Rusticoni w Złotych Tarasach
Autor: Gość: genny
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
13.10.11, 07:41
Byłam wczoraj i postanowiłam podzielić się przeżyciami, bo były hmm, dosyć niecodzienne. Restauracja w centrum handlowym to może nie szczyt wyrafinowania, ale z pewnych względów postanowiłyśmy (kilka pań) zjeść akurat tam.
Największy szok to kelnerka. Młoda dziewczyna, może nawet w innych warunkach sympatyczna, ale tak nieprofesjonalna, że aż dech zapiera. Po pierwsze strój. Luzacki, trochę niedbały, w niczym nie przypominał stroju obsługi restauracji. No, ale pal sześć, może my się nie znamy, może teraz tak jest trendy. Ale potem było już coraz gorzej. Dziewczę z uporem poprawiało nasze "bruskety" na "bruszety". Martini dostałyśmy w szklaneczkach do whisky. Potem dziewczę przyszło sprzątnąć i WYCIĄGAŁO rękę po talerze, które my posłusznie, nie wiedzieć czemu, podawałyśmy. Ale nasze miny należało uwiecznić. Potem kieliszki do wina, tak stawiane, że musiałyśmy je sobie "rozprowadzić" po stole. Ale za to stawiane z mocą. Po posiłku powtórzyła się procedura z przyjmowaniem talerzy, przy czym pani przynagliła koleżankę mówiąc krótko "talerz!". Pani odeszła, poproszona za chwilę podeszła, ruszając buzią i informując nas: "teraz jem"
Jedzenie mocno takie sobie, ledwo ciepłe, a jakość niewspółmierna do ceny. Ale to już nie miało większego znaczenia.