agresywne dziecko w szkole Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • co zrobić z agresywym dzieckiem w szkole ? jest dziecko bardzo agresywne w
    szkole nr 65 na żoliborzu.bije inne dzieci wyciąga jedzenie i strasznie
    przeklina. na zwrócenie uwagi reaguje złością i wyzwiskami . rodzice nie
    reagują . mama dziecka kiedy sie idzie na skarge potrafi uderzyc. co robic?
    gdzie oprócz szkoły zgłosić takie zachowanie/.
    • Gość: m IP: *.aster.pl 08.09.09, 11:00
      Zgłosić w szkole: wychowawca, pedagog, dyrekcja.
      Szkoła ma wystarczając dużo możliwości prawnych, aby zaradzić tej sytuacji
      łącznie z wystąpieniem do sądu o pozbawienie rodziców praw rodzicielskich, o
      wystąpienie o kuratora sądowego.
      Naciskać szkołę!
      Jak zrobi krzywdę twemu dziecku, zgłosić na policję z zaznaczeniem,
      że szkoła nic nie robi, to może szkolny pedagog się weźmie do pracy.
    • Gość: Tomo IP: *.merinet.pl 08.09.09, 19:01
      To co napiszę będzie bardzo "niepolityczne", ale niestety nie
      liczyłbym na pomoc szkoły czy pedagoga.
      Niestety jedyną metodą jest wzbudzenie strachu zarówno w dziecku jak
      i mamusi. Jakimi metodami to już nie trzeba chyba mówić, zwłaszcza
      że jak piszesz doszło już do rękoczynów ze strony matki dziecka.
      Zanim szkoła i policja zajmie się sprawą, nie mówiąc o sądzie
      rodzinnym może dojść do tragedii.
      Przykro, że muszę coś takiego napisać, ale nasza waaadza Ci nie
      pomoże.
      • Gość: Zofia IP: *.chello.pl 08.09.09, 19:46
        To co napisałeś,nie jest "niepolityczne".Jest po prostu głupie.
        Ty już wiesz,że szkoła i policja na pewno nie pomogą,masz pewność,że samosąd i odpowiadanie przemocą na przemoc to jedyne wyjście.Nie zadałeś sobie jednak przy tym pytania,czy ci ludzie,którzy proszą o radę,mają ochotę na takie rozwiązanie.
        Nie oceniaj wszystkich według siebie,nie każdy jest agresywnym frustratem,nienawidzącym i bojącym się wszystkich wokół.

        Myślę,że jesteś bardzo biednym człowiekiem.Bardzo żal mi Twojej rodziny.Często stosujesz wobec niej "wzbudzanie strachu",gdy coś dzieje się nie po Twojej myśli?

        Moja rada dla was-idźcie z tym do szkoły.Na pewno szkoła nie odmówi Wam pomocy.Jeżeli dziecko jest agresywne,a rodzina patologiczna-pedagog szkolny sam zawiadomi Policje.Nie odpowiadajcie agresją na agresje.
        • Gość: Tomo IP: *.merinet.pl 10.09.09, 23:03
          Gość portalu: Zofia napisał(a):
          To co napisałeś,nie jest "niepolityczne".Jest po prostu głupie.
          Ty już wiesz,że szkoła i policja na pewno nie pomogą,masz pewność,że
          samosąd i odpowiadanie przemocą na przemoc to jedyne wyjście...


          Przeczytaj co ci rodzice napisali poniżej o efektach "wychowawczej"
          rozmowy w szkole. Ich drugie dziecko nie może wyjść na podwórko, a
          córka jest zastraszana.
          Takie są efekty prób cywilizowanego załatwienia sprawy w stosunku do
          niecywilizowanych ludzi.
          I w ramach podsumowania - jak widać głupi był twój, a nie mój wpis.
          Obrończyni praw bandytów się znalazła...
      • Gość: Jotka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.09, 23:22
        I co zrobisz? Pobijesz takiego chłopaka? A może jego mamusie? Mamy XXI wiek i stosowanie kodeksu Hannurabiego jest bez sensu. Chyba rozsądniej jest zgłoszenie sprawy na policje. Dzieciaka nie aresztują, ale na mamuśkę może podziałać. Ona, jak przyjdzie do niej policja, odpowiednio "porozmawia" z smarkaczem. Dyrekcja szkoły na pewno ma to w nosie i powie, że to nie ich sprawa. Dlatego na nch bym nie liczyła.
        Jak chodziłam do tej szkoły, to też zdarzały się takie przypadki, ale zwykle rozwiązywaliśmy to między sobą. Rodzice lepiej niech nie ingerują, tylko zgłoszą komu trzeba.
        • Gość: Zofia IP: *.chello.pl 09.09.09, 08:56
          "Dyrekcja szkoły na pewno ma to w nosie i powie, że to nie ich sprawa"

          Otóż szkoła ma obowiązek zajmowania się agresywnymi uczniami i zrobi to na
          pewno-tylko trzeba ja o tym poinformować.Proszę nie przenosić osobistej niechęci
          do szkoły(rozumiem,że nie każdemu było do niej po drodze)na ten przypadek.Szkoły
          współpracują zarówno z Policją,jak i ze Strażą Miejską,w każdym przypadku,gdy
          ich uczeń popełnia jakieś wykroczenie.tylko,na Miłość Boską,mówcie o
          tym!Zgłaszajcie takie przypadki!
          Nie siedźcie cicho i nie narzekajcie,że nikt
          Wam nie chce pomóc.
          • Gość: doswiadczony IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.09.09, 09:18
            Miałem podobną sytuacją. Tatulek ucznia na zwracaną mu uwagę, że
            synek jest agresywny - sam przystąpował do rękoczynów. Do
            czasu.....aż sam dostał w mazak. Tatuś się uspokoił, synalek zresztą
            też....................
        • Gość: Dośka IP: *.chello.pl 10.09.09, 13:02
          "I co zrobisz? Pobijesz takiego chłopaka? A może jego mamusie? Mamy XXI wiek i
          stosowanie kodeksu Hannurabiego jest bez sensu. Chyba rozsądniej jest zgłoszenie
          sprawy na policje..."
          Proszę jaka hipokryzja - najpierw twierdzisz że nie powinno sie sprawy
          rozwiązywać siłowo bo to be! ale potem stwierdzasz że jak mamusię odwiedzi
          policja to odpowiednio "porozmawia" ze smarkaczem czyli w prywatności i zaciszu
          4 ścian spuści mu łomot. I to jest w porządku według Ciebie??
          Następny tekst godny przytoczenia i potwierdzający Twoje słowa z początku postu
          to cytuję : "...Jak chodziłam do tej szkoły, to też zdarzały się takie
          przypadki, ale zwykle rozwiązywaliśmy to między sobą..." Czyli dzieci atakowane
          powinny spuścić łomot atakującemu, no proszę bardzo to budujące i wychowawcze
          uczyć dzieci odpowiadania agresją na agresję!! Brawo dla tej pani!!! A jak to
          się ma do tego co napisała pani na początku????

          A teraz z innej beczki. Po pierwsze jak pójdą z tym na policję to pan policjant
          roześmieje się im w twarz, zażąda okazania obdukcji lekarskiej na piśmie, spyta
          czy chcą zgłosić napaść i na jakiej podstawie, a następnie poinformuje, że od
          rozwiązywania takich problemów jest szkoła i pedagog szkolny, a nie policja.
          Większość ludzi uważa że ze wszystkim można polecieć na policję a oni radośnie
          klaskając uszami polecą interweniować. Otóż nie! I taka jest bolesna rzeczywistość.
      • Gość: aaaaa IP: 195.85.196.* 09.09.09, 17:28
        Popieram , terapia szokowa. d.. nie szklanka. Tylko patrzeć jak ten
        bandzior wsadzi nóż pod łopatki. Wszysko to przez to że jacyś
        wymyślili błękitną linię, różową i Bóg wie jeszcze jaką. Bachory
        czują się bezkarne a dorośli stali się ofiarami tych potworów. W
        Chinach czy Korei wiedzieliby jak sprawę załatwić.
    • Gość: poszkodowani rodzi IP: *.aster.pl 09.09.09, 12:17
      zgłoszone jest w szkole. była rozmowa z tym dzieckiem ( dziewczynką)3dni temu.
      efekt jest taki że groziła mojej córce wczoraj pobiciem. namawia tez swoje
      młodsze rodzeństwo do takiego samego zachowania.ostatnio goniła moje młodsze
      dziecko 3 letnie na placu zabaw bo chciała ją uderzyć.mój syn ( 7 letni)poszedł
      z pieskiem na spacer na plac ( 100m od domu) . wyrwała mu smycz , psa wzieła
      wsadziła na zjeżdżalnie i rzuciła nim w piach (bo piesek nie chciał zjechać).
      jest to mały piesek ,przyjażnie nastawiony do ludzi i niestety nie potrafi sie
      bronić.
      • To są bydlęta.
        Należy bić.
        To jedyna droga.
        Borys
      • Gość: Gocha IP: *.devs.futuro.pl 10.09.09, 12:40
        Może idź do dzielnicowego. A jej zachowanie ponownie zgłoś w szkole. Jak zobaczy
        że nie jest bezkarna to może przystopuje.
      • Gość: Tomo IP: *.merinet.pl 10.09.09, 22:57
        Gość portalu: poszkodowani rodzi napisał(a):
        zgłoszone jest w szkole. była rozmowa z tym dzieckiem ( dziewczynką)
        3dni temu. efekt jest taki że groziła mojej córce wczoraj pobiciem.
        namawia tez swoje młodsze rodzeństwo do takiego samego
        zachowania.ostatnio goniła moje młodsze dziecko 3 letnie na placu
        zabaw bo chciała ją uderzyć.mój syn ( 7 letni)poszedł z pieskiem na
        spacer na plac ( 100m od domu) . wyrwała mu smycz , psa wzieła
        >wsadziła na zjeżdżalnie i rzuciła nim w piach (bo piesek nie chciał
        zjechać). jest to mały piesek ,przyjażnie nastawiony do ludzi i
        niestety nie potrafi sie bronić.


        No i gdzie są ci obrońcy praw bandziorów wypowiadający się powyżej?
        Macie dla tych ludzi jakieś kolejne "genialne" rady?
        Czy oni i ich dzieci nie mają przypadkiem prawa do normalnej
        egzystencji?
        Może chcecie jeszcze coś napisać na temat Kodeksu Hammurabiego i
        tego jaki był zły? (nie Hannurabiego jak napisaliście, proponowałbym
        się dokształcić).
        Powtarzam - jedyna metoda to rozwiązanie siłowe. Zarówno w stosunku
        do rodziców gó...ary jak i jej samej. Nie mówię o pobiciu dziecka,
        ale o takim go przestraszeniu żeby bało się spojrzeć w kierunku
        Waszych dzieci. Z mamusią to już inna sprawa. Będzie agresywna - w
        mazak. Na drugi raz na Wasz widok przejdzie na drugą stronę ulicy i
        problem będzie rozwiązany.
        • Gość: jotka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.09.09, 00:18
          Zamiast czepiać się literówek, może być czasem pomyślał? A jak kiedyś do Ciebie przyjdzie tatuś takiej małej i to Ty dostaniesz w "mazak" Nie będziesz już taki butny i odważny... Stosując takie prymitywne metody zniżasz sie do ich poziomu. Nie po to zeszliśmy z drzewa, żeby wracać do takich sposobów rozwiązywania konfliktów. Każesz innym się dokształcać, a proponujesz rozwiązania siłowe godne co najwyżej Neanderlandczyka.
          Może jeszcze poprzesz rozwiązanie pana Giertycha i karzesz ją zesłać do obozu "poprawczego"? Mogę co najwyżej współczuć Twoim dzieciom z powodu tatusia i przykładu, jaki im daje.
          Nie po to płacimy podatki i utrzymujemy policję. Niech raz się na coś przydadzą.
          • Gość: Dośka IP: *.chello.pl 11.09.09, 01:17
            Nie czepiaj się człowieka bo sama jesteś nie lepsza co wykazałam w poście
            powyżej. PO drugie już raz szanownej Pani tłumaczyłam że policja najpierw musi
            mieć konkretny i uzasadniony powód do tego żeby reagować. Skoro jesteś taka
            mądra to powiedz tym ludziom co mają powiedzieć na posterunku? Co zgłosić?
            Napaść? Pobicie? Naruszenie nietykalności cielesnej pieska? PO za tym wszystko
            trzeba niezbicie udowodnić, czyli mieć na to świadków. Niestety tak jest i nic
            na to nie poradzisz. PO za tym co ma zrobić policja? Zabrać dzieci
            nieodpowiedzialnej matce i umieścić je w ośrodku wychowawczym? Wlepić mandat
            matce lub dzieciom? Skierować sprawę do sądu dla nieletnich? Czy może zmarszczyć
            brew i pogrozić palcem???
            • Gość: adam IP: *.chello.pl 11.09.09, 09:37
              A dlaczego od razu przyjmujesz że ktoś może dostać od tamtego
              rodzica w ramach rewanżu w mazak???

              Ja w obronie dzieciaka zrobię wszystko a po wyczerpaniu oficjalnych
              kanałów załatwiłbym to kanałami nieoficjalnymi i to w taki sposób że
              tym rodzicom nawet nie chciałoby się pózniej bo bułki do sklepu
              wyjść a co dopiero robić odwet, naprawdę okazać się może Jotka
              czasami że ktoś ma mocniejsze znajomości i nie warto z nim zadzierać
              i z tego powodu twoje zakładanie z góry że dostanę w mazak mnie
              tylko rozmiesza, a jeszcze raz powtarzam: W obronie dzieciaka zrobię
              wszystko.
              • Gość: Jotka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.09.09, 00:13
                Jak daleko się posuniesz? Najpierw pójdziesz do nich z baseballem, a potem? Oskarżysz ich o coś, czego nie zrobili? Naślesz na nich bandziorów?
                A co będzie, jak zrobisz odwet na kimś niewinnym? Twoje dziecko może wskazać kogoś innego ze strachu lub po prostu może nie być na 100% pewne. Co wtedy?
                Pomyśl trochę, zanim posuniesz się za daleko. Czasem nadmiar miłości rodziców bardziej krzywdzi dzieciaka niż manto od kolegi.
            • Gość: Jotka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.09.09, 23:59

              Jak byłam mała czasami niestety musiałam się bronić sama. Tyle, że to działo się w zupełnie innej epoce... Za komuny byliśmy skazanii na własną inwencje. Ale na pewno moi rodzice nie urządzali akcjii odwetowych na innych.
              Teraz jestem dorosła i wiem, że to IDIOTYZM w ten sposób rozwiązywać takie problemy. Dojrzałam i zmądrzałam. Mimo doświadczeń z młodości wyrosłam na tzw porządnego człowieka.
              Policja powinna w takich przypadkach zareagować, tyle że należy to zgłosić, to nic nie kosztuje. Lepsze to niż udawać, że nic się nie dzieje lub prać się nawzajem.
              W szkole mojego bratanka, gdy pobiło się dwóch uczniów, dyrekcja wezwała Straż Miejską. Widać mieli powód skoro przyjechali. Niestety w większości przypadków wszyscy udają, że nic się nie dzieje, albo z góry zakładaja że i tak policja czy straż miejska nic w tej sprawie nie zrobi. A potem maja pretensje, że dziecko zostało okradzione czy pobite.
              Przemoc wśród dzieciaków to pretekst do wymyślania karnych szkół i wbijanie ich w mundurki, ale to nie daje kompletnie nic. Tak jak grodzenie osiedli daje złudne poczucie bezpieczeństwa.
              Naruszenie nietykalności cielesnej czy pobicie jest karalnym przestępstwem, tylko że prościej jest zrobić samosąd niż zadzwonić po gliny. I my nazywamy sie się cywilizowanym społeczeństwem. Żal...
              POzdrawiam-Jotka;)
              • Gość: Dośka IP: *.chello.pl 12.09.09, 15:14
                Dorosłaś ale czytać ze zrozumieniem nie potrafisz za grosz. Po pierwsze jeszcze
                raz się pytam CO MAJĄ ZGŁOSIĆ RODZICE???????? Jaką kwalifikację czynu mają
                zgłosić??? Po drugie w przytoczonym przez Ciebie przypadku Twojego bratanka,
                zdarzenie miało miejsce w szkole, to raz, a dwa, zgłosiła je dyrektorka szkoły,
                a nie rodzice!!! A to jest spora różnica. Po za tym, żeby zgłosić naruszenie
                nietykalności cielesnej czy też pobicie trzeba mieć obdukcję i świadków
                popełnienia czynu karalnego. Jeżeli dziecko zostanie pobite w szkole za
                zgłoszenie tego odpowiada szkoła, a nie rodzice. Pretensje można mieć tylko do
                wychowawców, nauczycieli i dyrekcji o to, że nie reagują. A jeśli chodzi o
                podwórko, to uważam że jeśli w odpowiedni sposób osoba dorosła zwróci uwagę tej
                dziewczynce i jej rodzeństwu to to wystarczy gdyż takie agresywne dzieci są tak
                naprawdę strasznymi tchórzami. Nie trzeba grozić, wystarczy uprzedzić i powinno
                pomóc. Co do mamusi, też uważam, że rozmowa przeprowadzona w odpowiedni sposób
                językiem zrozumiałym dla tej pani może pomóc. Natomiast jeśli owa pani
                przeszłaby do rękoczynów to wystarczy się bronić. Jotka, naprawdę uwierz mi,
                policja raczej w tym wypadku nic nie zrobi chyba, że wezwiesz ją w momencie
                złapania tej dziewczynki za rękę, w obecności świadków, a Twoje dziecko będzie
                zalane krwią z widocznymi śladami pobicia. A tego raczej każdy wolał by uniknąć.
                Niestety takie mamy prawo i taką policję. A potem się dziwią, że zdarzają się
                samosądy. Ja też swego czasu wierzyłam w policję dopóki się na własnej skórze
                nie przekonałam jak nie wiele oni mogą i jak trudno jest dochodzić swoich praw.
                Naprawdę nie jestem zwolenniczką rozwiązań siłowych ale czasami po prostu
                inaczej się nie da.
                • Gość: rodzice IP: *.aster.pl 12.09.09, 15:59
                  próbowałam porozmawiać z tą dziewczynką ale nawyzywała mnie od głupich bab ,
                  downów,debilek i popier.....kiedy powiedziałam ze jej zachowanie zgłosze w
                  szkole ona powiedziała że ma to gdzieś.
                  • Gość: Dośka IP: *.chello.pl 12.09.09, 18:03
                    Bo wie, że jest bezkarna. Niestety. A czy te dzieci mają jakiegoś ojca w sensie
                    czy ojciec mieszka z nimi? Wiesz, ja bym na Twoim miejscu wzięła dziewczę za
                    fraki, zaprowadziła do mamusi i przy mamusi oświadczyła, że ostrzegam lojalnie,
                    iż jeśli jej córka albo jakiekolwiek z jej dzieci potraktuje jedno z moich
                    dzieci w sposób który ja uznam za niewłaściwy, wymierzę karę na miejscu w
                    postaci paru klapów w tyłek ponieważ ona jako matka nie potrafi swoich dzieci
                    wychować będzie musiał zrobić to ktoś inny. Żeby potem nie było zdziwienia i
                    zaskoczenia jeśli dziecię się poskarży że dostało w tyłek ode mnie.
                    • Gość: rodzice IP: *.aster.pl 12.09.09, 23:26
                      mamusia jest taka sama jak córka.panie ze szkoły mnie ostrzegły że potrafi z
                      pazurami wystartować , darła sie nawet na nauczyciela w szkole.z ojcem
                      rozmawiałam , jest to raczej spokojny człowiek .niestety żeby uwierzyć w prawde
                      o córci musiałby chyba mieć ponagrywane jej wybryki.dzieci z tej rodziny
                      posługują się wyłącznie słownictwem typu; ch... , ku.... itd.niema co liczyć na
                      jej rodziców.sądząc po zachowaniu dzieci chyba w ogóle nie reagują na
                      skargi.uważam że takie dzieci powinno sie przenosić do innych szkół .teraz są
                      jeszce małe a co bedzie za pare lat?
                      • Gość: Dośka IP: *.chello.pl 13.09.09, 00:21
                        Faktycznie, strach się bać co z tych dzieci wyrośnie. Ale właśnie przeczytałam
                        post na końcu który napisała Monika i uważam że jest to bardzo sensowne wyjście.
                        Jeżeli zrobicie zebranie rodziców z wychowawczynią, dyrektor szkoły i najlepiej
                        w obecności dzielnicowego to może to coś da. Może przed grupą rodziców którzy
                        twardo powiedzą NIE! zachowaniu jej dzieci i brakowi reakcji z jej strony pani
                        się zreflektuje. Po za tym jeżeli zbierzecie się wszyscy do kupy i przedstawicie
                        swoje stanowisko dyrekcji to być może będzie ona zmuszona bardziej stanowczo
                        reagować, nie wiem jaka może być podstawa prawna dotycząca relegowania dziecka
                        ze szkoły ale tu bym porozmawiała z dyrekcją. Macie na pewno prawo w dobrze
                        rozumianym interesie waszych dzieci żądać od dyrekcji rozwiązania tej sprawy.
                        A te agresywne dzieci wynoszą taki wzór zachowań z domu rodzinnego niestety,
                        więc być może na tym zebraniu mógłby się wykazać wiedzą również psycholog
                        szkolny. Nie macie chyba innego wyjścia jak zespołowo i stanowczo zmusić
                        dyrekcję i nauczycieli do bardziej stanowczego postępowania. Policja czy straż
                        miejska jest wzywana zazwyczaj w momencie gdy jest już poważna rozróba i poleje
                        się krew, a tego każdy by chciał uniknąć. Spróbuję się dowiedzieć czegoś więcej
                        na temat postępowania dyscyplinarnego wobec ucznia i podstawy prawnej stosowanej
                        w takich przypadkach i dam znać. A co do przenoszenia do innych szkół to może
                        być trudne, bo żadna szkoła nie chce mieć u siebie tak zwanych "trudnych"
                        dzieci. No ale trzeba być dobrej myśli.
        • Przepraszam,należy leczyć przyczyny, a nie skutki! Ktoś tych agresorów wychował, w szkole przebywają tylko kilka godzin i przyszli do niej już jakoś wychowani. Chyba RODZICE tych dzieci powinni zostać przeszkoleni, jak z takim dzieckiem postępować. Inaczej tylko przemoc, nawet i psychiczna, aby zastraszyć drania, bo na takiego żadna kara nie zadziała, jak będzie wiedział, że rodzic go obroni jak szkoła będzie chciała go ukarać. Rodzice takich dzieci muszą być kierowani na przymusowe szkolenia z wychowania - muszą otworzyć oczy, uświadomić sobie niebezpieczeństwo i wiedzieć, jak postępować z takim dzieckiem.
          • Gość: kka IP: *.dynamic.chello.pl 04.12.13, 20:08
            Niestety, szkoła nie ma możliwości, aby zmusić dorosłych do terapii, może natomiast przymusić dziecko - spotkania z psychologiem mogłyby odbywać sie i 3-4 razy w tygodniu, tylko , że albo nikomu nie chce się, albo jest wielu agresorów. nie chce się. Szkoła może wystąpić również do gminy o dodatkowe środki finansowe w ramach interwencji, ale albo nie wie, albo nikomu nie chce się. Może powiadomić sąd, kuratora, opiekę społeczną, ale nie chce brać odpowiedzialności i angażować sił w sprawy sądowe. \najlepiej zamiatac na bieząco pod dywan i udawać, że nic nie dzieję się.
            Bo tym dzieciom trzeba pomóc, ale mądrze pomóc. Niektóre są poranione i potrzebują intensywnej terapii, inne należałoby oddzielić od domu (co jest trudną decyzją, ale czasem jedyną słuszną). Pewnie w połowie przypadków wystarczyłaby terapia obejmująca rodzinę - i dzieci i rodziców/dziadków, bo powtarzane sa błędy wychowawcze, które można jeszcze wyprostować. Ale jak się okazuje - rodzice są bardziej zaburzeni od dzieci i mniej skłonni do współpracy. W takim przypadku tylko sądowy przymus współpracy pod groźbą konsekwencji (czyli postępowanie jak z dziećmi) dałby jakiś efekt..
          • Gość: BOJANKA IP: *.dynamic.chello.pl 06.02.14, 13:10
            moje dziecko idąc do szkoły było posłusznym i grzecznym dzieckiem a w szkole masakra nauczycielka wmawiała mu że jest agresywny to też taki był mój 6 latek tak widział i uczył sie wszystkiego pokolei dokładnie no pluć to też ja go nauczyłam kopać po kostkach też żucać plecakiem no ja a kto jak nie ja biegać na przerwach też ja mu kazałam DZIECI UCZĄ SIE W SZKOLE DUŻO NIESPRAWIEDLIWOŚCI PONIŻANIA INNYCH TO SKUPISKO RÓŻNYCH ZACHOWAŃ SPOŁECZNYCH KTÓREGO DZIECI SIE UCZĄ NA WZAJEM W DOMU SĄ PRZYKŁADEM DO NAŚLADOWANIA A W SZKOLE SZATANY A WSZYSTKIEMU WINNI SĄ NAUCZYCIELE BO POWINNI ZAWIADAMIAĆ RODZICÓW O ZŁYM ZACHOWANIU JAKIEMS UWAGI ŻEBY MOŻNA BYŁO Z DZIECKIEM ODRAZU NABIERZĄCO POROZMAWIAĆ A NIE JA PRZYCHODZE NA ZEBRANIE I DOPIERO Z ZESZYTU DOWIADUJE SIE JAKIE DZIECKO MIAŁO UWAGI PRZYCHODZE DO DOMU A DZIECKO JUŻ POŁOWY SYTUACJI ZA KTÓRE DOSTAŁ TE UWAGI NIE PAMIĘTA SAMO Z SIEBIE NIE WYJDZIE KTOS MUSI SPOWODOWAĆ SYTUACJE KTOŚ MUSI 8 LATKOWI POKAZAĆ ŻE TAK MOŻNA ŻE JEDNEMU ZABIERA SIE PIŁKE DO KOŃCA ROKU A DRUGIEMU KAŻE SCHOWAĆ DO PLECAKA NAJPIERW NIECH NAUCZYCIELE NAUCZA SIE SZACUNKU DLA UCZNIA NIECH ICH TEGO NAUCZA SAMEMU TAKIM BĘDĄC
    • Gość: Doswiadczony IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.09.09, 16:40
      1)Wcale mi sę nie spodobało
      2)Rzadko kiedy ja dostaję
      3)NIGDY nie korzystam z usług policji......Jeżeli ja obskoczę w
      mazak - ten od którego dostasłem obskoczy od kogoś innego,
      podwójnie....:))))
    • Gość: monika IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 12.09.09, 10:23
      zwołać zebranie WSZYSTKICH rodziców, wychowawcy + dyrekcji +
      psychologa/pedagoga. Jeśli rodzice są bardzo zdeterminowani to
      powinni również zaprosić dzielnicowego dopasowując do jego wolnego
      terminu całe zebranie. Rodzice powinni ZBIOROWO przedstawić swoje
      pretensje rodzicom agresywnych dzieci, można przeczytać petycję
      podpisaną przez wszystkich. Straszenie laniem (w mazak czy dupsko)
      nie ma sensu, te agresywne dzieci mają większe problemy niż wam
      rodzicom grzecznych dzieci się wydaje. Rozwiązać wasz problem może
      paradoksalnie POMOC tej rodzinie a nie jej wykluczenie.
      • Gość: Tomo IP: *.merinet.pl 13.09.09, 21:46
        Gość portalu: monika napisał(a):
        zwołać zebranie WSZYSTKICH rodziców, wychowawcy + dyrekcji +
        psychologa/pedagoga. Jeśli rodzice są bardzo zdeterminowani to
        powinni również zaprosić dzielnicowego dopasowując do jego wolnego
        terminu całe zebranie. Rodzice powinni ZBIOROWO przedstawić swoje
        pretensje rodzicom agresywnych dzieci, można przeczytać petycję
        podpisaną przez wszystkich. Straszenie laniem (w mazak czy dupsko)
        nie ma sensu, te agresywne dzieci mają większe problemy niż wam
        rodzicom grzecznych dzieci się wydaje. Rozwiązać wasz problem może
        paradoksalnie POMOC tej rodzinie a nie jej wykluczenie.


        Jestem gotów się założyć, że z zebrania nic nie wyjdzie. Tzn.
        rodzice dzieci, które nie są terroryzowane przez tą rodzinę oleją
        temat i na zebranie nie przyjdą, nie mówiąc o podpisywaniu petycji.
        Wyjdą z założenia, że teraz mają (oni i ich dzieci) spokój, a jak
        zaczną robić "rozróbę" to różnie może się sytuacja rozwinąć.
        Moja rada o rozwiązaniu siłowym nie wynika z chęci rozkręcenia
        awantury, a z życiowych doświadczeń...
        • Gość: Jotka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.09, 01:14
          Z góry zakładasz że wzywanie policji i robienie zebrań nic nie da. Uczy się w ten sposób dzieciaka, że lepiej jest kogoś w odwecie pobić. Doprawdy współczuje każdemu maluchowi, któremu tatuś daje taki przykład. Wzorce rodem z slumsów. Ta zniewaga krwi wymaga, zróbmy gintojre. Ja czasem musiałam się bronić w szkole przed zaczepkami, ale moi rodzice NIGDY tego nie pochwalali.
          A uważasz się za lepszego od rodziców tego dzieciaka... Nie zniżajcie sie do ich poziomu.
          • Gość: monika IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 14.09.09, 08:35
            nie zakładajcie z góry, że nic się nie da zrobić, nie chciejcie iść
            starymi koleinami, wy możecie naprawiać świat; przecież całkiem
            niedawno nauczyciel mógł wasze dziecko palnąć w mazak, wytarmosić za
            uszy, na grochu klęczeć za karę kazał. Ktoś to dla was i waszych
            dzieci obalił, komuś się chciało. Nie pokazujcie waszym dzieciom
            chamstwa i środków z jaskinii. One się od was nauczą również tego,
            że bije się słabszego, a przed silniejszym zmyka gdzie pieprz
            rośnie.
          • Gość: Tomo IP: *.merinet.pl 14.09.09, 18:53
            Gość portalu: Jotka napisał(a):
            Z góry zakładasz że wzywanie policji i robienie zebrań nic nie da.
            Uczy się w ten sposób dzieciaka, że lepiej jest kogoś w odwecie
            pobić. Doprawdy współczuje każdemu maluchowi, któremu tatuś daje
            taki przykład. Wzorce rodem z slumsów.
            Ta zniewaga krwi wymaga, zróbmy gintojre. Ja czasem musiałam się
            bronić w szkole przed zaczepkami, ale moi rodzice NIGDY tego nie
            pochwalali.
            A uważasz się za lepszego od rodziców tego dzieciaka... Nie
            zniżajcie sie do ich poziomu.


            Po pierwsze nie obrażaj mnie, bo ja tego w stosunku do Ciebie nie
            robię. Jeżeli piszesz o slumsach to widocznie masz jakieś bogate
            doświadczenia z nimi związane. Ja nie mam i proponuję zakończyć
            dyskusję w tym stylu, bo nie chciałbym żeby ten poważny wątek
            przerodził się w ściek.
            A teraz wracając do meritum sprawy - chciałbym się bardzo mylić
            pisząc, że reszta rodziców nie zareaguje i nie będzie się bawić w
            żadne petycje. Ale jestem niestety gotów założyć się, że tak będzie.
            Po prostu wyjdą z założenia, że do momentu w którym nie dotyczy to
            ich dziecka bezpośrednio nie ma co robić afery i prowokować
            bandziorów. Mam córkę w pierwszej klasie, wcześniej była w zerówce i
            widzę jak zachowują się rodzice (gotowi np. stratować w szatni cudze
            dziecko byle tylko ich własne miało lepszy wieszak, albo wjeżdżający
            samochodami niemal w drzwi szkoły nie bacząc na to że chodzą tam
            małe dzieci. A parking jest całe 50m dalej...)
            Teraz co do rozwiązywania konfliktów - do szkoły podstawowej
            chodziłem na Bielanach i doskonale pamiętam jak to wyglądało (mam 34
            lata). Pamiętam "solówy", pamiętam że niejeden raz ktoś dostał bęcki
            na boisku, etc. Ale nie było wtedy takiej sytuacji, że patologiczna
            mamusia broniła gnoja - bandziora startując z łapami do innego
            rodzica. Jeżeli dzieciaki miały jakiś problem to ta jak piszesz
            rozwiązywały go między sobą, a nie organizowały "ustawki" z udziałem
            połowy klasy czy rodziny, nie dręczyły cudzego rodzeństwa na
            podwórku, etc. A nie robili tego bo wiedzieli, że istnieje dotkliwa
            kara. I nie była to kara wymierzana przez ówczesną Milicję, bo
            nikomu nie przyszłoby do głowy jej wzywać do takich spraw. Po prostu
            dyrektorka miała autorytet i narzędzia, które pozwalały jej wymóc na
            gó...arzu i jego rodzicach odpowiednie zachowananie. Ale oczywiście
            tamte czasy były w 100% be i zaraz usłyszę, że jestem starym
            komuchem (w wieku 34 lat) i że popieram totalitaryzm. Dziś niestety
            na skutek tkich zachowań jak Wasze to dyrektorzy boją się uczniów, a
            bandyci i ich rodzice chodzą sobie spokojnie i są bronieni na
            forach.
            Tak więc życzę założycielowi wątku powodzenia w petycjach, rozmowach
            i zgłoszeniach na Policję, do Straży Miejskiej i Wszystkich
            Świętych.
            Ale równocześnie niestety jestem pewien, że nie odniesie to żadnego
            skutku i że wcześniej czy później staną przed dylematem jak siłowo
            rozwiązać ten problem. Tyle tylko, że dziś może wytarczyć parę
            ostrych słów do gó...ary i awantura (może szarpanina) z jej mamusią.
            Po wykorzystaniu natomiast wszystkich wymienionych przez Was
            sposobów i instytucji zostaną potraktowani jak frajerzy, których
            można terroryzować. I tak będzie się nakręcać spirala przemocy,
            która w głównej mierze dotknie niestety ich dziecko/dzieci...
            • Gość: Dośka IP: *.chello.pl 14.09.09, 23:16
              Tomo niestety temat rozmowy z dziecięciem i mamusią był już poruszany wcześniej,
              też radziłam nastraszyć gó..iarę i ewentualnie pofatygować się z nią do jej
              mamusi i złożyć oświadczenie że jeżeli mamusia nie potrafi zdyscyplinować
              córeczki to oni ją zdyscyplinują. Z tym, że chyba to nie dało żadnego skutku. Ja
              się wychowałam na starym Żoliborzu chodziłam do Orkanówki i też miałam w klasie
              taką panienkę, która wyglądała jak mały Pudzian i lubiła znęcać się nad
              słabszymi. Ale wystarczyła jedna skarga do wychowawczyni i panna została
              zresocjalizowana w trybie natychmiastowym. Kiedyś można było ucznia który
              sprawiał tak zwane problemy wychowawcze, relegować karnie ze szkoły. Teraz nie
              wiem czy jest to możliwe. Ale jeśli nie będzie się próbować to się nic nie
              wskóra. Z jednej strony trudno Ci nie przyznać racji patrząc na zachowanie
              dzisiejszego społeczeństwa, ale z drugiej strony należy mieć jednak nadzieję, że
              istnieją jeszcze porządni ludzie na których można liczyć.
            • Gość: jotka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.09, 03:15
              Zarzucasz mi, że zaniżam poziom dyskusji, i posądzasz mnie o jakieś konszachty z tzw niżem społecznym. Nie wiem doprawdy czemu sie oburzasz, skoro proponujesz dawanie w mazak wszystkim, co wejdą w drogę Tobie lub Twojemu dziecku. Stwierdziłam tylko, że taka metoda rozwiązywania sporów nie przystoją osobie inteligientnej a raczej osobie z szemranego środowiska. Oni umieją rozwiązywać konflikty jedynie siłą. Nie ma co udawać świętego oburzenia, a raczej przyjąć krytykę.
              Nie pomyślałeś, że w takiej sytuacji może najpierw warto spróbować zwołać zebranie czy złożyć skargę, a dopiero potem pomyśleć o innych metodach? Co Ci szkodzi? A może pozytywnie się to zakończy.
              Ja mam niewiele mniej lat i też pamietam solówy. Musiałam sama załatwiać swoje spory, bo oprócz wychowawczyni i czasem dyrekcji nikt nic nie robił. Miałam w klasie (właśnie w szkole im. Orkana)takich łobuzów. Szkoła obniżała im zachowanie ale poza tym nic nie robiła. Starała się jak najszybciej przepchnąć ich przez szkołe i się ich pozbyć. Rodzice zaś po wizycie w szkole dawali delikwentowi w skóre, a potem było to samo.
              Chodziłam przez pare lat z chłopakiem, który bił kolegów i kradł. Nikt go za ręke nie złapał i nic mu nie udowodniono, pozostał bezkarny. Z tym, że to ustało jak odszedł z klasy.
              95% klasy to byli zwykli uczniowie, ale zawsze trafił się jakiś "rodzynek". Jednakże nikt wtedy nie pomyślał o tym żeby iść na skargę. To by było zwykłe kablowanie, i dlatego wymyślono "solówy". Poza tym mieliśmy świadomość, że to niewiele da.
              Teraz na szczęście mamy inne czasy i są inne sposoby, żeby wymóc reakcję na szkole i rodzicach łobuza. Skoro tak jest, to wykorzystajmy je.
              • Gość: Tomo IP: *.merinet.pl 16.09.09, 22:03
                Gość portalu: jotka napisał(a):
                Zarzucasz mi, że zaniżam poziom dyskusji, i posądzasz mnie o jakieś
                konszachty z tzw niżem społecznym. Nie wiem doprawdy czemu sie
                oburzasz, skoro proponujesz dawanie w mazak wszystkim, co wejdą w
                drogę Tobie lub Twojemu dziecku...


                Ty zaczęłaś coś bredzić na temat slumsów. Zabolało pobicie własną
                bronią?
                A wracając do meritum sprawy - nie proponuję dawania w mazak
                wszystkim, którzy wchodzą innym w drogę. Z ludźmi cywilizowanymi
                można większość rzeczy załatwić polubownie, rozmową.
                Tu jednak przypadek jest inny. Rozmowa i skarga odniosła skutek
                przeciwny do zamierzonego. Bandyci poczuli się jeszcze pewniejsi
                siebie i wprowadzili konflikt na wyższy poziom terroryzując kolejne
                dziecko. Nadal widzisz tu pole do negocjacji? Bo ja niestety nie...
                • Gość: zoliborzanin IP: *.dynamic.chello.pl 24.04.13, 13:28
                  Zabierając głos na swój sposób proponuję zaprowadzić agresora do ZOO niech odwiedzi małpy, może mu tam się spodoba i już zostanie z nimi.
                  • Gość: tito IP: 31.178.76.* 24.04.13, 15:34
                    Dlaczego chcesz uszczęśliwiać zwierzęta takim kolesiem? Zachowania małp są bardzo złożone społecznie.
                    Ja uważam że relegowanie takich delikwentów ze szkoły jest jak najbardziej wskazane.
    • Gość: nic sie nie zmieni IP: *.warszawa.vectranet.pl 08.12.13, 18:02
      Dzien dobry,

      nie mam dobrych wiesci dla Ciebie, autorko posta. Szkola nr 65 od dawna ma problemy z przemoca. Pani dyrektor nie wykonuje zadnych realnych i skutecznych ruchow aby ten problem zmienic.
      Wiem co mowie, bo po pierwszej klasie - kilka lat temu - zabralam swoje dziecko ze szkoly i przenioslam do innej. Probowalam prosba i grozba cos zmienic ale w odwecie panie nauczycielki zaczely mscic sie na dziecku...
      Teraz dojezdzamy na Wole, ktora jest bardzo blisko. Szkola dobra, poziom dobry, problemy jak to zwykle bywa sa, ale zupelnie inne, takie zwykle...

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.