17.03.08, 06:57
Myslę iż nie głupim pomysłem może okazać się założenie tego wątkuwink
Zapraszam wszystkich oczytanych do wpisywania tu pozycji wartych
uwagi a dotyczących Albanii smile

1.Fatos Lubonja "Albania -wolność zagrożona"
2.Fatos Kongoli "Psia skórka"
3.Adam Koseski "Albania"
4.Edward Karlowicz "Wolność przyszła z gór" ostrzegam wyd.1956rwink
5.Tibor Dienes "Albania-Przewodnik turystyczny" mała rzecz a cieszywink
6.Arqile Teta "Słownik Polsko-Albański"
7.Irena Sawicka "Albanistyka polska"
8.Wacław Cimochowski "Studia Albanica"
9.Ismail Kadare "Pałac snów" fajne
10.Ismail Kadare "Krew za krew" jeszcze lepszawink
11.Ismail Kadare " Kto przyprowadził Doruntinę?" i inne Książki
Kadarego
12.Tadeusz Czekalski "Albania"

teraz wywink
Edytor zaawansowany
  • 17.03.08, 08:24
    Poczytać też warto wątek na tym forum zamieszczony przez shoqje na
    temat Albani widzianej oczami Stasiuka.
  • 17.03.08, 11:53
    Szczerze polecam:
    - trzytomową powieść historyczną Teodora Tomasza Jeża (wyd. 1951,
    napisana jeszcze w XIX w.) pt. "O byt: powieść historyczna na tle
    dziejów Albanii XV w.". Autor ten ma naprawdę sporo ciekawych
    powieści dotyczących całego regionu Bałkanów za czasów imperium
    osmańskiego.

    - Robert Elsie "A dictionary of Albanian Religion, Mythology and
    Folk Culture".

  • 17.03.08, 17:48
    A.Stasiuk "Jadąc do Babadag"
  • 17.03.08, 20:00
    1. "Bałkany. Bośnia i Hercegowina, Serbia, Macedonia, Albania" -
    przewodnik
    Autor: Zuzanna Brusić, Dominika Ćosić, Maciej Kania, Robert Sendek

    Przewodnik po Balkanach, ktore albo się kocha, albo nienawidzi;
    jednak nikt nigdy nie przechodzi obok nich obojętniesmile

    2."Pamięć kości. Pośród umarłych w Ruandzie, Bośni, Chorwacji i
    Kosowie ." - Clea Koff
    * relacja z misji (zbrodnia,rozpacz, smierc ale i nadzieja,
    sprawiedliwosc.)

    3.Konrad Pawłowski - "Kosowo. Konflikt i interwencja." co prawda nie
    o Albanii ale bliskosmileprzeciez sa tu tez dziewczyny kosowskich
    albanczykowsmile

    4."Kosova: Facts that Won't Keep Silent" - polecam, bardzo fajna
    ksiazka z kilkoma wstrzasajacymi obrazkami. Ja czytalam akurat
    angielska wersje ale pewnie polska wersja tez jets dostepna.
  • 17.03.08, 19:17
    Trochę poezji:

    1. "Tylko Itaka pozostanie" - dwujęzyczna antologia poezji albańskiej i
    polskiej, Latona, Warszawa 1993

    2. Antologia poezji albańskiej XX w. "Nie jest za późno na miłość", Pogranicze
    Sejny 2005

    3. Ali Podrimja, "Skradziony płomień", Pogranicze Sejny 2007

    4. Ali Podrimja, Żyć", Wiersze, Orfeu Warszawa 1993

    4. Eqrem Basha, Wiersze, Pogranicze Sejny 1999

    5. Mazllum Saneja, Ognista ziemia [Wiersze], Warszawa 1999

    Proza

    1. Ylljet Aliçka, "Kompromis" [opowiadania], Pogranicze Sejny 2002

    2. Fatos Kongoli, "Psia skóra" [nie "skórka", Nertilo]

    3. I. Kadare, "Generał martwej armii", PIW, 1984 (?)

    4. I. Kadare, "Potwór"

    5. Luan Starova, "Czasy kóz", Oficyna 21 Warszawa 2005

    Publicystyka

    1. Fatos Lubonja, "Nostalgia i ból" [w:] "Nostalgia, eseje o tęsknocie za
    komunizmem", Czarne 2002

    2. Fatos Lubonja, "Blok (bez nostalgii)" [w:] "Znikająca Europa", Czarne 2006

    Zapowiedzi

    1. Ornela Vorpsi, "Kraj, gdzie się nigdy nie umiera", Czarne 2008 [kwiecień]

    w przekładzie z włoskiego Joanny Ugniewskiej

    Nota o książce

    Czy to zły sen? Nie, to tylko Albania. Książka Orneli Vorpsi to dramatyczna i
    ironiczna zarazem opowieść o albańskiej codzienności, na którą składają się dwa
    terrory: ten komunistyczny i drugi, nie mniej uciążliwy, terror kultury. Obydwa
    okazują się nieludzkie. Bywają przyczyną tragedii, dramatów, pchają niepokornych
    nawet ku śmierci.
    Książka napisana jest z perspektywy młodej dziewczyny. Moment wkraczania w
    kobiecość, dorosłość to także chwila przekroczenia progu rzeczywistości
    przenikniętej kulturowymi stereotypami i specyficzną wizją płci. Narasta
    krytycyzm, a ironia staje się sposobem na przetrwanie.
    Prosty, subtelny język staje się adekwatnym narzędziem do opowiedzenia tej
    osobistej, nieco onirycznej i tragicznej zarazem albańskiej historii. "Jesteśmy
    w Albanii, tutaj nie ma żartów".
    "`Żyj, a będą cię nienawidzić, umrzyj, a będą cię opłakiwać` - ten aforyzm
    najtrafniej podsumowuje opowiedzianą przez Ornelę Vorpsi krótką historię
    albańskiego dzieciństwa. W Albanii bowiem - kraju ludzi okrutnych i zawistnych -
    wolno być tylko gorszym lub brzydszym. Lekki ironiczny ton tej opowieści ma
    uchronić przed cierpieniem, jakie niosą niezatarte mimo upływu lat wspomnienia.
    Totalitarny system, więzienia polityczne i obyczajowe, ateistyczna szkoła -
    wszystko to pojawia się w tle osobistej relacji pisarki, dla której
    najważniejszy jest kobiecy punkt widzenia. Kraj, gdzie nigdy się nie umiera
    ukazuje albańskie machismo sprowadzające seksualność do nierządu, a kobiecie
    pozostawiające maskę pruderii ..."
    prof. Hanna Serkowska



















    Historia:

    1. J. Hauziński, J. Leśny, Historia Albanii, Ossolineum 1992
  • 18.03.08, 14:45
    Pytałam w wydawnictwie i książka Orneli ma się ukazać dopiero
    30kwietniauncertain to sobie poczekamy...
  • 18.03.08, 15:08
    30 kwietnia, to już niedlugo, Nertilo. Zresztą, książki zwykle ukazują się z
    pewnym opóźnieniem. A w maju są chyba w Warszawie Targi Książki i wydawnictwa
    hurtowo przygotowują nowości.

    W kwietniu też ma sie ukazać w wyd. Czarne książka Marii Todorovej "Bałkany
    wyobrażone". Myślę, że zainteresuje nie tylko bałkanistów

    Poniżej notka

    Maria Todorova
    BAŁKANY WYOBRAŻONE

    Przekład Piotr Szymor

    "Gdyby Bałkany nie istniały, należało by je wymyśleć" napisał Hermann Keyserling
    w swoim słynnym tekście z 1928 roku. Książka Marii Todorovej "Wyobrażone
    Bałkany" śledzi relacje pomiędzy tym co realne i tym, co imaginacyjne. Opierając
    się na licznych dziełach literatury podróżniczej, relacjach dyplomatów,
    doniesieniach naukowców dziennikarzy, książka Todorovej eksploruje ontologię
    Bałkanów od osiemnastego wieku do dnia dzisiejszego, odkrywając drogę rodzenia
    się zmitologizowanego wizerunku tej części Europy. Autorce, urodzonej i
    wykształconej na Bałkanach, udało się połączyć w swoim klasycznym już dzisiaj
    dziele podejście naukowe z głębokim, prawdziwym zrozumieniem.
    "Książką `Wyobrażone Bałkany` Maria Todorova potwierdza swoją reputację jednego
    z najwybitniejszych bałkańskich historyków. `Wyobrażone Bałkany` to książka
    pełna pasji, naukowa, wciągająca, polemiczna, ambitna, odważna."



  • 17.03.08, 21:52
    Tadeusz Czekalski "Albania 1920-1939" państwo gospodarka kultura
    wyd.1996 więc nie takie starewink polecam wszystkie publikacje
    Czekalskiego.
  • 17.03.08, 23:07
    Jeszcze raz Tadeusz Czekalski: "Zarys dziejów chrześcijaństwa albańskiego w
    latach 1912-1993", Nomos Krakow 1996
  • 26.04.08, 13:31
    juz jestsmile !!! Książka Orneli Vorpsi . mozna ją zamówić choćby w
    gandalfie-ksiegarni internetowej za 31,18zł (koszt z wysyłką)
  • 08.11.08, 22:38
    Edmund Lewandowski "Pejzaż etniczny Europy"
  • 12.11.08, 13:16
    Witam
    W zbiorze opowiadan pt.: " Fado" Andrzej Stasiuk po raz kolejny
    zabiera swoich czytelnikow w podroz po Balkanachsmile Jednym z
    przystankow tej podrozy jest Albania, o ktorej mozemy poczytac w
    opowiadaniu pt.: "Nie ma deszczu w Przekletych Gorach"
    Poniezej wklejam tekst literackiej pocztowki z Albaniismile
    Zycze milej lektury...........
    Pozdrawiam serdeczniesmile

    "Nie ma deszczu w Przeklętych Górach"

    Zaczęło się od tego, że mój albański wydawca napisał: "Sorry, ale
    twoja książka nie wyjdzie w planowanym terminie, wyjdzie
    prawdopodobnie miesiąc-dwa póĽniej. W Tiranie po prostu nie ma prądu
    po osiem-dziesięć godzin dziennie".

    Pomyślałem sobie, że to jest całkiem uczciwy powód spóźnienia, i
    odpisałem: "W porządku, Sokol, nie ma sprawy. To i tak jest dosyć
    sensowny powód zwłoki. Inni wydawcy nie przedstawiają równie
    przekonujących".
    A potem albańscy przyjaciele nadesłali wieści, że na południu kraju
    w Gjirokaster elektryczności nie ma przez dwanaście godzin dziennie,
    w Kukës, na północy na granicy z Kosowem, ciemno i zimno jest nawet
    przez osiemnaście godzin w ciągu dnia.
    Albania energię elektryczną czerpie głównie z elektrowni wodnych. W
    skali kraju to jest jakieś 90 procent. Największe z nich znajdują
    się na północy kraju na rzece Drin. W Koman, w Fierzë powstały
    gigantyczne tamy i elektrownie, a rzeka zmieniła się w coś w rodzaju
    wąskiego jeziora, bałkańskiego fiordu. Przy odrobinie dobrej woli i
    szczęścia północną Albanię od Szkodry leżącej blisko Adriatyku po
    Kukës na kosowskiej granicy można pokonać wodą, można przepłynąć.
    Można w poprzek przepłynąć cały kraj. W linii prostej jest to jakieś
    sto kilometrów, ale spiętrzona tamami rzeka wije się, meandruje,
    przeciska się między górskimi masywami i w rezultacie podróż trwa
    cały dzień. Płynąłem tamtędy kilka razy.
    To jest urodziwy i starodawny kawałek Europy. Nie ma tam dróg.
    Ludzie wysiadają ze statku, z rzecznego promu zbudowanego ze starej
    łodzi i autobusowego nadwozia, a na brzegu czekają na nich juczne
    osły. Ładuje się na nie wszystko, czego nie można wykonać na
    miejscu. Plastikowe węże do podlewania, wiadra, naftę do lamp, sól
    do mięsa i zapałki. Czasami są to ilości hurtowe i wtedy osły
    uginają się pod ciężarem fanty i piwa w puszkach. Kamieniste ścieżki
    wspinają się gdzieś pod samo niebo, pokonują przełęcze i znikają w
    otchłani gór zwanych Namuna - co znaczy "przeklęte". Tego lata
    gdzieś przed Fierzë widziałem kilkudziesięciu gości weselnych:
    mężczyĽni w garniturach, kobiety na wysokich obcasach z fryzurami
    prosto od fryzjera i w eleganckich kreacjach - wszyscy gęsiego
    wspinali się karkołomną ścieżką, która zakosami prowadziła gdzieś za
    niebotycznym grzbietem. Ten orszak był jak z surrealistycznego filmu
    albo z pięknego snu.
    Czasami gdzieś w oddali widać samotne domy. Przypominają
    czworoboczne kamienne wieże zdolne przetrwać długie oblężenie. Okna
    są wąskie niczym otwory strzelnicze. Nic dziwnego, bo jeszcze
    niedawno nie pytało się tutaj o ilość domowników, ale o "ilość
    strzelb", czyli liczbę mężczyzn zdolnych do noszenia broni, żyjących
    pod jednym dachem, w jednej wielopokoleniowej rodzinie. Domostwa
    oddalone są od siebie o kilka godzin marszu i samowystarczalne: mają
    swoje stada owiec, swoje osły, swoje poletka kukurydzy, sady
    śliwkowe, by można było destylować alkohol, spłachetki tytoniu,
    zapasy drewna na opał i siana dla zwierząt. W gruncie rzeczy te
    gospodarstwa są trochę jak przedsięwzięcia lądowych Robinsonów
    Crusoe. Samotność mieszkańców jest pomnożona przez ich liczbę.
    Czasami gdzieś na bezludnym brzegu można dostrzec pojedynczą
    sylwetkę. Człowiek macha i wtedy prom zmienia kurs, przybija i z
    pokładu rzuca się długą deskę. Człowiek wchodzi na pokład, a
    pasażerowie pytają, o której wyszedł z domu. "Wyszedłem przed
    świtem" - odpowiada przybysz.
    I w tym najbardziej archaicznym regionie produkuje się
    elektryczność, energię dla całego kraju. Energia - symbol postępu i
    nowoczesności - rodzi się tam, gdzie ludzie żyją zamknięci
    całkowicie w rodzinnych i klanowych strukturach społecznych, a ich
    egzystencja jest regulowana przez średniowieczne prawo obyczajowe -
    znacznie silniejsze niż oficjalne państwowe kodeksy. Stąd płynie
    prąd do miast, do Szkodry, Tirany i Durrës, by ożywiać wnętrza
    fabryk, komputerów, telewizorów i bankomatów. W dzikim pejzażu stają
    gigantyczne słupy trakcji elektrycznej. Są czarne i zardzewiałe.
    Minionego lata ktoś kilka z nich wysadził w powietrze. Albańscy
    przyjaciele nie potrafili powiedzieć, kto to zrobił i dlaczego.
    Teraz po prostu w jeziorach brakuje wody i turbiny stoją bezczynnie.
    Północ nigdy nie miała dobrych notowań. Dla centralnej i południowej
    Albanii to było siedlisko bezprawia, przemocy, dzikości i ciemnoty.
    Tam miały zamieszkiwać demony. Tam się nie jeĽdziło. Żeby tam
    pojechać, potrzebny był ważny powód. To raczej stamtąd przybywali na
    poły mityczni ludzie gór, którzy bez skrupułów sięgali po władzę,
    pieniądze i wpływy w bardziej cywilizowanych częściach kraju. I tam
    uciekali, gdy ziemia zaczynała im się palić pod nogami.
    I teraz cywilizowana i modernizująca się Albania siedzi w ciemnych
    knajpach i klubach, siedzi przed martwymi komputerami, tkwi w
    nieogrzewanych eleganckich apartamentach, nudzi się bez swoich kasyn
    i wygląda deszczu, który spadnie na północy i napełni po brzegi
    jeziora. I jest jak kiedyś, jak za najdawniejszych czasów, gdy
    ludzie patrzyli w niebo, oczekując urodzaju albo głodu.

    No i ja też razem z moim wydawcą wyglądamy deszczu, który spadnie w
    Przeklętych Górach.

  • 22.11.08, 12:49
    Dzieki uprzejmości forumowiczki Dajti:

    Jest już kolejna książka Ismaila Kadarego : Następca

    Wybitna powieść najsłynniejszego pisarza albańskiego, wymienianego w
    gronie kandydatów do Nagrody Nobla.
    13 grudnia 1981 roku w nie wyjaśniony do dziś sposób stracił życie
    ówczesny następca dyktatora Hodży. Morderstwo? Samobójstwo?
    Wychodząc od autentycznego zdarzenia, Kadare stworzył uniwersalną
    przypowieść o ludziach, rządzących totalitarnym państwem, którzy
    stali się ofiarami swych lęków, paranoi i wyimaginowanych spisków.
    Mistrzowskie połączenie zaskakującej intrygi z kafkowską atmosferą i
    duchem Orwella.

    Tłumaczenie: Dorota Horodyska.

    zawiadomcie swojego Mikołajawink
  • 01.02.09, 19:25
    Mój Mikołaj nie nawalił. Zanim dostał mój list już miał w
    worku "Następcę" smile

    Podaję tytuł orginału "Następcy" Ismaila Kadarego gdyby ktoś chciał
    go kupić w Albanii np.na prezent.

    "Pasardhësi" Ismail Kadare

    Bardzo ciekawa pozycja w dorobku tego pisarza. Jakże proste są czasy
    w których teraz żyjemy! Mogło być o wiele gorzej...
    Zachęcam do przeczytania i życzę pasjonującego zgłębiania albańskiej
    literatury smile

    Nertila
  • 03.02.09, 10:15
    W Polsce w lutym ukaże się kolejna książka albańskiej autorki. tu
    wklejam fragment dla zachęty:

    W Sarajewie jest bardzo zimno. Twarze starych ludzi w krajach
    bałkańskich wyglądają jak na płótnach Bruegla, noszą w sobie ból
    średniowiecza. Słońce spaliło im rysy, skóra jest ziemista i
    popękana, zupełnie jak wyschnięta gleba. Ciąży nad nimi jakieś
    fatum, które sprawia, że są zbyt pokorni, zbyt ulegli. Kiedy się
    śmieją, odsłaniają dziąsła, czasami widać pojedynczy ząb zapomniany
    przez życie. Również ich marynarki, ich spodnie podlegają fatum, na
    które oni godzą się ze zgasłym uśmiechem. Większość jest
    wspaniałomyślna, starość wypleniła z ich duszy trującą roślinę,
    której używali chytrze przeciwko innym i przeciwko sobie samym.

    Marynarka jest zawsze za duża w stosunku do ciała, które okrywa.
    Ramiona opadają asymetrycznie. Popiół przysypuje wszystko: buty,
    włosy, dostaje się pod paznokcie, przenika do oddechu. To są ludzie
    będący bardzo blisko ziemi. Niekiedy zapach ich potu i wódki
    przebija się (u młodych) przez woń najmodniejszych perfum: Calvina
    Kleina lub Armaniego. Perfumy i ubrania z Włoch albo z Francji
    przenoszą ich do Europy. Oni chcą Europy, potrzebują jej, ale bardzo
    często kryją się z tym, bo są dumni. Mówią, że mogą się bez niej
    obyć; mogą się obyć bez wszystkiego i bez wszystkich. Takie właśnie
    zaprzeczanie tkwi u źródeł czegoś, co ośmieliłabym się nazwać
    syndromem Bałkanów – poczucia, że jest się w centrum świata, że jest
    się centrum świata.

    Albańczycy zapewnią cię, że zanim Stany Zjednoczone wykonają
    najmniejszy nawet ruch, zawsze pytają o radę Albanię, lecz fakt ten
    trzymany jest w tajemnicy. Serbowie opowiadają, że Serbia istniała
    od zarania dziejów, jeszcze przed powstaniem świata: dzisiejszy
    świat nie jest zatem niczym innym jak byłą Serbią.

    W Tiranie, Sarajewie, na Krecie boli cię widok zwierząt, z których
    została tylko skóra i kości i których brzuchy przykleiły się do
    kręgosłupa. Krwiste plamy pokrywają sierść. Wydaje się, że patrzymy
    na mapę nieznanego kraju, krwawą mapę, która się porusza. Nie
    zbliżają się do nikogo. Do perfekcji opanowały strach.

    Ludzie w tamtych stronach nie mają czasu dla zwierząt. Wykreślili je
    ze swojego życia. W Tiranie obrzucają jeszcze psy kamieniami i
    obowiązuje tam prawo pozwalające strzelać do nich z rewolweru. Takie
    prawo istniało już w komunistycznej Albanii, gdzie nocną ciszę
    przerywało strzelanie do psów. Tam nie potrzeba wiernych stworzeń.
    Tam potrzeba pieniędzy. I to natychmiast.

    Albańska wódka jednak, kontynuowała tamtego popołudnia moja
    przyjaciółka Dhurata, potrafi wyleczyć ze wszystkich chorób. T-a-k m-
    ó-w-i-ą N-i-e-m-c-y! Po tej uroczystej deklaracji musi chwilę
    pomilczeć, aby odpowiednio uczcić wiekopomne odkrycie. Daje w ten
    sposób do zrozumienia, że „to zawsze inni pojmują, jacy jesteśmy
    nadzwyczajni!”. Bez wątpienia, Albania jest centrum świata, lecz na
    razie niestety wiedzą o tym jedynie Albańczycy.

    Jeśli wy, przedstawiciele innych narodów, będziecie gasić pragnienie
    albańską rakiją, wyleczycie się ze wszystkich chorób: depresji,
    wrzodów żołądka, dolegliwości serca, lęków, globalizacji i czego
    tylko chcecie.

    Ja wiem, co to jest lęk, ale nie wierzę za bardzo w zalety
    albańskiej wódki, może dlatego, że opuściłam Albanię (owieczkę,
    która opuszcza stado, pożera wilk): to prawda – na drodze, po której
    oddalałam się od stada, zdybał mnie wilk i częściowo pożarł. Idę
    dalej, pożarta.

    Mój przyjaciel Dušan odwiedza mnie, kiedy tylko może. Jesteśmy w
    Paryżu. Bałkany są daleko.
    Spotkaliśmy się w powietrzu, w samolocie. To on podszedł do mnie i
    powiedział coś po serbsku. Przyglądałam mu się przez chwilę. Był
    piękny. Po angielsku oznajmiłam, że nie znam serbskiego.
    – Skąd jesteś? – spytał, tym razem także po angielsku.
    – Z Albanii – odpowiedziałam zakłopotana, ponieważ nosić Albanię na
    plecach nie jest łatwo, często trzeba wyjaśniać mnóstwo
    rzeczy: „Jakim językiem mówi się w Albanii? Musi być chyba bardzo
    podobny do włoskiego, skoro wy wszyscy, Albańczycy, mówicie po
    włosku? Jak się nazywał ten wasz dyktator, nie mogę sobie
    przypomnieć… Jesteście narodem słowiańskim, prawda? Jak teraz
    wygląda życie w Albanii? Albanki są takie jak ty? Równie wysokie?
    Straszni ci Albańczycy! Cóż za okrutny naród! Wysłać swoje siostry
    na ulicę!”.

    więcej fragmentów ksiązki "Ręka której nie kąsasz" Orneli Vorpsi pod
    linkiem:

    artpapier.com/?pid=2&cid=1&aid=1748

    Informacja dzięki uprzejmości Forumowiczki Zieloonaonline.

    Pozdrawiam wszystkich i zachęcam do lektury.

    Nertila
  • 03.03.09, 22:51
    tytuł za długi jak do wpisania w temat postu:
    "Oni nie skrzywdziliby nawet muchy.Zbrodniarze wojenni przed
    trubynałem w Hadze"

    Zaczyna się tak:

    W odległym zakątku Europy,za siedmioma górami i siedmioma
    rzekami,był sobie kiedyś piekny kraj o nazwie Jugosławia.Mieszkali w
    nim ludzie sześciu różnych narodowości,którzy wyznawali trzy różne
    religie i mówili czterema różnymi językami.Byli to
    Chorwaci,Serbowie,Słoweńcy,Albańczycy,Bośniacy i
    Macedończycy.Wszyscy jednak razem pracowali,chodzili do
    szkół,pobierali sie i żyli we względnej harmoni przez 45lat.
    Ale ponieważ moja opowieść nie jest bajką historia tego pięknego
    kraju nie ma szczęśliwego zakończenia.Jugosławia rozpadła się na
    części w strasznej i krwawej wojnie,która kosztowała życie
    200.000ludzi-głównie w Bośni-i spowodowała przemieszczenie 2.000.000
    osób i powstanie kilku nowych państw:
    Słowenii,Chorwacji,Bośni,Macedonii,oraz Serbi i Czarnogóry.
    Albańczycy i Czarnogórcy wciąż walczą o niepodległość( książka
    powstała w 2003 , obecnie już nie ma nikogo kto musi o niepodległość
    od Serbii walczyć ).
    Wszystko to wydarzyło się w środku Europy nie tak dawno temu,między
    1991 a 1996r. Wojna ta zaskoczyła cały świat. My, obywatele
    Jugosławii,byliśmy zaskoczeni jeszcze bardziej. Kiedy o tym myślę
    ciągle jestem na siebie zła.Czy to możliwe ,że wojna zakradła się do
    naszego życia powoli,podstępnie jak złodziej? Dlaczego nie
    zauważyliśmy jak nadchodzi?Dlaczego nie zrobiliśmy czegoś aby jej
    zapobiec?Dlaczego byliśmy tak zarozumiali,by sądzić,iż nas nie może
    dotyczyć? Czy naprawdę byliśmy zakładnikami pięknej bajki?
    Moje pokolenie dorastało w Europie,wierząc,że po drugiej wojnie
    światowej wojna tego rodzaju nie może się nigdy powtórzyć. Możliwa
    wydawała się wojna jądrowa między dwoma mocarstwami,ale nie
    lokalna,w której walczy sie konwencjonalna bronią.(...)Żylismy w
    przyjaźni z naszymi sąsiadami:
    Włochami,Austriakami,Węgrami,Rumunami,Bułgarami i Albańczykami.
    Ale pewnego dnia przekonaliśmy się ,że do rozpoczęcia wojny wcale
    nie jest potrzebny zewnętrzny wróg.Stało się jasne,że wróg może żyć
    wśród nas.Fatalne okazało się grzebanie w przeszłości.Zwykle
    jesteśmy skłonni zapominać,że w czasie wojny Jugosławia była
    okupowana lub kontrolowana przez nazistowskie Niemcy,ale
    jednocześnie toczyła się wojna domowa między Serbami i
    Chorwatami.Inaczej mówiąc,istaniała udokumentowana historia rozlewu
    krwi w naszym kraju i łatwo było nią manipulować,aby skłócić jednych
    z drugimi: Serbowie stali się wrogami Chorwatów, bośniackich
    Muzułmanów i Albańczyków, Chorwaci w pewnym momencie prowadzili
    wojne nie tylko z Serbami,ale także z Muzułmanami,natomiast wrogami
    Macedończyków byli Albańczycy.
    Choć mogłoby się tak wydawać,wojna nie zaskoczyła nas z dnia na
    dzień.Pod koniec lat 80' komunizm w innych częściach Europy
    upadł,załamał się także we wciąż istniejącym ZSRR.Jugosławia nie
    była przygotowana na zmiany polityczne które nastapiły po tym
    upadku.Nie stworzliśmy żadnych demokratycznych alternatyw jak Polska
    i Czechosłowacja,a polityczna pustaka nagle wypełniła się partiami
    nacjonalistycznymi.Wszystkie one miały ten sam program:
    niepodległosc i własne państwo narodowe.
    Rozbuchany nacjonalizm szerzył się jak pożar.Partie nacjonalistyczne
    zwyciężały w wyborach w Chorwacji i w Bośni.W Serbii stało się coś
    dziwnego: partia komunistyczna przekształciła się w
    nacjonalistyczną, bo jej przywódca Slobodan Milośewić,wierzył,że
    jest to sposób na utrzymanie się przy władzy.Wkrótce wszędzie
    odbywały się referenda, a ludzie głosowali za niezależnością od
    Jugosławii. Pierwszy krok zrobiła Słowenia i w czerwcu 1991r była
    już poza federacją.Rozpoczął się proces rozpadu.Jugosłowiańska Armia
    Ludowa próbowała powstrzymać Słowenię przed opuszczeniem
    federacji,ale ponieważ nie było w Słowenii żadnych mniejszości,które
    można by wykorzystać,armia pozwoliła jej się oderwać.
    W tym momencie wojna wciąż nie wydawała się realną groźbą.Śmierć
    paru żołnierzy i policjantów,którzy zginęli wiosną 1991 roku w
    Słowenii i Chorwacji,została zauważona.Ciągle jeszcze było to czymś
    wyjątkowym,a ich zdjęcia i nazwiska pojawiły się na pierwszych
    stronach gazet.Ale w Chorwacji żyła liczna mniejszość serbska i
    Slobodan Milośević,miał znakomity pretekst,żeby wysłać armię w
    celu "ochrony" mieszkajacych tam Serbów.Oznaczało to prawdziwą
    wojnę.Jesienią 1991 chorwackie miasto Vukovar zostało niemal
    zrównane z ziemią, a życie straciło okolo 10.000 osób. W latach
    które nastąpiły później, śmierć stała się czymś powszednim i nikt
    już nie zadawał sobie trudu,by sporządzać listy ofiar. Było na to za
    późno.
    W Bośni ,gdzie obok siebie żyli Serbowie,Chorwaci i Muzułmanie,wojna
    rozpoczęła się w kwietniu 1992.Z powodu mieszanej populacji także i
    tu przybrała ona charakter wojny domowej.Serbska
    mniejszośc "ochraniana" przez Milośevićia,proklamowała niezależne
    państwo,Republikę Serbską.Nie będąc w stanie powstrzymać Chorwacji i
    Bośni przed opuszczeniem Jugosławii,Milośević wraz z Serbami z
    Republiki Serbskiej-wyruszył na wojnę o Wielką Serbię.Rozpoczęło się
    trwające trzy lata oblężenie Sarajeva, a pare lat później chroniona
    przez ONZ enklawa muzułmańska Srebrenica dostała się w ręce Armii
    Republiki Serbskiej.Wymordowano około 7.000 nieuzbrojonych
    Muzułmanów-była to największa masakra w Europie od 1945roku.
    Ponieważ te nowo stworzone państwa w stanie wojny-
    Bośnia,Choracja,Republika Serbska,Serbia,były kierowane przez
    skrajnie nacjonalistycznych przywódców,szybko stało się jasne,że
    walczą nie tylko o niepodległość,ale także o "czyste etnicznie"
    państwo narodowe.Całe regiony w Chorwacji i Bośni-a później także w
    Kosovie-były "oczyszczane etnicznie"(eufenizm,który w praktyce
    oznaczał ludobójstwo) w celu osiągnięcia jedolitej populacji.Zarówno
    Serbowie,jak i Chorwaci chcieli podzielić między swoje państwa
    Bośnię,pozostawiając Muzułmanom jedynie niewielkie enklawy.
    Wojna w Bośni zakończyła się porozumieniem Dayton podpisanym w
    listopadzie 1995r.Ale wojna nie zakończyła się w Kosovie,południowej
    części Serbii,zamieszkałej głównie przez Albańczyków.Oni także
    chcieli niepodległosci i zaczęli o nią walczyć.Odwet Milośevićia
    spowodował ,że w pewnym momencie setki tysięcy Albańczyków opuściło
    w panice swoje domy i ratując życie,próbowało przekroczyć granicę
    albańską lub macedońską.Exodus 700.000 uchodźców z Kosova był
    katastrofą humanitarną.Wtedy to wiosną 1999r,NATO podjęło decyzję(no
    bravo,lepiej później niż wcale),by bombardowaniem zmusić Milośevićia
    do uległości.
    Był to początek końca Slobodana Milośevićia. W październiku 2000r
    niewyobrażalne stało się faktem:Milośević przegrał wybory i stracił
    władzę. Wkrótce został aresztowany i przewieziony do
    Międzynarodowego Trybunału ONZ do spraw Zbrodni Wojennych w byłej
    Jugosławii w Hadze.


    ...a co było potem przeczytajcie sobie sami w książce tej
    chorwackiej pisarkiwink
  • 16.10.09, 18:10
    Język albański poznać można dzięki książce pt. "Paradygmaty fleksji
    albańskiej" autorstwa prof.dr hab. Ireny Sawickiej. Książka do
    zdobycia w internecie smile

    Znalazłam także 3 częściowy "Zarys historii literatury albańskiej"
    tłumaczony z orginału Roberta Elsiego.
    Zeszyt1: "Bibliografia literatury albańskiej" wyd.2004 122 strony
    Zeszyt2: "Narodziny literatury albańskiej XV-XVii wiek" wyd.2004 80
    stron.
    Zeszyt3:"Albańska literatura XVII i XIX wieku" wyd 2004 104 strony.


    "Zarys historii literatury albańskiej" jest pierwszym w Polsce
    podręcznikiem literatury albańskiej. Jest to przekład epokowego
    dzieła wybitnego kanadyjskiego albanologa Roberta Elsie. Wartość
    tego dzieła polega na tym, iż jako pierwszy, z dużym trudem,
    wydostał on z niebytu twórców i utwory, które polityka ostatnich
    niemal pięćdziesięciu lat komunistycznej Albanii skazała na
    nieistnienie, często bez wyraźnego powodu bądź nawet bez
    pretekstu. "Zarys historii literatury albańskiej" jest autoryzowanym
    przekładem "History of Albanian literature" (Social science
    monographs, Boulder, New York 1995) z pewnymi skrótami i
    uzupełnieniami.


    Jeśli ktoś z Forumowiczów coś znajdzie na temat literatury albańskiej
    lub jakieś pomoce do nauki j.albańskiego wydane w Polsce proszę o
    wpisanie tych pozycji w tym wątku.
    Pozdrawiam . Nertila
  • 16.10.09, 20:58
  • 16.10.09, 20:59
  • 16.10.09, 21:01
    ...żeby sobie nie zaśmiecać głowy komunistycznymi frazesami.no, chyba, że ktoś
    lubismile
  • 30.10.09, 17:43
    www.czarne.com.pl/?a=651

    Gazmend Kapllani "Krótki podręcznik przekraczania granic"

    W Polsce do kupienia od 2 listopada.
  • 14.11.09, 13:51
    Książkę już dorwałam i przeczytałam w jeden wieczór. Cieszy mnie
    fakt,że ktoś coś napisał na temat współczesnej albańskiej emigracji.
    Tym bardziej ,że dokonał tego Albańczyk. Książka momentami straszno-
    śmieszna,ale zawsze prawdziwa. Tu nie ma jak kłamać,ubarwiać,nie ma
    jak fantazjować.Samo życie.

    Tu wklejam fragmetny:

    "Samo zbliżenie się do granicy kraju o ustroju totalitarnym- a takim
    krajem była Albania do roku 1991 – nie mówiąc już o przejściu przez
    nią, oznaczało albo cud, albo grzech śmiertelny. Nieliczni, którym
    na to pozwalano, byli szczęściarzami. Reszta, czyli większość,
    postrzegała ich jako ludzi wyjątkowych- mających w sobie coś z
    tajemnicy istot pozaziemskich. My, pozostali, byliśmy skazani na
    snucie domysłów: co też może się poza tymi granicami dziać...

    Wszystko to działo się w czasach, gdy reżim ogłosił Albanię
    kwitnącym krajem i jedynym świetlanym punktem na kuli ziemskiej. W
    szkole nauczyciele nieustannie nam powtarzali ,że jesteśmy czymś w
    rodzaju narodu wybranego. A jak się należy do narodu wybranego, dwie
    rzeczy rozumieją się same przez się: po pierwsze, nienawidzi się
    tych, co nie zostali wybrani, i po drugie, trzeba być za wszelką
    cenę szczęśliwym. Szczęście w ustroju totalitarnym to nie kwestia
    wyboru czy uśmiechu losu- to obowiązek. Kto się publicznie przyzna
    że jest nieszczęśliwy, staje się podejrzany.

    Skoro zatem świat podzielony był na raj (my) i piekło (cała
    reszta) , każdego , kto próbował uciec, czyli przekroczyć granicę
    raju , uważano automatycznie za wspólnika piekieł. Odebrano nam więc
    paszporty , bo były niepotrzebne, a próbę ucieczki z Albanii
    traktowano jak największą zdradę..."


  • 14.11.09, 13:53
    "Gdybyś był turystą, twoja łamana greczyzna brzmiałaby czarująco. I
    na tym w gruncie rzeczy zasadza się cała różnica: jeśli grecka mowę
    kaleczy Amerykanin, to jest on po prostu sympatycznym Amerykaninem,
    jeśli kaleczy ją Albańczyk, to jest on po prostu albańskim wszarzem.
    Amerykanin mówiący znakomicie po grecku jest zazwyczaj godnym
    podziwu Amerykaninem, Albańczyk władający nienaganną greczyzną
    zasługuje najwyżej na stwierdzenie: „ I tak nigdy nie będziesz
    Grekiem, Albańczyku”.
    Łamana greczyzna godnego ubolewania nielegalnego emigranta działa
    miejscowym na nerwy. Emigrant świetnie o tym wie. Dlatego wsiadłszy
    do autobusu, stara się nie zadawać pytań i poci się z zażenowania
    gdy zostanie o coś zapytany, bo miejscowy ledwie usłyszy jego
    akcent,zaraz odwróci głowę – a wówczas emigrant poczuje się jak
    nosiciel ptasiej grypy...
    „Dlaczego-myśli sobie- patrzą na mnie ze strachem?” I chciałby
    zapytać: „Czego się obawiacie, przecież ja lubię wasz kraj...” Ale
    nie zapyta , bo i tak zna odpowiedź: „Nie słuchasz wiadomości?
    Okradacie nas, mordujecie, lepiej by was wszystkich zebrali do kupy
    i odesłali do waszego gównianego kraju!” .”Tak prędko? -odpowiada
    emigrant w duchu.-Tak prędko mają mnie odesłać do kraju? Dopiero co
    znalazłem pracę? Tyram jak wół od rana do nocy, przy pogodzie i w
    deszczu. Patrzcie jakie mam ręce, jakby je ktoś kindżałem pociachał.
    To dzięki mojej pracy wy macie wypieszczone rączki...Ja też chcę
    sobie kupić samochód. Nie, najpierw kupię porządny sprzęt grający,
    potem wielki kolorowy telewizor, potem wielką pralkę, a potem...
    potem zobaczymy”.
    I dopiero wtedy uświadamia sobie że go ubódł ten „gówniany kraj”.
    Zna wady swojego kraju i dlatego wyjechał, ale jego kraj nie
    jest „gówniany”. I tam są dzieciaki-jak tu, i tam są matki, które
    kochają swoje dzieci, są młodzi, którzy się zakochują-jak tu, są
    ludzie, którzy żyją nadzieją i którzy nadzieję stracili-więcej
    tych ,prawdę mówiąc ,co nadzieję stracili..."
  • 14.11.09, 13:58
    "Musisz znaleźć pracę. Jakąkolwiek. Musisz przeżyć. Musisz znaleźć
    mieszkanie. Jakiekolwiek, byleby dało się mieszkać. Musisz nauczyć
    się nowego języka, bo nie znasz ani słowa i mylisz ”dobry wieczór!”
    z „dobranoc!”. Musisz nauczyć się mówić ciszej, nie krzyczeć, bo
    twoi rozmówcy się ciebie boją- nie jesteś już w swojej wiosce.
    Musisz się kryć przed policyjnymi budami,bo przyjechałeś nieproszony
    i rzucasz się w oczy przez ten swój udręczony wyraz twarzy oraz
    niegdysiejszą fryzurę,od której mieszkańcy tego miasta odwykli przed
    dziesiątkami lat, a zwłaszcza przez to swoje ubranie-widać od
    razu,że je od kogoś dostałeś, albo może i komuś ukradłeś.Musisz
    nauczyć się chodzić inaczej,bo chodzisz za szybko,jakby cię diabeł
    gonił.Musisz poznać zasady ruchu drogowego-dla pieszych
    naturalnie...Musisz przestać patrzeć na miejscowe ślicznotki jak
    Quasimodo na Esmeraldę w dzwonniku z Notre
    Dame.Musisz...Muszisz...Musisz.Bez końca i na okrągło...Każdego
    dnia,każdej nocy,każdego tygodnia,miesiąca,roku. „Chcieć” to
    przywilej nie dla ciebie.Jesteś skazany na życie pod nieubłaganą
    presją przymusu.Bo musi ci się udać. To przede wszystkim.Taką
    przysięgę składa sobie emigrant.Tak jak lekarz składa przysięgę
    Hipokratesa,tak emigrant przysięga sobie:”Musi mi się udać”. Ta
    przysięga jest mu prawdziwą ojczyzną po wsze czasy. Musi mu się
    udać, nie tylko po to, żeby spełnić oczekiwania bliskich, którzy
    zostali w ojczyźnie. To najmniej. Musi mu się udać przede wszystkim
    po to, żeby nie wracać do ojczyzny, odniósłszy porażkę. Już sama
    myśl o porażce sprawia,że emigrant drży jak dziecię zagubione w
    ciemności...Musi mu się udać. Ale jak to zrobić? I tu rozchodzą się
    drogi emigrantów:tych, którym się udało,i tych,którym się nie
    udało,zaakceptowanych i odrzuconych,szczęsciarzy i nieudaczników. Bo
    emigranci choć bardzo do siebie podobni, bardzo się między sobą
    różnią, jak wszyscy śmiertelnicy na tej ziemi..."



    Wszystkie cytowane fragmenty pochodzą z książki Gazmedna
    Kapllaniego "Krótki podręcznik przekracznia granic". Wydawnictwo
    Czarne, rok wydania polskiego 2009. Mam nadzieję,że udało mi się nią
    Was drodzy Forumowicze zaciekawić.

    Życzę miłej lektury i pozdrawiam.
    Nertila
  • 20.11.09, 10:57

    Dzięki za tytuły!!!Własnie zamówiłam 3 ksiązki w wydawnictwie Czarne(biorąc 3
    książki rabat 20%).Serdecznie dziękuję!Pozdrawiam!
  • 05.12.09, 12:26
    Książka do dla tych których interesuje historia Bałkan ale i
    historia albańskiej emigracji. Bo choć granice otwarto na początku
    lat 90' i wtedy doszło do wielkiego exodusu Albańczyków w stronę
    Grecji,Włoch i reszty świata,to jednak Albańczycy emigrowali już o
    wieków. Nię będę tu cofać się do Arbereshy, bo mało kogo interesuje
    ta aczkolwiek ciekawa albańsko-włoska społeczność, ale może kogoś
    znajacego współczesnego przedstawiciela albańskiej emigracji
    zainteresuje historia przyjaźni pomiędzy albańskim intelektualistą a
    jugosłowiańskim pasterzem kóz. Pokaże w jakich czasach i jakiej
    rzeczywistości żyli ci ludzie.Co ich ukształtowało.Dlaczego są tacy
    a nie inni, postępują tak a nie inaczej? Przy okazji książka ukazuje
    wiele absurów tamtych czasów, absurdów które dziś mogą czytelnika
    śmieszyć i zaskakiwać, ale dla ludzi"czasów kóz" były po prostu
    częścią życia. Przyjaźń mola książkowego i analfabety...Nierealne?
    Niesamowite? Na pewno ciekawe i intrygujące. Tak dwie skrajnie różne
    postacie jednak połączone przyjaźnią i wspólnym celem pokazują ,że
    nie można dzielić ludzi wedle żadnych kryteriów i ocen, gdy łączą
    ich te same wartości.

    Dobra teraz będzie o kozach...
    Koza to jest właśnie to! To jest ta część bałkańskiego świata która
    łączy jego mieszkańców. Dzięki niej matki całego regionu mogły
    wykarmić swe dzieci, uratować je od niechybnej śmierci. Koza dawała
    mleko, dawała pokarm,jak to pisze Starova; wysysając czarne soki z
    bałkańskiej ziemi zamieniała je w życiodajny płyn - mleko. Kto miał
    kozę miał jakąś nadzieję,że jego następne dziecko przeżyje,że choćby
    nie dostał kartek żywnościowych za swoją pracę ,to w domu jest
    jeszcze ta, która "nic" zamieni w pokarm, śmierci zagra na nosie
    pasąc się nad rzeką i dając ludziom mleko - i to bez rządania w
    zamian pieniędzy czy kartek żywnościowych. Tak... to zwierzę budziło
    strach i sprzeciw w oczach Partii. Kozy trzeba zlikwidować! Koza
    zagraża socjalizmowi! W świecie reżimu nie ma miejsca dla kóz i
    pasterzy. Kozy wybić co do jednej a pasterzy zmienić w prężną klasę
    robotniczą.Postanowione,uchwalone,przegłosowane!

    Ale każdy kto choć raz był na Bałkanach wie, że ten plan się nie
    udał... koza przetrwała wszystko: wojny, powstania,najazdy
    Rzymian,Turków, faszyzm i komunizm i nadal stoi sobie nad rzeką i
    wygrzewa się w słońcu patrząc na góry. Kozy są nieśmiertelne! Nie
    można ich pokonać! Koza to nadzieja,koza to życie w całej swojej
    prostocie. Oto jest życie:nic a jakże dosyć...


    Tu link :
    www.pk.org.pl/artykul.php?id=277
  • 18.01.10, 19:40
    "Mini rozmówki albańskie" Gentian Isaku, Aldona Filiciak, Jacek Świeca
    wydane w 2009 przez Press Comp - wydawnictwo publikacji niskonakładowych.
    W moje łapy trafi niebawem i wtedy się zobaczy co to wink
  • 24.01.10, 10:18
    Niesamowita książka!!!!!!!!!!!!!!!!

    Jest dostępna na allegro w kilku egzemplarzach.

    Opowiada o podróży ich autorki do Grecji i Albanii w 1996roku. Autorka jest
    zafascynowana twórczością Lorda Byrona i dlatego postanawia podążyć jego śladami.
    Lord Byron odwiedził Grecję 200lat wcześniej i z niej wyruszył na spotkanie z
    Lwem Joanniny - Alim Paszą z Tepeleny. Jego podróż odbywała się w innych
    czasach,podróżował konno, autorka postanowiła ,że i ona przemierzy konno Albanię
    południową. Czy udało jej się tego dokonać? Poczytajcie sami.

    Książka jest godna polecenia. Jej autorka napotyka na swej drodze różne osoby.
    Odwiedza albańskie domy, gdzie zostaje podjęta wedle zasad albańskiej
    gościnności. Opisuje zachowania ludzi,miejsca,wydarzenia,we wszystko wplata
    opowieści o swoim idolu Byronie.Dociera jego śladami do pałaców Alego Paszy, za
    mętę wyznacza sobie Tepelenę.
    Rok 1996 w którym odbywa podróż jak wiadomo jest rokiem poprzedzającym wybuch
    wojny domowej po upadku piramid finansowych. Pomysł podróży do Albanii w tamtym
    okresie wywoływał w jej znajomych przerażenie. Mimo to odważyła się,
    pojechała,zobaczyła i wróciła z tej podróży jeszcze bardziej zafascynowana
    Albanią. Na tyle by napisać i wydać w 1998r. "Świnie w pałacu" - relację ze swej
    podróży. W Polsce jej książka doczekała się wydania w 2004. Ja odkryłam ją w
    zeszłym tygodniuuncertain Postaram się tu wkrótce zamieścić kilka cytatów dla zachęty.


    G o r ą c o P o l e c a m smile

    TESSA DE LOO "ŚWINIA W PAŁACU".
  • 24.01.10, 12:23
    Autorka w przedmowie zwraca się do Lorda Byrona:
    „W zasadzie twoja wyprawa dała początek nowemu zjawisku zwanemu „turystyka”. Dzięki pojawieniu się przemysłu turystycznego podróżowanie przestało być zarezerwowane wyłącznie dla arystokracji. Angielska nowa klasa średnia ciekawa była świata po drugiej stronie kanału.
    Wreszcie pod koniec kwietnia Afrim Karagjozi pojawił się w Amsterdamie.(profesor który będzie jej przewodnikiem po Albanii).Mimowolnie wyobrażałam go sobie jako osobnika ze szczeciniasta brodą, spalona słońcem skórą i przytroczona do pasa bronią,podobnego do Albańczyków z książki Hobhousa (Hobhaus towarzyszył Byronowi w podróży po Albanii i robił zapiski).
    Profesor okazał się drobnym bladym anglistą w średnim wieku,który dawno temu obronił pracę dyplomową na temat twojej podróży po Albanii. Chociaż urodził się w Gjirokastrze, nigdy nie otrzymał pozwolenia aby przejść szlakiem ,o którym pisał w swojej pracy. Przez długie lata bowiem Albańczycy nie mogli podróżować swobodnie po swoim kraju.
    Przedstawiłam mu swój plan, do którego Karagjozi natychmiast się zapalił:
    -To fantastyczny pomysł!- wykrzyknął.”

    Potem docierają do Grecji i zwiedzają muzeum gdzieś w Epirze.

    „Z pewnym zażenowaniem przyglądałam się tkanym ,haftowanym spódnicom i bluzkom aż doszłam do stroju kobiety z Suli.(...) Ubiór był konsekwentnie utrzymany w kolorach czerwonym i czarnym- barwach życia i śmierci. Można by powiedzieć „Cóż za zdolność przewidywania!”, kiedy przypomni się sposób w jaki kobiety z Suli przeszły do historii.
    Sulijczycy byli narodem albańskich chrześcijan zamieszkujących kilka niedostępnych równin skalnych w paśmie Gór Smoczych ,nieopodal Joaniny .Ponieważ nie można było tam niczego uprawiać, hodowali owce i kozy oraz żyli ze zbójnickich napadów. Byli solą w oku Alego paszy ,który chciał mieć monopol na rozbój. Przez długie lata wojownikom udawało się odpierać ataki Alego , który ponosił wielkie straty, jednak w 1803r nadszedł koniec wojny podjazdowej i Sulijczycy musieli się poddać.
    Ich kobiety wolały śmierć niż gwałt i niewolę, uciekały więc na najwyższe szczyty i razem ze swoimi dziećmi skakały w przepaść. Mówi się ,że przed śmiercią tańczyły i śpiewały, czerwień i czerń wirowały i mieszały się ze sobą w swoistym dance macabre. Mocno trzymały za ręce wyrywające się dzieci, próbując w formie zabawy „wtańczyć się” do krainy śmierci.”

    „W 1801 roku Ali Pasza kazał utopić w jeziorze 17 młodych kobiet. Istnieje wiele wersji przebiegu wydarzeń. Mieszając je ze sobą otrzymałam następujący destylat. Pewnego dnia Ali pasza zastał swoją ukochaną synową we łzach.
    -Co ci jest, kochanie, dlaczego płaczesz? – zapytał
    Pod spojrzeniem jego przyjaznych ,błękitnych oczu załkała cicho:
    - Muchtar przestał mnie kochać.
    - Dlaczego tak myślisz?
    - Całą uwagę poświęca swojej kochance i innym kobietom ,które uważa za bardziej pociągające ode mnie.
    - Musimy coś z tym zrobić- odpowiedział rezolutnie wezyr. – Czy jest ktoś w pałacu,kto posiadł sztukę pisania? (Ali pasza był analfabetą)
    Synowa przełykając łzy, skinęła potakująco głową.
    - Poleć mu,aby sporządził listę imion wszystkich kobiet, które masz na myśli a resztę zostaw mnie.
    Jak pilna uczennica wywiązała się z zadania i sporządziła spis najpiękniejszych kobiet w Joaninie, które w największym stopniu budziły jej paranoiczną zazdrość. Na pierwszym miejscu umieściła imię kochanki Muchtara, Frossini,która według innych źródeł była przedtem- a może nawet wciąż jeszcze kochanką również Alego paszy.
    Isnieje obraz, który w patetyczny sposób przedstawia scenę wykonania rozkazu, reprodukowany na widokówkach, które można kupić w Joaninie na każdym kroku.
    Malowidło przedstawia moment wrzucenia Frossini do wody.(..)
    Czy Frossini miała poczucie winy i dlatego poddała się losowi? Jej jedyną zbrodnia było to że Muchtar spoglądał na nią pożądliwym wzrokiem, a według prawa islamu kobietę, która splamiła honor rodziny ,należało zabić. Mężczyzna wychodził z podobnej sytuacji bez szwanku.
    Nawiasem mówiąc,Frossini może mówić o szczęściu,gdyż nie musiała,jak wiele innych kobiet,spędzić ostatniej godziny swego życia zamknięta w worku. Uśmiercanie cudzołożnicy przez utopienie nie było wynalazkiem Alego paszy. Winowajczynie przeważnie wrzucano do wody w worku obciążonym kamieniem. W zbiorze opowiadań z podróży Vluchten Enthel Portnoy wspomina pewnego sułtana,który miał tak dosyć swojego haremu,liczącego 300 kobiet ,że polecił wrzucić je wszystkie naraz do Bosforu.”

  • 24.01.10, 13:01
    „W miejscu gdzie albańskie góry były niemal niedostępne mieszkał lud Malisorów,któremu jako jedynemu udało się stawić opór Turkom.Ci ostatni na próżno poróbowali przyłączyć te trudne do zdobycia góry do swojego imperium.Podczas gdy reszta Albanii przez pięć stuleci zarządzał Konstantynopol,Malisorzy podlegali jedynie swojemu własnemu prawu- Kanunowi. Wprowadził je Lek Dukagjini, książę pochodzący z północy kraju,który w XV wieku, w czasie ekspansji Imperium Osmańskiego ,walczył przeciwko Turkom.Od tego czasu całe życie społeczne w górach rządziło się prawami i regułami Kanunu,który regulował wszystko,bez konieczności powoływania notariuszy,adwokatów czy sędziów.Istaniały przepisy dotyczące małżeństwa,prawa do spadku,własności,kradzieży,pozycji kobiety,niewierności,morderstwa i zabójstwa oraz prawa gościnności.Na podstwaie tych praw Rada Starszych ,której członkami byli najstarsi najbardziej szanowani członkowie klanu płci męskiej,podejmowała postanowienia. Głównym sposobem obrony splamionego honoru była zemsta prowadząca do rozlewu krwi.Mogło się to zacząć od zwykłej kłótni sąsiedzkiej na temat kawałka gruntu, niewierności kobiety lub obrazy dotyczącej całego plemienia. Już małe dzieci uczyły się ze każde słowo jest na wagę złota. Prawo do zemsty było obwarowane licznymi surowymi przepisami i zastrzeżone wyłącznie dla mężczyzn. Gdy honor rodziny został splamiony mężczyzna czy chciał czy nie musiał dokonać krwawej zemsty. Prędzej czy później każdy mężczyzna zostawał wciągnięty w jakąś honorową kłótnie,nawet jeśli nie było w tym jego winy,dlatego też niewielu z nich umierało śmiercią naturalną,a co gorsza śmierć taka była czymś niemal wstydliwym. Przy narodzinach syna wypowiadano życzenie „ Oby nie umarł w swoim łóżku”.

    Autorka zwraca się do albańskiego profesora który jest jej przewodnikiem po Albanii.
    „-Dlaczego nie był pan w Atenach na kongresie poświęconym Byronowi?Brakowało mi tam pana.
    Profesor zaśmiał się krótko.
    - Ponieważ nie zostałem zaproszony. Bez oficjalnego zaproszenia,wystosowanego przez Greckie Towarzystwo Byronowskie,nie mogłem dostac wizy.
    O kazało się,że w tej sprawie doszło do wymiany listów między nim a profesorem Raizisem,który argumentował,że niemożliwe jest zaproszenie Albańczyka ze względu na napiętą sytuację polityczna miedzy Grecją a Albanią. Zarzucał Albańczykom nie tylko to ,że ostatnio szukali oparcia u Turków.lecz również to, iż w 1821roku,w czasie walki o niepodległość Grecji,wielką część armii tureckiej stanowili Albańczycy.
    -Przecież to absurd powoływać się w tym przypadku na tak odległą przeszłość! – stwierdziłam.
    Daniel uśmiechnął się,znał swoich rodaków,a profesor westchnął:
    -Próbowałem wszelkich sposobów,ale nie udało mi się go przekonać.
    -Typowe dla Bałkanów- podsumował Daniel.- Obowiązuje tu zasada „wróg mojego wroga jest moim przyjacielem”. Ze względu na Kosowo Albańczycy uważani są przez Greków za wrogów Serbów,dlatego też Grecy opowiadają się po ich stronie.
    -Cóż za skomplikowana sytuacja!- wykrzyknęłam.
    -Na tych terenach proste rozwiązania nie istnieją-odpowiedził Daniel lakonicznie.”


    „Zostaliśmy przedstawieni rodzinie: żonie,czworgu dzieciom,wnuczkowi oraz 85letniej babci. Kobiety natychmiast wróciły do kuchni ,z wyjątkiem babci, która już dawno przekroczyla granicę między płciami. (...)
    Podczas jedzenia zastanawiałam się jak nawiązać kontakt z babcią. Urodzona trzy lata przed końcem panowania tureckiego, była świadkiem całej dwudziestowiecznej historii Albanii. Poczyliłam się w stronę Afrima Karagjoziego:
    -Czy mogę o coś zapytać starszą panią?
    Rzucił w jej kierunku roztargnione spojrzenie, jakby dopiero teraz zdał sobie sprawę z jej obecności:
    -Ależ oczywiście.
    -Jak się pani mieszka w domu swojego syna?
    Karagjozi przetłumaczył.Babcia poruszyła się:
    -Dopiero w ciągu ostatnich 5lat od kiedy stoi ten dom,zaczęłam żyć. Przedtem nie doświadczyłam niczego poza nieszczęściami.
    Jej syn podchwycił wątek i zaczął opowiadać historię jej życia. Najpierw , w czsie wojny, wymordowano połowę jej rodziny. Później gdy Enver Hodża doszedł do władzy,jej mąż i brat, ponieważ byli patriotami, uznani zostali za „wrogie elementy”. Ich dom został zniszczony, jako zbyt burżuazyjny, po czym cała rodzina została internowana w prymitywnym obozie niedaleko Tepeleny. W 1955 roku jej mężowi udało się uciec do Ameryki z najstarszym synem- ona została z 4 córkami i najmłodszym synem. Obiecali sobie ,że kiedyś, gdy okoliczności na to pozwolą, podążą śladami męża za ocean. Niestety, jej mąż zmarł znaim nadarzyła się ku temu okazja. Jedynie syna dał sobie radę w Nowym Świecie. Niedawno zobaczyła go po raz pierwszy po 40 latach. Rodzina otrzymała pozwolenie na powrót do Libohvy. Początkowo wszyscy mieszkali u wuja komunisty i byli zmuszani do wykonywania różnych prac fizycznych przy jeziorze. Była to kara za to,że należeli niegdyś do określonego środowiska. Oznaczało to ,że każdego dnia musieli schodzić z góry,a pod koniec dnia znów się wspinać-wędrówka trwała 2 godziny w jedną stronę. Dopiero gdy Albania stała się państwem demokratycznym i syn mógł wybudować własny dom, jej życie stało się znośne.”
  • 04.02.10, 17:49
    W końcu!
    Wrocławskie wydawnictwo Ossolineum wydało pod koniec 2009r. "Historię Albanii".Jest to wydanie drugie zmienione,bo pierwsze ukazało się w 1992r.
    Autorami obecnego wydania są:
    Tadeusz Czekalski - nasz polski wybitny historyk młodego pokolenia,którego konikiem jest właśnie Albania,który wydał już wcześniej w 2003r. "Albanię" (z serii historia państw świata w XX wieku),który interesuje się także historią społeczną i religijną krajów Półwyspu Bałkańskiego w XIX-XX w., historią polityczną Albanii i Kosowa, który jest doktorem habilitowanym Uniwersytetu Jagielońskiego,na którym jest obecnie wykładowcą i który jest autorem drugiej części obecnie wydanej książki: czyli historii Albanii od 1839r. do wydarzeń z 2005r włącznie.


    Jerzy Hauziński - kolejny polski znakomity historyk, mediewista i orientalista.
    Absolwent historii na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu, profesor doktor habilitowany, wykładał na Uniwersytecie Wrocławskim,Uniwersytecie Jagielońskim, obecnie jest profesorem w Instytucie Historii Akademii Pomorskiej w Słupsku,której był także rektorem w latach 1997-2002. Od blisko 20lat jest również członkiem Komitetu Nauk Orientalistycznych Polskiej Akademii Nauk.
    A w 2002 został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.
    Wraz z Janem Leśnym są autorami pierwszego wydania z 92' oraz części pierwszej tego wydania książki: historii Albanii gdzieś tak począwszy od... 30.000 lat przed naszą erą do 1839r.


    Jan Leśny - również polski historyk,także mediewista.
    Studiował historię i archeologię na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu,gdzie Rada Naukowa Instytutu Historii tegoż uniwersytetu nadała mu tytuł doktora habilitowanego .
    Pracował w Muzeum Początków Państwa Polskiego na Lednicy, a w następnym roku rozpoczął współpracę z Pracownią Słownika Starożytności Słowiańskich w Poznaniu, od 1978 na stanowisku adiunkta,a od 1989 na stanowisku docenta. W latach 1991-1994 pracował na stanowisku profesora kontraktowego w Katedrze Filologii Słowiańskiej na Wydziale Filologii Polskiej i Klasycznej UAM.
    W latach 1987-1989 i 1993-1994 pełnił funkcję wiceprzewodniczącego Komisji Bałkanistycznej przy Oddziale Państwowej Akademii Nauk w Poznaniu.
    Zainteresowania badawcze J.Leśnego obejmowały problematykę religijną wczesnośredniowiecznej Słowiańszczyzny i krajów bałkańskich, a także związkami między Bałkanami, a Polską. Był autorem ok. 180 haseł do Słownika Starożytności Słowiańskich (w większości odnoszących się do regionu bałkańskiego). Był twórcą pierwszego wydania tej książki z 92', zmarł w 94', jego teksty są w obecnym wydaniu.

    Jak więc widać "Historię Albanii" stworzyli razem wybitni autorzy i prawdziwe autorytety w tej dziedzinie.
    A ja maluczka po prostu nie mam słów by Wam przedstawić potęgę wiedzy jaką zawiera to dzieło. Jestem pod olbrzymim wrażeniem. To istna encyklopedia Albanii. Jest w niej po prostu wszystko! 364 strony formatu,który nie mieści mi się na półce koło "Albanistyki Polskiej" Ireny Sawickiej,bo jest wyższy o jakiś centymetr.
    Że jest o historii Albanii - to wynika z tytułu, ale są do tego pasjonujące dodatki: mapy,tabele,ilustracje,wskazówki bibliograficzne, przebogate indeksy nazwisk i miejsc geograficznych,ba! są nawet tablice genealogiczne rodów począwszy od IV wieku przed naszą erą!
    To wielkie wydarzenie wydawnicze przybliżające Albanię Polakom.
    Albanię o której tak niewiele wiemy,a która ostatnio zaczyna zdobywać liczną rzeszę fanów w postaci coraz większej liczby odwiedzających ją polskich turystów.
    Warto tu napisać,że jest to Podręcznik Akademicki dotowany przez Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego.
    Nakład 2000egzemplarzy ( minus 1 który jest już mój big_grin )

    Gorąco zachęcam do zapoznania się z tym wydaniem.
    Pozdrawiam serdecznie i lecę czytać dalej.

    nertila
  • 24.06.10, 18:50
    Chcę dodać książkę R. Kaplana "Bałkańskie upiory. Podróż przez historię".
    Przyznam, że Albania jak i inne kraje bałkańskie jawiły mi się jako kraje
    bardziej odległe, niż choćby USA, czy Japonia. Tak mało o nich w mediach, tak
    mgliście mówi się o historii konfliktu na Bałkanach, jeśli ktoś się tym sam nie
    zainteresuje nie zwróci uwagi na te rejony.
    Jestem w trakcie lektury książki o Bałkanach. Książka przeraża, szokuje,
    zaciekawia. W sposób przewrotny uspokaja, bo okazuje się, Polacy mieli szczęście
    pożegnać komunizm bez takich ofiar, jak to było w Rumunii, Albanii, Bułgarii. Że
    nie tylko u nas były obozy śmierci dla Żydów. Że nie tylko nasi piją na umór.
    Bałkany to inny świat, choć są na wyciągnięcie ręki. Geneza konfliktu
    skomplikowana, kraje powstałe po rozpadzie Jugosłwii tak odmienne - czy to tylko
    moje wrazenie?
    Cieszę się , ze trafiłam na to forum. Polecam ww ksiazke. Jestem ciekawa, co
    sądzicie na jej temat?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Booking.com
Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.