl mial 54 lata, a
    > przed miercia chyba pojednal sie z Bogiem.
  • filek01 08.03.06, 12:40
    Konkrety prosze!
  • blizniaczykaczor 24.04.06, 19:01
    na poczatku nic nie rozumiałam ;), jestem dopierom w 1 gimnazjum, napewno
    swięci chrzescijanie beda pisac ze to bzdury, nie wiem moze to sa jakies bzdury
    ale mnie to przekonalo, no i wkozcu ktos zaczal pisac i probowac zaczac pisac
    ze boga nie ma!
  • mi_to_rybka 24.04.06, 19:07
    I to właśnie dyskusyjne tu jest odważna nastolatko
  • rodzynka.sardynka 24.04.06, 19:58
    Jeśli odporna jesteś na kąsanie,
    to długo tu zostaniesz.
    Też zaczęłam od teraz z duszą na ramieniu
  • zorbathegreek 14.06.07, 11:24
    ;)
  • krzys52 24.12.01, 21:20
    Gość portalu: KAGAN napisał(a):

    > Jak wiadomo, Bog jest NIESKONCZONOSCIA (nieskonczenie wielki,
    > nieskonczenie madry, nieskonczenie potezny czy nawet
    > nieskonczenie dobry).
    .............................
    K.P.
    .....Skąd to niby wiadomo? A jeśli nie jest - to co wtedy? Co jeśli po prostu
    jest potężny, mądry, dobry, i co tam jeszcze, tyle że nie nam sądzić na ile?
    ....Zmierzam do tego, że niekoniecznie trzeba być jakimś lizidupkiem by mieć do
    powiedzenia coś na temat Boga (tu: te wszystkie "naj" - jak najbardziej
    wynikające z lizusostwa).
    ....Zmierzam także do tego, że, jak mi się wydaje, poprawne postawienie problemu
    wygląda nastepująco:
    1)Bóg jest, albo - Boga nie ma
    2)Jeśli Bóg jest, to, albo odpowiada naszym wyobrażeniom o Nim - albo nie
    odpowiada.
    3)Wykazanie zprzecznosci w naszych wyobrażeniach dot. Boga wnosi jedynie coś do
    odnośnych (subiektywnych) wyobrażen (które mogą być blędne) - nie wnosi jednak
    NIC do wiedzy na temat Boga (obiektywnego).
    ..
    Twój dowód Kaganie - z uwagi na wykazane sprzeczności - w najlepszym wypadku może
    być dowodem na niepoprawność ludzkich wyobrażen o Bogu. A przecież konstrukcje
    naszej wyobraźni jak najbardziej można ulepszać. Także dzięki Tobie.
    .........................................
    KAGAN
    ......Już udowodniłem (p. wątek o wierze jako produkcie chorych
    > umysłów), że te atrybuty są wewnętrznie sprzeczne, więc takowy Bóg NIE
    > może istnieć, albo istnieje poza logika, ale wtedy WSZYSTKO jest możliwe,
    > i nasz wszechświat to wyjątek, gdzie z kaprysu pańskiego obowiązują jakieś
    > tam prawa fizyki czy reguły logiki, ale o tzw. naturze boskiej NIC nie
    > możemy wtedy powiedzieć, bo jest ona niejako poza logiką (wniosek:
    > natychmiast zamknąć wydziały teologii).
    ..............................................
    K.P.
    ....Z powyzszym natomiast z grubsza zgadzam się(z grubsza pierwsze 3 linijki, do
    WSZYSTKO) - a jest to przy okazji odzwierciedleniem tego co powiedziałem powyżej.
    Zdecydowanie natomiast nie zgadzam się z ostatnim stwierdzeniem, gdyż wydziały
    teologii nie tyle odnoszą się do samego (obiektywnego) Boga co do ludzkich
    (subiektywnych) potrzeb (nie tylko) z Nim związanych. Byle były finansowane przez
    samych potrzebujących.
    ..
    ....Serdecznie pozdrawiam
    ..
    K.P.

  • Gość: marx IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.12.01, 22:58

    > Uwazam, ze tzw. nieskonczonosc NIE istnieje! Po prostu mamy dwa rodzaje
    nieskonczonosci: dodatnia (+) i ujemna (-), czyli ze sie one obie
    wzajemnie znosza, i zostaje tylko zero (0)!>

    Chłopie nie pisz bredni. Czy wiesz , że nieskończoności są sobie nie
    równe!!! Przykład; nieskończoność liczb rzeczywistych jest większa od
    nieskończoności liczb całkowitych.

    Szkoda mi nerw na dalsze wykazywanie błędów Twojego nielogicznego myślenia.
    Wynika to z braku wiedzy podstawowej. Wstyd, że szczycisz się stopniem
    naukowym. Kto Ci do cholery nadał ten tytuł (jaśli jesteś tym Kaganem z
    Australi?). Być może jesteś pastuszkiem ? przepraszam, to wolno ci! Ale na
    miłość boską nie rozprawiaj o nieistnieniu Boga, litość ogarnia na widok
    Twojego tzw."zdrowego rozsądku". Dla lepszego samopoczucia walnij setę.
    Jednocześnie ostrzegam, że gdyby nastąpił przypływ dużego samozadowolenia z
    własnej mądrości nie waż "wchodzić" do internetu z chęcią przedstawienia
    następnej "naukowej rewelacji". Oczywiści zabronić Ci nie mogę ale dobrze
    byłoby gdybyś z kimś mądrzejszym to z konsultował?
  • Gość: Kagan IP: *.vic.bigpond.net.au 25.12.01, 04:18
    Marx: (...) Czy wiesz , że nieskończoności są sobie nie równe!!!
    Przykład; nieskończoność liczb rzeczywistych jest większa od
    nieskończoności liczb całkowitych.
    Kagan: NIC NIE rozumiesz! NIC NIE moze byc wieksze niz nieskonczonosc.
    NIE ma wiec nieskonczonosci "mniejszej" czy "wiekszej"! Skad ten
    pomysl, ze liczb rzeczywistych jest wiecej niz calkowitych? A co
    z liczbami zespolonymi - czy jest ich "wiecej" czy "mniej" niz
    rzeczywistych, a moze "tyle samo"? Czy nie widzisz, ze te
    spekuklacje sa BEZ sensu?
    Zreszta juz udowodnilem, ze liczby zbyt wielkie, albo zbyt male,
    czyli NIC realnego NIE reprezentujace sa bytami zbednymi, wobec ktorych
    uzywamy tzw. brzytwy Occama!

    Marx: Szkoda mi nerw na dalsze wykazywanie błędów Twojego nielogicznego
    myślenia. (Kagan: NIE NERWUJSJA, TAWARISZCZ MARKS!).
    Wynika to z braku wiedzy podstawowej. Wstyd, że szczycisz się stopniem
    naukowym. Kto Ci do cholery nadał ten tytuł (jaśli jesteś tym Kaganem z
    Australi?). Być może jesteś pastuszkiem? (TAK, W SENSIE "PASTERZA
    DUSZ") przepraszam, to wolno ci! Ale na miłość boską nie rozprawiaj o
    nieistnieniu Boga, litość ogarnia na widok Twojego tzw."zdrowego rozsądku".
    Dla lepszego samopoczucia walnij setę.
    (NIE SADZ INNYCH PO SOBIE - WIDAC JAKIE SZKODY CI WYRZADZIL W MOZGU
    NADMIAR ALKOHOLU).
    Jednocześnie ostrzegam, że gdyby nastąpił przypływ dużego samozadowolenia z
    własnej mądrości nie waż "wchodzić" do internetu z chęcią przedstawienia
    następnej "naukowej rewelacji". Oczywiści zabronić Ci nie mogę ale dobrze
    byłoby gdybyś z kimś mądrzejszym to z konsultował?
    Kagan: Oj, Marx, nisko upadles! Z teoretyka diamatu i histmatu
    stales sie jeno samozwanczym cenzorem i policjantem. A skad, za
    przeproszeniem ta twoja pewnosc o swej madrosci?
    Czybys byl nastepnym uzurpatorem a la Jeszu, i twierdzil, ze jestes
    P. Bogiem? Nieco skromnosci i pokory, Marx, a zycie stanie sie ci
    latwiejsze...
    MERRY XMAS!
    Kagan
  • pstradomski 21.02.06, 00:01
    Człowieku! Poczytaj jakiekolwiek książki z teorii mnogości. Poczytaj sobie o
    konstrukcji liczb naturalnych i rzeczywistych, twierdzeniu Cantora (tym tw.
    Cantora: dla każdego zbioru X: X<2^X). Gdybyś powiedział to, co tutaj napisałeś
    na egzaminie ze wstępu do matematyki, to na pewno byś nie zdał.

    A jeszcze jedno - na początku napisałeś, że nieskończonść dodatnia i ujemna się
    znoszą. To może przypomnę (do niedawna było to w materiale liceum
    ogólnokształcącego), że \infty - \infty to tzw. symbol nieoznaczony. I w
    zależności od tego, co dokładnie siedzi pod tymi nieskończonościami, możesz
    otrzymać dowolne wyniki.

    -----

    Zresztą, masz prosty dowód przekątniowy.
    Twierdzisz, że wszystkie nieskończoności są równe. Liczb naturalnych jest
    nieskończenie wiele, prawda? To podzbiorów zbioru liczb naturalnych jest co
    najmniej tyle samo (bo starczą już zbiory jednoelementowe). Skoro
    nieskończoności są równe, to tych podzbiorów liczb naturalnych jest tyle samo,
    co liczb naturalnych. No to można je połączyć w pary - czyli stworzyć bijekcję
    między tymi zbiorami. No to proszę. Niech f jest taką bijekcją z N w P(N).

    Niech Z={n naturalnych: n nie należy do f(n)}. To może być zbiór pusty, może
    jakikolwiek inny. Wszystko jedno. Ale na pewno jest podzbiorem liczb
    naturalnych. Skoro f jest bijekcją, to istnieje n_0 takie, że f(n_0)=Z.
    To teraz mam pytanie: czy n_0 należy do Z? Jeżeli tak, to z definicji zbioru Z n
    nie należy do f(n_0), czyli n nie należy do Z. No to może n_0 nie należy do Z?
    To wtedy z def. Z otrzymujemy, że n_0 należy do Z.

    Zatem mamy sprzeczność. Czyli przyjęliśmy fałszywe założenia - że taka bijekcja
    istnieje, czyli że można połączyć w pary, czyli że liczb naturalnych jest tyle
    samo, co podzbiorów zbioru liczb naturalnych. Czyli tych podzbiorów jest WIĘCEJ.
    No chyba, że twierdzisz, że liczb naturalnych jest skończenie wiele. Ale jeżeli
    tak, to pokaż mi największą. Bo w skończonym zbiorze musi istnieć największa.

    Tak właśnie wyglądają formalne logiczne rozumowania.
  • lemowski 08.04.06, 10:38
    Co ma do tego Marx?
    Cala teoria Kantora opiera sie na sprzecznosciach. A matematyka wcale nie jest
    taka scisla, jakby chcieli tego matematycy. Czy wiesz, ze caly wielki gmach
    analizy matematycznej opiera sie na dzieleniu przez zero? Oczywiscie nie wprost,
    ale do tego sprowadza sie w gruncie rzeczy pojecie pochodnej... A wiec o jakiej
    matematyce my tu mowimy? Jak mozna udowodnic twierdzenie Kantora empirycznie? W
    zaden sposob. A wiec nie jest ono naukowe, a metafizyczne... Podobnie jak
    nienaukowe, a metafizyczne sa twe wywody na temat nieskonczonosci...
  • zorbathegreek 11.06.07, 10:47
    Popieram "lemowskiego"!
    lemowski napisał:

    > Co ma do tego Marx?
    > Cala teoria Kantora opiera sie na sprzecznosciach. A matematyka wcale nie jest
    > taka scisla, jakby chcieli tego matematycy. Czy wiesz, ze caly wielki gmach
    > analizy matematycznej opiera sie na dzieleniu przez zero? Oczywiscie nie
    wprost
    > ,
    > ale do tego sprowadza sie w gruncie rzeczy pojecie pochodnej... A wiec o
    jakiej
    > matematyce my tu mowimy? Jak mozna udowodnic twierdzenie Kantora empirycznie?
    W
    > zaden sposob. A wiec nie jest ono naukowe, a metafizyczne... Podobnie jak
    > nienaukowe, a metafizyczne sa twe wywody na temat nieskonczonosci...
  • Gość: Kagan IP: *.vic.bigpond.net.au 25.12.01, 04:06
    KAGAN:
    Jak wiadomo, Bog jest NIESKONCZONOSCIA (nieskonczenie wielki,
    nieskonczenie madry, nieskonczenie potezny czy nawet nieskonczenie dobry).
    K.P. Skąd to niby wiadomo?
    Kagan: Z nauki religii (chocby z katechizmu)...
    K.P.: A jeśli nie jest - to co wtedy? Co jeśli po prostu jest potężny, mądry,
    dobry, i co tam jeszcze, tyle że nie nam sądzić na ile?
    Kagan: To wtedy NIE jest to Bog, ale superman (superwoman?)...
    K.P. Zmierzam do tego, że niekoniecznie trzeba być jakimś lizidupkiem by mieć
    do powiedzenia coś na temat Boga (tu: te wszystkie "naj" - jak najbardziej
    wynikające z lizusostwa).
    Kagan: Ale NIE mojego...
    K.P. Zmierzam także do tego, że, jak mi się wydaje, poprawne postawienie
    problemu wygląda nastepująco:
    1)Bóg jest, albo - Boga nie ma
    (ZGODA)
    2)Jeśli Bóg jest, to, albo odpowiada naszym wyobrażeniom o Nim - albo nie
    odpowiada.
    (Jak Wyzej)
    3)Wykazanie zprzecznosci w naszych wyobrażeniach dot. Boga wnosi jedynie
    coś do odnośnych (subiektywnych) wyobrażen (które mogą być blędne)
    - nie wnosi jednak NIC do wiedzy na temat Boga (obiektywnego).
    (Czyli iz uwazasz, ze Bog jest NIEPOZNAWALNY)

    K.P. Twój dowód Kaganie - z uwagi na wykazane sprzeczności - w najlepszym wypadku
    może być dowodem na niepoprawność ludzkich wyobrażen o Bogu. A przecież
    konstrukcje naszej wyobraźni jak najbardziej można ulepszać. Także dzięki Tobie.
    Kagan: Jesli cos jest NIElogiczne i NIE jestesmy sobie w stanie tego
    wyobrazic, to zakladamy, ze to cos nie istnieje. Skad wiec tylu ludzi,
    wydawaloby sie ze rozumnych, ma az tak absolutna pewnosc, ze to
    NIEwyobrazalne i NIElogiczne istnieje?
    Ponadto: Już udowodniłem (p. wątek o wierze jako produkcie chorych
    umysłów), że te atrybuty boskie są wewnętrznie sprzeczne, więc takowy Bóg
    NIE może istnieć, albo istnieje poza logika, ale wtedy WSZYSTKO jest możliwe,
    i nasz wszechświat to wyjątek, gdzie z kaprysu pańskiego obowiązują jakieś
    tam prawa fizyki czy reguły logiki, ale o tzw. naturze boskiej NIC nie
    możemy wtedy powiedzieć, bo jest ona niejako poza logiką (wniosek:
    natychmiast zamknąć wydziały teologii).

    K.P.Z powyzszym natomiast z grubsza zgadzam się(z grubsza pierwsze 3 linijki,
    do WSZYSTKO) - a jest to przy okazji odzwierciedleniem tego co powiedziałem
    powyżej. Zdecydowanie natomiast nie zgadzam się z ostatnim stwierdzeniem,
    gdyż wydziały teologii nie tyle odnoszą się do samego (obiektywnego) Boga
    co do ludzkich (subiektywnych) potrzeb (nie tylko) z Nim związanych.
    Byle były finansowane przez samych potrzebujących.
    Kagan: NIE sa one wiec wydzialami teologii, a wydzialami b. nieudolnej
    socjologii i psychologii (glownie spolecznej) religii. Maja one wiec
    niewlasciwe nazwy. Zgoda, jak zmienia nazwy i pozbeda sie pretencji,
    ze wiedza co o Bogu "jako takim", to niech sobie istnieja jako kolka
    hobbystow, finansowane z DOBROWOLNYCH datkow fanow P. Boga.
    Ale NIE za pieniadze WSZYSTKICH podatnikow!
    Serdecznie pozdrawiam!
    Kagan
  • ydorius 28.12.01, 18:06
    > Kagan: NIE sa one wiec wydzialami teologii, a wydzialami b. nieudolnej
    > socjologii i psychologii (glownie spolecznej) religii. Maja one wiec
    > niewlasciwe nazwy. Zgoda, jak zmienia nazwy i pozbeda sie pretencji,
    > ze wiedza co o Bogu "jako takim", to niech sobie istnieja jako kolka
    > hobbystow, finansowane z DOBROWOLNYCH datkow fanow P. Boga.
    > Ale NIE za pieniadze WSZYSTKICH podatnikow!

    Całkowicie się zgadzam. Bardzo odpowiada mi model niemiecki, gdzie każdy wybiera
    sobie, na co chce płacić. Kościół Katolicki rzucony w wir twardych praw rynku -
    ohj to by było coś, co chętnie bym ujrzał!
    Szkoda, że jeszcze trzeba będzie na to poczekać :-((

    pozdrawiam,
    .y.
  • Gość: Kagan IP: *.vic.bigpond.net.au 30.12.01, 02:56
    Kagan: NIE sa one wiec wydzialami teologii, a wydzialami b. nieudolnej
    socjologii i psychologii (glownie spolecznej) religii. Maja one wiec
    niewlasciwe nazwy. Zgoda, jak zmienia nazwy i pozbeda sie pretencji,
    ze wiedza cos o Bogu "jako takim", to niech sobie istnieja jako kolka
    hobbystow, finansowane z DOBROWOLNYCH datkow fanow P. Boga.
    Ale NIE za pieniadze WSZYSTKICH podatnikow!

