Dodaj do ulubionych

Ta okropna nazwa - KONKUBINAT!

27.01.06, 14:28
Wczoraj, z racji możliwości otrzymania od firmy dofinansowania do wczasów,
talonów na balony, dodatków i sratków świątecznych także dla osoby
pozostającej we wspólnym gospodarstwie domowym, Panie z Kadr poprosiły mnie o
złożenie oświadczenia o życiu w KONKUBINACIE. Nie cierpię tego słowa -
uważam, że jest obrzydliwe! Kojarzy mi się z notkami w kronikach
policyjnych: "Wczoraj w późnych godzinach wieczornych, na melinie przy ulicy
Gwarnej, pijany do nieprzytomności Marian G. zadźgał siekierą swoją konkubinę
Genowefę J. zadając jej 14 ciosów w głowę".

Może by wymyślić jakiś przyjemniejszy dla ucha zastępnik i podjąć inicjatywę
ludową, w celu zmiany konkubinatu na.... No właśnie, na co? Ma ktoś jakiś
pomysł? :)

--
Nobody's perfect, but I'm pretty fuckin' close!
Edytor zaawansowany
  • Gość: P.S.J. IP: *.itpp.pl 27.01.06, 14:30
    Można przetlumaczyć dosłownie: WSPÓŁNAŁOŻNICTWO, odpowiednio współnałożnik,
    współnałożnica.
  • Gość: Bogna IP: *.cable.casema.nl 03.02.06, 17:32
    czy partnerstwo nie oddaje tego samego a brzmi lepiej!!
    narka
  • xs550 04.02.06, 12:54
    Partnerstwo odnosi sie nie tylko do dwojga ludzi zyjacych razem. Natomiast konkubinat to juz bardziej precyzyjne okreslenie. Nota bene ten ostatni, krytykowany tutaj wyraz wywodzi sie z laciny i calkiem mi sie podoba. :)
  • drabiniasty 08.02.06, 06:07
    Pochodzi z laciny, bo instytucja konkubinatu byla jedna z wspaniale
    opracowanych instytucji Prawa Rzymskiego z czasow Augusta. Byla to tez jedna z
    pierwszych instytucji dajacych kobiecie duze prawa. Patrycjusze rzymscy nie
    mieli prawa zenic sie z osobami z nizszych grup spolecznych. Dzieki jednak
    konkubinatowi mieli mozliwosci legalnego pozostawania w zwiazku z osoba
    ukochana, nawet wyzwolona niewolnica. Malo tego taki niskiego pochodzenia
    konkubent mial bardzo duze prawa w tym spadkowe. Konkubinat obok adopcji naleza
    do "cudow" inteligencji ludzkiej zamknietej w scislych ramach prawnych.
    To tyle historii.

    A tobie obywatelu, co przeszkadza zawrzec zwiazek malzenski? Wyzsze pochodzenie
    czy lenistwo?
  • p.s.j 05.02.06, 20:50
    Czyli "spółka partnerska" z Kodeksu spółek handlowych to nieformalny związek
    dwojga ludzi, którzy spółkują? :)
  • Gość: anonim IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.06, 20:39
    Albo pokrywana z pokrywaczem.
  • chevaliere_de_la_barre 27.01.06, 14:40
    A nie lepiej wyjsc za maz? ;) A moze tez sie zle kojarzy???? ;)
  • trini 27.01.06, 14:42
    Zaniedługo za mąż wyjdę, ale do tego czasu nie chcę, żeby mnie nazywano
    KONKUBINĄ! ;) Już chyba wolę status KOCHANKI ;-)
    --
    Nobody's perfect, but I'm pretty fuckin' close!
  • chevaliere_de_la_barre 27.01.06, 14:46
    trini napisała:

    > Zaniedługo za mąż wyjdę, ale do tego czasu nie chcę, żeby mnie nazywano
    > KONKUBINĄ! ;) Już chyba wolę status KOCHANKI ;-)

    To wez na wstrzymanie. (pomysl o statusie KOCHANICY; zawsze moze byc gorzej) ;)
    Moja babcia mowila "Przyjaciolka" i wszyscy wiedzieli o co chodzi.
  • Gość: ferment IP: 87.207.204.* 27.01.06, 17:49
    chevaliere_de_la_barre napisała:

    > trini napisała:
    >
    > To wez na wstrzymanie. (pomysl o statusie KOCHANICY; zawsze moze byc gorzej) ;)
    > Moja babcia mowila "Przyjaciolka" i wszyscy wiedzieli o co chodzi.
    moja babcia nie była taka delikatna, a nawet była bardzo niedelikatna
    nie napiszęco mówiłą, bo to było bardzo niedelikatane określenie
  • chevaliere_de_la_barre 27.01.06, 18:11
    Gość portalu: ferment napisał(a):

    > moja babcia nie była taka delikatna, a nawet była bardzo niedelikatna
    > nie napiszęco mówiłą, bo to było bardzo niedelikatane określenie

    Moja babcia byla delikatna; *rozwodka*, mowila szeptem i na ucho, o wdowach
    zas, nawet tych wesolych, mlodych i za maz wyjsc gotowych wypowiadala sie
    glosno i raczej pozytywnie. O tempora, o mores! ;)
  • Gość: fredo IP: 213.17.152.* 03.02.06, 07:19
    Konkubinat Ci sie dobrze kojarzy...czyli okropnie:> Bo to nie tylko w sensie
    slow tak brzmi ale w sensie zyciowym to tez tak wyglada czyli nie najlepiej!!!
    Ja bym bardziej wstydzilbym sie przyznac do takiego stanu zycia anizeli do
    uzywania niezbyt ladnie brzmiacego slowa....
  • Gość: ktkasik IP: 217.11.130.* 03.02.06, 08:29
    A ty skąd się wziąłeś?? Z Moherowa Dolnego?? Co to oznacza, że wygląda nie
    najlepiej? A ja na twoim miejscu wstydziłabym się kiepskiej znajomości gramatyki
    ojczystego języka.
  • Gość: fredo IP: 213.17.152.* 03.02.06, 09:49
    A gdzie to pisze,ze jestem Polakiem???
  • Gość: af IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.06, 09:52
    nie piszę, tylko jest napsiane...
  • Gość: mother IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.06, 10:17
    akurat tu jako polonista sie nie zgodzę, kochana, bo obie formy są poprawne, heheheh
  • aners 03.02.06, 11:06
    apolonistyka gdzie ukończona? w Moskwie na uczelni wiadomej???
  • Gość: olki IP: *.lubin.dialog.net.pl 03.02.06, 12:36
    nie będąc polonistką powiem Ci że ta forma nadal jest błęda w jezyku pisanym,
    innymi słowy można powiedzieć że "coś pisze" ale nie można tego napisac:)
  • Gość: gosc IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.02.06, 12:36
    Nieomylna w pisowni to Pani też nie jest.... osobiście wolę już piszę niż jak
    to Pani ujęła "napsiane". Nawiasem mówiąc obecnie w polskim słowniku
    dopuszczalna jest forma "piszę".
  • Gość: af IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.06, 20:47
    dopuszczona jest równiez forma "se" zamiast "sobie"... ja tez jestem polonistką
    i podobnie jak dobry dietetyk nie polece hamburgera z KFC!
  • Gość: cristie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.06, 20:53
    No to sobie pogadaliście o konkubinacie.....Swoja drogą też bym się wstydziła
    takiego życia, a nie nazwy.A jestem z bardzo dużego
    miasta ,wykształcona ,moherowy mam tylko sweterek,mam też poczucie humoru, dużo
    luzu,imprezuję, jestem nowoczesna,ale konkubinat-nie.Bo znam dekalog.
  • p.s.j 09.02.06, 20:58
    > luzu,imprezuję, jestem nowoczesna,ale konkubinat-nie.Bo znam dekalog.

    A jak kto nie wierzy w dekalog? :)
  • Gość: crisitie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.06, 21:23
    No to niech sam sobie radzi i z nazwą i z życiem w konkubinacie.A propos
    dekalogu-chcesz czy nie chcesz cała moralność ludzkości na nim się opiera,nie
    kradnij, nie zabijaj ,nie cudzołóż itd.Nie trzeba w niego
    specjalnie "wierzyć",aby korzystac z mądrości ,jaką proponuje.
  • p.s.j 09.02.06, 21:30
    > kradnij, nie zabijaj ,nie cudzołóż itd.

    Niekoniecznie, niekoniecznie "cała moralność ludzkości". Ja np kieruję się tymi
    zasadami, ale np. starożytna Sparta - kradzież była dozwolona a nawet promowana
    w procesie paidei, czyli wychowania młodzieńców (mieli być samodzielni i radzić
    sobie na własną rękę); "nie cudzołóż" ma się nijak do kultur czy społeczności,
    gdize albo funkcjonuje poligamia, lbo poliandria, albo w ogóle brak "stałych"
    związków, tylko wspólnota plemienna, także pod tym względem, co pan wisz, a ja
    rozumiem.

    Na marginesie - ja nie mam nic do nazwy "konkubinat" i mnie ona wcale nie
    przeszkadza, a wątpliwości autorki uważam za przesadzone :)
  • Gość: cristie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.06, 21:38
    To,co piszesz ,jest prawdą.Były i są jakieś archaiczne społeczności.Ja mam na
    myśli raczej cywilizację współczesną np europejską czy amerykańską,bo z taką
    się identyfikuję.A ty nie?
  • p.s.j 09.02.06, 21:47
    > To,co piszesz ,jest prawdą.Były i są jakieś archaiczne społeczności

    To nie sprzeczność? Ze społeczność archaiczna i jest dzisiaj? :)

    > Ja mam na
    > myśli raczej cywilizację współczesną np europejską czy amerykańską

    Z tego wynika, że np. kultury Indii, Chin, Japonii, Bliskiego Wschodu - w
    zasadzie nie istnieją, bo nie są ani archaiczne, ani europejskie czy amerykańskie :)

    > A ty nie?

    Ja się identyfikuję z europejską, ale to nie ma nic do rzeczy; pisałaś, że
    dekalog ucieleśnia "ogólne zasady moralne ludzkości", co jest w oczywisty sposób
    nieprawdą, bo istnieją społeczności czy kultury, które kierują się innymi
    zasadami moralnymi. (w zasadzie tylko "nie zabijaj" jest zasadą powszechnie
    obowiązującą, co jednak rozumie samo przez się, co stwierdził już Kant... :))
  • Gość: cristie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.06, 22:06
    Jeśli pisałeś o wspólnocie plemiennej,to dla mnie oczywistym jest,że jest to
    archaiczne,nawet, jeśli zdarza się we wspólczesności.Ja chciałabym przedstawic
    raczej swój pogląd na temat konkubinatu.Spróbowałam to uzasadnić.Nie ukrywam,
    że życie zgodne z dekalogiem jest dla mnie czymś bezcennym ,a nawet
    atrakcyjnym.Toteż dyskusja na temat brzmienia słowa "konkubinat" jest dla mnie
    co najmniej niepoważna.Aż dziwię się ,że dałam sie w nią wciągnać.Może
    dlatego,że nikt wulgarny ani prymitywny nie podjął ze mną dyskusji.Pozdrowienia.
  • Gość: Ojciec IP: *.171.rev.vline.pl 03.02.06, 10:53
  • Gość: af IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.06, 09:52
    chociaż jedna rozsądna kobita. Zyję w konkubinacie, mam odpowiedzialną, poważną
    pracę, planuję kupno domu, kocham mojego faceta i nie wstydze się naszego
    związku. Wstydze sie za tych, którzy potrafią iść jedną, z góry określoną przez
    społeczeństwo drogą, na łatwiznę, boprezenty z wesela będą duże - tak myśłała
    moja kumpela. Tak długo, jak mohery będą miały takie zdania, tak długo Polska
    będzie zapiździejewem Europy. Przykro mi. Wstyd mi za Was. A samo słow... No
    cóż, do najsympatyczniejszych nie należy. Czyż nie ma osób, które wolałyby inną
    nazwę chożby na "rzeźnik"
  • Gość: Anka IP: 81.219.231.* 03.02.06, 12:23
    Ja równiez mam odpowiedzialną, poważną pracę, co nie oznacza, ze musze żyć "na
    kocią Łapę", od 7lat jestem żoną, mam dwóch synów, i absolutnie nie uważam,
    żebym była"zasciankiem" Europy, poprostu każdy ma własny sposób na życie,
    własne zasady i hierarchię wartości, ot co. pozdrawiam
  • Gość: af IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.02.06, 14:39
    tyle tylko, że twój sposób jest powszechnie aprobowany, a mój nie, bo... no
    własnie, dlaczego...
  • Gość: krzysiu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.06, 12:43
    Obawiam się, droga Pani, że ścieżką wytyczoną przez społeczeństwo podąża
    właśnie Pani. To co Pani nazywa zapsijdołkiem (tak?) należy już - moim zdaniem
    niestety - do przeszłości. Szkoda...
  • Gość: Alinoe IP: *.sylwex.pl / *.sylwex.pl 03.02.06, 14:48
    Jestem 26 letnią,odpowiedzialną,wykształconą kobietą,wiedząca czego chce w
    zyciu.Od 4 lat jestem w poważnym związku ze wspaniałym męzczyzną.Od 3 lat
    mieszkamy razem.Czyli żyjemy w konkubinacie.Podjęliśmy decyzję o slubie-chyba
    najbardziej świadoma decyzja w naszym życiu.Mamy ogromne doświadczenie w
    kwestii bycia razem.Jest to decyzja przemyślana,świadoma i bardzo poważna.Nie
    mamy zamiaru pomyślić sie w kwestii ślubu-który według nas bierze się raz w
    życiu.Mieszkam w małej mieścinie i mam głęboko w nosie kto co o mnie myśli!!!!
    Najważniejsze że bedziemy wspaniałym małżeństwem.A nie jak wiekszość kursantów
    nauk przedmałżeńskich z przymusu:)Trzeba brac slub a potem to sie jakoś
    ułoży.To jest dopiero żałosne.
  • Gość: Big K IP: 65.246.138.* 03.02.06, 19:22
    Mohery raczej zawsze beda mialy takie zdanie, ale to nie znaczy ze mamy byc
    zapizdziejewem, czy jak tam to ladnie nazwalas. Chodzi o to, zeby zastepy
    moherow sie zmniejszaly... na to jednak trzeba duzo czasu i rozwoju - przede
    wszystkim intelektualnego, bo tego moherom brakuje.
  • Gość: do AF IP: *.w86-205.abo.wanadoo.fr 03.02.06, 19:34
    ZAPIZDZIEJEWO......wywrocilam sie ze smiechu;)
  • Gość: normalna IP: 80.50.167.* 04.02.06, 13:34
    Ależ jesteś wulgarna, mam nadzieję nie zetknąć się z tobą osobiscie. Nie
    utrzymuję bowiem kontaktów z osobami, które tak się wyrażają.
    Konkubinat no, cóż...Jeśli ci pasuje, to bądż konkubiną. Nie wstydzisz się
    waszego zwiazku, to dobrze. A on sie wstydzi ? Skoro nie chce cię za żone, to
    może czeka na lepszą ? Jemu konkubinat nie przeszkadza, jemu jest nieżle, ma
    stół i łoże , bez zobowiązań :))
    On sie nie wstydzi, natomiast na prezentację w jego rodzinnym domu jest zbyt
    wcześnie (? ) Nie zasłużyłaś na słowa (? ): kochani rodzice, to jest kobieta,
    któą kocham i będę z nią do końca życia. Taka deklaracja, w stosunku do żony
    oznacza także opiekę prawną, w tym dziedziczenie i opiekę prawną dla dzieci z
    takiego związku. Jesteś dumna, to bądź. I radź sobie sama.
    Skoro planujesz kupno domu, to sobie kup.
    Jak widzisz, różnica między mną, a tobą, jest taka,że ty planujesz, a ja
    planuję razem z mężem. I to co nabyliśmu i nabędziemy jest i będzie nasze.
    Jak chcesz to kup dla siebie ( nie piszesz ,że planujecie ! ), jak chcesz to
    kup dla was, jak się rozstaniecie to spłacisz jego część i będzisz mogla
    zamieszkać w swoim domu :)
    Ślubu nie bierze się dla prezentów z wesela, chyba że tak robią "twoje
    kumpele". Normalni ludzie pobierają się z miłości i dlatego, ze chcą być razem
    na dobre i na złe. Jesteś taka zachwycona swoją życiową rolą ? dla przeciętnego
    obywatela w tym kraju twoja sytuacja, zwłaszcza po kilku latach konkubinatu ,
    oznacza, on się nie żeni, bo nie warto.
    Słowo "rzeźnik" jest już używane, na "rzeźnikową" też trzeba zasłużyć - trzeba
    po prostu, być tak atrakcyjną, by rzeźnik chciał cię za żonę.
  • Gość: af do normalnej(?) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.02.06, 14:59
    już sam fakt, że podpisujesz się "normalna" jest jednoznaczny - ja chyba nie
    jestem, smutne :( nie wiem z kim przystajesz, skoro kilka słów bez k.., ch..
    jest dla ciebie wulgarnością.
    nie masz pojęcia czy mój facet nie chce mnie za żonę. zakładasz, być może ze
    swoich doświadczeń, ze to facet nie chce ślubu, że chce życia bez zobowiązań.
    nic bardziej mylnego, większym wyzwaniem jest życie razem, kiedy nie zobowiązuje
    papierek, uwierz.
    I nie trzeba brać ślubu, żeby być przedstawionym przed rodziną, jako kobieta
    życia. i dla twojej wiadomości przedstawiliśmy siebie nawzajem i nasze rodziny,
    na szczęście nie moherowe, rozumieją tą, bo wiedza, że jesteśmy szczęśliwi. A
    samą opiekę prawną mogę równie dobrze zapewnić sobie wspólnotą majątkową - takie
    są suche fakty.
    Piszę: ja planuję, bo nie podpisałam się "af" i "tk", tylko "af". I jeśli
    uważasz, że ślub gwarantuje, że nie będzie się domu spłacać samemu to się mylisz.
    Normalni ludzie się kochają - przede wszystkim kochają. Nie zaś biorą ślub, jak
    sugerujesz. I proszę pozbądź się stereotypu, że to zawsze facet nie chce ślubu,
    bo się niestety mylisz. A przeciętny obywatel, którego cytujesz, to właśnie dla
    mnie "moher", członek szlachetnego "zapiździejewa", uwierz, że to nie cała Polska...
    A intencji rzeźnika to już nie zrozumiałaś kompletnie. Wolą do końca swych dni
    żyć bez ślubu, niż być panią rzeźnikową. To właśnie ta różnica. Ja nie potrafię
    sobie wytłumaczyć, że "rzeźnik" to piękne słowo. Ty już to zrobiłaś. nagięłaś
    swój umysł do moherowej rzeczywistości. wszystkiego najlepszego
  • surtout 06.02.06, 01:51
    Ale bzdury! Większych nie czytałam. I nie odnosi się to tylko do TEGO listu,
    ale i kilku poprzednich i pewnie następnych, ale już nie mam siły ich czytać.
    Konkubinat jest wstrętnym określeniem dla pięknego stanu rzeczy. Dlatego jest
    niesprawiedliwe. Sama żyłam w KONKUBINACIE przez prawie pięć lat i w dniu,
    kiedy nasz syn kończył dwa i pół roku wzięliśmy najpiękniejszy ślub w naszym
    życiu. Świadomy, wyczekany (bo ciągle było nie po drodze) i w obecności osoby,
    którą oboje kochamy najbardziej na świecie - naszego dziecka.
    Im bardziej wszyscy OCZEKIWALI od nas ślubu, im bardziej molestowali,
    naciskali, grozili, tym mniej go chcieliśmy. Kiedy wreszcie wszyscy się od nas
    odczepili i uznali istniejący stan rzeczy - pobraliśmy się.
    I nie jesteśmy parą alkoholików, ani kryminalistów, ani bezbożników, tylko
    wykształconymi, ciężko, ale i ciekawie pracującymi ludźmi, którzy CHOLERNIE się
    kochają.
    Pozdrawiam serdecznie wszystkie konkubiny. Dziewczyny, trzymajcie się! Jest
    dobrze.

    PS
    Ja na mojego ukochanego mówiłam NIEMĄŻ, ale to się raczej urzędowo nie
    przyjmie, chociaż jest dosyć sympatyczne. I muszę Wam powiedzieć, że na
    oddziale położniczym - kiedy rodził się nasz syn - był najbardziej troskliwym,
    kochającym i zaangażowanym tatusiem i partnerem ze wszystkich.
    A słowa ŻONA i MĄŻ do tej pory z trudem przechodzą mi przez gardło. Są takie
    diabelnie mało romantyczne...
    --
    On się nie boi. Tak się ino poboiwa, panocku...
  • Gość: Alu IP: 149.156.184.* 06.02.06, 13:18
    A skąd Ty wiesz czy prezentacja u rodziców (wzajemna) się nie odbyła?

    Skąd wiesz że nie chce jej za żonę? (może się nie mogą pobrać).

    Skąd wiesz że brak decyzji o małżeństwie świadczy o braku szacunku?

    Skąd wiesz że ludzie pobierają się tylko z miłości?

    Skąd wiesz że ludzie żyjący w konkubinacie nie chronią siebie wzajemnie prawnie
    i nie są ze sobą z miłości?

    Podaj mi proszę definicję "normalnego człowieka"

    Czy decyzje o małżeństwie podejmuje tylko mężczyzna?

    A dlaczego od razu podejrzenie że to mężczyzna nie chce kobiety za żonę jeżeli
    żyją w konkubinacie? Równie dobrze to kobieta mogłaby nie chciać takiego
    mężczyzny za męża. Kobieta ma czekać aż ją ktoś zechce/nie zechce i nie ma
    prawa wyboru? Odnośnie stołu i łoża to również to można odwrócić!

    Według Ciebie prezentacja też odbywa się u rodziców mężczyzny a u rodziców
    kobiety nie (albo jest na tyle nieistotna że nie warto o niej wspominać i pytać
    czy kobieta przedstawiła swojego partnera rodzicom).

    Nie wiem czy robiłaś jakieś badania socjologiczne na ten temat?

    Alu
  • Gość: do normalnej IP: *.ny325.east.verizon.net 06.02.06, 18:59
    o rany!kobieto-jak ty wytrzymujesz sama ze soba?
  • apriliaa 06.02.06, 23:11
    Co Ty wypisujesz za brednie??!! Jesteś chyba z tych kobiet o uległej naturze,
    "
    -- obywatela w tym kraju twoja sytuacja, zwłaszcza po kilku latach
    konkubinatu ,
    > oznacza, on się nie żeni, bo nie warto. - co to ma być? A nie przyszło Ci go
    głowy , ze może oboje tego chcą , albo (co pewnie jest nieprawdą, pisze czysto
    hipotetycznie)- to On jeszcze nie zasłużył. Ok, zyjemy w panstwie czysto
    patriarchalnym, ale kobieto, związek to partnerstwo a nie układ on- i jego hmm
    powiedzmy niewolnica, ktora tylko czekajac na upragnione słowa robi wszystko,
    satej na głowie żeby "zasłużyć" sobie na bycie JEGO żoną.Eh, ja wybieram
    związek na zasadach partnerskich, nie ważne to czy przypieczętowany czy nie ,
    wazne byle szczesliwy
    -Po co Ci ten rewolwer??
    -Abym mógł ufać ludziom.
  • Gość: cristie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.06, 21:04
    Rzadko czytam tak trafne i mądre uwagi.Słowa uznania.Podpisuję sie pod każdym
    zdaniem.Serdecznie pozdrawiam.
  • gobi03 05.02.06, 12:40
    wstydź się za siebie - my nie mamy sobie nic do zarzucenia: żyjemy uczciwie i
    przyzwoicie, podejmujemy przemyślane decyzje i za nie odpowiadamy
  • oooo 07.02.06, 22:47
    najwieksza obłuda dla mnie to ślub kościelny ludzi, ktorzy do kościola
    chodza "od święta" ( lub co gorsza biorą komunię, żeby mieć ten piękny bajkowy
    ślub), bo suknia, bo ołtarz, bo costam... jak tak mozna???!!
  • alasme 04.02.06, 00:53
    Moherowo Dolne - kupuję!!! :)
    A kiedyś w jednym z kabaretów był tekst "De Mono, The Beatles, The Rydzyk's"
  • Gość: nowy IP: 81.26.13.* 03.02.06, 10:01
    hehehe mądrala się znalazł
  • Gość: Tomy Tom IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.02.06, 12:23
    A co w tym wstydliwego, zeby sie kochac nie trzeba brac slubu. Qrde jestem w
    szoku. Pewnie w seksie panuja ( u fredo) tak samo klasyczne podejscie do życia
  • Gość: asianj IP: *.europe.hp.net 03.02.06, 14:58
    oj, chłopcze, tylko Ci współczuć...sama nie wiem czego na początek -
    skostniałych poglądów, ograniczonych horyzontów, języka i stylu... ciekawe
    kiedy posuniesz się do postulatów delegalizacji związków nie zawartych w
    obliczu kapłana i matki kościoła. nie mam generalnie nic przeciwko, sama w
    końcu wezmę ślub i, w gruncie rzeczy, bardzo tego pragnę, ale tak naprawdę, to
    co sie zmienia? dla mnie stan faktyczny pozostanie ten sam...
  • Gość: Hipot IP: *.aster.pl 03.02.06, 17:04
    Eh. A niby czego tu się wstydzić?
  • Gość: beeeeeeeeeee IP: *.sidnet.biz / *.internetdsl.tpnet.pl 03.02.06, 17:43
    ale trąci zaściankiem!!!!!!!!!!!!!!!!!!
  • Gość: Magoo IP: *.chello.pl 04.02.06, 13:20
    partner życiowy/ partnerka życiowa...
  • oooo 07.02.06, 22:45
    a ja wręcz przeciwnie - mam chłopaka z którym wiem, że chcę spędzić resztę
    życia, ale wcale nie muszę tego przed nikim deklarować ( choć pewnie do tego
    dojdzie, bo wiadomo..rodzina...bo te wszystkie prawne kruczki... tak czy owak
    małżeństwo uważam jedynie za formalnosc - zeby pani z okienka wiedziala, ze
    tworze zkims rodzine - mnie to nie jest do niczego potrzebne, mojemu
    mezczyznie rowniez, nie musimy se wzajemnei przekonywac o wlasnych uczuciach
  • Gość: nika IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.06, 15:16
    nie rozumie was to ludzie ktorzy sa po rozwodzie nie maja prawa do normalnego
    zycia sama jestem z mezczyzna ktory jest po rozwodzie i ma wspaniała córke jest
    nam razem dobrze w przyszłosci chcemy załozyć rodzine narazie sie docieramy a
    nazwa KONKUBINAT jest naprawde okropna
  • Gość: odk07@plearn IP: 212.209.42.* 03.02.06, 10:25
    A mój tata mówi "substytutka" :)
    C.
  • Gość: Tomy Tom IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.02.06, 12:30
    Jesli chodzi o nazwe to faktycznie KONKUBINA nie jest jakim słownym odjazdem,
    ale niestety w wielu dziedzinach brakuje nam "ładnych słów". Jesli zaś chodzi o
    krytykowanie stanu rzeczy jakim jest "konkubinat" czy tez pozycja KOCHANKI to
    warta sie zastanowić kto ma tu ważniejszą pozycje, a to dla tego ze od czegoś
    te słowa powstały , jak przypyszczam KOCHANKA od Kochania a ŻONA od ... brak
    pomyslu. Wiec zdrowie wszystkicj konkubin (czyt. KOCHANEK)
  • Gość: Letycja IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.02.06, 14:19
    Panie Tomy Tomie, jest zasadnicza różnica między kochanką i konkubiną.
    Mianowicie kochanka na ogół nie mieszka z facetem, który jest jej kochankiem
    (sam może być żonaty, wdowcem, kawalerem, rozwodnikiem). Kochanka spotyka się z
    kochankiem w hotelu, motelu, wolnej chacie, w kawiarni, restauracji, itp. Czyli
    oboje są wolnymi strzelcami. Natomiast konkubina mieszka z facetem (patrz jak
    wyżej), gotuje, sprząta, itd., a więc pełni obowiązki żony. Tylko niestety
    żadnych praw nie ma.
  • Gość: wlodek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.02.06, 23:59
    super, tak zacznę nazywac moją końkubinę, juz nie nie będę konkubenciem tylko
    SUBSTYTUTEM!
  • Gość: Malgorzata IP: 213.88.232.* 02.02.06, 21:35
    Zgadzam sie z Toba calkowicie, tez niecierpie tego slowa (jestem sama mezatka)
    w/g mnie nie pasuje ono do wspolczesnego zycia. A nie widze powodu aby
    wychodzic za maz, tylko dlatego zeby moc uniknac tego slowa (tak jak ktos na
    pocztku proponuje).
    W Szwecji np stosuje sie nazwe "wspolmieszkajacy" ze soba, a ja osobiscie
    preferuje nazwe "zwiazek partnerski". Brzmi o wiele przyjemniej !!!!!
  • lagardere 02.02.06, 22:03
    Gość portalu: Malgorzata napisał(a):

    > Zgadzam sie z Toba calkowicie, tez niecierpie tego slowa (jestem sama mezatka)
    > w/g mnie nie pasuje ono do wspolczesnego zycia. A nie widze powodu aby
    > wychodzic za maz, tylko dlatego zeby moc uniknac tego slowa (tak jak ktos na
    > pocztku proponuje).
    > W Szwecji np stosuje sie nazwe "wspolmieszkajacy" ze soba, a ja osobiscie
    > preferuje nazwe "zwiazek partnerski". Brzmi o wiele przyjemniej !!!!!

    Ach Filipie, ach Filipie, trzeba znac sie na dowcipie ;)
    W tej Szwecji, to jakies nordyckie poczucie humoru i dlatego tyle samobojstw a
    my tu narod slowianski, pogodny i beztroski! My tez *preferujemy* zwiazki
    partnerskie, choc nie wykluczamy partnerstwa w zwiazkach *kanonicznych* ;)))
  • Gość: zbig. IP: *.acn.waw.pl 03.02.06, 12:12
    coś mnie się wydaje, że w Polsce stopa samobójstw wyższa niż w Szwecji.
  • Gość: gp IP: *.nyc.res.rr.com 03.02.06, 01:19
    Ta, niektorzy lubia rosporek a poniewaz wyrzut im kaze inaczej to chca te nazwe
    konkubinat zastapic czyms milszym dla ucha... alez prosze po prostu mozna
    rzec: "zwiazek ku..ki, damsko - meski")))) Pieknie brzmi dobitnie, oddaje
    istote zwiazku i podkresla jego charakter ktory sie kreci wokol dupy obojga
    zainteresowanych.
    I czyz to nie jest mile dla ucha?))))))
    Zyczac milego lozkowania - dobranoc!)))
  • bun01 03.02.06, 11:21
    kręci sie wokól tyłka a po slubie już nie, tak? Cóż za prostacki sposób
    myślenia.
  • Gość: Tomy Tom IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.02.06, 12:33
    Napisze w tym samym stylu. GP ty PROSTAKU
  • Gość: Bea IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.06, 18:45
    W takim razie na malzenstwo powinienes stosowac podobne okreslenie, bo oni nie
    tylko wspolnie mieszkaja, ale zwykle rowniez uprawiaja seks! O zgrozo! A
    powaznie, to mysle ze nie masz prawa wypowiadac sie o czyms o czym nie masz
    zielonego pojecia. Ja nie moge... O ile piekniejszy bylby swiat moheroza nie
    przeslaniala niektorym wzroku.
  • jolunia01 05.02.06, 23:16
    Gość portalu: gp napisał(a):

    > Ta, niektorzy lubia rosporek a poniewaz wyrzut im kaze inaczej to chca te
    nazwe konkubinat zastapic czyms milszym dla ucha... alez prosze po prostu mozna
    > rzec: "zwiazek ku..ki, damsko - meski")))) Pieknie brzmi dobitnie, oddaje
    > istote zwiazku i podkresla jego charakter ktory sie kreci wokol dupy obojga
    > zainteresowanych.
    > I czyz to nie jest mile dla ucha?))))))
    > Zyczac milego lozkowania - dobranoc!)))

    Życzę ci, przygłupie, żebyś spać nie mógł. Co to jest "rosporek"? I dlaczego,
    oprócz tego, że jesteś nieukiem, jesteś chamem?
    A swoją drogą ciekawa jestem wokół czego kręci się twój związek.

    --
    O, to ja - taka mądra jestem?!
  • Gość: etylkapl IP: 213.77.42.* 03.02.06, 07:51
    W Szwecji np stosuje sie nazwe "wspolmieszkajacy" ze soba, a ja osobiscie
    > preferuje nazwe "zwiazek partnerski". Brzmi o wiele przyjemniej !!!!!
    w końcu każdą dewiację można ubrać w piękne słówka
  • Gość: Behemot IP: 84.216.51.* 03.02.06, 11:02
    > W Szwecji np stosuje sie nazwe "wspolmieszkajacy" ze soba, a ja osobiscie
    > preferuje nazwe "zwiazek partnerski". Brzmi o wiele przyjemniej !!!!!
    Po szwedzku to jest 'sambo'. To slowo zawsze mnie troche smieszylo, chociaz
    krotkie i poreczne ;)
    Ale oni maja jeszcze 'särbo', czyli pozostajacy w zwiazku, ale mieszkajacy
    oddzielnie. Ot nowoczesnosc!
  • xs550 04.02.06, 12:56
    Gość portalu: Behemot napisał(a):

    > Ale oni maja jeszcze 'särbo', czyli pozostajacy w zwiazku, ale mieszkajacy
    > oddzielnie. Ot nowoczesnosc!

    Tjaaa... Bo kiedys to sie nie zdarzalo...
  • Gość: Radvaletnijn IP: 80.54.200.* 03.02.06, 13:15
    czytam i czytam i ciezko sie doszukac, przeciez tak proste jest to skojarzenie:
    partnerstwo, nie konkubent, nie konkubina tylko partner. Po co sie doszukiwac.
    pozdro!
    oczywiscie partnerskie
    0d 3 i pol roku
  • Gość: henpoc@gazeta. pl IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.06, 17:50
    Żona lub Mąż czasami są słabo mobilizujące do dobrego współżycia!
    Partnerswo dobre jest dla Żony lub Męża dochodzącego!
    Konkubinat-konkubina czy konkubent są rzeczywiście brzydkie [ nazwa ]!
    Może więc wice-Żona??? ; wice-Mąż???
  • oliwka117 06.02.06, 12:05
    łojojoj!!! jakie wielkie dyskusje na temat jakiegoś określenia! Na pewno
    określenie dzidziuś bękart jest lepsze... Jak autorka tematu chce zmienić
    status, bo ją razi to niech wyjdzie sobie za mąż a nie wymaga żeby jej zmienić
    nazwę. Niech weźmie ślub cywilny jak jej wygodnie, bez płacenia głupich składek
    na nauki itp. Tak na marginesie to nauki prowadzą ludzie, którzy poświęcają temu
    swój czas i też nie chcą zdychać z głodu robiąc to zupełnie charytatywnie. A 25
    zł za kurs przedmałżeński to nie jest chyba dużo? Za ślub wcale nie trzeba
    płacić księdzu-jest to dobrowolne a ksiądz nie ma prawa tego wymagać. A jak ktoś
    twierdzi, że nie potrzebuje papierka, bo kocha to jego sprawa. Nie zgadzam się,
    że nie-małżonkowie bardziej się mobilizują do starań o własne względy, chyba
    tylko na początku.
  • Gość: Kryztyna z gazowni IP: 195.116.245.* 03.02.06, 08:30
    a wyjdziesz za mąż? Może nadal będziesz konkubiną, współnałożnicą itd...
    przecież to takie przyjemne
  • Gość: pasqda1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.06, 10:18
    Tak,jasne, wyjdę, jak nie będzie się to wiązało z dawaniem "co łaska" na: nauki
    przedmałżeńskie, organistę, wystrój kościoła, ślub sam, "licencję" na możliwość
    zawarcia związku w innej parafii itp. oraz jeżeli nasze wspaniałe moherowe
    państwo przestanie mi rzucać kłody pod nogi, odbierając mi większość dochodów
    na becikowe dla meneli i zasiłki dla nierobów. JAK RÓWNIEŻ KIEDY PRZESTANIE
    OBOWIĄZYWAĆ PRZEPIS, ŻE WSZELKIE PŁATNOŚCI NA RZECZ OSOBY LUB FIRMY
    WSPÓŁMAŁŻONKA NIE MOGĄ BYĆ KOSZTEM FIRMY. Nie mam zamiaru wyjść za mąż i
    zbankrutować, wolę zarabiać na życie (moje i konkubenta) niż zdychać z głodu,
    ale za to być piękną i czystą "współmałżonką". A na marginesie: Niemcy mają
    ładny zwrot "towarzysz życia" i nie robią z tego żadnej niemoralności. Ale mogę
    być konkubiną - mam to w nosie. Lepsza kochana konkubina niż maltretowana żona.
  • dziadypl 03.02.06, 10:43
  • pantarejka 03.02.06, 12:13
    Ale jaka zorientowana w procedurze ślubno - weselnej... Musiała jednak
    szukać...
    Ja wolę się czuć kochaną żoną, niż kochaną konkubiną.
  • Gość: pasqda1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.06, 13:07
    Pewnie, że szukałam, nie mam zwyczaju wyrażać opinii bez poznania faktów, a
    tylko na podstawie swojej "nienawiści". Czuj się kochaną żoną, skoro możesz
    sobie na to pozwolić, ale przyjmij do wiadomości, że właśnie nie każdy może -
    dzięki "wspieraniu przedsiębiorczości" w tym chorym państwie.
  • pantarejka 03.02.06, 14:04
    Nie bądź zła...
    Pomimo, że mam wykształcenie ekonomiczne, staram się nie podchodzić do życia
    uwzględniając tylko zyski i straty (np. co da się wliczyć w koszty, a co nie.)
    Jestem idealistką (choć bardziej wolę określenie "racjonalna idealistka" :)
    Śmierć moich ideałów byłaby dla mnie równie przykra, jak nędza. Dla mnie
    małżeństwo ma również wymiar duchowy, którego mi żaden konkubinat nie da. Dla
    mnie Twoja postawa byłaby asekuracją, strachem przed "skokiem na głęboką wodę"
    i brakiem ufności.
  • orys100 03.02.06, 14:58
    wymiar duchowy aktu zawarcia małżeństwa z USC??? .. mnie, chociaż legitymuję
    się takowym, wydawało się zawsze że wymiar duchowy nadaje uczucie między
    partnerami (czy to formalnymi czy mniej)
    pozdr.
  • pantarejka 03.02.06, 18:46
    KK nie USC
  • surtout 06.02.06, 01:57
    Twój wybór... kochana.
    --
    On się nie boi. Tak się ino poboiwa, panocku...
  • Gość: pasqda1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.06, 13:04
    Bzdur????
    To które z moch twierdzeń jest bzdurą?
    koszty - wzięte z życia
    przepisy prawne - również
    Ach tak, chyba że nasze prawo nazywasz bzdurą... Ale masz szanse to zmienić,
    moherku...
  • delfina77 03.02.06, 18:53
    Co się tak burzycie na to, że ktoś żyje inaczej niż wy? Jesteście ciemnymi,
    zakłamanymi ludźmi. Z kościołem jestem raczej na bakier, ale są 2 powiedzenia,
    które mi zapadły w pamięc i staram się o nich zawsze pamiętac. Polecam
    wszystkim, zwłaszcza "moherkom". Oto one:
    1. "Widzisz źdźbło w oku bliźniego, a belki we własnym nie dostrzegasz"?
    2. "Miłuj bliźniego swego jak siebie samego".
    Tylko i aż tyle, o ileż milej by się żyło gdyby każdy zajął się własną d..pą
    zamiast umoralniac innych. Powodzenia dla małżeństw i związków partnerskich,
    nieważne w którym z nich jesteście, liczy się miłośc
  • ton 03.02.06, 09:06
    To nie słowo jest okropne, tylko takie się stało, a dlaczego?
    Dlatego, że kojarzy się tak, jak napisałaś - z marginesem.
    Ale po co wymyślać nową nazwę, jeśli z nią stanie się dokładnie to samo?
    Przecież margines tak właśnie żyje - "na kocią łąpę", w "wolnym związku" - są te określenia i jest kilka innych, a to jedno o którym piszesz jest urzędowe i dlatego musisz go użyć, i dlatego też pojawia się w notatkach policyjnych...

    Jeśli nie chcesz żyć jak margines, zawrzyj związek małżeński - czy to problem? Przecież jeśli nie jesteście pewni czy chcecie być ze sobą na dłużej, to zawsze są rozwody, w dzisiejszych czasach to proste, dla ułatwienia możecie jakąś intercyzę przed ślubem podpisać... (:
    Oczywiście piszę tu o małżeństwie w sensie prawnym, bo katolickie rozumienie małżeństwa wyklucza rozwód - ale skoro żyjesz w "wolnym związku", to zakładam, że małżeństwo katolickie Cię nie interesuje...
  • pozara 03.02.06, 09:42
    matkooo, z przerażeniem czytam wypowiedzi ludzi, co to zatrzymali swój rozwój w
    czasach średniopwiecza.
    żyje w konkubinacie, wyjde niedługo za mąż - ale dojrzerwałam do tej decyzji po
    pierwsze z powodów finansowych, po drugie musiałam miec pewność.
    otóż drogie moherowe berety lepiej żyć w konkubinacie i się przekonać aniżeli
    potem cierpiec do konca zycia - bo przeciez nie wypada sie rozwieść!!!
    KONKUBINAT - OCHYDNA NAZWA TO FAKT, czasem na poczcie jak odbieram listy
    polecone pani w okienku sie pyta a ten Pan dla Pani to kto - jakoś słowo
    konkubent mi nie przechodzi przez gardło i mówie albo mąż (albo współlokator -
    >tez nieładnie)
    uważam po pierwsze ze konkubinat powinien byc ustanowiony prawnie, po drugie
    powinien nosic jakąs ludzka przyjemna nazwę. ludzie yjacy wq konkubinacie chca
    byc ze soba , małżonkowie często muszą -> więc która miłość często jest wieksza
    tu moze troche przesadziłam , ale chce napisac tym dziwnym ludkom o jeszcze
    dziwniejszych pogladach ze konkubinat jest czyms pieknym emocjonalnie
  • Gość: Tomy Tom IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.02.06, 12:39
    pozara, dziękuje bo juz myślałem ze moja babcia sie ma 200 klonów i opanowała
    to forum i próbuje zmusić do swoich pogladow z XVIII wieku
  • Gość: Mimbla, IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.06, 14:38
  • Gość: Mimbla IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.06, 14:41
    Kochana, NIGDY nie będziesz mieć pewności. To jest dopiero mitologia, jeśli po
    pary latach życia razem myśli się, że teraz już na pewno się sprawdziliśmy.
    NiGDY NIE MA PEWNOŚCI. A po kiego Ci ten ślub???? Trochę to porządkuje życie,
    fakt, ale ....
    Życzę pewności i szczęścia, pozdrawiam z optymizmem....
  • Gość: katolik IP: *.elsat.net.pl 03.02.06, 16:33
    tak, można prawnie usankcjonować związek kobiety i mężczyzny - nazywa się to
    małżeństwo, gdydyby policzyć liczbę małżeńst i liczbę konkubinatów stodunek
    byłby ok 10:1, zatem konkubinat to margine statystyczny jak i rownież społeczny
  • Gość: pi_es IP: *.homechoice.co.uk 03.02.06, 19:08
    masz niedorozwiniety mozg hahaha
  • jolunia01 05.02.06, 23:23
    Gość portalu: katolik napisał(a):

    > tak, można prawnie usankcjonować związek kobiety i mężczyzny - nazywa się to
    > małżeństwo, gdydyby policzyć liczbę małżeńst i liczbę konkubinatów stodunek
    > byłby ok 10:1, zatem konkubinat to margine statystyczny jak i rownież
    społeczny


    A co? liczyłeś? To ty i tobie podobni są marginesem - intelektualnym.
    Współczuję.
    A swoja drogą zgadzam się z jednym z wcześniejszych wpisów: wolę byc kochana
    konkubiną niż maltretowaną żoną - zwłaszcza w "porządnym" katolickim
    małżeństwie, gdzie byle palant może w imie nierozerwalnosci związku zamęczyć
    kobietę na śmierć.
    --
    O, to ja - taka mądra jestem?!
  • Gość: do pozara IP: 80.50.167.* 04.02.06, 13:56
    Przyjema nazwa: może pączusie, albo misiaczki, może słoneczka, może bąbelki ?
    Nie znasz prawa ?
    Konkubinat istnieje w prepisach prawnych.
    OZNACZA WSPÓLNOTĘ MAJĄTKOWĄ, tych którzy się nie pobierają, bo nie chcą.
    Oznacza, że pan X np.zarabiający fortunę, z przyczyn majątkowych zapisał w
    urzędzie, że żyje z panią Y w konkubinacie ( ale sie nie żeni, bo nie ma
    ochoty. To oznacza tyle i tylko tyle ).
    Bo jakby pan X chciał ją za żonę, to by się ożenił. Ale nie chce. Ptrzebna mu
    jest jako wyposażenie domu i do rozliczeń finansowych, na ogół po to żeby
    płacił mniejsze podatki.
    Nie ma takiej sytuacji prawnej" małżonkowie, sa ze sobą bo muszą" jak ty to
    rozumiesz ? Małżeństwo to nie kajdany zaspawane na rekach ofiar slubu. Ślub
    nikogo do niczego nie zmusza. Małżęństwo, to nie jest zakład zamknięty dla
    psychicznie chorych, z tego typu związku można wyjść, nikt nikogo do niczego
    nie zmusza, ludzie po ślubie nie są pozbawiani wolnej woli.
  • Gość: pasqda1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.06, 10:23
    Tak problem - dla mnie np. finansowy. I nie zarzucaj mi przyziemności, bo nie
    uwierzę, że żyjesz powietrzem, mieszkasz w celi i nosisz włosiennicę...
  • Gość: ktkasik IP: 217.11.130.* 03.02.06, 10:56
    margines żyje na kocią łapę? jesteś pewna? jakoś widzę wiele małżeństw, gdzie
    wóda leje się litrami, dzieci chodzą brudne, źródłem utrzymania jest zasiłek i
    sprzedaż pokryw ulicznychstudzienek a żony wybiegają nocą na klatkę schodową
    krzycząc; ratunku, on mnie zaraz zabije...
  • Gość: qwww IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.06, 23:39
    > margines żyje na kocią łapę? jesteś pewna? jakoś widzę wiele małżeństw, gdzie
    > wóda leje się litrami, dzieci chodzą brudne, źródłem utrzymania jest zasiłek i
    > sprzedaż pokryw ulicznychstudzienek a żony wybiegają nocą na klatkę schodową
    > krzycząc; ratunku, on mnie zaraz zabije...


    ciekawe gdzie mieszkasz ... fajnych masz sąsiadów ...
  • xs550 04.02.06, 13:02
    Dokladnie. Tak sie akurat sklada, ze najwiekszy "margines" jaki znam to tez malzenstwo zawarte formalnie. Ludzie zyjacy w konkubinacie to zazwyczaj racjonalnie myslace i swiadome swoich wyborow osoby nie dajace sie wepchnac w roznego rodzaju idiotyzmy tylko dlatego, ze narzuca to na nie spoleczenstwo i tradycja. Zazwyczaj im wyzsze wyksztalcenie tym mniejsza potrzeba formalizacji zwiazku. Bo tak naprawde to po co ta cala szopka ze slubem?
  • Gość: ja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.02.06, 11:58
    czyli tak, mam 27lat moja dziewczyna 25 za 2miesiace zamieszkamy razem,to nasz statu zmieni sie z "chłopak, dziewczyna"na konkubinat i co za tym idzie tak wywnoioskowałem z TWojej wypowiedzi zblizymy sie do "marginesu" tylko dla tego ze zamieszkamy razem bez slubu...(co nazywac sie bedzie konkubinatem)?!
  • xs550 04.02.06, 12:58
    ton napisał:

    > Jeśli nie chcesz żyć jak margines, zawrzyj związek małżeński

    Zawsze ogarnia mnie zdumienie, ze jeszcze sa ludzie tak myslacy... Po prostu tragedia.
  • Gość: xon IP: 81.247.161.* 03.02.06, 20:38
    lepiej? no pewnie
  • Gość: slejzi22 IP: *.waldex.3s.pl 02.02.06, 23:52
    a co tam, ta nazwa jest swietna.Ona wlasnie podkresla zwiazek.Jak narazie nie
    ma lepszej na okreslenie takiego zwiazku.Jest doskonal choc troche
    marginesowa...
  • Gość: Martek. IP: *.acnielsen.pl 03.02.06, 11:14
    a kochabitant ? ;}
    zawiera w obie wszystkie niezbedne informacje, ze mieszkaja ze soba i że łączy
    ich uczucie.
    My z moim kochabitantem co prawda mówimy o sobie - konkubent i "konkubentka",
    ale to tylko z wrodzonej przekory.
  • Gość: Asmodeusz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.06, 02:49
    a lepiej?jjak ktos chce to tak..a jak nie?to wcale NIE epiej..niby czemu?
  • Gość: GOŚĆ IP: *.aster.pl 03.02.06, 14:54
    Francuzi nazywają to koabitacja. To chyba lepsza nazwa
  • Gość: aron IP: *.pl / *.lublin.enterpol.pl 06.02.06, 08:12
    a co to w ogóle jest konkubinat? Czy jak jak byłem z dziewczyną na wakacjach 3
    tygodnie a poza wakacjami nie mieszkaliśmy razem to był to konkubinat czy nie?
  • sylwia183 08.02.06, 00:36
    konkubinat jest to związek dwóch osób, które nie zawarły związku małżeńskiego,
    prowadzących wspólnie gospodarstwo domowe oraz wspólnie wychowujących dzieci.
    A tak naprawdę choć sama jestem mężatką, to ta forma życia aboslutnie mi nie
    przeszkadza, co więcej jestem za tym aby takie związki miały prawo do
    legalizacji pod względem prawnym i formalnym swoich związków. A ta nazwa
    naprawdę źle się kojarzy. Może coś od pary nie wiem partenerstwo, związek
    partnerski. Nich ktoś kto zna łacinę znajdzie jakiś miły odnoścnik do tych i
    podobnych słów.
  • volga_jasnowidzaca 27.01.06, 14:44
    "Wczoraj w późnych godzinach wieczornych, na melinie przy ulicy
    > Gwarnej, pijany do nieprzytomności Marian G. zadźgał siekierą swoją konkubinę
    > Genowefę J. zadając jej 14 ciosów w głowę".


    Jeszcze zawsze piszą :" W trakcie libacji, która trwała od trzech dni. Za
    ściana spało dziecko Genowefy J."...:-)

    Myslę, że związek partnerski i tyle. A tym co wszytko kojazy się z łóżkiem -
    pewnie w małżeństwie z łóżka się nie korzysta?
    --
    Volga_Jasnowidząca

    All this running around well, it's getting me down
  • Gość: Śtyngiel IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.06, 20:18
    Wczoraj w godzinach rannych moja konkubina Zofia Wypych wyszla po "dykte" do
    meliny, w celu przedłużenia libacji alkocholowej, która trwała nieprzerwanie
    cztery dni. Na zakup tegoż trunku zabrała z naszych wspólnych zasobów
    finansowych 5zł; Mineły cztery dni i do tamtej pory nie powróciła, upewniwszy
    się ze nie przebywa u Ryśka Z. psełdonim "Żbik". Wszczołem poszukiwania
    zaginionej. Jeżeli ktokolwiek, kiedykolwiek i jakkolwiek widział zaginioną
    proszę o kontakt (nie chodzi o nia lecz o te 5zł; które zabrała). Zygmunt B.
    psełdonim "Śtyngiel". Suków-Babie 45.
  • viking2 03.02.06, 02:38
    > "Wczoraj w późnych godzinach wieczornych, na melinie przy ulicy
    > > Gwarnej, pijany do nieprzytomności Marian G. zadźgał siekierą swoją konku
    > binę
    > > Genowefę J. zadając jej 14 ciosów w głowę".

    No zaraz, jak siekiera, to nie "zadzgal", tylko "zarabal". Dzga sie nozem albo
    srubokretem. Poza tym pisza "zaatakowal", potem jakies ble ble ble, a potem "ze
    skutkiem smiertelnym" albo "zaatakowana poniosla smierc na miejscu".
    I prosze nie krzyczec, wiem, ze nie na temat, ale nie moglem sobie odmowic. A na
    temat, to poprzednik volga_jasnowidzaca, niejaki gp, pisze idiotyzmy:

    >Ta, niektorzy lubia rosporek a poniewaz wyrzut im kaze inaczej to chca te nazwe
    >konkubinat zastapic czyms milszym dla ucha... alez prosze po prostu mozna
    >rzec: "zwiazek ku..ki, damsko - meski")))) Pieknie brzmi dobitnie, oddaje
    >istote zwiazku i podkresla jego charakter ktory sie kreci wokol dupy obojga
    >zainteresowanych.
    >I czyz to nie jest mile dla ucha?))))))
    >Zyczac milego lozkowania - dobranoc!)))

    Po pierwsze, to roZporek, nie zgadzam sie miec roSporka w spodniach (a nosze na
    codzien bo jestem facetem), a po drugie to "zwiazek ku..ki" nie ma nic wspolnego
    ani z konkubinatem, ani z malzenstwem, a tylko ze swoim wlasnym charakterem i
    zachodzi wtedy, kiedy jedno z partnerow (albo i oboje) nie dochowuje wiernosci.
    Pomijajac juz powszechnie znana prawde, ze "ku..a" to akurat charakter, a nie
    czesc zwiazku (jakiego badz, partnerskiego, malzenskiego, Radzieckiego... a,
    nie, cholera, tu juz za daleko ide...).
    Po drugie, jaki znow wyrzut? Na skorze? Bylo tyle malin nie jesc...
    A po trzecie, to istota jakiegokolwiek sensownego zwiazku nie jest "ku.." - bo
    to tak, jakbys powiedzial, ze istota np. posiadania konta w banku jest
    parkowanie samochodu tylem - tylko wzajemna lojalnosc, przywiazanie, pozadanie,
    seks i milosc wzajemna tych dwojga ludzi.
    I ch... komu do tego, a od oceniania kto, z kim i jak to lepiej sie jednak
    powstrzymac.
  • Gość: etylkpl IP: 213.77.42.* 03.02.06, 08:04
    viking2 napisał: I ch... komu do tego, a od oceniania kto, z kim i jak to
    lepiej sie jednak
    > powstrzymac.
    ********************************
    A WYDAWAŁOBY SIĘ, ŻE CZŁOWIEK PISATY I CZYTATY, a ma pretensje do garbatego, że
    ma dzieci proste, pyta konkubina, to ludzie udzielają odpowiedzi zgodnie ze
    swoimi poglądami, a że niektórzy nie przebierają w słowach, to już
    ryzyko "pytaka"
  • Gość: teszu IP: 213.199.197.* 03.02.06, 09:17
    Twoim zdaniem wymyślanie od ku..w w odpowiedzi na pytanie o zamienniki słowa
    konkubinat jest na temat???
  • Gość: ania IP: *.crowley.pl 03.02.06, 15:19
    ale dziewczyna pyta tylko jak zastąpić to dość nieładne słowo jakimś innym a
    nie co ludzie sądzą na temat jej związku. Co komu do tego jak kto żyje? Niech
    każdy lepiej spojrzy na siebie czy jest taki kryształowy.
  • Gość: pi_es IP: *.homechoice.co.uk 03.02.06, 19:13
  • Gość: kobieta IP: *.tronic.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 27.01.06, 14:52
    Nie, konkubina brzmi w moich uszach lepiej niż kochanka. Kochanka to ktoś, kto
    wdarł się do cudzego domu, rozwalił rodzinę, odebrał dzieciom ojca. Konkubina
    ma swojego faceta na stałe, tworzą wspólny dom, żyją jak małżeństwo tylko
    ulegli dzisiejszej modzie na związki partnerskie. Nic na to nie poradzisz, że
    półświatek lubi związki partnerskie. Oni tak żyją bezmyślnie. Ty wyjdz za
    swojego konkubenta i będzie po kłopocie. I mama się ucieszy...
  • nancyboy 27.01.06, 14:58
    > ulegli dzisiejszej modzie na związki partnerskie
    A może nie ulegli wczorajszej modzie na małżeństwo?
  • Gość: kobieta IP: *.tronic.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 27.01.06, 15:17
    Daj spokój! Przecież to tylko moda i to na dodatek szkodliwa dla kobiety.
    Małżeństwo daje kobiecie poczucie stabilizacji, daje jej prawa, których nie
    mają konkubiny. Męzowi nie jest tak łatwo uwolnić się od odpowiedzialności za
    rodzinę jak konkubentowi. Oczywiście biorę pod uwagę ludzi tzw. normalnych i
    nie myślę o względach etycznych bo to sprawa z innej bajki. Małżeństwo to nie
    moda, ani dzisiejsza ani wczorajsza. Małżeństwo to instytucja na której
    budowały się całe pokolenia. To tradycja, która trwa tysiące lat.
  • p.s.j 27.01.06, 15:18
    Odpowiednio skonstruowana umowa cywilno-prawna da Tobie takie same
    zabezpieczenia finansowe, co małżeństwo, albo i lepsiejsze.
  • Gość: kobieta IP: *.tronic.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 27.01.06, 15:23
    Pewnie że tak. Ale w takim razie dlaczego nie małżeństwo? żeby mieć "furtkę"?
    Para, która ma w nosie ślub może równie łatwo zdecydować się na rozwód. A
    spróbować warto.
  • p.s.j 27.01.06, 15:25
    Bo nie trzeba podpisując umowę iść do USC/księdza? Albo kupować drooogiej sukni?
  • Gość: kasiulla IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.06, 08:47
    Kobieto, co Ty mówisz?
    Konkubinat szkodliwy dla kobiety? Ekhem... Pod jakim względem? Ja sobie bardzo
    chwalę i śmiem twierdzić, że mogłoby mi być gorzej, gdyby mój konkubent był
    moim mężem. Jakoś tak wszędzie naokoło wśród znajomych obserwujemy, że po
    ślubie dotychczas doskonałe związki zaczynają sie rozpadać... A my trwamy juz 7
    lat, mamy dziecko i zamierzamy przeżyć ze sobą resztę życia w tym... tfu!
    bezbożnym konkubinacie.

    > Małżeństwo daje kobiecie poczucie stabilizacji, daje jej prawa, których nie
    > mają konkubiny. Męzowi nie jest tak łatwo uwolnić się od odpowiedzialności za
    > rodzinę jak konkubentowi. Oczywiście biorę pod uwagę ludzi tzw. normalnych i

    O jakiej stabilizacji mówisz? O tym, że mąż z obrączką na palcu nie będzie miał
    kochanki? Oczywiście może mieć, tylko później trudniej takiego drania rzucić,
    bo za dużo papierków, dzielenie majątku itp.

    Jakie prawa? Prawo do rozwodu? Bo do alimentów ma każda kobieta od ojca swego
    dziecka. Jesli chodzi Ci o prawo do trwania przy mężu, informacji od lekarza,
    gdy mąż jest ciężko chory, to fakt... Żony mają lepiej, bo ja według prawa
    jestem osobą obcą dla mojego konkubenta/kochanka/patnera - jak zwał, tak zwał.

    Ludzi normalnych? Czy za normalnych uznasz ludzi, którzy tworzą kochającą się
    rodzinę, są dobrymi rodzicami, nie są patologiczni, nie kłócą się, nie biją,
    nie piją, snują wspólne plany i marzenia, pracują w uznanych zawodach, a
    jedynym ich "grzechem" jest brak aktu stwierdzającego zawarcie związku? Twoim
    zdaniem sam konkubinat to już pewnie patologia, co?

    Wracając do tematu wątku - konkubinat rzeczywiście się "kojarzy". To chyba
    jednak nie moja wina, że w półświatku nikt sobie nie zawraca głowy papierami,
    bo "miłości" często zmieniają swe oblicze. A w "wyższych sferach" taki mafiozo
    może przepisać majątek na konkubinę i nikt mu nic nie zrobi.

    Przyznaję, że w codziennym życiu szybciej i prościej jest powiedzieć "mąż" i
    takim słowem się posługuję, nie wnikając w szczegóły. Jednak w sferach stku
    życia z prawem, przepisami itp. zazwyczaj mówię "konkubent" albo "partner
    życiowy". "Kohabitat" byłby paskudną kalką z francuskiego, choć pewnie
    niekojarzącą się aż tak z patologiami.

    "Związek partnerski" to fajne określenie, ale chyba za długie, by móc się nim
    na codzień posługiwać.

    Ale co ja mogę wiedzieć? Zdaniem Kobiety z postu powyżej chyba jestem
    nienormalna, bo nie spieszymi się do ślubnego kobierca. Może dlatego, że to ja
    miałabym zbyt wiele do stracenia? Kto wie? A może jednak jestem patologiczna,
    skoro nie marzy mi się obrączka? I nie marzy mi się obarczanie swoją osobą
    mojego partnera?
  • Gość: kobieta IP: *.tronic.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 28.01.06, 13:51
    Dlaczego w Tobie tyle kompleksów? Bronisz się tak, jakby ktoś tu na Ciebie
    napadał. To w jakim związku żyjesz to Twoja i Twojego (?) sprawa. Ja w każdym
    razie życzę Wam szczęścia. Czy ktoś Ci nadokuczał, że mnie posądzasz o jakieś
    niezdrowe emocje w związku z "bezbożnością" Twojego życia? Wcale nie uważam, że
    konkubinat jest bezbożny. Zresztą dla mnie religia jest ostatnim argumentem (i
    to tylko dla wierzących) przemawiającym za ślubem. Sama piszesz, że w
    codziennym życiu nazywasz swojego (?) mężem, że masz trudności w przypadku gdy
    wchodzi w grę prawo o ochronie danych osobowych. Czeka Cię jeszcze
    wytłumaczenie dziecku dlaczego mamusia inaczej nazywa się niż ono i tatuś ale
    to dopiero jak pójdzie do szkoły i zaczną pytać rówieśnicy. Mężowi trudniej
    odejść od rodziny niż konkubentowi, to prawda i bardzo ważne. Wtedy gdy
    wszystko się wali ślub jest przeszkodą w rozstaniu bo rozwód kosztuje i kupę
    czasu i pieniędzy. Czasami ludzie wiedząc, że "muszą" być ze sobą rzeczywiście
    godzą się i starają się wszystko zmienić. Nie uważam też (jak sugerujesz), żeby
    konkubinat sam w sobie był już patologią. Ludzie z półświatka nie żenią się "z
    lenistwa" a inteligentni "z przekory". Coś jeszcze Ci powiem ale nie bierz tego
    koniecznie do siebie. Mogę się założyć, że 3/4 tych nowoczesnych konkubin,
    które z takim lekceważeniem mówią o małżeństwie, posiusiałoby się z radości
    gdyby ukochany poprosił je o rękę. W skrytości ducha marzą i o tej obrączce i o
    białej sukni, o kiczowatym weselisku "do białego rana", o tym, żeby dla
    środowiska przestały być panną z dzieckiem albo kochanką. Żeby wreszcie stanąć
    mocno na stabilnym gruncie i wić swoje szczęśliwe gniazdko. Żadna się do tego
    nie przyzna chociaż taka właśnie jest natura kobiety. Nie martw się, nie jesteś
    patologiczna. Jednego tylko nie rozumiem. "Nie marzy mi się obarczanie swoją
    osobą mojego partnera" - napisałaś. Jak mam to rozumieć? To mnie dopiero
    przeraziło! bo to sugeruje, że Twój partner świeci jak słońce a Ty masz prawo
    krążyć wokół tego słońca jak planeta ale nie zbliżać się zbytnio. Jak się
    zbliżysz to się spalisz. Każda żona przygasiłaby takie słoneczko ale konkubina
    nie może bo słoneczko zacznie ogrzewać inne planety. Przemyśl to, proszę.
  • Gość: ferment IP: *.chello.pl 28.01.06, 15:50
    Gość: kasiulla :
    Kobieto, co Ty mówisz?
    Konkubinat szkodliwy dla kobiety? Ekhem... Pod jakim względem? Ja sobie bardzo
    chwalę

    !!!,??? nie wierzę

    i śmiem twierdzić, że mogłoby mi być gorzej, gdyby mój konkubent był
    moim mężem.

    ???, !!! to stwierzdenie mnie zaniepokoiło, bardzo

    Jakoś tak wszędzie naokoło wśród znajomych obserwujemy, że po
    ślubie dotychczas doskonałe związki zaczynają sie rozpadać...

    takie były doskonałe do ślubu, nie ma tu nadinterpretacji z Twojej strony?
    obserwujecie też związki, które się nie rozpadają, czy tylko te, kórym się nie
    udało?

    A my trwamy juz 7
    lat, mamy dziecko i zamierzamy przeżyć ze sobą resztę życia w tym...

    my trwamy juz 25 lat i zamierzamy trwać dalej,( dwoje dzieci)

    tfu!
    bezbożnym konkubinacie.

    kiedyś też był bezbożny, choć po kontrakcie cywilnym, od kilkunastu lat pobożny

    a salej wyręcza mnie >kobieta<, dzięki jej za wysiłek napisania postu, pos kórym
    mogę się podpisać, szczególnie pod tymi stwierdzeniami:

    Gość portalu: kobieta napisał(a):

    > Dlaczego w Tobie tyle kompleksów? Bronisz się tak, jakby ktoś tu na Ciebie
    > napadał. To w jakim związku żyjesz to Twoja i Twojego (?) sprawa.
    >
    > Sama piszesz, że w
    > codziennym życiu nazywasz swojego (?) mężem, że masz trudności w przypadku gdy
    > wchodzi w grę prawo o ochronie danych osobowych.

    >Coś jeszcze Ci powiem ale nie bierz tego koniecznie do siebie.

    Mogę się założyć, że 3/4 tych nowoczesnych konkubin,
    > które z takim lekceważeniem mówią o małżeństwie, posiusiałoby się z radości
    > gdyby ukochany poprosił je o rękę. W skrytości ducha marzą i o tej obrączce i
    > białej sukni, o kiczowatym weselisku "do białego rana", o tym, żeby dla
    > środowiska przestały być panną z dzieckiem albo kochanką. Żeby wreszcie stanąć
    > mocno na stabilnym gruncie i wić swoje szczęśliwe gniazdko. Żadna się do tego
    > nie przyzna chociaż taka właśnie jest natura kobiety. Nie martw się, nie jesteś
    > patologiczna.



    Jednego tylko nie rozumiem. "Nie marzy mi się obarczanie swoją
    > osobą mojego partnera" - napisałaś.

    ?fermenta też poruszyły powyższe słowa?

    Jak mam to rozumieć? To mnie dopiero
    > przeraziło! bo to sugeruje, że Twój partner świeci jak słońce a Ty masz prawo
    > krążyć wokół tego słońca jak planeta ale nie zbliżać się zbytnio. Jak się
    > zbliżysz to się spalisz. Każda żona przygasiłaby takie słoneczko ale konkubina
    > nie może bo słoneczko zacznie ogrzewać inne planety. Przemyśl to, proszę.

    dopisuję się do tego apelu, przeczytaj jeszcze swój post, nie jeden raz i nie
    dwa razy - przeczytaj z uwagą, przemyśl

    serdecznie pozdrawiam kasiullę i kobietę
  • Gość: kasiulla IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.06, 21:08
    OK. Zasiałam trochę zamętu, więc może kilka wyjaśnień:
    1. Nie twierdzę, że nie wierzę w małżeństwo, ale w MOIM (podkreślam)
    subiektywnym mniemaniu i w mojej sytuacji rozwiązaniem lepszym dla mnie jest
    konkubinat. Być może dlatego, że oboje z partnerem (prowadziliśmy na ten temat
    wiele dyskusji) rzeczywiście boimy się, że coś się popsuje. To może
    niedorzeczne, ale jeśli na przestrzeni tych 7 lat widzimy naszych znajomych,
    którzy po zawarciu związku małżeńskiego nagle przestają być dla siebie
    partnerami, miewają poważne kryzysy, niektórzy się rozwodzą, to naprawdę
    odechciewa nam się "papierkowej zabawy". Oczywiście mamy przykłady (niestety
    nieliczne) udanych małżeństw, ale statystycznie jest ich znacznie mniej. Nie
    wiem, może to przypadłość "karierowiczów" i artystów, których wielu się wokół
    nas obraca?

    2. Nie marzę o ślubnym kobiercu. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że nigdy nie
    marzyłam, bo chyba każdej nastoletniej panience marzy się piękny ślub i cała ta
    otoczka. Ale kiedyś marzyłam też, żeby zostać archeologiem... Nie chcemy ślubu
    kościelnego, a ślub cywilny chyba zanadto przypomina nam urzędową formalność,
    by rzeczywiście było o co kruszyć kopie.

    3. Zastanawiacie się, dlaczego uważam, że nie chcę obarczać swoją osobą
    partnera. Rzeczywiście, nie wyraziłam się wystarczająco jasno. Nie należę do
    kobiet, których marzeniem jest wicie gniazdka, chowanie dzieci, pranie,
    sprzątanie, gotowanie itp. Czułabym się bardzo źle, każąc się utrzymywać
    mężowi. Nie jestem wojującą feministką, ale jeżeli mamy żyć w związku
    partnerskim, to mamy równe prawa i równe obowiązki. Przez kilka lat to mój
    partner zarabiał więcej i utrzymywał nas oboje - ja wtedy studiowałam. Gdy
    pojawiło się dziecko i zaczęło często chorować, to on zostawił pracę, by
    zaopiekowac się synem, dając mi tym samym możliwość dokończenia studiów
    (dziennych). Ja wówczas przejęłam obowiązki "żywiciela rodziny". Teraz
    pracujemy razem w domu (partner pomaga mi prowadzić firmę), razem opiekujemy
    się dzieckiem, nie mamy jakiegoś szczególnie konkretnego podziału obowiązków -
    każdy robi to, co w danej chwili jest konieczne.

    Być może również z tego wynika niechęć do tradycyjnego modelu rodziny, w której
    ślub to podstawa.

    Ktoś zarzucił mi, że nazywam "do ludzi" swojego partnera mężem, choć nie
    wyobrażam sobie zawarcia formalnego związku. Tak, bo tak jest krócej - tam,
    gdzie rozróżnienie pomiędzy konkubinatem a małżeństwem jest konieczne - sąd,
    przedszkole syna, urzędy wszelkie - tam nie mam oporów przed nazywaniem rzeczy
    po imieniu. Słowo "partner" niestety brzmi pretensjonalnie (spróbujcie
    powiedzieć ekspedientce, że "po resztę zakupów przyjdzie mój partner"),
    a "konkubent" nie tylko się kojarzy (i to bardzo wielu ludziom), ale przez
    wielu niestety bywa nierozumiane (niestety część naszego społeczeństwa ma
    bardzo ubogi słownik). Juz widzę wybałuszone oczy pani ze sklepu obok, gdy
    pyta, czemu przychodzę po zakupy bez syna - "syn został w domu z
    konkubentem..." ;-)))) Stąd ten "mąż".

    Napadliście, jakbym zrobiła coś złego. Kobieta wypowiedziała się bardzo
    kategorycznie o konkubinacie, więc równie kategorycznie przedstawiłam jej swoją
    opinię, która - tak się składa - jest przeciwna. Przeczytajcie może najpierw
    jej post, w którym pisze, że konkubinat może być szkodliwy dla kobiety.

    Na koniec dodam, że niestety kilka moich koleżanek na małżeństwie nie tylko
    się "przejechało", ale straciło też sporo pieniędzy. W moim zawodzie zarabia
    się nieźle (a nawet bardzo dobrze) i tu niestety są regułą panowie, którzy
    przy rozwodzie zabierają połowę nie przez siebie zgormadzonego majątku. Być
    może więc w pewnej, choć nie główne, mierze kieruje mną także wyrachowanie.
    Dopóki jestesmy razem, razem też dzielimy wszystkie pożytki i może tak być do
    końca życia. Gdyby jednak - czego się nie da przewidzieć - przyszło nam się
    kiedykolwiek rozstać, to wiem, że nie zostanę z synem na bruku, bo nie stracę
    dorobku swojego życia.

    Chłodna kalkulacja, wyrachowanie? Może tak, ale przynajmniej zasady są czyste i
    wiem, że jesteśmy razem, bo chcemy, a nie dlatego, że mamy papier, że rozwód
    jest ciężki i bolesny, i że ktoś na tym straci.

    Kobieta uważa, że mam kompleksy, a mnie się wydaje, że kompleksy mają te
    kobiety, które w zawarciu związku małżeńskiego upatrują swego celu w życiu i
    istoty własnego istnienia, nie mając żadnych innych celów, planów i perspektyw.
    Ale być może mam po prostu inny światopogląd.
  • Gość: kasiulla IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.06, 21:14
    Aha, względem zmiany nazwiska: zaistniałam w swojej branży pod swoim
    nazwiskiem, jest ono rozpoznawalne, więc tym bardziej nie spieszy mi się do
    zmiany nazwiska i informowania wszystkich, zmiany pieczątek, wizytówek, nawet
    dokumentów rejestrowych firmy.

    Podchodzę do tej kwestii bardzo trzeźwo i raczej bez romantycznej otoczki.
    Można spokojnie stwierdzić, że jestem damską szowinistyczną ś... ;-)))
  • Gość: ferment IP: *.chello.pl 28.01.06, 21:39
    Gość portalu: kasiulla napisał(a):

    > Aha, względem zmiany nazwiska: zaistniałam w swojej branży pod swoim
    > nazwiskiem, jest ono rozpoznawalne, więc tym bardziej nie spieszy mi się do
    > zmiany nazwiska i informowania wszystkich, zmiany pieczątek, wizytówek, nawet
    > dokumentów rejestrowych firmy.

    o ile wiem, to można zostać przybswoim nazwisku, to nie problem
    >
    > Podchodzę do tej kwestii bardzo trzeźwo i raczej bez romantycznej otoczki.
    > Można spokojnie stwierdzić, że jestem damską szowinistyczną ś... ;-)))

    niewątpliwie nią jesteś, to nie przytyk, ale uczciwie podchodzisz do sprawy,
    przynajmniej siebie nie okłamujesz
    dzieli za odpowiedź, powodzenia w realizacji planów życiowych
  • Gość: kobieta IP: *.tronic.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 28.01.06, 21:52
    Jeżeli czymś Cię uraziłam to przepraszam. Widzisz, gdybyśmy znały się osobiście
    to obu byłoby łatwiej o właściwe wnioski. Żyjesz jak chcesz i jeżeli Tobie z
    tym dobrze to mnie też. Rozumiem oczywiście to co piszesz. Taki stan rzeczy i
    sposób myślenia jest jednak zbyt "nowoczesny" jak na moją czterdziesto+ letnią
    głowę. Moja córka prędzej by Cię zrozumiała. Każde pokolenie preferuje inne
    wartości i ja się z tym zgadzam. Dla mnie ważne jest zaufanie między partnerami
    (wszystko jedno czy po ślubie czy nie). Twoje pokolenie potrafi twardo stać na
    nogach, ja przed ślubem nie myślałam o tym co będzie gdyby narzeczony okazał
    się draniem. Po prostu kochałam. Całe szczęście, że dobrze trafiłam! Ty możesz
    przed ślubem podpisać intercyzę, potem zaprowadzić rozdzielność majątkową. W
    mojej młodości się tego nie praktykowało teraz nikogo nie dziwi i dobrze. A co
    do mojej oceny Ciebie? no cóż, jesteś osobą bardzo trzeżwo myślącą
    (wyrachowaną?) ale tego co napisałaś na końcu nie można "spokojnie stwierdzić".
    Takie sugestie to albo obrona poprzez atak albo niska samoocena.
    Ps. Zrób kiedyś eksperyment z tą sprzedawczynią i konkubentem ale w jakimś
    bardziej oddalonym sklepie i napisz nam jaka była reakcja, pośmiejemy się
    razem. Serdecznie pozdrawiam całą Twoją rodzinę i życzę Wam szczęścia.
  • Gość: konkubent IP: *.chello.pl 03.02.06, 09:37
    żyję w kontrmoheriacie
    żyję w bezbecikowiacie
    żyję w bezkajdanacie
    żyję w amoranacie
    zyję w obopólniaku
    ...
    a swoją drogą słowo małżeństwo mi brzmi jak małżowe maleństwo, małżonka jak
    mała żonka, albo małżowe łonka, tylko jest częściej używane poza kronikami
    kryminalnymi
    może jednak powinienem żyć w małżonacie
  • Gość: Małgo IP: *.chello.pl 04.02.06, 13:38
    mój wujek mówił o cioci pieszczotliwie "moja małżowinka " ;) A o siebie dodam,
    że też chyba jestem nienormalna, bo nie śpieszy mi się na ten ślubny kobierzec,
    a szczególnie przeraża mnie ta otoczka typu suknia za ciężkie pieniądze na
    raz... WQyjść za mąż po cichu i powiedziec rodzinie... byłaby obraza
    majestetu... A skoro papier nic nie zmienia, też wolę żyć w konkubinacie:)
  • iwona8 02.02.06, 21:12

    nnych). Ja wówczas przejęłam obowiązki "żywiciela rodziny". Teraz
    > pracujemy razem w domu (partner pomaga mi prowadzić firmę), razem opiekujemy
    > się dzieckiem, nie mamy jakiegoś szczególnie konkretnego podziału obowiązków -
    > każdy robi to, co w danej chwili jest konieczne.
    >
    > Być może również z tego wynika niechęć do tradycyjnego modelu rodziny, w której
    >
    >
  • tigrissimo 02.02.06, 21:28
    >widzimy naszych znajomych,
    > którzy po zawarciu związku małżeńskiego nagle przestają być dla siebie
    > partnerami, miewają poważne kryzysy, niektórzy się rozwodzą

    Ale skąd sie bierze to przekonanie, że ślub miał wpływ na rozpad tych
    małżeństw?? Być może gdyby pozostali w konkubinacie/związku partnerskim ich
    drogi też by się rozeszły?? Dlaczego od razu zwalać na ślub?

    >Być może również z tego wynika niechęć do tradycyjnego modelu rodziny, w której
    > ślub to podstawa.

    Czy uważasz, że w małżeństwie nie ma miejsca na partnerstwo??? Na takie roszady
    na stanowisku żywiciela rodziny?? Obawiam się, że tu pies pogrzebany. Żyjemy
    cały czas wyobrażeniem, że w małżeństwie to kobieta zajmuje się garami i
    dziećmi, a mąż zarabia pieniądze. W dzisiejszych czasach model rodziny też
    musiał ulec ewolucji. Wymusza to między innymi zmiana stylu zycia, standardów,
    mody, a także możliwości finansowych, charakteru pracy itd. Za czasu naszych
    babć i mam życie nieco inaczej wyglądało. Model rodziny funkcjonującej wtedy i
    teraz ZNACZNIE się od siebie różni. Nie można zatem słowu Małżeństwo przypisywać
    tego dawnego modelu rodziny. Czasy się zmieniły. Podejście takie:
    Konkubinat=relacje partnerskie a małżeństwo=model niezmienny od lat, gdzie kazdy
    wykonuje z góry określone zadania; jest NIEPOROZUMIENIEM. Wg mnie partnerstwo
    jest modelem obowiązującym czy w rodzinie czy w związku nieformanym.

    Może głos w tej kwestii zabiorą mężowie i żony. Jak wygląda ich małżeństwo. Co
    obecnie jest "tradycyjnym modelem rodziny"? Pozdrawiam
  • Gość: kasiulla IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.06, 00:49
    Tigrissimo, bardzo łatwo przychodzi Ci wyciaganie pojedynczych zdań z kontekstu
    i naginanie ich do własnych potrzeb.

    > Ale skąd sie bierze to przekonanie, że ślub miał wpływ na rozpad tych
    > małżeństw?? Być może gdyby pozostali w konkubinacie/związku partnerskim ich
    > drogi też by się rozeszły?? Dlaczego od razu zwalać na ślub?

    Przeczytałaś, co napisałam powyżej i poniżej tego fragmentu? Powyżej pisałam,
    że obserwujemy, jak długoletnie związki zaczynają się psuć właśnie po ślubie.
    Nie wnikam, jaki jest powód - rozleniwienie, pewność, że nie trzeba się starać,
    bo papier zapewni bycie razem do grobowej deski? Nie wiem. Poniżej tego
    fragmentu pisałam z kolei, że być może jest to przypadłośc pewnego grona ludzi,
    nie całej populacji. Nie zwykłam obserwować odsetka rozwodów wśród np. emerytów
    lub młodych małżeństw z miejscowosci poniżej 10 tys. mieszkańców, bo po prostu
    nie mam na codzien dostepu do tych światów. Czy teraz rozumiesz, czy znów
    wyjmiesz zdanie z kontekstu?

    > Czy uważasz, że w małżeństwie nie ma miejsca na partnerstwo??? Na takie
    roszady
    > na stanowisku żywiciela rodziny?? Obawiam się, że tu pies pogrzebany. Żyjemy
    > cały czas wyobrażeniem, że w małżeństwie to kobieta zajmuje się garami i
    [...]

    A Ty umiesz czytac ze zrozumieniem? To była odpowiedź na pytanie: "Nie
    rozumiem, dlaczego piszesz, że nie chcesz swoją osobą obarczać męża". Nie było
    tam nic o tym, że jak małżeństwo, to zawsze tradycyjne i że to źle.

    Szkoda, że nic nie wniosłaś do dyskusji poza biciem piany. Odpowiadanie
    argumentem z innej beczki i przypisywanie mi intencji, których nie wyraziłam to
    nie rozmowa.

    Nikt tu chyba nie neguje prawa małżeństw i konkubinatów do posiadania
    partnerskiej relacji między sobą. Moją intencją - podkreślam: MOJĄ - było
    wskazanie, że konkubinat niekoniecznie jest patologiczny, choć niestety kojarzy
    się z kroniką policyjną, bo w codziennym użyciu zwykle pojawia się w takim
    kontekście.

    I w całym wątku chodzi właśnie o konotację (znasz takie słowo?)
    słowa "konkubinat", nieco niewygodną, mimo że konkubinat jako forma związku
    dwojga ludzi od dłuższego czasu nie jest związany wyłącznie z półświatkiem i
    nie oznacza automatycznie przynależności do konkretnej grupy społecznej.
  • tigrissimo 03.02.06, 16:40
    DO KASIULLI

    Być może ty także nie do końca zrozumiałaś moje intencje. Cóż to jest niestety
    wada pisania a nie kontaktu twarzą w twarz (a moze to efekt nszej kobiecej i
    jakze pokretnej logiki :-) ). Czytałam kilkakrotnie Twój tekst i z żalem muszę
    napisać, że niestety niezależnie na jakie pytanie odpowiadasz piszesz, że ślub
    miał wpływ na rozpad związków, które masz przyjemność znać.. Ja w
    przeciwieństwie do ciebie znam wiele małżeństw i z małych i dużych
    miast/miejscowości, których ślub jeszcze bardziej umocnił oraz związków
    partnerskich, które nie wytrzymały próby czasu. To wcale nie znaczy, że twoje
    czy moje spostrzeżenia są błędne. Niczego takiego nie napisałam. Zapewne masz
    rację, że to wpływ tego, w jakim towarzystwie się obracamy. Nad faktami trudno
    roztaczać dyskusję. Wcale nie mam zamiaru cię atakować i trochę mi przykro, że
    ta dyskusja ma taki ostry wydźwięk.
    Nie miałam najmniejszego zamiaru wyrywać zdań z kontekstu i naginać do własnych
    potrzeb. Poza tym przyjrzyj się uważnie moim zdaniom, które zacytowałaś. Ja tam
    wyraźnie zaakcentowałam, że są to pytania. Miałam nadzieję, że zostanie to
    potraktowane jako problem do zastanowienia, niestety moje intencje ty również
    źle odczytałaś. Nie winię cię, bo pewnie rzeczywiście nie do końca dobrze się
    wyraziłam Może zrobiłam zbyt duży skrót myślowy.

    Co do drugiego fragmentu to nie będę go już wyrywać z kontekstu tylko zacytuję w
    całości:
    >>> kasiulla napisała:
    >„Rzeczywiście, nie wyraziłam się wystarczająco jasno. Nie należę do
    >kobiet, których marzeniem jest wicie gniazdka, chowanie dzieci, pranie,
    >sprzątanie, gotowanie itp. Czułabym się bardzo źle, każąc się utrzymywać
    >mężowi. Nie jestem wojującą feministką, ale jeżeli mamy żyć w związku
    >partnerskim, to mamy równe prawa i równe obowiązki. Przez kilka lat to mój
    >partner zarabiał więcej i utrzymywał nas oboje - ja wtedy studiowałam. Gdy
    >pojawiło się dziecko i zaczęło często chorować, to on zostawił pracę, by
    >zaopiekowac się synem, dając mi tym samym możliwość dokończenia studiów
    >(dziennych). Ja wówczas przejęłam obowiązki "żywiciela rodziny". Teraz
    >pracujemy razem w domu (partner pomaga mi prowadzić firmę), razem opiekujemy
    >się dzieckiem, nie mamy jakiegoś szczególnie konkretnego podziału obowiązków -
    >każdy robi to, co w danej chwili jest konieczne.
    >
    >Być może również z tego wynika niechęć do tradycyjnego modelu rodziny, w której
    >ślub to podstawa.”


    Niestety po przeczytaniu tego akapitu, który podsumowałaś jednym zdaniem
    dotyczącym tradycyjnego modelu rodziny wywnioskowałam, że TRADYCYJNY MODEL
    RODZINY to kobieta – gospodyni domowa wychowująca dzieci i mężczyzna – żywiciel
    rodziny.
    Być może nie takie były twe intencje. Zatem proszę o wyjaśnienie. Zadałam też
    pytanie otwarte, z prośbą o zdefiniowanie „tradycyjnego modelu rodziny”. Bo
    termin ten jest tak samo wyświechtany i używany w różnych kontekstach jak
    chociażby słowa: ojczyzna, patriotyzm, miłość, przyjaźń… itd.

    Niestety nasz spór słowny wyszedł zupełnie poza temat tego forum. Na koniec chcę
    dodać, że w żaden sposób nie oceniam ciebie i miałam nadzieję na wymianę
    spostrzeżeń a nie walkę słowną  Pozdrawiam Cię serdecznie Kasiullo i życzę
    wszystkiego najlepszego.

    A co do „konkubinatu” który jest tematem forum to może dobrze byłoby odświeżyć
    określenie LUBY/LUBA albo użyć bardziej popularne PRZYJACIEL/PRZYJACIÓŁKA;-)
    Pozdrawiam
  • Gość: kasiulla IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.06, 23:40
    OK, Tigrissimo, rozumiem i już sie nie oburzam.

    Odniosę się więc do "tradycyjnego modelu rodziny":
    > >Być może również z tego wynika niechęć do tradycyjnego modelu rodziny, w k
    > tórej
    > >ślub to podstawa.”

    Logicznie więc mówię, że: "tradycyjny model rodziny równa się ślub". Nie mówię
    jednak, że "ślub równa się tradycyjny model rodziny". Zależność jest taka, jak
    pomiędzy kwadratem a prostokątem (każdy kwadrat jest prostokątem, ale nie każdy
    prostokąt jest kwadratem).

    W związku z tym, że tradycyjny model rodziny niesie ze sobą "tradycyjne" role
    kobiety i mężczyzny, ja pozwalam się mu sprzeciwić (modelowi). Nie potepiam w
    czambuł małżeństwa, nie agituję też za konkubinatem - toż to sprawa każdego z
    osobna! Pienię się jednak nieco, jeśli ktoś w konkubinacie widzi źródło zła,
    patologii i uważa, że "bez ślubu to nie rodzina". Komu pasuje "tradycyjny model
    rodziny" - proszę bardzo, niech korzysta z jego uroków.

    Poza tym napisałam, że kojarzę fakt rozpadania się długotrwałych związków z
    zawarciem formalnego małżeństwa, ale że nie jest to aksjomat, niepodważalna
    prawda. Nie raz zastanawiałam się, czy można rzeczywiście mówić o czymś takim,
    jak wpływ papierka na stosunki pomiędzy dwojgiem ludzi. Jesli jednak ludzie
    mieszkają ze sobą, żyją razem wiele lat i jest im dobrze, a po ślubie nagle
    zaczyna im się wszystko walić, przestają się rozumieć, zaczynają na siebie
    patrzyć spode łba? W obserwowanych przeze mnie przypadkach nie można mówić o
    regule kryzysu w 4-5 roku związku, bo związki te były znacznie dłuższe. Nie
    można mówić o rozczarowaniu się sobą, bo dobrze się znają, mieszkali ze sobą
    przed ślubem itp. No więc o co chodzi? O zmianę atmosfery w mieszkaniu? O
    puwierający ich blask obrączek? Nie wiem. Jedyne, z czym kojarzę te zjawiska,
    to zawarcie ślubu. Może się mylę, jednak jest to zastanawiające.

    Postuluje jednak o nieodsądzanie od czci i wiary (to akurat nie do Ciebie,
    Tigrissimo) konkubentów i konkubin, bo wielu z nich to naprawdę niezwykłe
    związki. Pary, które są świadome, że nie dany im będzie rozwód i w każdej
    chwili mogą się rozejść, co powoduje, że starają sie jeszcze bardziej.

    Tyle ode mnie, ale to rzeczywiście nie temat wątku.
  • Gość: ktkasik IP: 217.11.130.* 03.02.06, 10:38
    popieram w 100% :)
  • Gość: dlugi26 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.02.06, 16:16
  • mala_obludnica 04.02.06, 00:08
    podpisuje sie pod Twoja wypowiedzia wszystkimi konczynami :)
    Rowniez zyje w konkubinacie i swiatopogladowo absolutnie sie
    zgadzam ,aczkolwiek mam sytuacje troszeczke inna, a to z dwoch wzgledow :
    1) zyje w Belgii
    2) smarkata jeszcze jestem stosunkowo, dopiero co po studiach.

    ad1) na pewno czlowiekowi zyjacemu w konkubinacie, czy tutejszym
    Samenwonen/cohabiting jest latwiej. Spoleczenstwo otrzaskane z takimi rzeczami,
    nikogo to nie gorszy, prawa i obowiazki : takie same jak w malzenstwie,
    rozliczenia podatkowe - rowniez. Chwilowo mamy podpisany kontrakt konkubinatowy
    taki na skroty - czyli wspolnota majatkowa - a to dlatego ze poki co oboje nie
    smierdzimy groszem. Zalozylismy ze kiedys tam wybierzemy sie do notariusza i
    ustalimy warunki, ale na razie nie ma sobie czym glowy zaprzatac.
    Co do nazwy - w istocie ta polska jest paskudna i kojarzy sie ze zwyrodnieniem
    moralnym li i jedynie. Mysle ze gdybym to miala na codzien, meczyloby mnie to i
    szukalabym godniejszych synonimow. Jako ze bywam w ojczyznie od swieta,
    bardziej nabijam sie ze swojego konkubinatu, traktujac to troche jak
    prowokacje :)Jezeli chodzi o nazewnictwo partnera, to konkubent - z wyjatkiem
    owych zartow - nie przechodzi mi przez usta. Dlatego, nawet przed zareczynami,
    mowilam w Polsce "narzeczony". Co od razu , przyznaje, zmienialo postac rzeczy.
    A juz informujac uczelnie albo zalatwiajac papiery zwiazane ze zmiana kraju...Z
    tym ze jade " do chlopaka" wyglupilam sie raz, i od razu poczestowano mnie
    pelnym politowania i zgorszenia spojrzeniem : naiwne dziewcze, pewnie dla
    jakiegos poludniowca wszystko rzuca i jedzie nie wiadomo gdzie, albo jeszcze
    lepiej : bogatego bauera sobie znalazla...

    Dopiero od pol roku moge przy tym narzeczonym nie wyzywac sie w myslach od
    klamczuch :)
    Zdarzaja mi sie pytania - czemu w takim razie nie wezme w Belgii slubu
    cywilnego, co mi wlasciwie stoi na przeszkodzie:.... ( ciekawostka : tutaj zona
    nie przyjmuje nazwiska po mezu, jakbym chciala to zrobic to bym musiala
    wystosowac prosbe i w ogole sie nachodzic... ale nie zamierzam, bo moje
    nazwisko ladniejsze :P Zabawne sytuacje sie zdarzaja, np podczas pewnej rozmowy
    kwalifikacyjnej facet przegladajac dokumenty trafil na dane moich rodzicow i
    spytal sie jak to mozliwe ze maja tak samo na nazwisko :) )
    I tutaj dochodzimy do punktu drugiego :
    ad2) pominawszy moje obawy co do instytucji malzenstwa, na pewno kiedys bede
    chciala je zawrzec ( na razie planujemy dluzsze narzeczenstwo) , i chcialabym
    zeby bylo to wydarzenie doniosle, wzruszajace i piekne. Ale nie teraz. Za
    wczesnie! Niech sie naciesze i przyzwyczaje do slowa narzeczona, niech jeszcze
    pochodze bez obraczki na palcu, niech pomieszkam z Moim pare lat i upewnie sie
    ze rzeczywiscie jest najcudowniejszym czlowiekiem pod sloncem, niech popracuje
    pare lat i zobacze jak sie odnajduje w roli careerwoman i gdzie w tym wszystkim
    jest moj zwiazek... itp itd..
    dlugo by tlumaczyc, dlatego wszystkim pytajacym mowie zatem, ze slub bedzie za
    lat 5, bo zapowiedzialam ze nie wyjde za Mojego, dopoki nie nauczy sie
    porzadnie polskiego... Chodzi na kurs juz od 7 miesiecy ;)


    Pozdrawiam
  • Gość: qwww IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.02.06, 01:14
    > nikogo to nie gorszy, prawa i obowiazki : takie same jak w malzenstwie,

    więc gdzie tkwi sens
    ale czegóż wymagać od lewactwa
  • Gość: oleandra IP: *.attu.pl 28.01.06, 17:10
    Gość portalu: kobieta napisał(a):
    >Czeka Cię jeszcze
    >wytłumaczenie dziecku dlaczego mamusia inaczej nazywa się niż ono i tatuś ale
    >to dopiero jak pójdzie do szkoły i zaczną pytać rówieśnicy."

    co to za argument??? nawet jak wyjde za maz, to i tak nazwiska w zyciu nie
    zmienie, bo PO CO??? ja to jestem ja, a nie zadna zona swojego meza;
  • Gość: ferment IP: *.chello.pl 28.01.06, 20:35
    Gość portalu: oleandra napisał(a):

    > Gość portalu: kobieta napisał(a):
    >
    nawet jak wyjde za maz, to i tak nazwiska w zyciu nie
    > zmienie,
    bo PO CO???
    ja to jestem ja,
    a nie zadna zona swojego meza;

    jak wyjdziesz za mąż bęziesz nadal przede wszystkim sobą, ale jednocześnie żoną
    swojego męża
    jeżeli nie chcesz nią być - żoną męża - lepiej za mąż nie wychodź - nie będzie
    problemu ze zmiana nazwiska
    mam nadzieję, że piszę do osoby bardzo młodej, której wypowiedź była
    spontaniczna, a nie wynikiem przemyśleń
    radziłbym nie spieszyć sie z wypowiadaniem przytaczanej opinii kandydatowi na
    ewentualnego męża, mężczyźni często są konserwatywni, możesz zrazić go do siebie

  • Gość: MiT IP: *.paisley.ac.uk 02.02.06, 21:18
    > (...)mężczyźni często są konserwatywni, możesz zrazić go do siebi
    > e
    i tych konserwatywnych unikaj;)
  • andorinha 02.02.06, 22:49
    > jak wyjdziesz za mąż bęziesz nadal przede wszystkim sobą, ale jednocześnie żoną
    > swojego męża

    a maz bedzie mezem swojej zony :) czy tez powinien zmienic nazwisko? a moze imie?

    > mężczyźni często są konserwatywni, możesz zrazić go do siebie

    o tym ze skonczylas studia lepiej tez nie wspomniaj. mezczyzni wola glupsze ;-)
  • Gość: Tomek IP: *.dsV.agh.edu.pl 03.02.06, 01:19
    Taaaa... niektórym przydałyby się lekcje czytania ze zrozumieniem, innym wiecej
    spokoju.
    A jeszcze niektórym pomyśleć przed napisaniem.

    A więc wypowiem się tak. Tematem tej dyskusji miało być jakiego zaminnika używać
    za konkubent. Jak dla mnie najlepsze byłyby: "Partner" i Partnerka", jeśli
    rozmowa się wydłuży można powiedzieć partner życiowy. Kochanek(ka) jest złym
    określeniem bo kojarzy się raczej z czyms chwilowym, krótkotrwałym.

    A co do rzucania się niektórych na osobę, która o ile w pierwszym poście
    wyraziła się chwilami trochę niejasno, to w drugim wyjaśniła wszelkie
    niejasności. Pomyślcie ludzie i przeczytajcie co jest napisane, a nie to co
    chcecie przeczytać. Ona jest konkubiną i dobrze jej z tym... Chcecie jej na siłę
    udowodnić że ma kompleksy, jest niedowartościowana. Kiedy zaczniecie jej
    wmawiać, że jest po prostu głupia. Nie pojmujecie że ktoś może mieć inne
    spojrzenie na świat niż wy.
    Zresztą jesli wziąść za przykąłd normalnego małżeństwa nauczania większości
    księży, to kobieta powinna wytrwać przy mężu nawet gdy ją bije. Tylko jedno
    nieśmiałe pytanie mogłoby zadać dziecko: "Czy ty tatusiu też nie przysięgałeś
    szanować mamy przy ołtarzu". (Wiem że to perfidny zabieg, ale czyż dzieci nie
    cierpią wtedy najwięcej?)
    Niech stosunki między osobami wychowującymi dziecko będą zdrowe i partnerskie,
    to będzie dobrze. A czy mają papierek czy nie. To nic nie zmieni jak będą mieli
    się rozejść. A jeżeli jesteś z kimś tylko dlatego że nie chce ci się z
    papierkami bawić przy rozwodzie... To to jest życie obok siebie i parodia
    małżeństwa, doskonałe miejsce dla wychowania dziecka. Te ciągłe kłótnie i
    pretensje...

    A wszystkim osobom żyjących w udanych związkach(usankcjonowanych i
    nieusankcjonowancyh) życzę, by trwało ono nadal.
  • Gość: ewa IP: *.netit.se 03.02.06, 12:22
    mąz tez moze przyjac nazwisko zony..no chyba ze w 4RP to zniosa...
  • Gość: ala IP: *.kromera.osiedla.net 03.02.06, 09:20
    Ktoś napisał że konkubina posiusiała by się z radości gdyby jej partner
    poprosił ją o rękę - najlepszym przykładem jest moja siostra, 3 razy jej facet
    zaciągną ją do USC a ona takiej histerii dostawała i tak beczała że nie udało
    mu się jej poślubić, żyją razem 11 lat, mają córkę i są szczęśliwi, nawet moi
    rodzice przyznali jej racje kiedy wytłumaczyła dlaczego nie chce ślubu,
    pozdrawiam wszystkie szczęśliwe konkubiny którym większość nieszczęśliwych
    mężatek na tym forum zazdrości
  • kiniox 05.02.06, 19:55
    A ja się dołączam do Twoich pozdrowień i jeszcze pozdrawiam wszystkie szczęśliwe
    mężatki, którym z kolei zazdroszczą wszystkie nieszczęśliwe konkubiny. Co za
    dziecinna retoryka Alu :-)
  • Gość: ktkasik IP: 217.11.130.* 03.02.06, 10:36
    Żyję w związku partnerskim i na pewno nie czekam na "krok" ze strony partnera i
    nie zamierzam sikać po oświadczynach. Otwarcie rozmawiamy na temat przyszłości i
    na pewno szopki z klękaniem przy całej rodzince i robienie scen nie jest naszym
    marzeniem. Obecna sytuacja nam odpowiada a jeśli kiedyś zdecydujemy się na ślub
    (wspólnie zdecydujemy) to weźmieny go dla siebie, nie dla prezentów, tandetnego
    wesela itp. A nazwisko zachowam panieńskie i nie uważam, że to będzie problem
    dla naszych dzieci. Raczej nie będą się przejmować jak jakiś moherowy beret
    dostanie palpitacji serca...
  • Gość: paniusa IP: *.hsd1.il.comcast.net 02.02.06, 22:13
    tak drapieznie wypowiadaja sie konkubiny , ktore juz dawno stracily nadzieje na
    slub i trwaja w uzaleznieniu od czlowieka ,ktory jest... bo mu wygodnie.
    Odejdzie kiedy zwiedniesz lub zaczna sie problemy.
  • Gość: ktkasik IP: 217.11.130.* 03.02.06, 10:52
    hehe, a męża kto zmusi do tego, żeby został?? papierek? wątpię. A może dobrym
    rozwiązaniem jest kochanka? Wszystko zostaje "po bożemu".
  • Gość: ewa IP: *.netit.se 03.02.06, 12:25
    a obarczka go od tego powtsrzyma i bedzie trwal z zacisnietymi zebami... o nie,
    dziekuje...;/
  • Gość: normalna IP: 80.50.167.* 04.02.06, 14:15
    Napisałaś, że do alimentów ma prawo każda kobieta mająca dzieci z jakimś
    męzczyzną. Napisałaś każda kobieta, otóz nie. Do alimentów ma prawo dziecko
    tego męzczyzny, i to zarówno od męzą matki, jak i jej konkubenta.
    Tu właśnie sie pomyliłaś. Kobieta moze domagać się alimentów na siebie , jesli
    jest ŻONĄ.
    1) Jeśli zostawił ją męzczyzna,a rozwód jest z jego winy, to dostanie alimenty,
    na siebie.
    2).Jesli małżeństwo rozstało się bez orzekania o winie, a była zona zbiedniała
    bardzo, np. totalny brak pracy, to też dostanie alimenty :)
    3).jeśli była żona zachoruje poważnie i nie będzie mogła się utrzmywać, to też
    dostanie alimenty :) Nawet bez orzekania o winie. Obowiązek alimentacji ze
    strony bylego małżonka jest w swietle prawa pierwszy, niż alimentacji od
    rodziców , lub rodzeństwa.
    Konkubina może wnioskować o alimenty dla dziecka. Ona jest prawnie nikim dla
    swojego prtnera.
    Gratuluję zwiazku, w którym trwasz i nie wiazesz się z mężczyzną, bo masz za
    duzo do stracenia. Po co więc z nim jesteś ? Warto ?
  • Gość: ktkasik IP: 217.11.130.* 03.02.06, 08:37
    tak, tak.... poczucie bezpieczeństwa, stabilizacji, terefere. Miesiąc temu
    przyjaciółkę opuścił mąż. Z dnia na dzień, nie było wczesniejszych sygnałów, że
    coś jest nie tak - szczęśliwe małżeństwo, dziecko.... Teraz wciąż mąż i ojciec
    wymiguje się od swoich obowiązków (finansowych) względem rodziny. Zanosi się na
    przykre szarpanie się w sądach. I nie widzę tu żadnej różnicy w stosunku do
    "konkubinatu" bo konkubenta też można pozwać o alimenty. A przynajmniej sprawy
    rozwodowej, która wiąże się z wieloma nieprzyjemnościami, kosztami itd. się unika.
  • Gość: Tomy Tom IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.02.06, 12:42
    Daj spokój! Przecież to tylko moda i to na dodatek szkodliwa dla kobiety.
    > Małżeństwo daje kobiecie poczucie stabilizacji, daje jej prawa, których nie
    > mają konkubiny. Męzowi nie jest tak łatwo uwolnić się od odpowiedzialności za
    > rodzinę jak konkubentowi. Oczywiście biorę pod uwagę ludzi tzw. normalnych i
    > nie myślę o względach etycznych bo to sprawa z innej bajki. Małżeństwo to nie
    > moda, ani dzisiejsza ani wczorajsza. Małżeństwo to instytucja na której
    > budowały się całe pokolenia. To tradycja, która trwa tysiące lat.



    Nie wierze, wolisz mieć pewność przez podpisy czy zyć z człowiekiem, któremu
    ufasz, bez względu czy to partner czy mąż. Kto chce niech bierze ślub kto nie,
    niech żyje tak jak chce, ale prawa powinny być takie same.
  • Gość: dziewczyna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.06, 13:56
    Właśnie w tym dla mnie tkwi jeden z największych minusów małzeństwa- jak to
    zostało napisane- "nie jest tak łatwo się uwolnić". Skoro kogoś zadowala
    związek w którym druga strona nie chce być, a pozostaje tylko dlatego że trudno
    się z nieg uwolnić, to życzę powodzenia w zakłamanym życiu. Co to za radość z
    trzymania kogoś przy sobie na siłę, bez żadnych więzi tylko żeby udawać na
    zewnątrz że to dalej trwa.
    Kwestie finansowo-prawne i jakieś zabezpieczenie można bez problemu uregulować
    bez brania ślubu.
    Małżeństwo daje tylko złudne wrażenie że jest się bezpiecznym i często niestety
    powoduje zmniejszenie starań z obu stron.
  • Gość: chłopiec IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.02.06, 14:08
    brawo dziewczyna :-). Dokładnie tak jest, jezeli kocham swoja dziewczyne a ona
    mnie to po co sie nawzajem malzenstwem kaleczyc? Mąż i Żona i wsio wspolne, i
    teraz tak niech taki maz i zona w POLSCE idzie cos zalatwic, chociazby prosta
    rzecz kredyt na mieszkanie, nie ma szans (no chyba ze ona i on po co najmniej
    5K zarabiaja) a kazde z osobna? Ja zalatwilem dla nas kredyt na mieszkanie bo
    wychodzi mi 8k netto miesiecznie, moja ma tylko 1.5k. Proste. Ulgi dla
    malzenstw, to jedna wielka porazka i mydlenie oczu...
  • Gość: ania IP: *.crowley.pl 03.02.06, 15:37
    <Męzowi nie jest tak łatwo uwolnić się od odpowiedzialności za
    rodzinę jak konkubentowi>
    Odpowiedzialność to cecha charakteru niezależna od papierka "Akt Małżeństwa".
    Znam wielu "mężów" którzy mimo ślubu mają w głębokim poważaniu swoje żony i
    dzieci. Z małżeństwa poprostu trudniej się wyplątać (np. sprawa rozwodowa -
    ciągnie się i trochę kosztuje), no a faceci zazwyczaj są wygodni i jak do
    chodzi do tego, że żona mu przestaje odpowiadać to idą na łatwiznę: żona i
    tzw. "wada postawy żonatego mężczyzny" czyli dupa na boku.
    I wszyscy są szczęśliwi :) no może poza kochanką, ale to też zależy....
  • Gość: smeg IP: *.chello.pl 04.02.06, 13:30
    to śmieszne... dlaczego sytuacja niekorzystna dla kobiety..?! A co jeśli
    kobieta w tym związku więcej zarabia i mieszkanie, w którym mieszka z
    konkubentem należy właśnie do niej? przyjmijmy teoretyczną sytuację
    rozstania...
  • volga_jasnowidzaca 27.01.06, 15:21
    > Nie, konkubina brzmi w moich uszach lepiej niż kochanka. Kochanka to ktoś,
    kto
    > wdarł się do cudzego domu, rozwalił rodzinę, odebrał dzieciom ojca

    Nie da się wedrzeć i odbrać kogoś wbrew woli zinteresowanego. K
    --
    Volga_Jasnowidząca

    All this running around well, it's getting me down
  • volga_jasnowidzaca 27.01.06, 15:22
    > Nie, konkubina brzmi w moich uszach lepiej niż kochanka. Kochanka to ktoś,
    kto
    > wdarł się do cudzego domu, rozwalił rodzinę, odebrał dzieciom ojca

    Nie da się wedrzeć i odbrać kogoś wbrew woli zinteresowanego. Facet to nie
    pacynka, ani nie bezwolne zwierze podelagące jedynie popędom. Sam zdecydował o
    opuszczeniu rodziny. Kochanka nie ma tu nic do rzeczy.


    --
    Volga_Jasnowidząca

    All this running around well, it's getting me down
  • Gość: kobieta IP: *.tronic.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 27.01.06, 15:31
    A to już zależy od tego kiedy się poznali. Jeżeli po odejściu to zgoda. Ja
    piszę o przypadku kiedy kobieta wie, że facet ma żonę, dzieci a mimo
    to "wymusza na trzeciego". Zainteresowany nie wykazuje często własnej woli i to
    nie prawda, że kochanka nie ma tu nic do rzeczy. Gdyby w jej oczach żonaty
    facet nie miał płci to nie interesowałaby się nim i nie miałby do kogo
    odchodzić.
  • Gość: Echo IP: *.dsl.snfc21.sbcglobal.net 27.01.06, 15:38
    W islamie to sie nazywa "czasowe malzenstwo" ktore mozna zawrzec na okreslony
    czas: np. 20 minut, kilka dni etc.
  • Gość: Tomy Tom IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.02.06, 12:47
    Związek czy Związek Małżeński? Rozumiem, że w większości osoby opowiadające sie
    za legalizacją związku przed ołtarzem to katolicy. Czy uważacie,że bez slubu
    robicie coś złego??? Jesli sie kochacie a nie rzucacie w siebie ślubną zastawą
    to chyba nawet w opini Boga trudno coś zarzucić takiemu "wolnemu" związkowi
    (KONKUBINATOWI)
  • volga_jasnowidzaca 27.01.06, 15:44

    Ale gdyby on miał kręgosłup moralny, albo chociaz kochał tę rodzinę to by nie
    odszedł. "Do tanga trzeba dwojga". Nie wierzę w romanse "wbrew jemu":-DDDDD.
    Facet to nie dziecko, jest odpowiedzialny za swoje czyny i basta. Sami się
    uganiają za kobietami, bo żonka w domu bawi dzieci i jest "taka udmowiona".
    Słynny żart "nizła z Ciebie dupa, tylko żebyś Ty obca była".

    Kobieta nie jest winna. Ona jest wolna i ma prawo flirtować i kokietować. Facet
    jest dorosły i ma obowiązek byc odpowiedzialny za podjete decyzje (założenie
    rodziny itp).

    To samo dotyczy "uwiedzionych" żon opuszczających mężów.
    --
    Volga_Jasnowidząca

    All this running around well, it's getting me down
  • Gość: kobieta IP: *.tronic.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 27.01.06, 15:55
    Pewnie, że do tanga trzeba dwojga. Właśnie, DWOJGA. Pan Bóg stworzył mężczyznę
    jako prototyp człowieka, potem poprawił i z tego wyszła kobieta. Czyli co? nie
    powinna być mądrzejsza? A mądrość ta powinna podpowiedzieć jej jeszcze i to że
    skoro taki facet nie potrafi wytrwać przy rodzinie, nie jest odpowiedzialny to
    nagle się ma zmienić i z nią będzie superfacetem? Nic bardziej mylnego, jak się
    trafi okazja zrobi to kolejny raz. Jest tylu facetów wolnych,
    nieprzetestowanych, po co się rzucać na ochłapy i zbierać okruchy co to spadły
    z czyjegoś stołu? Kobieta ma prawo i flirtować i kokietować ale nie ma prawa
    zagryzać ani kogoś ani siebie. Oczywiście, że to także dotyczy
    tych "uwiedzionych" żon o których piszesz.
  • kiniox 05.02.06, 20:16
    Nie. Nie POWINNA być mądrzejsza, chociaż MOŻE taka być. Jest to
    usprawiedliwianie mężczyzn, które w gruncie rzeczy jest dla nich obraźliwe,
    chociaż niektórym jest może na rękę. Oboje są odpowiedzialni, a ten, kto przy
    okazji krzywdzi WŁASNĄ rodzinę, jest odpowiedzialny bardziej. Bez względu na to,
    czy to kobieta, czy mężczyzna.
  • drinkit 27.01.06, 16:57
    Gość portalu: kobieta napisał(a):
    Kochanka to ktoś, kto
    > wdarł się do cudzego domu, rozwalił rodzinę, odebrał dzieciom ojca

    No rzeczywiście, "odebrał dzieciom ojca". Biedny, bezwolny pan dał sie omotać
    wrednej pani. Jak zwykle wina wyłączna kochanki...
  • Gość: etylkapl IP: 213.77.42.* 03.02.06, 08:08
    Gość portalu: kobieta napisał(a):

    > Nie, konkubina brzmi w moich uszach lepiej niż kochanka. Kochanka to ktoś,
    kto
    > wdarł się do cudzego domu, rozwalił rodzinę, odebrał dzieciom ojca. Konkubina
    > ma swojego faceta na stałe, tworzą wspólny dom, żyją jak małżeństwo tylko
    > ulegli dzisiejszej modzie na związki partnerskie. Nic na to nie poradzisz, że
    > półświatek lubi związki partnerskie. Oni tak żyją bezmyślnie. Ty wyjdz za
    > swojego konkubenta i będzie po kłopocie. I mama się ucieszy...
    problem w tym, że w 90% to właśnie są osoby, które mają na sumieniu rozbite
    rodziny (o ile takie mają sumienie)
  • ton 03.02.06, 09:24
    No cóż, akurat kochanka brzmi gorzej, ale znaczenie powinno być dużo lepsze! Kochanka to dawniej osoba kochana, choć obecnie nacisk tej "miłości" położony jest bardziej na "miłość fizyczną"...
    Więc kochanka to zarówno przygodna miłość, konkubina, "skok w bok", jak i żona. (:
  • uasiczka 27.01.06, 15:58
    a może kohabitat - – para żyjąca bez formalnoprawnego uregulowania związku
    (małżeństwa).



    --
    No i co? no i pstro,
    a myślałby kto, że coś.
  • november11 27.01.06, 16:21
    i jeszcze niech się pisze przez "ch", żeby było wiadomo, jakie uczucie ich
    łączy ;)

    uasiczka napisała
    > a może kohabitat - – para żyjąca bez formalnoprawnego uregulowania związk
    > u
    > (małżeństwa).
  • Gość: P.S.J. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.06, 20:28
    A może konkubinat -- "trwałe pożycie mężczyzny z kobietą bez zawarcia związku
    małżeńskiego" (za słownikiem języka polskiego PWN)?
  • Gość: sklepowa IP: *.cybernet.ch 27.01.06, 17:20
    Wszystko brzmi okropnie !

    Malzenstwo jest tez okropne:
    przypomina Malze, czy tam inne oslizle Ostrygi i Mieczaki !

    brrr...
  • chevaliere_de_la_barre 27.01.06, 18:01
    Gość portalu: sklepowa napisał(a):

    > Wszystko brzmi okropnie !
    >
    > Malzenstwo jest tez okropne:
    > przypomina Malze, czy tam inne oslizle Ostrygi i Mieczaki !
    >
    > brrr...

    Rozwodka?
  • Gość: sklepowa IP: *.cybernet.ch 27.01.06, 18:08
    Ja nie Slazaczka:

    nie roz wodka - tylko raz wodka
  • chevaliere_de_la_barre 27.01.06, 18:12
    Gość portalu: sklepowa napisał(a):

    > Ja nie Slazaczka:
    >
    > nie roz wodka - tylko raz wodka

    Z nocnego skladu?
  • Gość: sklepowa IP: *.cybernet.ch 27.01.06, 18:35
    z nocnego roz-kladu
  • chevaliere_de_la_barre 27.01.06, 18:38
    Gość portalu: sklepowa napisał(a):

    > z nocnego roz-kladu

    To sie kupuje lozka *Pirelli*, nie potrzeba rozkladac i wietrzy sie jak trzeba.
  • Gość: sklepowa IP: *.cybernet.ch 27.01.06, 19:19
    a moze chodzilo ci o nocny sklep ?!

    kiedys slyszalam,ze gdzies w Polsce sie mowni "sklad" na "sklep".

    W kazdym razie "sklep" po czesku to "piwnica"...

    "Sklepowa" to "Piwniczna" ?!

    Ale "piwniczna" z kolei, znaczy po ukrainsku "polnocna"...

    Nie wiem, jak sie ten wieczor skonczy...
  • chevaliere_de_la_barre 27.01.06, 19:28
    Gość portalu: sklepowa napisał(a):

    > a moze chodzilo ci o nocny sklep ?!

    Nocny sklad to sie nazywa melina;)


    > kiedys slyszalam,ze gdzies w Polsce sie mowni "sklad" na "sklep".

    Mowi sie, mowi..., dobrze slyszalas.
    >
    > W kazdym razie "sklep" po czesku to "piwnica"...

    Pivnica (nie maja dabljuu) ;), to pijalnia piwa.



    > "Sklepowa" to "Piwniczna" ?

    Piwniczna to jest izba.


    > Ale "piwniczna" z kolei, znaczy po ukrainsku "polnocna"...

    Po ukrainsku to ni w zab.

    > Nie wiem, jak sie ten wieczor skonczy...

    Pewnie w jakims bistro :)
  • Gość: sklepowa IP: *.cybernet.ch 27.01.06, 19:33
    Melina i wszystko jasne !

    Wyobraz sobie miec na imie Melina !

    Jak Melina Mercouri !

  • chevaliere_de_la_barre 27.01.06, 19:56
    Gość portalu: sklepowa napisał(a):

    > Melina i wszystko jasne !
    >
    > Wyobraz sobie miec na imie Melina !
    >
    > Jak Melina Mercouri !
    >
    To ja juz wole Freddy! A ty?
  • Gość: sklepowa IP: *.cybernet.ch 27.01.06, 20:06
    Queen

    A jakby Her Majesty The Queen miala na imie Melina ?!

    Wyglada jak sklepowa !

    P. S.
    Zamiast konczyc prace - tylko glupoty w glowie...
  • chevaliere_de_la_barre 27.01.06, 20:19
    Gość portalu: sklepowa napisał(a):

    > Queen
    >
    > A jakby Her Majesty The Queen miala na imie Melina ?!
    >
    > Wyglada jak sklepowa !

    Kapelusze ma niegustowne. Moze lepiej wygladalaby z koszem owocow ze skladu...

    > P. S.
    > Zamiast konczyc prace - tylko glupoty w glowie...

    Jaki kram, taki pan ;) Trza by zamknac boutique!
  • Gość: sklepowa IP: *.cybernet.ch 27.01.06, 20:25
    Do domu musze jeszcze trafic i sie troche odswiezyc...

    O 22:30 umowilam sie ze znajomymi na miescie.
  • chevaliere_de_la_barre 27.01.06, 20:34
    Gość portalu: sklepowa napisał(a):

    > Do domu musze jeszcze trafic i sie troche odswiezyc...
    >
    > O 22:30 umowilam sie ze znajomymi na miescie.

    Pamietasz, gdzie zaparkowalas, czy ci sie urwalo? A co sie bedziesz odswiezac,
    co ty futro z lisow jestes? Mowilam, ze wieczor skonczy sie bystro w bistro...:)
    To ten szpan cie tak doluje! ;)
  • Gość: Dorulka IP: *.zeksa.koszalin.pl 03.02.06, 14:08
    he he...świetna konwersacja..Gratuluję.
    Alke przystaję, że żeby kochać, nie trzeba mieć świstka..papierku
  • kamajkore 27.01.06, 17:29
    Dziwne - po co podpisywałaś coś takiego? Co to kogo obchodzi z kim się mieszka, śpi i je? Nie rozumiem... :)
    Ja nie deklaruję żadnego 'konkubinatu', po prostu żyję tak, jak mi pasuje w danym momencie - a okazało się, że życie z przyjacielem pod jednym dachem jest o wiele przyjemniejsze niż samemu. Gdybyśmy mieli większe mieszkanie to może ktoś mieszkałby jeszcze z nami - kto wie :) Nie wiem dlaczego pracodawcę miałoby to obchodzić.

    --
    sapere aude
  • Gość: ferment IP: 87.207.204.* 27.01.06, 17:55
    • Ta okropna nazwa - KONKUBINAT!
    trini 27.01.06, 14:28 + odpowiedz

    Wczoraj, z racji możliwości otrzymania od firmy dofinansowania do wczasów,
    talonów na balony, dodatków i sratków świątecznych także dla osoby
    pozostającej we wspólnym gospodarstwie domowym, Panie z Kadr poprosiły mnie o
    złożenie oświadczenia o życiu w KONKUBINACIE. Nie cierpię tego słowa -
    uważam, że jest obrzydliwe! Kojarzy mi się z notkami w kronikach...
  • kamajkore 27.01.06, 17:58
    To znaczy, że jak złożę oświadczenie o życiu w 20-osobowej komunie to dofinansowanie 'wczasów rodzinnych' powinno być 20 razy większe! :)))

  • Gość: o_O IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.06, 00:07
    lol :D
  • Gość: Jorge IP: *.adsl.inetia.pl 27.01.06, 18:26
    Ale nie mam pomysłu na substytut. Jednakże ludzi, którzy pozostają w takiej
    relacji powinno nazywać się: kochanek/kochanka, a nie konkubent/konkubina.
  • autenty 27.01.06, 18:37
  • hurted 02.02.06, 21:24
    Praktyka.Teoria.
    --
    --
  • bitch.with.a.brain 27.01.06, 21:09
    Jeszcze nikt mnei nie orkeslił mianem komkubiny: wole okreslenie dziewczyna lub
    partnerka
  • Gość: jaija IP: *.elblag.dialog.net.pl 27.01.06, 23:43
    Właśnie, partner/ka życiowy/a to chyba najlepsze wyjście. Konkubina i konkubent
    (a nawet "konkubin", jak to mawiała Kora o swoim Kamilu Sipowiczu - "mój
    konkubin" - zgroza) to rzeczywiście słowa ohydnie brzmiące i nie najlepiej się
    kojarzące, zazwyczaj z kronikami policyjnymi i "pijanym szałem" tychże
    konkubentów.
  • Gość: m IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.06, 09:29
    Dziwne,że ludzie nie chcą nazywać spraw po imieniu. A na nazwanie spraw po
    imieniu (ktore wg nich sa oczywiscie wspaniałe) się oburzaja.
    To jak-konkubinat jest super czy ohyda?
  • Gość: Echo IP: *.dsl.snfc21.sbcglobal.net 28.01.06, 12:35
    > Dziwne,że ludzie nie chcą nazywać spraw po imieniu. A na nazwanie spraw po
    > imieniu (ktore wg nich sa oczywiscie wspaniałe) się oburzaja.
    > To jak-konkubinat jest super czy ohyda?

    Na tym polega polityczna poprawnosc i ZAKLAMANIE!!!
  • volga_jasnowidzaca 28.01.06, 13:08
    To nie ma nic do rzeczy z nazywaniem rzeczy po imieniu. Konotacja tego wyrazu
    jest taka, a nie inna. A chyba nie chcesz powiedziec że każdy konkubent dźga
    nożem konkubine w trakcie libacji?:-DDD

    Gdyby nie negatywna konotacja, nikt nie miałby nic przeciwko słowu konkubinat.
    Koniec, kropka.
    --
    Volga_Jasnowidząca

    All this running around well, it's getting me down
  • Gość: Jorge IP: *.adsl.inetia.pl 28.01.06, 13:13
    Czy słowo kochanek/kochanka ma konotację mniej korzystną od konkubent/konkubina?
    Czy używanie tych słów nie było dopiero nazywaniem rzeczy po imieniu?
  • Gość: mułła IP: *.malbork.mm.pl 28.01.06, 18:13
    Tak, najlepiej mówmy po imieniu: że spółkujemy, a nie że się kochamy, to może
    Echo będzie zadowolona.
  • zlotoslanos 04.02.06, 10:08
    Z wiekiem się to zmieni :-) Zaręczam BWAB.
    --
    - tymczasowo.blox.pl/html
  • teofilka 28.01.06, 21:41
    ZWIĄZEK PARTNERSKI
  • Gość: van_berg IP: *.0507.adsl.tele2.no 03.02.06, 09:48
    Zwiazek partnerski- w Norwegii to okreslenie na udokumentowany zwiazek miedzy 2
    kobietami lub 2 mezczyznami,
  • Gość: van_berg IP: *.0507.adsl.tele2.no 03.02.06, 10:15
    Zwiazek partnerski - partnerskap, w Norwegii to okreslenie na udokumentowany
    zwiazek zawarty miedzy 2 kobietami lub 2 mezczyznami.
    Zwiazek malzenski - ekteskap, ekte=prawdziwy, å ekte-zenic sie/wychodzic za maz
    Konkubin/konkubina - samboer - zamieszkujacy razem
  • renebenay 29.01.06, 10:09
    Ja bym dal-kohabitat=( konkubinat).
  • renebenay 29.01.06, 10:10
  • miszi 02.02.06, 20:06
    We Francji istnieje ukochany przez rzesze ludzi PACS czyli Pacte Civil de
    Solidarité, umozliwia on dwom osobom, ktore nie chca lub nie moga wziac slubu
    prowadzenie wspolnego gospodarstwa domowego: wspolne konta, rozliczanie z US,
    renta posmiertna, ubezpieczenie etc. Niestety, obawiam sie, ze w Polsce by to
    nie przeszlo...
  • lagardere 02.02.06, 20:10
    miszi napisała:

    > We Francji istnieje ukochany przez rzesze ludzi PACS czyli Pacte Civil de
    > Solidarité, umozliwia on dwom osobom, ktore nie chca lub nie moga wziac slubu
    > prowadzenie wspolnego gospodarstwa domowego: wspolne konta, rozliczanie z US,
    > renta posmiertna, ubezpieczenie etc. Niestety, obawiam sie, ze w Polsce by to
    > nie przeszlo...

    Matko Boska jak ja slysze Pak, to mi od razu Politique agricole commune
    przychodzi do glowy i mam dreszcze....;)
  • Gość: gp IP: *.nyc.res.rr.com 03.02.06, 01:21
    HAHAHAHAHA)))))
    W samo sendo trafiasz))))
    Strasznie mi sie to podoba bo oddaje rzeczywistosc.
    Gratki!
  • Gość: grzybek IP: *.man.bydgoszcz.pl 02.02.06, 20:12
    dobry pomysł, miło by było, ale w obecnym stanie naszego kraju, zapomnijmy o
    zrównaniu zwiazków partnerskich do małżeńskich, prędzej nastapi regres :(
  • joula 02.02.06, 20:22
    Kiedys mialam bardzo nieprzyjemna sytuacje w zwiazku z zastosowaniem
    "dwuznacznego" slowa "przyjaciolka". Razem ze znajomymi ze szkoly jezykowej
    postanowilismy spotkac sie w knajpie. Przyjaciele ze szkoly jezykowej, ze
    wszystkich stron swiata. Kazdy wydzwanial do znajomych, ktorych mial namiary. Mi
    przyszlo zadzwonic do kolegi z Kuby. Jego zona Szwajcarka, jak pozniej
    uslyszalam byla slynna z atakow zazdrosci o swojego czarnoskorego meza.
    Zadzwonilam do niego i akurat jego zona odebrala. Powiedzialam jej, ze planujemy
    spotkanie klasowe i chcialabym porozmawiac z jej mezem. Spytala sie mnie kim
    jestem, a ja odpowiedzialam po angielsku, ze przyjaciolka Cezara (jej meza).
    Kobieta dostala szalu i krzyknela, abym nie wazyla sie wiecej do niego zwonic.
  • Gość: styngiel IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.06, 20:21
    Wczoraj w godzinach rannych moja konkubina Zofia Wypych wyszla po "dykte" do
    meliny, w celu przedłużenia libacji alkocholowej, która trwała nieprzerwanie
    cztery dni. Na zakup tegoż trunku zabrała z naszych wspólnych zasobów
    finansowych 5zł; Mineły cztery dni i do tamtej pory nie powróciła, upewniwszy
    się ze nie przebywa u Ryśka Z. psełdonim "Żbik". Wszczołem poszukiwania
    zaginionej. Jeżeli ktokolwiek, kiedykolwiek i jakkolwiek widział zaginioną
    proszę o kontakt (nie chodzi o nia lecz o te 5zł; które zabrała). Zygmunt B.
    psełdonim "Śtyngiel". Suków-Babie 45.
  • Gość: ewa IP: *.gizycko.mm.pl 02.02.06, 20:41
    dobra nazwa dla stanu w jakim żyje mój były juz mąż z kochanką teraz według
    prawa konkubiną
  • Gość: Waldi IP: *.acn.waw.pl 02.02.06, 20:59
    Dla męźczyzny proponuję waginek, a dla kobiety - peniska. Słodko, prawda ?
  • Gość: ewa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.06, 21:01
    oj kobieto.Okropne to jest to,że nie przeszkadza ci fakt bycia kochanką. O
    tempora o mores- baby to już nawet wstydu nie mają. Byle portki, byle łóżko,
    moralność to temat tabu. To jak taką nazwać? Konkubina to bardzo delikatne
    słowo. Inne jest mocniejsze też na k.....
  • Gość: szadoka IP: 212.160.172.* 03.02.06, 09:03
    o bardzo Cie przepraszam. Ja mieszkam z moim niemezem juz od 6 lat,a mam
    nadzieje, ze jez na zawsze, w tym czasie nie mialam nawet jednego spotkanaia
    sam na sam z innym mezczyzna. Czy to , ze nie mamy slubu (ale prowadzimy
    wspolny dom) kwalifikuje mnie do miana tego drugiego na "k"???? Wypraszam
    sobie.
    I zgadzam sie, konkubinat brzmi okropnie. Tak samo jak partner/partnerka. I nie
    wiem czy do osob po trzydziestce jeszcze pasuje chlopak/dziewczyna.
    Ja o moim niemezu mowie "mezczyzna mojego zycia".
  • Gość: Peter IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.06, 21:13
    Szukanie eufemizmów dla słowa konkubinat jest próbą przyzwyczajenia
    społeczeństwa, że jest to norma. Zdrabniamy jak nikt. To może jeszcze znajdziemy
    jakieś inne słowo na pojęcie morderstwo, gwałt, kradzież, pedofilia? Nie jestem
    przeciwnikiem konkubinatu, czy też jak kto woli związku partnerskiemu, sam w
    takim pewnie będę uczestniczył, ale na Boga, nie wpadajmy w manię kształtowania
    w umysłach młodych ludzi, że takie zachowania są moralnie czy też kulturowo
    normalne. Bo do tego sie to sprowadza. Chętnie popolemizuję, ale nie tutaj.
    pan-kreatywny.o2.pl
  • pezetpeer 02.02.06, 21:21
    pomijajac kwestie czy konkubinat jest OK czy nie...czy nazwa brzmi OK czy
    nie...to moze nalezy uszanowac tradycje od czasow rzymskich tak ow zwiazek
    nazywającą...no chyba ze wstapicie do PZPR, bo to awangarda ludu miast i wsi -
    kc-pzpr.webpark.pl
  • Gość: K? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.06, 21:30
    Jestem po rozwodzie. Związałam się z kimś, ale doświadczenie życiowe powoduje,
    że staram sie być ostrożna. Chce poznać, potrzebuję czasu. Czy żyjąc ze swoim
    Mężczyzną jestem Twoim zdaniem k..?
  • Gość: K? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.06, 21:32
    To było do eva
  • Gość: irena_ochodzka IP: *.aster.pl / *.aster.pl 02.02.06, 21:33
    Tak zwana "szkodliwość społeczna" konkubinatu w porównaniu do morderstwa czy
    gwałtu jest chyba zasadnicza...więc przykład przytoczony przez poprzednika jest
    daleko idącym nieporozumieniem...
  • stara_lampucera 02.02.06, 21:39
    jak mówię o lubym "niemąż" lub "współspacz" - wszyscy wiedzą o kogo chodzi.
    Obawiam się jednak, ze formalne i oficjalne długo jeszcze nie będzie możliwości
    oprawienia w jakieś ładniejsze ramki tego strasznego słowa na k....pozdrawiam,
    --
    Stara Lampucera
  • Gość: toksol IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.06, 22:46
    Słowo to tylko dźwięk. Brzydko brzmi bo sie brzydko kojarzy. Ale tu jest także
    problem w jego długości. Proponuje zdrobnienie tego słowa (konku)Bina i (konku)
    Bin. To moja bina a to mój bin.
    Co wy na to?
  • Gość: soldek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.06, 22:50
    To niezłe. W binie jest coś podwójnego, więc dobre dla określenia kogoś
    żyjącego w parze. System binarny???
  • Gość: yola IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.06, 21:40
    Ludzie przecież to tylko nazewnictwo! O co tyle szumu? Czemu nie mówicie o
    miłości, dawaniu sobie szczęścia? Tej która zakładała ten wątek nie chodziło o
    moralizowanie tylko o słowo. Żyjemy tak, bo jesteśmy szczęśliwi w takich
    związkach. Nie krytykujcie nas. Nie robimy Wam niczego złego. Chcemy się tylko
    w świetle prawa ładnie nazywać:)
  • irena_ochodzka 02.02.06, 21:57
    podobno znaczny odsetek naszego społeczeństwa ma problemy z rozumieniem słowa
    pisanego....
    a przecie każda okazja jest dobra, żeby popluć żółcią i jadem...
  • Gość: FRN IP: *.koszalin.sdi.tpnet.pl 02.02.06, 22:17
    > takim pewnie będę uczestniczył, ale na Boga, nie wpadajmy w manię kształtowania
    > w umysłach młodych ludzi, że takie zachowania są moralnie czy też kulturowo
    > normalne. B

    A to nie sa normalne?
    Dotychczas slyszalem ze homoseksualizm nie jest normalny :) A tu ze konkubinat
    tez nie. Co jutro bedzie nienormalne jeszcze?
  • Gość: konkubina IP: 82.160.8.* 02.02.06, 21:41
    A wiecie co ja mysle?
    Ze lepszy dobry konkubent niz byle jaki maz.Ot i wszystko.

    Jestem szczesliwa KONKUBINA i wszystkim zona i meza zycze chociaz polowe tego
    szczescia w malzenskim stadle.

    Pzdrawiam cieplutko.
  • Gość: Yola IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.06, 21:44
    Masz rację! A może ta krytyka to zazdrość? Niejeden z nich teżby tak chcial,
    ale jest za późno?
  • kiniox 05.02.06, 20:44
    Konkubinie dziękuję za życzenia. Sama byłam niedawno konkubiną, panicznie
    przerażoną na myśl o małżeństwie. Teraz jednak, w wyniku różnych wydarzeń, o
    których nie mam zamiaru się rozpisywać, jestem żoną. Dziękuję za życzenia, bo
    były skierowane do wszystkich żon i mężów. Ze swojej strony jednak mogłabym Ci
    życzyć tego samego, droga konkubino. Nie masz pojęcia o tym, jak bardzo jestem
    szczęśliwa w moim małżeństwie. Być może połowa Twojego szczęścia byłaby tylko
    jedną czwartą mojego. Więc dziękuję za życzenia, ale ich nie chcę.
    Zakładanie, że małżeństwo = brak szczęścia i miłości, to nieporozumienie. Sama
    kiedyś tak myślałam. W rzeczywistości są tylko złe i dobre związki, i jest ich
    mniej wiecej po tyle samo wśród konkubinatów i małżeństw. Tylko złe związki,
    zwłaszcza małżeństwa, są bardziej widoczne. Po prostu zły konkubinat rozpadnie
    się szybciej niż złe małżeństwo. Jest to plus dla konkubinatu u tych osób, dla
    których najbardziej liczy się miłość. Minus u tych, które bardziej cenią sobie
    inne wartości. Mówi się, że ludzie szczęśliwi nie mają historii. To dlatego mało
    się słyszy o szczęśliwych małżeństwach i w ogóle o szczęśliwych ludziach. Ale to
    nie znaczy, że takie związki i osoby nie istnieją.
    A co do tematu wątku - według mnie sami tworzymy rzeczywistość. Mój konkubinat
    był cudowny, więc miałam w nosie, jak się innym kojarzy to słowo. Fakt był
    faktem. Byłam konkubiną i byłam z tym bardzo szczęśliwa.
  • Gość: KONKUBINA TEZ IP: 82.160.8.* 02.02.06, 21:50
    Ludzie, ja nie namawiam, ale wierzcie mi macie nam czego zazdroscic.

    :))))))))))
  • lilith_18 02.02.06, 22:23
    Zgadzam się że słowo "konkubinat" kojarzy się z kronikami. Zawsze się śmiałam z
    rodziców, że w kronikach mogliby napisać np "Kazimierz K. wpadł do mieszkania
    swojej konkubiny Jolanty W. pobił ją po czym rzucił jej dzieckiem o ścianę"

    Swoją drogą zawsze podobał mi się też mój status, "dziecka z nieprawego łoża"
    czy też "bękarta". KOBKUBINA wam się nie podoba?? A Bękart to niby lepiej?

    Od razu piszę, że ja nigdy nie byłam za tym żeby moi rodzice się pobrali, są w
    swoim związku już ponad dwadzieścia lat (ja mam 19, a mój brat 15)i w oczach
    większości ludzi są małżeństwem. Wszyscy dziwią się niepomiernie ,gdy mówię że
    to konkubinat, nikt nie wierzy.
    Można mówić że małżeństwo pomaga przetrwać w kryzysie, ale moi rodzice kłócili
    się już wielokrotnie i gdyby byli małżeństwem pewnie wzieliby rozwód. Nie
    wzieli, bo nie mogą, nie są małżeństwem ;) Nie piszę tego jako niedojrzała
    dziewczyna, która nie zna się na życiu. Znam moich rodziców i wiem jacy są.

    Ostatecznie powiem tak, od dziewiętnastu lat jestem członkiem wspaniałej
    rodziny. Rodziny, choć wielu chciałoby nam odebrać takie miano. Ostatnio mama
    zastanawia się czy nie wyjść za ojca. Nagle zrobiła się romantyczna? Nie, ja
    jestem pełnoletnia więc mama straci jakieś tam ulgi podatkowe, bycie "samotną
    matką" przestanie się opłacać, a jeśli zostanie żoną mojego ojca, to w razie
    jego śmierci będzie miała prawo do jego wysokiej emerytury. Szkoda byłoby jednak
    po tylu latach stracić możwość do oglądania wyrazu twarzy "moherowych beretów"
    gdy wspominam o moich rodzicach.
    Mówicie że to nie szokuje? Przytoczę więc na koniec wypowiedź pewnego księdza,
    który był na kolędzie 18 lat temu u mojej mamy, a tata był akurat w pracy wtedy:
    "Może pani zostawi dla dobra dziecka tego mężczyznę i zostanie samotną matką,
    żeby nie żyć w grzechu.. dla dobra dziecka"
    Matka postąpiła więc "dla mojego dobra"- wykopała księdza z domu mówiąc
    niewybrednie by się więcej nie pokazywał.

  • Gość: P.S.J. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.06, 22:45
    E, nie trzeba zaraz "bękarty", jest ładne słowo na takie dzieci - "bastardzi".

    Mi tam konkubinat bardziej kojarzy się z antykiem rzymskim, niż z kronikami
    policyjnymi. Ładne słowo, i od razu wiadomo, o co chodzi, wymawianie "kohabitat"
    jest znacznie mniej wygodne i ...brzydsze. W języku polskim.
  • lilith_18 02.02.06, 23:04
    Bastardzi... ślicznie... może powiem rodzicom że od dzisiaj jestem Bastardem...
    będzie jak znalazł na następną wizytę u rodziny pod znakiej ojca dyrektora
  • Gość: qwsz IP: *.aster.pl 03.02.06, 00:07
    Bastard to osoba poczęta przez kogoś z arystokracji z osobą z gminu. Np.
    dziecko poczęte ze związku Pana z pokojówką
  • Gość: P.S.J. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.06, 08:57
    Bullshit, "bękart" to po prostu bardziej "słowiańska" wersja romańskiego
    "bastarda". Dziecko z nieprawego łoża, po prostu. A że w "gminie" prawość
    pochodzenia przy nikłym majątku własnym (brak ziemi) nie miała takiego
    znaczenia, to inna sprawa.
  • Gość: Tomek IP: *.dsV.agh.edu.pl 03.02.06, 01:32
    Tylko dlaczego tego samego ksiądz nie mówi katoliczkom, których dzieci są bite i
    z tego powodu mają nerwice, problemy zdrowotne i nieszczęśliwe życie. Ale to
    przecież pełna rodzina! Mąż, żona i dzieci! To prawdziwie katolicka rodzina!
    Tylko czy mąż zapomniał, że przysięgął dbać o żonę, a nie ją bić?

    Mam ponad 20 lat, kończę studia i gdyby matka tej cholery mojego ojca z domu nie
    przegnałą stałbym pod budką z piwem ukończywszy pewnie zawodówkę. To jest polska
    moralność, katolicka moralność... Mąż żone może bić, ale w niedzielę do kościoła
    razem pójść muszą... bo mąż przeprosił, po raz który? Ale na szczęście powoli
    zaczyna się to zmieniać w psychice niektórych. A wiele osób już myśli inaczej.
    nie dajmy się schematom, tak było i tak ma być. Czasami nowe jest lepsze.
  • kiniox 05.02.06, 20:56
    Bardzo piękna historia. Opowiem Ci też inną. Moi rodzice pobrali się prędzej,
    niż udało im się wypowiedzieć "abra-kadabra". Dzisiaj są już ze sobą ponad
    trzydzieści lat. Jeszcze ze dwa lata temu nakryłam ich, jak się całowali gdzieś
    w kącie za szafą. Nie mieszkam już z nimi, ale moje wspomnienia z domu, to
    rodzice biegający dookoła stołu i bawiący się w berka. Mama trenująca na tacie
    ciosy karate z okrzykami wojowniczych żółwi ninja i tata, który łaskocze mamę
    tak, że ona aż dusi się ze śmiechu. Czy małżeństwo musi wykluczać miłość,
    radość, pozytywne emocje, wzajemne zainteresowanie? Bałam się małżeństwa, bo
    bałam się, że nie uda mi się stworzyć takiego związku. Związku opartego na
    miłości, czyli jedynego, o jaki według mnie warto walczyć. To chyba trudniej
    osiągnąć w małżeństwie, ale jeśli się uda - co za sukces! Dlatego ja z kolei
    uwielbiam miny niedowiarków i tych bardzo ostrożnych, kiedy mówię im o miłości w
    małżeństwie, która trwa od ponad 30 lat.
  • Gość: Ksantypa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.06, 22:14
    Ja natomiast lubię to określenie za jego dosadność i nieowijanie w bawełnę.
    Przez wiele lat nak nazywałam swojego partnera. Raz nawet wprawiłam w
    osłupienie panią listonoszkę która przyniosła list polecony. Przesyłkę
    odebrałam i podpisałam swoim nazwiskiem i na pytanie "Kim pani jest dla tego
    pana?" powiedziałam "konkubiną". Pani długopis zamarł w powietrzu i
    odparła "Eee, nooo, no tak". Ale list dała. Po ślubie nazwiska zostały różne i
    dalej muszę tłumaczyć kim jestem dla tego pana, ale nie jest to już tak
    spektakularne. Pozdrawiam.
  • Gość: Obserwator IP: 193.29.207.* 02.02.06, 22:36
    Po prostu żyj normalnie jak od pokoleń żyją ludziei nie szukaj zamienników dla
    znaczeń. Małżeństwo to małżeństwo, konkubinat to konkubinat, a pedał to pedał.
  • Gość: mela-blonda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.06, 00:58
    A głupek to głupek.
    Fakt.
  • Gość: m IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.06, 22:39
    można stosować też wolny związek - choć dla mnie to sprzeczność, bo albo związek
    albo brak zobowiązań :)
  • lagardere 02.02.06, 22:45
    Gość portalu: m napisał(a):

    > można stosować też wolny związek - choć dla mnie to sprzeczność, bo albo
    związe
    > k
    > albo brak zobowiązań :)

    Masz racje! Zwiazek moze byc luzny badz niezalezny ale nie wolny, bo jak
    zwiazane zeby uwolnic, wiadomo, trzeba rozwiazac ;) Na 'chlopski' rozum ;)
  • lilith_18 02.02.06, 22:55
    pedał to pedał, rower to rower a bękart to bękart? Przezabawne.....

    Przodownicy pracy, moher nadchodzi!!
  • lagardere 02.02.06, 23:09
    lagardere napisała:

    > Gość portalu: m napisał(a):
    >
    > > można stosować też wolny związek - choć dla mnie to sprzeczność, bo albo
    > związe
    > > k
    > > albo brak zobowiązań :)
    >
    > Masz racje! Zwiazek moze byc luzny badz niezalezny ale nie wolny, bo jak
    > zwiazane zeby uwolnic, wiadomo, trzeba rozwiazac ;) Na 'chlopski' rozum ;)

    Zapomnialabym: 'niebezpieczny', tez moze byc! ;)
  • praptak 03.02.06, 09:50
    > można stosować też wolny związek - choć dla mnie to sprzeczność, bo albo związe
    > k
    > albo brak zobowiązań :)

    Ale przecież wolny związek to co innego niż konkubinat. Wolny związek oznacza,
    że ludzie czują się jakoś związani, ale uzgodnili że mogą sypiać z innymi
    osobami. Nawiasem mówiąc, nie wyklucza to bycia małżeństwem ;-)
    Konkubinat oznacza tylko bycie ze sobą bez ślubu i może, ale nie musi oznaczać
    wolnego związku - podobnie zresztą jak małżeństwo.
  • Gość: lil IP: 128.61.146.* 02.02.06, 23:04
    Ja mam dokladnie te same skojarzenia i tez bardzo tego nie lubie. A przeciez to
    po prostu PARTNER i ZWIAZEK PARTNERSKI. Pozdrawiam i podzielam inicjatywe. Tez
    chce zmiany! :)
    (a za maz wyjde jak bede chciala)
  • Gość: m IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.06, 12:07
    ale związek partnerski to pojęcie niejednoznaczne.

    to małżeństwo nie jest związkiem partnerskim?

    a w ogóle, jeżeli mówić o kimś partner czy partnerka - to nie wiadomo czy chodzi
    o partnera np. do gry w tenisa czy partnera życiowego.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka