Dodaj do ulubionych

Moje marzenie....

19.11.06, 21:25
Żeby tak w Polsce wprowadzić w życie wielką ideę Dżucze. Po prostu pójść swoją
własną, niezależną od UE i Amerykanów ścieżką. Odzyskać dumę narodową,
współpracować pokojowo z przeciwnikami imperializmu: Kubą, KRLD, Białorusią,
może też z Chinami i Rosją (ale tu ostrożnie).

Jak myślicie, czy mamy szansę na Dżucze i wolność od imperializmu w Polsce?
Edytor zaawansowany
  • 19.11.06, 23:43
    Hehe, ale z ciebie figlarz nieprzyzwoity...

    --
    "The gods help them that help themselves." - Aesop -

    No Sleep 'Til Brooklyn
  • 20.11.06, 08:31
    Gorzej u nas z kandydatami na wodzów. Już widzę te podpisy:
    "Kim-lep-per doradza robotnikom jak kłaść asfalt", albo "Kim-Lech-Kacz pokazuje informatykom jak programować bazy danych" smile)
  • 20.11.06, 09:34
    Od dawna nie było cie Bugiusiu
  • 20.11.06, 13:51
    żeby tak zrobić musielibyśmy być drugą Norwegią żeby faktycznie sami o sobie
    stanowić a narazie musimy jak słabszy przytulić sie do mocniejszego
    --
    Korea Północna - zdjęcia z mojej podróży

    fotoforum.gazeta.pl/72,2,91,24924207.html
  • 20.11.06, 22:33
    No właśnie. Więc co sądzisz o sojuszu Polska + Białoruś + Korea Północna? Razem
    stanowilibyśmy niezłą przeciwwagę dla USA. A razem z Chinami moglibysmy zmienić
    porządek tego świata po wsze czasy...
  • 20.11.06, 22:45
    big_grin

    A ty sie stosunkow miedzynarodowych na Uniwesytecie Moskiewskim uczyles?

    --
    "The gods help them that help themselves." - Aesop -

    No Sleep 'Til Brooklyn
  • 21.11.06, 06:18
    Niestety, nie w Moskwie. Najbardziej chciałbym postudiować na uniwersytecie w
    Phenianie (słyszałem, że jest świetny), ale to chyba nie jest możliwe sad
  • 21.11.06, 21:42
    No dobra, teraz juz sie upewnilem, ze nic tylko polewke sobie robisz... I cale
    szczescie, bo juz myslalem ze kolejny oszolom w stylu 'cheseyo' czy jak mu tam
    bylo, sie na forum pojawil.

    --
    "The gods help them that help themselves." - Aesop -

    No Sleep 'Til Brooklyn
  • 29.11.06, 22:05
    sie masz bugsiorek, jak tam leci? jak rodzina? wszyscy zdrowi?

    widze ze o mnie wpsominasz, steskniles sie chyba.
    Niezle ci zalazlem za skore chyba skoro tak mnie nazywasz...coz przeciesz to
    forum...mozna mowic co sie chce.
  • 29.11.06, 22:48
    Rodzinka zdrowa, dziekuje ze pytasz. Maja co jesc, ostatnio na wakacje
    wyjechali, nowe buty sobie kupili i takie tam rzeczy, ktore wiesz, stalinowcy w
    Koreii swoim obywatelom odmawiaja.

    Wiem, ze tam raj panuje, wiec moja rodzinka to chyba jeszcze w lepszym miejscu
    jest.

    --
    "The gods help them that help themselves." - Aesop -

    No Sleep 'Til Brooklyn
  • 21.11.06, 10:29
    kopę lat
    --
    김일성동지는 우리시대의 가장 걸출한 수령이시였습니다!
    www.krld.pl
  • 21.11.06, 21:43
    Koniec studiow i prawdziwa praca sie zaczela, tak wiec nie ma czasu na
    siedzenie i obijanie sie na forum niestety...

    --
    "The gods help them that help themselves." - Aesop -

    No Sleep 'Til Brooklyn
  • 22.11.06, 16:40
    Pracuje ok 50-55h tyg. Wartosc godziny po pracy wzrosla 10-krotnie, wiec musze
    wybalansowac pomiedzy dobra ksiazka, forum, gotowaniem, praniem, itd.

    Niestety na forum nie przypada zbyt wiele...

    --
    "The gods help them that help themselves." - Aesop -

    No Sleep 'Til Brooklyn
  • 22.11.06, 20:13
    w tej ameryce to lekko nie mam 11 godzin na dzień ?? <szok>
    a gdzie prawo pracy związki zawodowe wolnośc obywatelska widze ze korporacja
    cię wysysa
    ja stary pracuje 7 godzin dzienie wink i staram się żyć wink podróżować wink

    a propos podróży - wyjeżdżam do kambodży wink
    wkrótce relacja wink
    --
    Korea Północna - zdjęcia z mojej podróży

    fotoforum.gazeta.pl/72,2,91,24924207.html
  • 22.11.06, 20:40
    Hehe, 10-11h to na prawde nie jest zle. Nie narzekam. Mam znajomych z
    collegu, ktorzy pracuja wiecej, a rekord to kolega w banku inwestycyjnym 90-
    100h tygodniowo.

    Wlasciwie nikt nie wysysa, bo umowa jest 'employment-at-will' czyli w kazdej
    chwili moge zrezygonowac albo pracodawca moze mnie zwolnic. Jednak przy tak
    niskim bezrobociu w USA pracownik ma niewspolmierna sile na rynku w porownaniu
    z Polska. Sam fakt jak szybko wyczerpuje sie co roku limit wiz pracowniczych w
    USA. Po prostu brakuje pracownikow w wielu galeziach gospodarki.

    Praca jest bardzo przyjemna, rzadko zdarzaja sie nudne dni. Oficjalnie prawo
    pracy mowi o standartowych 40h tyg. jednak malo kto w USA tyle pracuje. Szef
    jest wyrozuzumialy i bardzo w porzadku. Nie wymaga zeby siedziec 11h, wymaga
    tylko zeby praca bylo dobrze zrobiona i jest przy tym realista.

    Na przyjemnosci zostaje czasu. Wypady na Broadway, do kina, ostatnio
    przeczytalem dobra ksiazke Oriany Fallaci "The Force of Reason" (analiza wplywu
    zalewu Arabow na charakter Europy - flaki sie przewracaja). Z czasem wolnym
    trzeba byc tylko bardziej wydajnym. Ze znajomymi na rozmowy telefoniczne musze
    sie na kilka dni wczesniej umawiac, hehe.

    Ale sie rozpisalem. Juz dziasiaj na tylku w pracy usiedziec nie moge, bo jutro
    i w piatek wolne ze wzgledu na swieto indyka. Juz mam wakacje w glowie a nie
    modele ekonomiczne.

    --
    "The gods help them that help themselves." - Aesop -

    No Sleep 'Til Brooklyn
  • 22.11.06, 22:20
    Swoim postem - być może nieświadomie - udowodniłeś nam wyższość KRL-D nad
    imperialistami z USA.
  • 22.11.06, 22:31
    A w jaki sposob oswiec nas prosze?

    Wiam jak bylo za PRLu, jak jest w III RP, wiem jak jest w Niemczech, mam na
    tyle o ile moge pojecie jak jest w KRL-D i z cala pewnoscia wiem jak jest w USA.

    Mam pelna swiadomosc gdzie jest lepiej a gdzie gorzej, ba, mam wybor tego gdzie
    chce pracowac i gdzie mieszkac (oprocz oczywiscie opcji PRLu; sadze rowniez ze
    mialbym problemy z przeprowadzeniem sie do Koreii).

    Jestem czlowiekiem wolnym, ktory podjal swiadoma decyzje. Rozumiem ze podobna
    decyzje podjeli Koreanczycy mieszkajac i pracujac w Koreii. Zgadza sie?

    --
    "The gods help them that help themselves." - Aesop -

    No Sleep 'Til Brooklyn
  • 25.11.06, 15:51
    Odsyłam cię do pracy magisterskiej pana Bartłomieja Pataląga, tam masz niezbicie
    udowodnione, że obywatele Korei Północnej AKCEPTUJĄ swój styl życia, a ty jesteś
    NIEWOLNIKIEM systemu amerykańskiego - praca po 12 godzin na dobę, żeby spłacić
    kredyt za mieszkanie... MAsz tylko pozorną wolność mój drogi!
  • 25.11.06, 21:20
    to praca licencjacka smile
    --
    김일성동지는 우리시대의 가장 걸출한 수령이시였습니다!
    www.krld.pl
  • 26.11.06, 17:24
    Nota bene, czy twoja praca UDOWADNIA tak jak sugeruje nowy forumowy clown, ze
    jestem niewolnikiem systemu amerykanskiego? Dodles ten rozdzial, czy go przegapilem?

    --
    "The gods help them that help themselves." - Aesop -

    No Sleep 'Til Brooklyn
  • 26.11.06, 22:56
    to akurat rozumie się samo przez się (przez to co piszesz na tym forum)

    bugsior napisał:

    > Nota bene, czy twoja praca UDOWADNIA tak jak sugeruje nowy forumowy clown, ze
    > jestem niewolnikiem systemu amerykanskiego? Dodles ten rozdzial, czy go przegap
    > ilem?
    >
  • 28.11.06, 10:33
    myśle, że doszło tu do pewnej nadinterpretacji smile
    --
    김일성동지는 우리시대의 가장 걸출한 수령이시였습니다!
    www.krld.pl
  • 26.11.06, 17:22
    Biedy towarzyszu jestes jesli stwierdzenie ze Korea jest wolna a USA nie
    opierasz na pracy licencjackiej Bartka Patalaga, przy calym szcunku dla jego
    wiedzy. Smiech bierze.

    Przyszlo ci do glowy poczytac kiedys chociazby Locke, Tocqueville albo Nieche?

    Znasz chociazby koncept 'glosowania nogami'? Koncept dziecinnie prosty ale jakze
    prawdziwy. Wiesz dlaczego wszelkie zomordyzmy i systemowe paradoksy od zawsze
    zamykaly granice dla swoich obywateli i przed obcokrajowcami? Wytez umysl...
    Tylko nie pisz ze Korea jest ze wszech stron zagrozona i musi sie bronic bo to
    debilizm wlasnie podkreslany przez kazdy z tych systemow. Potrafisz odpowiedziec
    na to pytanie?

    A teraz kolego napisz mi definicje wolnosci wedlug ktorej Koreanczyk w KRLD jest
    wolny a ja jestem uciemiezonym niewolnikiem w USA? Rozumiem, ze namacalne
    niewolnictwo panujace w Koreii nie jest podyktowane bledna powierzchowna
    definicja tego konceptu. Zgadza sie?

    Moze nie jestes tego swiadom, ale nie musze pracowac na splate domu jesli nie
    jestem zbyt pracowity. Moge miec prace w Burger Kingu i bez problemu wynajmowac
    kawalerke w calkiem przyzwoitej dzielnicy Brooklynu, miec samochod, kase na
    kino, teatr i wakacje chociazby na Florydzie raz do roku. Moge sie z pracy
    zwolnic, moze napluc pracodawcy na twarz, moge nawet zlozyc banknot z
    Waszyngtonem na pol albo nim sobie tylek podetrzec. Jak sie nie podoba to sobie
    moge z USA wyjechac.

    Tego tylko ulamek tego czego Koreanczyk nie ma. A teraz napisz mi co ma, czego
    nie ma Amerykanin.

    Rozumiem ze Koreanczycy to najszczesliwszy narod na swiecie, bo inne narody
    znaja jedynie z propagandowych filmikow. Wiec jak ci od malego wmawiaja ze
    mieszkasz w nalepszym miejscu na swiecie to pozostaje ci tylko wspolczuc ze
    gdzies w USA ludzie jeszcze mniej ryzu dziennie od 'swojego ukochanego' dostaja
    (i to dostaja w znaczeniu doslownym).

    Tak wiec niestety z biednymi Koreanczykami jest troche jak z ludzmi
    uposledzonymi umyslowo. Osoba z syndromem Downa jestem pewien jest
    najszczesliwsza ososba na swiecie bo byle cukierek albo melodyjka moze
    doprowadzic ja do euforii. Tak jak Koreanczyk ktory sie dowie, ze mu 'ukochany'
    dwukrotnie przydzial ryzu zwiekszyl (ryzu nota bene pochodzacego od
    imperialistow o czym 'ukochany' juz nie wspomina).

    Jeszcze potrafie zrozumiec kretynow, ktorzy probuja swoja zawila i pelna
    sprzecznosci logika bronic systemu lukaszenkowskiego. Ale tych co bronia
    koreanskiego juz nawet nie posadzam o brak mozgu. Te jest po prostu najlepszy z
    dostepnych dowodow na brak mozgu...

    Sadze, ze to jest twoja definicja szczescia, czyli po prostu niewiedza i
    nieswiadomosc, dzieki ktorej nie ma plaszczyzny do porownania. Daj Koreanczykowi
    paszport i wyslij na kilka miesiecy na poludnie. A potem sie spytaj jak mu sie
    podoba na polnocy. Takie to trudne? Gdzie tutaj podstep? Intelignetny czlowiek
    sam za siebie zdecyduje gdzie jest lepiej. A jesli nie daj Boze zdazy sie ze
    jakis z polnocy bedzie chcial na poludnie zostac (SIC) to niewielka strata bo
    widac nie zrozumial nalezycie na czym jego wspaniala 'wolnosc polnocno-
    koreanska' polega. Tak wiec jaki jest jest takiego obywatela na sile trzymac?

    To co intelektualny inwalido... Co to jest wolnosc? I chcialbym uslyszec ze sa
    jeszcze inne osoby oprocz ciebie, tylko ze o udowodnionym numerze IQ, ktorze
    dziela taka definicje.

    --
    "The gods help them that help themselves." - Aesop -

    No Sleep 'Til Brooklyn
  • 26.11.06, 19:40
    no no bugsior że ci się chciało wink)

    zobacz ja tu w kilku miejscach pytałem czy ktoś chce ze mną polemizować na
    temat tego że kIM głodzi swój naród, odciął od świata a propaganda cały czas
    tłumaczy że to raj na ziemi (ciekawe jak wygląda piekło)
    nawet rezydenci ambasady w wawie to zakłądnicy systemu bo ich rodziny siedzą w
    KRLD i modlą sie pewnie o to choć im nie wolno by po powrocie nie pojechać do
    yoodok na resocjalizacje

    tego systemu nie można nazwać komunistycznym bo to superzwyrodniały system
    prowadzący do exterminacji swojego narodu

    można by powiedzieć że to kraj demokracji ludowej

    czym sie rózni demokracja usa od krld ???? tym czym różni się krzesło od
    krzesła elektrycznego

    a jak by ktoś chciał polemizować to zapraszam

    bugsior pozdrawiam NY a jak by co nie - jadam w burger kingu wink
    --
    Korea Północna - zdjęcia z mojej podróży

    fotoforum.gazeta.pl/72,2,91,24924207.html
  • 26.11.06, 22:54
    Jestem po prostu porażony tą dawką nienawiści do Korei, którą prezentujesz na
    tym forum. Po prostu porażony. Ale spróbuję ci wytłumaczyć.

    > Biedy towarzyszu jestes jesli stwierdzenie ze Korea jest wolna a USA nie
    > opierasz na pracy licencjackiej Bartka Patalaga, przy calym szcunku dla jego
    > wiedzy. Smiech bierze.

    Stwierdzenia pana Pataląga potwierdza też wiele niezależnych źródeł. Oczywiście,
    jak ktoś czerpie wiedzę z Białego Domu, CIA i FBI to już jego sprawa... Ale żyje
    w zaślepieniu.

    > Przyszlo ci do glowy poczytac kiedys chociazby Locke, Tocqueville albo Nieche?
    > Znasz chociazby koncept 'glosowania nogami'? Koncept dziecinnie prosty ale
    jakze prawdziwy.

    A kto to Nieche? Sorry, ale wolę poczytać co nieco o Juche/Dżucze. To ciekawsze.


    Wiesz dlaczego wszelkie zomordyzmy i systemowe paradoksy od zawsze
    > zamykaly granice dla swoich obywateli i przed obcokrajowcami? Wytez umysl...
    > Tylko nie pisz ze Korea jest ze wszech stron zagrozona i musi sie bronic bo to
    > debilizm wlasnie podkreslany przez kazdy z tych systemow. Potrafisz odpowiedzie
    > c
    > na to pytanie?

    Człowieku! Skoro z góry skreślasz słuszną odpowiedź, to o czym tu dyskutować?
    Tak, Korea jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie. USA, Korea Południowa,
    Europa... każdy by chciał zaprowadzić tam swoje porząki. A naród koreański
    wybrał niezależność od Banku Światowego, od USA, od kapitalizmu. Boli, prawda?
    Poza tym tysiące koreańczyków podróżują przez Pekin w świat. W końcu Air Koryo
    nie istnieje tylko dla picu, nie? Oczywiście dla ciebie jak nie możesz szerzyć
    bezkarnie tej swojej kapitalistycznej propagandy, to wolności nie ma, nie?

    > A teraz kolego napisz mi definicje wolnosci wedlug ktorej Koreanczyk w KRLD jest
    > wolny a ja jestem uciemiezonym niewolnikiem w USA? Rozumiem, ze namacalne
    > niewolnictwo panujace w Koreii nie jest podyktowane bledna powierzchowna
    > definicja tego konceptu. Zgadza sie?

    Jesteś niewolnikiem konsumpcji. Koreańczycy wznieśli się już na wyższy poziom
    rozwoju społecznego i kultywują także inne wartości.
    I gdzie ty widziałeś niewolnictwo w Korei? W telewizji Busha?



    > Moze nie jestes tego swiadom, ale nie musze pracowac na splate domu jesli nie
    > jestem zbyt pracowity. Moge miec prace w Burger Kingu i bez problemu wynajmowac
    > kawalerke w calkiem przyzwoitej dzielnicy Brooklynu, miec samochod, kase na
    > kino, teatr i wakacje chociazby na Florydzie raz do roku.

    I to jest propaganda!! Nie pamiętam tytułu i autorki, ale ostatnio w Polsce
    głosno o książce Amerykanki, która zatrudniała się w róznych McDonalds'ach i
    Burger Kingach, by sprawdzić jak żyją ci biedni ludzie. Otóż na nic im nie
    starcza! W Korei tego nie ma.


    Moge sie z pracy
    > zwolnic, moze napluc pracodawcy na twarz, moge nawet zlozyc banknot z
    > Waszyngtonem na pol albo nim sobie tylek podetrzec. Jak sie nie podoba to sobie
    > moge z USA wyjechac.

    Tylko pozornie możesz! Wiążą cię kredyty, podatki, różne zobowiązania, subtelna
    przemoc ze strony państwa, pracodawców, sąsiadów i system wewnętrznego
    niewolnictwa: muszę się bogacić, przeprowadzić do lepszej dzielnicy, muszę im
    pokazać!

    >
    > Tego tylko ulamek tego czego Koreanczyk nie ma. A teraz napisz mi co ma, czego
    > nie ma Amerykanin.

    Wewnętrzną wolność. Swobodę życia bez kapitalizmu. Wolność podążania własną
    ścieżką, niezależnie od globalizacji i kapitalizmu.

    >
    > Rozumiem ze Koreanczycy to najszczesliwszy narod na swiecie, bo inne narody
    > znaja jedynie z propagandowych filmikow. Wiec jak ci od malego wmawiaja ze
    > mieszkasz w nalepszym miejscu na swiecie to pozostaje ci tylko wspolczuc ze
    > gdzies w USA ludzie jeszcze mniej ryzu dziennie od 'swojego ukochanego' dostaja
    > (i to dostaja w znaczeniu doslownym).

    Nie wiem czy Koreańczycy to najszczęśliwszy naród na świecie, ale Amerykanie na
    pewno nim nie są.

    >
    > Tak wiec niestety z biednymi Koreanczykami jest troche jak z ludzmi
    > uposledzonymi umyslowo. Osoba z syndromem Downa jestem pewien jest
    > najszczesliwsza ososba na swiecie bo byle cukierek albo melodyjka moze
    > doprowadzic ja do euforii. Tak jak Koreanczyk ktory sie dowie, ze mu 'ukochany'
    > dwukrotnie przydzial ryzu zwiekszyl (ryzu nota bene pochodzacego od
    > imperialistow o czym 'ukochany' juz nie wspomina).

    Nie obrażaj Narodu Korei Północnej, ok? Twoje porównania są co najmniej nietrafione.

    > Jeszcze potrafie zrozumiec kretynow, ktorzy probuja swoja zawila i pelna
    > sprzecznosci logika bronic systemu lukaszenkowskiego. Ale tych co bronia
    > koreanskiego juz nawet nie posadzam o brak mozgu. Te jest po prostu najlepszy z
    > dostepnych dowodow na brak mozgu...

    Miłośnik kapitalizmu i USa pokazuje swoją prawdziwą twarz: wykrzywioną
    nienawiścią do wszystkiego, co nie made in USA.

    > Sadze, ze to jest twoja definicja szczescia, czyli po prostu niewiedza i
    > nieswiadomosc, dzieki ktorej nie ma plaszczyzny do porownania. Daj Koreanczykow
    > i
    > paszport i wyslij na kilka miesiecy na poludnie. A potem sie spytaj jak mu sie
    > podoba na polnocy.

    Większość tzw. uciekinierów na Południe marzy o powrocie do Korei Północnej.
    Nawet proamerykańska Wyborcza o tym pisała. I co na to powiesz?

  • 26.11.06, 23:18
    Skad masz zrodlo dotyczace twojej info ze marza wrocic na Polnoc
    Jestem na prawde ciekawy i chcialbym ci przyznac racje
  • 27.11.06, 02:33
    Chrznisz tak jak oczekiwalem.

    prezydent.magister napisał:

    > Jestem po prostu porażony tą dawką nienawiści do Korei, którą prezentujesz na
    > tym forum. Po prostu porażony. Ale spróbuję ci wytłumaczyć.

    Masz racje. Nienawidze systemow, ktore czynnie sa nastawione na wyniszczanie
    wlasnego narodu. Korenczycy z nienawiscia nie maja nic wspolnego.

    > Stwierdzenia pana Pataląga potwierdza też wiele niezależnych źródeł. Oczywiście
    > ,
    > jak ktoś czerpie wiedzę z Białego Domu, CIA i FBI to już jego sprawa... Ale żyj
    > e
    > w zaślepieniu.

    Nie wiem co mowi CIA badz FBI, wiem natomiast co mowia media zarowno w USA jak i
    w Europie. A jesli dla cibie to wszystko turbiny propagandowe USA to niestety
    masz problem natury maniakalno-przesladowczej.

    > Sorry, ale wolę poczytać co nieco o Juche/Dżucze. To ciekawsze
    > .

    I skads jeszcze czerpiesz wiedze, czy to by bylo na tyle?

    > Człowieku! Skoro z góry skreślasz słuszną odpowiedź, to o czym tu dyskutować?
    > Tak, Korea jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie. USA, Korea Południowa,
    > Europa... każdy by chciał zaprowadzić tam swoje porząki.

    Odpowiedz mi na jedno banalnie proste pytanie. Dlaczego Koreanczyk nie moze
    wyjechac z wlasnego kraju na wakacje do przykladowo Tajlandii? I dlaczego
    Koreanczyk z poludnia na takie wakacje wyjechac moze.

    Nie bede sie wdawal w durnowate dyskusje z betonem takim jak ty. Odpowiedz na to
    proste pytanie

    A naród koreański
    > wybrał niezależność od Banku Światowego, od USA, od kapitalizmu. Boli, prawda?

    Pudlo kolego malo logiczny. To wybral 'ukochany' i jego spolka, a nie
    Koreanczycy. Oni nie wiedza co to jest kapitalizm. Zaszczytu tej wiedzy
    dosiegneli jedynie zasluzeni dygnitaze rezimowi, ktorzy sa wlascicielami
    niezlych przedsiebiorstw. Jak w 'Animal Farm' swinie stojace na strazy komuny i
    braku konsumpcjonizmu przescignely Zachod w przepierdzielaniu pieniedzy. Jak
    mysli, kto w ostatnim tygodniu lepszego 'wiskacza' pil, 'ukochany' czy Bush?
    Stawiam na 'ukochanego'.

    Nie chrzan o 'wolnosci od Banku Swiatowego', bo ci co podjeli te decyzje z
    nagatywnymi konsekwencjami zamordyzmu maja malo na co dzien do czynienia, a ci
    ktorzy musza odczuwac jego skutki mysla ze Amerykanin codziennie dostaje od
    Busha polowe racji ryzu przecietnego Koreanczyka.

    Nie chrzan kto, jaka i dlaczego decyzje podjal, bo widac ze rozumiesz z tego
    wszystkiego tyle co moj kot z calkowania.

    > Poza tym tysiące koreańczyków podróżują przez Pekin w świat. W końcu Air Koryo
    > nie istnieje tylko dla picu, nie?

    Isnieje dla rezimowych pacholkow, dyplomatow i turystow, co sie godza lupic na
    kazdym kroku w sposob dalece odbiegajacy od kapitalistyczego, w zamian za probe
    dostrzegniecia zycia Koreanczykow, ktorzy samolot widzieli jedynie na
    propagandowych filmikach o wojnie z Japonia.

    To ze isnieja linie lotnicze i ze Korenczycy podrozuje po swiecie ma sie ni jak
    do siebie. Umiesz logicznie myslec? Czy to ze John Smith w Kalifornii ma
    Maybacha znaczy ze ja Maybachem jechalem? Po cos Maybachy sa nie?

    Oczywiście dla ciebie jak nie możesz szerzyć
    > bezkarnie tej swojej kapitalistycznej propagandy, to wolności nie ma, nie?

    > Jesteś niewolnikiem konsumpcji.

    Nie mydl oczy abstrakcjonizmem. Podejmuje decyzje sam za siebie. Kupic nowy
    plazmowy telewizor czy wystarczy mi zwykly. Sugerujesz ze moje niewolnictwo
    zmusi mnie do kupienia plazmowego? A moze zamiast tego wole pojachac na Karaiby,
    a moze wole sobie odlozyc, a moze wole zapisac sie na kurs gotowania.

    A Koreanczyk ktory nie ma co do garnka wlozyc albo chodzi w tych samych butach 5
    lat? Czy chec kupienia sobie nowych, ladnych o innym kolorze jest juz pierwsza
    oznaka konsumpcjonizmu? Juz sie kulka nalezy?

    Napisz lepiej co to dla ciebie znaczy 'wolnosc' bo widze ze zapuszczasz sie na
    grunty filozofii z ktorej chyba jestes cieniutki.

    Koreańczycy wznieśli się już na wyższy poziom
    > rozwoju społecznego i kultywują także inne wartości.
    > I gdzie ty widziałeś niewolnictwo w Korei? W telewizji Busha?

    Widzialem sprawozdania Korenczykow mowiace o obozach pracy za to ze w Chinach
    chcieli zjesc troche wiecej ryzu niz tyle ile im dal 'ukochany'. Nie byli
    niewolnikami abstrakcyjnego konsumpcjonizmu. Tylko biedni troche zglodnieli i
    odwazyli sie powiedziec i pokazac ze 'ukochany' chyba troszke przesadza z
    workiem ryzu dziennie.

    > > Moze nie jestes tego swiadom, ale nie musze pracowac na splate domu jesli
    > nie
    > > jestem zbyt pracowity. Moge miec prace w Burger Kingu i bez problemu wyna
    > jmowac
    > > kawalerke w calkiem przyzwoitej dzielnicy Brooklynu, miec samochod, kase
    > na
    > > kino, teatr i wakacje chociazby na Florydzie raz do roku.
    >
    > I to jest propaganda!! Nie pamiętam tytułu i autorki, ale ostatnio w Polsce
    > głosno o książce Amerykanki, która zatrudniała się w róznych McDonalds'ach i
    > Burger Kingach, by sprawdzić jak żyją ci biedni ludzie. Otóż na nic im nie
    > starcza! W Korei tego nie ma.

    Widzisz, jakbys widzial cos z dzidzin ekonometrii badz statystyk nawet to bys
    rozumial jak malo wymieren sa takie 'dowody' i gdzie popelniany jest kardynalny
    blad. Osoby ktore cale zycie w Burger Kingu pracuja to przyslowiowi looserzy,
    jakkolwiek brutalnie to brzmi. A to dlatego ze kazdy Burger King ma non-stop
    tabliczke ze poszukuje pracownikow. I teraz jak bys chcial zeby looserowi ktory
    nie wpadnie na to zeby zapisac sie do 2-letniego community college, gdzie za
    wszystko zaplaci mu rzad stanowy, czyli looser nawet nie bedzie musial centa na
    to wydac. Moze sobie zrobic certyfikat mini-elektryka/telekomunikacji i jezdzic
    i kablowke zakladac. I stawke bedzie mial 2 razy wyzsza. Przykladow mozna
    mnozyc, mozliwosci jest tysiace. Jesli nie jestes looserem i wybierzesz sobie w
    McDonaldzie pracowac to na zycie ci normalnie starczy. Znam faceta co ma pod
    czterdziestke i pracuje w salonie komorkowym sprzedajac akcesoria. High school i
    zero ambicji. Wynajmuje kawalerke a pieniadze jakie zarobi przepierdziela na
    Blockbustera, pizze, fajki i kino co drugi dzien. TO dla mnie looser, bo jakby
    sie wzial do kupy to by normalnie zyl.

    Otworz sobie podrecznik do ekonometrii dla laikow i dostaniesz oswiecenia.

    > Tylko pozornie możesz! Wiążą cię kredyty, podatki, różne zobowiązania, subtelna
    > przemoc ze strony państwa, pracodawców, sąsiadów i system wewnętrznego
    > niewolnictwa: muszę się bogacić, przeprowadzić do lepszej dzielnicy, muszę im
    > pokazać!

    Ty mi bedziesz mowil co moge a czego nie? Zapewniam cie kolego, ze moge wyjechac
    kiedy mi sie podoba. Za wczesniejsze zerwanie kontraktu na wynajem mieszkania
    zaplace kare kilkaset dolcow, za zerwanie kontraktu komorki, pracodawca bedzie
    zasmucony i kilka innych mniej istotnych spraw i tyle. Kilka dni na spakowanie i
    jade gdzie mi sie tylko podoba. Nie chrzan znow o niewolniectwie ktorego
    zdefiniowac nie potrafisz.

    Juz sie o ciebie nasluchalem belkotu o niewolnictwie konsumpcjonizmu. Jakie to
    niewolnictwo nie pozwala mi spakowac walizek do Polski wyjechac? Nie oczekuje
    elokwentnej wypowiedzi ale postaraj sie tym razem.

    > Wewnętrzną wolność.

    Bhauauahaha. Ale zes teraz przywalil abstrakcja. A jak sie wewnetrzna wolnosc
    mierzy i kto decyduje o tym jak bardzo chce byc 'wewnetrze wolny'? Decyduje o
    tym Koreanczyk czy 'ukochany'?

    Potrzebuje troche wiecej wytlumaczenia, bo zabujales w oblokach. Podaj mi
    jakichs autorow, bo chetnie poczytam o 'wolnosci wewnetrzej'.

    > Swobodę życia bez kapitalizmu.

    A ma mozliwosc wyboru kapitalizmu? Bo ja mam mozliwosc nie kupowiania niczego,
    chodzenia w tych samych majtkach przez 10 lat i prania ciuchow w rzece.

    > Wolność podążania własną
    > ścieżką, niezależnie od globalizacji i kapitalizmu.

    Zakreciles sie kolego. Majac mozliwosc podazania wlasna sciezka moze sobie
    podazyc do Chin? Czy
  • 27.11.06, 02:34

    > Wolność podążania własną
    > ścieżką, niezależnie od globalizacji i kapitalizmu.

    Zakreciles sie kolego. Majac mozliwosc podazania wlasna sciezka moze sobie
    podazyc do Chin? Czy moze ma mozliwosc podazania 'wlasna sciezka' oczywiscie
    jesli jest to taka sciezka jaka wybierze dla niego 'ukochany'? Moze Koreanczyk
    posluchac sobie innych wodzow czy moze tylko 'ukochanego' juniora i seniora?

    Jakie sciezki ma do wyboru Koreanczyk? Jak mu sie znudzi mieszkanie na wsi i
    brak elektrycznosci to moze sie przeniesc do stolicy? Moze napisac zyciorys i
    isc do pracodawcy? Moze sie zwolnic jesli pracodawca go obrazi?

    > Nie wiem czy Koreańczycy to najszczęśliwszy naród na świecie, ale Amerykanie na
    > pewno nim nie są.

    Zgadza sie ze nie sa. Nie wiem kto jest. Ale jesli Amerykanie nie sa to dlatego,
    ze mogli sobie pojechhac, popatrzec, porownac, slowem, ich krai nie ogranicza im
    mozliwosci samooceny. Jak im sie nie podoba to moga wyjechac do Kanady, Meksyku,
    Europy, itd.

    > Nie obrażaj Narodu Korei Północnej, ok? Twoje porównania są co najmniej
    nietrafione.

    Moje porownania sa jak najbardziej trafione. Szczesliwy ten, ktory nie wie jak
    moglo by byc. Jakbym cie zamknal w piwnicy ze szczurami w wieku 3 lat i trzymal
    bez wypuszczania karmiac workiem ryzu dziennie, to bys dostal orgazmu gdybys
    dostal pol kilo ugotowanego schabu w wieku 20 lat. Byl bys najszczesliwszym
    czlowiekim na swiecie, bo bys biedaku byl przekonany ze wszyscy inni na sweicie
    tego dnia kiedy ty dostales schab dostali, tak jak codziennie, jedynie worek
    ryzu. Tak jak z uposledzonym, ktory zobaczyl ze w telewizorze obrazki sie ruszaja.

    Nie winni temu sa Koreanczycy, tak samo jak nie bylbys ty winny swojego
    'szczescia' ze schabem z dloni. Winny bylbym ja, ktory z ciebie takiego
    odczlowieczonego debila zrobil.

    Sadze, ze braku szacunku do Koreanczykow to ty nie masz...

    > Miłośnik kapitalizmu i USa pokazuje swoją prawdziwą twarz: wykrzywioną
    > nienawiścią do wszystkiego, co nie made in USA.
    >
    > > Sadze, ze to jest twoja definicja szczescia, czyli po prostu niewiedza i
    > > nieswiadomosc, dzieki ktorej nie ma plaszczyzny do porownania. Daj Korean
    > czykow
    > > i
    > > paszport i wyslij na kilka miesiecy na poludnie. A potem sie spytaj jak m
    > u sie
    > > podoba na polnocy.
    >
    > Większość tzw. uciekinierów na Południe marzy o powrocie do Korei Północnej.
    > Nawet proamerykańska Wyborcza o tym pisała. I co na to powiesz?

    Racja, jakbym cie z piwnicy na Manhatanie po 20 latach wypuscil, to tez bys
    chcial z powrotem do piwnicy, bo bys czlowieku nie wiedzial jak przez przejscie
    dla pieszych przejsc. Masz racje - wtedy mialbym dowod na to jak dobrze jest w
    piwnicy ze szczurami i workiem ryzu i jaka mieszkanie tam ma wyzszosc nad np.
    5th Avenue.

    A slyszales o takich, ktorzy wyjechali na poludnie i za nic wracac nie chca na
    polnoc? Wyobraz sobie ze cie wypuszczam z piwnicy a ty w wieku 20 lat musisz sie
    nauczyc tego z czym wszyscy inni dorastali nawet sie nad tym nie zastanawiajac.
    Jakbys sie nauczyl to by mi tylko udowdnilo jak bardzo gotow byles doslownie
    odwrocic swoje zrozumienie swiata o 180 stopni, zeby tylko do piwniecy nie wrocic.


    Ostaniea sprawa. Nie doczekalem sie definicji wolnosci ktora tutaj sobie
    bezkarnie zaglujesz. Nie mydl oczu wyzszymi stopniami cywilizacyjnymi bo takie
    zamordyzmy probowano juz w innych miejscach wprowadzac wiele lat temu i w
    ktoryms momencie przykrecania sruby wszystko sie rozpadalo. Te twoje 'wyzsze
    stopnie cywilizacji' padaly szybciutko i teraz musza gonic wszelknie inne
    'nizsze stopnie'. A burak pozostanie burakiem.

    --
    "The gods help them that help themselves." - Aesop -

    No Sleep 'Til Brooklyn
  • 27.11.06, 08:06
    tak w kwesti lini lotniczych które nie są dla picu
    czyli dwa iły 62 o nr. 881 i 885
    dlaczego mają zakaz latania nad europą
    i gdzie latają pekin dwa razy w tygodniu i do władywostoku
    to sie nazywa linia nie dla picu

    a co do pracy w fast foodach - pracowałem 14 miesiecy na grodzkiej w krakowie -
    taka praca wiele uczy choć nie wiele sie zarabia ale dla studenta to była
    całkiem niezla kasa wink
    --
    Korea Północna - zdjęcia z mojej podróży

    fotoforum.gazeta.pl/72,2,91,24924207.html
  • 28.11.06, 00:48
    Dokladnie tak jest i w USA. W McDonaldach najwiecej osob pracuje ktore sa w
    high school'u. Dorabiaja sobie do kieszonkowego i ucza sie doceniac prace i
    wazyc wartosc pieniadza. Takie pierwsze doswiadczenia z praca. Na studiach
    probuje robic cos zwiazanego z kierunkiem, czyli praktyki, platne to czy
    nieplatne. Po studiach, wiadomo, szuka sie pracy w zawodzie i najczesciej nie
    ma problemu ze znalezieniem. Jesli ktos kto ma 40 lat smazy w McDonaldzie
    frytki to ma problem o ktorym pisalem - to looser ktoremu malo co pomoze.

    P.S.
    Podobala mi sie twoja analogia demokracji w USA i KRLD, czyli krzesla i krzesla
    elektrycznego. Niezle sie usmialem. smile
    --
    "The gods help them that help themselves." - Aesop -

    No Sleep 'Til Brooklyn

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.