Dodaj do ulubionych

=P=ies czy =O=gon ?

08.08.08, 10:00
PSL odkłada reformę KRUS na październik. Sama reforma zaproponowana
przez PSL jest kuriozalna i śmieszna, okradanie podatników ma trwać
nadal! Ale i tak PSL rządzi! To w końcu, co z tą stanowczością,
oszczędnościami i działaniem na rzecz państwa i gospodarki w PO?

Z PO został tylko ogon? Jest co podkulić :)))
Edytor zaawansowany
  • homosovieticus 08.08.08, 10:34
    polityczne.
    Rządzili ludzie ze służb specjalnych.Większość z nich pracowała w
    WSI.
    Likwidacja formalna WSI nie zmieniła układu rzeczywistego.
    Platforma nie zdobyła władzy tylko ja jej dano.
    Musi więc być powolna tym siłą i "uważać" jeśli chce korzystać z
    przywilei władzy.
    Taki sposób "rządzenia " odpowiada większości polityków z PO.
    Oni są zwykłymi DOROBKIEWICZAMI i dlatego nie mają żadnej wizji
    Polski.
  • jaslon 08.08.08, 10:43
    Załóżmy przez chwilę, że twoja diagnoza jest słuszna. Co to oznacza
    dla społeczeństwa Polskiego? Jaki możemy mieć wpływ na zmianę tej
    sytuacji? Kto za to odpowiada? Jaka była rola "Okrągłego Stołu" i
    pierwszych rządów w IIIRP? Czy media też są opanowane przez służby?

    Czy to przypadkiem nie jest "spiskowa teoria" ...

    No i w końcu czy możemy pisać o bezrządzie i działalności
    antydemokratycznej?

    Tylko czemu Polacy tak zapalczywie plują na rząd Chiński, czy
    Rosyjski?
  • homosovieticus 08.08.08, 11:02
    od teorii ewolucji.
    Tak uwazam.
    Uważam także,że przecenienie roli SS w transformacji ustrojowej, nie
    tylko zresztą w Polsce, jest niemożliwe.
    Masz więc określony mój punkt widzenia na polskie przemiany
    ustrojowo-gospodarcze.
    Cześć mediów jest, moim zdaniem, opanowana lub conajmniej
    uzależniona od ludzi współpracujących z dawnymi i aktualnymi SS.
    Możemy i powinniśmy w Polsce pisać o bezrządzie i działaniach
    antydemokratycznych wynika to ze społecznej struktury Narodu.
    Polacy nie plują ani na rzad Chiński, ani na Rosyjski. Zajmują się w
    zdecydowanej większości sprawami życia codziennego. Trudnymi
    sprawami.
    Plucie, o którym wspominasz, to domena oszołomów politycznych
    wychodowanych na koszernej piersi GW.
    Tak to widzę.
  • jaslon 08.08.08, 11:08
    Dostrzeż, że ja przynajmniej część twoich argumentów uznaję za
    racjonalne! Ale co z tym zrobić?
    Ujadanie na Chiny, czy Rosję przytaczam tu dlatego, że bardzo łatwo
    nasze SPOŁECZEŃSTWO (wolę to niż twój naród :)) daje się
    manipulować.
    Za chwilę będziemy RADOŚNIE obchodzić rocznicę '89 i wybierać Tuska
    na prezydenta.
    Należy na to patrzeć z boku i komentować, ot taki los?
  • homosovieticus 08.08.08, 11:19
    że rzeczywiście taki jest stosunek tego środowiska do rzadów tych
    państw lecz dlatego,żeby pokazać, że srodowiska te wyzwoliły się
    CAŁKOWICIE z dawnych komuszych i rosyjskich wpływów.
    Dlatego między innymi w IPN-ie nie ma teczki Michnika, jak mówił mi
    pewnien poznany przypadkowo znany historyk właśnie z IPN-u.
  • 1normalnyczlowiek 08.08.08, 11:12
    jaslon napisał: Czy media też są opanowane przez służby?
    Czy to przypadkiem nie jest "spiskowa teoria" ...

    ---> forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=83074211
    Wypowiedzi i zachowanie Wałęsy też to potwierdzają, mimo że próbuje mącić.
    --
    inteligencja zastępcza, autorytety zastępcze - co jeszcze nam fundowano przez 16 lat
  • homosovieticus 08.08.08, 11:31
    Kontrolne instytucje państwa nie są zainteresowane wyjaśnieniem
    spraw, które na krótko przed swoim aresztowaniem zamieścił w liście
    otwartym Wojciech Sumliński. Niewykluczone, że dziennikarz stał się
    ofiarą prowokacji, której mechanizm przetestowano wcześniej wobec
    wiceministra obrony w rządzie AWS Romualda Szeremietiewa. Tym razem
    celem akcji miała być jednak Komisja Weryfikacyjna WSI, zaś dla
    złamanego wielomiesięcznym aresztem Sumlińskiego przewidziano rolę
    podobną do tej, jaka miała przypaść Farmusowi, czyli "plastycznego
    świadka".

    Wyjaśnieniem spraw, które poruszał - zastanawiając się nad powodami
    działań ABW, rewizji w mieszkaniu, zatrzymania, wniosku o areszt -
    Wojciech Sumliński, powinny zająć się odpowiednie organa państwa,
    m.in. sejmowa komisja ds. służb specjalnych. Po już blisko dwóch
    tygodniach od aresztowania dziennikarza nic się jednak w tej sprawie
    nie dzieje.
    Jak poinformowała nas w poniedziałek minister Julia Pitera - zajęła
    się zbadaniem sprawy. Jednak cała kontrola przeprowadzona przez
    specjalnego pełnomocnika rządu Donalda Tuska ds. walki z
    nieprawidłowościami w aparacie państwa ograniczyła się do wysłania
    zapytania do szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Krzysztofa
    Bondaryka. Opinia Bondaryka i jego wyjaśnienia wystarczyły za całe
    dochodzenie.
    "W trakcie ustaleń przeprowadzonych w sprawie przydziału lokalu
    służbowego zastępcy Szefa ABW Panu ppłk. Jackowi Mące nie
    stwierdzono żadnych naruszeń obowiązujących przepisów" - napisała
    Julia Pitera, podpierając się najeżoną ustawami opinią Bondaryka.
    A jednak sprawa Wojciecha Sumlińskiego wymaga dokładnego
    wyjaśnienia. Zwłaszcza że akcja ABW w jego mieszkaniu oraz domach
    członków Komisji Weryfikacyjnej WSI, wreszcie późniejsza konferencja
    prasowa, na której mówiono o "mocnych" dowodach, tajnych
    dokumentach, a w końcu nazwiska osób, jakie w niej występują, jest
    zaskakująco podobna do działań służb specjalnych, których celem stał
    się kilka lat temu wiceminister obrony narodowej Romuald
    Szeremietiew i jego asystent Zbigniew Farmus. W jej efekcie
    odsunięto Szeremietiewa od przetargu na zakup samolotów
    wielozadaniowych dla polskiego wojska. Mechanizm w obu sprawach jest
    identyczny: najpierw artykuł prasowy "uznanego dziennikarza
    śledczego", akcja prokuratury i służb specjalnych, próba znalezienia
    lub zastraszenia plastycznego świadka, medialna kampania, w której
    mówi się o twardych i mocnych dowodach. W przypadku sprawy
    Szeremietiewa - większość zarzutów, podobnie jak rewelacji
    prasowych, które stały się przyczynkiem do akcji służb specjalnych,
    wraz z upływem czasu okazała się fałszywa.
    - Akcja wobec Wojciecha Sumlińskiego przypomina mechanizmem
    działania, których dopuszczono się wcześniej wobec mnie i Zbigniewa
    Farmusa - powiedział nam wczoraj Szeremietiew. W jego przypadku -
    najpierw 7 lipca 2001 r. "Rzeczpospolita" wydrukowała artykuł Anny
    Marszałek i Bertolda Kittela pt. "Kasjer z Ministerstwa Obrony", w
    którym sugerowano, iż asystent Szeremietiewa wymuszał w imieniu
    szefa łapówki od firm startujących w przetargach organizowanych
    przez ministra obrony. Dziś już wiadomo, że zarzuty w dużej części
    nie znalazły potwierdzenia, a w momencie zatrzymania Farmusa
    prokuratura nie dysponowała żadnymi dowodami, nie było też żadnych
    zeznań, które mogłyby to potwierdzać. W wyroku z 18 grudnia 2006 r.
    sąd uwolnił Farmusa od zarzutu łapownictwa.
    Obecną akcję przeciwko członkom Komisji Weryfikacyjnej WSI
    poprzedziły publikacje kilku dziennikarzy, m.in. autorstwa
    Marszałek, która przekonywała, że udało jej się dotrzeć do aneksu z
    raportu WSI. "Dziennik" nie opublikował jednak ani aneksu, ani
    żadnych dowodów, które by to potwierdzały.
    Na razie wiadomo, że jedyną osobą, która obciąża Sumlińskiego, jest
    były funkcjonariusz WSI. Ale, co ciekawe - jeszcze zanim doszło do
    akcji, której ofiarami stali się członkowie Komisji Weryfikacyjnej
    WSI - pułkownik Aleksander Lichocki, który ponoć miał wspólnie z
    dziennikarzem za pieniądze pośredniczyć w załatwianiu pozytywnej
    weryfikacji WSI, spotkał się na prywatnym spotkaniu z marszałkiem
    Sejmu Bronisławem Komorowskim. To kolejne zaskakujące podobieństwo
    obu operacji. - Jeszcze przed ukazaniem się w "Rzeczpospolitej"
    artykułu pani Marszałek, zostałem poproszony przez ministra
    Komorowskiego na prywatną rozmowę. Powiedział mi wówczas, że będzie
    jakaś publikacja i z troską zapytał, czy dam radę się wytłumaczyć z
    budowy domu, który właśnie stawiałem. Wiedział o artykule, jeszcze
    zanim się ukazał. Później temu zaprzeczał i sprawiał wrażenie
    zaskoczonego całą publikacją - mówi Romuald Szeremietiew.
    Jego asystent Zbigniew Farmus stał się obiektem gry operacyjnej,
    próbowano również przeprowadzić kontrolowaną operację wręczenia
    łapówki, która mogłaby podeprzeć zarzuty. Nie udało się - sąd
    uwolnił Farmusa od zarzutu łapówkarstwa. Dziś już wiadomo, że
    pułkownik Lichocki, który rzekomo miał współuczestniczyć z
    Sumlińskim w procederze korupcyjnym, dokładał wszelkich starań, by
    ten przyjął od niego pieniądze. Pretekstem miało być opłacenie
    pomocy lekarskiej dla rzekomo ciężko chorej żony Lichockiego, o
    którą były pułkownik WSI poprosił dziennikarza. Czy chodziło o to,
    by sfotografować lub nagrać dziennikarza w momencie przekazywania
    pieniędzy?
    - Mam wrażenie, że Sumliński w całej operacji miał odegrać taką rolę
    jak Farmus w mojej sprawie. Skupiono się na nim, bo chciano mieć
    złamanego, plastycznego świadka, który będzie zeznawał pod dyktando.
    Farmusa też próbowano zastraszyć i złamać. Tu nie chodzi o
    dziennikarza, który stał się kozłem ofiarnym, celem jest Komisja
    Weryfikacyjna WSI - uważa Szeremietiew.
    Wojciech Wybranowski
  • homosovieticus 08.08.08, 11:38
    Albo jest się dziennikarzem, gdzie jawność i prawda stanowią
    najwyższą rację działania, albo (do wyboru): kolegą kolegi,
    politycznym klakierem, umoczonym cwaniakiem, osobowym źródłem
    informacji czy agentem wpływu. Wolno być każdym z wymienionych - pod
    jednym wszakże warunkiem, że zrezygnuje się z dziennikarstwa. Dopóki
    Anna Marszałek, Bertold Kitel czy Sylwester Latkowski nie wyjaśnią
    nam, jasno i precyzyjnie - jaką rolę odegrali w sprawie "afery
    aneksowej" i jaką odgrywają dziś wobec Wojciecha Sumlińskiego,
    dopóty wszelkie podejrzenia, że nie była to rola obiektywnych i
    rzetelnych dziennikarzy, będą uzasadnione. Czy się to im podoba, czy
    nie.
    Środowisko, które od lat skutecznie unika lustracji, a wielu jego
    przedstawicieli było uwikłanych we współpracę agenturalną z PRL-
    owską bezpieką, nie może udawać, że upływ czasu, wymiana pokoleniowa
    czy proces "samooczyszczania" wystarczy, by dziennikarze stali się
    wiarygodnymi uczestnikami życia publicznego. Jeśli chcą, byśmy
    dawali im wiarę - muszą wpierw dać nam wiedzę o nich samych. Jeśli
    wymagają zaufania (bo stanowi ono istotę ich zawodu), nie mogą swoim
    zachowaniem tego zaufania podważać i wzorem polityków kreować się
    na "święte krowy".
    Można się zastanawiać, dlaczego jedna władza hołubi niektórych
    dziennikarzy, a innym zarzuca nierzetelność, dlaczego jedni są jej
    pupilami, a drugim stawia się zarzuty karne? Można wprowadzać
    idiotyczne podziały na prawicowych i lewicowych dziennikarzy lub
    stosować kryteria ideologiczne do oceny ich pracy. W niczym jednak
    nie zmieni to faktu, że mając do czynienia z zawodem zaufania
    publicznego, mamy prawo oczekiwać od dziennikarzy transparentności i
    rzetelności i dokonywać ocen ich pracy według jasnych, czytelnych
    kryteriów. Dziś tego zabrakło.
    Choć niezwykle trudno byłoby interpretować zaangażowanie jakiegoś
    dziennikarza jako efekt współpracy agenturalnej, odrzucanie takich
    relacji a priori stanowiłoby akt poważnej ignorancji. W mediach III
    RP istnieje agentura - i to twierdzenie jest równie wiarygodne, jak
    niemożliwe do udowodnienia, bez sięgnięcia do akt służb specjalnych
    lub dokumentów archiwalnych. Dlatego każdy zarzut postawiony
    personalnie będzie niewiarygodny i niemożliwy do udowodnienia.
    Więcej - będzie krzywdzący wobec osoby, której dotyczy, i przyniesie
    więcej strat niż rzekomych korzyści.
    Nie jest moją intencją stawianie komukolwiek zarzutu agenturalności
    i autorytarne twierdzenie, że ten czy ów dziennikarz działa jako
    agent wpływu, dywersji czy jako osobowe źródło informacji. Nie mam
    do tego dostatecznej wiedzy, a tylko ona może uprawniać do podobnych
    twierdzeń. Jak wiemy z doświadczenia, czasem i ta wiedza staje się
    jawna. Skoro jednak obserwujemy tak wiele niepokojących i groźnych
    zjawisk w polskich mediach, skoro widzimy polityczne, stronnicze
    zaangażowanie dziennikarzy, a wreszcie - skoro dostrzegamy wpływy
    służb specjalnych i środowisk agenturalnych na bieżące wydarzenia,
    nie można nie łączyć tych zjawisk i nie stawiać ważnych pytań.
    Media, które w PRL spełniały wyłącznie rolę służebną wobec partii,
    pozbawione podmiotowości i wpływu na własny język, mogły w III RP
    pozbyć się piętna niewolnictwa i odrzucić dialektykę "panowania i
    służebności". Jako sprzymierzeńca miały społeczeństwo i standardy
    państwa demokratycznego, które wyznaczają mediom rolę instytucji
    niezależnego arbitra, gwarantującego względną higienę życia
    publicznego, czyli coś, co można nazwać umownie "ładem moralnym".
    Takie media były w interesie nas wszystkich.
    Ale takich mediów w Polsce nie mamy. Wiedzą o tym sami dziennikarze
    i ci z odbiorców medialnego przekazu, których stać na samodzielne
    oceny. Obawiam się, że jeśli sami dziennikarze nie poradzą sobie
    dziś z pytaniami, jakie pojawiły się w sprawie "afery aneksowej" i w
    sprawie Wojciecha Sumlińskiego - długo jeszcze będziemy mogli o
    wolnych i niezależnych mediach pisać jako o nieosiągalnym wzorcu.

    Fragment wpisu z blogu internauty na portalu "Salon 24", używającego
    nicka W. S-media "Aleksander Ścios"
  • homosovieticus 08.08.08, 11:59
    Janusz Kaczmarek, były szef MSWiA, usłyszał kolejne zarzuty.
    Białostocka prokuratura uważa, że pięć lat temu Kaczmarek, pełniąc
    funkcję szefa Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku, blokował
    aresztowanie Jerzego Jędykiewicza, barona SLD i szefa Energobudowy -
    firmy należącej do imperium Ryszarda Krauzego. Informacje te podał
    wczoraj na swoich stronach internetowych "Newsweek", a potwierdził
    je Jerzy Szymański, zastępca prokuratora generalnego.

    O tym, że Janusz Kaczmarek miał blokować działania prokuratury wobec
    prominentów lewicy, w tym barona SLD Jerzego Jędykiewicza
    zamieszanego w aferę "Stella Maris", wydając zakaz jego
    aresztowania, informowaliśmy jako pierwsi w sierpniu ubiegłego roku.
    Jak wówczas ustaliliśmy, mógł to być rewanż za poparcie przez
    Jędykiewicza nominacji Kaczmarka na stanowisko szefa Prokuratury
    Apelacyjnej w Gdańsku.
    Według informacji "Newsweeka", sprawa wyszła na jaw podczas
    prokuratorskiego śledztwa w sprawie nacisków, jakie pięć lat temu
    Kaczmarek miał wywierać na gdańskich prokuratorów badających sprawę
    wydawnictwa "Stella Maris". Białostoccy śledczy znaleźli dowody,
    które obciążały Kaczmarka odpowiedzialnością za bezprawne
    przekazywanie informacji z tego śledztwa - był on wówczas szefem
    Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku i nadzorował to śledztwo.
    Teraz prokuratorzy mieli odkryć dowody na to, o czym pisaliśmy przed
    rokiem - że w 2003 r. Kaczmarek miał zakazać prokuratorom
    wystąpienia do sądu z wnioskiem o aresztowanie Jędykiewicza. Co
    więcej - nie była to jego suwerenna decyzja. Dowodem na to, iż
    ówczesny szef gdańskiej Prokuratury Apelacyjnej działał na zlecenie,
    ma być nagranie rozmowy telefonicznej, do której śledczym udało się
    dotrzeć podczas ubiegłorocznego przeszukania mieszkania Kaczmarka. W
    rozmowie tej ktoś żądał od prokuratora apelacyjnego, by ten nie
    dopuścił do aresztowania szefa Energobudowy. Kim był tajemniczy
    rozmówca - na pewno nie wiadomo, ale prokuratorzy z Białegostoku, na
    których powołuje się "Newsweek", podejrzewają, że mógł to być sam
    Ryszad Krauze, którego kilka miesięcy temu przesłuchiwali
    białostoccy prokuratorzy.
    Kaczmarek i Krauze są już w kręgu zainteresowań prokuratury w
    związku ze złożeniem fałszywych zeznań w śledztwie dotyczącym
    przecieku informacji na temat prowokacji CBA w resorcie rolnictwa.
    Co ciekawe, autorem tekstu opublikowanego wczoraj na stronach
    internetowych "Newsweeka" jest Maciej Duda, który wcześniej
    toczył "prywatną wojnę" ze Zbigniewem Ziobrą i kilkakrotnie bronił
    Janusza Kaczmarka. Był też tym dziennikarzem, który potwierdzał
    wiarygodność Kaczmarka o rzekomym nagrywaniu niektórych dziennikarzy
    na polecenie Ziobry.
    Marcin Austyn, WW
  • masuma 08.08.08, 11:00
    Wybór należy do ciebie
    Bo "tym siłĄ" nie da się
    --
    Pętak pojmuje demokrację jako wolność plucia na ludzi - A. Michnik
  • homosovieticus 08.08.08, 11:04
    masuma napisał:

    > Wybór należy do ciebie
    > Bo "tym siłĄ" nie da się
  • zapijaczony_ryj 08.08.08, 10:39
    jaslon napisał:

    > PSL odkłada reformę KRUS na październik. Sama reforma zaproponowana
    > przez PSL jest kuriozalna i śmieszna, okradanie podatników ma trwać
    > nadal! Ale i tak PSL rządzi! To w końcu, co z tą stanowczością,
    > oszczędnościami i działaniem na rzecz państwa i gospodarki w PO?
    >
    > Z PO został tylko ogon? Jest co podkulić :)))

    olał jak całą resztę?
    --
    "Każdy stój na swój strój”- Marek Nowakowski (sygnaturka zmodyfikowana na
    żądanie Administratora Forum, ch.. zastąpił stój.)
  • jaslon 08.08.08, 10:45
    Nie mam nic wspólnego z PiS-em.
    Ten wątek nie ma nic wspólnego z PiS-em.

    Chcesz cię ubabrać w gó..e, zrób to sam!
  • zapijaczony_ryj 08.08.08, 10:48
    To jak PiS całe dwa lata rządził Krus mu nie przeszkadzał?
    A moze był zawieszony?
    --
    "Każdy stój na swój strój”- Marek Nowakowski (sygnaturka zmodyfikowana na
    żądanie Administratora Forum, ch.. zastąpił stój.)
  • jaslon 08.08.08, 10:55
    Możesz każdą dyskusję sprowadzić do plucia na PiS, ale to jest nudne
    i mało konstruktywne. Chcesz napisać, czego PiS nie zrobił załóż
    oddzielny wątek. I zrozum idioto, że w ten wątek nie jest anty-PO.

    I świat tnie dzieli się na PO i PiS. W każdym razie nie mój świat.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka