Dodaj do ulubionych

To byl ciezki dzien

21.01.06, 22:24
Taki byl wlasnie. I tu przepraszam, ale bedzie o dziecku.
W czwartek w nocy - goraczka, w piatek dzien - troche tez. W nocy z piatku na
sobote zawirowalo prawie do 40 stopni. Goracy byl jak wegielek.
Dzis rano popedzilam do apteki po paracetamol w czopkach. Dopiero w czwartej
aptece dostalam owo cudo. Czy ktos wyjasni mi z jakich powodow nie uzywa sie
tu czopkow?
W miedzy czasie kilka konsultacji na telefon - wyroki jednoznaczne -
trzydniowka.
Dzis w poludnie kolejny telefon do NHS-u. I ostatecznie wizyta u pediatry.
Dziecko dalej ma goraczke - 38.8. Spada tylko po podanym leku. Nie chce jesc
nic poza odrobinami mleka. Spi, spi, spi. Kiedy budzi sie jest nawet
kontaktujacy.
No ale - nadchodzi godzina spotkania z lekarzem. Podszedl do sprawy dosc
kompleksowo. Tylko? Za cholere nie moglam zrozumiec o czym on mowi. Maz
jeszcze dosc trzewo myslal, wiec po kilka razy prosil o powtorzenie, z bardzo
prozaicznej przyczyny - nie rozumiem cie, czy moglbys powtorzyc. Lzy mi
stanely w oczach i nawet jakas uronilam w tym gabinecie. Lekarz zauwazyl.
Spytal sie co sie dzieje. Ledwo zrozumialam oczywiscie o co pyta.
Wydedukowalam z sytuacji.
Ja juz tu lekarzy to wielu odwiedzilam. Kontynetalnych rozumiem. Miialam w
ciazy prywatna doktor z Izraela - nie bylo problemu. Ale sa nacje, ktorych za
Chiny nie pojme. Czasami nie wiem nawet, czy oni mowia po angielsku do mnie:-(
Mam tylko nadzieje, ze oni sie rozumieja przy stolach operacyjnych.
I ta strasznie wstydliwa dla mnie niestety sytuacja, bo jak tu lekarzowi
powiedziec - sluchaj facet/ babka wez ty sie wysil i mow a nie belkocz! Bo
moze jeszcze, ktos posadzi mnie o rasizm. A jeszcze wszedzie plakaty o tym,
aby nie obrazac ich pracownikow. I pewnei on si estara mowic ladnie,
wyraznie, ale mzoe jemu nei wychodzi.
A moze tylko ja takie ucho kiepskie mam (ale zaraz na oboju szlo mi
doskonale, a sluch trzeba miec dobry) i nieznajomosc ogromna jezyka wychodzi?
A jak jest z Wami?
Oczywiscie z tymi, ktorzy dopchaja sie wreszcie do lekarza.:-)
Taki mi smutno. Bo przeciez z kim jak z kim, ale z lekarzem, ktory probuje
pomoc dziecku, to czlowiek powinien sie rozumiec?
Edytor zaawansowany
  • glasscraft 21.01.06, 22:42
    Hej, mam nadzieje ze bedzie lepiej soooon - w mojej szkole dzieciaki "padaja
    jak muchy", wiec pewnie jakies wirusisko jest w powietrzu. Wiem z doswiadczenia
    (odbierajac telefony od rodzicow), ze moje pojecie o jezyku i kogos innego nie
    musza koniecznie w tym samym miejscu sie spotykac. I naprawde (chociaz zajelo
    mi to kilka lat) przestalam sie przejmowac i jak nie rozumiem, to prosze zeby
    powtorzyli nawet 10 razy, jezeli trzeba. Chociaz oczywiscie, tego nie da sie
    porownac z sytuacja, o ktorej Ty piszesz.
    Pozdrawiam - trzymaj sie bezchorobskowo!!!
  • moniska11 22.01.06, 12:32
    Wiesz co, nastepnym razem nie czekaj na GP. Jedz od razu z dzieckiem do
    szpitala na Emergency. Ja zawsze tak robie jak moja mala ma wysoka goraczke. GP
    bagatelizuja. W szpitalu nigdy nie odmowiono mi pomocy i dziecko ogladane bylo
    i badane przez kilku lekarzy. Nie mozna goraczki wysokiej bagatelizowac, bo
    moze sie to tragicznie skonczyc(np. Meningokokowe zapalenie opon mozgowo-
    rdzeniowych!!!!!!!!).
  • formaprzetrwalnikowa 21.01.06, 22:46
    ze tak sobie zgadnę: hindus?
    jak hindus, to nie jestes sama: najbardziej stresujacy element moich on-calls
    to... fakt, ze wszyscy nasi młodsi lekarze są hindusami, a ja nie rozumiem, co
    oni mówią, a zwłaszcza przez telefon, wyrwana ze snu o 1.00 nad ranem.
    rozumiem ludzi mówiacych z silnym lokalnym akcentem (geordie), rozumiem
    szkotów, irlandczyków, amerykanów, nawet kolegów-arabów mówiących po angielsku,
    ale hindusów - za chiny. juz kiedys zadałam podobne pytanie na forum. oni po
    prostu mówią z koszmarnym akcentem, w dodatku nie wymawiając niektórych zgłosek.
  • formaprzetrwalnikowa 21.01.06, 22:46
    ps. anyway: mam nadzieję, ze latorośl zdrowieje?
  • u25 21.01.06, 23:07
    Mam nadziej, ze synek ma sie juz lepiej. A tak aporpos
    >I ta strasznie wstydliwa dla mnie niestety sytuacja, bo jak tu lekarzowi
    > powiedziec - sluchaj facet/ babka wez ty sie wysil i mow a nie belkocz!
    Wiem, ze dzisiaj Ci ciezko, ale trzeba zaciskac zeby i uczyc sie angielskiego.
    Innego wyjscia nie ma. Ja po czterech latach zycia w krajach anglojezycznych i
    praktycznie nie uzywania polskiego na codzien, mam jeszcze dluga droge przed
    soba bym mowila tak jak bym chciala(A jak slucham Szkotow z "na zachod od
    Glasgow" (nawiasem mowic przesymaptycznych) to wymiekam, ale moj Ozzie mowi, ze
    ich tez czesto nie rozumie. A tak apropos Hindusow... Nie przepadam za ich
    akcentem ale nie mam problemow, zeby ich zrozumiec.
  • duende1 21.01.06, 23:20
    eballieu, mam nadzieje, ze bejbe ma sie juz dobrze. wyobrazam sobie wasz stres.
    ja mojego g.p tez nie bardzo czasem rozumiem...
    ale trzymam za was kciuki. wszystko bedzie dobrze...
    --
    Por las calles desiertas la unica reina es la soledad.
  • robak.rawback 21.01.06, 23:31
    no wlasnie jak to jest. czy nie rozumiecie czesciej nejtive english speakers
    czy wlasnie obcokrajowcow mowiacych po angielsku?
    i co z rozmowami przez telefon? ja teraz szukam pracy nie tylko w szkole ale
    tez i administrative i tak sobie mysle ze jakby mi przyszlo zalatwiac jakies
    sprawy przez telefon dzien w dzien a tu po drugiej stronie jakis belkot to nie
    wiem co bym zrobila.
    jak sobie z tym radzicie. zaznaczamm ze ja sama dobrze mowie i generalnie
    jestem przygotowana na rozne odmiany belkotu. ale niektore mnie po prostu
    przerastaja
  • u25 21.01.06, 23:38
    Wiesz jak u mnie bylo z rozmowami przez telefon? Na poczatku ostalam prace w
    firmie (dzial IT) z telefonem na biurku :D Na poczatku jak dzwonil (oddzialy
    firmy w roznych krajach) to skrecalo mnie w zoladku. Lekko nie bylo (pomimo
    tego, ze ang. w Polsce uczylam sie tak moze z 10 lat!), ale jak czegos nie
    rozumialam, to zawsze grzecznie prosilam o przeslanie mi tego mailem. I to
    dzialalo!
  • deadeasy 22.01.06, 00:21
    Ja zdecydowanie mam problemy z obcokrajowcami mowiacymi po angliesku, ale tylko
    Azjatami. Nie mam wiekszych problemow ze zrozumieniem przez telefon rodzimych
    mieszkancow wyspy. Czasem zdarzy sie osoba z "broad Scouse" (a ci to naprawde
    potrafia "zakrecic" w glowie). Wtedy prosze o powtorzenie, przeliterowanie.
    Ciekawe jest, ze latwiej mi zrozumiec jak widze dana osobe nawet w pubie ;o)
    niz jak rozmawiam z nia przez telefon.
  • deadeasy 22.01.06, 00:03
    Mam nadzieje, ze malenstwo szybko do zdrowia wroci :)

    Co do akcentow... wydaje mi sie, ze to lekarze, ktorzy wychowali sie za granica
    i przyjechali tu (do UK) pracowac maja taki silny akcent. Stykalam sie ze
    studentami stomatologii o sniadej skorze i nie mialam zandych problemow ze
    zrozumieniem ich. Niedawno mialam okazje pomagac przez telefon znajomej, ktora
    wyladowala w szpitalu. Zadzwonila do mnie dziewczyna bo nie mogla sie z
    pielegniarka porozumiec. Oddala owej sluchawke... no i mnie zamurowalo.
    Kobieta chyba byla murzynka - kij-wie-skad. Akcent - tragedia, masakra. Gdybym
    to byla ja zwijajaca sie z bolu w szpitalu to po prostu poprosilabym o kogos
    innego. No wybaczcie, ale jak mi bebechy rwie w srodku i sie krew leje to nie
    mialabym ochoty na rozszyfrowywanie co ktos do mnie mowi.

    Chociaz i zdarzaja sie zabawne sytuacje (nie zwiazane z lekarzami). Na
    przyklad w "chippy". Miasto Liverpool. Wchodzi sie, obsluga chinska i czlek
    sie spodziewa lamanca a tu zajezdza takim Scouse, ze szczena opada. :)

    Wracajac do oryginalnego tematu, wydaje mi sie, ze to troche nie fair. Jesli
    jest ktos nie-bialy to sie im "wybacza" silny rodzimy akcent, jakby kolor
    skory "tlumaczyl" ciezki akcent. Od osoby bialej, jakby sie oczekuje "czystej"
    mowy bez lub z akcentem, ktory mozna rozpoznac (szkocki, irlandzki, poludniowy
    itp.). Ciekawe tez czy sie tak czesto pytaja osoby o sniadej/czarnej skorze
    skad sa, jak nas bialych... Czy to obawa przed byciem posadzonym o rasizm
    gdyby sie zwrocilo uwage? No ale do jasnej ciasnej, jak sie z lekarzem dogadac
    nie mozna... Troche to niesprawiedliwe... :(
  • u25 22.01.06, 00:11
    >No ale do jasnej ciasnej, jak sie z lekarzem dogadac
    >nie mozna... Troche to niesprawiedliwe... :(

    Ale co jest niesprawiedliwe? To my tutaj przyjechalismy i musimy sie dostosowac
    (czytaj: przystosowac, nauczyc jezyka i zasymilowac).
    Jakbym mowila po goralsku i jakis angol uczacy sie polskiego, powiedzialby mi,
    ze belkocze to chyba bym uzytek... z kierpca zrobila ;D
  • robak.rawback 22.01.06, 00:27
    u25 napisała:


    > Jakbym mowila po goralsku i jakis angol uczacy sie polskiego, powiedzialby
    mi,
    > ze belkocze to chyba bym uzytek... z kierpca zrobila ;D

    haha w sumie to nie zawsze rozumiem gorali. tylko nie bic mnie oscypkiem
  • deadeasy 22.01.06, 00:50
    > Ale co jest niesprawiedliwe? To my tutaj przyjechalismy i musimy sie
    dostosowac
    >
    > (czytaj: przystosowac, nauczyc jezyka i zasymilowac).

    No wlasnie o to chodzi. Od nas sie oczekuje komunikatywnego angielskiego, na
    rozmowach wstepnych nie wystarczy pomachac papierkiem dokumantujacym skonczenie
    szkol medycznych i jakiegos stazu, i wydukac pare zdan. No i OK, nie widze w
    tym zadnego problemu. Jak czlek sie wybiera zyc w innym kraju to powinien sie
    nauczyc "ichniego" jezyka. Wydaje sie jednak, ze ludzie o innym kolorze skory
    sa traktowani niejakowoz "ulgowo" zeby bron boze nie byc posadzonym o rasizm.
    Jak rowno to powinno byc rowno. Wyksztalcenie ma ale dogadac z to sie nie da -
    kandydat odpada.

    To to "ulgowe" traktowanie wydaje mi sie "niesprawiedliwe". Nie fakt, ze my
    musimy sie dostosowac - bo to oczywiste, mieszkamy tu wiec jezykiem tubylcow
    wladac nalezy.

    A moze to wcale tak nie jest? Moze od nas sie wcale nie oczekuje
    zadnego "komuniakytnego" angielskiego, ze to tylko nasze "kompleksy" nakazuja
    nam starac sie bardziej niz reszta? Hm?
    :)

    Nie twierdze, ze wszyscy obcokrajowcy pochodzenia azjatyckiego/afrykanskiego
    mowia z bardzo silnym, ciezkim do zrozumienia (dla mnie przynajmniej)
    akcentem. Niestety, spora czesc jednak tak mowi. Nie stanowi to wiekszego
    problemu jak zamawiam "takeaway" bo co najwyzej dostane inne curry niz
    zamawialam. Jesli chodzi jednak o porozumienie sie z lekarzem.... hmmm... tu
    mnie raczej nipokoj ogarnia.
    ;)
  • hopplik 22.01.06, 00:11
    ciężka sprawa, mam nadzieję,że skoro nie komunikacja, to chociaż leczenie
    efektywne było i maleństwo wydobrzało
    powierzyć dziecko i zaufać lekarzowi nie zawsze jest łatwo, nawet, jeśli w tym
    samym języku toczy się rozmowa
  • ethomas 22.01.06, 00:27
    na początek mam nadzieję, że Twoja dzidzia już zdrowieje. Na tą chwilę u mnie
    jest to samo. Gorączka i pasqdny kaszel. Do lekarza udało mi się dostać po
    tygodniu dzwonienia. Mam dwóch lekarzy w tej samej przychodni. Jedna to rodowita
    szkotka z MAC przed nazwiskiem i jak mi czasem "pojedzie" po szzkocku to cholera
    za chiny ludowe nie rozumiem. Drugi to hindus i gada tak jakby wczoraj szkołę
    skończył, znaczy prawie Szekspirem. Generalnie Szkoci dla mnie posługują się
    szkockim bo nazwanie tego angielskim jest obrazą dla tego drugiego. Kiedyś na
    rozmowie o pracę w firmie rekrutacyjne pogadałam sobie z babką i mnie oświeciła,
    że oni po prostu inaczej wymawiają. No i qrde co z tego jak się muszę dziesięć
    razy dopytywać :-)))) a jak sobie siedzę w autobusie to nawet podsłuchać nie
    można, bo nic... nic nie idzie zrozumieć.

    No ale przyjechałam tu na własne życzenie :-)))) muszę się dostosować :-)))
    --
    pozdrawiam
    Ewelina
    2 latka mam:-))
  • kasia799 22.01.06, 00:32
    Elu,
    mam nadzieje, ze z maluszkiem juz lepiej.
    Nam, jak wyladowalismy na A&E z temperatura ponad 39, ktora za nic nie chciala
    spasc po calpolu, lekarz poradzil by podawac go zmiane lub razem z nurofenem.
    I rzeczywiscie po pol godziny jak reka odjal, az nie moglam uwierzyc

    --
    Kasia i Ryan (08.09.2004)
  • violus22 22.01.06, 01:49
    Elu, trzymaj sie, a synek niech szybko wraca do zdrowia.

    Ja mialam podobnie jak Kasia799, tez wyladowalismy na A&E i tez calpol na
    zmiane z nurofenem pomogl i tak samo bylam zdziwiona :)
    --
    Czarujący
  • benala 22.01.06, 10:10
  • eballieu 22.01.06, 11:18
    Dziekuje Wam bardzo za slowa otuchy i zyczenia zdrowia.
    Noc przespana z jedna pobudka.
    Wyzdrowiec wyzdrowieje, no bo jak moze byc inaczej:-)
    Ale to w koncu nie o tym byl ten post.
    Nasza GP jest Hinudska. Nie mam problemu z jej rozumieniem. HV jest z Malezji,
    tez rozumiem. Mieszkam w Essex, i tutejszych tez rozumiem. Prawdopodobnie
    pomogly mi kontakty z Hindusami juz w Polsce, w pracy u meza bylo kilku
    informatykow. A jako ze "diamenciarzy" w rodzinie troche jest, to i Hinudusow
    mowiacych po angielsku z tejze brazny czesto spotykam. Generalnie rozumiem ich
    angielski, oni rozumieja moj:-)
    Po raz pierwszy nie wiedzialam kiedy ktos cos do mnie mowi rok temu na wizycie
    u poloznej. Stalo sie tak, ze maz byl razem ze mna i tez nie wiedzial o czym
    polozna mowi. Byla afrykanskiego pochodzenia. Wczorajszy lekarz tez.
    Przyklady wymowy - nazwa centrum handlowego "Lake Side" wymowiona zostala przez
    lekarza jako "lik si" - tu oczywiscie prezentuje wam zapis po polsku, tego jak
    my to slyszelismy. A sluch to ja raczej mam dobry.
    W aptece spotkalam kobiete, ktora miala wizyte u tego lekarza tuz po nas. Ona
    byla Angielka. Pierwsza spytala mnie czy ja rozumialam lekarza. Bo ona nie.
    I wiecie co - to moze byc dobry lekarz, przeciez nie wierze, ze do niedawna byl
    slusarzem, a nagle zostal lekarzem.
    Tylko co robic z takimi fantami.
    Powiedziec - nie rozumiem cie, nie dlatego ze nie znam jezyka, tylko dlatego ze
    nie rozumiem twoje wymowy, akcentu i jeszcze czegos? Prosze zawolaj
    pielegniarke, z ktora wspolpracujesz zeby nam tlumaczyla? Dla mnie to dosc
    irytujace, to tak jak powiedziec komus - sluchaj, kto cie tu posadzil na tym
    krzesle i dal ci identyfikator lekarz? Jak ty sie z ludzmi porozumiewasz? A
    mzoe ten czlowiek i tak juz sie bardzo stara? I dla niego to tez sa stresujace
    momenty?
    Podsumowujac juz - w centrum telefonicznym przy sprzedazy ubezpieczen pracy by
    raczej nie dostal.
    A pytania, jaki mi zadaja po uslyszeniu dziwnego akcentu - Skad jestes?,
    oczywiscie ze nie zadam, bo ? To juz sami po czesci wyjasniliscie.
    Pozdrawiam,
    Elka


  • formaprzetrwalnikowa 22.01.06, 12:07
    ja też się czasem zastanawiam, jak bardzo (nie)rozumieją mnie moi pacjenci,
    chociaz zasadniczo mam poczucie komunikowania sie z nimi, a prosby o
    powtórzenie tego, co przed chwilą powiedziałam zdarzają się rzadko, rzadko
    także "Ah, you mean... [i tu słowo, które ja przed chwilą wymówiłam, w moim
    odczuciu, tak samo]'. Jestm bardzo ciekawa, jaki jest ten mój angielski -
    pytałam ludzi, którzy ze mną pracują, jak słyszą mój angielski, ale wiecie jacy
    są anglicy: uprzejmi i wymijający. własnie sobie pomyslałam, że może temu
    biedakowi nikt nigdy nie powiedział, że choc moze i mówi poprawnie po
    angielsku, to niezrozumiale?
  • deadeasy 23.01.06, 00:21
    Z innej beczki...

    Formo, czy Ty mialas jakiekolwiek problemy z "angielska" lacina? Ja mam
    problemy z lacinskimi nazwami drzew. Wydaje mi sie, ze Anglicy wymawiaja
    lacinskie nazwy inaczej niz my w Polsce... koledzy obchachali sie jak im
    powiedzialam, ze wg. polskiej wymowy Pinus sp. wymowiloby sie [pinus] a nie
    [pajnus]. Smiechom w biurze nie bylo konca... ;)
  • formaprzetrwalnikowa 23.01.06, 08:25
    hehe, nawet nie wiem, ze mam, bo u mnie się nikt nie obsmiewa- powsciagliwi i
    uprzejmi, ze niech ich kule biją ;)
    mówie tak jak się nauczyłam (czyli np tez powiedziałabym [pinus]), a jak
    słysze, ze oni mówią inaczej - staram sie zapamiętac i powtarzac. z dwojga
    złego wolę być zrozumiana. chociaz słowko [enkefalajtis= encephalitis] smnieszy
    mnie niezmiernie do dzisiaj ;-)
  • princessjobaggy 23.01.06, 22:44
    formaprzetrwalnikowa napisała:

    > z dwojga
    > złego wolę być zrozumiana. chociaz słowko [enkefalajtis= encephalitis]
    smnieszy mnie niezmiernie do dzisiaj ;-)

    Albo np. ekinejszia na Echinacea :DD

    Moja profesorka ze studiow najzwyczajniej obcokrajowcow poprawiala, bo albo sie
    jest naukowcem i posluguje sie lacina (a nie zangielszczona lacina), albo sie
    jest ignorantem.

    Pamietam jak kolezanka, ktora wrocila ze Stanow, gdzie prowadzila badania do
    swojej pracy magisterskiej, opowiadala o panujacej tam poprawnosci politycznej.
    Zamiast czytac lacinska nazwe 'niger' tak jak sie powinno, oni
    czytaja 'najdzer'. Smieszne.
  • jaleo 23.01.06, 22:48
    deadeasy napisała:

    > Z innej beczki...
    >
    > Formo, czy Ty mialas jakiekolwiek problemy z "angielska" lacina? Ja mam
    > problemy z lacinskimi nazwami drzew. Wydaje mi sie, ze Anglicy wymawiaja
    > lacinskie nazwy inaczej niz my w Polsce... koledzy obchachali sie jak im
    > powiedzialam, ze wg. polskiej wymowy Pinus sp. wymowiloby sie [pinus] a nie
    > [pajnus]. Smiechom w biurze nie bylo konca... ;)

    Tak, w UK sie lacine wymawia inaczej. Ale tak na dobra sprawe, to jak
    sprawdzic, kto ma racie? Np. w Polsce lacinnicy slowo "pace" wymawiaja "pace",
    a w innych krajach sie wymawia "pacze". Argument jest taki, ze w jezykach
    romanskich, czyli tych najbardziej do laciny zbizonych, wystepuje generalnie
    zmiekczenie "c" przed "e", i skads to sie musialo wziac (i.e. z wymowy laciny).


    --
    ------
    Antes muerta que sencilla
  • robak.rawback 24.01.06, 00:13
    ja mysle ze trzeba sie stosowac do wymowy zangielszczonej, nawet jezeli nam sie
    wydaje ze lacina to lacina i trzeba po lacinie a nie inaczej. oni
    zangielszczaja po swojemu a my spolszczamy po swojemu. i nie ma co kombinowac
    bo sie bedzie brzmialo jak obcokrajowiec co sie nie zna. tego sie niestety nie
    przeskoczy. tak samo jak francuskie slowa, czy inne w angielskim.
    sa na internecie gdzies strony z wymowa angielska tych wszystkich wyrazen z
    chemii, medycyny, itd. mozna poszukac. nawet sama chetnie poszukam.
  • jaleo 22.01.06, 12:24
    Ciesze sie, ze z Louisem lepiej. Rzeczywiscie wyglada na klasyczna trzy-
    dniowke (ktora moze czasami trwac do 4 dni).

    Co do lekarza, to ja bym napisala jednak do Local Health Authority. Napisz, ze
    jest to jedyna osoba z medycznego personelu, ktorej nie mozesz zrozumiec, a
    mialas z wieloma do czynienia. W koncu lekarze z NHS sa dla nas, a nie my dla
    nich.

    Co do akcentu Hinduskiego, to trzeba sie osluchac, zeby zrozumiec. Native
    English speakers tez nie zrozumieja Hindusa z ciezkim akcentem, jesli nigdy
    przedtem nie mieli z takim akcentem do czynienia.
    --
    ------
    Antes muerta que sencilla
  • u25 22.01.06, 12:43
    > Co do lekarza, to ja bym napisala jednak do Local Health Authority. Napisz, ze

    Uwaga bede zlosliwa (taka juz ze mnie cholera)
    Jezeli autorka postu potrafi napisac bezbledna petycje w j. ang. do Local
    Health Authority opisujac caly przebieg wizyty i stres spowodowany heavy-
    accented English, to petycja ma sens.
    Ale, biorac pod uwage fakt, ze 99% Polakow mieszkajacych obencie w UK mowi
    pidgin English (albo w ogole nie mowi) to moze sensowniej bedzie popracowac nad
    wlasnych jezykiem, osluchac z akcenteami niz napisac petycje w stylu: Kali sie
    denerwowac, ze Hindus nie mowic jak Anglik.
  • lee.loo 22.01.06, 13:32
    u25 a skąd Ty wiesz jak Eballieu mówi po angielsku?
  • u25 22.01.06, 13:50
    Nie mam zielonego pojecia jak mowi Eballieu. Dlatego gdybajac wyprodukowalam
    dwa opcje. (Dwa akapity)
  • eballieu 22.01.06, 13:40
    U25, nie martw sie nie zamieszcze postu - prosze o przetlumaczenie listu:-)
    bardzo zaciekawilo mnie to co napisalas, moze wreszcie od kogos uzyskam pomoc w
    innej dziedzinie, w ktorej prowadze poszukiwania!
    Skad masz dane na temat tego, ze "99% Polakow mieszkajacych obencie w UK mowi
    > pidgin English (albo w ogole nie mowi)"? Sama szukam jakis badan, studium nad
    polonia brytyjska i nikt mi nie potrafi pomoc, zaspokoic moich poszukiwan.
    Ekipa Studiow Socjologicznych nic nie ma, polska sekcja socjologiczna przy PAN
    za biedna na wyslanie kogos na dobre badania. Sa jacys wolni strzelcy -
    doktoranci, no ale nie zeby ich badania byly reprezentatywne, a w ilosciowkach,
    ktore dawalyby taka wiedze, jaka tu przytaczasz nikt nie ma szans byc dobry,
    bez nakladow pieniedzy i korzystania z danych urzedowych.
    Prosze napisz na priva i podaj mi zrodlo, moze jakis raport posiadasz, bardzo
    mi na tym zalezy. Dziekuje!

    Jaleo, wygladalo na trzydniowke, tym bardziej ze nie przechodzil.
    Ale trzydniowka nie bylo.
    Dzieki raz jeszcze wszystkim.
  • u25 22.01.06, 13:56
    Wiesz o statystyki ciezko, bo sporo Polakow przebywajacych na terenie UK nie
    rejstruje sie. Nie sadze, ze takowe w ogole istnieja na dzien dzisiejszy.
    Napisalam, ze 99% Polakow mowi pidgin English (To i tak na wyrost :D To tylko
    moje doswiadczenia, popytaj innych, zrob ankiete, opublikuj, daj znac gdzie to
    wisi)
  • u25 22.01.06, 14:01
  • eballieu 22.01.06, 14:04
    To przepraszam, ze pytalam.
    Widzisz, skrzywienie zawodowe. Ja juz tak mam, ze jak ktos oglasza tak wazny
    fakt, dodaje do tego procenty, to sie dopytuje.
    A juz myslalam, ze dostane jakis namiar i ja gula przegapilam takie zrodlo, na
    ktore ludzie sie powoluja juZ na forach, a ja czlowiek z branzy nic nie wiem.
    Nawet w myslach zacieralam rece, ze moze uda mi sie wydebic metodyke.
    no ale, przepraszam za prosbe.
    Pozdrawiam.
  • u25 22.01.06, 14:12
    Ja na twoim miejscu (skoro to dla Ciebie takie wazne) przy pomocy autorytetow
    z psychologii, socjologii, no i chyba w tym wypadku anglistow opracowalabym
    wstepny kwestionaruisz, uderzylabym z tym do GUSu, OBOPu, (moze by sie tez
    udalo sponsorow znalezc!), zankietowalabym rodakow i sprzedalabym moje
    wyniki :D
  • jaleo 22.01.06, 14:21
    u25 napisała:

    > to moze sensowniej bedzie popracowac nad
    >
    > wlasnych jezykiem, osluchac z akcenteami niz napisac petycje w stylu: Kali
    sie
    > denerwowac, ze Hindus nie mowic jak Anglik.

    Nie przypuszczam, zeby Local Health Authority mialo takie podejscie, nawet
    jesli dostana list napisany nie-perfekcyjnym angielskim.

    W UK sa takie miejsca (np. wiekszosc inner city Londynu), gdzie ponad 60%
    populacji zamieszkalej tam na stale nie urodzilo sie w UK. Nie mowiac juz o
    tych, co tam mieszkaja tymczasowo. To akurat sie rzetelne dane, bo wynikle z
    niedawnego cezusu, i szeroko swego czasu publikowane w prasie (tylko mi sie nie
    chce w tej chwili szukac linku).

    Dlatego tez uslugi puliczne, oplacane z podatkow tychze ludzi, powinny sie do
    tej sytuacji dostosowac, a nie "wypuszczac" do kontaktu z pacjentami lekarzy,
    ktorych wiekszosc ich "klientow" nie bedzie mogla zrozumiec. Sam lekarz tez
    powinien sobie zdawac sprawe ze swojego ciezkiego akcentu i starac sie
    przynajmniej go wyeliminowac lub poprawic.

    Nie wiem, jak Ela mowi po angielsku, ale przypuszczam, ze nie jest na etapie
    dukania, bo jesli by byla, to by miala bardzo duze problemy z funkcjonowaniem
    tutaj, tym bardziej, ze z tego co pisze, wiekszosc czasu spedza sama w ciagu
    dnia (tzn. bez bieglego speakera na podoredziu).


    --
    ------
    Antes muerta que sencilla
  • u25 22.01.06, 14:45
    Mysle, ze przez interenet to mozna sobie wlasnie jedynie pogdybac,
    poprzypuszczac. Jak potrafi przedstawic problem w jezyku ang., tak zeby zostac
    odebrana wiarygodnie, to swietny pomysl niech pisze! W przeciwnym przypadku
    petycja trafi do kosza (i slusznie).

  • benala 22.01.06, 23:37
    ja rozumiem, ze Eballieu miala problem ze zrozumieniem lekarza tylko i
    wylacznie z powodu jego 'ciezkiego' akcentu natomiast U25 ciagle wraca do tego,
    ze powinna sie angielskiego uczyc. U25 przeczytaj caly watek dokladnie to moze
    zrozumiesz, ze problem nie lezy w tym ze Eballieu nie zna angielskiego.
  • edavenpo 22.01.06, 23:41
    Wydaje mi sie ze u25 w ogole uwaza ze dobra znajomosc jezyka u kogos polskiej
    narodowosci to rzadkosc stad ten dosc obrazliwy ton i generalizowanie.
    --
    Kevin
  • eballieu 23.01.06, 11:21
    A moge po polsku?
    U25, przyzwoitosci troche mam. Nie jestem na tym forum anonimowym uzytkownikiem
    klawiatury. Nie napisalabym, ze lekarz baran, niedouczony, fuj brudas, co
    przodkowie na drzewach siedzieli, a w najlepszym przypadku trzcine u bialego
    podcinali, baran jeden angielskiego nie zna i jeszcze po czesci z mojego
    podatku zakute i zafajdane lby z NHS-u wyplacaja mu pensje. Nie napisalabym
    tego bedac tu zarejestrowana jako kazio.brzeczyszczkiewicz. Cenie sobie to
    forum i uczestnikow.

    Tak, jak juz wspomnialam byc moze lekarz sie stara i byc moze mu nigdy nie
    wyjdzie - logopeda nie jestem, wiec trudno jest mi to ocenic.

    Dla fanow laciny nowe slowko - tonsillajtis:-). Oczywiscie moje bardzo dobre
    ucho wychwycilo i zrozumialo. Nie na marne czlowiek kul przez cztery lata ten
    martwy jezyk.

    *Co do ludzi, ktorzy tu mieszkaja i umiejetnosci "jazdy bez trzymanek" po
    glebinach angielskiego nie opanowali - znam takich, radza sobie, U25 nie musisz
    lez nad ich losem ronic. Swiat juz jest tak urzadzony, ze i kwiatki w stylu
    dyrektor czegos tam, ktory angielskiego nie zna, zdarza sie. Tu na wyspie.
    Dopoki ja na jego brakach nie trace, dopoty jest mi to obojetne.

    *Co do mojego angielskiego, to hmmmmmm. Oj duzo jeszcze moge nad nim pracowac,
    ogromnie duzo. Chociaz zdarza sie, ze ktos juz nawet doceni moja znajomosc, bo
    zaproponuje prace tlumacza, miedzy polskimi kierowcami, a ich angielskimi
    przelozonymi. Co oczywiscie nobilitacja nei jest, bo w koncu jak sobei
    poradzilam z tlumaczeniami w materii traktorow i kombajnow i zawilosci
    konstrukcyjnych jak o humanistka, to pewnie zle nie jest. Tak, tak korzystalam
    z pomocy.
    Generalnie to daje rade. Ale tylko w naukach spolecznych moge czytac ksiazki z
    literatury przedmiotu. Nie wszystkie oczywiscie, sa dziedziny ktorych po polsku
    nie przeskocze. Mzoe kiedys, gdy zmienie ogrodek zainteresowan, to dam rade. Po
    polsku ksiazek do chemii nie rozumialam na etapie liceum.
    U25, oc do propozycji/pomyslu zapodanego przez ciebie w temacie badan.
    Przepraszam, nie chce schodzic na inny temat. To wszystko nie jest tak proste
    jak piszesz, ale o zawilosciach rozpisywac sie nie bede. Zajrzyj sobie tylko
    do metodologii Nowaka, a to dopiero poczatek. Jest tu ponoc jakas etykieta w
    necie. Mi wydawalo sie, ze ta zyciowa wystarczy. U25, gdyby badnia robilo sie
    tak prosto jak ty mowisz, to bym nie studiowala przez 5 lat, po drodze lapala
    cenne doswiadczenia i jeszcze miala niedosyt. W kwestii finasnowan to ja ci
    powiem, ze jako zwyczajnemu ankieterowi placono mi za jeden wywiad 8 lat temu
    50 zlotych brutto. Uwierz mi na slowo - na takie badania to stac SMG/KRC
    Poland, chociaz tu trzeba pomyslec kto by je od nich kupil:-). Moze CBOS lub
    OBOP by sie jeszcze za to wzial. Innych typow nie mam.
    A co nieco o tym wiem, bo bralam udzial w badaniach nad polonia slowacka.
    Dzieciak zdrowieje:-)
  • u25 23.01.06, 11:41
    Jeszcze raz apropos lekarza: wiem jak trudno jest znalezc dobrego specjaliste,
    (mi kiedys piec tygodni stawiano prawidlowa diagnoze i lekarki tej trzymam sie
    caly czas, poza tym mam sporo szacunku dla lekarzy.) Jakby mi sie trafil
    lekarz, ktory mowi jak potluczony (a bylby dobrym lekarzem), to bym raczej 10
    razy powtorzyla "say again plaese", "write it down please" czy cokolwiek..
    (Ale zeby zrozumiec nawet za 10 razem, to trzeba znac angielski!)
    Apropos wlasnego biznesu, ktory Ci zasugerowalam. Jak pietrzysz trudnosci juz
    na tym etapie to faktycznie jestes jedynie skazana na to, co inni opublikuja :D
  • ewmag 23.01.06, 11:59
    U25, o co Ci wlasciwie chodzi? Sama chyba niezbyt dobrze jezyk angielski
    opanowalas: "say again plaese" - jesli tak mowisz:-D Ciesze sie, Ela, ze
    dzieciak zdrowieje:-)
  • u25 23.01.06, 12:02
    Ciesze sie, ze wiesz jak sie please pisze :D Poza tym domyslam sie, ze masz
    nieduzo do powiedzenia? myle sie?
  • edavenpo 23.01.06, 12:22
    U25 - naprawde uwazam Twoj ton za dosc obrazliwy a nie jestem nawet osoba do
    ktorej kierujesz swoje posty. Podejrzewam ze chodzi ci tutaj o sytuacje a'la
    'przyganial kociol garnkowi'ale w tym wypadku nie rozumiem tak ciezko jest
    zaakceptowac ze czyjs akcent jest b. ciezki do zrozumienia, bez sugerowania ze
    odbiorca jest niedouczony i ze nie zna jezyka.

    Do dzis pamietam jak przyjezdzala do mnie znajoma w tych zamierzchlych czasach
    gdy potrzebne bylo zaproszenie. Zaproszenie wystawil maz i ja. Zadzwonil do nas
    immigration officer z Heathrow, ktory na pewno pochodzil z Afryki bo mial
    charakterystyczny akcent. Niestety po 3 pytaniach poddalam sie. Nie bylam w
    stanie go zrozumiec. Dla wyjasnienia pracowalam wtedy jako junior manager w
    duzej miedzynarodowej korporacji w ktorej nikt by mnie nie zatrudnil bez
    znajomosci jezyka. Moj maz przejal po chwili i natknal sie na ten sam problem.
    Po rozmowie telefonicznej ktora zamiast 10 minut trwala ponad godzine (na
    przemian ze mna i mezem) w koncu ustalilismy ze my wystawilismy to zaproszenie i
    ze znamy ta osobe. Napisalismy zazalenie do Immigration Services Commissioner na
    temat tego incydentu (niemozliwosc efektywnego dogadania sie z immigration
    officer) i dostalismy odpowiedz przyznali sie ze problem istnieje ale ze ich
    pracownicy u ktorych angielski nie jest pierwszym jezykiem otrzymuja regularne
    szkolenia aby podwyzszyc standardy jezyka mowionego.

    Obawiam sie ze operujesz stereotypami - niedouczona Polka (bo wg. twoich
    samozwanczych statystyk 99% naszych rodakow tutaj nie zna angielskiego) i lekarz
    a'la dr. Judym ktory poswieca sie dla ciemnej gawiedzi, ktora go nie docenia.

    To ze facet jest dobrym lekarzem nie oznacza ze jest wspanialym lingwista. To ze
    ebalieu jest Polka nie oznacza ze nie zna angielskiego.


    --
    Kevin
  • u25 23.01.06, 12:27
    Ziewam..
  • u25 23.01.06, 12:36
    to ziewanie stad, ze mnie juz poprostu forumowy internet nudzi (te przerysowane
    hisotryjki, praktycznie bez skazy osoby biorace udizal w wydarzeniach, ktore
    potem relacjonuja...)
  • edavenpo 23.01.06, 12:37
    u25 napisała:

    > Ziewam..

    ___

    I trollujesz. Bo dyskutowac z Toba nie mozna.


    --
    Kevin
  • u25 23.01.06, 12:42
    Sorry, mam limit dzienny na forum (30 min dziennie wiec musze konczyc).
  • benala 23.01.06, 13:57
    u25 napisała:

    > Sorry, mam limit dzienny na forum (30 min dziennie wiec musze konczyc).

    Uff, przynajmniej na dzisiaj mam spokoj z postami U25. Moze generalnie znajdz
    inne forum, skoro to Cie tak nudzi?
  • u25 24.01.06, 08:28
    Ten watek byl akurat ciekawy.
  • princessjobaggy 23.01.06, 22:55
    u25 napisała:

    > Sorry, mam limit dzienny na forum (30 min dziennie wiec musze konczyc).

    Klamczucha, rano siedzialas od 11.41 do 12.42, co stanowi wiecej niz 30 minut.
    Wymowka, oj wymowka ;)
  • jagienkaa 23.01.06, 12:32
    oj u25 myślę że się trochę zapędziłaś w kozi róg bo chociaż rozumiem o co Ci
    chodzi, to brnięcie tylko dla zasady do niczego nie prowadzi.
    Rozumienia akcentu wg mnie nie da się opanować w 100%, nikt nie jest w stanie
    zrozumieć każdego akcentu, nawet rdzenni Anglicy nie potrafią. Mój mąż czasem
    nie rozumie kogoś w TV a ja tak.
    I ja też jestem z tych, co łatwiej rozumieją akcenty szkockie/irlandzkie czy
    geordie lepiej niż Hiszpanów czy Francuzów mówiących po angielsku, a najwięcej
    problemów mam właśnie z Hindusami. Co nie znaczy że jestem w "99% Polaków
    mówiących pidgin English" - w końcu studiuję tutaj.
    --
    Jagienka i Dominik czyli małpa w kąpieli
  • ewmag 23.01.06, 12:43
    Nie o to mi chodzilo:-DDD
  • eballieu 23.01.06, 12:25
    Inni, ktorych czytam czy tez odkrywam publikuja doskonale rzeczy. Mi mrowce do
    nich daleko.
    Ale ciebie zlapalam na powolywaniu sie na fakty wyssane z palca. I przez osoby
    twojego pokroju socjologia miedzy innymi uznawana jest za nauke, jakiej tajniki
    posiada kazdy czerwony nos stojacy na rogu ulicy w polskim miasteczku. Ci sami
    posiadaja wylacznosc na tajniki medycyny, o posiadaniu wiedzy na to jak
    uzdrowic polska gospodarke z wysalniem Balcerowicza do kosmitow nie wspomne.
    I jeszcze jedno - ja osluchana z akcentem Hindusow poslugujacych sie
    angielskim, nigdy nie powiedzialabym komus kto zna angieslki a zrozumiec ich
    nei moze - sluchaj, "zeby zrozumiec nawet za 10 razem, to trzeba znac
    angielski!". Bo nie o ta znajomosc tu chodzi.
    To tak jakbys chciala powiedziec Formie, ze nie rozumie kolegow Hindusow,
    ktorzy do niej dzwonia, bo nie zna wystarczajaco dobrze angielskiego. I ma sie
    od nich uczyc.
    To chyba troche nie tak?
    No ale w koncu lingwista nie jestem, poza angielskim, francuskim i podstawowym
    poziomem flamandzkiego nie posluguje sie niestety niczym innym. Caly czas
    ubolewam, ze poza wstepem po wlosku nie potrafie sie zmobilizowac na nauke
    czegos co pozwalaoby mi wyjsc poza krotka rozmowe o jedzeniu. Wiec nie mi sie
    tu wypowiadac. Zbyta malo wiem w tematykach jezykowych.
  • u25 23.01.06, 12:29
    > No ale w koncu lingwista nie jestem, poza angielskim, francuskim i
    podstawowym
    > poziomem flamandzkiego nie posluguje sie niestety niczym innym. Caly czas
    > ubolewam, ze poza wstepem po wlosku nie potrafie sie zmobilizowac na nauke
    > czegos co pozwalaoby mi wyjsc poza krotka rozmowe o jedzeniu. Wiec nie mi sie
    > tu wypowiadac. Zbyta malo wiem w tematykach jezykowych.

    Chcialabym cie zaczac podziwac, ale jakos nie moge..
  • monia72 23.01.06, 13:43
    Mam nadzieje, ze dziecko czuje sie lepiej (a propos trzydniowki: czy ma
    wysypke???)
    Ja osobiscie przejelam sie o meza :) ktory jest lekarzem (dzieki Bogu pacjentow
    z rzadka widuje zajety praca naukawa, he he:). A do osob ze znajomoscia jezyka
    sama nie naleze i sama podziwialam lekarzy, ktorzy cierpliwie mnie tutaj
    wysluchiwali i starali sie wyraznie, duzymi literami do mnie mowic(ale ja poki
    co nie moge narzekac na GP). Pozdrawiam Iza
  • monia72 23.01.06, 13:44
    Chciec to moc :)))mocno pozdrawiam Iza
  • hanula 24.01.06, 15:06
    Hej, Eballieu. Zdenerwowałaś się, to zrozumiałe, dziecko chore, niewyspana
    pewnie jesteś, a jako socjolog do liczb podchodzisz poważnie. Ale nie
    przesadzajmy. "99% Polakow mieszkajacych obencie w UK mowi pidgin English" to
    nie jest powoływanie się na fakty wyssane z palca, tylko takie przesadne
    sformułowanie często spotykane w mowie potocznej, oznaczające tyle co:
    "większość Polaków mieszkających obecnie w UK słabo mówi po angielsku". (Jako
    anglistka zakwestionowałabym od razu zupełnie błędne użycie pojęcia pidgin
    English, ale j.w. :-)) Teza akurat moim zdaniem kompletnie nieprawdziwa, ja
    ujęłabym to raczej tak: wielu Polaków, którzy przyjechali tu po wstąpieniu
    Polski do Unii, mówi po angielsku bardzo słabo albo wcale.

    Jeśli chodzi o rozumienie akcentów vs znajomość języka, to Jagienka ma
    naturalnie rację (jak zwykle :-)). Mój mąż też nie wszystkich obcokrajowców
    rozumie.

    Jeśli chodzi o meritum, to w takiej sytuacji proś, żeby ci powtórzył. Jeszcze
    raz i jeszcze raz i jeszcze raz. Jeśli wydaje ci się, że zrozumiałaś, to spróbuj
    powtórzyć własnymi słowami i zapytaj, czy o to mu chodziło. Jeśli zrozumiałaś
    choć jedno słowo, to powtórz to słowo i zapytaj, o co mu chodziło ("Wednesday?
    What should I do on Wednesday? Do you want me to come back on Wednesday?") W
    ostateczności niech ci rzeczywiście napisze, choć znając charakter pisma
    lekarzy... (Formo, czy tak bazgrolić to na studiach medycznych uczą? :-)))
    Pomyśl sobie, że on prawdopodobnie co drugą wizytę ma takie problemy, jeśli nie
    podczas każdej. No ale co zrobić, skoro angielskich lekarzy brakuje, chyba
    lepiej mieć lekarza z akcentem niż żadnego?

    Ja tylko opatrzności dziękowałam, że na czas cesarki zesłała mi angielskiego
    anestezjologa. Akurat się dyżury zmieniły, ten, który zbierał wywiad, był gdzieś
    z jądra ciemności i musiałam go trzy razy prosić o powtórzenie każdego zdania. W
    ogóle wszyscy lekarze, których przez cztery dni w szpitalu widziałam, byli
    obcokrajowcami, a mnie do operacji znieczulał blondyn z Manchesteru. Naprawdę
    nie wiem, co bym zrobiła, gdybym nie mogła się dogadać z lekarzem nadzorującym,
    żebym nie czuła, jak mnie kroją!
  • monia72 24.01.06, 16:31
    Nie chce cie martwic ale powoli wiekszosc anestezjologow to cudzoziemcy :)))
    (taka niewdzieczna dzialka medycyny). A co do pisma lekarskiego - mam wrazenie,
    ze w UK pisze sie glownie na komputerze (w kazdym badz razie listy lekarskie
    powinny byc na komputerze). Co do angielskich lekarzy - na wlasne oczy
    widzialam jak leczyli nasza landlady i potrafili sie mylic nawet w lekarstwach
    (tzn.dostawala lekarstwa innego pacjenta). Poza tym zycze wszystkim zdrowia.
    (Mam nadzieje, ze nie namarudzilam w tym poscie:))) Pozdrawiam
  • u25 24.01.06, 17:49
    > sformułowanie często spotykane w mowie potocznej, oznaczające tyle co:
    > "większość Polaków mieszkających obecnie w UK słabo mówi po angielsku". (Jako
    > anglistka zakwestionowałabym od razu zupełnie błędne użycie pojęcia pidgin

    Jasko emigrantka nowozelandzka, angielska i wkrotce hawajska :D pytam, ktora
    uczelnie skonczyla pani magister filologii ang. w Polsce?
  • pyza_uk 23.01.06, 14:17
    Buuuuuu, mam nadzieje, ze macie sie juz dobrze.... Ja w ciazy tez mialam raz
    robione usg przez hindusa, moj maz ze mna byl i tlumaczy, co sam zrozumial,
    czyli 50% jakies...

    ps. Helena tez chora :-(
  • alex_koz 23.01.06, 14:52
    przyznam sie szczerze - mimo ze jak widac nie jestem osoba czesto piszacaca,
    raczej czytaczem - ze dziwi mnie to, ze ostatnio coraz czesciej kazdy watek
    konczy sie "pyskowka".

    u25 radze jakas herbatke antystresowa,
    effacie radze do wstepniaka dodac warunek "czytaj i pomysl zanim wyslesz",
    goraco pozdrawiam i ciesze sie ze Malenstwo wraca do zdrowia.
  • u25 23.01.06, 18:44
    Czemu antystresowa? Jak ktos ma temperament i charakterek, jest odwazny w
    sadach to nie znaczy ze musi pic melise. To moze ty powinnas sobie red bulla
    wypic!
  • eballieu 23.01.06, 15:01
    Helena tez?!
    Kawaler ja zarazil. Juz do ciebie dzwonie.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka