Dodaj do ulubionych

Śmiałam się z takich kobiet,a stałam się taka sama

IP: 195.116.118.* 14.02.05, 13:48
Śmiałam se kobiet, które wpadają w romanse z żonatymu facetami, i wierzą, że
można na nieszczęściu innych zbudować własne szczęście. Śmiałam se kiedy
słyszałam, że łykają te wszystkie piękne słówka jak poranną kawę i w
zachwycie zasypiają z myślami o nim. I sama zrobiłam to samo. Zakochałam się.
Ze wzajemnością.Ja mężatka, on żonaty. Oboje znudzeni we własnych
małżeństwach. Miłość jak z bajki. Wspólne weekendy oczywiście niby służbowe,
kilka godzin dziennie przez telefon bo mieszkamy od siebie kilkaset
kilometrów. W końcu decyzja, że mówimy swoim współmałżonkom o ty, że chcemy
odejść. On mów pierwszy. Zaczyna się dramat.Jego żona kilkuletnią
córeczkę "uświadamia" że tatuś już jej nie kocha bo chce odejść do innej
Pani. Dziecko dostaje jakiejś histerii.Ona zaczyna do mnie wydzwaniać. Błaga
go żeby jej nie zostawiał. On zostaje w domu. Wtedy wydawało mi się, że
dobrze, żę nie zdążyłam tego powiedzieć we własnym domu choć ja nie mam
dzieci. Tymczasem on prosi, żebyśmy nadal utrzymywali kontakt, spotykali się
kiedy tylko nadarzy się okazja. Jestem tak zakochana, że godzę się na
wszystko. Pryska mit o wspólnym życiu. Jest teraz bardzo pilnowany a my nadal
się spotykamy. Nie umiemy żyć bez siebie ale ze sobą też nie. Mowi, że nie ma
siły, żeby odejść od córki ale codziennie kilka razy dziennie dzwoni, smsuje
obsypuje prezentami. Przecież gdyby chodziło tylko o seks mógłby znaleźć
kogoś na miejscu a nie 700 km od własnego domu. Codziennie od kilku miesięcy
mówi, że kocha ale no odejdzie z domu. Więc gdzie zmierza ta znajomość? Nie
mam siły przestać go kochać bo kazego dnia przypomina mi o sobie. Nie
wytrzymam już tego. Mój mąż oczywiście nawet niczego nie zauważył bo dla
niego co bym nie zrobiła i tak jestem najważniejsza i najkochańsza tylko,że
ja już chyba nic do niego nie czuję. Wiem, że kocham tamtego ale wiem, że to
bez sensu. Jak się wyleczyć z tej miłości? Jak zapomnieć? Jak nie tęsknic?
Postąpiłam jak głupia nastolatka i jak głupia uwierzyłam, że można żyć jak w
bajce ale ta bajka wyniszcza mój organizm coraz bardziej. Dziękuję, żę mogłam
się wygadać.
Edytor zaawansowany
  • Gość: hej IP: *.kolonianet.pl 14.02.05, 13:55
    a widzisz gupia nigdy sie niesmiej z innych.

    pozatym jak widzisz milosc jest slepa.
  • Gość: ewka IP: *.chello.pl 19.02.05, 17:48
    moze wasi mezowie poczytaja co robia ich baby wieczorami i weekendy ?????!!!!!
  • Gość: Samuray IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.05, 01:00
    Tak jak w tytule:)
    Sam parę razy zdradziłem i zostałem zdradzony, więc wiem co piszę.
    Strasznie mi wstyd tego co zrobiłem, ale co się stało to się nie odstanie.
    Plama na honorze o ile ktoś go ma.
    Przestańcie pieprzyć o tej miłości!
    Jaka tam miłość, zwykłe zwierzęce POŻĄDANIE, każdy podręcznik genetyki powie wam
    dlaczego dochodzi do takich sytuacji.
    Dziecko na pewno potrafiło samo zrozumieć co w trawie piszczy,
    niepotrzebna była nawet pewnie wypowiedź matki.
    Może nieprawdę powiedziała "Tatuś nas już nie kocha"????
    A kocha, jak zrobił takie sku..syństwo???

  • Gość: iopek IP: *.chello.pl 20.02.05, 16:19
    bo posty niewygodne znikaja jeden po drugim !!!!!!!!!!!!!!!!!!
  • Gość: wczoraj od magla IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.05, 17:45
    NIe kupujesz historyjek z magla rodem - giń w otchłani !!!
  • Gość: szef-nad-szefami IP: *.electrolux.se 20.02.05, 20:15
    Niekazdego oczekuje milosc. Nalezy stlumic w sobie emocje i pozbyc sie ich bo
    to one psuja czlowieka. Nabzdura sobie czlowieczyna, ze oczekuje go gdzies
    ta 'milosc' a po jakim czasie po prostu smutek przechodzi w szal. Gdy by tak
    zlegalizowac klonowanie, nie musiala by Juropa tez narzekac na starzenie sie
    spoleczenstwa.
  • izka82 14.02.05, 14:08
    Ja bylam kiedys taka jak Ty- moze nie smialam sie, ale nie miescilo mi sie w
    glowie, jak mozna w ogole zainteresowac sie zonatym, a co dopiero zaczynac
    jakis romans... No i los splatal mi figla, jak na ironie teraz ja stalam sie
    kochanka zonatego..
    Droga Ingo, nie umiem Tobie poradzic, ale wydaje mi sie ze nie mozna oszukac
    swoich uczuc. On ciebie naprawde kocha, Ty kochasz jego - bedziecie jeszcze
    razem, nie rezygnuj! Wiem , ze to moze zbyt pieknie powiedziane, ale z tego co
    napisalas, tylko tyle moge tobie powiedziec!! Ja bym nie rezygnowala...

    Pozdrawiam cieplo

    iza
  • Gość: zuza IP: *.provider.pl / *.provider.pl 14.05.05, 15:42
    "wydaje mi sie ze nie mozna oszukac swoich uczuc", a co z uczciami meza, ktory
    nieswiadomy, tego ze ma przyprawiane rogi, swiata poza zonka nie widzi, moze
    trzeba zadac sobie pytanie, czego sie tak naprawde chce, czy chce sie byc z
    kochasiem, wtedy jasno i bez ogrodek porozmawiac z mezem i rozstac sie,
    uwzgledniajac wszystkie nieprzyjemne konsekwencje jakie sie z tym wiaza, albo
    zakonczyc sprawe z kochasiem i pokornie wrocic na lono rodziny.

    nie da sie byc jedna d... na dwoch weselach, sorry za ostry ton, ale jak czytam
    te posty wszystkich znudzonych, rozpeszczonych i zdradzajacych zon, to mi sie
    po prostu noz w kieszeni otwiera

    gdzie tu jest miejsce na W I E R N O S C i U C Z C I W O S C M A L Z E N
    S K A, ktora kazdy wstepujacy w malzenstwo slubuje, jezeli nawet milosc sie
    wypali, to jestesmy winni drugiej stronie chociaz tyle, aby byc wzgledem niej
    uczciwym.

    Moze potrzebny jest jakis powazny problem, który wstrzasnie fundamentem
    dotychczasowej egzystencji, a wszystkie inne problemy rozwiaza sie od razu same.

    Moja rada, to obrze zastanowic sie nad soba oraz celem do ktorego sie zdaza, bo
    zycie ma sie tylko jedno i nie ma czasu na replay i poprawki. Powodzenia!
  • mr_pope 14.02.05, 14:28
    A może tak dobrze się czujecie, bo nie żyjecie razem? Być może wspólne życie,
    bez aury kochanków i spotkań za plecami małżonków, otrzeźwi was na tyle, by
    wiedzieć, że to nie miłośc, ale chęć zdobycia czegoś innego niż się do tej pory
    osiągnęło.
  • Gość: hm IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.02.05, 18:56
    Kochaj i rób co chcesz
  • apolityczny4 20.02.05, 15:36
    Masz racje, zgadzam się z Tobą. Jaka ta miłość na odległość romantyczna...
    Ciekawe co by z tego wyszło jakby się codziennie widzieli w zwykłych
    nieromantycznych sytuacjach. Facet w kalesonach i ona w poplamionym przez
    dzieciaka fartuchu w kuchni. Ojej... to takie codzienne i nieromantyczne, że
    seks już nie tak smakuje jak po przejechanych setkach kilometrów w hotelu,
    gdzie nie szwenda się dzieciak a i posprzątają pościel po romatycznych
    uniesieniach.
  • Gość: IOPEK IP: *.chello.pl 20.02.05, 16:22
    TAK JA W CYWILIZOWANYCH KRAJACH TO ROBIA !!!!!!!
  • Gość: Beata IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.05, 19:53
    i mężów też !
  • ewpiot 14.02.05, 14:36
    A ja uwazam, ze jesli facet wciaz wraca do zony to nie ma szans na to, ze ja
    zostawi. Chyba ze ona dowie sie o wszystkim, i zostawi jego. Malo to jednak
    prawdopodobne zwazajac na to, ze dowiedziawszy sie chce o niego walczyc. Takie
    kobitki walcza do konca desperacko, nawet gdy nie maja szans-i najczesciej
    wygrywaja. Skad wiem?Ano, mialam kilka takich romansow, i zawsze konczylo sie
    jednym-facet zostawal przy zonie, nawet jesli jej nie kochal.Moj romans trwal 2
    lata, zona wiedziala o wszystkim, i nie chciala odpuscic. Od tej pory
    przysieglam, ze nigdy sie nie wplacze w romans z zonatym. Niewielu facetow stac
    na to, zeby zaczac zycie od poczatku-raczej to jest wyjatkiem. Sa wygodniccy i
    nie maja odwagi postawic wszystkiego na jedna karte. Dlatego uwazam, ze wasz
    zwiazek nie ma szans, predzej czy pozniej sie wypali i skonczy. Oboje bedziecie
    mieli dosc tej szarpaniny. Dobrze ze niczego nie powiedzialas
    mezowi,przynajmniej tego problemu sobie zaoszczedzilas. A co masz robic?Nic.
    Milosci nie da sie zabic, to tylko odnosi odwrotny skutek-teskni sie jeszcze
    bardziej. Jesli chcesz uwolnic sie od tego uczucia musisz go przezyc do konca,
    przejsc przez wszystkie fazy przezywajac wszystko doglebnie i calkowicie.
    Bedziecie sie jeszcze jakis czas spotykac, kochac i plakac, az w koncu oboje
    nie bedziecie miec sily zeby to ciagnac. Zmeczenie i wypalenie da znac o sobie.
    Skonczy sie samo, zobaczysz. Powodzenia.
  • kamsi 18.02.05, 20:17
    No świetnie, to teraz ratowanie małżeństwa i próbę wytrwania w przysiędze
    małżeńskiej (a przynajmniej w części, która mówi, że nie opuszczę aż do
    śmierci) nazywa się wygodnictwem... Włos się jeży...
  • jusytka 14.02.05, 14:42
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • Gość: życie płata figle IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.05, 16:03
    justyka -a ja Ci powiem dziecko, że życie potrafi płatać figle. i Tobie z całą
    pewnością spłata. Ale trochę później - jak dorośniesz i wyjdziesz zamąż. Teraz
    żyjesz ideałami o tej jednej jedynej i prawdziwej miłości i ślubie. A potem? A
    potem przypomnisz sobie brednie, które przed laty wypisywałaś na forum. I inna
    małolata wyzwie cie suką. Tego ci życzę
  • jusytka 15.02.05, 22:27
    Dziecko? mam męża i dzieci i całkiem dojrzały pogląd na świat i wiem co
    mówię ...
  • jusytka 16.02.05, 22:13
    Dodam jeszcze.. Mam wrażenie, że tobie życie płata takie same figle co autorce
    wątku. Nie rozumiesz więc, że rodzina jest świętością, i nikt z czysto
    hedonistycznych pobudek nie ma prawa jej burzyć !!!!
  • Gość: Viking IP: *.elisa-laajakaista.fi 18.02.05, 17:32
    Jusytka , przepraszam, ale jesteś bardzo radykalna. życie potrafi płatać figle
    i z rodziny dzieci są najważniejsze, a nie cała rodzina. i uwierz mi, partnera
    poznajesz w całości podczas sprawy rozwodowej, której nikomu nie życzę.
    Ciesz się szczęściem Jusytka i nie doradzaj innym jak masz idealną sytuację, ok?
  • Gość: rilka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.05, 06:46
    taką ma sytuację na jaką sobie zapracowała, przyznaj sie przed soba, ze musiales
    cos spieprzyc, ze tak sie skonczylo
  • Gość: po_godzinach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.05, 19:40
    Ha ha - rodzina jest swietoscia - szczegolnie wtedy, gdy jedno z malzonkow
    przestalo kochac, a drugie mimo to bez godnosci i honoru o niekochajacego
    walczy.
    Gratuluje takim niekochanym - trzymaja sie jak pijany plotu czlowieka, ktory
    ich nie kocha.
  • jusytka 20.02.05, 09:37
    Chyba mylisz dwie rzeczy: miłosć (tę prawdziwą ) i seksualna fascynację -
    opisaną przez autorkę wątku.
  • Gość: rilka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.05, 06:45
    hehh, pewnie, wiec kazda mezatka musi byc suka... o nie, zdziry, ja jestem
    mezatka od paru lat, faceci uganiaja sie za mna jak dzicy i zdarzylo sie pare
    razy, ze nie robilo im roznicy, ze mam meza, a mimo to nigdy nie zaswital mi w
    glowie pomysl, zeby sie puszczac... przyznam, czulam kiedys silne emocje na
    widok pewnej osoby, ktora byla uosobieniem moich marzen o mezczyzie mojego
    zycia, kiedy jeszcze nie znalam mojego meza, ale od tego bylo daleko do
    zeszmacenia sie zdrada...
    mojemu mezowi chce dawac szczescie, bo tego samego od niego oczekuje, poza tym
    wiem, ze mezczyzna, ktory podjalby sie takich kretactw musialby mnie miec za
    dziwke, wiec powieszajcie sie zdziry, bo tyle wam zostalo
  • Gość: ewa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.05, 11:10
    Ty jesteś nienormalna - ale pewnie nawet o tym nie wiesz. Każdy człowiek chory
    psychicznie nie przymuje tego faktu do wiadomości
  • Gość: rilka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.05, 23:17
    wiec trzeba byc nienormanym, zeby kochac meza i byc przyzwoitym czlowiekiem?!
    pocieszaj sie, zawsze bylam zdania, ze slyszec obelgi od takich szmat jak ty, to
    jakby sluchac komplementow
  • Gość: oo IP: *.elblag.dialog.net.pl 20.02.05, 01:48
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • Gość: facet IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.05, 12:57
    idiotka. wspolczuje twojemu mezowi
  • Gość: rilka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.05, 23:18
    tego, ze go kocham??
  • Gość: mąż rilki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.05, 00:31
    A powinieneś zazdrościć. Od kiedy kobieta, która chce dać swojemu mężowi
    szczęście, jest idiotką? Ale ty masz kompleksy, człowieku...
  • Gość: Samboni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.05, 22:39
    Ludzie jak wam łatwo przychodzi mówić na temat, którego sami wogóle nie
    znacie :) Chociaż z drugiej strony piszecie tak kategorycznie, że penie wiecie
    o co chodzi. Najgłośniej i najzajadlej szczekają na innych zawsze ci co mają
    coś na sumieniu!!! Sorki ale tak to zwykle bywa Rilko i Mężu-Rilki :)
  • Gość: rilka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.05, 01:35
    dla jasnosci, nie ruszaja mnie takie gadki
    dodam jeszcze, ze przykro mnie zaskoczyly wypowiedzi na tym forum, zwlaszcza
    odpowiedzi na moje posty
    skoro nie wierzy sie juz w to, ze ludzie zyja spokojnie i szczesliwie obok
    siebie, to znaczy jest wiele osob po takich przykrych doswiadczeniach
    krytykuje to, bo usiluje sie wczuc w sytuacje dziecka tego faceta, jego zony,
    zdradzanego meza, zdaje sobie sprawe, ze mi samej cos takiego podcieloby
    skrzydla, nawet nie potrafie sobie wyobrazic, jak czulabym sie w sytuacji
    ktorejs z tych trzech osob, ale na pewno fatalnie
    moja relacja z mezem rozni sie od tych, w ktorych sa moje kolezanki, choc nie
    jest to jednoznacznie pozytywna roznica -- my znamy sie na wylot i jestesmy od
    siebie bardzo uzaleznieni emocjanalnie, oboje w zyciu bylismy w sytuacjach,
    ktore pozwalaja nam teraz docenic milosc i szczerosc drugiej osoby (nie, nie
    bylismy zdradzani przez poprzednich partnerow), troche mi czasem brak tego
    dystansu, jaki stwarza to minimum obcosci, jakie zazwyczaj pozostaje w zwiazku
    kobiety i mezczyzny
    przytrafilo mi sie, ze spotkalam czlowieka, dzięki któremu uwierzyłam we własne
    siły, dzięki któremu czuję się kimś więcej niż cycastą laska z wielkimi
    niebieskimi oczami, i choć jeszcze mu tego nie mówiłam, to uważam, że to dzięki
    niemu osiagnelam tak wiele
    posadasz mnie o kategorycznosc, a twoje stwierdzenia nie sa inne
    ludziom ciezko jest zyc, kiedy zmuszeni sa uwierzyc, ze ktos ma cos wiecej niz
    oni sami, ale kiedy zaczna sie to opluwac i zniewazac, to robi sie latwiej, to
    jest zasada, ktora wynosze nie tylko z tego forum

  • Gość: facet po 30 IP: *.adsl.inetia.pl 21.02.05, 08:54
    Wiecie co? Przeczytałem tu mnóstwo opinii. Z jednymi zgadzam się z innymi nie.
    Związek dwojga ludzi to nie tylko miłość, to też wzajemne zrozumienie, zaufanie
    a przede wszystkim przyjaźń. Partner to też kumpel. Nie ma prawdziwej miłości
    bez przyjaźni, bez gotowości do pokazania partnerowi swego wszechświatu.
    Pamiętajcie o tym. Wierze w udane i szczęśliwe małżeństwa! Ale małżeństwo jak
    każdy związek wymaga pielęgnacji, pracy obu stron nad utrzymaniem go
    w „formie”. Zdarza się i tak że po latach dochodzimy do wniosku, że czujemy się
    nie spełnieni w związku. Wtedy mniej lub bardziej świadomie zaczynamy szukać.
    To ludzkie. Nie kreujcie poglądów krytycznych bo tak naprawdę nigdy nie wiadomo
    co komu może się w życiu wydarzyć. Znamy siębie tylko na tyle na ile nas
    sprawdzono. Najlepszym przykładem jest tu INGA. Ja Rilko kilka lat temu
    twierdziłem dokładnie jak ty. Zmieniłem zdanie. Zmienił je czas albo jak kto
    woli samo życie. Na koniec dodam jeszcze tylko jedno: jeżeli ktoś zdradza i
    jednocześnie twierdzi że kocha swego partnera to albo nie wie co mówi albo
    oszukuje samego siebie, albo powinien porozmawiać z seksuologiem lub psychiatrą…
  • julka2005 21.02.05, 10:35
    Gość portalu: facet po 30 napisał(a):

    > Wiecie co? Przeczytałem tu mnóstwo opinii. Z jednymi zgadzam się z innymi
    nie.
    > Związek dwojga ludzi to nie tylko miłość, to też wzajemne zrozumienie,
    zaufanie
    >
    > a przede wszystkim przyjaźń. Partner to też kumpel. Nie ma prawdziwej miłości
    > bez przyjaźni, bez gotowości do pokazania partnerowi swego wszechświatu.
    > Pamiętajcie o tym. Wierze w udane i szczęśliwe małżeństwa! Ale małżeństwo jak
    > każdy związek wymaga pielęgnacji, pracy obu stron nad utrzymaniem go
    > w „formie”. Zdarza się i tak że po latach dochodzimy do wniosku, że
    > czujemy się
    > nie spełnieni w związku. Wtedy mniej lub bardziej świadomie zaczynamy szukać.
    > To ludzkie. Nie kreujcie poglądów krytycznych bo tak naprawdę nigdy nie
    wiadomo
    >
    > co komu może się w życiu wydarzyć. Znamy siębie tylko na tyle na ile nas
    > sprawdzono. Najlepszym przykładem jest tu INGA. Ja Rilko kilka lat temu
    > twierdziłem dokładnie jak ty. Zmieniłem zdanie. Zmienił je czas albo jak kto
    > woli samo życie. Na koniec dodam jeszcze tylko jedno: jeżeli ktoś zdradza i
    > jednocześnie twierdzi że kocha swego partnera to albo nie wie co mówi albo
    > oszukuje samego siebie, albo powinien porozmawiać z seksuologiem lub
    psychiatrą
    > …................."Miłość jest POTĘGĄ..ANI WODA ANI OGIEN ANI WICHER NIE
    ZNISZCZĄ MIŁOŚCI.... LECZ KTO ODDAJE BOGACTWA DOMU SWEGO ZA MIŁOŚĆ - ZYSKUJE
    NIESŁAWĘ.... Ile to już wątków o miłości,a z nią PARSZYWEJ ZDRADZIE........
    szkoda słów. Trzymajcie się kupy ZDRAJCY - winszuję wyborów..;[
  • Gość: rozwiedziona IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.02.05, 11:22
    rilka, czytając Twoje posty widzę siebie sprzed kilku lat. Kochalismy się
    bardzo, wyrozumiałość, tolerancja. Boże, jak ja bez reszty ufałam swojemu
    mężowi. Był troskliwy, dbał o dom, dzieci. Tworzyliśmy idealny związek.
    Jestem sześć lat po rozwodzie. Zmienia partnerki nie częściej niż podczas
    trwania naszego związku.
    W małżeństwie miałam to co sobie wypracowałam - męża, który mnie uwielbiał,
    spokój w domu /do czasu gdy nie wyszły na jaw jego poczynania/, dostatek,
    zapewnienia o dozgonnej miłości.
    Początkowo też próbowałam utrzymać nasz związek - to był błąd. Do dzisiaj
    musiałabym znosić upokorzenia. Ten człowiek, pomimo kolejnych przysiąg nie
    zmieniał swojego postępowania. On zawsze taki był i będzie.
    Nie życzę Ci takiego wstrząsu, ale gdy Cię słucham, widzę wyraźnie swoją
    historię. Jesteś zaślepiona tak jak ja kiedyś.
    Jeszcze ta wypowiedź Twojego męża. Skąd ja to znam?
    Dużo zdrowego rozsądku.
    Pozdrawiam.
  • Gość: Malutka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.05, 13:35
    Nie życzę Ci źle, ale piszesz, że swojemu mężowi chcesz dawać szczęście -
    przypatrz się mu bardzo dokładnie, czy czasem ktoś inny nie daje mu więcej
    szczęścia.
  • Gość: rilka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.05, 23:19
    nie martw sie, nie uwazalabym mojego malzenstwa za udane, gdyby nie to, ze ufam
    mojemu mezowi co do tych spraw
    czemu nie mozecie uwierzyc, ze ktos w tym kraju zyje w udanym zwiazku?!
  • alfa10 19.02.05, 20:10
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • Gość: rilka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.05, 23:20
    ostatni raz w kosciele bylam na moim slubie (to tez byl wyjatek)
  • Gość: bosa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.05, 22:21
    zaraz padnę. Nie wiesz dziecino, że mężatki to bardziej łakomy kąsek niż
    single?? Choćby dlatego, że faceci liczą na to, że będą bardziej dyskretne i
    nie zadurza się głupio, jak nastolatka. Liczą na taki skok w bok bez
    zobowiązań. I choćbyś była garbata, zezata i kulawa, to i tak większe wzięcie
    byś miała niz niejedna śliczna panna. Jestem mężatka od 8 lat, nigdy męża nie
    zdradziłam. Ale tak sobie myślę - nie wiadomo, co komu pisane :)
  • Gość: rilka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.05, 23:21
    no ale oni na mnie lecieli zanim wiedzieli, ze jestem mezatka ;-)), wiec nie
    udalo ci sie mnie zachwiac w przekonaniu, ze jestem baaaardzo ladna ;-))
  • Gość: oo IP: *.elblag.dialog.net.pl 20.02.05, 01:51
    Najczesciej jest wlasnie tak, ze ladne sa po prostu poje..e i juz
  • Gość: rilka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.05, 01:37
    pocieszaj sie
  • Gość: errata od rilki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.05, 00:30
    grozna literowka
  • Gość: kobieta po 30 IP: *.lsk.gda.pl 20.02.05, 19:25
    Oj nie można tak pisać, że to życie płata figle. Te figle to oni sobie nawzajem
    zafundowali. Jeżeli jest się z kimś w związku to trzeba wiedzieć, jakie są
    konsekwencje zdrady, to nigdy nie jest takie proste jak w książkach, filmach i w
    wypowiedziach na forum w internecie... I wcale to nie usprawiedliwia ludzi,
    którzy mając rodziny i będąc w związkach z innymi ludźmi postępują niegodziwie.
    Jeżeli nie kochała męża, dlaczego mu nie powiedziała??? Bała się, że nie będzie
    miał kto jej utrzymywać? Bała się, że nowy ukochany nie zdecyduje się na
    odejście od żony?
    Dlaczego ludzie robiąc sobie dobrze nie myślą o tym, że krzywdzą przy tym dzieci?
    Sama mam syna i nigdy nie zrobiłabym niczego, co mogłaoby być dla niego
    niszczące. Tak tez rozumiem to, co zrobił ten facet razem ze swoją żoną: użyli
    dziecka dla swoich celów, ona opowiadając córce o przerastającej takiego
    maluszka historii o złej pani, a on wracając do żóny i poddając się jej
    szantażowi. Kobieta, która jest autorką wątku, robi krzywdę swoim dzieciom bez
    względu na to, czy odejdzie od męża, czy też z nim będzie, bo nie wierzę, aby
    dzieci nie wyczuły hipokryzji mamusi. A nawet jeśli tak dobrze gra, to kiedyś
    prawda wyjdzie na jaw i co wniesie w życie jej dzieci???

    Życie nie jest proste, bycie odpowiedzialnym też nie, ale jeśli ktoś podejmuje
    tak poważną decyzję, jaką jest małzeństwo i posiadanie dzieci, powinien zdawać
    sobie sprawę z konsekwencji.
    To, że ktoś sobie powie: Ach to to życie takie jest kurcze dziwne i płata mi
    figle, wcale nie zdejmuje z niego odpowiedzialności za jego uczynki.
    Wcale nie żal mi tej pani, tego pana, ani jego żony, ani też męża "bohaterki".
  • Gość: wuł IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.05, 10:58
    Bardzo dobrze napisane.
  • Gość: nena IP: 1.3.* / *.proxy.aol.com 20.02.05, 21:46
    Byloby swietnie gdyby po slubie nasz maz albo zona kochali nas do grobowej
    deski. Tak powinno byc, ale zycie pisze czasami inne scenariusze.
    Jestem mezatka i kocham mojego meza, ale nie wyobrazam sobie, ze mogla bym byc
    z nim po tym jak by mnie zdradzil. Nie lubie resztek.... Zreszta moj maz mysli
    tak samo.
    Nie sadze, ze mozna odbudowac zaufanie po czyms takim. Tak jak stluczony wazon -
    skleic mozna, ale woda moze sie i tak przedostac.Poza tym, rozumiem, ze mozna
    byc samemu i cierpiec, ale byc z kims i cierpiec? To nie ma sensu. Mysle, ze
    kobiety zostaja z kim kto je zdradzil z wygody, moze finansowej, moze z braku
    odwagi, zeby wszystko zaczac od nowa.
    Co do tego co napisal Justyka, cieplymi uczuciami nie moglabym darzyc kobiety,
    ktora by mi uwiodla meza, ale do tego tanga potrzeba zawsze dwojga......
  • Gość: ptyś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.05, 22:02
    jesteś beznadziejna!!! Bóg Ci chyba rozumek odebrał razem z jajnikami...
  • jusytka 19.02.05, 22:18
    Twoje chamstwo nie zna granic, widocznie sam jestes z patologicznej rodzinki
    Mam rację ???
  • Gość: danka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.05, 21:08
    Zgadzam się z tą opinią.
  • Gość: janko IP: 80.51.236.* 14.02.05, 15:35
    Wy kobiety postępujecie nielogicznie i angażyjecie się wtedy kiedy niepotrzeba
    wmawiając wszystkim że kochacie po czym czar pryska.Daj sobie spokój nie
    kontaktuj się i zajmij się czym innym jak wypełnisz sobie dzień zajęciami na
    max to Ci przejdzie.
  • Gość: tere_fere_kuku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.02.05, 15:45
    to wszystko to jest jakas piramidalna bzdura......"miłość jak z bajki"?.....to
    nie miłość tylko pożądanie.....czy kogoś się naprawdę kocha, wie się dopiero
    wtedy, gdy w codziennym zyciu zweryfikuje się to uczucie...a nie od spotknia do
    spotania raz na jakiś czas........oboje jestes niedojrzali do tworzenia
    prawdziwych, stałych związków....kręci was tylko faza zakochania, randki i
    potajemne schadzki
  • Gość: kazik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.02.05, 18:22
    To zawsze na ogół chwilowa faza fascynacji ale tak masz rację codzinne życie to
    weryfikuje.Ja np mam taką osobę z którą w codziennym życiu czuję się
    świetnie,rozumiemy się bez słów a jako że każde z nas jest po przejściach nawet
    znalezienie kompromisu przychodzi nam łatwo choć wszyscy wiedzą że ta kobieta
    zawsze chciała postawić na swoim,ze względu na to że już raz pokłóciliśmy się a
    to było z jej winy to nie mieszkamy razem teraz i nie jesteśmy parą ale
    spędzamy dużo czasu z sobą ale u
    ostatnio usłyszałem że kocha kogoś tam i nie sypiamy od tego czasu ze sobą ale
    ona i ten facet to podobna historia jak ingi ale i tak z nim nie będzie bo on
    się tym bawi a ona fascynuje i pewnego dnia będzie o tym pisać co robić
    Może to dziwne wszystko ale wiem,chwilowe fascynacje do niczego dobrego nie
    doprowadzą i lepiej czasami przespać się z wiaderkiem wody na glowie niż
    pakować się w jakieś chore układy.No wiecie kobiety w takich układach to
    cierpią a faceci się w nich zwykle bawią.Miłość z bajki to może raz na milion
    się zdarza a ale nie wszystkie bajki kończą dobrze nie wiem czy to pamiętacie
    jeszcze z dzieciństwa.Czekam na opinie o tym kiedy naprawdę związek jest super
  • megxx 14.02.05, 18:29
    kobieta.gazeta.pl/wysokie_obcasy/1,53581,2547274.html
    Powinnyśmy w ogóle poddać się pewnym zapobiegawczym środkom, byłoby w zasadzie łatwiej:) A poza tym, kiedy kobieta strzela oczami po facetach dookoła? Gdy jest zaniedbana w domu! Gdy wieje chłodem, gdy nie ma wsparcia itd. Być może są jednostki na tyle dowartościowane, że nie czują potrzeby bycia z kimś, ale większość to jednak nie jest na singli stworzona:)
  • Gość: kazik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.02.05, 18:44
    I właśne te które tak mówią że samemu mi dobrze to najbardziej potrzebuja
    partnera,
    wystarczy że pokażesz jej jak z facetem jest inne życie-pokażesz jej że może
    na ciebie liczyć,zrobisz jej drobny upominek przytulisz ją oferując swoje
    ciepło bez zadnych erotycznych podtekstów a zobaczysz jaka bęzie
    uśmiechnięta,szczęśliwa.Jeśli to dostrzeże i nawet się na ciebie nie zdecyduje
    to przestanie puszczać płytę o wyższośći singli.
  • Gość: deedeebg IP: *.net.autocom.pl 18.02.05, 18:47
    bo jak narazie nie spotkalam ani jednego heteryka ktory by mnie
    probowal "przytulic" bez podtextow sexualnych...

    wiec stosuje zasade ograniczonego zaufania.mimo ze od ponad 5 lat jestem w
    stalym zwiazku (co mnie juz zaczyna przerastac, bo czuje sie jak w starym
    dobrym malzenstwie) licze tylko na siebie. na mezczyznach zazwyczaj jest ciezko
    polegac (a na informatykach szczegolnie. no,chyba ze chodzi o naprawienie
    kompa. zreszta koledzy i tak maja pierwszenstwo;)

    i tak na marginesie - mimo ze nigdy nie myslalam ze sie w takie G*&o wpakuje,
    jestem z gosciem, ktory, wstyd powiedziec, odszedl od zonci i 2 nieplanowanych
    bachorkow. ale coz, jest to polskie reality...
    poza tym wiecie co sie mowi o mezczyznach - ze sa jak toalety publiczne - albo
    zajeci, albo zasr*&^
    ;p
    ale tej biedaczce i tak nie radze ciagniecia tego, przedstawiciele plci meskiej
    maja to do siebie, ze rzadk osa w stanie powiedziec co NAPRAWDE im sie dzieje
    miedzy uszami. a ten to widocznie nie dosc ze hipokryta i goopek, to na dodatek
    tchorz nieprzecietny i humorzasty jak (za przeproszeniem) baba w ciazy - sam
    nie wie czego chce i po co...
  • Gość: wuł IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.05, 00:58
    Wszystko OK,

    Ale nie pisz że twoje bycie z rozwodnikiem to "Polska rzeczywistość"...

    To jest "twoja rzeczywistość" i ty ją tak ukształtowałaś.
    To co napisałaś może sugerować że wszyscy jesteśmy skazani
    na jakieś pogibane zakręty życiowe, a to przecież nieprawda.

    A tak na marginesie: Myślę że ludzie, którzy żeniąc się/wychodząć za mąż
    uwzględniają rozwód jako jakąś tam ewentualność w przyszłości
    nie powinni przysięgać "nie opuszczę cię aż do śmierci"
    tylko np. "nie opuszczę cię aż do zdrady", "nie opuszczę cię chyba że staniesz
    się apatyczny lub spastyczny", "nie opuszczę cię, chyba że cię opuszczę" itd
    itp.
    Co wy na to?
  • les.vacances 21.02.05, 01:49
    Gość portalu: wuł napisał(a):

    > Wszystko OK,
    >
    > Ale nie pisz że twoje bycie z rozwodnikiem to "Polska rzeczywistość"...
    >
    > To jest "twoja rzeczywistość" i ty ją tak ukształtowałaś.
    > To co napisałaś może sugerować że wszyscy jesteśmy skazani
    > na jakieś pogibane zakręty życiowe, a to przecież nieprawda.
    >
    > A tak na marginesie: Myślę że ludzie, którzy żeniąc się/wychodząć za mąż
    > uwzględniają rozwód jako jakąś tam ewentualność w przyszłości
    > nie powinni przysięgać "nie opuszczę cię aż do śmierci"
    > tylko np. "nie opuszczę cię aż do zdrady", "nie opuszczę cię chyba że
    staniesz
    > się apatyczny lub spastyczny", "nie opuszczę cię, chyba że cię opuszczę" itd
    > itp.
    > Co wy na to?

    My na to, ze to na pewno bardziej uczciwe )
    Nic nie jest raz na zawsze.
  • Gość: wuł IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.05, 11:05
    A tu się nie zgodzę. Moje obie babcie były z dziadkami na zawsze - do śmierci.
    Moja matka z ojcem też są razem od początku i raczej będą do końca. Nigdy bym
    nie powiedział że którekolwiek z nich się w małżeństwie męczyło.

    Jeżeli chodzi o małżeństwo - mam chyba z setkę przykładów że może (i powinno)
    być raz na zawsze.

    howgh
  • Gość: po_godzinach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.05, 13:31
    Uzylam tego sformulowania w pewnej przenosni )) - majac na mysli to, ze
    zaden "stan" nie jest "raz na zawsze". Poza tym uwazam, ze nie wolno zakladac z
    gory, ze nam "na pewno" nic sie nie przydarzy, ze my "na pewno" dochowamy
    wiernosci i przysiegi. Dlatego, byc moze, jestem w ogole przeciwniczka
    jakichkolwiek przysiag, wole pozostawic takie sprawy ludzkim sumieniom. Mozna
    bowiem panowac nad swoimi zachowaniami, nie mozna jednak nad emocjami. Nie da
    sie pokochac meza, ktorego przestalo sie kochac, mozna natomiast pozostac mu
    wierna (poswiecajac w pewien sposob) swoje szczescie. Tylko czy taki niekochany
    maz powinien taka ofiare przyjac? Moim zdaniem, nie.Nie sluzolybo to nikomu -
    ani zonie, ani jemu, ani ew. dzieciom, dla ktorych przykladem do nasladowania w
    swoim pozniejszym zyciu byloby kiepskie malzenstwo. Nie zapominajmy, ze dzieci
    przenosza wlasny model rodziny na swoje rodziny - czy dobrym przykladem jest
    wiec dla nich model, gdy matka nie kocha ojca (lub odwrotnie) ? Nie sadze.
    Nie rozpatrujemy tu, jak rozumiem, sytuacji, gdy wszystko jest OK ))).

    Krotko mowiac uwazam, ze gdy ludzie przestaja sie kochac, powinni sie rozstac i
    szukac swojej drogi od nowa. Tak jest lepiej dla wszystkich - nie mowiac juz o
    tym, ze uczciwiej.

    Pozdrawiam.
  • Gość: blabla IP: *.smstv.pl / *.smstv.pl 18.02.05, 18:50
    >A poza tym, kiedy kobieta strzela oczami po facetach dookoła? Gdy jest
    >zaniedbana w domu! Gdy wieje chłodem, gdy nie ma wsparcia itd.
    megxx po pierwsze się z Tobą zgadzam, i dorzucam jeszcze swoją prośbę do
    wszystkich par: pracujcie nad KOMUNIKACJĄ!!! Albo się rozejdźcie...
    >Być może są jednostki na tyle dowartościowane, że nie czują potrzeby bycia z
    >kimś, ale większość to jednak nie jest na singli stworzona:)
    Po drugie dzięki za to zdanie, uff jednak należę do większości ;)
  • Gość: Ola IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 15.02.05, 17:13
    Chociazby poprzez jeden tylko fakt ze zraniliscie tak gleboko to niewinne
    dziecko, czy warto bylo???????
  • Gość: Kaśka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.05, 18:14
    dziecko wykorzystała matka, do tej rozgrywki i to ona jest podła
  • Gość: Dorota IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 15.02.05, 21:35
    Jak to wykorzystala? Mala nigdy by sie nie domyslila ze tatus sie wyprowadzil?
    Dzieci wszystko slysza , widza i czuja ze jest cos nie tak. Nie trzeba im
    tlumaczyc z detalami. Ps. ja nie mam zadnego powodu prosic kogokolwiek o
    cokolwiek.
  • jusytka 17.02.05, 10:02
    Przecież to tatuś oswiadczył rodzinie, ze chce odejść do innej, więc twoim
    zdaniem matka miała to przed dzieckiem ukrywać ??? Jeśli masz takie zdanie:
    ("dziecko wykorzystała matka, do tej rozgrywki i to ona jest podła") życzę ci,
    aby twój partner potraktował ciebie i twoje dziecko tak samo !!!
  • Gość: Inga IP: *.u.wavenet.pl 18.02.05, 12:01
    justka - nigdy nie życzę Ci żebyś znalazła się w takiej sytuacji-mimo, że w
    Tobie tyle jadu! Nie wiesz co znaczy czuć w sobie tyle emocji i miłości. Mimo
    wszystko warto kochać.Warto...
  • jusytka 18.02.05, 19:15
    A skąd to wiesz???? Uważasz, że tylko ty jedna potrafisz kochać? - o ile
    opisany przez ciebie stan mozna nazwać miłością :(
  • Gość: ptyś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.05, 21:55
    jusytka! Wydupczaj do kosciółka pomodlić się za rozumek i za LPR!!!
  • Gość: po_godzinach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.05, 19:52
    Bo trudno uwierzyc w to jusytko, ze ktos, kto ma w sobie tyle nienawiasci, co
    ty, zdolny jest do molosci
  • jusytka 20.02.05, 09:52
    Mozesz wyjasnić, bo nierozumiem kogo ja nienawidzę?
  • Gość: po_godzinach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.05, 01:21
    Nie "kogo" - po prostu w tobie jest "czysta" nienawisc, jakby w czystej
    postaci - ze tak powiem - taka emocja, ktora jest nienawiscia. Prawdopodobnie
    masz ku temy powody (z wlasnego zycia). Nienawisc nie jest jednakk nigdy dobrym
    doradca - bliska jest bowiem zawisci. Slowa, jakich uzywasz, "argumenty",
    jakimi sie poslugujesz, kompletny brak empatii i dystansu powoduja. ze dla mnie
    jestes chora z nienawisci - w tym wypadku do osoba, ktora (w swoim mniemaniu)
    kocha i jest kochana. Mysle, ze ciebie po prostu nikt nie kocha - i strasznie
    trudno ci to zaakceptowac, co, oczywiscie, rozumiem.
  • Gość: Karotka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.05, 14:25
    matka powiedziała do dziecka - że "tatuś już cię nie kocha". Czy uważasz , że
    to nie jest podłe? Przecież to nieprawda!!! Zagrała więc na emocjach i
    uczuciach własnego dziecka!!! Jeżeli stać ją na takie podłe zachowania w
    stosunku do własnego dziecka (które przecież w takiej sytuacji powinna
    szczególnie chronić jako matka) to wyobrażam sobie jaka jest w stosunku do
    innych ludzi.
  • Gość: lai IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 18.02.05, 18:38
    Zgadzam się - a wiem, że to jest bardzo łatwe i wiem, co to jest szantaż
    emocjonalny ze strony człowieka zranionego i upokorzonego. Na szcęście z mojego
    powodu nikt nie grał emocjami dziecka.
    Ludziom takim jak Justka radzę przestać się spieszyć z wyrokowaniem o innych.
    Niedługo urodzę dziecko mężczyźnie żonatemu; jesteśmy razem, choć zawsze
    mówiłam, że jeśli trzeba będzie - zostanę sama. Staraliśmy się o dziecko 1,5
    roku, leczyliśmy się. Chodziło o coś z nas, o owoc miłości i przyjaźni. Było
    dużo bólu i goryczy ze wszystkich stron, ale pewne decyzje sprzed lat
    pociągnęły za sobą kolejne decyzje i konsekwencje: jesteśmy razem, choć to nie
    standardowe życie, mężczyzna musi utrzymać dwa domy, a ja noszę "tylko"
    pierścionek jako znak związku. Najważniejsze dla mnie jest jednak szczęście
    ojca, jego rozmowy z nienarodzonym dzieckiem ("oszczędzono" mi widoku
    zrozpaczonej porzuconej kobiety; może dlatego mogę się cieszyć, choć łatwo nie
    jest, to nie jest w żadnym wypadku "bajka", dla nikogo).
    Nie można generalizować, pobudki są różne, powody do rozpadu i zawiązania się
    związków są różne. Nie można mówić "kobiety są takie", "faceci są tacy".
    Porzucać dziecko, a nie dorosła osobę - nie wiem, to musi być dużo trudniejsza
    sytuacja... Dlatego żonatych/mężatek szarpiących się międzye dwoma domami nie
    potępiam tak łatwo...
    "Tych trzecich" też nie - ich życie bywa pełne goryczy, pytań: "w czym jestem
    gorszy/-a od "tej pierwszej"?" Ile jest fałszywych, niszczących związków ludzi
    wolnych, a ile "zakazanych" miłości budujących człowieka, pomagających żyć?
    Związki dorosłych bywają pełne zła i czasem dobrze, że się kończą - ale
    dzieckiem nie powinno się "grać". Ojciec może odejść od kobiety, ale od
    własnego dziecka??? Nie wiem, czy to się da rozwiązać i współczuję wszystkich w
    takiej sytuacji.
    Życzę wszystkim życia w zgodzie ze sobą, harmonijnego, i tylko trafnych
    decyzji - jeśli tylko to jest dla nas możliwe (?).
  • Gość: Zyga IP: *.zambrow.sdi.tpnet.pl 18.02.05, 20:16
    Jak Ty to pieknie ujełaś. jesteś WIELKA!
  • Gość: maga IP: *.SKARB.verizone.com.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 18.02.05, 19:45
    twoje wypowiedzi traca fanatyzmem radia maryja
  • jusytka 20.02.05, 09:46
    Nie jestem ortodoksyjną katoliczką !!! Żałosne jest dla mnie to, że traktowanie
    rodziny jako wartości kojarzy ci się z fanatyzmem !!! Studiowałam pedagogikę i
    psychologię i być może mam nieco większą świadomość jak bardzo bohaterowie tego
    wątku "kaleczą" to dziecko. Jeśli nie rozumiesz o czym mówię posłuchaj
    wypowiedzi tych, którzy pochodzą z rozbitych rodzin !!!
  • Gość: an IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.05, 08:45
    No tak - pedagogika. To wiele wyjaśnia
  • Gość: Gina IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.05, 18:59
    Faktycznie nie trzeba być ortodoksyjną katoliczką. Wystarczy być BELFREM!!To
    już wszystko tłumaczy. A psychologią się nie zasłaniaj, bo ją jedynie liznęłaś.
    Sama miałaś taki problem w dzieciństwie, albo niedawno - już w swoim
    małżeństwie, albo i wtedy i teraz, bo to się lubi powtarzać. Ja na szczęście
    belfrem nie jestem i nie miałam takich przeżyć, dlatego mogę patrzeć na ten
    problem obiektywnie. Jestem w stanie zrozumieć ludzi i ich problemy i nigdy nie
    odważę się ich oceniać, gdyż nie mam takich doświadczeń.
  • Gość: deedeebg IP: *.net.autocom.pl 18.02.05, 18:50
    w koncu ma chwilke wolna miedzy domem, dziecmi i obiadkami dla mezusia, a na
    dodatek umie obslugiwac kompa!
    ciekawe ze nie napisala cos w stylu "czemuz to tatusiek sie nie zastanowil
    zanim to biedne dziecko o zranionych uczuciach splodzil" albo "ze tatus nie
    pomyslal odpowiednia glowa zanim sie zaczal puszczac na lewo i prawo" albo cos
    takiego ;)
  • Gość: zYGA IP: *.zambrow.sdi.tpnet.pl 18.02.05, 20:22
    Do deedeegb: Ależ jesteś DEBIL/KA! Nic dodać nic ując. Pozdrawiam Cię, jednak.
    Dla nas wszystkich musi starczyc miejsca na tym swiecie.
  • Gość: małą IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.02.05, 14:33
    zgadzam się całkowicie to matka popełniła błąd dzieckiem posłużyła się jak
    przedmiotem dla swoich własnych potrzeb czy to miłość myśle że nie poprostu
    chciała pokazać że facet jest jsj!!!
  • Gość: kokaaa IP: *.frombork.sdi.tpnet.pl 19.02.05, 17:15
    Kaśka masz rację - kochana mamuśka, biedne dziecko niedobry tatuś i podła Pani -
    niezła bajka
  • blanka_z 19.02.05, 17:32
    Zastanawia mnie skąd w niektórych ludziach tyle jadu, zawziętości.....
    Chyba sami nigdy nie kochali, ani nie byli kochani. A że nie zawsze zdarza
    się to, tak jak niby powinno być (czyli obydwoje wolni, bez zobowiązań).
    Najważniejsze, że się zdarzy, że uskrzydli, uszczęśliwi!!!
    A że czasami na bardzo krótką chwilę... cieszmy się nią!
    Czego sobie i wszystkim życzę.
  • Gość: kokaaa IP: *.frombork.sdi.tpnet.pl 19.02.05, 21:39
    blanca. Niecj kocha sama kiedyś miałam romans z żonatym mężczyzną. Umówiliśmy
    się że to będzie twało 3 miesiące. Płakałam następne 8, ale przeze mnie nikt
    nie płakał. Dzisiaj to piękne wspomienie.
  • Gość: bosa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.05, 22:30
    Kaśka, masz rację. To ohydne, że dorośli w swoje problemy wciągają dzieci. Po
    trupach do celu
  • Gość: lilka IP: *.icpnet.pl 19.02.05, 14:03
    w tym akurat przypadku dziecku to największego cierpeinia przysporzyła sama mamuśka, mówiąc, że atuś już NAS nie kocha. rozhisteryzowan kobieta nie potarfi przyjąć do wiadomości9 albo tez nie chce), ze to "nie kocha" dotyczy tylko jej. zawsze w takich przypadkach najbardziej poszkodowaną strona jejst dziecko i strasznie ciężko jest znaleźć rozsądne wyjście. dzieci są bardzo dobrymi obserwatorami i chocby dorośli grali przed nimi,jak najlepiej tylko potrafią, dzieciak i tak zauważy, że nie jest tak jak było dawniej. a dorastanie w atmosferez wzajemnej nienawiści rodziców nie należy do najprzyjemniejszych. TAk więc, pozostawanie razem "dla dobra dziecka" nie zawsze jest najlepszym wyjściem. ZDROWY ROZSĄDEK obydwojga rodziców moze jedynie uchronić dzieciaka, a kobieta, która robi takie jazdy dziecku ( nie mówię TYLKO tym konkretnym przypadku), że tatuś już nie kocha, do tego opowaiad niestworzone historyjki na temat ojca, powinna miec natychmiast odebrane prawa rodzicielskie. bo to właśnie ONA robi dziecku wode z mózgu.
  • wwiolka 21.02.05, 09:25
    Każda matka obojętnie jakiego gatunku bdzie walczyć o swoje gniazdo rodzinne i
    o spokój jej rodziny. Jeżeli tego nie rozumiesz to daleko ci jeszcze do
    dorosłości i wiele jeszcze się musisz nauczuyć . To nie matka jest zła. Ona
    broni tego co jej się słusznie należy. Przysięgali sobie to teraz powinni jakoś
    przejść z tym do porządku dziennego. W życiu zdażają się różne fascynacje
    i ...pułapki... w rodzaju takich pań czy też panów, którzy to chcą się wkręcić
    na trzeciego. To straszne, że niektórzy chcą budować swoje własne szczęście
    kosztem kogoś innego. I życzę tym trzecim żeby kiedyś ich to też spotkało, będą
    wiedzieć jak to boli!!!!
  • Gość: elly1 IP: *.frombork.sdi.tpnet.pl 19.02.05, 17:13
    Walcząca matka wplątała w to dziecko. Nie będę oceniać tej sytuacji, dla mnie
    jest on niesmaczna. Kto jest winny, że dziecko cierpi? Trzy "dorosłe" osoby
  • witch-witch 15.02.05, 18:40
    Jak to mowia: "nie smiej sie dziadku z czyjegos wypadku...." twoj romans to
    powazna sprawa, jednak grubo sie mylisz, ze nie mozna sie odkochac. Mozna
    trzeba tylko chciec. Nie powinnas siebie tez obarczac wielka wina za to co sie
    stalo. W sumie to co wiesz o tym czlowieku, napewno bardzo malo. Coz na starosc
    bedziesz mialo troche bardziej przyjemne wspomnienia.
  • Gość: jkl IP: *.ip.nd.e-wro.net.pl 15.02.05, 22:36
    W ogóle nie wierzę w tę historyjkę. Jest wyssana z palca. Teraz się zapewne
    śmiejesz z uczestników forum, którzy udali się wciągnąć w to doradzanie,
    moralizowanie i zwierzenia.
  • Gość: inga IP: 195.116.118.* 16.02.05, 11:19
    Nie jest wyssana z palca. Jest czystą prawdą. Dziękuję wszystkim za poradę - to
    dużo daje do myślenia. Od kilku dni nie kontaktujemy się bo poprosiłam o czas
    na odpoczynek. Bardzo za nim tęsknię ale wiem, że muszę zwalczyć to uczucie w
    sobie bo inaczej zwaruiję. Dziękuję jeszcze raz
  • witch-witch 16.02.05, 11:39
    Gość portalu: inga napisał(a):

    > Nie jest wyssana z palca. Jest czystą prawdą. Dziękuję wszystkim za poradę -
    to
    >
    > dużo daje do myślenia. Od kilku dni nie kontaktujemy się bo poprosiłam o czas
    > na odpoczynek. Bardzo za nim tęsknię ale wiem, w
    > sobie bo inaczej zwaruiję. Dziękuję jeszcze raz
    ..........................................................................
    Łatwo jest komuś prawić morały, niż napisać coś mądrego od siebie. To jak
    piszesz: "że muszę zwalczyć to uczucie" to jedna strona medalu. A ta druga, że
    oboje nie jesteście szczęśliwi w swoich relacjach. I może najlepiej by było
    gdybyś od tego zaczęła. Porozmawiaj i zdecyduj coś poważnego i dorosłego. Twój
    mąż ma prawo znać prawdę o tobie i o tym, że masz romans. On nie jest
    marionetka, którą zmusza się do życia w rodzinnym kłamstwie i przestawia w kąta
    w kąt tak jak się chce, a zwłąszcza w sytucji dokonanej. On złączył swoje życie
    z tobą, zaufał tobie, jest zapewne zaangażowany. A że tobie to małżeństwo nie
    odpowiada z jakiś tam względów, nie oznacza, że swoim milczeniem i
    niedopowiedzeniami, masz prawo go krzywdzić. Zapewnie jako wolnej osobie będzie
    ci łatwiej urządzić swoje życie tak jak chcesz. Może właśnie nawet z tym
    mężczyzna, który ci się tak bardzo podoba, a moze z kimś bardziej dostępnym.
  • ewpiot 16.02.05, 13:22
    Ja bym nie dorazdala tak od razu walenia prawdy mezowi. To my, kobiety,
    wybaczamy zdrade, mezczyzna nigdy. Albo bardzo rzadko. Powiedzenie facetowi o
    zdradzie oznacza najczesciej rozpad malzenstwa-predzej czy pozniej. A ta
    dziewczyna w obecnym okresie zycia jest cala rozdergana, zaplatana, i na pewno
    nie znajduje sie w stanie rownowagi psychicznej. Raczej nie polecalabym
    dzialania w afekcie i podejmowania tak waznych zyciowych decyzji, bo latwo w
    takim stanie lapnac, chalpnac, a juz na pewno poleca raniace slowa, i raczej
    balabym sie brania na siebie ryzyka odpowiedzialnosci za malzenstwo w tym
    stanie ducha. Na jej miejscu odczekalabym jakis czas, az wszystko przycichnie,
    uspokoila sie, i dopiero zaczela rozmowy z mezem. I nie od razu od zdrady,
    tylko od refleksji na temat wspolnych relacji i drogi ich poprawy. Ale w jednym
    witch-witch masz racje, decyzje o wiazniu sie z druga osoba nalezy podejmowac
    po uwolnieniu sie od zobowiazan. Najpier wolnosc, potem mozna ukladac sobie
    zycie. Indze zycze pomyslnego rozwiazania problemow.
  • Gość: KKK IP: *.pool.mediaWays.net 16.02.05, 13:29
    Mezowie tylko na to czekaja, aby sie uwolnic od swojej znudzonej zonki.
  • darkuss 18.02.05, 14:34
    Pragnę Tobie przypomnieć, że wątek nie jest o szowiniźmie !!!!! Nie poruszajmy tutaj tematu jacy są mężczyźni, jakie są kobiety - dobrze ? Twój post nie pomoże w rozwoju dyskusji (uważam ją za ciekawą), lecz sprowadzi na manowce. Pozdrawiam...
  • Gość: KKK IP: *.pool.mediaWays.net 18.02.05, 16:29
    Ewpiot powiedziala:
    " To my, kobiety, wybaczamy zdrade, mezczyzna nigdy. Albo bardzo rzadko.
    Powiedzenie facetowi o zdradzie oznacza najczesciej rozpad malzenstwa-predzej
    czy pozniej".

    To co powiedziala ewpiot, potwierdzilam moja uwaga, poniewaz napodstawie moich
    obserwacji stwierdzam ten fakt. Dyskusja tego typu rozwija sie juz poraz n-ty.
    Ciagle jedno i to samo, porzuceni malzonkowie i cierpiace dzieci. Jedyna rada
    jest: PANOWANIE NAD SWOIMI EMOCJAMI I ZAUROCZENIAMI oraz KONSEKWENTNE, UCZCIWE
    ZYCIE WOBEC SWOICH PARTNEROW I DZIECI. Zycze Wam wszystkim, pograzonych w
    chaosie uczuc wiecej rozwagi w swoich czynach i umiejetnosci przewidywania.
    Pozdrawiam

  • Gość: W IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.05, 13:30
    dlaczego oszukujesz męża jak go nie kochasz?
  • Gość: Inna IP: *.core.lanet.net.pl / *.core.lanet.net.pl 18.02.05, 19:28
    Ja śmieje sie dalej, bo narzeczona mojego męża o 20 lat mlodsza do niego ,
    pierwsza do mnie zadzwonila obrażajac mnie i przesyłając równie nieciekawe Sms,
    pod moim adresem ,oczywiście. Tupetu jej nie brakuje.Ani mnie nie zna, ani ja
    jej przez nie szukalam , choc romans trwa juz od roku.Najciekawsze ,że czepia
    sie mojego wieku, choc mój mąż jest ode mnie starszy.Jego wiek jej nie
    przeszkadza.Jak to jest? Dużo w internecie jest takich narzeczonych -
    starszych ,żonatych, dzieciatych facetów. Dobra tylko czemu trzeba żony
    napadać?
  • Gość: inna IP: *.core.lanet.net.pl / *.core.lanet.net.pl 18.02.05, 19:34
    Ja śmieje sie dalej, bo narzeczona mojego męża o 20 lat mlodsza do niego ,
    pierwsza do mnie zadzwonila obrażajac mnie i przesyłając równie nieciekawe Sms,
    pod moim adresem ,oczywiście. Tupetu jej nie brakuje.Ani mnie nie zna, ani ja
    jej przez nie szukalam , choc romans trwa juz od roku.Najciekawsze ,że czepia
    sie mojego wieku, choc mój mąż jest ode mnie starszy.Jego wiek jej nie
    przeszkadza.Jak to jest? Dużo w internecie jest takich narzeczonych -
    starszych ,żonatych, dzieciatych facetów. Dobra tylko czemu trzeba żony
    napadać?
  • Gość: po_godzinach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.05, 20:06
    jak ci sie uklada szczescie w malzenstwie? Rozumiem, ze nie pezszkadza ci
    istnienie narzeczonej meza?
  • Gość: wiosna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.05, 11:10
    Nie ma co się przejmować, przecież to tylko świadczy o jej klasie. Z obserwacji
    wiem , że dzwoni i molestuje ta strona, która czuje, że pali jej się grunt pod
    nogami. Jeśli ktoś jest pewien drugiej osoby nie wydzwania i nie robi z siebie
    pośmiewiska. Trzeba mieć klasę i bez względu na wszystko zachować godność.
    Wydzwanianie i obrażanie drugiej strony nie pomoże w niczym, a tylko spowoduje,
    że nie będziemy mogli spojrzeć w lustro. Szczerze mówiąc widziałam kilka
    rozwodów i rzadko się zdarza, że żony są molestowane przez kochanki to raczej
    odwrotnie...
  • Gość: Zyga IP: *.zambrow.sdi.tpnet.pl 18.02.05, 20:28
    Inga! Ty po prostu wiesz co znaczy miłość A to co znajdziesz na forum, musisz
    koniecznie przesiać przez sitko. Pamiętaj! Miłość wymaga wyrzeczeń! Jednak dla
    miłości właśnie żyjemy na tym świecie. Religie są różne. Dla miłości! Czy w
    związku, czy poza nim. Pozdrawiam.
  • Gość: Volski IP: 66.168.95.* 20.02.05, 16:14
    Ingo,
    Ty masz bardziej podstawowy problem niz ta "milosc". Solidne
    niedowartosciowanie. Radze przeegzaminowac swoje zycie by dopatrzyc sie zrodel.
    Najprawdopodobniej Twoi rodzice, pozniej szkola. Jezeli tego nie zrobisz, to
    bedziesz miala ciag takich przypadkow. Twoje zycie wydaje sie pogonia za
    kims/czyms co Cie doceni (praca lub ludzie), a byc moze masz to pod nosem (=
    wlasna rodzina, nie rodzice). Przypominasz mi moja pierwsza zone, ktora w
    dalszym ciagu sie nie zmienila, chociaz rozwiedlismy sie 20 lat temu. Zycie jest
    twarde i jezeli sie nie robi pracy domowej, to sie pozniej za to placi.
  • citalinka 21.02.05, 11:00
    Volski, jest tak jak napisałeś. Ingo (jestem Twoja imienniczką zreszta...)
    prosze zwróć uwage na jego wpis. Niestety borykam się właśnie z "ciagiem"
    takich sytuacji emocjonalnych. Od lat interesuję się psychologią, przyjaźnię
    się też z panią psycholog i wierz mi Inusiu, że źródło jest tam: w braku
    bezwarunkowej miłości w dzieciństwie. To narzuca naszej podświadomości
    schemat "odrzuceni /czy też szerzej: niedostepnośc czy to emocjonalna,
    fizyczna, społeczna/ = MIŁOŚĆ. Partnerzy kochający i dostepni pod każdym
    względem nas nie kręcą, brzydko mówiąc. Nie jest mi łatwo tak sie wymądrzać,
    aktualnie znów jestem po uszy zakochana w kims w 905 niedosteponym, ale "biorę
    poprawkę" na moja wypaczoną emocjonalność i nie robie rewolucji w zyciu (choć
    stale o tym myslę), bo wiem, że po wypaleniu sie tej znajomości, przyjdzie
    ("wypatrzę sobie") inną, kogoś znów niedostępnego. Bo u mnie (może u nas)
    CIERPIENIE = MIŁOŚĆ. Zaś spełnienie na codzień = nuda, brak tych emocji, jakie
    daje JEGO niedostepność. Nie wiem, czy wyrażałam sie tu precyzyjnie, bo jestem
    dość niewyspana. Polecam ci książkę Święcickiej-Macavoy (jakoś tak)
    pt. "Obsesja miłości". Nie zrażaj się głupim tytułem to jest świetna analiza
    mechanizmów, które wkręcają nas w takie sytuacje. Pomoga zdobyć minimum
    dystansu do miłosnych emocji. Pa.
  • Gość: lilka IP: *.icpnet.pl 19.02.05, 14:07
    no to w takim razie żyjesz chyba na księżycu, skoro twierdzisz, ze to wysysane za palca. nie takie rzeczy się na tym świecie zdażają.
  • Gość: sawk IP: *.espol.com.pl 16.02.05, 17:25
    Durna jestes i tyle, facet jest cham i samiec a ty kto?????????
  • Gość: facet IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.05, 13:00
    to o sobie napisales, ze jestes chamem i samcem ? to raczej na pewno .. dodam
    jeszcze ze idiota i byc moze impotentem, ktorego dziewczyna zostawila dla kogos
    normalnego - stad tyle zlosci w twoim poscie..
  • oleg2budmo 19.02.05, 13:06
    a to do mnie bylo ???
    mam nadzieje ze nie
  • oleg2budmo 19.02.05, 13:16
    Gość portalu: facet napisał(a):

    > to o sobie napisales, ze jestes chamem i samcem ?
    a to do mnie bylo ???
    mam nadzieje ze nie
    to raczej na pewno .. dodam
    ja chamem nie jestem a samcem i owszem, zwazywszy na ....
    > jeszcze ze idiota i byc moze impotentem, ktorego dziewczyna zostawila dla
    kogos
    >
    > normalnego - stad tyle zlosci w twoim poscie..
    i nie ma u mnie zlosci - nie mylić żalu z złścią ...

    --
    Oleg
  • Gość: walrus IP: *.abhsia.telus.net 16.02.05, 23:11
    oficjalna statystyka twierdzi ze szanse na utrzymanie zwiazku wyniklego ze
    afery pozamalzenskiej sa pomiedzy 2-3 % .jezeli nie kochasz meza
    odejdz ,zrobisz obojgu przysluge,zanim jeszcze nie ma dzieci.wierz mi
    przeszedlem przez to wszystko.
  • Gość: edek IP: *.adsl.inetia.pl 18.02.05, 18:26
    Tak samo uważam. Jeśli męża już nie kochasz, powiedz mu. Trochę pocierpi, a
    potem będzie ci wdzięczny! Sam byłem takim mężem a teraz uważam, że moja ex
    wyrzadziła mi wielką przysługę, mówiąc że ma kogoś innego.
    Pozwoliło mi to zbudować sobie na nowo życie, a i jej jest teraz o wiele łatwiej
    (pomimo że jej facet od lat nie odchodzi od żonki!). Oszukiwanie partnera, z
    którym przeżyło się przecież kiedyś kilka fajnych chwil, to nie tylko świństwo,
    ale też głupota. Po czymś takim z mężem nigdy nie będzie ci dobrze - nawet,
    jeśli się o niczym nie dowie.
  • citalinka 21.02.05, 11:05
    no nie edziu, absolutnie nie masz racji i oby cię Inga nie posłuchała
  • Gość: miki IP: *.hestia.pl / 81.210.14.* 18.02.05, 18:35
    ja też przeszłam przez to wszystko. a zwalczenie uczucia...hmmm...jesli uczucie
    jest z gatunku tych "na zawsze", to szanse sa raczej znikome. wiem bo walczę od
    7 lat. pozdrawiam cie, Ingo:)
  • Gość: Inga IP: *.u.wavenet.pl 19.02.05, 01:16
    Bardzo dziękuje wszystkim za porady.Malutka -jesteś dla mne wspaniałym
    przykładem,że można przetrwać te złe chwile i żyć inaczej.Wiem,e nie beziemy
    juz razem i tylko chcę umieć zachować to w pamięci i nie tęsknić, nie
    rozpatrywać co by było gdyby jednak.Już nie.Rozmawiamy ze sobą codziennie bo
    oboje nie umiemy się "odzwyczaić" od siebie.połączyła nas bardzo duża więź
    emocjonalna.Wspólne upodobania i marzenia.To on opisywał mi wielokrotnie naszą
    wspólną przyszłość i prosił, żebym się nie poddawała, że wie, że to miłość na
    całe życie.Teraz przerosła go rzeczywistość.Szczególnie dziecko.Jego żona do
    mnie dzwoniła kilka razy.Sama mi powiedziała,że przesadziła mowiąc dziecku o
    tym wszystkim.Wiecie co?Wzięlam winę na siebie.Powiedziałam jej, że to ja go
    namiawiałam do tego romansu, związku i opuszczenia rodziny.Nie mogłam patrzeć
    na jego rozpacz kiedy mówił o dziecku.Wiedziałam,że tak bedzie lepiej bo
    czułam,że nie uniesie ciężaru opuszczenia domu.Zrobiłam z siebie wariatke ale
    zrobiłam to z prawdziwej miłości, żeby tylko mniej cierpiał.Mówi mi,że jego
    życie jest puste i szare, że nigdy nie wybaczy sobie,że mnie zawiódł ale nie
    opuści dziecka i rodziny.Wiem,że to wszystko wydaje się Wam pomieszane ale
    uwierzcie,że to była prawdziwa miłość mimo takiego finału.Moje małżenstwo jest
    i tak skoczone pod względem uczuciowym. Mój mąz mnie kocha z przyzwyczajenia,
    ja jestem obok niego z przyzwyczajenia i pewnie tak będzie.Nigdy wcześniej go
    nie zdradziłam. Nie szukałam też po prostu romansu.Chciałam prawdziwej miłości
    a kiedy przyszła okazało sie,że jest za trudna.Teraz chcę tylko umieć
    zapomnieć.To wszystko.Tylko czy możemy zostać tylko przyjaciółmi? Boję sie,że
    to nie możliwe.Oboje cierpimy.To beznadziejne.Nie umiemy żyć bez siebie.Nie
    umiemy żyć razem.
  • hubkulik 18.02.05, 16:33
    >Jak się wyleczyć z tej miłości?

    Blad. To nie z milosci nalezy sie leczyc.
    To milosc uzdrawia.

    Pozdrawiam Hubert
  • Gość: KKK IP: *.pool.mediaWays.net 18.02.05, 16:47
    hubkulik napisał:

    > >Jak się wyleczyć z tej miłości?
    >
    > Blad. To nie z milosci nalezy sie leczyc.
    > To milosc uzdrawia.hu

    .....ale czasem prowadzi do zaulkow, pozdrawiam
  • hubkulik 18.02.05, 16:54
    Zycie ma zaulki, zakrety. Wiele niespodziewanych zwrotow akcji. Zostalo to
    pomyslane po to, by bylo ciekawie i bysmy nie zanudzili sie na smierc.

    Pozdrawiam Hubert
  • Gość: KKK IP: *.pool.mediaWays.net 18.02.05, 17:03
    W tym zgadzam sie z toba.
  • Gość: Viking IP: *.elisa-laajakaista.fi 18.02.05, 17:11
    no i po co ci to było? facet i tak nie zostawi rodziny dla ciebie. następnym
    razem się spytaj czy już jest po rozwodzie...
  • Gość: ROBAK IP: *.dip.t-dialin.net 18.02.05, 18:28
    Ot... facet spotkał facetkę i mamy "romans".
    Gdyby ofiara romansu była kobietą, panią a nie FACETKĄ - byłaby mogła cieszyć
    się własną rodziną jaką założyła.
    PS: Moja matka zakazała mi używać tego określenia: tak nazywają prostytutki
    swoich klientów ... mawiała.
  • Gość: Zyga IP: *.zambrow.sdi.tpnet.pl 18.02.05, 20:38
    Bzdura! Miłość jest najważniejsza. Ale koniecznie w prawdziwym wydaniu.
  • Gość: wuł IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.05, 11:27
    raczej oparcie się pokusom niż uleganie im, raczej stałość niż zdrada...

    Mam wrażenie że niektórzy piszą "Miłość jest najważniejsza" a myślą: "Pójdę
    wszędzie dokąd zaprowadzi mnie drgnienie serca albo chwilowe pragnienie".

    A to przecież zupełnie odwrotnie...
  • Gość: sloneczko IP: *.onlink.net 18.02.05, 17:54
    typowy samolub i egoista. Skok na bok - prosze bardzo ale jak sie sprawa
    rypnela to siup do zony pod kolderke i teraz to on nie moze bo zona , bo corka.
    I na dodatek obsypuje go prezentami . Kto ? Corka? Skad ma na to kase? On od
    poczatku stawial sprawe jasno. Jestesmy z soba razem tak dlugo az sie sprawa
    wyda i wtedy ty bedziesz wiedziala ze on zony nie opusci bo nie moze, bo jest
    czlowiekiem honorowym i odpowiedzialnym. Tak przeciez jest wygodne.Przeciez
    teraz jest to nie mozliwe bo zona go pilnuje, wypuszcza go z gomu na sznurku
    itp.On taki biedniutki i taki rozdarty.Jedzie 700 km. A to pech! Gdyby mial
    kochanke 7 km od domu tez byloby fajnie. No coz glupia baba przytrafila sie
    700 km od domu i sprawa jest dopiero wygodna. W domu zona, blisko domu
    kochanka i daleko od domu jeszcze jedna . A on sie sprawdza ile jeszcze takich
    moze miec. Zycze powodzenia a nadewszystko rozumu. Jak sie sprawa wydala i
    milosc wyszla na jaw to dla mnie sprawa jasna kogo sie zostawia a dla ciebie
    nie ?
  • Gość: Redfairy IP: 213.238.82.* 18.02.05, 17:57
    Odpuść sobie. Teraz, póki jeszcze możesz mieć same piękne wspomnienia. Jeżeli
    on sie waha , łamie - to nie jest pewny ani siebie, ani Ciebie. Nie ryzykuj...
  • Gość: kinga IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.05, 16:58
    Witam wszystkich, którzy zabierają głos na forum. Myślę, że ja też mogę
    dorzucić od siebie kilka zdań. Dawno temu zdradził mnie mąż. Nie mogłam długo
    pogodzić się z tym faktem, nie mogłam zrozumieć dlaczego to zrobił, a o
    kobiecie, która próbowała rozbić moje małżeństwo miałam okropne zdanie. Dziś
    wiem, że w życiu nic nie dzieje się bez przyczyny. Teraz sama zdradzam męża i
    nie kieruje mną chęć zemsty ale szalone uczucie do mężczyzny, którego poznałam
    jakiś czas temu. Życie płata nam figle i zsyła niespodzianki w momentach kiedy
    najmniej się ich spodziewamy. Mężczyzna, z którym zdradzam meża jest żonaty.
    Mam świadomość, że krzywdzimy naszych bliskich ale to co zaistniało między nami
    jest silniejsze od zdrowego rozsadku. Jest nam ze sobą dobrze i chciałabym aby
    mogło to trwać wiecznie. Jestem jednak świadoma, że romanse nie trwają
    wiecznie. Być może przeżywam to zauroczenie nowym partnerem aby lepiej i
    łatwiej było mi zrozumieć powody, dla których mój mąż kiedyś również zdecydował
    sie na skok w bok. Dziś przynajmniej go nie potępiam bo wiem, że na pewne
    sytuacje zwyczajnie nie mamy wpływu, a uczucia spadają na nas jak grom z
    jasnego nieba. Nie wszyscy są na tyle silni aby się przed nimi bronić. A poza
    tym nigdy do końca nie wiemy czy to co przyszło nie jest tym jedynym i ostatnim
    uczuciem. Kocham swojego obecnego partnera i on kocha mnie. Ale musimy
    funkcjonować w swoich związkach małżeńskich "dla dobra sprawy". Być może kiedyś
    oboje przejrzymy na oczy, ale póki co, to cieszymy się chwilą. Pozdrawiam
    wszystkich, a zwłaszcza tych, którzy tak zaciekle potępiają wszystkich
    zdradzających. Nie róbcie tego, bo nigdy nie wiadomo czy pewnego dnia los nie
    ześle wam niespodzianki w postaci kogoś z kim zdradzicie swoich obecnych
    partnerów. Ja też myslałam, że zdradzają wszyscy, ale ja NIGDY tego nie
    zrobię!!! Nic bardziej błędnego!!! Nigdy nie mówcie NIGDY!!!
  • Gość: zośka z kamienia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.05, 18:25
    Ja się nigdy nie śmiałam z kobiet, które mają romanse z żonatymi, bo generalnie
    nie śmieję się z kalek, obojętnie fizycznych czy psychicznych.
    Trzeba być emocjonalną kaleką decydując się na taki związek, a te historie typu:
    "stało się to tak nagle" "piorun z jasnego nieba" to zwyczajne, często w życiu
    stosowane usprawiedliwianie samego siebie i własnej ułomności.
    Łatwiej zwalić na los, piorun, znudzonego męża itd. niż przyjrzeć się sobie i
    zastanowić się, dlaczego tak łatwo deptamy potrzeby i pragnienia innych ludzi,
    aby sobie robić dobrze.
    I czy tak właściwie sobie robimy dobrze, czy też może źle, bo jak z reguły
    kończą się takie związki chyba wiadomo.
  • Gość: kaja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.05, 18:39
    jestem przykladem pozytywnego zakonczenia takiego zwiazku, bo moj znudzony maz umarl
  • Gość: KKK IP: *.pool.mediaWays.net 18.02.05, 19:06
    Zoska z kamienia, popieram cie w 100% !!
    Taka jest smutna rzeczywistosc dzisiejszych czasow.

    Kazdy musi sie uczyc na wlasnych bledach, nasze wypowiedzi nie maja dla nich
    absolutnie zadnego znaczenia. Gdyby sluchali dobrych rad, nie byloby tyle
    rozerwanych malzenstw, opuszczonych, biednych (fizycznie i psychicznie) dzieci.
    Ludzie, kiedy sie wreszcie obudzicie z tego zlego snu?
  • Gość: Zyga IP: *.zambrow.sdi.tpnet.pl 18.02.05, 20:47
    Zoska z Kamienia! Co ty możesz na ten temat wiedzieć? Widocznie jesteś tak
    sucha, że nigdy nie poznasz na czym polega sens prawdziwej miłości. Ach!
    Pozdrawiam cie tylko i tyle.
  • Gość: zośka z kamienia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.05, 22:14
    Ty też nie możesz wiedzieć co wiem, a co nie wiem na temat miłości. Nie znasz
    mnie przecież, a to że mam inne zdanie od ciebie nie jest dla mnie dowodem na
    to, że ty znasz lepiej ode mnie sens miłości. Zazwyczaj tak się dzieje, że
    myśli się że to właśnie ja odkryłem/am sens miłości.
    Łatwiej brnąć w coś co uważa się za prawdziwą miłość, nawet jak jest to tylko
    wybór łatwiejszej drogi. Tak przecież zazwyczaj bywa, że łatwiej oczekiwać aż
    rycerz na białym koniu zmnieni nasze życie, zamiast samemu je zmienić.
    Tyle, że zmieniać coś samemu, starać się i pracować wymaga wysiłku i nie jest
    tak spektakularnie kolorowe jak jazda, nawet z żonatym, rycerzem na koniu.
    Ileż można przeżyć uniesień, wzruszeń, jak cudownie można cierpieć i płakać
    koleżnką w rękaw, że gdyby tylko nie ta wstrętna żona, albo gdybyż to mąż
    bardziej się nami interesował.
    To znacznie łatwiejsze, niż zainteresować się własnym mężem, no nie?
  • Gość: Solidarna z żoną IP: *.wbrmfd01.mi.comcast.net 18.02.05, 23:30
    szkoda zdradzonej żony i jej dziecka. Żonie zawalił się świat...Chce go
    ratować, jest zdesperowana, nie winię jej za to co powiedziała dziecku, tym
    bardziej, że nie od niej to wiesz, a przekaz może być fałszywy, dzwoni do
    ciebie i prosi o rozwagę. Walczy o męża. Myślisz, że ich nie połączyła kiedyś
    miłość? Jestem tego pewna..., no, ale pan małżonek zaczął myśleć główką a nie
    głową. Ty i jej mąż też jesteście zwykłymi draniami, myślącymi tylko o sobie.
    Gdy jest dziecko, gdy są dwie rodziny, zaangażowane są uczucia innych
    (współmałżonków) to nie wskakuje się pod czyjąś kołderkę.Skrzywdziliście tyle
    osób i siebie zresztą także. I nie gadaj tyle o miłości, bo to nie jest miłość.
    Nie potępiam ciebie, ale wszystkim podobnie myślącym chętnie przypomniałabym
    przysłowie: "nie rób drugiemu, co tobie niemiło". Chciałabym, żeby tamtej
    kobiecie , żonie wyprostowało się życie, obojętnie z mężem czy nie, a może z
    kimś innym. Tobie życzę tego samego co robisz innym!!!!
  • Gość: wiosna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.05, 11:36
    No cóż jestem przekonana,że przydażyło Ci się coś podobnego i stąd taka opinia.
    A pomyślałś o tej żonie, która od dnia kiedy się dowiedziała o kochance do
    końca swojego życia będzie myślała kiedy mąż spóźni się 15 min że z pewnością
    jest zdradzana? Nie wiem jak kobiety mogą żyć pod jednym dachem z kimś kto je
    zdradził. Wpuszczać go do łóżka i udawać że nic się nie stało. Przytulac sie i
    myslec czy czasem on nie mysli o jakiejs innej. Przeciez to jest horror. Nigdy
    w zyciu, chocbym miala trojke dzieci nie wybaczylabym mezowi zdrady. A na
    potwierdzenie moich slow dodam, ze zlapalam meza na zdradzie gdy nasz syn mial
    poltora roku. Wyrzucilam go z domu choc to byla tylko jakas przygoda. Te ktore
    blagaja, rzucaja sie do stop dzwonia do kochanek i zebrza o mlosc nie maja
    honoru i godnosci. Sa uazleznione najczesciej finansowo od mezow i boja sie
    zaczac nowe zycie. Kobiety miejcie troche godnosci tylko wtedy mezowie beda was
    szanowac!
  • Gość: myszy IP: 212.* / *.cza.warszawa.supermedia.pl 18.02.05, 19:03
    moj maz poznal kobiete, rozwodke, i po roku szalenczego romansu i zycia na dwa
    fronty, odszedl do niej - zostawil mnie i dzieci, jestesmy bez niego od poltora
    roku i... teraz sie ciesze, ze to nie ja bede sie z nim uzerac na starosc kiedy
    zrobi sie nieznosny ;-) zycze im jak najlepiej, i niech mu tylko nie przyjdzie
    do glowy wracac...
    troche ta radosc gorycza podszyta, tesknota dzieci, na poczatku takze moja...
    i bezradnoscia, i zrozpaczonymi pytaniami, co ONA ma takiego, czego MI
    zabraklo, dlaczego odszedl...
    dzieci tesknia najbardziej, choc widuja sie z ojcem dosc czesto, dwa czasem
    trzy razy w tygodniu, ale uwazam ze lepiej kiedy nie widza naszej codziennej
    walki, braku sympatii czy rozgoryczenia - bo nawet jesli ich ojciec zostawil
    mnie, to ich ojcem bedzie do konca
    uwazam ze zona twojego faceta postapila bardzo nie fair wykorzystujac dziecko w
    tej rozgrywce z mezem - jej corka dlugo bedzie miala traume i prawdopodobnie
    klopot ze zbudowaniem wlasnych zwiazkow w przyszlosci, z odbudowaniem poczucia
    bezpieczenstwa, itd itp
    takie sprawy to zawsze sprawy miedzy rodzicami, a dzieci maja prawo wiedziec,
    owszem, ale nie za duzo i na miare swoich mozliwosci emocjonalnych... a przede
    wszystkim MUSZA uzyskac zapewnienie od OBOJGA rodzicow, ze sa bezpieczne, bo i
    tatus i mamusia dalej je kochaja. to jest podstawowe i niezbywalne prawo
    dziecka, ktorego nie mozemy go pozbawic przez chec "rozgrywania" naszych
    spraw...
    polecam ci ksiazke andrzeja wisniewskiego (terapeuty) "zwiazki i rozwiazki" -
    dobrze napisana, przedstawia problem rozstania (jego i zony, albo ciebie i
    jego, albo ciebie i meza), a z wlasnego doswiadczenia radze ci zajac sie czyms -
    jakis kurs weekendowy, albo inne zajecia, gimnastyka, taniec, cos co sprawi ze
    poczujesz ze sama sie soba opiekujesz - wtedy wroci wlasciwa perspektywa i
    bedziesz mogla ocenic co warto a czego nie warto...
    aha, i jeszcze jedno - jesli twoj maz nic nie wie, albo wydaje ci sie ze nie
    wie, to moze byc tak, ze on, podswiadomie, daje ci szanse naprawy waszego
    zwiazku, obyscie tylko chcieli o tym rozmawiac i nad tym pracowac... wiec nie
    mow mu pochopnie o wszystkim tylko dlatego ze bedziesz sie chciala podzielic
    tym ciezarem ktory powoli zaczal cie przerastac
    bo romans byl twoim wyborem (nawet jesli bylo to typowe "coup de foudre" czy
    inne nadprzyrodzone zjawisko ;-) i nie wolno ci go obciazac odpowiedzialnoscia
    za te decyzje...

    pozdrawiam cieplo i zycze ci wiele sily - i odwagi :)

  • Gość: dzika IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.05, 19:40
    dzięki Twojemu komantarzowi odzyskałam wiarę w to, że na tym forum piszą nie
    tylko ludzie z chorymi emocjami, którzy usiłują krzykiem i bezwzględną krytyką
    oceniać innych. Naprawdę. Twój komentarz jest perełką w tym zgiełku i dobrze by
    było, żeby trafiły na niego te wszystkie netowe mądralińskie! Serdecznie Cię
    pozdrawiam i życzę powodzenia
  • Gość: wiosna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.05, 11:48
    Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo ucieszyla mnie Twoja wypowiedz.
    Ciesze sie ze sa jeszcze wsrod nas kobiety ktore potrafia myslec i szanuja
    siebie.
    Zycze Ci duzo szczescia!!!
  • Gość: PSYCHOPATOLOG IP: *.chello.pl 18.02.05, 19:14
    Czy według Was miłość = sex i zabawa?
    Czy prawdziwa miłość istnieje, ale wszystko ma swój kres?
    Czy miłość to tylko przemiana biochemiczna w mózgu, na którą nie warto tracić
    czasu, a może to zwykła słabość?

    Zawsze w tym wszystkim najbardziej żal mi było dzieci?
    Kiedy dorastają chodzą na psychoterapię oraz po pigułki. Zawsze powtarzają, że
    nienawidzą któregoś ze swoich rodziców ( np. matki-suki, jak ktoś powiedział na
    forum, której coś kiedyś mocno popie..ło się we łbie na pukcie miłości -
    mimo, że tata ją bardzo kochał.) Któryś z rodziców chciał się rozerwać, oderwać
    od zwykłej, szarej rzeczywistości, a ten drugi się o tym dowiedział - załamał,
    a potem doszło do kłótni, sądów, szarpanin w domu itp. I wreszcie diagnoza :
    nerwica, depresja, schizofrenia, czasem narkotyki i alkochol, czasem
    prostytucja albo pedofilia... i kilka lat życia wyjęte na psychotropach i
    psychoterapii.
    Pamiętajcie " czasem " o swoich pociechach, bo kiedyś będziecie chcieli, aby
    one pamiętały o Was; a może okazać się tak, że w godzinie choroby, biedy albo
    śmierci Wasz syneczek( albo córeczka)nie będzie chciał pamiętać o rodzicu,
    który kiedyś spie..ł mu dzieciństwo, bo kto chciałby o tym pamiętać.


  • Gość: kasia IP: *.swiftdsl.com.au 18.02.05, 19:39
    planujemy sie rozstac.Mamy dwoje dzieci w wieku przedszkolnym.Kochamy je
    oboje.One tez sa do nas przywiazane.To ja chce rozwodu.Nie mam nikogo,ale w
    malzenstwie jestem nieszczesliwa.Jak dzieci przygotowac do tego,co im
    powiedziec ?
  • Gość: hello IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.05, 20:03
    och dziewczyno, dziewczyno.Na forum można pisać wszystko, no prawie wszystko.
    Możesz sobie pogadadać, wypłakać się, ale decyzję i tak musisz podjąć sama .
    nikt tego za ciebie nie zrobi. Chyba, że los rozwiaze twoj dylemat i sam was
    rozlaczy.
    Musisz sie jednak zmierzyc ze swiadomoscia, ze ludzie sa rozni. NIektorzy bardzo
    zrownowazeni, odporni na ciosy losu, inni to tylko powoje. Tak wychowani, tka
    przezyli swoje zycie i jesli nagle zabierzesz te podpore - upadna. A razem z
    nimi ich dzieci, bo trudno jest oddzielic swoj bol od swojego zycia. I nie kazdy
    jest dyplomata i aktorem, zeby robic dobra mine do zlej gry. Na zawsze zaciazy
    na twoim sumieniu ta kobieta i jej dziecko pozostawione gdzies tam. A zwiazek na
    dochodne takze ma swoj kres. Nadchodzi moment, kiedy kazda kobieta chce
    stabilizacji. Wtedy bedziesz wiedziala co robic. Tylko ze czas leci.
  • Gość: PSYCHOPATOLOG IP: *.chello.pl 18.02.05, 20:25
    Kasiu udaj się do dobrego psychologa , diagnozy przez internet się nie stawia.
    Porozmawiasz z nim trochę, "wypłaczesz się" ( jak pisze hello w odpowiedzi dla
    Ciebie ), a on oceni Twój problem " z boku " i z odpowiednią wiedzą wyniesioną
    ze szkoły i praktyki ( a nie z forum, albo od wróżki jak robią niektórzy )
    zachęci Cię do zastanowienia się nad sobą, dziećmi i swoim życiem.
  • strozik.k 19.02.05, 21:37

    Zdefiniuj słowa - "w malzenstwie jestem nieszczesliwa ".Na czym polega to Twoje poczucie? On zawiódł Twoje oczekiwania, nie kochasz go, on Cię nie kocha, czy też jeszcze inny problem ? Moim zdaniem, jeśli macie już dwoje dzieci, to raczej ich szczęście powinno być najważniejsze, chyba że mąż jest np. narkomanem lub alkoholikiem i niszczy rodzinę a Ty nie możesz mu pomóc.
  • Gość: bosa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.05, 22:48
    hehe
  • precioso 18.02.05, 20:09
    Kochasz i jesteś kochana.To jest MIŁOŚĆ!!!.Najcudowniejsze i najpiękniejsze
    uczucie jakie może spotkać człowieka w życiu.Nie rezygnuj z tego bo stracisz
    coś czego nie będziesz miała do końca swoich dni. Cordiales saludos.
  • Gość: Zyga IP: *.zambrow.sdi.tpnet.pl 18.02.05, 21:12
    Przeczytałem forum prawie do końca! To stwierdzenie jest wg mnie całym
    podsumowaniem tej okoliczności. Pozdrawiam!
  • Gość: córka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.05, 20:12
    ja bym takie szmaty co sie czepiaja cudzych facetow pozabijala! jestem corka
    wspanialego tatusia ktory sie pie****ł z jedna na boku a w domku udawal
    idealnego. nienawidze go za to, moj brat tez. i co z tego ze ma dupe na boku
    jak jest cholernie nieszczescliwy bo jego dzieci nie maja do niego za grosz
    szacunku. nawet teraz nie ma odwagi nas zostawic. jest zalosny, tak samo jak wy
    glupie szmaty!!!!!!!
  • Gość: KKK IP: *.pool.mediaWays.net 19.02.05, 21:57
    Te wypowiedz kopiowalabym najlepiej na wszystkich slupach w miescie, aby
    wszystkim zdradzajacym dotknelo sumienie. Ta wypowiedz jest moze troche
    wulgarna, ale jak moze byc inna, skororo wulgaryzm opisuje?

    Wyrazam glebokie wspolczucie Tobie, Twojemu bratu i tysiocu innym dzieciom
    dotknietym takim losem.
  • Gość: Anna IP: *.elisa-laajakaista.fi 15.05.05, 17:09
    Chora jestes "coreczko"...na egoizm...
    Twoj tatus jest dla ciebie tatusiem- niezaleznie czy ma kochanke czy nie. Zas
    intymna sfera jego zycia nalezy do niego i twojej matki.
    Czy chcesz czy nie chcesz twoj ojciec ma tylko jedno zycie i ma prawo do
    osobistego szczescia.
    Twoj szacunek napewno jest dla niego wazny, ale to nie ty bedziesz zyc z nim
    poki smierc nie rozlaczy... Jak znam zycie to pewnie zyje z twoja matka wlasnie
    ze wzgledu na dzieci...-moim zdaniem powinnas pochylic czolo przed nim i
    sprobowac go zrozumiec oraz wspolczuc jemu, bo jest ofiara tragedii, jak zreszta
    takze twoja matka. Tylko w takich wypadkach najwieksza tragedia jest gdy
    malzenstwo zostaje ze soba bez milosci, z poswiecenia...
  • Gość: olo IP: 195.116.49.* 18.02.05, 20:22
    a ja mialem romans z zamezna kobieta (w zasadzie dziewczyna) i szczerze
    powiedziawszy nikomu nie rekomenduje ... czy to kobieta czy mezczyzna - lepej
    trzymac sie od tego z dala ... zreszta, jezeli jest sie toksycznym trzeba to
    zrozumiec lub leczyc sie - bo w innym przypadku "koszty" psychiczne sa nadto
    wysokie ... ja w zaden romans wiecej niepcham sie ... i szczerze zaluje tego co
    byl.. moze bylo przyjemnie ..ale....
  • Gość: ikke IP: *.acn.waw.pl 18.02.05, 20:50
    wy wiecie, ze to nie jest prawda? ze to dziennikarze pisza takie historyjki aby
    zabawic sie czims kosztem?...
    naiwniacy...
  • Gość: olo IP: 195.116.49.* 18.02.05, 20:56
    to chyba dobrze - a przynajmniej jest to nieszkodliwe ... :) mi rozmowy pomogly
    wyjsc "calo" z tego toksycznego zwiazku ... choc kurde dalej za nia tesknie ...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.