Dodaj do ulubionych

polszczyzna na obczyźnie

22.04.06, 16:21
Na sąsiednim forum pojawił się wątek pod tytułem "Z greenpointskiego na
polski", a w nim wierszyk. Ot, fragment reprezentatywny:

Mieli hauzik maleńki, peintowany co roku,
porć na boku i stepsy do samego sajdłoku;
plejs na garbydż na jardzie, stara picies, co była
im rokrocznie piciesów parę buszli rodziła.
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10100&w=40157312

Różny mają stosunek do polszczyzny Polacy na obczyźnie. Niektórzy za wszelką
cenę starają się mówić poprawnie, obsesyjnie wręcz unikając wszelkich
podejrzeń o kalki językowe. Inni beztrosko mieszają języki i używają słowa w
pierwszym języku, jaki im wpadnie do głowy. Większość pewnie jak zwykle
sytuuje się gdzieś po środku.

A wy? Zależy wam na utrzymaniu czystości języka? W mowie, w piśmie? Czy może
jest wam wszystko jedno, o ile tylko da się was zrozumieć? Czy do Polaków w
Anglii mówicie/piszecie tak samo, jak do Polaków w Polsce?

Nie ukrywam, że wątek jest zainspirowany krótką wymianą zdań w jednym z
wątków sąsiednich. Zainteresowane pewno wiedzą, o co chodzi. ;-)
Edytor zaawansowany
  • jaleo 22.04.06, 18:18
    Ja bardzo sie staram pisac poprawnie, bo pisanie na roznych polskich forach to
    moja jedyna okazja uzywania jez. polskiego na codzien. Nie jest latwo, duzo
    slow i zwrotow mi brakuje, i musze sie czasami bardzo wysilic, zeby znalezc
    polski odpowiednik. Angielski wrzucam jak sie juz naprawde nie da, ale staram
    sie rowniez wtedy przeprosic czytelnikow. Najczesciej mi sie to zdarza na
    forum moda, bo niewiedziec czemu, wlasnie slownictwo z tej dziedziny nie ma
    zgrabnych odpowiednikow w jez. polskim.

    Raz po raz stosuje kalki jezykowe swiadomie, zartobliwie (chociaz pewnie nie
    wszyscy odbieraja je jako zart ;-)

    --
    ------
    I'm just trying to be a better person. My name is Earl.
  • duende1 22.04.06, 20:53
    ja sie staram mowic poprawnie po polsku i w wiekszosci sytuacji mi to wychodzi.
    troche mam trudnosci kiedy mowie o pracy, bo jesli chodzi o sektor kuchenno
    meblowy to czesc slownictwa znam po angielsku a nie znam po polsku. ;)

    poza tym, to faktycznie zauwazylam, ze do polakow mieszkajacych w anglii czasem
    mowie inaczej niz do tych mieszkajacych w polsce. tzn. moge sobie czasem
    pozwolic na powiedzenie ze "ide do revenue" a nie do skarbowego. (jesli mowie
    szybko i nie przyjdzie mi do glowy polski odpowiednik. revenue nie jest tu
    najlepszym przykladem, bo to akurat latwe..)
    ale dzialaja mi na nerwy kiedy stwierdzenia w stylu "u nas na flacie",
    albo "zabukowalem se holideja". zreszta zauwazylam, ze jakos tak sie dzieje, ze
    zazwyczaj mowia w ten sposob ludzie, ktorych angielski jest tak naprawde bardzo
    slaby.
    --
    carnaval toda la vida y una noche junto a vos.
  • evalon 22.04.06, 20:56
    dla mnie jakos bardzo niezrozumiale jest, kiedy to tak jak piszesz nie mozesz
    znalesc polskiego odpowiednika,przeciez jestes polka???:-)wiec chyba wlasnie
    lepiej jest wyrazac sie w swoim rodowitym jezyku,niz obcym,chocbys niewiadomo
    ile mieszkala poza krajem,nic tego nie zmieni,tu wielki poklon dla emigracji
    powojennej,niedawno poznalam kobiete(ok 85 lat) ktora po raz ostani byla w
    polsce 27 lat temu,mowila pieknie po polsku,nie wtracala obcych slow,tego sie
    nie da zapomniec,a tymbardziej jesli czyta sie lub pisze w tym jezyku,natomiast
    spotykalam tez osoby ktore po zaledwie 4-letnim pobycie,juz nie potrafia nazwac
    konkretnej rzeczy po polsku,badz nie potrafia powiedzic numeru telefonu...cuda
    sie dzieja,dla mnie glupota i chyba raczej szpan
    nastepne co mnie bardzo zlosci to to,ze na tym forum wlasnie "polki w anglii"
    jest bardzo duzo watkow tylko po angielsku,chyba lekka przesada,ale to juz
    nie mnie osadzac


    --
    ..grzeczne dziewczynki ida do nieba,a niegrzeczne tam gdzie chca....
  • jaleo 22.04.06, 21:14
    evalon napisała:

    > dla mnie jakos bardzo niezrozumiale jest, kiedy to tak jak piszesz nie mozesz
    > znalesc polskiego odpowiednika,przeciez jestes polka???:-)

    Ja przemieszkalam wiecej zycia poza Polska niz w Polsce, i, byc moze trudno Ci
    to zrozumiec, ale mowienie i pisanie po angielsku przychodzi mi latwiej niz po
    polsku. Wydzwiek Twojego osadu jest taki, jakoby bylo to cos karygodnego, czy
    moze ja Cie zle zrozumialam?

    Co do polskich odpowiednikow, to w kazdym jezyku sa takie slowa i zwroty,
    ktorych nie da sie zgrabnie przetlumaczyc, bo albo polski wydzwiek jest "obok"
    oryginalu, albo jeden wyraz trzeba przetlumaczyc calym paragrafem.

    Podam Ci przyklady z mody, bo o tym pisalam. Konia z rzedem temu, kto mi
    zaproponuje polski odpowiednik oddajacy dobrze znaczenie i nie-opisowy:

    peeptoe shoes
    to carry off (pull off) a look
    on trend (as in: if you want to be right on trend) - ten akurat tylko na
    pierwszy rzut oka wydaje sie latwy do przetlumaczenia, jest subtelna roznica
    pomiedzy tym a polskim "byc/wygladac modnie")
    directional (as in: directional cut, directional look)

    moglabym tak mnozyc na setki.

    Poza tym, zmartwie Cie jeszcze bardziej. Cale moje zycie zawodowe i edukacje
    ksiegowa przebylam w UK, wiec na tematy zawodowe nie potrafie w ogole rozmawiac
    po polsku. No zabij mnie, ale nie potrafie inaczej.

    Co do tych 85-letnich ludzi z wojennej emigracji wladajacych nieskazitelna
    polszczyzna - ja tez na takich sie natknelam. Wiekszosc z tych mowiacych
    swietnie po polsku maja/mieli malzonkow Polakow, wiec polskiego uzywaja/uzywali
    na codzien. A sa tez tacy, co po 50 latach mieszkania w UK mowia bardzo dobrze
    po polsku, ale po angielsku tylko podstawowe zwroty - ja nie zartuje, ja
    osobiscie znam takie przypadki. I abstrachujac juz od bogoojczyznianego
    aspektu sprawy, ja nie wiem, czy tak latwo wydawac osad, co jest lepsze/gorsze
    dla danej osoby.




    --
    ------
    I'm just trying to be a better person. My name is Earl.
  • natalia.brzeska 22.04.06, 21:15
    evalon napisała:

    > > nastepne co mnie bardzo zlosci to to,ze na tym forum wlasnie "polki w
    anglii"
    > jest bardzo duzo watkow tylko po angielsku,chyba lekka przesada,ale to juz
    > nie mnie osadzac
    >
    >

    Wątków "tylko po angielsku" - czy możesz jakieś linki dać, bo chyba u mnie na
    kompie takowe się nie wyświetlają...
  • evalon 22.04.06, 21:57
    chociazby
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29377&w=40662679
    nie mam nic do autorki,niech nie mysli,tak tylko na pierwszy ogien poszla, bo
    mi sie przegladac nie chce za bardzo,nastepny watek "na wesolo"zaczal sie
    fajnie,pozniej juz angielskie zarty poszly itd..
    absolutnie nic nie mam do tego,rozumie ze komus jest lepiej sie tak wyslowic
    (wyrazic),ale bez przesady,i mysle ze nikt nie poczuje sie obrazony,takie po
    prostu sa moje odczucia,przeciez nikogo nie osadzam;-)
    --
    ..grzeczne dziewczynki ida do nieba,a niegrzeczne tam gdzie chca....
  • ralphos 23.04.06, 00:40
    Krótki przykład - nie potrafię rozmawiać po polsku na tematy związane z pracą, a
    konkretnie z systemem komputerowym przy tworzeniu którego pracuję. Mam w pokoju
    kolegę Polaka, ale na tematy zawodowe rozmawiamy po angielsku, bo po polsku się
    po prostu NIE DA! Na początku ambitnie próbowałem wszystko tłumaczyć, ale
    wychodziły tak pokraczne i po prostu okropnie brzmiące zdania, że szybko dałem
    sobie spokój. Czy to znaczy że jestem kiepskim Polakiem, bo na pewne tematy
    rozmawiam po angielsku, bo NIE MA sensownie brzmiących jednoznacznych tłumaczeń
    słów, których muszę użyć? Jest mnóstwo zwrotów nieprzetłumaczalnych, czy nie
    mogę użyć słowa precyzyjnie czegoś opisującego dlatego że nie jest polskie? Nie
    mówię o wtrącaniu co drugiego słowa po angielsku, ale po prostu użyciu
    angielskiego słowa tam gdzie polskiego odpowiednika nie ma.

    A teraz trochę inna sprawa - jak miałem kilkanaście lat i intensywnie uczyłem
    się angielskiego, bardzo trudne było dla mnie przełączanie się z języka na
    język, jak przestawiłem się już na mówienie po angielsku, to nie mogłem tak
    łatwo powrócić do polskiego, angielski był jakiś... łatwiejszy. W tej chwili
    nie mam żadnego problemu, mogę mówić jedno zdanie po polsku, drugie po
    angielsku, albo czytać po polsku i w tym samym czasie rozmawiać z kimś po
    angielsku. Ciekawe, czy to w związku z po prostu lepszą znajomością języka
    (chociaż do prawdziwej znajomości jeszcze mam całe lata świetlne), czy wynika to
    z wieku, po prostu mózg już dojrzał i inaczej pracuje, lepiej potrafi separować
    dwa zbiory słów?
  • hanula 23.04.06, 00:56
    > tu wielki poklon dla emigracji
    > powojennej,niedawno poznalam kobiete(ok 85 lat) ktora po raz ostani byla w
    > polsce 27 lat temu,mowila pieknie po polsku,nie wtracala obcych slow,tego sie
    > nie da zapomniec

    Wydaje mi się, że to jest szerszy problem. Ludzie tamtego pokolenia mówią po polsku ładniej niż my. Nie mówię w tej chwili o emigrantach, tylko o Polakach mieszkających w Polsce. Nawet gdy mieszkałam w Polsce, zdarzało mi się wahać, zmieniać koncepcję w połowie zdania, tak że gdyby to spisać, okazałoby się, że końcówka zdania wcale do początku nie pasuje. Natomiast osoby takie jak moja babcia czy jej siostry zawsze mówią pięknymi, pełnymi, skończonymi, literackimi zdaniami. Nieodmiennie mnie to zastanawia. Inne wychowanie? Inne wykształcenie?

    > spotykalam tez osoby ktore po zaledwie 4-letnim pobycie,juz nie potrafia
    > nazwac konkretnej rzeczy po polsku,

    Do tej pory pamiętam zażenowanie, gdy w rozmowie z kuzynem nie byłam w stanie sobie przypomnieć, jak jest po polsku "greenhouse". Pustka w mózgu, przerwa w konwersacji, w końcu z wstydem musiałam go zapytać. "Szklarnia", oczywiście. Owszem, zdarzają mi się takie sytuacje, ale staram się ich unikać, jak tylko mogę, bo zawsze mi wstyd. Jak można zapomnieć języka ojczystego? Zwłaszcza jak ktoś jest z zawodu tłumaczem i na dodatek wychowuje dzieci, które mają być dwujęzyczne?

    > badz nie potrafia powiedzic numeru telefonu...

    Dla mnie to osobny problem. Swój numer telefonu umiem powiedzieć tylko w jeden sposób: z kierunkowym na początku, cyfra po cyfrze, z wyjątkiem podwójnej dziewiątki, kiedy mówię "double nine". Bez kierunkowego nie wiem, co dalej. Nie potrafię bez zastanowienia podzielić numeru na trzy dwucyfrowe albo dwa trzycyfrowe. Po prostu mam ten numer wyryty w pamięci dokładnie tak, jakby to był wiersz. Zmienię jeden element i wszystko się sypie.

    > nastepne co mnie bardzo zlosci to to,ze na tym forum wlasnie "polki w anglii"
    > jest bardzo duzo watkow tylko po angielsku,chyba lekka przesada,ale to juz
    > nie mnie osadzac

    Tu chyba przesadzasz. Zdarzają się wątki po angielsku, kiedy ktoś cytuje jakiś tekst i nie chce mu się tłumaczyć, to przecież zrozumiałe. Natomiast ludzie zawsze odpowiadają po polsku (choć jakość tej polszczyzny bywa różna ;-)). Poza tym te wątki dość szybko zamierają; to chyba rodzaj naturalnej selekcji - nie wszyscy tu czytają po angielsku na tyle dobrze, żeby lektura długich angielskojęzycznych tekstów sprawiała im przyjemność.
  • aniaheasley 23.04.06, 01:08
    Nie wiem jak dlugo jestes w Anglii i jak dlugo zamierzasz zostac. Ze swojego
    kilkunastoletniego doswiadczenia wiem, ze zapominanie polskich slow jest po
    prostu nieuniknione po pewnym czasie funkcjonowania w jezyku angielskim.
    Pewnie, ze nie dzieje sie to od razu, ale z uplywem lat, kiedy czesto myslisz
    po angielsku, kiedy masz angielskojezycznego partnera, pracujesz w srodowisku
    angielskim, to polski schodzi na dalszy plan i rdzewieje.
    Ja bardzo staram sie mowic poprawnie po polsku przy rodzicach, i przy paru
    innych osobach, ktorym sie wydaje tak jak Tobie, ze to niemozliwe, zeby
    zapomniec jezyk ojczysty. Mozliwe i calkiem naturalne.
    Staram sie unikac wtracania angielskich slow na tym forum, odkad ktos sie po
    raz pierwszy na to oburzyl. Chociaz nie wiem dlaczego, bo to tez jest zupelnie
    naturalne wsrod starszych stazem emigrantow.
    Watki w jezyku angielskim - dlaczego nie, w koncu jest to forum 'W Anglii'.

    Jeszcze jedna sprawa tak troche przy okazji.
    Kiedy jade do Polski lapie sie na tym, ze nie potrafie rozmawiac w jezyku
    polskim tak jak to teraz robia Polacy, zwlaszcza z bardzo mlodego pokolenia,
    powiedzmy 20-latkow. Kiedy mieszkalam w Polsce nie istnialo wiele zwrotow,
    ktore teraz weszly do jezyka codziennego. Bardzo dziwnie sie czuje probujac
    uzywac np. slowa 'klimaty', czegos takiego nie bylo x lat temu.
  • hanula 23.04.06, 01:29
    > Staram sie unikac wtracania angielskich slow na tym forum, odkad ktos sie po
    > raz pierwszy na to oburzyl. Chociaz nie wiem dlaczego, bo to tez jest zupelnie
    > naturalne wsrod starszych stazem emigrantow.

    Bo to wtrącanie angielskich słów można zinterpretować na jeden z dwóch sposobów: jako pretensjonalność albo lenistwo. Pierwsze sugeruje poczucie wyższości w stosunku do rozmówcy, drugie sugeruje brak szacunku dla rozmówcy wyrażający się lenistwem. Tak źle i tak niedobrze.

    Rzeczywiście, są słowa i wyrażenia, które trudno jest przetłumaczyć. Nie każdy jest tłumaczem; nie każdy tłumacz nawet ma ochotę bezustannie się zastanawiać nad każdym słowem. Ktoś kiedyś pisał (przepraszam, ale nie pamiętam, na którym forum, ani kto to był), że dużo łatwiej jest napisać "two-bedroom flat" niż wdawać się w skomplikowane wyjaśnienia, że chodzi o mieszkanie składające się nie tylko z dwóch sypialni, ale też pokoju gościnnego, kuchni i łazienki. Zgadzam się z tym. Nie razi mnie pisanie o Home Office, Health Visitor, Job Centre, National Health Service. Ale nieustanne zastępowanie najprostszych polskich słów ich równie prostymi angielskimi odpowiednikami mnie razi.
    Tak jak błędy ortograficzne. ;-)

    > Jeszcze jedna sprawa tak troche przy okazji.
    > Kiedy jade do Polski lapie sie na tym, ze nie potrafie rozmawiac w jezyku
    > polskim tak jak to teraz robia Polacy, zwlaszcza z bardzo mlodego pokolenia,
    > powiedzmy 20-latkow. Kiedy mieszkalam w Polsce nie istnialo wiele zwrotow,
    > ktore teraz weszly do jezyka codziennego. Bardzo dziwnie sie czuje probujac
    > uzywac np. slowa 'klimaty', czegos takiego nie bylo x lat temu.

    Ania, ale czy to tylko kwestia emigracji? Dlaczego chcesz mówić jak nastolatki? Pewnie, że będziesz się dziwnie czuć, a jeszcze dziwniej brzmieć. Pamiętam, jak w wieku lat może dziesięciu kategorycznie zabroniłam mojej babci używania słów "matema" i "histra" na "matematykę" i "historię" (na które myśmy zresztą mówili "matma" i "hira"). Nie żebym cię porównywała do mojej babci, co to to jeszcze nie. :-)
  • tuti 23.04.06, 08:32
    a ja lubie rozmawiac z ludzmi, z ktorymi moge pozwolic sobie na uzywanie slow w
    jezyku ktory mi pierwszy przyjdzie na mysl.poniewaz mieszkam obecnie w anglii,
    lubie rozmawiac z ludzmi ktorzy znaja angielski. Nie widze powodu dla ktorego
    komus kto zna angielski mialo by przeszkadzac mieszanie jezykow. No inna sprawa
    ze jak ktos angielskiego nie zna, to mu by to przeszkadzalo, Na forum
    'polszczyzna' po angielsku bym nie pisala:) Ale na English only na to sobie
    pozwalam bez skrupolow.skrupulow. p.s Zanika u mnie zdolnosc pisania zgodnego z
    zasadami ortografii pl;)
    Doceniam sytuacje w pracy, gdzie moj maly departamencik jest dwujezyczny,
    eng-fr. Mamy kilku rodowitych francuzow. I bardzo podoba mi sie ze nikt nie daje
    nikomu odczuc ze ma jakies preferencje jezykowe, tylko kazdy mowi tak jak mu
    akurat 'podejdzie' - mieszanina eng-fr.
    No ale My Polacy...nie gesi, swoj jezyk mamy:/
  • aniaheasley 23.04.06, 10:17
    To wtracanie angielskich slowek to na pewno nie poczucie wyzszosci. Lenistwo,
    hm, moze troche, ale nie znam osoby, nie wylaczajac bylych AK-owcow srednia
    wieku obecnie 85+, ktore po latach w Anglii nie wtracaja angielskich slowek.
    Moze Wy nie slyszycie tego wsrod tych wlasnie najstarszych wojennnych
    emigrantow, ale sprobujcie posluchac jak oni rozmawiaja miedzy soba, ze swoimi
    kolegami, wtedy jest juz 'przepraszam kochanienka za spoznienie, ale byl
    straszny traffic'. Wynajmowalam kiedys pokoj u takiej bogoojczyznianej wiec sie
    nasluchalam.....
    Ja wiem tylko, ze wsrod znajomych bliskim mi stazem emigracyjnym wtracamy
    angielskie slowka czesto gesto i nikt sie nad tym nie zastanawia. A jezeli juz
    rozmawiam z druga anglistka, to wtracanie jest nagminne. Ale to skrzywienie
    zawodowe, zaczyna sie juz na studiach :-)
  • tuti 23.04.06, 10:26
    heh aniu masz racje, ja tez nazwalabym to skrzywieniem zawodoowym.. na studiach
    bardzo lubilysmy - po pierwsze wylapywac francuszczone slowka z ust
    wykladowcow- po drugie - same bawic sie w neologizmy i kalki jezykowe.. ja jak
    najbardziej pozytywnie odbieram/ustosunkowuje sie do mieszania jezykow.
    oczywiscie wszystko z umiarem i w odpowiednim miejscu:)
  • aniaheasley 23.04.06, 10:36
    No popatrz, wreszcie sie w czyms zgadzamy :-)
    Pamietam, ze my mielismy niekonczaca sie zabawe ze slowkami. Bawilismy sie w
    dwie strony, np. pamietam jeden kolega wymawial because z akcentem na pierwsza
    sylabe, i zostal biedaczek do konca studiow z przezwiskiem 'bigos'. Wszystkie
    Kasie zostaly 'Kaszami' bo tak wymawiali to imie nasi nativi. Itp, itd.
    No ale teraz wtracanie angielszczyzny staram sie wlasnie robic z umiarem, zeby
    nikogo nie urazic. Chociaz czasami watpie czy rzeczywiscie musze (why bother),
    kiedy znajome bardzo slabo znajace jezyk mowia o cashu, cleanerkach, mopowaniu,
    overtimie, itp.
  • tuti 23.04.06, 10:44

    a to my sie wczesniej nie zgadzalysmy?

    a 'why bother', zaraz ci tu powiedza ze nie why bother, tylko ze masz sie
    wyslawiac poprawnie po polsku, przeciez nie po to wyjechalas do anglii zeby
    szpanowac wstawkami angielskimi;) to tak np;)
  • hanula 23.04.06, 10:57
    > a 'why bother', zaraz ci tu powiedza ze nie why bother, tylko ze masz sie
    > wyslawiac poprawnie po polsku, przeciez nie po to wyjechalas do anglii zeby
    > szpanowac wstawkami angielskimi;)

    Ale to "why bother" było w nawiasie, po próbie opisania tego samego po polsku. Zupełnie inna sytuacja.
  • tuti 23.04.06, 11:01
    ale ja uwazam ze wlasnie nie ma why bother, nie powinno byc (w odpowiednim
    miejscu i w czsie, nie spotykajac na ulicy byla polonistke)

    i tez uwazalabym ze uzywanie angielskich slowek ma wlasnie podloze
    socjo-lingwistyczne, tak jak tlumaczy jaleo.. kategorii anglii nie da sie tak
    dobrze opisac jezykiem polskim..
    a tlumaczyc lenistwem czy brakiem patriotyzmu;) wszystko mozna
  • hanula 23.04.06, 10:59
    > ja jak
    > najbardziej pozytywnie odbieram/ustosunkowuje sie do mieszania jezykow.

    A przecież wciąż szukasz angielskich odpowiedników idiomatycznych powiedzeń polskich (czytamy te same fora :-)). Zależy ci na tym, żeby idiomatycznie mówić po angielsku, a nie zależy ci na tym, żeby idiomatycznie mówić po polsku?
  • hanula 23.04.06, 10:55
    > Lenistwo,
    > hm, moze troche, ale nie znam osoby, nie wylaczajac bylych AK-owcow srednia
    > wieku obecnie 85+, ktore po latach w Anglii nie wtracaja angielskich slowek.

    Lenistwo na pewno. Choć lenistwo nie zawsze w znaczeniu negatywnym. Próby zastępowania wszystkich określeń charakterystycznych dla danej kultury - culture specific :-) - polskimi słowami też mogą prowadzić do paranoi.

    > Ja wiem tylko, ze wsrod znajomych bliskim mi stazem emigracyjnym wtracamy
    > angielskie slowka czesto gesto i nikt sie nad tym nie zastanawia. A jezeli juz
    > rozmawiam z druga anglistka, to wtracanie jest nagminne. Ale to skrzywienie
    > zawodowe, zaczyna sie juz na studiach :-)

    Tak, myśmy też tak mieli na studiach. Do pewnego momentu. Gdzieś na czwartym czy na piątym roku nagle znowu zaczęło nam zależeć na czystości języka. I zamiast "bawić się" we wtrącanie angielskich słówek, zaczęliśmy "bawić się" w szukanie polskich odpowiedników słówek trudno przetłumaczalnych lub takich, których po polsku po nie znaliśmy. Ale to było specyficzne seminarium, tłumaczeniowe, prowadzone przez ludzi z zaraźliwą pasją tłumaczenia na piękną polszczyznę.
  • mama5plus 23.04.06, 19:26
    A jezeli juz
    > rozmawiam z druga anglistka, to wtracanie jest nagminne. Ale to skrzywienie
    > zawodowe, zaczyna sie juz na studiach :-)


    Oj znam to :)
    kolezanka ze studiow-romanistka mieszkajaca w Polsce, nieustajaco mi ` Gros
    Bisou` wysyla, dodatkowo wplatajac italiano i Español ;-p
    A ostatnimi czasy zaczela studia na anglistyce bo sie przekwalifikowuje i, z
    racji mojego zamieszkania i jej nowych zainteresowan, otrzymuje przeplatanke
    polsko-angielska swiadomie i celowo skomponowana. ;)
    Co do moich wtracen....staram sie raczej pisac czysto, chyba, ze celowo uzywam
    angielskich zwrotow.
    Jednak po 10 latach na emigracji, gdzie w wiekszosci moj kontakt z jezykiem
    polskim (tym zywym) byl bardzo ograniczony, zdarza mi sie miec zacmienie i
    wtedy pol biedy gdy pisze, bo wtedy moge przerwac i pogrzebac w slowniku albo
    dochodzenie zrobic. Gorzej w rozmowie na zywo :-?


    Zdarzaja sie jednak sytuacje takie jak ostatnio gdy ni w zab nie przychodzilo
    mi do glowy zadne polskie okreslenie dla mashmallow, nie mialam czasu( bo z tym
    u mnie krucho, choc checi byly, ale nimi ponoc jest pieklo...) na
    przeprowadzenie dochodzenia w temacie wiec wrzucilam `mashmallow` zaznaczajac,
    ze nie znam polskiego odpowiednika :-?)
    Podobnie kiedys bylo z digestive w jakims przepisie (jak sie pozniej okazalo,
    w Polsce tez te ciastka pojawily sie pod nazwa digestive ;-), wiec, strzelajac,
    mozna czasem trafic (chodzi o trafienie a nie o ruch drogowy z bledem ;) ).
    W dziedzinie komputerowej, ktora zglebialam w jezyku angielskim, bardzo trudno
    jest mi grzebac w poszukiwaniu polskich okreslen wiec doskonale rozumiem
    osoby, ktore na tematy zawodowe wola rozmawiac po angielsku.
    Poza tym, na dzien dzisiejszy mysle i snie po angielsku, licze najczesciej po
    polsku, liste zakupow i notatki robie w wiekszosci po angielsku.
    I mam absolutne zacmienie gdy mi przychodzi z pamieci podac nr telefomu po
    polsku (wlasnie dlatego, ze rzadko to robie, a jest to forma kodowania
    pamieciowego po prostu)
    Czyli chyba klasyczny przypadek(??)

    W rozmowie z bliskimi w Polsce bardzo sie pilnuje by z rozpedu nie wrzucic
    jakiegos angielskiego zwrotu.
    Moze dlatego, ze dawno, dawno temu myslalam tak jak niektore przedmowczynie i
    uznawalam takie wtracenia za cos negatywnego. Jednak, pomimo staran, zdarzylo
    mi sie kilka razy urwac w pol slowa, gdy w zamieszaniu jakis tubylczy zwrot mi
    sie nawinal :-?
    A myslalam, ze `mi sie to nigdy nie przytrafi` ;-P
    Jednak wybitnie anglojezyczne otoczenie i byc moze fakt, ze w Polsce ostatni
    raz bylam ...ufff prawie 9 lat temu.... robia swoje.
    Poprawiam sie podczas pobytu przybuszy w ojczyzny ;)
    Podobnie jak moj francuski `powraca do zywych` gdzies w drugim dniu wizyty
    znajomek zza kanalu :)


    Ogladajac wiadomosci w internecie, dostrzegam jednak roznice w
    intonacji...jakas ona inna jest teraz, szczegolnie u mlodego pokolenia.
    Nie obserwuje tego np u mojej siostry z ktora czesto rozmawiam wiec dopiero
    teraz rzucilo mi sie `w uszy`.
    Jesli chodzi o pokolenie powojenne...moze to moje `szczescie`, ale jeszcze nie
    spotkalam takiej osoby, ktora by mowila po polsku bez angielskich wtracen.
    Owszem, mowia ladnie, dosc gramatycznie, ale sa obce wtrety i kalki.
    Czasem nawet trudno cokolwiek zrozumiec.
    Jednak nasza sytuacja jest w pewnym sensie lepsza. W dobie internetu i tanich
    linii lotniczych i telefonow, otwartych granic, tv polonijnej, rowniez
    internetowej i ostatniego naplywu rodakow, mamy chyba znacznie wiekszy kontakt
    z zywym jezykiem (niz to pokolenie powojenne). Z drugiej strony nawal
    anglicyzmow wchodzacych do tego zywego jezyka(specjalistycznego chocby) tez
    pewnie nie jest bez znaczenia.
    Internetowe slowo pisane ma tez na mnie osobiscie niezbyt dobry wplyw ;)
    Moja polonistka chyba by sie przekrecila gdyby `przeczytala` mi w myslach moje
    dylematy (np nawracajacy nieustannie swiezy czy swierzy` ;)
    Coz, niestety jestem wzrokowcem i, gdy pare razy z rzedu przeczytam napisane
    niepoprawnie slowo, to mi sie koduje i musze odkrecac. Drugim utrudnieniem jest
    brak polskiej czcinki.
    Odreczny zapis na kartce pomaga sprawdzic czy dane slowo wyglada `nie tak`
    dlatego, ze jest w nim blad czy ze wzgledu na brak kropki nad `z` np.).
    Niestety, nie zawsze mam kartke i dlugopis pod reka albo czas na ich szukanie ;)
    No ale zlej baletnicy... ;)






    --
    5plus
  • hanula 23.04.06, 21:56
    > mozna czasem trafic (chodzi o trafienie a nie o ruch drogowy z bledem ;) )

    O, mam temat na kolejny wątek: nieużywanie polskiej czcionki na polskim forum. To niepatriotyczne. ;-)
  • mama5plus 23.04.06, 23:05
    Dopoki to nie bedzie karalne/zakazane, to, jak dla mnie, moze sobie byc
    niepatriotyczne ;-)
    --
    5plus
  • steph13 23.04.06, 23:10
    hear, hear, nie przesadzajmy z tym patriotyzmem. W koncu z jakiegos powodu
    jestesmy jednak Polki w Anglii a nie w Polsce.
  • mimbla.londyn 24.04.06, 11:41

    ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
    NIE MA ROZPUSTY WIEKSZEJ NIZ MYSLENIE.
    ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
  • hanula 25.04.06, 01:44
    > nie przesadzajmy z tym patriotyzmem. W koncu z jakiegos powodu
    > jestesmy jednak Polki w Anglii a nie w Polsce.

    Dobrze powiedziane. :-)))
  • steph13 22.04.06, 21:11
    Przyznaje, ze sytuacjach typu 'informal', np na forum, nie przywiazuje
    specjalnej wagi do wyszukiwania specyficznego slownictwa polskiego kiedy
    angielski ekwiwalent przychodzi na mysl pierwszy. Chodzi o szybkie wyrazenie
    toku mysli i forma jest, dla mnie, malo w tej sytuacji istotna.
    Rowniez, jesli nie jestem pewna poprawnej pisowni slowa polskiego, (a z uplywem
    czasu pojawiaja sie czasami watpliwosci h/ch, 'nie' razem czy osobno itp)
    wlepiam angielskie, poniewaz baaaaardzo raza mnie wszelkie bledy ortograficzne.

    W rozmowach telefonicznych z siostra, ktora nie zna angielskiego, czesto musze
    przystopowac (przyHamowac?) bieg zdania aby okreznie wyrazic co mam na mysli
    ale jest to zabawne raczej niz uciazliwe.

    Ku pokrzepieniu serc jezykowych purists: czytalam gdzies, ze u ludzi
    dwujezycznych, w podeszlym wieku, jezyk ojczysty powraca na pierwszy plan, jako
    ze zostal zarejestrowany w pamieci wczesniej; a znajomosc jezyka obcego, nawet
    jesli uzywany byl jako jedyny jezyk przez lwia czesc zycia, zaczyna zanikac.
  • hanula 23.04.06, 01:02
    > Przyznaje, ze sytuacjach typu 'informal', np na forum, nie przywiazuje
    > specjalnej wagi do wyszukiwania specyficznego slownictwa polskiego kiedy
    > angielski ekwiwalent przychodzi na mysl pierwszy. Chodzi o szybkie wyrazenie
    > toku mysli i forma jest, dla mnie, malo w tej sytuacji istotna.
    > Rowniez, jesli nie jestem pewna poprawnej pisowni slowa polskiego, (a z
    > uplywem
    > czasu pojawiaja sie czasami watpliwosci h/ch, 'nie' razem czy osobno itp)
    > wlepiam angielskie, poniewaz baaaaardzo raza mnie wszelkie bledy
    > ortograficzne.

    To ciekawe, że nie rażą się angielskie wstawki, a rażą cię błędy ortograficzne. Wydawałoby się, że jedno i drugie to forma.
    Mnie zresztą orty też rażą, ale zazwyczaj udaje mi się powstrzymać od poprawiania. :-)

    > Ku pokrzepieniu serc jezykowych purists: czytalam gdzies, ze u ludzi
    > dwujezycznych, w podeszlym wieku, jezyk ojczysty powraca na pierwszy plan,
    > jako
    > ze zostal zarejestrowany w pamieci wczesniej; a znajomosc jezyka obcego, nawet
    > jesli uzywany byl jako jedyny jezyk przez lwia czesc zycia, zaczyna zanikac.

    Wcale mnie to nie krzepi, raczej przeraża myśl, że mogłabym zapomnieć angielskiego. Nie jest moim językiem ojczystym i z polskim akcentem będę mówić na wieki wieków amen, ale jest mi jednak bardzo bliski.
  • aitee 22.04.06, 21:40
    Jestem dwujęzyczna od urodzenia, a teraz żyję tutaj i posługuję się trzecim
    językiem. Staram się dbać zarówno o język polski, jak i o tamten drugi
    (rozyjski). Jednak nie popadam w przesadę. Czytam po polsku, piszę, praktycznie
    codziennie po polsku rozmawiam przez telefon. Do męża i dzieci mówię po
    angielsku.
    Zdarzają mi się perełki ;) Mimo, że mieszkam tutaj niecałe 5 lat. I jakoś nie
    uważam tego za wsytd. To naturalne, że błędy można popełnić.
    Ostatnio do mamy, która mnie odwiedziła powiedziałam:
    - Mamuś, ale proszę, weźmy autobus do domu...
    Chodziło mi o jazdę autobusem, a zabrzmiało, jakbym ten autobus chciała
    adoptować ;)
    Za to spaliłam się ze wstydu, kiedy kupowałam mamie szampon i na szybko
    przetłumaczyłam, że to do "sensytywnego skalpu" :D
  • catriona 23.04.06, 00:31
    ja tez czesto mam problem ze znalezieniem polskich odpowiednikow angielskich slow, dlatego rozumiem Jaleo. To nie jest snobizm, po prostu - jak sie przez lata nie ma kontaktu z jezykiem to on zanika. Moze mi wroci na stare lata, jak pisze Steph :)
    Moj problem to raczej kolokacje, czasem mi trudno nie robic kalek z angielskiego.
    Razi mnie za to uzywanie takiej "mieszanki", czyta sie to zle, tym bardziej glosno - brzmi fatalnie i dlatego staram sie nie stosowac takich wklejek. I nie mowie tu o jakichs wyrazach "trudno-przetlumaczalnych", tylko o takich naprostszych.
  • jaleo 23.04.06, 10:47
    catriona napisała:

    > ja tez czesto mam problem ze znalezieniem polskich odpowiednikow angielskich
    sl
    > ow, dlatego rozumiem Jaleo. To nie jest snobizm, po prostu - jak sie przez
    lata
    > nie ma kontaktu z jezykiem to on zanika.

    To nawet nie chodzi o "zanik" jezyka polskiego, ale o to, ze odbiera sie
    rzeczywistosc w kategoriach jez. angielskiego. Nie wiem, jak to dobrze laickim
    jezykiem wytlumaczyc, ale dla przykladu - czlowiek poslugujacy sie przez lata
    tylko jezykiem angielskim i zyjacy w brytyjskiej rzeczywistosci, bedzie sie
    czul, na przyklad, "upset". Zakres tego slowa ja wyczuwam bardzo dobrze w jez.
    angielskim, natomiast w jez. polskim mialabym klopot z opisaniem uczucia upset,
    bo polska swera emocjonalna jest lingwistycznie podzielona inaczej. Musialabym
    powiedziec, ze jest to kombinacja czucia sie zasmuconym, a przy tym
    zdenerwowanym, z lekka domieszka przestraszenia... no nie wiem sama, jak to
    okreslic, ale jak slysze w glowie "upset" to od razu wiem, o jakie uczucie
    chodzi. Przepraszam za belkot pseudonaukowy, ale moze ktos zrozumie, o co mi
    biega ;-)

    Podobnie jest z wiekszoscia tych "modowych" okreslen, ktore podalam w
    poprzednim poscie - przypuszczam, ze w polsce nie mysli sie w
    kategoriach "directional" czy "carry off/pull off" bo umysl inaczej "ogarnia i
    dzieli" rzeczywistosc, i dlatego nie ma zgrabnych odpowiednikow.
    --
    ------
    I'm just trying to be a better person. My name is Earl.
  • duende1 23.04.06, 11:24
    zgadzam sie z jaleo. sa stany, emocje, ktore przetlumaczone na inny jezyk traca
    troche zabarwienie i zmieniaja kontekst. i tak, jak jestem confused, to jestem
    confused, a nie zagubiona. wiele rzeczy w hiszpanskiej rzeczywistosci
    potrafilam oddawac tylko w jezyku hiszpanskim, w kazdym innym tracily na
    znaczeniu i byl to juz kompromis.
    tak samo, jak pewnych rzeczy nie oddam inaczej niz po polsku.

    to jest kwestia jezyka w kontekscie kulturowym, ale tez mojej malej
    rzeczywistosci lingwistycznej, tej prywatnej.

    --
    Por las calles desiertas la unica reina es la soledad.
  • catriona 23.04.06, 17:24
    a no jasne, Jaleo, hipoteza Sapira-Whorfa sie klania :)
  • duende1 23.04.06, 11:21
    ktos sie oburzyl tutaj jak polka moze miec problem ze znalezieniem polskiego
    odpowiednika. kiedy rozmawiam z mama mowie, ze ide na poczte zaplacic cos w
    stylu podatku administracyjnego. a kiedy rozmawiam z kolezanka mieszkajaca
    tutaj, mowie ze ide zaplacic council tax i wiem, ze dokladnie wiadomo co to za
    rachunek musze, cholera, zaplacic ;)
    mysle ze sporo osob tutaj robi zawodowo cos, czego nie robilo w zadnym innym
    jezyku, wiec slownictwo przyswojone na tym polu bedzie tylko angielskie.

    kalki to osobny problem, pamietam, ze zanim wyjechalam za granice po raz
    pierwszy, potwornie mnie draznilo, kiedy ludzie wracali z polrocznego pobytu w
    australii i mowili "to nie robi sensu". wydawalo mi sie to potwornie
    pretensjonalne. ale po pobycie rocznym w hiszpanii mialam ten sam problem, moim
    znajomym wydawalo sie, ze jakos dziwnie gadam, a znajomi iberystyczni
    wiedzieli, ze kalkuje z hiszpanskiego. po jakims czasie pobytu w polsce to
    minelo. teraz z kolei lapie sie na tym, ze rozmawiajac z mama robie kalki z
    angielskiego. (najlepsza chyba byla jak troche zaspana i troche na kacu
    otwarlam szafke w kuchni rodzicow i oznajmilam oslupialej mamie,
    ze...."wybieglysmy z kawy!")

    dla mnie wazne jest to, zeby celowo angielskich slow nie wtracac, szczegolnie
    tych prostych, a jak sie juz wtraca, to nie odmieniac....ide do szopingu....o
    raaanyy. i to, zeby sie starac i miec swiadomosc bledow, ktore sie popelnia.



    --
    Por las calles desiertas la unica reina es la soledad.
  • jaleo 23.04.06, 12:02
    duende1 napisała:

    > (najlepsza chyba byla jak troche zaspana i troche na kacu
    > otwarlam szafke w kuchni rodzicow i oznajmilam oslupialej mamie,
    > ze...."wybieglysmy z kawy!")

    Dla mnie problemem sa slowa, tzw. false friends, ktore niby maja polski
    odpowiednik, ale zupelnie co innego znacza. I tak np. mowiac po polsku
    opowiadam komus, ze moja przyjaciolka siedzi teraz w pracy "na desce obok",
    albo ze w sklepie sprzedaja rozne "obskurne przyprawy".


    --
    ------
    I'm just trying to be a better person. My name is Earl.
  • jagienkaa 23.04.06, 12:07
    albo ordynarne ziemniaki;)
    --
    Jagienka i Dominik
  • anya.po.prostu 23.04.06, 11:58
    Dla mnie ładne i poprawne wyrażanie się i pisanie po polsku zawsze było istotne. Mam duszę humanistyczną, uwielbiam czytać i pisać i moja praca w Polsce również wymagała nienagannej polszczyzny, a co więcej i stylu pisania.
    Dlatego tym bardziej zauważam i rozumiem zanikanie polskiego słownictwa i biegłości języka po latach emigracji. Na początku bardzo mnie to denerwowało i było mi nawet wstyd przed moimi znajomymi w Polsce.
    Wyjechałam w czasach gdy nie było jeszcze tak powszechnego dostępu do internetu, polskich książek, filmów, tanich rozmów międzynarodowych. W moim środowisku tutaj nie było przez długi czas ani jednego Polaka więc kontakt z językiem miałam znikomy. Gdy pojechałam do Polski znajomi mówili mi, że brzmię inaczej. A mi samej sprawiało sporą trudność czyste i ładne mówienie, ortografia. Kiedyś na przykład nie musiałam się zastanawiać czy pisze się rzadko czy żadko. Teraz muszę sobie odmienić (na rosyjski hehe, to pomaga ;)
    Myślę też, że duże znaczenie ma z jakim nastawieniem wyjechaliśmy z Polski. Jeśli podajemy przykład emigracji powojennej to jednak sytuacja wtedy była zupełnie inna. Wtedy, dla tych ludzi, którzy doświadczyli okupacji, istotne i ważne było zachowanie polskości, tradycji. Dla naszego pokolenia, wyjeżdżającego z Polski w dużej mierze z przyczyn ekonomicznych, często mających z Polski złe doświadczenia i wspomnienia zachowanie czystości języka nie jest już aż tak ważne. Co więcej, odrzucenie języka może być jakimś symbolicznym zaczęciem nowego, lepszego życia tutaj. Znam taki właśnie przypadek.
    Zgadzam się zupełnie, że używając na codzień angielskiego w pracy, określonych sytuacji itp trudno i nienaturalnie jest znaleźć i używać polskich tłumaczeń. Ale drażnią mnie takie kwiatki jak "trawelka", "zona", "tuba", "pokój na Ilingu" (pisownia oryginalna!)

    Myślę, że jest to sprawa bardzo indywidualna. Ja osobiście zwracam dużą uwagę na poprawność mojego języka. Bez względu na to czy mówię po polsku czy po angielsku. Wiem, że nie jest łatwo zachować polski język żyjąc na emigracji, ale tak samo nie jest łatwo uchronić mój angielski przed ulicznym slangiem typu "ain't" czy "she don't" gdy słyszy się to wszędzie na około.

    Ale tak samo przecież jest ze wszystkim. Są ludzie, którzy dobierają strój na każdą okazję i są tacy, którzy biegają w dżinsach i tenisówkach, bo tak im wygodnie. Są tacy, którym wystarczy McDonalds czy kebab, są tacy, którzy wolą domowe gotowanie. Each to their own ;)
  • latarnik 23.04.06, 19:21
    A wiesz, ze masz racje. Sa rozni ludzie i nie mam pojecia od czego to zalezy.
    Moja kolezanka bardzo stara sie mowic poprawnie po polsku, ale niesamowicie
    szybko jej wskoczyl angielski akcent i czasem skladnia, ma problemy zeby sie
    przestawic. Innym moim znajomym nie sprawia to zadnego klopotu. W tym wypadku
    jest to chyba zdolnosc przyswajania jezyka, czy cos podobnego.
    Ale sa tez ludzie, ktorzy wtracaja angielskie slowka z lenistwa, niedbale, a
    nawet nie do konca znajac oryginal. I takich ludzi najczesciej nie szanuje. Ktos
    pisal powyzej, ze starsi ludzie wypowiadaja sie staranniej, rowniez jesli chodzi
    o kompozycje zdan. Zgadzam sie, ale wydaje mi sie ze jest to wynikiem wyzszej
    kultury osobistej i byc moze staranniejszego wyksztalcenia.

    Moze ktos ogladal ten nowy film z Banderasem: "Take the lead". Doskonala jest
    scena, kiedy Banderas otwiera drzwi przed wychodzacymi kobietami. A siedzacy
    obok nastolatek nie moze tego zrozumiec. O cos takiego mi wlasnie chodzi - pewne
    wzorce i zachowania, a takze szacunek do innych powinny byc wpojone od dziecka.
    jesli nie sa, mam wrazenie ze rozprzestrzeniaja sie na inne dziedziny i potem
    takiemu czlowiekowi trudno jest pamietac zeby mowic skladnie, szanujac
    sluchacza. Samo wtracanie slowek z obcych jezykow to wierzcholek gory lodowej -
    jest jeszcze postepujaca chaotycznosc wypowiedzi i brak kultury w dobieraniu slow.

    Chyba sie rozpedzilem :) W kazdym razie jesli chodzi o moje zdanie - staram sie
    uzywac czystego polskiego, a takze tlumaczyc wyrazenia typu "2-bedroom-flat",
    itd. Natomiast zdarza mi sie w waskim gronie przyjaciol, ktorzy znaja mnie
    bardzo dobrze, a znaja tez tutejsza rzeczywistosc, wtracic czasem cos takiego. Z
    tymze to rzadkosc, i jesli juz to wynika tylko z tego, ze chce zaoszczedzic
    komus czasu, zamiast sie rozwodzic. Do bardziej obcych, jak pewnie wiecie z tego
    forum, rozwodze sie niemozebnie ;)
  • gugitsa 23.04.06, 12:01
    luknij przez uindow czy kar stoi na stricie...
    --
    z powodu zlych warunkow atmosferycznych, sygnature odwolano.
  • robak.rawback 23.04.06, 19:12
    chyba bede brzmiec pretensjonalnie, ale trudno hehe.....

    kiedys mi sie zdarzylo zapomniec jednego wyrazenia i po angielsku i po polsku
    a bylam w sytuacji gdzie widownia zrozumie w obu jezykach, wiec byl luzik. bylo
    to somewhat dziwne uczucie, zatkalo mnie nawet troche bo wiedzialam co chce
    powiedziec i nie moglam sie wogole wyslowic - kompletna pustka hehe

    bardzo mnie irytuje jak polacy nagle w polskim nabieraja angielskiego akcentu
    po rocznym pobycie w uk czy usa hehe. jeden amerykaniec sie zawsze smial ze on
    mimo ze mieszka w poslce od dziesieciu lat jakos nie mowi po angielsku z
    polskim akcentem.

    however (hehe) zgodze sie ze jednak wymowa tez chyba sie troche zmienia, jakos
    bardziej miekko sie mowi po angielsku i to czasami wchodzi w polski, i na
    odwrot, zalezy od sytuaacji. nie mowie tu oczywiscie o jakis dramatycznych
    zmianach (to raczej zauwazalne glownie dla tych co siedza w fonologii)

    a zauwazyliscie ze po angielsku i polsku mowi sie jakby innym glosem?
    nie wiem jak to powiedziec, ale pamietam kiedys na zajeciach, byly zawsze po
    angielsku i kiedys nagle babka rzucila jakies zdania po polsku. po prostu az
    podskoczylam bo bardzo mi sie rzucilo w ucho zupelne inne brzmienie glosu w obu
    jezykach. wczesniej tego nie zauwazalam.
    czy to mnie sie cos wydaje?
    pewnie sa teorie na ten temat.

    jesli chodzi mieszanie jezykow to jest chyba normalne nawet jak sie nie mieszka
    w anglii - wystarczy pojsc do jakiegokolwiek pokoju nauczycielskiego anglistow
    czy innych germanistow etc. normalne i naturalne - tam sie przeciez nikt nie
    popisuje niczym bo po co i z jakiego powodu. i nie jest to pretensjonalsnosc
    tylko akurat takie czy inne slowko sie pamieta.

    mnie osobiscie meczy jak mowie z osoba nie znajaca angielskiego bo czasami mam
    zanik mozgu, i akurat wchodzi mi slowko angielskie, i sie zaczynam jąkac
    wrzucajac odpowiedniki, albo po prostu mowie yyyyyyy i sie zastanawiam, i
    brzmie generalnie debilnie. a jak gadam z fellow teachers albo innymi co kumaja
    o co biega, to luzik. a pozatym przeciez jezyk to zabawa (przynajmniej jak dla
    mnie) wiec sie kombinuje czasami

    tak jak juz wyzej powiedzieliscie to jest juz skrzywienie zawodowe i tez
    wynikajace z zainteresowan i miejsca zycia. przeciez jak sie spotkaja
    informatycy to po swojemu gadaja. jak mi moj friend czasami wiazke
    informatyczna rzuci to po prostu wymiekam, a to przeciez jezyk jego hobby i
    tego czym sie zajmuje zawodowo wiec dla niego jak najbardziej chleb codzienny.
    i kazdy w tym swoim swiatku tkwi, angielsko jezycznym albo informatycznym albo
    jescze innym.

    tez sobie troche nie wyobrazam mowic np o angielskim home ofice inaczej, bo
    przede wszystkim mysle ze mogloby spowodowac pewne niezrozumienie - szczegolnie
    na takim forum

    wogole w wielu wypadkach jak sie tutaj na forum czy innych zadaje pytania o
    realia angielskie to po co pytac o urzad skarbowy jak mozna o inland revenue. i
    to jest precyzowanie swojej wypowiedzi wedlug mnie, a nie pretennsjonalne
    rzucanie dwoma slowkami nowymi ktorych sie ktos akurat nauczyl.]

    ou lala.... ale sie rozpisalam

    --
    practice random acts of kindness
  • hanula 23.04.06, 19:19
    > to somewhat dziwne uczucie

    > however (hehe) zgodze sie ze

    > a jak gadam z fellow teachers albo innymi co kumaja

    > jak mi moj friend czasami wiazke

    I to są właśnie te słówka, które tak trudno sobie przypomnieć po polsku, albo wręcz nie mają polskiego odpowiednika? :-)
  • robak.rawback 23.04.06, 19:26
    w sumie moglam sobie darowac te slowka (friend - na przyklad) ale jakos tak do
    glowy mi przychodza, a poza tym ja lubie tak gadac. natomiast wiem ze to moze
    draznic

    --
    practice random acts of kindness
  • latarnik 23.04.06, 19:40
    Przyznaje - drazni. I pisze to nie dlatego, zeby Ci sprawic przykrosc, tylko
    zeby dac Ci znac :)
  • robak.rawback 23.04.06, 19:49
    ale ja wiem ze drazni, co nie znaczy ze nagle bede mowic inaczej. zreszta nie
    odzywam sie tak czesto zeby w choroby wpedzac innych haha
    --
    practice random acts of kindness
  • hanula 23.04.06, 21:55
    > w sumie moglam sobie darowac te slowka (friend - na przyklad) ale jakos tak do
    > glowy mi przychodza, a poza tym ja lubie tak gadac. natomiast wiem ze to moze
    > draznic

    A ja myślę, że za kilka czy kilkanaście lat już nie będziesz potrafiła mówić inaczej, i to będzie dopiero drażniące (dla innych) i krępujące (dla ciebie). Mnie się też zdarza, że nie potrafię sobie przypomnieć polskiego słowa, albo nie potrafię angielskiego terminu szybko (i bez słownika) przełożyć na polski. Ale mimo wszystko zdarza mi się to rzadko, a już nigdy nie pozwalam sobie na takie lenistwo w piśmie, kiedy mam czas, żeby się zastanowić. Bardzo się staram, żeby nie zapomnieć polskiego i nie mówić łamańcami. I dzięki temu mogę wybrać, czy angielskie słówka będę wtrącać, czy nie. Nie chciałabym pewnego dnia stwierdzić, że tego wyboru nie mam, bo moja polszczyzna jest za słaba i muszę mówić - jak grinpojntowska polonia - mieszanym językiem, który tak się tam zadomowił, że zyskał już nawet oficjalną nazwę: half-na-pół.
  • formaprzetrwalnikowa 25.04.06, 12:27
    a zauwazyliscie ze po angielsku i polsku mowi sie jakby innym glosem?
    wczesniej tego nie zauwazalam.
    > czy to mnie sie cos wydaje?
    > pewnie sa teorie na ten temat.

    ja sie tylko do tego fragmentu odniose - zauwazylam: pewnego dnia pobytu we
    francji i mowienia po francusku zorientowalam sie, ze bardzo mnie to mowienie
    meczy - czulam wrecz,z e napinam inaczej struny glosowe mowiac po fr niz po
    polsku. teoria ta zostala potwierdzona przez kilkoro znajomych obcokrajowcow,
    ktorzy mieli okazje uslyszec mnie mowiaca takze po poslku - 'masz zupelnie inny
    glos' - osadzono.
    teraz z angielskim mam podobnie, aczkolwiek zmiana nie jest az tak znaczna jak
    przy mowieniu po francusku. mysle, ze to ma cos wspolnego z roznicami w
    wymawianiu niektorych glosek (tych nieistniejacych w poslkim czy tych
    istniejacych, ale wymawianych nieco inaczej - jak we francuskim 'r') - ale to
    tylko rozwazania laika. chcetnie przeczytalabym wypowiedz fachowca na ten temat
  • ralphos 25.04.06, 20:30
    Już jakiś czas temu zauważyłem, że dzięki mówieniu po angielsku obniżył mi się
    głos! Dawniej miałem taki delikatny, że w ogóle do mnie nie pasował, a teraz
    stał się dużo poważniejszy - bywają dni że nawet jest dość basowy. Ach, żebym
    tylko miał możliwość pogadania po angielsku więcej niż 20 minut dziennie...
  • formaprzetrwalnikowa 25.04.06, 21:20
    odstąpić ci godzinkę z moich 7?
    ;)
  • ralphos 26.04.06, 01:14
    formaprzetrwalnikowa napisała:
    > odstąpić ci godzinkę z moich 7?
    > ;)

    Bardzo chętnie. Jeżeli mój angielski będzie się poprawiał w takim tempie jak
    teraz to nie poznam dobrze tego języka do końca tysiąclecia :( Może mówię
    trochę płynniej, ale sama wymowa znacznie się pogorszyła, gdzieś zniknęła
    dbałość o poprawne wymawianie każdego słowa.
  • mama5plus 23.04.06, 20:01
    I jeszcze odnosnie tych wtracen, zwlaszcza w jezyku mowionym... mam akurat to
    swoiste szczescie(??), ze, w/g teorii o stylach uczenia, jestem w ogromnym
    procencie wzrokowcem.
    Co zapewne ulatwia mi unikanie angielskich wtracen w konwersacji na zywo (ale
    tez nie pomaga w nauce jezykow obcych ;-P, nie mowiac juz o innych minusach).
    Pomimo moich paru wpadek (ale to raczej po latach dopiero) pare razy zdarzylo
    mi sie uslyszec od rodakow zasiedzialych w ojczyznie, ze `wcale nie slychac, ze
    mieszkam za granica` ;-P
    Jednak zdaje sobie sprawe, ze moje `gumowe ucho` ;)tu pomaga.
    Tym samym radzilabym nie wrzucac wszystkich do jednego worka, bo np jednym
    unikanie wpadek jezykowych przychodzi latwiej/trudniej niz innym i to, co mi
    sie wydaje dziwne/straszne/nie do pomyslenia, dla kogos innego(w tym przypadku
    wybitnego sluchowca np.) moze byc jak najbardziej
    naturalne/nieuniknione/niewykonalne.


    --
    5plus
  • robak.rawback 23.04.06, 20:34
    hanula napisała:

    > Na sąsiednim forum pojawił się wątek pod tytułem "Z greenpointskiego na
    > polski", a w nim wierszyk. Ot, fragment reprezentatywny:
    >
    > Mieli hauzik maleńki, peintowany co roku,
    > porć na boku i stepsy do samego sajdłoku;
    > plejs na garbydż na jardzie, stara picies, co była
    > im rokrocznie piciesów parę buszli rodziła.

    a swoja droga wierszyk swietny - extra polaczenie hahaha
    --
    practice random acts of kindness
  • steph13 23.04.06, 21:26
    Zadziwia mnie, w sensie pozytywnym, tak duze zroznicowanie opinii. A wiec mozna
    nalegac na czysty jezyk polski jak rowniez mieszac jezyki, jak komu wygodnie.
    Dodam tylko, ze mnie bardzo, ale to bardzo drazni uzywanie angielskiego
    slownictwa przerobionego na polskie, (typu childminderka, bedroomy, holidaye,
    shoppingowac i dziesiatki innych), jak rowniez usilne odmienianie przez
    przypadki angielskich imion czy nazwisk, np Blairowi, z Bushem, dla Trevora, u
    Jamesa, itp). Zawsze zmienilabym raczej konstrukcje zdania aby tego uniknac.
    Jest to jeden z powodow dla ktorych nie trawie polskiej prasy bo czasami trudno
    powiedziec po jakiemu oni wogole pisza.


  • hanula 23.04.06, 21:48
    > Dodam tylko, ze mnie bardzo, ale to bardzo drazni uzywanie angielskiego
    > slownictwa przerobionego na polskie, (typu childminderka, bedroomy, holidaye,
    > shoppingowac i dziesiatki innych), jak rowniez usilne odmienianie przez
    > przypadki angielskich imion czy nazwisk, np Blairowi, z Bushem, dla Trevora, u
    > Jamesa, itp). Zawsze zmienilabym raczej konstrukcje zdania aby tego uniknac.
    > Jest to jeden z powodow dla ktorych nie trawie polskiej prasy bo czasami
    > trudno powiedziec po jakiemu oni wogole pisza.

    Tutaj mnie bardzo zaskoczyłaś. Przecież odmiana rzeczowników, w tym imion i nazwisk męskich, jest nieodłączną częścią polszczyzny. Nie da się mówić po polsku, nie odmieniając rzeczowników.
  • steph13 23.04.06, 23:02
    Dzieki, jestem tego swiadoma. I wszystko jest OK kiedy sa to nazwiska/imiona
    polskie lub spolszczone. Ale super dziwacznie wyglada, dla mnie, kiedy poddaja
    rygorom polskiej gramatyki nazwiska obcojezyczne. Czyli, brzmi OK jesli ktos
    zachwyca sie w formie pisemnej Szekspirem ale nie Shakespearem. Czy nie moze
    mnie to draznic?
  • latarnik 24.04.06, 20:23
    > zachwyca sie w formie pisemnej Szekspirem ale nie Shakespearem. Czy nie moze
    > mnie to draznic?

    Szekspir to dobry przyklad, bo spolszczony. Duzo daje przyzwyczajenie - mnie
    bardziej drazni napisane ze ktos lubi Szopena, niz Chopina. Bo do tej polskiej
    wersji akurat nie przywyklem.

    Ale masz racje co do polskich gazet - nie chce im sie uzywac apostrofow. No bo
    poprawna odmiana obcojezycznych nazwisk jest wlasnie z apostrofami, co wedlug
    mnie nawet wizualnie poprawia tekst: masz glowny wyraz w formie niezmienionej, a
    polska koncowke dopiero po apostrofie. Dziennikarze pamietaja o tym, wymieniajac
    nazwiska konczace sie na 'y' (na przyklad w monologu Darcy'ego), ale zapominaja
    (z lenistwa wedlug mnie) przy nazwiskach konczacych sie na spolgloski, ktore sie
    odmienia wygodniej: wlasnie Blaira, Forda, Majora, itd. To mnie na przyklad
    bardzo tez drazni.

    Na usprawiedliwienie moge jedynie dodac, ze nasze jezyki sa zywe i ewoluuja. W
    angielskiej prasie apostrofy tez powoli zanikaja i zdarzaja sie elementarne
    bledy stosowane jako nowa pisownia, na przyklad notoryczne 'there' zamiast
    'their' albo 'Brians car' zamiast 'Brian's car'. Tak, w lokalnej prasie na
    prowincji widywalem takie kwiatki przynajmniej kilka razy na numer :(
  • hanula 25.04.06, 01:57
    > Ale masz racje co do polskich gazet - nie chce im sie uzywac apostrofow. No bo
    > poprawna odmiana obcojezycznych nazwisk jest wlasnie z apostrofami

    Nieprawda! Czasem używa się apostrofów, a czasem nie, to jest kwestia dokładnie uregulowana przez zasady polskiej ortografii. Zajrzyj sobie na przykład do słownika poprawnej polszczyzny Doroszewskiego pod hasło "nazwiska", 4 strony na ten temat! Apostrofem poprzedza się nazwiska zakończone w mianowniku na e nieme (de Gaulle - de Gaulle'a, Lodge - Lodge'owi); jeśli końcowa spółgłoska przed końcówką wymawiana jest odmiennie niż w mianowniku, spółgłoskę tę pisze się zgodnie z pisownią polską, przy czym e nieme i apostrof znikają (Mauriac - Mauriakiem, Clarke - Clarkiem, Joyce - Joysie); nazwiska zakończone w piśmie na spółgłoskę oraz nazwiska zakończone na y po samogłosce, a także nazwiska niemieckie zakończone na -au pisane są bez apostrofu (Wilson - Wilsona, Macaulay - Macaulaya, Landau - Landaua). Właśnie pod tę kategorię podpada twój Blair, Ford, Major. I tak dalej, i tak dalej, nie będę czterech stron przepisywać. Może cię to drażnić, de gustibus, ale brak apostrofu na pewno nie wynika z lenistwa dziennikarzy!
  • ralphos 24.04.06, 20:49
    steph13 napisała:
    > Czyli, brzmi OK jesli ktos zachwyca sie w formie pisemnej Szekspirem
    > ale nie Shakespearem. Czy nie moze mnie to draznic?

    Mnie na odmianę Szekspir bardzo drażni. Czy gdziekolwiek na świecie żył facet o
    takim nazwisku?
    W Warszawie jest na przykład Rondo Jerzego Waszyngtona, zawsze się pytałem kto
    to był. Okazywało się, że podobno to był pierwszy prezydent Stanów
    Zjednoczonych, jednak według mojej wiedzy ten facet nazywał się George
    Washington. Ciekawe czy jakikolwiek Amerykanin rozpoznałby o kogo chodzi jakby
    spojrzał na tabliczkę z nazwą ronda...
  • steph13 24.04.06, 22:32
    Zgadzam sie z toba, zupelnie zbyteczne spolszczenie nazwiska i imienia. Glupi
    jest rowniez brak konsekwencji - niektore nazwiska/imiona tlumacza, inne nie.
    Jesli Jerzy Waszyngton to czemu nie Malgorzata Taczer czy Jerzy Busz. Bez sensu
    i logiki.
  • robak.rawback 24.04.06, 22:56
    steph13 napisała:

    > Zgadzam sie z toba, zupelnie zbyteczne spolszczenie nazwiska i imienia.
    Glupi
    > jest rowniez brak konsekwencji - niektore nazwiska/imiona tlumacza, inne
    nie.
    > Jesli Jerzy Waszyngton to czemu nie Malgorzata Taczer czy Jerzy Busz. Bez
    sensu
    >
    > i logiki.

    no tak, ale nie kazdy zna angielskie nazwy wlasne, nie kazdy kto zna - umie je
    wymawiac poprawnie. my sie tak angielskim upajamy a na przyklad nie umielibysmy
    w innych jezykach zachowac oryginanego brzmienia. i mowie tu o roznych jezykach
    bardziej i mniej znanych , choc czesc z was i tak jeszcze jakis jeden czy dwa
    jezyki zna. tak samo anglicy tez zangielszczaja obce nazwy - na przyklad wasze
    imiona, wiec mysle ze trzeba to zaakceptowac

    --
    practice random acts of kindness
  • hanula 25.04.06, 02:10
    > Mnie na odmianę Szekspir bardzo drażni. Czy gdziekolwiek na świecie żył facet
    > o takim nazwisku?
    > W Warszawie jest na przykład Rondo Jerzego Waszyngtona, zawsze się pytałem kto
    > to był. Okazywało się, że podobno to był pierwszy prezydent Stanów
    > Zjednoczonych, jednak według mojej wiedzy ten facet nazywał się George
    > Washington. Ciekawe czy jakikolwiek Amerykanin rozpoznałby o kogo chodzi
    > jakby spojrzał na tabliczkę z nazwą ronda...

    Po prostu z upływem czasu zmieniają się konwencje tłumaczenia. Kiedyś tłumaczono imiona i nazwiska, w zasadzie dopiero niedawno się to zmieniło. Jeszcze w latach siedemdziesiątych dwudziestego wieku w kryminałach Joe Alexa na stronie tytułowej w nawiasie figurowało "Józef Aleks", a w książkach Shirley Jackson zamiast Lauriego występował Wawrzyniec. Dość okropna rzecz przytrafiła się wydanej również w latach 70. "Sadze rodu Forsyte'ów": wydawano ją bardzo pospiesznie, każdy tom tłumaczył kto inny, i w niektórych tomach imiona są przetłumaczone (Michał), a w innych nie (Michael).
    A tak a propos rozdrażnienia, to czy drażni cię również Kartezjusz czy Mojżesz? To wszystko kwestia przyzwyczajenia.
  • basia313 24.04.06, 10:13
    Wg mnie na ile mozna, na tyle powinno sie uzywac wylacznie jednego jezyka. Jest
    to ladniejsze, poprawniejsze i pokazuje, ze sie dba o jezyk. Pisze tu o
    sytuacjach , w ktorych kazdy z wyrazow jest latwy do przetlumaczenia. Taka np
    childminder to juz nie tak latwo przetlumaczyc, bo nawet w Polsce taka
    instytucja nie istnieje. Sa natomiast wyrazy , ktore ludzie nagminnie uzywaja,
    a wcal tego nie musza jesli by sie troche wysilili, np: flat jako mieszkanie.
    Jak juz ktos wspomnial tyle opini co ludzi, ale mysle, ze warto sie troche
    wysilic i zadbac o jezyk. Uwazam, ze to jednak swiadczy dobrze o tych, ktorzy
    mowia poprawnym jezykiem.
    Moja corka do swojego malego brata niedawno powiedziala:"Lubisz elephanta?"
    Ale jej to sie wybacza, bo niestety miesza jezyki, bo urodzila sie w Anglii i
    jakos nie do konca mi wychodzi z nimi ta nauka jezykow, ale samej sobie bym
    tego nie wybaczyla.
  • jaleo 24.04.06, 22:51
    Ktos tu pisal o wspolczesnej polszczyznie, i o tym, ze ona sie bardzo szybko
    zmienia.

    Mnie osobiscie bardzo drazni nagminne uzywanie slowa "ciuchy". Najpierw
    myslalam, ze to tylko na forum "Moda", wiadomo, ludzie roznego pokroju pisza,
    ale z przerazeniem zobaczylam to rowniez w prasie, np. w Gazecie (dodatek
    Kobieta).

    Slowo "ciuchy" pochodzi z przedwojennego slangu meneli z Pragi, prawidlowo
    wymawiane z miekkim "y" na koncu ;-) (przepraszam za niepoprawnosc polityczna,
    w Warszawie jest taka swego rodzaju diaspora miedzy zachodnim i wschodnim
    brzegiem Wisly), i np. mojej mamie do tej pory takie slowo by nie przeszlo
    przez gardlo. A teraz jest to pelnoprawny ekwiwalent "ubrania". Do czego to
    dochodzi.

    To by bylo na tyle mojego wieczornego rantu (to tak a propos cara na kornerze).
    --
    ------
    I'm just trying to be a better person. My name is Earl.
  • robak.rawback 24.04.06, 23:03
    jaleo napisała:

    > Ktos tu pisal o wspolczesnej polszczyznie, i o tym, ze ona sie bardzo szybko
    > zmienia.
    >
    > Mnie osobiscie bardzo drazni nagminne uzywanie slowa "ciuchy". Najpierw
    > myslalam, ze to tylko na forum "Moda", wiadomo, ludzie roznego pokroju pisza,
    > ale z przerazeniem zobaczylam to rowniez w prasie, np. w Gazecie (dodatek
    > Kobieta).
    >
    > Slowo "ciuchy" pochodzi z przedwojennego slangu meneli z Pragi, prawidlowo
    > wymawiane z miekkim "y" na koncu ;-) (przepraszam za niepoprawnosc
    polityczna,
    > w Warszawie jest taka swego rodzaju diaspora miedzy zachodnim i wschodnim
    > brzegiem Wisly), i np. mojej mamie do tej pory takie slowo by nie przeszlo
    > przez gardlo. A teraz jest to pelnoprawny ekwiwalent "ubrania". Do czego to
    > dochodzi.
    >

    haha nie bylas dlugo w polsce haha
    to nie jest juz nawet slang tylko wyrazenie potoczne

    a ja na przyklad nie moge strawic (w nawiasie wersja dla tych co nie kapną sie
    o co chodzi) wyrazen typu - heja, łau (wow), muza (muzyka), ziom albo ziomale
    (tez mnie to drazni jakos)
    to takie moje private paranojas (oho teraz ja kogos podraznilam hehe)

    to jak wszystko inne - zalezy od indywidualnych gustow


    --
    practice random acts of kindness
  • ewika-uk 25.04.06, 10:58
    hehe, no te "ziomale" to i nie tylko ciebie wkurzaja,ale coz,staram sie nie
    zwracac uwagi..
    wracajac do tematu,ja jakos nie szczegolnie zwracam uwage na to jak ktos
    mowi,czy wtraca angielskie slowka czy nie,i musze przyznac ze i mi sie czesto
    zdarza,ale to tylko aby ulatwic sobie zycie,min ..te urzedowe bardziej,ktos juz
    wczesniej pisal o tym ze latwiej jest powiedziec ide do revenue,niz do urzedu
    skarbowego,i ja sie z tym zgadzam,poza tym jedynie bardziej mnie denrwuja
    wlasnie polskie gazety,ktore namietnie przeinaczaja imiona,min. kilka lat temu
    kiedy przyjechalam pierwszy raz do UK,w tym czasie byl pogrzeb Lady Di,akurat
    wtedy bylam w pracy,i mowie do pracodawczyni:ten Karol jakos tak nie specialnie
    sie zachowuje,ona:jaki Karol??no kasiaze Karol....zeszlo nam z godzine dogadac
    sie o jakiego Karola mi chodzi,zaczelam sie nawet wkurzac ze ciamajda w Anglii
    mieszka i nie wie jak sie ksiaze nazywa,ale jak sie okazalo to ja bylam ta
    ciamajda bo sie nie domyslilam,albo wlasnie media podaja: Ksiaze Karolz synami
    Wiliamem(tego juz nie zamienili)i Harym(tez)....beznadziejnie,tak to potrafi
    mnie wprowadzic w las,bo czesto czytajac polskie gazety zastanawiam sie czy
    on /ona ma tak na imie, czy jak zwykle imie jest zamienione,beeee
    --
    KlubMatki Polki w UK
    Kasper 11.XI.03
  • jofin 25.04.06, 11:47
    Ja tylko o imionach. Rowniez i w Anglii przeksztalcaja imiona. Nie jest to
    cecha wylacznie Polakow. Moja corka ma na imie Karolina. Nawet nie wiecie ilu
    Anglikow ma problemy z przeczytaniem jej imienia. W koncu wszyscy
    przeksztalcaja ja w koncu na Caroline. Podobnie Patryk zostaje przeksztalcony
    na Patrick. Niby mala zmiana, ale jednak. Wiec nie oburzajmy sie tak bardzo na
    polskie odmiany nazwisk. W koncu Wisla to rowniez Vistula po angielsku.
  • ewika-uk 25.04.06, 15:14
    ale przeciez nikt sie nie oburza,czasami anglikowi lepiej powiedziec swoje imie
    po angielsku,zeby sobie jezyka nie lamal np.moja kolezanka Agnieszka,dopuki tak
    sie przedstawiala,pracodawcy i koledzy z pracy cuda wymyslali mowiac to
    imie,teraz jest Agnes i o niebo lepiej,bynajmniej ona tak twierdzi,ale to chyba
    nie o to w tym watku chodzi wiec nie ma co drazyc tematu,pozdrawiam
    --
    KlubMatki Polki w UK
    Kasper 11.XI.03
  • aniaheasley 25.04.06, 15:23
    Tak mi sie skojarzylo, wiec drogie Agnieszki, zostancie w Anglii Agnieszkami.
    Agnes to imie strasznie staroswieckie, zupelnie niepasujace do uroczych
    polskich Agnieszek. Agnes wywoluje zupelnie inne skojarzenia, jezeli ktos pozna
    Wasze imie zanim pozna was osobiscie, bedzie sobie wyobrazal osobe lat 75+,
    typu twinset&pearls. A Agnieszka to imie swieze, ciekawe, oryginalne. Chociaz
    oryginalnosc Agnieszek od pewnego czasu wykazuje tendencje spadkowe
    proporcjonalnie do ilosci Polakow zalewajacych wyspy.
  • catriona 25.04.06, 20:46
    aniaheasley napisała:

    Agnes wywoluje zupelnie inne skojarzenia, jezeli ktos pozna Wasze imie zanim pozna was osobiscie, bedzie sobie wyobrazal osobe lat 75+,
    > typu twinset&pearls.

    ??? A to co w takim razie z moda na Jacka, Molly i Grace? Mysle ze tak moglabys powiedziec w latech dziewiecdziesiatych, ale nie teraz.

    >A Agnieszka to imie swieze, ciekawe, oryginalne.

    Zalezy gdzie. W Polsce chyba nieoryginalne, a w Anglii po prostu jeszcze jedno obcobrzmiace. Na tej zasadzie mozna by powiedziec, ze kazde obce imie jest "ciekawe" i "swieze" i "oryginalne". Chyb aze zle Cie zrozumialam i o to wlasnie chodzi.


    ???????????????????????????
  • aniaheasley 25.04.06, 20:52
    1. Jack, Molly, Grace to nie Agnes. Agnes od lat nie ma nawet w pierwszej 100
    imion wybieranych dla dziewczynek.
    2. Wlasnie o to chodzilo, ze jest to oryginalnie brzmiace imie w Anglii,
    dlatego ze egzotyczne.
  • hanula 25.04.06, 15:24
    > poza tym jedynie bardziej mnie denrwuja
    > wlasnie polskie gazety,ktore namietnie przeinaczaja imiona,min. kilka lat temu
    > kiedy przyjechalam pierwszy raz do UK,w tym czasie byl pogrzeb Lady Di,akurat
    > wtedy bylam w pracy,i mowie do pracodawczyni:ten Karol jakos tak nie
    > specialnie sie zachowuje,ona:jaki Karol??no kasiaze Karol....zeszlo nam z
    > godzine dogadac sie o jakiego Karola mi chodzi,zaczelam sie nawet wkurzac
    > ze ciamajda w Anglii mieszka i nie wie jak sie ksiaze nazywa,ale jak sie
    > okazalo to ja bylam ta ciamajda bo sie nie domyslilam,albo wlasnie media
    > podaja: Ksiaze Karolz synami Wiliamem(tego juz nie zamienili)i Harym(tez)....
    > beznadziejnie,tak to potrafi mnie wprowadzic w las,bo czesto czytajac polskie
    > gazety zastanawiam sie czy on /ona ma tak na imie, czy jak zwykle imie jest
    > zamienione,beeee

    To naprawdę nie jest kwestia gazet i dziennikarzy, tak się w polszczyźnie przyjęło, że imiona królów się tłumaczy. Mówimy o angielskim Henryku VIII (nie Henry), francuskim Ludwiku XIV (nie Louis), duńskiej królowej Małgorzacie (nie Margrethe). W zasadzie na Williama należałoby mówić "Wilhelm", bo taki jest odpowiednik tego imienia; o wcześniejszych angielskich królach noszących to imię mówimy Wilhelm, np. Wilhelm Zdobywca. Tylko że w naszych czasach ludzie często nie wiedzą, że "William" ma swój polski odpowiednik. Być może forma Wilhelm upowszechni się, kiedy zostanie on następcą tronu, a potem królem, ale wątpię.

    Zauważcie, że tłumaczy się również niektóre nazwy miast: Londyn (nie London), Paryż (nie Paris), Kopenhaga (nie Cobenhavn). O tym, które nazwy są tłumaczone, a które nie, decyduje uzus - czyli po prostu to, jak ludzie mówią. Na przykład na niemieckie miasto Aachen mówi się teraz Aachen, choć przez całe wieki był to dla Polaków Akwizgran.
  • hanula 25.04.06, 15:25

    > Kopenhaga (nie Cobenhavn)
    Kobenhavn, sorry.
  • eballieu 25.04.06, 15:48
    No wlasnie tak sie przyjelo. Bo Louis to nie Ludwik;-).
    Syna mamy o imieniu Louis - Mieszko, wiec ciut temat zglebilam.
    I nie ze sie czepiam, ale ani mnie to ziebi, ani mnie to parzy.
    Kiedy babcia w Polsce sie pytala, "a kochana co to znaczy to Louis", to
    mowilam, a babciu tyle co Ludwik, no wiesz ten "krol slonce" francuski;-)
    Nadziwic zmianom, jakie Polacy dokonuja z obcobrzmiacymi slowami nie mogl sie
    moj maz. Do czasu;-)
    Bo niby oni Flamandowie to nowe slowa, nazwy wlasne biora tak jak sa, he he he
    Jedziemy kiedys autostrada i widze "Parijs" I mysle se co to moze byc???????????
    I krzycze do meza - o zobacz zobacz, jak przeksztalciliscie Paris!!!
    Smiechu bylo dosc sporo.
    Dzis juz nic nie mowi, bo co ma mowic? 5 lat jestem juz nie Ela tylko Ella. No
    przynajmniej dzieki temu moga dobrze wymowic, wiec jestem Ela, a nie Il. A syn
    w Belgi jest Louis - Mieszkocie;-). W Polsce najzabawniej wola siostrzenica
    moja kochana Luiseczek. Jakies traumy na przyszlosc;-)?

    Co do tematu glownego - mam zdanie zblizone do Mamy5plus. Chociaz w Polsce
    bywam bardzo czesto;-)

  • violus22 25.04.06, 15:54

    Kiedys wtracanie angielskich slowek tez uwazalam za szpan i jak slyszalam kogos
    kto tak gadal to smialam sie w duchu, teraz po zaledwie 1,5 rocznym pobycie w UK
    zmienilam zdanie.

    Polskiego uzywam caly czas w domu, a angielskiego naprawde bardzo malo. Nie
    pracuje wiec moj kontakt z angielskim nie jest duzy, ale chcac nie chcac jezyk
    ten wkradl sie w nasze zycie tak poprostu, naturalnie.

    Mase slow jak counsil tax, helth visitor, interview, czy jeszcze inne, ktorych
    znaczenia na polski nawet nie chce sie szukac, uzywamy swobodnie w domu.
    Ostatnio zlapalam sie na slowku ginger - musialam sie dlugo zastanawiac jak
    ginger jest po polsku. Ale wiem ze to dlatego, ze w Polsce nie uzywalam imbiru i
    praktycznie nie mialam z nim do czynienia, wiedzialam jedynie jak wyglada, a tu
    zaczelam uzywac i jest ginger a nie imbir;) Tak slowek znajdzie sie wiecej,
    czasem w rozmowie z rodzina lub znajomymi z Polski zdaza sie nam cos wtracic,
    ale zupelnie nieswiadomie.

    Do Polakow w UK i do Polakow w Polsce staram sie mowic przede wszystkim
    zrozumiale :) bo czesto czyste mowienie jezykiem odbiorcy wcale tego nie oznacza;)))

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka