Dodaj do ulubionych

Polskie dziwactwa

18.06.05, 17:24
Popytajcie swoich angielskich mężów/partnerów/żony/przyjaciółki/znajomych co
dziwi ich w nas, w Polsce, naszym jedzeniu, itp...

--
***POLKI W ANGLII***
Edytor zaawansowany
  • kasia799 18.06.05, 17:32
    malo sie usmiechamy a przeciez to nic nie kosztuje :)
    --
    Kasia i Ryan (08.09.2004)
  • edavenpo 18.06.05, 19:49

    1. Tatar, moj maz zjadl ale jak mu powiedzialam co to jest to sie troche skrzywil

    2. Czernina (dla niewtajemniczonych - zupa z kaczej krwi)

    3. Flaki

    4. Narodowa polska cecha - podejrzliwosc



  • kati_p 18.06.05, 20:13
    a ja myślałam, że narodowa polska cecha to narzekanie :)
    --
    www.kati.boo.pl/ <- Ręcznie robiona Biżuteria :)
  • izabelski 19.06.05, 00:50
    mojemu mezowi na poczatku kazda (no prawie kazda) polska potrawa smakowala na
    kwasno
    :-)
  • agazat 19.06.05, 10:27
    Herbata z cytryna.
    Brak czujnikow przeciwpozarowych w mieszkaniach.
    Gniazdka w lazience.
    Fakt, ze w niewielkim mieszkaniu moze mieszkac rodzina z trojka dzieci.

    Oj, i wlasnie mi sie przypomnialo ... Polski chleb. Kupowalam takie male
    podluzne bochenki zytniego chleba pod nazwa "Firmowy". Kiedys Andrew sam sobie
    robil sniadanie, ja bylam w pracy i pech sprawil, ze akurat w chlebie byl
    zakalec, mokry i wstretny. Biedak go zjadl, bo myslal, ze to juz taka natura
    polskiego chleba i do tej pory ma uraz.

    I jeszcze jedno, jak kupil najdrozsze piwo w Lublinie. Czy zauwazylyscie, ze tu
    w UK jak sie wrecza pieniadze do placenia to sie mowi "thank you"?? No wiec w
    Polsce Andy placil za piwo, dal kelnerce banknot 20 zl i powiedzial "dziekuje"
    (to z jego niezbyt bogatego polskiego slownika). Kelnerka radosnie sie
    usmiechnela, odpowiedziala "o, dziekuje bardzo" i Andrew reszty nie zobaczyl. A
    piwko kosztowalo tylko 6zl.
  • lol21ndm 19.06.05, 13:28
    Pociesz Andrew - nie On jeden. Juz kiedys o tym pisalam na innym forum, wiec
    nie bede sie powtarzac, ale i mi sie przydarzylo w ten sam sposob dac
    nieswiadomy napiwek w restauracji. Placilam za dwudaniowy obiad + picie, za
    trzy osoby, a napiwek wyszedl poltora raza wiekszy niz rachunek... Grr...

    --
    Pojawiam sie i znikam...
  • deadeasy 19.06.05, 10:55
    1. Rozmowy Polakow brzmia dla niego jakby za chwile rozmawiajacy mieli rzucic
    sie sobie do gardel - a oni tylko o pogodzie rozmawiaja.

    2. "Salatka" serwowana do wszystkiego nawet do "chinszczyzny".

    3. Zalewanie pizzy galonami ketchupu.

    4. Ludzie wydaja sie zbyt zabsorbowani tym co robia i nie maja czasu na
    przystaniecie i zagadanie (sprzedawcy do klientow i nawzajem). Nie maja czasu
    na drobne uprzejmosci i usmiech.

    5. Grupy mezczyzn w srednim wieku gromadzacych sie w waskich uliczkach albo na
    tylach domow pijacych piwo, wino.

    6. Mezczyzni siedzacy razem w kawiarence pijacych kawe i jedzacy paczki albo
    inne W-Z'ki.

  • jagienkaa 19.06.05, 14:22
    deadeasy - mój mąż ma prawie identyczne spostrzeżenia, zwłaszcza z tą surówką -
    do teraz ma jakiś uraz:)
    zaraz męża popytam co jeszcze mu przeszkadza - mieszkał w Polsce kilka lat, to
    na pewno ma kilka ciekawych komentarzy.
    --
    Jagienka i Dominik czyli przyszła gwiazda futbolu - kilka nowych zdjęć.
  • jagienkaa 20.06.05, 22:40
    oprócz tych, co wy wymieniałyscie, mój mąz dodał że wszystkie kolejki w Polsce
    są w kształcie banana - że się najpierw stoi zaraz za kimś (najlepiej
    podsłuchując) w linii prostej a potem kolejka zakręca.
    I dlaczego jest mleko w woreczkach?
    zdenerwował mnie, wygoniłam go;)
    --
    Jagienka i Dominik czyli przyszła gwiazda futbolu - kilka nowych zdjęć.
  • neeki 21.12.05, 19:39
    to mleko w workach to dla mnie takze jakis nieodgadniony fenomen. ani to wygodne
    ... pamietam jak moja mama sie przy nim upierala dlugo jeszcze po tym jak
    pojawily sie mleka w kartoniku. ze niby zdrowsze. ale jak moja mama sobie cos do
    glowy wbije ;)
    --
    jak Cie nie chca wpuscic drzwiami to wejdz oknem
  • derka1 19.06.05, 16:56
    Czasami sobie mysle, ze moj maz, absolutnie rasowy Anglik, w poprzednim
    wcieleniu byl Polakiem, bo wszystko co polskie mu odpowiada i nic nie dziwi,
    wszystko oprocz jednego; pojac nie moze dlaczego mezczyzni z tej samej rodziny
    (ojciec, dziadek, bracia, wujowie itd) czasami caluja sie na powitanie i
    pozegnanie.
    Jest absolutnie przerazony gdy po przyjezdzie do Polski, tato moj, czy dziadek,
    rzucaja sie na niego z nieukrywana radoscia :-))
  • agazat 19.06.05, 18:10
    Jagienka napisala w innym linku, ze nie ma gdzie isc na lody. Bo w Polsce pelno
    jest takich miejsc, gdzie mozna po prostu wypic kawe i zjesc ciacho, o roznych
    porach dnia. Mojego meza zawsze dziwilo, ze ja z kolezankami szlam na kawe (i
    ciacho obowiazkowo)nawet poznym popoludniem, kiedy dla niego to beer o'clock. I
    nie rozumie, ze na kawe i ciacho z psiapsiolkami kazda pora jest dobra. Jak ja
    za tym tesknie!!!!!!
  • jagienkaa 19.06.05, 18:14
    amen:) z tym że przyznaję że przepadam za latte, której w Polsce jeszcze nie
    można wypić tak często...
    --
    Jagienka i Dominik czyli przyszła gwiazda futbolu - kilka nowych zdjęć.
  • agazat 19.06.05, 18:19
    No to jeszcze w temacie jedzenia. Moj maz jest zachwycony tym, ze mozna znalezc
    wiele miejsc w miescie, gdzie mozna cos zjesc przez caly dzien, a nie jak tu w
    pubach czasami, od 12 do 14 i potem od 18.30 dajmy na to.
  • effata 20.06.05, 09:24
    Oto co dziwilo moich angielskich znajomych:

    1. maly fiat 126 (ale to chyba ewenement nie tylko dla Anglikow)

    2. "kiosk" - taka mala budka, cala okratowana, w ktore siedzi pani i sprzedaje
    wszyskto od gazety po szampon pokrzywowy

    3. fakt, ze malo kto uzywa rodzajnikow i ze dla Polakow 'book', 'a book' i 'the
    book' to jedno i to samo (uwazali, to za jedno z najwiekszych 'zaburzaczy'
    komunikacji)

    4. to, ze mimo iz jestesmy biednym krajem nikt nie oszczedza ani wody, ani
    pradu i ze nikt nie segreguje smieci (generalnie rzecz biorac)

    5. bazar w samym centrum stolicy

    6. to, ze Polki zawsze sa 'odstawione' na tip-top, jakby szly na nie wiadomo
    jaka impreze, a to tylko 'wyprawa' do pobliskiego warzywniaka (przesadzali,
    moim zdaniem)

    7. calowanie kobiet w reke

    8. ze jemy cos takiego jak kasza gryczana (kojarzylo sie im to z pasza dla
    swin :)))
    --

    Always look on the bright side of life
  • deadeasy 20.06.05, 09:40
    > 6. to, ze Polki zawsze sa 'odstawione' na tip-top, jakby szly na nie wiadomo
    > jaka impreze, a to tylko 'wyprawa' do pobliskiego warzywniaka (przesadzali,
    > moim zdaniem)


    ha-ha

    Moj maz zauwazyl to samo. Szosta rano a Polskie kobiety "odwalone", fryz
    zrobiony, makijaz (ehem!) "widac" ;) - stoja w kolejce w spozywczym.
  • natalia.brzeska 20.06.05, 09:42
    Mały fiat - no tak, jak mogłam zapomnieć. Ukochany biegał po całym mieście,
    żeby sobie zdjęcie z takim zrobić :-)))

    --
    ***POLKI W ANGLII***
  • monia72 20.06.05, 09:58
    Moze to polskie dziwactwo ale niedaleko ode mnie widzielismy z mezem malego
    Fiata w wersji UK czyli kierownica po tej drugiej stronie. Dwa razy
    przejechalismy, zeby go dobrze obejrzec!
  • jofin 20.06.05, 14:04
    My tez raz taki z mezem widzielismy, ale niestety nam uciekl. Moze to byl ten
    sam? Bo kierowniece mial z pewnoscia po prawej stronie
  • monia72 20.06.05, 15:04
    Okolice Bromley w strone wyjazdu na autostrade na pewno za szpitalem w
    Locksbottom (stoi przy warsztacie samochodowym), chyba sprawny bo wieczorami go
    nie ma :)
  • jagienkaa 20.06.05, 15:17
    ja też kilka razy takie widziałam, w moim mieścince gdzie mieszkam jeździ taki
    fiacik ale 'BIS"
    --
    Jagienka i Dominik czyli przyszła gwiazda futbolu - kilka nowych zdjęć.
  • kasia799 20.06.05, 15:48
    tez widzialam, kilkakrotnie!!!
    I to zaraz po przyjezdzie tutaj
    Na Balham i w centrum Londynu kilkakrotnie
    wersja Bis, z kierownica po prawej stronie oczywiscie :)
    --
    Kasia i Ryan (08.09.2004)
  • evian5 20.12.05, 20:10

    tez widzialam kiedys w oxfordzie i strasznie sie zdziwilam, byl wypchany po
    brzegi pasazerami :-)) ale nie pamietam z ktorej strony mial kierownice
  • mama5plus 20.06.05, 15:54
    Moj w zasadzie jest caly zachwycony Polska
    ale wiem, ze w czasie pobytu gdy odwiedzalismy
    licznych krewnych i znajomych zalazlo mu powaznie za skore
    ostre namawianie do jedzenia.

    Szczegolnie nabral awersji
    do `polskiego dania narodowego`;): chleb, wedlina i pomidor z cebulka ;)
    I nakladanie na talerzyk przez gospodarza i gospodynie na zmiane ;)
    A ze mama (jego wlasna) go uczyla, ze jedzenia sie nie zostawia to jadl
    wszystko co mu nalozyli. Az sie biedny zle poczul :/ ;)
    Poza tym chmary komarow i much, ktore gonil wieczorami,
    nie wyobrazajac sobie spania w pokoju, w ktorym takie cudo latalo .
    Mucha i sio to slowa ktore do dzis swietnie pamieta - wlacznie z odpowiednia
    gestykulacja i akcentem ;)
    Z innych jeszcze: sliczne, spi, nie spi, je nie je, jedz, jedz jedz!!!! ;)

    A w najwieksze oslupienie wprawila go promocja przed jednym z lodzkich sklepow.
    Zostal zaczepiony przez dziewczyne zachecajaca do zakupu wody kolonskiej.
    Dziewcze produkuje sie po polsku bez przystanku.
    Ja sie nie wtracam ;)
    Wreszcie udalo mu sie wtracic slowko a raczej zapytac mnie o co chodzi.
    Tu dziewcze zawiedzionym glosikiem cos w stylu (dalej po polsku oczywiscie):
    ooo pan z Anglii!!! To tam ma lepsze kosmetyki a nie takie g**** jak nasze :/

    :DDD Swietna reklama ;)

  • edavenpo 20.06.05, 20:34
    Moj Liam ogladal z zainteresowaniem polska telewizje mimo ze po angielsku ni w zab.

    Po paru dniach zapytal dlaczego w polskiej telewizji jest tylu ksiezy i facetow w trzyczesciowych
    garniturach...?

    Okazalo sie ze chlopak jak sam wlaczal telewizor to TV Maryja wskakiwala na jedynke bo moja mama
    zle zaprogramowala telewizor ;-))))))))

  • aliciap 20.06.05, 20:50
    moj zauwazyl na okeciu jak przylecielismy do Polski ze wszycy sa tak elegancko
    ubrani....panowie wn kapeluszach itd
  • evian5 20.12.05, 20:13
    moj maz choc tez nic nie rozumial ogladal z wielkim zainteresowaniem 'Swiat
    wedlug Kiepskich' i 'Miodowe lata'. Nie rozumiem tego ale coz.. :))
  • akamas 21.12.05, 00:12

    Lektor czytajacy (od lat) dialogi w filmach. Czyta tym samym monotonem role
    kobiece, measkie i malolatow. Zawsze jest wielka uciecha z tego powodu :)

    Herbata w szklankach.

    Ilosc pochlanianego chleba. Namawianie do jedzenia i ze 'nie' znaczy 'tak' przy
    stole.

    Picie niepasteryzowanego mleka (na wakacjach).

    Zjezdzanie na pobocze jezdni (poza pas) zeby inni mogli wyprzedzic.

    Dawno temu horror i ilosc komentarzy od obcych osob a ulicy na widok
    naszych 'nie ubranych' dzieci jesienia tzn bez czapek i cieplych kurtek :)


  • deadeasy 29.06.05, 23:12
    Przypomnialo mi sie a propos reklam. Tesciowej (zagorzalej palaczce) oczy o
    malo na szypulach nie wyszly kiedy bawiac w Polsce, siedzac w pewnej klubio-
    kawiarni zagadala nas jedna dziewczyna promujaca papierosy. Dala Annie cala
    paczke na sprobowanie. Rzecz nie do pomyslenia w Anglii bo tu sie nie rekamuje
    papierosow nawet na "bilbordach" - nie mowiac o wciskaniu paczek papierosow
    wszystkim napotkanym osobom.
    :)
  • aliciap 20.06.05, 21:04
    aha i uwielbia polskie jedzenie , robie mu salatke warzywna ,
    a boczek Polski najlepszy na swiecie.
    Tylko moj to nie anglik a australijczyk.
  • agazat 20.06.05, 23:01
    Moj za to pol na pol Anglik i tasmanski Australijczyk, ale dusza w nim czysto
    angielska ... Polski boczek to nie to samo ....
    Kiedy przyjechal do Polski moze 3 raz, pojechalismy na Wielkanoc do moich
    rodzicow. I co?? I on myslal, ze cale to nasze biesiadowanie bylo na jego
    czesc!!!! Zaliczyl z moja rodzina 3 Wielkanoce i 2x1 listopada (tak sie sklada,
    ze zwyczaj rodzinny kaze spotkac sie przy stole wieczorem), ale nie wiem, w
    ktorym dokladnie momencie dotarlo do niego, ze te cale imprezy/wyzerki to nie z
    powodu jego przyjazdu.
  • deadeasy 29.06.05, 23:02
    i o!

    :o)
  • gosiash 29.06.05, 23:44
    1. Mój mąż zwrócił mi na to uwagę i teraz też mnie to do szału doprowadza, że w
    sklepach często (zbyt często) nie mają wydać reszty. I to bez względu czy się
    podaje 100, 50, 20, czy 10 złotych. Nie mówiąc już, że jak jest końcówka 99
    groszy to najczęściej pytają o te 99 groszy zamiast wydać 1 grosz! Tu może
    przesadziłam, ale chodzi mi o zasadę, że łatwiej byłoby wydać resztę, niż tą
    końcówkę w portfelu znaleźć. No i pomimo, że się intensywnie odzwyczajam, to
    jeszcze zdarza mi się, że chcę tu w Anglii tych końcówek szukać, zamiast
    spokojnie czekać na wydanie reszty.
    2. Może nie do końca dziwactwo, a raczej udogodnienie - ilość taksówek w Polsce
    (przynajmniej w Warszawie). Rzadko kiedy trzeba czekać dłużej niż 10 min, lub
    wystarczy machnąć ręką.
  • deadeasy 29.06.05, 23:51
    To rzeczywiscie, tu w Liverpool dzwonie do firmy, slysze bedzie "as soon as" i
    czekam 20 minut i mnie szlag trafia; raz "zapomnieli" na lotnikso w
    Manchesterze przyjechac (musielismy czekac, oprocz tego co juz wystalismy,
    dodatkowa godzine). W Polsce jak powiedza "5 minut" to jest 5 minut i biora
    tego pasazera, ktory zamowil taryfe a nie piwrszwgo lepszego podchmielonego.
    :)
  • deadeasy 30.06.05, 00:18
    O linoleum juz marudzilam w Angielskich dziwactwach.

    Czas przyszedl na boazerie. U mamy do tej pory przedpokoj jest "w drewnie" -
    nosze sie z zamiarem pomalowania wszystkiego na bialo z dodatkiem zotlych
    elementow albo blekitnych. Na razie przedpokoj wyglada jak ciemna nora.

    Kula u nogi w supersamie w postaci obowiazkowego koszyka (zluzowalo sie juz na
    szczescie).

    Regaly z "barkiem". Do dzis mam awersje do tego typu umeblowania. :o)

    Brak zaslonki w lazience przy wannie, biorac prysznic zalewalo sie cale
    pomieszczenie.

    Puszczenie psow samopas na masowa skale (sama nie jestem bez grzechu).
    :o)
  • eballieu 30.06.05, 12:28
    1. calowanie sie mezczyzn przy roznych okazjach, a ze w Wigiliach pracowniczych
    uczestniczyl kilka razy to sie scalowal na cale zycie:) (Wlosi tez tacy
    wylewni, Francuzi)
    2. ze na weselach tradycyjnych wszystko stoi na stole. Ze od razu jest wedlina,
    ryba w galarecie, ciasto i owoce, a pozniej nikt tego nie je, bo juz zakurzone
    od tanca i nieswieze. Pochodzi z dosc tradycyjnej rodziny Flamandzkiej i
    jedzenie jest ich perelka, ale nie ma marnotrastwa.
    3. Picie wodki do posilkow. Dobrze, ze zawsze dodaje, no u zony w domu tak nie
    robia, ufffffff. U nich ichniejsza wodke podaje sie na koniec, do kawy, na
    trawienie:)
    4. rozmowy przy jedzeniu - najczesciej o dietach, a nie o tajnikach kulinarnych
    i tym co zostalo przygotowane
    5. ze reklamuja Tyskie jako popularne w Gent (nikt nie slyszal o Tyskim w
    Belgii:))
    6. Ze sie idzie do kogos na obiad i sie nic nie przynosi dla gospodarzy, ciocie
    zawsze byly w szoku, ze niby po co te kwiaty, co to za okazja???
    7. staly zestwa obiadowy" kotlet, surowka(!!!) zmieniaki, ze nawet w zime kiedy
    zimno to surowka musi byc!
    8. Masowe posiadanie psow, ze jak to z psem w mieszkaniu......
    9. Dziwilo go ze zawsze plucze mieso i jego rowniez gonilam zeby plukal zanim
    zacznie przygotowywac. Przestal sie dziwic gdy zaczal odwiedzac sklepy miesne.
    I mial okres kiedy koledzy zwozili mu mieso z Belgii bo nie mogl zrozumiec
    czemu mieso plywa w krwi. I czemu boczek wyglada jak slonina, ze czemu taki
    tlusty
    10. Dzwilo go zawsze, ze takie piekne ogrodki - tarasy, ze wszystkie sa
    drewniane i bardzo zadbane. Chwalil za brak plastikowych krzesel! Koledzy z
    pracy na pamietke pobytu w Polsce kupili stoliki Zywca i krzesla, bo dobrze
    wykonane i ten sentyment
    11. Nade wszystko uwielbia pstragi w Polsce i wegorze! I golonke, i zurek i
    bigos!
    12. Ze jak pyta sie kogos kto przyszedl do nas na obiad czy jeszcze sobie zyczy
    i slyszy sie nie dziekuje - to nie jest czas na zabranie talerzy ze stolu. Dzis
    mowi: trzeba spytac trzy razy!!! Nie zapomne pierwszego grila jakiego
    zrobilismy w naszym mieszkaniu i po pierwszych szaszlykach (kazdy zjadl po
    jednym) maz sie spytal: czy jeszcze ktos cos sobie zyczy? Szwagier i tato
    moj: "nieeeeeeee, dziekujemy". I maz zaczal sprzatac talerze i myslec o
    deserze..... A oni oczy wielkie postawili, ja wyszlam z toalety i widze jak moj
    sprzata talerze, a tamci cicho siedza. Oj bylo smiechu! A rzeczy na grlia
    przygotowanych bylo duzo, tylko u niego sie nikogo nie namawia do jedzenia -
    jak sie slyszy, ze ktos mowi "nie dziekuje" to wiadomo ze NIE.


  • effata 26.08.05, 23:17
    Jak bylam teraz w Polsce, to uswiadomilam sobie, ze rozsmieszaja mnie glebokie
    wozki. W Polsce to norma, a tu chyba tylko raz widzialam (to pewnie byla Polka).
    Generalnie to bylam przerazona, jak te biedne angielskie maluchy sa wozone w
    jakiejs takiej pokreconej pozycji w spacerowkach albo ciagle w tym foteliku
    samochodowym z travel system. Uwazam, ze taki gleboki wozek jest wygodniejszy
    dla dziecka, ale jak w Polsce zobaczylam te tlumy wozkow (jakos tak mi sie
    rzucaly w oczy) i te mamy sunace majestatycznie, z piersia wypieta, powoli
    popychajac przed soba te landary to mi sie smiac chcialo.
    --

    Always look on the bright side of life
  • violus22 26.08.05, 23:36
    tez to zauwazylam jak bylam w polsce:) i jeszcze wiekszosc tych wozkow jest tak
    dziwnie sprezysta, ze wystarczy dotknac i juz caly wozek sie trzesie. rodzice
    pozyczyli od kogos taki wozek na czas naczego pobytu. maly w nim spal i jak
    tylko sie poruszyl to caly wozek sie bujal.
    --
    Mój urwis
  • edavenpo 27.08.05, 01:44

    Nie wiem czy sie z tym spotkalyscie ale do niektorych sklepach w Polsce (supermarket Piotr&Pawel w
    moim rodzinnym miescie) nie mozna wchodzic z zakupami zrobionymi gdzies indziej. Ochroniarz
    zawrocil mnie i meza i wskazal jakas szafke gdzie moglam wlozyc moje zakupy i zakluczyc za kaucje 2
    zlote. To oczywiscie zeby zapobiegac zlodziejstwu. Dla mnie byl to nowy obyczaj ale nie przejelam sie
    tym. Mojemu mezowi oczy wyszly i prawde mowiac sie zdenerwowal.. "To oni mysla ze ja bede kradl,
    co za chamstwo itd" bo z jego z typowo angielska uczciwoscia i poczuciem prywatnosci nie moglo mu
    sie to w glowie zmiescic, ze jakikolwiek sklep mialby czelnosc sugerowac swoim klientom ze sa
    potencjalnymi zlodziejami. "It's like they are questioning my integrity itd.." I ja go w sumie rozumiem
    bo jak sie na to spojrzy z tej strony to niech po prostu maja wiecej ochroniarzy i niech zainwstuja w
    CCTV a nie stwarzac udogodnienia dla 99.9% klientow ktorzy sa uczciwi...


  • kasia799 27.08.05, 12:03
    Ten zwyczaj to juz od dosyc dawna jest
    U mnie w Szczecinie szafki sa w kilku supermarketach
    W Gean dodatkowo jak nie chcesz korzystac z szafki, przy wejsciu ochroniarze
    moga twoje zakupy zafoliowac.
    Choc ostatnio jak bylam to juz im sie nie chce i pytaja tylko, czy sa paragony
    na zakupione towary (to w razie watpliwosci).

    --
    Kasia i Ryan (08.09.2004)
  • annamaria0 27.08.05, 12:31
    Meza zdziwilo:
    puszczanie psow samopas
    pociag do natychmiastowego przetwarzania swiezych owocow i warzyw na przetwory -
    czyzby zapobiegliwosc zwiazana z surowszym klimatem i przymus przygotowania sie
    do zimy?
    milosc do ziemniakow a jednoczesnie brak wiedzy na temat roznych gatunkow i brak
    odpowiedniego oznaczenia w sklepach
    pozytywnych wrazen tez mial oczywiscie wiele, ale skoro mowa o rzeczach nieco
    dziwnych czy niecodziennych - smakowal mu sok z brzozy
  • kasia799 27.08.05, 11:57
    Wozek Ryana w porownaniu do innych wozkow tutaj, jest raczej duzy ale jak
    pojechalam do Polski to tam byl jednym z mniejszych ;-)

    W ogole to troche mnie smiesza te watpliwosci niektorych polskich mam, czy
    spacerowka dla rocznego dziecka bedzie odpowiednia?
    bo dziecku pewnie tam strasznie niewygodnie bedzie??? ;-)

    --
    Kasia i Ryan (08.09.2004)
  • monia72 27.08.05, 13:15
    My w Polsce (wiedzac, ze wyjedziemy) nie mielismy glebokiego wozka tylko
    nosidlo, zreszta mieszkajac na 4 pietrze w bloku uwazalismy za glupote
    posiadanie ciezkiego wozka.
  • annamaria0 27.08.05, 15:14
    A czy Waszych partnerow/znajomych nie dziwi to, ze w Pl je sie karpia? Moj
    szwagier czesto z tego zartuje, bo w Anglii karpie, np. koi carp, to ryby
    ozdobne i uwazane za nie nadajace sie do jedzenia. Zgadzam sie z nimi, bo nie
    lubie karpia.
  • jagienkaa 21.12.05, 10:42
    tak:) w końcu karp pływa bodajże w mule...
    --
    Jagienka i Dominik zdjęcia (przed)
    świąteczne
  • pyza_uk 20.12.05, 17:48
    Znalazlam! Szukalam tego watku od jakiegos czasu i nareszcie sie udalo, i
    usmialam sie po pachy, bo to prawie w 100% spostrzezenia mojego meza i
    znajomych. Jeszcze moze dodam od siebie:
    - nie mozna sie rozlozyc na trawce w Lazienkach i polezakowac (a moze juz
    mozna???)
    - cctv w sklepach roznych, w postaci naburmuszonej pani po 50 lub wasatego
    mlodzienca, drepczacych po pietach klientow.

    Jest troche swiezych osob na forum, moze jeszcze ktos cos dopisze?
  • evian5 20.12.05, 20:25
    moj maz jak przyjechal po raz pierwszy do polski (jeszcze nie bylismy
    malzenstwem) byl to czas wielkanocy, byl zapraszany do wszystkich moich
    znajomych i kuzynow. chodzilismy od domu do domu, wszedzie stol zastawiony,
    wszedzie musial wszystkiego sprobowac no i w dodatku wszedzie byl alkohol
    wysokoprocentowy. moj maz nie przywykl do picia wodki 'po polsku' ale musial
    niestety bo tak naciskano na niego, ze ...krzywil sie ale pil, w koncu na koniec
    dnia jak wracalismy do domu to pierwszy raz w zyciu widzialam go pijanego, tak
    ze az sie lekko zataczal. a to wszystko z grzecznosci ;-))
  • evian5 20.12.05, 21:29
    no wlasnie moj maz powiedzial 'why in polish 'no' means 'yes'' bo czesto jak
    mnie o cos pyta to ja mowie 'no,no' co ma oznaczac odpowiedz twierdzaca :)
  • deadeasy 20.12.05, 21:35
    Moj maz dokladnie to samo opowiada swoim znajomym kiedy rozmowa schodzi na
    temat jezyka polskiego. :o)
  • duende1 21.12.05, 10:24
    to, ze w pubie polacy uparcie probuja placic za kazdego swojego drinka, zamiast
    kazdy kupic kolejke raz na jakis czas.

    herbata z cytryna, albo herbata z sokiem malinowym - kev uwaza, ze pomaga na
    przeziebienia tylko polakom ;)

    gniazdka w lazience.
    kanapki na sniadanie i kolacje.

    to, ze nie mowi sie dziekuje 4 razy w jednej wymienie zdan, na przyklad przy
    zakupie piwa.


    i moi znajomi tez kupili kiedys bardzo drogie piwo - w krakowie w ratuszowej
    zaplacili 200zl banknotem za 3 piwa, 6zl kazde...i podziekowali. ja uwazam, ze
    kelner byl skur....bo chyba musial wiedziec, ze nikt nie dalby mu celowo
    napiwku, ktory dziesieciokrotnie przewyzsza wartosc rachunku...




    --
    Por las calles desiertas la unica reina es la soledad.
  • deszczowawyspa 21.12.05, 17:38
    Tak wiec od poczatku;)
    1. Golabki-kiedys tak zartowalam ze my jemy "golabki" i ze to okej, i niestety
    moj maz nie zrozumial zartu i ze zdziwieniem patrzyl na moja rodzine ktora sie
    tym daniem zajadala. Jak juz w koncu wytlumaczylismy co i jak.. i tak nam nie
    uwierzyl:) teraz wierzy ale trzyma sie od Golabkow z daleka
    2. Ze zawsze w sklepie prosza go o reszte a jak mowi ze nie mowi po Polsku to
    mowia glosniej i wolniej
    3. Ze w niedziele ludzie stoja w kosciele a jak nie ma juz miejsca to na
    zewnatrz, a jak sie msza skonczy to tyle samo ludzi wchodzi nowych co wyszlo.
    4. Ze mimo max tloku w autobusie, kierowca i tak sie zatrzymuje i czeka az sie
    wszyscy doslownie wepchna
    5. Ze w autokarach z Zakopanego do Krakowa- jak juz nie ma miesc to trzeba stac
    6. Ze znajomym w tramwaju kazali wysiasc i pojsc na inny przystanek bo sie
    trasa skonczyla(a oni sie pomylili), motorniczy zrobil kolko-nie zatrzymuujac
    sie ani na chwile, podjechal na ten przystanek i znowu ich wpuscil!
    7. Ze zwykli ludzie pija piwo w Parkach na laweczce i nie sa bezdomnymi
    8. Ze na weselach sie pije, je, pije, je.. pije.. je...
    9. Ze mamy lektora w TV
    10. Ze jak byla zima to byl zmuszony zalozyc kalesony (Zakopane -25C)a potem
    nie chcial sie z nimi rozstac
    11. Ze na slubie moja meska strona rodziny jak i Polscy koledzy obcalowali go,
    a potem nie wiedzac czy to tak wlasnie trzeba zrobic, jego meska czesc rodziny,
    jak i jego znajomi anglicy obcalowali go:))he he wszystko jest na filmie
    12. Ze w zime moze byc az tak zimno, a w lato az tak goraco
    13. Ze babcia sprzedaje pietruszke i pumex na ulicy
    14. Podroz pociagiem
    - ze nigdy do konca nie wiadomo czy konkretny pociag jezdzi czy nie jezdzi, a
    wszystkie sa na rozkladzie
    - ze kobieta w okienku nie mowi po angielsku
    - ze jak podchodzisz do okienka i kupujesz bilet stoi bezdomny i czeka na twoja
    reszte
    - ze w pociagu spotkal rezerwistow ktorzy pili i wymiotowali w wc i tak non stop
    - ze w ubikacji jest dziura przez krora mozna zobaczyc tory:)
    - ze jak (niestety) zlapalismy pociag 2 w nocy byl tlok, biedny myslal ze nikt
    o tej porze nie jezdzi, ze ludzie raczej nie spali a w jednym przedziale
    starsze malzenstwo przywiazali lancuchem drzwi do polki na walizki. Glowil sie
    dlaczego??:)
    oj.. pewnie moglabym jeszcze powymieniac
    ALe bardzo lubi Polske i zawsze chce tam pojechac zeby cos nowego zobaczyc:)

    --
    Sebastian
  • annamaria0 21.12.05, 19:03
    deszczowawyspa napisała:

    > Tak wiec od poczatku;)
    > 1. Golabki-kiedys tak zartowalam ze my jemy "golabki" i ze to okej, i niestety
    > moj maz nie zrozumial zartu i ze zdziwieniem patrzyl na moja rodzine ktora sie
    > tym daniem zajadala. Jak juz w koncu wytlumaczylismy co i jak.. i tak nam nie
    > uwierzyl:) teraz wierzy ale trzyma sie od Golabkow z daleka

    Moj M nauczyl sie przygotowywac "little pigeons" i wychodza mu lepsze niz mojej
    mamie:-)
  • neeki 21.12.05, 20:02
    14. Podroz pociagiem
    - ze kobieta w okienku nie mowi po angielsku
    a czemu tu sie dziwic ? czy w anglii baba w okienku na stacji mowi jakims innym
    jezykiem niz angielski ?
    to mnie akurat dziwi i wkurza u anglikow ze oczekuja iz kazdy wszedzie bedzie
    mowil po angielsku. kiedys w pubie goscie narzekali ze pojechali do
    hiszpanskiego miasteczka i nikt nie mowil po angielsku. zapytalam sie czy na
    wiosce w anglii mowia po hiszpansku i czy sami znaja jakies jezyki to byli
    wielce zdziwieni. zreszta co tu o wsiach gadac przewazajaca wiekszosc anglikow
    nie zna zadnego jezyka obcego a sie madrza
    --
    jak Cie nie chca wpuscic drzwiami to wejdz oknem
  • jagienkaa 21.12.05, 20:45
    co do pociągów, to jak mieszkaliśmy jeszcze w Warszawie to mąż jeździł 2-3 w
    tyg do Krakowa i uwielbiał to, że można zegarek nastawić z czasem odjazdu a
    pociągi się rzadko spóźniały. Poza tym zaprzyjaźnił się z jakimś pucybutem i
    specjalnie nie czyścił butów żeby tamten mu je wyszorował:) podobało mu się też
    że raz jechał w przedziale z Andrzejem Wajdą i go poznał:)
    --
    Jagienka i Dominik zdjęcia (przed)
    świąteczne
  • ralphos 22.12.05, 00:10
    neeki napisała:
    > to mnie akurat dziwi i wkurza u anglikow ze oczekuja iz kazdy wszedzie bedzie
    > mowil po angielsku.

    Neeki, ja Anglikiem nie jestem, ale mnie też wkurza jak jadę na południe Belgii
    albo do Francji i z nikim nie mogę się dogadać po angielsku - najczęściej nie
    znają, a ci nieliczni co znają złośliwie udają że nie znają. Dlaczego wszystkie
    francuskojęzyczne narody są tak negatywnie nastawione do ludzi którzy nie znają
    ich języka? We Flandrii czy Holandii mogę po angielsku porozmawiać naprawdę z
    każdym - motorniczym w tramwaju, sprzątaczką w szkole, starą babcią na ulicy itd.
    Czy komuś to się podoba czy nie trzeba się pogodzić z faktem że angielski jest
    językiem międzynarodowym i każdy powinien go znać.
  • deszczowawyspa 22.12.05, 00:19
    he he no wlasnie zapomnialam o Holandii, kiedys sie zagubilam na dworcu i stary
    dziadek ktory sprzatal peron miotla potrzedl do mnie i zapytal sie czy mi nie
    moze w jakis sposob pomoc. Jak wytlumaczylam o co chodzi, wszystko mi pokazal,
    na wlasciwy peron odprowadzil i opowiedzial w miedzyczasie o miescie;)bardzo mi
    bylo milo.
    --
    Sebastian
  • neeki 22.12.05, 00:50
    wiesz co moze i sa upierdliwi. wiem ze jadac do paryza trudno sie dogadac po
    angielsku. ale cenie ich dume narodowa. rowniez wkurza mnie nastawienie anglikow
    i ich oczekiwanie ze kazdy powinien sie z nimi dogadac bo to przeciez ich jezyk
    jest taki wazny. duzo wiecej ludzi mowi po hiszpansku i jakos nie oczekuja ze
    gdzie pojada tam ich beda rozumiec.
    oczywiscie jezeli ktos potrzebuje pomocy zawsze staram sie pomoc. ale jak ktos
    ma nastawienie : o jezu jak tu sie z tymi ludzmi dogadac to mam podejscie, bujaj
    sie bubku trzeba sie bylo jezykow uczyc albo siedziec na tylku w domu ;)
    --
    jak Cie nie chca wpuscic drzwiami to wejdz oknem
  • deszczowawyspa 22.12.05, 00:15
    neeki napisała:
    a czemu tu sie dziwic ? czy w anglii baba w okienku na stacji mowi jakims innym
    > jezykiem niz angielski ?
    > to mnie akurat dziwi i wkurza u anglikow ze oczekuja iz kazdy wszedzie bedzie
    > mowil po angielsku
    no nie wiem,ale mi sie wydaje ze to przesada, rozumiem na jakiejs malej stacji,
    ale .. moj maz kupowal bilet w Warszawie na dworcu centralnym, sama go wyslalam
    a kobieta raz- slowa po angielsku nie umiala z siebie wydusic a dwa- poniewaz
    sie nie mogla dogadac wykrzyknela nastepny i ruchem reki wygonila go z kolejki!
    Wcale nie chodzi tutaj czy jest jakims nadentym angielskim madrala, moglby byc
    po prostu obcokrajowcem- wszystko jedno z jakiego kraju.
    Z Dworca Centralnego pociagi jezdza za granice do Niemiec, do Pragi..itd,
    czesto slychac komunikaty po rosyjsku, niemiecku i pewnie tez po angielsku.
    Poza tym wiedziala ze mowi po anglielsku i mogla kogos zawolac. Rozumiem ze
    zaczal by sie o cos wypytywac, ale on tylko powiedzial "2 tickets to
    Kracow"przeciez tyle mozna sie nauczyc.
    Do Warszawy duzo turystow przyjezdza i jada z W-wy do Krakowa, Gdanska i w duzo
    innych miejsc. Tu wlasnie tkwi problem, to Warszawie powinno zalezec na
    przyciaganiu turystow zagranicznych. Ja uwazam ze powinni zatrudnic kogos przy
    okienku kto zna jezyk angielski i bedzie potrafil sprzedac bilet, pokierowac
    ludzi to w storne muzeum, lazienek, starego miasta (no moze nie w tym samym
    okienku). Zreszta jacy kolwiek turysci, hiszpanie, francuzi, wlosi, japonczycy
    beda probowac kupic bilet mowiac wlasnie po angielsku, bo jest to przeciez
    miedzynarodowy jezyk!

    >kiedys w pubie goscie narzekali ze pojechali do
    > hiszpanskiego miasteczka i nikt nie mowil po angielsku.
    A to prawda, kiedys widzialam taki program o angielskich dresiarzach, ktorzy na
    wakacje do Hiszpanii jezdzili i mowili do kamery "CZy mozecie w to uwierzyc,
    trzeci raz sie pytam o Fante a oni nie moga zrozumiec, nikt tutaj po angielsku
    nie umie mowic czy co f*ing kraj":)krzyczala cycasta, odstawiona panna!!
    >przewazajaca wiekszosc anglikow nie zna zadnego jezyka obcego "
    To tez prawda, moi znajomi tez nie znaja, ale jak to wyjdzie w rozmowie to oni
    raczej sie tego wstydza niz wymadrzaja.
    Najlepsi sa francuzi, jak ja mowilam w Paryzu po angielsku-odpowiadali mi po
    angielsku, jak moj maz- odpowiadali mu po francusku:)

    15. dodam ze jak moj maz z kolega jechali autobusem to byli w wielkim szoku jak
    konduktorzy (mowiacy po angielsku- coz za niespodzianka) kazali im wysiasc i
    powiedzieli ze bilet ktory posiadaja jest falszywy!Moi zaczeli sie tlumaczyc,
    ze nie moze byc bo kupili w kiosku, a kontroler na to ze 50 zl zalatwi sprawe!:)
    WIec moi na to, ze nic z tego i na Policje poczekaja jak musza. Kontrolerzy nic
    wiecej nie mogli zrobic, wiec pouczyli i puscili wolno, zabierajac bilet. Moi
    szli na piechote bo w okolicy nie bylo zadnego kiosku;)


    --
    Sebastian
  • neeki 22.12.05, 00:45
    wiesz co... moze i dworzec centralny itd. ale nie czarujmy sie ze sprzedawanie
    biletow w kasie jest jakas poplatna profesja. i nie jestesmy powiedzmy krajem
    skandynawskim gdzie angielskiego kazdy sie uczy na rowni z jezykiem narodowym.
    jestesmy krajem w ktorym jakis czas temu obowiazkowy byl jezyk rosyjski. i tak
    juz niedlugo trzeba bedzie miec mgr zeby zamiatac ulice. wiec nie wymagajmy zeby
    pani w okienku na dworcu znala jezyk angielski.
    przynam szczerze - wkurza mnie bardzo ten kompleks wschodnioeuropejski. ze nie
    wszyscy mowia u nas po angielsku ? to wynika z przeszlosci naszego kraju. i z
    niegociagniec w nauczaniu bo sorry ale jezyka to sie w szkole trudno nauczyc.
    wiec trzeba na kursy a to kosztuje a w kraju bieda. ludzie i tak juz pracuja za
    gowniane pieniadze, a jeszcze tutaj takie wymagania.
    mowisz : Powinna wiedziec bo to tylko 2 tickets to... wiesz co ci na to powiem ?
    to wlasnie twoj maz jak juz tu przyjezdzam mogl sie nauczyc rownie prostego :
    dwa bilety. wiele go by to nie kosztowalo. powiedz sama pojechalabys do kraju
    gdzie nie znasz jezyka< WLOzylabys troche wysilku zeby sie dogadac ? wystarczy
    wziac ze soba jakis slownik.
    my mozemy sie wysilic zeby mowic po angielsku ? tak samo kazdy obcokrajowiec
    moze wlozyc troche wysilku przyjezdzajac tutaj.
    --
    jak Cie nie chca wpuscic drzwiami to wejdz oknem
  • deszczowawyspa 22.12.05, 01:32
    wlasnie gadalam z mezem i powtorzyl "dwa bilety do Krakowa prosze" nawet ladnie
    mu to wyszlo, tylko ze nastepne bedzie ..jaki pociag, na ktora godzine, miejsca
    dla Palacych czy nie.. za miejscowke trzeba dodatkowo zaplacic wie pan?, to
    bedzie razem.., ma pan 4 zlote i.. wtedy to moj maz bylby juz w stresie:)
    Musze przyznac ze kilka razy sam probowal cos tam powiedziec niby jedno slowo,
    zdanie, a Polacy zawsze wtedy mysla ze on mowi dobrze po Polsku i zaczynaja
    wtedy z nim rozmowe.Niestety potrafi powiedziec tylko pare slow, typu noga
    stonoga, idz do domu itp. DLatego on woli od razu po Angielsku.
    Duzo wiecej rozumie jak rozmawiam po Polsku(raczej lapie sens), wiec czesto nie
    tlumacze.
    > juz niedlugo trzeba bedzie miec mgr zeby zamiatac ulice. wiec nie wymagajmy
    zeby pani w okienku na dworcu znala jezyk angielski.
    A ja ci powiem ze jak otwierali Biblioteke Uniwersytecka to przyszly tony CV
    aby pracowac w szatni. Czytalam w gazecie ze wybrali panie emerytki po studiach
    podobno ze znajomoscia jezykow obcych:)smiac sie czy plakac- do czego to
    dochodzi w naszym kraju!
    A ja caly czas jestem za pania w okienku na dworcu centralnym w W-wie ktora
    powinna znac jezyk angielski:)(w stopniu podstawowym bedzie dobrze)
    Znowu mi sie przypomnialo
    16. Znajomy chcial do Toalety, po zaplaceniu z gory 2 zl, pani wreczyla mu
    odmierzony kawalek papieru toaletowego:))

    --
    Sebastian
  • deszczowawyspa 22.12.05, 01:47
    >WLOzylabys troche wysilku zeby sie dogadac ? wystarczy wziac ze soba jakis
    slownik.
    Hmmm nie jestem do tego przekonana jezyk Polski nie nalezy do najlatwiejszych,
    szczegolnie jesli chodzi o wymowe!Pomysl sobie ze stoisz w kolejce po bilet za
    jenym takim ktory czyta z rozmowek angielskich i nie za bardzo mu wychodzi.
    I kobieta w okienku krzyczy, przepraszam nic nie rozumiem, prosze mowic po
    Polsku. Przeciez nie wszyscy anglicy przyjezdzaja do Polski bo maja tu
    znajomych, wtedy cale takie doswiadczenie nie byloby dla nich mile.
    DO tego wszystkiego Polacy tez nie naleza do uprzejmych, jeden zaraz by
    przeklnal nie raz stojac w kolejce..wiadomo jak to jest.
    Cale szczescie ze prawie zawsze znajdzie sie ktos kto po ang. mowi i
    obcokrajowcowi pomoze kupic ten bilet, ale czy to jest rozwiazanie??!
    A gdyby taki anglik pojechalby np. do Moskwy- to nawet slownik niewiele by mu
    pomogl.
    --
    Sebastian
  • deadeasy 22.12.05, 01:08
    10. Ze jak byla zima to byl zmuszony zalozyc kalesony (Zakopane -25C)a potem
    nie chcial sie z nimi rozstac

    Carl to samo jak bylismy w Zakopcu, zimno, sniegu po pachy. Ja napieralam,
    napieralam zeby zalozyl a on "nie" i "nie" a jak polecial w dzinsach na gorke,
    jak mu nozie zsinialy to tez ich potem z D. nie zdejmowal ;o)
    Teraz juz nie uwaza to za dziwactwo, tzn. noszenie kalesonow.
  • deszczowawyspa 22.12.05, 01:51
    hi hi hi
    Moj maz kalesony zakupil w UK, w paczce byly 3 pary-kolor niebieski:)
    W 2 parach chodzil w jednej spal:)
    Teraz jak przegladamy zimowe ciuchy, patrzy na nie z sentymentem...ah co to
    byly za czasy:))
    --
    Sebastian
  • aniek133 22.12.05, 10:55
    To, ze trudno w polskiej szkole nauczyc sie jezyka to fakt. Nie ma to jak
    maksymalnie dwie godziny tygodniowo :) I to w szkole, gdzie nawet dodatkowych
    materialow nie mozna kserowac, bo szkoly na to nie stac..... (Nie wiem, czy
    wiecie, ale w wielu szkolach to wlasnie uczniowie zaopatruja toalety w papier i
    mydlo, bo szkoly nie stac).

    Ja rosyjskiego uczylam sie przez 8 lat (!!!) i nie umiem kompletnie nic. Coz...
    wtedy juz jezyk ten byl na wymarciu w szkolach i nikt do niego nie przywiazywal
    wagi, z nauczycielami wlacznie....

    Apropos kasy biletowej. Kto z Was, chcialaby pracowac na Centralnym? :)
    Rozumiem, ze dobrze by bylo, aby ktos sprzedajacy blety w kasie miedzynarodowej
    znal angielski, ale nie dziwie sie, ze nikt taki pracowac tam by nie chcial.
    Zreszta, zachowanie pan pracujacych na dworcach daje do zrozumienia, ze pracuja
    one za jakis marne gorsze. A moze sie myle?
  • ewmag 22.12.05, 11:20
    To, jak sie ktos zachowuje i traktuje klientow czy interesantow nie zalezy od
    pensji, ale od tego, jakim sie jest czlowiekiem. Nie dziwne, ze pani w kasie
    nie zna angielskiego (w miedzynarodowych chyba znaja), ale dziwi, ze nie moze
    byc uprzejma, nie tylko dla obcokrajowca, ale w ogole, dla ludzi. Bzdura jest
    to, ze nie moze sprzedac biletu, jak nie rozumie, co ktos mowi, mozna sie
    dogadac na migi, napisac nazwe, godzine, w koncu siedzi taka pani w kasie po
    to, zeby bilety sprzedawac. Nie potrzeba wielkiej filozofii, zeby sie domyslic,
    ze ktos bilet chce kupic. Troche dobrej woli wystarczy.
  • aniek133 22.12.05, 11:36
    Oczywiscie, ze masz racje. Zadna sytuacja nie uzasadnia chamstwa i
    nieuprzjemosci.

    Ja tylko potrafie zrozumiec te ludzka slabosc, ze jak pracujac na pelen etat
    zarabiasz tyle, ze nie stac cie na utrzymanie rodziny, na jedzenie, rachunki
    itd. to czlowiek jest ogolnie sfrustrowany i zachowuje sie tak, a nie inaczej.
    I mu nie zalezy na tym, zeby sie starac w pracy.

    Ktos, kto przebywa w UK od lat moze nie jest juz w stanie sobie wyobrazic, jak
    niezaplacony rachunek potrafi dobic czlowieka...

    Tutaj nawet pani w markecie sie usmiecha, bo po pierwsze tu jest
    taka "usmiechnieta" kultura, a po drugie, latwiej byc w dobrym nastroju myslac
    o tym, ze nastepne wakacje spedzi sie w Hiszpanii niz myslac o niezaplaconych
    rachunkach.

    Czy to tak trudno zrozumiec? Wiem, ze trudno , zyjac tutaj.....

    Ja nie usprawiedliwiam braku kutury, ja probuje zrozumiec przyczyny.... I wcale
    mnie nie dziwi, ze jestesmy takim zestresowanym, agresywnym spoleczenstwem.
  • ewmag 22.12.05, 11:57
    > Ktos, kto przebywa w UK od lat moze nie jest juz w stanie sobie wyobrazic,
    jak
    > niezaplacony rachunek potrafi dobic czlowieka...

    Alez ja to sobie nie tylko wyobrazic potrafie. Wynikajaca z tego frustracje
    moze trudno jest wyobrazic sobie komus, kto w Polsce nigdy nie pracowal, tylko
    np. od razu po szkole czy studiach wyjechal. Ja nie siedze w UK od lat,
    pracowalam tez w Polsce, przez wiele lat. Zdaje sobie sprawe z tego, ze jak
    ktos malo zarabia, a jeszcze moze ma wrednego szefa to jest zly na caly swiat.
    Ale to nie usprawiedliwia chamstwa opryskliwej pani w kasie czy innym urzedzie.
    Jej by tez lepiej bylo, gdyby byla mila dla ludzi, ona by sie usmiechnela, ktos
    by ten usmiech odwzajemnil i juz by to troche oslodzilo rzeczywistosc. A nie
    musi w kasie siedziec, jak ludzi nie lubi, moze sprzatac dworzec.
  • aniek133 22.12.05, 12:02
    Tak wiec w ogolnym zarysie sie zgadzamy :)

    Dodam tylko, ze sa rozne typy ludzi, charakterow i nie kazdy potrafi sie
    usmiechac na przekor losowi, ale to juz inny temat :)

  • ewmag 22.12.05, 12:28
    No dobra, moze przesadzam z tymi usmiechami;-D
  • deszczowawyspa 22.12.05, 13:20
    Ja to widze tak, ze jak masz w tym swoj wlasny interes to i pare slow po
    angielsku, rosyjsku,niemiecku sie nauczysz. W Krakowie-sukiennicach, monostwo
    ludzi sprzedaje ludowe pamiatki. Od takiej starej babinki kupowalismy jakies
    drewniane cuda i mowila "one, two..ok, ten zloty, bye bye",byla super bezzebna
    a usmiechnieta, zaraz za nami stali niemieccy turysci- jak skonczyla z nami to
    zaczela mowic po niemiecku pare slow.
    Rozumiem ze za marne grosze nie jest to w interesie pani na centralnym uczyc
    sie angielskiego, ale uwazam ze panstwo powinno sie tym zainteresowac,
    wprowadzic jakies bezplatne lekcje godzine tygodniowo- za darmo w ramach pracy:)
    Tylko tak zeby znac podstawy. Ale.. kogo ja tutaj bede oszukiwac, nie maja ani
    czasu ani pieniedzy na takie"inwestycje" a szkoda.
    A Moze jest jakies inne rozwiazanie. Jak kiedys odprowadzalam mame na lotnisko
    w Liverpoolu to kobieta bukujaca ja na samolot spytala sie czy pakowala sie
    sama, czy nic nie przewozi, czy nic ostrego-metalowego nie ma w podrecznym.
    Ale spytala sie zbyt szybko i moja mama nie zrozumiala, kobieta zauwazyla to i
    wyciagnela kartke gdzie to samo pytanie bylo w kilku rozych jezykach napisane i
    tez po Polsku. Dala mojej mamie do przeczytania. MOja mama oczywiscie nie miala
    okularow wiec powiedzialam jej- "powiedz tak":) hmmm
    Moze wlasnie cos takiego powinni zrobic dla kobitek sprzedajacych na stacjach
    bilety. Taka mini scenke z rozmowek angielsko- polskich. Nie potrzeba jest
    znajomosc jezyka,nie ma stresu-zawsze mozna pokazac palcem:)
    CIekawostka,jakies 2 tyg. temu bylam w Budapeszcie.
    Stoje sobie z mezem w centrum i podchodzi do nas jakis wegier sprzedajacy
    gazete, wiec my od razu ze nie mowimy po Wegiersku. A on "a po angielsku", a my
    ze tak.. no to on zaczal mowic ze jest bezdomnym i chodzi i sprzedaje gazete,a
    my.."ile kosztuje?", a on "a to juz wasza wola ile dacie", a my okej, tu sa
    pieniadze "ale gazety nie chcemy bo czytac nie bedziemy mogli", a on.. "nie
    nie, chwileczke... i wyjmuje angielska wersje":)mial jeszcze Niemiecka,
    Hiszpanska,Wloska, Francuska i Rosyjska;)
    BYlam w szoku!

    -
    Sebastian
  • annamaria0 22.12.05, 13:36
    Hmm, jechalam raz z Pragi (czeskiej) do W-wy. Na dworcu w Pradze pan w okienku
    mowil, niezbyt plynnie ale jednak, po angielsku, natomiast jak poszlismy do kasy
    miedzynarodowej na Centralnym, to pani niestety ani be, ani me. Bylo to ponad 2
    lata temu, moze cos sie zmienilo, oby.
  • annamaria0 22.12.05, 13:39
    Zapomnialam dodac, ze jechalam z przyjaciolka z Nowej Zelandii. Gdyby nie ja,
    nie wiem, czy udalo by sie jej kupic bilety na Centralnym, bo nie chciala po
    prostu powrotnego - rano chciala pojechac do Krakowa, spedzic tam dzien, i potem
    wieczornym pociagiem wrocic do Pragi. To juz bylo ponad mozliwosci jezyka migowego.
  • agazat 22.12.05, 15:16
    Uwazam, ze nie tylko na Centralnym w warszawie powinien byc ktos znajacy
    angielski w kasie. Wezmy np Lublin - niby to Polska B, ale jednak najwieksze
    miasto na wschodzie Polski. Dwa uniwerki wypuszczajace co roku dziesiatki
    anglistow; koledze jezykowe w rejonie; szkol jezykowych chyba wiecej niz aptek.
    Jeszcze trzy wyzsze uczelnie organizujace miedzynarodowe zjazdy czy sympozja. I
    obrazek z poczty glownej w centrum miasta - czeska para nie moze sie dogadac z
    pania w okienku w zadnym jezyku, nawet lamanym polsko-czeskim. Chodzi im
    niestety o cos bardziej skomplikowanego niz kupienie znaczka. Pani najwyrazniej
    nie wykazuje zadnej ochoty do dogadania sie z nimi. Spadlam im z nieba, bo po
    angielsku mowili dobrze. Inny obrazek - obcokrajowiec chce zadzwonic z poczty
    zagranice, probuje zamowic rozmowe. Pani cierpliwie slucha, po czym mowi YES i
    wola kolezanke. Kolezanka znow cierpliwie slucha, po czym patrz jak wyzej. Przy
    czwartej pani zlitowalam sie nad biedakiem.
    Jasne, nie wymagajmy od kazdej pani, w kazdej kasie, w kazdym Pcimiu Dolnym,
    znajomosci angielskiego, ale w wiekszych miastach, zwlaszcza tych z ambicjami
    rozwoju, az wstyd widziec takie scenki.
  • aniek133 22.12.05, 15:33
    Wiesz, Agnieszka.... Niby masz racje, ale... System mielismy , jaki mielismy i
    miejmy nadzieje, ze nastepne pokolenie bedzie w wiekszej mierze anglojezyczne
    niz obecne pracujace na pocztach, dworcach itd.

    Ale zastanow sie, czy gdybys pojechala na Ukraine, na Wegry czy gdzies i nie
    moglabys sie dogadac po angielsku to zaraz krytykowalabys tamto spoleczenstwo
    za to, ze nie umie jezyka, ktory Ty umiesz? Bo ja raczej nastawilabym sie na
    to, ze to ja nie umiem wegierskiego czy innego i kupila rozmowki. Owszem,
    szukanie odpowiedniego zwrotu moze zabierac czasu i ktos moze nie miec tyle
    cierpliwosci przy kasie, ale... skoro jestem na Wegrzech i ide na poczte to
    sobie przygotowuje te rozmowki na odpowiednim dziale i zaznaczam te zdania,
    ktore beda pasowac do mojej sytuacji. Nawet wymowa nie jest problemem -
    wystarczy pokazac. A jak panienka z okienka bedzie miala dodatkowe pytania to
    odnajdzie dany zwrot i nam pokaze :)

    Z jednej strony narzekamy na zbyt wysokie wymagania pracodawcow (w stylu
    dwujezyczna sekretarka z piecioletnim doswiadczeniem i magistrem, wiek do 25
    lat), a z drugiej wymagamy, zeby pani w okienku znala jezyk obcy...

  • neeki 22.12.05, 17:12
    ja nie wiem czemu sie mamy wstydzic za pania na centralnym skoro w madrycie na
    lotnisku miedzynarodowym kolega sie nie mogl dogadac po angielsku. jasne trzeba
    sie rozwijac ale uwazam ze polacy zdecydowanie za duzo sie wstydza.
    co do wegier to jak moja siostra tam byla ( dodam ze zna angielski perfekcyjnie
    ) nie mogla sie dogadac z nikim wiec wziel kartki napisali nazwe miasta potem
    to do ktorego chcieli jechac potem strzalke w dwie strony. ze chcialo jechac 5
    osob wiec napisali to piec razy ale pani sie pokumala i bilety nabyli. i nie
    stali tam i nie wzdychali nad znajomoscia jezykow pani w okienku.
    --
    jak Cie nie chca wpuscic drzwiami to wejdz oknem
  • jaleo 22.12.05, 17:49
    neeki napisała:

    > ja nie wiem czemu sie mamy wstydzic za pania na centralnym skoro w madrycie na
    > lotnisku miedzynarodowym kolega sie nie mogl dogadac po angielsku.

    A z kim on sie probowal dogadywac? Z pasazerami? Bo akurat na madryckim
    lotnisku czesto bywam, i jeszcze mi sie nie zdazylo sie nie dogadac po
    angielsku, czy to w informacji, czy to w biletach, czy to w kafeterii.
    Podobnie jest na lotnisku w Barcelonie i w Maladze.

    Padaly tu rowniez stwierdzenia, ze Anglicy jezykow nie znaja itp. Otoz, jak to
    zwykle w zyciu, sa dwie strony medalu. W firmie, w ktorej pracuje, przyjmowani
    sa do pracy przede wszystkim ksiegowi lub absolwenci Finansow z biegla
    znajomoscia jezyka europejskiego. I wyobrazcie sobie, ze takich ludzi
    przyjmuja tu bardzo duzo. I nie sa to zadni filologowie, tylko absolwenci
    Finansow, Business Studies, itp, ktorzy na tyle biegle znaja
    francuski/hiszpanski/wloski/niemiecki, ze w tym jezyku potrafia prowadzic
    ksiegowosc, robic prezentacje, przeprowadzac szkolenia, prowadzic skomplikowane
    projekty.

    Ciekawa jestem, ilu jest polskich absolwentow, ktorzy to potrafia - juz pal
    licho jezyki europejskie, ale nawet ten nieszczesny angielski. Ucza sie ejzyka
    latami, ale jakby im kazali zrobic prezentacje przed anglikami to wiekszosc by
    wymiekla. Bo co innego jest znac angielski, zeby sie "dogadac", a co innego
    prowadzic w tym jezyku skomplikowane przedsiewziecia.

    Co wiecej, zauwazam, ze wsrod Brytyjczykow, jak ktos juz ma zaciecie do jezykow
    i zdolnosci w tym kierunku, to zwykle nie jednym, ale dwoma, lub trzema obcymi
    jezykami operuje. Mamy ludzi w pracy, ktorzy potrafia pracowac np. we
    francuskim, hiszpanskim i wloskim, a przy okazji sa kwalifikowanymi
    ksiegowymi. Ja naprawde jestem pod wrazeniem, a mamy tych ludzi w budynku
    kilkaset, wiec nie sa to odosobnione przypadki.

    Ja nie wiem, skad sie bierze wsrod Polakow taka buta jesli chodzi o jezyki
    obce. Z napotkanych tu przeze mnie Polakow moglabym na palcach jednej reki
    policzyc tych, ktorych angielski byl "przyzwoity". A nie zapominajmy, ze to sa
    ludzie, ktorzy sie swiadomie zdecydowali na rpzyjazd tutaj, i wiedzieli, ze od
    ich umiejetnosci jezykowej zalezy, badz co badz, ich zycie i status tutaj.
    --
    ------
    Antes muerta que sencilla
  • deszczowawyspa 22.12.05, 17:59
    Podobno wegrzy to prawie w ogole nie mowia po angielsku, zreszta w zwyklym
    sklepie ciezko jest sie dogadac w kazdym jezyku. Nie mowie oczywiscie o drogich
    restauracjach gdzie zatrudnieni kelnerzy musza znac angielski i niemiecki.
    Znam kogos kto tam mieszka juz ponad rok i pomimo nauki wegierskiego caly czas
    ciezko jest sie dogadac bo jak juz powiesz slowo to w odpowiedzi zalewaja cie
    potokiem slow. Najsmieszniejsze jest to ze na zapoznanie sie ze sprzataczka
    mowie -Kasia, a ona.. mowila po wegiersku do mnie chyba z 2 minuty:)
    Tak troche zupelnie z innej beczki o znajomosci Europejskich krajow
    Kiedys jak bylam na lotnisku w Paryzu, chcialam zakupic znaczek na kartke do
    Polski i mowie facetowi..znaczek do Polski, a on "gdzie??" a ja do Polski, a
    on "yyyyy" no to ja.. "Polska, Europa" a on "Aaaaa Europa prosze oto znaczek"!
    Ostatnio tez moj maz dzownil odnosnie zmiany mojego obywatelstwa.. do Home
    Office, i w sekcji spraw z zagranica rozmawial z facetem ktory sie go pyta: To
    jak ta pana zona przyjechala do UK
    maz: na wize turystyczna, potem na wize studencka
    fatet: a potem??, maz: potem Polska weszla do EU i nie potrzebowala wizy,
    facet: taaaak, chwileczke musze to sprawdzic,po dziesieciu minutach facet: ma
    pan racje Polska jest w UE :) :)

    Ale.. odbieglismy od watku glownego, wiec zostawmy juz temat pani w okienku i
    jej(i nie jej) znajomosci jezykow obcych, bo ile ludzi tyle opinii;)

    --
    Sebastian
  • annamaria0 22.12.05, 18:30
    Rzeczywiscie w Budapeszcie trudno sie dogadac po angielsku - zwykle, jesli
    probujesz, odpowiadaja po niemiecku, ktory przez lata byl tam duzo bardziej
    popularny niz angielski, co zwazywszy na historie, jest zupelnie zrozumiale.

    W ostatnim rankingu znajomosci jezykow wsrod obywateli wszystkich czlonkow UE UK
    uplasowalo sie na przedostatnim miejscu, na ostatnim byly Wegry. Niestety nie
    pamietam, ktore miejsce zajela PL, ale bylismy, przynajmniej wg oficjalnych
    statystyk, lepsi niz oba te kraje.

  • aniek133 22.12.05, 18:32
    I tym optymistycznym watkiem zakonczymy nasza dyskusje :)

    (No, jak ktos chce to niech, oczywiscie, pisze ile wlezie!)
  • jaleo 22.12.05, 20:42
    annamaria0 napisała:

    > W ostatnim rankingu znajomosci jezykow wsrod obywateli wszystkich czlonkow
    UE U
    > K
    > uplasowalo sie na przedostatnim miejscu, na ostatnim byly Wegry. Niestety nie
    > pamietam, ktore miejsce zajela PL, ale bylismy, przynajmniej wg oficjalnych
    > statystyk, lepsi niz oba te kraje.
    >

    Polska jest na czwartym od konca, przed UK, Irlandia (znajomosc Irlandzkiego
    nie byla brana pod uwage) i Wegrami. Wiec nie ma sie czym chwalic, tak
    naprawde. Zwlaszcza, ze z tej czworki "w ogonie" to akurat Polakom i Wegrom
    najbardziej by sie przydala znajomosc jezykow, bo Irlandczycy i Brytyjczycy
    wladaja angielskim, ktory czy chcemy, czy nie chcemy, jest we wspolczesnym
    swiecie Lingua Franca.

    --
    ------
    Antes muerta que sencilla
  • annamaria0 22.12.05, 20:51
    Jaleo, widze, ze nie pozostawisz zadnego mojego postu bez komentarza.
    Podalam jedynie informacje w kontekscie komentarzy o UK i Wegrach w watku, wcale
    nie chwalac Pl, bo nie ma za co, poza tym poprawianie sobie nastroju tym, ze
    inni sa gorsi nie ma sensu.
  • neeki 23.12.05, 09:46
    sluchaj ty piszesz o jakiejs elicie brytyjczykow ktorzy tam moze znaja kilka
    jezykow. ale to rzadkosc generalnie umieja sie tylko dogadac po swojemu.
    co do znajomosci angielskiego w hiszpanii to sorry ale ja akurat przyjaciol w
    hiszpanii mam i wiem ze ze znajomoscia angielskiego to u nich bardzo cienko.
    buta polakow ? a wiesz co ? polacy szczegolnie mlodzi znaja angielski czesto
    bardzo dobrze. mysle ze naprawde mamy byc z czego dumni biorac pod uwage jaki
    byl u nas system i na przyjazn z kim sie kiedys stawialo.
    wczoraj bylam z moim chlopakiem i grupka znajomych na piwie. wszyscy ze wzgledu
    na niego mowili po angielsku. i nikt nie mial z tym problemow.
    nie ma sensu wpedzac polakow w kmpleksy bo na tle panstw UE po angielsku mowimy
    dobrze.
    --
    jak Cie nie chca wpuscic drzwiami to wejdz oknem
  • jaleo 23.12.05, 18:12
    neeki napisała:

    > co do znajomosci angielskiego w hiszpanii to sorry ale ja akurat przyjaciol w
    > hiszpanii mam i wiem ze ze znajomoscia angielskiego to u nich bardzo cienko.

    Ja nie pisalam na temat Hiszpanii jako calosci, tylko na temat lotnisk
    miedzynarodowych, gdzie rzeczywiscie po angielsku mozna swobodnie sie
    porozumiec. Natomiast "w glebi" Hiszpanii to juz jest zupelnie inna sprawa, w
    Madrycie np. raczej tylko po hiszpansku, a juz w Barcelonie, ktora jest
    bardziej turystyczna, mozna po angielsku. Ale trzeba przyznac, ze nawet w
    Madrycie w odwiedzanych przez obcokrajowcow miejscach typu Prado czy Reina
    Sofia, cala obsluga mowi po angielsku plynnie. I chyba o to chodzilo wczesniej
    piszacym o Polsce - zeby tam, gdzie czesto bywaja obcokrajowcy, obslugiwal ktos
    ze znajomoscia angielskiego.
    --
    ------
    Antes muerta que sencilla
  • neeki 23.12.05, 09:50
    nie no pewnie po co sie beda uczyc jezykow skoro ich inglisz jest oficjalny na
    calym swiecie. to zwykla wymowka. znasz kogos z kanady? oni tez mowia po
    angielsku i czesto znaja kilka innych jezykow. bo taki jest system edukacji. i
    anglicy wychosza tu na leni. i jeszcze czesto wie madrza,ja sie wtedy zawsze
    pytam : a ile ty jezykow znasz. nikomu nie dam sie wpedzic w kompleksy a jak ty
    masz jakis kompleks wschodnioeuropejski to juz trudno. szkoda ze polacy maja
    taka maniere
    --
    jak Cie nie chca wpuscic drzwiami to wejdz oknem
  • princessjobaggy 23.12.05, 17:08
    neeki napisała:

    > nie no pewnie po co sie beda uczyc jezykow skoro ich inglisz jest oficjalny na
    > calym swiecie. to zwykla wymowka. znasz kogos z kanady? oni tez mowia po
    > angielsku i czesto znaja kilka innych jezykow. bo taki jest system edukacji.

    Oficjalnymi jezykami Kanady sa angielski i francuski. Nie jest sztuka mowic po
    angielsku w kraju, w ktorym jest to jezyk urzedowy. Ale juz mieszkancy
    angielskojezycznych obszarow Kanady rzadko mowia po francusku.

  • neeki 23.12.05, 18:59
    ja nie mowie ani o francuskim ani o angielskim. kanadyjczycy ktorych poznalam
    znali akurat hiszpanski i grecki. a inny niemiecki
    --
    jak Cie nie chca wpuscic drzwiami to wejdz oknem
  • agazat 22.12.05, 20:41
    Ania, jasne, ze jakbym pojechala do wegierskiej wioski to bym od nikogo
    angielskiego nie wymagala. Ale juz duze miasto to co innego ... Budapeszt na
    przyklad, czy inne przyciagajace turystow miejsca. Na dworcu w Budapeszcie
    spodziewalabym sie moc kupic bilet po angielsku. Ukraina chce wejsc do Unii
    Europejskiej ... to niby dlaczego nie moglibysmy w Kijowie dogadac sie na
    dworcu kolejowym po angielsku??
    Tu w Anglii obcokrajowiec w szpitalu ma prawo do tlumacza. Ja wiem, ze sytuacja
    jest nieporownywalna - np operacja ratujaca zycie a kupno biletu na dworcu -
    ale od pacjentow znajomosci angielskiego nikt nie wymaga. A gdyby tak na
    poczcie czy na Centralnym w Warszawie czy Krakowie byla taka osoba, ktora
    bylaby w stanie pomoc biednej kasjerce w dogadaniu sie z obcokrajowcem... Albo
    kasa dla obcojezycznych z osoba mowiaca po angielsku. Albo jedna lub dwie, na
    zmiane (czy to duzo??) panie w okienku na poczcie w Lublinie, ktorych znajomosc
    angielskiego bylaby przyzwoita i nie doprowadzalaby do zenujacych sytuacji??
    Mozna znalezc jakies rozwiazania. Poczta Polska chyba do najbiedniejszych firm
    nie nalezy. Taka kasjerka z jezykiem moglaby miec jakis ekstra dodatek do
    pensji, moze to by zmobilizowalo innych do uczenia sie jezykow??
    Jeszcze raz mowie - nie moje rodzinne Starachowice, gdzie nie uswiadczysz na
    dworcu obcokrajowcow w zabojczych ilosciach, ale miasta takie jak Warszawa,
    Krakow czy nawet Lublin powinny zapewnic lepsze uslugi dla tych biedakow z
    zagranicy, ktorzy nie wladaja polskim.
  • ebola_zaire 23.12.05, 21:58
    Ale.. odbieglismy od watku glownego, wiec zostawmy juz temat pani w okienku i
    jej(i nie jej) znajomosci jezykow obcych, bo ile ludzi tyle opinii;)

    --------

    Odbieglismy jakies 30 postow wstecz :> wiekszosc tematow fajnie sie zaczyna i fajnie sie czyta NA TEMAT. Moze pozwole sobie zaproponowac stworzenia odnosnikow do prowadzenia dyskusji na temat posredni typu "pani z okienka". Np. Piszemy na temat Dziwactwa Polakow a ktos kto chce porozmawiac nie na temat ma odnosnik do innego watku gdzie mozna podzielic sie pogladami.Nie byloby latwiej? sympatyczniej? W co drugim watku na tym fajnym forum po kilku postach na temat jest...zmiana tematu i juz nie chce sie czytac. Jesli jest tyle osob ktore chce sie wymienic pogladami....to moze chat jest lepszym rozwiazaniem? Prosze o opinie :) .... nie w tym watku.

    Pozdrawiam szanowne forumowiczki


    ----
    Ostatni wyjezdzajacy z kraju gasi swiatlo...
  • aniek133 23.12.05, 22:24
    Nie sadze, zeby to bylo takie proste jak Ci sie wydaje.... Nie jestes w stanie
    kontrolowac dyskusji i nigdy nie wiesz, w jakim kierunku sie rozwinie. A poza
    tym, dlaczego nie zalozylas osobnego watku, zeby nam to wszystko powiedziec
    tylko zmieniasz temat?
  • ebola_zaire 23.12.05, 22:46
    > A poza
    tym, dlaczego nie zalozylas osobnego watku

    ----
    Dlaczego zalozylas ze jestem kobieta ? :D

    ----
    > tylko zmieniasz temat?

    Temat juz zostal zmieniony...30 postow wstecz, a ja chce tylko do niego powrocic. Moze zacytuje siebie " Prosze o opinie :) ....
    nie w tym watku." bo jestem ciekawy jak Polacy sa postrzegani przez Anglikow.

    ---
    Ostatni wyjezdzajacy z kraju gasi swiatlo...



    ----
  • aniek133 23.12.05, 23:03
    No, faktycznie - moglam sie domyslec, ze to facet, ale jednak z rachunku
    prawdopodobienstwia wyszlo mi, ze powinienes byc kobieta :P
  • effata 11.01.06, 02:48
    Ale się umęczyłam w te święta, jak odwiedziłam swoich teściów. Chodzi o ...
    kaloryfery (gdzieżbym śmiała pisać coś złego o samych teściach:)))
    O ile już w nowym budownictwie (po 90 r. mniej więcej) są kaloryfery z
    (działającą czasami) regulacją, o tyle w starszych blokach te koszmarne
    hajcujące potwory są w stanie wykończyć (czyt. wysuszyć) każdego. Wszyscy
    złapaliśmy katary. Jak się otworzy okno, by wpuścić trochę świeżego powietrza,
    to z kolei wpada taki mrożny strumień powietrza, że dzieciaki spędzające
    głównie czas na podłodze siędzą akurat w samym środku przeciągu.

    Co za koszmar!
    Zdecydowanie wolę angielskie piece (jak nie są zepsute miesiącami oczywiście ;-)
    które mogę sobie ustawić programatorem kiedy chcę i wyłączyć kiedy chcę.

    --
    Don't guess.
  • eballieu 11.01.06, 08:55
    A tescie nie moga sobie wymienic kaloryferow tudziez samych regulatorow. Ten
    ostatni zabieg kosztowny nie jest, a im zycie ulatwi. No chyba ze lubia tak
    bez mozliwosci regulacji. Jak znam zycie, to zrobia to kiedy beda placic za
    tyle ciepla za ile zuzyja. I wtedy Effata bedzie przyjemnie 20 - 21 stopni
    ciepla:-)
  • effata 11.01.06, 10:59
    Cały dowcip w tym dziwactwie jest właśnie w tym, że ludzie nie wymieniają. Jak
    spółdzielnia dała, tak ma zostać. A poza tym to nie wpływa na rachunki, bo w
    wielu miejscach płaci się ryczałtem np. do podziału na cały blok :( Naprawdę
    sporo jest jeszcze takich miejsc :( a nawet i liczniki na wodę jeszcze nie
    wszędzie są, choć to się jednak szybko zmienia.
    --
    Don't guess.
  • eballieu 11.01.06, 11:43
    A no widzisz kochana, niektorych jednak nie wlasny komfort mobilizuje do
    pewnych zmian,ale wlasnie to ze beda placic za to ile ciepla pobiora. No nic,
    to trzymam kciuki, zeby wprowadzili podzielniki ciepla. tym samym beda i
    pokretla. I wtedy bedziesz zakrecac w trosce o dzieci, a tesc odkrecac w trosce
    w wnuki i tak przez caly pobyt.
    Maja swoje uroki te nasze pobyty u rodzicow, maja:-)
  • effata 11.01.06, 11:54
    > Maja swoje uroki te nasze pobyty u rodzicow, maja:-)
    Mają, mają. Ale trzeba umieć rozegrać wszystko strategicznie - góra dwa dni, a
    tak na prawdę to jeden cały. Przyjazd wieczorem (już wszyscy zmęczeni, myśli
    się o spaniu, a nie o kłótniach czy innych głupotach :))), następny dzień i tak
    mija głównie na jedzeniu, wyjazd trzeciego dnia z rana. (to oznacza co prawda
    dwa noclegi, ale cóż, noc bywa bezpieczniejsza niż dzień :)))
    --
    Don't guess.
  • eballieu 11.01.06, 12:47
    No coz - nic dodac nic ujac:-)
    Usmialam sie.
  • ralphos 11.01.06, 21:39
    A mnie za to denerwuje, że w Anglii nie ma regulacji kaloryferów w domach - jest
    ogólny regulator temperatury sterujący piecem, ale nie ma możliwości zmiany w
    którym pokoju kaloryfer ma być cieplejszy, a w którym chłodniejszy. Efekt jest
    taki, że w salonie można się ugotować, a w moim pokoju nad ranem marznę.
  • effata 11.01.06, 02:50
    Po Londynie Warszawa wydała mi się miejcem niemalże wyludnionym,
    Nie zmieniało to faktu, że co chwila mnie ktoś trącał, pukał, popychał, walił
    plecakiem/torebką/workiem po kostkach, plecach, ramionach itp.
    Może nie jest to jakieś wielkie polskie dziwactwo - nie twierdzę, że jest to
    polska cecha narodowa :) ale jednak b. rzuciło mi się to w oczy.
    --
    Don't guess.
  • ania.eastwood 11.01.06, 18:58
    effata napisała:

    > Po Londynie Warszawa wydała mi się miejcem niemalże wyludnionym,
    > Nie zmieniało to faktu, że co chwila mnie ktoś trącał, pukał, popychał, walił
    > plecakiem/torebką/workiem po kostkach, plecach, ramionach itp.
    > Może nie jest to jakieś wielkie polskie dziwactwo - nie twierdzę, że jest to
    > polska cecha narodowa :) ale jednak b. rzuciło mi się to w oczy.
    > --

    moj maz tez to zauwazyl - mowi, ze 'polacy nie umieja chodzic po ulicach' :) a
    moim zdaniem to kolejny objaw okazywania braku szacunku dla innych - tak jak
    przeklinanie czy plucie na chodnik..... smutne....
    > Don't guess.
  • effata 11.01.06, 03:00
    Nienawidzę, jak ktoś mnie poucza. Oczywiście nie mówię o dawaniu rad, przez
    znajomych. Ale denerwuje mnie jak co chwila (przynajmniej raz na dzień!) ktoś
    mi mówił jak mam ubrać dziecko (nie ktoś z rodziny), gdzie mam stanąć, czy mam
    zostawić wózek przed sklepem czy nie, jak się mam ustawić w autobusie, o
    wcięciu się jakiejś przechodzącej paniusi do mojej (owszem burzliwej, ale bez
    przemocy :))) rozmowy z dziećmi nie wspomnę.
    Fakt, że tu są przegięcia w drugą stronę np. nastolatki słuchające na cały
    regulator muzyki w metrze i do tego wyjące ni do rymu ni do taktu na cały
    przedział i nikt nie piśnie słówka. Już sama nie wiem, co gorsze.

    Ale wydaje mi się, że to pouczanie to taka polska cecha właśnie - bo ja wiem
    najlepiej, co jest dla ciebie idealnym rozwiązaniem i nie omieszkam cię
    natychmiast o tym poinformować :(
    --
    Don't guess.
  • eballieu 11.01.06, 08:58
    Chcialoby sie spytac: W Hiszpanii bylas, we wschodnich Niemczech, w Italii, a
    moze w Polsce?
    Kochana, mi obcy ludzie dzieciaka na ulicy w Hiszpanii ubierali, bo 24 stopnie
    to stanowczo za zimno zeby dziecko bez skarpet bylo:-)
    To tak zeby cie pocieszyc:-)
  • greentea2 11.01.06, 23:11
    Najbardziej zaskoczylo mojego meza to, ze tak latwo jest o wizyte u lekarza i zrobienie roznorodnych
    badan. W UK nie chcieli mu zrobic przeswietlenia, w Polsce podszedl do okienka, potrzebuje
    przeswietlenie i 20min pozniej bylo gotowe, za jedyne 35zl.
    Teraz to wszystkim opowiada i sie smieje, ze z operacja serca jest pewnie tak samo, masz ochote, placisz
    i ci robia:)))
  • korasi 15.01.06, 13:31
    Co zauwazyl moj mezczyzna:
    Kawa z fusami (oczywiscie nie w domu tylko gdzies w pensjonacie czy barach
    przydroznych)
    psy bezpanskie walesajace sie po ulicach
    obcy ludzie proszacy o kilka zlotych na piwo (rozbrajajaca szczerosc)
    "Jak mozna jesc rybe na deser?" (chodzi o karpia po zydowsku na slodko w
    galarecie z rodzynkami i migdalami na swieta)
    Oczywiscie dokladanie jedzenia, dolewanie alkoholu bez pytania (oczywiscie
    wszystko musi byc zjedzone i wypite - a potem sie zali)
    Popychanie, potracanie na ulicy bez przepraszania
    Ludzie, ktorzy sie nie usmiechaja
    Ludzie, ktorzy wstydza sie mowic po angielsku przy Angliku

    Alez on narzeka :) Dopiero teraz sobie to uswiadomilam jak spisalam. Ciekawa
    tylko jestem dlaczego w takim razie gdyby mogl wybierac wolalby mieszkac w
    Polsce? :)






  • deszczowawyspa 15.01.06, 13:59
    znowu mi sie przypomnialo
    Warszawa, stare, nowe miasto:
    Ludzie(zbierajacy na wino-wodke) stojacy na parkingach, "pomagaja zaparkowac
    samochod", a potem wyciagaja reke po pare zlotych dajac ci do zrozumienia.. ze
    popilnuja samochodu, a jak nie.. to roznie moze byc:-/sa przeciez takie czasy
    ze wszystko sie moze przydazyc;)hmmm..
    --
    Sebastian
  • effata 30.01.06, 01:33
    To nie są może dziwactwa, ale ostatni weekend sporo się tłukłam londyńskim
    metrem i takie mnie naszły refleksje, czy raczej żartobliwe (!) porównanie.

    1. Gdzie stoją Warszawiacy (a)/Londyńczycy (b) na schodach ruchomych?
    a. wszędzie
    b. po prawej stronie

    2. Co robią Warszawiacy (a)/Londyńczycy (b) na peronie, jak czekają na metro?
    a. przestępują z nogi na nogę, zerkają na zegarek co 2 sekundy, fukają,
    krzywią się (że to metro nie nadjeżdża), przemierzają peron wzdłuż i wszerz ...
    b. cierpliwie czekają w miejscu

    3. Co jedzą Warszawiacy (a)/Londyńczycy (b) w metrze?
    a. nic
    b. wszystko (ach, uwielbiam mój płaszcz o zapachu chińszczyzny, albo włosy with
    vinegar "fragrance")

    4. Co czytają Warszawiacy (a)/Londyńczycy (b) w metrze?
    a. notatki z wykładów (pewnie się uczą na pamięć nazw państw i ich stolic ;)))
    b. gazety

    5. Co robią Warszawiacy (a)/Londyńczycy (b) jak zadzwioni im komórka (choć w
    Warszawie to bardziej dotyczy autobusów)?
    a. szepczą: Nie mogę teraz rozmawiać, bo jestem w autobusie i się rozłączają
    b. na cały regulator rozmawiają o wszystkim, bez żadnych oporów omawiając
    publicznie szczegóły swojego prywatnego życia.

    6. Dokąd jadą metrem Warszawiacy (a)/Londyńczycy (b) w piątkowy wieczór?
    a. na Ursynów (warszawską sypialnię), zaszyć się w zaciszu swojego domku
    b. na Oxford street, poprzedzierać się trochę przez dziki tłum zakupowiczo-
    balangowiczów :)))


    --
    Don't guess.
  • werrka 30.01.06, 03:22
  • werrka 30.01.06, 03:23
    POLSKIE DZIWACTWO W WIELKIM MIEŚCIE

    A mnie do prowadza do szału na tzw. mieście przechodzenie ławą na przejściach dla pieszych:((((( i idzie taka ława z jednej i drugiej strony na zderzenie czołowe. Ja zawsze idę prawą stroną, wreszcie u nas ruch prawostronny, i czy dziecko czy babcia z cała stanowczością idę na zderzenie czołowe jak ktoś bezprawnie znalazł się na moim pasie ruchu. Nie ma we mnie już litości bo od 20 lat nie widzę by coś się w tej kwestii zmieniało.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka