Dodaj do ulubionych

PiS, W.Dąbrowski, skandal

09.09.06, 14:36
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=51&w=48264701
co na to mieszkańcy Żoliborza????
Do Prokuratury Rejonowej na Żoliborzu wpłynął donos na szefa warszawskiego PiS
Wojciecha Dąbrowskiego. Zarzucono mu popełnienie przestępstwa - podczas
wyborów do rady dzielnicy Żoliborz w 2002 roku jako swój adres zamieszkania
podał adres obcej mu osoby. Tymczasem mieszka razem z żoną i dzieckiem na
Pradze Południe.

- To prawda, że mieszkam na Pradze, a na Żoliborzu byłem tylko tymczasowo
zameldowany - potwierdza Dąbrowski. - Jednak to z Żoliborzem jestem związany
od zawsze. Tu chodziłem do przedszkola i szkoły, tu były i są zlokalizowane
moje interesy życiowe. Z dzielnicą wiążę swoją przyszłość.
Na anonimy nie reagują

Prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa. - Gdyby osoba donosząca miała trochę
odwagi cywilnej i podpisała się, wówczas postępowanie zapewne byłoby wszczęte
- mówi prokurator rejonowy Paweł Nowak.

Szef stołecznego PiS na początku tygodnia zwrócił się do Sejmowej Komisji
Samorządu Terytorialnego i Administracji, by wyjaśniła, czy w przypadku
radnego dzielnicowego ważne jest miejsce zamieszkania, czy "centrum jego
życiowej działalności".

- Jak nam wiadomo już teraz w mieście jest kilkudziesięciu radnych, którzy
mieszkają w innej dzielnicy niż ta, w której są radnymi - mówi Dąbrowski. -
Przed zbliżającymi się wyborami samorządowymi konieczne jest wyjaśnienie, skąd
ci ludzie tak naprawdę mogą startować.
Nie mieszkam, jestem związana

Zarzuty dotyczące poświadczenia nieprawdy w sprawie miejsca zamieszkania padły
w tej kadencji samorządu pod adresem radnej Targówka Edyty Sosnowskiej (do
niedawna z PiS). Zarzucano jej, że startowała do rady tej dzielnicy,
mieszkając na Pradze Północ. - Sprawę umorzono z powodu braku danych
potwierdzających zarzuty - wyjaśnia sama Sosnowska.

Dochodzenie prokuratorskie toczy się też w sprawie poświadczenia nieprawdy o
zamieszkaniu wobec radnego Jacka Wachowicza z Klubu PiS na Pradze Północ. Ktoś
anonimowo poinformował, że faktycznie mieszka na Targówku.

- Spełniam wymogi ustawy, bo jestem zameldowany na Pradze - odpiera zarzuty
Wachowicz. - Ale ten wymóg nie jest fortunny. Całe moje życie i mojej rodziny
jest związane z tą dzielnicą: tu pracuję, działam.

Prokuratura bada sprawę czterech innych radnych z Pragi Północ: Kazimierza
Baranowskiego (PiS), Zbigniewa Cierpisza (PiS), Elżbiety Kowalskiej (PO) i
Alicji Dąbrowskiej (PO). Zarzucono im, że mieszkają poza dzielnicą, z której
startowali.
Nawet trzy lata więzienia

Dyrektorka delegatury Krajowego Biura Wyborczego w Warszawie Anna Lubaczewska
przyznaje, że trudno jest sprecyzować słowo "zamieszkiwanie". - Gdy przez pięć
dni w tygodniu ktoś jest pod jednym adresem, a przez dwa następne dni na
działce, to gdzie on mieszka? - pyta. Dodaje jednak, że przemeldowanie się nie
powinno być wykorzystywane po to, by zostać radnym. - Po pierwsze, nie jest
etyczne, a po drugie, to obejście przepisów, przez wprowadzanie organów i
wyborców w błąd - mówi.

Bardziej dosadnie takie postępowanie ocenia prawnik, senator PO Krzysztof
Piesiewicz. - To zwykłe spadochroniarstwo, które nie powinno mieć miejsca w
samorządzie - uważa.

Sami samorządowcy podchodzą do problemu liberalnie.

- Trudno nazywać to oszustwem, skoro ustawy mówią, że nie ma dużej roli
miejsce zameldowania, ale to, w którym "koncentruje się działalność życiowa" -
przekonują nieoficjalnie działacze PiS.

Co grozi radnym zamieszkującym poza dzielnicą, w której sprawują mandat?
Zdania prawników są na ten temat podzielone. Według jednych nic, bo Warszawa
traktowana jest jako jedna gmina. Zdaniem tych, którzy traktują dzielnice jak
odrębne gminy - taki radny powinien stracić mandat. Dodatkowo za poświadczenie
nieprawdy grozi do trzech lat więzienia.
MONIKA GÓRECKA-CZURYŁŁO, ALEKSANDRA PAULSKA

Ważne miejsce zamieszkania

Jeśli jest się radnym, to trzeba mieszkać na terenie swojej dzielnicy. Ktoś,
kto ubiegał się o mandat w dzielnicy, w której był zameldowany na pobyt
tymczasowy, nie zrobił niczego złego. W chwili wyborów spełniał bowiem warunki
rejestracji. Jednak z chwilą wybrania go na radnego powinien niezwłocznie
zameldować się na pobyt stały w miejscu czasowego. Jeżeli tego nie uczynił,
doszło do nieprawidłowości. Bo bycie radnym zakłada "zamiar stałego pobytu".
Józef Medyk, przewodniczący Okręgowej Komisji Wyborczej w Warszawie

Przepisy nie są jednoznaczne

Właściwie nie wiadomo, czy radny powinien mieszkać w danej dzielnicy. Status
prawny dzielnic w stolicy nie jest jasny i orzecznictwo w opisywanych wyżej
sprawach bywa różne. Jeśli potraktujemy dzielnicę jak gminę, to radny powinien
ubiegać się o mandat tylko w tej dzielnicy, w której mieszka. Jeśli jednak
uznamy, że Warszawa jest gminą, a dzielnice tylko jednostkami pomocniczymi, to
można być radnym jednej dzielnicy, mieszkając w innej. Jedyne rozwiązanie to
wprowadzenie do ustawy warszawskiej jednoznacznego zapisu określającego zakres
uprawnień dzielnic i status radnych. prof. Hubert Izdebski, specjalista prawa
samorządowego.
Edytor zaawansowany
  • samulakm 10.09.06, 20:17
    Najbrardziej rozbraja mnie stwerdzenie prokuratury o nie wszczynaniu
    postępowania na anonimowy donos. A czym on jest gorszy od "podpisanego"
    zawiadomienia?

    --
    Liberał - to brzmi dumnie!!!
  • polsmol 18.09.06, 16:04
    samulakm napisał:

    > Najbrardziej rozbraja mnie stwerdzenie prokuratury o nie wszczynaniu
    > postępowania na anonimowy donos. A czym on jest gorszy od "podpisanego"
    > zawiadomienia?

    A o pieniądzach podatnika to się już nie pamięta? Każdy kretyn może napisać
    anonima a sprawdzanie go to koszty!
  • damo11 11.09.06, 12:11
    Tez mnie to wnerwia. Jak mozna tak powiedziec?
  • Gość: protesuję IP: *.net-serwis.pl 11.09.06, 20:04
    Oni, prokuratorzy są dyspozycyjni, a min. sprawiedliwości wiadomo w czyich
    rękach. Chcą sprawę zatuszować, choć to niedopuszczalne przestępstwo i
    oszukiwanie wyborców!!!!!!!!!!!!!1
  • damo11 14.09.06, 08:35
    Protestować to możesz
    do składu desek...
  • Gość: protestuję IP: *.net-serwis.pl 14.09.06, 09:57
    mam nadzieje, ze nawet w składzie desek ktoś w końcu zauwazy ten protest i
    zdmuchnie tego typu działaczy z powierzchni polityki wprost do
    więzienia!!!!!!!!!!!!!!!!
  • damo11 15.09.06, 09:26
    do jakiego więzienia przeciez więzienia sa teraz PiS-u
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 16.09.06, 00:25
    Ustawa mówi o zamieszkiwaniu na terenie gminy. A Warszawa to jedna gmina.
    Dzielnice są tylko jednostkami pomocniczymi. Przepisy milczą w kwestii wymogu
    zamieszkiwania na terenie tej samej dzielnicy, w której się burmistrzuje.
    Przypominam, iż istotne jest ustalenie kwestii zamieszkiwania na terenie gminy.
    Ustala je się według przepisów kodeksu cywilnego.
    Zameldowanie, instytucja prawa administracyjnego nie ma tu nic do rzeczy.
    Zamieszkuje burmistrz Żoliborza na terenie Warszawy? Zamieszkuje! A warszawa to
    jedna gmina? Jedna ! No to pod względem prawnym wszystko jest w porządku. I
    niech dalej nam burmistrz burmistrzuje!
    A nieznajomość przepisów prawa szkodzi. I rzeczywiście to skandal, że ktoś
    wypisuje głupoty nie znając przepisów prawa!
    Pozdrawiam!
  • Gość: prawnik IP: *.net-serwis.pl 16.09.06, 11:07
    weterynarz raczej niech krowy maca (jeśli potrafi), bo prawników uczyć raczej
    nie powinien. Opinie prawne są wprawdzie podzielone i być może jesśli będzie
    taka wola to roztrzygnięcie problemu zapadnie na wyższ, bo żeby kandydować
    trzeba było wprowadzić w bład urzędnika wyborczego (przypadek Dabrowskiego jest
    ewidentny, że mieszka sie na terenie dzielnicy Żoliborz właśniem, a nie w
    Warszwie jak weterynarz sugeruje. Tutaj zależnie od opini prawnych Dąbrowski i
    inni radni w podobnych sprawach popełnili przestępstwo. Jeśli nawet nie było by
    to uznane przez tzw. autorytety za przestępstwo zagrożone więzieniem to
    bezdyskusyjnym jest fakt, iż ludzie ci z Dabrowskim na czele postąpili
    nieetycznie i niegodnie w stosunku do swoich wybory ludzie powinni odejść na
    śmietnik tej małej samorzadowej historii.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 16.09.06, 14:06
    Do prawnika
    Jak nie znasz właściwej terminologii z diagnostyki weterynaryjnej, to nie
    zabieraj głosu.
    Takich prawników nie należy uczyć, bo oni twierdzą, że wszystko wiedzą i nawet
    wymyślili coś takiego, jak macanie krów (a może by trzeba dodać, i byków).
    Gratuluję samowiedzy. Nie mają potrzeby poznania, ani na poziomie doksy, ani
    dianoezy, ani noezy.
    Poza tym niepotrzebne jest tu syczenie w słowie jesśli. To tak brzmi, jak
    syczenie żmiji. Tu, to "jeśli" nie jest potrzebne, bo wykładnia jest jasna -
    chodzi o fakt zamieszkiwania na terenie gminy. Przepisy nie zostały więc
    naruszone. Pan burmistrz nie naruszył prawa.
    Rozumiem, że prawnik pisał ten tekst w stanie zdenerwowania, dlatego i z
    ortografią mu nie wyszło, jakoś takoś. Ale prawnika nie należy uczyć, bo on jest
    mądry. I zajmuje się problemami prawdy logicznej i ontycznej. Ze swej strony
    chciałbym powiedzieć też, iż raczej w pismach prawników znaki diaktryczne są w
    użyciu. Powątpiewam dlatego, czy prawnik, to prawnik, a nie tylko pusty
    pseudonim. Zastananawiam się też, jak długo prawnik mieszka na Żoliborzu. Chyba
    krótko, bo u nas właśnie, funkcjonuje jako właśnie, a nie jako "właśniem". Zaraz
    być może prawnik, tak jakoś po swojemu napisze, że "chcem być burmistrzem", i
    wolno mu. Mu Mu Mu. Końcówka tekstu prawnika, to już zaiste jedno wielkie
    ortograficzne nieporozumienie. I chyba się pogubił, o co mu chodziło.
    Niech nam burmistrz burmistrzuje nawet takim prawnikom też!
  • Gość: prawnik IP: *.net-serwis.pl 16.09.06, 14:55
    Weterynarz dużo pracował ze słownikami różnego typu, aby tutaj zaimponować
    używaniem słów wszelakich jednak lepiej jak będzie "macał krowy" oraz byki (co
    sam wymyślił). Tym razem dałem to w cudzysłów, ale tylko w celu uświadomienia
    weterynarzowi, iż istnieje tzw. przenośnia. A Dąbrowski popełnił przestępstwo i
    każdy prawnik powinien to uświadamiać wszystkim weterynarzom - ignorantom. Innym
    forumowiczom tego tłumaczyć nie trzeba.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 16.09.06, 20:02
    Do Prawnika!
    Zgadza się, korzystam ze słowników i umiem z nich korzystać a czasem to i sobie
    poczytam ustawy. I myślę podczas czytania, by dokonać prawidłowej wykładni
    przepisów, żeby dokonać egzegezy, żeby wyinterpretować z nich normę prawną.
    I wiem dzięki temu, że burmistrz Żoliborza jest w porządku i niech burmistrzuje
    dalej.
    Wielce Szanowny Prawniku, Zapamiętaj, bo tego w słowniku nie znajdziesz, maca
    się kury, a nie krowy i byki. Na wsiach macały kury gospodynie. Ale jako
    prawnik, który wszystko wie, upierać się pewnie będziesz przy macaniu krów. Nie
    pozostaje mi nic innego, jak uszanować prawnicze,indywidualne Twe upodobania.
    Konkludując, o ile ja potrafię korzystać ze słowników, o tyle Wielce Sanowny
    Prawnik nie posiada wiedzy o macaniu.
    Czy inni forumowicze zgodzą się ze mną?
    A burmistrz jest w porządku!
  • fanczerwonegowina 17.09.06, 12:35
    Jeśli to prawda, że obaj Panowie jestescie prawnikami to martwi mnie trochę,
    niezbyt pasująca do przedstawicieli tego zacnego zawodu, forma Panów dyskusji.

    Natomiast co do samej sprawy to w tym przypadku nalezy rozpatrywać ordynację
    łącznie z ustawa warszawską, która w art. 7 ust. 2 mówi, iż do wyborów do rad
    dzielnic stosuje się odpowiednio przepisy dotyczące wyborów do rad gmin powyżej
    20.000 mieszkańców. Ta sama ustawa w art. 8 dodaje też, iż do radnych dzielnicy
    stosuje się odpowiednio przepisy dot. radnych gminy.

    Tak więc sprawa nie jest chyba taka jednoznaczna bez odpowiedniego rozwikłania
    zwrotu "stosuje się odpowiednio". Może właśnie tu było by pole do popisu dla
    Szanownych Panów, żeby pokusić się o wypracowanie jakiejś kompromisowej i
    sensownej z puntu widzenia funcjonowania warszawskiego samorządu interpretacji,
    która wykluczyła by konieczność prowadzenia tego rodzaju dyskucji w przyszłości.

    Przesyłam ukłony,

    Fan
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 17.09.06, 14:02
    Do Fanaczerwonegowina
    Zgadza się. Można było. Ale to nie pierwszy mój przypadek wykładni tego przepisu.
    Jakkolwiek na pierwszy rzut oka, prawnik ma trochę racji, gdy zapewne bierze pod
    uwagę "stosuje się odpowiednio", ale władze dzielnicy są jednostkami
    pomocniczymi gminy i dlatego obowiązuje zasięg terytorialny gminy.
    Co innego gdyby burmistrz zamieszkiwał w na przykład w Koluszkach. Wtedy nie
    mógłby sprawować swego urzędu, bo to inna gmina.
    Sporo na ten temat jest w internecie. Bo niekoniecznie prawidłowo przepis ten
    przestrzegany jest w praktyce! Co się na przykład stanie, gdy zwiększy się
    częstotlwość zmiany miejsc zamieszkania w Polsce?
    Zgadzam się, iż można by poprawić przepisy w sprawie jednostek pomocniczych, ale
    na razie obowiązuje takie prawo, jakie obowiązuje. I rzeczywiście mam wiele
    sygnałów, że w tej kwestii niektórzy mają wątpliwości.
    Ja trzymam się tego co napisałem, bo tak mówi obowiązujące prawo i jest ono
    dostatecznie wyraźnie sformułowane - co nie oznacza, żeby nie można w jego
    formie coś poprawić. W świetle de lege lata kompromisu nie ma. W świetle de lege
    ferenda być może coś kompromisowego być może dałoby się wymyśleć i przyklepać.
    Dla mnie gmina jest jako podstawa podziału terytorialnego kraju wyjątkowa i
    dlatego nadal podtrzymuję kwestię wymogu zamieszkiwania na terenie gminy. Tego
    wymogu nie zawierają ustawy dotyczące powiatu i województwa.
    Tu przychodzą mi refleksje natury ogólniejszej.
    Gmina Warszawa bowiem jest olbrzymia, większa od niektórych państw, do tego
    dzielnice są zróżnicowane - inna jest Praga Południe, inny Żoliborz. I tu można
    iść w dwie strony. Albo postępować tak jak Francuzi, którzy blokowali przez
    stulecia wpływ Paryża na rozwój Francji, z czym jak mi się wydaje, mamy do
    czynienia, do pewnego stopnia, jeśli chodzi o pozycję Warszawy w Polsce. Zapewne
    dlatego z Warszawy zrobiono jedną gminę, by w ten sposób zahamować w niej rozwój
    samorządności.
    Albo wydzielić Warszawę jako odrębne województwo, czy stanie się wtedy jakby
    państwem w państwie, to zobaczymy, a dzielnice przemianować na gminy. Znikną
    wtedy dzielnice jako jednostki pomocnicze. Spodziewam się, iż więcej ludzi
    zaangażuje się wtedy we współdecydowanie i współodpowiedzialność za rozwój
    gminy. A im więcej ludzi zaangażowanych, tym mocniejsza demokracja.
    Teraz radni jednostek pomocniczych - dzielnic prawie nic nie mogą i marnują się.
    Co o tym sądzisz. Co o tym sądzą inni forumowicze.
    Pozdrawiam i dziękuję za mądre słowa.

  • fanczerwonegowina 17.09.06, 17:16
    Pisze mój Czcigodny Przedmówca iż "władze dzielnicy są jednostkami
    pomocniczymi gminy i dlatego obowiązuje zasięg terytorialny gminy."

    Tu zgadzamy się stuprocentowo i nie mam żadnych wątpliwości, iż burmistrz nie
    musi być mieszkańcem danej dzielnicy.

    Z tego jednak co rozumiem z informacji prasowej zamieszczonej w pierwszym poście
    tego wątku, zarzut skierowany pod adresem p. Burmistrza Dzielnicy Żoliborz
    dotyczy jego udziału w wyborach do Rady Dzielnicy w 2002 roku, nie zaś
    piastowanego przez Niego obecnie urzędu Burmistrza Dzielnicy. I tu wykładnia
    Szanownego Kolegi nie do końca mnie przekonuje, wobec wprost o Radzie i Radnych
    Dzielnicy mówiącego a uprzednio przeze mnie przywołanego przepisu ustawy
    warszawskiej.

    Zupełnie osobną kwestią jest rzecz jasna złożone oświadczenie co do
    "zamieszkania", które nie nam, moim zdaniem, oceniać wobec braku stosownej
    wiedzy a dyskutować nie ma tu właściwie o czym.

    Reasumując interpetację spornego przepisu uważam nadal za kwestię otwartą i
    wymagającą pilnego rozstrzygnięcia, szczególnie wobec zbliżających się wyborów
    (może takiej interpretacji mogła by się podjąć Komisja Wyborcza?).

    Z ukłonami,

    Fan
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 17.09.06, 21:02
    Do Fanaczerwonegowina!

    Dzięki.
    Rzeczywiście o nic już nie wzbogacimy naszej dyskusji.
    Burmistrz w 2002 r. kandydując do Rady Dzielnicy, podając inny adres
    zamieszkania w tym czasie nie naruszył prawa, jeżeli było to zgodne ze stanem
    faktycznym. Zresztą na takim samym stanowisku stanął prokurator nie wszczynając
    żadnego postępwania.
    Ta dyskusja wykazała, iż osoby nie mające styczności z prawem, mogą być takimi
    sensacyjnymi postami na forum wprowadzone w błąd. I mogą ulec niepotrzebnym emocjom.
    Prawo bowiem wyrażone jest rzeczywiście przy pomocy języka prawnego, który choć
    w założeniu ma być zrozumiały, nie zawsze takim jest. Stąd też wyjaśnienia
    bardziej zawiłych kwestii powstałych przy dokonywaniu wykładni przepisów
    dokonywane są w języku prawniczym, który jest bardziej zbliżony do języka
    potocznego. Jak jednak wynika z praktyki nadal nie dla wszystkich jest jasny.
    I dlatego choć w poście inicjującym, w jego tytule, użyte jest słowo skandal,
    żadnego skandalu tam nie ma, a ktoś się niepotrzebnie zdenerwował, źle czytając
    tekst. I tyle.
    A że prawo trzeba doskonalić, by nadążało za przemianami
    społeczno-gospodarczo-ustrojowymi to wiadomo. I ta dyskusja wykazuje być może,
    że coś można poprawić.

    Pozdrawiam




  • Gość: prawnik IP: *.net-serwis.pl 17.09.06, 21:40
    Panie weterynarzu niech pan najpierw ustali fakty, a potem się wypowiada
    autorytatywnie. Skąd Pan wziął informację iż prokurator nie wszczął z powodu
    przez pana podanego? W artykule w Rzepie była zacytowana jego wypowiedz, w
    której to jako przyczynę nie wszczęcia podał fak , że doniesienie było
    anonimowe. Stwierdził również, że jeżeli zgłoszenie było by zrobione przez
    konkretną osobę lub instytucję to by wszczął. Prokurator rejonowy z Pragi Północ
    jak wcześniej doniosła Rzepa w takiej samej sprawie dotyczącej pięciorga radnych
    z dzielnicy Praga Północ postępowanie wszczął. Co tu się w takim razie dzieje?
    Czy każada dzielnica w Warszawie stosuje inne przepisy? Moim zdaniem coś tu nie
    gra!!!
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 18.09.06, 01:14
    Do prawnika
    Autorytatywnie się nie wypowiadałem. Opierałem się tylko na treści postu
    inicjującego i snułem przypuszczenia w ramach dyskusji na forum.
    Nic więcej nie można dodać na podstawie tego postu początkowego.
    Jeżeli coś wiesz więcej na ten temat, to podziel się informacją na forum, a nie
    trzymaj jej zazdrośnie w zanadrzu.
    Kwestia zaś zaufania do Rzepy, to już zupełnie inna historia.
    Z tego co już napisałeś widać, że zadziała tu jeżeli chodzi o prokuratorów, być
    może, zasada oportunizmu.
    Trudno jednak coś powiedzieć, jak nie ma się całości materiałów w tej sprawie i
    przypuszczalnie nie będzie się miało.
    Ceterum censeo ... jednym z wymogów zostania radnym w danej gminie jest
    zamieszkiwanie na jej terenie.

    Pozdrawiam



  • damo11 18.09.06, 12:19
    pytanie brzmi:
    czy omawiany pan Dabrowski został by wpisany na listę wyborczą do rady Żoliborza
    gdyby podał, że mieszka na Pradze?
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 18.09.06, 14:01
    Do Damo 11
    Przy takim stanie prawnym powinien być wpisany, ale Komisja Wyborcza mogłaby
    mieć wątpliwości i mogłaby ta sprawa jeszcze przed wyborami do Rad Dzielnic
    spowodować doprecyzowanie przepisów.
    Trudno powiedzieć w którym kierunku by poszły.
    Skoro jednak ta sprawa jest powszechnie znana i nie zrobiono w tej sprawie nic,
    należy rozumieć, iż racjonalny ustawodawca uznał aktualny stan prawny za
    zadowalający.
    Być może dla kogoś pojawił się tu konflikt ducha i litery prawa. Już rzymscy
    prawnicy dawali, jak wiadomo, pierwsze miejsce duchowi praw.
    W tym wypadku trzymam się jednak litery. Bo literalna wykładnia jest tu
    wystarczająca, bowiem przepisy są tu jasne.

    Pozdrawiam



  • Gość: prawnik IP: *.net-serwis.pl 18.09.06, 20:28
    oczywiście nie został by wpisany i właśnie dlatego fikcyjne zameldowania jego i
    innych radnych mających teraz kłopoty z prokuraturą.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 18.09.06, 20:34
    Do Prawnika
    Burmmistrz Żoliborza nie ma kłopotów z prokuraturą. Nie zauważyłeś!!!

    Pozdrawiam
  • Gość: prawnik IP: *.net-serwis.pl 19.09.06, 08:48
    Mam nadzieję, że jeszcze nie ma, bo nie powinno być w Polsce stosowane prawo
    zależnie do kogo się je stosuje. Chyba nie dokładnie przeczytałeś artykuły
    przeze m,nie zacytowane.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 19.09.06, 21:50
    Do prawnika
    Ładnie napisane o tym stosowaniu prawa. Ale socjologia prawa pokazuje, że różnie
    z tym bywa. No i jak stosowane jest prawo w Polsce każdy widzi, niegorzej niż
    konia, krowę, byka i kurę.
    A może masz na to wszystko jakąś receptę?

    Pozdrawiam


  • Gość: prawnik IP: *.net-serwis.pl 19.09.06, 22:56
    Mam: niezależna prokuratura jako oddzielny urząd administracji państwowej.
    Prokurator krajowy wybierany na kadencję 7 letnią. Całkiem patologii nigdy się
    nie wyeliminuje lecz myślę, ze byłoby jej mniej.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 05.10.06, 15:20
    Może i masz rację!

    Pozdrawiam
  • Gość: prawnik IP: *.net-serwis.pl 18.09.06, 20:34
    Do weterynarza
    Przeczytaj i nie mów, że coś chowam dla siebie. Ja czytam czasem dzienniki więc
    i Rzepę czasem. To artykuł wspominany przeze mnie w poprzednim poscie.
  • Gość: prawnik IP: *.net-serwis.pl 18.09.06, 20:35
    Do weterynarza
    sory oto link
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=51&w=48264701
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 18.09.06, 21:26
    Do Prawnika
    Dziękuję! Przeczytałem.
    Dodam tylko, że o tym, kto zostanie radnym w jednostce pomocniczej, jaką jest
    dzielnica, zadecydują wyborcy z dzielnicy. Od nich będzie zależało czy wybiorą
    kogoś z dzielnicy (Piasta), czy też spoza dzielnicy, ale z tej samej gminy w
    której znajduje się dana dzielnica. Wyborcy mają w ten sposób możność wybrać
    lepszego spoza dzielnicy, ale z tej samej gminy. Kwestia, kto jest lepszy, to
    już zależy od tego na jakie cechy kandydata położą nacisk wyborcy.

    Pozdrawiam
  • Gość: prawnik IP: *.net-serwis.pl 18.09.06, 23:01
    Albo sobie ze mnie dworujesz, albo nie masz pojęcia jakimi (niestety) prawami
    rzadzą sie wybory. Pierwsze miejsce z "dobrej listy" jest poprostu biorace i
    mógłby być to nawet kosmita lub przypadkowo wystawiony na listę zboczeniec czy
    inny taki. Ubolewam nad tym, ale niestety taka jest prawda.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 19.09.06, 09:44
    Nie dworuje sobie z Ciebie.
    Zgadza się. Pierwsze miejsce na "dobrej liście" zapewnia sukces. Rzeczywiście
    mógłby być to kosmita albo jakiś Holender byle zamieszkiwał w tej gminie.
    Jeżeli chcesz dodatkowo podyskutować o tworzeniu okręgów wyborczych i różnych
    skamanderyzmach to bardzo chętnie. Może to być użteczne w świetle zbliżających
    się wyborów.

    Pozdrawiam
  • Gość: prawnik IP: *.net-serwis.pl 20.09.06, 20:42
    To teraz chyba przyznasz mi rację, że załatwienie sobie fikcyjnych meldunków,
    wprowadzanie w błąd urzędników wyborczych oraz wyborców ma ściśle koniunkturalny
    charakter. Dotyczy to takze Wojciecha Dąbrowskiego, a on powinien mieć wzorową
    postawę etyczną i nie jest poza prawem jako prominentny aparatczyk PiS-u!!!
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 20.09.06, 22:32
    Pisząc o skamanderyzmach,miałem na myśli kombinacje wyborcze, ale w ramach
    obowiązującego prawa. Być może występują w nich pewne elementy "falandyzacji
    prawa", które choć nie są sprzeczne z prawem, u niektórych mogą budzić mięszane
    odczucia.
    O fikcyjnym meldunku można mówić, gdy jego zaistnienie się udowodni lub
    przyłapie kogoś na flagrancie. Czym innym zaś jest meldunek od fikcyjnego
    meldunku, tak jak demokracja, jest czymś innym od demokracji socjalistycznej.
    Dlatego też w burmistrza przypadku nie może być mowy o innym meldunku, jak tylko
    dokonanym z poszanowniem przepisów prawa.
    I nie możesz w tym wypadku pisać Sobie co chcesz.
    Kiedy dla osiągnięcia celu, ktoś się przemeldowuje i nie narusza w ten sposób
    żadnego prawa, to jest przykład skamanderyzmu (kombinacji wyborczej w sensie
    szerszym), który nie jest godny nagany. W tym wypadku wykorzystana została
    nieumiejętność dokonania wykładni w kwestii domicylu wśród niektórych prawników.
    I to wykorzystana sprawnie i skutecznie, a dobry polityk powinien umieć poruszać
    się wśród przepisów i je wykorzystywać. Zamieszkiwanie w gminie decyduje o
    możliwości kandydowania i bycia radnym w dzielnicy tej gminy. I jest wszystko w
    porządku.
    Co innego gdy ktoś mieszkając w jednej gminie startuje w wyborach na radnego w
    innej i aby uwiarygodnić swe zamieszkiwanie, fikcyjnie się przemeldowuje do niej
    (choć kwestia zamieszkiwania rozpatrywana jest w świetle prawa cywilnego i
    zameldowanie może, ale nie musi być uznane za dowód, że tak rzeczywiście jest).
    Wtedy nie jest to skamanderyzm, lecz naruszenie prawa. Bowiem sfabrykowany jest
    fałszywy dowód.
    Zgadzam się, że Burmistrz powinien mieć wzorową postawę etyczną. A czyż jej nie ma?
    Czy wobec tego, była pani Prezes Narodowego Banku Polskiego powinna była mieć
    wzorcową postawę etyczną? I czyż jej była nie miała?
    Na koniec. Sprawiłeś mi wielką przyjemność przywołując piękny epitet z minionej
    epoki - prominentny aparatczyk. Jakie to ładne. Rymuje się to jeszcze z epitetem
    - woluntarystyczny aparatczyk. Pragnę zauważyć, iż w Konstytucji obenie
    obowiązującej, nie ma nic o jakiejś partii jako przewodniej sile narodu. Drogi
    Prawniku posługujesz się sofizmatami, a nie argumentami. Wykorzystujesz przy
    okazji stare przyzwyczajenia myślowe u ludzi. Figura pod nazwą prominentny
    aparatczyk nie występuje obecnie, i kwita.
    A nie warto, nawet filozoficznie rozważać relacji kogoś nieistniejącego do
    obecnie obowiązującego prawa. Przy okazji przypominam o zasadzie wyłączonego środka.

    Pozdrawiam

    Post scriptum
    Przypominam sobie jednak, iż w pewnej firmie w Poznaniu był prominentny strażak.
    Firma nie mogła nic zrobić bez jego podpisu. A dyrektorzy musieli ze wszystkim
    zwracać się do niego. Przypominasz Sobie?
  • Gość: prawnik IP: *.net-serwis.pl 21.09.06, 08:27
    Wykorzystywanie przepisów prawa na jego pograniczu jest niedopuszczalne w
    wykonaniu urzędnika państwowego lub samorządowego. Jest również niedopuszczalne
    w wykonaniu radnego lub posła. Tak robią ludzie biznesu i jak pamiętasz nawet
    dla nich to się czasem kończy więzieniem. Tzw. ludzie zaufania społecznego
    powinni stosować prawo wprost, a nie szukać i wykorzystywać luki "między
    wierszami". Ludzie zaufania społecznego powinni stosowac obowiązujące prawo.
    "Prawo tego nie zabrania, więc to robię" - postawa nieprawidłowa. "Prawo mi na
    to pozwala więc to robię" - postawa prawidłowa
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 21.09.06, 08:59
    Do Prawnika
    Prawo mi na to pozwala, więc to robię. To dobre.
    Ale lepsze jest: Sumienie mi na to pozwala, sumienie osoby sprawiedliwej, więc
    to robię.
    Przy Twojej propozycji groziłoby nam życie w państwie typu pruskiego.

    Pozdrawiam

    Stosowanie wykładni rozszerzającej w prawie administracyjnym jest wiadome.
  • Gość: prawnik IP: *.net-serwis.pl 21.09.06, 14:18
    Coraz bardziej sie rozumiemy weterynarzu. Masz rację sumienie jest wazne, kto
    wie moze najważniejsze, ale i ja wiem i Ty wiesz że karane jest tylko to co
    niezgodne z prawem, a niezgodne z sumieniem?.....no powiedzmy nie kazdy je ma w
    wystarczającej mierze. Konkludując, panowie typu Wojciecha Dąbrowskiego i on sam
    powinien najpierw odpowiadać przed prawem, potem przed wyborcami, a na samym
    końcu jak będzie chciał przed własnym sumieniem (jeśli je ma w wystarczającej
    mierze)
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 21.09.06, 19:24
    Do prawnika
    Chyba roztkliwiłeś się trochę? Chyba to ta ilość postów!
    A więc do roboty.
    Po pierwsze, Burmistrz nie popełnił żadnego czynu zabronionego przez prawo -
    prokuratura nie wszczęła dlatego żadnego postępowania.
    Po drugie, jest sprawnym politykiem.
    Po trzecie, swymi działaniami znalazł wielie uznanie wśród wyborców
    Po czwarte, mówienie o kimś, że ma niewystarczające sumienie może naruszać
    czyjeś dobro osobiste.

    Pozdrawiam
  • Gość: prawnik IP: *.net-serwis.pl 22.09.06, 08:57
    do weterynarza, ale i do wszystkich innych śledzących ten wątek;

    Jednak to jeszcze nie ten moment, żebyśmy się spotkali na „wspólnym mianowniku”,
    lecz co gorsze Ty masz krótką (świadomie?) pamięć, nie potrafisz czytać ze
    zrozumieniem (świadomie?) i wyciągasz w związku z tym niczym nieuzasadnione
    wnioski. Dlaczego prokuratura nie wszczęła ustami prokuratora rejonowego w
    wypowiedzi dla „Rz” jest jasno powiedziane i to nie jest ten powód podawany
    przez Ciebie. Po drugie moim zdaniem pan W. Dąbrowski popełnił przestępstwo w
    rozumieniu prawa oraz w rozumieniu sumienia i być może zostanie to jeszcze
    udowodnione (tylko wtedy, gdy dyspozycyjna prokuratura przestanie być dyspozycyjna).
    Po kolejne skąd czerpiesz wiedzę na temat czy jest on Dąbrowski sprawnym
    politykiem? Wolno Ci jak każdemu innemu mieć na ten temat swoje zdanie, ale to
    tylko Twoja subiektywna ocena.
    Po kolejne skąd czerpiesz wiedzę, co do uznania jego - Dąbrowskiego „czynów”
    przez wyborców i jeszcze mówieniu o wielkim uznaniu? Kto Ci dał prawo
    wypowiadania się za jakiś ogół? No chyba, że postuję z samym Wojciechem
    Dąbrowskim, z kimś z jego rodziny lub też kimś od niego wielce zależnym. Wtedy
    to weterynarzu już nic mnie by nie zdziwiło.
    Jeśli ktoś chce wykazać, jakie ma uznanie wśród wyborców niech stanie do wyborów
    z jakiegoś np. 6 miejsca na liście, a nie wykorzystując, okłamując wyborców
    uzyskuje meldunek w innej dzielnicy, aby otrzymać preferowane „biorące” miejsce.
    I już na zakończenie: postawienie pytania czy ktoś ma coś lub czy ktoś czegoś
    nie ma nie jest jednoznacznym stwierdzeniem decydującym i jest po prostu
    pytaniem retorycznym. Tym samym powiedzenie np. „matka pomoże swojemu dziecku,
    jeśli ma wystarczającą ilość miłości do niego” – to zdanie na pewno nie obraża
    matki ani nie narusz jej dóbr osobistych.
    Z przykrością stwierdzam jak na wstępie.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 22.09.06, 14:55
    Do prawnika
    Sprawnymi politykami byli: i była prezes Narodowego Banku Polskiego, i Stan
    Tymiński, i pan Rokita, i pani Bochniarz i jeszcze kilka osób.
    Sprawnych polityków jest także trochę w Prawie i Sprawiedliwości.
    Moją szczególną sympatią z racji tradycji rodzinnych cieszy się pani Kidawa-Błońska.
    Te nazwiska pochodza rzeczywiście z subiektywnie utworzonej przeze mnie listy
    sprawnych polityków. Można do niej dopisywać inne osoby. Pana Leppera nie
    traktuję jako polityka. Jest tam także na niej pan Kroll (i znowu weterynarz).
    I to jest kilka przykładów z pierwszej dwudziestki.
    Jeżeli bardzo wielu osobom z którymi rozmawiam i to wyborcom byłym i przyszłym,
    podoba się, co robi Burmistrz to dlaczego o tym nie napisać. Mam do tego prawo!
    Ja jestem weterynarzem, nie, nie Tym weterynarzem wprawdzie, bo nie mamy
    wspólnych znajomych, nie jestem też burmistrzem, ani nie jestem z jego rodziny,
    o ile wiem.
    W jednym z postów napisałem "Ceterum censeo..." (cyt. Katon) na znak, że na dziś
    moje stanowisko jest twarde, i nie zmierzam w tej sprawie do kompromisu, i
    twierdzę, że burmistrz jest w porządku (i prokurator też!).
    Na razie nie udało Ci się tego twierdzenia obalić. Staram Ci się w Twym
    problemie pomóc, poprzez podchodzenie do niego z różnych stron. Mam nadzieję, że
    na podstawie naszych wypowiedzi nie powstanie powieść "W poszukwaniu wspólnego
    mianownika", bo "W poszukiwaniu straconego czasu" być może już mogłaby.
    Na razie zaś białe jest białe, a czarne czarne. Chyba, że umówimy się inaczej
    nazywać kolory. Ale jest to bardzo kosztowne.
    Na koniec.
    Zgadzam się, pytanie jest pytaniem. Nawet może być retoryczne. Ale ty
    konkludowałeś, a ja Twe przypuszczenia, jak mi się wydaje wzbogaciłem o nowe
    możliwości.

    Pozdrawiam




  • Gość: prawnik IP: *.net-serwis.pl 22.09.06, 19:57
    Ja się tylko odniosę do końcówki Twojej wypowiedzi, bo do reszty nie mam ochoty,
    ponieważ już sam siebie cytujesz, a to raczej nie jest dobry objaw. Jako się
    rzekło. Mówisz: „Na razie zaś białe jest białe, a czarne czarne. Chyba, że
    umówimy się inaczej
    nazywać kolory. Ale jest to bardzo kosztowne”, a najważniejszy szef pana
    Dąbrowskiego pan Jarosław K. w jednym ze swoich przemówień powiedział, że „nikt
    nie będzie mu wmawiał, że czarne jest czarne, a białe jest białe” czy wzbudził
    salwę śmiechu w sejmie. Przejęzyczenie, czy „nomen omen”? i czy to przypadkiem
    nie jest sposób na odbieranie rzeczywistości przez niego, jego wiernych pretoria
    i weterynarzy prawa takich jak TY?
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 22.09.06, 23:38
    Do prawnika
    Gratuluję Ci, że ominąłeś początek i środek mojego poprzedniego postu, bo
    rzeczywiście, tak jak Katon mantrowałem. No, ale jak się domyślasz, mam w tym
    swój cel - przeforsowanie własnego zdania. Taką w sposób świadomy wybrałem
    metodę. I jasno dałem to do zrozumienia znacznie wcześniej, nieprawdaż? Cieszę
    się, że rozpoznajesz tę mantrę (a woda drąży kamień).
    Zapewniam też, że nie stoję i nie stałem obok pretorian, i nie jestem częścią,
    być może, czarnej lub białej rzeczywistości szefów i podszefów.
    A swoją drogą, czy nie nadszedł czas by wyjaśnić Ci, po co gospodynie macają
    kury? (Jeżeli oczywiście, ty jesteś tym prawnikiem, który weterynarzowi prawa
    udzielał rad dotyczących macania)

    Pozdrawiam



  • damo11 25.09.06, 10:03
    "Konwencję wyborczą PiS w Warszawie zakończył Wojciech Dąbrowski, szef struktur
    partii w stolicy. – Mamy w Warszawie prawie dwa tys. członków, 28 proc.
    poparcia, czyli tyle, co cztery lata temu – mówił Dąbrowski."

    taki wpis na jednym z wątków, widać nic sobie PIS z tego nie robi
  • Gość: prawnik IP: *.net-serwis.pl 25.09.06, 12:47
    weterynarz chce tu stosować sztuczki retoryczne, metody erystyczne i inne mniej
    lub bardziej uczciwe wodolejstwo zamiast po prostu przyznać rację, że skandalem
    jest nie wszczęcie przez prokuratora oraz podane przez niego przyczyny nie
    wszczęcia. Oddzielną sprawą jest jaki był by wynik postępowania (dochodzenia)
    Weterynarzu miej cywilną odwagę i bądż w zgodzie z prawda!!!!
  • polsmol 27.09.06, 15:46
    Zdaje się, że osoba mieniąca się prawnikiem nim nie jest bo prubuje naginać
    prawo do z góry narzuconej tezy. Interpretacja prawa w tym przypadku jest
    jasna. Nie ma też konfliktu sumienia. Szczerze mówiąć mi jako żoliborzaninowi
    jest zupełnie obojętne czy nasz burmistrz jest zameldowany na Żoliborzu do póki
    jest dobrym burmistrzem.
    Więc odczep się pan od moich praw wyborczych panie pseudo prawniku. Ciekawe do
    jakiej partii pan należy? PO, PD czy może SLD?
    Jestem zniesmaczony.


  • Gość: prawnik IP: *.net-serwis.pl 28.09.06, 00:40
    panie polsmol, o tym, kim pan jest świadczy jednoznacznie pisownia "prubuje", a
    tak dla ścisłości powinieneś pan wiedzieć, że "bycie" burmistrzem nie jest
    uwarunkowane zamieszkaniem. Zamieszkaniem w danej dzielnicy musi się wykazać
    kandydat na radnego. Kropka.
  • damo11 26.09.06, 08:23
    „My mówimy warszawiakom prawdę. Nie boimy sie tego. To, co robi Hanna
    Gronkiewicz-Waltz to demagogia i populizm” - powiedział prezes Wojciech Dąbrowski."

    bardzo dobre teksty.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 26.09.06, 22:59
    Do Prawnika
    Czuję się tak jak pan Jourdan, gdy dowiedział się, że mówi prozą.
    To bardzo ładnie nazwana metoda " mniej lub bardziej uczciwe wodolejstwo".
    Wydaje mi się, że zamiast "lub" powinieneś jednak użyć "albo". Tu chodzi o
    logikę. W takiej sytuacji nie mogę Ci jednak przyznać racji, co do prokuratora,
    który nie wszczął. Bo prokurator może wszcząć albo nie wszcząć, z zasady
    oportunizmu to wynika. Hamlet zaś miał pytanie "Być albo nie być?" Gdyby zapytał
    się "Być lub nie być" nie byłoby dramatu, który zakończył się określonym i
    powszechnie znanym wynikiem. Użyłeś w swym poście słowa "lub" i wszystko Ci się
    rozlazło i straciło napięcie. I dramatu brak. Szkoda!
    Niepotrzebna tu odwaga cywilna, wystarczy znajomość procedur. Po raz któryś
    przypominam o zasadzie oportunizmu. Dlatego nie ma żadnego skandalu, ani nawet
    maniuniego skandaliku! Ho! Ho! Ho! W zgodzie z prawdą być! Któż by nie chciał
    być w zgodzie z prawdą! Ja chcę, i dlatego dalej jej poszukuję. Bo chcę ją
    poznać. Aby być w zgodzie z prawdą nie potrzeba odwagi cywilnej. Rozumiem, że
    nie Chcesz bym był drugim Galileuszem, który poznał prawdę, a potem musiał się
    jej wyrzec, gdy prokurator stwierdziłby po wszczęciu, że nie było sprawy.

    Pozdrawiam




  • midwig 26.09.06, 23:58
    sorry, ale nawet nie przeczytałem tego co napisałeś, bo to co ujawniło TVN
    przerosło chyba wyobrazenia wszystkich i przestań juz sie wygłupiać bo mam
    nadzieję , że teraz prokuratura zmieni zdanie. koniec i kropka
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 27.09.06, 14:29
    Moich wyobrażeń nie przerosło, ale mi się to nie podoba.

    Pozdrawiam
  • Gość: prawnik IP: *.net-serwis.pl 27.09.06, 22:47
    Jakze się cieszę weterynarzu. Nie wiem czy po środku, ale gdzieś tam nasze myśli
    i przekonania w końcu sie spotkały. Dziekuje Ci za szczerość, a nie bezrozumne i
    zupełnie niepotrzebne czasami "stanie przy swoim"
  • Gość: nowy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.09.06, 08:41
    Ale sie naprodukowaliscie, ale spokojnie. Do prokuratury wlasnie wplynelo
    kolejne doniesienie na nszego burmistrza. Tym razem podpisane. Wiec miejmy
    nadzieje, ze zostanie wszczete.
  • Gość: prawnik IP: *.net-serwis.pl 29.09.06, 16:21
    No jeśli by tak było to moze go dwaj panowie K złożą na ołtarzu ofiarnym aby
    ratować sytuację ogólnopolską, aby rozmydlić. Ale i to dobre może chociaż
    lokalny działacz zostanie słusznie i prawidłowo ukarany!!!
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 30.09.06, 19:29
    Premier Jarosław Kaczyński przeprosił. To dobrze. Jestem usatysfakcjnowany, a Ty?
    Z tego co wiem, w naszym kraju nie ma i nie było ołtarzy ofiarnych dla lokalnych
    działaczy. Troszeczkę widać poniosła Cię fantazja, gdy to pisałeś, bo wątpie
    mimo wszystko, że uważasz naprawdę, że to dobre, słusznie i prawidłowo ukarać
    kogoś na stole ofiarnym.
    Poza tym być złożonym w ofierze to zaszczyt, a nie kara - przemyśl ofiarę Izaaka.
    Pozwolisz też mam nadzieję, iż przypomnę, że wymienione w kodeksie karnym, kary
    stanowią katalog zamknięty. Nie ma tam nic o ołtarzach ofiarnych.
    I zachęcam do kontynuacji, żeby Nowy był zadowolony. Dziękuję Nowemu za nową
    informację. Przypatrujmy się, co będzie dalej.

    Pozdrawiam
  • damo11 02.10.06, 08:56
    "W piątek zapytaliśmy Wojciecha Dąbrowskiego, czy podtrzymuje pomysł budowy
    tunelu. - Tak, oczywiście - potwierdził. - Ale myślę, że jest to realne w
    perspektywie 10 - 15 lat. Nadchodząca kadencja będzie czasem rozpoznania, analiz
    i ekspertyz. Jeśli specjaliści od komunikacji skrytykują celowość budowy takiego
    tunelu, z tego pomysłu się wycofam.

    - Po co było w takim razie ogłaszać w czasie kampanii wyborczej coś, co może
    nigdy nie powstać? - dopytywaliśmy.

    - Ja na razie tylko tak wstępnie powiedziałem - odparł Dąbrowski. "

    ja snie?
  • Gość: kolorowy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.10.06, 10:13
    Mysle, ze czas nadszedl aby pisiaki schowaly go w tunel
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 03.10.06, 23:15
    Ja nie rozumiem, jak wy możecie wytrzymać bez tunelu. Przecież milion
    przynajmniej mieszkańców stolicy marzy o swoim tunelu. Tunel dla każdego.
    Przecież pokolenia walczyły o tunel i za tunel. A także o tunel wasz i nasz. Czy
    Wy pozbawieni entuzjazmu do budowy tunelu, nie rozumiecie, co taki tunel znaczy.
    A tunel, to nie jakieś nie wiadomo co, to bowiem jest połączenie przynajmniej
    dwóch dziur w ziemi. Ludzie pragną tunelu. Śpiewają wszak "O nowym to tunelu
    piosenka, o nowym tunelu ballada". Niektórzy słyszałem będą bronić tunelu, jak
    swego M. Zgadzam się, z niektórymi jednak, że nie musi być on w lini prostej,
    może być w kształcie łuku, a nawet precelka. Niech się też nazywa dowolnie, może
    to być nawet tunel opozycyjny. Ale my naprawdę musimy mieć tunel.

    Pozdrawiam
  • pisarczyk4 03.10.06, 23:50
    Przeczytałem cały ten wontek i twierdzę,że to skandal żeby dochodzenie w sprawie
    nizaprzeczalnego kłamstwa pana Wojciecha Dąbrowskiego nie zostało wszczęte.
    Również moją uwagę zwróciły posty niejakiego weterynarza prawa. Te posty są
    nadente pewne siebie i kabotyńskie. Nie zdziwił bym sie jakby autorem tych
    postów był sam Dąbrowski, bo choc go nie znam to tak sobie wyobrazam tego
    karierowicza i lokalesa w najgorszym znaczeniu tego słowa.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 04.10.06, 19:15
    No to mamy jubileusz. To jest sześćdziesiąty post. Składam w związku z tym
    wszystkim forumowiczom i moderatorowi serdeczne życzenia.
    Kochani, nie jestem kabotynem, lubię twórczość Stanisława Lema. Stąd czasem
    taka, a nie inna forma moich postów. Piszę na tym forum, bo interesuje mnie
    wasze zdanie. Niejaki Weterynarz Prawa naprawdę da się lubić. Może niektórym z
    forum wyobraźnia się poprawi po tym. I nie mylcie mnie z innymi osobami, bo się
    obrażę. Ja to Ja, a nie burmistrz.

    Pozdrawiam
  • pazdziernik2 06.10.06, 10:46
    serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,3666930.html
    Boisko przy szkole nr 92 na Przasnyskiej wyremontowano niecały rok temu kosztem
    1 mln zł. Powstały boiska do gry w piłkę nożną, siatkówkę i koszykówkę oraz
    bieżnia lekkoatletyczna. Zadbano o sztuczne oświetlenie. Wszystko wyglądało
    bardzo okazale. Niestety, bardzo krótko. - Siatki otaczające boisko do piłki
    nożnej, tzw. piłkochwyty, rozleciały się dosłownie po miesiącu. Po pewnym czasie
    zdemontowano słupki na boisku do siatkówki, a całość usiana jest gruzem z
    kruszących się betonowych ławek - wylicza Jerzy Nowaczyński. - Myślałem, że z
    nadejściem nowego roku szkolnego usterki zostaną naprawione, ale nic z tego.

    jak sie uprawia tylko polityke to praca jest mało ważna.
  • Gość: maciek IP: *.chello.pl 06.10.06, 11:42
    Pewnie wykonawca boiska sponsorował kampanię prezydencką Lecha.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 06.10.06, 13:31
    Boisko to możecie obejrzeć w Google "Zoliborz.abc"
    W galerii tej znajdźcie Zatrasie 1 strona 6 i 7. Są to zdjęcia z lipca.

    Zapraszam i Pozdrawiam
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 06.10.06, 13:54
    No rzeczywiście widać, co się rozleciało: leżące ławki, zdemontowane
    piłkochwyty, chylące się ku ziemi słupki trzymające siatkę, a jak się dobrze
    przyjrzeć to nawet walący się mur przy wejściu do szatni. Dzięki za wskazówki.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 07.10.06, 09:05
    Rzeczywiście niektóre elementy są zdewastowane.
    Ale zapewniam, że przy tak intensywnym korzystaniu z boiska, (którego jestem
    codziennym świadkiem) jest to normalne.
    To nowe boisko podoba mi się o wiele bardziej niż stary, nierówny asfalt.
    Jeżeli zaś firma, która wykonała tę robotę, zobowiązna jest do usunięcia usterek
    i wad, które się ujawniły, to umowa jest w tym względzie w porządku. I to
    zapewne wykona w czasie wybranym przez Szkołę.
    Jest zaś fajne boisko!

    Pozdrawiam
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 07.10.06, 11:32
    Kiedyś na określenie takiej roboty to się mówiło "wioski potiomkinowskie".
    Firma budowlana wygrała przetarg podając zaniżoną cenę, weszła na plac budowy i
    zaczęła płakać: a to, że wycięcie drzew wyszło drożej niż planowano, a to kilka
    wywrotek gruzu ponad plan trzeba było wywieżć, a to podrożała kostka brukowa
    itd. Aby zamknąć się w uchwalonej sumie, urząd dzielnicy zgodził się na cięcie
    kosztów: zamiast piłkochwytów z siatki - konstrukcja z cienkich drucików,
    tańszy sprzęt boiskowy bez atestu, zamiast nowego płotu - łatanie dziur i
    zamalowywanie rdzy. Zrezygnowano z elementów, które nie były niezbędne dla
    otwarcia np. nie umocniono skarp ziemi wokoło płyty boiska. Firma ze Szczecina
    do wykonania robót zatrudniła imonującą brygadę: trzech----- robotników.
    Wystapił poślizg, prace kończono w listopadzie, betonowe elementy zamiast
    stwardnieć zamarzły a na wiosnę się rozsypały. Aby skończyć na czas trawę siano
    już w czasie jesiennych przymrozków, prawie w śnieg, zaś na wiosnę wyrosł z
    niej łan pokrzyw i bylicy. Dzielnicowy wydział infrastruktury łyknął te usterki
    bez słowa, p. Dąbrowski zapłacił za to ponad bańkę, a po kilku miesiącach
    wszystko się sypie.
    Oczywiście, zawsze można powiedzieć, że boisko miało być tylko do oglądania i
    podziwiania zaradności burmistrza, gdyby dzieci nie miały na nim zajęc WF, to
    nic by się nie popsuło.
    W artykule stoi jak byk, że dyrekcja szkoły od dawna domaga się napraw
    gwarancyjnych, a firma "Masters" nie próbuje nawet ich usuwać. Dzielnica
    straszy, że pójdzie do sądu, gdzie pewnie przegra, bo spora część kiepskiej
    roboty to skutek jej ustępstw wobec wykonawcy.
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 07.10.06, 14:15
    A tak w ogóle,to problem bardziej w tym, że wrażliwość PiS jest ukierunkowana
    bardziej na obronę własnego honoru, niż na potrzeby wyborców. Gdyby p.
    Dąbrowski oświadczył, że był w tej szkole, widział usterki / a co ciekawsze był
    tam w mijającym tygodniu /, że wyjaśni ze swoimi urzędnikami, dlaczego w czasie
    odbioru nie widzieli brakoróbstwa, że będzie zabiegał aby przed zimą wykonano
    naprawy, że przeprasza dzieci za niedogodności i postara się je zrekompensować
    (np. dzielnica odkupi za te kilkadziesiąt złotych pokradzione piłki, albo
    choćby uzupełni boisko np. o betonowy stół do ping ponga ) to zrobił by większe
    wrażenie niż wszelkimi ulotkami, sławiącymi osiągnięcia partii. A tak można go
    wziąć za zarozumiałego bufona.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 07.10.06, 15:39
    Nieprawdą jest, że wszystko, się sypie. Na boisku zajęcia i imprezy odbywają się
    normalnie. Ławki stoją też normalnie.
    Wobec tego, chyba to jednak, nie było tak jak napisałeś. Byłem oprowadzany przez
    Panią Dyrektor po szkole i boisku. Pamiętam, że dyskutowaliśmy o kolorze
    nawierzchni. Ja sugerowałem taki, jaki jest obecnie. I cieszyliśmy się z
    wykonanej roboty. To normalne poza tym, że w czasie przetargu bierze się pod
    uwagę uzasadniony wzrost kosztów.
    Ceny materiałów budowlanych rzeczywiście wzrosły.
    No cóż, co do trawy, to jest to temat rzeka. W kosztorysie nie jest to, aż tak
    bardzo istotna pozycja. Można się także rozpisywać o terminach koszenia trawy -
    teraz, na dziś, jest ładnie.
    A czyż nie zauważyłeś wśród tego łanu pokrzyw i bylicy - dzięcieliny i świerzopu.
    Dziś patrzyłem, że dzieciaki grają w piłę na tym boisku. I jest w porządku.
    To sypanie się, o którym piszesz wygląda na zwykłe zużycie.
    Nie jestem budowlańcem i mogę się w tej kwestii mylić. Ale naprawdę to co
    opisujesz nie jest, aż tak istotne z punktu widzenia funkcjonowania obiektu.
    A zanim przystąpiono do kładzenia nawierzchni, cały teren trzeba było
    uporządkować i to było pracochłonne, i zapewniam Cię, iż przy tym pracowało
    więcej niż trzech ludzi.
    Co do ogrodzenia zachowano część starego, niezdewastowanego - należy tu mieć
    więcej szacunku dla gospodarności. Po co coś wymieniać, gdy stare jeszcze
    całkiem dobrze spełnia swoje funkcje. Swoją drogą mam do tego ogrodzenia
    sentyment, bo pamiętam, jak na nim ćwiczyłem przeskakiwanie przez płot.
    Chcę na koniec przypomnieć, iż był rzeczywiście okres zapaści w dziejach szkoły,
    ale ten remont go przerwał. Szkoła jest teraz o wiele ładniejsza, niż gdy
    Guevara jej patronował, chociaż to nie jest ta sama szkoła, bo teraz jest tylko
    sześcioletnia.

    Pozdrawiam
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 07.10.06, 16:13
    Drogi Panie Radny.
    To nie jest filozofia tzw. normalnych ludzi. Jeżeli kupiłem za drogie pieniądze
    buty i odkleiły się podeszwy, to nie rozpamiętuję, jak fajnie było gdy
    dobierałem kolor i fason, nie zakładam ich na nogi twierdząc, że mimo wszystko
    da się w nich jako tako chodzić, tylko lecę do sklepu z reklamacją. Jeśli tam
    próbują mnie przekonać, że wygląda to zwykłe zużycie - proszę o pomoc Sąd
    Konsumencki a dalej powszechny.
    Wiekszość przekrętów budowlanych polega na przekształceniu umowy między
    inwestorem a wykonawcą w wariantową mimo, że warunki przetargu tego nie
    dopuszczały. W efekcie wykonawca otrzymuje wiecej pieniędzy za mniej pracy.
    Sprawą inwestora jest taka konstrukcja umowy, aby do tego nie doszło. W wypadku
    tej inwestycji panowie z wir okazali się mało kompetentni, nie chcę nawet
    myśleć o innej, gorszej ewentualności.
    Dziecieliny i świeżopu tam nie ma - trawy też jak na lekarstwo. Opowiadanie o
    jej poszukiwaniu to rzeczywiście temat - rzeka.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 07.10.06, 16:46
    Po pierwsze nie jestem radnym. Zaręczam, iż posługuję się zdrowym rozsądkiem.
    Opowiadanie o dobieraniu kolorów służyło tylko za ozdobnik i nic więcej.
    Co do butów, to się zgadzam. Co do Sądów też. (co prawda nie zawsze z ich
    orzeczeniami się zgadzam. Dlaczegóż bowiem kierowcy nie wymieniono butów, albo
    nie naprawiono, albo nie wypłacono ich ceny z powodu bardzo szybkiego wytarcia
    się zapiętków w jego butach. Było to spwodowne wciskaniem sprzęgła, pedału gazu
    i hamulca prawdopodobnie. To była ewidentna wada tych butów). Nic nie pisałem o
    umowie wariantowej. Umowy dotyczącej boiska nie znam, ale w uzasadnionych
    przypadkach może nastąpić przekroczenie ceny określonej w przetargu. To jest
    kwestia stron i co one rozumiały podpisując umowę, no i ustawy.
    Tutaj muszę coś sprostować, napisałem bowiem, że "trawa, to jest temat rzeka".
    A boisko i tak służy znakomicie dzieciakom.

    Pozdrawiam
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 07.10.06, 17:07
    Nie twierdzę, że zamiast boiska jest tam dziura w ziemi. Grać w nogę się da, w
    kosza również. W siatkę już nie, w szczypiorniaka słabo bo piłka wylatuje za
    ogrodzenie. Ciekawe jak długo, przy tej jakości wykonania.
    Czy Szanowny Pan wie dlaczego wygląda tam teraz tak porządnie, skoszone i
    wyrwane chwasty, zebrane śmieci i gruz, pozbierane i pochowane uszkodzone
    elementy wyposażenia? Z powodu wizyty p. Dąbrowskiego. To jedyny wymierny
    skutek jego gospodarskich odwiedzin /zresztą całkowicie beznakładowy
    przynajmniej ze strony dzielnicy /.
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 07.10.06, 17:30
    Post scriptum: może akceptowanie złej jakości wykonania obiektu to ciąg dalszy
    w dyskusji, czy należy dyrektorce - działaczce SLD modernizować szkołę?
  • Gość: maciek IP: *.chello.pl 07.10.06, 22:09
    To paskudne upośledzać dzieciaki w szkole za poglądy dyrektorki.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 07.10.06, 15:55
    Istnieje coś takiego jak marketing polityczny. Każda partia broni swej marki.
    Trudno, żeby partia nie dbała o swój honor. A burmistrz, jak piszesz był w tej
    szkole, czyż nie po to, by po gospodarsku przyjrzeć się problemowi, i czy to nie
    było w interesie wyborców, nas wszystkich, bo chodzi o jakąś część dobra
    wspólnego. A więc dba jednak o potrzeby.
    To prawda, że nie wystąpił w okienku telewizyjnym i nikogo nie przepraszał, no
    ale po co miałby tam występować, gdy jako dobry gospodarz, wszystko w miarę
    możliwości budżetu i nadzoru załatwił. Nie rozczulaj mnie!

    Pozdrawiam
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 07.10.06, 16:32
    Marketing nie polega na bronieniu honoru jak niepodległości. Wybierając radnych
    którzy wyłonią zarząd dzielnicy nie oczekuję, że bedą to supermeni. Może im
    zdarzyć się pomyłka, w ekipie urzędników mogą pojawić się ludzie niekompetentni
    leniwi czy nieuczciwi tak jak to było z dr. Rzewuskim. Spodziewam się
    natomiast, że będą się potrafili przyznać do błędu - bez rozdzierania szat,
    samobiczowania itp., ale ze słówkiem przepraszam. To ja i moi sąsiedzi jesteśmy
    pracodawcami radnych. A mamy teraz brutalny kapitalizm - nie podobają ci się
    połajanki szefów, to drzwi są tam a tam. Rzeczywiście nikt nie będzie się
    rozczulał. Chętnych na mandaty i posady w urzedzie jest cała masa.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 07.10.06, 16:54
    Znowu przekręcono moje słowa. Napisałem, że trudno żeby partia nie dbała o swój
    honor. Nie napisałem o bronieniu go jak niepodległości (być może kołatały Ci się
    po głowie słowa ministra spraw zagranicznych Becka).
    Co do reszty, zgadzam się.

    Pozdrawiam
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 08.10.06, 22:09
    Byłem dziś u spowiedzi dostałem burę i na pokutę obowiązek odszczekania
    podpuchy.
    No to się wywiązuję: artykuł GW jest przekłamany - część zniszczeń spowodowali
    użytkownicy, zabawą niektórych troglodytów jest np. wykręcanie śrubek z ławek,
    które się potem fajnie rozpadają. Na siatce do siatkówki często wieszały się
    laski, którym nie chciało się grać, niektóre były wagi ciężkiej a nawet
    superciężkiej. Trawy nie ma, bo uschła, szkolni woźni jej po prostu nie
    podlewali, od czasu gdy zaczęła rosnąć.
    Firma "Masters" ze Szczecina już od połowy września robi naprawy gwarancyjne,
    tylko bardzo powoli. Dwóch panów przykręca dziennie parę śrubek, szpachluje
    jakieś pęknięcie w betonie, spawa jedną rurkę i się ulatnia do innej roboty.
    Dlatego zmiany w wyglądzie obiektu są słabo zauważalne dla postronnych
    obserwatorów i stąd pewnie artykuł.
    Burmistrzowi Dabrowskiemu a zwłaszcza p. Grochulskiemu chwała, że coś robią w
    szkołach - ich poprzedników nie było na to stać. Ani p. Szymborskiego z SLD ani
    Karolka Karskiego z PiS, o niechlubnej pamięci lekarzu med. Rzewuskim nie
    wspomniawszy. Swoją drogą wolę burmistrza co się od nas na Pragę wyprowadził
    niż prezydenta co się z Gorzowa sprowadził.
  • Gość: wkurzony IP: *.net-serwis.pl 08.10.06, 23:24
    Lukas ty lizodupie j..bany.
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 09.10.06, 11:18
    Czymś się chcę różnić od "siły przewodniej. Nie zostawiłem sumienia w dworku
    Opus Dei pod Mińskiem, nie szukam jak marszałek sejmu mistrza w
    Urbanie /Jerzym, a nie świętym, żeby było jasne/, nie wierzę w ojca dyrektora
    tylko w Pana Boga. Mój przeciwnik to nie łże-elita, agent WSI, czy ten, co stał
    po stronie ZOMO. To też człowiek, jak pracuje znośnie, to go szanuję.
    Ostatecznie mógłby tylko siedzieć na tyłku i nic nie robić - i tak by nikt na
    to nic nie poradził, bo facet ma mocne plecy. A że wpycha znajomych z Pragi na
    stołki - kto takich rzeczy nie robi? Idealistów, takich jak Jacek Kuroń jest
    naprawdę bardzo mało i wśród obecnych kandydatów na radnych ich nie widzę.
    A Kaczorów nie lubię - jescze z czasów jak się razem bawiliśmy jako dzieci.

    _________________
    Polityka jest jak Media Markt - nie dla idiotów.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 09.10.06, 16:09
    Do lukasa
    Jejku! Boża Wola, pod Mińskiem Mazowieckim należała w XIX w. do mojej rodziny.
    Jakie są koleje dworków. A teraz należy do Opus Dei.
    Będę musiał pojechać, zobaczyć jak teraz tam jest.

    Pozdrawiam
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 09.10.06, 21:13
    A Szanowny Pan z Małaszewiczów czy Rychterów?
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 09.10.06, 21:43
    Z tego co wiem prapra babka, czy też pra babka otrzymała to przed 1880 r. Resztę
    możesz ustalić. Przez jakiś czas jednak była właścicielem tego dworku.

    Pozdrawiam
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 10.10.06, 08:00
    Post scriptum
    Ani z Małaszewiczów, ani z Rychterów.
    Prapra zlicytowano za długi. Za resztę pieniędzy otworzyła elegancki magazyn
    bieliźniarski przy ul. Kruczej w Warszawie. Firma istniała do II Wojny Światowej.
    Pozdrawiam
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 10.10.06, 08:56
    A to już mniej więcej wiem ! Babcia i Ojciec przed wojną mieszkali na
    Książęcej, rodziciel przypomina sobie sklep.
    /dla jasności moje związki z Żoliborzem są od strony mamy, dwóch pradziadków
    oficerów pobudowało się w naszej dzielnicy po I wojnie, niedaleko willi braci
    Antoniego i Wincentego Kaczyńskich/
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 09.10.06, 12:01
    A swoją drogą p. Dąbrowski mógłby poczytać ulotki swojego koła PiS na
    Żoliborzu, czy np. "apel rewitalizacyjny", ogłoszony przez dzielnicę. Może by
    się zorientował, że na przykład Urząd Dzielnicy tylko wirtualnie opiekuje się
    miejscami pamięci, bo o 1/3 nie wie nawet, że są, że Fort Sokolnickiego został
    pozyskany, ale na cele kultury będzie wykorzystany chyba za 100 lat, że
    akcja "bezpiecznego boiska" umarła śmiercią własną w wakacje, że studnia
    oligocenki na Przasnyskiej jak się wybuduje na wiosnę, to góra - bo nie
    dowiercili się jeszcze do warstwy wodonośnej.Itd,itd. Może by się dowiedział,
    że Cytadela Warszawska i pas nadwiślański nie są własnością miasta tylko w
    większej części skarbu państwa i dzielnica może sobie tam pogwizdać a nie
    rewitalizować. Może uświadomił by sobie, że gdy na Żoliborzu Przemysłowym
    powstaną osiedla na 10 tys mieszkań, to na pobliskich ulicach, w przychodniach,
    szkołach zrobi się diabelny ścisk i trzeba o tym już myśleć a nie ogłaszać
    konsultacje.
    Przydało by się, by fakty te poznali także nasi żoliborscy ziomale, może
    bardziej świadomie głosowali by w listopadzie.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 09.10.06, 16:37
    Nic dziwnego, gdy w Radzie jest tak mało prawników. To trochę wychodzi to
    wirtualnie. Ale tak naprawdę to decyzje zapadają o szczebel wyżej.

    Pozdrawiam
  • Gość: prawnik IP: *.net-serwis.pl 09.10.06, 19:39
    Do tego co napisałeś lukas dodał bym to, że ten pożal się boże burmistrz
    Dąbrowski (zupełny ignorant, jak sądze) powiedział, że ma pomysł na tunel pod
    całym śródmieściem Warszawy!!! to o nim świadczy na tyle na ile ustawienie
    teleporterów w każdej budce telefonicznej świadczyło by o świetnej znajomości
    najnowszych technik transportowych w komunikacji miejskiej.
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 09.10.06, 20:54
    Zafascyował go chyba tunel po Central Parkiem w NY.
  • Gość: prawnik IP: *.net-serwis.pl 09.10.06, 21:09
    Myślę, że i tunel czasoprzestrzenny ze Star Trek!!!
    I na główkę do pustego basenu!!! a jak!!!, a może tam jednak tak skoczył? i
    teraz należy mu współczuć?
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 10.10.06, 08:44
    Co gorsza taki tunel to wcale nie science fiction. Jeżeli są już założenia
    techniczne dla tunelu szybkiej kolei, umocowanego do dna Atlantyku, między
    Europą i Stanami... Tylko po co nam podziemny przejazd pod Śródmieściem?
    Jak już władza miejska ma taki pociąg do podziemnej działalności, to może
    zamiast budować jedną linię metra kawałek po kawałku, zacząć ich robić kilka,
    rónoczesnie kopiąc kilkanaście odcinków tuneli.
    A w ogóle to pewnie burmistrz ma jakiś kompleks. Za młody był na
    solidarnościowe podziemie, to teraz chce mieć swoje - pisowskie.
  • Gość: prawnik IP: *.net-serwis.pl 10.10.06, 09:23
    Tak założenia pod tynel atlantycki są w swerze jakiś tam obliczeń. Jak słyszałem
    budowa miałaby trwać ok 100 lat, a koszty to biliony euro. Nie mówiąc już o stli
    potrzebnej natę inwestycję, podobno przekraczałaby całą roczną produkcję
    wszystkich hut na świecie. To jak Dąbrowski jest takim wizjonerem to faktycznie
    uwierze w ten skok na główkę i to kilkukrotny.
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 10.10.06, 12:48
    Ale my już mamy na Żoliborzu tunel! Z Cytadeli do twierdy Modlińskiej. Jeździła
    nim nawet kolejka z konnym napędem. Unikalny zabytek i usprawnienie
    komunikacyjne zarazem. Może p. burmistrz poświęciłby się jego poszukiwaniom, bo
    mimo, że znawcy fortyfikacji rozglądają się za nim od drugiej wojny, to jakoś
    niesprawnie im to idzie.
  • Gość: prawnik IP: *.net-serwis.pl 10.10.06, 13:39
    Tak wiem czytałem o tym. Myślę,że na Dąbrowskiego nie ma co liczyć om ma
    ważniejsze rzeczy na głowie. Jest odpowiedzialny za całą ta karierowiczowska
    bande a i o sobie nie może zapomnieć
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 10.10.06, 15:27
    Eee.. Dałby rady. On i jego koledzy to prawdziwi "ludzie renesansu".Intelekty
    jak brzytwa i wszechstronnie wykształceni. Ale nie "wykształciuchy", takich nie
    tolerują. Dlatego w Warszawie nie ma już indywidualnego toku nauczania dla
    wybitnie zdolnych, dlatego p. burmistrz na koniec roku szkolnego dał na
    jednorazowe stypendia za wyniki mniej niż tysiąc zł. na szkołę. Ale był ubaw,
    gdy rady pedagogiczne zastanawiały się, czy dać za czerwony pasek tabliczkę
    czekolady czy jakąś skromną książeczkę / ku sprawiedliwości - przeważnie dano
    kasę, ale tylko kilku uczniom o najwyższej średniej /. Czy wiesz, że w szkołach
    dwujęzycznych nauczyciel ma zegarkiem mierzyć, ile czasu wyraża się na lekcji w
    mowie ojczystej, a ile w obcej i według tych pomiarów ma płacony dodatek?
    Wszystko to by nie chować nowych "wykształciuchów".
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 10.10.06, 16:09
    Bardzo się cieszę, że mamy tunel z cytadeli do Modlina, choć nie wiadomo jak
    przebiega.
    Moim marzeniem jest, by ludzie renesansu zlikwidowali linię napowietrzną
    wysokiego napięcia wzdłuż ulicy Broniewskiego. Przemysłu bowiem przy ul.
    Rydygiera już nie ma, zniknął Żoliborz Przemysłowy - to po co ta linia.
    Ja bym nie nazywał tego bytu karierowiczowską bandą, lecz miłośnikami zasady
    słuszności IV RP.

    Pozdrawiam
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 10.10.06, 16:26
    A ja marzę, aby któryś kolejny burmistrz dogadał się z WSM-em i zagospodarował
    Górki, oczywiście pod cele sportowo - rekreacyjne. I żeby pamiętał przy tym, że
    gdzieś muszę wyprowadzać psa.
    Drugim marzeniem ściętej głowy jest, aby stadion na Marymoncie przestał
    przypominać wysypisko na Bemowie i zaczął służyć mieszkańcom.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 10.10.06, 16:49
    Co masz na myśli, pisząc o zagospodarowaniu Górek. Bo być może do tych marzeń
    się przyłącze. Twój Pies jest bardzo ważny i trzeba mu zagwarantować miejsce do
    wybiegania. Koniecznie.

    Pozdrawiam
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 10.10.06, 18:55
    Na razie to p. radny Adam Buława (PiS) i jego komisja uchwalili ma części
    gminnej parking na 500 stanowisk postojowych, aby wycofać samochody parkujące
    na Włościańskiej i Tołwińskiego. Podobno tymczasowy, ale i tak ta wizja do mnie
    jakoś nie przemawia.
    Co można by na Górkach docelowo urządzić... Hm, proponowałbym jakieś społeczne
    konsultacje.
    Natomiast zamiast placów zabaw, które WSM polikwidował na Sadach, a zaraz
    pewnie zdemontuje na Zatrasiu, można by zrobić lepsze na terenach szkolnych.
    W 267-mej taki kiedyś był i lubiłem tam się bawić.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 10.10.06, 22:06
    Znowu jubileusz - 100 post!
    Ten parking jest bez sensu. 500 samochodów w tym miejscu to skandal. A
    wymieniony radny jest z zapyziałego przedwojennego skansenu żoliborskiego i nie
    ma jakby pojęcia o roli terenów zielonych w sąsiedztwie bloków. Nie wie jakby
    nic o funkcjonalizmie w planowaniu przestrzeni. Za mało też jakby widział i za
    mało wie o historii i lokalnym klimacie tego miejsca. Za mało też pewnie
    podróżował po świecie i nie widział procesu wzrastania metropolii (Można sobie
    pooglądać w Internecie stare widokówki Paryża, Nowego Jorku, Berlina). Jak się
    to miejsce przekształcało po wojnie z terenu działalności opryszków w teren
    plażowy w lecie, spacerów jesienią i zimą. Nie wspominam o tym, jak w zimie z
    Górki zjeżdżało się na sankach między trzciny jeziorka. Teraz jest to teren
    dokarmiania ptactwa, fajnych meczy i czasem imprez dla młodzieży. I jest tam
    przestrzeń i można po Górkach naprawdę połazić. Górki stanowią jeden ciąg z
    ogrodami Parku Sady Żoliborskie. Górki nie mogą wyrastać z parkingów. No i mają
    Górki wartość historyczną. Niech więc ten radny weźmie sobie na wstrzymanie.
    Niech pamięta też, że bliski jest czas, że trzeba będzie całe te starocie
    żoliborskie z lat dwudziestych wyburzyć i postawić na ich miejscu nowoczesne
    osiedla z niezbędną infrastrukturą (z garażami też). Przyzwyczailiśmy się
    wprawdzie do tych Żoliborzów Oficerskich, Urzędniczych i Dziennikarskich, ale
    ich istnienie nie ma sensu. Ani to zabytki, ani to oryginalne. To prawda,
    zostawiłbym dom Brukalskich i ten zaprojektowany przez Pniewskiego i może kilka
    innych, ale reszta to taki rodzaj tandetnego disneylandu nawiązującego nawet nie
    do "Pana Tadeusza", ale do przedmieść Wilna, Grodna czy Lidy. Litwini nie
    patyczkowali się z położonymi po drugiej stronie Wilii (po lit. Neris) w
    stosunku do Starówki, Snipiszkami (przedmiećie Wilna za Zielonym
    Mostem-Pamiętacie słowa piosenki o wojsku idącym przez Zielony Most).
    Przyjeżdżali w biały dzień i podpalali dom po domu. A mieszkańcy Snipiszek
    dostają jakieś odszkodowania i muszą się wynieść. Przeważnie dotyka to Polaków.
    Tam bowiem zaplanowano Centrum Handlowe. Można narzekać, ale ich plany zabudowy
    trenu po Snipiszkach są znakomite. Pewnie za parę lat tak samo będzie z
    żoliborskim disneylandem. Nie ma co żałować kilkudziesięciu starych chałupin!
    Piszę to, zdając sobie sprawę z dni chwały Powstania na Żoliborzu, ale życie ma
    swoje prawa. Pewnie tak będzie i na Żoliborzu. I po klimatach Żoliborza nie
    zostanie nic. Ludziom będzie się żyło wygodniej, no i będą tunele.

    Pozdrawiam
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 10.10.06, 22:41
    Prędzej będziemy oglądać wysadzanie naszych bloczydeł przy Broniewskiego i
    Włościańskiej, zwłaszcza jak pani prezes Kazia do reszty się obrazi na członków
    spółdzielni, "jej radni" -jak mawia, pewnie na to pozwolą. Jeszcze prędzej się
    nam może rozlecieć jakaś szkoła czy przychodnia - pan burmistrz w tym roku
    uznał, że wynajmowanie budowlańców do konserwacji to zbytek luksusu i naprawy
    elektryczne, gazowe, hydrauliczne, przeglądy techniczne itp. wykonują fachowo
    panie administratorki z pomocą dozorców.
    Oficerski i Dziennikarski są pod opieką Stołecznego Konserwatora
    Zabytków.Indywidualnie zabytkiem jest tylko Szklany Dom na Mickiewicza.
    Niektóre budynki Sadach I i na Zatrasiu SARP zgłosił już też do ochrony.
    Poza tym grunty pod willami w sporej części są już prywatne - zwrócone bądź
    wykupione.
    Górki w czasie wojny były dwa razy terenem walk, w 39 i 44 r, do bodaj 67 czy
    68 były wojskową strzelnicą. Pamietam jak przy pomocy spychacza żołnierze
    demontowali ogrodzenie. Została jeszcze na jakiś czas tylko drewniana brama.
    Pan Buława nie wie, że wzdłuż warsztatów MZA na Braci Załuskich jest już wielki
    parking, tylko nie oświetlony i nie monitorowany, więc ludzie wolą zostawiać
    samochody pod domami.
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 10.10.06, 23:09
    Post scriptum:Strzecha Urzędnicza Pniewskiego jest koszmarna, tak jak np. jego
    gmach archiwów na Ochocie. Fajne są wille Gutta i założenia ogrodowe tegoż
    architekta.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 11.10.06, 07:20
    Do Lukasa
    Dzięki za informacje o Górkach.

    Wszystko jest możliwe i wysadzanie bloczydeł też. Pałac Kultury ogłosić
    zabytkiem, cytadelę, a także w przyszłości stację benzynową przy Potockiej.
    Widziałem tę listę SARPu. Ciut przydługa.
    Wszystko zależy od ceny gruntów. Czy zburzą wpierw bloczki, czy skansenowe
    żoliborskie chałupiny.
    Od czasu gdy zniknęły hale i budynki administracyjne Żoliborza Przemysłowego,
    nic w naszej dzielnicy nie należ traktować, jako stałe i trwałe.
    Jeżeli chodzi o Górki to nieraz wygrzebywałem tam w początkach lat
    siedemdziesiątych, jeszcze nie skorodowane łuski.
    Jeżeli ceny gruntów pójdą w górę, ani się nie obejrzymy jak prywatne grunty z
    chałupkami zostaną sprzedane, powstanie tam Ultra Nowy Żoliborz. To prawda, że
    żal mi zabudowy ulicy Promyka, ale jest to świetny teren bod budowę. Choć ma
    wprawdzie jedną wadę, bowiem flankowany jest przez istniejące lecorbusierowskie
    założenie budowlane.
    No i masz pewnie rację, ze wiadomy radny zapewne nie wie o tym niewielkim parkingu.
    A od Górek to wara.

    Pozdrawiam
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 11.10.06, 09:27
    Mam świadomość, że spora część przedwojennych willi i szeregowców nie robi już
    wrażenia luksusowych, odwrotnie niż 80 lat temu i będą musiały ustąpić
    nowocześniejszym rozwiązaniom. Podobnie blokowiska i to pewnie niedługo. Choćby
    dlatego, że odrywa mi się od mieszkania połowa dużego pokoju i za jakiś czas
    cieszyć się pewnie będę z posiadania obszernego tarasu.
    Swoją drogą dziwi mnie, że zarząd dzielnicy nie realizuje wielu fajnych
    pomysłów, tłumacząc się ograniczonym budżetem. Właśnie na takie okazje są
    fundusze europejskie. Na wejściu Żoliborza do Unii skorzystał na razie tylko
    OPS, tworząc klub pracy i jedna ze szkół, która dotała dofinansowanie z
    Comeniusa. A mamy takie międzynarodowe koligacje: Marysieńka Sobieska,
    Wettinowie... . Stoimy w miejscu przez eurosceptycyzm "przewodniej siły" - z
    modernizacją węzłów komunikacyjnych, ze sprawą placówek kulturalnych, z
    ekologią itd.
    A propos: proponuję konkurs w ramach akcji "Warszawa stolicą czystości ",
    odnośnie obowiązku zawierania umów na segregację śmieci. Uścisk dłoni i
    gratulacje dostanie ten, kto wskaże w naszej dzielnicy gminną jednostkę
    organizacyjną, która segreguje odpady lub zamówiła chociaż pojemniki do takich
    operacji.
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 11.10.06, 09:39
    Znowu mi się przypomniało: u naczelnika Kawki leżą prace o historii Żoliborza z
    konkursu dla młodzieży, któru się odbył dwa lata temu. Burmistrz obiecywał
    publicznie, że najciekawsze opublikuje, ale potem zapomniał, w nawale
    ważniejszych spraw.
    Jest tam nagrodzona praca dziewczynki z 92-giej o historii Górek, z której
    zaczerpnąłem informacje.
  • jota.40 11.10.06, 12:44
    O ile dobrze pamiętam, Górki są częścią umocnień Cytadeli, powstały jako Fort
    Buraków. Prawdę powiedziawszy nie wiedziałam o tych walkach! Ani - żeby było
    ciekawiej - o strzelnicy! Pamiętam je tylko z bardzo dziekiego okresu, kiedy
    jeziorko było większe i nieuregulowane, ale przynajmniej było jeziorkiem, a nie
    smutnym bajorem, jak dziś.
    Przeraziliście mnie tymi planami parkingowymi!!! Przecież w planach
    zagospodarowania tam rzekomo miały być tylko cele rekreacyjne! Można by tam
    zrobić cuda! Porządne boisko, sensowny teren do jazdy na deskorolkach i w ogóle
    - jakieś fajne miejsce dla młodzieży, bo tego nie ma nigdzie.
    Lukas, zgadzam się niestety co do słowa z Twoją opinią na temat sytuacji w
    szkołach - takiej koszmarnej bryndzy, jak za czasów PIS-u jeszcze nie było.
    Rodzice muszą kupować papier toaletowy i środki czystości. Nie ma pieniędzy na
    żadne kółka zainteresowań!! W tym roku z 267-ej zniknęły ostatnie, w zeszłym
    roku byłam świadkiem dramatycznych wyborów w gimnazjum Czartoryskiego, gdzie też
    zrezygnowano z bardzo dobrze prowadzonych i ciekawych zajęć. Powód ten sam -
    zero pieniędzy.
    Co tu dużo gadać - lepiej rozliczyć w wyborach.
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 11.10.06, 13:04
    Ten parking to dlatego, że pani prezes Kazia oddaje miastu ul. Tołwińskiego.
    Z tego, co jest na zdjęciach sprzed I Wojny, fosa Górek była zaprojektowana
    jako pusty rów, nie wypełniony wodą. Odprowadzenie opadów, które mogły by się
    tam zbierać, wykonane było do Rudawki. Ale pewnie, gdy zaczęto rozkopywać wały
    w 1904 roku, zostało zasypane. Same Górki nie były fortem sensu stricto,
    powstały jako część ziemnego wału, który łączył fort Bema z koszarami, tymi,
    których fragment został do dziś przy kościele na Gdańskiej.
    Zauważyłaś, jaki śmieszny manewr zrobiono z pieniędzmi na światło dla szkoły na
    Mścisławskiej? Prawie całą kwotę umieszczono w paragrafie na zakup usług
    dodatkowych i stopniowo się je przeksięgowuje do paragrafu "elektrycznego".
    Inaczej, jak placówka zaoszczędzi parę zeta na prądzie, musi je oddać Radzie
    Warszawy, która decyduje o ich dalszym przeznaczeniu. Szkoła sportowa, która
    nie może zrezygnować z dodatkowych zajęć, takich jak pływalnia, siłownia itp.
    nie ma innego wyjścia, jak tylko ominąć przepisy.
  • jota.40 11.10.06, 13:17
    Za chwilę Kazia Sz. doprowadzi mnie do jakiegoś zamachu terrorystycznego. Nie
    dość, że rozwalą mój ulubiony sklepik przy Górkach (oczywiście, żeby wcisnąć tam
    apartamentowiec!), to jeszcze Górki chcą spaprać! Po moim trupie!
    Z pieniędzmi słynny manewr wykonano jakiś czas temu, kiedy okazało się, że
    wszystko, co szkoły zarobią - muszą oddawać do wspólnego wora. W ten sposób -
    jak mniemam - uczy się ludzi przedsiębiorczości i zaradności, bo większość woli
    siedzieć z założonymi rękami i nic nie robić.. Po co? A przecież w ten sposób
    załatwiano przedtem pieniądze na różne szkolne potrzeby.
    Ale poczytaj sobie, Lukas, wewnętrzne pisemko WSM-u - czasem bywa rozrzucane po
    sklepach... Pani prezes przedstawiana jest jako geniusz myśli politycznej i
    żelazna lady w jednej osobie!:((
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 11.10.06, 13:32
    Co do pisemka WSM, to jego jedyna autorka p. Pietrzak (o ile nie przekręciłem
    nazwiska ) praktykowała chyba wcześniej w organie MO "W służbie narodu".To samo
    słownictwo i stylistyka.
    A kombinatorom budżetowym może ukłonić się głęboko prokurator - ale czasem
    trzeba wybrać - czy rzetelnie uczymy dzieci, czy mówimy jak wspaniałą politykę
    oświatową prowadzi dzielnica i miasto. Tylko nie widzę żadnych obiektywnych
    powodów, aby tak konstruowano przepisy, by uczciwa praca była zarazem testem
    osobistej odwagi.
  • jota.40 11.10.06, 14:21
    Otóż to!...A co do w/w autorki artykułów - przychodzi mi jeszcze na myśl jeden
    poligon szkoleniowy, a mianowicie "Żołnierz Wolności"... ;))
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 11.10.06, 15:17
    Dodam, że w związku z budową apartamentowca zburzone ma być architektoniczne
    cacuszko, ujęcie wody oligoceńskiej. Poza tem mieszkańcy najbliższego bloku przy
    Poli Gojawiczyńskiej obawiają się, że budowa fundamentów pod ten apartamentowiec
    spowoduje, iż ich dom się zawali. Oglądałem, już teraz ma popękane fundamenty,
    ale zaznaczam nie jestem budowlańcem i trudno mi ocenić stan zgrożenia
    budowlanego. Mowa jest tam o niestabilnym podłożu i jakiś wrednych iłach.
    Co do jeziorka, pływały sobie w nim kiedyś trytony (traszki) gatunek pd ścisłą
    ochroną i co, i przestały pływać, bo ktoś zaczął forsować swoje poczucie piękna
    jeziorka.
    Dlatego gdy czytam, że coś jest w rejestrze zabytków, to cóż, mam wrażenie, że
    zaraz może nie być, bo będzie zburzone.

    Pozdrawiam
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 11.10.06, 16:38
    No cóz - signum temporis. Trzeba przyzwyczaić się do porzegnań: pewnie niedługo
    rozstaniemy się z pawilonami wzdłuż Krasińskiego - i tym, w którym jest bar
    Sady i tym naprzeciwko Jana Kantego i tym gdzie jest "Zdrowie". Zwłaszcza ten
    ostatni, oraz towarzyszące mu garaże strasznie drażnią władze spółdzielni.
    Pewnie niewiele minę się z prawdą, twierdząc, że parking na Górkach w istocie
    nie jest spowodowany tymi przyczynami, które wymieniają radni w stanowisku
    komisji, lecz stanowi odpowiedź na apel pani prezes, która poprosiła urząd o
    plac postojowy dla użytkowników garaży z Zatrasia. Na pamiątkę pozostanie były
    sam przy Włościańskiej, WSM kiedyś nieopatrznie sprzedał go dzierżawcy -
    hurtowni pasmanteryjnej i nic nie może już tam wybudować. Trochę boję się o te
    planowane inwestycje, bo znam gust i smak architektoniczny pani Kazi. Jak nic
    wybudują jakieś pudła, które zeszpecą Małe Sady.
  • jota.40 11.10.06, 18:06
    Lukas, skąd czerpiesz te informacje?? Ja chyba dziś dostanę zawału. Co do
    pawilonu przy Broniewskiego, to nie będę może szczególnie łkała, chociaż
    "Zdrowie" czasem się przydaje ;), ale obydwa pozostałe chyba nie mogą być
    zniszczone!.. Nie i nie. Przecież tam jest mnóstwo użytecznych sklepów, ostatni
    bar mleczny, apteka, daj spokój!...
    Mam nadzieję, że to tylko melancholijny katastrofizm.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 11.10.06, 18:25
    Zburzona ma też być podobno za dwa lata Rudawka przy Elbląskiej. I też ma stanąć
    tam apartamentowiec.

    Pozdrawiam
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 11.10.06, 20:50
    Po pierwsze z postulatów, jakie p. prezes wnosiła do planu zagospodarowania
    przestrzennego, po drugie potwierdzone to zostało w wyżej przez nas wspomnianym
    szmatławcu WSM, w swoistym zresztą stylu / było tam o zaniedbanych i
    opustoszałych garażach na Zatrasiu i Sadach, z wrednymi użytkownikami, którzy
    nie chcą rozmawiać o wysiedleniu oraz o najemcach, co nie inwestują w remonty
    spółdzielczych pawilonów i nie płacą czynszu /. Rzeczywiście nie sposób nie
    zgodzić się, że to bardzo dobre lokalizacje, cenę metra mieszkania będzie
    pewnie wyśrubować powyżej warszawskiej średniej. A że jesteśmy do nich
    przywiązani... cóż, pani prezes mieszka na Tucholskiej, nie rozumie naszych
    sentymentów.
  • jota.40 11.10.06, 21:11
    Czy nie warto w związku z tym rozpropagować tej informacji wszędzie, gdzie się
    da? Podejrzewam, że jednak protest społeczny może być bardzo silny!
    Nagłośniłabym to wszystkimi możliwymi sposobami!
    Są jakieś granice pazerności i chciwości! Ponadto w przyszłym roku jest - zdaje
    się - walne zgromadzenie i inne takie. Trzeba ruszyć do ataku.
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 11.10.06, 21:26
    Ruszymy i to ławą. Ale gdy p. Kazia wyniośle odrzuca zaloty atrakcyjnego
    Kazimierza M. w sprawie kupna SDK-u na Próchnika i oświadcza, że lepiej, żeby
    się zawalił lub został zburzony, niż miałby dalej służyć kulturze - to obawiam
    sie, że jesteśmy za słabi. Przez radę dzielnicy też trudno wywrzeć nacisk -
    przewodnicząca klubu "przewodniej siły" pani radna Liliana to były pracownik
    zarządu sp-ni i dobra znajoma p. prezes. W sumie przeczytamy pewnie w WSM-
    owskim pisemku, że " z zaciekłą pasją i zwierzęcą nienawiścią " atakowaliśmy
    genialną przedstawicielkę polskiej spółdzielczości mieszkaniowej. Może większe
    szanse będą przy oprotestowywaniu projektu zabudowy, gdy WSM wystąpi o warunki.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 11.10.06, 21:36
    Pewnie by warto. Ale czy zanim się skrzykniemy, jakiś tam tynkbud 1 lub inny,
    nie zburzy wcześniej tego, co chcemy zachować.
    Pamiętacie jak wyburzono część bazarku przy Włościańskiej w imię jakiejś
    następnej nierealnej wizji dotyczącej komunikacji. To jest paranoja budować
    parking w środku miasta i mówić, że dzięki niemu samochody nie wjadą jeszcze
    bardziej do jego środka. Taki parking powinien być, tam gdzie metro ma się
    zaczynać - na Młocinach. Czy poza kupcami ktoś protestował wtedy? Chyba nie!
    Z kolei przy Rondzie Babka taki sam parking kilka lat wcześniej zburzono. No i
    postawiono apartamentowce.
    Czy to co się buduje na tyłach Hali Marymonckiej spotka podobny los. I tam też
    stanie apartamentowiec.
    Aha! Duże roboty idą na Elbląskiej. Zdarto całą nawierzchnię, wycięto drzewa,
    buduje się zatoczki dla samochodów. Po co? Ma być puszczona linia autobusowa z
    Bemowa do stacji metra Marymont. Oczywiście wszyscy mieszkańcy Elbląskiej i
    Włościańskiej się cieszą! Prawda?

    Prawda
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 11.10.06, 21:39
    Post scriptum

    Zagrały emocje i zamiast "Pozdrawiam" wpisałem "prawda".

    Pozdrawiam
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 11.10.06, 21:58
    No bo zamiast reszty bazarku pod halą ma być duża pętla autobusowa, żeby ludzie
    przesiadali się do metra. Ze względu na autobusy na Włościańskiej ma być zakaz
    postoju. Biorąc pod uwagę znaczne przekroczenie normy hałasu, dobiegającego z
    Trasy Toruńskiej, gdzie przez dużą część dnia stoi korek do mostu Grota, jedna
    linia autobusowa nie powinna robić dużej różnicy.
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 12.10.06, 09:40
    Co do skasowania sp-ni lekarskiej "Zdrowie", to aby nie utrudniać mieszkańcom
    dostępu do płatnego lecznictwa, władze chiałyby wysiedlić Ognisko Pracy
    Pozaszkolnej z dawnej przychodni pediatrycznej na Popiełuszki i wynająć lokal
    na placówkę prywatną. Ognisko mogło by się przenieść do swojej filii na
    Rudawce, z tym, że jest kłopot, bo budynek, w którym się miałoby mieścić
    wygląda, jakby właśnie skończyło się Powstanie Warszawskie. Ze względu na
    szeroki front inwestycyjny /np. budowę hal sportowych/ niezbyt są środki na
    jego remont. Ale część zajęć ogniskowych można zawiesić i poczekać, aż
    doprowadzenie go do dobrego stanu będzie możliwe.
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 11.10.06, 21:50
    O zaraz traszki! A ja w związku z planowanymi przez urząd ścieżkami
    ekologicznymi nie mogę znaleźć dwóch pomników przyrody. W wykazach są, mają
    wskazane adresy działek, a w realu nie ma. Zawieruszyły się gdzieś, czy jak...
    Pytałem Wojewódzkiej Konserwator Przyrody, ale od nich nikt na Żoliborzu nie
    był od dziesięciu chyba lat. W dzielnicowym wosiu ostatnią inwentaryzację
    zieleni robili ze cztery lata temu i też nic nie wiedzą. Wot, problem. Może
    ktoś widział gruszę w okolicach klubu "Pod Gruszą", oraz wyniosły jesion w
    okolicach Kaniowskiej? Cechą charakterystyczną jest zielona tabliczka z białym
    orłem, raczej jeszcze bez korony (większość drzew pomnikowych u nas nie
    dorobiła się jeszcze godła z koroną).
  • jota.40 12.10.06, 09:54
    O ile się nie mylę, ta grusza zmarzła i została wycięta.
    I Ognisko Pracy Pozaszkolnej wywalają?..;((

    Ludziom z targu podobno zaproponowano jakieś dziwne rozwiązania - piętrowe
    konstrukcje, na dole pętla, na górze stragany... A ja się zastanawiam, czy
    naprawdę cały ten olbrzymi teren ma zająć pętla? Ile tam tych autobusów ma
    dojeżdżać? Trzy, cztery? Nie można sensownie zaprojektować, pogodzić tego jakoś?
    Kupcy są wkurzeni, wiem, bo rozmawiam z niektórymi - lubię tam robić zakupy...
    Wspomniana Liliana wyjechała na ich głosach, a nawet nie odpowiedziała na ich
    listy i petycje, kiedy mieli kłopoty. Poczuli się słusznie wyrolowani.
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 12.10.06, 10:10
    A niech to ... - to ubyło nam 10 % drzew pomnikowych. I czemu nikt nie zgłosił
    wycinki do Urzędu Miasta?
    ZTM chiałby, żeby na Włościańskiej kończyły bieg linie, które teraz dojeżdżają
    do pl. Wilsona + parę nowych "rokadowych", dowożących ludzi np. z Bemowa.
    Wiem, że kupcy chcieli by wybudować halę koło pętli, ale miasto musiało by im
    pomóc w rozmowach z ZTM, a się do tego nie kwapi. Urzędnicy mogli by im też
    pokazać, jak wypełnić unijny wniosek o dotację z takiego fajnego funduszu o
    nazwie "Wzrost konkurencyjności przedsiębiorstw", ale dzielnica nie świadczy na
    razie podobnego poradnictwa.
    Co do Ogniska i nowego dla niego lokalu, to nadzieje są związane z
    wydzierżawieniem prywatnemu operatorowi obydwu, a w przyszłości i kolejnej - w
    Witkiewiczu hali sportowej. Szkoły są ubogie, a utrzymanie hal kosztuje,
    ponadto nie ma w dzielnicy tylu imprez i zajęć ruchowych, aby te obiekty
    wykorzystać. Na codzień placówki oświaty korzystają raczej ze starych sal
    gimnastycznych. Więc hale się poddzierżawi, a za zarobione pieniądze może da
    radę zrobić parę remontów.
  • jota.40 12.10.06, 11:12
    Podobałaby mi się taka dzierżawa, pod warunkiem jednak, że rano nadal mogliby
    korzystać z hali uczniowie. Mój syn tam hasa i jest uzależniony :).
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 12.10.06, 11:27
    Mam nadzieję, że władze (nowe) dopilnują zabezpieczenia interesów szkół, aby
    korzystanie z hal przez uczniów było mniej kłopotliwe i dolegliwe finansowo niż
    z teoretycznie dzielnicowego basenu na Potockiej. I żeby nie skończyło się tak
    szybko jak akcja bezpiecznych boisk, która w 267-mej umarła po czterech
    miesiącach.
    A propos: hala w Witkiewiczu będzie ciekawsza: ma tam być nawet jacuzzi.
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 12.10.06, 11:53
    Gwoli sprawiedliwości, negocjacje mogą być trudne. Przykład: w 92-iej przy
    nowym boisku jest łazienka - wchodzi się do niej bezpośrednio z placu, nie ma
    przejścia do dalszej części budynku. Wynajęta jest szkole jazdy, która w jednej
    z sal harcówki prowadzi wykłady. Dzielnica postanowiła udostępnić ją tym,
    którzy popołudniami grają na boisku. Udało się - po dwumiesięcznych
    negocjacjach z najemcą, za postąpienie w czynszu, o którego wysokości zamilczę.
    Jeżeli przy takim drobiazgu wystepuje opór materii, to jakich sum zarząda
    operator hal za ich sprzątanie, konserwację, zużycie mediów w trakcie zajęć
    szkolnych?
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 12.10.06, 14:00
    Projekt likwidacji "Zdrowia" to skandal. A gadanie, że przychodnię przeniesie
    się, tak naprawdę w bliżej nieokrślone miejsce, to perfidne kłamstwo w stosunku
    do pacjentów tej przychodni. Proszę pamiętać, że trwała właściwa relacja lekarz
    pacjent ma duży wpływ na efekty leczenia. W tej przychodni leczy się wielu
    pacjentów od lat. Lekarze już ich znają i pamiętają. Te więzi powstawały latami
    i trzeba je po ludzku uszanować. Są tam pacjenci pod ciągłą opieką. Pewne
    choroby są chorobami przewlekłymi i wymagają skomplikowanej, rozciągniętej w
    czasie terapii. Proszę też pamiętać, że w przychodni przy Elbląskiej są
    nieobsadzone stanowiska przez lekarzy.
    W ten sposób naraża się zdrowie pacjentów. Rozbija się też zespół lekarzy.
    "Zdrowia". No, i gdzie ludzie mają się leczyć.
    Czy ci, którzy podjęli te decyzję są w zgodzie ze swoim sumieniem. Na to oni
    sobie muszą odpowiedzieć. Ostrzegam tylko, żeby nie było dla nich za późno, gdy
    przez nich umrze choćby jedna osoba, a wielu dołożą dodatkowych cierpień i za
    to, decydentów dopadną wyrzuty sumienia. Z wyrzutami sumienia bowiem nikt sobie
    nie poradził.
    Apeluję "Zdrowie" to nie dająca się przeliczyć na złotówki ogromna wartość
    Żoliborza - zostawcie "Zdrowie" w spokoju!

    Pozdrawiam

  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 12.10.06, 16:30
    Tak wygląda niestety najczęściej kapitalizm, gdy rachunek ekonomiczny wysuwa
    się na czoło. I tak wygląda niedojrzała demokracja, gdy ludzie zamiast głosować
    (obojętnie czy to na wyborach samorządowych czy walnym zgromadzeniu
    spółdzielczym), zostają w domu, gderając o rządzących wszystkim złodziejach.
    Jak poprzez zaniechanie oddaje się władzę w ręce ludzi bezwzględnych bądź
    oszołomów, to można sobie tylko potem ponarzekać. Trzeba się też zastanawiać
    nad hasłami, głoszonymi przez osoby aspirujące do stanowisk: np. jeżeli jakiś
    teoretyczny kandydat głosi swe przywiązanie do wartości chrześcijańskich, to
    czy rozumie przez to, że kieruje się dekalogiem w swej działalności, czy też
    chce budować za publiczne pieniądze kościoły. Jeżeli mówi o podniesieniu
    prestiżu szkoły publicznej, to czy ma na myśli poprawę jakości nauczania, czy
    wychowanie dzieci w jakimś swoistym "hitlerjugend". Jeśli chce stawiać
    mieszkania - niech powie gdzie i za czyje pieniądze. Inaczej świat wokoło będą
    nam urządzać ludzie przypadkowi, którzy nie rozumieją nas i naszych potrzeb.
    No i znowu zebrało mi się na pryncypializm. Sorry!
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 12.10.06, 18:23
    Taki Pryncypializm! W porządku.

    Pozdrawiam

    Post scriptum
    A z tym Hitlerjugend przed wojną w Niemczech było nie tak, jak nasze gazety piszą.
    Efekty były jednak wiadome.
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 12.10.06, 19:52
    Fakt. Partia Adolfa H. wygrała wybory w 1933, głosząc program solidaryzmu
    społecznego i rozbijania niszczącego Niemcy układu ( żydowsko komunistycznego ).
    Dość długo fuhrer nie deklarował, że powszechny dobrobyt będzie osiągnięty w
    wyniku podboju świata a członków układu puści się z dymem w krematorium itp.
    Do 1939 roku rzesza odniosła wyraźne sukcesy gospodarcze, wzrosła zamożność
    obywateli, poprawiła się jakość szkolnictwa. Dopiero, gdy większość Niemców
    uwierzyła, że jedynie dalsza realizacja programu partii gwarantuje sukcesy -
    wódz Adolf rozpoczął II Wojnę Światową.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 12.10.06, 21:33
    Nie chodziło mi o taką perspektywę, ale sposób wychowania.
    W jednej z książek wydanej jeszcze za PRL opisano wiadomą organizację
    młodzieżową jako w dużej mierze przypominającą harcerstwo. Były nocne marsze,
    podchody, obozy letnie, uczono samodzielności. Podkreślono rozdział tej zabawy
    od ścisłych akcentów militarnych(no i był tam kult wodza). Dopiero w wojsku
    następował pierwszy kontakt z bronią. Pierwszy kontakt z bronią miał niemalże
    wymiar mistyczny. Tak to sobie napisano w PRL. Niby takie podobne do
    harcerstwa, a było stopniem jakimś w indoktrynacji hitlerowskiej. Skutki tego
    znamy! I nigdy więcej wojny!

    Pozdrawiam

    Post scriptum
    O tym poziomie szkolnictwa też jest tam bardzo krytycznie.
    W każdym razie szefami jednostek administracyjnych na zajętych przez Niemców
    terenach na Wschodzie były osoby, które były produktami tego systemu (tego
    podwyższenia poziomu szkolnictwa), między innymi doktor prawa Hans Frank i inni
    utytułowani prawnicy.
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 13.10.06, 09:24
    Ta moja interpretacja wynika z refleksji nad sterowaniem zmianami poprzez
    przemilczanie ich istotnego celu i możliwych skutków. Bo tym, co mnie
    najbardziej wkurza w obecnych wizjach samorządowych jest most.
    Jak wiadomo "prezydent z Gorzowa" obiecuje nam cztery nowe przeprawy przez
    Wisłę, w tym most w osi Krasińskiego. Praski wylot wypada mniej więcej na ul.
    Pożarową, wiodącą do zakładu Develey Polska. Z drugiej strony, jak wiemy trasa
    kończy się na wojskowych Powązkach. Pomysł inwestycji na pierwszy rzut oka jest
    nieszkodliwy, tylko niezbyt mądry - czy dużo żoliborzan ma interesy w fabryce
    ketchupu? Czy pracownicy zakładu lubią spędzać czas wolny na spacerach po
    cmentarzu?
    Ale bierzemy drugą mapę - terenów zarezerwowanych pod inwestycje drogowe ZDM.
    Tu widać znacznie więcej. Jest już naniesione wielopoziomowe skrzyżowanie na
    tyłach cmentarza, łączące drogę z węzła Konotopa z Trasą Toruńską. Widać, że
    drogą ekspresową z autostrady będą mogli zjechać w lewo, w kierunku mostu Grota
    lub pojechać prosto - dobudowanym odcinkiem Krasińskiego, wzdłuż południowej
    granicy cmentarza, w miejscu dzikich działek. Potem wystarczy wykonać drugą
    jezdnię ulicy - od Powązkowskiej do Sadów Żoliborskich i mamy trasę dojazdową
    na przykład dla TIR-ów, zdążających do żerańskich, tarchomińskich i
    bródnowskich fabryk i magazynów. Gdyby postawić na Pradze wiadukt nad torami
    opodal stacji Praga, Krasińskiego połączy się z węzłem Żaba i zdążający
    z zachodniej Polski do prawobrzeżnej części miasta podróżni nie będą musieli
    przebijać się przez uliczki Nowego Bródna.
    Ale o tych koncepcjach, będących właściwą przyczyzną takiej lokalizacji nowego
    mostu Kazimierz M. nie mówi.
    Wizja Żoliborza przeciętego na pół drogą, zbliżoną ruchliwością do Trasy
    Toruńskiej, wiodącą przez środek żoliborskich osiedli mnie przeraża. Niech pan
    Kazimierz buduje toto sobie koło gimnazjum w Gorzowie.
  • Gość: maciek IP: *.chello.pl 13.10.06, 12:09
    Widać burmistrz mu to podpowiedział. Dąbrowski mieszka na Pradze, będzie mu
    łatwiej dojeżdżać do roboty.
  • Gość: piotrmaslowski.pl IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.10.06, 11:43
    kolejne kłamstwo pisuarów. Ja już się nie dziwie tej odnowie moralnej oszustów
    i kłamców, przecież o to chodziło. Omamic "ciemny lud" a potem robić to co SLD
  • Gość: maciek IP: *.chello.pl 13.10.06, 12:06
    Nie siej tu propagandy, to nie sejm. Gdyby Żoliborz był tak dopilnowany jak
    Bielany... Wicewojewodę Pomarańskiego i tak możesz już tylko w pisuar pocałować.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 13.10.06, 15:11
    A co Ty piotrzemasłowski możesz wiedzieć o kłamstwie.
    Buduj swą kampanię na miłości bliźniego!

    Pozdrawiam
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 13.10.06, 18:02
    Poza tym przydało by się Ci jako "platformersowi" trochę więcej "zgniłego
    liberalizmu ", zwłaszcza gdy zahaczasz o dzielnicę, którą zbudowało
    Spółdzielcze Stowarzyszenie pod patronatem J.Piłsudskiego ramię w ramię z WSM
    pod prezesurą Bola Bieruta / swoją drogą jak to stanowisko przyciąga ludzi o
    dyktatorskich skłonnościach /. Poza tym dla mnie burmistrzem może być nawet
    Chińczyk czy Eskimos, importowany wprost z bieguna, byle rządził sensownie.
    PS: tu miał w czasie wojny swój dom, żonę i córkę Grot - Rowecki, obok w
    Al.Wojska mieszkał założyciel NSZ płk. Kurcyusz, przystanek dalej ukrywali się
    przy pl. Wilsona Nowotko, Finder, Bierut. I jakoś na ulicy nie pluli na swój
    widok, nie wyzywali się nawzajem, nawet żaden nie nasłał na drugiego gestapo.
    Stąd wyszedł do lasu pierwszy oddział gwardzistów "Małego Franka" Zubrzyckiego,
    a na powstańczy Mokotów pułk Baszta nie żyjącego już wtedy Ludwika Bergera. To
    zobowiązuje. Taka dzielnica ...
  • jota.40 13.10.06, 22:27
    Nie zapominając o rotmistrzu Pileckim...
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 14.10.06, 11:33
    I drugim uciekinierze z Oświęcimia - Kostku Jagielle.
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 14.10.06, 11:58
    Super przykład pluralizmu żoliborzan znajdziemy na ulcy Fortecznej, nieopodal
    Placu Słonecznego. Jest tam tablica ku czci dowódcy radiostacji AK "łódź
    podwodna " - Stanisława Rodowicza. Ów, filmowiec z zawodu, urządził w swej
    piwnicy zmyślną kryjówkę, w której umieścił nadajnik KG AK, zarazem pracując w
    kontrwywiadzie Delegatury Rządu i w wywiadzie GL - AL, za co po wojnie przyjęto
    go do służby w aparacie politycznym LWP w stopniu majora, następnie zaś
    osądzono i stracono za "zbrodnie wobec ludowej ojczyzny".
  • Gość: maciek IP: *.chello.pl 14.10.06, 12:03
    Pileckiego to już zlustrował ideolog Macierewiczów - pułkownik Piecuch.
    Twierdzi, że był to agent pracujący na diwe strony dla Andersa i UB. Za dużo
    wiedział i komuniści go sprzątneli.
  • donkej 14.10.06, 12:57
    Bierut nie był wtedy żadnym prezesem - po prostu udzielał się tu trochę.
    Potem zwiał do Moskwy porzucając tutaj żonę - skądinnąd bardzo później zasłużoną
    osobę (Na "polu społecznym", nie politycznym).
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 14.10.06, 13:23
    Śmiem się nie zgodzić. W sądowych dokumentach rejestracji WSM figuruje Bolesław
    Bierut - prezes Zarządu WSM oraz Stanisław Szwalbe - wiceprezes Zarządu d/s
    inwestycji. Tow. Tomasz wyjechał na szkolenie do Moskwy bodaj dopiero w 1930, a
    gdy został stamtąd skierowany jako "nielegalny" do Austrii, przepisał
    spółdzielczy lokal na brata. Gdy przerzucono go z ZSRR do okupowanej Polski,
    ponoć już w randze pułkownika NKWD, ukrywał się m.in.w swoim dawnym mieszkaniu
    a także w altance działkowej na Sadach.
  • donkej 14.10.06, 15:22
    Ja powtarzam to, co Tomek mówił. Jak to było?
    Chodziło generalnie o to, że Bierut był tam raczej "tytularnie.
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 14.10.06, 15:40
    To racja. Główną robotę biurową robili Szwalbe i Teodor Toeplitz, później
    prezes "Społem" no i ojciec Krzysztofa Teodora. Szkoda, że Bolo nie skupił się
    bardziej na działalności developerskiej, może zapisał by się lepiej w historii
    i oszczędził krajowi niektórych nieszczęść.
    Inni spółdzielcy też mogli by siedzieć na Żoliborzu, a nie szwendać się po
    świecie. Jak Wanda Wasilewska ewakuowała się w 1939 roku z mieszkania przy pl.
    Wilsona, tak już tu nie wróciła, natomiast zafundowała nam ZPP, 1 Dywizję i
    PKWN. A wystarczyło zostać w domu...
  • Gość: m. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.10.06, 12:54
    Ojcem KTT był Leon Toeplitz, zmarły kilkanaście lat temu...
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 14.10.06, 22:47
    A! I nie dodałem do tego żoliborskiego mixu repatriantów np. hallerczyków ze
    Stanów, których najpierw umieszczono w "socjalnych" barakach przy Dworcu
    Gdańskim i Kozielskiej /teraz jest tam instytut pracujący nad bronią
    biologiczną/, potem niektórzy zbudowali kolonię Kościuszki, w miejscu
    dzisiejszego Zatrasia.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 15.10.06, 23:35
    Myślę, że tytułowy temat tego forum został na razie zawieszony i zajmujemy się
    archiwum X (nie mylić z szafą pana Lesiaka).
    Dlatego pozwolę sobie powrócić do kwestii bardzo istotnej, a mianowicie do tej
    że jeden z forumowiczów, nie wiedział za wiele o macaniu. Wszystko Mu się
    pokręciło i obawiam się, że nadal nie wie po co gospodynie na wsi macają kury.
    Mimo to udzielał porad innym w tej kwestii.
    Przeto pragnę Go poinformować (z tym, że bardzo delikatnie, żeby nie urazić jego
    zawodowego poczucia pewności), iż chodzi o jajo, a mianowicie w jakim terminie
    zostanie zniesione one jajo przez kurę (można też macać inne ptactwo).
    No, a skoro jesteśmy przy jaju...
    No, i w ten sposób doszliśmy do jaja i być może do dylematu, co było pierwsze
    jajo, czy kura (oczywiście wiemy, że nie ze wszyskich jaj będą kurczaki - trzeba
    bowiem pamiętać o procesie zapłodnienia).
    Czy pożyteczne będzie tworzenie nowego forum dla próby rozwiązania tego problemu
    pozostawiam do łaskawej decyzji uczestników tego forum.
    Proszę pamiętać też, że jajo to także symbol czegoś nowego.
    Wspominam o tym, bo zbliżają się wybory samorządowe, będą nowi radni i burmistrz.
    I chodzi o to,żeby z tego jaja coś się wykluło. Mam na myśli dobre pomysły,
    które zostaną zrealizowane.
    Nasz dotychczasowy Burmistrz Żoliborza zrobił w upływającej kadencji bardzo
    wiele. Żoliborz zostawia piękniejszy.

    Pozdrawiam

  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 16.10.06, 08:46
    Co do burmistrza, to zgoda.Ale przy okazji tytułowego tematu uświadomiliśmy
    sobie, ile jescze jest do zrobienia.
    Okazuje się, że można prezentować efektowne futurystyczne wizje Żoliborza, ale
    w szczegółach należy poruszać się b. ostrożnie i mieć szczegółową wiedzę o
    potrzebach i przyzwyczajeniach mieszkańców.
    W kilku dziedzinach w Urzędzie panuje bałagan - w oświacie, kulturze, ochronie
    środowiska. Przydali by się nam radni, którzy mają spójną koncepcję, jaki
    poziom powinny reprezentować szkoły i placówki pozaszkolne, gdzie i jak powinni
    realizować się kulturalnie wyborcy, jak powinna być utrzymywana zieleń i co
    należy jeszcze zrobić pod kątem ekologii.
    Mamy kilka terenów publicznych do pilnej "rewitalizacji" np.: Górki, stadion na
    Marymoncie może wraz Kepą Potocką, otoczenie Cytadeli.
    Należy bacznie przyglądąć się rozwiązaniom komunikacyjnym, aby poprawiały
    standard naszego życia, nie zaś generowały dodatkowe uciążliwości.
    Rada Dzielnicy i Rada Warszawy powinny wspierać przedsiębiorczość prywatną i
    spółdzielczą, uwzględniając jednak w pierwszym rzędzie interes mieszkańców
    dzielnicy i miasta.
    Może jeszcze należało by coś dorzucić?
    W każdym razie łatwiej mi teraz będzie przyjrzeć się kandydatom i ich programom
    i wybrać kogoś sensownego spośród ofiar ostatniej wyborczej łapanki.
  • Gość: nikodem IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.10.06, 12:15
    Ty to masz czas i sile czlowieku. Przez tyle czasu pisac sam ze soba. I na co Ci
    to. Chciales zamazac temat dotyczacy skandalu Dabrowskiego, burmistrza naszej
    dzielnicy. Nic dla nas nie zrobił. Kariera mu tylko w głowie, ale jak widac z
    innych postow juz nie dlugo. Prokuratura juz się tym zajeła. Won z naszej
    dzielnicy nieudaczniku. Ze tez pis takich ludzi ma u siebie.
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 16.10.06, 12:49
    Zaręczam, że mój nadmiar czasu wynika tylko z tego, że trwa kampania wyborcza i
    w związku z tym mamy wszyscy mało merytorycznzej roboty. Szef jest
    zajęty "wielką polityką".
    Nic mi nie wiadomo, żebym miał rozdwojenie jaźni. Co do pozostałych piszących w
    tym wątku, niech mówią za siebie.
    Bracie Nikodemie, ty chyba przyjezdny jesteś. Albo udzieliła Ci się "kacza
    grypa". Niewatpliwie wynikiem gorączki jest przypuszczenie, że burmistrz
    odstaje poziomem politycznym od swoich partyjnych braci. Zaleciłbym aspirynę i
    na dwa tygodnie odstawienie telewizji i gazet. Życzę zdrówka !
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 16.10.06, 17:09
    Zastanawiam się skąd mógł przyjechać do nas sympatyczny Nikodem.
    Wnioskując z nicku jaki sobie przybrał Nikodem, a który znaczy "Zwycięstwo ludu",
    to tak podejrzewam, no bo gdzie lud zwyciężył, że z czarującej Białorusi. I
    jeszcze te naleciałości językowe, jak słówko "won" pochodzenia rosyjskiego, no i
    wątpliwy językowo jest ten nieudacznik. Poza tym niekoniecznie o karierze pana
    burmistrza muszą decydować posty, jak to onże Nikodem sobie wymyślił. Raczej
    myślę, że decyduje o burmistrza karierze, sprawność w rozsądnym działaniu, no i
    zadecydują oczywiście wybory. A te są już niedługo!

    Pozdrawiam

    Post scriptum
    Zamiast "won" można powiedzieć precz. I jest to poprawne politycznie!
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 16.10.06, 19:43
    Przypomina mi się stary okupacyjny kawał: przy konfesjonale:
    - Codziennie grzeszę proszę księdza, ale gdy jakiegoś Niemca zobaczę to zaraz
    myślę "żeby cię szlag trafił", "żeby cię cholera wzięła", "żeby cię
    pokręciło"...
    -To nie po chrześcijańsku mój synu. Należy mówić "Wieczny odpoczynek racz mu
    dać Panie...
    Chyba musimy już zamknąć ten wątek, bo hasło PiS zaczyna ściągać świrów.
    Ponadto komisarz miasta, atrakcyjny Kazimierz polecił po cichu, aby zwalniać
    osoby pracujące dla władz municypalnych a popierające inne opcje polityczne niż
    jego ugrupowanie.
    Stwarza to pewne niebezpieczeństwo, którego rad bym uniknąć.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 16.10.06, 20:32
    Do lukasa
    Boisz się waść?
    Nie!
    To zażyj tabaki! (ze Strasznego Dworu - Moniuszki)

    Plotkom nie należy ulegać. Jak mnie zwolnią to uwierzę!

    Pozdrawiam
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 16.10.06, 21:53
    Niestety pojedyńczy osobnicy byli już u nas na rozmowie i dostali "powazne
    ostrzeżenie". Jeden to nawet się kazał skreślić z listy kandydatów na radnych.
    Stwierdził, że w tych warunkach nie może mierzyć się z p. Buławą (światły ten
    mąż kandyduje teraz do Rady Warszawy).
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 17.10.06, 16:04
    W sprawie boiska szkoły nr 92
    Dziś podczas spaceru zauważyłem, iż na boisku szkoły nr 92 pracowało
    przynajmniej 8 osób. Z tej firmy, która tartanem pokryła jego nawierzchnie.
    Spytałem ich kierownika, ile osób zatrudnia firma.
    Odpowiedział, że około stu.
    Mają pozytywne nastawienie do pytaczy, zapewne dlatego, że wiedzą, że zrobili
    kawał dobrej i potrzebnej szkole roboty. I pozdrawiają forum.

    Pozdrawiam
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 17.10.06, 21:03
    Ja dzisiaj wizytowałem budowę boisk w Sempołowskiej. Z wielkim ukontentowaniem
    stwierdziłem, że wyeliminowano błędy projektowe z 92-iej. Nie będzie ławek,
    które można rozkręcić, piłkochwyty będą z siatki syntetycznej a nie metalowej,
    wyposażenie zamówiono z atestem itd. Natomiast znowu nie ma jak ugryźć kwestii
    trawników - nie mogą być jeszcze siane, a już mija ostatni termin
    agrotechniczny. Na szczęście specyfikacja warunków zamówienia tym razem
    uwzględnia wiosenne poprawki w pracach ogrodniczych. Niestety projektant znów
    zapomniał o hydrantach do podlewania zieleni i czyszczenia nawierzchni na mokro.
    Ale cóż, widocznie nie można mieć wszystkiego od razu. Mimo wszystko dobrze, że
    dzielnicowy wydział infrastruktury uczy się na błędach. Może boiska na Or-Ota
    będą już uwzględniać komplet potrzebnych elementów.
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 17.10.06, 21:09
    Post scriptum: o ile wiem p. Dąbrowski wybiera się w weekend do 92-iej na finał
    Pucharu Burmistrza w siatkówce. Stąd przyrost liczby robotników przy naprawach
    gwarancyjnych.
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 18.10.06, 08:19
    PS 2: Tych ośmiu to pewnie byli pracownicy Public Relations, stąd ich pozytywne
    nastawienie do pytaczy. Natomiast chyba brak im było kwalifikacji budowlanych
    bo prac gwarancyjnych nie posunęli nawet o milimetr. Wiem co mówię, w drodze do
    pracy specjalnie "zahaczyłem" o boisko. Wszystkie usterki jak były, tak i są
    nadal. Nic się nie zmieniło.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 18.10.06, 20:28
    Wspomniani pracownicy od boiska byli w pobrudzonych strojach roboczych. Nie
    wyglądali na takich od "public relations".
    Dziwne, że tak mało poświęcone jest miejsca remontowi ul. Elbląskiej.
    A jest tragedia. W związku z budową ścieżki rowerowej ma ulec zniszczeniu,
    śliczny, wychuchany ogródek przydomowy w domu przy Elbląskiej 12.
    Czy rowerzyści rzeczywiście chcą w imię pedałowania doprowadzić kogoś do łez.
    Czy nie można na odcinku 3 - 5 m zrezygnować ze standardowej nawierzchni ścieżek
    rowerowych i pozostawić ogródek takim, jakim był od trzydziestu kilku lat.
    Pedałowania nie można przeciwstawiać radości z patrzenia na przyrodę w ogródku.

    Pozdrawiam
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 18.10.06, 23:33
    Z całą dobrą wolą - nie jestem w stanie potwierdzić, że widziałem coś, czego
    nie ma, czyli jakiegokolwiek realnego postępu w pracach usterkowych w 92-iej.
    Może liczba robotników jest spowodowana metodami pracy z milicyjnego dowcipu:
    jeden z panów trzyma śrubkę a trzech obraca ławką.
    Jako rowerzysta jestem stroną zainteresowaną, więc nie mogę obiektywnie się
    wypowiedzieć na temat ścieżek. Ale jestem też właścicielem ogódka przy domu. W
    ciągu ostatnich trzech lat przeżyłem: wymianę sieci cieplnej, ocieplenie
    budynku i wymianę frontowych barier balkonowych. Za każdym razem ekipy
    budowlańców zostawiały pobojowisko, odtworzenie grządek i trawników wymagało
    wielu tygodni pracy. Krzewów ozdobnych, podobnych do połamanych i wyciętych
    dorobię sie ponownie dopiero za parę lat. Ale cóż - nie mogę stać na drodze
    postępu.
    Przypominam, Weterynarzu, że istnieje ustawa o drogach publicznych i stosowne
    przepisy wykonawcze, które dają delegację gminom / w wypadku Warszawy
    dzielnicom / na określenie szerokości pasa drogowego. Jego rozmiary zawarte są
    w niedawno uchwalonym planie miejscowym dla Zatrasia. Nic nie stało na
    przeszkodzie, aby mieszkańcy zgłosili do niego uwagi w momencie wyłożenia do
    wglądu w urzędzie dzielnicy. W szczególności na ochronę zieleni powinni przy
    uchwalaniu zwrócić uwagę radni z Zatrasia - bądź to godny pan Mazurkiewicz - w
    zeszłej kadencji LPR, teraz już oczywiście PiS, jako mieszkaniec osiedla, bądź
    pan Kalinowski - PO. Ponieważ tego nie zrobili, powinni spodziewać się
    odpowiedniej oceny swej działalności 12 listopada.
    Dura lex, sed lex i boję się, że w sprawie ogródka przy Elbląskiej nic się już
    nie da zrobić.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 19.10.06, 12:01
    Tak jest! Dura lex sed lex.
    Rozmawiałem z jednym z właścicieli ogródka. Według niego nawaliła administracja
    WSM Żoliborz IV, która słupki od ogrodzenia tego ogródka zakopała wbrew planowi,
    chyba parę lat temu. Odcięty w ten sposób będzie pas ogródka o szerokości
    jednego metra i sześćdziesięsięciu centymetrów. Ten pas jest istotny, bowiem
    zwykle od drogi, przy płocie sadzi się najładniejsze krzewy, żeby było ładnie.
    Skutki tego poniesie właściciel ogródka i jego rośliny. Za przeniesienie
    słupków, zdjęcie siatki i ponowne jej założenie w nowym miejscu, o ile dobrze
    zrozumiałem, administracja WSM każe sobie zapłacić.

    Pozdrawiam

    Post scriptum

    Też lubię jeździć na rowerze
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 19.10.06, 23:26
    Zieleń na WSM to w ogóle czarna rozpacz. Po "planowym" zazielenianiu w latach
    70-tych, kiedy to sadzono co popadnie, tam gdzie sobie to wymyśliły jakieś
    spółdzielcze władze, po latach 80-tych i 90-tych, gdzie utrzymanie roślinnosci
    uznano za zbytek, nie cięto drzew i krzewów, nie usuwano samosiejek, nie
    utrzymywano w dobrej kulturze trawników i polikwidowano klomby - dziś sytuacja
    jest rozpaczliwa. Rozrosnięte, za gesto posadzone rośliny gnieniegdzie tworzą
    wręcz warunki podobne do leśnych. Niektóre, przede wszystkim topole, sieją
    zniszczenia płytkimi korzeniami, grożą niebezpieczeństwem w razie wiatrołomów,
    uczulają pyłkami. Trawniki wyglądają paskudnie, nie ma jak ich podlewać, bo
    poodcinano od sieci lub zasypano studzienki hydrantowe. Spółdzielnia już od
    kilkunasty lat nie zatrudnia ogrodników, którzy mogli by systematycznie
    wykonywać konserwację terenów zielonych. To samo dotyczy zresztą obiektów,
    administrowanych przez dzielnicę. W szkołach czy przedszkolach ilość dozorców i
    ich godziny pracy zostały obcięte o 50% - praktycznie wykonują oni obowiązki
    stróżów nocnych, a o takiej porze nie mają szansy na jakieś prace przy
    utrzymaniu zieleni.
    Tym bardziej cieszą oczy zadbane i wypielęgnowane domowe ogródki. Choć i o nie
    coraz trudniej. Mieszkańcy starzeją się i wiele osób nie ma już siły sie nimi
    zajmować. Wielka szkoda, że jeden z nich padnie ofiarą drogowców.
    PS: firma "Master" naprawdę ruszyła do "boju" w 92-iej. Byle tylko bojowy zapał
    nie wygasł w chwili, gdy burmistrz opuści gościnne progi szkoły.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 20.10.06, 12:37
    Ostatnio po Zatrasiu oprowadzałem pare osób. My tu sobie narzekamy, ale im
    osiedle bardzo się podoba i zamierzają się do nas przeprowadzić.
    Wspominałem, trawa, to temat rzeka. Zieleń też. Jednym podobają się parki w
    stylu angielskim, innym we francuskim.
    Kiedy osiedle Zatrasie zarastało, wygrywała estetyka parku angielskiego. Kiedy
    zaczęło być zbyt wiele wiatrołomów, zwrócono się ku francuskiemu poczuciu smaku.
    Czyli ku przycinaniu i formowaniu zieleni.
    Rozejrzyjcie się, Sady Żoliborskie, Zatrasie i Rudawka są naprawdę ładne.
    A najładniejsze ogródki można spotkać na Rudawce. A w tych ogródkach siedzą
    sobie wśród kwitów skrzaty, na które z góry spoglądają bociany.

    Pozdrawiam
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 20.10.06, 16:34
    Muszę chyba pokazać ten post p. prezes - to chyba pierwszy przykład, aby ktoś
    przyrównał osiedlową zieleń WSM do ogrodów w stylu francuskim. Ale - de
    gustibus...
    Myślę, że jesteśmy zgodni co do tego, że łatwiej spotkać w letnie upały u nas
    na osielu przypołudnicę na skrzypiącym kółku, niż zraszacz na spółdzielnianym
    trawniku.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 20.10.06, 23:38
    To forum poświęcone jest Prawu i Sprawiedliwości i burmistrzowi Żoliborza. Nie
    jest to jak rozumiem forum poświęcone PO. Z tego względu trzymał się będę
    tematu. Co więc ten PiS zrobił i czy w ogóle coś zrobił na Żoliborzu?
    Otóż według dostępnych mi materiałów, wykazał się on w zakresie realizacji
    inwestycji znakomicie!
    1. Wybudowano największą szkolną halę sportową (druga ma być w grudniu oddana do
    użytku.
    2. Oddano do użytku pięć szkolnych boisk sportowych o sztucznej nawierzchni.
    3. Ulicę Elbląską praktycznie odnowiono od podstaw. Dano nowo nawierzchnie,
    usunięto stare bruki, przedtem schowane pod słabej jakości asfaltem. Wytyczono
    nowe zatoczki dla samochodów, Usunięto grożące złamaniem drzewa, w trakcie jest
    wytyczanie ścieżki rowerowej. Remontowana jest Rydygiera . Zbudowano zatoki
    postojowe na Siemiradzkiego.
    4. Zmodernizowano dwa przedszkola, nawierzchnie czterech ulic, oświetlenie
    sześciu ulic oraz wykonano termomodernizację pięciu obiektów oświatowych.
    A zarzuca się Prawu i Sprawiedliwości, że nic nie zrobiło, że obcina pieniądze
    na drobne remonty szkół. Ci krytycy, to sobie mogą jałowo pogadać.
    To co, sprawdziło się na Żoliborzu Prawo i Sprawiedliwość?
    I to świetnie!

    Pozdrawiam
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 21.10.06, 11:10
    To nie tak.
    1. Zarzucam nie partii PiS tylko burmistrzowi, że jego pęd do realizacji
    inwestycji odbywa się kosztem jakości (vide boisko w 92-iej, wcześniej np.
    sprawa remontu ali gimnastycznej na Mścisławskiej)- nie dokończone i wadliwie
    wykonane budowy są odbierane przez dzielnicę, aby wykazać wysoki procent
    wykonania budżetu,
    2. Że dostał manii stawiania hal sportowych i powstają lub powstać mają
    praktycznie obok siebie 3 podobne obiekty (w 267, Limanowskim i Witkiewiczu),
    mimo że brak możliwości ich pełnego wykorzystania (bo nie ma tylu imprez i
    zajęć w dzielnicy )i żeby je utrzymać trzeba je będzie wydzierżawić lub wręcz
    sprzedać.
    3. Że nie mogę doliczyć się pięciu boisk sportowych, oddanych do użytku. Jak
    bym nie liczył, wychodzą tylko trzy - w gimnazjum 55, SP 267 i 92.
    4. Że cztery prawie lata zarząd dzielnicy przymierzał się do remontu Elbląskiej
    i w końcu za tę pracę wziął się ZDM, przejmując ulicę we własny zarząd.
    5. Że nie zabiegał o środki unijne na termomodernizację z funduszy
    strukturalnych, że wszystkie wnioski o dofinansowanie inwestycji
    komunikacyjnych na Żoliborzu przepadły w Urzędzie Marszałkowskim, bo były słabo
    przygotowane,
    6. Że nie tylko obcina pieniądze na drobne remonty szkół i przedszkoli, ale też
    na zakup środków czystości, zajęcia dodatkowe, wyjścia do teatrów czy muzeów,
    wynagrodzenia personelu pomocniczego - dozorców, kucharek, sprzątaczek,
    7. Że zarząd dzielnicy, mimo że w całości finansuje działalnośc OSiR na
    Potockiej, oddał całkowicie kontrolę nad placówką w ręce partyjnej koterii,
    która nie uznaje nawet warszawskich władz "przewodniej siły".
    8. Że przedstawia zrealizowane inwestycje jako wynik własnych tylko pomysłów i
    inicjatyw, nieledwie jako własnoręczne zaprojektowane i wykonane, zapominając o
    wkładzie (dużym) pozostałych sił w radzie dzielnicy.
    9. Że zostawia po swojej kadencji całą masę i ważnych i drobniejszych spraw
    całkowicie nie ruszonych z miejsca (pisalismy o wielu z nich w tym wątku ),
    choć miał wszelkie warunki dla ich rozwiązania.
    PiS zarzucam zmarnowanie niemałej części kadencji poprzez wysunięcie i
    popieranie nieudolnego i skorumpowanego burmistrza Rzewuskiego.
    To sprawdziło się na Żoliborzu Prawo i Sprawiedliwość ???
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 20.10.06, 23:30
    Dodatkowo wyjaśniam, dlaczego uważam p. burmistrza za liberała.
    Nie przypadkiem dużo piszemy o różnych pracach budowlanych w szkołach, ponieważ
    stanowią one gros wydatków inwestycyjnych dzielnicy pod wodzą p. Dąbrowskiego.
    Tak ukierunkowana polityka jest popieraniem idei oświaty jako
    liberalnej "wędki", opcja konserwatywna zakłada ściśle określoną rolę tych
    placówek , odgrywaną przy minimalnym nakładzie środków publicznych. Ewentualne
    wyższe aspiracje edukacyjne uczeń ma realizować po zajęciach, za pieniądze
    rodziców - w przyzwoitych systemach konserwatywnych tego typu wydatki objęte są
    wysokimi ulgami podatkowymi. Jak widać - posiadanie dzieci, wchodzących w wiek
    szkolny poprawia w oczach działacza PiS ocenę liberalnej wizji podstawówek,
    gimnazjów i liceów, za publiczne pieniądze wszechstronnie kształcącej,
    wychowującej i zagospodarowującej także czas wolny młodych ludzi. Tylko ze
    środkami kuso - co w jednym miejscu się trochę dorzuci, to w innym brakuje. My
    nie Bielany, budżet u nas znacznie niższy.
    Z obserwacji stanowiska wszystkich 4 radnych PO wynika, że w całej rozciągłości
    popierają wszelkie działania zarządu dzielnicy na rzecz edukacji. W ogóle
    żoliborska rada jest raczej wolna od konfliktów, podobnych sejmowym. I chwała
    Bogu.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 20.10.06, 23:53
    Z tego co Lukas napisał można wywnioskować:
    My na Żoliborzu jako PO, popieramy Prawo i Sprawiedliwość!
    A popieracie?
    No, popieramy!

    Pozdrawiam

    Post scriptum
    Niech sobie więc nadal popierają Prawo i Sprawiedliwość!
    Niech im będzie.
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 21.10.06, 11:19
    ja bym to ujął inaczej:
    Żoliborskie PO popiera każdą sensowną inicjatywę, służącą dobru mieszkańców,
    nawet jeżeli zgłasza ją PiS.
    I nie robi bez potrzeby "rodziny zagryziaków". Rada dzielnicy czy miasta ma
    służyć mieszkańcom, a nie realizacji jakiś osobistych ambicji czy
    odreagowywaniu frustracji poszczególnych działaczy.
    I dobrze, żeby tak było nadal, czego sobie ( i innym ) życzę.

  • donkej 21.10.06, 13:17
    Jeśli w tej żoliborskiej PO wszyscy są tacy, jak niejaki Lipiński i jego poziom
    w Dezinformatorze, to nie wiem, która zaraza gorsza.

    Jeśli chodzi o Dąbrowskiego to powiem tylko tyle, że są sytuacje, kiedy trzeba
    wiedzieć o czym się mówi i nie trzymać ręki w kieszeni (dosłownie - w syt.
    oficjalnych). I jeśli się jest burmistrzem tej dzielnicy to nic nie
    usprawiedliwia, gdy się mówi, że tu jest szklany dom, o którym pisał Żeromski
    (sic!).
    No ale jeśli ktoś jest "waletem trefl" z desantu, to czego się spodziewać?
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 21.10.06, 13:48
    Z radnym Lipińskim jest zawsze sto pociech - ale cóż, jeżeli mandat powierzamy
    zawodowemu zapaśnikowi ... . Przynajmniej czasem mamy wesoło i nie potrzeba
    teczek czy szaf, żeby się nieco rozerwać.
  • donkej 21.10.06, 17:48
    Znam mniej zabawne, a bardziej złowrogie, by tak rzec, przejawy jego zachowania...
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 21.10.06, 20:51
    Dziś sobie pospacerowałem i obejrzałem część inwestycji na Żoliborzu. I muszę
    powiedzieć, że dużo tego. Szczególnie podobało mi się przedszkole przy Śmiałej.
    Nowa elewacja, nowe wyposażenie kuchni, umywalki w każdej sali, znakomite
    oświetlenie. Pamiętamy, co było przedtem. A przedszkole to istnieje od 1953 r.
    Ktoś narzekał, że jest za mało imprez i hale sportowe będą niewykorzystane.
    Oczywiście to mógł być przypadek, że kiedy tam zajrzałem coś się działo, ale w
    nowej hali w szkole podstawowej na Sadach odbywał jakiś Turniej (chyba szóstek).
    Sześć drużyn pod okiem sędziów i trenerów zawzięcie grało jednocześnie grało na
    parkiecie. Byłem wtedy, kiedy stan jednego z meczów wynosił 18 do 19. Obejrzałem
    też sobie podwieszane, składane tablice do koszykówki. Podobało mi się tam.
    Tak samo na boisku szkolnym przy Or-ota dzieciaki grały w piłę.
    No, a w 92 piłki tak gęsto padały strzały na bramki, że i mnie pozwolono parę
    razy kopnąć piłkę.
    Zwiedziłem też olbrzymią halę w budowie, wzniesioną przy dawnej Poniatówce.
    Naprawdę hala jest super.
    Lukasie czy nie zuważyłeś, iż w cenie teraz jest dobrostan (wellness). Jednym ze
    sposobów by go osiągnąć jest uprawianie sportu i na hale sportowe rodzi się w
    związku z tym zapotrzebowanie. Prawo i Sprawiedliwość ma wizję zdrowego, o
    dobrym samopoczuciu społeczeństwa. I tej wizji, sensownej zresztą, nie można nie
    ulec. Jest ona atrakcyjna. Zwraca uwagę na coś, co w Starożytnej Grecji nazywano
    kalokagatią (kalos, agathos). Dla mnie ważne,by na Żoliborzu było lepiej i są
    dowody, że inwestycje, które oglądałem przyczyniają się do tego, że jest lepiej!
    I Prawo i Sprawiedliwość się sprawdziło a burmistrz przede wszystkim.
    I to dobrze.

    Pozdrawiam

    Post scriptum
    Wytłumacz mi, bo być może inaczej na to patrzymy, tak zwyczajnie, czy jeżeli
    mówisz, że uważasz burmistrza za liberała, to go chwalisz, czy ganisz. Jeżeli
    stworzymy słowniczek wartości, być może nam się łatwiej będzie porozumieć.
    Tak jak w konkretnej sprawie boiska w szkole 92 i kilku rozwalonych ławek,
    usuniętych na bok i tego, że brak jest siatek wyłapujących piłki (wspominałem o
    tym, że mogłem sobie parę razy kopnąć piłkę obserwując mecz, bo piłki dolatywały
    do mnie).
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 21.10.06, 22:03
    No właśnie. Kalokagatia zakładała (zakłada) równomierny rozwój ciała i ducha.
    Czy p. burmistrz może w wymienionych przez Ciebie szkołach poszczycić się
    modernizacją lub budową jakiejś nowej pracowni przedmiotowej? Może jest tam
    zatrudniony jakiś nauczyciel, słynący z wykształcenia wielu laureatów olimpiad?
    Może są w nich realizowane jakieś oryginalne dodatkowe zajęcia?
    Czy nauczyciel bez przyniesienia z domu własnego sprzętu może pokazać film DVD?
    Czy można coś zrobić aby sale komputerowe nie przypominały muzeum techniki?
    Czy dzielnica finansuje w tych placówkach jakąś amatorską działalność
    artystyczną uczniów?
    Kiedy ostatnio był tam na spotkaniu z dzieciakami jakiś twórca?
    Kiedy za samorządowe pieniądze kupiono tam ostatnio książki do biblioteki?
    Czy biblioteka szkolna prenumeruje jakieś czasopisma?
    Kiedy ostatnio odmalowano w salach ściany i sufity?

    Potrafię tak długo. Odpowiedzi będą nastepujące: nie może, nie ma, brak środków
    i tym podobne.
    Degresja z wychyleniem w kierunku sprawności fizycznej powoduje zaburzenia
    rozwojowe ( np. mam sygnał z podstawówki o pogryzieniu w czwartek nauczycielki
    przez ucznia III klasy ).
    PS: Ja osobiście w pewnych sprawach jestem konserwatystą, w niektórych
    liberałem, w innych zbliżam się do myśli marksistowskiej. Uważam to za
    naturalne i podobne postawy u innych nie budzą mojego sprzeciwu. Bulwersuje
    mnie za to moralny relatywizm. Nie znoszę osób, które z powodów
    koniunkturalnych publicznie potępiają poglądy innych, zaś we własnych
    działaniach przyjmują takie same postawy, jak ci, których piętnują. Choć akurat
    p. Dąbrowski jest dość wstrzemięźliwy, jako realista jest świadom, że obecna
    burza polityczna kiedyś minie, a wtedy zakamieniali dogmatycy będą musieli
    pójść w odstawkę. Gdy trzeba będzie podać rękę liberałom, potrzebni będą
    działacze nie kojarzący się z obecnym nurtem pisowskiej propagandy i agitacji.
    Co do boiska - gdyby je wybudowali za pieniądze p. burmistrza, to mogło by tam
    nawet nie być bramek, ogrodzenia czy nawierchni. Ale ono jest za moją kasę:
    zapłaciłem za piłkochwyty, trzydzieści czy dwadzieścia osiem ławek, za siatkę
    do siatkówki i umocnioną skarpę na skraju. W związku z czym życzę sobie to
    dostać , a nie żeby mi ktoś wstawiał gadkie, jakie to wspaniałe inwestycje
    zakompinował. Albo poproszę pieniążki nazad. Ja jestem warszawski rodak i
    niejednego kanciarza już widziałem. Kolumny Zegmonta ani felernego boiska nikt
    mi nie wtryni.Jeśli jakiś skubaniec myśli, że odstawi lipę w ulotce, a ja go
    wybiere - to się bardzo grubo myli.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 21.10.06, 22:57
    Do lukasa
    W Twym poście nie odpowiedziałeś, czy słowo liberał użyte przez Ciebie wcześniej
    na określenie burmistrza ma konotację dodatnią, czy ujemną!
    Rozumiem! Wiadomo! Polityka!
    Część Twego postu o relatywiźmie moralnym (celowo używam do - izmów, znaków
    diaktrycznych), o konserwatyźmie, liberaliźmie jest jakby wzięta z pamiętnika
    kogoś stale poszukującego.
    Niestety co do reszty, to obawiam się, że będziemy, mimo wszystko zgodni, wynika
    z biedy (patrz między innymi - piramida Masłowa).

    Pozdrawiam

  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 21.10.06, 23:39
    Też posiadam dziecko w wieku szkolnym jak burmistrz i podzielam jego poglądy w
    kwestii rozwoju bazy oświatowej.Chyba tylko bracia K. wierzą, że możliwe jest
    odrzucenie przez ogół obywateli wszystkich idei liberalnych. Naiwnością jest
    myśleć, że uda się "przekuć" jakąś społeczność kolokwialnie mówiąć - na jedno
    kopyto. Chyba, żeby zastosować metody batiuszki Stalina...
    Bieda zmusza do wyborów. Nie ma się czego wstydzić. Ja w tym miesiącu kupiłem
    kurtkę na zimę, buty kupię w przyszłym. Ale nie wpadnę na pomysł, aby zamiast
    nich zafundować sobie jeszcze jedno okrycie. W hiererchii potrzeb druga kurtka
    czy płaszcz stoją na wyższym stopniu piramidy starego Abrahama niż buty.
    Może zamiast budowy trzeciej hali pan burmistrz wyposażył by na przykład kilka
    pracowni do przyrody czy fizyki?
    Problemy komputerowe są na przykład z zupełnie innej bajki. Takiej o lenistwie.
    Żeby dostać nowe wyposażenie do pracowni, dyrektor szkoły musi napisać wniosek
    na standardowym druczku, nasz dzielnicowy wydział edukacji przesyła go do
    Urzędu Miasta, gdzie zabukowane są środki na wkład własny samorządu, tam
    potwierdzają partycypację w kosztach (30%) i przesyłają do MEN, który dokłada
    resztę środków z budżetu Unii Europejskiej i zamawia sprzęt i wyposażenie,
    wskazując dostawcy, w jakiej szkole ma być zainstalowane. Podobnie multimedia
    dla bibliotek. Trzeba tylko się zmobilizować do pracy, o co u nas w dzielnicy
    trudno. Może urzędnikom p. Dąbrowskiego pomoże "przewietrzenie" budynku przy
    Słowackiego przy pomocy wyborów?
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 21.10.06, 21:10
    O,psiakrew! Nie znam go aż tak dobrze, mam z nim do czynienia służbowo i
    powierzchownie. Pozostaje mi wierzyć Ci na słowo.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 22.10.06, 23:11
    Okazało się, że "Informator Żoliborza" jest uwikłany politycznie.

    Pozdrawiam
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 22.10.06, 23:45
    To nie sensacja: naczelny red.Duszewski kandyduje do Rady Warszawy z Żoliborza,
    red.Zasada Wysocka i Tomasz Rozum do Rady Dzielnicy, o próbie załapania się na
    reelekcję wspomnianego Marka Lipińskiego nie wspomniawszy.
    PiS też próbował stworzyć jakieś pisemko - jedno wydanie widziałem w
    listopadzie ub.r., ale je wycofano, bo był tam opis otwarcia hali sportowej w
    267-mej, które odbyło się dopiero po nastepnych 5 miesiącach (budowa
    rzeczywiście miała się skończyć na jesieni ale był duży poślizg). Na wszelki
    wypadek następny numer pojawił się w maju br., kiedy nie było żadnych otwarć.
    Tym razem wyszło bez wpadki.
    Jak ktoś chce bezstronnego periodyku, niech czyta "Głos Żoliborza i Bielan",
    ale to prasa na poziomie urzędowego dziennika, nudna jak flaki z olejem.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 23.10.06, 08:59
    No i ruszyła kampania. Zacznie się zaraz obklejanie wszystkiego, w tym i
    transformatorów, których oklejanie jest wzbronione. Pojawił się też parasol na
    Elbląskiej z niebieskim kolorem, pod którym można było się dowiedzieć, co
    zrobiono dobrego na Żoliborzu. UPR wczoraj rozdawał ulotki za to, już na terenie
    podwórka pewnego Kościoła.
    Zaś modelka z "Informatora Żoliborskiego" pojawiła się na skrzynce regulacji
    świateł. Nie patrzyłem, czy była też na rozkładówce tego pisemka. Spodziewam się
    jeszcze pełnych skrzynek pocztowych kolorowych ulotek kandydatów.


    Pozdrawiam!


  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 23.10.06, 10:50
    Ale za to PKB nam wzrośnie: wybory to raj dla drukarzy z jednej strony, firm
    sprzątających z drugiej. No i jeszcze wzrosną obroty skupów makulatury...
    Wolałbym, aby kandydaci osobiście starali się przekonać mnie do swoich
    programów, ale widocznie są nieśmiali i się wstydzą.
    Bo w tej chwili wiem tylko na kogo nie będę głosował. I to z powodów
    niezupełnie merytorycznych. Jestem zwykłym "szarym" obywatelem, który
    przeważnie udziela się politycznie w sposób bierny. Czasami, gdy moja skromna
    wiedza i pomyślunek pozwala mi coś doradzić jakiemuś decydentowi - mogę się
    przysłużyć politykom elementami rozwiązania mniej lub bardziej poważnego
    problemu.
    Nie jestem pułkownikiem, ale też mam szafę. W niej parę książek. Gdy obecnie
    rzadzący próbują mnie uwieść "genialnymi" pomysłami na uzdrowienie Ojczyzny,
    otwieram jedną czy drugą i czytam: o "podstępnych układach niszczących
    Polskę ", o "spiskach służb specjalnych", o "zbrodniach na demokracji" mojego
    osobistego autorstwa. Dowiaduję się, jak inspirowało mnie KGB, CIA, WSI czy
    UOP.
    Nie jestem nienormalny, wiem co robię, do działania inspiruje mnie najczęściej
    moja żona (żeby nie było wątpliwości - pracuje w markecie spożywczym) a czasem
    dziecko, które uczęszcza jescze do podstawówki. Nie wyglądają mi oni na TW, ani
    na KO ani nawet na OZI jakiejkolwiek instytucji wywiadowczej. Jeżeli nie ja
    cierpię na schizofrenię paranoidalną, to implikuję, że chorzy są ci, którzy
    publicznie głoszą wymieniane wyżej bzdury.
    Na osoby psychicznie schorzałe i ich popleczników nie głosuję! Niech się wpierw
    wyleczą !!!
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 23.10.06, 12:13
    Do lukasa
    Proszę o wybaczenie, ale o wyborach samorządowych nie chcę dyskutować w
    atmosferze schizofrenii paranoidalnej.
    Dla mnie te wybory, mimo wszystko, są świętem demokracji.

    Pozdrawiam


  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 23.10.06, 12:36
    Też mam taką wizję wyborów. Tylko ta propaganda: nie gniewam się, gdy nowe
    boisko czy chodnik ktoś przedstawia jako swój a nie lukasa pomysł, ale gdy
    okazuje się, że to boisko jest "spiskiem" "inspirowanym przez" tylko dlatego,
    że to moja koncepcja, a nie piszącego - to cholera mnie bierze( ujmuję rzecz
    figuratywnie - oczywiście w tym tonie opisuje się sprawy poważniejsze niż
    gminne inwestycje). Obawiam się tedy, że autor opinii rzeczywiście wierzy w to
    co napisał - i skóra mi cierpnie...
    Datego wolałbym, aby kandydaci prezentowali nam się osobiście. Można by wtedy
    wyjaśnić różne wątpliwości. Może, gdy minie święto, pozostało by wtedy więcej z
    radosnego nastroju.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 23.10.06, 13:00
    Muszę się przyznać do pomyłki. Wielokrotnie sobie bowiem, dworowałem z
    burmistrza, że prawie przy każdej okazji wspomina o placu zabaw dla dzieci w
    parku im. Żeromskiego. Sobie myślałem, no ile można o tym samym, plac zabaw, jak
    plac zabaw - w Łazienkach też jest fajny plac zabaw. Tak było do wczoraj. Nie,
    nie będę o olśnieniu, ani o żadnych Eurekach. Bowiem wczoraj przechodziłem koło
    placu zabaw... no i co? A tam zobaczyłem na nim tłumy dzieciaków z rodzicami i
    opiekunami, nawet jedna zakonnica była. "Zabawy dziecięce" Pietera Breughela to
    pustka przy nim.
    Zmuszony jestem w związku z tym stwierdzić, że pomysł pana burmistrza na plac
    zabaw był znakomity i w 100% się sprawdził. I słusznie podkreśla on swój i
    samorządowców z Prawa i Sprawiedliwości sukces.
    A kto na tym forum prawi dyrdymały na temat inwestycji na Żoliborzu
    zrealizowanych za tego Burmistrza, że są jakoby nietrafione, to niech idzie i
    zobaczy dzieciarnie! Także niech usłyszy ten gwar! Plac zabaw w Łazienkach może
    się schować. Jestem przekonany, iż natychmiast zmieni zdanie, chyba że, nie lubi
    dzieci.

    Pozdrawiam
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 23.10.06, 13:40
    My - tzn. ja i moje dziecko zachwycamy się tym placem od jesieni zeszłego roku.
    Podobne, troszkę skromniejsze proponuje się przy podstawówkach. Włącznie
    ze "ścieżkami zdrowia " i miasteczkami ruchu rowerowego. Na Or-ota u p.dyr.
    Rządkowskiej mamy już wykonany plan na drugi etap budowy boiska - własnie taki.
    Chciało by się widzieć coś podobnego na Zatrasiu. Tylko musimy przekonać
    Dziadka Mazurkiewicza, aby "nie kładł się Rejtanem" przy każdej tego typu
    propozycji. Starszemu panu przeszkadza śmiech dzieci i odgłosy ich zabawy.
    Każdy wiek ma swoje prawa, pan radny powinien to uszanować. Bó się Boga,
    Mazurkiewicz, jeżeli się nas nie boisz!
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 23.10.06, 16:44
    Mnie się też od początku bardzo ten plac zabaw w parku Żeromskiego podobał.
    Ale nawet nie przypuszczałem, że dzieciakom, aż tak się spodoba!
    Oznacza to, iż nadszedł czas na budowę następnych, bo ten staje się za ciasny.
    I tak pewnie będzie w przyszłości z halami sportowymi, których może okazać się
    za mało. Bo przecież ta dzieciarnia stanie się młodzieżą.
    Potwierdzam, że pani dyrektor szkoły na Or-Ota bardzo się cieszy, że będzie
    nowiutkie boisko.

    Pozdrawiam
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 23.10.06, 23:17
    Jeszcze raz powtarzam, że w obecnej kadencji w dzielnicy wiele się zmieniło.
    I uznanie za to należy kierować pod adresem zarządu na Słowackiego. Nie żadnej
    partii-na podobną ilość pomysłów nie stać było wcześniej także burmistrzów i
    dyrektorów z nadania PC/PiS: Menesa, Karskiego, Rzewuskiego. W gruncie rzeczy
    szkoda, że p. Dąbrowski odejdzie, pokonywać nastepne szczeble kariery
    politycznej. Boję się, że następcą zostanie ktoś mniej operatywny.
    Co do święta demokracji myślę, że najlepszym wyborem, jakiego moglibyśmy
    dokonać, było by powierzenie mandatów tym kandydatom, którzy mimo
    przynależności partyjnej są świadomi, że nie reprezentują w samorządzie
    PiSu,SLD,PO itd., tylko nas - mieszkańców. Takich, którym podobają się
    dotychczasowe zmiany w dzielnicy, ale są świadomi ile jeszcze zostało do
    zrobienia. Którzy cieszą się z dobrej roboty radnych poprzedniej kadencji, ale
    potrafią też uczyć się na popełnionych w ubiegłych latach błędach.
    Tylko jakoś mi podobnych działaczy brakuje na listach wyborczych.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 24.10.06, 00:29
    To co Lukasie napisałeś jest logiczne. Żoliborza jednak nie da się, jak wiesz,
    opisać tylko prawami logiki.
    Co do radnych, Twe słowa, to czysty idealizm, ale idealizm jest potrzebny.
    Czyż nie należałoby także wobec tego zaapelować tutaj: ale "Bądźmy realistami,
    żądajmy rzeczy niemożliwych!".

    Zastanawiam się też, czy szkoda Ci bardziej odejścia ostatniego burmistrza, czy
    też może czasu wspólnej z nim działalności, że się kończy.

    Pozdrawiam
  • Gość: z żoliborza IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.10.06, 08:53
    "p. Dąbrowski odejdzie, pokonywać nastepne szczeble kariery
    politycznej"

    HAHAHAHAHAHAH dobre sobie, chyba w swoich marzeniach. Pokonywac to on bedzie
    nastepne szczeble w prokuraturze.
  • Gość: maciek IP: *.chello.pl 24.10.06, 09:15
    Gdzie ty, człowieku, znajdziesz prokuratora, który szefa PiS w Warszawie
    zaciągnie przed sąd ???????
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 24.10.06, 09:08
    Niezależnie od sentymentów, jak mawiają Anglicy "pchamy wózek dalej".
    Przyszły rok, wszystko jedno, kto wygra wybory, będzie nieco gorszy, jeżeli
    chodzi o inwestycje. Niektóre pozycje, przewidywane lecz z braku środków
    niezrealizowane w tym roku, spadną z planu i na razie nie wrócą. Może remont
    Kłodawskiej zrobi ZDM. Mam nadzieję, że Rada Warszawy zlituje się nad nami i
    przyjmie poprawki dzielnicy do załącznika budżetowego. Jeżeli nie, to nie tylko
    nie zobaczymy boiska na Or-Ota ale w naszych ulubionych halach sportowych
    oglądać będziemy nie mecze, ale łańcuchy i kłódki na drzwiach.
    Ale cóż, tłusty rok wyborczy jest raz na cztery lata.
    Mi konkretnie potrzebna jest wizja ośrodka sportowego przy Potockiej, która
    przemówiła by do miejskich radnych, aby ich skłonić do przyznania środków na
    zamówienie planów realizacji tej inwestycji. Byłbym zachwycony, gdyby udało się
    włączyć do niej pomysł na wspólne zagospodarowanie terenu szkoły na
    Mścisławskiej. Niepowetowaną szkodą jest wystawienie osiedla Wiślane Ogrody
    pomiędzy stadionem RKS a Kępą Potocką, tam gdzie było miasteczko ruchu
    drogowego. Obraz kompleksu - zaczynającego się szkołą sportową, w celu
    zapewnienia przyszłym wyczynowcom profesjonalnych warunków treningu połączoną z
    obiektami ośrodka na Potockiej, ten ostatni zaś powiązany z terenami rekreacji
    i spacerów na Kępie i ścieżkami przyrodniczymi nad brzegiem Wisły - znikł, jest
    już nierealny.
    Szkoda, że nie żyjemy w średniowieczu. Z pana "liberała" Bujalskiego trzeba by
    pasy drzeć, jego szefowie zasłużyli co najmniej na publiczny pręgierz na jakimś
    centralnym placu Warszawy za ten numer z Wiślanymi Przekrętami, pardon Ogrodami.
    Ale trzeba zrobić, co jest możliwe, szukać jakiegoś wyjścia. Nie jestem
    zwolennikiem pomysłu burmistrza na obudowywanie ruin stadionu Marymontu
    boiskami na Kępie. Na pewno było by to taniej ale zdaniem albo robić
    kompleksowo i z głową albo sobie darować.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 24.10.06, 16:41
    Wiślane Ogrody są ładne. A że zniszczyły panoramę, to inna sprawa. Można
    rozważać, czy panoramama dla domów, czy domy dla panoramy. Lepiej gdyby każdy
    dom na tym osiedlu miał po 100 pięter. Bo duże jest piękne i dużemu nikt nie
    podskoczy. Gdyby stało obok siebie 10 PeKiNów nikt by nie wspominał o ich
    wyburzeniu. A tak stoi sobie bidulek, jeden, samotny i pewni frustraci, z
    określonych środowisk chcą mu zrobić krzywdę.
    Wieżowce nad Central Parkiem w Nowym Jorku też niszczą panoramę. I co...?

    Pozdrawiam
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 24.10.06, 21:56
    Czy ja Matejko albo Kossak, żeby komponować jakąś panoramę? Ja przez chciwego
    ******** wiceburmistrza Centrum, zamiast jednego terenu rekreacyjno -
    sportowego mam teraz dwa, szczelnie oddzielone pudłem z pustaków. Czy należy je
    potraktować osobno, na obydwu budować podobne obiekty, czy też jeden ma
    uzupełniać funkcje drugiego? A jeżeli mają być kompatybilne, to jak je ze sobą
    skomunikować, jeżeli łączy je teraz jeden wąziutki chodniczek, na którym dwie
    tęgie osoby niezbyt mogą się minąć?
    Swoją drogą gratulacje dla ówczesnych radnych i dyrektora dzielnicy. Bez słowa
    sprzeciwu dopuścili do rozwalenia koncepcji urbanistycznej, zakładającej
    stworzenie zamykającego dzielnicę od wschodu ciągu rekreacyjnego pomiędzy
    Cytadelą - przyszłym Muzeum WP i Ośrodkiem Sportu na Potockiej. Tu przychodzą
    mi znów na myśl nazwiska po raz kolejny kandydujących działaczy z różnych
    partii i czarno myślę o przyszłości.
    I to niezależnie od tego, czy wolą wyborców będziemy się "Odnawiać w Duchu
    Świetym" czy prowadzić "Dzieło Boże" (a propos - poważne zagadnienie
    logistyczne: gdzie w budynku na Słowackiego zorganizować poranne nabożeństwa?).
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 24.10.06, 22:53
    No, przecież można wydrążyć tunel, a w nim oprócz drogi dla spacerowiczów, można
    puścić dwupasmówkę dla meleksów i w ten sposób połączyć te dwa tereny
    rekraacyjne. Taki łącznik widziałem między Szpitalem im. Kopernika a Centrum
    Onkologii w Łodzi.
    W takim łączniku, także można umieścić kawiarnie. Jeżeli chodzi o mnie jestem
    zwolennikiem zburzenia cytadeli.

    Pozdrawiam
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 25.10.06, 00:16
    Ja widziałem niezły w Moskwie, z Łubianki na Kreml. Jeździ nim nawet kolejka
    elektryczna, coś a la metro. Rzeczywiście taki tunel to fajna sprawa. Można by
    go wydłużyć pod Wisłą i już nie potrzeba by mostu w osi Krasińskiego (tak
    serio, to podobny już jest i to od trzydziestu lat- kilometr dalej, kawałek na
    lewo od mostu Grota, łączy EC Żerań ze stacją pomp Podleśna).
    Ale z tym burzeniem Cytadeli to niepraktyczny pomysł. A co będzie jak wybuchnie
    powstanie ? Wiadomo na przykład, że listopad dla Polaków niebezpieczna pora.
    Zresztą podobnie należy patrzeć na koszty utrzymania całkiem licznych w
    dzielnicy schronów przeciwatomowych. W końcu, kto może wiedzieć, czy i kiedy
    będą potrzebne ?
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 25.10.06, 10:17
    Lukasie! Przekonałeś mnie, rzeczywiście burzenie cytadeli to niepraktyczny pomysł.
    A może by wobec tego w niej założyć pieczarkarnie albo hodować boczniaka. Tak,
    widziałem wykorzystano na pieczarkarnie forty w Benjaminowie (pamiętacie Kryzys
    Przysięgowy) koło Białobrzegów i Rynii nad Zalewem Zegrzyńskim.

    Pozdrawiam
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 25.10.06, 14:29
    Pomysł przedni ! Trzeba by nim zainteresować mnistra Radka - wojsko uzyska
    dodatkowe środki, może dało by radę dokupić do słynnych F 16 jakiś nowy czołg
    czy transporter.
    Ale jest jeszcze wiceminister Antoni zwany "Che", niezmordowany tropiciel
    skrywanych w mroku operacji wszelakich wojskowych służb.Niech on tylko się
    dowie o tym pomyśle! Rychło okaże się, że żołnierze niby to hodowali boczniaki,
    a tak naprawdę kopali pod Żoliborzem tunel, aby dostać się pod willę
    Kaczyńskich i tam, z ukrycia podgryzać budowę IV RP !
    A potem nastapi przypadkowy przeciek do mediów, że koncepcję tej
    zakonspirowanej, podziemnej akcji, wymyślił pewien Weterynarz prawa,
    utrzymujący kontakty z osobnikami o poglądach liberalnych (czyli o tej zbrodni
    musieli wiedzieć Tusk z Rokitą).
    Może jednak przemyślisz to zakładanie hodowli grzybów na Cytadeli?
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 25.10.06, 22:45
    Jeżeli nie opłaca się zburzenie cytadeli, to na pewno lepsza jest tam
    pieczarkarnia lub hodowla boczniaka, niż umieszczenie w niej Muzeum WP.
    O tym pomyśle z Muzeum wiedziałem i dlatego z absurdem walczę absurdem.
    Muzeum powinno być bowiem w miejscu godnym. Podoba mi się na przykład
    usytuowanie Muzeum Wojska Polskiego w Bydgoszczy (w Warszawie oczywiście takie
    muzeum powinno być większe).

    Pozdrawiam
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 26.10.06, 08:49
    Krytyczna ocena Cytadeli jest mi znana. Choćby mój pradziadek: gdy uczęszczał
    do gimnazjum, irytował się strasznie koniecznością wysłuchiwania lekcji w
    języku obcym, do tego stopnia, że namówił kolegów do strajku. Gdyby nieboszczyk
    wiedział, ile dzieciaków chce dziś dostać się do dwujęzycznych gimnazjów ! W
    każdym razie przodek został nie tylko relegowany ale także wysłano go na
    zwiedzanie dzisiejszego oddziału Muzeum Niepodległości w X pawilonie. Mimo
    późniejszej długiej służby w armii i wielkiego szacunku dla historii
    wojskowości, starszy pan do końca życia nie mógł wykrzesać w sobie odrobiny
    zachwytu dla Cytadeli, jako militarnego zabytku. Stale miał jakieś skojarzenia
    z Bastylią etc.
    Niestety wiem, że dziś nikt nie bedzie słuchał, "że Kartagina musi być
    zniszczona". Na taką akcję już za późno. Ale można "zneutralizować"
    fortyfikacje poprzez celowe działanie architektów. Bardzo jestem ciekaw
    konkursu na projekt muzeum. Bądź co bądź można nawiązać nie do koncepcji
    Mikołaja II lecz do przedrozbiorowych Faworów, Colegium Nobilium, którego
    budynki stoją wewnątrz murów, pałacyku Geraulta, zachowanego układu ulic z
    XVIII wieku itp.
    Inna sprawa, że dziś wsród entuzjastów historii wojskowości modny jest
    trend "odtworzeniowy". Można się spodziewać pomysłów restauracji kazamat, prób
    przywrócenia wyglądu Cytadeli z okresu "carskoj własti", ochroniarzy
    przebranych za rosyjską żandarmerię i innych chorych pomysłów. Które, mam
    nadzieję, zostaną odrzucone przez komisję oceniającą projekty.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 26.10.06, 22:13
    Cytadela nie kojarzy mi się z Bastylią, a raczej z zamkiem w Malborku.
    Uzasadnienie jest proste.
    Po pierwsze:
    - Bastylia została zbudowana dla obrony Francji na mocy decyzji suwerennej
    władzy francuskiej na terenie Francji, na własnym terenie, a nie decyzji władz
    obcych.
    - Cytadela zaś została wzniesiona dla obrony Rosji na mocy decyzji suwerennej
    władzy rosyjskiej, ale obcej na terenach Polski.
    - Tak jak Malbork postawiono na mocy suwerennej decyzji Wielkiego Mistrza Zakonu
    Krzyżackiego w celach agresywno - obronnych na zagarniętych Ziemiach Polskich.
    Władza jego również była obca na tych terenach.
    I dlatego cytadela raczej kojarzy mi się z zamkiem w Malborku i taką samą też
    pełniła rolę.
    Należy też pamiętać, że na zamku malborskim przez parę stuleci urzędowały potem
    polskie władze. Przez to, ta obca budowla uległa w tradycji polonizacji.
    Jeżeli chodzi o cytadelę dysponujemy jej zdjęciami z dwudziestolecia
    międzywojennego dokumentującymi bytność w niej Wojska Polskiego. Czy cytadela
    uległa już polonizacji? Nie! Z Twoich słów wynika to samo.
    Po drugie:
    O Bastylii mówimy, omawiając wyzwolenie społeczne, zaś o cytadeli wspominamy
    przy okazji rozważań dotyczących spraw narodowych. A to są odrębne problemy w
    historii, należące do innych strumieni: wyzwolenia społecznego i wyzwolenia
    narodowego. Choć czasem oba, płynęły razem.
    No i jeszcze o polonizacji.
    Proces polonizacji zamku w Malborku uległ raczej zakończeniu. Tym bardziej, że
    po 1947 roku na mocy układów międzynarodowych, nie można odwoływać się do
    istnienia Prus.
    Jeżeli chodzi o cytadelę, to Rosja nadal istnieje i tradycje rosyjskiego
    panowania są w Polsce żywe. Dlatego cytadela nie ulega polonizacji. Tym
    bardziej, że ponad połowa polskich ziem została zagarnięta przez Związek
    Sowiecki i przeszła do jego spadkobierców (nie dotyczy to Litwy, bo z tym
    państwem mamy odrębne rachunki). Pamiętamy również o gazocięgu, światłowodzie a
    teraz o ropociągu przez Bałtyk.
    Cytadela to nie jest godne miejsce dla muzeum Wojska Polskiego.

    Pozdrawiam
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 27.10.06, 09:49
    Brawo za odważne skojarzenie. Chociaż... Wydaje mi się, że zestawienie Cytadeli
    z Malborkiem niesłusznie nadmiernie nobilituje tą pierwszą. Rozsypujący się,
    wątły, obrośniety drzewami schron dla gubernialnych urzędników rosyjskich i
    twierdza, bedąca w średniowieczu zarówno gwarancją jak i wizualizacją potęgi
    państwa mnichów - rycerzy. Świadectwo strachu Imperium Rosyjskiego przed
    niespokojnymi umysłami mieszkańców Warszawy oraz jeden z symboli idei nie
    całkiem minionych, jak próbują nam udowodnić osobnicy z gatunku Dana Browna.
    Na marginesie: mam nadzieję, że jeszcze za mojego życia ktoś napisze
    rzetelną analizę sposobu pojmowania kwestii narodowych w środowisku PPS Frakcji
    i POW w okresie do 1918-20 roku. Oprócz różnych rodzinnych anegdotek i
    powiedzeń, odsłaniających mniej bohaterskie aspekty niepodległościowej
    działalności współpracowników późniejszego Marszałka P. pradziadkowie
    pozostawili swoje wspomnienia, z których wynika, że odzyskanie niepodległości
    wiązano wówczas ściśle z rewolucyjnymi zmianami w stosunkach społecznych. Owe
    powiązanie w okresie I Wojny przełożyło się na bezpośrednie kontakty POW z
    rosyjską frakcją bolszewicką i uzgadnianie wspólnych posunięć, jak na przykład
    próba przeciagniecia polskich korpusów wschodnich na stronę czerwonych (płk.
    Matuszewski, kpt. Lis Kula). Stąd nie dająca się przezwyciężyć nienawiść
    endecji do piłsudczyków w okresie dwudziestolecia.
    Miło się oderwać myślami od bieżących problemów. Poważnym zagadnieniem, z
    którym trzeba się zmierzyć, jest los bezdomnych po likwidacji squatu na
    Rydygiera. Przez kilka lat nie naprzykrzali się oni mieszkańcom dzielnicy,
    widoczni byli tylko podczas swych prac w zakresie recyklingu. Tej zimy część z
    nich będzie próbowała zainstalować się, jak przed laty, na klatkach schodowych,
    w piwnicach, maszynowniach wind i innych ciemnych kątach. Na razie sytuacja
    jest patowa, w dzielnicy nie ma innych ruin fabryki, gdzie można by skierować
    to towarzystwo. Nie widzę też, aby którykolwiek z kandydatów na radnych miał
    ochotę pochylić się nad losem tej grupy.
    A może udostępnić im jakiś nie wykorzystany obiekt forteczny?
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 27.10.06, 13:31
    Post scriptum: Jak się "dorabia gębę" żoliborskiemu samorządowi.
    Ostatnio, jak wiadomo, jedna ze szkół w naszym rejonie obchodziła okragłą
    rocznicę. W celu uczczenia przygotowano m.in. uroczystą akademię, w trakcie
    której uczennice i uczniowie zaprezentowali składankę słowno - muzyczną. Aby ów
    spektakl był na odpowienim do rangi wydarzenia poziomie, zamówiono scenariusze
    równolegle u dwóch znanych literatek dla dzieci i młodzieży (nazwiska znane z
    czytanek i kanonu lektur). Po dokonaniu kompilacji, twórczość ową zaserwowano
    publiczności. Organizatorzy zapomnieli niestety nie tylko o zwyczajowym
    poinformowaniu o nazwiskach autorek, ale także o choćby telefonicznym
    podziękowaniu im za wykonaną pracę (panie potraktowały ją jako działanie
    społeczne i nie spodziewają się żadnego honorarium). Dziś Urząd musi się
    rumienić za nie swoje winy, wysłuchując pretensji o brak podstawowej kultury u
    osób, które bądź co bądź mają wychowywać młodych żoliborzan.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 27.10.06, 13:52
    Nie jest do końca prawdą, że się nie naprzykrzali mieszkańcom, ale być może to
    nie byli ludzie ze squatu.
    Zwracam też uwagę, że teraz nawet ruiny zniknęły na Żoliborzu Przemysłowym.
    Oglądałem ich stronę internetową i to co działo się z halami i budynkami
    fabrycznymi.
    Czy nie można było tego zagospodarować inaczej, niż przez niwelację terenu?
    (kilka zdjęć żałosnych resztek po fabrykach jest na "Zoliborz.abc" w tamtejszej
    galerii - obfotografowano tam sporo Żoliborza, może w zimie ktoś te fotki opisze.)

    Pozdrawiam
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 27.10.06, 14:51
    Generalnie wszyscy nabywający tereny na Żoliborzu Przemysłowym to developerzy,
    zamierzający szybko postawić budynki mieszkalne. Cóż - teren jest atrakcyjny,
    blisko centrum, z szybkim dojazdem do Śródmieścia.
    Inna sprawa, że mieszkańcami pierwszych budynków muszą zostać ludzie cierpliwi.
    Wydostanie się z Rydygiera czy Przasnyskiej na główne ulice wymaga mocnych
    nerwów. Jeśli chodzi o rodziny z dziecmi to niby w rejonie są do wyboru dwie
    podstawówki, ale dojście do nich zabiera sporo czasu i wiedzie niezbyt
    bezpieczną drogą. Widoki z okna też będą chwilowo nieciekawe: z jednej strony
    teren kolejowy, a jak wiadomo PKP ma specyficzne podejście do kwestii estetyki,
    z drugiej hale, magazyny i place składowe. Ale życie pioniera nigdy nie jest
    łatwe. W poczatkach przedwojennego Żoliborza przedostać się przez tory linii
    obwodowej można było tylko Krajewskiego i Zakroczymską.
  • Gość: kometa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.10.06, 11:33
    Mam pytanie, a gdzie staruje nasz burmistrz. Na radnego, ale czego? Nie widze go
    w kandydatach na radnych ani do dzielnicy ani do rady warszawy. Moze wiecie bo
    widac blisko zarzadu jestescie.
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 27.10.06, 11:38
    Burmistrz nie startuje na radnego. Dziwnie by chyba wyglądało, gdyby szef
    warszawskiej organizacji PiS (gdyby to chodziło o inną partię,
    powiedziałbym "baron") ubiegał się o mandat w radzie szczebla sołeckiego lub
    gminnego (czyli dzielnicowego czy ogólnomiejskiego).
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 28.10.06, 15:40
    Muszę się przyznać,że jestem rozczarowany prowadzoną na Żoliborzu kampanią
    samorządową do Rady Dzielnicy. A mówiłeś Lukasie, że wzrośnie nam PKB, bo
    zwiększą się dochody poligrafii drukującej ulotki. No i spodziewałem się, że
    będą mnie kandydaci łapać za rękaw, by przedyskutować z nimi program i przekonać
    mnie do niego i by na nich zagłosować. A tu co? Chała!
    Spotkałem tylko w zeszłą sobotę i niedzielę na ulicach Żoliborza troje kandydatów.
    Byli oni z Prawa i Sprawiedliwości. Z Prawa i Sprawiedliwości byli: pani Janina
    Selwant, pan Łukasz Oprawski i pan Władysław Jerzy Głowala.
    Każdą z nich podpytałem o program i zobaczyłem, kto ów zacz.

    Pozdrawiam
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 28.10.06, 17:21
    Post scriptum
    Przekonałem się, że to bajeczki, iż w Prawie i Sprawiedliwości wszystko pisane
    jest według jednego szablonu. Każdy z ich kandydatów na co innego zwracał uwagę.
    Pani Janina Selwant z Prawa i Sprawiedliwości z Żoliborza, chce być, jak mówi,
    "rzecznikiem Twoich interesów na Żolliborzu". Kładzie nacisk na kwestię
    działek, bezpieczeństwa, mieszkania i seniorów. W szczególności, jeżeli chodzi o
    mieszkania, zwraca uwagę jak wielkim wyzwaniem są inwestycje mieszkaniowe na
    Żoliborzu Przemysłowym, co do seniorów chce by powstało Centrum Integracji
    Seniorów i został otwarty drugi dzienny Dom Pomocy Społecznej. Wywnioskowałem po
    dłuższej z nią rozmowie, że jest ona w stanie dopiąć tego i jest to osoba konkretna.
    Za panem Łukaszem Oprawskim przemawia młodość. Widac, że jest to osoba
    dynamiczna w działaniu. On widzi "Żoliborz w rękach Żoliborzan". Chce ratować
    Teatr Komedia i umiejętnie wykorzystywać środki europejskie. No i żeby był dostatek.
    Pan Władysław Jerzy Głowala chce rozbudowy sieci małych sklepików, żeby ludzie
    starsi nie musieli po chleb pokonywać kilometrów, żeby dojść do na przykład
    Elei. Ponadto chce zająć się skompletowaniem obsady w przychodni na Elbląskiej.
    Będzie też dążył do likwidacji szkodliwej dla zdrowia linii wysokiego napięcia
    wzdłuż ulicy Broniewskiego. Nammawiał do tego i zachęcał: "Zróbmy to razem!".
    Po rozmowach z nimi nabrałem też szacunku dla wykonanych inwestycji na Żoliborzu
    w których realizacji mieli między innymi swój udział radni Prawa i
    Sprawiedliwości i Burmistrz.
    Nie spotkałem w ubiegłą sobotę i niedzielę kandydatów na radnych do Rady
    Dzielnicy Żoliborz z innych partii. Widocznie już teraz nie mieli czasu dla
    wyborców.

    Jeżeli nasza PO tak będzie działać a kandydaci będą tacy jakby niemrawi w
    prowadzeniu kampanii, to w przypadku porażki, niech winią tylko siebie.

    Dziś (28 października 2006 r.) pani Janina Selwant znów rozstawiła niebieski
    parasol wokół którego zebrał się wianuszek jej zwolenników i dyskutantów.

    Smutno wyglądała zaś samotna ulotka pani Beaty Zasady-Wysockiej. Z ulotkami
    przecież nie pogadasz. A na ulotce jest napisane, że chce stworzyć Dom Kultury.
    Nie było jej. A jest zasada, że nieobecni głosu nie mają. A może coś jeszcze
    napisze na tym forum?
  • wilson05 28.10.06, 19:29
    > Jeżeli nasza PO tak będzie działać a kandydaci będą tacy jakby niemrawi w
    > prowadzeniu kampanii, to w przypadku porażki, niech winią tylko siebie.
    Kandydaci PO nie sa niemrawi, tylko po prostu prowadza kampanie na forum do tego
    przeznaczonym. Kandydatom PiS tez to polecam.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 28.10.06, 21:58
    Tak jest Wilson05.
    Ale te słowa były wypowiedziane w dobrej wierze. Nie interesowało mnie, aby w
    tym poście omawiać lub propagować program danej partii. Post ten był neutralny,
    bo odnosił się do spraw wcześniej poruszonych na tym forum przez różnych
    formowiczów i jako taki nic w tej materii nowego nie wprowadzał. Zrozum!
    Po pierwsze:
    To był tylko apel zbieracza, by jednak, może bez przesady, ale jakieś ulotki
    były w kampanii i by coś można było sobie poczytać. Tu nie chodziło ani o formę,
    ani o treść kampanii, ale o nośniki kampanii, o papier, któremu można potem
    nadać jakąś sygnaturę w katalogu domowym.
    Jestem bowiem zbieraczem ulotek, plakatów i innych drobiazgów. I wielu wyborców,
    tak samo jest zbieraczami. To są dla mnie bardzo ważne pamiątki. Tworzymy w ten
    sposób swoje małe kolekcje dokumentów w strumieniu historii. Mam plakat wyborczy
    z Jackiem Kuroniem i Lechem Wałęsą a także plakaty z Referendum dotyczącego
    wstąpienia Polski do Unii Europejskiej i jeżeli na tym forum tyle spraw
    omawiamy, to chciałem zwrócić uwagę, że w tch wyborach materiałów propagujących
    stanowiska poszczególnych komitetów jest w moim odczuciu za mało.
    Po drugie:
    Chodzi o to, żeby coś zostało z tej przedwyborczej atmosfery, żeby ten czas w
    dokumentach nie pozostał anonimowy (przypominam pisarstwo Sejmu Wielkiego). Chcę
    mieć dowody na to, że mieliśmy różne możliwości, z których lepiej lub gorzej coś
    wybraliśmy.
    Przy tak niewielkiej informacji trudno poznać wyborcom program działania danego
    kandydata, czy zgodzisz się ze mną.
    Po trzecie:
    Była to przyjazna sugestia z mojej strony. Chodziło mi o to żebym do tych
    materiałów bez problemów dotarł.
    Po czwarte:
    Użyłem słowa jakby, żeby moja wypowiedź nie była poczytana za złośliwą i
    obraźliwą. Jeżeli ktoś, mimo to poczuł się urażony, to proszę o wybaczenie.
    Po piąte:
    Wszelkie zaś fragmenty programów wyborczych zostały wybrane przypadkowo i nie
    miały innego celu jak zachętę komitetów do lepszej informacji (Lukas z forum
    wspominał, że tyle się będzie drukować, a tu nic).
    Po szóste:
    Kandydaci, którzy są w tym momencie osobami noszącymi pewne cechy osób
    publicznych (niczyjego dobra osobistego w ten sposób nie naruszyłem) zostali
    wymienieni, by moja wypowiedź była wiarygodna, że z nimi bezpośrednio lub z ich
    materiałami się zetknąłem.

    Pozdrawiam



  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 28.10.06, 21:07
    No i zostałeś skarcony za agitację wyborczą.
    Prz okazji muszę Ci powiedzieć, że radna Selwant robi Cie trochę w "bambuko".
    Jakoś nie zauważyłem, aby w radzie wysuwała postulaty nt. "Niezapominajki",
    zresztą jej deklaracje to typowe "chciejstwo" - OPS nie podlega dzielnicy.
    Pomysł na przekszałcenie wyżej wymienionego Środowiskowego Domu Pomocy przy
    Elbląskiej jest autorstwa dyr. Wiśniewskiej - Muchy, a to dość zdecydowana
    kobieta i nie lubi, jak ktoś się jej "dopisuje" do koncepcji.
    Kol. Opawski poinformował mnie w ulotce, że służy mi tradycją i doświadczeniem
    rodu Opawskich. Ciekawe ! Takiż to możny ród ? Za moim snadnie mieczyk i tarczę
    mógłby nosić.
    Wolałbym, aby radni nie zakładali w czasie kadencji sieci sklepików, nawet
    małych - wszelkie interesy mogą stać się przyczyną podejrzeń o korupcję. Pan
    Głowala niech się wstrzyma ze swoimi pomysłami biznesowymi i zgłębia problemy
    dzielnicy.
    Nie radzę Ci razem z panem Głowalą rozkrecać na śrubki słupów wysokiego
    napięcia na Broniewskiego. Grozi to śmiercią od porażenia prądem lub
    przygnieceniem elementami konstrukcji ! A jak by się nawet udało, to może
    spotkać Was lincz ze strony niewdzięcznych mieszkańców - linia zasila cały
    Żoliborz i kawał Bielan. Lepiej poczekac jeszcze chwilę, aż wygaśnie
    pozwolenie na korzystanie z gruntu i STOEN bedzie musiał kable zakopać ( tak
    właściwie to już to zrobił - tylko czeka z ich podłączeniem na upływ terminu
    zgody na użytkowanie sieci napowietrznej).
    Zwracam uwagę, że rady wszystkich szczebli to nie miejsce dla samotnych
    bojowników, w stylu filmowego Rambo. Aby przeforsować jakiś dobry pomysł,
    trzeba wystepować wspólnie, działać grupowo. Wolałbym aby kandydaci
    prezentowali uzgodniony program, nie pomysły "od Sasa do lasa".
    Ale dobrze, że "ludzie PiS" pokazują się publicznie. Choćby po to, aby wyborcy
    mogli krytycznie ocenić ich postulaty.
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 28.10.06, 21:11
    Mnie zasypują ulotkami - kol. Opawski (PiS), zbiorowo radni SLD, dziś dostałem
    numer specjalny Informatora nt. kandydatur członków redakcji (PO).
    Coś słyszałem, że platformersi postawią namiot na Słowackiego, przed urzędem.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 28.10.06, 22:42
    Rzeczywiście zostałem skarcony i nastąpiła u mnie dezintegracja pozytywna, bo
    teraz przejściowo nie wiem czy PO jest nasza, czy nie nasza, choć napisałem, że
    nasza. Ale Moderator ma zawsze rację i trzeba Mu się podporząkować.
    Zazdroszczę Ci ulotek. Do mnie nic nie dociera. Zaręczam, że nie mam zamiaru
    wpólnie z rzeczonym kandydatem, rozkręcać metalowych konstrukcji linii wysokiego
    napięcia. Wszystko według kandydata na radnego ma się odbyć legalnie. Według
    mnie też. Ale dziękuję za troskę o nasze zdrowie. Niemniej pamiętam, jak
    stawiano tę linię, to mieszkańcy ją rozkręcali. Czy pamiętasz?
    Nie chodziło też, z tego co się orientuję, żeby to radni zakładali małe
    sklepiki, ale żeby ktoś, kto jest tym zainteresowany miał zielone światło dla
    swej inicjatywy. Bo problem pokonania dystansu do dalekiego sklepu przez osobę
    starszą po likwidacji sklepów osiedlowych powstał.
    Jutro skonsultuję Twe słowa co do OPS.
    A jeżeli chodzi o różne chciejstwa, dopisywanie się do koncepcji i "bambuko", to
    radni mają wchodzić w skład jednego organizmu Rady i jeżeli wymieniają w
    zamierzeniach, to czym by chcieli się zająć, to dobrze. Tu za wcześnie jest na
    przypisywanie sobie autorstwa. I zgadzam się, że radny to nie samotny bojownik w
    stylu Rambo. I zgadzam się, że od "sasa do lasa" trzeba przejść do uzgodnień,
    tak samo jak po burzy mózgów wybiera się najlepsze koncepcje.
    O ile pamiętam Jesteś dość sceptyczny, czy są kandydaci na radnych, którzy
    mogliby efektywnie wziąć udział w takiej burzy. Zobaczymy.
    Aha, popraw nazwisko kadydata, po "Op" jest literka "r".

    Pozdrawiam
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 28.10.06, 23:24
    Sorry, bład w nazwisku młodej nadzieji żoliborskiego koła to literówka.
    Swojego czasu sam myślałem o otwarciu czegoś w rodzaju drugstoru - pod szyldem
    dziś nieistniejącej już firmy francuskiej Leader Price. W końcu jako wnikliwy
    obserwator życia dzielnicy mogę się łatwo dowiedzieć, gdzie zwalnia się lokal i
    dotrzeć do osób, decydujących o jego dalszym przeznaczeniu.
    Ale uświadomiłem sobie, że to było by po prostu NIEUCZCIWE. O tym, jakie sklepy
    mają funkcjonować w dzielnicy, decydować musi rynek, a nie poparcie jakiegoś
    urzędnika czy radnego. Oczywiście - niejedna firma ofiarowała by dużo za
    zaklepanie dobrych lokalizacji i ustalenie odpowiednio niskiego czynszu dla
    swojej sieci małych sklepów. Może nawet sfinansowała by kampanię wyborczą
    radnych, postulujących pomoc dzielnicy dla jej utworzenia.
    Radna Selwant już dostatecznie długo pracuje w samorządzie, aby zgłosić jakiś
    wniosek, dotyczący pomocy społecznej. Chyba, że dopiero w ten weekend olśniła
    ją świadomość potrzeb mieszkańców w tym zakresie. Jeżeli tak - to bardzo
    dobrze, bo potrzeby są i trzeba je zaspokoić.
    Może nie powinienem o tym pisać..., ale co tam! Jeżeli wgłębić się w programy
    głównych kandydatów na prezydenta miasta, to można zauważyć, że w wielu
    istotnych punktach się pokrywają. To nie przypadek, jeno wynik pracy
    specjalistów z urzędu miejskiego, pomagających sztabom w konstrukcji
    niezbędnych rozwiązań, które muszą zaistnieć, niezależnie od tego, jaka opcja
    polityczna wygra (nie jest to donos, obaj panowie komisarze - były i obecny o
    tym wiedzą, choć "atrakcyjny" Kazimierz, delikatnie mówiąc, nie był tym
    zachwycony).
    Myślę, że żoliborskiemu kołu "przewodniej siły" też przydał by się konkretny,
    uzgodniony katalog spraw koniecznych do załatwienia.
    PS: mam w garażu śrubę i parę nakrętek z podkładkami, z czasu stawiania słupów.
    Wyciągnąłeś mnie na wspomnienia - jak chodziłem z kumplami przyglądać się tej
    budowie. Ale jak budowali Broniewskiego było fajniej - robotnicy wzruszali się
    na widok maluchów, w związku z czym mogłem pojeździć walcem drogowym.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 28.10.06, 23:48
    Niedługo zmiana czasu. Można skorzystać w tę niby darowaną godzinę i powspominać.
    Zazdroszczę Ci prowadzenia tego walca drogowego na ulicy Broniewskiego.
    Przy okazji, czy ktoś z ówczesnych żoliborskich maluchów prowadził koparkę w
    kopalni węgla brunatnego w Turoszowie albo inne coś wielkiego? A może ktoś
    zajmował się wytopem stali w Hucie Warszawa (ale tylko jako maluch)?

    Pozdrawiam
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 29.10.06, 00:12
    Ja tylko "prowadziłem" statek wycieczkowy po Morzu Śródziemnym. Teraz dzieciaki
    mają lepiej niż ja: moja pociecha produkowała przemysłowo wędliny i ciasta na
    SGGW, siedziała za kierownicą czołgu "Twardy" i strzelała z Glauberyta
    (ślepakami).Zupełnie bez żadnych zabiegów wystąpiła cztery razy w telewizji,
    udzieliła wywiadu w radiu, wystapiła jako bohaterka reportaży prasowych.
    Zwiedziła już miejsca na świecie, gdzie pewnie ja nigdy nie dotrę. Toż to
    horror! Ja za to mam obraz sklepowych kolejek po wszystko, potem czołgów na
    ulicach i telewizyjnych spikerów w mundurach. I kartek na słodycze, na które i
    tak nic nie można było dostać. Ale za to wtedy mieliśmy nie solidarne państwo a
    solidarne społeczeństwo. I to rzeczywiście miło wspominam.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 29.10.06, 08:10
    Po Morzu Śródziemnym i mnie zdarzyło się sterować statkiem, tylko że nie
    wycieczkowym, ale trampem PLO. Wolę już jednak czasy obecne. A jeżeli chodzi o
    podróże wystarczy wyklikać mapę hybrydową GOOGLE. A miejsca w których nie
    będziemy nigdy, nie należy się zastrzegać, nie wiadomo, co będzie. Nie mieliśmy
    solidarnego społeczeństwa, mieliśmy zastraszone społeczeństwo, które starało się
    obłaskawiać swój strach i poniżenie. No i spierać się, tak jak teraz, na forum
    internetowym na tematy naprawdę ważne, choćby w kwestii wiodącej tego forum,
    gdzie jedni piszą w postach, że jest bardzo cacy, inni że cacy, a jeszcze inni
    kontestują, że liberał.

    Pozdrawiam

    Post scriptum
    zegary i zegarki przestawiłem!


  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 29.10.06, 23:52
    Nie wiem, jakie masz doświadczenia z lat 80-tych. Na ten okres przypadła moja
    matura, dyplom, służba wojskowa, pierwsza praca. Stykałem się z masą ludzi. Za
    wyjątkiem pierwszych dni stanu wojennego nie widziałem strachu, raczej
    powszechną niechęć i słabo maskowaną pogardę dla władzy ludowej. Nie tylko
    wśród szarych obywateli - takie same postawy były powszechne wśród członków
    partii, zawodowych wojskowych, milicjantów. Nie twierdzę, że demonstrowanie
    otwartej opozycji wobec PRL było masowe. Wiedziano, że można było za to
    zapłacić utratą pracy, szykanami, więzieniem. Znakomicie pamiętam postrzelenie
    przez patrol ZOMO na placu Wilsona Janka Narożniaka. Jedn z moich kolegów, z
    konspiry, nagle zaginął - znalazł się po "okragłym stole" na liście komisji
    Rokity. Wielkim wstrząsem dla wszystkich była śmierć ks. Jerzego. Różni
    działacze, strojący się teraz w piórka kombatantów bali się pokazać wśród ludzi
    na ulicy. Między innymi Jarek K. Ale byli i tacy, których strach nie
    paraliżował: Bujak, Janas, małżeństwo Wujców, Wiktor Kulerski. Także Kuroń -
    wtedy, gdy akurat nie siedział w więzieniu. Tak samo państwo Romaszewscy.
    Wojciech Ziembiński z Małych Sadów. Itd.
    Ciekawe, że góra partyjno - wojskowa znakomicie zdawała sobie sprawę, że
    znajduje się jak gdyby w kleszczach, między wrogo nastawionym społeczeństwem a
    wymagającymi przełożonymi w Moskwie. I miała świadomość, że traci grunt pod
    nogami. Próbowała jakoś obłaskawić ludzi, poprzez propagowanie różnych zwrotów
    i reform gospodarczych, potem przez przyciaganie do siebie umiarkowanej
    opozycji. Nic z tego nie wychodziło, wyśmiewano kolejne obietnice, do
    współpracy garnęli się pojedyńczy karierowicze, jak np. Maciej Giertych,
    ściągając na siebie powszechną pogardę publiczności.
    Słowa o strachu i poniżeniu bardziej pasują mi do 1970 roku. Byłem wtedy
    jescze mały - o tym co się działo nikt ze mną nie rozmawiał. Ale pamiętam
    atmosferę tamtych dni, gdy na Wybrzeżu padli zabici.
    Nie powiem, spory były. Ale konkluzje były te same - że nie da się dalej żyć w
    tym ustroju. Nikt nie zastanawiał się, co dalej, choć ci bardziej światli
    wskazywali zagraniczne wzory - szwedzkiego socjalizmu, demokracji w stylu
    amerykańskim itp. Ale chyba nikt nie spodziewał się, że komuna tak po prostu
    odda władzę, a nowa Polska, na długie lata, dla większości będzie miała twarz
    Balcerowicza, niezależnie od tego, czy rządy sprawować będą partie prawicowe
    czy lewicowe.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 30.10.06, 09:42
    W naszym domu był strach, ale moja rodzina była dzielna.
    Moja Mama pracowała w Żegludze i przez całe lata sześćdziesiąte i
    siedemdziesiąte słyszałem w domu o nieplanowanych przestojach w pracy w
    stoczniach i portach. Tak eufemistycznie nazywano strajki. Tak więc strajk o
    Walentynowicz i Wałęsę nie był czymś niezwykłym. W roku siedemdziesiątym, w
    grudniu, gdy wszystkie połączenia z Wybrzeżem zostały przerwane, Żegluga takie
    połączenie jeszcze miała. Kiedy Mama zadzwoniła na Wybrzeże do zaprzyjaźnionej
    koleżanki z podległej instytucji : ta wykrzyczała do słuchawki: u nas pada silny
    deszcz. Mama wtedy pomyślała, po co ona mi o deszczu opowiada. Za chwilę znajoma
    powiedziała, że wystawi słuchawkę przez okno, żeby Mama sobie posłuchała. I tak
    zrobiła. Mama spytała, co to słychać. Koleżanka wykrzyczała przerażona, to nie
    deszcz, to strzelają do ludzi w Gdańsku.
    Ja oczywiście wędrowałem 1 maja po Żoliborzu w pochodach, także i w tym, który
    doszedł na róg Krasińskiego i Broniewskiego. Krrzyczałem na Słowackiego:
    Chodźcie z nami. Widziałem, jak z tyłu za barem mlecznym przy Krasińskiego ZOMO
    tłukło manifestanta, Przed mszami Za Ojczyznę księdza Popiełuszki zawsze w
    ramach spaceru sprawdzałałem, ile sikawek przygotowała policja i jak są
    rozstawieni, żeby wiedzieć, w razie czego, jak wiać.
    I pamiętam palące się świeczki wzdłuż murów Kostki, także od strony
    Krasińskiego, kiedy wszyscy modliliśmy się o życie księdza Jerzego. Pamiętam
    wszystkich o których mówisz, dodam jeszcze Seweryna Jaworskiego (był jeszcze
    jeden działacz, który potem prowadził antykwariat z książkami na bazarku, ale z
    powodów obyczajowych, w ostatnich latach stał się niegodny). A pamiętasz
    uroczystości związane z Krzyżem Katyńskim i rocznice Powstania.
    Ja miałem szczęście znać prawdziwą historię, bowiem mój Tata był kurierem ZWZ od
    Trojanowskiego i chodził po całej Środkowej Europie, a Mama walczyła u Kryski w
    Powstaniu Warszawskim. Polacy się bali, ale byli dzielni.

    Pozdrawiam
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 30.10.06, 11:07
    Bądźmy sprawiedliwi, niemało było ludzi słabych duchem. Pod koniec lat
    osiemdziesiątych pracowałem w Ministerstwie Kultury i widziałem przeróżnych
    osobników, którzy za udostępnienie nazwiska prasie czy telewizji przynosili
    rachunki - podanie o kolejny talon na samochód, swoją kandydaturę do pracy w
    attachacie czy zagranicznym instytucie kultury polskiej, wniosek o wznowienie
    edycji książki ... Nierzadko byli to ludzie naprawdę utalentowani -
    żartowaliśmy, że na przykład reżyser Majewski, ten od CK Dezerterów i jego
    żona, znany fotografik, pani Nasierowska założyc już mogą firmę taksówkową, bo
    tyle otrzymali Polonezów.
    Ale myślę, że Polacy zdali egzamin z patriotyzmu na piątkę. Szkoda, że obecnie
    mamy taki regres w pojmowaniu spraw publicznych. Ludzie,
    przestraszeni "ubocznymi objawami" demokracji zatrzymali się jak gdyby w pół
    kroku, do przodu prą pojedyńczy osobnicy, obdarzeni szczególnym brakiem
    krytycyzmu, z wyraźnymi zaburzeniami samooceny. Malutki przykład w sąsiednim
    wątku, gdzie pani Rapacka - osoba publiczna, członek Rady Nadzorczej WSM-u ŻC
    ściera się z radnym Lipińskim. Argumenty, które służyć mają ocenie społecznej
    działalności ich obojga, osiągneły poziom najgłębszego z tuneli, które
    zaistniały w naszym wątku.
    Wtedy, pod barem na Sadach staliśmy blisko siebie - ja też widziałem pałowanie
    tego człowieka. Kilka dni po pogrzebie ks. Jerzego miałem honor pełnić wartę
    przy Jego świeżym grobie. Uroczstości katyńskie i powstańcze też pamiętam.
    W mojej rodzinie również szczególnie dba się o pamięć historyczną. W środę, jak
    co roku, wszyscy członkowie familii, którzy bedą mogli, ściągną na Nowe Miasto,
    na mszę za naszych poległych i zmarłych. Potem moi wujeczni dziadkowie
    zaproszą nas do sali parafialnej, gdzie chcą opowiedzieć dzieciakom o jednym z
    przodków, który zginął w bitwie pod Kłuszynem.
    Mam wrażenie, że wielu osobom, które obecnie działają publicznie, brak właśnie
    osobistej, historycznej świadomości, zaplecza w postaci jakiejś rodzinnej
    tradycji. Dlatego wybierają drogi na skróty, szukają pomocy w głoszeniu
    demagogii, z prywatnych urazów tworzą przewodni kierunek polityki.
  • donkej 30.10.06, 13:49
    No no - weteranom zebrało się na wspominki;>>>
    Od razu lepiej, bo na początku byłam zniesmaczona i już krzyczałam, żeby Was
    wyrzucić na "samorządowe".
    Prosimy o jeszcze.

    Bo moje wspomnienia są mało żoliborskie, ale dużo ich przychodzi do mnie.
    Pamiętam zwłaszcza ostatnią mszę za ojczyznę księdza Jerzego. Byłam wtedy
    dzieckiem, ale może tym mocniej wszystko przeżywałam. Jakoś zawsze ten Żoliborz
    miał dla mnie posmak tajemniczy i opozycyjny - nie mieszkałam tu wtedy.

    Oczywiście w 89 głosować jeszcze nie mogłam, ale stałam w punkcie
    informacyjnym "S" i rozdawałam w mojej szkole darmowe egzemplarze GW (takie
    byly czasy!!!). Dużą polityką przestałam się jednak "emocjonować" dość szybko.
    Przeraża mnie to. Tylko w małym lokalnym świecie mam szansę rzeczywiście znać
    osoby, które decydują, które mają wpływ...
    Kiedyś chyba nie rozumiałam normalnego, codziennego zaangażowania -
    społecznikowstwa (mimo, że jestem - o ironio - pedagogiem społecznym), wolałam
    wzniosłe gesty. A teraz jest ono dla mnie ideałem.

    Ludzie boją się zaangażowania, bo czują, że to jest ryzyko, zwłaszcza w naszych
    brudnych czasach. Niestety często mają rację.
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 30.10.06, 15:59
    Miło, że do nas zajrzałaś. Ale, droga Donkej, wywołałem Cię, aby zapytać, czy
    to prawda, że w trakcie posiedzeń Rady Nadzorczej robisz na drutach? To urocze
    i takie staroświeckie ( od razu wyjaśniam, że taka informacja znalazła się w
    poście p. "Barbapapy", który następnie Wilson wykasował).
    Czy wytwarzasz czapeczki i szaliczki, aby pomóc przetrwać zimę lokatorom
    niedogrzanych mieszkań ?
  • donkej 30.10.06, 18:11
    Ale ma wywiad!!!
    Nie robię na drutach, a szydełkuję drogi Lukasie. Czasem - by się uspokoić i
    zachować jasny umysł. Mało co tak pomaga.
    Chciałbyś jakiś ładny wzór? Chętnie Ci wyślę na priva.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 30.10.06, 20:48
    Szanowna Donkej!
    Czy ten Żoliborz nie mógłby być większy...? A tak wszyscy się znają. No prawie
    wszyscy. Może zresztą to i dobrze.

    Pozdrawiam z nadzieją, że kiedyś będę miał zaszczyt być pani przedstawiony.
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 30.10.06, 21:54
    Niestety - od czasu lekcji ZPT w szkole nie miałem w reku szydełka. Ale obraz
    Rady , gdzie na posiedzeniu nie trzeba stać na bacznośc i wznosić spontanicznie
    radosnych okrzyków na cześć Zarządu, przywraca mi wiarę w sens spółdzielczości.
    Zupełnie nie pamietam, o co chodziło czy nadal chodzi w konflikcie w WSM -ŻC.
    Wiedza ta nie jest mi potrzebna ani służbowo, ani prywatnie. Utkwiło mi tylko w
    pamięci imię i nazwisko pani głównej księgowej, pełniącej w jakimś momencie
    funkcję prezesa. Osób o nazwisku K. jest w Warszawie multum, Krystyn K. już
    trochę mniej, głównych księgowych z doświadczeniem w prowadzeniu finansów
    dużych podmiotów pewnie już całkiem mało.
    Dlatego pomyślałem, że może powinniście sprawdzić, jeżeli ta pani jeszcze u Was
    pracuje, czy nie była zatrudniona na tym samym, co teraz stanowisku w latach
    1993-1994 w Silimex s.c. na Żeraniu(może się tym nie chwalić, osoba o tym
    imieniu i nazwisku porzuciła pracę w wymienionej firmie bez wypowiedzenia ).
    Jeżeli to ta sama Krystyna K. - to na Boga uważajcie! Pilnujcie kasy, kont i
    ksiąg. Sprawdzajcie, czy nie giną dokumenty, czy księgowa nie nawiedza swego
    biura w nocy! Ona potrafi straszyć o północy w gabinetach nawet po pół roku od
    odejścia z firmy - o ile zapomni się odebrać jej klucze.
    Mam nadzieję, że to jednak nie ta Krysia K. i nic Wam nie grozi.
  • donkej 31.10.06, 01:30
    Wiesz, ta pani mieszka na II kolonii, czyli jest członkiem spółdzielni i pracuje
    tu od lat.
    Różne rzeczy można powiedzieć, tylko nie to, że jest w stanie zrobić jakiś
    przekręt. A Rada jest teraz na szczęście dość zgodna, choć nie powiem, czasem
    się irytuję!
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 31.10.06, 09:17
    Naprawę się cieszę, że to nie ta sama Krystyna K.
    Bo tamta, o ile pamietam też wyglądała poważnie, nawet nobliwie. Pracowała na
    pół etatu i nikt nie miał do niej zastrzerzeń. Któregoś ranka nie przyszła do
    pracy, a po paru dniach do firmy zapukali pierwsi dostawcy, którym nie
    zapłacono za towar. Następny w kolejce ustawił się ZUS, po nim Urząd Skarbowy.
    Właściciel, o ile słyszałem, do dziś ukrywa się przed komornikami.
    Przez jakiś czas jeszcze urzędował w firmie likwidator. Któregoś razu zapomniał
    z biura jakichś dokumentów i wrócił po nie o 3 nad ranem. Zastał tam nad
    księgami rachunkowymi byłą panią główną księgową, która oświadczyła, że
    wprowadza poprawki.
    Jako, że znalazłem się wtedy nagle bez pracy, mam uczulenie na Krystyny K., jak
    Ty, nie przymierzając, na pewnego dzielnicowego samorządowca.
    Fajnie, że sytuacja w Twojej spółdzielni się uspokoiła. Nie dziw się, że dla
    osób z "dużego" WSM stosunki u Was są szokujące. Nasza Rada Nadzorca to ciało,
    w którym o polityce prezesa dyskutuje się chyba konspiracyjnie, tak aby żadne
    głosy krytyczne nie wyszły na zewnątrz. Gdy na zebraniu jakiejś grupy
    członkowskiej ktoś ośmieli się pokornie zapytać, czy ten lub ów gospodarz
    budynku mógłby częściej niż co pół roku zamiatać klatkę schodową - jest to
    kwitowane w periodyku "Życie WSM" jako nieodpowiedzialne warcholstwo i
    szkodnictwo. Dobrze, jeżeli pytający nie jest piętnowany z wymienieniem
    nazwiska i adresu.
    Dlatego fakt, że jest spółdzielnia, gdzie można swobodnie podyskutować o pracy
    zarządu, polityce remontowej, wydatkach i wszystkich innych problemach - był
    godny opisania, nawet jeżeli część informacji, jak sobie przypominam, wydawała
    się dobrana tendencyjnie.
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 31.10.06, 10:49
    Jest zapotrzebowanie na kombatanckie wspomnienia - mówisz, masz.
    31 sierpnia 1982 miał być dniem masowych manifestacji
    solidarnościowych.
    Umówiłem się z kolegami w miejscu jednej z nich - na placu Krasińskich. Gdy
    autobus 122 minął chińską ambasadę, zorientowałem się, że tu demonstracji na
    pewno nie będzie. Parkingi po obu stronach placu szczelnie wypełniały milicyjne
    budy, zmobilizowane cywilne osinobusy i autokary PKS. Mój autobus, zamiast
    jechać Krakowskim Przedmieściem, skręcił w Senatorską i przez plac Bankowy
    dojechał do Marchlewskiego (dziś Jana Pawła ). Po namyśle wsiadłem do 19-tki,
    aby dostac się na inne miejsce zbiórki, na plac Konstytucji. Idąc Waryńskiego
    już z daleka zobaczyłem, że chodniki i jezdnie zajmują setki ludzi. Plac był
    szczelnie wypełniony nieruchomym, milczącym tłumem. Na bocznych ulicach stały
    jakieś wcale nie małe siły ROMO, ORMO i ZOMO, ale te kilka kompanii wyglądało
    zupełnie niepoważnie i żałosnie wobec zgromadzonych tysięcy.
    Po kilkunastu minutach milicja rozpoczeła szturm. Marszałkowską od strony Alej
    Jerozolimskich ruszył chyba cały batalion pałkowników. Za ich plecami cztery
    czy pięć wyrzutni gazów łzawiących na terenowych gazikach, waliło salwę za
    salwą w kierunku placu. Ludzie zaczęli się rozchodzić, ja też.
    Poszedłem w kierunku placu Na Rozdrożu. Na ulicach pusto, nie ma samochodów,
    przechodniów, nie jeździ komunikacja. Uznając, że nic tu po mnie, naookoło parku
    Ujazdowskiego i sejmowych ogrodów dotarłem w pobliże Muzeum Narodowego. Przy
    wieżycy mostu, zastałem szwadron konnych milicjantów, konie, puszczone luzem,
    pasły się na trawnikach, niebiescy "ułani" rżneli w najlepsze w karty.
    Minąłem ich zdecydowanym krokiem, wychodząć po schodach w Aleje. Ulica wymarła,
    ani żywej duszy, ale postanowiłem zobaczyć, czy nie zacznie kursować jakiś
    tramwaj lub autobus.
    Wolno, wzdłuż muzealnych budynków, poszedłem w stronę Nowego Światu.
    Pomału zza rogu wyłonił się Dom Partii. Otoczony potrójnym kordonem zomowców w
    kaskach, z tarczami. Oj, niedobrze. Szybko przebiegłem na drugą stronę Alej, po
    czym, już spokojniej, zawróciłem w kierunku Powiśla.
    Nagle odgłos salwy, nad głową szybują mi pociski z gazem, spadają na wysoki
    taras kawiarni, rozbijają szyby, coś w środku lokalu wybucha ogniem. Skok pod
    ścianę, oglądam się za siebie. Od strony kordonu rusza właśnie gazik z
    sześciolufową wyrzutnią, celowniczy wyrażnie ustawia broń w moją stronę.
    Znów szybki sus i kulę się pod wystawą jakiejś ksiegarni. Huk -kolejne trzy
    pociski rozbijają wystawę nad moją głową, sypią się odłamki, wypada na mnie
    jakiś stelaż z książkami. Tearz, za nim drań znów wyceluje, gnam za budkę
    telefoniczną. Ale zomowiec to widzi, budka tręsie się od uderzeń pocisków,
    dzwoni stłuczone szkło.
    Biegiem! Wyrzutnia jest pusta, zanim ją załadują muszę zwiać. Aby tylko
    celowniczemu nie znudziła się zabawa i nie ściągnął z pleców Kałasznikowa !
    Gnam wzdłuż budynku, przede mną następna seria rozbija szyby w domu kultury na
    Smolnej, kątem oka widzę uciekającego w głąb pomieszczeń stróża, już jestem za
    rogiem ! Ostatnie trzy tuleje z gazem padają kilkadziesiąt metrów ode mnie,
    dymią, przestaję cokolwiek widzieć. Idę przez skwer, sam nie wiem gdzie, byle
    się schować. W kłębach gryzącego, żółtego dymu kręcą się, a właściwie błądzą
    tak jak ja, po omacku jakieś postacie. Z dołu, z Tamki co chwilę pionowo w
    górę wylatują z hukiem pociski z gazem i petardy, wybuchając wśród drzew.
    Dość już tych atrakcji. Po schodach złażę w kierunku Wisły. Na Rozbrat
    powietrze jest czystsze, oczy mniej pieką. Widzę milicjanta drogowego, który
    ledwo stoi, opierając się o latarnię, łzy lecą mu ciurkiem, cały przód munduru
    mokry. Za chwilę blokada, zomowcy z długą bronią, z palcami na spustach,
    wyraźnie zdenerwowani, ale nikogo nie zaczepiają. Już jestem na Wisłostradzie,
    jedzie autobus, wracam na nasz spokojny Żoliborz.
    Tamtego dnia w Lubinie, Legnicy, Wrocławiu milicjanci użyli broni. Nie
    wszystkim solidarnym dane było, tak jak mi, wrócić do domów.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 31.10.06, 18:19
    Trochę o zezowatym szczęściu.
    Studia skończyłem przed wprowadzeniem stanu wojennego. Dyplomy nam wydano z
    opóźnieniem. Nie było więc mowy o wyjeździe za granicę i tam kontynuowaniu
    kariery. Trzeba było się pożegnać z marzeniami o Australii, Nowej Zelandii,
    Serengeti.
    Zostałem w kraju i rozpocząłem staż na Żeraniu jeszcze przed stanem wiadomym
    (przecież jestem weterynarzem). Już wszyscy wiedzieli, że coś się szykuje. Gdy
    Wyższa Szkoła Pożarnictwa Rozpoczęła strajk, wiadomo było, że to już jest to.
    Na początku można było podejść pod samą szkołę, z tym że pod oknami stali niebiescy.
    Można było też wysłuchać opowieści, iż w tamtejszym schronie zamknął się ze
    strajkującymi Bujak i że jeżeli będzie szturm, to oni się wysadzą.
    Potem podejść było trudniej. Dysponuję jednym zdjęciem, na którym widoczny jest
    pojedyńczy kordon milicji w poprzek Włościańskiej. Zmotoryzowany sprzęt milicja
    zgromadziła po prawej stronie, tam gdzie teraz budowany jest parking. Trzeba
    było uważać, by nie zabrali aparatu fotograficznego. Potem wiadomo, co było.
    Nie żałuję jednak, że w swych zbiorach nie mam dekretu o wprowadzeniu stanu
    wojennego. A ja wtedy byłem na stażu. Staż odbywałem w Parzniewie w Stacji
    Hodowli i Unasieniania Zwierząt (koło Pruszkowa). Wprowdzono stan, a ja nie
    miałem przepustki, by z Warszawy pojechać do Pruszkowa! Co robić? No cóż.
    Poczekać. Mogłem sobie dlatego dłużej pomieszkać w Warszawie.
    Chyba w środę udałem się na spacer Na Krakowskie i Nowy Świat. Na rogu
    Świętokrzyskiej pochłonęła mnie fala uciekienirów wykrzykujących "Gestapo!
    Gestapo!". To właśnie likwidowano strajk w Polskiej Akademii Nauk. Wściekłem się
    (Nie znałem jeszcze historii Polskiej Akademii Umiejętności). Dla mnie to był
    atak okrutnej głupoty na symbol polskiej myśli. Wiałem to w te to wewte. Jakiś
    zomowiec nawet zaczął mi się przyglądać, ale zobaczył jakąś atrakcyjną grupkę
    ludzi, ku której pobiegł.
    Oczywiście nie raz łzawiły mi oczy w Warszawie.
    Pamiętam otwarcie Zamku Królewskiego 3 maja. Miałem zaproszenie.
    W środku na dziedzińcu Zespół Reprezentacyjny Wojska Polskiego, przemówienia,
    pieśni legionowe, sztandary i flagi.
    Uroczystość się skończyła. Wyszliśmy głównym wejściem, a tutaj, jakby Melchior
    Wańkowicz powiedział, ukazała się moim oczom narodowa sarabanda. Na Placu
    Zamkowym Zomo uganiało się za tłumem. Dla nas, gości, Zomo utworzyło korytarz
    przez który wyszliśmy. A tłum na zewnątrz krzyczał "Nie ma wolności, bez
    Solidarności!". Co chciał się do nas zbliżyć, zaraz był odganiany. Można to
    obejrzeć w "Kronice Filmowej" Cóż, czasem człowiek przypadkiem znajdzie się nie
    tam, gdzie chce.
    Aha, większość stanu wojennego spędziłem w szpitalu. Tak od lutego.
    Kiedy pojawiłem się w lecie na wydziale z ręką w rzymskim pozdrowieniu - całą
    ogipsowaną. Byłem ogipsowany do pasa - koleżanki z NSZZ "Solidarność", z
    rozpłomienionym wzrokiem zawołały "Witamy naszego bohatera!!! Robiło się
    zbiegowisko. No tak. Musiałem im wyjaśnić, że to tylko skutki zderzenia z
    pociągiem. I gdyby nie to, że siedziałem w ruskiej Wołdze starego typu (to był
    mocny samochód), to by już mnie nie było. Tłum zawiedzony mym tłumaczeniem, się
    rozszedł. Tym razem nie spotkał swego bohatera.
    To taka następna garść wspominków.

    Pozdrawiam

  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 31.10.06, 19:02
    Jeszcze parę razy mnie ganiano i gazowano, ale nigdy już z wyraźnym zamiarem
    zrobienia mi krzywdy.
    Natomiast jesienią 1982 zdarzyło mi się znów coś, co napędziło mi strachu.
    Wieczorem, po zmroku wracałem Gąbińską z ulicy Ogólnej na Sady. Nagle, tu gdzie
    teraz jest Trasa Toruńska, zahamował za moimi plecami duży Fiat. Wyskoczył z
    niego jakiś niski typ w średnim wieku, podbiegł do mnie, złapał za kurtkę, i z
    krzykiem "wsiadaj" zaczął mnie ciągnąć do samochodu. Oczywiście ja również
    zacząłem krzyczeć i szarpać się. Gość na chwilę odpuścił, wyciagnął z kieszeni
    legitymację, zademonstrował mi ją przez sekundę, schował, następnie sięgnął za
    pazuchę i zaczął coś wyciągać. Przypusczając, że nie chce mnie poczęstować
    papierosem, tylko zaraz zacznie wymachiwać jakąś giwerą, rąbnąłem go w brzuch i
    zwiałem w krzaki. Nie odszedłem jednak daleko: z kilkunastu metrów
    obserwowałem, co będzie dalej. Osobnik jakoś się pozbierał, wpakował do
    samochodu i próbował odjechać, ale fiacina mu się rozkaszlała i nie chciała
    nijak zapalić.
    Przez krzaki dostałem się z powrotem na Ogólną. Tu, około Przedwiośnia,
    natknąłem sie na milicyjną nyskę. Zaczepiłem siedzącego wewnątrz sierżanta -
    opowiedziałem mu, że jakiś podejrzany człowiek, chyba uzbrojony, napadł na mnie
    nieopodal. Natychmiast wraz z patrolem ruszyliśmy na Gąbińską. Tu
    funkcjonariusze wyskoczyli i wyciągnęli mojego znajomego z Fiata. Za chwilę
    sierżant z głupią miną wsadził głowę do nyski, oznajmiając, że domniemany
    przestępca to pracownik III wydziału SUSW. Za chwilę do radiowozu pofatygował
    się sam tajny agent. Zapytałem, czego sobie ode mnie życzy. Esbek głośno, aby
    mundurowi słyszeli, starał się mi wmówić, że zatrzymywał mnie, gdy włamywałem
    się do samochodu. Na niewinną uwagę sierżanta, że w promieniu 300 metrów nie ma
    tu żadnych samochodów - nie powiedział już nic. Po chwili milczenia pytanie,
    czy chcę się skarżyć. Oczywiście nie skorzystałem, życząc resortowej ekipie
    miłej służby, szybko oddaliłem się w kierunku domu.
    Ciekawe, gdzie bym wylądował, gdybym grzecznie wsiadł do tego Fiata.
  • pazdziernik2 31.10.06, 11:23
    www.zoliborz.org.pl/aktual/archiwum_05_2.htmlKoszty

    Całkowity koszt utworzenia WOM wynosi 2 432 786,94 zł Na kwotę tą składają się
    sumy wydane na projekt architektoniczno-budowlany, prace przygotowawcze, prace
    budowlano – adaptacyjne, wyposażanie stanowisk obsługi mieszkańców i wszystkich
    pomieszczeń w niezbędną infrastrukturę techniczną.

    a w konkursie na WOM nawet nie znalezliśmy się na podium :((
  • donkej 31.10.06, 11:31
    Abstrahując od wspomnień. Niestety dokładnie tak wyobrażam sobie duży WSM. O
    Społecznym Domu Kultury i związanych z tym sprawach pisałam.
    Powiedziałabym, że należy pamiętać, że spółdzielnia to jednak wspólna sprawa, a
    nie folwark paru osób, nawet, jeśli bardzo sprawnie się nim zarządza.
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 31.10.06, 18:25
    Hej, nie martw się. Najczęściej oceniający czyjeś prace na niczym sie nie znają.
    Ostatnio moje dziecko miało napisać do szkoły klika zdań po angielsku o
    romańskich zabytkach na Wyspach Brytyjskich. Ściągnęło tekst jakiegoś profesora
    Oxfordu ze strony British Museum. Po kilku dniach przyniosło 3+ i krótką
    recenzję czerwonym długopisem, gdzie stało o błędach składniowych i
    niepoprawnym stylu.
    Pewnie podobnym poziomem kompetencji dysponuje urzędnik, oceniający dzielnicowe
    projekty.
  • sierzant.podsiadlik 31.10.06, 20:17
    Mam nadzieję, że nie - i ma większy poziom kompetencji, który nie pozwala mu na
    ściąganie cudzych prac z netu.
    --
    "To jest Żoliborz, tu się dziwne rzeczy dzieją."
    Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 01.11.06, 21:53
    Święte słowa, dziecię pouczyłem, że przy tego typu pracy podaje się źródło.
    Wymaga tego uczciwość, poza tym unika się krytycznych uwag osób, które razi
    oxfordzka angielszczyzna.
    Ale Twój optymizm, co do uczciwości i kompetencji urzedników dzielnicy
    (niektórych) jest przesadny. Przykład: na stronie urzędu dzielnicy, po prawej
    stronie jest link do wykazu miejsc pamięci. Znajdziesz tam niestety tylko ca.
    60 % żoliborskich tablic konmemoriacyjnych i pomników. Część z nich jest
    opisana, m.in z przywołaniem tajemniczego źródła Warszawskie Termopile 1944.
    Uczciwość nakazała by dodać, że chodzi o książkę kol.kol. Mórawskiego,
    Oktabińskiego i Świerczek o miejscach pamięci na Żoliborzu, a autorom za
    wykorzystanie fragmentów zapłacić. Tymczasem na urzędowej stronie nie podano
    nazwisk - ich posiadacze pieniędzy nie dostali.
  • sierzant.podsiadlik 01.11.06, 23:07
    Fakt, skopało im się bibliografię. Zresztą, strony Żoliborza i tak się nie ma co
    czepiać; szczególnie, jak się ją porówna z tym, co jeszcze rok temu działo się
    na Bielanach, a zostało opisane w niniejszym wątku:
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=296&w=23197695&a=23543083
    Co do płacenia autorom zaś, to gdyby mi płacili za każdy cytat z tego, co do tej
    pory udało mi się nabazgrać, nie martwiłabym się właśnie, skąd, u licha wziąć na
    rachunki. Nie mówiąc już o tym, że ileś tam znanych mi osób byłoby bogatszych od
    szwadronu Kulczyków razem wziętych...
    --
    "To jest Żoliborz, tu się dziwne rzeczy dzieją."
    Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 02.11.06, 00:05
    Tylko, ciekawostka, ci autorzy są ludźmi z Muzeum Powstania, więc kantuje ich
    własny pracodawca: m. st. W-wa. To pewnie metody solidarnego państwa, o których
    tyle sie mówi.
  • donkej 02.11.06, 01:37
    No właśnie... Już nawet nie prawa autorskie, ale po prostu przytoczenie źródła.
    Pamiętacie: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=296&w=49820838&a=49820838 ??
    I to nie była wina gazety, tylko komunikatu prasowego.
  • donkej 02.11.06, 01:38
    Komunikatu prasowego U.Dzielnicy rzecz jasna :-)))
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 02.11.06, 08:34
    Sierzant.podsiadlik ma rację. Z prawami autorskimi jest bryndza straszna. Dla
    rozweselenia zgnębionych tym faktem - fragment prawdziwej rozmowy autora z
    redaktorem Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych:
    - Dlaczego państwo nie powiadomili mnie o wykorzystaniu mojego tekstu w tym
    podręczniku?
    - Bo nie dysponujemy pana danymi, zresztą kontaktujemy się tylko ze znanymi
    autorami.
    - A z kim państwo rozmawiali ?
    - No..., z panem Bełzą, z panem Oppmanem...
    - Ale z panią Konopnicką chyba nie ?!
    - Chwileczkę. Zaraz sprawdzę...
  • jota.40 02.11.06, 10:03
    Buhahaha... Ale WSiP to straszna instytucja - latami całymi docierały do mnie
    stamtąd bezpośrednie plotki, od zatrudnionego tamże wuja.
    Co do praw autorskich: Lukas, zależy to od Twojej umowy z wydawnictwem. Ja na
    przykład ceduję z mety wszystkie prawa autorskie (chodzi o przekłady) na rzecz
    wydawnictwa.
    Ale co to za idiotyczne gadanie, że rozmawiają tylko ze znanymi osobami?...
    Pomijam już zacytowane przykłady.. ;)))
    A w ogóle zamyśliłam się znowu przy Waszym wątku wspomnieniowym. Przypomniał mi
    się trzynasty grudnia roku wiadomego. I te różne sklepy żoliborskie, gdzie można
    było dostać solone, amerykańskie masło w wielkich blokach. I taki pamarańczowy
    ser...
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 02.11.06, 10:41
    W danym wypadku chodziło o tekst literacki, drukowany w nieistniejącym już
    pismie dla dzieci (po ciągu dalszym cytowanej rozmowy WSiP, już bez
    organizowania seansów spirytystycznych ze "znanymi autorami" płaci kasę do
    ZAIKS-u ).
    13 grudnia była niedziela. Poniedziałek zaczeliśmy z mamą od polowania na chleb.
    W naszym samie przy Braci Załuskich na pustych półkach zieleniły się paprotki i
    fikusy. Chleba nie ma i nikt nie wie czy będzie. W samie koło baru Sady też
    nikt nic nie wie, grupka przestraszonych ludzi, przez szybę przyglada się
    transporterowi SKOT i drużynie żołnierzy, grzejących się przy koksowniku.
    Trzeba szukać dalej - mijając pancerkę idziemy Broniewskiego do sklepu przy
    poczcie. Ulicą jadą trzy gąsienicowe transportery, wieżyczki obracają się w
    kierunku przechodniów. Na Stołecznej koło sklepu kilka pań dyskutuje, czy nie
    szukać chleba w Śródmieściu. Ktoś lepiej poinformowany mówi, że na wiadukcie
    stoją czołgi, żołnierze żądają przepustek na wyjście z Żoliborza.
    Wracamy, ulicą ciągną wojskowe cieżarówki, poprzedzane wozem pancernym.
    Skręcamy na Zatrasie, szukać szczęścia w sklepiku na Przasnyskiej. W środku
    kolejna grupka wściekłych ludzi. Na półkach żadnego towaru, nawet dyżurnego octu
    Nagle z zaśnieżonej ulicy wpada mężczyzna z elektryzującą wiadomością: pod
    strajkującą piekarnią na Krasińskiego od czasu do czasu wojsko sprzedaje chleb.
    Prawie biegiem zasuwamy w kierunku Powązkowskiej. Pod bramą SPC kłębi się spory
    tłumek. Pierwszy z brzegu zaczepiony wyjaśnia, że Star z żołnierzami właśnie
    odjechał, ale ma wrócić za kilkanaście minut. Rzeczywiście, za parę chwil,
    ślizgając się na oblodzonym podjeździe, wtacza się zielona ciężarówka. Pod
    plandeką kilku chłopaków w lotniczych, polowych mundurach. I całe skrzynie
    chleba ! Już tylko się dopchać, wetknąć w wyciagniętą rękę złoty pięćdziesiąt i
    mam w ręku wymarzony bochenek.
    Wracamy do domu. Wygraliśmy pierwszą małą potyczkę ze stanem wojennym.
    Wieczorem godzina milicyjna. I za oknem głuchy warkot czołgowych motorów. Z
    lasku bielańskiego jadą kolumny, pacyfikować strajk w Hucie Warszawa.
  • donkej 02.11.06, 11:18
    Ser zwał się zemstą Reagana.
    13 grudnia był dla mnie tak traumatyczny, że wolę o tym nie pisać, ot tak, na
    forum. Chętnie opowiem przy winie.
    Natomiast czas późniejszy wspominam wcale miło, bo otrzymywaliśmy, jako rodzina
    poszkodowana, sporo pomocy. Ta czekolada granulowana, którą podżerałam, gdy
    nikt nie widział... Niebo w gębie!!! Była w takich plastikowych pojemnikach, w
    których do dziś moja mama trzyma mąkę, cukier, sól.
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 02.11.06, 11:49
    Bywał też ser polski.
    Pamiętam, stałem w kolejce do lady w sklepie na Braci Załuskich. Klient przede
    mną poprosił o ćwierć kilo takiego produktu nabiałopodobnego. Sprzedawczyni
    nacisnęła nożem na blok i... odkrajany kawałek rozsypał się na malutkie
    okruszki. Chwila konsternacji, ale za chwile kawałeczki wylądowały w papierowej
    torebce, zostały zważone i wręczone kupującemu. Ten, z głupia miną próbował
    pytać, co ma z tym zrobić, jak to położyć na chleb. "Pan se zapiekanki zrobi!
    Tu ludzie czekają ! Nastepny proszę."
    Nasza szkoła też otrzymywała pomoc dla głodującej ludności IV Świata. Ale
    dowiedziałem się o tym, gdy rozpoczeto remont i dyrektorka "szyną"
    lub "kiełbasą" zwana, kazała opróżnić malutki pokoik na poddaszu. Okazało się,
    że jest tam cały magazyn żywności, którą karmią się, niestety, tylko pedagodzy.
    Ujawnienie tego faktu przed uczniami nic nie pomogło, towar przetargaliśmy do
    od dawna nieczynnego sklepiku szkolnego i był to nasz ostatni z nim kontakt.
  • jota.40 02.11.06, 11:57
    Łakomstwo stanu wojennego - to temat na osobny elaborat! Nigdy nie zapomnę oczu
    mojego brata, kiedy wpatrywał się wzrokiem bazyliszka w jakieś niedostępne
    czekolady! Ale i tak byliśmy krezusami - nikt bowiem w rodzinie nie palił
    papierosów, a za kartki na papierosy można było chyba kupić czekoladę?...
    A ten - już niemal świętej pamięci - sam przy Braci Załuskich nie był jeszcze
    taki najgorszy... Chociaż rzeczywiście - teraz mi przypomniałeś, Lukas, te
    wyprawy po chleb do piekarni na Krasińskiego! Często się tam chodziło, bo co
    prawda trzeba było odstać w gigantycznej kolejce, ale za to chleb się dostawało
    chrupiący!
    Ale za to kilka lat później - chyba w '86 - był sezon na grejfruty z Kuby,
    zapewne w ramach bratniej pomocy! Gigantyczne i bardzo pyszne... Nie ma już
    takich.. ;((
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 02.11.06, 12:20
    Te grejfruty były super, tylko miały strasznie gruba skórę. W niektórych pełno
    było olbrzymich pestek. Ktoś mi potem tłumaczył, że pochodziły ze zdziczałych
    sadów, których nikt nie pielęgnował, bo wszyscy mężczyźni niesili sztandar
    rewolucji w różnych Jemenach czy Mozambikach.
    W tym samym czasie pojawiły się okrągłe, radzieckie sardynki "iz sliedi iwasi".
    Moją pasją było znalezienie najstarszej. Rekordem była puszka z września 1963.
    Czasami po otwarciu zdarzało się, że w środku było tylko jedno-dwa dzwonka z
    jakiejś wielkiej ryby.
    A błękitka, z "absolutnie nieszkodliwą" jak przekonywano w prasie cystą Kudoa
    pamiętacie ?
  • jota.40 02.11.06, 14:08
    Ło matko, nie! ;)))... Błękitka nie pamiętam. Za to pamiętam łatwo dostępne
    prażynki z kalmarów?.. czy krewetek? Wszędzie to stało w rybnych ;). No i -
    oczywiście - byczki w pomidorach. W rybnym na Stołecznej tych byczków było
    zatrzęsienie ;). Ale to już w lepszych czasach, po etapie octu i groszku w
    puszkach :)).
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 02.11.06, 15:44
    Błękitek był przed prazynkami z kalmarów. Rozszerzono wtedy na świecie granice
    wód tyretorialnych i nasza potęzna flota rybacka mogła łowić tylko na
    Antarktydzie. Nieszczęsne ryby prócz plagi poskich rybaków borykały się z
    jakimś pasożytem i razem z jego larwami trafiały do Centrali Rybnej.
    Szczególnie wzrusza mnie do dziś kartkowa czekolada Wedla. Gdy skończyły się
    zapasy Wybornej w zielonym papierku, wydawali tabliczki robione z margaryny,
    białe i miękkie. Opakowanie było z papieru typu xero, z napisem robionym
    stemplem. Wewnątrz inny stempelek głosił: "I w kryzysie nie damy się ".
    Ostatnio przy jakichś porządkach w szafie znalazłem kartkowe buty, których
    nigdy nie miałem na nogach. Rozmiar nawet prawidłowy, ale fason paskudny.
    A kiedyś straciłem 3 popołudnia na peregrynacje po sklepach obuwniczych, za nim
    na nie trafiłem.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 02.11.06, 16:28
    Przedsmaki 13 grudnia.
    Przed 13 grudnia skończył mi się pewien etap stażu na Żeraniu. Był to bardzo
    przyjemny okres. Stażyści chodzili po terenie przetwórni i pobierali próbki do
    badań. Niektóre próbki były większe. No cóż to były za próbki? Były to szynki,
    polędwice, kiełbasy. Trzeba było je przebadać również organoleptycznie
    (przypominają mi się problemy Konstaru). To je badaliśmy. Nawet sami
    rozszerzyliśmy zakres badań i ustaliliśmy, że nie ma nic tak dobrego, jak świeżo
    wyjęta kiełbasa z "Atmosa (tam poddawana była kiełbasa działaniu dymu
    wędzarniczego)". Wynik ten był zaskoczeniem, bowiem raczej obstawialiśmy
    polędwicę sopocką lub szynkę. Te wędliny przegrały,gdyż bez chleba nie można
    było ich dużo zjeść. Nam brakowało tam chleba.
    W pewnym momencie prowadząca nas pani lekarz weterynarii zwróciła nam uwagę,
    żebyśmy nie byli tacy pilni w przeprowadzaniu badań organoleptycznych i jeżeli
    coś chcemy zjeść, to przynajmniej żebyśmy nie paradowali z pętem kiełbasy po
    całej hali produkcyjnej (pracownicy Żerania zajadali żeberka przygotowywane w
    dużym pojemniku na gorąco), ale w pakamerze. Pakamera dla lekarzy weterynarii
    stażystów była wstrętna. To pomogło też nam zrozumieć pewne miejscowe klimaty i
    tym łatwiej zastosowaliśmy się do jej uwagi. Poza tym rzeczywiście, było to
    trochę nie tak, jeżeli należało się do NSZZ "Solidarność" (a kraj głodował). W
    ten sposób skończyły się czasy studenckie, a zaczęła praca. Od tej pory jedliśmy
    normalne posiłki ze wszystkimi i to co wszyscy (już nie w paskudnej pakamerze).
    I przyłożyliśmy się naprawdę, żeby zawód nasz opanować dobrze w praktyce.
    Podziwiałem przy tym koleżnkę, jak znakomicie i szybko nacina węzły chłonne u
    badanych sztuk na taśmie. Ona wcześniej zaczęła staż. Po pewnym czasie byłem nie
    gorszy, gdy nabrałem wprawy.
    Pamiętam, jak pani doktor pokazywała nam dar narodu sowieckiego w chłodni w
    postaci ćwierćtusz wołowych.Było tego wiele ton. Pokazywała na ich przykładzie
    wodnicę oraz rozważała, czy nie pochodzą one od sztuk z ognisk pryszczycy. W tym
    czasie, a to były ostatnie miesiące przed 13 grudnia, narzekała dyrekcja
    Żerania, że w tym czasie pracował on na jedną dziesiątą możliwości, bo nie było
    dostaw żywca.
    To tak, jeżeli chodzi o menu.

    Pozdrawiam

  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 02.11.06, 20:46
    Ciekawe to były czasy. Ja miałem okazję obserwować w tym czasie półtusze,
    jadące przez Małaszewicze, Terespol w kierunku Moskwy. W zamian nadchodziły
    całe pociągi rudy żelaza, która do dziś zalega na haładach w pobliżu granicy.
    Jest po prostu tak zanieczyszczona, że nie nadaje się do wytopu.
    Miło powspominać, ale boję się, aby nie wpisano nas w modny ostatnio nurt
    martyrologiczno -rozliczeniowy. Nie chiałbym przypominać ostatnio podsłuchanej
    w Elei klientki:
    - Wczoraj kupiłam u was ćwiartkę przeterminowanej wódki - zwraca się pani w
    średnim wieku do głównej kasjerki.
    - Dlaczego pani tak sądzi ? - interesuje się uprzejmie menedżerka.
    - Bo jak ją wypiłam, to kręciło mi się w głowie i zwymiotowałam. Ta wódka
    musiała być nieświeża - upiera się klientka.
    My też wypiliśmy, to co nam naważyła PRL. Było momentami wesoło, potem mieliśmy
    kaca, ale to już minęło. Tylko, że niektórzy nadal szukają jakichś już dawno
    spensjonowanych sprzedawców, aby im przypomnieć, że kupiona u nich wódka kiedyś
    się przeterminowała. Uważają, że bez złożenia tej reklamacji nie da się
    normalnie funkcjonować, ich kac jest tak potężny, że po tylu latach nie mogą
    jeszcze jasno spojrzeć na teraźniejszość.
    Boję się, że możemy im dostarczyć argumentów do konsumenckiego sporu.
  • jota.40 02.11.06, 22:01
    Historia jest naprawdę przednia! :)))
    A mnie ostatnio nader oryginalnie zaczepił dżentelmen pod znienawidzonym sklepem
    alkoholowym na Sadach Ż. (Planeta), gdzie zagnał mnie obowiązek nabycia w
    spóźnionej porze... Kulił się w kącie i kiedy wyszłam, zapytał nieśmiało: "Mam
    do pani takie... pytanie. Czy... czy pani ma Boga w sercu??..."
    No właśnie.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 02.11.06, 22:08
    Mnie PRL nic nie naważył, bo był zbyt przaśny, by z nim nawiązywać jakikolwiek
    dyskurs i zbyt złowrogi. To poza tym nie uchodziło. Dlatego kaca nigdy nie
    miałem. Prowadzić dyskurs z PRL, to tak jakby ktoś przemwiał do obrazu, a obraz
    mu na to, ani słowa - taka byłaby ot rozmowa. Nigdy też na przykład nie
    nazywałem komunistów komuchami. To byli moi wrogowie, moich rodziców, naszych
    rodzin, rodzin znajomych. Niepotrzebne były inne nazwy. Jeżeli parę postów
    poświęciłem kilku epizodom, to po to, żeby przypomnieć niektórym, dać znać,
    żeby doceniali następne pokolenia po Kolumbach. Choć prawdą jest, że nie
    wszędzie udało się tym pokoleniom obronić język polski. Bardzo ważne też, iż
    przechowujemy dla następnych pokoleń, przekazaną nam pamięć o Lwowie, Wilnie,
    Grodnie, Lidzie, Krzemieńcu i innych polskich swojszczyznach.
    A tak swoją drogą, czy spensjonowany, to znaczy już na emeryturze, bo takiego
    słowa w prawie socjalnym nie spotkałem.
    Być może to słowo przyplątało Ci się w Małaszewiczach.

    Pozdrawiam
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 02.11.06, 23:41
    Miałeś sczęście. Jesteś nieco starszy ode mnie. Moi rodzice, gdy kończyła się
    wojna mieli po 13 lat, nie pamiętali za wiele z czasów II Rzeczpospolitej.
    Dziadek mojego ojca wyruszył na wojnę, potem przysłał już tylko parę kartek z
    obozu w Starobielsku. Tata ojca, urzędnik znalazł swą śmierć na uroczysku
    Opaleń w Kampinosie. Moja mama wychowywała się też tylko z matką, jej rodziciel
    wojował gdzieś daleko, wrócił do domu z Anglii dopiero w 1947, w dodatku jako
    zdeklarowany komunista. Trochę wpływu na wychowanie miał pradziadek, legionowy
    major, ale on też całe życie był lewicowcem. Oboje moich rodziców łatwo dało
    się złapać na piękne hasła równości społecznej, solidarnego podziału dóbr,
    wierzyło też we wrogie siły, przeciwstawiające się światłemu programowi partii.
    Gdy dorastałem, przejrzeli już na oczy, ale nie wyobrażali sobie, że będą
    kiedyś żyli w Polsce, rządzonej przez inne niż PZPR siły polityczne.
    Ale mimo to, a może właśnie dlatego u nas w rodzinie przetrwała bardzo silna
    tradycja. Znam swoich przodków wstecz aż do XV w., zwiedziłem chyba wszystkie
    rodzinne majątki, łącznie z tymi skonfiskowanymi po 1863 roku itd.itd.
    Moja niechęć do idei realnego socjalizmu jest jednak bardzo osobista i nie
    wynika z wychowania. Ale mam świadomość, że byłem pilnym uczniem
    socjalistycznych szkół, że moj dyplom i matura sygnowane są "Polska
    Rzeczpospolita Ludowa", że nosiłem mundur, jak to ostatnio
    określono, "organizacji o charakterze zbrojnym", pracowałem jako urzędnik, co
    prawda najniższej kategorii w administracji komunistycznego państwa.
    Najgorszego kaca miałem, jak po "okragłym stole" staralismy się to wszystko, co
    było wcześniej, zdemontować. Majątek po PZPR, różnych organizacjach, reforma
    MSW, wymiana kadr ze starego klucza - to sprawy, z którymi miałem do czynienia.
    W kilku wypadkach potwierdziły się moje obawy, że przyjęte wówczas rozwiązania
    były niedoskonałe. Ale ja miałem dwadzieścia kilka lat i minimalne życiowe
    doświadczenie, a pakowałem się ze swoimi pomysłami w paszczę lwa np. do gmachu
    na Rakowiecką.
    - Proszę mi poradzić, jak postąpić - mówił do mnie red. Kozłowski, parę dni po
    swej nominacji na zastępcę gen. Kiszczaka.
    - Jestem tylko starszym szeregowcem, a moja sekretarka chorążym sztabowym. Czy
    to ona ma się mi meldować po przyjściu do pracy, czy też ja jej ?
    I jak miałem tu znaleźć dobre wyjście z sytuacji ?
    - Proszę pana, pan tu wcześniej pracował. Nie wie pan, czy w tym gabinecie jest
    podsłuch ? - tak przywitał mnie pan bibliotekarz Starczewski z wypożyczalni na
    Próchnika, gdy odwiedziłem go na nowym stanowisku pracy - wiceministra kultury.
    Więc nie tylko ja miałem kaca.
    Mimo, że wiedzę pobierałem w socjalistycznych szkołach, naumiałem się trochę
    języków (innych niż rosyjski). Pension to rzeczywiście znaczy emerytura. Po
    angielsku.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 03.11.06, 01:49
    Z całym szacunkiem do Tradycji i Twojej Rodziny.
    Po angielsku też coś kumam. Muszę się jednak przyznać, że po napisaniu swojego
    postu żałowałem niezgrabnej wypowiedzi, co do pewnego słówka i Małaszewicz.
    Zwyczajnie, używałem "pensjonier" w Rosji i na Białorusi na co dzień. Takie
    powstało automatyczne skojarzenie.
    Mylisz się, to Ty jesteś starszy ode mnie. Mój Ojciec z Syberii wrócił wiele lat
    po wojnie.
    Co do sekretarki sztabowej, to rzeczywiście jest problem.
    Coś podobnego opisał Borchardt. A mianowicie na manewry, przed wojną
    zmobilizowano, o ile pamiętam dwóch oficerów białej floty. Z tym, że starszństwa
    w wojsku były odwrócone. To wywołało falę podejrzeń, że w MarWoju działa tajna
    organizacja, bowiem starszy oficer salutuje młodszemu, gdy nikt nie widzi.
    Tak więc, gdy nikt nie widział, należy wnioskować, starszy szeregowiec powinien
    oddawać był honory pani chorąży sztabowej.
    A w piękne hasła trzeba wierzyć, bo w coś trzeba wierzyć, ale działać trzeba z
    rozwagą i skutecznie.
    Nie Przejmuj Się! Nikt nie miał doświadczenia, jak od komunizmu dojść z powrotem
    do normalnego państwa. Jak sądzę teraz już masz doświadczenie. Być może będzie
    ono jednak nieprzydatne przy następnym zawirowaniu. A doktryna komunistyczna tę
    naszą transformację ustrojową i tak nazywa nadal kontrewolucją.
    I jeszcze jedno. Dyplomy PRL nie były takie złe. Gdyby były złe, to by nie
    proponowano tak wielu absolwentom uczelni pracy w nauce, przemyśle itd. Liczą
    się bowiem umiejętności i potencjał człowieka - co sobą reprezentuje.
    Każde państwo musi mieć "jednostki o charakterze zbrojnym". Przypomina mi się
    art. 127 kodeksu karnego, paragraf 1, a mianowicie cyt.: Kto, mając na celu ...
    zmianę przemocą konstytucyjnego ustroju Rzeczypospolitej Podejmuje w
    porozumieniu z innymi osobami działalność zmierzającą bezpośrednio do
    urzeczywistnienia tego celu podlega karze ... .
    Przytoczę tutaj taki paradoks. Zwycięzcy, którzy obalili poprzedni system,
    trudno żeby sobie sami wymierzyli karę. A przecież wszystkie znamiona czynu
    niedozwolonego zaistniały.

    Pozdrawiam



  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 03.11.06, 08:43
    Gdy w 1990 czy 91 roku, z koleżeństwem, np. z pielęgniarką, panią Ewą - dziś
    europosłanką, chodziliśmy do Ministerstwa Finansów, tłumaczyć tam, że
    antyinfalcyjna polityka paraliżuje kraj i całe grupy zawodowe doprowadza do
    skrajnej nędzy, byliśmy właśnie na opisywanym przeze mnie "kacu". Wściekaliśmy
    się, że naszym rozmówcą jest Szreter, sekretarz stanu, były partyjniak, który
    na pewno, na złość, nic nie przekaże Balcerowiczowi. A Balcerowicz przecież
    był "nasz".
    Mieliśmy jeszcze zaćmiony wzrok, wydawało nam się, że to co się dzieje, jest
    sabotażem postkomunistów. Nie zdawaliśmy sobie sprawy, że to już inny ustrój,
    który zakłada, że każdy ma sam, wedle swoich możliwości, dbać o własny poziom
    życia. Że Balcerowiczowi zależy jedynie na umocnieniu złotówki i domknięciu
    budżetu, nieważne czyim kosztem.
    Dziś niektórzy politycy opowiadają bajki, jak to poprawią w jakiś cudowny sposób
    byt społeczeństwa, jeżeli tylko damy im pokonać jakieś, istniejące tylko w ich
    umysłach układy, czy pajęcze sieci. Nie wierzę, aby zatrzymali się oni na
    etapie pojmowania rzeczywistości, z którym ja rozstałem się kilkanaście lat
    temu. Nie wydaje mi się też, aby mieli oni chęć odświeżać idee równości
    autorstwa Marksa i Engelsa. Są po prostu albo wyjatkowo cyniczni, albo bardzo
    ograniczeni.
  • jota.40 03.11.06, 10:02
    Obawiam się niestety, że i jedno, i drugie - jakkolwiek wydaje się to karkołomne...
    Ja tylko słyszę słowa: spisek, sieć, układ, otwiera mi się nóż w kieszeni, a w
    pamięci brzęczy odwieczne "Divide et impera"... Jakże prosty, socjotechniczny
    manewr i ilu już na nim jechało! Choćby Generalissimus Stalin. Ten był
    perfekcyjny w wykrywaniu tajnych sieci!
  • donkej 03.11.06, 13:09
    Z góry przepraszam, bo będzie niesłychanie patetycznie i filozoficznie.
    Wybaczcie mi i spróbujcie zrozumieć mój tok myślenia.

    Taka refleksja mnie od jakiegoś czasu nachodzi:
    Kiedy człowiek sprzedaje swoją duszę?
    Popatrzcie:
    Na przykład miliony uczciwych ludzi uwierzyły po wojnie w lepsze jutro,
    uwierzyły władzy.
    Jednak potem działy się różne rzeczy. Stopniowo okazywało się, że król jest
    nagi. Do pewnego momentu można było wierzyć, że to jedynie wypaczenia, że idea
    jest słuszna, że ludzie, którzy stoją u steru mają czyste intencje, tylko
    błądzą niekiedy.
    Ale tylko do pewnego momentu. Jak długo można się kierować zasadą "cel uświęca
    środki", zwłaszcza jeśli cel staje się coraz mniej konkretny, coraz trudniej
    uchwytny?
    Uczciwi (zwłaszcza wobec samych siebie) ludzie musieli przyznać w którymś
    momencie, że to w co wierzyli było fikcją. Pewnie wymagało to odwagi względem
    samych siebie. Umiejętności rezygnacji z jakichś emocjonalnych przywiązań itp.
    Ale chwała im za to, że umieli, że nie sprzedali swych dusz, nie uśpili sumień
    (pardon za straszny patos).

    To jest ten metafizyczny moment, kiedy człowiek przechodzi jakiś próg, kiedy
    musi się określić.
    Zresztą wiele osób tego nie rozumie, uważa się się, że jeśli ktoś np. pisał
    wiersze o Stalinie to zawsze był i pozostanie świnią.

    Wydaje mi się, że ten metafizyczny próg pojawił się dziś w polityce. Że właśnie
    go Polska przekracza. Że ludzie uczciwi (którzy może pochopnie komuś zaufali)
    stają przed takim samym wyborem czy dalej ufać komuś i bronić go, mimo, że
    ujawniono i ujawnia się cały czas korupcję? Uwierzyć w zasadę semantycznego
    nieporozumienia? Tak jak kiedyś w prowokację zachodnich imperialistów i stonkę
    ziemniaczaną...

    To jest wybór: czy zachować własny rozsądek i sumienie, czy wierzyć w hasła.
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 03.11.06, 13:47
    Pozwól, że rozszerzę twoją myśl Donkej.
    Faktycznie, wszyscy, którzy byli już na świecie w 1989 padli ofiarą zbiorowego
    oszustwa. Bowiem spodziewali się, że wszystko naokoło stanie się lepsze. I nikt
    im nie powiedział, że to nie musi być prawda.
    Przystąpiliśmy do budowania kapitalizmu bez kapitału. Mieliśmy fabryki,
    produkujące dotowane z budżetu towary na potrzeby zagranicznych rynków i dla
    wojska, w sporej cześci upaństwowione, niewydajne rolnictwo,
    tzw "uspołeczniony" handel. Z braku środków, rząd musiał się na gwałt tego
    balastu pozbyć.
    Kto miał pieniądze aby majątek ten przejąć, rozbudować i modernizować ? Nie
    zwykli ludzie, żyjący z państwowej pensji lecz osobnicy powiązani z ludową
    władzą, kombinatorzy i aferzyści z marginesu gospodarczego PRL. Zagraniczne
    firmy i instytucje finansowe też nie kwapiły się rozpoczynać działalności w
    Polsce, ciągneli zaś do naszego kraju przeróżni cwaniacy, w nadzieji szybkiego
    i niekoniecznie uczciwie zdobytego zysku.
    Ale oni mieli pieniądze, zaś kasa państwa była pusta. Trzeba było przymknąć oko
    na różne ciemne sprawy, osłabić kontrolę społeczną, rozbić i skłócić związki
    zawodowe, aby ta cicha zgoda nie wyszła na jaw i nie spowodowała ponownego
    politycznego przewrotu.
    Dziś politycy od lewa do prawa zbierają żniwo tej polityki.
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 03.11.06, 13:17
    Mam wrażenie, że dobrze doszukujesz się proweniencji propagandy uprawianej dziś
    przez polityków. W końcu od kogo mieli się uczyć? Od prezydenta FDR czy JFK ?
    W telewizji słuchali przemówień Nixona czy de Gaullea? Dorosłe życie też wiedli
    nie pod rządami Kohla, Mitteranda czy pani Tatcher.
    I tak jak dawniej tow. Wiesław, dziś prezydent Lech piętnuje warchołów. Spiker
    już nie w zielonym, tylko czarnym uniformie, poucza nas, aby nie wierzyć
    polskojęzycznym rozgłośniom. Tak jak gen. Kiszczak, dziś p. Wasserman wskazuje
    nam agentów - nie imperializmu wprawdzie tylko zgniłego liberalizmu.
    I dla wielu ludzi, wychowanych w PRL jest to język najbardziej zrozumiały. W
    końcu gdyby nie dysydenci, co prowadzą antypaństwową i antypolską robotę, tajni
    agenci na usługach obcych sił, pozostający na usługach wrogich nam wywiadów
    rozpolitykowany kler i niemieccy rewizjoniści, już z pięćdziesiąt lat temu
    mielibyśmy w Polsce raj na ziemi.
    Tak uczyła zawsze telewizja, radio, prasa. Zmieniły się niektóre tytuły -
    np.już nie "Trybuna Ludu" tylko "Nasz Dziennik", ale treści pozostają znajome,
    swojskie i łatwo przyswajalne.
  • jota.40 03.11.06, 16:20
    Treści znajome i swojskie, dokładnie tak - a jeszcze wyrażone swojską nowomową!
    Zauważcie, jak zmienił się język polityczny, oficjalny - jaki stał się
    nieznośnie pompatyczny i pełen dziwnych wyrażeń... Może ze względów zawodowych -
    zwracam uwagę na język mediów, przemówień; pamiętam, jaką ulgą był dla mnie
    okres po '89 roku, kiedy przez dłuższy czas słychać było poprawne, polskie
    frazy, normalny akcent...
    Dziś słyszę o "łże-elitach" i "wykształciuchach" - któż to wynalazł?? Kto im
    wymyśla te kwiatki? Ile w tych wyrażeniach pogardy... Staram się z nich śmiać,
    ale w gruncie rzeczy robi mi się bardzo gorzko. Ja to już wszystko słyszałam.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 03.11.06, 17:06
    Do joty.40
    Być może te słowa pochodzą z tego samego źródła, które wymyśliło komuchów.
    Mam jakąś tam satysfakcję, że nie jestem sam i osoby zajmujące się zawodowo
    językiem, dostrzegają pewne zjawiska zachodzące w naszej mowie - wyraźniej i
    lepiej ode mnie.

    Pozdrawiam
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 03.11.06, 21:51
    Zabiegi językowe, mające wywołać u odbiorcy obrzydzenie i odrazę do
    potencjslnych politycznych adwersarzy, prowadzą też do ustanowienia dogmatu, że
    rządząca siła jest jedynym prawdziwym autorytetem. Wszelką opozycję można wtedy
    przedstawiać jako wyraz moralnej podłości i intelektualnej zgnilizny,
    szkodliwej dla państwa i narodu.
    Podobne zjawiska występują często w młodych, słabych ekonomicznie demokracjach.
    Towarzyszą im rozwiązania siłowe np.: w okresie międzywojennym w Polsce proces
    brzeski, w Rosji Radzieckiej systematyczne czystki różnych środowisk, w
    hitlerowskich Niemczech obozy koncentracyjne.
    Osobnym problemem jest kierowanie gniewu społecznego przeciw mniejszościom
    rasowym i etnicznym, ale często pełni podobną rolę. I u nas do niektórych osób
    lepiej przemawia tłumaczenie, że nieszczęście i nędza w kraju to wynik działań
    ludzi o obcym pochodzeniu.
    Takie zjawisko monopolizacji autorytetu przez osoby stojące na czele państwa
    nosi miano autorytaryzmu.
  • jota.40 03.11.06, 22:06
    Głośno i niemal oficjalnie mówi się o ambicjach Premiera, by zostać drugim
    Piłsudskim. Istnieje rzekomo wiele podobieństw ;)). Ja z nich wszystkich widzę
    głównie ten wiernie zapatrzony dwór. Z tym, że Piłsudski, to był Piłsudski - i
    mimo wielu zastrzeżeń do jego osoby chylę czoła przed charyzmą, dalekosiężnością
    myśli politycznej etc. - a dwór także w dużej mierze składał się z ludzi
    Legionów (był zresztą wśród nich brat mojego dziadka): braterstwo broni etc, etc.
    A dziś? Jakiż to styropian mają ci panowie za plecami?...
    Najbardziej boli mnie, że często najzajadlej atakują tych, którzy tego
    kombatanctwa nie muszą sobie specjalnie dopisywać, tych, którzy naprawdę
    ryzykowali - wszyscy oni w olbrzymiej większości zostali zepchnięci na boczny tor.
    Doprawdy, rewolucja pożera własne dzieci.. Pociesza mnie tylko, że po Dantonie
    padł i Robespierre...
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 03.11.06, 22:44
    Zastanawia mnie, ile z dziwnych skłonności braci K. wywodzi się z domu
    rodzinnego. O zmarłych albo dobrze albo wcale, ale śp. pan
    Rajmund, "bezpalczykiem" zwany, był człowiekiem dziwnym, bohaterem wielu
    anegdot, tak w miejscu pracy jak i zamieszkania.
    Gdy poznałem bliźniaków, szybko zorientowałem się, że są to chłopcy nieufni,
    przekonani o własnej racji, konieczność przychylenia się do czyjegoś zdania
    odbierają jako poniżenie.
    Dużo z tych cech widzę w nich i dziś.
    Walka o to, kto jest prawdziwym kombatantem, jest stałym elementem po każdej
    skończonej batalii. Konflikt między czerwonymi i białymi uczestnikami Powstania
    Styczniowego, spór o zasługi między Piłsudskim, Hallerem i Dowbór Muśnickim,
    namnażanie się w postępie geometrycznym bojowników GL i Al po ostatniej wojnie -
    to barwny folklor, umilający czsy przełomów.
  • donkej 04.11.06, 00:22
    A może byś tak udostępnił którąś z tych anegdot? ;-)))
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 04.11.06, 01:27
    Nieboszczyk, już jako człowiek żonaty i ojciec prawie dorosłych chłopaków,
    zapałał uczuciem do młodej gońcówny, w Motoprojekcie, gdzie pracował.
    Podejrzewał jednak, że panna jest bardziej zainteresowana młodym strażnikiem
    przemysłowym i flirtuje z nim po godzinach na portierni. Postanowił podjąć
    śledztwo. W tym celu udał, ze wychodzi z pracy, przekradł się z powrotem pod
    okienkiem dyżurki i zajął miejsce w schowku na wiadra i szczotki. W odpowiednim
    momencie miłosnych igraszek inwigilowanej pary, zamierzał wkroczyć i
    zdemaskować niewierną gońcównę i zdradzieckiego ciecia.
    Niestety ! Sprzątaczka, kończąc pracę przekręciła klucz w drzwiach kanciapy,
    więżąc pana Rajmunda. Rano pracownicy biura, zaalarmowani rozpaczliwymi rykami
    i stukaniem uwolnili nieszczęśnika. Nie wiem natomiast, czy ta przygoda
    wyleczyła
    go z uczucia do gońcówny.

  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 04.11.06, 08:04
    Chciałbym w związku z poruszoną tematyką językową, zachęcić do zapoznania się z
    mowami oskarżycielskimi prokuratora Wyszyńskiego (jest ich tłumaczenie z
    rosyjskiego). Szczególnie zaś polecam mowę przeciwko Bucharinowi i Zinowiewowi.
    Dla kontrastu proszę przeczytać Zoszczenki "Bajki o Leninie" wydane przez Naszą
    Księgarnię.
    Są to bardzo pouczające przyłady patologicznych pism.
    Jako uzupełnienie, można sobie obejrzeć film pana Fidyka o Korei Północnej i jej
    poprzednim wodzu.

    Pozdrawiam

  • jota.40 04.11.06, 09:21
    Noo, po filmie Fidyka uświadomiłam sobie, że żyję w kraju rozpasanej swobody,
    sobiepaństwa, zgniłego liberalizmu i hasającego liberum veto...
    Ale pomiędzy kolejnymi etapami wystarczy kilka kroków. Dlatego z niepokojem
    śledzę wygibasy językowe - bo, jak słusznie zauważył Lukas, idą z nimi w parze
    rozwiązania siłowe, jako prosta konsekwencja eliminacji wrażych sił.
    Lukas, prosimy o więcej anegdot!! Przy dramatycznej historii szpiegowania
    gońcówny zaplułam monitor. Nareszcie wiemy, skąd ta przekazana w genach
    podejrzliwość!!;)))
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 04.11.06, 10:30
    Również obawiam się o te kilka kroków. Ale może niepotrzebnie!

    Pozdrawiam

    Post scriptum
    Zastanawiam się czy opowiadanie o gońcównie, jest tak wiarygodne, jak o
    burmistrzu i suchym basenie.
    Przypominam sobie, że na statkach marynarze opowiadali pasażerom niezwykłe
    historie, w które ci ostatni mieli uwierzyć - to jest odwołanie się do
    Borchardta. Współcześnie nazywa się to w języku wilków morskich, ładowaniem
    pasażerów.
    W każdym razie, jeżeli chodzi o źródełko wody oligoceńskiej przy Elbląskiej,
    jest lukas wiarygodny.

  • donkej 04.11.06, 12:29
    Hmm - a kiedyż to on w tym Motoprojekcie pracował? Bo tak się składa, że gdybym
    się postarała, to specjalinie dla Weterynarza mogłabym jeszcze historię
    uwiarygodnić...

    Weterynarzu - tak z innej beczki - poradź: psa obecnie należy szczepić przeciwko
    wściekliźnie co roku, czy co dwa lata? To kwestia przepisów, więc skoroś
    "weteryniarz prawa", to może wiesz?
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 04.11.06, 14:04
    Tak z innej beczki!
    HO!HO! Pan Burmistrz by się ucieszył, z szerzenia znajomości prawa na forum w
    pewnym sensie Jemu poświęconym. Udzielając tej informacji jestem przekonany, że
    nie naruszam netykiety i regulaminu forum. Udzielam tej informacji jako
    forumowicz prawnik gość.
    Kwestie szczepienia psów przeciw wściekliźnie reguluje ustawa z dnia 11 marca
    2004 r., O ochronie zdrowia zwierząt oraz zwalczaniu chorób zakaźnych, z dnia 11
    marca 2004 roku, Dz.U. z 2004 r., Nr 69, poz.625 (z późniejszymi zmianami). A
    dokładniej w rozdziale 8 tej ustawy, w art. 56, ust. 1 i 2.
    Szczepieniu podlegają psy powyżej 3 miesiąca życia a posiadacz ma obowiązek
    doprowadzenia psa w ciągu 30 dni od ukończenia przez psa 3 miesięcy. Następnie
    trzeba szczepić psy nie rzadziej niż do roku od ostatniego szczepienia.
    Mogą być jeszcze inne przepisy, tę sprawę regulujące i w związku z tym wobec
    powstania jakichkolwiek wątpliwości należy się zwrócić w tej sprawie do
    powiatowego lekarza weterynarii (choćby o terminy akcji szczepień).

    Pozdrawiam
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 04.11.06, 13:59
    Powiem sczerze, że źle się czuję po opisaniu tej anegdoty (dotyczy połowy lat
    70-tych ub.wieku). Jak tak dalej pójdzie, zacznę sprawdać przebieg służby
    dziadków i przynależność organizacyjną prababć.... Już dziś rano sprawdzałem
    przy goleniu, czy nie upodabniam się do Jacka Kurskiego albo Krzysia
    Wyszkowskiego !
    Dla zainteresowanych anegdotami o rodzinie Kaczyńskich w okresie
    międzywojennego dwudziestolecia, polecam lekturę "Pamiętników" Jerzego
    Kirchmayera.
    Jak już co, to może o żywych. Wiele osób jest co najmniej zdziwionych wycofaną
    postawą Leszka. Wystąpienia publiczne, bez wypowiedzenia choćby jednego słowa,
    polityczne narady, kończące się szybko wybuchami gniewu, wielki dystans do
    wydażeń bieżących, nawet wtedy gdy wypadało by wesprzeć wysiłki brata. Ostatnie
    zarządzenia, aby nie fotografować go z profilu, sugerujące, że może korzysta z
    dublera.
    Poniższy fakt podaję na odpowiedzialność dziennikarza bardzo prorządowej
    gazety. Przed wakacjami mogliśmy obejrzeć w dzienniku migawkę z wizyty w
    ośrodku psów policyjnych w Sułkowicach. W czasie zwiedzania zaprezentowali się
    czworo- i dwunożni przodownicy wyszkolenia. Gdy pierwsza para podeszła do
    dostojnika, policjant gromkim głosem wydał komendę "siad !". Po sekundzie
    wszyscy obecni wybałuszali oczy na widok siedzącego posłusznie na ziemi Leszka.
    Oczywiście tego kamery nie pokazały.
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 04.11.06, 14:20
    Ta historia z tym "siad!" jest nieprawdopodobna. Nie będę, nawet wobec tego,
    dzwonił do Sułkowic, gdzie pracuje, mgr prawa i lekarz weterynarii w jednej
    osobie, na dość eksponowanym stanowisku, żeby powiedział coś więcej. Bo po co?
    Tak nawiasem mówiąc, trzeba dbać o image Prezydenta i nie sprawdzonych opowieści
    o nim nie powtarzać.

    Pozdrawiam
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 04.11.06, 15:03
    Jako się rzekło, podałem wiadomość zaczerpniętą od jednego z sąsiadów,
    dziennikarza. I wcale nie w konwencji humorystycznej. W końcu, czy ktoś
    wiedział o śmiertelnej chorobie Reagana w czasie trwania jego kadencji ? Czy
    mówiono o astrologicznych i magicznych obsesjach Francois Mitteranda ? Pamiętam
    z historii, jak starano się ukryć objawy zmian chorbowych u marszałka
    Piłsudskiego, gdy jego życie zbliżało się ku końcowi. Nie wychodzą mi z
    głowy "listy z lodówki" sekretarza generalnego Czernienki.
    Podważając wiarygodność tej historii, uspokoiłeś mnie. I cieszę się z tego.
  • sierzant.podsiadlik 04.11.06, 20:09
    Gość portalu: weterynarz prawa napisał(a):
    > Współcześnie nazywa się to w języku wilków morskich ładowaniem pasażerów.

    Ja słyszałam to w wersji "puszczania na ładownię". Inna rzecz, że brać
    marynarska z nudów potrafi pasażerom wcisnąć największe bzdury; moją ulubiona
    anegdotka dotyczy zapytania rodzinki podróżującej na drobnicowcu, czy można ze
    środka Atlantyku wysłać list do domu. Zapytany marynarz odpowiedział, że owszem;
    następnego dnia o ósmej rano będą bowiem przepływać koło boi komunikacyjnej, a
    tam będzie siedział listonosz i listy odbierze. Rano rodzinka zebrała się w
    komplecie, z epistołami w garści; załoga też zebrała się w komplecie, pokład
    wyżej i rozrywkę miała cokolwiek przednią...
    --
    "To jest Żoliborz, tu się dziwne rzeczy dzieją."
    Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 04.11.06, 20:22
    Tak, być na dejmance i mieć jedynie za przyjaciela Jasia po...rdalacza to ciężki
    los.
    Dziękuję za anegdotę.

    Pozdrawiam
  • sierzant.podsiadlik 04.11.06, 20:32
    A jeszcze jak się jest w morzu, a żona z dejmanem...
    Choć i tak najbardziej lubię historie o Jonaszach.
    Pozdrawiam tudzież.
    --
    "To jest Żoliborz, tu się dziwne rzeczy dzieją."
    Komisarz Eustachy Podsiadlik na tropie
  • Gość: weterynarz prawa IP: *.chello.pl 04.11.06, 23:28
    Tak Jonasze to problem, a jeszcze jak listy w morzu piszą...!
    Bynajmniej! Bynajmniej! W ręce Szanownego Pana perswaduje!

    Pozdrawiam
  • Gość: lukas IP: *.chello.pl 05.11.06, 00:39
    Tak sobie myślę nad upadkiem anegdoty politycznej. Przecież dawniej
    przerzucalismy się kawałami na temat rządzących. Dziś mamy tego jak na
    lekarstwo.
    Czy rzeczywiście do tego stopnia indentyfikujemy się z tym kiepskim spektaklem,
    który nam codziennie serwuje władza, żeby nie wypadało nam się z tego śmiać ?
    A może widowisko jest tak żenujące, że budzi już tylko rozpacz i przerażenie ?