Dodaj do ulubionych

zangielszczenie Polakow na Wyspach :)

29.07.09, 10:42
watku nie chce potraktowac jako ataku, a bardziej jako wytkniecie jezykowych
dziwologow, ktore i mi sie zdarzaja.
sytuacja z restauracji:
para mlodych (~25lat) ludzi siada przy stoliku obok mnie. rozmawiaja ze soba
po polsku, nalecialosci z angielskiego nie slychac. czysta polszczyzna.
sprawiaja naprawde mile wrazenie. przychodzi kelnerka (tak sie akurat zlozylo,
ze jest Polka) i od razu zorientowala sie po ich akcencie, ze sa z Polski.
wiec zamowienie przyjela po polsku. ale myslalam, ze padne jak sluchalam
dziewczyny, ktora skladala zamowienie:
'Poprosze dwa steki. Oba uel dan. Z peperkorn sos. I dwie dajet kouk.'
Kelnerka podziekowala. Po chwili przyniosla dwie dajet kouk. Para po
ok.minucie przywolala kelnerke i dziewczyna stwierdzila, ze 'Ta kola jest flat'.
Ja przebywam na Wyspach ok.8 miesiecy. I nie mialabym problemu np.z
okresleniem napoju, jako wygazowanego albo bez gazu. To samo tychy sie stekow
i stopnia ich usmazenia.
Ale lapie sie czesto na tym, ze brakuje mi polskiego slownictwa rozmawiajac z
rodzina przez telefon. Dodam, ze obracam sie w towarzystwie angielskim i
amerykanskim i nie mam kontaktu z Polakami, co moze sie wydawac dziwne.
Mieszkam sama takze mowy polskiej nie uzywam na codzien. Ostatnio, prozaiczna
sprawa, znajomy Anglik zapytal mnie jak jest miesiac sierpien po polsku, a u
mnie czarna dziura w glowie. musialam zaczac odliczanie od stycznia, aby dojsc
do tego, ze sierpien to sierpien. Przebywanie na forach traktuje jako niejako
szkole, ktora nie pozwala mi zapomniec o plynnosci jezyka.
Ponadto rozmawiajac ze znajomymi podczas pobytu w Polsce czesto pierwsze co
poniektore mysli od razu tworza sie w mojej glowie i sa angielskie. Tak jakby
uzycie angielskich wyrazow staje sie dla mnie latwiejsze i bardziej stosowne.
Czy ja przesadzam? Jestem tutaj dopiero 8 miesiecy i mam lekkiego cykora, ze
sytuacja moze sie poblebiac. A mi sie to niebardzo usmiecha.
Na tym forum, tez czesto zauwazylam wstawki angielskie, i domyslam sie, ze sa
one naturalne, a nie jak to okreslaja niektorzy 'pozerskie'.
--
Daleko od Polski - Blog Miss .Upside . Down.
Forum Dla dziewczynpo 20-tce!
Obserwuj wątek
    • aniaheasley Re: zangielszczenie Polakow na Wyspach :) 29.07.09, 11:20
      Sytuacja w restauracji zupelnie mnie nie dziwi. Diet Coke to nazwa
      napoju, ktory te osoby zamawialy, to jak mialy powiedziec?? W Polsce
      by powiedzialy Cola Light, co rowniez nie jest 'po polsku'. Rowniez
      well done jest jasne, dla obu stron zrozumiale, i latwe do
      przekazania kucharzowi.
      Natomiast powalilo mnie z nog, ze Ty, po 8 miesiacach(??!!) pobytu
      zapominasz nazwy polskich miesiecy :-)
      --
      Ania's Poland
          • magdzie Re: zangielszczenie Polakow na Wyspach :) 29.07.09, 11:57
            to sie moze wydawac komiczne.
            ale tez moze wynikac z pewnego zaskoczenia. rozmawialismy o naszych datach
            urodzin. padlo na sierpien. szybkie jego pytanie o polski odpowiednik. i bum.
            klapa.
            rozmawialam ze znajomym Wlochem na ten temat. opisal dosc podoba sytuacje ze
            swojego zyciorysu podczas pobytu w Australii kiedy to mial kontakt glownie z
            Australijczykami.
            nie chce sie usprawiedliwiac, bo to moze wynika z zaniedbania albo podatnosci.
            wiem na pewno, ze nie robie tego on purpose;)
            --
            Daleko od Polski - Blog Miss .Upside . Down.
            Forum Dla dziewczyn po 20-tce!
            • golfstrom Re: zangielszczenie Polakow na Wyspach :) 29.07.09, 12:08
              Ja tam jestem w stanie uwierzyc, ze po 8 miesiacach poslugiwania sie prawie wylacznie angielskim, polski Ci sie troche przykurzyl. Tez tak mialam na poczatku, a przeciez polskiego uzywalam w domu.
              Za rok wszystko wroci do normy :) Ale to prawda, ze trzaba sie troche wysilic.

              Niektorzy ludzie nie chca sie wysilac, innym nie robi to roznicy, a jeszcze inni beda traktowac kwestie poprawnosci jezykowej jak certyfikt rodowodu pudelka.

              Osobiscie znam przypadki nasmiewania sie z prostakow, ktorzy zanieczyszczaja ojczysta mowe, przy czym osoba nasmiewajaca sie bez zmruzenia okiem mowi na codzien "z mojom mamom" i ma sie za niezwykle kulturalna.
              • jkmjkm Re: zangielszczenie Polakow na Wyspach :) 05.08.09, 21:19
                Prawda jest brutalna - osoba, której po 8 miesiącach "mieszają" się języki jest
                po prostu trochę przygłupawa, mówiąc delikatniej, ma niezbyt pojemny mózg. To
                oczywiście jak najbardziej naturalne, ludziom mało inteligentnym zawsze wszystko
                się miesza. A my,ludzie rozumni, tylko się śmiejemy z takich biedaków,
                oczywiście po cichu, to przecież nie ich wina.
          • steph13 Re: zangielszczenie Polakow na Wyspach :) 06.08.09, 12:00
            magdzie napisała:

            > wyczuwam lekkie spiecie w Twoim poscie:) bzzz bzzz
            > pozdrawiam

            magdzie,
            moj zarzut pod twoim adresem wynika nie stad, ze mialas trudnosci z
            przypomnieniem sobie polskiego slowa, ale stad, ze zalewdwie po 8
            miesiacach zycia poza Polska masz takie problemy. Nie jest
            naturalne zjawisko i zakrawa nieco na zart. Spotkalam w swoim czasie
            Polakow, ktorzy przybyli tutaj w czasie wojny i dalej mowia ladnie
            po polsku bez utykania na prostym slownictwie.
            Osobiscie jestem zdania, ze jesli ktos zamierza pozostac w Angli na
            stale, znajduje sie w angielskojezycznej rodzinie, nie pracuje w
            polskim sklepie itp to troska o wspaniala polszczyzne za wszelka
            cene jest malo istotna; w moim przypadku - nieistniejaca. Nie widze
            nic zlego w wtykaniu angielskich slow w rozmowie z ludzmi, ktorzy je
            rozumieja - czesto szybciej i latwiej jest przekazac w ten sposob
            mysli i dlaczego nie? Gdyby pielegnowanie jezyka polskiego bylo moim
            priorytetem to pewnie zylabym w Polsce. Nawet w polskich media
            troska o poprawnosc jezyka dawno zanikla, a im powinno chyba na tym
            zalezec bardziej niz ludziom, ktorzy z Polska maja niewiele lub nic
            do czynienia. Czasami podczytujac Wyborcza online zastanawiam sie,
            czy moi rodzice, ktorzy nigdy nie uczyli sie angielskiego,
            potrafiliby teraz zrozumiec co poniektore zdania.

            • magdzie Re: zangielszczenie Polakow na Wyspach :) 06.08.09, 15:43
              rozumiem o co Ci chodzi.
              ja wychwycilam te moje trudnosci i staram sie je zwalczac.
              jakiekolwiek problemy pojawiaja sie w momencie gdy musze szybko przestawic sie z
              rozmowy w j.angielskim na rozmowe w jezyku polskim. i pewnego jakania lub zaniku
              plynnosci w pierwszym momencie nie jestem w stanie kontrolowac. musze zrobic
              gleboki wdech, wyzbyc sie mechanicznych odpowiedzi i szybkich angielskich
              ripost, ktore nabylam podczas pobytu w Anglii.
              szczerze, nie mam pomyslu jak to zwalczac lub jak temu zaniechac, bo to wychodzi
              zupelnie naturalnie i jakby poza moja kontrola.
              przypominam sobie takze, ze kiedy mieszkalam w Polsce obracalam sie glownie w
              towarzystwie Anglikow i obcokrajowcow i spedzalismy ze soba mnostwo czasu. i juz
              wtedy mialam pewne drobne zajakniecia gdy trzeba bylo np. w towarzystwie
              angielskim przetlumaczyc cos szybko jedynej tylko obecnej Polce.
              nie chce robic z tego afery, bo to zdarza sie naprawde rzadko, zywie jedynie
              nadzieje, ze mowa polska bedzie ze mna przez caly czas i nie bede stwarzac
              sytuacji kiedy to Polacy bede mnie wytykac, ze sie zangielszczam, snobuje, etc.
              pozdrawiam
              --
              Daleko od Polski - Blog Miss .Upside . Down.
              Forum Dla dziewczyn po 20-tce!
              • steph13 Re: zangielszczenie Polakow na Wyspach :) 06.08.09, 17:57
                > nie chce robic z tego afery, bo to zdarza sie naprawde rzadko,
                zywie jedynie nadzieje, ze mowa polska bedzie ze mna przez caly
                czas i nie bede stwarzac sytuacji kiedy to Polacy bede mnie
                wytykac, ze sie zangielszczam, snobuje, etc.

                all is well then. A jezeli sie 'zangielszczysz' po latach to bedzie
                to tylko naturalny stan rzeczy, ktory na pewno w niczym ci nie
                zaszkodzi, a moze nawet przyniesie pewne korzysci. Taka jest moja
                opinia, chociaz wiem ze nie wszyscy sie z nia zgodza. Good luck.
          • steph13 Re: zangielszczenie Polakow na Wyspach :) 30.07.09, 22:35
            nsc23 napisała:

            > Przyganial kociol garnkowi jak widac po powyzszym. Ironiczne, ze
            akurat to slowo wtracilas po angielsku.

            Wtracilam po to, aby 'madzie' ulatwic zrozumienie - przy tak
            raptownym zapominaniu ojczystej mowy nalezy liczyc sie z powaznym
            zubozeniem slownictwa niemalze z dnia na dzien.
            Ale dumna jestem z siebie, bo reszte zdania jakos zdolalam sklecic
            po polsku ... po 33 latach w UK.

            • magdzie Re: zangielszczenie Polakow na Wyspach :) 30.07.09, 22:51
              steph13,
              ja juz w drugim dniu podczas pobytu w PL terkocze jak za dawnych czasow. i wtedy
              nie ma mowy o jakichs zajaknieciach, brakach. jednak ten pierwszy kontakt,
              (pierwszy dzien w PL,rozmowa przez tel.po dluzszym czasie niespodziewanie
              zagadanie kogos po polsku) to zderzenie, przestawienie sie jest dla mnie
              charakterystyczne.

              nie ma tutaj mowy o zadnym udawaniu, pozerowaniu etc.
              dziwilam sie mojemu krewnemu, ktory juz po roku przebywania w Kanadzie, bez
              rodziny i polskich znajomych, mial czasami dosc wyrazne braki. teraz kiedy
              mieszka w Stanach Zjednoczonych juz dobre 10 lat jego zaciaganie jest dla mnie
              naturalne. u niego charakterystyczne jest :'yeah' zamiast 'tak'. ktore i mi sie
              niestety zdarza.
              sorry (zdaje sie, ze to slowo weszlo juz dawno do uzycia w jezyku polskim), ale
              tak wlasnie niestety sprawa wyglada.