    Y: Całkowicie się zgadzam. Bardzo odpowiada mi model niemiecki, gdzie każdy
    wybiera sobie, na co chce płacić. Kościół Katolicki rzucony w wir twardych
    praw rynku - ohj to by było coś, co chętnie bym ujrzał!
    K: Ciekawe, oni tak popieraja tzw. gospodarke rynkowa, ale sami chca byc
    ponad nia. Przypominaja mi oni mego wykladowce mikroekonomi. Tak sie
    zachwycal funkcjonowaniem wolnego rynku, ze mu wreszcie powiedzialem,
    aby codzienie oglaszal otwary przetarg na swoje stanowisko, bo przeciez
    moze byc ktos inny, kto te zajecia poprowadzi lepiej niz on i za
    mniejsze pieniadze. A tak, to zajmujac miejsce komus bardziej wydajnemu
    niz on sam, marnuje on pieniadze podatnikow, w tym moje (w Australii
    absolwenci uniwerkow placa extra podatek jak zaczna pracowac)...
    HAPPY NEW YEAR!
    Kagan

    Szkoda, że jeszcze trzeba będzie na to poczekać :-((
    pozdrawiam, y.
    K: Moze NIE tak dlugo, jak myslisz. W Australii niecale 100 lat temu
    budowano koscioly bez opamietania, teraz coraz wiecej kosciolow czy
    klasztorow jest na sprzedaz albo juz zamieniona na mieszkania czy magazyny.
    I to bardziej na stale niz w b. ZSRR, bo u nas kosciol sam sie pozbywa
    tych budynkow, NIKT klechow do tego NIE zmusza...
    Juz widze oczyma wyobrazni wielki magazyn zboza w Licheniu...
    K.
  • qpalzm 25.12.05, 23:56
    > wydziały teologii nie tyle odnoszą się do samego (obiektywnego) Boga
    > co do ludzkich (subiektywnych) potrzeb (nie tylko) z Nim związanych.

    TEOLOGIA - nauka o istocie domniemanej czyli MNIEMANOLOGIA :-))
  • zorbathegreek 12.06.07, 15:50
    qpalzm napisała: wydziały teologii nie tyle odnoszą się do samego
    (obiektywnego) Boga co do ludzkich (subiektywnych) potrzeb (nie tylko) z Nim
    związanych.
    TEOLOGIA - nauka o istocie domniemanej czyli MNIEMANOLOGIA :-))
    - JP2 - prof. mniemanologii teoretycznej...
  • ydorius 28.12.01, 18:07
    Witaj, drogi K.P.
    Miło ujrzeć dawnego adwersarza.

    pozdrawiam,
    .y.
  • zorbathegreek 12.06.07, 15:49
    ;) ???
  • Gość: Agostyk IP: *.244.227.155.Dial1.Washington1.Level3.net 25.12.01, 04:35
    Jak mozna udowonic logicznie cos co nie isnieje,
    gdy sie nie ma pewnosci i nawet nielogicznego
    dowodu na obie tezy.

    Bog istnieje albo nie istnieje i to
    w zaleznosci od dyskutanta.

    Jedni sadza, ze cos takiego jak Bog
    istnieja i moga znalezc dowody na istnienie.
    Inni uwazja, ze Bog nie istnieje i tez znajda
    mase dowodow na to.
    Obie grupy stoja przy swoim i sadza, ze maja racje.
    Musialby zjawic sie sedzia, najlepiej Bog aby
    zamknal dyskusje. A Bog jednym sie objawia
    a innym nie, wiec znow zgody nie ma.
    Dyskusja moze trwac wieki.
    Czy warto taka dyskusje podejmowac?
    A moze madrzy dyskutanci zaczna uzywac
    zwrotow "Ja uwazam, ze ... wydaje mi sie, ze... itp."
    A nie przytaczac dowody ktore nie moga byc
    dowodami niczego i fakty ktore nie sa faktami.

    Najlepiej chyba byloby na poczatku dyskusji
    zrobic pewne zalozenia. Na przyklad:
    "Bog isnieje" albo " Boga nie ma" i wtedy
    rozpoczac dyskusje. Robiac oba zalozenia na raz przez
    obie grupy przeciwstawne prowadzi to do balaganu
    myslowego i wlasciwie do niczego,
    a dyskutanci tylko osmieszja sie wzajemnie
    -tak patrzac z punktu widzenia agostyka.
    Czyli nie Bog znosi sie do zera, ale cala dyskusja
    prowadzi do zera.
    Kagana dowody na podstawie matematycznej nieskonczonosci
    wygladaja bardzo naiwnie, poniewaz mozna tam podstawic
    co sie chce. Czy istnieje logika w nieskonczonosci?
    I co to ma oznaczac?
  • Gość: Kagan IP: *.vic.bigpond.net.au 25.12.01, 06:07
    Gość portalu: Agostyk napisał(a):
    Jak mozna udowonic logicznie cos co nie isnieje,
    gdy sie nie ma pewnosci i nawet nielogicznego dowodu na obie tezy.
    Bog istnieje albo nie istnieje i to w zaleznosci od dyskutanta.
    Kagan: Co to "dowod nielogiczny"? jesli NIElogiczny, to zaden z
    niego dowod...

    A: Jedni sadza, ze cos takiego jak Bog istnieja i moga znalezc dowody na
    istnienie. Inni uwazja, ze Bog nie istnieje i tez znajda mase dowodow
    na to. Obie grupy stoja przy swoim i sadza, ze maja racje.
    K: Juz pisalem, ze aby udowodnic istnienie czegos, trzeba to udowodnic
    ponad wszelka watpliwosc, innymi slowy ze jest to ogolna prawidlowosc.
    Aby udowdnic, ze cos NIE istnieje, wystarczy przedstawic jeden jedyny dowod
    na owo nieistnienie, co wlasnie uczynilem.

    A: Musialby zjawic sie sedzia, najlepiej Bog aby zamknal dyskusje.
    A Bog jednym sie objawia a innym nie, wiec znow zgody nie ma.
    K: Czyli, ze wierzysz w istnienie Boga, wiec NIE powinienes sie
    podawac za agnostyka...

    A: Dyskusja moze trwac wieki. Czy warto taka dyskusje podejmowac?
    K: Warto! Inaczej bysmy po prostu byli tchorzami...

    A: A moze madrzy dyskutanci zaczna uzywac zwrotow "Ja uwazam,
    ze ... wydaje mi sie, ze... itp."
    K: Tym, co wierza, to sie wydaje, zas ci, co sie posluguja rozumem
    i logika, WIEDZA, wiec NIC sie im NIE wydaje...

    A: A nie przytaczac dowody ktore nie moga byc dowodami niczego i fakty
    ktore nie sa faktami.
    K: Wiecej precyzji prosze...

    A: Najlepiej chyba byloby na poczatku dyskusji zrobic pewne zalozenia.
    Na przyklad: "Bog isnieje" albo " Boga nie ma" i wtedy rozpoczac dyskusje.
    Robiac oba zalozenia na raz przez obie grupy przeciwstawne prowadzi to do
    balaganu myslowego i wlasciwie do niczego, a dyskutanci tylko osmieszja sie
    wzajemnie - tak patrzac z punktu widzenia agostyka.
    K: NIE jestes agnostykiem, bo dla ciebie oba zalozenia:
    "Bog isnieje" i " Boga nie ma" sa rownorzedne. Zas prawdziwy
    agnostyk moze tylko stwierdzic, ze brak mu dowodow na istnienie badz
    niesistnienie tzw. Boga, a to jest cos zupelnie inego niz
    twierdzenia typu "Bog isnieje" albo " Boga nie ma" ...

    A: Czyli nie Bog znosi sie do zera, ale cala dyskusja
    prowadzi do zera.
    K: To tylko twoja opinia, do ktorej masz zreszta pelne prawo.
    Errare humanum est...

    A: Kagana dowody na podstawie matematycznej nieskonczonosci
    wygladaja bardzo naiwnie, poniewaz mozna tam podstawic
    co sie chce. Czy istnieje logika w nieskonczonosci?
    I co to ma oznaczac?
    K: Sam dajesz sobie odpowiedz na pytania. Jesli zas me dowody
    sa naiwne, to dowody fanow p. Boga sa niemalze nieskonczenie naiwne...
  • Gość: marx IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.12.01, 08:37

    Widzę , że przypływ samozadowolenia był duży, sądząc po sążnistych Twoich
    postach.
    Dam Ci dobrą radę, zanim będziesz nadal bredził o nieistnieniu Boga,
    uzupełnij więdzę z matematyki- podstaw. Ponieważ chełpisz się żywymi kontaktami
    ze środowiskiem akademickim, porozmawiaj z pierwszym lepszym matematykiem nawet
    miernotą naukową z tej dziedziny, o "nieskończonościach" . Jest mi wstyd za
    Ciebie!!!

    Już wiem dlaczego polska ekonomia tak kuleje. Wy wszyscy kończyliści jedną
    uczelnię - SGPIS z Balcerkiem włącznie! TRAGEDIA BLISKO!
  • Gość: Kagan IP: *.vic.bigpond.net.au 25.12.01, 09:01
    marx (k):
    Widzę , że przypływ samozadowolenia był duży, sądząc po sążnistych Twoich
    postach. Dam Ci dobrą radę, zanim będziesz nadal bredził o nieistnieniu
    Boga, uzupełnij więdzę z matematyki- podstaw. Ponieważ chełpisz się żywymi
    kontaktami ze środowiskiem akademickim, porozmawiaj z pierwszym lepszym
    matematykiem nawet miernotą naukową z tej dziedziny, o "nieskończonościach" .
    Jest mi wstyd za Ciebie!!!
    K: Rozmawialem na ten temat z wieloma matematykami, i (acz niechetnie)
    byli zmuszeni mi przyznac racje... A ty NIE bredz o "istnieniu" tzw. Boga!

    M: Już wiem dlaczego polska ekonomia tak kuleje. Wy wszyscy kończyliści jedną
    uczelnię - SGPIS z Balcerkiem włącznie! TRAGEDIA BLISKO!
    K: Ale ja pozniej skonczylem pierwszorzedne uczelnie australijskie,
    a Balcerek jeno drugorzedna amerykanska...
    MERRY XMAS, Marxiu!
  • Gość: Gatsby IP: *.cvx21-bradley.dialup.earthlink.net 25.12.01, 10:30
    Gość portalu: Kagan napisał(a):

    > marx (k):
    > Widzę , że przypływ samozadowolenia był duży, sądząc po sążnistych Twoich
    > postach. Dam Ci dobrą radę, zanim będziesz nadal bredził o nieistnieniu
    > Boga, uzupełnij więdzę z matematyki- podstaw. Ponieważ chełpisz się żywymi
    > kontaktami ze środowiskiem akademickim, porozmawiaj z pierwszym lepszym
    > matematykiem nawet miernotą naukową z tej dziedziny, o "nieskończonościach" .
    > Jest mi wstyd za Ciebie!!!
    > K: Rozmawialem na ten temat z wieloma matematykami, i (acz niechetnie)
    > byli zmuszeni mi przyznac racje... A ty NIE bredz o "istnieniu" tzw. Boga!
    >
    > M: Już wiem dlaczego polska ekonomia tak kuleje. Wy wszyscy kończyliści jedną
    > uczelnię - SGPIS z Balcerkiem włącznie! TRAGEDIA BLISKO!
    > K: Ale ja pozniej skonczylem pierwszorzedne uczelnie australijskie,
    > a Balcerek jeno drugorzedna amerykanska...
    > MERRY XMAS, Marxiu!

  • Gość: Kafar IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.06.03, 00:00
    ...swoje podobieństwo.
  • qpalzm 26.12.05, 00:11
    Bardzo przenikliwa myśl, w dodatku wszystko wyjaśniająca. Jest to teoria nie
    mniej uniwersalna niż założenie istnienia doskonałego Boga, bo każde zapytanie,
    każda wątpliwość może być przy jej pomocy bardzo łatwo rozwiazana.
    I, co najwazniejsze, jej prawdopodobieństwo jest o wiele większe niż
    prawdopodobieństwo istnienia Boga wszechmocnego, która to teoria ma
    szereg "zapętleń" w postaci wewnętrznych sprzeczności.
  • terrestre 24.04.06, 18:48
  • Gość: Gatsby IP: *.cvx21-bradley.dialup.earthlink.net 25.12.01, 10:32
    "Bog nie istnieje jak to zostalo naukowo udowodnione"

    Muzeum Ateizmu, Leningrad 1972
  • Gość: Kagan IP: *.vic.bigpond.net.au 27.12.01, 07:20
    Gość portalu: Gatsby napisał(a):

    > "Bog nie istnieje jak to zostalo naukowo udowodnione"
    >
    > Muzeum Ateizmu, Leningrad 1972

    Koles! NIE wszystko w b. ZSRR bylo zle. Ich samoloty czy lokomotywy
    sa wciaz rozchwytywane, ich rakiety sa ciagle potrzebne zachodowi,
    ich naukowcy i atrysci tez. A za rozwalenie cerkwii prawoslawnej
    powinnismy bolszewikom pomniki skladac, bo popi zawsze byli agentura
    caratu i wszechrosyjskiego imperializmu!
    HAPPY NEW YEAR!
    Kagan
  • Gość: marx IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.12.01, 10:36
    >>>Ale ja pozniej skonczylem pierwszorzedne uczelnie australijskie,
    a Balcerek jeno drugorzedna amerykanska...>>>>

    Niestety naleciałości SGPIS-owskiego lewackiego zepsucia pozostały w obu
    przypadkach!




  • Gość: Kagan IP: *.vic.bigpond.net.au 27.12.01, 07:24
    Gość portalu: marx napisał(a):
    K: Ale ja pozniej skonczylem pierwszorzedne uczelnie australijskie,
    a Balcerek jeno drugorzedna amerykanska...

    M: Niestety naleciałości SGPIS-owskiego lewackiego zepsucia pozostały w
    obu przypadkach!

    K: Slyszalem od pwenego katolickiego oszoloma, ze Hitler tez byl
    lewakiem (byl przeciez formalnie narodowym SOCJLALISTA).
    Ale jak dla kogos wszystko, co sie kojarzy z socjalizmem to
    lewactwo, to ja z taka osoba NIGDY nie znajde wspolnego jezyka.
    Moze sie miedzy nami odbyc conajwyzej "wyczerpujaca wymiana
    pogladow"...
    HAPPY NEW YEAR!
    Kagan
  • kagan.beck 11.05.07, 11:25
    ???
  • Gość: kowalski IP: 192.168.1.* 14.02.02, 18:42
    Gość portalu: Kagan napisał(a):
    >..... Juz pisalem, ze aby udowodnic istnienie czegos, trzeba to udowodnic
    > ponad wszelka watpliwosc, innymi slowy ze jest to ogolna prawidlowosc.
    > Aby udowdnic, ze cos NIE istnieje, wystarczy przedstawic jeden jedyny dowod
    > na owo nieistnienie, co wlasnie uczynilem.

    Kaganie,
    Czy jeśli założymy, że: "Istnieje Kagan, którego przymiotem definiującym jest nieskończona głupota", to
    zgadzając się z prawdziwością Twojego "dowodu" na nieistnienie nieskończoności udowodnimy, że
    Kagan nie istnieje; czy może, że Kagan jest skończenie głupi?
  • Gość: diabelek IP: *.netcom.ca 25.12.01, 17:39
    Skad wiadomo,ze Bog jest nieskonczenie dobry, madry itd. Musiales przeczytac
    albo uslyszec te slowa. Ja przeczytalem, ze "Slowo" bylo u Boga i Bogiem bylo
    slowo. Zagadka na dzis; ile wazy slowo? Prosze podac wage slowa w kilogramach.
    A z matematyki takie na przyklad: Mamy slowo "woda", "powietrze" itp. Ile
    wynosi suma slowa "woda" +"woda"? Bo mi w tym przykladzie to 1+1 rowna sie 1, a
    nie 2 tak jak chcialby matematyk.
  • Gość: Kagan IP: *.vic.bigpond.net.au 27.12.01, 07:27
    Gość portalu: diabelek napisał(a):
    > Skad wiadomo,ze Bog jest nieskonczenie dobry, madry itd. Musiales przeczytac
    > albo uslyszec te slowa. Ja przeczytalem, ze "Slowo" bylo u Boga i Bogiem bylo
    > slowo. Zagadka na dzis; ile wazy slowo? Prosze podac wage slowa w kilogramach.
    > A z matematyki takie na przyklad: Mamy slowo "woda", "powietrze" itp. Ile
    > wynosi suma slowa "woda" +"woda"? Bo mi w tym przykladzie to 1+1 rowna sie 1, a
    > nie 2 tak jak chcialby matematyk.

    K: Brawo! Czy jestez z Canady czy z Californi? Widac, ze raczej NIE
    z klechilandu!
    HAPPY NEW YEAR!
    Kagan

  • palesz 27.12.01, 10:50
    Kagan czytaj starych filozofów np. Pascala - dowiesz się rzeczy
    o istnieniu których nawet nie masz pojęcia!!!!!
  • Gość: Kagan IP: *.vic.bigpond.net.au 27.12.01, 10:58
    palesz napisał(a):

    > Kagan czytaj starych filozofów np. Pascala - dowiesz się rzeczy
    > o istnieniu których nawet nie masz pojęcia!!!!!

    K: Jak to jest? Marx jest z XIX w. i podobno "out of fashion"...
    A tu mi sie poleca jeszcze starszych filozofow...
    A czemu nie Arystotelesa? On to dopiero ludziom zrobil wode
    z mozgu! "Dzieki" niemu nauka zatrzymala sie na setki lat, dopiero
    wlasciwie Newton przezwyciezyl to "dziedzictwo" Arystotelesa,
    ktory przedkladal jalowe spekuklacje nad eksperymenty i
    badania przyrody...
    Tak wiec odpowiem "no, thanks"! Jalowe filozofowanie idealistow
    miedzy nudne bajki wloze...
    HAPPY NEW YEAR!
    Kagan
  • apf 27.12.01, 14:05
    Z radoscia obserwuje twoje tworcze rozprawianie sie Bogiem Absolutnym. W tym
    miejscu wspomne, ze "istnieja" np. bogowie olimpijscy, ktorych "wykreowala"
    mitologia grecka. Sa tez inni bogowie, jednym slowem -bogow jest jak psow.

    Moim zdaniem wszystkie pojecia maja narzedziowy charakter. Logika i matematyka,
    ktore uzywaja pojec zbiorow, liczb, nieskonczonosci okazaly sie bardzo
    skuteczne w opisie i zrozumieniu rzeczy materialnych, czyli istniejacych
    realnie.

    Pojecie Boga Absolutnego, wraz z jego przekraczajacymi granice rozsadku
    atrybutami, ktore zostaly "wysublimowane" z cech i atrybutow istniejacych
    realnie lidzi - jest prawdziwe i istniejace, i jest nawet logicznie w obrebie
    powstalego w ten sposob systemu aksjomatycznego. Wspomne o mozliwosci
    zbudowania sprzecznosci w obrebie "kazdego" systemu z artmetyka liczb
    naturalnych (Tw. Goedla). I zaiste wymaga to wielkiej "wiary" by uwierzyc w
    istnienie Boga Absolutnego gdzies poza lub i w granicach naszego swiata.

    Twoj sposob rozumienia pojecia "nieskonczonosci" rzeczywiscie ma podstawy
    naukowe i jest bardzo racjonalny. Jednakze klasyczne i kwantowe podejscie do
    zjawisk fizycznych jest moim zdaniem wystarczajace i nie trzeba szukac "dziury
    w calym".

    I jeszcze jedna nutka filozoficzna. Poszukujesz rozwiazania absolutnego,
    problemu w ktorym teza jest nieistnienie absolutu, czyli ze istnieja tylko
    rozwiazania lokalne zalezne od "nastawienia" umyslu poznajacego.

    Moim zdaniem Bog Absolutny istnieje, tak samo jak istnieje Kaczor Donald,
    Smoki, Wolny Rynek, Niesmiertelna Kobieta, itd.
  • Gość: Gatsby IP: *.cvx22-bradley.dialup.earthlink.net 27.12.01, 16:17
    Bog nie jest nieskonczonoscia. Nigdy tego nie widzialem w biblii. Biblia mowi
    ze Bog to "slowo". Bog jest osobowy. Mormoni twierdza ze Bog to bardzo
    udoskonalony czlowiek. Jeden z atrybutow Boga to ze jest "wszechmocny". Jednak
    to ze moge wszystko, wcale nie znaczy ze musze wszystko. Poniewaz Twoje glowne
    zalozenie ze "Bog jest nieskonczonoscia" jest bardzo dowolne, wiec cala logika
    na tym budowana dotyczy jakiegos szczegolnego "bozka" wyssanego z palca.
  • Gość: Kagan IP: *.vic.bigpond.net.au 28.12.01, 02:45
    Gość portalu: Gatsby napisał(a):

    Bog nie jest nieskonczonoscia. Nigdy tego nie widzialem w biblii.
    Biblia mowi ze Bog to "slowo". Bog jest osobowy.
    Kagan: Bog jest w/g Biblii:
    - Jeden (1 Corinthians 8:4),
    - Wszechmocny (Jeremiah 32:27, Genesis 17:1 itd.),
    - Zazdrosny (Exodus 20:5)
    - Miloscia (2 Corinthians 13:11)
    - Straszliwym wojownikiem (Exodus 15:3)
    - Dobrym dla wszystkich (Psalm 145:9)
    - Tworca dobra i zla (Isaiah 45:7)
    - Sedzia (Romans 2:2-5)
    - Niewidzialnym duchem (Exodus 33:20)
    - Niezdecydowanym Bogiem (Genesis 1:31 vs Genesis 6:5-6)
    - Raz tym samym, co Jezus (Jan 10:30), a raz wiekszym od Jezusa (Jan 14:28)
    - Raz mieszka w ciemnosciach (1 Kings 8:12), a raz w samym swietle
    (1 Timothy 6:16)
    - Nie mieszka on tez w swiatyniach zbudowanych przez ludzi (Acts 7:48-49).
    Jest wiec on SAMA SPRZECZNOSCIA...

    Mormoni twierdza ze Bog to bardzo udoskonalony czlowiek.
    Kagan: Mormoni twierdza, ze ich czlowiek znalazl dalszy ciag Pisma
    Swietego, ktory to c.d. przechowuja w St. Lake City. Jednak ta ich
    "swietosc" nie przeszkodzila aferom korupcyjnym dookola tego miasta...
    Dla wiekszosci katolikow Bog to taki "superman", bo jak mozna sobie
    wyobrazic kogos, kto NIE jest zwierzeciem (jak my wszyscy)?

    Jeden z atrybutow Boga to ze jest "wszechmocny". Jednak to ze moge wszystko,
    wcale nie znaczy ze musze wszystko.
    K: ALe jak ma sie do dyspozycji NIESKONCZONOSC, to, predzej czy pozniej
    MUSI sie zrobic wszystko, inaczej NIE byloby sie "wszechmocnym"...
    To jeden z paradoksow nieskonczonosci...

    Poniewaz Twoje glowne zalozenie ze "Bog jest nieskonczonoscia" jest bardzo
    dowolne, wiec cala logika na tym budowana dotyczy jakiegos szczegolnego
    "bozka" wyssanego z palca.
    K: Czyli, ze w/g ciebie Bog NIE jest nieskonczonoscia...
    Czyzbys byl mormonem, albo innym swiadkiem Jehowy? Czy wiesz, ze
    pomniejszajac Boga, sprowadzajac go do superczlowieka, bluznisz?
    HAPPY NEW YEAR!
  • Gość: Jaceq IP: *.ppp.szeptel.net.pl 02.02.02, 13:55
    Gość portalu: Kagan napisał(a):

    > Jeden z atrybutow Boga to ze jest "wszechmocny". Jednak to ze moge wszystko,
    > wcale nie znaczy ze musze wszystko.
    > K: ALe jak ma sie do dyspozycji NIESKONCZONOSC, to, predzej czy pozniej
    > MUSI sie zrobic wszystko, inaczej NIE byloby sie "wszechmocnym"...
    > To jeden z paradoksow nieskonczonosci...

    Kagan, Twoje wywody czytam z perwersyjną przyjemnością. Ale powyższy: Przyjmijmy (na chwilkę), że
    czas jest nieskończony i że wszystko to absolutnie WSZYSTKO. Otóż nawet mając do dyspozycji ów
    nieskończony czas, gdy już zrobimy WSZYSTKO, to nie zrobimy WSZYSTKO+1, a gdy już z tym się
    uporamy, to pozostaje WSZYSTKO+2 itd.

    i jeszcze:
    Bóg (istniejący, czy nie) jest wyrafinowany [Einstein, 666].
    J
  • zorbathegreek 08.07.07, 21:05
    Gość portalu: Jaceq napisał:
    Kagan, Twoje wywody czytam z perwersyjną przyjemnością. Ale powyższy:
    Przyjmijmy (na chwilkę), że czas jest nieskończony i że wszystko to absolutnie
    WSZYSTKO. Otóż nawet mając do dyspozycji ów nieskończony czas, gdy już zrobimy
    WSZYSTKO, to nie zrobimy WSZYSTKO+1, a gdy już z tym się uporamy, to pozostaje
    WSZYSTKO+2 itd.
    i jeszcze: Bóg (istniejący, czy nie) jest wyrafinowany [Einstein, 666].
    1) To, co przedstawiles, tylko jeden z licznych paradoksow nieskonczonosci.
    Udowadnia on ma teze, ze w naszym realnym swiecie nie moze byc nieskonczonosci.
    Nieskonczonosc to tylko abstrakcyjna idea, niemozliwa do zrealizowania w
    realnym swiecie, podobnie jak np. czlowiek latajacy w ziemskiej atmosferze przy
    pomocy skrzydel.
    2) Einstein nie wyjasnil czemu jego Bog ma byc akurat wyrafinowany. Dobry to
    przyklad na to, ze nawet najwiekszy autorytet moze sie mylic...
    Pozdr. :)
  • Gość: Kagan IP: *.vic.bigpond.net.au 28.12.01, 02:59
    apf napisał(a):
    Z radoscia obserwuje twoje tworcze rozprawianie sie Bogiem Absolutnym.
    K: To taka rozrywka swiateczna...

    W tym miejscu wspomne, ze "istnieja" np. bogowie olimpijscy, ktorych
    "wykreowala" mitologia grecka. Sa tez inni bogowie, jednym slowem -bogow jest
    jak psow.
    K: Najbardziej mi bliscy sa nasi bogowie slowianscy, blisko spokrewnieni
    z germansko-skandynawskimi. Odkad ich odzrzucilismy na rzecz zydowskich
    bostw typu Jahwe czy Jeszu, odtad zostajemy w tyle za narodami germansko-
    skandynawskimi (zemsta Swiatowita i Perkuna)...

    Moim zdaniem wszystkie pojecia maja narzedziowy charakter. Logika i
    matematyka, ktore uzywaja pojec zbiorow, liczb, nieskonczonosci okazaly
    sie bardzo skuteczne w opisie i zrozumieniu rzeczy materialnych, czyli
    istniejacych realnie.
    Pojecie Boga Absolutnego, wraz z jego przekraczajacymi granice rozsadku
    atrybutami, ktore zostaly "wysublimowane" z cech i atrybutow istniejacych
    realnie ludzi - jest prawdziwe i istniejace, i jest nawet logicznie w
    obrebie powstalego w ten sposob systemu aksjomatycznego. Wspomne o
    mozliwosci zbudowania sprzecznosci w obrebie "kazdego" systemu z artmetyka
    liczb naturalnych (Tw. Goedla). I zaiste wymaga to wielkiej "wiary" by
    uwierzyc w istnienie Boga Absolutnego gdzies poza lub i w granicach naszego
    swiata.
    K: Pol biedy, ze ktos tam sobie wierzy w cos lub kogos. Najgorzej, jak
    zaczyna narzucac innym te swe przesady. Stad walcze z religia jako
    zjawiskiem (patologia) spoleczna...

    Twoj sposob rozumienia pojecia "nieskonczonosci" rzeczywiscie ma podstawy
    naukowe i jest bardzo racjonalny. Jednakze klasyczne i kwantowe podejscie do
    zjawisk fizycznych jest moim zdaniem wystarczajace i nie trzeba szukac
    "dziury w calym".
    K: Wlasnie podejscie kwantowe mnie zainspirowalo, bo jasno dowodzi ono
    nieciaglosci naszego swiata, a wiec i niemozliwosci dzielenia czegokolwiek
    ad infinitum...

    I jeszcze jedna nutka filozoficzna. Poszukujesz rozwiazania absolutnego,
    problemu w ktorym teza jest nieistnienie absolutu, czyli ze istnieja tylko
    rozwiazania lokalne zalezne od "nastawienia" umyslu poznajacego.
    K: Bo to jest jedynie naukowe (empiryczne) podejscie. Reszta to SF, ktora
    zreszta b. lubie ("popelnilem" dysertacye o S. Lemie), ale nikt rozsadny
    NIE bedzie budowal swiatopogladu dookola SF, a miliardy buduja swoj
    swiatopoglad dookola rownie fantstycznych doktryn religijnych...
    To musi byc zbiorowa psychoza, moze na tle wirusowym? To by tlumaczylo
    jej globalny zasieg...

    Moim zdaniem Bog Absolutny istnieje, tak samo jak istnieje Kaczor Donald,
    Smoki, Wolny Rynek, Niesmiertelna Kobieta, itd.
    K: Oczywiscie, ale nikt NIE jest zmuszany do oddawania czci Kaczorowi
    D. Gorzej z wolnym rynkiem, ale jeszcze nie pala na stosach jego
    przeciwnikow...
    HAPPY NEW YEAR!
    Kagan
  • apf 27.12.01, 16:45
    Uwazam, ze tzw. nieskonczonosc NIE istnieje! Po prostu mamy dwa rodzaje
    nieskonczonosci: dodatnia (+) i ujemna (-), czyli ze sie one obie
    wzajemnie znosza, i zostaje tylko zero (0)!

    Nieskonczonosc jest pojeciem i jako takie istnieje. Poslugiwanie sie tym
    narzedziem jest trudne, ale mozliwe. Miedzy innymi to narzedzie pozwolilo
    zbudowac przyblizony obraz swiata w ktorym zyjemy i wykreowac w nim rozne
    technologicznie zaawansowane przedmioty materialne (np. tv, gsm, dvd, itd.)

    Operacje sumy artmetycznej, ktora przeprowadziles na "nieskonczonosciach",
    jesli uzyjemy reprezentacji w postaci szeregow liczbowych moze doprowadzic do
    skrajnie roznych wynikow i w przyblizeniu ma nieskonczenie wiele roznych
    rozwiazan, czyli:

    +<symbol nieskonczonosci> - <symbol nieskonczonosci>=nieskonczenie wiele
    rozwiazan :)

    z usmiechem na twarzy
  • Gość: Kagan IP: *.vic.bigpond.net.au 28.12.01, 02:24
    apf napisał(a):

    (...)

    > Nieskonczonosc jest pojeciem i jako takie istnieje. Poslugiwanie sie tym
    > narzedziem jest trudne, ale mozliwe. Miedzy innymi to narzedzie pozwolilo
    > zbudowac przyblizony obraz swiata w ktorym zyjemy i wykreowac w nim rozne
    > technologicznie zaawansowane przedmioty materialne (np. tv, gsm, dvd, itd.)
    >
    > Operacje sumy artmetycznej, ktora przeprowadziles na "nieskonczonosciach",
    > jesli uzyjemy reprezentacji w postaci szeregow liczbowych moze doprowadzic do
    > skrajnie roznych wynikow i w przyblizeniu ma nieskonczenie wiele roznych
    > rozwiazan, czyli:
    >
    > +<symbol nieskonczonosci> - <symbol nieskonczonosci>=nieskonczenie
    > wiele rozwiazan :)

    K: Czyli ze sam udowodniles bezsens uzywania pojecia "nieskonczonosc".
    Jesli mamy "nieskonczenie wiele rozwiazan", to jakby NIE bylo zadnego
    rozwiazania, gdyz sa one ze soba sprzeczne ex definitione...
    HAPPY NEW YEAR!
  • Gość: eeeeeee..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.07.03, 16:53
    ma wynik nieoznaczony, gdyż to równanie jest nieoznaczone.
  • zorbathegreek 08.07.07, 21:06
    I co z tego? Wytlumacz czemu to rownanie jest nieoznaczone?
  • Gość: Luzik IP: *.chelmnet.pl 27.12.01, 17:37
    I po co te wywody, nie prościej spytać się o to, czy Adam miał pępek?
    :)
  • tgaw 27.12.01, 17:46
    moim zdaniem jesli nieskonczonosci nie ma, to wszelkie poznanie jest
    ograniczone, gdy osiagniemy stan wiedzy absolutnej, staniemy sie niesmiertelni,
    a jesli staniemy sie niesmiertelni - w dodatku wiedzac wszystko, bedziemy
    poniekad bogami samymi dla siebie (przynajmniej we wspolczesnym boga
    rozumieniu), jesli zas nasze pozananie nie jest skonczone, i nigdy go nie
    osiagniemy, to przynajmmnniej wiemy, ze jest nieskonczonosc... ergo: albo bog
    albo nieskonczonosc...
  • Gość: Kagan IP: *.vic.bigpond.net.au 28.12.01, 02:20
    tgaw napisał(a):
    moim zdaniem jesli nieskonczonosci nie ma, to wszelkie poznanie jest
    ograniczone, gdy osiagniemy stan wiedzy absolutnej, staniemy sie niesmiertelni,
    a jesli staniemy sie niesmiertelni - w dodatku wiedzac wszystko, bedziemy
    poniekad bogami samymi dla siebie (przynajmniej we wspolczesnym boga
    rozumieniu), jesli zas nasze pozananie nie jest skonczone, i nigdy go nie
    osiagniemy, to przynajmmnniej wiemy, ze jest nieskonczonosc... ergo: albo bog
    albo nieskonczonosc...

    Kagan: co ma wspolnego "wiedza absolutna" z niesmiertelnoscia?
    Rownie dobrze mozna napisac: "gdy osiagniemy stan wiedzy absolutnej,
    staniemy sie nieskonczenie wielcy", oba zadania sa bez sensu...
    Poniewaz nasz swiat jest ograniczony w czasie i przestrzeni,
    wiec sa tez granice naszego poznania...
    K.
  • Gość: Puchatek IP: *.stacje.agora.pl 27.12.01, 18:13
    Tak sobie czytam co tu wypisujecie i - nie wchodząc w dyskusję o istenieniu lub nieistnieniu Boga - myślę sobie,
    że gdyby ktoś z Was spróbował zdać egzamin z logiki, to by dostał taką pałę jak z tąd do Władywostoku.
    Kagan - Twoje podejście do nieskończoności przypomina mi pewnego uczonego, który stwierdził, że bakterie nie
    istnieję, bo nie można ich zobaczyć. A działanie 1/0 jest matematycznie niewykonalne - tego uczą już w
    podstwówce i - niech mnie ktoś poprawi, jeśli się mylę - chyba tego wyższa matematyka nie neguje.
    Twoje �logiczne� (...) wywody rozbijają sie o jednen mały kłopot. Już Ci o nim kiedyś pisałem - ale Ty chyba nie
    specjalnie czytasz odpowiedzi na swoje posty. Przypomnę - tzw. logika płaszczaka. Stworzenie żyjące w dwu
    wymiarach nie jest w stanie wyobrazić sobie życia w trzecim wymiarze. Każda wzmianka o nim wyda mu się
    nielogiczna.
    Logika - mówię zarówno o logice klasycznej, jak o logice formalnej - to jednak dosyć ścisła nauka. Niestety -
    Twoje rozważania niewiele mają z nią wspólnego.
    Pozdrawiam - P.
  • Gość: HA1 IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net 27.12.01, 21:45
    Ciagle nie widze dowodu...
  • Gość: Kagan IP: *.vic.bigpond.net.au 28.12.01, 02:16
    Gość portalu: Puchatek napisał(a):
    Tak sobie czytam co tu wypisujecie i - nie wchodząc w dyskusję o istenieniu
    lub nieistnieniu Boga - myślę sobie, że gdyby ktoś z Was spróbował zdać egzamin
    z logiki, to by dostał taką pałę jak z tąd do Władywostoku.
    Kagan: Zalezy gdzie, we Wladywostoku niedawno dostawalo sie pale za
    niezbyt entuzjastyczne potepienie genetyki czy cybernetyki...

    Kagan - Twoje podejście do nieskończoności przypomina mi pewnego uczonego,
    który stwierdził, że bakterie nie istnieję, bo nie można ich zobaczyć. A
    działanie 1/0 jest matematycznie niewykonalne - tego uczą już w podstwówce
    i - niech mnie ktoś poprawi, jeśli się mylę - chyba tego wyższa matematyka
    nie neguje.
    Kagan: Trywializujesz me poglady. Chyba ich NIE czytales dokladnie, bo ja
    np. pisalem o kwantach, ktore tez sa niewidziale. Niewidzialne, a
    nieistniejace to dwie rozne rzeczy. Skonczylem tez technikum elektryczne,
    wiec wiem cos o elektronach. Coz z tego, ze sa niewidzialne, jak ich
    obecnosc mozna wykryc chocby wkladajac szpilke do kontaktu (te skrajna
    metode wykrycia niewidzialnej formy energii polecam tylko zatwardzialym
    idealistom). Zas dzialania, ktore sie kiedys wydawaly niewykonalne, obecnie
    sa wykonalne, np. wyciagniecie pierwiastka kwadratowego z minus jeden...
    Pogadaj najpierw z matematykami (ekspertami od filozoficznych podstaw
    matematyki), a pozniej stukaj w klawisze...

    Twoje �logiczne� (...) wywody rozbijają sie o jednen mały kłopot.
    Już Ci o nim kiedyś pisałem - ale Ty chyba nie specjalnie czytasz odpowiedzi
    na swoje posty. Przypomnę - tzw. logika płaszczaka. Stworzenie żyjące w dwu
    wymiarach nie jest w stanie wyobrazić sobie życia w trzecim wymiarze.
    Każda wzmianka o nim wyda mu się nielogiczna.
    Kagan: Nie sadz innych po sobie. Popelniasz tzw. Falacy of composition:
    oceniasz mianowicie innych na podstawie siebie, a ty wcale NIE jestes
    reprezentatywny dla calosci. Jesli ja, trojwymiarowiec, moge sobie wyobrazic,
    a nawet matematycznie opisac, istoty cztero i wiecej wymiarowe (mowa tu
    o wymiarach przestrzennych), to czemu plaszczak nie mogl by sobie podobnie
    wyobrazic mnie? Chyba, ze to bylby plaszczak-katolik rzymski...

    Logika - mówię zarówno o logice klasycznej, jak o logice formalnej - to
    jednak dosyć ścisła nauka. Niestety - Twoje rozważania niewiele mają z nią
    wspólnego. Pozdrawiam - P.
    Kagan: prosze o szczegoly. I nie badz smieszny: popelniasz podstawowe
    bledy (fallacies) na poziomie I roku studiow - pwenie skonczyles KUL albo
    ATK...
    HAPPY NEW YEAR!
    Kagan
  • Gość: diabelek IP: *.netcom.ca 28.12.01, 00:13
    Absolut to pojecie abstrakcyjne. (Amatorow szwedzkiej wodki tutaj pomijam.)
    Uwazam, ze pojecia abstrakcyjne to byt mentalny, ktory ma wplyw na materialny
    i odwrotnie. Na przyklad: ambona- element architektoniczny i jednoczesnie
    SRODEK masowego przekazu pierwszej generacji. Taca- naczynie plaskie sluzace do
    przenoszenia i SYSTEM opodatkowania na zasadzie "co laska". Pisze -apf: " Bog
    absolutny istnieje tak samo jak Kaczor Donald..." Przyznaje,ze Kaczora Donalda
    stworzyla wyobraznia Walta Disneya. Nie wiem natomiast co stworzylo wyobraznie
    Walta Disneya, ale Kaczor Donald istnieje w dalszym ciagu.
  • Gość: Kagan IP: *.vic.bigpond.net.au 28.12.01, 02:02
    Gość portalu: diabelek napisał(a):
    Absolut to pojecie abstrakcyjne. (Amatorow szwedzkiej wodki tutaj pomijam.)
    Uwazam, ze pojecia abstrakcyjne to byt mentalny, ktory ma wplyw na materialny
    i odwrotnie. Na przyklad: ambona - element architektoniczny i jednoczesnie
    SRODEK masowego przekazu pierwszej generacji. Taca - naczynie plaskie sluzace
    do przenoszenia i SYSTEM opodatkowania na zasadzie "co laska".
    Pisze - apf: "Bog absolutny istnieje tak samo jak Kaczor Donald..."
    Przyznaje, ze Kaczora Donalda stworzyla wyobraznia Walta Disneya. Nie wiem
    natomiast co stworzylo wyobraznie Walta Disneya, ale Kaczor Donald istnieje
    w dalszym ciagu.

    Kagan: Dodalbym jeszcze, ze obok Kaczora Donalda (mego ulubienca) istnieja
    jeszcze byty zwane: Myszka Miki, Pies Pluto czy Goofy... O ich realnosci
    mozemy sie obecnie przekonac prawie o kazdej porze dnia i nocy na tzw.
    Disney Channel. Co wiecej, stworki te uczynily W. Disney'a superbogaczem.
    I niech mi ktos sproboje udowodnic, ze Bog jest bardziej realny niz
    Donald Duck! Chocby fakt, ze Donalda D. ogladaja dzieci roznych wyznan, zas
    do Boga Katolickiego modla sie tylko katolickie dowodzi, ze Donald Duck
    jest Bytem Bardziej Uniwersalnym niz Bog Katolikow Rzymskich...
    Happy New Year!
    Kagan
  • Gość: ethanol IP: 151.112.27.* 28.12.01, 04:02
    Logiczne udowodnienie czegos, czego udowodnic NIE MOZNA jest po prostu
    ALOGICZNE.
    A ty jestes jakis sfrustrowany (nielogiczny rowniez oczywiscie) petaczyna.
  • Gość: Kagan IP: *.vic.bigpond.net.au 28.12.01, 07:06
    Jak dlugo bedziemy musieli znosic takie odzywki "ethanola", jak:
    1. KURWA KAGAN - NIE ROB JAJ !!!
    Autor: Gość portalu: ethanol
    Data: 28-12-2001 04:02 adres: 151.112.27.*
    Lub:
    2. ...A ty jestes jakis sfrustrowany (nielogiczny rowniez oczywiscie)
    petaczyna.

    Jak dlugo jeszcze?
  • tgaw 28.12.01, 11:36
    nie zwracaj na to uwagi, koles sam sobie wystawia swiadectwo... a Tobie nie musi na nim zalezec...
    swoja droga inspirujesz...

    serdecznie pozdrawiam
  • Gość: Kagan IP: *.vic.bigpond.net.au 28.12.01, 11:56
    tgaw napisał(a):

    > nie zwracaj na to uwagi, koles sam sobie wystawia swiadectwo... a Tobie nie mus
    > i na nim zalezec...
    > swoja droga inspirujesz...
    >
    > serdecznie pozdrawiam

    Kagan: Dziekuje! Chodzilo mi tylko o to, ze nie lubie, jak na "moim"
    watku znajduja sie bluzgi. Niby widomo, ze to nie ja, ale niesmak
    pozostaje...
    HAPPY NEW YEAR!
    Kagan
  • tgaw 28.12.01, 12:25
    w takim razie stwórz forum moderowane, z chęcią bym się do takowegoż zapisał, a sprawdziłem, że
    domena www.kagan.art.pl jest wolna! :)
  • Gość: Kagan IP: *.vic.bigpond.net.au 28.12.01, 12:34
    tgaw napisał(a):
    w takim razie stwórz forum moderowane, z chęcią bym się do takowegoż zapisał,
    a sprawdziłem, że domena www.kagan.art.pl jest wolna! :)
    Kagan: pomysl dobry, ale:
    1. Brak czasu (moderowanie zajmuje SPORO czasu; to wielka odpowiedzialnosc,
    wiec NIE mozna tego robic po lebkach)
    2. Brak pieniedzy (potrzebny dobry serwer lub czas na nim).

    Ale: jak znajdziesz sponsora, to moge brac udzial w prowadzeniu tego
    forum (jako JEDEN z WIELU moderatorow).
    HAPPY NEW YEAR
    Kagan
  • tgaw 28.12.01, 13:25
    a moze usenetowa liste dyskusyjna??? czy da sie ja administrowaci i edytowac???

    osobiscie rowniez nie dysponuje iloscia czasu niezbedna do stworzenia takiego serwisu, ale sadze,
    ze i moderowanie nie bedzie rozwiazaniem idealnym... z dwojga zlego: postuluje zostanie przy forum
    publicznym: latwiej jest cos zignorowac, niz wykasowac cos co pierwotnie wydaje sie nonsensem, a
    w istocie moze byc Nowym.

    pozdrawiam
  • Gość: Dotgawa IP: *.antlabs.com / 203.116.61.* 18.09.03, 02:51
    moze usenetowa liste dyskusyjna??? czy da sie ja administrowaci i edytowac???
    - Kto wie?

    - osobiscie rowniez nie dysponuje iloscia czasu niezbedna do stworzenia
    takiego serwisu, ale sadze, ze i moderowanie nie bedzie rozwiazaniem
    idealnym... z dwojga zlego: postuluje zostanie przy forum
    publicznym: latwiej jest cos zignorowac, niz wykasowac cos co pierwotnie
    wydaje sie nonsensem, a w istocie moze byc Nowym.
    pozdrawiam
    - Nawzajem! :)
    U know who!
  • Gość: CGN IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.12.03, 10:56
    Mysle, ze znalzlem sposob - pisuje coraz to z innego adresu i pod inym nickiem.
    Jak to robia operatorzy tajnych szpiegowskich radiostacji...
    No coz, zyjemy w kraju okupowanym przez czarnych w sukienkach! :(
  • zorbathegreek 08.07.07, 21:08
    Atakujesz mnie ad personam, czyli nie masz racji...
  • Gość: DM IP: *.focal-chi.corecomm.net 28.12.01, 06:43
    Gość portalu: KAGAN napisał(a):

    > Jak wiadomo, Bog jest NIESKONCZONOSCIA (nieskonczenie wielki,
    > nieskonczenie madry, nieskonczenie potezny czy nawet
    > nieskonczenie dobry).
    > Juz udowodnilem (p. watek o wierze jako produkcie chorych
    > umyslow), ze te atrybuty sa wewnetrznie sprzeczne, wiec takowy Bog NIE
    > moze istniec, albo istnieje poza logika, ale wtedy WSZYSTKO jest mozliwe,
    > i nasz wszechswiat to wyjatek, gdzie z kaprysu panskiego obowiazuja jakies
    > tam prawa fizyki czy reguly logiki, ale o tzw. naturze boskiej NIC nie
    > mozemy wtedy powiedziec, bo jest ona niejako poza logika (wniosek:
    > natychmiast zamknac wydzialy teologii).
    > Ale wrocmy do glownego tematu!
    > Uwazam, ze tzw. nieskonczonosc NIE istnieje! Po prostu mamy dwa rodzaje
    > nieskonczonosci: dodatnia (+) i ujemna (-), czyli ze sie one obie
    > wzajemnie znosza, i zostaje tylko zero (0)!
    > I nie mowcie, ze mamy np. materie i antymaterie, i jakos te oba rodzaje
    > materii koegzystuja! Bo one koegzystuja tylko dla tego, ze materii
    > i antymaterii jest SKONCZONA ilosc, i w zwiazku z tym moga byc
    > one oddzielone od siebie proznia. A nieskonczonosc (dodatnia jak
    > i ujemna) jest WSZEDZIE, czyli ze musza sie natychmiast zetknac
    > ze soba i anihilowac, zostawiajac absolutne zero (absolutna
    > proznie, czyli NIC). Wniosek: nieskonczonosc NIE moze istniec!
    > Nawet w matematyce uwaza sie, ze np. wynik dzielenia przez zero
    > (np. 1/0 czyli odwrotnosc zera) to NIE jest nieskonczonosc, ale
    > liczba BAAARDZO wielka (dazaca do nieskonczonosci, ale NIGDY jej
    > NIE osiagajaca, bo przeciez owej nieskonczonosci po prostu
    > NIE ma). Od dawna tez wiemy, ze np. nasz swiat (wszechswiat)
    > jest OGRANICZONY w czasie i przestrzeni, ze liczba np. atomow
    > w tym uniwersum, jak tez liczba okreslajaca czas jego trwania,
    > chocby w mikrosekundach, jest tez SKONCZONA!
    > NIE ma wiec ani w rzeczywistosci fizycznej, ani tez w czystej matematyce
    > nieskonczonosci, bowiem nieskonczonosc to pojecie wewnetrznie sprzeczne.
    > Zreszta zapytajcie fizykow: jak sie pojawia w ich rownaniach nieskonczonosc,
    > to znaczy, ze cos w ich teoriach (hipotezach) szwankuje...
    > Tyle, ze jak dotad, NIE maja oni odwagi przyznac, ze nieskonczonosc
    > NIE istnieje, bo jest ona im wygodna (bez niej sporo teorii moglo
    > by sie zawalic, i trzeba by pooddawac te Noble)...
    > Pozdrawiam!
    > P.S. Wesolych Swiat!


    Kagan lepiej udowodnij, ze 2 + 2 = 4
  • Gość: Kagan IP: *.vic.bigpond.net.au 28.12.01, 07:10
    Gość portalu: DM napisał(a):

    Kagan lepiej udowodnij, ze 2 + 2 = 4

    Kagan: A po co? To sie sprawdza w praktyce, wiec PO CO
    marnowac czas na udowadnianie rzeczy oczywistych?
    Problemem ludzkosci NIE jest, ile jest 2+2, ale rzady
    klechow i innych kombinatorow, co wykorzystuja ludzka
    naiwnosc, zagubienie w okrutnym swiecie i poszukiwanie
    prostych a latwych rzowiazan dla spraw skomplikowanych
    i czesto nierozwiazywalnych...
    Stad jest sens dyskutowac dlaczego ludzie daja sie
    wyzyskiwac klerowi, a NIE ma sensu dowodzenie, ze 2+2=4,
    bo co do tego wszyscy prawdziwi naukowcy sa zgodni...
  • akwetil 28.12.01, 09:24
    Gość portalu: Kagan napisał(a):
    > Problemem ludzkosci NIE jest, ile jest 2+2, ale rzady
    > klechow i innych kombinatorow, co wykorzystuja ludzka
    > naiwnosc, zagubienie w okrutnym swiecie i poszukiwanie
    > prostych a latwych rzowiazan dla spraw skomplikowanych
    > i czesto nierozwiazywalnych...
    > Stad jest sens dyskutowac dlaczego ludzie daja sie
    > wyzyskiwac klerowi, a NIE ma sensu dowodzenie, ze 2+2=4,
    > bo co do tego wszyscy prawdziwi naukowcy sa zgodni...

    Kagan, jesteś nielogiczny. Czy rzeczywiście chcesz przy pomocy logiki
    matematycznej udowodnić, że Boga nie ma, czy jest to tylko pretekst, by dać
    ujście resentymentom i uogólniającej awersji do kleru? Mój "logiku", wyżej
    cytowane Twoje sądy mozna byłoby tak strawestować: "Bóg istnieje i niestraszne Mu
    jakieś tam Kagany". Czujesz się obrażony, że Twój psudonim przytaczam w liczbie
    mnogiej (znana metoda komuny)? Słusznie. Więc dlaczego pod terminem "kler"
    umieszczasz umieszczasz księży pijaków, rozpustników, chciwców, a równocześnie
    księży - działaczy "Caritasu", którzy dla "zagubionych w okrutnym świecie"
    zrobili nieporównanie więcej od Ciebie, księży misjonarzy, którzy troszczą sie
    nie tylko o dusze, ale i ciała biednych, księży - uczonych matematyków i
    astronomów takich jak Michał Heller czy arcybiskup Józef Życiński. Ci ostatni
    mogliby Cię wielokrotnie "zagiąć" w matematycznym rozumowaniu. Powiem Ci
    dlaczego. Bo kieruje Tobą slepa, uogólniająca niechęć, która do logiki ma się
    tak, jak piernik do wiatraka...
  • Gość: Kagan IP: *.vic.bigpond.net.au 28.12.01, 09:59
    Kagan: Problemem ludzkosci NIE jest, ile jest 2+2, ale rzady
    klechow i innych kombinatorow, co wykorzystuja ludzka
    naiwnosc, zagubienie w okrutnym swiecie i poszukiwanie
    prostych a latwych rzowiazan dla spraw skomplikowanych
    i czesto nierozwiazywalnych...
    Stad jest sens dyskutowac dlaczego ludzie daja sie
    wyzyskiwac klerowi, a NIE ma sensu dowodzenie, ze 2+2=4,
    bo co do tego wszyscy prawdziwi naukowcy sa zgodni...

    A: Kagan, jesteś nielogiczny. Czy rzeczywiście chcesz przy pomocy logiki
    matematycznej udowodnić, że Boga nie ma, czy jest to tylko pretekst, by
    dać ujście resentymentom i uogólniającej awersji do kleru?
    K: Uscislij, gdzie jestem Nielogiczny! I udowodnij mi bez powolywania
    sie na tzw. swiete ksiegi i niesprawdzalne osobiste wizje, ze Bog
    istnieje!
    A: Mój "logiku", wyżej cytowane Twoje sądy mozna byłoby tak strawestować:
    "Bóg istnieje i niestraszne Mu jakieś tam Kagany".
    K: Dowod prosze, a nie stwierdzenie "a priori"!
    A: Czujesz się obrażony, że Twój psudonim przytaczam w liczbie mnogiej
    (znana metoda komuny)? Słusznie.
    K: Wcale sie nie czuje obrazony. Smieszysz mnie z tymi pozyczkami
    od komuny, bo udowadniaz, ze twoja ideologia jest podobna do ichniej...
    A: Więc dlaczego pod terminem "kler" umieszczasz umieszczasz księży pijaków,
    rozpustników, chciwców, a równocześnie księży - działaczy "Caritasu", którzy
    dla "zagubionych w okrutnym świecie" zrobili nieporównanie więcej od Ciebie,
    księży misjonarzy, którzy troszczą sie nie tylko o dusze, ale i ciała
    biednych,
    K: STOP! "Caritas" troszczy sie tylko o dusze, ciala sa im potrzebne tylko
    aby "wciagnac" duszyczki na liste, bo nieboszcyki nie licza sie w
    koscielnych statystykach "nawrocen". Misjonarze zas to gorzej niz
    bolszewicy, bo oni niszcza kultury krajow pozaeuropejskich. Ci
    misjonarze zniszczyli kulture Ameryki Lacinskiej, Afryki i sporej
    czesci Azji, o Australii juz nie wspominajac. Co oni robia u innych
    ludow? Czyz ci rasisci i szowinisci NIE widza, ze przychodza nieproszeni,
    wywracaja caly swiat "tubylcow" do gory nogami, degraduja ich do roli
    podludzi czy tez niewolnikow. Co dali misjonarze np. Aborygenom w
    Australii? Zniszczyli ich kulture, w tym jezyki i religie, pozabierali
    dzieci do sierocincow, gdzie sie nad nimi ksieza i zakonnice pastwili
    (w tym seksualnie, za co teraz koscioly chrzescijanskie placa olbrzymie
    odszkodowania).
    A: ...księży - uczonych matematyków i astronomów takich jak Michał
    Heller czy arcybiskup Józef Życiński. Ci ostatni mogliby Cię
    wielokrotnie "zagiąć" w matematycznym rozumowaniu.
    K: To czemu tego NIE robia? Bo wiedza, ze NIE maja NA TO, co ja
    twierdze kontrargumentow. Chcociaz oni sa najprawdopodobniej znacznie
    bardziej inteligentni niz ja, i zapewne tez lepiej oczytani, to
    ich nielogiczny swiatopoglad pelni funkcje "kaganca", ktory
    uniemozliwia im nawiazanie rownorzednej dyskusji ze mna...
    Proponuje: niech przyjada do Australii na dyskusje ze mna,
    albo mnie zaprosza na publiczna dyskusje, np. do Szwajcarii.
    Moge dyskutowac po polsku lub angielsku (inne jezyki znam zbyt
    slabo, aby w nich powaznie dyskutowac).
    A: Powiem Ci dlaczego. Bo kieruje Tobą slepa, uogólniająca niechęć,
    która do logiki ma się tak, jak piernik do wiatraka...
    K: W ktorym dokladnie miejscu to zauwazyles? Ja widze zas u ciebie
    brak logiki, bo masz tak silnie zakodowana rzekoma przewage swego
    swiatopogladu, ze nie dopuszczasz nawet mysli, ze inny swiatopoglad
    moze byc tez logiczny...
  • Gość: nik IP: 216.194.7.* 28.12.01, 07:09

    > Uwazam, ze tzw. nieskonczonosc NIE istnieje! Po prostu mamy dwa rodzaje
    > nieskonczonosci: dodatnia (+) i ujemna (-), czyli ze sie one obie
    > wzajemnie znosza, i zostaje tylko zero (0)!

    Nie będę cię przekonywał, że istnieje Absolut.
    Ale twój dowód , to pseudologika.
    W dodatku dwa rodzaje nieskonczonosci: dodatnia (+) i ujemna (-) istnieją tylko
    na 1-wym. osi liczb .
    O ile dobrze pamiętam, na płaszczyźnie liczb zespolonych nieskonczonosc jest
    tylko jedna.
  • Gość: Kagan IP: *.vic.bigpond.net.au 28.12.01, 07:28
    Gość portalu: nik napisał(a):
    K: Uwazam, ze tzw. nieskonczonosc NIE istnieje! Po prostu mamy dwa rodzaje
    nieskonczonosci: dodatnia (+) i ujemna (-), czyli ze sie one obie
    wzajemnie znosza, i zostaje tylko zero (0)!

    N: Nie będę cię przekonywał, że istnieje Absolut.
    Ale twój dowód , to pseudologika.
    K: Wziales wyjatek z mego wywodu, i na dodatek NIE przedstawiasz zadnego
    kontrargumentu!

    N: W dodatku dwa rodzaje nieskonczonosci: dodatnia (+) i ujemna (-)
    istnieją tylko na 1-wym. osi liczb.
    O ile dobrze pamiętam, na płaszczyźnie liczb zespolonych nieskonczonosc jest
    tylko jedna.

    K:
    1. Istnieja tez na n-wymiarowych osiach.
    2. Liczby zespolone to twor abstrakcyjny, uzyteczny przy niektorych
    obliczeniach (np. w elektrotechnice), ale istniejacy inaczej niz
    liczby rzeczywiste, czyli bez odniesienia do rzeczywistosci materialnej.
    Wprowadzono je, podobnie jak nieskonczonosc, aby ulatwic rachunki.
    Ot, tyle...
    Oprocz tego mamy tzw. liczby zespolone sprzezonem np.:
    1+2i oraz 1-2i, czyli ze kazdej liczbie w postaci m+ni odpowiada
    liczba w postaci m-ni...
    I co ty NA TO?
    Happy NEW YEAR!
    Kagan
  • Gość: nik IP: 216.194.6.* 28.12.01, 16:41
    Liczby zespolone to twor abstrakcyjny, jak wszystko w matematyce. I jak
    wszystko w matematyce, mają swoją reprezentację w rzeczywistości.
    Reprezentacja liczb zespolonych to płaszczyzna (a nie R 2). Tobie do twojego
    dowodu nielogicznego potrzebna jest 1-wym oś R. Dlaczego nie płaszczyzna?
    W dodatku , jeżeli zespolone są dla ciebie "nierzeczywiste", to dlaczego
    przyjmujesz całą oś , łacznie z liczbami ujemnymi, równie "nierzeczywistymi"
    jak zespolone? Nieabstrakcyjne są wszakże tylko liczby dodatnie..

    W dodatku Absolut bywa definiowany jako twór nieskonczenie wymiarowy.
    Wymiary mierzymy w liczbach naturalnych, w których nieskończoność jest tylko
    jedna.

    Musiałem pisać wiecej, choć myslałem, że poprzedni tekst wystarczy.
  • Gość: Kagan IP: *.e-loko.pl 02.05.04, 17:12
    Gość portalu: nik napisał(a): Liczby zespolone to twor abstrakcyjny, jak
    wszystko w matematyce. I jak wszystko w matematyce, mają swoją reprezentację w
    rzeczywistości.
    K: One maja, ale nie wszystko co istnieje w matematyce ma swje realne
    odpowiedniki, np. nieskonczonosc...

    - Reprezentacja liczb zespolonych to płaszczyzna (a nie R 2). Tobie do twojego
    dowodu nielogicznego potrzebna jest 1-wym oś R. Dlaczego nie płaszczyzna?
    K: Uproscilem, aby nie brnac w symbole niedosteone na tym forum...

    - W dodatku , jeżeli zespolone są dla ciebie "nierzeczywiste", to dlaczego
    przyjmujesz całą oś , łacznie z liczbami ujemnymi, równie "nierzeczywistymi"
    jak zespolone? Nieabstrakcyjne są wszakże tylko liczby dodatnie..
    K: Lczby ujemne sa jak najbardziej realne, np. ujemny stan konta...

    - W dodatku Absolut bywa definiowany jako twór nieskonczenie wymiarowy.
    Wymiary mierzymy w liczbach naturalnych, w których nieskończoność jest tylko
    jedna.
    K; Nieskonczonosc isnieje tylko jako abstrakcja...

    - Musiałem pisać wiecej, choć myslałem, że poprzedni tekst wystarczy.
    K: Myslec ci wolno! ;) POZDROWKA! :)
  • Gość: UP! IP: *.latrobe.edu.au / *.latrobe.edu.au 19.07.04, 09:53
    :)))
  • akwetil 28.12.01, 08:59
    Cholera, a już myślałem, że geniuszy nie ma na świecie. A tu jest!!!. Wesołych
    Świąt, Kagan (ale jakich Świąt,skoro udowodniłeś logicznie, że Boga nie ma?).
  • Gość: Kagan IP: *.vic.bigpond.net.au 28.12.01, 09:07
    akwetil napisał(a):

    > Cholera, a już myślałem, że geniuszy nie ma na świecie. A tu jest!!!. Wesołych
    > Świąt, Kagan (ale jakich Świąt,skoro udowodniłeś logicznie, że Boga nie ma?).

    K: I masz racje! Ostatni zyjacy geniusz to byl przeciez tow. Jozef
    Wissarionowicz... Oczywiscie, w porownaniu do takiego Busha jr. czy
    Putina to ja jestem superstar, ale zeby zaraz geniusz?
    A swieta moga byc przeciez bez Boga (np. 1 maja). 25 grudnia to dobry
    czas na swieta, bo ciemno i zimno (przynajmniej w Polsce),
    wiec przydaja sie te oswietlone choinki czy prezenty pod nimi...
    HAPPY NEW YEAR!
    Kagan
  • akwetil 28.12.01, 09:30
    Aleś trafił z tym 1 maja, niechże Cię
  • Gość: Kagan IP: *.vic.bigpond.net.au 28.12.01, 10:09
    akwetil napisał(a):

    > Aleś trafił z tym 1 maja, niechże Cię

    Kagan: A co, zle swieto? W Melbourne byl ostanio na 1 Maja pochod
    na conajmniej kilometr i kilka godzin... I wcale nie byla to demonstracja
    ekstremy. Byla tam kupa dzialaczy Labor Party (zreszta u wladzy w stanie
    Victoria) czy zwiazkow zawodowych...
    HAPPY NEW YEAR!
    Kagan
  • Gość: Kagan IP: *.e-loko.pl 02.05.04, 17:13
    Pamietam! To byl tylko taki chwyt erystyczny! :)
  • Gość: ;) IP: *.e-loko.pl 02.05.04, 17:09
  • Gość: ;) IP: *.lib.unimelb.edu.au 20.07.04, 04:44
  • __jw 28.12.01, 10:51
    Nie rozumiesz podstawowej rzeczy... tak samo jak istnienia Boga nie da się
    udowodnić tak również jego nieistnienia nie da się dowieść. W Boga można wierzy
    ć lub nie...

    Pozdrawiam.

    ps1 Zastanawiałeś się dlaczego czujesz tak silną potrzebę pisania o
    nieistnieniu Boga na publicznym forum?
    ps2 Twój dowód oczywiście nie ma nic wspólnego z logiką.
  • Gość: Kagan IP: *.vic.bigpond.net.au 28.12.01, 10:56
    jw: Nie rozumiesz podstawowej rzeczy... tak samo jak istnienia Boga nie da
    się udowodnić tak również jego nieistnienia nie da się dowieść.
    W Boga można wierzyć lub nie...
    Kagan: Udowodnij mi to! Na razie tylko to stwierdziles...

    ps1 Zastanawiałeś się dlaczego czujesz tak silną potrzebę pisania o
    nieistnieniu Boga na publicznym forum?
    Kagan: Zastanawiałeś się dlaczego ksieza moga miec tak wielkie
    forum (koscioly)? To czemu zabraniasz mi prawa do wyglaszania
    opinii?
    ps2 Twój dowód oczywiście nie ma nic wspólnego z logiką.
    Kagan: A ty nawet nie jestes w stanie przeprowadzic proby jakiegokolwiek
    dowodu. Wiec czemu zabierasz glos? Masz silna potrzebe pisania, ale
    nie potrafisz tego robic. To sie nazywa grafomania...
    HAPPY NEW YEAR
    Kagan
  • __jw 28.12.01, 11:57
    > jw: Nie rozumiesz podstawowej rzeczy... tak samo jak istnienia Boga nie da
    > się udowodnić tak również jego nieistnienia nie da się dowieść.
    > W Boga można wierzyć lub nie...
    > Kagan: Udowodnij mi to! Na razie tylko to stwierdziles...

    I to wystarczy, nie będę tego udowadniał (podobnie jak nie będę dowodził
    niemożliwości istnienia zbioru wszystkich zbiorów).

    > ps1 Zastanawiałeś się dlaczego czujesz tak silną potrzebę pisania o
    > nieistnieniu Boga na publicznym forum?
    > Kagan: Zastanawiałeś się dlaczego ksieza moga miec tak wielkie
    > forum (koscioly)? To czemu zabraniasz mi prawa do wyglaszania
    > opinii?

    Nie zabraniam Ci tego prawa. Nie rozumiesz tego co napisałem. Chciałem zwrócić Ci
    uwagę na to, że tak naprawdę to masz problem polegający na potrzebie, której nie
    jesteś w stanie sam w sobie rozpoznać.

    > ps2 Twój dowód oczywiście nie ma nic wspólnego z logiką.
    > Kagan: A ty nawet nie jestes w stanie przeprowadzic proby jakiegokolwiek
    > dowodu. Wiec czemu zabierasz glos? Masz silna potrzebe pisania, ale
    > nie potrafisz tego robic. To sie nazywa grafomania...

    Zgadza się, ktoś kto pisze dużo i nie potrafi tego robić to grafoman.
    Dlaczego jesteś taki ofensywny i z taką niecierpliwością czekasz na odpowiedzi?



  • Gość: Kagan IP: *.vic.bigpond.net.au 28.12.01, 12:05
    jw: Nie rozumiesz podstawowej rzeczy... tak samo jak istnienia Boga nie
    da się udowodnić tak również jego nieistnienia nie da się dowieść.
    W Boga można wierzyć lub nie...

    Kagan: Udowodnij mi to! Na razie tylko to stwierdziles...

    jw: I to wystarczy, nie będę tego udowadniał (podobnie jak nie będę
    dowodził niemożliwości istnienia zbioru wszystkich zbiorów).

    Kagan: Czyli,ze jednak zgadzasz sie ze mna, ze tzw. nieskonczonosc
    NIE istnieje. Po co wiec ten caly chalas?

    ps1 Zastanawiałeś się dlaczego czujesz tak silną potrzebę pisania o
    nieistnieniu Boga na publicznym forum?
    Kagan: Zastanawiałeś się dlaczego ksieza moga miec tak wielkie
    forum (koscioly)? To czemu zabraniasz mi prawa do wyglaszania
    opinii?
    jw Nie zabraniam Ci tego prawa. Nie rozumiesz tego co napisałem.
    Chciałem zwrócić Ci uwagę na to, że tak naprawdę to masz problem polegający
    na potrzebie, której nie jesteś w stanie sam w sobie rozpoznać.
    K: Czyzby kazdy, kto zabiera glos w dyskusji, a ma inne zdanie niz ty,
    ma w/g ciebie "problem"? A moze to ty go masz, a nie inni?

    ps2 Twój dowód oczywiście nie ma nic wspólnego z logiką.
    Kagan: A ty nawet nie jestes w stanie przeprowadzic proby jakiegokolwiek
    dowodu. Wiec czemu zabierasz glos? Masz silna potrzebe pisania, ale
    nie potrafisz tego robic. To sie nazywa grafomania...
    jw: Zgadza się, ktoś kto pisze dużo i nie potrafi tego robić to grafoman.
    Dlaczego jesteś taki ofensywny i z taką niecierpliwością czekasz na
    odpowiedzi?
    K: Mam teraz czas, bo u nas ferie, a rozsadni ludzie siedza wtedy w
    domu, bo na drogach tlok i mnostwo wypadkow (przynajmniej jak na Australie).
    Ty tez mi zaraz odpowiadasz... A moja "ofensywnosc" to zabawa, w prownaniu
    do ofensywnosci np. misjonarzy, co to nieproszeni wtracaja sie wszedzie...
  • __jw 28.12.01, 12:39
    > (...)(podobnie jak nie będę dowodził niemożliwości istnienia zbioru
    > wszystkich zbiorów).

    > Kagan: Czyli,ze jednak zgadzasz sie ze mna, ze tzw. nieskonczonosc
    > NIE istnieje. Po co wiec ten caly chalas?

    Jedno z drugim nie ma nic wspólnego! Przyklad podałem z kapelusza. Jeśli już
    jednak chcesz tej analogi to niemożliwość zamknięcia czegoś w zbiór świadczy
    dokładnie ODWROTNIE, świadczy o "nieskończoności" jego elementów.

    Tak jak powyższe jest cały twój proces rozumowania, kupy się nie trzyma i
    przypomina gadanie w piwiarni przy strzyżeniu owiec.

    Żegnam.

  • Gość: Kagan IP: *.vic.bigpond.net.au 28.12.01, 12:47
    jw napisał(a):
    (...)(podobnie jak nie będę dowodził niemożliwości istnienia zbioru
    wszystkich zbiorów).

    Kagan: Czyli,ze jednak zgadzasz sie ze mna, ze tzw. nieskonczonosc
    NIE istnieje. Po co wiec ten caly chalas?

    jw: Jedno z drugim nie ma nic wspólnego! Przyklad podałem z kapelusza.
    Jeśli już jednak chcesz tej analogi to niemożliwość zamknięcia czegoś w
    zbiór świadczy dokładnie ODWROTNIE, świadczy o "nieskończoności" jego
    elementów.
    K: Czyli ze nieskonczonosc jest sprzecznoscia sama w sobie, bo z jednej
    strony ona podobno istnieje, a z drugiej strony jest jakby "za mala"
    aby pomiescic z zbior z nieskonczona iloscia elementow. C.N.U.

    jw: Tak jak powyższe jest cały twój proces rozumowania, kupy się nie trzyma
    i przypomina gadanie w piwiarni przy strzyżeniu owiec.
    K: Owce strzyze sie w tzw. "shed", czyli szopie. A do piwiarni raczej sie
    owiec nie przyprowadza, bo od razu "majty" by cie podsumowaly, ze
    sobie narzeczona przyprowadziles...
    jw: Żegnam.
    K: A ja ci tradycyjnie zycze HAPPY NEW YEAR!
    Kagan

  • __jw 28.12.01, 13:00
    Gość portalu: Kagan napisał(a):

    > jw napisał(a):
    > (...)(podobnie jak nie będę dowodził niemożliwości istnienia zbioru
    > wszystkich zbiorów).
    >
    > Kagan: Czyli,ze jednak zgadzasz sie ze mna, ze tzw. nieskonczonosc
    > NIE istnieje. Po co wiec ten caly chalas?
    >
    > jw: Jedno z drugim nie ma nic wspólnego! Przyklad podałem z kapelusza.
    > Jeśli już jednak chcesz tej analogi to niemożliwość zamknięcia czegoś w
    > zbiór świadczy dokładnie ODWROTNIE, świadczy o "nieskończoności" jego
    > elementów.
    > K: Czyli ze nieskonczonosc jest sprzecznoscia sama w sobie, bo z jednej
    > strony ona podobno istnieje, a z drugiej strony jest jakby "za mala"
    > aby pomiescic z zbior z nieskonczona iloscia elementow. C.N.U.

    Ostatni raz. Przyczyną tego, że nie istnieje zbiór wszystkich zbiorów jest fakt
    wewnętrznej sprzeczności, iż jednym z jego elementów musiałby być on sam.

    > bo z jednej strony ona podobno istnieje, a z drugiej strony jest jakby "za
    mala" (...)

    Przenieś się lepiej na forum poezja.

    > C.N.U.

    To mnie szczerze mówiąc dobiło, ale poradzę sobie chyba...
  • Gość: Kagan IP: *.vic.bigpond.net.au 28.12.01, 13:14
    __jw napisał(a):
    (podobnie jak nie będę dowodził niemożliwości istnienia zbioru
    wszystkich zbiorów).
    Kagan: Czyli,ze jednak zgadzasz sie ze mna, ze tzw. nieskonczonosc
    NIE istnieje. Po co wiec ten caly chalas?
    jw: Jedno z drugim nie ma nic wspólnego! Przyklad podałem z kapelusza.
    Jeśli już jednak chcesz tej analogi to niemożliwość zamknięcia czegoś w
    zbiór świadczy dokładnie ODWROTNIE, świadczy o "nieskończoności" jego
    elementów.
    K: Czyli ze nieskonczonosc jest sprzecznoscia sama w sobie, bo z jednej
    strony ona podobno istnieje, a z drugiej strony jest jakby "za mala"
    aby pomiescic z zbior z nieskonczona iloscia elementow. C.N.U.
    jw: Ostatni raz. Przyczyną tego, że nie istnieje zbiór wszystkich zbiorów
    jest fakt wewnętrznej sprzeczności, iż jednym z jego elementów musiałby być
    on sam.
    K: Nie widze tu zadnej sprzecznosci: zbior moze zawierac sam siebie.
    Szczegolnie jesli jest on n-wymiarowy...

    ... bo z jednej strony ona podobno istnieje, a z drugiej strony jest jakby
    "za mala" (...)
    jw: Przenieś się lepiej na forum poezja.
    K: Matematyka to tez poezja, tyle ze wyrazona w jezyku liczb, formul
    i wykresow...

    jw: To mnie szczerze mówiąc dobiło, ale poradzę sobie chyba...
    K: GOOD LUCK!
  • apf 28.12.01, 12:57
    Kagan w twej "nienawisci" do kleru wyczuwam sprzeciw przeciwko nietolerancji,
    zaklamaniu, zniewalaniu umyslow, itd., itp., ktory moim zdaniem trzeba kierowac
    do konkretych osob nizli do zbiorowosci.

    Moim zdaniem wszelkie uogolnienia, a wiec rowniez utworzone w jezyku podmioty
    zbiorowe (narod, katolicy, zydzi, talibowie) powstajace przez ekspozycje jeden
    cechy i zaniedbaniu pozostalych - sa bardzo niebezpieczne !!!

    Szarlatani wszelkiej masci posluguja sie tymi pojeciami w celu wspomianego
    powyzej zniewalania umyslow.

    Bardzo niebezpieczne sa rowniez nasze "dobre" uczycia adresowane do tychze
    podmiotow, bowiem mozna paradoksalnie spowodowac ze "dobro" obroci sie w "zlo".

    I na koniec krotka opowiesc:

    Mam kolege ktory tez wyemigrowal do Australii, ktory mowil:
    "Poczulem glos wewnetrzny - Pojdz za mna"
    a odpowiadal sobie tak:
    "spierdalaj"
  • Gość: Kagan IP: *.vic.bigpond.net.au 28.12.01, 13:08
    apf: Kagan w twej "nienawisci" do kleru wyczuwam sprzeciw przeciwko
    nietolerancji, zaklamaniu, zniewalaniu umyslow, itd., itp., ktory moim
    zdaniem trzeba kierowac do konkretych osob nizli do zbiorowosci.

    Moim zdaniem wszelkie uogolnienia, a wiec rowniez utworzone w jezyku podmioty
    zbiorowe (narod, katolicy, zydzi, talibowie) powstajace przez ekspozycje
    jeden cechy i zaniedbaniu pozostalych - sa bardzo niebezpieczne !!!

    Szarlatani wszelkiej masci posluguja sie tymi pojeciami w celu wspomianego
    powyzej zniewalania umyslow.

    Bardzo niebezpieczne sa rowniez nasze "dobre" uczycia adresowane do tychze
    podmiotow, bowiem mozna paradoksalnie spowodowac ze "dobro" obroci sie w
    "zlo".

    Kagan: Czyli rozumiem iz moral taki, aby NIC nie robic, bo robiac
    cokolwiek, popelniamy bledy...
    Powiedz to tez klechom, a wtedy zobaczymy: jak oni zamilkna, to ja tez...

    I na koniec krotka opowiesc:
    Mam kolege ktory tez wyemigrowal do Australii, ktory mowil:
    "Poczulem glos wewnetrzny - Pojdz za mna" a odpowiadal sobie tak:
    "spierdalaj"
    Kagan: A oto moja opowiesc:
    Byla sobie zakonnica, zyla sobie w klasztorze. Trzepala zdrowaski,
    umartwiala sie, pomagala ubogim i w ogole prowadzila wzorowy zywot.
    Ale nie byla szczesliwa, bo czegos jej brakowalo. Pewenego dnia
    po prostu opuscila klasztor, aby do niego wiecej nie wrocic.
    Dzis jest szczesliwa matka dwojki zdrowych i wesolych dzieci.
    Po prostu brakowalo jej chlopa, i dzieci, bo byla 100% kobieta.
    Ona tez mowila "spierdalaj" (moze nieco lagodniej) do glosu
    natury, ktory "kazal" jej wypelnic swa naturalna powinnosc.
    Ale miala dosc rozsadku, aby zrozumiec, ze prawa natury sa ponad
    prawami ludzkimi...
    HAPPY NEW YEAR
    Kagan
  • tgaw 28.12.01, 13:43
    Czytales "Ismaela" Daniela Quinna?? ;)
  • Gość: Kagan IP: *.arts.monash.edu.au 29.01.02, 08:59
    tgaw napisał(a):

    > Czytales "Ismaela" Daniela Quinna?? ;)

    NIEstety ale NIE! Ismael cos mi mowi? To ANIOL?
    Stresc mi, bo naprawde NIE mam czasu, studiuje jednoczesnie Kotarbinskiego & Arrow of Time, to mi na
    razie wystarczy...
  • Gość: CGN IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.01.04, 14:19
    itp. itd. ;)
  • Gość: Kagan IP: *.e-loko.pl 02.05.04, 17:09
    Przeszkadza ci dyskusja na ten temat?
  • Gość: Kagan IP: *.vic.bigpond.net.au 28.12.01, 12:59
    ... przynajmniej, jesli chodzi o mnie...
    Dochodzi 23:00, pora isc spac...
    Happy New Year, Everyone!
    Kagan
  • Gość: 31 IP: 5.2.1R1D* / *.cpe.net.cable.rogers.com 29.07.02, 05:43
    Gość portalu: Kagan napisał(a):

    > ... przynajmniej, jesli chodzi o mnie...
    > Dochodzi 23:00, pora isc spac...
    > Happy New Year, Everyone!
    > Kagan
  • Gość: Maria IP: 195.217.253.* 28.12.01, 14:07
    Kagan, wiesz co? Biedny jestes. I to bardzo.
  • Gość: tomek IP: *.jgora.dialog.net.pl 28.12.01, 20:18
    Ta dyskusja jest jałowa. Istnienie Boga jest kwestią wiary i niczym więcej. Dla
    jednych istnieje dla innych nie i nikt nikomu nic nie udowodni. Ta dyskusja
    przypomina mi pewien dowcip : dwóch gości dyskutowało na temat istnienia
    krasnali. Pierwszy twierdził,że krasnali nie ma, drugi natomiast zadał pytanie -
    no dobra, a to takie małe w czerwonych czapeczkach to co?
  • Gość: Kagan IP: *.vic.bigpond.net.au 30.12.01, 01:56
    Gość portalu: tomek napisał(a):

    Ta dyskusja jest jałowa. Istnienie Boga jest kwestią wiary i niczym więcej.
    Dla jednych istnieje dla innych nie i nikt nikomu nic nie udowodni.
    Ta dyskusja przypomina mi pewien dowcip : dwóch gości dyskutowało na temat
    istnienia krasnali. Pierwszy twierdził,że krasnali nie ma, drugi natomiast
    zadał pytanie - no dobra, a to takie małe w czerwonych czapeczkach to co?

    Kagan:
    1. Nikt ci nie kaze brac w niej udzialu.
    2. Istnienie Boga NIE jest tylko kwestia wiary. Gdyby tak bylo, to
    rzeczywiscie bym nie zabieral glosu na ten temat. Ale niestety faktem
    jest, ze religia tzw. katolicka jest narzucana na sile (nauka religii
    w szkolach panstwowych), podatki wszystkich obywateli ida na kosciol
    kat., a to wszystko w imie rzekomego istnienia tzw. Boga. Tak wiec
    dopoki istnienie religii bedzie ograniczac wolnosc niewierzacych,
    dopoty ten temat bedzie aktualny.
    3. Nie trywializuj problemu religii! Nikt nie byl przesladowany
    z powodu niewiary w krasnale, nikt sie nie musial o nich uczyc ani placic
    na nie podatkow!
    Kagan
  • Gość: Kagan IP: *.vic.bigpond.net.au 30.12.01, 01:51
    Gość portalu: Maria napisał(a):

    > Kagan, wiesz co? Biedny jestes. I to bardzo.

    A ty Miriam jeszcze bardziej. Niedosc, ze cie rzymski zoldak
    zgwalcil, to jeszcze twoj nieslubny syn Jeszu byl "gaga", wydawalo
    mu sie, ze jest Bogiem, wiec twoi rodacy go wydali znow tym przekletym
    okupantom...
    Naprawde ci szczerze wspolczuje...
    Kagan
  • ydorius 29.12.01, 13:31

    Kaganie, czekam na rzeczowe ustosunkowanie się do moich wypowiedzi.

    pozdrawiam,
    .y.
  • Gość: Kagan IP: *.vic.bigpond.net.au 30.12.01, 03:06
    ydorius napisał(a): Kaganie, czekam na rzeczowe ustosunkowanie się do
    moich wypowiedzi.

    Kagan: Nic, co istnieje realnie NIE da sie dzielic w nieskonczonosc.
    Materia sklada sie z atomow, atomy z czastek elementarnych, niektore
    czastki elementarne z kwarkow, ale bardziej teoretycznie niz praktycznie,
    bo kwarka sie nie da oddzielic od inych kwarkow (wystepuja one trojkami,
    stad pewnie idea tzw. Troycy Sw.).
    Y: Po pierwsze idea Trojcy Swietej powstala nieco wczesniej :-), a po drugie, jak
    doskonale wiesz, kwarki wystepuja rowniez parami - w przypadku niektorych czastek
    dziwnej materii. Oczywiscie nadal sa one zespolone gluonami, ale nie musza
    wystepowac po trzy.
    K: Oczywiscie, ale pozwolilem sobie na zart... Co do tzw. dziwnej materii:
    jak sama nazwa wskazuje, jest to nieco inna materia niz ta, z ktorej
    jestesmy zbudowani. Podobnie antymateria, ale tu wykraczamy poza temat
    tego watku...
    Y: Zgoda.

    K: Niektore czastki elementarne, np. elektrony, sa tez opisywane jako
    wielowymiarowe (ok. 10 wymiarow PRZESTRZENNYCH) drgajace struny
    (superstrings), ktore tez sa praktycznie NIEPODZIELNE (czasem dziela sie na
    dwie, ale NIE na wiecej, a pozniej na ogol z powrotem lacza).
    Juz ponad 100 lat temu M. Planck udowodnil ponad wszelka watpliwosc, ze
    energia sie tez sklada sie z NIEPODZIELNYCH kwantow. Opr›cz tego, ponad wszelka
    watpliwosc udowodniono, ze energia ma nature falowa,
    nie tylko korpuskularna. Podobnie tez czas, bo dla naszego umyslu okresy krotsze
    niz 1/100 sekundy sa nie do zaobserwowania, wiec istnieja one bardziej
    teoretycznie czy tez wirtualnie niz rzeczywiscie (realnie). Najkrotszym okresem
    czasu majacym nazwe jest tzw. attosekunda, czyli 1/10 z 18 zerami (jedna
    kwintylinowa czesc sekundy).
    Y: To jest najmniejsza podjednostka czasu, gdyz nizej (np dla -21 potegi) nie
    wymyslono nazwy! To nie znaczy przeciez, ze nie ma mniejszych jednostek!
    Gdyby ludzie zatrzymali sie na drugiej potedze, tez m›wilbys, ze np. materii
    nie da sie pogrupowac w nic wiekszego niz kilogram?
    K: Chodzi o to, ze NIE ma potrzeby wymyslania krotszej jednostki czasu.
    Poniewaz np. okrety waza miliony kilogramow, wiec wymyslono tony. Poniewaz NIC
    sie praktycznie NIE dzieje w przedziale ponizej attosekundy, wiec krotsze okresy
    czasu sa bytami zbednymi, wobec ktorych uzywamy brzytwy Occama...
    Y: O, to bardzo ciekawe. Proponuje krotki eksperyment myslowy.
    Z wysokosci jednego metra spada olowiana kula (ach, gdzie te niegdysiejsze
    lekcje fizyki? :-)). Rozwaz jej ruch biorac za jednostke czasu 1/100
    attosekundy. Tak, oczywiscie wiem, ze to bez sensu, ale jednak sprobujmy.
    Poniewaz nic (praktycznie) nie dzieje sie juz w jednej attosekundzie, to tym
    bardziej w 1/100 tej jednostki czasu. Teraz tak: skoro nic nie dzieje sie w
    jednej, to dlaczego mialoby sie stac w drugiej, prawda? No i w trzeciej, skoro
    jest taka sama attosekunda jak pozostale (jezeli uwazasz inaczej, to OK, mozemy
    zaczac liczyc od tej wlasnie trzeciej attosekundy - ktora - wystepujac jako
    pierwsza - bedzie wyjalowiona z jakiegokolwiek dzialania. Idac dalej tym tropem,
    po paru stuleciach dojdziemy do wniosku, ze olowiana kula lewitowala przez
    sekude, dwie sekundy, trzy, godzine i tak dalej.
    To jest prosta konsekwencja przyjecia dyskretnej, a nie ciaglej, natury czasu.
    K: To stary paradoks zolwia i zajaca. Rownie dobrze mozna powiedziec, ze
    np. podczas olimpady w Sydney wszyscy 100metrowcy wpadli na mete rownoczesnie, bo
    roznice miedzy nimi byly nieistotne, nie do uchwycenia tzw. golym okiem; bez
    praktycznego znaczenia, bo czy ktos przebiegnie
    100m w 9.98 czy 10.01 sekundy to tak czy owak jest bardzo szybki, i praktycznie
    nikt poza ulamkiem promila nie ma z nim szans. Ale NIE o to tu nam przeciez
    chodzi. Po prostu popelniasz blad ekstrapolacji. Przyklad: roznica ceny jednego
    grosza NIE jest istotna, gdy kupujesz samochod (nawet uzywany) albo tym bardziej
    dom. Podobnie roznica dwoch czy trzech groszy. Kiedy sie wiec zaczyna roznica? Od
    10 groszy, a moze od 100 (1zl), a moze dopiero od tysiaca (10zl)? Podobnie: kiedy
    mezczyzna tracacy wlosy staje sie lysy? Jak straci 1% wlosow? NIE! A jak 10%?
    Widzisz, tu chodzi o przechodzenie ilosci w jakosc. Poniewaz to zalatuje Marxem,
    wiec obecnie NIE jest w modzie... Ale tak jest: w pewnym momencie NIEistotne
    dotad zmiany sie kumuluja, i powstaje nowa jakosc, np. pojawia sie zmiana
    polozenia...

    K: Czyli, ze ani materii, ani energii, a nawet czasu NIE da sie dzielic w
    nieskonczonosc, bo jest to fizycznie niemozliwe (jesli chodzi o energie
    czy materie WBREW prawom fizyki), zas w przypadku czasu bezsensowne, bo
    superkrotkie odcinki czasu sa po prostu po pierwsze NIEMOZLIWE do obserwacji, a
    po drugie sa zbyt krotkie, aby cokolwiek sie w nich wydarzylo...
    Y: Idac dalej tym tropem, skoro juz nieszczesliwie uzyles slowa "logika" w
    tytule swego pierwszego listu, trzeba by przyznac, ze i w wiekszych odcinkach
    czasu nic sie nie dzieje. Jezeli bowiem cialo a pozostaje w bezruchu przez szereg
    skonczonych jednostek czasu (a to wlasnie mowisz), to pozostaje w bezruchu w
    ogole.
    K: Znow sofistyka! To, ze lezysz bez ruchu przez 7 godzin wcale NIE znaczy,
    ze bedziesz lezal w osmej... Popelniasz znow ten blad ekstrapolacji, gdy do
    niej NIE ma powodu... Idac twym tropem stwierdze, ze Polska za iles tam
    setek tysiecy lat bedzie cala pokryta autostradami... Czy rozumiesz juz swoj
    blad?
    Y: Odpowiedz znajdziesz w olowianej kuli. Kiedys ruch musi sie rozpoczac.
    Popelniasz blad medrca Zenona, obalony przez fizykow ponad wiek temu (nie
    pamietam dokladnie kiedy i gdzie, wybacz).
    K: Wlasnie o nim mowilem. Zenon wcale NIE byl medrcem, ale zrecznym
    sztukmistrzem. Nie rozumial, ze ilosc przechodzi w jakosc, ze drobne,
    pozornie nieistotne zmiany zaczynaja sie kumulowac, i pojawia sie nowa
    jakosc, np. widzimy (obserwujemy, mierzymy) ruch. O tym paradoksie
    napisano zreszta tony publikacji...

    K: ... nawet w skali subatomowej, czyli sa bezsensowne (sa to byty niepotrzebne,
    zbedne, uzywamy wiec wobec nich tzw. brzytwy Occama).
    Y: Tez sobie czasem mysle, ze niekt›re byty sa niepotrzebne i zbedne.
    K: I ja tez...

