Dodaj do ulubionych

Idziesz do knajpy, musisz jeść

IP: *.aster.pl 19.08.07, 21:47
no i co w tym dziwnego? To nie klimat rodem z PRL, a odwrotnie - z
kapitalizmu. Jeśli ktoś chce sie tylko napić, niech idzie do pubu, a nie
restauracji, gdzie zajmuje stolik tym, którzy chcieliby zjeść i wydać więcej
pieniędzy. Kelnerka sugerując przeniesienie się do baru miała wg mnie rację.
Oczywiście jednak tylko wówczas, gdy lokal ten był zatłoczony. Jeśli jednak
był pusty, a mimo to sugerowano przeniesienie, to rzeczywiście jest coś tu nie
tak.
Edytor zaawansowany
  • Gość: marc IP: 89.171.106.* 19.08.07, 21:48
    Bo się bijemy o Złotą Patelnię, tak?! Może wchodzącym do środka
    szanowna obsługa każe - wschodnim zwyczajem - zdejmować buty?!
    Żenada. Ale dziękuję za tę notkę - w życiu moja noga Pod Samsonem
    więcej nie postanie. I apeluję do innych o to samo. Może do buractwa
    coś dotrze, jak im obroty po sezonie spadną.
  • Gość: wsw IP: *.chello.pl 19.08.07, 22:07
    Z tego co wiem, te knajpy są prywatne, a nie państwowe. W związku z tym
    właściciele mogą sobie wymyślać takie zasady przebywania klientów w ogródkach,
    jakie im się podobają.
    Komunizm na szczęście już się skończył i żaden urząd nie decyduje o tym co,
    gdzie i za ile mają podawać restauratorzy.

    > Może wchodzącym do środka
    > szanowna obsługa każe - wschodnim zwyczajem - zdejmować buty?!

    Czemu nie? Wolnoć Tomku w swoim domku. Jak sie nie podoba, idź do innej knajpy
    lub wyemigruj do Kuby - socjalistycznego raju na ziemi, gdize o wszystko dba
    jeden wielki mądry przywódca
  • dorsai68 19.08.07, 23:08
    Taką tabliczkę powinni wywiesić na "Samsonie".

    Masz rację wsw, to nie komuna. Za komuny, by napic się piwa obowiązkowo zamawiało się "przechodni" serek, albo "przechodzone" nóżki wieprzowe.
    Dziś taki obowiązek na szczęście nie istnieje. Nie istnieje też obowiązek prowadzenia "restauracji" i rozumienia zasad rynku. Tu na szczęście rynek jeszcze działa, klienci zapewne zweryfikują nogami i portfelami zasadność działań włascicieli "Samsona".
  • Gość: wsw IP: *.chello.pl 19.08.07, 23:26
    I o to chodzi.
  • dorsai68 20.08.07, 00:31
    o "Browarmię" na rogu Królewskiej i Krakowskiego? Jakiż to był afront dla tzw. "studentów" że przy jednym jasnym we czterech nie mogli sobie posiedzieć... ;-)

  • Gość: Vtec_z IP: *.aster.pl 19.08.07, 22:02
    Andaluzja, 2 lata temu. Małe miasteczko (Mijas), w centrum kilka restauracji
    przy ryneczku. Zapełnienie - 10%. I taka sama reakcja na zamówienie dwóch kaw i
    wody - nie u nas...
  • Gość: az IP: 12.47.73.* 20.08.07, 00:15
    A we Francji czasem odwrotnie. Kiedys bylem w Cafe de la Paix w
    Paryzu i chcialem cos zjesc, to kelner mnie opieprzyl (oni to
    potrafia, tak, tak), ze w tych godzinach posilkow sie nie podaje,
    tylko napoje. Ale czy to "komuna"? Chyba nie, raczej "co kraj to
    obyczaj". Przypuszczam jednak, ze mimo tych ograniczen, Cafe de la
    Paix nie cierpi na brak gosci.
  • Gość: Kottblum Hanna IP: *.crowley.pl 20.08.07, 10:40
    Moja znajoma prowadzi w słonecznej Italii barek - polityka jest następująca: jak
    klient zamawia kawę i pije ja przy barze, to płaci mniej niż za wypicie jej przy
    stoliku.
  • malaguena1 20.08.07, 15:31
    Akurat w Paryżu , na Mount Martre w restauracji , przy stolikach na
    zewnatrz odmowiono podania kawy i deseru - bo to jest restauracja a
    nie kawiarnia - wiec ludzie -co ma do tego komuna ?
  • Gość: jacek2263211 IP: *.proxy.aol.com 20.08.07, 00:25
    zapraszam do New Yorku,jesli chcesz skorzystac z WC w kawiarni
    musisz cos zamowic,a publicznych toalet brak. To ta lepsza strona
    Ameryki
  • robert.zimnicki 20.08.07, 11:22
    MOnachium -

    Freising - siadasz przy stoliczku (na zewnatrz), wipijasz kawe i jest dobrze

    centrum - knajpa meksykanska - we cztery osoby spokojnie wypilismy sobie piwo i
    nikomu korona z dupy nie spadla

    centrum - inna knajpa - druga kolejka piwka i spokoj grabarza

    centrum - sausalitos - pijesz piwo i nic sie nie dzieje

    centrum - stoliki w restauracji na Marienplatz - zasiadasz z piwem i jakos nikt
    nie wygania, a przeciez po deptaku chodza dziani turysci

    TagernSee - zadnych problemow z wypiciem piwka w restauracji

    Starnberg - nikt Cie nie wygania spod stolika z piwem

    ***************

    a tych restauracyjek w monachium jest od groma, wiec moze naszych rodzimych
    dzikusow (i tych przytoczonych z zzagramonicy) nauczy czegos konkurencja, ale
    nie sadze, bo jak sie tepote umyslowa z domu wynioslo, to tylko kijem mozna ja
    wygonic....




    Gość portalu: Vtec_z napisał(a):

    > Andaluzja, 2 lata temu. Małe miasteczko (Mijas), w centrum kilka restauracji
    > przy ryneczku. Zapełnienie - 10%. I taka sama reakcja na zamówienie dwóch kaw i
    > wody - nie u nas...
  • Gość: matriks IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.08.07, 22:07
    I bardzo dobrze zrobiła kelnerka, porządek musi być!
  • Gość: bazyl_f IP: 82.160.49.* 19.08.07, 22:33
    Samson slynie z "milej" obslugi klienta:)
    Taki koloryt tej knajpy.
  • kakis 19.08.07, 22:35
    Dwa tygodnie temu w Bostonie kelnerka odmówiła podania kolacji do
    stolika położonego w kawiarnianej części ogródka (tuż obok w
    restauracyjnej części ogródka wszystkie stoliki były zajęte, więc
    nie mogliśmy się przenieść). To akurat są zupełnie normalne zasady
    funkcjonowania zakładów gastronomicznych. Tak jest na całym świecie:
    w Paryżu nie sposób wejść do restauracji w porze kolacji i nie
    zamówić dużego posiłku. Wszyscy to rozumieją i na drinka idą do
    kawiarni czy baru. Najlepiej wchodząc do knajpy od razu spytać, czy
    można wstąpić na same napoje. Jeśli nie, to z pewnością parę kroków
    dalej czeka na nas stolik kawiarniany, gdzie przyjmą nas z otwartymi
    ramionami. Unikniemy wtedy niepotrzebnego nieporozumienia i takich
    niemądrych artykułów w Gazecie Stołecznej :-)
  • dorsai68 19.08.07, 22:53
    Stare Miasto, a w szczególności Rynek już dawno przestały być przyjazne dla odwiedzających. Wielkość "ogrodków" przyknajpianych nie pozwala spacer, po było nie było, turystycznym fragmencie Warszawy.
    Nie postuluję, uchowaj, ich likwidacji. Postuluję ograniczenie wielkości tych ogródków, bo od pewnego czasu Rynek Starego Miasta zamienia się, sezonowo, w knajpę.
  • Gość: miim IP: *.adsl.inetia.pl 19.08.07, 23:01
    To jest prawdziwa ostoja PRLu, szczególnie starsze kelnerki i kelner. Nic nie da
    odwołanie się do szefowej bo jest tylko jakaś straszna dyrektorka rodem z
    "Misia", która klientów ma gdzieś.
    Jestem częstym gościem w jednej z kawiarni na Freta i czasem mam ochotę zjeść w
    okolicy obiad. Już za trzecim razem wyszedłem z "Samsona" z postanowieniem, że
    nigdy tam nie wrócę. W okolicy jest w czym wybierać.
  • Gość: ja IP: *.acn.waw.pl 19.08.07, 23:20
    Właściciel ma prawo określić zasady panujące w jego restauracji. tymi prawami
    przekresla jednak sporą grupkę klientów którzy to opowiedzą swoim znajomym.
    Bywałem tam - nie zawitam juz tam.
  • Gość: Ja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.08.07, 23:50
    Dokładnie, jak się komuś nie spodobało więcej nie przyjdzie, tyle.
    Właściciel ma prawo mieć swoje wymysły. Jak am ochotę może nawet
    dokładac do interesu. A dziennikarze stołecznej są coraz
    śmieszniejsi, piszą o rzeczach o których w ogóle nie mają pojęcia.
    Ciekawe czy w dodatku stołecznym pracuje w ogóle jakiś warszawiak z
    urodzenia? Nie żebym miał coś przeciwko (sam jestem z daleka, ale
    czasem mam wrażenie że pisują tu korespondenci z Moskwy, takie mają
    rozeznanie.
  • Gość: wyspynormandzkie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.08.07, 00:56
    To jest normalna praktyka w krajach, w których fukcjonuje od lat duży biznes
    gastronomiczny. Restauracje serwują jedzenie. Napoje serwują puby i kawiarnie.
    To właśnie w Polsce rozbestwiło się takie sobiepaństwo, gdzie każdy uważa że
    jest królem i każdy przedsiębiorca powinien mu nieba przychylić.
    Co więcej, w wielu krajach są przepisy które wprost zabraniają restauracjom
    sprzedawać samego alkoholu - bez posiłku. W takiej kiedyś pracowałem "na
    zachodzie". Tylko że tam, nie tylko obsługę obowiązuje uprzejmość: klientów
    także. Jeśli ktoś przychodził tylko na drinka, zawsze pytał przy wejściu kelnera
    który podszedł go przywitać, czy można tutaj zamówić tylko drinki. Jeśli
    otrzymywali odmowną odpowiedź, albo decydowali się jednak zamówić coś do
    jedzenia, albo grzecznie wychodzili.

    Jest mnówstwo ludzi którzy są głodni i chcą dostać stolik, to zupełnie bez sensu
    żeby był on zajmowany przez kogoś kto chce się tylko napić. Wszędzie ludzie to
    rozumieją. W Polsce to ma być zaraz "komuna".

    Klientów, którzy nie szanowali pracowników kierownik wypraszał. Zdarzyło się to
    dwa razy w ciągu pół roku. Jedna pani się zdenerwowała że nie można palić, i
    zwyzywała kelnerkę. Druga dostała nie to danie które zamówiła, i też straciła
    panowanie nad językiem. W Polsce kilka razy zdarzyło mi się być świadkiem jak
    klienci zachowują się nieodpowiednio, a personel nie reaguje bo "klient nasz pan".
  • Gość: cho_no_tu IP: 212.160.172.* 20.08.07, 09:18
    Oczywiście że "Klient nasz Pan", to podstawowa zasada w biznesie
    żuczku, nie będzie Klienta, NIE BĘDZIE ŻADNEGO BIZNESU,
    nasi "biznesmeni" jeszcze tego nie rozumieją, nie dojrzeli...
  • Gość: klient IP: 195.187.33.* 20.08.07, 09:59
    Niestety zdarzają się też "klienci" którym wolny rynek uderzył do
    głowy i wydaje im się że są swiętymi krowami zapominając o kulturze,
    choć niektórzy to nawet niewiedzą co to takiego.
  • Gość: wyspynormandzkie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.08.07, 13:40
    taki klient, który nie potrafi się zachować nie jest mile widziany. jesli nie
    wroci do restauracji drugi raz - tym lepiej.
  • maruda.r 20.08.07, 16:52
    Gość portalu: wyspynormandzkie napisał(a):

    > To jest normalna praktyka w krajach, w których fukcjonuje od lat duży biznes
    > gastronomiczny. Restauracje serwują jedzenie. Napoje serwują puby i kawiarnie.

    **************************************

    Powstaje jeszcze jeden problem do rozwiązania: dlaczego restauracje w ogóle
    serwują napoje i dlaczego kotleta można zamówić bez napoju, a napoju bez kotleta
    już nie?

    Z całych tych ograniczeń bije rażąca niekonsekwencja. Właśnie rodem z PRL-u.
    Musisz zamówić kotleta i za niego zapłacić. To, czy zjesz, czy zostawisz porcję
    nietkniętą, obsługi już nie interesuje.

  • Gość: Enon IP: *.chello.pl 20.08.07, 07:30
    Rzeczywiście jak za głębokiego peerelu.
    rzypomniały mi się studenckie wypady z Uniwerka do "Kuchcika" (starego) na Nowym
    Świecie. Od progu wołało się: " po dwie lornety i meduzy prosimy". Meduzy szły
    do kosza, a zawartość lornet do gardła. Po dwóch, trzech "nawrotach" wracało się
    na zajęcia.
  • larson41 20.08.07, 21:15
    misiek a pamietasz czasy kiedy nosilo sie serek ze soba bo takie tez byly
    nasza "pilnowaczka w akademiku miala porcje w serwetca i po powrocie z wypadu
    oddawalo sie kosztowalo to jednego zeta to byly czasy!!!
  • Gość: farenheit451 IP: 212.122.214.* 20.08.07, 08:24
    to widziałeś chyba tylko w byłych krajach komunistycznych...
  • Gość: wyspynormandzkie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.08.07, 13:50
    nie, na przykład w wielkiej brytanii.

    w pubach wolno tam sprzedawac alkohol tylko do 22, a restauracje sa czynne
    dluzej. restauracjom wiec nie wolno sprzedawac samego alkoholu.
  • Gość: Marian IP: *.centertel.pl 20.08.07, 08:31
    a ja nie jem w knajpach bo wiem co sie robi na zapleczu: plucie,
    wsadzanie paluchow no i kozy z nosa a potem smieja sie w glos jak
    patrza jak glupi klient wcina te pasze.
  • Gość: kelner IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.08.07, 08:39
    Gdyby piwo w ogrodku bylo 20% drozsze niz przy barze sprawa by sie sama rozwiazala.
  • Gość: michel IP: *.rev.stofanet.dk 20.08.07, 08:50
  • Gość: michel IP: *.rev.stofanet.dk 20.08.07, 09:17
    zamiast narzekac, mozna okazac troszke kultury i zapytac obsluge,
    czy toleruja takze picie tylko piwka, kultura powinna obowiazywac
    obie strony i dotyczyc wszystkich a wiec i autorke watku,
    tak jest wszedzie, w Paryzu, Londynie i Berlinie, Rzymie czy
    Madrycie, przed zajeciem miejsca w restauracji nalezy do dobrego
    tonu zapytac czy moge tylko na herbatke, wszystko jedno jaka pora
    lub ilu jest aktualnie gosci, droga autorko watku
    jestem "stalym bywalcem" Pod Samsonem ilekroc jestem w Warszawie, z
    obslugi i jedzonka jestem zadowolony, szczegolnie z win - wybor nie
    jest zbyt duzy ale wina dobre, szczegolnie te z Izraela

    ps: bedac gdzies w Europie i szukajac miejsca do jedzenia, nie wejde
    do restauracji jesli przy stoliku beda tylko piwosze bo to zly image
    dla danego miejsca, poszukam innego
    mysle, ze rozumiesz co mam na mysli



  • shelmahh 20.08.07, 10:35
    hahaha no nie wierze..wyobraz sobie,ze w menu danej knajpy znajduje sie piwo,
    kawa, woda i to wszystko mozesz sobie zamowic bo jest w ofercie..jesli nie
    mozesz zamowic a dana opcja jest w ofercie to mowi nam to jedno:uslugi sa
    swiadczone na zlym poziomie i nie ma z tym dyskusji,ze w ny czy innym paryzewie
    to sie na kafkie chodzi tam gdzie wypada :\

    przeloz to na inne formy dzialalnosci..masz w cenniku danej firmy oplate za
    produkt x..idziesz sobie smialo dokonac zakupu a tam niunia Ci mowi,ze niestety
    produkt x to tylko dla tych co kupili wczesniej y a to,ze jest w ofercie o
    niczym nie swiadczy (vide: kawa i piwo w menu tylko dla wybrancow)..

    sytuacja na freta pokazuje jedynie,ze knajpy sa nastawione na maxymalny zysk a
    nie na satysfakcje klienta i o ile nie jest to specjalnie naganne to jako klient
    wiem,ze nie musze tam przychodzic..artykul w gw dobitnie ujal gdzie szefostwo
    knajpy ma klienta..szkoda gadac w sumie..u mnie w firmie zajmuje sie kazdym kto
    przynosi pieniadze..male czy duze to niewazne..wazny jest klient i juz
  • Gość: wyspynormandzkie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.08.07, 13:44
    restauracja to nie dostawa ziemniakow. co z tego ze masz cos w ofercie?? w
    restauracji obowiazuje pewnien kanon: przychodzi sie na jedzenie: a jesli nie
    stac cie na jedzenie w restauracji idziesz do supermarketu. kropka
  • Gość: kuba IP: *.k2.pl 20.08.07, 09:03
    Bylem tam raz. Za skorzystanie z WC oplata 1 lub 1,5zl nie pamietam. Sek w tym
    dlaczego w ogole oplata? Kelnerki niemile, obsluga fatalna. Podobne wrazenia jak
    w artykule.
  • Gość: klient IP: 195.187.33.* 20.08.07, 10:08
    mam wrazenie ze Polak to taki człowiek który nienawidzi jak mu się
    zwraca uwagę ( nawet na tym forum to widać ) zraz się wscieka i
    zaczyna awantury, ehh a odrobina grzeczności z obu stron
    załatwiłaby większośc spraw.
  • Gość: Łysy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.08.07, 10:12
  • ugly_man 20.08.07, 11:13
    Witam!

    Wielce się zdziwiłem traktowaniem klientów w tym barze.
    Fajna "rekomendacja" została wydana, za to dzięki.
    Pogratulować zachowania obsłudze tego przybytku.
    Nie spodziewałem się, że ciągle jest żywa mentalność z PRL.
    Do tego Samsona moja skromna postać tam nie zawita.
    Powinno się klienta SZANOWAĆ i SPEŁNIAĆ jego zachcianki,
    w końcu opinia idzie w świat ...
    Nie pamiętają o zasadzie, że:
    "Dobrze obsłużony klient to zadowolony klient" ...

    Pozdrawiam

    U_MAN
  • Gość: Magda IP: 80.50.246.* 20.08.07, 11:38
    Ja także kilka misięcy temu wybrałam się do restauracji pod Samsonem
    i panujące tam zasady baaardzo mnie zaskoczyłu i przypomniały czasu
    PRL-u. W owej restauracji za wszystko trzeba płacić dodatkowo:
    toaleta, szatnia.... Takie rzeczy nie powinny sie juz zdarzać w
    restauracjach w stolicy europejskiego miasta! Moim zdaniem jest to
    bardzo nie eleganckie. Pod Samsonem nie chciano nam również
    przekroić szarlotki na pół, ponieważ jak nas poinformowała kelnerka:
    nie ma pozwolenia na dzielenie dań... Szkoda, że nie pilnuja
    klientów, czy oby któryś nie smakuje z talerza osoby towarzyszącej i
    nie liczą za to podwójnie.... Jedzenie jest okay ale cała reszta...
    odradzam, chyba że któś ma ochotę na wycieczke w czasie o
    dwadzieścia parę lat wstecz...
  • Gość: uncja IP: *.de.ibm.com 20.08.07, 11:38
    robienie afery z czegoś takiego uważam za żenujące, pani "na
    poziomie" się tak zbulwersowała, że aż poleciała do gazety. Zapewne
    powinni przed nią czerwony dywan rozłożyć, bo zamierzała wydać 20
    zł, zajmując miejsce komuś, kto zje za 150...

    Normalny człowiek potrafi odróżnić restaurację od kawiarni - a tym
    bardziej powinien to umieć dziennikarz. Argumenty o komunie są po
    prostu śmieszne.
  • Gość: dsd IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.08.07, 11:42
    Podobnie jak różne społem w których klient ma 6 detektywów na ogonie.
  • Gość: rutek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.08.07, 12:33
    Pod Samsonem ma najgorszą obsługę na świecie!!!to knajpa ewenement na skale
    galaktyki. Kiedyś wpadłem tam z wycieczką niemieckich licealistów. zamówili na
    deser sernik. kelner przyniósł szarlotkę i powiedział że też jest dobra. zrobił
    nam awanturę (serio) kiedy nie zostawiliśmy napiwku. stary spocony facet.
    komedia.około godziny przed zamknięciem nie chcą wpuszczać klientów. to miejsce
    to skansen w złym znaczeniu, zero w nim nostalgii,klimatu; dużo prostactwa.
  • Gość: markotna IP: 212.76.37.* 20.08.07, 12:50
    Wiedeń, 4 lata temu, pusta Restauracja Pizza Hut (nie bar, ale
    przecież wiemy jaki to "luksus") - sytacja identyczna po zamówieniu
    herbaty (20-to stopniowy mróz na zewnątrz). Tak po prostu jest
    prawie na całym świecie - trzeba najpierw zapytać, czy można zamówić
    wyłącznie napoje.
  • Gość: zdegustowana IP: *.gddkia.gov.pl 20.08.07, 12:52
    podobna sytuacja spotkała mnie w knajpie "bordo" na ulicy chmielnej
    w warszawie, nie pomogła nawet rozmowa z panią kierownik, która była
    nawet bardziej bezczelna w swoich przekonywanich nas do zmiany
    miejsca niż kelner.dowiedziałam sie ze po pierwsze nie wyglądam na
    osobę, która zamówi cos do jedzenia, a po drugie jak już zamówi to
    pewnie cos małego i niedrogiego...brak słów i kompletny brak
    kultury!!!!
  • Gość: malgosia IP: *.chello.pl 20.08.07, 14:13
    taaa,pod Samsonem bylam dwa razy.O dwa razy za dużo.Podejrzewam,że
    plują również do talerzy,bo patrzą na klientów jak na bydło.nawet
    gdy mialam rezerwacje uparcie twierdzono,ze takowej nie ma i do
    widzenia bo nie ma miejsc,dopiero po przedstawieniu listy rezerwacji
    okazalo sie,ze jednak jest tam moje nazwisko...szkoda gadac.nie
    polecam.
  • Gość: Marcin IP: 203.173.139.* 20.08.07, 14:18
    Teraz pewnie kelnerka będzie dodatkowo pilować, żeby klienci bez krawatów
    nie wchodzili, bo jak wiadomo klient w krawacie mniej awanturujący się (czytaj:
    mniej prawdopodobne, że weźmie pod krytykę w prasie). A tym, co piszą, że
    kapitalizm itp, przypomnę, że klient ma tak samo święte i bezdyskusyjne
    prawo do tego, by uznać, że owe zasady mu nie odpowiadają, wziąć swoje
    pieniądze i wydać je gdzie indziej, jak też podzielić się z innymi swoimi
    doświadczeniami. Właśnie, to nie PRL, że jeden sklep we wsi, bo akcja, a jak się klientowi nie podoba, to sobie może nagwizdać.
  • bzik 20.08.07, 16:47
    W minioną sobotę spotkałem się z podobną sytuacją. Byłem na
    warszawskiej Starówce i chciałem usiąść posłuchać jazzu w jednym z
    ogródków prowadzonych przez pobliskie restauracje np.:"Przy Dunaju".
    W większości połowa stolików była wolnych, jednak gdy pytałem się o
    możliwość zajęcia miejsc słyszałem pytanie "Czy mamy zamiar jeść
    obiad lub kolację". Gdy odpowiadaliśmy, że chcemy siąść i napić się
    piwa odprawiano nas z kwitkiem. U Fukiera było miejsce i nie pytali
    o jedzenie, ale tam piwo po 11pln. W kolejnym ogródku po standarowym
    pytaniu moja żona odpowiedział że będzie jadła na obiad piwo, ale
    bez skutku. W końcu zmęczeni chodzeniem, w ostatnim ogrodku chyba
    Barbakan, pozwolono nam usiąść, ale piwo było tak chrzczone, że i
    tak odechcialo mi drugiego. Nadmienię, że gdy do ogródka wchodzili
    obcokrajowcy nie było żadnych pytań i problemów z zajęciem stolików.
    Aha i próbowałem wczesniej zarezerwować stoliki-bezskutecznie "Przy
    Dunaju" tylko jak się pójdzie osobiście mozna zarezerwować( ciekawe
    czy działa) a w kolejnym usłyszałem "Nie ma juz miejsc" chociaż nie
    zdążyłem powiedzieć na którą chce rezerwować. Może trzeba wysmarować
    się pastą do butów i gadać w obcym języku - wtedy wszystko będzie OK.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka