Miałem na myśli nie nazwisko, a osobowość. Osama jest
nieprawdopodobnie charyzmatyczny, a to wymaga kontaktu z ludźmi,
fantastycznego rozumienia ich potrzeb, wyczucia języka, docipu,
niuansów. Trzeba porwać za sobą masy.
W historii, jaką pamiętam, Wałęsa miał taką pozycję. Być może
Gommułka, kiedy dawał nadzieję (złudną, jak się miało okazać) w 1956
na Placu Defilad. Przez ulamek sekundy uwiódł ludzi Gierek, gdy
zapytał "Pomożecie?".
Obama zrozumiał, ze nadeszła pora na nowe pokolenie, sam je
utożsamił. Wie czym s technologie, czym jest wspólczena kultura,
dokad zmierza cywilizacja. Wiecej w tym było spełnienia marzeń
ludzkości niż czystej polityki.
Pamiętaj, że Obama jest przedstawiecielem zupełnie nowej generacji
polityków, juz spoza II wojny i wojny wietnamskiej. Urodził się w
1961 roku, był 6-letnim dzieckiem, kiedy McCain walczył i został
jeńcem w Wietnamie. To prehistoria dla pokolenia dzisiejszych 20-45
latków, którzy stanowią siłę napędową kazdego narodu.
A to pokolenie nie da sięjuz uwieść, jak kiedyś ogłupiały (nadal)
polski naród, gdy zamarzył mu się Tymiński.
Ufam, że polski Obama już gdzieś jest. Żyje i nie podobają mu się
ani wodzowskie struktury PO czy PIS, ani koniunkturalna
funkcjonalność SLD. Big Change - Wielka Zmiana - potrzebna jest
Polsce gruntowna. A przynajmniej nadzieja na nią.
Pozdr.
Wilk