    K: Liczby nieskonczenie wielkie czy nieskonczenie male istnieja wiec tylko
    w naszej wyobrazni, podobnie jak tzw. Bog, elfy, krasnoludki czy Hobbity...
    Tak wiec falszywe jest twierdzenie, ze miedzy o a 1 mamy nieskonczona
    ilosc liczb rzeczywistych. Najwieksza liczba majaca nazwe jest zreszta tzw.
    sekstylion, czyli 10 z 36 zerami,
    Y: Chocby decylion ma 60 zer po jedynce... A istnieje nazwa na 1 z 600 zerami,
    tylko chwilowo nie moge znalezc, gdzie to mialem zapisane.
    K: To NIE ma znaczenia, jesli liczba jest wieksza niz np. ilosc trwalych atomow i
    molekul we wszechswiecie (10 z 24 zerami) czy jego wiek (chocby w attosekundach,
    w latach to zaledwie 10 z 10 zerami), to jest ona liczba PUSTA, bez
    jakiegokolwiek sensu... Ucinam ja ma ulubiona brzytwa Occama! A nazwac to ja moge
    np. 10 z milionem zerem "Kaganem" na moja wlasna czesc, i co z tego?
    Y: Kiedy ludzie wyobrazali sobie, ze swiat konczy sie na ziemi. Poza nia
    rozciagaja sie krysztalowe sfery (albo eter, albo co tam jeszcze).
    Okreslenie "milion" nie mialo najmniejszego sensu... Dzis Ty, Kaganie,
    twierdzisz, ze nie ma sensu mowic o liczbach, ktorych nawet nie jestesmy w stanie
    nazwac i proste rozumowanie indukcyjne nakazuje podejrzewac, ze bladzisz...
    K: Znow ten blad ekstrapolacji. To nie chodzi o to, ze nie jestesmy w stanie
    nazwac (bo jestesmy), ale ze taka ekstrapolacja ad infinitum NIE ma po prostu
    sensu! Przyklad: kiedys pociagi jezdzily z szybkoscia
    40km/h, przed wojna przekroczyly 200km/h, a niedawno zdaje sie i
    500km/h (sam jezdzilem TGV Atlantique oraz ICE Berlin-Frakfurt/Main okolo
    300km/h). Czy ekstrapolujac stwierdzisz, ze za powiedzmy milion lat przekrocza
    one szybkosc swiatla? Niestety, fizyka (natura wlasciwie) wyznaczyla nam
    NIEprzekracza
  • Gość: Kagan IP: *.vic.bigpond.net.au 30.12.01, 03:08
    K: Znow sofistyka! To, ze lezysz bez ruchu przez 7 godzin wcale NIE znaczy,
    ze bedziesz lezal w osmej... Popelniasz znow ten blad ekstrapolacji, gdy do
    niej NIE ma powodu... Idac twym tropem stwierdze, ze Polska za iles tam
    setek tysiecy lat bedzie cala pokryta autostradami... Czy rozumiesz juz swoj
    blad?
    Y: Odpowiedz znajdziesz w olowianej kuli. Kiedys ruch musi sie rozpoczac.
    Popelniasz blad medrca Zenona, obalony przez fizykow ponad wiek temu (nie
    pamietam dokladnie kiedy i gdzie, wybacz).
    K: Wlasnie o nim mowilem. Zenon wcale NIE byl medrcem, ale zrecznym
    sztukmistrzem. Nie rozumial, ze ilosc przechodzi w jakosc, ze drobne,
    pozornie nieistotne zmiany zaczynaja sie kumulowac, i pojawia sie nowa
    jakosc, np. widzimy (obserwujemy, mierzymy) ruch. O tym paradoksie
    napisano zreszta tony publikacji...

    K: ... nawet w skali subatomowej, czyli sa bezsensowne (sa to byty
    niepotrzebne, zbedne, uzywamy wiec wobec nich tzw. brzytwy Occama).
    Y: Tez sobie czasem mysle, ze niekt›re byty sa niepotrzebne i zbedne.
    K: I ja tez...

    K: Liczby nieskonczenie wielkie czy nieskonczenie male istnieja wiec tylko
    w naszej wyobrazni, podobnie jak tzw. Bog, elfy, krasnoludki czy Hobbity...
    Tak wiec falszywe jest twierdzenie, ze miedzy o a 1 mamy nieskonczona
    ilosc liczb rzeczywistych. Najwieksza liczba majaca nazwe jest zreszta tzw.
    sekstylion, czyli 10 z 36 zerami,
    Y: Chocby decylion ma 60 zer po jedynce... A istnieje nazwa na 1 z 600 zerami,
    tylko chwilowo nie moge znalezc, gdzie to mialem zapisane.
    K: To NIE ma znaczenia, jesli liczba jest wieksza niz np. ilosc trwalych atomow
    i molekul we wszechswiecie (10 z 24 zerami) czy jego wiek (chocby w
    attosekundach, w latach to zaledwie 10 z 10 zerami), to jest ona liczba PUSTA,
    bez jakiegokolwiek sensu... Ucinam ja ma ulubiona brzytwa Occama! A nazwac to
    ja moge np. 10 z milionem zerem "Kaganem" na moja wlasna czesc, i co z tego?
    Y: Kiedy ludzie wyobrazali sobie, ze swiat konczy sie na ziemi. Poza nia
    rozciagaja sie krysztalowe sfery (albo eter, albo co tam jeszcze).
    Okreslenie "milion" nie mialo najmniejszego sensu... Dzis Ty, Kaganie,
    twierdzisz, ze nie ma sensu mowic o liczbach, ktorych nawet nie jestesmy w
    stanie nazwac i proste rozumowanie indukcyjne nakazuje podejrzewac, ze
    bladzisz...
    K: Znow ten blad ekstrapolacji. To nie chodzi o to, ze nie jestesmy w stanie
    nazwac (bo jestesmy), ale ze taka ekstrapolacja ad infinitum NIE ma po prostu
    sensu! Przyklad: kiedys pociagi jezdzily z szybkoscia
    40km/h, przed wojna przekroczyly 200km/h, a niedawno zdaje sie i
    500km/h (sam jezdzilem TGV Atlantique oraz ICE Berlin-Frakfurt/Main okolo
    300km/h). Czy ekstrapolujac stwierdzisz, ze za powiedzmy milion lat przekrocza
    one szybkosc swiatla? Niestety, fizyka (natura wlasciwie) wyznaczyla nam
    NIEprzekraczalne granice...
    Y: Chcesz uzaleznic rzeczywistosc od stanu swiadomosci? Bardzo egocentryczne
    nie sadzisz? To, ze Kosciol Katolicki ugial glowe Galileusza, nie znaczylo, ze
    zmienila sie natura swiata. Nie, pozostala taka sama. Pycha przemawia przez
    ludzi, ktorzy twierdza, ze natura jest tylko taka, jak ja rozumiemy.
    K: Ja tylko uwazam, ze natura jest taka, jak nam wskazuja wyniki badan.
    A one wskazuja, ze sa granice szybkosci, ze wszechswiat jest ograniczony w
    czasie i przestrzeni, ze po prostu NIE ma w naturze czegos takiego jak
    nieskonczonosc. To jest wymysl naszych umyslow, podobnie jak tzw. Bog,
    krasnoludki, Hobbity, Pan Zagloba, Sherlock Holmes itp.
    Tyle, ze krasnoludki, Hobbity, Pan Zagloba czy Sherlock Holmes dostrczaja nam
    rozrywki, a tzw. Bog nas straszy i kaza nas w jego imieniu, jak w niego NIE
    wierzymy. Tak wiec zarowno tzw. Bog jak i nieskonczopnosc sa bytami zbednymi,
    uzyjmy wiec wreszcie wobec nich brzytwy Occama!

    Y: czyli ze najmniejsza liczba jest praktycznie jedna sekstylionowa (1/10 z 36
    zerami)...
    K: Patrz jak wyzej: jesli jest to mniej niz srednica elektronu, chocby w
    attometrach, to jest ona bez sensu: z brzytwa Occama na nia!
    Y: Mniejsza niz srednica neutrina, chciales rzec :-)
    K: Niech ci bedzie, ze srednica (wymiar) kwarka...

    Y: No patrz. Jeszcze chwile temu mowiles, ze czas, na ten przyklad, da sie
    podzielic tylko na jednostki nie mniejsze niz 10 do -18... A teraz dopuszczasz
    mysl, ze moze 10 do -36, czy to zupelnie odrebne sprawy?
    K: Nie sprawdzalem tych liczb, wzialem je, jak sie to mowi "from the top of my
    head". Dopiero teraz sprawdzilem np. wiek wszechswiata czy ilosc atomow i
    molekul w tymze wszechswiecie... A jak chcesz, to za dolna granice przyjmijmy
    najmniejszy rozmiar tzw. superstruny, od niego NIC nie moze byc mniejsze, ale
    to wciaz bedzie liczba skonczona...
    A juz ci pisalem, ze to NIE ma sensu, jesli jest to przedzial czasu tak maly,
    ze NIC sie w nim NIE dzieje!
    Y: A jak sprawdzisz, czy nie blefuje z owymi 600 zerami, uznasz, ze mozna czas
    (materie, energie ect.) podzielic na tak drobne kawalki?
    K: NIE, bo to NIE ma sensu: taka liczba NIC NIE przedstawia. Co to jest
    np. "pol kwarka"? Przeciez czegos takiego NIE ma! Wiec po co wymyslac tak male
    liczby? Czy nie lepiej z brzytwa Occamowska na nie?
    Y: To, Kaganie, ze nie mozesz sobie wyobrazic nic mniejszego od kwarka, nie
    znaczy, ze to nie istnieje. Juz napisalem, ze natura ma w gruncie rzeczy w
    dupie to, co ludzie sobie o niej mysla. Zadam przewrotne pytanie: "czy w
    Sredniowieczu nie isnialy kwarki"?
    K: Istnialy, podobnie jak superstruny. Tyle ze w sredniowieczu, dzieki
    chrzescijanstwu, ktore doprowadzilo do kilku conajmniej wiekow tzw. ciemnych
    (dark ages), nauka byla w stanie oplakanym... Zreszta nawet najwiekszego atomu
    (np. uranu) nie ujrzysz golym okiem, wiec musisz sie zdac na odczyty
    instrumentow. A kwarki czy superstruny to jest juz cos na pograniczu
    rzeczywistosci "prawdziwej" i wirtualnej, bo to sa bardziej modele tlumaczace
    strukture rzeczywistosci niz twory realne w takim sensie, jak realny jest np.
    stol czy krzeslo. Tak wiec nie ma wiekszego znaczenia, jak male sa rozmiary
    superstruny, poza jej dlugoscia, bo sa to rozmiary bardziej teoretyczne niz
    rzeczywiste (sa one "skondensowane", ale wieksze od zera). Faktem jest, ze
    znamy nature znacznie lepiej niz kiedykolwiek. Najlepszy dowod, ze po raz
    pierwszy w historii ludzkosci mozemy w krotkimm czasie wymordowac wszystkich
    ludzi, a nawet rozwalic ziemie (przy pomocy odpowiednio umieszczonych ladunkow
    termojadrowych). To sa fakty, a NIE spekulacje, niestety...

    K: Liczby wieksze, niz np. ilosc kwarkow w naszym wszechswicie sa bez sensu
    (bez znaczenia), bo NICZEGO NIE przedstawiaja!
    Y: hem. A gdyby wyobrazic sobie niesplacony caly dlug zagraniczny wszystkich
    panstw swiata do roku 34520 to czy przypadkiem nie wynioslby on (sumarycznie)
    ciut wiecej niz liczba kwarkow (zwlaszcza, jezeli bedziemy liczyc w centach...)
    K: Znow blad ekstrapolacji. Czy naprawde sadzisz, ze w roku 34520 bedzie
    pieniadz? Obejrzyj sobie Star Trek, tam jest dobry odcinek o tym, ze w wieku
    zdje sie juz XXIV NIE bedzie ani gieldy, ani pieniadza,a wiec tym brdziej
    lichwy i dlugow finasowych w ogole... Znow ta nieszczesna ekstrapolacja....
    HAPPY NEW YEAR!
    Kagan


  • Gość: t IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 30.12.01, 16:34
    Uprzedzam, ze nie jestem matematykiem ani logikiem. Z jedną i drugą dziedziną
    miałem do czynienia, mało, stąd będą to pytania laika, być może naiwne.
    Piszesz, że "nieskończoność nie istnieje" a zaraz potem, w następnym zdaniu,
    że "mamy nieskończoność ujemną i dodatnią, które się wzajemnie znoszą". Więc
    jak to jest - nieskończoność nie istnieje, czy też istneje i to aż w 2
    postaciach - ujemnej i dodatniej? Czy to nie sprzeczność? A jeśli nie istnieje
    to jak coś co nie istnieje może nie istnieć aż w 2 postaciach i do tego
    wzajemnie się znoszących? Przecież, żeby się wzajemnie znieść, musiało by
    zaistnieć. A jeśli nie istnieje, to czym "nieistnienie" nieskończoności
    dodatniej różni się od "nieistnienia" nieskończoności ujemniej, skoro da się te
    dwa rodzaje "nieistnienia" odróżnić. Co to właściwie znaczy "nieskończoność
    ujemna"? Jeśli jest "ujemna" to nie jest nieskończona (kończy się tam, gdzie
    zaczyna się nieskończoność "dodatnia")i odwrotnie - nieskończoność "dodatnia"
    ograniczona jest nieskończonością "ujemną". Piszesz też, ze pojęcie
    wszechmogącego Boga jest wewnętrznie sprzeczne, a przez to nieprawdziwe. O ile
    pamiętam, to zdania tego rodzaju (tzn. zawierające sprzeczności) wcale nie są
    zdaniami w sensie logicznym (są nimi tylko w sensie gramatycznym) i nie można
    im przypisywać ani wartości plus, ani minus (tzn. prawdziwości ani
    fałszywości). Nazywa się to chyba antymonią.
    Kilkakrotnie powoływałeś się na brzytwę jakiegoś "Occama". Czy nie chodzi
    czasami o brzytwę OCKHAMA?
  • Gość: ethanol IP: 151.112.27.* 31.12.01, 02:30
    t: kagan wie co pisze, a jak ty nie wiesz to pewnie katolik jestes, albo
    bojowkarz Wojtyly i Glempa.
    Ja wlasnie w oczach kagana awansowalem na takiego bojowkarza wykazujac jego
    braki wlogicznym mysleniu :))))
  • Gość: Kagan IP: *.vic.bigpond.net.au 31.12.01, 09:34
    Gość portalu: ethanol napisał(a):

    > t: kagan wie co pisze, a jak ty nie wiesz to pewnie katolik jestes, albo
    > bojowkarz Wojtyly i Glempa.
    > Ja wlasnie w oczach kagana awansowalem na takiego bojowkarza wykazujac jego
    > braki wlogicznym mysleniu :))))

    Kagan: Jakie mianowicie? Znow te ogolniki. Iscie po jezuicku...
  • Gość: xclene IP: 192.168.1.* 24.03.02, 01:08
    Gość portalu: t napisał(a):

    gratuluję jak ładnie dałeś się wypuścić
  • zorbathegreek 21.07.07, 21:06
    gdzie?
  • torquemada 31.12.01, 04:16
    Gość portalu: KAGAN napisał(a):

    > Jak wiadomo, Bog jest NIESKONCZONOSCIA (nieskonczenie wielki,
    > nieskonczenie madry, nieskonczenie potezny czy nawet
    > nieskonczenie dobry).

    Jest nieskończonością, mądrością, dobrem itd.

    > Juz udowodnilem (p. watek o wierze jako produkcie chorych
    > umyslow), ze te atrybuty sa wewnetrznie sprzeczne, wiec takowy Bog NIE
    > moze istniec, albo istnieje poza logika, ale wtedy WSZYSTKO jest mozliwe,
    > i nasz wszechswiat to wyjatek, gdzie z kaprysu panskiego obowiazuja jakies
    > tam prawa fizyki czy reguly logiki, ale o tzw. naturze boskiej NIC nie
    > mozemy wtedy powiedziec, bo jest ona niejako poza logika (wniosek:
    > natychmiast zamknac wydzialy teologii).

    Tak nie jest... Jeżeli uznamy że Bóg stworzył nas na swe podobieństwo to możemy
    logicznie przyjąć, że "Boska natura" może być przez nas poznaną...

    > Ale wrocmy do glownego tematu!

    no to wróćmy...

    > Uwazam, ze tzw. nieskonczonosc NIE istnieje! Po prostu mamy dwa rodzaje
    > nieskonczonosci: dodatnia (+) i ujemna (-), czyli ze sie one obie
    > wzajemnie znosza, i zostaje tylko zero (0)!

    Nieskończoność to abstrakcja... przynajmniej dla człowieka.
    Coś nieskończonego nie ma konkretnej miary więc nie może się raczej znieść... bo
    od czego i co należy tu odjąć?

    > I nie mowcie, ze mamy np. materie i antymaterie, i jakos te oba rodzaje
    > materii koegzystuja! Bo one koegzystuja tylko dla tego, ze materii
    > i antymaterii jest SKONCZONA ilosc, i w zwiazku z tym moga byc
    > one oddzielone od siebie proznia. A nieskonczonosc (dodatnia jak
    > i ujemna) jest WSZEDZIE, czyli ze musza sie natychmiast zetknac
    > ze soba i anihilowac, zostawiajac absolutne zero (absolutna
    > proznie, czyli NIC). Wniosek: nieskonczonosc NIE moze istniec!
    > Nawet w matematyce uwaza sie, ze np. wynik dzielenia przez zero
    > (np. 1/0 czyli odwrotnosc zera) to NIE jest nieskonczonosc, ale
    > liczba BAAARDZO wielka (dazaca do nieskonczonosci, ale NIGDY jej
    > NIE osiagajaca, bo przeciez owej nieskonczonosci po prostu
    > NIE ma).

    Dzielenie przez 0 to błąd logiczny... 1/0 = baaaaaaaaaaaaardzo dużo...
    a spróbuj sobie z tego wzoru obliczyć 0... będzie 1/baaardzo dużo tzn. liczba
    wyniku dążyć będzie do 0, ale go nie osiągnie.

    > Od dawna tez wiemy, ze np. nasz swiat (wszechswiat)
    > jest OGRANICZONY w czasie i przestrzeni, ze liczba np. atomow
    > w tym uniwersum, jak tez liczba okreslajaca czas jego trwania,
    > chocby w mikrosekundach, jest tez SKONCZONA!
    > NIE ma wiec ani w rzeczywistosci fizycznej, ani tez w czystej matematyce
    > nieskonczonosci, bowiem nieskonczonosc to pojecie wewnetrznie sprzeczne.
    > Zreszta zapytajcie fizykow: jak sie pojawia w ich rownaniach nieskonczonosc,
    > to znaczy, ze cos w ich teoriach (hipotezach) szwankuje...
    > Tyle, ze jak dotad, NIE maja oni odwagi przyznac, ze nieskonczonosc
    > NIE istnieje, bo jest ona im wygodna (bez niej sporo teorii moglo
    > by sie zawalic, i trzeba by pooddawac te Noble)...
    > Pozdrawiam!
    > P.S. Wesolych Swiat!

    Ale sam sobie zaprzeczasz... to nie jest żaden dowód - Świat według wierzącego
    jest stworzony przez Boga... Czy według ciebie duch składałby się z atomów?
    Żadnej logiki w twych stwierdzeniach nie ma... cała twoja teoria opiera się o
    koncepcję że tak powiem "materialnego" Boga...
  • Gość: t IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 31.12.01, 10:49
    prosiłbym o odniesienie się do moich pierwszych pytań. Dodam kilka następnych.
    (Zazanaczam raz jeszcze, że edukacje matematyczną skończyłem na szkole średniej,
    a i tam się do matematyki nie przykładałem, więc pytania mogą nie być genialne).

    piszesz, że nieskończonośc ujemna i dodatnia znoszą się wzajemnie i przez to
    nieskończonośc jako taka nie istnieje wcale. Mamy też liczby dodatnie i ujemne.
    Czy one też się znoszą nawzajem, a więc liczby też nie istnieją, tylko fizycy
    nie chcą się do tego przyznać, żeby nie oddawać Nobli?

    Przypuśćmy, że obaliłeś istnienie nieskończoności matematycznej, ale właściwie na
    jakiej podstawie odnosisz to do Boga? Skąd pomysł, że nieskończonośc o jakiej
    piszesz i nieskończoność Boga to zjawiska tożsame? Kto Ci powiedział, że Bóg jest
    liczbą lub materią?

    Piszesz (nie wiem czy dobrze pamiętam), że każda liczba większa od liczby kwarków
    we wszechświecie jest "pusta" ponieważ niczego nie oznacza. Rozumiem, ze wg.
    Ciebie każda liczba powinna mieć materialny desygnat. Ale, w takim razie, czy
    liczby opisujące zjawiska, to liczby "puste" czy też oznaczają coś jednak? Np.
    czy liczba oznaczająca ilość ruchów wahadła w ciągu 24 godzin, jest
    liczbą "pustą"? Jeśli nie jest, to nie jest nią także liczba oznaczająca np.
    ilość wszelkiego rodzaju reakcji chemicznych i fizycznych jaka zaszła we
    wszechświecie od chwili jego powstania zarówno w skali mikro jak i makro (gdyby
    ktoś zdołał to obliczyć), a liczba ta z pewnością przewyzsza liczbę kwarków.

    Piszesz, że dzielenie przez zero daje liczbę "baaardzo dużą, dążącą do
    nieskończoności". Jak można dążyć do nieistniejącej nieskończoności? Skoro
    nieskończoność nie istnieje, to wynika z tego, że owo dążenie ma jednak swój
    kres. Gdzie się kończy? A jesli nie kończy się nigdy, to czy nie jest to właśnie
    nieskończoność?

    I nieco inny rodzaj pytań.

    Przeprowadzasz logiczny dowód nieistnienia Boga. O ile się nie mylę, logika
    odnosi się do pojęć, a nie do rzeczy. To znaczy, ze co prawda, każde rozumowanie
    prawdziwe jest logiczne, ale nie każde rozumowanie logiczne jest prawdziwe. W
    jaki sposób udowodnisz, ze Twoje rozumowanie jest nie tylko logiczne (zakładając,
    ze jest takim), ale i prawdziwe?

    Przypuśćmy,że jestem zwolennikiem filozofii Berkeleya, lub miłośnikiem
    filmu "Matrix" i twierdzę, że cała rzeczywistość (łącznie z Tobą) istnieje tylko
    w moim mózgu. Czy potrafisz przeprowadzić logiczny wywód dowodzący Twojego
    obiektywnego istnienia, który przekonałby mnie że nie mam racji?
  • Gość: Kagan IP: *.vic.bigpond.net.au 01.01.02, 03:25
    Gość portalu: t napisał(a):
    Prosiłbym o odniesienie się do moich pierwszych pytań.
    Dodam kilka następnych.
    (Zazanaczam raz jeszcze, że edukacje matematyczną skończyłem na szkole
    średniej, a i tam się do matematyki nie przykładałem, więc pytania mogą
    nie być genialne).
    K: Ja tez NIE jestem matematykiem, ma wiedze na poziomie ok. 2, 2.5
    lat studiow matematycznych, i to nieco zardzewiala od nieuzywania
    (bo po co komu na codzien np. rownania rozniczkowe - samochod prowadzimy np.
    intuicyjnie, jakbysmy zaczeli te roznania ukladac i rozwiazywac, to bysmy
    szybko sie rozbili czy wylecieli z zakretu)...

    T: piszesz, że nieskończonośc ujemna i dodatnia znoszą się wzajemnie i przez
    to nieskończonośc jako taka nie istnieje wcale. Mamy też liczby dodatnie i
    ujemne. Czy one też się znoszą nawzajem, a więc liczby też nie istnieją,
    tylko fizycy nie chcą się do tego przyznać, żeby nie oddawać Nobli?
    K: Praktycznie najwieksza liczba to 10 z 24 zerami (ilosc atomow i
    molekul we wszechswiecie). Wieksze liczby wiec nic nie reprezentuja...
    A w fizyce, jak sie pojawi nieskonczonosc, to znak, ze cos jest
    NIE tak... Stad te rozne normalizacje itp. - formalne sztuczki, aby
    bilans sie zgodzil. To tak jak ksiegowy robi przekret: brakuje w kasie
    gotowki, to wypisuje np. fikcyjne weksle czy faktury, bez pokrycia w
    rzeczywistosci (np. w towarze)...

    T: Przypuśćmy, że obaliłeś istnienie nieskończoności matematycznej,
    ale właściwie na jakiej podstawie odnosisz to do Boga? Skąd pomysł, że
    nieskończonośc o jakiej piszesz i nieskończoność Boga to zjawiska tożsame?
    Kto Ci powiedział, że Bóg jest liczbą lub materią?
    K: Ale jest on podobno nieskonczonoscia. Ale to prowadzi do absurdu,
    bo wtedy WSZYSTKO musialo by byc Bogiem, i Szatan, i ja, i Ty,
    i karaluchy, tasiemce, Hitler, Stalin, Pol Pot, Pinochet, itp. itd.
    Czy sie dostatecznie jasno wyrazilem? Zydzi z tym NIE mogli sobie dac rady,
    wymyslili wiec tzw. Szechine, czyli personifikacje obecnosci bozej.
    Wtedy mogli wyjasnic istnienie zla (brak w danym miejscu i momencie
    Szechiny), ale ograniczyli Jehowe, czyli pozbawili Go boskosci...

    T: Piszesz (nie wiem czy dobrze pamiętam), że każda liczba większa od liczby
    kwarków we wszechświecie jest "pusta" ponieważ niczego nie oznacza. Rozumiem,
    ze wg. Ciebie każda liczba powinna mieć materialny desygnat. Ale, w takim
    razie, czy liczby opisujące zjawiska, to liczby "puste" czy też oznaczają
    coś jednak? Np. czy liczba oznaczająca ilość ruchów wahadła w ciągu 24 godzin,
    jest liczbą "pustą"? Jeśli nie jest, to nie jest nią także liczba
    oznaczająca np. ilość wszelkiego rodzaju reakcji chemicznych i fizycznych
    jaka zaszła we wszechświecie od chwili jego powstania zarówno w skali mikro
    jak i makro (gdyby ktoś zdołał to obliczyć), a liczba ta z pewnością
    przewyzsza liczbę kwarków.
    K: Ale to jest wciaz liczba skonczona. Zamiast 10 z 24 zerami mozesz
    miec np. 10 z 34 zerami, ale to jest wciaz liczba SKONCZONA, bo nasz
    wszechswiat jest skonczony w CZASIE i PRZESTRZENI (nawet jak ma wiecej
    niz 3 wymiary przestrzenne).

    T: Piszesz, że dzielenie przez zero daje liczbę "baaardzo dużą, dążącą do
    nieskończoności". Jak można dążyć do nieistniejącej nieskończoności?
    Skoro nieskończoność nie istnieje, to wynika z tego, że owo dążenie ma
    jednak swój kres. Gdzie się kończy? A jesli nie kończy się nigdy, to czy nie
    jest to właśnie nieskończoność?
    K: To jest tylko hipotetyczna granica, naprawde NIE istniejaca, bo
    NIEosiagalna. Zas nauka zajmuje sie tylko rzeczami "osiagalnymi", ktore
    mozna zmierzyc czy zaobserwowac. Nieskonczonosc jako granica to
    tylko konstrukcja teoretyczna, model, pozwalajacy na pewnego rodzaju
    formalne przeksztalcenia. Ale to nie znaczy, ze istnieje ona w realnej,
    fizycznej rzeczywistosci, ktora jest z definicji SKONCZONA!

    T: I nieco inny rodzaj pytań. Przeprowadzasz logiczny dowód nieistnienia
    Boga. O ile się nie mylę, logika odnosi się do pojęć, a nie do rzeczy.
    To znaczy, ze co prawda, każde rozumowanie prawdziwe jest logiczne,
    ale nie każde rozumowanie logiczne jest prawdziwe. W jaki sposób udowodnisz,
    ze Twoje rozumowanie jest nie tylko logiczne (zakładając,
    ze jest takim), ale i prawdziwe?
    K: Bo ja rzadam sprawdzalnych, weryfikowalnych dowodow na istnienie
    Boga. Jak je dostane, to jestem gotow uznac jego istnienie.
    Zas religianci a priori zakladaja istnienie swego Boga, i nic
    NIE jest w stanie zmienic ich zdania...

    T: Przypuśćmy,że jestem zwolennikiem filozofii Berkeleya, lub miłośnikiem
    filmu "Matrix" i twierdzę, że cała rzeczywistość (łącznie z Tobą) istnieje
    tylko w moim mózgu. Czy potrafisz przeprowadzić logiczny wywód dowodzący
    Twojego obiektywnego istnienia, który przekonałby mnie że nie mam racji?
    K: Twoj mozg musi obiektywnie istniec, aby stworzyc te rzeczywistosc.
    Moze byc tak, ze caly wszechswiat to twoj mozg, ale wtedy i tak to
    musi byc mozg materialny, rodzaj superkomputera, podlegajacy prawom
    fizyki...
    Kagan
  • Gość: Kagan IP: *.vic.bigpond.net.au 01.01.02, 03:01
    K: Jak wiadomo, Bog jest NIESKONCZONOSCIA (nieskonczenie wielki,
    nieskonczenie madry, nieskonczenie potezny czy nawet nieskonczenie dobry).
    T: Jest nieskończonością, mądrością, dobrem itd.
    K: To jest dokladnie to samo...

    K: Juz udowodnilem (p. watek o wierze jako produkcie chorych
    umyslow), ze te atrybuty sa wewnetrznie sprzeczne, wiec takowy Bog NIE
    moze istniec, albo istnieje poza logika, ale wtedy WSZYSTKO jest mozliwe,
    i nasz wszechswiat to wyjatek, gdzie z kaprysu panskiego obowiazuja jakies
    tam prawa fizyki czy reguly logiki, ale o tzw. naturze boskiej NIC nie
    mozemy wtedy powiedziec, bo jest ona niejako poza logika (wniosek:
    natychmiast zamknac wydzialy teologii).
    T: Tak nie jest... Jeżeli uznamy że Bóg stworzył nas na swe podobieństwo
    to możemy logicznie przyjąć, że "Boska natura" może być przez nas poznaną...
    K: Jak cos skonczonego, i to bardzo, moze byc "podobne" do nie-
    skonczonego? Czy Bog ma rece, nogi, narzady pciowe itp? Po co mu
    one by byly?

    K: Uwazam, ze tzw. nieskonczonosc NIE istnieje! Po prostu mamy dwa rodzaje
    nieskonczonosci: dodatnia (+) i ujemna (-), czyli ze sie one obie
    wzajemnie znosza, i zostaje tylko zero (0)!
    T: Nieskończoność to abstrakcja... przynajmniej dla człowieka.
    Coś nieskończonego nie ma konkretnej miary więc nie może się raczej znieść...
    bo od czego i co należy tu odjąć?
    K: Jak NIE mozna na nieskonczonosci wykonywac operacji, to ona NIE
    istnieje. To jest byt zbedny, ciach go wiec brzytwa OCCAMA!

    K: I nie mowcie, ze mamy np. materie i antymaterie, i jakos te oba rodzaje
    materii koegzystuja! Bo one koegzystuja tylko dla tego, ze materii
    i antymaterii jest SKONCZONA ilosc, i w zwiazku z tym moga byc
    one oddzielone od siebie proznia. A nieskonczonosc (dodatnia jak
    i ujemna) jest WSZEDZIE, czyli ze musza sie natychmiast zetknac
    ze soba i anihilowac, zostawiajac absolutne zero (absolutna
    proznie, czyli NIC). Wniosek: nieskonczonosc NIE moze istniec!
    Nawet w matematyce uwaza sie, ze np. wynik dzielenia przez zero
    (np. 1/0 czyli odwrotnosc zera) to NIE jest nieskonczonosc, ale
    liczba BAAARDZO wielka (dazaca do nieskonczonosci, ale NIGDY jej
    NIE osiagajaca, bo przeciez owej nieskonczonosci po prostu NIE ma).
    T: Dzielenie przez 0 to błąd logiczny... 1/0 = baaaaaaaaaaaaardzo dużo...
    a spróbuj sobie z tego wzoru obliczyć 0... będzie 1/baaardzo dużo tzn.
    liczba wyniku dążyć będzie do 0, ale go nie osiągnie.
    K: To NIE jest blad logiczny, a wynik ograniczenia kalkulatorow, ktore
    NIE moga pomiescic bardzo wielkich liczb. Zreszta nie ma takiej potrzeby,
    bo np. ilosc atomow i molekul we wszechswiecie to zaledwie 10 z 24 zerami.
    Wiec po co nam wieksze liczby?

    K: Od dawna tez wiemy, ze np. nasz swiat (wszechswiat) jest OGRANICZONY w
    czasie i przestrzeni, ze liczba np. atomow w tym uniwersum, jak tez liczba
    okreslajaca czas jego trwania, chocby w mikrosekundach, jest tez SKONCZONA!
    NIE ma wiec ani w rzeczywistosci fizycznej, ani tez w czystej matematyce
    nieskonczonosci, bowiem nieskonczonosc to pojecie wewnetrznie sprzeczne.
    Zreszta zapytajcie fizykow: jak sie pojawia w ich rownaniach nieskonczonosc,
    to znaczy, ze cos w ich teoriach (hipotezach) szwankuje...
    Tyle, ze jak dotad, NIE maja oni odwagi przyznac, ze nieskonczonosc
    NIE istnieje, bo jest ona im wygodna (bez niej sporo teorii moglo
    by sie zawalic, i trzeba by pooddawac te Noble)...
    T: Ale sam sobie zaprzeczasz... to nie jest żaden dowód - Świat według
    wierzącego jest stworzony przez Boga... Czy według ciebie duch składałby
    się z atomów?
    K: Po co tu wprowadzasz duchy? Ja dyskutuje o realnym swiecie, a nie
    o swiecie iluzji...
    T: Żadnej logiki w twych stwierdzeniach nie ma... cała twoja teoria opiera
    się o koncepcję że tak powiem "materialnego" Boga...
    K: Opiera sie na stwierdzeniu, ze jak NIE ma sprawdzalnych dowodow
    na istnienie tegoz boga, to go byc NIE moze... przynajmniej do czasu
    przedstawienia dowodow na jego niewatpliwe istnienie...
    Kagan
  • pius01 28.01.02, 04:00
    Zauwazylem, ze osobnik podpisujacy sie"Kagan" pisze swe klamstwa z roznych adresow w Australii.
    Proponuje wiec, aby zablokowac, przynajmniej tymczasowo, wszystkie adresy z Australii, aby sie ten
    zboczeniec wiecej nie dostal na to forum! Z Australii i tak pisze malo ludzi, wiec niewielka niewygoda
    byla by tym zablokowaniem spowodowana. Mozna by zreszta zrobic wyjatki dla niektorych adresow,
    tak, aby "Kagan", ta sliska gnida, sie nie mogl znow przeslizgnac na to forum!
    Co Wy na to?
    Prosze napisac na pius01@poczta.gazeta.pl
    Hej!
  • mkrawczyk 28.01.02, 07:40
    Tadeusz Kotarbinski
    Kurs logiki dla prawnikow
    Warszawa: PWN, 1961 (wyd. V)
    Rozdzial XVIII - ERYSTYKA (str. 186-7)


    FORTELE NIELOJALNE

    Jednak trzeba przyznac, ze stosowanie do sporu ogo1nych zasad walki prowadzi nieraz na grunt
    sliski moralnie. Do ogo1nych chwytow walki nalezy np. wprowadzanie przeciwnika w b1ad i
    wciaganie go ta droga w pulapke. I otoz bezceremoniaIny erysta nie zawaha sie uzyc podobnej taktyki,
    jezeli spodziewa sie po niej doraznego sukcesu. Sztuczek nierzeteInych erystyka ma poczet niemaly.
    Duzo mowic o rzeczach rozmaitych, aby oszolomic sluchaczy, wytworzyc zamet w umyslach i lowic ryby
    w metnej wodzie korzystajac z dezorientacji i zmeczenia. Praktykowac przeto umysIne odbieganie od
    tematu i wdawanie sie w wywody nie majace nic do rzeczy. Zamiast mowic o tym, o co spor sie toczy,
    nierzeteIny erysta zaczyna tedy opowiadac to i owo, rozwijac zbedne analizy interpretacyjne etc. i stara
    sie zgubic watek w gaszczu komplikacji, aby niepostrzezonym przeslizgiem skierowac uwage
    uczestnikow debaty na taka dziedzine mozliwego rozstrzasania, w ktorej czuje sie on panem sytuacji.
    Kiedy indziej mowca korzysta z trudnej do uchwycenia wie1oznacznosci wyrazow i przemyka sie w ten
    sposob na teren dla siebie korzystniejszy. A wreszcie nie gardzi srodkami natury emocjonalnej.
    Osaczony, stara sie zamacic bezstronny sad grona orzekajacego lub sprawnosc myslowa
    przeciwnika, badz szydzac z jego wywodow, badz imputujac mu zle i dyskwalifikujace motywy. Juz nie
    tresc tego, co glosi przeciwnik, ale sama jego osoba staje sie przedmiotem oskarzen, wytaczanych
    na domiar zlego, nawet jesli sa czasem prawdziwe, nie dlatego, ze sa prawdziwe, lecz wlasnie bez
    wzgledu na ich slusznosc lub nieslusznosc. Celem jest dorazne wygranie sporu przez zohydzenie
    przeciwnika. Szermuje sie argumentami, zwanymi teraz pospolicie argumentami ad hominem. Autora
    tej pracy uczono dawniej odrozniac argumentum ad hominem, i argumentum ad personam. Pierwszy
    rodzaj argumentacji - to powolywanie sie na to, co uznaje strona przeciwna lub osoba rozstrzygajaca;
    idzie o to, by znalezc racje, ktora by przeciwnika lub grono stanowiace zmuszala do uznania cennej
    dla nas, a niekorzystnej dla przeciwnika konkluzji. Tak rozumiane argumentum ad hominem staje sie
    nierzetelne dopiero wtedy, kiedy mowca, sam tego cudzego przekonania nie podzielajac, udaje, ze je
    podziela, aby stworzyc poz