              --
              Daleko od Polski - Blog Miss .Upside . Down.
              Forum Dla dziewczyn po 20-tce!
            • gobisha Re: zangielszczenie Polakow na Wyspach :) 01.08.09, 11:31
              to zlozenie zamowienia uzywajac oryginalnych nazw potraw w angielskiej restauracji, z angielskiej karty jest juz zangielszczeniem?!
              Oczywiste jest dla mnie, ze w tutejszych restauracjach zamawiam po angielsku bez wzgledu na to kto mnie obsluguje. Tak jak oczywsite jest, ze w sprawach zawodowych czy innych, z ktorymi nie mialam do czynienia w PL, a tylko w UK, latwiej jest mi uzywac angielskiego slownictwa i jak mam cos wytlumaczyc po polsku w kwestii pracy czy studiow to sie zacinam na chwile. Mysle, ze duze znaczenie ma tez to w jakim wieku wyjechalo sie z Polski i czy ma sie tutaj polska rodzine czy nie.
              Ja mieszkam w UK ponad 7 lat, wydaje mi sie, ze nie uzywam polangielskiego czy jak to nazwac, chyba, ze nieswiadomie. Ostatnio najwiekszy problem sprawilo mi przypomnienie sobie slowa "kraweznik".
              --
              Alicjada
              Polskie książki w Anglii
    • gosiash Re: zangielszczenie Polakow na Wyspach :) 29.07.09, 12:30
      Ja tez moge zrozumiec, ze po 8 miesiacach uzywania glownie
      angielskiego, mozna miec problemy z polskim. Ja mialam identyczna
      sytuacje, mieszkalam w Irlandii i rozmawialam tylko i wylacznie po
      angielsku (nie znalam zadnych Polakow, zreszta wtedy bylo w Irladii
      nas bardzo niewiele), do Polski dzwonilam bardzo zadko bo wtedy bylo
      bardzo drogo, ja zarabialam grosze. Do tego bardzo mi sie irlandzki
      akcent podobal i strasznie sie chcialam go nauczyc (studiowalam
      anglistyke). I po pewnym czasie przylapalam sie na tym, ze
      rozmawiajac z mama jakos mi tak polskie wyrazy ciezko sie wymawia!
      Dalo mi to nauczke i przestalam sie nasmiewac z ludzi, ktorzy
      przyjezdzaja do Polski po latach pobytu za granica i mowia z obcym
      akcentem. Pewnie, ze teraz sytuacja jest nieco inna, bo Polakow
      wszedzie mnostwo i na co dzien po polsku sie rozmawia, ale jezeli
      ktos nie ma do tego okazji to i miesiace mozna pozapominac i zaczac
      z akcentem mowic. Zreszta to zapominanie wyrazow, to tez bez
      przesady. Czasami przeciez czlowiek, ktory mowi tylko po polsku
      zapomina jakiegos zupelnie prostego slowa i zaczyna sie: 'No wiesz,
      no ten, no jak to sie nazywa ROWER! ' :)
      Co do zamawiania, to tez bym chyba uzywala nazw angielskich, zeby
      wlasnie nie bylo zadnych pomylek zwiazanych z tlumaczeniem :)
      • e-vil Re: zangielszczenie Polakow na Wyspach :) 29.07.09, 13:58
        Funkcja języka to komunikacja. W tym przypadku zadziałało ;) i ja bym się tak
        bardzo tym nie przejmowała. Sama mówię 'dajet kouk' ;) chociaż wolę colę zero :P
        Mówię "najadłam się starter'ami" i "weźmy side salad" a już w ogóle zdarza mi
        się mówić 'sos garlick'owy' czy "garlickowa bagietka" :) Nie wiem czy można to
        usprawiedliwiać czasem jaki tutaj spędziłam.. zdaję sobie sprawę, że mówię
        niepoprawnie. Ale tak mi po prostu wygodniej. W mowie potocznej to akceptuje. To
        tak jakby slang.. (ponglish?)
    • d.hassenpflug Re: zangielszczenie Polakow na Wyspach :) 29.07.09, 13:54
      Mi czasami tez jest trudno sie przestawic. Nie obracam sie w polskim
      towarzystwie, maz cudzoziemiec, rodzine widze raz na rok, kontaktuje sie z nimi
      najczesciej przez internet. Jezeli rozmawiam z Polakiem - np. w pracy - to jest
      mi ciezko sie po polsku wyrazic, serio. Zawsze jakas angielszczyzna wskoczy.
      Ostatnio opowiadalam siostrze jak to w drodze na lotnisko popsul nam sie
      samochod i maz 'musial go odholowac do garazu'. 'To wy macie garaz' - zapytala
      siostra. No oczywiscie ze nie mamy. Bo mi chodzilo o mechanika ;) Takie
      pierdolki sie zawsze wplatuja.
      --
      I'll try being nicer if you try being smarter.
      • robak.rawback Re: zangielszczenie Polakow na Wyspach :) 29.07.09, 14:21

        ja nie wiem dlaczego ludzie mowia ze mieszanie jezykow to
        niepoprawne. kazdy mowi jak chce.

        jeden nie lubi mieszac i jak mowi w jednym, to mowi w jednym, bo
        takie ma podejscie i inaczej nie lubi. ci co lubia mieszac, mieszaja
        tyle jezykow ile znaja. jak sluchajacy rozumie to nie wiem w czym
        problem.

        nie ma narodu ktory w ktoryms momencie nie miesza jezykow w
        kontekscie wielojezycznym. mysle ze sami to dostrzegacie jak
        sluchacie innych ludzi (nie polakow).

        pozatym jakie smieszne rzeczy wychodza jak sie zna kogos kreatywnego
        ze znajomoscia paru jezykow.

        no chyba ze ktos profesjonalne tlumaczenia ustne robi, to nie moze
        wtedy kombinowac i mowic w trzech jezykach na raz. albo gada z kims
        kto nie zna innego jezyka.

        z innej beczki - bardzo denerwuje mnie ze gordon ramsay jest
        chamski, ale mialam ochote na czekoladki jak bylam w sklepie, i
        ladnie wygladajace byly te jego 'just desserts' no to reluctantly
        wzielam i sie okazalo ze smaczne. denerwuje mnie ze jest wredny, ale
        ma dobre czekoladki, bo teraz musze jeszcze jedne kupic.
        powinien pojsc pospiewac do simona cowella aghr

        --
        Your all tied up, as you should be, n Ill be cuttin out naturally;
        Dripping beards as cold as hell, n the mothertruckers gona go to
        jail.
        guffaw - 2nd definition - www.urbandictionary.com/define.php?term=vexed
        • magdzie Re: zangielszczenie Polakow na Wyspach :) 29.07.09, 14:32
          jasne. czesto jak rozmawiamy z moimi znajomymi nie Polakami mieszamy angielski z
          hiszpanskim, ale to tylko takie wyglupy i nasz zargon/slang. ale dla mnie to
          najwieksza przyjemnosc rozmawiac z Polakiem po polsku na obczyznie, czysta
          nieprzesadnie wysublimowana polszczyzna.
          w banku gdzie mam konto pracuje Polka, ktora mieszka na Wyspach prawie dziesiec
          lat i posluguje sie genialna polszczyzna, bez zadnych nalecialosci angielskich.
          jedynie jej wymowa polskich slow jest dosc 'miekka'. ale chyle czolo, bo ja i
          moje biedne 8 miesiecy maja jednak wplyw na moj jezyk polski.

          --
          Daleko od Polski - Blog Miss .Upside . Down.
          Forum Dla dziewczyn po 20-tce!
          • robak.rawback angielski z hiszpanskim 29.07.09, 15:12
            ostatnio sobie ogladalam komika amerykanskiego z pochodzenia mexican.
            mial swoj show i wyglupial sie z meksykanow i jak mowia do siebie w
            usa. slucham i nagle:

            - cabron, no me PUSHes

            hahah tego jeszcze nie slyszalam ahaahah.
            (ale ja tez stosunkowo swieza jestem w hiszpanskim)

            --
            Your all tied up, as you should be, n Ill be cuttin out naturally;
            Dripping beards as cold as hell, n the mothertruckers gona go to
            jail.
            guffaw - 2nd definition - www.urbandictionary.com/define.php?term=vexed
          • not-easy Re: zangielszczenie Polakow na Wyspach :) 29.07.09, 15:35
            Ja jestem kelnerką w dość drogiej i eleganckiej restauracji, rodacy
            pojawiają sie rzadko aczkolwiek pojawiają sie( na moje 2 lata 3 razy)
            Jest mi naprawde bardzo ciężko mówic w pracy po polsku. Po pierwsze
            współpracownicy patrza spod byka, po drugie biorąc zamowienie gdy mam
            8 innych stolików spolszczac wszystko do-
            -,,fillet bardzo dobrze zrobiony podany z domowym sposobem
            zrobionymi frytkami, sos pieprzowy, do tego franacuski
            groszek,ogrodowy groszek z kukurydzą i brokuły gotwane na parze ... 3
            dni bym dukała .. jeszcze moze mam przetłumaczac nazwy win???
            prosciej jest-
            -,,fillet well done, with home made chips,peppercorn sauce, french
            beans,sweatcorn n peas, steamed broccoli.
            Nie jest krócej? Szczerze to mam gdzis czy dany polak sobie bedzie
            podsmiewywal ze mnie czy nie. Ja mam innych gosci, którymi musze sie
            zająć. moge stanąć na chwilkę porozmawiać itp. Nie bede wstawiac
            typu ide na ,,brejka,, powiem ,ze mam przerwe.Ale jesli chodzi o
            jedzenie ,zamowienia- bede mowic angielskimi nazwami.
            Pracując 2 lata w restauracji tylko z anglikami, jest ciezko sie
            przestawic bo ktos sobie zyczy, a gdzies to mam.


            Swoją drogą czesto mi brakuje polskich słów ale nie tych zwyczajnych
            ale np. mialam napisac list do kogoś i chciałam uzyc dosc nietypowych
            słow...zapomnialam, czy przy życzeniach specyficznych czy np. musze
            napisac formal letter czo complaint, najpierw sobie zawsze próbuje po
            polsku a pozniej angielski... szukam słów i szukam i czesto mi sie
            ostatnio zdarza z angielskiego musze tłumaczyc na polski zeby dane
            słowo znaleźć..?! heh
    • nsc23 Re: zangielszczenie Polakow na Wyspach :) 29.07.09, 16:17
      Po 8 miesiacach? Bez przesady...
      Ja mieszkam w UK od 6 lat, przyjechalam tu do liceum, od tego czasu 90% mojego
      zycia jest po angielsku (jak przyjechalam do liceum nie mialam mozliwosci
      kontaktu z rodzina tak czesto jak teraz - ceny byly wysokie, a i umowienie sie
      na telefon nie bylo latwe, internetu w pokojach nie mielismy), w domu mowimy po
      angielsku, po polsku uzywam tylko forow i pisze maile do mamy i jakos daje rade.
      Jedyne slownictwo jakie u mnie kuleje, to to nauczone w liceum/na studiach, bo
      po prostu nigdy po polsku tych slow nie znalam.
      Owszem, czasem zdarza mi sie 'zawiesic', a jak jade do Polski, to pierwszy dzien
      jest dziwny, ale bez przesady - jak rozmawiam z moja mama po polsku, to
      najczesciej brakuje mi slow, ktorych po prostu nigdy nie slyszalam po polsku, bo
      na przyklad nie byly mi potrzebne (zwiazane albo z moimi studiami, albo z
      rzeczami, ktorymi w Polsce sie nie zajmowalam - samochod, wynajem mieszkania, etc).
    • sueellen Re: zangielszczenie Polakow na Wyspach :) 30.07.09, 00:14
      Jest mi cholernie trudno wysłowić się po polsku kiedy opowiadam o pracy swojej
      lub mojego partnera (on dyr marketingu, ja logistyk). Po prostu nie znam
      polskich odpowiedników. Kiedy opowiadam rodzinie czy znajomym w Polsce o pracy
      to się po prostu zacinam, szukam słów. W pozostałych dziedzinach nie mam
      problemu, ale w restauracji zachowałabym się podobnie. Musiałabym się chwilę
      zastanowić i w myślach przetłumaczyć niektóre nazwy (np peppercorn sauce).
      Łatwiej już powiedzieć po angielsku.
      --

      http://tickers.TickerFactory.com/ezt/d/1;10008;28/st/20091230/dt/5/k/25eb/preg.png
    • mysia-mysia Re: zangielszczenie Polakow na Wyspach :) 30.07.09, 10:19
      ja po roku w UK, kiedy to przebywałam trochę z Polakami, trochę z Anglikami
      miałam załamkę i chciałam wracać. Odpowiedziałam na parę polskich ofert pracy, w
      jednej się bardzo podobałam i umówiliśmy się na wstępną rozmowę kwalifikacyjną
      przez telefon. Akurat przez wcześniejsze dwa tygodnie przebywałam wyłącznie z
      Anglikami. I nie mogłam się dogadać! Słowa pamiętałam, ale szyk zdania wychodził
      mi angielski. Aż wreszcie facet zapytał, czy jestem Polką.
      Ale to się wyraźnie poprawiło i teraz mogę dość płynnie przeskakiwać między
      jednym a drugim językiem, aczkolwiek wpadki się zdarzają.
    • kingaolsz Re: zangielszczenie Polakow na Wyspach :) 30.07.09, 10:32
      Ja jestem na wyspach 8 lat, maz 18 i nie mieszamy jezykow. Dla mnie to logiczne,
      ze skoro 20 lat funkcjonowalam wylacznie w jezyku polskim, w takim sie
      wychowalam i jest najlepiej zakorzeniony to bede potrafila go odroznic od innych
      jezykow nabytych pozniej ( a angielskiego "ucze" sie od 3 roku zycia). Mam
      wrazenie, ze wtracenia i niby zapominanie polskich slow to czyste lenistwo
      umyslowe - ale taki typ lenistwa to niestety w dzisiejszych czasach norma.
      Tez tutaj studiuje, ale staram sie mowiac po polsku o tym czego sie ucze szukac
      odpowiednikow, jak nie znam to mam slownik.
      Zawsze sie z mezem smiejemy, ze w koncu jestesmy istotami inteligetnymi i
      potrafimy odroznic polski od innego jezyka. Poza tym to tez swojego rodzaju
      cwiczenie mozgownicy.

      Ale oczywiscie innym niechlujstwo jezykowe nie musi przeszkadzac.
      • obiecanka-cacanka Re: zangielszczenie Polakow na Wyspach :) 06.08.09, 00:47
        Bardzo fajne okreslenie "lenistwo jezykowe" :). Az strach pomyslec,
        co bedzie po kolejnych osmiu miesiacach, albo kolejnym roku pobytu
        na obczyznie ;)...
        Od pieciu lat i paru miesiecy mieszkam we Francji. Rodziny tu nie
        mam, polskojezyczne kontakty nawiazane niedawno. Z mezem rozmawiam
        po angielsku (takie smieszne przyzwyczajenie z dawnych czasow kiedy
        sie poznalismy, a kiedy ja nie znalam francuskiego), no chyba, ze
        jestesmy w towarzystwie, wtedy mowimy po francusku. Zauwazylam, ze
        czasem miewam sny w jezyku francuskim :). I naprawde nic mi sie
        myli, miesza, nie zapomina. Mam za to taki smieszny odruch na
        poczatku kazdego mojego pobytu w Polsce, wchodzac do sklepu mam
        ochote automatycznie powiedziec "bonjour". Na razie jeszcze mi sie
        nie wymknelo, choc juz bylo na koncu jezyka ;).
    • athandavan Re: zangielszczenie Polakow na Wyspach :) 30.07.09, 10:33
      a mnie sie wydaje, tak podczytujac, ze to od 'stazu' na wyspach zalezy. cos ala
      z filmu 'sami swoi w ameryce'. poznali na pokladzie statku pewna dame, ktora po
      przybyciu do USA po pieciu dniach mowila tylko li wylacznie po angielsku,
      polskiego 'zapominajac'...


      wytlumaczenie? dla niektorych pozerstwo, oczywiscie. choc ja takze bym sie
      przychylala do funkcji jezyka jako narzedzia komunikacji (jak wyzej zostalo
      napisane). aby jak najefektywniej sie komunkowac wlasnie - szybki przeskok z
      polskiego na angielski u wielu wywoluje 'zapominanie' zwrotow, ktorymi wczesniej
      poslugiwali sie fantastycznie. (na przykladzie, nie grasz na pianinie -
      zapominasz utworow, ktore gralas genialnie kilka miesiecy temu)

      chyba dopiero z czasem, albo wlasnie ze stazem, przychodzi rozgraniczenie na
      polski i angielski. rozgraniczenie na zasadzie - oba sa narzedziami komunikacji,
      ale z czysto rozgraniczonymi kontekstami. np. w pracy mowie po angielsku, z
      rodzina po polsku, itp - nie ma mieszania dziedzin 'uzytkowania' jezykow. jak z
      dziecmi gdy sie je uczy wielojezycznosci rozgranicza sie konteksty, sytuacje
      poslugiwania sie danymi jezykami.
    • cichajakomysz Re: zangielszczenie Polakow na Wyspach :) 30.07.09, 12:38
      Jestem w UK dopiero rok, w domu po polsku, pod szkola dzieci po
      polsku bo sporo polskich dzieciu tu chodzi. Wydawać by sie mogło
      idealne warunki co by polskiego języka w gębie nie stracić, a tu
      psikus w autobusie. Codziennie kupuje "dejsejwer for mi and 3 łanłej
      tikets for czildren" a tu pewnego dnia kierowca Polak postanowił mi
      ułatwić życie i od razu po polsku zagaduje a ja co? Za bogi
      wszelakie nie mogłam wydukać "bilet całodzienny ..." poprostu
      formułka angielska była nie do ruszenia w moim mózgu. Dodam, że
      angielski w mowie i w słuchu nie jest moją mocna stroną, zeby nie
      powiedzieć ze wogóle nie jest moja stroną ;-)
    • basiak36 Re: zangielszczenie Polakow na Wyspach :) 31.07.09, 23:20
      Ja mialam najwiekszy poziom zangielszczenia przy pierwszych 5 latach pobytu w
      UK:) Studia, tylko angielski na co dzien etc. Po kolejnych 10 latach problemow
      nie ma bo zwyczajnie o to dbam zeby nie bylo. Zdarzaja mi sie bledy stylistyczne
      po polsku:)
      --
      ------------------------------------------
      "Adults always have their way, and children always get the
      blame" C.Gonzales
    • effata Re: zangielszczenie Polakow na Wyspach :) 01.08.09, 12:20
      Zangielszczenie, to oddzielna para kaloszy. Niektórzy naprawdę próbują być bardziej angielscy niż królowa.

      Co do języka zaś, to zgadzam się z większością osób, że często łatwiej jest użyć angielskiej nazwy (bo krócej i trudniej znaleźć odpowiednik).

      Ja na pewno nie mówię na co dzień 'greenpoinckim' (Looknij przez łyndoł czy twój kar na stricie stoi), ale też nie wyobrażam sobie tłumaczyć na polski takich słów jak 'oysterka' czy 'Home Office'.

      Przyznam szczerze, że naprawdę nie rozumiem natomiast zjawiska zapominania języka, którego używałam przez 30 lat, w którym studiowałam itp. szczególnie, jeśli używam go na co dzień. Nie wiem, co by było, gdybym go zupełnie nie używała. Ale też nie sądzę, żebym go zapomniała zupełnie.

      Żeby jednak 'szlifować' mój polski (tzn. żeby naprawdę go nie zubożyć) piszę bloga. To świetne ćwiczenie. A jak się fajnie czyta po latach (właśnie ostatnio przeczytałam wydrukowane zapiski - trochę jakby kronikę rodzinną - z ostatnich 5 lat i miałam niezły ubaw, bo wiele rzeczy się jednak zapomina) - naprawdę polecam.

      ***********************************************************
      Rozumu nie można zastąpić wiedzą o tym, jak należy myśleć.
      Linkownia
      Don't guess
    • beesok Re: zangielszczenie Polakow na Wyspach :) 01.08.09, 12:31
      powiem szczerze - jestem bardzo zdziwiona Twoja sytuacja...jestem
      "pol" polka urodzona w Polsce ale cale zycie (od 2 roku zycia)
      spedzilam poza krajem - w Polsce zaledwie 8 lat (studia) i nigdy
      wczesniej nie chodzilam do polskiej szkoly.....i nie mam zadnych
      problemow z jezykiem! Bardzo rzadko popelniam bledy ortograficzne (i
      to glownie z pospiechu) i nie mam zadnych nalecialosci w mowie.
      Osoby, ktore nie znaja nigdy nie podejrzewalby mnie o "polowiczne"
      pochodzenie :)

      Naprawde po 8 miesiacach zapomnialas / zapominasz swoj ojczysty
      jezyk, ktory jak sie domyslalam, uzywalas cale zycie?

    • sueellen Re: zangielszczenie Polakow na Wyspach :) 02.08.09, 13:42
      A w jakim języku śnicie, albo myślicie?
      Np. jedziecie do pracy i macie przygotować jakiś raport - w jakim języku
      myślicie? W ajkim języku układacie sobie w głowie listę zakupów w drodze do
      tesco? Albo jak wygląda lista zakupów spisana kartce papieru?
      --

      http://tickers.TickerFactory.com/ezt/d/1;10008;28/st/20091230/dt/5/k/25eb/preg.png
      • nsc23 Re: zangielszczenie Polakow na Wyspach :) 02.08.09, 13:51
        Sny snia mi sie roznie - czasem ludzie, ktorzy normalnie po polsku nie mowia, we
        snie nawijaja do mnie po polsku :P
        Wszystkie zaliczenia na uczelnie przygotowuje po angielsku - od poczatku
        zalozylam sobie, ze nic nie tlumacze na polski tylko chlone pojecia po angielsku.
        Liste na zakupy robie roznie - czasem pol na pol, czasem po angielsku, czasem po
        polsku. Najczesciej chyba po angielsku, zeby W wiedzial, co kupuje, a co
        powinien dopisac, jezeli chce, zebym mu kupila.
        Czesto sobie mysle po angielsku, albo gadam do siebie po angielsku - jak jade
        samochodem, to marudze na innych po angielsku ;) (glownie dlatego, ze czesto W
        siedzi kolo mnie, a nie chce, zeby znal za duzo przeklenstw po polsku ;)).

        Generalnie to staram sie robic jedna rzecz w jednym jezyku, obojetnie ktorym,
        ale zeby nie mieszac :)
      • d.hassenpflug Re: zangielszczenie Polakow na Wyspach :) 02.08.09, 17:09
        a po angielsku.
        ze 2 lata temu pojechalam do Polski i mialam wizyte u dentysty. przez cala droge
        ukladalam sobie [po angielsku], jak tez to ja powiem i jak do diabla mam
        dentyscie wytlumaczyc ze np. plombe potrzebuje bo star mi wypadla [po angielsku].
        yhyhy
        --
        Take my advice, I don't use it anyway.
    • ginusia Biedni ludzie :). 05.08.09, 11:34
      Ja mieszkam poza krajem od 28 lat. Mam minimalne kontakty z
      rodakami. W pracy uzywam jezyka francuskiego od 24 lat. Mam dwoje
      dzieci, z Polska nie maja wiele wspolnego oprocz rzadkich wizyt u
      rodziny. Dzieci mowia doskonale po polsku - nie chodzily do zadnych
      przykoscielnych szkolek bo ja jestem agnostyczka wiec polskie
      parafie nie dla mnie.
      Jestem dumna z tego, ze mowia po polsku i moj synek (22 lata)
      ostatnoi powiedzial mi, iz dziekuje za to, ze nauczlam go jezyka
      polskiego.
      Mowy ojczystej nie zapomina sie!!!! Tak jak jazdy na rowerze ;)).
      Ostatnio spotkalam kobiete, ktora jest poza Krajem od 50 lat, nie ma
      zadnej rodziny w Polsce i tak pieknie potrafi wyrazic absolutnie
      wszystkie swoje mysli po polsku.
      Biedni ci wszyscy szpanerzy, ktorzy wstydza sie ojczystego jezyka!!!
      • michaelm3 Re: Biedni ludzie :). 05.08.09, 18:31
        Zgadzam sie w calej rozciaglosci. Niestety, mozna czlowieka wypedzic ze wsi ale wsi z czlowieka nie da rady.

        ginusia napisała:

        > Ja mieszkam poza krajem od 28 lat. Mam minimalne kontakty z
        > rodakami. W pracy uzywam jezyka francuskiego od 24 lat. Mam dwoje
        > dzieci, z Polska nie maja wiele wspolnego oprocz rzadkich wizyt u
        > rodziny. Dzieci mowia doskonale po polsku - nie chodzily do zadnych
        > przykoscielnych szkolek bo ja jestem agnostyczka wiec polskie
        > parafie nie dla mnie.
        > Jestem dumna z tego, ze mowia po polsku i moj synek (22 lata)
        > ostatnoi powiedzial mi, iz dziekuje za to, ze nauczlam go jezyka
        > polskiego.
        > Mowy ojczystej nie zapomina sie!!!! Tak jak jazdy na rowerze ;)).
        > Ostatnio spotkalam kobiete, ktora jest poza Krajem od 50 lat, nie ma
        > zadnej rodziny w Polsce i tak pieknie potrafi wyrazic absolutnie
        > wszystkie swoje mysli po polsku.
        > Biedni ci wszyscy szpanerzy, ktorzy wstydza sie ojczystego jezyka!!!
      • 0x0001 Re: zangielszczenie Polakow na Wyspach :) 05.08.09, 12:40
        Ha ha ha, wlasnie mialem dokladnie to samo napisac!!! :)

        Bledy i mieszanie jezykow wybaczyc mozna bardzo latwo, ale stek 'well done' + 'diet coke'?!? Barbarzyncy.


        A nawiazujac to tematu dyskusji, wszystko zalezy od typu osobowosci - ja mieszkam od kilku lat w Holandii - w domu PL, w pracy NL + EN, z sasiadami i znajomymi NL. Moje trzyletnie dziecko miesza jezyki, ale jeszcze mu przejdzie.
        Jestem w pracy czesciowo odpowiedzialny rowniez za polski oddzial firmy - przezywam prawdziwe katusze, gdy musze sluzbowego maila wyslac po polsku, lub co gorsza cos z Angielskiego na Polski przetlumaczyc. Calej sluzbowej terminologii nauczylem sie w obcych jezykach i nie jestem w stanie znalezc polskich odpowiednikow.

        ps. Sierpien tez mi sie myli, bo za bardzo kojarzy sie z September :)
    • anjako Re: zangielszczenie Polakow na Wyspach :) 05.08.09, 12:49

      Jak ja tego nienawidzę!!!

      Szczerze mówiąc gdy wyjechałam do Belgii kilka lat temu, nie znałam żadnego
      Polaka, po polsku rozmawiałam tylko raz w tygodniu z moją mamą, a przebywałam w
      towarzystwie głównie Anglików i Francuzów.
      Owszem, zdarzały mi się dziury w mózgu :/, ale w życiu, W ŻYCIU, nie użyłam
      obcego zwrotu jako zamiennika, jak to robią właśnie Polacy w UK. Gdy nie mogłam
      sobie przypomnieć słowa po Pl najzwyczajniej mówiłam słowo po ang. aby ktoś mi
      pomógł (co było bardzo rzadkie, a jednak się darzyło), tak zachowywałam się
      tylko i wyłącznie w środowisku moich przyjaciół.

      Dopiero jak przyjechałam do UK zapoznałam się bliżej ze zjawiskiem opisanym
      przez autorkę wątku.

      Szczerze mówiąc ludzi posługujących się "ponglish" dyskredytuję natychmiast,
      wiem, moja strata, cóż...

      Mam alergię na różnorakie "karpety, benefity(może mniej), FORMY (co to do
      cholery jest!!???), liwing rumy" i inne podobne zwroty.

      Gdy czytam podobne bzdury na jakimkolwiek portalu społecznościowym w postaci
      postów na forum, nie chce mi się nawet myśleć o jakichkolwiek interakcjach z
      osobami posługującymi się taką formą języka..
      Zaznaczam, iż ja staram się posługiwać się poprawną polszczyzną, do mojej córki
      zwracam się jak najbardziej po Polsku.

      W Polsce nie mieszkam od dobrych kilku lat, na co dzień używam j. ang,
      sporadycznie francuskiego i nie mam sobie nic do zarzucenia w kwestii
      poprawności językowej.
      Natomiast mam wiele koleżanek, które podobnie jak ja używają poprawnej
      polszczyzny :) przyjaciół zatem mi nie brakuje :)

      PODR
      AU
      • 7oz Re: zangielszczenie Polakow na Wyspach :) 05.08.09, 14:32
        Tu jest chyba kilka Pań z tego nurtu co kupują mężom zwisy męskie proste, jadają podłużne bułki z parówką i sosem pomidorowym i używają manipulatora stołokulotocznego ;)

        Ja bardzo lubię słuchać pięknej polszczyzny ale potępianie kogoś za brak czystości języka w taki sposób jak tu przeczytałam w niektórych postach jest dla mnie wywyższaniem się, arogancją, brakiem zrozumienia dla czyiś błędów i kompletnym brakiem tolerancji. Dla mnie to sprawa osobista jak kto mówi mimo, że niektóre rzeczy rażą. I nic mi nie przeszkadza "diet coke" bo to powszechnie obowiązująca nazwa w tym kraju, podobnie jak nie przeszkadza mi używanie skrótów typu UK, które tak nawiasem mówiąc było używane w tej dyskusji przez osoby twierdzące, że nie nawidzą zangieslszczania.

        Anjako napisała:
        "Gdy czytam podobne bzdury na jakimkolwiek portalu społecznościowym w postaci postów na forum, nie chce mi się nawet myśleć o jakichkolwiek interakcjach z osobami posługującymi się taką formą języka."

        - generalnie też mogłabym to powiedzieć o tobie bo ja z kolei mam awersję do nietolerancyjnych osób tyle, żę wówczas zrobiłabym to samo co ty, oceniła powierzchownie i wrzuciła do kosza z napisem "nie wart dyskusji" Zwłaszcza, żę bardzo nie lubię jak ktoś przeklina i to słowem pisanym.
    • hogata123 Re: zangielszczenie Polakow na Wyspach :) 05.08.09, 13:09
      Szczerze mowiac, wtracanie angielskich wyrazow do rozmowy wydaje mi
      sie pretensjonalne.
      Zdarza mi sie uzywac zangielszczonych polskich slow albo
      spolszczonych angielskich, ale tylko w towarzystwie, w ktorym wiem,
      ze bedzie to odebrane jako zart i zostanie zrozumiane poprawnie.
      Natomiast nic nie denerwuje mnie bardziej niz "jestem 8 lat w UK"
      albo "przyjechalam do UK X lat temu" - ten kraj na "U" to Wielka
      Brytania, ewentualnie Anglia, Walia, ale UK? jukej? Mierzi mnie jak
      czytam takie wypowiedzi. Brrr...
      • zolwex Re: zangielszczenie Polakow na Wyspach :) 05.08.09, 13:38
        "Zapominanie" wydaje mi się pretensjonalne i... słów mi brakuje - jakieś takie
        małe i smutne po prostu. Sama jako glupi dzieciuch wkręcałam obce słowa (jestem
        pasjonatem języków) i po dziś dzień mi za to wstyd ;)

        Nie potrafię zrozumieć jak można zapomnieć język ojczysty. Bez patosu, chodzi o
        to, że to pierwszy język, który w związku z tym "wrył się" najgłębiej. Może
        uboga znajomość polskiego od poczatku może przyśpieszać wypieranie tegoż.

        Z racji pracy dużo jeżdżę po świecie i mówię kilkoma językami. Angielski jest
        oczywiście "pierwszym obcym" i uzywam go codziennie (jestem otoczona przez
        nie-Polaków). Są dni, gdy łapię się na myśleniu po ang czy jakiemukolwiek, ale o
        "zapominaniu nie ma mowy".

        Z drugiej strony może ktoś mi powie jak przetłumaczyć na polski "forensics", bo
        nie potrafię znaleźć jednego słowa w ramach odpowiendika.
      • facet_normalny Re: zangielszczenie Polakow na Wyspach :) 05.08.09, 19:36
        hogata123 napisała:
        < ... >
        > Natomiast nic nie denerwuje mnie bardziej niz "jestem 8 lat w UK"
        > albo "przyjechalam do UK X lat temu" - ten kraj na "U" to Wielka
        > Brytania, ewentualnie Anglia, Walia, ale UK? jukej? Mierzi mnie jak
        > czytam takie wypowiedzi. Brrr...

        Jezeli chcesz już tłumaczyć, to UK jest skrótem od United Kingdom, czyli
        Zjednoczone Królestwo. Powiedz teraz komuś w PL (świadomie użyte!) np "mieszkam
        2 lata w Zjednoczonym Królestwie". A będąc tutaj (tzn. ja jestem, nie wiem jak
        ty) duzo częsciej się rozmawia o "UK", ew. jak chcesz powiedzieć o konkretnym
        rejonie to mówisz o "szirach" z wyjatkiem walii, szkocji i irlandii.
        Great Britain? owszem, w języku angielskim wszystko możesz powiedziec na miliony
        sposobów i dzięki temu obcokrajowiec często ma problem ze zrozumieniem, ale -
        warto wykorzenić kilka naleciałości w naszym języku które od dawien dawna są
        pongliszami.
        • nsc23 Re: zangielszczenie Polakow na Wyspach :) 05.08.09, 19:45
          Dla mnie UK funkcjonuje na takiej samej zasadzie jak PL - skrot i tyle, jak
          nalepka na samochod. Fakt, pewnie GB byloby poprawniej.
          Swoja droga - nawet jak mowie, ze mieszkam w UK to i tak wiekszosc ludzi
          utozsamia to z Anglia. Ba, nawet jak powiem, ze mieszkam/mieszkalam w Walii i
          Szkocji, to dla ludzi nadal czesto jest to Anglia. No coz, w koncu sie
          przeprowadzam do Anglii i juz sie nikomu nie bedzie mylic ;)
    • hardcandi zangielszczenie chyba lepsze niz ponglisz??? 05.08.09, 13:38
      potwierdzam, ze robi sie taka czarna dziura w pierwszych miesiacach intensywnego obcowania wylacznie z angielskim. mozg wtedy pracuje na bardzo wysokich obrotach, niejako przyzwyczajajac sie do nowej sytuacji, potem jednak nastepuje cos takiego, ze latwo powiedziec to samo i w jednym i drugim jezyku. jakby sie cos odblokowalo.
      oczywiscie przebywajac w UK, moim zdaniem nie ma sensu silic sie specjalnie na polskie odpowiedniki kiedy w kraju obowiazuje Diet Coke, stek well done itp. Dla kelnerki to i tak lepiej bo musi to wszystko zapisac i powtorzyc angielsku. Raza mnie natomiast pongliszowe twory typu robie na faktory, czytam buka itp. to juz jest przegiecie.ci ludzie bardzo rzadko znaja angielski, i w takiej formie, o zgrozo, przywioza go z powrotem do kraju!
    • agatazieba Re: zangielszczenie Polakow na Wyspach :) 05.08.09, 14:33
      jestem w niemczach kilka miesiecy, w miedzyczasie bylam 6 tygodni w polsce. na
      co dzien spotykam polakow, bo razem studiujemy. mysle po niemiecku i dlatego
      czasami jest mi cos latwiej powiedziec po niemiecku. staram sie nie wtracac
      niemieckich slow, kiedy mowie po polsku. trudne to.

      najgorsze jest to, ze znam kilka jezykow. znam wszystkie slowa, ktorych
      potrzebuje, ale niestety nie wszystkie po polsku (odkrylam przed przyjazdem).
      zwyczajnie czasami obce slowo lepiej mi pasuje do kontekstu. niektorych jezykow
      uczylam sie bez pomocy polskiego w obcym kraju, przy pomocy obcego jezyka.
      dlatego po hiszpansku mowie tylko, kiedy mysle po niemiecku. tak czy inaczej -
      dwa dni w polsce i wszystko wraca do normy.

      a wtracanie niemieckich slowek to dla mnie i moich tutejszych znajomych nie
      pretensjonalna maniera. taki nasz kod. robimy to raczej dla zartu niz z
      rzeczywistej potrzeby.
    • titta Re: zangielszczenie Polakow na Wyspach :) 05.08.09, 14:57
      Takie "odpolszczenie" to wyraz niechlujstwa i lenistwa. A zdaza sie
      tym czesciej im wieksze prawdopodobienstwo, ze rozmowca nas
      zrozumie. Musze sie przyznac, ze czasem z bratem (zwykle jak jestem
      zmeczona i myslec mi sie nie chce) stosujemy taki straszny pidgin.
    • caysee Re: zangielszczenie Polakow na Wyspach :) 05.08.09, 17:24
      Mieszkam od 3 lat w Niemczech i po polsku rozmawiam moze godzine na tydzien
      przez telefon. Nieraz zdarza mi sie, ze troche brakuje mi slow, jak cos mowie o
      pracy, natomiast w normalnych rozmowach raczej slow mi nie brakuje. Jedyne
      natrectwo to pol-automatyczne reakcje, typu "Echt?" zamiast "Powaznie?" albo
      "Ja, ja" zamiast "Tak, tak"...


      --
      Make love, not war :)
        • yowah76 Re: zangielszczenie Polakow na Wyspach :) 06.08.09, 01:00
          Dziubek to bylo czule, w odroznieniu od dziobka.
          Jak "dziubdziusiu" ;) Wiecej taka mila nie bede. Bledow
          ortograficznych nie robilam i nie robie, ani po polsku ani po
          angielsku, jakos juz tak mam. I nawet jak mi sie czasem nasuwa
          wygodniejsze angielskie slowo (bo bywaja wygodniejsze), to staram
          sie dla zasady uzyc polskiego, wlasnie po to zeby nie miec problemow
          z jezykiem po powrocie. Taka juz jestem upierdliwa, ale policz mi na
          plus, ze staram sie innych nie poprawiac, chociaz czasem az mnie
          dlawi, jak facet po roku pobytu mowi ze ma w ogrodzie szedzik na
          rowery. Dobrze, ze nie na bajki...ale on byl chyba wlasnie z tych,
          co przyjezdzali z "sory" i "fakju" i niczym wiecej, takze moze byl
          dumny, ze tak mu sie budujaco slownictwo rozwinelo...
          --
          ----------------*----------------
          A wiatr w kominie śpi, bo ciemno.
          A ja? Co ja? Co będzie ze mną?
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka