Dodaj do ulubionych

Masz małe dziecko? To siedź z nim w domu

IP: *.acn.waw.pl 11.02.06, 00:43
jednak dziwia mnie zale ludzi wyrzucanych z "modnych snobistycznych lokali"
lub klubow z selekcja. chyba ze oczywiscie selekcja i snobizm sa cool tylko do
momentu gdy nie dotyka mnie ich negatywna strona? zamiast plakac wystarczy nie
chodzic i poczekac az splajtuja, hyhyhy
Edytor zaawansowany
  • Gość: ms IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.02.06, 01:33
    Kilkumiesięczne dziecko czuje się świetnie w zadymionym lokalu z głośną
    muzyką.Manifestuje to swoim głośnym płaczem. Podobnie jak inteligentni rodzice
    wywożą takie dziecko kolejką na Kasprowy Wierch. Gwałtowna zmiana ciśnienia,
    zatkane uszy, płacz bo coś jest nie tak, ale to przecież superatrakcja dla
    niemowlaka. Będzie miało co opowiadać swoim wnukom. Jak kogoś stać na wizytę w
    lokalu, to stać go także na baby-sitter. Na drzwiach jest napisane, że lokal
    jest dla ludzi powyżej 21 roku życia. Inni goście nie muszą słuchać ryku
    męczonego niemowlaka.
  • Gość: Ogrodnik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.02.06, 01:42
    Idąc do pubu czy klubu, mam ochotę wypocząć, porozmawiać ze znajomymi, napić się
    czegoś, ewentualnie coś zjeść, a przy okazji posłuchać muzyki. W większości z
    powyższych czynności przeszkadzać mi (i nie tylko mi) płaczące przy stoliku obok
    dziecko, które nie ogłasza radośnie swój uzasadniony sprzeciw dla dymu
    papierosowego, głośnych rozmów i jeszcze głośniejszej muzyki.
    A jeszcze nie daj Bóg, żeby było to dziecko mogące już chodzić, będące
    wychowywane bezstresowo, czyli: "cały lokal mój, pobiegam sobie, pokrzyczę, a
    mamusia powie mi tylko >choć tu< - co mi tam, i tak zaraz jej ucieknę"...
    Tak więc 2:0 dla głupoty rodziców z dziećmi.
  • Gość: Fikuś IP: *.acn.waw.pl 11.02.06, 04:20
    Pani Anno nikt nie każe rodzicom z dziećmi siedzieć w domu, jest wiele miejsc
    gdzie można wybrać się z dzieckiem a klub czy pub, zdecydowanie do nich nie należą.
    Jako dziennikarz powinna być Pani obiektywna i inaczej przedstawiać problem.
    Odnosząc się do klubów, każdy obecnie może sobie wybrać miejsce gdzie lubi
    przebywać mniej snobistyczne, bardziej kulturalne, zwariowane, czy też inne
    klimatyczne. Czy to zle – nie to odpowiedź rynku na zapotrzebowanie! Jeżeli nie
    lubi Pani oznak snobizmu, proszę gustować w inny lokalach. Osobiście mnie
    mierzwi selekcja, a innym poprawia ego, i dobrze się z tym czują, więc niech tak
    zostanie.
  • dungeon.master 11.02.06, 04:32
    Pracowniczka klubu ma rację. Rodzicami którzy zabierają niemowlę w takie miejsce
    powinien zainteresować się sąd rodzinny, bo chyba nie do końca znają swoje
    obowiązki.
    A dziennikarka wyjątkowo nieudolnie próbuje manipulować.
  • Gość: dari IP: *.gl02.cilas.net 11.02.06, 07:30
    Do klubu dziecka nie zaciagnelabym , choc moj syn juz od trzeciego miesiaca
    zycia podrozuje po swiecie i bedac szesciolatkiem ma na swoim koncie rozne
    doswiadczenia :)Co do jazzu , to przykra sprawa , bo nie widze w tym nic ani
    deprawujacego , ani szkodliwego dla obu stron:dziecka tudziez innych sluchaczy
    na koncercie ( w koncu przy jazzie nie puszcza sie fajerwerkow .nie tanczy
    nago ,ani nie wymachuje lancuchami).Liczy sie tylko zdrowy rozsadek .Prosta
    sprawa.
  • Gość: Danusia IP: *.waw.pl / *.merinet.pl 11.02.06, 08:30
    Uszczęśliwianie innych "na silę" swoimi dziećmi jest poprostu nieeleganckie -
    tylko poczekac jak tatuś przyprowadzi pociechę do agencji towarzyskiej
  • Gość: warszawiak IP: *.acn.waw.pl 11.02.06, 10:07
    Młoda mamą sąd się powinien zainteresować, bo znęcanie się nad dzieckiem i
    narażanie jego zdrowia jest karalne. Na szczęście jest jednak wciąż wiele mam,
    które nie katują swoich dzieci dymem papierosowym i hałasem.
  • lolinka2 11.02.06, 11:02
    Też mam dziecko, może nie niemowlaka ale 4-latkę, która podobnie jak tatuś uwielbia szanty. Zabraliśmy ja do tawerny "10 w skali Beauforta", obsługa pokochała ja z marszu, natomiast najciekawsze podejście (wyrzuty sumienia???) prezentował nawalony trzydziestokilkulatek który przyleciał do męża z awanturą ze się dzieci w takie miejsca nie zabiera. A co???? Czyżby w programie był striptease????
    Nie sądzę (może poza tym nieszczęsnym dymem) żeby to młodej w czymś zaszkodziło, tańczyła razem z nami i bawiła się świetnie przez cały koncert (ponad 2 godziny). Kiedy miała ochotę pobawić się w coś innego, barmanka prosiła ją o 'pomoc' - razem zbierały talerze i odnosiły je do zmywania itp. Rozumiem, że z płaczącym czy okrutnie absorbującym dzieckiem takie wyjścia mogą nie być możliwe, ale te cechy biorą się z wychowania a nie ogólnie pojętej 'natury'. Nie zauważyłam też zeby ktokolwiek poza tym jednym panem wyraził swój sprzeciw co do obecności Nutelli w tym miejscu, a i nam było miło odpocząć w gronie rodziny. Nie każdy wypad z dzieckiem musi mieć formułę niedzielnego obiadku. Może czas by się zaczać z tym godzić????

    --
    Chyba jednak Kropka, ale jak to kurczę nazwać...
  • Gość: warszawiak IP: *.acn.waw.pl 11.02.06, 11:18
    lolinka2 napisała:
    > Też mam dziecko, może nie niemowlaka ale 4-latkę, która podobnie jak tatuś uwie
    > lbia szanty.

    Twoja córka się świetnie bawiła, ale w artykule jest mowa o dziecku
    kilkumiesięcznym! Bawili się rodzice, a dziecko zaciągnęli do smrodu i hałasu,
    bo nie mieli z kim zostawić niemowlaka, a nie dlatego, żeby i ono się pobawiło.
  • dziedzicznacytadelafinansjery 11.02.06, 11:57
    N, nie wiem, nie wiem... Powąchajcie swoje ubrania po wyjściu z takiego lokalu i
    pomyślcie, że wasza 4-letnia córeczka przyjęła taką dawkę dymu papierosowego do
    płuc... Może się i dobrze bawiła, ale przecież chyba nie pozwalacie, żeby jej
    jakiś wujek czy obcy facet na przystankudmuchał dymem papierosowym prosto w twarz?
    Po prostu myślcie o dziecku - może pediatry spytajcie,czy to jest dobre. Zresztą
    4-letnie dziecko też chyba niespecjalnie dobrze przyjmuje głośną muzykę (błony
    bębenkowe, te sprawy). Porozmawiajcie z lekarzem czy wam tego nie odradzi. Jak
    nie - bawcie się dobrze!

    --
    Czy był pan członkiem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej?
  • dziedzicznacytadelafinansjery 11.02.06, 11:14
    dżezi jest przychodzić do lokalu z psami. Ale ja nie o tym.

    Dobrze, ze przynajmniej menedżerowie tych klubów mają rozum w głowach

    Do tych państwa, co to muszą wieczorem wyjść: jak już się jedna z drugim
    mamusia z tatusiem zdecyduje na dziecko (przepraszam. Mamusia z tatusiem,
    mamusia z mamusią lub tatuś z tatusiem, bo mnie ścigną za homofobię, tak jak
    tego biegaka z basenu, który się tłumaczył czemu zniżka dla par to zniżka dla
    chłopaka i dziewczyny), to chyba to oznacza, ze z łażenia po knajpach trzeba
    zrezygnować.

    A jeżeli ktoś nie potrafi sobie wyobrazić, że posiadanie dziecka oznacza pewne
    zmiany w dotychczasowym trybie życia, to ja osobiście nawet bym się zastanowił
    trzy razy czy powierzyć takiemu (takim) opiekę nad psem.
    A my tu o dzieciach mówimy.
    Pani Marto - gratuluję postawy w imieniu dzieci tych państwa.

    A tak swoją droga to ten świat już i tak na łbie jest postwiony, a co
    poniektórzy się domagają, zeby jeszcze salto na dwunstnicy zrobił :-/
    --
    Czy był pan członkiem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej?
  • elpooho 11.02.06, 12:35
    "Dodaje, że w żadnym poradników dla młodych rodziców nie doszukała się
    przeciwwskazań dotyczących zabierania dzieci do knajpek." Dobre, dobre, nie ma
    to jak zycie wedlug poradnika. Obawiam sie, ze nie znajdzie sie w nich takze
    przeciwwskazan odnosnie skakania z dzieckiem na bungee czy stania przy
    glosnikach na koncercie rockowym. Najwidoczniej autorzy poradnikow zakladaja
    istnienie u rodzicow chocby szczatkowego zdrowego rozsadku.
  • Gość: to ja IP: *.crowley.pl 11.02.06, 13:19
    Nie przesadzajmy - w angielskich pubach bardzo czesto widac wozki z dziecmi.
  • dziedzicznacytadelafinansjery 11.02.06, 20:16
    A, no to przepraszam! Jak w angielskich pubach tak jest, to ja się już nie
    odzywam. Taki ciemny ten człowiek jest, że nie wie co to się w tym wielkim
    świecie dzieje, patrzcie no!
    --
    Skoro społeczeństwa nie da się wymienić, to należy je przynajmniej stale
    wychowywać...
  • Gość: angielska flegma IP: *.atman.pl / *.atman.pl 13.02.06, 08:27
    > Nie przesadzajmy - w angielskich pubach bardzo czesto widac wozki z dziecmi.

    W angielskich pubach nie ryczy debilna muzyka i nie pali się petów. W Polsce nie
    ma żadnych "pubów", tylko spelunki.
  • Gość: Zbyszek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.02.06, 14:02
    O jak wspaniale!!! Chciałbym żeby i do kin nie wpuszczali z małymi dziećmi,
    pszeszkadzja straszliwie, biegaja, krzycza, smierdza. W ogole ludzie z malymi
    dziecmi powinni miec jakies wlasne miejsca spotkan.
  • Gość: buba IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.02.06, 17:48
    Są miejsca niewskazane dla dzieci lub po prostu niebezpieczne. Jakiś czs temu
    czytałam o pretensjach jakiejś mamusi, że do Makro nie wpuszczają małych
    dzieci. I słusznie, że tak robią. Hurtownia nie jest miejscem dla dzieci.
    Supermarkety też bywają niebezpieczne, gdyż jest sporo młodych, niemyślących
    rodzicow którzy przychodzą z małymi, tak do 3-4 lat, do sklepu i puszczają je
    samopas - pzrcież robią zakupy i nie moga zając się własnymi dziećmi Mówiąc
    inaczej inni maja obowiązek (według tych rodziców) uważać na ich bachory. Mnie
    samej wleciał dzieciak pod koła wózka sklepowego, na co mamuśka podniosła
    jazgot słyszalny w połowie hali. Odpowiedziałam jej w tym samym stylu, że jak
    się ma dzieci to nalezy je pilnować samemu albo siedzieć w domu. Można dziecko
    zostawić z męzem lub wysłać go (męża) na zakupy.
    Uważam,że menadżerka postąpiła słusznie. Kto chce iść do lokalu z dzieckiem,
    może pójść do MacDonalda - stamtąd go nie wyproszą.
    Autorzy poradnikiów o wychowaniu dzieci zakładają, że czytelnicy mają
    przyzwoity poziom inteligencji, że zachowują zdrowy rozsądek i przynajmniej
    trochę myślą. Takie wymagania chyba nie są wygórowane dla osób o co nalmniej
    zdanej maturze, nie wspominając o studiach.
    Moje dzieci zaczęły jexdzić ze mną do supermarketu dopiero jak poszły do
    szkoły, więc wiem jak się robi zakupy w takim towarzystwie. Ale moje dzieci
    były zdyscyplinowane - nie pozwalałam na żadne bieganie i ściąganie towarów z
    półek bez mojej wyraźnej zgody.
  • dziedzicznacytadelafinansjery 11.02.06, 20:18
    Gość portalu: buba napisał(a):

    > Są miejsca niewskazane dla dzieci lub po prostu niebezpieczne. Jakiś czs temu
    > czytałam o pretensjach jakiejś mamusi, że do Makro nie wpuszczają małych
    > dzieci. I słusznie, że tak robią. Hurtownia nie jest miejscem dla dzieci.
    > Supermarkety też bywają niebezpieczne, gdyż jest sporo młodych, niemyślących
    > rodzicow którzy przychodzą z małymi, tak do 3-4 lat, do sklepu i puszczają je
    > samopas - pzrcież robią zakupy i nie moga zając się własnymi dziećmi


    No właśnie. To jest to. Jak już się ma dziecko, to trzeba myśleć też o nim,a nie
    nadal wyłącznie o sobie. Indywidualizm podszyty egoizmem i w taki negatywny
    sposób się przejawia.
  • Gość: wawa IP: *.chello.pl 11.02.06, 17:51
    iść z niemowlakiem do zadymionego lokalu i jeszcze się obrażać że ją
    wypraszają - to mogła zrobić tylko snobka która po urodzeniu (bo to w modzie)
    zapomniała dzieciaka zostawić w szpitalu do adopcji
  • Gość: matka IP: *.chello.pl 11.02.06, 19:01
    Mam nastoletnie dzieci. Jestem z d e c y d o w a n ą przeciwniczką zabierania
    dzieci ( nie tylko kilkumiesięcznych) do klubów, pubów, restauracji, na
    wycieczki itp- czyli we wszystkie miejsca, które dzieci mogą źle znosić, płakać.
    I to z kilku powodów.
    Po pierwsze wielkim egoizmem jest narażanie dziecka na niewygodę, krzyki, dym
    z papierosów.
    Po drugie równie nieodpowiedzialne jest narażanie innych na znoszenie zachowań
    dziecka. Trudno winić malucha, że płacze, bo jest śpiące, przeszkadza mu hałas,
    dusi się od dymu, czy wymiotuje, bo ma chorobę lokomocyjną. Można natomiast
    mieć pretensje do rodziców.
    Rozumiem, że każdy dorosły chce się wyrwać, pojechać w świat, posłuchać muzyki,
    ale musi to zrobić w taki sposób, aby nie szkodzić dziecku i nie udręczyć
    otoczenia.
    Pamiętam wycieczkę autokazową na Litwę przerywaną co kilkadziesiąt kilometrów,
    bo dziecko "rozkosznej" pary miało chorobę lokomocyjną. I oni, i dziecko i Bogu
    ducha winni uczestnicy wycieczki, którzy słono za nią zapłacili użyli jak pies
    w studni.
    Powinny być i lokale i imprezy dla osób powyżej iluśtam lat.
    A dziecku można zorganizować opiekę. Ja np. wymieniałam się z siostrą!
  • Gość: Patima IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.06, 22:41
    A jakby to dorosły miał chorobę lokomocyjną to byłoby wszystko ok? No fajnie,
    to dyskryminacja dzieci!
  • Gość: matka IP: *.chello.pl 13.02.06, 08:08
    Nie, nie jest to dyskryminacja dzieci. Wiadomo, że dzieci znacznie(!) częściej
    chorują na chorobę lokomocyjną niż dorośli.
    Poza tym dorośli, gdy wiedzą o swojej przypadłości albo wybierają inny spsób
    podróżowania ( nie autokar czy statek gdzie choroba lokomocyjna pojawia się
    najczęściej) albo zawczasu biorą np. Aviomarin.
    Z dziećmi bywa inaczej. Osobiście przeszkadza mi smród rzygowin w autokarze ( i
    wskaż mi kogoś komu jest to obojętne), czy zatrzymywanie się co kilkadziesiąt
    kilometrów, gdy jakiemuś dziecku robi się niedobrze.
    I jeszcze jedno. Nie wszyscy chcą oglądać plujące dzieci w jadalniach i
    stołówkach. To może każdemu odebrać apetyt.
  • Gość: Patima IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.02.06, 12:57
    Widzę, że jesteśmy już na "ty". ok. No więc droga "matko" wskaż badania, które
    wykazały, że dzieci częściej cierpią na chorobę lokomocyjną. Poza tym dorośli
    wcale nie wybierją innego srodka lokomocji, jeśli muszą, to jada i cierpią i
    tyle. Poza tym za dziecko odpowiadają właśnie dorośli i gdyby mogli to pewnie
    nie zmuszali by dziecka do jazdy autokarem. Pewnie masz kasy jak lodu i
    myślisz,ze kazdego stac na samolot. Chociaz tym środkiem też nie każdy może sie
    poruszać. Wskazuję siebie, jako osobę, której smród rzygowin nie przeszkadza w
    znaczeniu,że rozumiem nagle przypadki i nie wyrzucę kogoś za to z autokaru.
    Tobie nigdy sie to nie zdarzyło.A nigdy brzuszek Cię nie bolał i nie miałaś
    rozwolnienie np. w pracy i biegałaś wtedy do toalety co chwilę. pewnie powinni
    Cie za to zwolnić, bo przeszkadzałaś innym albo zajmowałaś toalete. A jak byłaś
    w ciaży to nie miałaś nudnosci i nie chodziałaś na siusiu co 10 min.
    Pewnie, jak będziesz stara i chora na chorobę typową dla dorosłych, np.
    Alzheimera i będziesz zachowywała sie jak niemowlę, Twoje dzieci nie zmienią
    Ci pieluchy i nie umyją Cie, bo będzie im Mamusia śmierdziała.Zgnijesz! No ale
    sama tak wychowujesz swoje dzieci, w nietolerancji i braku miłości i
    zrozumienia dla innych. Ciesz się,że nie żyjesz w dawnych np. średniowiecznych
    czasach.
    A nie przeszkadza Ci latem smród w a utobusie i ociekajace potem włosy wiszące
    pod pachą u ufarbowanych panów i obwieszonych złotem pań. Pewnie nie jeździsz
    autobusem, tylko autkiem z klimatyzacją.
    Nie myślałam, że w XXI wieku ludzie maja takie poglądy. Matka matce wilkiem.
    Tragedia.
  • Gość: matka IP: *.chello.pl 13.02.06, 15:22
    Bingo! Jeżdżę samochodem z klimatyzacją. Sporadycznie metrem. I wiesz, także
    przekszkadza mi smród niemytych ciał.
    Tak się składa, że sporo podróżuję. I zapewniam Cię, że raz jeden jedyny raz (
    na serpentynach w b. Jugosławii) choroba lokomocyjna dała o sobie znać osobie
    dorosłej. Natomiast wielokrotnie wymiotowały w autokarach dzieci.
    I nie dam sobie wmówić, że wyjazd na autokarową objazdówkę z dzieckiem np. po
    krajach Beneluxu jest wyższą koniecznością. Nie, nie jest. Moja znajoma
    miała "przyjemność" mieć zepsuty pobyt na takiej właśnie wycieczce. A działo
    się to na skutek chorującego dziecka. Oczywiście, za dziecko odpowiadają
    dorośli. W tym przypadku sprowadziło się to do wepchnięcia pod sąsiedni fotel
    zabrudzonych gazet!
    Tak się składa, że jako tłumaczka pracuję w domu,więc w przypadku ewentualnych
    niedyspozycji nie jestem dla nikogo uciążliwa.
    W obu ciążach również nie miałam nudności. Czułam się rewelacyjnie. I co łyso
    CI?
    A o Twojej wybitnej kulturze świadczą, życzenia typu "zgnijesz". Los jednak
    bywa przewrotny i zdarzyć się to może osobie, która wypowiada tak miłe życzenia.
    Matka matce wilkiem. Być może także ta, która zmusza innych do wąchania smrodów
    swojego potomstwa.
  • matea4 13.02.06, 15:35
    Skoro napisałaś że jest Ci obojętne gdzie dziecko zostanie przewinie to chyba
    Twoje monologi są niepotrzebne. Dlaczego mam gnieść się w śmierdzącej ubikacji
    w pociagu skoro mam miejsce w pzredziale za które zapłaciłam. Przewinięcie
    dziecak wcale nie zajmuje wiele czasu kiedy ma sie trochę miejsca koło siebie.
    Jeśli chodzi o Twoje dzieci to skoro tak pięknie władają dwoma językami to
    chyba mają po nascie lat - tylko szkoda ze jako rozrywkę traktują grę na
    telefonie. Może tak lepiej pogadanka o tolerancji.
    --
    Mati
  • Gość: Patima! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.02.06, 23:36
    Nie jest mi łyso? Dlaczego, nie znam Cie na szczęście i nie wiem jak
    przechodziałaś ciąże. Cieszę się,że były to dla Ciebie same miłe doświadczenia.
    Lepiej też że pracujesz w domu, bo w pracy mogliby z Tobą nie wytrzymać.
    Niestety nie kazdy ma to szczęście pracować w domu. (Pewnie Tylko Ci najgorsi
    chodzą do pracy)A jeśli chodzi o zgnicie to nie były to życzenia tylko
    przypuszczenia, jak moga zachować sie Twoje dzieci. Widzę jednak ze dla Ciebie
    najważniejsze stało sie jedno słowo, a nie sens całej wypowiedzi. Trudno. Za
    moich licealnych czasów mówiono :"Są ludzie i parapety". I chyba na tym
    zakończę bo szkoda mi czasu na jałową dyskusję z taką matką MATKO!
    Chociaż jak będzie mi się chciało posłuchać jeszcze jakiś rewelacji od Ciebie
    to się odezwę!
  • Gość: 62 latek IP: *.swn.vectranet.pl / *.swn.vectranet.pl 11.02.06, 21:24
    Tak jak masz małe dziecko to wiedz , że są takie miejsca , gdzie nie jesteś
    mile widziany. Byłem na wczasach i szlak mnie trafiał , gdy na stołówce między
    stolikami łaziło małe dziecko i do tego wrzeszczało od czasu do czasu. Tak
    przez dwa tygodnie.
    Kiedyś gdy byłem młodszy w tym samym ośrodku był podział: budenek dla rodziców
    z dziećmi i tylko dla bezdzietnych. To miało sens. Dlaczego teraz gdy jestem po
    60-ce mam słuchać wrzask dzieciaków, gdy chcę odpocząć w ciszy i spokoju.
    To samo w innych miejscach , rodzice z dziećmi to konieczność i wcale nie są
    mile widziani.
  • Gość: Anka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.06, 11:40
    A ja nie lubie stetryczlych starcow w moim otoczeniu i ich tez nie powinno sie
    wypuszczac z domu!
    Selekcja to selekcja albo stworzcie getta z odpowiedznim oznakowanie zeby sie
    nie pozagryzali.
  • Gość: anka IP: *.chello.pl 11.02.06, 22:57
    co to za pomysł, żeby zabierać kilkumiesięczne dziecko do knajpy? może raczej
    na tej kwestii powinna się skupić GW zamiast potępiać paparazzi za "selekcję"

    nieźle się ubawiłam:)
  • Gość: lion57 IP: *.aster.pl 12.02.06, 00:17
    W trosce o zdrowie dziecka rodzice nie powinni zabierać go do do takich miejsc,
    gdzie jest ono narażone na kontakt z dużą ilością obcych osób,nie zawsze
    zdrowych, hałas, dym tytoniowy, nadmierne oświetlenie. Kilkumiesięczne niemowlę
    na prawdę tego nie potrzebuje. A szczególnie w okresie jesienno-zimowym, kiedy
    infekcje roznoszone drogą kropelkową, w tym tak groźną grypę tak łatwo złapać.
    Dzieci do lat trzech mają nie w pełni rozwinięty system odpornościowy i
    wszystkie infekcje banalne dla dorosłych ,w przypadku dzieci magą mieć
    tragiczny w skutkach przebieg. Radzę porozmawiać z pediatrą. Poza tym
    niemowlęta powinny mieć dość uregulowany tryb życia, odpowiednią ilość czasu na
    sen, na zabawę, na czynności pielęgnacyjne, na spacer nie po sklepach, a w
    parku na świeżym powietrzu. Jak pamiętam z wychowania swoich dzieci zupełnie
    nie było czasu na własne rozrywki.O tym,że towarzystwo takich niemowląt nie
    wszystkim odpowiada wiele już tu napisano. Nie ma sensu powtarzać.
  • annka12 12.02.06, 11:29
    No oczywiscie zapomnieliscie jeszcze o innych aspektach
    Ja mam 11 m-czne dziecko i jechalam pociagiem z Krakowa do szczecina i tez
    uslyszalam wiele komentarzy ze z takim dzieckiem to sie w domu siedzi
    A zwlaszcza jak poprosilam o miejsce w przedziale dla matki z dzieckiem!!!!!
    Pewnie zdaniem niektorych nie powinnam tez chodzic do restauracji -nie mowie o
    klubie nocnym ale o restauracji z wydzielona sala dla niepalacych bo moze jakis
    gosc siedzacy obok nie zyczy sobie tego A co jak ja nielubie 40letnich
    blondynek smiejacych sie perlistym smiechem jak glupie nastolatki z
    podstarzalymi adoratorami bedacymi jednoczesnie ich promotorami w jakiej
    szkolce podczas obiadu w np Qchni Artystyczej Cala sala musiala wysluchiwac ich
    glupich dykteryjek przerywanych kretynskim smiechem gdy moje dzicko siedzialo
    sobie cichutko i patrzylo na nich jak na zjawisko. tak tak czesto dzieci nawet
    male zachowuja sie duzo bardziej stosownie niz dorosli i to ta "elita"

    --
  • Gość: lion57 IP: *.aster.pl 12.02.06, 13:28
    Być może Twoje dziecko było nieco onieśmielone, żeby nie powiedzieć
    zestresowane w czasie opisywanego przez Ciebie pobytu w lokalu, z powodu
    zetknięcia sie z obcymi ludźmi zbyt głośno i swobodnie zachowującymi się i
    dlatego też między innymi młodzi rodzice nie powinni bywać wraz za swoimi
    pociechami w takich miejscach. To jest interes Twojego dziecka. A z drugiej
    strony może ktoś inny wynajął właśnie opiekunę dla swojego dziecka i wyskoczył
    z domu na godzinkę, żeby sobie od dzieci odpocząć, wpadł do lokalu, licząc na
    to, że tam nie natknie się na małe dzieci. Przykład pociągu niezbyt odpowiedni,
    bo podróż może być wręcz koniecznością, a w przypadku lokalu, to tylko
    przyjemność, z której dla dobra włsanego dziecka należy zrezygnować. Dzieci
    szybko rosną, okres niemowlęctwa trwa krótko, będzie jeszcze czas na lokale i
    zabawy.
  • Gość: matka IP: *.chello.pl 12.02.06, 17:45
    Jechałam pociągiem z Warszawy do Krakowa z moimi nastoletnimi dziećmi. Miałam
    pecha- jechałam z panią z kilkumiesięcznym dzieckiem. Nie pozwoliła otworzyć
    okna ( dziecko się przeziębi), przez pół godziny słuchaliśmy jak zanosi się
    płaczem ( męcząca podróż, choć I klasą). Po godzinie dziecku trzeba było
    zmienić pieluchę ( my akurat jedliśmy). Pani nie zważając na to zabrała się za
    przewijanie. W powietrzu uniósł się zapach świeżej kupy ( przepraszam tych
    wrażliwszych). Gdy zwróciliśmy uwagę pani święcie się oburzyła - przecież to
    tylko dziecko.... Mieliśmy tego serdecznie dość ( przypominam, że zapłaciliśmy
    za 3 bilety -też mamy prawo do w miarę konfortowejpodróży). Gdy tylko dziecko
    usnęło
    moje dzieci rozpoczęły grę na telefonie komórkowym ( z włączonym dzwonkiem).
    Pani zażądała ciszy. Bezskutecznie ( przecież to tylko dzieci - nudzą się w
    podróży muszą więc się rozerwać). Ciąg dalszy nie był już miły. Moje dzieci nie
    przestały grać ( pani poprosiła konduktora o uciszenie moich dzieci, ale nie
    znalazł on podstaw). Dziecko się darło. Tak, tak, wiem szkoda dziecka, ale
    innym ludziom także należą się w podróży godziwe warunki.
    P.S. Moje dzieci do 3 roku życia nie ruszały się dalej niż na działkę i to
    samochodem.
    Później wybraliśmy się w dalsze podróże także autem, żeby nikogo nie umęczyć (
    współprdróżnych i nas).
    Dziś moje nastolaty podróżują po świecie, widziały więcej niż niejeden dorosły.
    Ale na wszystko jest czas.
  • annka12 12.02.06, 20:54
    Sypie popiol na swoja glowe..........Jechalam pociagiem dla przyjemnosci
    Wygonilam z przedzialu dla matki z dzieckiem kibicow Malysza powracajacych z
    Zakopanego i upajajacych sie wódą jeszcze nim pociag ruszyl Tylko cholera
    dzialki nie mam i samochodu a domyslam sie ze autobus miejski i tramwaj tez nie
    dla mnie Przeciez jakis zmeczony emeryt sfrustrowana mamunia nastolatki ktora
    byc moze wlasnie zaszla w ciaze albo ktokolwiek kto wzial nianie zeby pojezdzic
    sobie autobusem moglby sie napatoczyc W domu pewnie tez przeszkadzam bo sciany
    cienkie a sasiedzi slysza dziecko dzecko tupie i smietnik zawalnony
    smierdzacymi pampersami Zakupow tez nie bede robic zeby paniusi jakiejs z
    wytresowanymi jej bachorami nie spotkac
    Pozdrawiam
    --
  • mamkube 12.02.06, 21:06
    Popieram dziewczyny Agaluba, Annka i Matea:) i wszystkie inne które nie dadzą
    sie zaszczuć i siedzieć w domu. To chore co pisała jedna z "przeciwniczek"
    podczas jazdy pociagiem. To ty kobieto przeszkadzałaś tej biednej mamie w
    podróży z niemowlakiem. To taka sama osoba jak inne, a jak nie masz ochoty na
    kontakt z innymi ludźmi to ty zamknij sie w domu i siedź. To tej kobiecie
    należało sie być dla maluszka cicho gdy spał, a twoje dzieci grając na
    telefonach....boże istna złośliwość.
    Sama nie chodze po knjapach wieczorem z dziećmi, a mam ich dwoje. Moze Agaluba
    źle przytoczyła przykład Paparazzi, ale to to tylko przykład który miał nam
    otworzyć oczy ludzie......!!!! Tak właśnie jest, chore zacofane społeczeństwo.
    Edyta
  • Gość: matka IP: *.chello.pl 13.02.06, 07:54
    Moje dzieci też mają prawo zjeść kanapkę w atmosferze innej niż śmierdząca kupa
    dziecka. Ciekawe czy Ty byłabyś szczęśliwa gdyby ( przepraszam) moje dzieci
    głośno oddawały gazy?
    Są jakieś zasady współżycia między ludźmi. I ta pani ewidentnie je złamała. Na
    chamstwo trzeba, niestety, odpowiadać chamstwem. Tak jak tę panią nie
    obchodziło to, że my jemy- musi przewinąć dziecko i już! Tak mnie nie
    obchodziło, że jej dziecko chce spać, jest podirytowane, zmęczone. Moje dzieci
    chcą się rozerwać- i tyle.
    Matka dziecka poleciała do konduktora, usiłowała zmusić go, aby zabronił moim
    dzieciom grać na telefonie. Bezskutecznie. Ode mnie dowiedziała się dlaczego
    tak czynimy. Może wyciągnie wnioski z tej lekcji.
    Generalnie jestem przeciwna takim metodom wychowawczym, ale nie dajmy się
    zwariować. Matki z dziećmi, osoby z psami, palące itp. nie mają jakichś
    specjalnych praw.
    A już przewijanie dziecka w miejscu publicznym i prezentowanie kupy otoczeniu
    jest chamstwem. Wychowałam dwoje dzieci i jakoś nie miałam tego typu problemów.
    Zawsze bardzo dbałam o to, aby moje dzieci swoim zachowaniem nie były uciążliwe
    dla otoczenia. I tego samego wymagam od innych.
  • Gość: Rysiek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.02.06, 09:15
    "Zawsze bardzo dbałam o to, aby moje dzieci swoim zachowaniem nie były
    uciążliwe dla otoczenia"
    Już sobie wyobrazam te wredne bachory na ulicy, nic tylko lac. Rozumiem gdybys
    byla bezdzietna zgorzkniala stara panna, albo oblesnym dziadem, ale zeby matka
    oburzala sie na inna matke. No tak, typowa zdzirunia wozaca swa sliczna dupcie
    samochodem mezusia, chamusia
  • Gość: agaluba IP: *.catv.net.pl 13.02.06, 09:43
    problem polega na tym, że jednak są uciążliwe - przykład pociągu. Prosze w
    takim razie wskazać, gdzie matka z maleństwem miała je przewinąc w pędzącym
    pociągu - na podłodze na korytarzu w maleńkiej toalecie - owszem poinno byc
    takie miejsce, ale nie. a na chamstwo nie należy odpowiadać chamstwem, jak Pani
    twierdzi, tylko kulturą - w przeciwnym razie będziemy życ w zacietrzewionym,
    paskudnym społeczeństwie, gdzie jeden drugiemu oczy by wydłubał i opluł.
    odpowiadanie chamstwem na chamstwo świadczy włąśnie o niskiej kulturze i niskim
    IQ (choć intelicencja nie musi sie z tym wiązać). To dobrze że wychowała Pani
    tak dzieci, ale prosze uszanować, że są inny, którzy mają inne poglądy na
    wychowanie. Może rzeczywiście młoda mama powinna poczekac, az Pani dzieci
    skończą jeść, ale Pani reakcja była niewspólmierna z wydarzeniem.

    a gdyby kraj był rzeczywiście prorodzinny to przewijaki byłyby w innych
    miejscach.. niestety nawet w miejscach dla dzieci ich nie ma, więc mamy, które
    nie chcą wyłacznie siedziec w czterech ścianach - a są takie, jak już Państwo
    wiecie, są skazane na wykonywanie różnych dziwnych czasem manewrów, żeby
    przewinąć dziecko.

    I prosze przyjąć fakt czy koniecznośc przewinięcia maleństwa za pewnik, za coś
    naturalnego, prosze przestańcie to Państwo traktować jako obrazę majestatu -
    nie patrzcie po prostu. My, młode mamy tez się nie zachwycamy, jak przewijamy
    dzieci, nam też brzydko pachnie, ale to trzeba zrobic i już i zapewniam, że
    większośc z nas z utęsknieniem czeka na moment, aż pociechy same zaczną
    korzystac z toalety.

    Ta konieczność jednak nie jest powodem do dyskryminowania nas. I obrzucania
    pogardliwym wzrokiem, warczenia i wściekania się, ze jesteśmy z dziećmi -
    naprawdę czasy się zmieniają, otwórzmy się więc na młodych rodziców, zwłaszcza
    że bez nich, bez ich wysiłku - tak, tak, wysiłku włożonego w wychowanie
    maluchów - społęczeństwo po prostu umrze.. im mniej się dzieci rodzi, im
    bardziej jesteśmy negatywni w stosunku do młodych mam im bardziej chcemy je
    izolować, tym bardziej na tym tracimy, tym bardziej...się starzejemy.

    Postarajcie się Państwo to zrozumieć i zaakceptować, a z pewnością i młode mamy
    nie będą reagowały agresją na Wasze niemiłe uwagi bądź zachowania.

    Miłego dnia,

    Mama od tej całej burzy. (Z góry uprzedzam również zarzuty o brak wykształcenia
    czy głupotę, jestem politologiem z wykształcenia, obecnie piszę doktorat, wiele
    lat pracowałam, mam doświadczenie i życiowe i zawodowe, pochodzę z dobrej,
    porządnej rodziny, wypełniam obowiązki żony, obowiazki matki i członka
    społeczeństwa, każdego dnia uczę się i obserwuję świat, nie zamykam się w
    sobie, staram pomagac innym i nie krzywdzę swojego dziecka, zapewniam mu ciepły
    dom i dobre wychowanie - i po prostu kazdego dnia staram się nieba mu
    przychylić - jak większośc dobrych matek - a jestem do tego po prostu aktywna,
    po urodzeniu malucha zmieniłam wystarczająco tryb życia, by maluch był zdrowy,
    szczęśliwy i uśmiechnięty i miał wszystko, czego potrzebuje, ale to nie oznacza
    rezygnacji absolutnie z wszystkiego i niemożliwości podróżowania, wychodzenia
    czy robienia innych rzeczy, które Państwo robicie) - pomyślcie, że większośc z
    nas jest dobrymi i mądrymi ludźmi zanim kogokolwiek podsumujecie i nazwiecie
    zerem i złymi rodzicami.

    I jeszcze jedno - to miejsce na dyskusję, dlaczego niektórzy obrzucają nas
    błotem?
  • Gość: matka IP: *.chello.pl 13.02.06, 11:58
    Cóż- punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Pani nie przeszkadza zapach
    kupy dziecka, mnie owszem. Nie przeszkadzała mi, gdy moje dzieci były małe,ale
    tym się różnimy, że ja nie zmuszałam otoczenia do uczestniczenia w przewijaniu
    moich dzieci. Wiedziałam, że są ludzie, których może to brzydzić.
    Gdzie ta pani przewinie dziecko jest mi dokładnie obojętne. Może w toalecie,
    nie wiem i wcale mnie to nie obchodzi. Tak samo jak owa pani nie miała
    skrupułów skutecznie obrzydzając nam posiłek.
    Gdyby nie moja bardzo ostra reprymenda ( z udziałem konduktora) mamuśka
    wrzuciłaby śmierdzącą pieluchę do małego pojemnika na śmieci pod oknem ( tak,
    aby wystawała).
    Czy małe dziecko z racji wieku ma jakieś specjalne prawa?
    Czy jego obecność ma zmuszać innych do tego, aby słuchali wrzasków, wąchali
    śmierdzące pieluchy lub spędzali podróż na korytarzu? Nie!
    Nie trzeba po urodzeniu dziecka siedzieć w 4 ścianach i spacerować po domu w
    powyciąganych ciuchach.
    Ja urodziłam dzieci na 3 i 5 roku studiów, ukończyłam dzienny kierunek,
    chodziłam na staże. Wszystko jest kwestią chęci , organizacji. Nie można mieć
    ciastka i zjeść ciastka ( mieć dziecko i korzystać z życia jak za dawnych lat).
    I dlatego powtarzam - jeśli matki ( rodzice) będą katować obcych ludzi swoimi
    dziećmi - mogą liczyć na to samo.
    Płacz dziecka będzie zagłuszany głośnią rozmową, ktoś zapali papierosa w
    sytuacji, w której normalnie by tego nie zrobił, czy choćby wspomniana przeze
    mnie gra na telefonach moich dzieci.
    Zapewniam, że oboje zajęliby się cichą lekturą, gdyby nie "atrakcje"
    zafundowane nam przez współpasażerkę!
  • mamkube 13.02.06, 12:03
    to już nie dyskryminajcia z twojej strony Matka, to po prostu chamstwo i
    złośliwość.
  • Gość: matka IP: *.chello.pl 13.02.06, 12:06
    A czym jest przewijanie dziecka w obecności jedzących osóbi wsadzanie do
    ogólnodostępnego kosza w przedziale pieluchy z kupą?
    Niczym innym jak nieliczeniem się z innymi ludźmi, i zwycajnym chamstwem. O
    złośliwości nie wspomnę.
  • Gość: Rysiek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.02.06, 15:37
    Tak tak, ale otwieranie okna w przedziale gdzie jest małe dziecko już chamstwem
    nie jest. Zresztą świnia z tego bachora, toaleta jest po to żeby się w niej
    defekować i wiek bachora nie usprawiedliwia
    Och ten świat byłby taki wspaniały gdyby nie ci ludzie i bezczelne niemowlaki
  • Gość: Patima IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.06, 22:59
    Biedne dzieci, do 3 rż nie wiedzieć o świecie. I kto tu jest wyrodną matką.
    Przeszkadzał PAni smrodek z pieluszki to postąpiła pani równie idiotycznie
    dając dzieciom komórki do zabawy. Następnym razem prosze jechac wlasnym
    samochodem. tak bedzie lepiej dla wszystkich.
    Skąd sie biorą tacy ludzie? Ja myslałam, że tylko osoby o obniżonym stopniu
    inteligencji potrafia wygłaszać takie sądy.
  • Gość: matka IP: *.chello.pl 13.02.06, 07:57
    A ciekawe, czy Szanownej Pani nie będzie przszkadzał smrodek, gdy moje dzieci
    zaczną oddawać gazy w przedziale kolejowym?
    Wiem, że dla owej pani kupka jej dziecka pachnie, dla mnie jest to obrzydliwy
    smród. Zwłaszcza gdy jem.
    I tylko ludzie o obniżonym IQ nie są wstanie tego pojąć.
  • mamkube 13.02.06, 08:16
    Kicia oczywiście że masz rację, ja też uważam że trzeba zmienić życie po
    urodzeniu dziecka, ja mam dwójkę i wiem co to znaczy. Ale nie chodzi o to żeby
    przez te parę lat zapomnieć o zyciu kulturalnym, i wogóle życiu. Ja często
    bywam w Krakowie, i powiem szczerze że nigdy nie spoptkałam się z tym żeby
    ktokolwiek mnie wyprosił z knajly bo jestem z dziećmi, wręcz porzeciwnie ludzie
    stają sie otwarci. Ale niestey tam spotykam normalnych ludzi, ale wiele razy
    też spotkałam się z ta dyskryminacją. Oczywiście nie musimy my mamy z dziećmi
    mieć jakiś większych praw niż inni, chodzi tylko o to żeby poszanować i pomóc
    nam, ja myślę MATKA że ta kobieta bardziej to wszystko przeżyła niż ty. NA
    pewno nie miała jak jechać inaczej, na 100 % powiem ci że gdyby mogła na pewno
    nie pojechała by pociągiem, tym bardziej sama z dzieckiem. Ja ją podziwiam, ja
    bym się sama bała, a jeszcze zero pomocy od innych. Na pewno biła się z myślami
    czy przewinąć dziecko czy czekać aż szanowne państwo zje, fakt nie powinna moze
    tego w ten sposób robić, ale może wy powinniście wyjść z inicjatywą. Takie
    maleństwo nie uznaje poczekaj, zaraz. Wymaga natychmiastowej opieki,
    przewinięcia. I myslę że każda matka to rozumie....tylko czasem kobiety są
    gorsze od facetów, oni łatwiej by to zrozumieli niż zadziorna, złośliwa inna
    kobieta a nawet matka. Takie społeczeństwo, a my chcemy powiedzieć wszystkim to
    co myślimy.
    Edyta
    Dodam że jestem po studiach, i mój iloraz inteligencji nie jest równy 0.
  • Gość: Rysiek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.02.06, 09:17
    Twoje dzieci bede to robic poniewaz sa niewychowanymi bachorami, zas
    kilkumiesieczne dziecko nie panuje nad swoja fizjologia. I co, moze dla waszej
    wygody dzieciak mial dostac odparzenia.
  • Gość: linka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.02.06, 09:47
    Matka o czym ty w ogole mowisz? Jak ty masz iloraz inteligencji wiekszy od
    (badzmy optymistami)40 to powinnas moze kupic ksiazki dla swoich nierozumnych
    pociech No chyba ze jako matka niemowlat wyzzulas je ze wszystkiego zadajac aby
    nie robily kupek brzydko nie pachnialy i teraz to one nie sa w stanie zrozumiec
    (z toba na czele) ze jak niemowle jest spiace to powinno sie pomoc mu
    usnac.Wyglada na to ze sama dostalas w dupe i teraz wyzywasz sie na innych
    Tak na margineseie towarzystwo niemowlaka jest mniej uciazliwe od bezrozumnych
    dzieciakow pikajacych swoimi komorkami bo matka nie umie rozwijac ich zadnych
    zainteresowan
  • Gość: matka IP: *.chello.pl 13.02.06, 12:04
    Moje dzieci mają bardzo dużo zainteresowań, znają bardzo dobrze 2 obce
    języki, . Nigdy nie bawiłyby się telefonami, gdyby nie zachowanie tehj pani w
    pociągu.
    A w d..ę nie dostałam. Nie wyżywam się na ludziach. Respektuję swoje prawa. Nie
    dam sobie wejść na głowę. Tylko tyle.
    P.S. Żadnej matce nie śmierdzą kupy JEJ dziecka. Natomiast śmierdzą obcym
    ludziom. Czy tak trudno to pojąć? Oj chyba studia Ci nie pomogły ....
  • Gość: agaluba IP: *.catv.net.pl 13.02.06, 19:10
    dam sobie wejść na głowę. Tylko tyle.
    > P.S. Żadnej matce nie śmierdzą kupy JEJ dziecka. Natomiast śmierdzą obcym
    > ludziom. Czy tak trudno to pojąć? Oj chyba studia Ci nie pomogły ....

    no nie wytrzymam po prostu - a co my matki jakieś inne nosy mamy, śmierdzi tak
    samo!!! tylko wiemy, że to nasz macierzyński obowiązek, który pełnimy z
    miłością i oddaniem, ale śmierdzą te kupy, śmierdzą jak cholera. i co. i datago
    mam siedzieć w domu. NIE.

    matka od awantury
  • Gość: linka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.02.06, 20:03
    Ty matka nie wiem jaka tlumaczka z ciebie ale dobrze ze w domu siedzisz:)))
  • Gość: Patima IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.02.06, 13:44
    Bedzie mi przeszkadzał ale dzieci są tylko dziećmi i nie mozemy od nich pewnych
    rzeczy wymagać bo nie są w stanie im sprostać.Czasami! W przypadku małego
    dziecka nie da sie wpłynąć na czas zrobienia kupki, ale starsze dzieci można
    już nauczyc kultury. A pani uczyła ich chamstwa! Kupka mojego dziecka też mi
    przeszkadza, a pani jest egoistką twierdząc,że to ,gdzie ta pani przewinie
    dziecko jest Pani dokładnie obojętne i że to Panią wcale nie obchodzi. Trudno,
    widocznie PAni taka jest i jest z tym Pani dobrze. Ciekawe czy innym też.
    A z moim IQ wszystko ok.
  • Gość: Annabel IP: *.chello.pl 11.03.06, 04:32
    Chciałabym zobaczyć tych mądrzących się - czy by tak chcieli siedzieć w domu z
    dzieckiem i jak długo by wytrzymali! Te bzdury wypisują ci co w góle nie mają
    dzieci i "guzik" wiedzą o ich wychowaniu!!!!!!!! KAŻDY MA PRAWO DO ŻYCIA NAWET
    LUDZIE Z MAŁYMI DZIEĆMI. TO CO MAJĄ SIĘ ZAMKNĄC W DOMU - LUDZIE POLSCY TO
    JEDNAK STRASZNI EGOIŚCI. Medal ma chyba dwie strony, a Polacy jak zwykle widzą
    tylką jedną to bardzo wygodnie. Tym wszytkim którzy,się wymądrzają życzę jak
    najgorszego dziecka w domu - niech zobaczą na własnej skórze jak to smakuje.
  • miriam57 11.03.06, 10:41
    Nikt nie neguje prawa ludzi z małymi dziećmi do wypoczynku, ale problem
    poruszony w artykule dotyczy chodzenia z dziećmi, zwłaszcza bardzo małymi do
    knajpy. Zgadzam sie z tymi, którzy twierdzą, że nie jest to miejsce dla dzieci.
    Chcecie spotkać się z przyjqaciółmi poza domem - załatwcie opiekunkę albo
    zorganizujcie spotkanie w domu. Posiadanie dziecka niesie ograniczenia przez
    które przeszli wszyscy rodzice i nic sie na to nie da poradzić.
    --
    Cogito ergo sum
  • Gość: J&J IP: *.chello.pl 13.03.06, 08:05
    Każdy ma prawo do:
    - oderwania się od obowiązków ( związanych z pracą, domem, wychowaniem dziecka)
    - odpoczynku
    - normalnego życia
    NIKT NIE MA PRAWA ZAKŁÓCAĆ INNNYM SPOKOJU. Nikt także nie ma obowiązku
    tolerowania niestosownych zachowań innych ludzi ( bez wzglęu na wiek).
    Wiadomo, że normalne, zdrowe kilkuletnie dziecko nie wysiedzi w spokoju dłużej
    niż 10 minut.
    Sprawą rodziców jest takie zajęcie się nim, aby nie przeszkadzało innym (
    bieganiem, krzykiem, śpiewaniem, pluciem itp).
    Jeśli tego nie zrobią personel powinien mieć prawo natychmiast wyprosić tego
    rodzaju gości z lokalu.
    Nie każdy musi lubić cudze dzieci.
    Nie każdy musi tolerować wrzaski.
    Dla najbliższych wyczyny ich dzieci są wspaniałe, dla obcych mogą być irytujące.
    Zasady współżycia społecznego polegają na nienarzucaniu innym własnych zachowań.
    Jestem za prawami dla rodziców z małymi dziećmi ( sama mam dzieci, może już nie
    takie małe), ale są granice. I taką granicą jest m.in. prawo innych do spokoju.
    Matki się dziwią, że np. w kolejce nikt ich nie przepuści. A czy zastanowiły
    się, że być może ten ktoś taki miał zepsutą romantyczną kolację przez wyczyny
    słodkiego dwulatka. I ma alergię na dzieci. I jest to jego prawo.
  • magdalena_wierzbicka 12.02.06, 11:38
    Same będąc matkami, i nie raz będąc w sytuacji jaką opisano w powyższym
    artykule, podjęłyśmy się zadania utworzenia miejsca gdzie można pozostawić nawet
    najmłodsze dziecko na tzw. „godziny”. I tak – w centrum Warszawy (Elektoralna
    4/6 m 42) powstała Bociania Łąka (pisała o nas m.in. Rzeczpospolita w dniu 11
    grudnia 2005 „Przedszkole na godziny”).
    Oferujemy rodzicom opiekę nad ich Maleństwami, w każdej godzinie!

    Jeśli rodzice mają ochotę na wyjście do klubu, mogą „przejechać” z dzieckiem
    przez Bocianią Łąkę i tam spokojnie je zostawić (prosimy o wcześniejszy
    kontakt). Jeśli jednak chcą aby zaopiekować się ich Maleństwem w domu, nasza
    opiekunka przyjedzie pod wyznaczony adres. Problem wejścia z Maleństwem do Klubu
    zostanie w tym momencie rozwiązany, a dziecko w tym czasie zostanie pod opieką
    wykwalifikowanych opiekunek i spędzi czas w miejscu odpowiednio dla niego
    przygotowanym.

    Więcej informacji na naszej stronie www.storkmeadow.com
  • Gość: pelissa IP: *.acn.waw.pl 12.02.06, 18:32
    Super pomysł!! Brawo:) I swietna lokalizacja
  • Gość: zła matka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.06, 13:48
    Mam dwoje dzieci: 4 lata i prawie rok. Wiem co to znaczy nie mieć
    z kim zostawić dzieci, bo ja nie mam! Zostawianie dzieci z baby-sitter
    jest super jak ją się ma. Chyba niektórzy z nas naoglądali się za dużo
    amerykańskich filmów. Nie zostawia się dzecka z dopiero co poznaną
    osobą. Ja tego nie robię. A teraz wyobraźcie sobie taką sytuację, że
    wracacie właśnie z zakupów (tak zabieram dzieci do supermarketu) i dowiadujecie
    się, że w kanjpce właśnie spotkali się wasi znajomi. Dlaczego nie mogę na
    parę minut wejść do knajpki, przywitać się i napić soku? Bo kogoś
    drażni widok moich dzieci? Mam to w nosie. A wchodzę tam tylko na parę
    minut właśnie dlatego, że jest napalone a dzieci i tak tam długo spokojnie nie
    posiedzą. A tak swoją drogą to codziennie prowadzę je na czwarte piętro
    po śmierdzącej papierosami klatce schodowej, bo palacze "nie widzą
    problemu".
    to jest tylko "knajpowy" problem. I faktycznie każdy może mieć takie zdanie
    na ten temat jakie chce. Ale ja ostanio doświadczyłam coś bardziej
    zadzwiwiającego. W drodze do moich rodziców (zabieram dzieci w dalekie
    podróże) zrobiliśmy przystanek w połowie drogi na stacji benzynowej. Tak się
    stało, że dzidzia wymagała zmiany pieluchy. Na stacji (zatankowaliśmy benzyny
    za 150 zł) nie było przewijaka. Na moją prośbę o udostępnienie kawałka
    podłogi usłyszałam NIE!.
    Z pracy zostałam wywalona, bo jestem niedyspozycyjna.
    To jest właśnie prorodzinny kraj.
    Krytycy Matek otwórzcie szerzej oczy.
  • Gość: lion 57 IP: *.aster.pl 12.02.06, 15:04
    Matkom polecić mogę stacje benzynową Viking tuż za miejscowością Iłża, na
    drodze do Rzeszowa. W toalecie dla kobiet stolik do przewijania niemowląt,
    ciepła woda, suszarka do rąk, płyn do mycia rąk w dozowniku. Również prysznic
    dla mam. Wzorowa czystość. Plecam
  • annka12 12.02.06, 16:25
    Lion ciesze sieze tak ci zalezy na dobru dzieci Ale ta sama sytuacja jestem w
    lokalu i jakas idiotka bez dziecka chichocze a ja nie mam na to ochoty i dziala
    mi to na nerwy Mam prawo poprosic managera zeby ja wyrzucil bo chichocze?
    Ludzie opanujcie sie
    --
    Louisa w Zakopanem i inne
  • Gość: agaluba IP: *.catv.net.pl 12.02.06, 18:55
    i po raz kolejny w powyższych, negatywnych wypowiedziach ujawniła się
    delikatnie mówiąc dwulicowość Polaków... taki nowoczesny naród, taki mądry - a
    jednak...

    no to po kolei:

    Drodzy Państwo,

    czy czytając artykuł pomyśleliście, że rodzice tego dziecka są normalnymi
    ludźmi, którzy nie narażaliby swojej najukochańszej, jedynej pociechy na
    niepotrzebne niebezpieczeństwo? Może po prostu chcieli na moment, parę minut
    wpaść do knajpy i zobaczyć znajomych, których dawno nie widzieli, a pora jak na
    takie knajpy wczesna, więc nie było zadymione i pewnie muzyka była jeszcze na
    tyle ściszona, że nie przeszkadzała dziecku. A dziecko może wcale nie było
    rozwrzeszczanym bachorem, puszczającym bąki (jak to jedna pani gdzieś na forum
    skomentowała), tylko było uśmiechnięte, wesołe i siedziało grzecznie na
    kolanach u mamy i nie rzucało się w oczy otoczeniu - a otoczenie? - no przecież
    w tej knajpie to takie światowe towarzystwo, które pewnie nie raz i nie dwa
    było za granicą - a tam widok młodych rodziców z dziećmi w różnych miejscach
    nikogo nie dziwi....
    a więc reakcja pani menadżer była co najmniej histeryczna i niekulturalna. Była
    jawną dyskryminacją! Bo wystarczyło może podejść i powiedzieć: "przepraszam
    prosze państwa, ale za moment będzie więcej gości i będzie nadymione, czy
    zostaniecie u nas państwo długo?" - wówczas zapewne rodzice by odpowiedzieli,
    że nie, że wpadli tylko na parę minut, że wiedzą o tym i już wychodzą - nie
    byłoby wtedy sprawy - i knajpa i rodzice "rozstaliby się normalnie"....

    Kwestia podejścia po prostu, pomyślenia, pewnej otwartości - wszystkim byłoby
    łatwiej.

    Pomyślcie Państwo:
    czy rodzice muszą się izolować w czterech ścianach? Przykład knajpy jest dla
    wielu trudny do przełknięcia, ale są i inne - np. pójście z maluchem na
    wystawę - bez niemiłych komentarzy, bez nieuprzejmości się nie da - wiem z
    własnego doświadczenia. A co w tym złego dla malucha, co złego dla rodziców i
    czy wszyscy współzwiedzający naprawdę nie mogą znieść takiego widoku, czy tak
    trudno im zaakceptować fakt, że młodzi rodzice mają prawo do normalnego życia?
    Bo świat się zmienił, rola kobiety i matki również - nas, kobiet i matek nie
    można już zamknąć w kuchni i tę zmianę trzeba zaakceptować!

    Czy życie młodych rodziców musi się wyłącznie koncentrować na pieluchach i ich
    zawartości? No chyba nie.. Jak przed urodzeniem dziecka byliśmy aktywni, to nie
    możemy i nie powinniśmy zamykać się w domu - bo to rodzi frustrację, a
    powinniśmy i mamy prawo tak sobie życie ułożyć, żeby móc spędzać czas w miarę
    aktywnie przy zabezpieczeniu wszystkich potrzeb dziecka i zachowaniu zdrowego
    rozsądku (zdrowy rozsądek we wszystkim jest niezbędny - młodzi rodzice powinni
    w szczególności nim oraz dobrem dziecka się kierować - i tu zgoda).

    Nikt tu nie mówi o skakaniu na bungee czy innych przygodach rzeczywiście
    niedostępnych dla młodych rodziców, ale o prostych rzeczach, codziennych
    sprawach.. żeby było bez warczenia i komentarzy, żeby normalnie traktować
    macierzyństwo i ojcostwo - normalnie, bez dyskryminacji. Młodzi rodzice nie
    oczekują ułatwień czy specjalnych ukłonów w ich stronę od społeczeństwa,
    oczekują normalności, minimum zrozumienia i szacunku należnego przecież
    wszystkim.

    a nie wysyłania do psychiatry, kierowania do sądu czy tekstów, że nawet psa za
    coś takiego nie powinno się im powierzać! (to raczej autorom tych wypowiedzi
    potrzebna jest pomoc, gdyż mają kłopoty z nadmierną agresją).

    Drodzy Państwo, spójrzcie na to jeszcze z innej strony:
    za kilka lat na nasze emerytury nie bedzie miał kto pracować, jest to fakt,
    zbadany i potwierdzony przez liczne autorytety. Potraktujemy więc macierzyństwo
    i ojcostwo za niezbędną inwestycję społeczną - bo jak nie zmienimy swojego
    stosunku do młodych rodziców to na nic się zda cały rządowy program zwiększania
    dzietności w Polsce.. nie mówiąc o tym, że i tak jest do niczego, a doraźna
    pomoc 1000 złotych jest wyłacznie świadectwem instrumentalnego potraktowania
    sprawy w celu zapewnienia sobie poparcia wyborców - tak, tak, robią nas w konia.

    może rząd powinien przemyśleć sprawę (kłopot tylko że nie wygląda na to, że
    jest zdolny do myślenia perspektywicznego) - może lepszym rozwiązaniem byłyby
    ulgi podatkowe dla rodzin z dziećmi, albo zapewnienie matkom możliwości powrotu
    do pracy po urlopach, a niekoniecznie wydłużanie tych urlopów, bo tego koszty
    poniosą przede wszystkim pracodawcy i błędne koło nie zostanie przerwane nigdy??

    ale to, co zrobi rząd to jedno, jeszcze my - społeczeństwo, jak pisałam -
    musimy się zmienić, musimy też zaakceptować zmianę, musi przestać warczeć.
    a wtedy może i na stacjach benzynowych pojawią się przewijaki, z knajp rodzice
    nie będą wyrzucani pod hasłem niepasowania do polityki lokalu, do każdego
    sklepu będzie można wjechac wózkiem, a na stojący na poboczu na awaryjnych
    światłach samochód z naklejką, że dziecko w aucie, nikt nie będzie bezsensownie
    trąbił, a i w pociągach pasażerowie zrozumieją, że młodzi ludzie z dziećmi mają
    prawo do podróży i wypoczynku...

    Zdaję sobie sprawę, że wywołalam burzę, ale nie chcę i nie będę chować się w
    kącie, niech lecą gromy na moją głowę - ale jestem przekonana, że obok
    wspaniałej akcji rodzić po ludzku, potrzebna jest jeszcze jedna - mieć dziecko
    po ludzku! otworzyć oczy i zrozumieć młodych rodziców!

    Matka, która w tej knajpie była i która tę burzę wywołała...

  • Gość: lion57 IP: *.aster.pl 12.02.06, 19:23
    Próbujesz się usprawiedliwiać. Ja ze swej strony upieram się, że lokale, a już
    zwłaszcza snobistyczne nie są odpowiednim miejscem dla małych niemowląt i to ze
    względu na ich dobro. Rodzice wcale nie muszą izolować się w czterech ścianach
    a ich życie nie powinno koncentrować się na zawartości pieluch malucha, a
    raczej na samym maluchu i zabezpieczeniu jego potrzeb. To wy - rodzice
    stanowicie dla małego niemowlęcia cały jego świat i kontakty z waszymi
    znajomymi w klubie nie są mu do niczego potrzebne. Wieczorem zaś dla dziecka
    jest czas na kontakty z zapracowanym tatą, zabawę, kąpiel, wyciszenie, posiłek
    i wreszcie sen. A wtedy wy macie odrobunę czsu dla siebie. Jęśli będziecie
    mieli tylko jedno dziecko, to taki okres w zyciu nigdy wam się nie powtórzy.
    Dziecko szybko rośnie i ani się obejrzycie a przstaniecie wypełniać mu jego
    świat.
  • matea4 12.02.06, 19:44
    Może my młode matki pzrestanmy wychodzić z domu, robić zakupy(ryzyko choroby
    potomka!!!)oglądać telewizję, rozmawiać przez telefon, jezdić samochodem,
    autobusem. Zostańmy w domu w rozciągniętych dresach czekajac na męża umęczonego
    praca bez mozliwości wyjścia do ludzi. Moim zdaniem lepiej jest na godziną
    zabrać dziecko do knajpy nawet zadymionej niz zstawić z pzrypadkową osobą.
    Dziecko bardziej przeżyje rozstanie z rodzicami niż ta głośna muzykę i tłum
    ludzi. Chodząc po ulich cały czas wdychamy spaliny, a w knajpie zawsze można
    wybrać miejsce dla niepalących.
    Niech kazdy za decyduje za siebi i za swoje dziecko bo każdy kochajacy rodzic
    wie co jego dziecku i jemu samemu jest w danej chwili potrzebne.
    --
    Mati
  • Gość: Annabel IP: *.chello.pl 11.03.06, 04:49
    Też tak uważam, że każdy ma prawo do życia. Knajpa dzieciom ma przeszkadzać, a
    nie przeszkadza brak kultury gdzie stoisz z dzieckiem, a obok ciebie stoi taki
    matoł (szczególnie jest to irtytujące na przystankach) i pali ci i twojemu
    dziecku prosto w nos i to jest w porządku. Ludzie jak macie takie bzdury
    wypisywać to znaczy, że nie myślicie i nie macie co robić. Weżcie się wreszcie
    za coś pożytecznego?
  • Gość: agaluba IP: *.catv.net.pl 12.02.06, 20:32
    ale nie każdy musi według jednego schematu, a nawet jeśli według schematu to
    nie trzeba codziennie...a ten niepowtarzalny czas każdy przeżywa po swojemu -
    jedni w 4 ścianach, drudzy inaczej.

    i jestem najdalsza od jakichkolwiek usprawiedliwień - przyjmuję wszelkie uwagi
    z otwartą przyłbicą :) - odpowiadam.

    ta matka od tej burzy
  • Gość: czytelnik IP: *.acn.waw.pl 13.02.06, 11:18
    Gość portalu: agaluba napisał(a):

    > czy czytając artykuł pomyśleliście, że rodzice tego dziecka są normalnymi
    > ludźmi, którzy nie narażaliby swojej najukochańszej, jedynej pociechy na
    > niepotrzebne niebezpieczeństwo?

    Nie. Wręcz przeciwnie.
  • Gość: lion57 IP: *.aster.pl 12.02.06, 19:00
    To już kwestia kultury i odpowiedniego zachowania. Mnie też denerwują tacy
    ludzie, którzy nie umieją się zachować, tez przszkadzają mi głośne chichoty i
    głupie rozmowy przez komórki w miejscach publicznych, ale tacy ludzie dają
    świadectwo o sobie samych. Wracając do niemowląt, a zwłascza kilkumiesięcznych
    będę się upierać, że nie należy z nimi bywać w lokalach i to na prawdę przede
    wszystkim ze względu na ich dobro. Mam własne doświadczenia w tym wzgledzie. Na
    wszystko przychodzi czas.Pozdrawiam.
  • mama_kubusia5 12.02.06, 22:20
    rozumiem, że jadąc z moim synkiem w lipcu (wtedy będzie miał rok i kilka
    miesięcy) nad morze z Poznania i chcąc go przewinąć mam "zahaczyć" o Rzeszów???
    To pierwsza kwestia.
    Druga- proszę zauważyć, że synek agaluba ma 11 miesięcy, a w tzw.knajpie był
    około godziny. Sama zabieram czasem synka w różne miejsca, które według Pani
    nie nadają się dla dzieci, np.do supermarketu. Może Pani ma tak komfortową
    sytuację, że może przebywać cały czas z dziećmi w domu, a kiedy trzeba wyjść z
    domu stać Panią na opiekunkę. Każdy zakup, którego musimy dokonać- ubrania dla
    nas i dla dziecka, ewentualnie wyposażenie domu, wymaga obecności obojga
    rodziców. Na opiekunkę mnie nie stać (jestem na urlopie wychowawczym, dzięki
    mojemu wspaniałemu państwu-bezpłatnym), a nasi (moi i męża) Rodzice nie mogą
    przyjechać z drugiego końca miasta, bo my chcemy gdzieś wyjść! Mają swoje
    życie, pracę, domy.
    Wydaje mi się, że zbyt wąsko, tylko pod swoim kątem ocenia Pani tą sytuację.
    Proszę popatrzeć na to z perspektywy osoby młodej, pełnej życia, towarzyskiej.
    Jaka jest różnica między słuchaniem przez godzinę głośnej muzyki przez tak małe
    dziecko, a fajerwerkami przez 3-4 godziny wybuchającymi nad, pod, obok okna
    mojego synka w noc sylwestrową? Nie ruszając się z domu był narażony
    na "straszne" decybele :) dziecko chowane pod kloszem płakało by całą noc, ale
    my od urodzenia Kuby żyliśmy "normalnie", nie chodziliśmy na palcach kiedy spał
    i w takich sytuacjach to procentuje- spał "jak zabity" całą głośną noc.
    Podsumowując- mamakubusia i Kubuś nie zwiedzają może aż tak aktywnie świata jak
    agaluba, ale i tak wybierają się całą rodziną w lipcu nad morze, pozwalają
    jeździć Kubie marketowym koszykiem, dotykać "brudu" na ulicy, podłodze itd. Nie
    chowam mojego dziecka pod kloszem. Nie wyniknęło by z tego nic dobrego. Dzięki
    takiemu wychowaniu Kuba jest dzieckiem ufnym, otwartym, przyjacielskim, wesołym
    i ciekawym świata. Popieram mamy, które żyją aktywnie. Nie wierzę ani przez
    chwilę, że robią cokolwiek ze szkodą dla swoich dzieci- przecież wszystkie
    matki na pierwszym miejscu stawiają dobro dziecka! Aktywne mamy - tylko tak
    dalej, nie dajcie się!
    --
    Ola i Kuba
  • Gość: lion57 IP: *.aster.pl 12.02.06, 22:48
    Gwoli ścisłości w artykule prasowym jest mowa o kilkumiesięcznym, a nie
    kilunastomiesięcznym niemowlęciu. Wzmienka o stacji Viking nie jest zachętą do
    jazdy przez Rzeszów nad morze, ale stanowi przykład, że w Polsce też można,
    choć pierwsza jaskółka, jak wiadomo wiosny nie czyni. Moje dzieci są już na
    szczęście dorosłe, a wychowywane były w czasach o wiele trudniejszych dla
    młodych matek. Każdy rodzic odpowiada sam za swoje dziecko, jego wychowanie,
    bezpieczeństwo i zdrowie i sam ponosi konsekwencje swojego postępowania. Uważam
    też, że z małymi dziećmi, czy bez małych dzieci powinniśmy zachowywać się tak,
    aby swoim postępowaniem nie naruszać wolności i praw drugiego człowieka. Ale to
    chyba marzenie.
  • kicia7 12.02.06, 23:00
    No cóż, zakupy, podróż, stacja benzynowa, to są sytuacje, których nie da się
    uniknąć. Jeżeli chce się zawieźć brzdąca nad morze, to jak wyżej. Ale jeżeli
    ktoś sądzi, że urodzenie dziecka to nie jest powód żeby nie spotykać się ze
    znajomymi wieczorem w klubie, to już się nie zgodzę. Nie jestem w stanie
    zgodzić się z tym, że zostanie rodzicem nie może oznaczać zmiany
    dotychczasowego trybu życia. W ostateczności można zabrać niemowlaka na miasto
    wieczorem (chociaż biorąc pod uwagę pogodę, nie zrobiłabym tego), odeśpi
    następnego dnia. Ale co będzie dalej - przedszkolaka i pierwszoklasistę też
    będzie się zabierać wieczorami do klubu? Odeśpi w przedszkolu albo w szkole? A
    zabieranie dwumiesięcznego dziecka na wystawę uważam za nieodpowiedzialne. OK,
    tym razem się udało. Ale równie dobrze mógł tam być ktoś zagrypiony, kto by
    malucha zaraził, w konsekwencji grypa z komplikacjami i trwałe kalectwo
    dziecka. Jeżeli decyduję się na psa w domu, zdaję sobie sprawę z tego, że przez
    najbliższych kilkanaście lat muszę go co najmniej trzy razy dziennie
    wyprowadzić na spacer, niezależnie od tego jak się czuję. Jeżeli decyduję się
    zostać rodzicem, muszę sobie zdać sprawę z tego, że co najmniej przez
    najbliższe 18 lat jestem odpowiedzialna za drugiego człowieka. I powinnam robić
    to, co jest najlepsze dla niego a nie dla mnie.
    --
    ...warto zajrzeć do szkiełka
    w barze "Pod Zdechłym Psem".
  • Gość: Patima IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.06, 23:17
    Po pierwsze dziecko w wieku szkolnym moze zostać samo, lub przenocować u
    kolegi/koleżanki, po drugie dziecka w wieku przedszkolnym nikt nie bedzie
    zabierał do lokalu, bo sam by tam nie wytrzymał długo(A po co to? A dlaczego?,
    A jak?, Kiedy? itp. A po trzecie, na spacer też sie nie powinno wychodzić, bo
    moze jakaś starsza pani zechce zajrzeć do wózka i rozsiać zarazki. A po czwarte
    to jak idę z dzieckiem zdrowym na szczepienie, a do 1rż troche tego jest, to
    spotykam tam dzieci z angina, grypa, świnką itp. A do tego starszych ludzi,
    którzy też mogą być chorzy. Wszystko w jednej poczekalni. I co? To jest w
    porządku. Tam, wiecej niż na 80% przychodza ludzie i dzieci chorzy, a w
    knajpie, czy w pociagu prędzej spotkamy zdrowych. Bo Ci chorzy siedzą właśnie w
    przychodni i prychaja na zdrowe dziecię. To tyle.
  • kicia7 12.02.06, 23:31
    No cóż, ja tylko chcę powiedzieć, że to że Ktoś zdeycdował się mieć dziecko
    nieuchronnie powinno łączyć się z drobnymi zmianami w trybie życia. Jest się
    odpowiedzialnym nie tylko za siebie, ale jeszcze za kogoś.
    --
    ...warto zajrzeć do szkiełka
    w barze "Pod Zdechłym Psem".
  • Gość: lion57 IP: *.aster.pl 12.02.06, 23:37
    Czym prędzej zawiadom najbliższą stację sanitarno-epidemiologiczną. Wymieszanie
    dzieci zdrowych i chorych jest na pewno niedopuszczalne.To po pierwsze, po
    drugie zadziwię Cię, ale starsza pani na spacerze może być zupenie zdrowa i nie
    stanowić żadnego zagrożenia epidemiologicznego
  • krwawymsciciel 13.02.06, 13:32
    nie wiem po co przychodzic z dzieckiem do paparazzi, to slaby lokal, kawalek
    dalej jest miedzy nami, zarcie lepsze, a i dzieci milej widziane

    w czulym barbarzyncy generalnie jest duzo dzieci, widzialem tam nawet taka
    gazetke darmowa, cos jak aktivist tylko wlasnie dla rodzicow z dzieciakami,
    restauracje, jakiestam zabaw place i inne dziwne rzeczy, nie wiem, nie jestem w
    targecie, wiec nie zapamietalem
  • Gość: wyrodna matka IP: *.aster.pl 13.02.06, 13:44
    Po pierwsze rodzice byli w Paparazzi o 19,a więc wcale nie za późno i na
    godzine. Odmówiono im podania kawy! Dziecko nie płakało. O co chodzi?? Mało tego
    pani menedżer, bez żenady opowiada, jak to z niepokojem patrzyli, jak przyszli
    na obiad rodzice z dziećmi .ZGROZA! No i założe się, że to nie było o 23, kiedy
    w Paparazzi tłum napitych i napalonych świnek i ich lovellasów. Nie wiem, czy
    tak bym się chwaliła, że zadymione (już o 19-tej??). To jakaś kiepska klimatyzacja!!
    Nie ma w Polsce niestety przychylnego klimatu dla wychodzenia
    wspólnego-rodzinnego do restauracji-nie wierzę głosom innych na forum, że nie
    spotkały sie nigdy w tak zwanej zwykłej restauracji z niemiłym traktowaniem. Bo
    ja sie spotkałam nie raz z nadętymi kelnerkami, które długo nie przynoszą karty,
    licząc pewnie na to, że sobie pójdziemy i z obrażona mina jednak potem
    obsługują, a chyba jedynym przejawem tego, że sa otwarte na dzieci jest to, że
    obok kasy są darmowe cukierki (pomysł fantastyczny, nie ma co!)
    Mam 18-letniego syna i 8-mio miesięczną córkę. Tak, popełniamy te karygodne
    błędy zabierając je w podróż od niemal pierwszych miesięcy życia (tak, tak, stąd
    tesknimy za np. Włochami, gdzie wyjście do knajpy z dziećmi nawet bardzo późno
    jest czyms normalnym!), chadzamy do restauracji i kawiarń (te, które nam
    podpadły omijamy z daleka, nawet gdy jesteśmy bez dzieci, robiąc im odpowiedni
    PR wśród znajomych (tak samo głupich, jak my rodziców:)Tak, my też robimy selekcję;)
    I uwaga menedżerowie-nie raz umawiamy sie w parę rodzin, tak samo złych jak
    nasza. Mamy swoje ulubione miejsca, w końcu nie jesteśmy masochistami:)
    Może nie powinno nam dać się na wychowanie nawet psa, dlatego mamy w domu kota:)

    Fajnie,że powstają klubo-księgarnie (Numery i Litery), czy ostatnio nawet knajpa
    na Ursynowie z bezglutenowymi posiłkami. Ale mnie by bardziej chodziło o zmianę
    ogólnego klimatu wokół sprawy.
    Bo z dziećmi w Polsce siedzi sie w domu-nawet dzisiaj pogoda nienajgorsza, a na
    Polu Mokotowskim na spacerze byłam jedyną mamą z wózkiem, po drodze do domu
    żadnej nie spotkałam...
  • Gość: matka IP: *.acn.waw.pl 13.02.06, 14:03
    Gość portalu: wyrodna matka napisał(a):

    > Po pierwsze rodzice byli w Paparazzi o 19,a więc wcale nie za późno

    Mówisz, że o której powinny chodzić spać kilkumiesięczne niemowlaki?
  • Gość: wyrodna matka IP: *.aster.pl 13.02.06, 14:16
    Przeczytaj całą wiadomość DO KOŃCA, a nie bądź czepliwa. Bo pewnie zapytasz
    zaraz ile razy dziennie ma oddawać stolec, jakiego koloru itp...Dziecko z
    Paparazzich miało 11 miesięcy a nie kilka. Moje młodsze dziecko chodzi spać
    20-20.30.
  • Gość: lion57 IP: *.aster.pl 13.02.06, 14:22
    Pierwsze zdania komentowanego tekstu brzmią: "Nasza czytelniczka wybrała się z
    mężem na spotkanie ze znajomymi w klubie Paparazzi przy Mazowieckiej. Zabrali
    ze sobą kilkumiesięcznego syna."
  • mamkube 13.02.06, 15:30
    Wiecie co, a ja myslę ze teraz nawrzucamy jeszcze nie raz Matce za to jej
    zachowanie i opisy zostniałe w pociagu jej sytuacji. I wiesz MAtka, moim
    zdaniem to właśnie o to chodzi, teraz chyba ty czujesz sie tak jak my czasami,
    nikt nie rozumie o co nam chodzi, my mówimy bronimy własnego zdania i stajemy
    murem za naszym dzieckiem ale spotykamy sie ze złośliwością i chamstwem według
    nas. Myślę ze każdy ma po trosze racji, ty tez Matka masz prawo do wypowiadania
    swojej opinii, na tym to polega. I nie chodzi to o paparazzi, bo klub jak klub,
    można znaleźć inny, ale o coś większego. Zwrócenie uwagi że tak na prawde
    czasem jest, i nie chodzi tu o ocenę agaluby, czy powinna była iść akurat ze
    swoim 11 misięcznym synkiem teraz czy powinna isć jak skończy 12, bo wtedy to
    juz nie niemowlak. Ona wiedziała co robi, i sama by wyszła gdyby uznała że
    lokal jest za głośny, za bardzo zadymiony. Nie mówię tu o przypadkach
    marginalnych.
    Edyta
  • Gość: Kolejna Wyrodna IP: 217.153.152.* 13.02.06, 15:33
    Wspaniala dyskusja, doskonale pokazuje Ducha Czasow. Kobieta nie chce rodzic -
    jest samolubna wywloka. urodzi - niech siedzi przywiazana do kaloryfera w domu
    razem ze swoim strasznie halasliwym bachorem.
    Ale wszyscy bardzo sie martwimy, ze przyrost naturalny w Polsce spada. No bo kto
    bedzie placil na nasze emerytury???
    A matce z pociagu gratuluje. Rzeczywiscie, kilkumiesiecznemu dziecku mozna
    wszystko wytlumaczyc: kiedy ma plakac, kiedy ma robic kupe, jak sie zachowac.
    Przeciez nie da sie tego osiagnac z kilkunastolatkami, o nie!
  • Gość: matka IP: *.acn.waw.pl 13.02.06, 17:05
    Gość portalu: wyrodna matka napisał(a):

    > Przeczytaj całą wiadomość DO KOŃCA, a nie bądź czepliwa. Bo pewnie zapytasz
    > zaraz ile razy dziennie ma oddawać stolec, jakiego koloru itp...Dziecko z
    > Paparazzich miało 11 miesięcy a nie kilka.

    "Nasza czytelniczka wybrała się z mężem na spotkanie ze znajomymi w klubie
    Paparazzi przy Mazowieckiej. Zabrali ze sobą kilkumiesięcznego syna."
    Czyli o której powinny chodzić spać KILKUMIESIĘCZNE niemowlaki?
  • Gość: agaluba IP: *.catv.net.pl 13.02.06, 19:00
    wiedziałam, że miła Pani (ta czy inna) zapyta o porę spania mojego dziecka -
    informuje, że dziecko było w łóżku przed 21.00 a to normalna jego pora - tak
    już ma od urodzenia - bywa że chodzi spac pózniej, mimo że próbowealiśmy
    wielokrotnie kłaśc go wcześniej - i co wszystkich swoją miarką można
    zmierzyć??? NIE. A więc moje dziecko o 19.00 nie było jeszcze w porze do łóżka.

    ta matka od tej awantury
  • Gość: czytelnik IP: *.acn.waw.pl 13.02.06, 19:04
    Gość portalu: agaluba napisał(a):

    > wiedziałam, że miła Pani (ta czy inna) zapyta o porę spania mojego dziecka -
    > informuje, że dziecko było w łóżku przed 21.00

    Bo szczęśliwie pani manager wyprosiła w porę z lokalu.
  • agaluba 13.02.06, 21:57
    nie, nie dlatego drogi Panie (Czytelniku), dlatego, że i tak byłoby o takiej
    porze położone spać, bo wyszliśmy tylko na chwilę i prawa dziecka i jego wygoda
    są ważniejsze, więc niezależnie od dyskryminacji ze strony pani manager, mały
    poszedłby spać tak jak CODZIENNIE!

    i o to w tym właśnie chodzi - rodzice aktywni i wychodzący z dziecmi w różne
    miejsca nie robią tym dzieciom krzywdy, ale do niektórych to nie dociera.. bo
    są zacietrzewieni i ograniczeni w swoim stereotypowym, opartym na negatywnych
    emocjach i moherowym myśleniu. Bo nie rozumieją, że w gruncie rzeczy sa
    hipokrytami - tak jak Pani, która wmawia nam, że kupy naszych dzieci nie
    śmierdzą, ale w związku z tym, że dzieci je robią, nie należy wychodzić z nimi
    z domu, a tym bardziej przebywać w miejscach publicznych. I tym bardziej, że
    chamstwem chce odpłacać za chamstwo (przynajmniej w Jej rozumieniu).

    Część wypowiedzi Państwa utwierdza mnie w przekonaniu, że w tym kraju nie jest
    i długo nie będzie prorodzinnie, bo Polacy nie lubią dzieci, uważają je za
    smrodliwe, hałaśliwe, małe, ohydne istoty - jakieś trolle chyba, a rodziców,
    którzy nie chcą żyć "w ustalonym schemacie" - tak to nazwijmy, za dewiatów i
    chamów, bo obrażają dygnity co poniektórych osób.

    I uwaga - przyznaję rację - dzieci nie powinny przebywać w zadymionych
    pomieszczeniach, a my aktywni rodzice wcale ich tam nie ciągamy! a jeśli w
    pomieszczeniu jest więcej dymu - to wchodzimy na chwilę, jeśli wchodzimy, co z
    kolei nie może być powodem dyskryminacji, a potem poddawania nas ostracyzmowi!
    a co ze spalinami - czy ktoś mi odpowie?

    W tej dyskusji nie chodzi o to konkretne pomieszczenie i wydarzenie - chodzi o
    stosunek do dzieci - społeczny stosunek do dzieci i wynikający z niego stosunek
    do młodych, aktywnych rodziców.

    i jeszcze jedno - ci aktywni rodzice zmienili swój tryb życia, zmienili, w
    stopniu w zupełności wystarczającym, by zapewnić jak najlepsze warunki dla
    swoich dzieci, ale zmian nie oznacza zamykania się w czterech ścianach, nie
    oznacza izolacji - bo macierzyństwo i ojcostwo nie moze byc karą dla tych,
    którzy oczekują od życia więcej i nie lubią pewnych gatunków wełny.

    a Pana, który uparcie zarzuca mi głupotę i że robię krzywdę dziecku - chętnie
    spotkam się w celu otwartej dyskusji (syna wezmę ze sobą - na dowód, że jest
    szczęśliwym dzieckiem z taką matką) - mam wrażenie, że nie wystarczy Panu
    argumentów, rzeczowych argumentów, bo obrzucać błotem i obrażać Pan na pewno
    potrafi - więc proszę przygotować zapas błota...tylko wie Pan, chyba jednak się
    nie spotkamy, zapomniałam, że powinnam siedzieć w domu.

    --
    Mama od burzy
  • Gość: Patima! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.02.06, 23:49
    A jednak sie odzywam. Moje chodzi spać o 22 bo tak ma ustawiony dzień,że druga
    drzemka kończy się o 18. Może mu to jakoś szkodzi? Najwyżej mnie, bo dłuzej mam
    dzicko na nogach i mniej czasu na własne sprawy. Dzieci chodzą wtedy spać kiedy
    są śpiące, a nie kiedy chcą rodzice, niestety:))
  • Gość: rudakaska IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.02.06, 15:31
    Uważam,że małe dzieci/ w tym niemowlęta/ nie powinny być wpuszczane do lokali
    1. w takich loaklach pali się papierosy - dym szkodzi;
    2. pije się alkohol - my dorośli nie czujemy, ale sa na pewno opary alkoholu-
    szkodzi niemowlakowi;
    3. takie niemowlaki płaczą - przeszkadza to współbiesiadnikom;
    4. niemowle trawi - zapaszek moczu i kału z sąsiedztwem picia i jedzenia ? -
    niezbyt dobre połączenie;
    5. kochającej mamie nie przyjdzie do głowy by takie niemowle umyć i przewinąć w
    ustronnym miejsu;
    5. to samo dotyczy karmienia - nie mamy obowiązku być narażeni na widoki
    różnych biustów, czasem niezbyt ładnych, poza tym nie każdego to rajcuje, u
    niektórych budzi obrzydzenie
  • marzena691 13.02.06, 16:44
    Przeciez to jawna dyskryminacja!!! To moze np. rudych tez nie wpuszczac do
    klubu???
    Sama jestem matka 11-miesiecznego dziecka i podrozuje z nim baaaardzo duzo, a
    ono to uwielbia tzn. kontakt z ludzmi - zawsze sie usmiecha na widok milej
    osoby i jest malo uciazliwe w miejscach publicznych. Gdybym zamknela je w domu,
    to byloby najwieksze chyba nieszczescie dla mojej pociechy. Przy czym nigdy nie
    narazam mojego dziecka na niebezpieczenstwo typu dym, halas, itp.
    I vice versa, nie narazam innych osob na ogladanie golej pupy mojej pociechy
    czy wachania jej zapachow. No, ale to juz nie kwestia czy jest sie w danym
    momencie rodzicem, a raczej czy posiada sie kulture osobista i potrafi sie
    zachowac odpowiednio w danej sytuacji.
    Inna kwestia jest zadbanie o to, by miejsca publiczne przystosowane byly dla
    dzieci - tego w Polsce brak. Zatem gdzie tu mowa o polityce prorodzinnej -
    takowa nie istnieje!!! Dlatego m.in. w Polsce tak malo rodzi sie dzieci, bo
    dziecko kojarzy sie z kims uciazliwym, dla niego trzeba wyrzec sie wszystkiego
    i inne tego typu stereotypy. A wcale tak nie musi byc! Zycie jest piekne, jesli
    mozna pokazywac swiat malej, kochanej istocie od samego poczatku, a nie zamykac
    sie w czterech scianach.
    Zatem popieram mame - bohaterke artykulu - to dzielna i odpowiedzialan kobieta!

    Na zakonczenie powiem szczerze, ze z powyzszych wzgledow ciesze sie ze nie
    przebywam teraz w Polsce, bo tam nie ma dobrego klimatu dla rodzicow z malymi
    dziecmi...

  • Gość: wyrodna matka IP: *.aster.pl 13.02.06, 16:53
    Porażające jest,że (tak przynajmniej sądząc z nicków), większośc osób, które
    mówią, o kupach, drących się bachorach, ohydnych biustach to dziewczyny/kobiety.
    Jak byłam w ciąży, to na poczcie, w kolejce do badań zazwyczaj przepuszczali
    panowie, a kobiety robiły uwagi (i to niekoniecznie mohery).
    I tak oto same kobitki upupiają drugie. A pozytywny społeczny klimat dla
    macierzyństwa jednak przydałby się, bo KTO ZAROBI NA EMERYTURY KOMENTUJĄCYCH TU
    SINGLI? Otóż nasze dzieci, a pośrednio my nie mając żadnych ulg chocby
    podatkowych w tym względzie. Więc zanim np. Ty rudakasko zaczniesz z takim
    obrzydzeniem opisywac kobiety w macierzyństwie ( a jak widze nie wiesz, o czym
    piszesz-dziecko trącące moczem i kałem to chyba u meneli, jak sie go nie
    przebiera),a kochającej mamie PRZYCHODZI do głowy, że trzeba dziecko przebrać i
    się baaardzo z tym gimnastykuje, bo w tym kraju nie ma przewijaków w publicznych
    miejscach (co jest standardem gdzie indziej) a Twoja mama tez pewnie wyciagała
    swojego cyca, żeby Ciebie kiedys nakarmić, POMYŚL, bo kiedys tez możesz być w
    takiej samej sytacji, tzn. byc Mamą.
  • Gość: lion57 IP: *.aster.pl 13.02.06, 18:23
    Ileż agresji. Wypowiadają się tutaj nie tylko single.Moje dzieci też, mam
    przynajmniej taką nadzieję, będą wypracowywały emerytury dla was młode mamy.A
    wy powinnyście kierować się interesem i dobrem waszych małych dzieci, mając
    również na względzie wasze otoczenie. Wydaje mi się, że i tak każdy pozostanie
    przy swoich racjach.Jako rodzic dorosłych już dzieci mogę powiedzieć jescze
    raz, że niemowlętom zwłaszcza tym kilkumiesiecznym takie wypady nie służą. Z
    drugiej strony mogę podziwiać znakomitą organizację waszego czasu, bo biorąc
    pod uwagę zalecany dla malucha rozkład dnia - ilość i częstotliwość posiłków,
    sen, spacer, czynności pielęgnacyjne, zabawy rozwijające itd. nie bardzo jest
    czas na bywanie w lokalach,
    Może ta dyskusja stanie się przyczynkiem do zorganizowanie miejsc przyjaznych
    dla młodych aktywnych rodziców i ich dzieci,lepszych niż pub, czego wam życzę.
  • Gość: Ruda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.02.06, 22:54
    Mili Państwo,
    Przeczytałam wszystkie wypowiedzi. ile w nich jadu? O ile łatwiejsze i
    przyjemniejsze byłoby życie bez tego. Troszkę wyrozumiałości i pogody życzę.
  • margalin 14.02.06, 12:22
    Tak, tak zgadzam sie z Pania w zupełnosci. Tylko , całe zycie siedziałam cicho,
    i dawałam sobie włazić na głowe. Teraz od czasu do czsau dostaje przypływu
    energi do walki z nietolerancja, ząściankowością itp. cechami.Nauczyłam sie
    tego w pracy, w gronie samych kobiet, które by sie wzajemnie w łyżce wody
    utopiły. I tu właśnie jeden taki przypływ. Moze niepotrzebny, ale juz sie
    stało. Troche mi wstyd,ze dałam sie wciagnać, ale krew nie woda.
    Pozdrawiam wszystkie mamy(bez wyjątku) i życzę więcej spokoju. Sobie również!
    --
    Niunia Patunia
  • Gość: Kabatka IP: *.chello.pl 14.02.06, 10:31
    Denerwują Was wszechobecne psie odchody ? Bo mnie bardzo. Vide stosowne wątki
    na forum Ursynów.
    Trafia Was szlag na nocne balangi sąsiadów? Mnie trafia ( vide inny wątek na
    tym forum).
    Irytują Was ludzie roszczeniowi bez jakiegokolwiek powodu? ( mnie się należy i
    już... postawię samochód tam, gdzie mi wygodnie, a że inni muszą skakać po
    śniegu to mam to gdzieś...) Bo mnie irytuje.
    I dlatego przy okazji wywiązanej się dyskusji chciałabym zrozumieć obie strony.
    Jako matka nastolatka ( i osoba nie taka leciwa) wiem, że zamknięcie się w
    domu, z dala od ludzi jest straszne, frustrujące, prowadzące do żalu i
    zgorzknienia. Nie wszyscy dysponują babcią, cicią, teściową, które chętnie
    posiedzą w domu z maluchem. Nic więc dziwnego, że młodych rodziców gna w świat -
    ten bliższy do pubów i dalszy np. do Krakowa, albo całkiem daleki choćby na
    Wyspy Kanaryjskie.
    Jednakże nie każdy , nawet jeśli jest matką czy babcią, musi lubić cudze
    dzieci, znosić ich płacz, nieodpowiednie dla danego miejsca zachowanie,
    publiczne zmiany pieluch itp.
    Każda strona ma swoje racje i nikt rozsądny ich nie kwestionuje.
    Czy można zatem osiągnąć kompromis? Moim zdaniem tak, tylko czy uda się to w
    polskim piekiełku?
    Rodzice zabierający malucha do pubu, powinni zostać uprzedzeni, że dziecko może
    zostać na sali tak długo, dopóki jego zachowanie ( takie jak płacz) nie będzie
    przeszkadzało innym gościom. Jeśli dziecko będzie spokojne- rodzice mogą bawić
    się do północy ( dym czy głośna muzyka, opary alkoholu - to ich ryzyko i ich
    wybór).
    Niestety, w sytuacji, gdy zmęczone dziecko zacznie marudzić, płakać, krzyczeć-
    rodzice lub jedno z nich musi opuścić lokal.
    Nie można zmuszać innych, którzy być może wyrwali się od własnego potomstwa ,
    by słuchali płaczu malucha w miejscu w zasadzie przeznaczonym dla dorosłych.
    Jazda pociągiem. Malucha jest takim samym pasażerem jak osoby dorosłe,
    natolatki, staruszkowie. Myślę, że inaczej przebiegałaby podróż, gdyby matka
    maleństwa na początku przeprosiła matkę 2 nastolatków za ewentualne
    niedogodności, płacz itp i poprosiła o wyrozumiałość.
    Trudno kilkumiesięczne dziecko zmusić do nierobienia kupki, a gdy zrobi trzeba
    przewinąć. Jednak i w tej sytuacji jest wyjście. Zamiast rozkładać malucha i
    zmieniać mu pieluchę, gdy współpasażerowie jedzą, można przecież z
    przepraszającym uśmiechem poprosić o wyjście na 10 minut z przedziału,
    przewinąć dziecko, otworzyć okno i wyjść do toalety , aby wyrzucić brudną
    pieluchę. Dziecko się nie przeziębi, z przedziału w ciągu minuty zostaną
    usunięte brzydkie zapachy, pielucha znajdzie się w koszu w ubikacji ( też nie
    idealnie, ale lepiej niż w przedziale).
    Będzie wilk syty i owca cała. Współpasażerowie nie będą z pewnością grali w
    głośne gry na telefonach, spokojnie, w wywietrzonym przedziale zjedzą posiłek,
    a maluch zaśnie. Proste? Dziecinnie.Tyle, że trudne do realizacji w polskim
    piekiełku.
    Przecież prawie każdy kierowca wpycha się w wolną dziurę ( bo mu wygodnie), psy
    wyprowadza się 2 metry od klatki schodowej ( po co się fatygować, Pikus musi
    się załatwić), imieniny szwgra trzeba uczcić- nawet do 4 nad ranem ( nieważne,
    że piętro wyżej usiłuje zasnąć maluch, sąsiad po lewej stronie próbuje odpocząć
    po nocnym dyżurze, sąsiadka z dołu uczy się do matury, zaś po prawej stronie
    miera chora na nowotwór starsza pani).
    O ile łatwiej i przyjemniej byłoby nam żyć, gdbyśmy wykazywali więcej
    asertywności i empatii. I pamiętali, że nie sami żyjemy na świecie, a agresja,
    nawet słowna, wzbudza agresję.
    I dedykuję te słowa zarówno pani z pubu, matce malucha z pociągu do Krakowa,
    matce 2 nastolatków, dyskutantom na forum, jak i wszystkim "umilającym" nam w
    inny sposób życie.
  • horpyna4 14.02.06, 11:20
    O ile mi wiadomo, to w pociągach zawsze były osobne przedziały tylko dla matek
    z małymi dziećmi. Czy coś się zmieniło pod tym względem? Chodziło o to, żeby
    niemowlę nie było przez dłuższy czas narażone na niepożądane towarzystwo. Ale
    również i o to, żeby innym pasażerom nie przeszkadzała kupka. Niestety,
    spotkałam się kiedyś z przypadkiem mamuśki, która nie chciała przejść do
    takiego przedziału, chociaż tam było nawet więcej miejsca. I takie zachowanie
    uważam za kompletne zidiocenie i zero wyobraźni. Wszyscy musieli oglądać i
    wąchać kupy. Bo ona MA PRAWO siedzieć, gdzie chce.
  • agaluba 14.02.06, 11:52
    Kabatka, dziękuję za głos rozsądku. przyznaje Ci rację - taka jest ta społeczna
    mentalność. I dlatego tu pisze i namawiam tych, których na wierzchu być musi,
    żeby popatrzyli trochę szerzej na świat. Bo moje dziecko w tym osławionym tu
    klubie było cichutkie i nikomu nie przeszkadzało, nie biegało (nie umie
    chodzić), nie raczkowało, siedziało na kolanach, a i tak zostaliśmy wyrzuceni.
    Gdyby się darło, to minuty bym tam nie siedziała. Ale ludzie wiedzą swoje.
    kwestię dymu i innych oparów już wyjaśniałam.

    w pociągu - na pewno są przedziały dla mam, zgoda, tylko ostatnio jedna mama
    donosiła, że tam akurat była libacja. i co miała sie kłócić z pijanymi z
    dzieckiem na ręku?
    a jeśli przedział wolny i mama upierała się, by siedziec z innymi, jak również
    zachowywała się prowokacyjnie w stosunku do towarzystwa - tak, to mama
    popełniła błąd. Tylko czasem naprawdę zmusza nas koniecznośc do przewijania
    maluchów w dziwnych miejscach - i szczerze mówiąc łatwiej by było i nam i
    innym, gdyby przyjęli do wiadomości fakt, że dzieci są tylko dziećmi, i takie
    już ich prawo. i byli bardziej wyrozumiali (popatrz na przykład stacji
    benzynowej, na której mama chciała się z przewijaniem schować w kąciku, ale jej
    nie pozwolono). zreszta przykładów jest wiele....

    tak, mamy tu polskie piekiełko, przykład i z dołu i z góry płynie - vide
    wczorajsze szopki, a to polska właśnie. Tylko ja juz mam takiej dosyć, i
    myślę, że jak pozostanę obojętna, albo co gorsze będe zachowywac się tak samo -
    według rad słynnej już tu matki (chamstwem za chamstwo) to nic się nie zmieni.
    Ja mogę starać się i próbowac dyskutować i otwierać oczy tylko kilku osobom,
    choćby na tym forum (za co mnie cięgi spotkały, ale nie szkodzi), ale to
    zrobię - i to własnie w tej kwestii - stosunku do młodych aktywnych rodziców..
    bo na temat polskiego piekiełka to sama nie dam rady - wybaczcie, ale to
    niestety temat rzeka - przejawy w każdej dziedzinie życia.

    będe między innymi na ten temat próbowac rozmawiac w radiu kampus jutro o 23 -
    prosze dzwońcie - porozmawiajmy, nie krzyczmy, nie rzucajmy inwektyw, nie róbmy
    innemu, co nam nie miłe i myślmy społecznie - otwarcie. a wtedy z pewnością
    młode mamy z maluchami w pociągach, czy na wystawie, czy w restauracji nie będą
    tak drażniły, bo i one dołożą wszelkich starań, by dzieci nie wlazły otoczeniu
    na głowę i nie będą odpowiadały "bo mi się należy" - agresja rodzi agresją, jak
    ktoś mądrze powiedział.

    ta mama od tej burzy
    --
    Aga i Krzyś
  • Gość: wyrodna matka IP: *.aster.pl 14.02.06, 12:48
    Święta racja. ja się po prostu burzę przeciwko z góry złemu nastawieniu. Tak się
    składa, że moje dzieciaki są pogodne, zarówno stary, 18-letni koń, jak i Mała
    ośmiomiesięczna. Nie jestem zwolenniczką bezstresowego chowu- uczę dzieci by
    idąc swoja ścieżką były wrażliwe na innych. Bardzo by mnie krępowało, gdyby
    młode darłoby się niemiłosiernie w knajpie czy w przedziale, cos bym z tym
    robiła, a z restauracji wyszła.Ja nie mam zgody na a priori złe nastawienie, jak
    w wyliczance z poprzedniej wiadomości-dziecko oznacza, smród, cycki na wierzchu,
    itp.
    Można było odnieść takie wrażenie, że część piszących tu osób traktuje nas jako
    balangowiczów i zmęczonych swoją rolą rodziców. Nic błedniejszego, przynajmniej
    w moim przypadku. Nie mam złudzeń (i poparte to jest 18-letnim doświadczeniem
    rodzica), że dzieciak to rewolucja w domu, nigdy nie będzie tak jak dawniej,
    nieprzespane noce,ściśle unormowany czas,zmartwienia, bo choruje etc.He, he nie
    była to łatwa decyzja o nastepnym dzieciaku, bo wiedzieliśmy co stracimy;)
    W moim przypadku to jście to raz/dwa w tygodniu (weekend)I dlatego moje
    zdziwienie budzi atak, jaki przpuszczono na nas, osoby, które chcą tak żyć
    (aktywnie), wyjeżdżać z maluchami, pokazywac mu świat, a w końcu pójście do
    restauracji to też jakaś forma socjalizowania dziecka. I okazja, by nauczyło się
    właściwie zachowywać w takich miejscach.Na Boga, nie mówimy tu o żadnej
    rewolucji, tylko o czymś co jest zupełnie normalne!
    Budzilismy w tym roku nad morzem duże zdziwienie, przyjeżdżając z 2-miesięcznym
    dzieckiem. Co chwilę nas pytano-nie boją się Państwo? A na nasze pytanie -czego?
    Jakoś trudno było znaleźć odpowiedź. Po paru dniach okazało sie, że przestalismy
    być lokalną atrakcją, tylko jedną z rodzin, z którymi miło pogadać. Mała nikomu
    nie przeszkadzała (jak nadmieniłam jest pogodnym dzieckiem), a wręcz stała sie
    "obiektem" miłych zaczepek:), również na całym Helu, który z nią zwiedziliśmy.
    A co do knajpek, to z przyjemnością, gdy Mała była jeszcze mniejsza (pierwszy
    raz jak miała bodajże 2 tygodnie)bywaliśmy w ogródku Lokalnej na Różanej. TAM
    LUBIĄ DZIECI. Nie raz karmiłam tam piersią i przewijałam dyskretnie na kanapie.
    A dla nas, rodziców wspominam to jako przemiły czas wyrwania sie z domu, po moim
    paromiesięcznym przymusowym przywiązaniu do łóżka, pyszne owocowe koktajle i grę
    w scrabbla. A Mała najczęściej spała. Czy przeszkadzało to innym gościom
    Lokalnej? Nie sądzę-pamiętam, jak podchodzili, by zapytać ile ma i jak ma na
    imię, kwitując "ale fajnie, że nie siedzicie w domu".
    Czekam wiosny, by znów tam razem zawitać..
  • anmanika 14.02.06, 12:54
    Ja to bym nie chodziła z małym dzieckiem do lokalu, tylko się tak mówi, że nie
    ma dymu ale to nieprawda. Niby nie czuć a jak się wyjdzie z lokalu nawet
    takiego słabo zadymionego z dobrymi wyciągami to i tak wściekle czuć
    papierosy. Ile to się takie małe płucka muszą nawdychać!
    --
    Chuck Norris potrafi rozróżnić Kaczyńskich. :)))
  • Gość: Świdnica IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.02.06, 14:23
    Nosz jasna cholera.
    To prawda że tylko w polskim piekełku człowiek człowiekowi wilkiem.
    Mam 4 lokale gastronomiczne.W 2 pali sie bez ograniczeń.W 2 jest ograniczenie
    czasowe /mozna po 20/.w tych bez ograniczeń są wolne sale gdzie zaprasza sie
    matki z dziecmi i tam podaje zamówienie/sale niewielkie ale wygodne/W
    pozostałych nawet jesli pojawi sie dziecko a nie ma zbyt wielu klientów obsługa
    prosi o niepalenie.Zwykle takie rodziny zjadaja tylko i wychodzą.WSZYSTKO
    zalezy od obsługi..jesli chce pogodzi klientów.

    a matka z pociągu...szkoda gadać co za wredny babsztyl..bedzie swietna tesciowa
    złosliwiec jeden.
  • Gość: zła matka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.02.06, 14:39
    A ile osób krytykujących zabieranie dzieci do zadymionego lokalu
    pali? Zanim zaczniecie rozwodzić się nad szkoliwością wdychania dymu
    przez dzieci zastanówcie się czy Wy sami nie palicie na klatkach schodowych,
    czy nie palicie na przystankach autobusowych, na chodnikach czy przy
    wejściu do kaltki/sklepu? Wtedy jest w porządku jak dziecko wdycha
    szkodliwy smród papierosów?
    Rozumiem, że ktoś niepalący może być mozno zdziwiony tym, że
    małe dziecko mogło przebywac w takim miejscu choćby chwilę. Ja sama nie
    palę i zapach papierosów mnie denerwuje. U mnie na klatce schodowej palą,
    sąsiedzi mieszkający niżej palą. Jak chcę przewietrzyć pokój dziecka
    to ten smród wlatuje do pokoju! I to jest w porządku? Siedzę z dzieckiem
    w domu a i tak go narażam na wdychanie tego...
    A dziecko rodziców palaczy wdycha "to" conajmniej przez 18 lat życia
    non-stop.
    Więc może dajcie już spokój czepiając się tego, że dziecko przez chwilę
    wdychało dym z papierosów, bo jak już wspomniałam te same atrakcje
    ma zafundowane wszędzie.
  • Gość: czytelnik IP: *.acn.waw.pl 15.02.06, 10:38
    Gość portalu: zła matka napisał(a):
    > Rozumiem, że ktoś niepalący może być mozno zdziwiony tym, że
    > małe dziecko mogło przebywac w takim miejscu choćby chwilę. Ja sama nie
    > palę i zapach papierosów mnie denerwuje. U mnie na klatce schodowej palą,
    > sąsiedzi mieszkający niżej palą. Jak chcę przewietrzyć pokój dziecka
    > to ten smród wlatuje do pokoju! I to jest w porządku? Siedzę z dzieckiem
    > w domu a i tak go narażam na wdychanie tego...

    Skoro i tak już często spotyka się z dymem, to głupotą jest dodatkowo je narażać
    idąc do zadymionego klubu? Powinno się w takiej sytuacji jak najczęściej uciekać
    od dymu, a nie pchać się tam, gdzie dym na pewno będzie.
  • Gość: zła matka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.06, 17:56
    Ja wchodzę codziennie do swojej klatki w bloku gdzie dym na pewno będzie.
    Już wcześniej wspominałam, że dyskusja ta nie dotyczny dymu papierosowego
    ale jakie jest podejście polaków do matek z dziećmi.
    Temat dymu paierosowego uważam za zamknięty i więcej nie dyskutuję.
    PS. jest w tej chwili u mnie w domu moja teściowa, która okropnie śmierdzi
    papierosami. Mam ją wyprosić czy może jednak przeboleć i pozwolić
    maluchom nacieszyć się babcią?
  • brumama 22.03.06, 23:17
    Ależ ja się zrobiłam malutka. Mam 25 lat, małe dziecko i czasem też mam ochotę
    spotkać się ze znajomymi. Zawsze w domu. Nie zabiorę dziecka do baru na nocny
    seans, ale poźnym popołudniem, wystarczy godzinka. Nie wiedziałam, że dziecko
    dla otoczenia to taki problem. Jak płacze to ja je muszę uspokoić, nie ty. Jak
    ktoś przy innym stoliku głośno opowiada głupie żarty to przecież nie każe mu
    wyjść z baru. Tolerancja. To co: karmienie piersią, przewijanie,gdzie mam to robić?
    Sytuacja: ok. godz.17 byłam z dzieckiem i koleżanką w znanym warszawskiej
    restauracji - dla palących. Niewielu klientów. Nikt nie pali. Wejdziemy na kawę.
    Usiadłam w końcu sali nakarmić Małego. Wracam do swojego stolika, a tu pan
    siedzacy obok mojego stolika pali papierosa. Nie uwierzycie: przeprosił, zabrał
    swoje rzeczy i usiadł w innym końcu sali. Tolerancja.
  • Gość: Kabatka IP: *.chello.pl 14.02.06, 15:02
    I jesteś, niestety, jedym z fundujących nam, jeżeli nie czynem to słowem -
    polskie piekiełko.
    W moim obszernym poście usiłowałam wskazać, że każda ze stron konfliktu ma
    swoje racje. Nie odważyłam się oceniać, nikogo nie obrzucałam inwektywami.
    Pokazałam sposób osiągnięcia kompromisu - czy to w pubie czy w pociągu.
    Nie znam "matki z pociągu", nie mam prawa jej oceniać ( jest wredna czy nie, a
    już napewno jaką będzie teściową). Podobnie nie obrzucam obelgami sąsiada z
    VIII piętra, który wyprowadza psa tuż przed klatkę schodową.
    Nie akceptuję tego rodzaju zachowań, sama postąpiłabym inaczej.
    Zastanówmy się, czy osoba która w taki sposób jak "matka z pociągu" protestuje
    przeciwko przewijaniu dziecka w przedziale bez , choćby grzecznościowego,
    zapytania jej o zgodę czy przeproszenia, nie ma tak do końca racji?
    Czy konsumpcja w oparach zapachu fekalii ( dziecka czy dorosłego - nieważne)
    jest przyjemne?
    W tym przypadku zawiniły obie strony. Emocje sięgnęły zenitu.
    I dzieje się tak w wielu, wielu sprawach naszego życia. Ten postawi samochód
    pod oknem sąsiada, więc rozzłoszczony sąsiad przebije mu opony.
    Ktoś komuś zajedzie drogę, więc zostanie w najlepszym razie zrugany ( zmamy te
    gesty?).
    A awantury w kojekach typu"ja tu stałem" - szczególnie widoczne w poczekalni u
    lekarza. To właśnie wspomniane piekiełko. I to ( niestety) Polska właśnie.
  • Gość: agaluba IP: *.catv.net.pl 14.02.06, 15:18
    no tak, ale... emocje sa nieodłącznym elementem naszej psychiki i czasem one
    nami kierują, pytanie tylko czy potrafimy nad nimi zapanować, zreflektować się,
    zrozumiec innych - chyba nie, i to też piekiełko, bo gdyby tak ta dyskusja
    byłaby tutaj (momentami) na innym poziomie - czego nam wszytskim życzę... też
    oczywiście kwestia kultury i umiejętności zachowania w społeczeństwie - ale to
    dotyczy wszystkich - i mam i nie mam, ojców i nie ojców i dzieci (wyłaczyć
    rzeczywiście można niemowlęta, ale czym skorupka za młodu...).

    mama od burzy
  • Gość: Kabatka IP: *.chello.pl 15.02.06, 13:12
    I tu się zgadzamy. Nad emocjami trzeba panować, to różni ( a przynajmniej
    powinno) ludzi od zwierząt.
    Nie twierdzę, że można żyć bez okazywania jakichkolwiek emocji, ale jeśli one
    rządzą naszym życiem, odbierają nam trzeźwość myślenia, powodują, że oałamy
    chęcią zemsty- za wszelką cenę, nawet ośmieszenia się czy zdrowia- to już jest
    źle.
    Odbiegłyśmy(liśmy) nieco od tematu, ale tylko pozornie.
    Może, w ramach lepszego i zdrowszego życia, spróbujmy opanować gniew, złość i
    złe emocje.
    Zamiast definitywnie wyrzucać z pubu młodych rodziców z potmkiem, urzedźmy, że
    gdy dziecko zaniecznie się awanturować muszą natychmiast opuścić lokal.
    Zamiast wymachiwać i wygrażać mniej sprawnym kierowcom, przypomnijmy sobie
    swoje pierwsze dni/miesiące za kierownicą i bądźmy bardziej wyrozumiali.
    Pamiętajmy, że nasze dzieci czy zierzęta nie muszą być akceptowane i kochane
    przez całe otoczenie, często przypadkowych ludzi.
    A zamiast wymyślać i złorzeczyć czy nie lepiej zrozumieć, że każdy ma prawo do
    własnego zdania?
  • verdana 15.02.06, 13:20
    Jak uda mi się wyrwać wieczorem z domu, to naprawdę nie po to, by słuchać
    płaczu niemowląt i opędzać się przed małymi dziećmi. Jeśli by dalej iść tym
    tropem, to dlaczego filharmonia i opera nie wpuszczają małych dzieci na
    przedstawienia? Ani dymu nie ma, ani demoralizacji... Dziwna polityka...

    --
    Mops rośnie
    img443.imageshack.us/my.php?image=dsc02878tq.jpg
  • Gość: Kabatka IP: *.chello.pl 15.02.06, 14:01
    Ależ przyznaję Ci rację. Cały czas utrzymuję, że zmuszanie otoczenia do
    znoszenia uciążliwych zachowań małych dzieci jest nie na miejscu.
    Tym nie mniej jeżeli dziecko jest spokojne( nie płacze, nie krzyczy nie biega -
    wiem, że to mało realne, ale przymijmy, że tak jest) dlaczego miałoby być
    wyrzucane z pubu, restauracji?
    Trzeba jasno uzmysłowić rodzicom, że w razie płaczu czy innych uciążliwych
    zachowań mają natychmiast opuścić lokal.
    Przypuszczam, że ani do filharmonii ani do opery nikt z małym dzieckiem nie
    pójdzie, bo zaraz zacznie się nudzić i awanturować.
    Zaś a propos filharmonii - równie jak płacz dziecka przeszkadza atak kaszlu.
  • Gość: złą matka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.06, 18:07
    Sama napisałaś "jak uda mi się wieczorem wyrwać z domu". Agaluba napisała, że
    byli tam o 19. Jeżeli dobrze rozumiem podjęcie "wieczorem" oznacza godzinę
    od 20.00 czyli dziecka już nie byłoby w tym miejscu i nie byłabyś narażona
    na patrzenie na cudzie dzieci.
    Agaluba napisała, że gdyby dziecko zaczęło krzyczeć to by wyszli natychmiast.
    Nie ma powodu, aby jej nie wierzyć, bo siedzenie gdziekolwiek z wrzeszczącym
    dzieckiem nie jest przyjemne.
    Wiem, że są wyjątki. Mam kogoś w rodzinie kto pozwala dziecku na wszystko
    niestety. Ale nie możemy przez takich ludzi innych traktować wrogo.
    A do filharmonii ani opery nie wpuszczają małych dzieci, bo śpiewanie
    jest zaraźliwe i maluchy prześpiewałyby artystów ;)
    PS. Byliśmy z mężem na wyjeździe tygodniowym bez dzieci i nie drażniło mnie
    to że w kanajpie przy stoliku obok płakało niemowlę.
  • Gość: polonista IP: *.acn.waw.pl 15.02.06, 19:18
    Gość portalu: złą matka napisał(a):

    >Jeżeli dobrze rozumiem podjęcie "wieczorem" oznacza godzinę od 20.00

    Na czym opierasz takie rozumienie pojęcia "wieczorem"?
  • Gość: zła matka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.06, 21:37
    Sytuacja u mnie wygląda tak: większość moich znajomych pracuje
    i mieszka w Warszawie. Spotykają się o godzinie 20-21, bo wcześniej
    nie mogą (długo pracują, chodzą na dodatkowe zajęcia, robią zakupy,
    gotują, sprzątają, chcą pobyć chwilę z dziećmi itd). Ja "siedzę"
    z dziećmi (taniej wychodzi... i generalnie póki co nie narzekam:).
    Zanim mąż dotrze do domu często jest 19.30-20.00 Jeżeli umawiam się
    z kimś na pogaduchy to oczywiście musi przyjechać wcześniej. Jeżeli umówię
    się na np. 20 to muszę się porządnie nagimnastykować żeby zdążyć...
    Dla kogoś kto nie ma dzieci i nie siedzi z nimi w domu pewnie głupio to
    brzmi, ale niestety w większości znanych mi rodzin właśnie tak to
    wygląda. Za kilka lat pewnie się to zmieni, ale teraz jest jak jest :-)
    Tak jak wyżej wspomniałam nie narzekam.
    Wiem, że w małych miasteczkach może wyglądać to trochę inaczej, bo
    tam się krócej pracuje i wraca do domu o rozsądnej godzinie. W takiej sytuacji
    faktycznie można ze znajomymi umawiać się wcześniej. Mieszkałam w takiej
    10-tysięcznej miejscowości, więc pewne doświadczenie mam :)
  • Gość: polonista IP: *.acn.waw.pl 15.02.06, 21:48
    Gość portalu: zła matka napisał(a):

    > Sytuacja u mnie wygląda tak:

    Verdana nie pisała o tobie i twoich znajomych, a o sobie.
  • Gość: zła matka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.06, 18:11
    Skoro nie pisała ani o mnie ani o moich znajomych to skąd wiesz która godzina
    to dla niej wieczór?...
    Pytałaś się mnie, która godzina dla mnie to wieczór, więc odpowiedziałm
    dosyć precyzyjnie. Twoja odpowiedź zatem jest nie na miejscu.
  • Gość: mała IP: *.crowley.pl 22.03.06, 08:56
    Napisałaś: "Jeżeli dobrze rozumiem podjęcie "wieczorem" oznacza godzinę
    od 20.00" - nie sugeruje to, że to Twoje pojęcie wieczoru, tylko raczej, że
    uznajesz to za definicję!
  • Gość: agaluba IP: *.catv.net.pl 15.02.06, 18:19
    a tu akurat się mylisz - są specjalne spektakle - np. ciocia jadzia..
    a na normalne przedstawienia nie bierze się dzieci, bo tu rzeczywiście
    przeszkadzają. natomiast w knajpie i restauracji, jak dziecko jest spokojne to
    czemu nie? Bo nie lubisz patrzeć na dzieci? Nie patrz.

    mama od burzy
  • Gość: greg IP: *.nbp.pl / 193.109.212.* 23.02.06, 11:42
    Czytam troche po czasie...
    Do agaluba:
    Trzymam kciuki za Ciebie. Knajpy sa po to zeby do nich chodzic, takze z
    dziecmi. My tez z naszymi dziecmi chadzamy i to od dawna (dzieciaki sa juz dosc
    duze).
    Knajpy sa dla wszystkich, a to, ze w Polsce wielu ludziom wydaje sie inaczej to
    juz ich problem.


    Do restauratorow, managerow: rodzice chodzacy z dziecmi do knajp, to skarb,
    inwestycja na przyszlosc. Dzieci ucza sie od rodzicow, ze knajpka to miejsce
    spotkania ze znajomymi.


    Do Pani z pociągu: Rozumiem, że przeszkadza Pani, ale pociąg jest miejscem
    publicznym. Niestety w PKP jedynie w przedziale można przewinąć dziecko.
    Higiena toalet, nawet w wagonach I klasy IC jest koszmarna. Dość sporo jedżdę
    kolejami więc wiem.

    Do pozostalych formumowiczow. Prawie zawsze rodzice wiedza, czy cos jest
    bezpieczne dla malego dziecka, czy nie. I to jest troche jak instynkt.

    greg
  • Gość: mała IP: *.crowley.pl 22.03.06, 08:58
    Oj, ten instynkt to chyba jednak wielu zawodzi!
  • Gość: babcia IP: *.ztpnet.pl 18.02.06, 14:06
    To nie rodzice. Oni chcą mieć przyjemność z pożytecznym. Oni nie umieją kochać
    swoje dziecko. Dziecko mają, bo mają, a gdzie jest to poświęcenie się dla
    niego. Chcą się rozerwać to idą, a nie myślą, czy to dziecko chce być w tym
    miejscu. Nie potrafią się wyrzec przyjemności na rzecz dziecka. Tak teraz się
    chowa dzieci, wspołcześnie, żyje się dla siebie, a nie dla dziecka. Małe dzieci
    siedzą w domu, tam ich miejsce, a nie w towarzystwie starszych osób i jeszcze w
    takim miejscu.
  • Gość: Kabatka IP: *.chello.pl 18.02.06, 18:20
    Dzieci nie muszą siedzieć w domu, ale nie powinny chodzić w miejsca absolutnie
    nie nadające3 się dla nich- puby, dancingi, restauracje.
    Na Ursynowie są co najmniej 2 miejsca, w których można coś zjeśći które są
    przeznaczone RÓWNIEŻ dla dzieci ( stoliki, kulki itp). Tam raczej nie
    przychodzi się na spotkania służbowe, nie pali papierosów.
    Nikt nie zamyka matek w domu, ale nie wszędzie powinno się wlec ze sobą
    potomstwo.
    Niczego nie trzba się wyrzekać czy poświęcać po prostu przewartościować.
  • Gość: linka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.06, 10:27
    Do babci....
    Rozumujac twoim tokiem to internet z pewnoscia nie jest dla ciebie Beret na
    glowe o zdrowaski odmawiaj za glupich rodzicow
  • Gość: beti22 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.04.06, 15:34
    Mam koleżankę która ma dziecko i często się z nią umawiałam na polach
    mokotowskich latem i chodziłyśmy (również z dzieckiem) pod parasolki. Były to
    godziny popołudniowe, dużo dzieci. Mała bawiła się z innymi dziećmi pod naszym
    okiem, a my popijałyśmy sobie piwko lub soczek. Wszystko fajnie, ale
    wychodziłyśmy około 18. W końcu matki muszą gdzieś wyjść na spacer i pola
    mokotowskie są miejscem idealnym, a że w pobliżu jest kilka przyjemnych knajpek
    to bardzo dobrze. Natomiast wtedy kiedy jest wieczór i idę ze znajomymi do
    pubu, kawiarni czy podobnego miejsca, jestem po pracy i szkole, chcę odpocząć
    to nie mam ochoty słuchać dziecięcych wrzasków. Nie mówię teraz o konkretnym
    przypadku pani która wywołała burzę obecnością swojego dziecka w paparazzi.
    Jestem za tym, że rodzic może przyjść z dzieckiem, ale jak kabatka słusznie
    zauważyła jak dziecko zacznie płakać to rodzic powinien zostać wyproszony z
    lokalu, albo lepiej - powinien wyjść dobrowolnie. Rodzice powinni wiedzieć, że
    są ludzie, którzy zwyczajnie nie przepadają za płaczliwymi dziećmi i w momencie
    kiedy idą się rozerwać to nie muszą słuchać tych jakże strasznych odgłosów
    dziecięcych. Kupa i płacz dziecka nie są niczym przyjemnym. Wiem, że dla Was to
    też nic przyjemnego, ale Wy się na to zdecydowaliście, a niektórzy nie, więc
    czemu i tak muszą być skazani na to ?? Co do grzecznych, niepłaczących dzieci,
    matek przewijających dyskretnie nie mam nic.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka