Dodaj do ulubionych

Czy demokracja jest najlepsza???

IP: 192.168.42.* 19.01.02, 21:41
jeśli tak to czemu, chociaż znana jest od ponad 2500 lat, istniała w praktyce
niecałe 100 lat, potem długa przerwa i znowu do niej powrócono po 1918 roku.
Obserwuj wątek
        • Gość: prowokat Re: Czy demokracja jest najlepsza??? IP: 192.168.42.* 22.01.02, 20:14
          Król jako obrońca d***kracji





          Panowie d***kraci czują się mocno zagrożeni - i trzęsą portkami. Dowodem na to
          może być wystąpienie p. Marcina Króla działającego w opozycji w latach 80.
          jako konserwatysta. Tekst tego wystąpienia, podobno na podstawie dyskusji w
          Klubie Radio "Wolna Europa", prowadzonym przez p. Alinę Grabowską, nadanym w I
          programie reżymowego radio 4 XI MMI poznałem dzięki wydrukowaniu go w piśmie
          SDP "Forum Dziennikarzy" (nr XII/01). Tekst jest zabójczy.

          W pierwszych słowach Swego wystąpienia (zatytułowanego: "Czy Polska jest
          państwem demokratycznym?") p. Król wymienia kilka warunków, które pozwalają
          kraj zaliczyć do rządzonych d***kratycznie: muszą być w nim: (a) organizowane
          uczciwe i częste (?) wybory; (b) zachowane elementarne wolności człowieka i
          obywatela (? - jakie? tego nie wiemy); (c) istnieć wolność słowa. Co zrobić,
          gdy Większość podczas którychś z częstych wyborów zakaże wolności słowa - nie
          wiadomo; wiadomo natomiast, że "wolność słowa" nie jest "podstawową wolnością
          człowieka i obywatela"; przypuszczalnie w (b) chodzi o wolność do bycia
          przymusowo ubezpieczonym i wolność do zasiłku dla bezrobotnych...

          Są jednak dwa dalsze warunki. Mają (d) istnieć partie polityczne prezentujące
          dostatecznie duże zróżnicowanie stanowisk. Tu p. Król opowiada się rozsądnie
          przeciwko przymusowi głosowania w wyborach - i równie rozsądnie zauważa, że
          między głównymi partiami - wymienia PO, UW i SLD - nie ma zasadniczych
          różnic; "wybór między prawicą i lewicą był fikcyjny", poza "partiami
          populistycznymi, których programy są nie znane. Ja, bez urażania kogokolwiek,
          nie widzę w Polsce prawicy. Takiej prawicy, która w każdym przyzwoitym
          państwie powinna istnieć. I nie widzę lewicy. Może Unia Pracy jest lewicą
          (...)". UPR powinna zafundować p. Królowi okulary. Albo szkło powiększające.
          Dziennikarze bowiem - jak słusznie w tym-że "Forum.." pisze p. Elżbieta
          Misiakowa - wolą pokazać blokującego drogi p. Leppera niż mówiącego z sensem
          p. Korwin-Mikkego...

          Punkt (e) to istnienie mediów, które by uczciwie i w sposób zróżnicowany
          informowały. Tu się z p. Królem zgadzam: tak, nie jest najlepiej. Tak, poziom
          TV jest niesłychanie niski. Nie zgadzam się z oceną przyczyn: jest niski
          właśnie dlatego, że Polska jest krajem d***kratycznym i poziomem dopasowuje
          się do L**u...

          Zostawmy media z boku - zajmijmy się praktyką walki o d***krację. Otóż zdaniem
          p. Króla, "demokracja narodziła się z bardzo szczytnych filozoficznych ideałów
          i z bardzo praktycznych powodów. Tym bardzo praktycznym powodem były "wojny
          religijne". Zdaniem p.Króla, d***kracja zapobiega wojnom religijnym -
          zwłaszcza domowym. To, że krwawe wojny domowe stoczono w USA, w Rosji po
          wprowadzeniu tam d***kracji, w Indiach (po wprowadzeniu d***kracji), w
          Kambodży, w Chinach, we Francji w latach 1789-1790 i później, na Cyprze, w... -
          to p. Króla nie interesuje, gdyż przeprowadza proste rozumowanie: d***kracja
          jest dobra, wojny domowe są złe, ergo w d***kracji wojen domowych ani
          religijnych nie ma! A rzeczywistość może sobie za oknami skrzeczeć. Do spółki
          z pospolitością.

          Rozumiem, że wojna domowa w Ulsterze trwa tylko dlatego, że w Londynie rządzi
          zła Królowa...

          Dalej p. Król dochodzi do konkluzji zdumiewających. Jeśli partia weszła do
          parlamentu - to musi kochać parlamentaryzm. Jeśliby nie weszła - a, to ma
          prawo (jak p. Lepper - ale do października 2001 r.!) blokować drogi, jak
          ekologowie ciskać bomby, walcząc z globalizmem... Zdumiewające - ale z pewna
          logiką. Masz 4,9% głosów - możesz łamać Prawo; masz 5,1 - musisz akceptować
          parlamentarne reguły gry...

          Tu dochodzimy do sedna: d**kracja jest w Polsce zagrożona - bo do parlamentu
          dostali się ludzie nie akceptujący d***kratycznych reguł gry. Zawsze myślałem,
          że jedyną partią antyd***kratyczną (co chyba dostatecznie nas wyróżnia?) jest
          UPR - a tu, okazuje się, antyd***kratyczny jest wódz D***su, WCzc.Andrzej
          Lepper!!

          Otóż, co robić z wrogami d***kracji? P. Król powołuje się tu na śp. Karola
          Schmidta (pisanego jako "Carlo Schmidt"), który wprawdzie nie jest całkiem
          świetlanym przykładem (bo wprawdzie w 1928 domagał się rozwiązania NSDAP i
          wpakowania Adolfa Hitlera do kryminału - ale już w 1933 r. zapisał się do
          NSDAP i nawet napisał konstytucję III Rzeszy) - ale poglądy miał zasadniczo
          słuszne: otóż nieprzyjaciela trzeba zabić.

          Tak więc (cytuję): "Po pierwsze, trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że
          najbardziej ustabilizowana demokracja ma swoich wrogów w obrębie tej
          demokracji. Po drugie, że w pewnym momencie tych wrogów trzeba eliminować.
          Różnymi środkami. No, dziś nie zabijając, ale różnymi środkami". Koniec
          cytatu.

          To rozumiem - jest to męskie postawienie sprawy. Jak partia zdobywa kilka
          miejsc w parlamencie, to można ją tolerować (pisze dalej p. Król). Przemilczy
          się ja w radiu, prasie i w telewizji, poprzecina opony liderom, podtruje
          czasem czymś niezbyt szkodliwym - i jakoś to będzie. Ale jeśli zagrozi
          podstawom d***kracji - to trudno: trza eliminować...

          Niekoniecznie p. Jerzego Haidera (pisanego "Heider") którego sprawę p. Król
          opisuje wyjątkowo mętnie: jako "przesadę i histerię" powstałą "dlatego, że
          podważył on pewną umowę demokratyczną [jaką??? - JKM]. I to właściwie było
          powodem sporu, a nie to, że on mówił" różne rzeczy" [jakie??? - JKM] Ale
          innych?

          I tu, na koniec, p. Król stawia poważne pytanie: "W którym momencie wrogów
          demokracji trzeba z demokracji eliminować? I czy będziemy w stanie to zrobić?
          To nie jest błahe pytanie, bo to jest pytanie o los demokracji".

          Drogi Marcinie: zajrzyj do jakiegoś podręcznika historii; policz sobie, jaki
          procent historii każdego kraju zajmuje średnio d***kracja - i uświadom sobie,
          że to już ostatnie lata tego b***elu. Problem w tym, czy będziemy żyli w
          reżymie autorytarnym, w rodzaju monarchii lub tyranii absolutnej i oświeconej,
          w której ludzie będą mieć pełną wolność mówienia prawdy (czyli nie - np. -
          głoszenia socjalizmu!) i absolutnie pełną wolność gospodarczą - czy też w
          reżymie totalitarnym, w którym Wybraniec L**u (czy Większości L**u; jakiś nowy
          Hitler) zagwarantuje D***sowi to, co L*d lubi: wolność do bycia zabezpieczonym
          i ubezpieczonym, wolność do zupki Kuronia i drugiego dania plus ćwiara na
          zagrychę oraz wolność do prania po mordzie wszystkich, którzy się z
          Większością (w więc tym samym i z neo-Hitlerem) nie zgadzają.

          I TO jest naprawdę poważne pytanie!
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka