Re: Bronią nazwy ulicy z błędem ortograficznym
Autor:
Gość: marcin_f
IP: 203.173.134.*
15.07.07, 11:25
Na początek przeczytaj proszę opinię Rady Języka Polskiego, którą podałem parę wpisów wcześniej. A co do Twojej i Dżemika zasady to trudno nie zgodzić się ogólnie z Twoją argumentacją, ale ja mam parę ale dotyczących konkretnych konkretów:
1. Ile lat musi zagraniczna nazwa „zasiedzieć się” w języku polskim, by można było ją spolszczyć? Jakie jest uzasadnienie tego, że Washington znany jest już tyle lat, że wolno go spolszczyć, a Wilson znany jest zbyt krótko?
2. Piszesz o spolszczaniu wymowy i pisowni, jakoby było to powiązane. Jak chcesz spolszczyć pisownię nazwiska „Wilson”? Co ze spolszczeniem wymowy nazwy kraju i kontynentu „Australia”? Zapis pozostał ten sam, a wymawia się go zgodnie z zasadami wymowy polskiej (po angielsku wymawia się ± Ostrejlia). Włoska nazwa „FIAT” po włosku wymawiana jest „fijat”, a po polsku wiadomo jak – mimo zachowania pisowni (a więc braku spolszczenia pisowni, co jak rozumiem powinno pociągać za sobą również brak spolszczenia wymowy). Jako ciekawostkę dodam, że istnieje też zjawisko odwrotne, czyli spolszczania tylko pisowni, np. kiedyś „spiker” pisało się tak, jak po angielsku („speaker”), podobnie trolejbus („trolleybus”). Jeszcze nie tak dawno temu prawidłowa pisownia słowa „puenta” to było wyłącznie „pointa”, teraz większość pisze fonetycznie. Można tak długo wymieniać, ale chyba tych kilka przykładów wystarczy?
3. Zdajesz sobie sprawę, że nawet zwolennicy wymowy przez ł spolszczają to nazwisko, tyle że w mniejszym stopniu? Prawidłowa wymowa to „Łyls*n”, gdzie gwiazdka oznacza bardzo krótki dźwięk przypominający y, a tymczasem powszechnie słychać wymowę „Łylson” (z długim, polskim o), nie mówiąc o wymowie „Łilson” (nie tylko długie, polskie o, ale jeszcze polskie, normalne i). Trudno zresztą nie spolszczyć tego nazwiska, bo wymowa „plac Łylsna” jest po prostu strasznie łamiąca język i nie wyobrażam sobie, by nawet najbardziej zatwardziały przeciwnik spolszczania w taki sposób łamał sobie język.
4. Nazwisko prez. Wilsona było obecne w świadomości Polaków przez cały okres międzywojenny, a pan ów stał się patronem tego placu w bodajże 1925 roku. Oczywiście wszyscy wymawiali to nazwisko przez W, podobnie jak nazwisko Waszyngtona. W czasie okupacji hitlerowskiej nazwa została zmieniona, potem za komuny (którą niektórzy również traktują jako okupację) ponownie, wówczas też dużo, dużo mniej wspominano o tej postaci, i pewnie stąd niektórym się wydaje, że nazwisko to istnieje bardzo krótki czas w polskiej świadomości i niewygodnie im je spolszczać – można powiedzieć, że nazwisko to uległo „odpolszczeniu”. Inni może snobizują się na znajomość angielskiego (raz słyszałem, jak ktoś mówiąc drugiemu, co grają w kinach, powiedział „prajmas” – chodziło o film o Prymasie Wyszyńskim…)
BTW mam podchwytliwe pytanie: astronomowie co jakiś czas odkrywają nowe ciała niebieskie i nazywają je np x1234. Gdy w rozmowie masz ochotę wspomnieć taką nazwę, to sprawdzasz, jakiej narodowości byli odkrywcy, i wymawiasz tę nazwę zgodnie z językiem ojczystym odkrywców (np. jeżeli to Amerykanie, to „eks-łan-tu-Θri-for”), czy jednak po polsku? No właśnie :-)
Kiedyś czytałem wypowiedź jednego z wybitnych polskich językoznawców, że proces spolszczania nazw i nazwisk zagranicznych nie jest w żaden sposób uregulowany, dzieje się spontanicznie i w przypadku różnych nazw czy też nazwisk może przebiegać zupełnie inaczej. Właśnie mamy tutaj piękny przykład tego, że dla jednych proces spolszczania przebiegł dalej, dla innych – mniej. Kto ma rację? Abstrachując od opinii RJP (której zapewne niektórzy nie będą mieli ochoty uznać) może po prostu należy wzajemnie uznać racje drugiej strony i nie wytykać sobie z jednej strony od nieuków, a z drugiej od pseudowarszawian przywiezionych z dalekiej prowincji? :-)