Dodaj do ulubionych

Brytyjskie uniwersytety

16.06.06, 19:32
Krew mnie dzisiaj zalała.
Wiele razy czytałem (nawet chyba na tym forum) pochwały brytyjskich uczelni,
słowa zachwytu itd., ale teraz nikt mnie nie przekona.

Ale od początku.
Pracuję w jednym pokoju z Chińczykiem, który delikatnie mówiąc nie jest
najlepszym programistą. Pisze koszmarnie wolno (tzn. na klawiaturze zasuwa
bezwzrokowo, jednak w praktyce na napisanie 10 linii kodu potrzebuje godziny),
dogadać się z nim nie sposób (i nie jest to sprawa języka - angielski zna
bardzo dobrze, ale po prostu trzeba mu tłumaczyć wszystko jak małemu dziecku,
zanim do niego dotrze mijają godziny, już nawet szef nie ma siły powtarzać w
kółko). Do tej pory nie widziałem jego kodu, bo pracowaliśmy nad różnymi
częściami systemu, ale wczoraj musiałem dokonać paru zmian w jego plikach i
się załamałem - bałagan totalny, tak niechlujnego kodu jeszcze nie widziałem.
Zacząłem robić porządek w jednym pliku i 20kB kodu zredukowałem do 1.5kB! To
jest po prostu nieprawdopodobne jakie akrobacje on tam wyczyniał! Na dodatek
obija się wybitnie, jak myśli że nikt nie widzi to sobie siedzi i się buja,
nawet nie ruszy myszką. Szef tego nie widzi, ma o nim dość dobre zdanie, a
mnie ciosa kołki na głowie że piszę coś dwa dni dłużej niż mu się wydawało że
da się to napisać.
Wiedziałem że studiował na University of Birmingham, ale zakładałem, że skoro
Politechnikę Warszawską kończą nieraz głąby którym bym nie pozwolił dotknąć
mojego komputera, to w Anglii może być podobnie. Dziś dowiedziałem się że on
ma PhD! Przepraszam, ale straciłem cały szacunek do brytyjskich uczelni,
którzy takim ludziom jak on dają PhD. Przecież to woła o pomstę do nieba! Na
PW nie miałby żadnych szans, wyleciałby na kopach. Magister magistrem, ale
doktorem byle głąb już nie zostanie (przynajmniej na informatyce).
Jego CV wygląda teraz wspaniale - PhD, 3 lata programowania w C#, po prostu
gość. Mnie nawet na rozmowę nawet nie zaproszą, bo jestem tylko MSc z
jakiegoś egzotycznegu uniwersytetu, zaledwie rok doświadczenia w C# (plus 6 w
C++, ale to się w ogóle nie liczy jak się ubiegam o posadę programisty C#).
Co tu dużo mówić, wkurzyłem się.
Edytor zaawansowany
  • steph13 16.06.06, 20:41
    Ralph, uprosciles chyba troche sprawe ze wzburzenia. Wiesz za co dostal PhD?
    Niekoniecznie za programowanie w C#, niekoniecznie nawet w IT. Znam chlopaka,
    22 lata, ktory nie byl na zadnym uniwersytecie, a jest wysmienitym programista
    i placa mu wiecej niz absolwentom uczelni wiele starszym. PhD to chyba nie
    kwalifikacja, ktora przyspiesza programowanie.
  • ralphos 18.06.06, 15:02
    Przeczytajcie co napisałem.
    Przykłady że ktoś został świetnym programistą a nie kończył informatyki są
    zupełnie chybione, bo ja opisuję dokładnie odwrotną sytuację. Sam znam bardzo
    zdolnych programistów, którzy niczego nie ukończyli (albo ukończyli inny
    techniczny kierunek), chociaż musze przyznać że często nie mają oni pojęcia o
    SZTUCE programowania i w ich kodzie panuje straszny bałagan. Z umiejętnością
    logicznego myślenia trzeba się urodzić, nauczyć na studiach można się najwyżej
    profesjonalnego podejścia do pisania programów, radzenia sobie z dużymi projektami.
    Tutaj mamy sytuację taką, że chłopak skończył studia informatyczne, a potem
    zrobił PhD z informatyki, a dokładniej z systemów sterowania, czyli z także
    mojej specjalności, a pisze programy gorzej niż niejeden licealista. W
    przypadku dużych projektów przejrzystość kodu i dobra dokumentacja ma krytyczne
    znaczenie, to nie jest zabawa dla amatorów piszących bazgroły na kolanie. W
    dodatku ta jego ślamazarność...

    Vygotsky, jakie studia kończyłaś że piszesz o wkuwaniu faktów? Studiów
    informatycznych nie da rady skończyć bezmyślnie wkuwając, tu trzeba myśleć. Na
    wiele egzaminów przychodziłem zupełnie nieprzygotowany, bo żadna wiedza by mi
    nie pomogła, bo zadania były tak trudne, że wielu kolegów wychodziło zaraz po
    ich przeczytaniu (oni studiów nie ukończyli). Wystarczyło jednak ruszyć głową i
    te problemy dawały się jednak rozwiązać. Jak powiedział jeden z wykładowców
    "technik to taki człowiek, który wie jak rozwiązać określony problem, inżynier
    natomiast jest człowiekiem, który powinien potrafić samemu znaleźć rozwiązanie
    nowego nieznanego wcześniej problemu".
    Piszę o informatyce, inne kierunki mnie nie interesują.

    A tak przy okazji - powiedzcie jakim cudem ludzie po kierunkach humanistycznych
    dostają pracę w IT w kraju chorej specjalizacji, gdzie jeżeli nie ma się w CV
    ściśle odpowiadającego poszukiwanemu profilowi doświadczenia, to żadna wiedza i
    umiejętności nie pomogą? A może chodzi o managerów? To już nie jest jednak
    informatyka, tylko zarządzanie.
  • lucasa 19.06.06, 00:49
    ralphos napisał:

    >
    > A tak przy okazji - powiedzcie jakim cudem ludzie po kierunkach
    humanistycznych
    > dostają pracę w IT w kraju chorej specjalizacji, gdzie jeżeli nie ma się w CV
    > ściśle odpowiadającego poszukiwanemu profilowi doświadczenia, to żadna wiedza
    i
    > umiejętności nie pomogą? A może chodzi o managerów? To już nie jest jednak
    > informatyka, tylko zarządzanie.

    ja nie rozumiem czegos innego - jak ktos kto przez trzy lata czytal sonety i
    temu pokrewne nagle odkryl, ze najlepiej mu sie podoba analiza finansowa?
    uwazam, tak jak ralphos, ze mozna byc niezlym managerem po jakichkowiek
    studiach- bo mozna sobie stworzyc zespol specjalistow (pod to mi podchodzi
    przyklad z osoba po classic studies). ja na studiach tez znalam dziewczyne,
    ktora powiedziala, ze nie bedzie sie uczyc rachunkowosci,
    bo jej sie to nie przyda, a jak bedzie managerem wlasnie to sobie zatrudni
    ksiegowych.

    a co do przykladu, ze historyczka po 6-tyg przeszkoleniu pracuje w banku
    inwestycyjnym to chyba taka informacja moze zdolowac tych co przez 3 czy wiecej
    lat wglebiaja sie w finansowe zawilosci.
    ja w Polsce tez znam dziewczyne po chemii, ktora pracuje w banku. tyle, ze
    niestety nie jako analityk.
    A
  • steph13 19.06.06, 08:25
    Czesto bywa tak, ze w szkole osoba jest dobra ze wszystkich przedmiotow, As ze
    wszystkich egzaminow i przy wyborze kierunku studiow kieruje sie 'ulubionym'
    przedmiotem w szkole. Studiuje wiec np historie, chociaz rownie dobrze moglaby
    studiowac cokolwiek innego. W trakcie studiow, chodzi na recruitment fairs
    organizowane przez potencjalnych pracodawcow na uczelni, i poznaje rozne
    mozliwosci zatrudnienia. Robi wakacyjne internships, w tym konkretnym wypadku
    Hansard, Bank inwestycyjny, British Library, aby sprobowac pracy w kilku
    zawodach. Dochodzi do wniosku, ze historia to dalej jej pasja, ale lepsza, ie
    bardziej oplacalna kariere zrobic moze w finansach i zostaje bankierem. Bardzo
    normalna sciezka wyboru, bez szufladkowania mlodych ludzi w momencie wyboru
    kierunkow studiow kiedy majac 17 lat czesto nie maja pojecia co chcieliby
    robic 'kiedy dorasna'.
  • vygotsky 16.06.06, 21:05
    Ajajaj, to moze ja to angielskie PhD w cholere powinnam rzucic skoro takie
    glaby opuszczaja brytyjskie instytucje...a z drugiej strony to co tu mowic w
    Polsce kazali mi wkuc na pamiec wszystkie kraje pozaeuropejskie i zapamietac
    (na jak dlugo?) jakie w nich ludy mieszkaja. Do tego musialam dokladnie
    wyspiewac jak wyglada stroj kaszubski, kurpiowski, kujawski i kazdy inny po
    kolei - bo bez tego magistrem zostac nie mozna bylo. I co mi z tego
    wyspiewywania zostalo? Ano g...

    No i jak tylko powiem znajomym z PL ze polskie instytucje naukowo-dydaktyczne
    powinny sie sporo nauczyc od brytyjskich, pod kazdym wzgledem, to sie wszyscy
    obrazaja i mowia ze snob ze mnie. W Polsce nie nauczono mnie - analitycznego
    myslenia, krytycznego czytania tekstu, spojnego pisania ze struktura i
    argumentem, dyskusji i znalazloby sie tego wiecej. Nauczono mnie bezsensownego
    i bezkrytycznego wkuwania faktow z ktorych malo co pamietam. Jesli sie komus
    narazilam to przepraszam.
  • aniek133 16.06.06, 21:49
    No, coz, Ralphos... Czlowiek cale zycie sie uczy i dopiero nauczony
    doswiadczeniem pojmuje pewne rzeczy :) Ja swojego czasu tez przymierzalam sie
    do studiowania tutaj, ale na szczescie sie nie zdecydowalam. Mam przyjaciolke,
    ktora wyklada na uniwerku i to, co oni tam robia to po prostu przedszkole!!! A
    uniwerek w Southampton jest w czolowce (z tego, co mi wiadomo, moze cos sie
    zmienilo). Smiechu warte.

    Studiowanie tutaj nic by mi nie dalo poza mile widzianym w Polsce papierkiem.
    wole studiowac w Polsce, bo i taniej, i wiecej sie naucze.

    Generalnie caly system edukacyjny w UK uwazam za wielka porazke i nic nie
    zmieni mojego zdania, bo znam go od podszewki. Nie chcialabym wyjsc ze szkoly
    taka glupia jak te dzieciaki wychodza... (Oczywiscie, sa takze wyjatkowo dobre,
    najczesciej prywatne szkoly, ale ja mowie o szkolnictwie publicznym).
  • steph13 16.06.06, 22:53
    Przedziwne zatem, jak ten kraj zawsze dobrze funkcjonowal i dalej sobie radzi
    raczej niezle, odrobine lepiej niz Polska zasobna w wysokiej klasy absolwentow
    polskich uczelni. Dziwne, ze ludzie po studiach humanistycznych w UK, dostaja
    prace w np bankach inwestycyjnychczy w przemysle - moze nauczyli sie jednak
    nieco wiecej niz Tudor history lub poezje Szekspira. Roznica jest taka, ze
    angielskie uniwersytety, te na ktorych warto studiowac, ucza myslec
    samodzielnie, analizowac, rozumiec i szukac odpowiedzi. Polskie, z mojego
    doswiadczenia, wbijaja fakty i dyktuja odpowiedzi.
    Jesli chodzi o Southampton Uni, to jest on sredniej klasy i wielu pracodawcow z
    City nie przeprowadza tam wcale rekrutacji, poniewaz kaliber absolwenta
    odbiega znacznie od standartu pierwszj dziesiatki.
  • lucasa 17.06.06, 00:24
    steph13 napisała:
    Dziwne, ze ludzie po studiach humanistycznych w UK, dostaja
    > prace w np bankach inwestycyjnych

    a na jakich stanowiskach ludzie po studiach humanistycznych pracuja w bankach
    inwestycyjnych?
  • edavenpo 17.06.06, 00:45
    a na jakich stanowiskach ludzie po studiach humanistycznych pracuja w bankach
    > inwestycyjnych?
    ___

    Znajomy ma Classics Degree z Cambridge i pracuje obecnie w banku inwestycyjnym
    jako IT Director. Prace dostal poprzez Graduate Training Scheme ktora ma
    wiekszosc dobrych bankow, ktore poluja na ludzi z Oxbridge. Pewnie ze wola ludzi
    po ekonomii ale nie pogardza nikim kto jest inteligentny, pojetny i skonczyl
    swietny universytet.
    --
    Kevin
  • steph13 17.06.06, 08:11
    Dla przykladu, absolwelntka Historii, pracuje jako European Banks Analyst, w
    Amerykanskim banku inwestycyjnym. Prace rozpoczela 6cio tygotniowym, bardzo
    intensywnym szkoleniem w NYC, gdzie nauczono ja tego, co potrzebne do tego typu
    pracy. Wychodza bowiem z zalozenia, ze absolwent dobrej uczelni, z dobrym
    degree, 1st lub 2.1, ma potencjal, intelekt i umiejetnosc nabywania nowej
    wiedzy i umiejetnosci. Co studiowal, jest wlasciwie bez znaczenia.
    Potwierdzenie takiej wlasnie filozofii mozna znalesc na stronach informacyjnych
    dla kandydatow do Goldmach Sachs, Merrill Lynch, JP Morgan itd.
  • violus22 17.06.06, 11:58
    Jesli chodzi o uczelnie, czy to polskie czy brytyjskie czy jakiekolwiek inne, to
    dla mnie nic nie mowi dyplom ukonczenia PW czy SGH czy Oxfordu czy czego tam
    jeszcze. Jedynie dyplom ukocznienia mojej bylej uczelni daje mi obraz
    wyksztalcenia czlowieka:)
    Nie wazne co ukonczyles, wazne co umiesz w dziedzinie, w ktorej studiowales.
    Jesli czujesz, ze nie umiesz za wiele, to nie ma co zwalac na studia, bo nie
    wierze ze jakakolwiek inna 'renomowana' uczelnia wbije wiecej do glowy. Studia
    nie naucza analitycznego myslenia, bo to czesc inteligencji, ktora kazdy ma w
    sobie, od urodzenia.
  • jaleo 17.06.06, 12:52
    violus22 napisała:

    > Nie wazne co ukonczyles, wazne co umiesz w dziedzinie, w ktorej studiowales.
    > Jesli czujesz, ze nie umiesz za wiele, to nie ma co zwalac na studia, bo nie
    > wierze ze jakakolwiek inna 'renomowana' uczelnia wbije wiecej do glowy. Studia
    > nie naucza analitycznego myslenia, bo to czesc inteligencji, ktora kazdy ma w
    > sobie, od urodzenia.

    Wg mnie jest zupelnie odwrotnie do tego, co piszesz. Przynajmniej w UK jest
    odwrotnie, w Polsce - nie wiem. Poza zawodami, ktore sa regulowane i
    niektorymi technicznymi, w UK kierunuek studiow liczy sie duzo mniej, a nawet w
    cale, natomiast bardzo liczy sie uczelnia, na ktorej sie studiowalo. Dlatego
    tez prestizowe firmy zatrudniaja do dzialow finansowych lub IT absolwentow
    historii, geografii, klasyki, z dobrych uniwerkow. A to dlatego, ze dobre
    studia ucza wlasnie analitycznego myslenia, dyscypliny intelektualnej,
    samowystarczalnosci.


    --
    ------
    I'm just trying to be a better person. My name is Earl.
  • violus22 17.06.06, 13:39
    Jeszcze nigdy nie slyszalam zeby kogokolwiek studia nauczyly analitycznego
    myslenia. Sa kierunki na ktorych z zalozenia trzeba juz wczesniej umiec myslec
    analitycznie. Umiejetnosc analitycznego myslenia to nic innego jak inteligencja,
    a ta dzdiedziczymy w genach i nie da sie jej poprostu nauczyc.

    Nie wiem jak jest w UK, ale nie potrafie sobie wyobrazic absolwenta historii, z
    humanistycznym umyslem, z dyplomem super_extra_uczelni, zatrudnionego w IT czy
    finansach. Owszem pewnych rzeczy da sie go nauczyc, wyszkolic itd, ale nigdy nie
    bedzie tak dobry jak absolwent z egzotycznej_uczelni z nic nie znaczacym
    dyplomem, ale za to z wybitnym umyslem scislym. To jest poprostu niewykonalne.
  • jaleo 17.06.06, 15:11
    violus22 napisała:

    Umiejetnosc analitycznego myslenia to nic innego jak inteligencja
    > ,
    > a ta dzdiedziczymy w genach i nie da sie jej poprostu nauczyc.

    Nie zgadzam sie z tym stwierdzeniem, mozna byc inteligentnym, a nie miec
    umiejetnosci rozwiazywania problemow i wlasnie analitycznego myslenia - to sa
    techniki, a nie wrodzone umiejetnosci. Ale to jest osobny, szeroki temat.

    > Nie wiem jak jest w UK, ale nie potrafie sobie wyobrazic absolwenta historii,
    z
    > humanistycznym umyslem, z dyplomem super_extra_uczelni, zatrudnionego w IT czy
    > finansach.

    We wszystkich prestizowych firmach, ktore prowadza graduate recruitment, takich
    ludzi jest mnostwo. Owszem, w finansach najczesciej wymaga sie zdania
    egzaminow na Chartered, ale to juz sie robi jako zatrudniony, a firma te kursy
    sponsoruje.

    > Owszem pewnych rzeczy da sie go nauczyc, wyszkolic itd, ale nigdy ni
    > e
    > bedzie tak dobry jak absolwent z egzotycznej_uczelni z nic nie znaczacym
    > dyplomem, ale za to z wybitnym umyslem scislym. To jest poprostu niewykonalne.

    Tzn. mowisz, ze "wybitny umysl zawsze bedzie lepszy od zwyklego umyslu"? :-) -
    ja zupelnie nie rozumiem tego argumentu powyzej, tzn. co chcialas udowodnic
    oprocz truizmu.

    --
    ------
    I'm just trying to be a better person. My name is Earl.
  • violus22 17.06.06, 15:35
    Taaa, teraz juz rozumiem dlaczego narzekaja na brak specjalistow. Z takim
    podejciem zawsze beda narzekac :)

    Jesli chodzi o inteligencje, to jak mozna byc inetligentnym i jak piszesz nie
    umiec myslec analitycznie? Dla mnie to jednoznaczne.

    pl.wikipedia.org/wiki/Inteligencja_%28psychologia%29
    Tak, to chyba jasne, ze ktos z wybitnymi zdolnosciami w danej dziedzinie bedzie
    lepszy od kogos jedynie wyuczonego w tej samej dziedzinie.

    A moze ten Chinczyk o ktorym pisze autor watku ma PhD z historii?:))) hihihi

    A moze poprostu pracodawcy zatrudniajac absolwentow nie maja zbytnio wyboru i
    zapelniaja luke kim sie da? No tak, to jakies logiczne wyjasnieje;)

    Nikt mi chyba nie powie, ze historyk bedzie dobrym informatykiem i odwrotnie
    informatyk historykiem.

  • jaleo 18.06.06, 17:00
    violus22 napisała:

    > Taaa, teraz juz rozumiem dlaczego narzekaja na brak specjalistow. Z takim
    > podejciem zawsze beda narzekac :)

    Tzn. kto narzeka, i jakich specjalistow? Pomylilo Ci sie chyba z hydraulikami,
    elektrykami, i innymi tego typu, a to z uniwersytetami niewiele ma wspolnego.

    --
    ------
    I'm just trying to be a better person. My name is Earl.
  • violus22 19.06.06, 15:22
    Jaleo, czy skonczylas studia?
  • jaleo 19.06.06, 22:29
    violus22 napisała:

    > Jaleo, czy skonczylas studia?

    Tak. Ale co to ma do rzeczy?


    --
    ------
    I'm just trying to be a better person. My name is Earl.
  • violus22 21.06.06, 09:26
    jaleo napisała:
    > Tak. Ale co to ma do rzeczy?

    Trudno mi uwierzyc, ze ktos kto sam skonczyl studia pisze, ze kierunek jest
    mniej wazny niz uczelnia na ktorej sie studiowalo.
  • steph13 21.06.06, 10:46
    Niestety, albo i nie, jaleo ma racje bo taka jest prawda. W praktycy liczy sie
    pierwsza dwudziestka uniwesytetow, o czym wiedza swietnie potencjalni kandydaci
    na studia. W prywatnych i dobrych panstwowych szkolach otwarcie informuja o tym
    uczniow i rodzicow. Top employers organizuja tzw milk rounds z reguly tylko w
    pierwszej dziesiatce.
    Kierunek studiow ma znaczenie dla przyszlych lekarzy, architektow czy
    inzynierow ale do wiekszosci wykonywanych po studiach zawodow nie ma
    praktycznie znaczenia. Zaskakujace jest rowniez ilu inzynierow wybiera kariere
    w finansach; ilu roznych humanistow, i nie tylko, robi law conversion course po
    ukonczeniu studiow i wybiera kariere prawnicza, bez studiowania prawa jako
    glownego kierunku. Nawet rozczarowanych medykow mozna znalezc w City. Dla mnie
    jest to bardzo pozytywny uklad umozliwiajacy wybor kariery na pozniejszym
    etapie.
  • violus22 21.06.06, 12:54
    Zaraz, zaraz, chyba sie nie rozumiemy.
    To, ze humanista wybiera kariere prawnicza nie studiujac prawa, wcale mnie nie
    dziwi. To przeciez nadal dziedzina humanistyczna.

    Czy to ze ukonczysz ktorys z pierwszych dwudziestu uniwerkow znaczy tyle, ze
    niezaleznie od kierunku studiow, mozesz liczyc na zaineterowanie pracodawcow w
    KAZDYM zawodzie? Czy chcialabys zeby historyk rozliczal Twoje finanse, a
    informatyk uczyl Twoje dzieci historii? :)

  • jaleo 21.06.06, 13:19
    violus22 napisała:

    > Zaraz, zaraz, chyba sie nie rozumiemy.
    > To, ze humanista wybiera kariere prawnicza nie studiujac prawa, wcale mnie nie
    > dziwi. To przeciez nadal dziedzina humanistyczna.

    Podzial umysly humanistyczne/umysly scisle to jest chyba jakas skamienielina z
    komunizmu, bo nikt dzisiaj tak nie dzieli ludzi (oprocz moze nadal Polski??).
    Owszem, jest w UK podzial na Arts i Sciences, ale to jest podzial nauk a nie
    umyslow!
    >
    > Czy to ze ukonczysz ktorys z pierwszych dwudziestu uniwerkow znaczy tyle, ze
    > niezaleznie od kierunku studiow, mozesz liczyc na zaineterowanie pracodawcow w
    > KAZDYM zawodzie? Czy chcialabys zeby historyk rozliczal Twoje finanse, a
    > informatyk uczyl Twoje dzieci historii? :)
    >

    Chyba niedokladnie czytalas, albo wybiorczo, bo juz pare razy tu pisalismy, ze
    to nie dotyczy zawodow regulowanych, a takimi sa wymienieni przez Ciebie
    powyzej nauczyciele i ksiegowi pracujacy w Public Practice. Zreszta nie tylko
    w public practice zeby byc kwalifikowanym ksiegowym trzeba zdac mnostwo
    egzaminow i osiagnac uprawnienia.


    --
    ------
    I'm just trying to be a better person. My name is Earl.
  • violus22 04.07.06, 15:36
    jaleo napisała:

    > Podzial umysly humanistyczne/umysly scisle to jest chyba jakas skamienielina z
    > komunizmu, bo nikt dzisiaj tak nie dzieli ludzi (oprocz moze nadal Polski??).
    > Owszem, jest w UK podzial na Arts i Sciences, ale to jest podzial nauk a nie
    > umyslow!

    Ah, to po co wg. Ciebie jest w ogole jakis podzial nauk? Dłuuugo przed
    komunizmem naukowcy zbadali fakt iz czlowiek rodzi sie z pewnymi zdolnosciami w
    roznych kierunkach czy to scislych czy humanistycznych, artystycznych,
    muzycznych.....

    > Chyba niedokladnie czytalas, albo wybiorczo, bo juz pare razy tu pisalismy, ze
    > to nie dotyczy zawodow regulowanych, a takimi sa wymienieni przez Ciebie
    > powyzej nauczyciele i ksiegowi pracujacy w Public Practice. Zreszta nie tylko
    > w public practice zeby byc kwalifikowanym ksiegowym trzeba zdac mnostwo
    > egzaminow i osiagnac uprawnienia.

    To jakich zawodow to dotyczy? I po co w takim razie na tych
    super_extra_uniwerkach jest jakis podzial na kierunki?
  • steph13 04.07.06, 17:21
    Oczywiscie istnieje podzial na kierunki ale nie istnieje on po to aby
    segregowac wedlug predyspozycji. Poza tym, studia tutaj to nie warsztat
    przygotowujacy do pracy. Kierunek studiow wybierasz wedlug zainteresowan. A
    wiec mozliwym jest, ze osoba uzdolniona matematycznie idzie studiowac historie
    sztuki czy filozofie, bo to ja wlasnie interesuje. Kwalifikacje akademiczne
    zdobyte w zasiegu tych zainteresowan nie wykluczja zupelnie podjecia pracy w
    zupelnie innej dziedzinie. Nie ma tutaj poprostu sztywnych podzialow i
    przykazow co trzeba studiowac zeby.
  • violus22 04.07.06, 22:26
    Z Twego wpisu zrozumialam, ze studia tutaj robi sie poprostu hobbystycznie:) tak?

    TEORETYCZNIE, niech mozliwym bedzie, iz osoba uzdolniona matematycznie idzie
    studiowac powiedzmy historie, ale co dalej? Kto bedzie ja chcial widziec na
    jakims stanowisku, na ktorym trzeba znac zaawansowane techniki matematyki czy
    statystyki czy czego tam jeszcze, skoro jej poziom zakonczyl sie na szkole
    sredniej? Coz taka osoba moze wiedziec o wyzszej matematyce?

    No pewnie, ze zdobyte w ramach ukonczonych hobbystycznie studiow kwalifikacje
    nie wykluczaja podjecia pracy w inne dziedzinie, ale umiejetnosci w tej 'innej
    dziedzinie', znajomosc tej 'innej dziedziny' jest na poziomie przed
    studiowaniem. I czym sie wtedy szczycic, ze ukonczylo sie super_extra_uniwerek z
    pierwszej 10 :)

  • steph13 04.07.06, 23:22
    violus22 napisała:

    > Z Twego wpisu zrozumialam, ze studia tutaj robi sie poprostu hobbystycznie:)
    tak?
    Zrozumialas tak, jak chcialas zrozumiec bo trzymasz sie kurczowo swojej blednej
    teorii. Faktem jest, ze bardzo niewiele kierunkow przygotowuje do konkretnego
    zawodu. Zadaniem uczelni jest rozwiniecie umyslu, ciekawosci intelektu,
    analitycznego spojrzenia na zagadnienia oraz umiejetnosci nabywania i
    wykorzystywania wiedzy. Zobacz jakie kombinacje przedmiotow oferowane sa
    studentom - fizyka z j.francuskim, prawo z psychologia, matematyka z filozofia,
    ekonomia z filozofia i polityka. Znam absolwentke teologii, ktora pracuje jako
    surveyor dla property company, inzyniera po Cambridge w finansach, historyka
    sztukiw ksiegowosci.

    >
    > TEORETYCZNIE, niech mozliwym bedzie, iz osoba uzdolniona matematycznie idzie
    > studiowac powiedzmy historie, ale co dalej? Kto bedzie ja chcial widziec na
    > jakims stanowisku, na ktorym trzeba znac zaawansowane techniki matematyki czy
    > statystyki czy czego tam jeszcze, skoro jej poziom zakonczyl sie na szkole
    > sredniej? Coz taka osoba moze wiedziec o wyzszej matematyce?

    Jestes w bledzie. Dziewczyna, ktora studiowala wlasnie historie, pracuje w
    prestizowym banku inwestycyjnym, w Fixed Income Commodities & Currencies. Nauke
    matematyki zakonczyla, z wyboru, na poziomie GCSE. W pracy na codzien
    uzywa 'bond maths' bo pracodawca ja nauczyl.Takich ludzi sa tysiace.
    >
    > No pewnie, ze zdobyte w ramach ukonczonych hobbystycznie studiow kwalifikacje
    > nie wykluczaja podjecia pracy w inne dziedzinie, ale umiejetnosci w tej 'innej
    > dziedzinie', znajomosc tej 'innej dziedziny' jest na poziomie przed
    > studiowaniem. I czym sie wtedy szczycic, ze ukonczylo sie
    super_extra_uniwerek
    > z
    > pierwszej 10 :)
    Szczyci sie dobrym degree, z dobrej uczelni, czyli tym atutem, ktory otwiera
    drzwi na rynku pracy.Oraz intelektem, ktory poradzi sobie z roznymi challenges.
    >
  • chihiro2 04.07.06, 23:31
    Slicznie napisane, Steph :) Zgadzam sie w 100%. W Polsce blednie uwaza sie, ze
    uniwersytet jest taka lepsza szkola zawodowa. Tylko, ze potem absolwenci sa
    czesto bezrobotni - bo nie nauczono ich myslec, nie poszerzono horyzontow przez
    kurczowe trzymanie sie ram programu, nie nauczono pasji zdobywania wiedzy.
    --
    If it has a face, I don't want to eat it.
  • violus22 05.07.06, 10:23
    chihiro2 napisała:

    > Slicznie napisane, Steph :) Zgadzam sie w 100%. W Polsce blednie uwaza sie, ze
    > uniwersytet jest taka lepsza szkola zawodowa. Tylko, ze potem absolwenci sa
    > czesto bezrobotni - bo nie nauczono ich myslec, nie poszerzono horyzontow przez
    >
    > kurczowe trzymanie sie ram programu, nie nauczono pasji zdobywania wiedzy.


    Uniwersytet - lepsza szkola zawodowa? Czy piszac 'uniwersytet' masz na mysli
    oglnie - studia, czy poprostu mowisz o tej uczelnii?


    Pomine juz fakt o tym uczeniu myslenia na studiach, pisalam o tym nizej...

    Nie wiem jaki masz obraz uczelnii w Polsce, nie wiem z jakimi sie zetknelas.
    Moim zdaniem, studia na panstwowych uczelniach sa na bardzo wysokim poziomie. O
    prywatnych uczelniach nie bede pisac, bo w wiekszosci przypadkow niestety wciaz
    studenci sa tam traktowani jako klienci, jako zrodlo utrzymania i wciaz
    stosowana jest zasada 'klient nasz pan' i wszystkie jej konsekwencje. Nie chce
    generalizowac, z pewnoscia sa wyjatki.

    Na uczelniach panstwowych jest inaczej. Na wielu obleganych kierunkach juz nie
    sztuka jest sie dostac, ale utrzymac. Juz po pierwszym semestrze nastepuje
    selekcja naturalna i wszyscy ci, ktorzy sie tam znalezli 'przypadkiem' poprostu
    odpadaja. Zostaja najlepsi. Jeszcze troche sie redukuje w trakcje studiowania,
    ale koncza uczelnie z cala pewnoscia ci, ktorzy powinni ja skonczyc.

    Absolwenci sa bezrobotni, bo nie nauczono ich myslec? Heh, ciekawa teoria
    :)Nauczono, nauczono;) dlatego wyjezdzaja ;))))) Oj nie chce mi sie pisac o
    sytuacji ekonomiczno-politycznej w kraju, o bezrobociu itd, bo i po co?
  • chihiro2 05.07.06, 10:53
    Violus, mam bardzo zle zdanie o jednej z lepszych uczelni w Polsce, na ktorej
    sama studiowalam - o Uniwersytecie Warszawskim. Studiowalam tam lingwistyke
    stosowana i nawet niezle sobie radzilam. Owszem, poziom byl wysoki, ale 75%
    przedmiotow (a mialam 30h wykladow tygodniowo) byla kompletnie zbedna, nie bylo
    w stanie uczyc sie porzadnie do kazdego, bo zwyczajnie brakowalo czasu.
    Natomiast wiekszosc profesorow traktowala swoj przedmiot jako absolutnie
    najwazniejszy. W ogole wiekszosc wykladowcow pracowala, mam wrazenie, dla
    prestizu, jaki UW daje, sami nie dawali z siebie nic - zdarzalo sie czytanie
    notatek z wykladow, ktore wyglaszaja rok po roku w niezmienionej formie od 10
    lat. Poza tym nie bylo szans na jakiekolwiek praktyki podczas pierwszych trzech
    lat studiow (tyle wytrwalam, potem pojechalam ksztalcic sie dalej za granice),
    nie bylo zadnej pomocy uczelni jesli chodzi o przejscie z nauki do pracy.
    Nie mowiac juz o stosunku wykladowcy do studenta - sprawdzanie listy obecnosci,
    (co czasem przy 60 studentach zajmowala spora czesc zajec), zakladanie a priori
    podczas egzaminow ustynych, ze student nic sie nie nauczyl, zero elastycznosci
    jesli chodzi o indywidualne umawianie sie, nieprzychodzenie na konsultacje itp.
    Kompletny brak szacunku. Przykladow moglabym podac dziesiatki.

    Moze inaczej jest na kierunkach technicznych, ale nie znam nikogo, kto
    studiowalby humanistyczne i mial inne zdanie niz moje. I to z roznych uczelni,
    roznych miast. Moze lepiej, jak studenci traktowani sa jak klienci - w
    przypadku, gdy studia sa bezplatne zbyt duzo wykladowcow uwaza, ze jesli
    student wymaga jako takiego poziomu, przewrocilo mu sie w glowie. Bo jak to -
    ma za darmo i wymaga czegos?

    I czemu skoro studia sa na tak wysokim poziomie w Polsce, mlodzi ludzie z
    dyplomem magistra przyjezdzaja tu pracowac w kanjpach? Bo nie nauczono ich
    szacunku do wlasnej wiedzy, bo nie traktowano ich jako doroslych ludzi, ktorzy
    sa godnymi partnerami do intelektualnej dyskusji, ktorzy moga cos zaoferowac
    rynkowi pracy. Bo czesto nie umozliwiono im odbycia jakichkolwiek sensownych
    praktyk podczas studiow, w zwiazku z czym 23-latek czesto ma minimalne
    doswiadczenie zawodowe (w Polsce przeciez nawet do pracy w sklepie chce sie
    osobe po studiach). No i jeszcze nauka jezyka angielskiego...
    --
    If it has a face, I don't want to eat it.
  • edavenpo 05.07.06, 11:35

    Musze sie tu zgodzic z Chichiro... Ja studiowalam polonistyke na UMK w Toruniu i
    mam podobne wrazenia. Do rzeczy wymienionych przez Chichiro dodalabym jeszcze
    straszliwy beton akademicki gnojacy studentow dla zasady, oblewajacych na
    egzaminach dla zabawy(o ktorych kraza legendy wsrod studentow) i kazdy egzamin u
    nich to stres i horror. Taki wlasnie profesor (znany ekspert od literarury
    sredniowiecznej)oblal dobra znajoma na egzaminie pisemnym bo mu sie nie podobal
    jej styl. Jak podchodzila do komisyjnego to pan profesor byl osobiscie urazony i
    dwa razy zginelo jej podanie o komis z dziekanatu (musiala je skladac raz
    jeszcze), 'zagubil' jej prace pisemna ktora powinna byc rozpatrzona przez
    drugiego profesora. DZiewczyna zdala komisyjny na piatke. Lub 'nietykalny' pan
    doktor od Mlodej Polski ktory pojawil sie na 4 z 10-ciu zajec. na ostatnich
    zajeciach pojawil sie kompletnie pijany i dal nam zaliczenia w knajpie 'Pod
    Aniolami' na torunskiej Starowce bez egzaminu.

    Nie twierdze ze to jedyna strona polskiego szkolnictwa bo czas na studiach
    wspominam dobrze i spotkalam mnostwo wartosciowych ludzi ktorzy duzo mnie
    nauczyli ale spora czesc to niestety to co opisala Chichiro.


    P.S. I potwierdzam wyklady czytane ze zzolklego zeszytu z lat 80-tych ;-))


    --
    The London Dog
  • ralphos 05.07.06, 20:36
    No niestety, beton jest wszędzie. Sam jeden przedmiot zdawałem pięć razy -
    cztery razy oblałem u "betona", na szczęście zmieniono wykładowcę i piąte
    podejście spokojnie zdałem (i do tego najlepiej na całym roku). Ogólnie jednak
    wysoko oceniam swoje studia.
    Jeżeli ktoś chce zobaczyć jak wyglądają prawdziwe studia, gdzie trzeba naprawdę
    czasem ruszyć głową i dyplom otrzymuje mniej niż 30% osób rozpoczynających
    naukę, to zapraszam na Politechnikę Warszawską, np. na Wydział Elektroniki.
    Miałem dobrych znajomych studiujących kierunki humanistyczne na UW i wiem jedno
    - trzeba tam się bardzo starać, żeby wylecieć. U mnie wylatywali (i to z
    hukiem) nawet całkiem zdolni ludzie.
    Polskie uczelnie techniczne mają tę zaletę, że nie zamykają studentów w ścisłej
    specjalizacji, dostarczają uniwersalnej wszechstronnej wiedzy.

    A z uczelniami prywatnymi jest różnie, niestety najczęściej kiepsko. Jak mi
    kiedyś kolega studiujący jakieś "zarządzanie" podał temat swojej pracy
    magisterskiej, to mało nie padłem ze śmiechu, sam taką pracę bym napisał w 2-3
    tygodnie.
  • princessjobaggy 07.07.06, 13:46
    edavenpo napisała:

    >
    > Musze sie tu zgodzic z Chichiro... Ja studiowalam polonistyke na UMK w
    Toruniu i mam podobne wrazenia.

    Edavenpo, ja tez jestem po UMK, ale nie po polonistyce. O wspomnianych przez
    Ciebie sytacjach, jak to sie dla zasady oblewa studentow slyszalam, a raz nawet
    doswiadczylam tego na wlasnej skorze, poniewaz zlozylo sie tak, ze pan z ktorym
    mialam zajecia praktyczne nie lubil sie z pania profesor, ktora mnie pozniej
    egzaminowala. Takie rzeczy dzieja sie na wszystkich uniwersytetach w Polsce,
    nie wazne czy jest to UW czy jakis mniej 'prestizowy'.
  • edavenpo 07.07.06, 14:14

    A co studiowalas jesli moge wiedziec ;-)

    Tak na marginesie za Toruniem tesknie. Mieszkalam zawsze na Starowce i dotad mam
    mile wspomnienia uliczek torunskich ;-)
    --
    The London Dog
  • catriona 05.07.06, 18:57
    hej, chihiro,
    ja tez z ILSu :)
    jakie jezyki studiowalas?

    --
    The best things in life aren't things
  • chihiro2 06.07.06, 12:17
    Studiowalam niemiecki i angielski, zaczelam w 1998, a Ty?
    --
    If it has a face, I don't want to eat it.
  • catriona 06.07.06, 12:35
    ja rok pozniej i ang+niem

    --
    The best things in life aren't things
  • chihiro2 06.07.06, 13:08
    Mialas zajecia ze "wspaniala" pania Twardo? Kogo wspominasz wyjatkowo zle?
    --
    If it has a face, I don't want to eat it.
  • catriona 06.07.06, 19:08
    Nie, nie maialam z nia zajec, to chyba tylko pierwszy niemeicki mial, pamietam nazwisko, bo mieszkalam z dziewczyna z pierwszym niemieckim.
    Pan od TKJ byl straszny, pamietasz go, na pierwszym roku. Pijany na zajecia przychodzil! Na biust sie egzamin podobno zdawalo. Patrzyl jak zaczarowany.
    :)
    a byl taki jeden facet, nie tyle ze zle wspominam, ale czytal notatki swoje sprzed cwiercwiecza, i uwielbial wlasny glos. Uczyl niemeickiego k-u i robil przez 2 semestry Umwelt!

    --
    The best things in life aren't things
  • chihiro2 06.07.06, 20:03
    TKJ caly byl koszmarny!!! Zdawalam z terminie zerowym i oblalam, musialam
    jeszcze raz przyjsc. Z tego pijanstwa mialam tez 8 nieobecnosci, bo pan nie
    slyszal, jak mowilam, ze jestem obecna. Myslalam, ze go trzasne ze zlosci, gdy
    musialam sie tlumaczyc i przyprowadzac swiadkow, ze bylam obecna na zajeciach.

    Pamietam tego od Umwelt, Nidecki sie nazywal. Zajecia prowadzil w takiej
    strasznej malej salce w podziemiach bez okien i wentylacji, zawsze siadalam
    blisko drzwi, inaczej chyba bym zemdlala. Na jego zajeciach nigdy nie mialo sie
    okazji odezwac... czesto nawet nie wiedzialam o czym on gada, tak nudne i
    monotonne i bez kontekstu to bylo.

    Z tego wszystkiego za dosc sensowna uwazalam glottodydaktyke (mimo ze nigdy nie
    chcialam byc nauczycielka) z taka wysoka chuda kobieta, nie pamietam nazwiska.
    I czasem zajecia z Wawrzyniakiem. I jeszcze pare przypadkowych, ale naprawde
    bardzo przypadkowych.
    --
    If it has a face, I don't want to eat it.
  • catriona 06.07.06, 21:21
    My mielismy glotto z taka kobitka, ktora w Stanach uczyla przez kilka lat zanim przyjechala do warszawy (w ILSie wytzrymajla zreszta tylko 2 lata, teraz jest na prywatnej lingwistyce) - zupelnie inne podejscie do materialu i studenta (choc to drugie nie na 100%). Fajna byla, nie pamietam nazwiska
    Mielismy literature niem ze wspanialym profesorem, ktory zmarl niedawno po tym jak skonczyl nas uczyc, nazwisko na N, nie pamietam. Bardzo ciekawe, wszystko w kontekscie rozwoju spoleczenstwa. Mielsimy nawet literature lesbijska z 2000 roku, facet byl naprawde na biezaco.
    U Nidy tez siedzialam przy drzwiach, jesli w ogole bylam. Tragedia.
    Wawrzyniak - dzieki niemu inaczej spojrzalam na gramatyke, ale co za stres.

    Fonetyke ang mialam ze wspanialym dr Biedrzyckim, co za wymowa.

    Mialas cos z Klaudyna? Literature ang? tez pasjonatka. No i jej maz co sie caly czas na zajecia spoznial, jesli w ogole przychodzil, i to jeszcze otwarcie mowil, ze dostal zlecenie na tlumaczenie i nie mogl przyjsc. Ozywiscie odwolywac tez nie mogl.... Rece opadaja.

    Pani Okrutna? Chyba Cie ta przyjemnosc (?) ominela.

    O Nideckim, to nam nawet doktorantka opowiadala, ze ona tez te same zajecia miala.. o rety... co za ludzie, co za czasy :)



    --
    The best things in life aren't things
  • kash0303 06.07.06, 21:43

    > Mielismy literature niem ze wspanialym profesorem, ktory zmarl niedawno po
    tym
    > jak skonczyl nas uczyc, nazwisko na N, nie pamietam.

    Namowicz???

  • catriona 06.07.06, 21:47
    Tak jest, Namowicz. Fantastyczny byl. A Ty tez mialas z nim zajecia? I czy to dalej chihiro tylko pod innym nickiem?

    kash0303 napisała:

    >
    > > Mielismy literature niem ze wspanialym profesorem, ktory zmarl niedawno p
    > o
    > tym
    > > jak skonczyl nas uczyc, nazwisko na N, nie pamietam.
    >
    > Namowicz???
    >


    --
    The best things in life aren't things
  • kash0303 06.07.06, 21:54
    catriona napisała:

    > Tak jest, Namowicz. Fantastyczny byl.

    Szkoda, ze Go juz nie ma. Tez lubilam z nim zajecia.

    A Ty tez mialas z nim zajecia? I czy to d
    > alej chihiro tylko pod innym nickiem?

    Nie, ja jestem kash. ILS zaczynalam na pocztku lat 90-tych, a nie skonczylam z
    podobnych powodow co Wy.

    Lubilam tez zajecia z Konikiem, a pozniej z takim fajnym gosciem od tlumaczen
    konsekutywnych (super oczytany i wogole). A jezyki tez te same co u Was;)))

    pzdrfka
  • catriona 06.07.06, 22:16
    kash0303 napisała:

    > catriona napisała:
    >
    > > Tak jest, Namowicz. Fantastyczny byl.
    >
    > Szkoda, ze Go juz nie ma. Tez lubilam z nim zajecia.

    >
    > A Ty tez mialas z nim zajecia? I czy to d
    > > alej chihiro tylko pod innym nickiem?
    >
    > Nie, ja jestem kash. ILS zaczynalam na pocztku lat 90-tych, a nie skonczylam z
    > podobnych powodow co Wy.
    >
    > Lubilam tez zajecia z Konikiem,


    a tfu! frustrat! :)
    naprawde, nie klamie!

    a pozniej z takim fajnym gosciem od tlumaczen
    > konsekutywnych (super oczytany i wogole).

    hmm a kto to moze byc??...
    Skonczylas studia w Anglii? Bo ja ILSu jeszcze nie skonczylam, ale bede chciala sie obronic, bo wszystko mam pozaliczane. Juz by mi sie nie chcialo jeszcze raz tego wszystkiego robic, tym bardzije ze mam jesczze za soba "epizody" na innych uniwerkach. Juz to za dlugo trwa...

    A jezyki tez te same co u Was;)))
    >
    > pzdrfka


    --
    The best things in life aren't things
  • kash0303 06.07.06, 22:30

    > > Lubilam tez zajecia z Konikiem,
    >
    >
    > a tfu! frustrat! :)

    Moze i frustrat, ale wiedze mial i zajecia raczej nie byly nudne.

    > naprawde, nie klamie!
    >
    > a pozniej z takim fajnym gosciem od tlumaczen
    > > konsekutywnych (super oczytany i wogole).
    >
    > hmm a kto to moze byc??...
    A no wlasnie sprawdzilam - coz pamiec kuleje na stare lata;)))
    www.dak.uw.edu.pl/spis/www_wydzial12.php?gk_wydz12=32000000
    Hejwowski + jeszcze z Kopczynskim byly super fajne tlumaczenia.

    > Skonczylas studia w Anglii?

    Niestety nie, zaciazylam;))), ale jak dzici do szkoly pojda to sie jakos
    przekwalifikuje. Mi brytyjski system ksztalcenia bardziej odpowiada. Pamietam
    jak na kursie CELTA wiecej sie nauczylam niz przez te wszystkie semestry
    glottodydaktyki.

    Bo ja ILSu jeszcze nie skonczylam, ale bede chciala
    > sie obronic, bo wszystko mam pozaliczane. Juz by mi sie nie chcialo jeszcze
    ra
    > z tego wszystkiego robic, tym bardzije ze mam jesczze za soba "epizody" na
    inny
    > ch uniwerkach. Juz to za dlugo trwa...

    No to powodzenia, bo papierek zawsze sie przyda...
  • catriona 06.07.06, 22:35

    > Moze i frustrat, ale wiedze mial i zajecia raczej nie byly nudne.

    ja mialam z nim gramatyke opisowa i lecial z trzech ksiazek. I upupial niektorych na sile.


    > Hejwowski + jeszcze z Kopczynskim byly super fajne tlumaczenia.

    oj, Hejwowski byl przenajlepszy! a Kopczynski, to byl jedyny, co mu sie moj Yorkshire accent podobal. Okrutna mnie zawsze poprawiala, ze sie mowi "LiverpAdlian" :) do niedawna byl dyrektorem instytutu, ale potem mial zawal i chyba zwolnil troche. Fantastyczny byl i taki zapaleniec, wiecznie mlody.

    >
    > > Skonczylas studia w Anglii?
    >
    > Niestety nie, zaciazylam;))), ale jak dzici do szkoly pojda to sie jakos
    > przekwalifikuje. Mi brytyjski system ksztalcenia bardziej odpowiada. Pamietam
    > jak na kursie CELTA wiecej sie nauczylam niz przez te wszystkie semestry
    > glottodydaktyki.

    pewnie tak... ja tez bym chciala, ale tez po dzieciach, tym barzdiej ze moj maz teraz studiuje.Jeszcze nie moja kolej!..
    a gzdie mieszkasz, Kash?
    >
    > Bo ja ILSu jeszcze nie skonczylam, ale bede chciala
    > > sie obronic, bo wszystko mam pozaliczane. Juz by mi sie nie chcialo jesz
    > cze
    > ra
    > > z tego wszystkiego robic, tym bardzije ze mam jesczze za soba "epizody" n
    > a
    > inny
    > > ch uniwerkach. Juz to za dlugo trwa...
    >
    > No to powodzenia, bo papierek zawsze sie przyda...


    --
    The best things in life aren't things
  • kash0303 06.07.06, 22:47

    > > Moze i frustrat, ale wiedze mial i zajecia raczej nie byly nudne.
    >
    > ja mialam z nim gramatyke opisowa i lecial z trzech ksiazek. I upupial
    niektory
    > ch na sile.

    Ja mu tez podpadlam na samym poczatku i potem mialam w sumie u niego
    przechlapane, ale egzamin jakims cudem zaliczylam.
    >
    >
    > > Hejwowski + jeszcze z Kopczynskim byly super fajne tlumaczenia.
    >
    > oj, Hejwowski byl przenajlepszy! a Kopczynski, to byl jedyny, co mu sie moj
    Yor
    > kshire accent podobal. Okrutna mnie zawsze poprawiala, ze sie
    mowi "LiverpAdlia
    > n" :)

    Okrutna to wszystkich poprawiala. A najlepsze, ze u nas to sekcja amerykanska
    miala z nia fonetyke - przeklinali ja jak cholera.

    do niedawna byl dyrektorem instytutu, ale potem mial zawal i chyba zwolni
    > l troche. Fantastyczny byl i taki zapaleniec, wiecznie mlody.

    Kto mial zawal - Hejwowski czy Kopczynski???
    >
    > >
    > > > Skonczylas studia w Anglii?
    > >
    > > Niestety nie, zaciazylam;))), ale jak dzici do szkoly pojda to sie jakos
    > > przekwalifikuje. Mi brytyjski system ksztalcenia bardziej odpowiada. Pami
    > etam
    > > jak na kursie CELTA wiecej sie nauczylam niz przez te wszystkie semestry
    > > glottodydaktyki.
    >
    > pewnie tak... ja tez bym chciala, ale tez po dzieciach, tym barzdiej ze moj
    maz
    > teraz studiuje.Jeszcze nie moja kolej!..
    > a gzdie mieszkasz, Kash?

    on the south coast w Brighton;)))
  • catriona 06.07.06, 23:20
    kash0303 napisała:

    > > > Hejwowski + jeszcze z Kopczynskim byly super fajne tlumaczenia.
    > >
    > > oj, Hejwowski byl przenajlepszy! a Kopczynski, to byl jedyny, co mu sie m
    > oj
    > Yor
    > > kshire accent podobal. Okrutna mnie zawsze poprawiala, ze sie
    > mowi "LiverpAdlia
    > > n" :)
    >
    > Okrutna to wszystkich poprawiala. A najlepsze, ze u nas to sekcja amerykanska
    > miala z nia fonetyke - przeklinali ja jak cholera.

    ojejku, z NIA????
    i mieliscie sekcje amerykanska? my nie mielismy tego podzialu, niestety.
    >
    > do niedawna byl dyrektorem instytutu, ale potem mial zawal i chyba zwolni
    > > l troche. Fantastyczny byl i taki zapaleniec, wiecznie mlody.
    >
    > Kto mial zawal - Hejwowski czy Kopczynski???

    sory. - Kopczynski

    Hejwowski by dyr ds studenckich przez jakis czas, ale potem zrezygnowal, a szkoda, bo on studentom nie utrudnial zycia
    > >
    > > >
    > > > > Skonczylas studia w Anglii?
    > > >
    > > > Niestety nie, zaciazylam;))), ale jak dzici do szkoly pojda to sie
    > jakos
    > > > przekwalifikuje. Mi brytyjski system ksztalcenia bardziej odpowiada
    > . Pami
    > > etam
    > > > jak na kursie CELTA wiecej sie nauczylam niz przez te wszystkie sem
    > estry
    > > > glottodydaktyki.

    ja mysle ze potzrebuje kilka lat odpoczynku od nauki szkolnej i potem z przyjemnoscia zaczne socjologie. A Ty o czym myslisz???
    I ile masz dzieci? Ja od jakiegos czasu strasznie bym chciala dziecko, ale jak juz pisalam maz - student
    choc i on by chcial nie mniej ode mnie...
    ale jak juz to juz - planuje czworke!
    ale to jeszcze przed pierwszym, podobno to sie pozniej dokonuje samorewizji...


    > >
    > > pewnie tak... ja tez bym chciala, ale tez po dzieciach, tym barzdiej ze m
    > oj
    > maz
    > > teraz studiuje.Jeszcze nie moja kolej!..
    > > a gzdie mieszkasz, Kash?
    >
    > on the south coast w Brighton;)))

    south coast:)))
    a to szkoda, ze tak daleko, bo ja W Birmingham



    --
    The best things in life aren't things
  • chihiro2 06.07.06, 21:56
    Ja nie chodzilam na Namowicza, tzn. bylam kilka razy na poczatku i zupelnie mi
    sie nie podobalo. Omawiano jedna lekture po drugiej, bez kontekstu, bez
    czytania, w notatkach, z ktorych sie uczylam same streszczenia. Nie slyszalam
    tez, by ktos sie o tych zajeciach wypowiadal dobrze. Nie wiem czemu, moze sie
    poprawil potem i dlatego macie dobre zdanie o nim? Dziwne...

    Z Okrutna nie mialam zajec. Na Wawrzyniaku sie nie stresowalam, poza tylko
    koncem drugiego roku, bo przez caly rok pisalismy eseje, a potem facet
    zapowiedzial, ze egzamin i tak zrobi z gramatyki, bo na pierwszym roku tak zle
    poszlo. Skandal! On sie nam otwarcie przyznal, ze moglby zrobic z latwoscia
    doktorat, ale mu sie nie chce...

    Biedrzycki mial taki glos i taka wymowe, ze mozna sie tylko na podstawie glosu
    zakochac w nim... Ale leciwy byl troszke :)

    Klaudyne pamietam, pasjonatka, to prawda. Jej maz byl ok na moim roku (dopiero
    zaczal wykladac wtedy i sie przykladal), podobno wlasnie im pozniej tym gorzej.
    A znacie Schwenka? Troche arogancki, ale cwiczenia dawal fajne (i lydki mial
    ladne, hihi :))). A cwiczenia z Chilmonczykiem? Jak w szkole radzieckiej, wciaz
    to samo uzupelnianie luk i na kazdych zajeciach kartkowka.

    --
    If it has a face, I don't want to eat it.
  • catriona 06.07.06, 22:13
    chihiro2 napisała:

    > Ja nie chodzilam na Namowicza, tzn. bylam kilka razy na poczatku i zupelnie mi
    > sie nie podobalo. Omawiano jedna lekture po drugiej, bez kontekstu, bez
    > czytania, w notatkach, z ktorych sie uczylam same streszczenia. Nie slyszalam
    > tez, by ktos sie o tych zajeciach wypowiadal dobrze. Nie wiem czemu, moze sie
    > poprawil potem i dlatego macie dobre zdanie o nim? Dziwne...

    Ja sie barzdo duzo nauczylam, choc moze dlatego ze malo wiedzialam , niewykluczone.
    >
    > Z Okrutna nie mialam zajec. Na Wawrzyniaku sie nie stresowalam, poza tylko
    > koncem drugiego roku, bo przez caly rok pisalismy eseje, a potem facet
    > zapowiedzial, ze egzamin i tak zrobi z gramatyki, bo na pierwszym roku tak zle
    > poszlo. Skandal! On sie nam otwarcie przyznal, ze moglby zrobic z latwoscia
    > doktorat, ale mu sie nie chce...

    My nie pisalismy esejow tylko lecialysmy z cwiczeniami, jedno po drugim, ciagle z tej samej ksiazki. Facet byl arogancki i sie przechwalal, i kozakowal, o tym jak to mial 3 zony ( a mogl miec ze 40 najwiecje wtedy)
    >
    > Biedrzycki mial taki glos i taka wymowe, ze mozna sie tylko na podstawie glosu
    > zakochac w nim... Ale leciwy byl troszke :)

    :)
    >
    > Klaudyne pamietam, pasjonatka, to prawda. Jej maz byl ok na moim roku (dopiero
    > zaczal wykladac wtedy i sie przykladal), podobno wlasnie im pozniej tym gorzej.
    >
    > A znacie Schwenka? Troche arogancki, ale cwiczenia dawal fajne (i lydki mial
    > ladne, hihi :))). A cwiczenia z Chilmonczykiem? Jak w szkole radzieckiej, wciaz

    Hans-Joerg, mozna Joerg mu bylo mowic, ale Hans - nie:)
    gramatyka opisowa, kucie na pamiec Helbig/Buscha
    A teraz ma kilkuletnia coreczke z ta swoja panna

    >
    > to samo uzupelnianie luk i na kazdych zajeciach kartkowka.
    >
    Oj, jaki Chilmonczyk byl fajny. Co za osobowosc. I to podnoszenie ciezarow i takei mnostwo historii.

    A jak jzu jestesmy przy starszych - mialyscie zajecia z taka Ukrainka, ktora tez juz nie zyje, taka smieszna byla i maila taki uroczy slowianski akcent jak mowila po ang. Bigajewa chyba sie nazywala?

    --
    The best things in life aren't things
  • kash0303 06.07.06, 22:24
    > > A znacie Schwenka? Troche arogancki, ale cwiczenia dawal fajne (i lydki m
    > ial
    > > ladne, hihi :))).

    No i imprezowy byl;)))

    > Hans-Joerg, mozna Joerg mu bylo mowic, ale Hans - nie:)
    > gramatyka opisowa, kucie na pamiec Helbig/Buscha
    > A teraz ma kilkuletnia coreczke z ta swoja panna

    >
    > A jak jzu jestesmy przy starszych - mialyscie zajecia z taka Ukrainka, ktora
    te
    > z juz nie zyje, taka smieszna byla i maila taki uroczy slowianski akcent jak
    mo
    > wila po ang. Bigajewa chyba sie nazywala?

    Bagajewa tez nie zyje??? Jka ten czas szybko leci.
  • chihiro2 07.07.06, 15:17
    Mialam z ta Ukrainka zajecia praktyczne (angielskie slowka zwiazane ze sztuka).
    Bardzo sympatyczna pani.

    Kojarze nazwisko Hejwowski, cos mi swita, ale nie moge skojarzyc twarzy. Co on
    wykladal? Moze nie mialam z nim zajec? No bo wytrawalam tylko do konca 3 roku.

    A mialyscie filozofie z taki smiesznym panem, ktory chcial ze wszystkich
    dziewczat uczynic "milosniczki filozofii"? (z takim kresowym "l")
    --
    If it has a face, I don't want to eat it.
  • steph13 06.07.06, 22:26
    chihiro2 napisała:

    > Biedrzycki mial taki glos i taka wymowe, ze mozna sie tylko na podstawie
    glosu zakochac w nim... Ale leciwy byl troszke :

    Czyzby Leszek Biedrzycki? Mialam z nim fonetyke na anglistyce ale bylo to
    dawno i byl wtedy raczej stosunkowo mlody. Imponowal mi nieslychanie swoja
    angielszczyzna chociaz powaznie balam sie go przed egzaminami.
    Pytam czy Leszek, bo jego syn tez podbno jest wybitnym anglista.
  • catriona 06.07.06, 22:27
    Leszek, Leszek.


    steph13 napisała:

    > chihiro2 napisała:
    >
    > > Biedrzycki mial taki glos i taka wymowe, ze mozna sie tylko na podstawie
    > glosu zakochac w nim... Ale leciwy byl troszke :
    >
    > Czyzby Leszek Biedrzycki? Mialam z nim fonetyke na anglistyce ale bylo to
    > dawno i byl wtedy raczej stosunkowo mlody. Imponowal mi nieslychanie swoja
    > angielszczyzna chociaz powaznie balam sie go przed egzaminami.
    > Pytam czy Leszek, bo jego syn tez podbno jest wybitnym anglista.


    --
    The best things in life aren't things
  • violus22 05.07.06, 10:02
    steph13 napisała:

    > Zrozumialas tak, jak chcialas zrozumiec bo trzymasz sie kurczowo swojej
    blednej teorii. Faktem jest, ze bardzo niewiele kierunkow przygotowuje do
    konkretnego
    > zawodu. Zadaniem uczelni jest rozwiniecie umyslu, ciekawosci intelektu,
    > analitycznego spojrzenia na zagadnienia oraz umiejetnosci nabywania i
    > wykorzystywania wiedzy. Zobacz jakie kombinacje przedmiotow oferowane sa
    > studentom - fizyka z j.francuskim, prawo z psychologia, matematyka z filozofia,
    >
    > ekonomia z filozofia i polityka. Znam absolwentke teologii, ktora pracuje jako
    > surveyor dla property company, inzyniera po Cambridge w finansach, historyka
    > sztukiw ksiegowosci.

    No tak, jak moja teoria to z zalozenia pewnie jest bledna, co?;)

    To nie jest zadna moja teoria. Gdzies tam, kiedys tam liznelam troche wiedzy na
    temat rozwoju czlowieka i nikt mi nie wmowi, ze studia (jak to sie przyjelo
    mowic) ucza myslec, rozwijaja umysl i ble ble ble

    Zdolnosci kazdego z nas wychodza juz w dziecinstwie, w pierwszej fazie szkoly a
    dalej to co najwyzej mozna je pielegnowac (lub nie). Te hasla o ktorych piszesz
    za 'zadaniem uczelnii' to faza szkoly, szkoly podstawowej.

    Steph, takie same kombinacje przedmiotow sa w Polsce. Studiujac matematyke
    mialam takie przedmioty jak filozofia, pedagigika/psychologia a nawet historia,
    jezyk obcy to standard. Ale te przedmioty nie byly wodzace, zatem filozofia nie
    byla dla filozofow, a okrojony material z zastosowaniem dla matematykow,
    pedagogika czy psochologia rowniez byla pod katem dydaktyki matematyki, a
    historia to nie historia Polski ale historia matematyki (biografie, odkrycia
    matematykow), nawet na angielskim oprocz ogolnej nauki byl nacisk na
    zastosowanie jezyka w terminach matematycznych. Podobnie jest na innych kierunkach.

    Taaa, znasz tego i tamtego... i pewnie slyszalas o calej rzeczy polskich mgr.,
    ktorzy zamiast pracowac w zawodach sprzataja ulice, pomagaja na budowach,
    sprzedaja piwo w barze na zachodzie...


    > Jestes w bledzie. Dziewczyna, ktora studiowala wlasnie historie, pracuje w
    > prestizowym banku inwestycyjnym, w Fixed Income Commodities & Currencies. Nauke
    >
    > matematyki zakonczyla, z wyboru, na poziomie GCSE. W pracy na codzien
    > uzywa 'bond maths' bo pracodawca ja nauczyl.Takich ludzi sa tysiace.

    Maslo maslane;) Wyzej zaprzeczasz (jak to ujelas) 'mojej teorii';) a teraz
    dajesz jej przyklad :) Po co byly jej te studia, skoro umiejetnosci jakie sa jej
    potrzebne w wykonywanej pracy miala juz wczesniej? Jaka masz gwarancje, ze to
    uczelnia nauczyla ja myslec, a nie ona sama umiala juz wczesniej? To
    przerazajace, ze takich ludzi sa tysiace.

    Nie rozumiem zupelnie podejscia pracodawcow. Jaki jest sens zatrudniac kogos o
    niskim poziomie umiejetnosci w danej dziedzinie i go pozniej uczyc, skoro od
    razu mozna zatrudnic kogos juz wyuczonego. I znow logika mi podpowiada, ze
    poprostu w pewnych dziedzinach brak takich ludzi i to dlatego.


    > Szczyci sie dobrym degree, z dobrej uczelni, czyli tym atutem, ktory otwiera
    > drzwi na rynku pracy.Oraz intelektem, ktory poradzi sobie z roznymi challenges.

    Z pewnoscia jest sie czym szczycic, a szczegolnie gdy pozniej, w pracy
    wykorzystuje swoj intelekt z poziomu GCSE;)

  • steph13 05.07.06, 20:11
    violus22 napisała:

    > No tak, jak moja teoria to z zalozenia pewnie jest bledna, co?;)

    Nie dlatego ze twoja, tylko dlatego ze sama w sobie bledna.

    >
    > To nie jest zadna moja teoria. Gdzies tam, kiedys tam liznelam troche wiedzy
    na temat rozwoju czlowieka i nikt mi nie wmowi, ze studia (jak to sie przyjelo
    > mowic) ucza myslec, rozwijaja umysl i ble ble ble
    >
    > Zdolnosci kazdego z nas wychodza juz w dziecinstwie, w pierwszej fazie szkoly
    a dalej to co najwyzej mozna je pielegnowac (lub nie). Te hasla o ktorych
    piszesz> za 'zadaniem uczelnii' to faza szkoly, szkoly podstawowej.

    violus, nie chce mi sie dalej z toba dyskutowc bo zamknieta jestes na poglady
    inne od swoich, nawet jesli wyplywaja one z lepszej znajomosci rzeczywistosci.
    Najlepszy dowod na to, ze 'ble ble ble' wyniesione z gloryfikowanej szkoly
    podstawoej pozostawilo jednak spore luki do wypelnienia przez stycznosc z dobra
    angielska uczelnia.
    >
    > Steph, takie same kombinacje przedmiotow sa w Polsce. Studiujac matematyke
    > mialam takie przedmioty jak filozofia, pedagigika/psychologia a nawet
    historia,
    > jezyk obcy to standard. Ale te przedmioty nie byly wodzace, zatem filozofia
    nie byla dla filozofow, a okrojony material z zastosowaniem dla matematykow,
    > pedagogika czy psochologia rowniez byla pod katem dydaktyki matematyki, a
    > historia to nie historia Polski ale historia matematyki (biografie, odkrycia
    > matematykow), nawet na angielskim oprocz ogolnej nauki byl nacisk na
    > zastosowanie jezyka w terminach matematycznych. Podobnie jest na innych
    kierunkach.

    I w zwiazku z tym, powinnas byc rozchwytywana przez pracodawcow w Polsce (?).
    Rowniez, w odroznieniu od tutejszych studentow, powiedzmy matematyki z
    filozowfia, mialas pewnie 30 godzin tygodniowo zajec, gdzie dyktowano pytania i
    odpowiedzi, ktore nalezalo skrzetnie powtorzyc na egzaminach. Mowie w
    odroznieniu, poniewaz tutaj mialabys zajec max 10 godzin w tygodniu plus 30
    godzin samodzielnej pracy w bibliotece. I nie przekonasz mnie, ze ten system
    nie zmusza do studenta do samodzielnego myslenia, selekcji materialow, wlasnej
    analizy i wnioskow.
    >
    > Taaa, znasz tego i tamtego... i pewnie slyszalas o calej rzeczy polskich mgr.,
    > ktorzy zamiast pracowac w zawodach sprzataja ulice, pomagaja na budowach,
    > sprzedaja piwo w barze na zachodzie...

    Oczywiscie, ze slyszalam, a ty nie? Co wiecej, sama tak zaczynalam w czsach gdy
    Polacy nie mieli tutaj pozolenia do pracy. Nie wiem czego dotyczy ten argument?
    >
    >
    > > Jestes w bledzie. Dziewczyna, ktora studiowala wlasnie historie, pracuje
    > w prestizowym banku inwestycyjnym, w Fixed Income Commodities & Currencies.
    > Nauke matematyki zakonczyla, z wyboru, na poziomie GCSE. W pracy na codzien
    > > uzywa 'bond maths' bo pracodawca ja nauczyl.Takich ludzi sa tysiace.
    >
    > Maslo maslane;) Wyzej zaprzeczasz (jak to ujelas) 'mojej teorii';) a teraz
    > dajesz jej przyklad

    Bzdura, wedlug twojej teorii ta dziewczyna powinna uczyc historii w szkole lub
    w najlepszym wypadku porastac plesnia w bibliotece. Jednak tak nie jest.
    :) Po co byly jej te studia, skoro umiejetnosci jakie sa jej potrzebne w
    wykonywanej pracy miala juz wczesniej?

    Nie wiem jak ktos moze powiedziec 'po co byly studia'. Nie slyszalas o ludzich,
    ktorzy studiuje wylacznie dla siebie, dla rozwoju wlasnych zainteresowan a o
    zatrudnieniu zarobkowym mysla pozniej? Jak juz ktos tutaj powiedzial, studia to
    nie zawodowka z prosta sciezka do biurka czy gdziekolwiek indziej. Na chleb,
    nawet z petem kielbasy, zarobisz sama lopata, wiec po co sobie glowe w ogole
    zawracac nauka; przerazliwy twoj sposob myuslenia

    Wymaganej wiedzy matematycznej nia miala, ale miala potencjal intelektualy,
    enhanced w trakcie studiow, ktory pozwolil jej szybko przyswoic nowe
    umiejetnosci. Pracodawca chyba liczyl na to patrzac na jej CV, zawierajace
    First z uczelni, ktora nie daje degrees z underwater basket weaving.

    Jaka masz gwarancje, ze to uczelnia nauczyla ja myslec, a nie ona sama umiala
    juz wczesniej?
    Nie sadzisz, ze umiejetnosc myslenia rozwija sie z czasem? W koncu z kolyski
    nie aplikujesz o pozycje spelniajace marzenia.


    To > przerazajace, ze takich ludzi sa tysiace.
    Nie wiem dlaczego ciebie to przeraza - chyba ze ze strachu przed konkurencja na
    rynku pracy.
    >
    > Nie rozumiem zupelnie podejscia pracodawcow. Jaki jest sens zatrudniac kogos o
    > niskim poziomie umiejetnosci w danej dziedzinie i go pozniej uczyc, skoro od
    > razu mozna zatrudnic kogos juz wyuczonego. I znow logika mi podpowiada, ze
    > poprostu w pewnych dziedzinach brak takich ludzi i to dlatego.

    Sens jest w tym, ze pracodawca modeluje sobie pracownika dokladnie do dwoich
    potrzeb. Ktos 'juz wyuczony' niekoniecznie sprawdza sie w praktyce poniewaz
    czesto tego czego sie 'wyuczyl' nie potrafi przeniesc do real world, zwlaszcza
    jesli 'wyuczyl' sie kiepsko, pod dyktando, na zasadzie lopatologii.
    >
    >
    > > Szczyci sie dobrym degree, z dobrej uczelni, czyli tym atutem, ktory otwi
    > era drzwi na rynku pracy.Oraz intelektem, ktory poradzi sobie z roznymi chall
    > enges.
    >
    > Z pewnoscia jest sie czym szczycic, a szczegolnie gdy pozniej, w pracy
    > wykorzystuje swoj intelekt z poziomu GCSE;)

    No bo ten 'intelekt' above GCSE sprzedal na EBay. Over & out.
    >
  • violus22 06.07.06, 11:19
    Steph, masz calkowita racje, nie ma sensu dyskutowac.

    czy Ty, zarzucajac mi zamkniecie na poglady innych, czytasz czasem to co sama
    piszesz? :)


  • vygotsky 21.06.06, 13:19
    A co to sa 'top employers'? Tacy co ci daja 100K , tacy co cie dobrze traktuja,
    tacy co ci daja nadgodziny, tacy co ci ich nie daja, tacy co ci daja bonusy,
    tacy co kaza ci garnitur nosic, tacy co ci daja luzu, tacy co ci daja tyle
    pieniedzy ze innym na swiecie brakuje czy tacy co rekrutuja w Oxbridge i
    dlatego sa top?????

    A czy ten 21 uniwerek to duzo sie rozni od tego co ma numer 20; przeciez z tego
    pierwszego juz nie rekrutuja...? A czy sa jakies barwy pomiedzy bialym i
    czarnym?
  • chihiro2 21.06.06, 13:24
    Poszukaj w rankingach. Sa to firmy, dla ktorych najwiecej absolwentow/studentow
    chcialoby pracowac - w skrocie. A na chec pracy w danej firmie skladaja sie
    rozne czynniki - pensja, prestiz, bonusy, mozliwosci rozwoju i samorealizacji i
    wiele innych.
    --
    If it has a face, I don't want to eat it.
  • steph13 21.06.06, 14:32
    Dokladnie tak jak chihiro napisala - taka jest definicja top employer.
    A jesli chodzi o to kto robi np ksiegowsc, spojrz na strony PWC, KGP czy Ernst
    Young i zobacz jakie maja recruitment requirements. 'Good degree', minimum 2:1,
    bez listy specjalizacji akademickich; oficjalnej listy preferowanych uczelni
    naturalnie tam tez nie znajdziesz ale moze byc informacja o tym, na ktore
    uniwesytety jezdza w ramach recruitment.
    Aby zorientowac sie, ktora uczelnia warta jest zachodu wystarczy spojrzec na
    entry requirements, to duzo mowi o koncowym rezultacie i perspektywach na
    zatrudnienie. Chociaz pare innych aspektow tez wchodzi w gre.
    Takie sa reguly, od ktorych oczywiscie trafiaja sie wyjatki. Tak samo, jak co
    roku w sierpniu ukazuja sie artykuly w prasie o kilku uczniach z'sink
    comprehensives', ktorzy wybieraja sie do Oxbridge.
  • konstruktorka1 19.06.06, 13:42
    Wydaje mi sie ze w duzej mierze zalezy od czlowieka.
    Jesli pojetny to nawet okropny uniwersytet mu nie zaszkodzi. Jak tepy hmm
    Mialam ostatnio doczynienia ze studentka Uniwerystetu ( Civil engineering )byla
    u nas na praktykach i dostalam ja pod opieke. Myslalam ze popelnie samobojstwo
    przy jej toku rozumowania i niecheci do pracy :(
    Przeprowadzalam rozmowe z jej promotorem (Zadzwonil i zapytal sie jak jej
    poszlo)i dowiedzialam sie ze jest najlepsza studentka na roku :)
    Zapytalam sie czy wylewaj studentow jak sie nie ucza i .................
    powiedzial ze maja nakaz rzadowy pomagac jak sie da bo za malo absolwentow
    budownictwa maja
    Caly czas nie wiem jak sie im to budownictwo kupy trzyma?
  • jagienkaa 19.06.06, 22:04
    mój mąż (też inżynier budownictwa, ale elektryk) zawsze mówi że woli polskiego
    graduate engineer niż brytyjskiego, ma większą wiedzę i zapał do pracy tylko
    czemu oni się języków nie uczą?:)
    --
    Jagienka i Dominik ( zdjęcia z Włoch)
  • konstruktorka1 20.06.06, 12:44
    jagienkaa napisała:

    > mój mąż (też inżynier budownictwa, ale elektryk) zawsze mówi że woli
    polskiego
    > graduate engineer niż brytyjskiego, ma większą wiedzę i zapał do pracy tylko
    > czemu oni się języków nie uczą?:) - nie mam zielonego pojecia i szlag mnie
    trafia jak moi koledzy pracuja w Polsce w hipermarketach na kasie
    A teraz mi przyjdzie jeszcze pracowac z jakims idiota bo moj kolega rozstal sie
    z firma i wrocil do Polski a polskich inzynierow z angielskim malo( Jezeli ktos
    jest zainteresowany to prosze o info)
    Ratunku!!!
    Dzisaj zadzwonil architekt ze projektuje pawilon handlowy w konstrukcji
    drewnianej z LVL i ze go nie interesuja parametry wytrzymalosciowe a jedynie
    chce probke czy jest ladny :(
    Mamo


  • jaleo 20.06.06, 13:53
    Tia...

    Swietni inzynierowie, budowlancy, norm wszyscy przestrzegaja... Tylko dziwnym
    trafem to w Polsce sie budynki ludziom na glowe zalamuja, a w UK jakos nie moge
    sobie przypomniec takich przypadkow.
    --
    ------
    I'm just trying to be a better person. My name is Earl.
  • konstruktorka1 20.06.06, 14:02
    jaleo napisała:

    > Tia...
    >
    > Swietni inzynierowie, budowlancy, norm wszyscy przestrzegaja... Tylko dziwnym
    > trafem to w Polsce sie budynki ludziom na glowe zalamuja, a w UK jakos nie
    moge
    >
    > sobie przypomniec takich przypadkow.

    Wlasnie tego kompletnie nie moge zrozumiec
    W obliczeniach Anglicy nie uwzgledniaja obciazen wiatrem a sniegiem najmniejsze
    jak sie da
    Jedyne wytlumaczenie ze sniegu w Anglii tyle nie ma co w Polsce
    Strasznie mi przykro ale trzeba powiedziec ze w Polsce tez trafiaja sie
    patalachy a najgorsze w tym ze bardzo czesto kontrakty ida po najmniejszej
    cenie i poznajomosci.
    Ta


  • jagienkaa 20.06.06, 14:21
    przecież to chodziło głównie o ilość śniegu zmarzniętego na dachu a nie błąd w
    obliczeniach inżynierów konstruktorów jeśli chodzi o Katowice, a takie
    przypadki to oprócz tego się prawie wcale nie zdarzają!
    Myślę że jakby w Anglii była taka zima jak w Polsce to też byś takie wypadki
    widziała - ale tego nikomu nie życzę nawet żeby prove my point;)
    --
    Jagienka i Dominik ( zdjęcia z Włoch)
  • jaleo 20.06.06, 14:50
    Acha, czyli Ci swietni inzynierowie nie wpadli na pomysl, ze w Polsce czasami
    snieg pada, i czasami zalega.

    Zreszta nie tylko o ten jeden katowicki wypadek chodzilo, bo to bylo chyba
    najwieksze przegiecie, ale takich "wpadek" inzynieryjnych jest bardzo duzo,
    ostatnio cos bylo o tej nowej autostradzie krakowskiej, ze cos tez skiepscili
    porzadnie.

    To, ze tu w UK kazdy ma normy gdzies i wszystko sie trzyma na bluetack to jest
    spora przesada. Moja siostra w tej chwili buduje dom w UK (a raczej
    rozbudowuje stary budynek) i na kazdym kroku jest mnostwo pozwolen, ogledzin i
    surveys, ktore trzeba przeprowadzac, a to badz co badz prywatny dom. W Polsce
    tez budowalismy dom w Bieszczadach, co sie nam nawet udalo "na odleglosc" bo
    nikt sie o nic nie czepial i niczego nie chcial sprawdzac, ani w fazie budowy
    ani po wykonczeniu. Co prawda byly jakies tam "ogledziny" od gminnego
    architekta czy cos w tym stylu, ale raczej formalnosc.
    --
    ------
    I'm just trying to be a better person. My name is Earl.
  • jagienkaa 20.06.06, 15:17
    wiesz nie chcę się kłócić ale mój mąż pracował i w Polsce i w Anglii (i w
    innych krajach) i naprawdę wiedza i umiejętności inżynierów się dużo nie
    różnią, różnią się przepisy i metody działania itp, które tutaj w UK trochę też
    są przesadzone (zwłaszcza health and safety). W Polsce każdy projekt też musi
    być nadzorowany (Inspektor Nadzoru coś Ci mówi?) i zatwierdzony przez
    specjalistów. Owszem, w Polsce nadal się daje dużo łapówek, robi rzeczy po
    znajomości, ale przepisy przepisami...co innego budowa domku jednorodzinnego a
    co innego hale targowe.
    Zresztą, nie ma się wprawdzie czym chwalić, ale jako przykład dam Ci Millennium
    Bridge w Londynie (niestety projekt firmy w której pracuje mój mąż) który się
    chwiał, pamiętasz? też inżynierom brytyjskiem się pomyliło:))
    ja pracowałam m.in. przy budowie Złotych Tarasów w Warszawie i zdziwiłabyś się
    ile pracy, wyliczeń, przepisów, podpisów, zgóg trzeba było uzyskac. I pracowało
    tam większość polskich inzynierów zatrudnionych w zagranicznych firmach.
    www.zlotetarasy.pl/
    pl.wikipedia.org/wiki/Z%C5%82ote_Tarasy
    --
    Jagienka i Dominik ( zdjęcia z Włoch)
  • konstruktorka1 20.06.06, 17:09
    Jagienka a w ktorej firmie pracowalas jesli mozna wiedziec?
    P.S. Postanowilismy zrobic w firmie liste glupich pytan ::)))
    Przed chwila pan mi probowal wmowic ze na skrzydla watraka nie dzialaj zadne
    obciazenia :)
  • konstruktorka1 20.06.06, 17:10
    Wiatraka czyli wind mill ::)))
  • jagienkaa 20.06.06, 17:17
    Arup czy Ove Arup w Polsce ale ja tylko w administacji byłam (document
    control)...na inzynierii się nie znam, to domena mojego zdolnego męża:))
    --
    Jagienka i Dominik ( zdjęcia z Włoch)
  • konstruktorka1 20.06.06, 17:21
    Arup to kiedys byla moja ulubiona firma ale mnie nie przyjeli bo moj angieslki
    jest za slaby :(
    Przekarz mezowi gratulacje z tak fajnej zony :)
    E
  • jagienkaa 20.06.06, 18:36
    to szkoda - ale nic tylko poprawić angielski i startować znowu:))
    przekażę mężowi - choć może nie dzisiaj bo jak mu powiem że nie ma obiadu bo
    mecz oglądałam to będę miała za swoje;)))
    PS ja bardzo lubię projekty Arupa. Oni nawet autobusy projektują!
    --
    Jagienka i Dominik ( zdjęcia z Włoch)
  • konstruktorka1 21.06.06, 09:47
    Tak sobie zazartowalam z tym angieslkim :)
    Wysylalam tam cv chyba co roku i nawet nie odpisali brutale jedni:)
    Ale nadal ich lubie
    Narazie sie nie przenosze mieszkamy w Lincolnshire siedzimy w bungalow i mamy
    widoczek na pole, bazant skacze przez plot dosc mam tloku i chalasu
    Chyba ze Arup sie przeniesie gdzies na wies :)
  • basiak6 19.06.06, 21:52
    Steph ma racje, wystarczy sie rozejrzec po stanowiskach w City, bardzo wielu
    ludzi jest po historii, filozofii, etc. Takie przedmioty tez ucza myslenia. A
    tutaj raczej sie nie liczy ilosc zapamietanej wiedzy tylko umiejetnosc jej
    zdobywania w zaleznosci od potrzeb sytuacji:)

    No i uniwerek uniwerkowi nierowny:)
  • dziecko_kapitana_klossa 17.06.06, 01:00
    no niestety, zeby byc dobrym programista wcale nie sa potrzebne studia
    informatyczne. raczej pewne predyspozycje.

    jak pracowalam w jednym z najwiekszych polsich portali, gdzie pracowali glownie
    absolwenci informatyki, pewnego dni przyszedl gosc, ktory nawet komputera w
    domu nie mial i skonczyl tylko szkole srednia.

    gosciu przeczytal dokumentacje do MySQL, popytal troche o co wlasciwie chodzi i
    potem zasuwal lepiej od kolegi, ktory mial 2 fakultety (matematyka i
    informatyka) :)

    zawsze potrafil znalezc rozwiazanie kazdego problemu, nie bylo dla niego
    zadnego "nie da sie". po prostu byl dobry. i to po paru miesiacach.

    ja zawsze uwazam, ze z wyjatkiem takich zawodow jak lekarz, inzynier, pilot
    itp. wyksztalcenie ma sie czesto nijak do praktycznych umiejetnosci.

    dkk
  • jagienkaa 19.06.06, 10:37
    ja jako studentka w UK się wypowiem - z tym że ja właśnie robię business
    studies a nie IT więc trochę inaczej. Na dodatek moja uczelnia zajmuje jeden z
    najgorszych miejsc w rankingach:(
    Więc trochę się zgodzę z Aniek, bo też czasem mnie śmieszy to czego nas 'uczą',
    olewactwo studentów, to że niektórzy naprawdę nic nie wiedzą a co gorsza -
    nawet nie wiedzą skąd wziąć potrzebne informacje, niektórzy wykładowcy mają
    wiedzę zerową z przedmiotu.. Wykładowcy, choć wg mnie są bardzo pomocni i mili,
    to podają wszystko 'na tacy' (nawet pytania na egzamin) co z jednej strony ma
    swoje zalety a z drugiej sprawia że większość studentów nie robi nic.
    Moja koleżanka też wykłada na uniwerku i dostała tę pracę w póltora roku po tym
    jak sama zrobiła BA w tym właśnie kierunku - dla mnie to trochę dziwne...
    Ale ja uważam że studiowanie to sprawa własnych umiejetności, predyspozycji i
    ambicji. Np ja naprawdę wkładam duzo pracy w to co robię, oceny mam dobre i
    bardzo dobre, i czuję że coś wiem (choć szczerze mało praktyczne rzeczy ale co
    tam) ale mam też znajomych studentów co naprawdę nie mają ambicji, chcą tylko
    zdać i wszystko robią na pół gwizdka. Wiadomo że są studenci którzy poszli na
    studia nie z przekonania ale że musieli/znajomi też poszli/rodzice wysłali itp
    i ambicji nie mają. Lub też okazało sie że to czego się uczyli wcale nie jest
    tym co ich naprawdę interesuje (np ja na I roku studiowałam socjologię i mimo
    że przedmiot interesujący nie nauczyłam się NIC). Ale czasem wydaje mi się że
    ludzie po studiach w Pl mają większą wiedzę ogólną.
    Oj Ralphos dla Ciebie wszystko jest czarne i białe, co?:)
    --
    Jagienka i Dominik ( zdjęcia z Włoch)
  • vygotsky 19.06.06, 12:35
    Ale co taka wiedza ogolna nam daje? Mnie erudycja specjalnie nie ekscytuje bo
    czesto jest bez werwy, zastala, malo tworcza i nie ewoluuje. Jak czegos nie
    wiem to draze w internecie a jak nie znajde w internecie to musze sie sprezyc i
    pomyslec gdzie jeszcze szukac i jak - i to jest to czego niektorym brakuje.
    Ralphos, jak pewnie niektorzy sie zorientowali studiowalam etnografie ktora
    pompatycznie zwano antropologia kultury. Dobrze mi szlo bo pamiec mam dobra ale
    po pierwszym stopniu zrezygnowalam bo nie chcialam zostac fontanna wiedzy.

    Mam kilku polskich znajomych ktorzy skarza sie ze nie umieja pisac egzaminow w
    UK - pisza wszystko czego sie nauczyli zamiast dokladnie przeczytac pytanie,
    zastanowic sie i sensownie i konkretnie odpowiedziec na nie. Mniej czasu,
    wiecej wysilku, mniej pisania i rezultat lepszy...
  • jagienkaa 19.06.06, 18:06
    to chyba zależy od przedmiotu czego się uczy, prawda? bo jeśli ktoś np chce
    studiować załóżmy historię to normalne że będzie bardzo dużo dat do nauczenia.
    Czy jeśli ktoś studiuje generalnie przedmiot, który zawiera dużo teorii.
    Erudycja czy dogłębna znajomość przedmiotu wg mnie bardzo się przydaje na
    studiach, po to się chyba studiuje, co?:) i tego oczekuje się od studenta z
    BA/MA/mgr że znają dogłębnie przedmiot a nie że wiedzą gdzie szukać informacji
    na internecie. W takim przypadku to po co w ogóle studiować, żeby umiejętnie
    odpowiadać na pytania?
    --
    Jagienka i Dominik ( zdjęcia z Włoch)
  • vygotsky 20.06.06, 12:33
    Tak, studiowac wlasnie po to zeby inteligentnie na pytania odpowiadac i umiec
    przetwarzac informacje i formulowac nowe mysli i koncepcje na bazie tego co sie
    wie (erudycja) albo tego co sie znalazlo na internecie. I po to zeby sprawnie
    problemy rozwiazywac, rozwijac myslenie skutkowo-przyczynowe i przewidywac
    konsekwencje i zagrozenia. I tak tez jest z nauka historii ...nie wiem czy w Pl
    ale w ten sposob ucza historii np w systemie IB (International Baccalaureate).
    No i zastanawiam sie na ile obecne klimaty spoleczno-polityczne w naszym kraju
    nie sa skutkiem takiego wlasnie pamieciowego, chronologiczno-jednostkowego
    (czyli abdykacja Jana Kazimierza 1668 :)) podejscia do historii zamiast analizy
    wydarzen.
  • konstruktorka1 20.06.06, 12:50
    vygotsky napisała:

    > Tak, studiowac wlasnie po to zeby inteligentnie na pytania odpowiadac i
    umiec
    > przetwarzac informacje i formulowac nowe mysli i koncepcje na bazie tego co
    sie
    >
    > wie (erudycja) albo tego co sie znalazlo na internecie. I po to zeby sprawnie
    > problemy rozwiazywac, rozwijac myslenie skutkowo-przyczynowe i przewidywac
    > konsekwencje i zagrozenia. I tak tez jest z nauka historii ...nie wiem czy w
    Pl
    >
    > ale w ten sposob ucza historii np w systemie IB (International
    Baccalaureate).
    > No i zastanawiam sie na ile obecne klimaty spoleczno-polityczne w naszym
    kraju
    > nie sa skutkiem takiego wlasnie pamieciowego, chronologiczno-jednostkowego
    > (czyli abdykacja Jana Kazimierza 1668 :)) podejscia do historii zamiast
    analizy
    >
    > wydarzen.



    To co piszesz jest bardzo madre ale po historii nikt nie zaprojektuje
    konstrukcji stalowej zapory nawet jakby bardzo szukal w internecie
  • vygotsky 20.06.06, 13:18
    No tak ale ja przeciez o konstrukcjach zapor nie mowie. Odnosilam to do
    historii, polityki, nauk spolecznych. Nie jest to dla mnie dziwne ze caly czas
    istnieje podzial na kierunki scisle, humanistyczne itp itd... chyba ku czemus
    sluzy ale pociesza mnie fakt ze i w konstrukcji ludzie zaczynaja rowniez
    operowac w wymiarach, etyki, ekosystemow, filozofii czy antropologii - nie wiem
    czy mowi ci cos Fritjof Capra ktory ladnie o tym pisze.
    A jak projektuje sie bomby sposobem domowym bez zadnego przygotowania? Ponoc na
    internecie sa gotowe recepty, niedlugo tez pewnie beda na konstrukcje stalowych
    zapor..
  • konstruktorka1 20.06.06, 13:41
    Przepraszam za te zapory chyba mi rece opadly :(
    A tak na marginesie uwazam ze edukacja powinna byc wielowymiarowa
    Ja mam za soba olimpiade historii sztuki i 5 lat nauki malarstwa.
    Mysle ze z kuciem dat na historii w liceum to byla pomylka ale dzieki temu mamy
    dobra pamiec no nie :)
  • jagienkaa 20.06.06, 13:28
    może na historycznych studiach tego uczą, ale na biznesowych nie uczą jak
    inteligentnie na pytania odpowiadać...
    --
    Jagienka i Dominik ( zdjęcia z Włoch)
  • vygotsky 20.06.06, 16:21
    A moje dziecko juz w podstawowce ucza myslec i krytycznie podchodzic do
    otaczajacej rzeczywistosci; oto fragment newsletter opisujacy program na
    najblizsze tygodnie:

    "English
    For the first two weeks we will be looking at persuasive language in adverts,
    circulars etc. The children will also examine arguments and discussions in
    order to present their own both verbally and in written form."
  • jagienkaa 20.06.06, 18:33
    i co poeta chciał przez to powiedzieć?:)
    nic tylko gratulować szkoły.
    --
    Jagienka i Dominik ( zdjęcia z Włoch)
  • vygotsky 20.06.06, 19:24
    Jesli troche rozwiniesz to moze bede miala cos do powiedzenia..
  • u25 21.06.06, 10:05
    Bardzo dobry tekst!
  • robak.rawback 19.06.06, 16:07
    jagienkaa napisała:

    > Moja koleżanka też wykłada na uniwerku i dostała tę pracę w póltora roku po
    tym
    >
    > jak sama zrobiła BA w tym właśnie kierunku - dla mnie to trochę dziwne...
    >

    to mozna wykladac na uniwerku jak sie ma tylko BA? ja myslalam ze wogole nie ma
    co nawet marzyc zeby sie zalapac nawet na najgorszy uniwerek jako wykladowca,
    jesli sie nie ma doktoratu, a tu mnie zdziwilas troche. a co ta kolezanka
    wyklada?
    zaczelam sie teraz zastanawiac ze moze przed zrobieniem wlasnie PHD mozaby sie
    gdzies zalapac. hmmm?????????? i wcale mi nie przeszkadza ze bylby to uniwerek
    slaby. od czegos trzeba w koncu zaczac, a ja sie znam na tym co robie....

    --
    - Czym można zabić człowieka - pajaka?
    - Człowiekiem - kapciem...
  • robak.rawback 19.06.06, 21:00
  • jagienkaa 30.06.06, 16:36
    a więc zwrócono mi uwagę że nie napisałam prawdy więc cytuję: "kolezanka
    dostala prace po roku skonczenia magistra, i 3 latach pracy w 'industry' a nie
    tylko trzy lata po ukonczeniu BA'. Przepraszam że wprowadziłam w błąd i się idę
    wychłostać.
    --
    Jagienka i Dominik ( zdjęcia z Włoch)
  • aitee 20.06.06, 17:22
    Podziwiam w niektórych upór we wrzucaniu wszystkiego do jednego wora
    (studentów, uczelni, kierunków, wykładowców)
    Podziwiam śmiałość stwierdzeń: "znam ten system od podszewki" ;)
    Podziwiam śmiałość krytyki innych i samouwielbienia własnej wiedzy.

  • konstruktorka1 20.06.06, 17:34
    Nie sadze zeby to byl system tylko lenistwo
  • konstruktorka1 21.06.06, 14:59
    W mojej poprzedniej firmie dyr marketingu nie posiadal wyksztalcenia wyzszego a
    jedynie "byl doceniony" w firmie.
    Nie docenili mojej koleaznki po MBA ?
    Dodam ze jest Anglikiem firma byla zagraniczna ale w Polsce
    Jaki moral
    ?
  • u25 21.06.06, 15:16
    Jaki moral?

    ze bez sensu ten Twoj post...
  • u25 21.06.06, 15:22
    Dziwne, ze nikt tego nie testuje. U mnie jest taki jeden, ktory sprawdza
    (testuje wszystkie kody), jak mu sie cos nie podoba (oj czesto) to leci z
    wywieszonym jezykiem do kierownika projektu (ten leci z wywieszonym jezykiem do
    kierownika produkcji i po gosciu..)
  • ralphos 21.06.06, 20:10
    Firma jest mała (5 osób razem z szefem) i tylko ja i ten Chińczyk skończyliśmy
    informatykę. Tylko ja jednak zwróciłem uwagę szefowi, że warto robić komentarze
    w kodzie (jak zacząłem pracować rok temu, to cały projekt zawierający około
    miliona (!) linii kodu miał może kilkadziesiąt linii komentarzy, po prostu
    skandal!!!). Szef przyznał mi rację i na tym się skończyło - wszyscy piszą jak
    pisali - absolutnie czysty kod. Do tego niektórzy stosują zupełną dowolność w
    nazewnictwie i połapać się nie sposób. Mam już dość tej amatorki i dlatego
    szukam innej pracy, tylko niestety kiepsko mi idzie, bo chyba mam niepoprawne
    politycznie doświadczenie.
  • u25 22.06.06, 10:09
    No to faktycznie nieciekawie. Badz cierpliwy, wczesniej czy pozniej cos
    znajdziesz..
  • izabelski 24.06.06, 00:24
    od tego sa standardy w nazewnictwie
    jak wiesz przejrzyscie napisany kod nie potrzebuje komentarzy

    bo czesto komentarza sie nie wyrzuca a zmienia kod :-(
    w javie mozna zaprzegnasc javadoc - nie wiem co # oferuje w tej dziedzinie

    a ze kod jest jak makaron - wspolczuje
    wyciagniej kolege na pogaduszki o design principles :-)
    --
    ☺ I am too blessed to be stressed and too anointed to be disappointed
    Geniusze widza swiat z innego punktu widzenia niz pozostali ludzie i na tym polega ich tragedia.
  • ralphos 24.06.06, 10:45
    izabelski napisała:
    > od tego sa standardy w nazewnictwie
    > jak wiesz przejrzyscie napisany kod nie potrzebuje komentarzy

    To jest tylko teoria sprawdzająca się w przypadku prostych programów. Jeżeli
    tworzy się coś naprawdę skomplikowanego, to rozszyfrowanie kodu i domyślenie się
    "co autor miał na myśli" zajmuje dłuuuugie godziny.


    > bo czesto komentarza sie nie wyrzuca a zmienia kod :-(

    To już tylko źle świadczy o programiście, bałaganiarz zawsze znajdzie
    wytłumaczenie... Albo jest się zawodowcem, albo amatorem.


    > w javie mozna zaprzegnasc javadoc - nie wiem co # oferuje w tej dziedzinie

    W C# jest wbudowany podobny mechanizm, działa bardzo ładnie, znakomicie ułatwia
    pracę. Jest tylko jeden drobiazg - jestem jedyną osobą w firmie która z tego
    korzysta.


    > a ze kod jest jak makaron - wspolczuje

    Ponad milion linii czystego kodu... :((


    > wyciagniej kolege na pogaduszki o design principles :-)

    Próbowałem, nie pomogło. Rok temu rozmawiałem nawet z szefem na ten temat,
    przyznał, że przy takich rozmiarach projektu nie da się robić totalnej amatorki,
    ale i tak każdy pisze po swojemu.
  • u25 24.06.06, 10:58
    Szukaj znajdziesz cos, ja wlasnie lecze kaca, po tym jak sie wczoraj
    dowiedzialam dla kogo bede robila nastepny projekt :-) Zycie jest piekne,
    trzeba tylko byc cierpliwym :-)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka