Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

     
  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • 17.03.08, 06:57
    Myslę iż nie głupim pomysłem może okazać się założenie tego wątkuwink
    Zapraszam wszystkich oczytanych do wpisywania tu pozycji wartych
    uwagi a dotyczących Albanii smile

    1.Fatos Lubonja "Albania -wolność zagrożona"
    2.Fatos Kongoli "Psia skórka"
    3.Adam Koseski "Albania"
    4.Edward Karlowicz "Wolność przyszła z gór" ostrzegam wyd.1956rwink
    5.Tibor Dienes "Albania-Przewodnik turystyczny" mała rzecz a cieszywink
    6.Arqile Teta "Słownik Polsko-Albański"
    7.Irena Sawicka "Albanistyka polska"
    8.Wacław Cimochowski "Studia Albanica"
    9.Ismail Kadare "Pałac snów" fajne
    10.Ismail Kadare "Krew za krew" jeszcze lepszawink
    11.Ismail Kadare " Kto przyprowadził Doruntinę?" i inne Książki
    Kadarego
    12.Tadeusz Czekalski "Albania"

    teraz wywink
    • Poczytać też warto wątek na tym forum zamieszczony przez shoqje na
      temat Albani widzianej oczami Stasiuka.
      • Szczerze polecam:
        - trzytomową powieść historyczną Teodora Tomasza Jeża (wyd. 1951,
        napisana jeszcze w XIX w.) pt. "O byt: powieść historyczna na tle
        dziejów Albanii XV w.". Autor ten ma naprawdę sporo ciekawych
        powieści dotyczących całego regionu Bałkanów za czasów imperium
        osmańskiego.

        - Robert Elsie "A dictionary of Albanian Religion, Mythology and
        Folk Culture".

    • A.Stasiuk "Jadąc do Babadag"
      • 1. "Bałkany. Bośnia i Hercegowina, Serbia, Macedonia, Albania" -
        przewodnik
        Autor: Zuzanna Brusić, Dominika Ćosić, Maciej Kania, Robert Sendek

        Przewodnik po Balkanach, ktore albo się kocha, albo nienawidzi;
        jednak nikt nigdy nie przechodzi obok nich obojętniesmile

        2."Pamięć kości. Pośród umarłych w Ruandzie, Bośni, Chorwacji i
        Kosowie ." - Clea Koff
        * relacja z misji (zbrodnia,rozpacz, smierc ale i nadzieja,
        sprawiedliwosc.)

        3.Konrad Pawłowski - "Kosowo. Konflikt i interwencja." co prawda nie
        o Albanii ale bliskosmileprzeciez sa tu tez dziewczyny kosowskich
        albanczykowsmile

        4."Kosova: Facts that Won't Keep Silent" - polecam, bardzo fajna
        ksiazka z kilkoma wstrzasajacymi obrazkami. Ja czytalam akurat
        angielska wersje ale pewnie polska wersja tez jets dostepna.
    • 17.03.08, 19:17
      Trochę poezji:

      1. "Tylko Itaka pozostanie" - dwujęzyczna antologia poezji albańskiej i
      polskiej, Latona, Warszawa 1993

      2. Antologia poezji albańskiej XX w. "Nie jest za późno na miłość", Pogranicze
      Sejny 2005

      3. Ali Podrimja, "Skradziony płomień", Pogranicze Sejny 2007

      4. Ali Podrimja, Żyć", Wiersze, Orfeu Warszawa 1993

      4. Eqrem Basha, Wiersze, Pogranicze Sejny 1999

      5. Mazllum Saneja, Ognista ziemia [Wiersze], Warszawa 1999

      Proza

      1. Ylljet Aliçka, "Kompromis" [opowiadania], Pogranicze Sejny 2002

      2. Fatos Kongoli, "Psia skóra" [nie "skórka", Nertilo]

      3. I. Kadare, "Generał martwej armii", PIW, 1984 (?)

      4. I. Kadare, "Potwór"

      5. Luan Starova, "Czasy kóz", Oficyna 21 Warszawa 2005

      Publicystyka

      1. Fatos Lubonja, "Nostalgia i ból" [w:] "Nostalgia, eseje o tęsknocie za
      komunizmem", Czarne 2002

      2. Fatos Lubonja, "Blok (bez nostalgii)" [w:] "Znikająca Europa", Czarne 2006

      Zapowiedzi

      1. Ornela Vorpsi, "Kraj, gdzie się nigdy nie umiera", Czarne 2008 [kwiecień]

      w przekładzie z włoskiego Joanny Ugniewskiej

      Nota o książce

      Czy to zły sen? Nie, to tylko Albania. Książka Orneli Vorpsi to dramatyczna i
      ironiczna zarazem opowieść o albańskiej codzienności, na którą składają się dwa
      terrory: ten komunistyczny i drugi, nie mniej uciążliwy, terror kultury. Obydwa
      okazują się nieludzkie. Bywają przyczyną tragedii, dramatów, pchają niepokornych
      nawet ku śmierci.
      Książka napisana jest z perspektywy młodej dziewczyny. Moment wkraczania w
      kobiecość, dorosłość to także chwila przekroczenia progu rzeczywistości
      przenikniętej kulturowymi stereotypami i specyficzną wizją płci. Narasta
      krytycyzm, a ironia staje się sposobem na przetrwanie.
      Prosty, subtelny język staje się adekwatnym narzędziem do opowiedzenia tej
      osobistej, nieco onirycznej i tragicznej zarazem albańskiej historii. "Jesteśmy
      w Albanii, tutaj nie ma żartów".
      "`Żyj, a będą cię nienawidzić, umrzyj, a będą cię opłakiwać` - ten aforyzm
      najtrafniej podsumowuje opowiedzianą przez Ornelę Vorpsi krótką historię
      albańskiego dzieciństwa. W Albanii bowiem - kraju ludzi okrutnych i zawistnych -
      wolno być tylko gorszym lub brzydszym. Lekki ironiczny ton tej opowieści ma
      uchronić przed cierpieniem, jakie niosą niezatarte mimo upływu lat wspomnienia.
      Totalitarny system, więzienia polityczne i obyczajowe, ateistyczna szkoła -
      wszystko to pojawia się w tle osobistej relacji pisarki, dla której
      najważniejszy jest kobiecy punkt widzenia. Kraj, gdzie nigdy się nie umiera
      ukazuje albańskie machismo sprowadzające seksualność do nierządu, a kobiecie
      pozostawiające maskę pruderii ..."
      prof. Hanna Serkowska



















      Historia:

      1. J. Hauziński, J. Leśny, Historia Albanii, Ossolineum 1992
      • Pytałam w wydawnictwie i książka Orneli ma się ukazać dopiero
        30kwietniauncertain to sobie poczekamy...
        • 18.03.08, 15:08
          30 kwietnia, to już niedlugo, Nertilo. Zresztą, książki zwykle ukazują się z
          pewnym opóźnieniem. A w maju są chyba w Warszawie Targi Książki i wydawnictwa
          hurtowo przygotowują nowości.

          W kwietniu też ma sie ukazać w wyd. Czarne książka Marii Todorovej "Bałkany
          wyobrażone". Myślę, że zainteresuje nie tylko bałkanistów

          Poniżej notka

          Maria Todorova
          BAŁKANY WYOBRAŻONE

          Przekład Piotr Szymor

          "Gdyby Bałkany nie istniały, należało by je wymyśleć" napisał Hermann Keyserling
          w swoim słynnym tekście z 1928 roku. Książka Marii Todorovej "Wyobrażone
          Bałkany" śledzi relacje pomiędzy tym co realne i tym, co imaginacyjne. Opierając
          się na licznych dziełach literatury podróżniczej, relacjach dyplomatów,
          doniesieniach naukowców dziennikarzy, książka Todorovej eksploruje ontologię
          Bałkanów od osiemnastego wieku do dnia dzisiejszego, odkrywając drogę rodzenia
          się zmitologizowanego wizerunku tej części Europy. Autorce, urodzonej i
          wykształconej na Bałkanach, udało się połączyć w swoim klasycznym już dzisiaj
          dziele podejście naukowe z głębokim, prawdziwym zrozumieniem.
          "Książką `Wyobrażone Bałkany` Maria Todorova potwierdza swoją reputację jednego
          z najwybitniejszych bałkańskich historyków. `Wyobrażone Bałkany` to książka
          pełna pasji, naukowa, wciągająca, polemiczna, ambitna, odważna."



    • Tadeusz Czekalski "Albania 1920-1939" państwo gospodarka kultura
      wyd.1996 więc nie takie starewink polecam wszystkie publikacje
      Czekalskiego.
    • 08.11.08, 22:38
      Edmund Lewandowski "Pejzaż etniczny Europy"
    • Witam
      W zbiorze opowiadan pt.: " Fado" Andrzej Stasiuk po raz kolejny
      zabiera swoich czytelnikow w podroz po Balkanachsmile Jednym z
      przystankow tej podrozy jest Albania, o ktorej mozemy poczytac w
      opowiadaniu pt.: "Nie ma deszczu w Przekletych Gorach"
      Poniezej wklejam tekst literackiej pocztowki z Albaniismile
      Zycze milej lektury...........
      Pozdrawiam serdeczniesmile

      "Nie ma deszczu w Przeklętych Górach"

      Zaczęło się od tego, że mój albański wydawca napisał: "Sorry, ale
      twoja książka nie wyjdzie w planowanym terminie, wyjdzie
      prawdopodobnie miesiąc-dwa póĽniej. W Tiranie po prostu nie ma prądu
      po osiem-dziesięć godzin dziennie".

      Pomyślałem sobie, że to jest całkiem uczciwy powód spóźnienia, i
      odpisałem: "W porządku, Sokol, nie ma sprawy. To i tak jest dosyć
      sensowny powód zwłoki. Inni wydawcy nie przedstawiają równie
      przekonujących".
      A potem albańscy przyjaciele nadesłali wieści, że na południu kraju
      w Gjirokaster elektryczności nie ma przez dwanaście godzin dziennie,
      w Kukës, na północy na granicy z Kosowem, ciemno i zimno jest nawet
      przez osiemnaście godzin w ciągu dnia.
      Albania energię elektryczną czerpie głównie z elektrowni wodnych. W
      skali kraju to jest jakieś 90 procent. Największe z nich znajdują
      się na północy kraju na rzece Drin. W Koman, w Fierzë powstały
      gigantyczne tamy i elektrownie, a rzeka zmieniła się w coś w rodzaju
      wąskiego jeziora, bałkańskiego fiordu. Przy odrobinie dobrej woli i
      szczęścia północną Albanię od Szkodry leżącej blisko Adriatyku po
      Kukës na kosowskiej granicy można pokonać wodą, można przepłynąć.
      Można w poprzek przepłynąć cały kraj. W linii prostej jest to jakieś
      sto kilometrów, ale spiętrzona tamami rzeka wije się, meandruje,
      przeciska się między górskimi masywami i w rezultacie podróż trwa
      cały dzień. Płynąłem tamtędy kilka razy.
      To jest urodziwy i starodawny kawałek Europy. Nie ma tam dróg.
      Ludzie wysiadają ze statku, z rzecznego promu zbudowanego ze starej
      łodzi i autobusowego nadwozia, a na brzegu czekają na nich juczne
      osły. Ładuje się na nie wszystko, czego nie można wykonać na
      miejscu. Plastikowe węże do podlewania, wiadra, naftę do lamp, sól
      do mięsa i zapałki. Czasami są to ilości hurtowe i wtedy osły
      uginają się pod ciężarem fanty i piwa w puszkach. Kamieniste ścieżki
      wspinają się gdzieś pod samo niebo, pokonują przełęcze i znikają w
      otchłani gór zwanych Namuna - co znaczy "przeklęte". Tego lata
      gdzieś przed Fierzë widziałem kilkudziesięciu gości weselnych:
      mężczyĽni w garniturach, kobiety na wysokich obcasach z fryzurami
      prosto od fryzjera i w eleganckich kreacjach - wszyscy gęsiego
      wspinali się karkołomną ścieżką, która zakosami prowadziła gdzieś za
      niebotycznym grzbietem. Ten orszak był jak z surrealistycznego filmu
      albo z pięknego snu.
      Czasami gdzieś w oddali widać samotne domy. Przypominają
      czworoboczne kamienne wieże zdolne przetrwać długie oblężenie. Okna
      są wąskie niczym otwory strzelnicze. Nic dziwnego, bo jeszcze
      niedawno nie pytało się tutaj o ilość domowników, ale o "ilość
      strzelb", czyli liczbę mężczyzn zdolnych do noszenia broni, żyjących
      pod jednym dachem, w jednej wielopokoleniowej rodzinie. Domostwa
      oddalone są od siebie o kilka godzin marszu i samowystarczalne: mają
      swoje stada owiec, swoje osły, swoje poletka kukurydzy, sady
      śliwkowe, by można było destylować alkohol, spłachetki tytoniu,
      zapasy drewna na opał i siana dla zwierząt. W gruncie rzeczy te
      gospodarstwa są trochę jak przedsięwzięcia lądowych Robinsonów
      Crusoe. Samotność mieszkańców jest pomnożona przez ich liczbę.
      Czasami gdzieś na bezludnym brzegu można dostrzec pojedynczą
      sylwetkę. Człowiek macha i wtedy prom zmienia kurs, przybija i z
      pokładu rzuca się długą deskę. Człowiek wchodzi na pokład, a
      pasażerowie pytają, o której wyszedł z domu. "Wyszedłem przed
      świtem" - odpowiada przybysz.
      I w tym najbardziej archaicznym regionie produkuje się
      elektryczność, energię dla całego kraju. Energia - symbol postępu i
      nowoczesności - rodzi się tam, gdzie ludzie żyją zamknięci
      całkowicie w rodzinnych i klanowych strukturach społecznych, a ich
      egzystencja jest regulowana przez średniowieczne prawo obyczajowe -
      znacznie silniejsze niż oficjalne państwowe kodeksy. Stąd płynie
      prąd do miast, do Szkodry, Tirany i Durrës, by ożywiać wnętrza
      fabryk, komputerów, telewizorów i bankomatów. W dzikim pejzażu stają
      gigantyczne słupy trakcji elektrycznej. Są czarne i zardzewiałe.
      Minionego lata ktoś kilka z nich wysadził w powietrze. Albańscy
      przyjaciele nie potrafili powiedzieć, kto to zrobił i dlaczego.
      Teraz po prostu w jeziorach brakuje wody i turbiny stoją bezczynnie.
      Północ nigdy nie miała dobrych notowań. Dla centralnej i południowej
      Albanii to było siedlisko bezprawia, przemocy, dzikości i ciemnoty.
      Tam miały zamieszkiwać demony. Tam się nie jeĽdziło. Żeby tam
      pojechać, potrzebny był ważny powód. To raczej stamtąd przybywali na
      poły mityczni ludzie gór, którzy bez skrupułów sięgali po władzę,
      pieniądze i wpływy w bardziej cywilizowanych częściach kraju. I tam
      uciekali, gdy ziemia zaczynała im się palić pod nogami.
      I teraz cywilizowana i modernizująca się Albania siedzi w ciemnych
      knajpach i klubach, siedzi przed martwymi komputerami, tkwi w
      nieogrzewanych eleganckich apartamentach, nudzi się bez swoich kasyn
      i wygląda deszczu, który spadnie na północy i napełni po brzegi
      jeziora. I jest jak kiedyś, jak za najdawniejszych czasów, gdy
      ludzie patrzyli w niebo, oczekując urodzaju albo głodu.

      No i ja też razem z moim wydawcą wyglądamy deszczu, który spadnie w
      Przeklętych Górach.

    • Dzieki uprzejmości forumowiczki Dajti:

      Jest już kolejna książka Ismaila Kadarego : Następca

      Wybitna powieść najsłynniejszego pisarza albańskiego, wymienianego w
      gronie kandydatów do Nagrody Nobla.
      13 grudnia 1981 roku w nie wyjaśniony do dziś sposób stracił życie
      ówczesny następca dyktatora Hodży. Morderstwo? Samobójstwo?
      Wychodząc od autentycznego zdarzenia, Kadare stworzył uniwersalną
      przypowieść o ludziach, rządzących totalitarnym państwem, którzy
      stali się ofiarami swych lęków, paranoi i wyimaginowanych spisków.
      Mistrzowskie połączenie zaskakującej intrygi z kafkowską atmosferą i
      duchem Orwella.

      Tłumaczenie: Dorota Horodyska.

      zawiadomcie swojego Mikołajawink
      • Mój Mikołaj nie nawalił. Zanim dostał mój list już miał w
        worku "Następcę" smile

        Podaję tytuł orginału "Następcy" Ismaila Kadarego gdyby ktoś chciał
        go kupić w Albanii np.na prezent.

        "Pasardhësi" Ismail Kadare

        Bardzo ciekawa pozycja w dorobku tego pisarza. Jakże proste są czasy
        w których teraz żyjemy! Mogło być o wiele gorzej...
        Zachęcam do przeczytania i życzę pasjonującego zgłębiania albańskiej
        literatury smile

        Nertila
    • W Polsce w lutym ukaże się kolejna książka albańskiej autorki. tu
      wklejam fragment dla zachęty:

      W Sarajewie jest bardzo zimno. Twarze starych ludzi w krajach
      bałkańskich wyglądają jak na płótnach Bruegla, noszą w sobie ból
      średniowiecza. Słońce spaliło im rysy, skóra jest ziemista i
      popękana, zupełnie jak wyschnięta gleba. Ciąży nad nimi jakieś
      fatum, które sprawia, że są zbyt pokorni, zbyt ulegli. Kiedy się
      śmieją, odsłaniają dziąsła, czasami widać pojedynczy ząb zapomniany
      przez życie. Również ich marynarki, ich spodnie podlegają fatum, na
      które oni godzą się ze zgasłym uśmiechem. Większość jest
      wspaniałomyślna, starość wypleniła z ich duszy trującą roślinę,
      której używali chytrze przeciwko innym i przeciwko sobie samym.

      Marynarka jest zawsze za duża w stosunku do ciała, które okrywa.
      Ramiona opadają asymetrycznie. Popiół przysypuje wszystko: buty,
      włosy, dostaje się pod paznokcie, przenika do oddechu. To są ludzie
      będący bardzo blisko ziemi. Niekiedy zapach ich potu i wódki
      przebija się (u młodych) przez woń najmodniejszych perfum: Calvina
      Kleina lub Armaniego. Perfumy i ubrania z Włoch albo z Francji
      przenoszą ich do Europy. Oni chcą Europy, potrzebują jej, ale bardzo
      często kryją się z tym, bo są dumni. Mówią, że mogą się bez niej
      obyć; mogą się obyć bez wszystkiego i bez wszystkich. Takie właśnie
      zaprzeczanie tkwi u źródeł czegoś, co ośmieliłabym się nazwać
      syndromem Bałkanów – poczucia, że jest się w centrum świata, że jest
      się centrum świata.

      Albańczycy zapewnią cię, że zanim Stany Zjednoczone wykonają
      najmniejszy nawet ruch, zawsze pytają o radę Albanię, lecz fakt ten
      trzymany jest w tajemnicy. Serbowie opowiadają, że Serbia istniała
      od zarania dziejów, jeszcze przed powstaniem świata: dzisiejszy
      świat nie jest zatem niczym innym jak byłą Serbią.

      W Tiranie, Sarajewie, na Krecie boli cię widok zwierząt, z których
      została tylko skóra i kości i których brzuchy przykleiły się do
      kręgosłupa. Krwiste plamy pokrywają sierść. Wydaje się, że patrzymy
      na mapę nieznanego kraju, krwawą mapę, która się porusza. Nie
      zbliżają się do nikogo. Do perfekcji opanowały strach.

      Ludzie w tamtych stronach nie mają czasu dla zwierząt. Wykreślili je
      ze swojego życia. W Tiranie obrzucają jeszcze psy kamieniami i
      obowiązuje tam prawo pozwalające strzelać do nich z rewolweru. Takie
      prawo istniało już w komunistycznej Albanii, gdzie nocną ciszę
      przerywało strzelanie do psów. Tam nie potrzeba wiernych stworzeń.
      Tam potrzeba pieniędzy. I to natychmiast.

      Albańska wódka jednak, kontynuowała tamtego popołudnia moja
      przyjaciółka Dhurata, potrafi wyleczyć ze wszystkich chorób. T-a-k m-
      ó-w-i-ą N-i-e-m-c-y! Po tej uroczystej deklaracji musi chwilę
      pomilczeć, aby odpowiednio uczcić wiekopomne odkrycie. Daje w ten
      sposób do zrozumienia, że „to zawsze inni pojmują, jacy jesteśmy
      nadzwyczajni!”. Bez wątpienia, Albania jest centrum świata, lecz na
      razie niestety wiedzą o tym jedynie Albańczycy.

      Jeśli wy, przedstawiciele innych narodów, będziecie gasić pragnienie
      albańską rakiją, wyleczycie się ze wszystkich chorób: depresji,
      wrzodów żołądka, dolegliwości serca, lęków, globalizacji i czego
      tylko chcecie.

      Ja wiem, co to jest lęk, ale nie wierzę za bardzo w zalety
      albańskiej wódki, może dlatego, że opuściłam Albanię (owieczkę,
      która opuszcza stado, pożera wilk): to prawda – na drodze, po której
      oddalałam się od stada, zdybał mnie wilk i częściowo pożarł. Idę
      dalej, pożarta.

      Mój przyjaciel Dušan odwiedza mnie, kiedy tylko może. Jesteśmy w
      Paryżu. Bałkany są daleko.
      Spotkaliśmy się w powietrzu, w samolocie. To on podszedł do mnie i
      powiedział coś po serbsku. Przyglądałam mu się przez chwilę. Był
      piękny. Po angielsku oznajmiłam, że nie znam serbskiego.
      – Skąd jesteś? – spytał, tym razem także po angielsku.
      – Z Albanii – odpowiedziałam zakłopotana, ponieważ nosić Albanię na
      plecach nie jest łatwo, często trzeba wyjaśniać mnóstwo
      rzeczy: „Jakim językiem mówi się w Albanii? Musi być chyba bardzo
      podobny do włoskiego, skoro wy wszyscy, Albańczycy, mówicie po
      włosku? Jak się nazywał ten wasz dyktator, nie mogę sobie
      przypomnieć… Jesteście narodem słowiańskim, prawda? Jak teraz
      wygląda życie w Albanii? Albanki są takie jak ty? Równie wysokie?
      Straszni ci Albańczycy! Cóż za okrutny naród! Wysłać swoje siostry
      na ulicę!”.

      więcej fragmentów ksiązki "Ręka której nie kąsasz" Orneli Vorpsi pod
      linkiem:

      artpapier.com/?pid=2&cid=1&aid=1748

      Informacja dzięki uprzejmości Forumowiczki Zieloonaonline.

      Pozdrawiam wszystkich i zachęcam do lektury.

      Nertila
      • tytuł za długi jak do wpisania w temat postu:
        "Oni nie skrzywdziliby nawet muchy.Zbrodniarze wojenni przed
        trubynałem w Hadze"

        Zaczyna się tak:

        W odległym zakątku Europy,za siedmioma górami i siedmioma
        rzekami,był sobie kiedyś piekny kraj o nazwie Jugosławia.Mieszkali w
        nim ludzie sześciu różnych narodowości,którzy wyznawali trzy różne
        religie i mówili czterema różnymi językami.Byli to
        Chorwaci,Serbowie,Słoweńcy,Albańczycy,Bośniacy i
        Macedończycy.Wszyscy jednak razem pracowali,chodzili do
        szkół,pobierali sie i żyli we względnej harmoni przez 45lat.
        Ale ponieważ moja opowieść nie jest bajką historia tego pięknego
        kraju nie ma szczęśliwego zakończenia.Jugosławia rozpadła się na
        części w strasznej i krwawej wojnie,która kosztowała życie
        200.000ludzi-głównie w Bośni-i spowodowała przemieszczenie 2.000.000
        osób i powstanie kilku nowych państw:
        Słowenii,Chorwacji,Bośni,Macedonii,oraz Serbi i Czarnogóry.
        Albańczycy i Czarnogórcy wciąż walczą o niepodległość( książka
        powstała w 2003 , obecnie już nie ma nikogo kto musi o niepodległość
        od Serbii walczyć ).
        Wszystko to wydarzyło się w środku Europy nie tak dawno temu,między
        1991 a 1996r. Wojna ta zaskoczyła cały świat. My, obywatele
        Jugosławii,byliśmy zaskoczeni jeszcze bardziej. Kiedy o tym myślę
        ciągle jestem na siebie zła.Czy to możliwe ,że wojna zakradła się do
        naszego życia powoli,podstępnie jak złodziej? Dlaczego nie
        zauważyliśmy jak nadchodzi?Dlaczego nie zrobiliśmy czegoś aby jej
        zapobiec?Dlaczego byliśmy tak zarozumiali,by sądzić,iż nas nie może
        dotyczyć? Czy naprawdę byliśmy zakładnikami pięknej bajki?
        Moje pokolenie dorastało w Europie,wierząc,że po drugiej wojnie
        światowej wojna tego rodzaju nie może się nigdy powtórzyć. Możliwa
        wydawała się wojna jądrowa między dwoma mocarstwami,ale nie
        lokalna,w której walczy sie konwencjonalna bronią.(...)Żylismy w
        przyjaźni z naszymi sąsiadami:
        Włochami,Austriakami,Węgrami,Rumunami,Bułgarami i Albańczykami.
        Ale pewnego dnia przekonaliśmy się ,że do rozpoczęcia wojny wcale
        nie jest potrzebny zewnętrzny wróg.Stało się jasne,że wróg może żyć
        wśród nas.Fatalne okazało się grzebanie w przeszłości.Zwykle
        jesteśmy skłonni zapominać,że w czasie wojny Jugosławia była
        okupowana lub kontrolowana przez nazistowskie Niemcy,ale
        jednocześnie toczyła się wojna domowa między Serbami i
        Chorwatami.Inaczej mówiąc,istaniała udokumentowana historia rozlewu
        krwi w naszym kraju i łatwo było nią manipulować,aby skłócić jednych
        z drugimi: Serbowie stali się wrogami Chorwatów, bośniackich
        Muzułmanów i Albańczyków, Chorwaci w pewnym momencie prowadzili
        wojne nie tylko z Serbami,ale także z Muzułmanami,natomiast wrogami
        Macedończyków byli Albańczycy.
        Choć mogłoby się tak wydawać,wojna nie zaskoczyła nas z dnia na
        dzień.Pod koniec lat 80' komunizm w innych częściach Europy
        upadł,załamał się także we wciąż istniejącym ZSRR.Jugosławia nie
        była przygotowana na zmiany polityczne które nastapiły po tym
        upadku.Nie stworzliśmy żadnych demokratycznych alternatyw jak Polska
        i Czechosłowacja,a polityczna pustaka nagle wypełniła się partiami
        nacjonalistycznymi.Wszystkie one miały ten sam program:
        niepodległosc i własne państwo narodowe.
        Rozbuchany nacjonalizm szerzył się jak pożar.Partie nacjonalistyczne
        zwyciężały w wyborach w Chorwacji i w Bośni.W Serbii stało się coś
        dziwnego: partia komunistyczna przekształciła się w
        nacjonalistyczną, bo jej przywódca Slobodan Milośewić,wierzył,że
        jest to sposób na utrzymanie się przy władzy.Wkrótce wszędzie
        odbywały się referenda, a ludzie głosowali za niezależnością od
        Jugosławii. Pierwszy krok zrobiła Słowenia i w czerwcu 1991r była
        już poza federacją.Rozpoczął się proces rozpadu.Jugosłowiańska Armia
        Ludowa próbowała powstrzymać Słowenię przed opuszczeniem
        federacji,ale ponieważ nie było w Słowenii żadnych mniejszości,które
        można by wykorzystać,armia pozwoliła jej się oderwać.
        W tym momencie wojna wciąż nie wydawała się realną groźbą.Śmierć
        paru żołnierzy i policjantów,którzy zginęli wiosną 1991 roku w
        Słowenii i Chorwacji,została zauważona.Ciągle jeszcze było to czymś
        wyjątkowym,a ich zdjęcia i nazwiska pojawiły się na pierwszych
        stronach gazet.Ale w Chorwacji żyła liczna mniejszość serbska i
        Slobodan Milośević,miał znakomity pretekst,żeby wysłać armię w
        celu "ochrony" mieszkajacych tam Serbów.Oznaczało to prawdziwą
        wojnę.Jesienią 1991 chorwackie miasto Vukovar zostało niemal
        zrównane z ziemią, a życie straciło okolo 10.000 osób. W latach
        które nastąpiły później, śmierć stała się czymś powszednim i nikt
        już nie zadawał sobie trudu,by sporządzać listy ofiar. Było na to za
        późno.
        W Bośni ,gdzie obok siebie żyli Serbowie,Chorwaci i Muzułmanie,wojna
        rozpoczęła się w kwietniu 1992.Z powodu mieszanej populacji także i
        tu przybrała ona charakter wojny domowej.Serbska
        mniejszośc "ochraniana" przez Milośevićia,proklamowała niezależne
        państwo,Republikę Serbską.Nie będąc w stanie powstrzymać Chorwacji i
        Bośni przed opuszczeniem Jugosławii,Milośević wraz z Serbami z
        Republiki Serbskiej-wyruszył na wojnę o Wielką Serbię.Rozpoczęło się
        trwające trzy lata oblężenie Sarajeva, a pare lat później chroniona
        przez ONZ enklawa muzułmańska Srebrenica dostała się w ręce Armii
        Republiki Serbskiej.Wymordowano około 7.000 nieuzbrojonych
        Muzułmanów-była to największa masakra w Europie od 1945roku.
        Ponieważ te nowo stworzone państwa w stanie wojny-
        Bośnia,Choracja,Republika Serbska,Serbia,były kierowane przez
        skrajnie nacjonalistycznych przywódców,szybko stało się jasne,że
        walczą nie tylko o niepodległość,ale także o "czyste etnicznie"
        państwo narodowe.Całe regiony w Chorwacji i Bośni-a później także w
        Kosovie-były "oczyszczane etnicznie"(eufenizm,który w praktyce
        oznaczał ludobójstwo) w celu osiągnięcia jedolitej populacji.Zarówno
        Serbowie,jak i Chorwaci chcieli podzielić między swoje państwa
        Bośnię,pozostawiając Muzułmanom jedynie niewielkie enklawy.
        Wojna w Bośni zakończyła się porozumieniem Dayton podpisanym w
        listopadzie 1995r.Ale wojna nie zakończyła się w Kosovie,południowej
        części Serbii,zamieszkałej głównie przez Albańczyków.Oni także
        chcieli niepodległosci i zaczęli o nią walczyć.Odwet Milośevićia
        spowodował ,że w pewnym momencie setki tysięcy Albańczyków opuściło
        w panice swoje domy i ratując życie,próbowało przekroczyć granicę
        albańską lub macedońską.Exodus 700.000 uchodźców z Kosova był
        katastrofą humanitarną.Wtedy to wiosną 1999r,NATO podjęło decyzję(no
        bravo,lepiej później niż wcale),by bombardowaniem zmusić Milośevićia
        do uległości.
        Był to początek końca Slobodana Milośevićia. W październiku 2000r
        niewyobrażalne stało się faktem:Milośević przegrał wybory i stracił
        władzę. Wkrótce został aresztowany i przewieziony do
        Międzynarodowego Trybunału ONZ do spraw Zbrodni Wojennych w byłej
        Jugosławii w Hadze.


        ...a co było potem przeczytajcie sobie sami w książce tej
        chorwackiej pisarkiwink
        • www.podsowa.osdw.pl/ksiazka/Gloyer-Gillian/Albania-przewodnik-NG-09,48143601222KS

          tłumaczony z angielskiego

          dodaję do listy dzięki uprzejmości Forumowiczki Dajti smile
          • Język albański poznać można dzięki książce pt. "Paradygmaty fleksji
            albańskiej" autorstwa prof.dr hab. Ireny Sawickiej. Książka do
            zdobycia w internecie smile

            Znalazłam także 3 częściowy "Zarys historii literatury albańskiej"
            tłumaczony z orginału Roberta Elsiego.
            Zeszyt1: "Bibliografia literatury albańskiej" wyd.2004 122 strony
            Zeszyt2: "Narodziny literatury albańskiej XV-XVii wiek" wyd.2004 80
            stron.
            Zeszyt3:"Albańska literatura XVII i XIX wieku" wyd 2004 104 strony.


            "Zarys historii literatury albańskiej" jest pierwszym w Polsce
            podręcznikiem literatury albańskiej. Jest to przekład epokowego
            dzieła wybitnego kanadyjskiego albanologa Roberta Elsie. Wartość
            tego dzieła polega na tym, iż jako pierwszy, z dużym trudem,
            wydostał on z niebytu twórców i utwory, które polityka ostatnich
            niemal pięćdziesięciu lat komunistycznej Albanii skazała na
            nieistnienie, często bez wyraźnego powodu bądź nawet bez
            pretekstu. "Zarys historii literatury albańskiej" jest autoryzowanym
            przekładem "History of Albanian literature" (Social science
            monographs, Boulder, New York 1995) z pewnymi skrótami i
            uzupełnieniami.


            Jeśli ktoś z Forumowiczów coś znajdzie na temat literatury albańskiej
            lub jakieś pomoce do nauki j.albańskiego wydane w Polsce proszę o
            wpisanie tych pozycji w tym wątku.
            Pozdrawiam . Nertila
        • ...żeby sobie nie zaśmiecać głowy komunistycznymi frazesami.no, chyba, że ktoś
          lubismile
          • www.czarne.com.pl/?a=651

            Gazmend Kapllani "Krótki podręcznik przekraczania granic"

            W Polsce do kupienia od 2 listopada.
            • Książkę już dorwałam i przeczytałam w jeden wieczór. Cieszy mnie
              fakt,że ktoś coś napisał na temat współczesnej albańskiej emigracji.
              Tym bardziej ,że dokonał tego Albańczyk. Książka momentami straszno-
              śmieszna,ale zawsze prawdziwa. Tu nie ma jak kłamać,ubarwiać,nie ma
              jak fantazjować.Samo życie.

              Tu wklejam fragmetny:

              "Samo zbliżenie się do granicy kraju o ustroju totalitarnym- a takim
              krajem była Albania do roku 1991 – nie mówiąc już o przejściu przez
              nią, oznaczało albo cud, albo grzech śmiertelny. Nieliczni, którym
              na to pozwalano, byli szczęściarzami. Reszta, czyli większość,
              postrzegała ich jako ludzi wyjątkowych- mających w sobie coś z
              tajemnicy istot pozaziemskich. My, pozostali, byliśmy skazani na
              snucie domysłów: co też może się poza tymi granicami dziać...

              Wszystko to działo się w czasach, gdy reżim ogłosił Albanię
              kwitnącym krajem i jedynym świetlanym punktem na kuli ziemskiej. W
              szkole nauczyciele nieustannie nam powtarzali ,że jesteśmy czymś w
              rodzaju narodu wybranego. A jak się należy do narodu wybranego, dwie
              rzeczy rozumieją się same przez się: po pierwsze, nienawidzi się
              tych, co nie zostali wybrani, i po drugie, trzeba być za wszelką
              cenę szczęśliwym. Szczęście w ustroju totalitarnym to nie kwestia
              wyboru czy uśmiechu losu- to obowiązek. Kto się publicznie przyzna
              że jest nieszczęśliwy, staje się podejrzany.

              Skoro zatem świat podzielony był na raj (my) i piekło (cała
              reszta) , każdego , kto próbował uciec, czyli przekroczyć granicę
              raju , uważano automatycznie za wspólnika piekieł. Odebrano nam więc
              paszporty , bo były niepotrzebne, a próbę ucieczki z Albanii
              traktowano jak największą zdradę..."


              • "Gdybyś był turystą, twoja łamana greczyzna brzmiałaby czarująco. I
                na tym w gruncie rzeczy zasadza się cała różnica: jeśli grecka mowę
                kaleczy Amerykanin, to jest on po prostu sympatycznym Amerykaninem,
                jeśli kaleczy ją Albańczyk, to jest on po prostu albańskim wszarzem.
                Amerykanin mówiący znakomicie po grecku jest zazwyczaj godnym
                podziwu Amerykaninem, Albańczyk władający nienaganną greczyzną
                zasługuje najwyżej na stwierdzenie: „ I tak nigdy nie będziesz
                Grekiem, Albańczyku”.
                Łamana greczyzna godnego ubolewania nielegalnego emigranta działa
                miejscowym na nerwy. Emigrant świetnie o tym wie. Dlatego wsiadłszy
                do autobusu, stara się nie zadawać pytań i poci się z zażenowania
                gdy zostanie o coś zapytany, bo miejscowy ledwie usłyszy jego
                akcent,zaraz odwróci głowę – a wówczas emigrant poczuje się jak
                nosiciel ptasiej grypy...
                „Dlaczego-myśli sobie- patrzą na mnie ze strachem?” I chciałby
                zapytać: „Czego się obawiacie, przecież ja lubię wasz kraj...” Ale
                nie zapyta , bo i tak zna odpowiedź: „Nie słuchasz wiadomości?
                Okradacie nas, mordujecie, lepiej by was wszystkich zebrali do kupy
                i odesłali do waszego gównianego kraju!” .”Tak prędko? -odpowiada
                emigrant w duchu.-Tak prędko mają mnie odesłać do kraju? Dopiero co
                znalazłem pracę? Tyram jak wół od rana do nocy, przy pogodzie i w
                deszczu. Patrzcie jakie mam ręce, jakby je ktoś kindżałem pociachał.
                To dzięki mojej pracy wy macie wypieszczone rączki...Ja też chcę
                sobie kupić samochód. Nie, najpierw kupię porządny sprzęt grający,
                potem wielki kolorowy telewizor, potem wielką pralkę, a potem...
                potem zobaczymy”.
                I dopiero wtedy uświadamia sobie że go ubódł ten „gówniany kraj”.
                Zna wady swojego kraju i dlatego wyjechał, ale jego kraj nie
                jest „gówniany”. I tam są dzieciaki-jak tu, i tam są matki, które
                kochają swoje dzieci, są młodzi, którzy się zakochują-jak tu, są
                ludzie, którzy żyją nadzieją i którzy nadzieję stracili-więcej
                tych ,prawdę mówiąc ,co nadzieję stracili..."
                • "Musisz znaleźć pracę. Jakąkolwiek. Musisz przeżyć. Musisz znaleźć
                  mieszkanie. Jakiekolwiek, byleby dało się mieszkać. Musisz nauczyć
                  się nowego języka, bo nie znasz ani słowa i mylisz ”dobry wieczór!”
                  z „dobranoc!”. Musisz nauczyć się mówić ciszej, nie krzyczeć, bo
                  twoi rozmówcy się ciebie boją- nie jesteś już w swojej wiosce.
                  Musisz się kryć przed policyjnymi budami,bo przyjechałeś nieproszony
                  i rzucasz się w oczy przez ten swój udręczony wyraz twarzy oraz
                  niegdysiejszą fryzurę,od której mieszkańcy tego miasta odwykli przed
                  dziesiątkami lat, a zwłaszcza przez to swoje ubranie-widać od
                  razu,że je od kogoś dostałeś, albo może i komuś ukradłeś.Musisz
                  nauczyć się chodzić inaczej,bo chodzisz za szybko,jakby cię diabeł
                  gonił.Musisz poznać zasady ruchu drogowego-dla pieszych
                  naturalnie...Musisz przestać patrzeć na miejscowe ślicznotki jak
                  Quasimodo na Esmeraldę w dzwonniku z Notre
                  Dame.Musisz...Muszisz...Musisz.Bez końca i na okrągło...Każdego
                  dnia,każdej nocy,każdego tygodnia,miesiąca,roku. „Chcieć” to
                  przywilej nie dla ciebie.Jesteś skazany na życie pod nieubłaganą
                  presją przymusu.Bo musi ci się udać. To przede wszystkim.Taką
                  przysięgę składa sobie emigrant.Tak jak lekarz składa przysięgę
                  Hipokratesa,tak emigrant przysięga sobie:”Musi mi się udać”. Ta
                  przysięga jest mu prawdziwą ojczyzną po wsze czasy. Musi mu się
                  udać, nie tylko po to, żeby spełnić oczekiwania bliskich, którzy
                  zostali w ojczyźnie. To najmniej. Musi mu się udać przede wszystkim
                  po to, żeby nie wracać do ojczyzny, odniósłszy porażkę. Już sama
                  myśl o porażce sprawia,że emigrant drży jak dziecię zagubione w
                  ciemności...Musi mu się udać. Ale jak to zrobić? I tu rozchodzą się
                  drogi emigrantów:tych, którym się udało,i tych,którym się nie
                  udało,zaakceptowanych i odrzuconych,szczęsciarzy i nieudaczników. Bo
                  emigranci choć bardzo do siebie podobni, bardzo się między sobą
                  różnią, jak wszyscy śmiertelnicy na tej ziemi..."



                  Wszystkie cytowane fragmenty pochodzą z książki Gazmedna
                  Kapllaniego "Krótki podręcznik przekracznia granic". Wydawnictwo
                  Czarne, rok wydania polskiego 2009. Mam nadzieję,że udało mi się nią
                  Was drodzy Forumowicze zaciekawić.

                  Życzę miłej lektury i pozdrawiam.
                  Nertila
          • Książka do dla tych których interesuje historia Bałkan ale i
            historia albańskiej emigracji. Bo choć granice otwarto na początku
            lat 90' i wtedy doszło do wielkiego exodusu Albańczyków w stronę
            Grecji,Włoch i reszty świata,to jednak Albańczycy emigrowali już o
            wieków. Nię będę tu cofać się do Arbereshy, bo mało kogo interesuje
            ta aczkolwiek ciekawa albańsko-włoska społeczność, ale może kogoś
            znajacego współczesnego przedstawiciela albańskiej emigracji
            zainteresuje historia przyjaźni pomiędzy albańskim intelektualistą a
            jugosłowiańskim pasterzem kóz. Pokaże w jakich czasach i jakiej
            rzeczywistości żyli ci ludzie.Co ich ukształtowało.Dlaczego są tacy
            a nie inni, postępują tak a nie inaczej? Przy okazji książka ukazuje
            wiele absurów tamtych czasów, absurdów które dziś mogą czytelnika
            śmieszyć i zaskakiwać, ale dla ludzi"czasów kóz" były po prostu
            częścią życia. Przyjaźń mola książkowego i analfabety...Nierealne?
            Niesamowite? Na pewno ciekawe i intrygujące. Tak dwie skrajnie różne
            postacie jednak połączone przyjaźnią i wspólnym celem pokazują ,że
            nie można dzielić ludzi wedle żadnych kryteriów i ocen, gdy łączą
            ich te same wartości.

            Dobra teraz będzie o kozach...
            Koza to jest właśnie to! To jest ta część bałkańskiego świata która
            łączy jego mieszkańców. Dzięki niej matki całego regionu mogły
            wykarmić swe dzieci, uratować je od niechybnej śmierci. Koza dawała
            mleko, dawała pokarm,jak to pisze Starova; wysysając czarne soki z
            bałkańskiej ziemi zamieniała je w życiodajny płyn - mleko. Kto miał
            kozę miał jakąś nadzieję,że jego następne dziecko przeżyje,że choćby
            nie dostał kartek żywnościowych za swoją pracę ,to w domu jest
            jeszcze ta, która "nic" zamieni w pokarm, śmierci zagra na nosie
            pasąc się nad rzeką i dając ludziom mleko - i to bez rządania w
            zamian pieniędzy czy kartek żywnościowych. Tak... to zwierzę budziło
            strach i sprzeciw w oczach Partii. Kozy trzeba zlikwidować! Koza
            zagraża socjalizmowi! W świecie reżimu nie ma miejsca dla kóz i
            pasterzy. Kozy wybić co do jednej a pasterzy zmienić w prężną klasę
            robotniczą.Postanowione,uchwalone,przegłosowane!

            Ale każdy kto choć raz był na Bałkanach wie, że ten plan się nie
            udał... koza przetrwała wszystko: wojny, powstania,najazdy
            Rzymian,Turków, faszyzm i komunizm i nadal stoi sobie nad rzeką i
            wygrzewa się w słońcu patrząc na góry. Kozy są nieśmiertelne! Nie
            można ich pokonać! Koza to nadzieja,koza to życie w całej swojej
            prostocie. Oto jest życie:nic a jakże dosyć...


            Tu link :
            www.pk.org.pl/artykul.php?id=277
    • "Mini rozmówki albańskie" Gentian Isaku, Aldona Filiciak, Jacek Świeca
      wydane w 2009 przez Press Comp - wydawnictwo publikacji niskonakładowych.
      W moje łapy trafi niebawem i wtedy się zobaczy co to wink
    • Niesamowita książka!!!!!!!!!!!!!!!!

      Jest dostępna na allegro w kilku egzemplarzach.

      Opowiada o podróży ich autorki do Grecji i Albanii w 1996roku. Autorka jest
      zafascynowana twórczością Lorda Byrona i dlatego postanawia podążyć jego śladami.
      Lord Byron odwiedził Grecję 200lat wcześniej i z niej wyruszył na spotkanie z
      Lwem Joanniny - Alim Paszą z Tepeleny. Jego podróż odbywała się w innych
      czasach,podróżował konno, autorka postanowiła ,że i ona przemierzy konno Albanię
      południową. Czy udało jej się tego dokonać? Poczytajcie sami.

      Książka jest godna polecenia. Jej autorka napotyka na swej drodze różne osoby.
      Odwiedza albańskie domy, gdzie zostaje podjęta wedle zasad albańskiej
      gościnności. Opisuje zachowania ludzi,miejsca,wydarzenia,we wszystko wplata
      opowieści o swoim idolu Byronie.Dociera jego śladami do pałaców Alego Paszy, za
      mętę wyznacza sobie Tepelenę.
      Rok 1996 w którym odbywa podróż jak wiadomo jest rokiem poprzedzającym wybuch
      wojny domowej po upadku piramid finansowych. Pomysł podróży do Albanii w tamtym
      okresie wywoływał w jej znajomych przerażenie. Mimo to odważyła się,
      pojechała,zobaczyła i wróciła z tej podróży jeszcze bardziej zafascynowana
      Albanią. Na tyle by napisać i wydać w 1998r. "Świnie w pałacu" - relację ze swej
      podróży. W Polsce jej książka doczekała się wydania w 2004. Ja odkryłam ją w
      zeszłym tygodniuuncertain Postaram się tu wkrótce zamieścić kilka cytatów dla zachęty.


      G o r ą c o P o l e c a m smile

      TESSA DE LOO "ŚWINIA W PAŁACU".
      • Autorka w przedmowie zwraca się do Lorda Byrona:
        „W zasadzie twoja wyprawa dała początek nowemu zjawisku zwanemu „turystyka”. Dzięki pojawieniu się przemysłu turystycznego podróżowanie przestało być zarezerwowane wyłącznie dla arystokracji. Angielska nowa klasa średnia ciekawa była świata po drugiej stronie kanału.
        Wreszcie pod koniec kwietnia Afrim Karagjozi pojawił się w Amsterdamie.(profesor który będzie jej przewodnikiem po Albanii).Mimowolnie wyobrażałam go sobie jako osobnika ze szczeciniasta brodą, spalona słońcem skórą i przytroczona do pasa bronią,podobnego do Albańczyków z książki Hobhousa (Hobhaus towarzyszył Byronowi w podróży po Albanii i robił zapiski).
        Profesor okazał się drobnym bladym anglistą w średnim wieku,który dawno temu obronił pracę dyplomową na temat twojej podróży po Albanii. Chociaż urodził się w Gjirokastrze, nigdy nie otrzymał pozwolenia aby przejść szlakiem ,o którym pisał w swojej pracy. Przez długie lata bowiem Albańczycy nie mogli podróżować swobodnie po swoim kraju.
        Przedstawiłam mu swój plan, do którego Karagjozi natychmiast się zapalił:
        -To fantastyczny pomysł!- wykrzyknął.”

        Potem docierają do Grecji i zwiedzają muzeum gdzieś w Epirze.

        „Z pewnym zażenowaniem przyglądałam się tkanym ,haftowanym spódnicom i bluzkom aż doszłam do stroju kobiety z Suli.(...) Ubiór był konsekwentnie utrzymany w kolorach czerwonym i czarnym- barwach życia i śmierci. Można by powiedzieć „Cóż za zdolność przewidywania!”, kiedy przypomni się sposób w jaki kobiety z Suli przeszły do historii.
        Sulijczycy byli narodem albańskich chrześcijan zamieszkujących kilka niedostępnych równin skalnych w paśmie Gór Smoczych ,nieopodal Joaniny .Ponieważ nie można było tam niczego uprawiać, hodowali owce i kozy oraz żyli ze zbójnickich napadów. Byli solą w oku Alego paszy ,który chciał mieć monopol na rozbój. Przez długie lata wojownikom udawało się odpierać ataki Alego , który ponosił wielkie straty, jednak w 1803r nadszedł koniec wojny podjazdowej i Sulijczycy musieli się poddać.
        Ich kobiety wolały śmierć niż gwałt i niewolę, uciekały więc na najwyższe szczyty i razem ze swoimi dziećmi skakały w przepaść. Mówi się ,że przed śmiercią tańczyły i śpiewały, czerwień i czerń wirowały i mieszały się ze sobą w swoistym dance macabre. Mocno trzymały za ręce wyrywające się dzieci, próbując w formie zabawy „wtańczyć się” do krainy śmierci.”

        „W 1801 roku Ali Pasza kazał utopić w jeziorze 17 młodych kobiet. Istnieje wiele wersji przebiegu wydarzeń. Mieszając je ze sobą otrzymałam następujący destylat. Pewnego dnia Ali pasza zastał swoją ukochaną synową we łzach.
        -Co ci jest, kochanie, dlaczego płaczesz? – zapytał
        Pod spojrzeniem jego przyjaznych ,błękitnych oczu załkała cicho:
        - Muchtar przestał mnie kochać.
        - Dlaczego tak myślisz?
        - Całą uwagę poświęca swojej kochance i innym kobietom ,które uważa za bardziej pociągające ode mnie.
        - Musimy coś z tym zrobić- odpowiedział rezolutnie wezyr. – Czy jest ktoś w pałacu,kto posiadł sztukę pisania? (Ali pasza był analfabetą)
        Synowa przełykając łzy, skinęła potakująco głową.
        - Poleć mu,aby sporządził listę imion wszystkich kobiet, które masz na myśli a resztę zostaw mnie.
        Jak pilna uczennica wywiązała się z zadania i sporządziła spis najpiękniejszych kobiet w Joaninie, które w największym stopniu budziły jej paranoiczną zazdrość. Na pierwszym miejscu umieściła imię kochanki Muchtara, Frossini,która według innych źródeł była przedtem- a może nawet wciąż jeszcze kochanką również Alego paszy.
        Isnieje obraz, który w patetyczny sposób przedstawia scenę wykonania rozkazu, reprodukowany na widokówkach, które można kupić w Joaninie na każdym kroku.
        Malowidło przedstawia moment wrzucenia Frossini do wody.(..)
        Czy Frossini miała poczucie winy i dlatego poddała się losowi? Jej jedyną zbrodnia było to że Muchtar spoglądał na nią pożądliwym wzrokiem, a według prawa islamu kobietę, która splamiła honor rodziny ,należało zabić. Mężczyzna wychodził z podobnej sytuacji bez szwanku.
        Nawiasem mówiąc,Frossini może mówić o szczęściu,gdyż nie musiała,jak wiele innych kobiet,spędzić ostatniej godziny swego życia zamknięta w worku. Uśmiercanie cudzołożnicy przez utopienie nie było wynalazkiem Alego paszy. Winowajczynie przeważnie wrzucano do wody w worku obciążonym kamieniem. W zbiorze opowiadań z podróży Vluchten Enthel Portnoy wspomina pewnego sułtana,który miał tak dosyć swojego haremu,liczącego 300 kobiet ,że polecił wrzucić je wszystkie naraz do Bosforu.”

        • „W miejscu gdzie albańskie góry były niemal niedostępne mieszkał lud Malisorów,któremu jako jedynemu udało się stawić opór Turkom.Ci ostatni na próżno poróbowali przyłączyć te trudne do zdobycia góry do swojego imperium.Podczas gdy reszta Albanii przez pięć stuleci zarządzał Konstantynopol,Malisorzy podlegali jedynie swojemu własnemu prawu- Kanunowi. Wprowadził je Lek Dukagjini, książę pochodzący z północy kraju,który w XV wieku, w czasie ekspansji Imperium Osmańskiego ,walczył przeciwko Turkom.Od tego czasu całe życie społeczne w górach rządziło się prawami i regułami Kanunu,który regulował wszystko,bez konieczności powoływania notariuszy,adwokatów czy sędziów.Istaniały przepisy dotyczące małżeństwa,prawa do spadku,własności,kradzieży,pozycji kobiety,niewierności,morderstwa i zabójstwa oraz prawa gościnności.Na podstwaie tych praw Rada Starszych ,której członkami byli najstarsi najbardziej szanowani członkowie klanu płci męskiej,podejmowała postanowienia. Głównym sposobem obrony splamionego honoru była zemsta prowadząca do rozlewu krwi.Mogło się to zacząć od zwykłej kłótni sąsiedzkiej na temat kawałka gruntu, niewierności kobiety lub obrazy dotyczącej całego plemienia. Już małe dzieci uczyły się ze każde słowo jest na wagę złota. Prawo do zemsty było obwarowane licznymi surowymi przepisami i zastrzeżone wyłącznie dla mężczyzn. Gdy honor rodziny został splamiony mężczyzna czy chciał czy nie musiał dokonać krwawej zemsty. Prędzej czy później każdy mężczyzna zostawał wciągnięty w jakąś honorową kłótnie,nawet jeśli nie było w tym jego winy,dlatego też niewielu z nich umierało śmiercią naturalną,a co gorsza śmierć taka była czymś niemal wstydliwym. Przy narodzinach syna wypowiadano życzenie „ Oby nie umarł w swoim łóżku”.

          Autorka zwraca się do albańskiego profesora który jest jej przewodnikiem po Albanii.
          „-Dlaczego nie był pan w Atenach na kongresie poświęconym Byronowi?Brakowało mi tam pana.
          Profesor zaśmiał się krótko.
          - Ponieważ nie zostałem zaproszony. Bez oficjalnego zaproszenia,wystosowanego przez Greckie Towarzystwo Byronowskie,nie mogłem dostac wizy.
          O kazało się,że w tej sprawie doszło do wymiany listów między nim a profesorem Raizisem,który argumentował,że niemożliwe jest zaproszenie Albańczyka ze względu na napiętą sytuację polityczna miedzy Grecją a Albanią. Zarzucał Albańczykom nie tylko to ,że ostatnio szukali oparcia u Turków.lecz również to, iż w 1821roku,w czasie walki o niepodległość Grecji,wielką część armii tureckiej stanowili Albańczycy.
          -Przecież to absurd powoływać się w tym przypadku na tak odległą przeszłość! – stwierdziłam.
          Daniel uśmiechnął się,znał swoich rodaków,a profesor westchnął:
          -Próbowałem wszelkich sposobów,ale nie udało mi się go przekonać.
          -Typowe dla Bałkanów- podsumował Daniel.- Obowiązuje tu zasada „wróg mojego wroga jest moim przyjacielem”. Ze względu na Kosowo Albańczycy uważani są przez Greków za wrogów Serbów,dlatego też Grecy opowiadają się po ich stronie.
          -Cóż za skomplikowana sytuacja!- wykrzyknęłam.
          -Na tych terenach proste rozwiązania nie istnieją-odpowiedził Daniel lakonicznie.”


          „Zostaliśmy przedstawieni rodzinie: żonie,czworgu dzieciom,wnuczkowi oraz 85letniej babci. Kobiety natychmiast wróciły do kuchni ,z wyjątkiem babci, która już dawno przekroczyla granicę między płciami. (...)
          Podczas jedzenia zastanawiałam się jak nawiązać kontakt z babcią. Urodzona trzy lata przed końcem panowania tureckiego, była świadkiem całej dwudziestowiecznej historii Albanii. Poczyliłam się w stronę Afrima Karagjoziego:
          -Czy mogę o coś zapytać starszą panią?
          Rzucił w jej kierunku roztargnione spojrzenie, jakby dopiero teraz zdał sobie sprawę z jej obecności:
          -Ależ oczywiście.
          -Jak się pani mieszka w domu swojego syna?
          Karagjozi przetłumaczył.Babcia poruszyła się:
          -Dopiero w ciągu ostatnich 5lat od kiedy stoi ten dom,zaczęłam żyć. Przedtem nie doświadczyłam niczego poza nieszczęściami.
          Jej syn podchwycił wątek i zaczął opowiadać historię jej życia. Najpierw , w czsie wojny, wymordowano połowę jej rodziny. Później gdy Enver Hodża doszedł do władzy,jej mąż i brat, ponieważ byli patriotami, uznani zostali za „wrogie elementy”. Ich dom został zniszczony, jako zbyt burżuazyjny, po czym cała rodzina została internowana w prymitywnym obozie niedaleko Tepeleny. W 1955 roku jej mężowi udało się uciec do Ameryki z najstarszym synem- ona została z 4 córkami i najmłodszym synem. Obiecali sobie ,że kiedyś, gdy okoliczności na to pozwolą, podążą śladami męża za ocean. Niestety, jej mąż zmarł znaim nadarzyła się ku temu okazja. Jedynie syna dał sobie radę w Nowym Świecie. Niedawno zobaczyła go po raz pierwszy po 40 latach. Rodzina otrzymała pozwolenie na powrót do Libohvy. Początkowo wszyscy mieszkali u wuja komunisty i byli zmuszani do wykonywania różnych prac fizycznych przy jeziorze. Była to kara za to,że należeli niegdyś do określonego środowiska. Oznaczało to ,że każdego dnia musieli schodzić z góry,a pod koniec dnia znów się wspinać-wędrówka trwała 2 godziny w jedną stronę. Dopiero gdy Albania stała się państwem demokratycznym i syn mógł wybudować własny dom, jej życie stało się znośne.”
    • W końcu!
      Wrocławskie wydawnictwo Ossolineum wydało pod koniec 2009r. "Historię Albanii".Jest to wydanie drugie zmienione,bo pierwsze ukazało się w 1992r.
      Autorami obecnego wydania są:
      Tadeusz Czekalski - nasz polski wybitny historyk młodego pokolenia,którego konikiem jest właśnie Albania,który wydał już wcześniej w 2003r. "Albanię" (z serii historia państw świata w XX wieku),który interesuje się także historią społeczną i religijną krajów Półwyspu Bałkańskiego w XIX-XX w., historią polityczną Albanii i Kosowa, który jest doktorem habilitowanym Uniwersytetu Jagielońskiego,na którym jest obecnie wykładowcą i który jest autorem drugiej części obecnie wydanej książki: czyli historii Albanii od 1839r. do wydarzeń z 2005r włącznie.


      Jerzy Hauziński - kolejny polski znakomity historyk, mediewista i orientalista.
      Absolwent historii na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu, profesor doktor habilitowany, wykładał na Uniwersytecie Wrocławskim,Uniwersytecie Jagielońskim, obecnie jest profesorem w Instytucie Historii Akademii Pomorskiej w Słupsku,której był także rektorem w latach 1997-2002. Od blisko 20lat jest również członkiem Komitetu Nauk Orientalistycznych Polskiej Akademii Nauk.
      A w 2002 został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.
      Wraz z Janem Leśnym są autorami pierwszego wydania z 92' oraz części pierwszej tego wydania książki: historii Albanii gdzieś tak począwszy od... 30.000 lat przed naszą erą do 1839r.


      Jan Leśny - również polski historyk,także mediewista.
      Studiował historię i archeologię na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu,gdzie Rada Naukowa Instytutu Historii tegoż uniwersytetu nadała mu tytuł doktora habilitowanego .
      Pracował w Muzeum Początków Państwa Polskiego na Lednicy, a w następnym roku rozpoczął współpracę z Pracownią Słownika Starożytności Słowiańskich w Poznaniu, od 1978 na stanowisku adiunkta,a od 1989 na stanowisku docenta. W latach 1991-1994 pracował na stanowisku profesora kontraktowego w Katedrze Filologii Słowiańskiej na Wydziale Filologii Polskiej i Klasycznej UAM.
      W latach 1987-1989 i 1993-1994 pełnił funkcję wiceprzewodniczącego Komisji Bałkanistycznej przy Oddziale Państwowej Akademii Nauk w Poznaniu.
      Zainteresowania badawcze J.Leśnego obejmowały problematykę religijną wczesnośredniowiecznej Słowiańszczyzny i krajów bałkańskich, a także związkami między Bałkanami, a Polską. Był autorem ok. 180 haseł do Słownika Starożytności Słowiańskich (w większości odnoszących się do regionu bałkańskiego). Był twórcą pierwszego wydania tej książki z 92', zmarł w 94', jego teksty są w obecnym wydaniu.

      Jak więc widać "Historię Albanii" stworzyli razem wybitni autorzy i prawdziwe autorytety w tej dziedzinie.
      A ja maluczka po prostu nie mam słów by Wam przedstawić potęgę wiedzy jaką zawiera to dzieło. Jestem pod olbrzymim wrażeniem. To istna encyklopedia Albanii. Jest w niej po prostu wszystko! 364 strony formatu,który nie mieści mi się na półce koło "Albanistyki Polskiej" Ireny Sawickiej,bo jest wyższy o jakiś centymetr.
      Że jest o historii Albanii - to wynika z tytułu, ale są do tego pasjonujące dodatki: mapy,tabele,ilustracje,wskazówki bibliograficzne, przebogate indeksy nazwisk i miejsc geograficznych,ba! są nawet tablice genealogiczne rodów począwszy od IV wieku przed naszą erą!
      To wielkie wydarzenie wydawnicze przybliżające Albanię Polakom.
      Albanię o której tak niewiele wiemy,a która ostatnio zaczyna zdobywać liczną rzeszę fanów w postaci coraz większej liczby odwiedzających ją polskich turystów.
      Warto tu napisać,że jest to Podręcznik Akademicki dotowany przez Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego.
      Nakład 2000egzemplarzy ( minus 1 który jest już mój big_grin )

      Gorąco zachęcam do zapoznania się z tym wydaniem.
      Pozdrawiam serdecznie i lecę czytać dalej.

      nertila
    • Chcę dodać książkę R. Kaplana "Bałkańskie upiory. Podróż przez historię".
      Przyznam, że Albania jak i inne kraje bałkańskie jawiły mi się jako kraje
      bardziej odległe, niż choćby USA, czy Japonia. Tak mało o nich w mediach, tak
      mgliście mówi się o historii konfliktu na Bałkanach, jeśli ktoś się tym sam nie
      zainteresuje nie zwróci uwagi na te rejony.
      Jestem w trakcie lektury książki o Bałkanach. Książka przeraża, szokuje,
      zaciekawia. W sposób przewrotny uspokaja, bo okazuje się, Polacy mieli szczęście
      pożegnać komunizm bez takich ofiar, jak to było w Rumunii, Albanii, Bułgarii. Że
      nie tylko u nas były obozy śmierci dla Żydów. Że nie tylko nasi piją na umór.
      Bałkany to inny świat, choć są na wyciągnięcie ręki. Geneza konfliktu
      skomplikowana, kraje powstałe po rozpadzie Jugosłwii tak odmienne - czy to tylko
      moje wrazenie?
      Cieszę się , ze trafiłam na to forum. Polecam ww ksiazke. Jestem ciekawa, co
      sądzicie na jej temat?

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Okazje.info.pl

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.