Dzisiejsza Ewangelia:

chrześcijaństwo

założyciel: alkoo3

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Wiara bez uczynkow martwa jest... Uwazam, ze marca_1 nie robi nadinterpretacji
    ani nic podstepnego, po prostu dzieli sie swoja wiara. I wolno jej... Tak jak
    wolno nam katolikom... Juz wspominalam o ks. Waclawie Hryniewiczu, ktory o
    malo ekskomuniki nie dostal z Watykanu...On twierdzi, ze nie ma tylko kosciola
    rzymsko-katolickiego i przestal go tak nazywac...A o tym dowiedzial sie z
    przezyc smierci klinicznej...Bog chce abysmy stanowili jedno... Ale my tego
    nie chcemy slyszec...Wolimy ciagle podkreslac nasza przynaleznosc tu a albo
    tam...

    A to nie o to chodzi... CHODZI O ZYCIE PISMEM SWIETYM z godziny na godzine...
    Jehowi zyja NIM.... I my katolicy powinnismy brac z nich przyklad, bo nie
    dorownujemy im do piet... Taka jest niestety prawda... Katolik, ktory nie
    czyta codziennie SLOWA BOZEGO, nie za bardzo moze
    myslec o zbawieniu....Chodzenie do kosciola dla chodzenia tez nie zbawi
    czlowieka...ZYCIE EWANGELIA!!! Przynaleznosc do instytucji nie czyni
    czlowieka swietym.... Natomiast czyni go swietym milosc do Boga i blizniego...
    Od 6 - 8 wrzesnia br. spotkaly sie rozne religie swiata i jednoczyly sie ze
    soba... Krakow stal sie swiatynia BOGA... I nikogo nie razil muzulmanin czy
    katolik albo zyd. Pismo swiete tez nie mowi, aby przesladowac sie wzajemnie z
    powodu wyznania... To nie jest tak, ze WATYKANISCI maja wylacznie we
    wszystkim racje...Jezus w Ewangelii nic nie mowi o rzymsko-katolickim
    kosciele...Nie mowi o instytucjach....ALE MOWI - O WZAJEMNEJ MILOSCI jeden ku
    drugiemu... Jezeli nie bedziemy jej miec, to przynaleznosc instytucjonalna nic
    nie pomoze... Najpierw MILOSC wszechogarniajaca a potem wszystko inne. Abysmy
    wszyscy stanowili JEDNO...
    --
    moj blog - egzystencjalistka
    • 13.09.09, 16:48 Odpowiedz
      Liczbo , czy nie uwazasz ,ze :

      "Najgłębszym źródłem prawdziwej miłości bliźniego jest troska o jego
      zbawienie wieczne." ?

      Dedykuję Ci fragment ksiazki "Spustoszona Winnica" Dietricha von
      Hildebranda (niemieckiego filozofa i teologa katolickiego zwanego
      przez papieża Piusa XII "XX-wiecznym Doktorem Kościoła").


      Pseudoekumenizm

      W książce "Koń trojański w mieście Boga" mówiliśmy o właściwym
      sensie używania słowa „ekumenizm". Przedstawiliśmy też niektóre
      niebezpieczne nadinterpretacje tego pojęcia, które pojawiły się w
      okresie posoborowym. Pierwotny zamysł, jaki stał u źródeł ruchu
      ekumenicznego, wynikał z przekonania, że na schizmatyków,
      protestantów, żydów, muzułmanów, hinduistów czy buddystów nie można
      patrzeć jedynie jako na wrogów. Nie można jedynie podkreślać ich
      błędów, ale trzeba także wskazywać pozytywne elementy w ich
      religiach. Już pierwsza Encyklika Pawła VI Ecclesiam suam
      pokazywała, że inny jest stosunek do schizmatyków i do protestantów.
      Ci pierwsi są tylko schizmatykami - od protestantów natomiast różnią
      nas kwestie dogmatyczne. Zupełnie czym innym jest jednak stosunek
      katolików do wszystkich niechrześcijan. Trzeba tu zróżnicować, czy
      chodzi o naszą relację z monoteistami, czyli na przykład żydami i
      muzułmanami, czy o stosunek do wyznawców religii
      niemonoteistycznych. Jakkolwiek jednak nie rozumielibyśmy znaczenia
      ekumenizmu, jedna rzecz nie ulegała wątpliwości: nie wolno dla
      jedności zawierać takich kompromisów, które groziłyby odstąpieniem
      choćby na jotę od depositum catholicae fidei.

      Tu zajmiemy się przede wszystkim stosunkiem do żydów. Właśnie z nimi
      łączy nas głęboka więź. Łączy nas o tyle, o ile uznaje się Stary
      Testament za prawdziwe objawienie Boga; z drugiej strony pozostajemy
      do nich w osobliwym stosunku przeciwieństwa, bowiem zaprzeczają oni
      objawieniu Boga w Chrystusie i w objawieniu tym widzą zafałszowanie.

      Otóż źle rozumiany ekumenizm - choroba, którą można by nazwać
      pseudoekumenizmem - tu właśnie przyniósł najbardziej zaskakujące
      rezultaty. Powszechną wręcz opinią stało się dziś w Kościele
      spoglądanie na religię Izraela jako na równoległą drogę do Boga,
      która może jest tylko trochę mniej doskonała niż droga chrześcijan.
      Nie powinno się już więcej próbować nawracać żydów - powinno się, co
      ma być wyrazem szacunku i respektu, pozwolić im podążać własną
      drogą.

      Ten pogląd pozostaje jawnie w radykalnej sprzeczności ze słowami
      Chrystusa i intencją Apostołów. Czyż mało jest fragmentów w
      Ewangeliach, gdzie Chrystus daje wyraz swemu bólowi, że Żydzi go nie
      poznali? Czyż tymi, którym zwiastował Objawienie Boże, apostołami i
      uczniami nie byli właśnie Żydzi? Czy Piotr na pytanie Chrystusa: „Za
      kogo mnie macie?", nie powiedział: „Tyś jest Chrystus, Syn Boga
      Żywego" (Mt 16,16)? I czy pierwszym zadaniem Apostołów po Zesłaniu
      Ducha Świętego nie było nawrócenie Żydów do pełnego objawienia
      chrześcijańskiego? Gdy Żydzi pytali apostołów: „Bracia, cóż winniśmy
      czynić?", Piotr odpowiedział: „Żałujcie za grzechy i niechaj każdy z
      was da się ochrzcić" (Dz 2,37). Czyż święty Paweł nie mówił o
      nawróceniu Żydów jako o wielkim celu i czyż nie powiedział „odłamane
      zostały z powodu niewiary" (Rz 11,20) i dalej „ale i oni, jeżeli nie
      będą trwali w niewierze, zostaną wszczepieni" (Rz 11,23)? Czyż fakt,
      że Nowy Testament stanowi wypełnienie Starego, nie jest oczywistym
      przeświadczeniem i dla katolików, i dla protestantów?
      To przeświadczenie jest znacznie głębsze aniżeli uznanie Starego
      Testamentu za Objawienie Boże.
      Abstrahując już od tego, że rozpowszechniona dziś w Kościele opinia
      pozostaje w sprzeczności ze słowami Chrystusa i apostołów - ba, z
      całą nauką Kościoła - jest ona także objawem wielkiego braku miłości
      do Żydów.
      Najgłębszym źródłem prawdziwej miłości bliźniego jest troska o jego
      zbawienie wieczne. Dlatego przy każdym spotkaniu z innym człowiekiem
      należy upatrywać w nim albo żywego członka Ciała Chrystusa, albo
      katechumena in spe.
      Niech nikt nie mówi: człowiek może zdobyć swe zbawienie wieczne
      także poza Kościołem - czy to jako protestant, czy jako
      niechrześcijanin - bo jest to dogmat zdefiniowany już w czasie I
      Soboru Watykańskiego.

      Tak jest z pewnością, ale nie zmienia to niczego w nakazie
      Chrystusa: „Idźcie na cały świat, uczcie wszystkie narody i
      chrzcijcie je" - podobnie jak nie ulega zmianie ogromne znaczenie
      uwielbiania Boga w prawdzie, w Chrystusie, per ipsum, cum ipso, et
      in ipso. Chwała Boga [glorificatio], która możliwa jest tylko w
      prawdziwej wierze, w związku z Bogiem przez łaskę uświęcającą i
      wszystkie sakramenty, ma nieskończoną wartość. Tego zatem wezwania
      do apostolstwa, które wypływa z prawdziwej miłości do Chrystusa, nie
      można oddzielać od prawdziwej miłości bliźniego. Miłość bliźniego
      ufundowana jest bowiem na miłości Chrystusa .




      • 13.09.09, 16:50 Odpowiedz
        "Dziś na miejsce prawdziwej miłości wkracza grzeczny szacunek -
        typowy przykład
        „zeświecczenia". Jeszcze gorszy jest fakt, że rezygnuje się z
        przyporządkowania Starego Testamentu Nowemu. Trzeba zapytać: czy
        Chrystus jest tym Mesjaszem, o którym mówi Izajasz - czy jest on
        Synem Boga, który zbawił ludzkość? Jeśli tak, to oczekiwanie na
        innego Mesjasza jest oczywistym błędem, a nie równoległą drogą do
        Boga. Twierdzenie takie, w świetle Prawdy i przed Bogiem, jest
        zdradą Chrystusa i zaprzeczeniem faktu, że objawienie Starego
        Testamentu stanowi istotną część Objawienia chrześcijańskiego.
        Czy Chrystus jest Synem Boga - Boga Abrahama, Izaaka i Jakuba? Czy
        jest On przyrzeczonym Abrahamowi przez Boga Zbawcą? Czyż Chrystus
        nie powiedział: „Abraham, ojciec wasz, cieszył się, że miał oglądać
        dzień mój, i oglądał i radował się" (Jan 8,56); i dalej czy nie
        mówił: „Nie przyszedłem znieść prawa, ale je wypełnić" (Mt 5,17)?
        Jak to możliwe, że pseudoekumenizm przyniósł owoce, które pozostają
        w radykalnej opozycji do Ewangelii, nauki apostołów i Kościoła?
        Powszechny pogląd na nawrócenie Żydów pozostaje zatem w jaskrawej
        sprzeczności w stosunku do nauki Ewangelii i Listów świętego Pawła.
        Nauce tej w takim samym stopniu przeczy inna, rozpowszechniona
        opinia dotycząca przyjmowania niekatolików do Kościoła świętego.
        Można dziś spotkać wielu teologów, duszpasterzy, a nawet misjonarzy,
        którzy twierdzą, że prawdziwym zadaniem katolika nie jest już
        nawrócenie pojedynczego człowieka na katolicyzm - ale połączenie
        danej wspólnoty religijnej w całości z Kościołem katolickim - i to
        tak, aby wspólnota ta nie musiała zmieniać swej wiary. To miałby być
        cel prawdziwego ekumenizmu. Protestantowi, muzułmaninowi lub
        hinduiście, którzy - w prawdziwym sensie tego słowa - chcieliby się
        nawrócić, trzeba by raczej powiedzieć, że powinni stać się lepszym
        protestantem, muzułmaninem czy lepszym hinduistą. Czyż ci
        teologowie, księża i misjonarze w ogóle czytali kiedykolwiek
        Ewangelię? A może zapomnieli, co Chrystus powiedział przed
        Wniebowstąpieniem: „Idąc na cały świat, głoście ewangelię
        wszystkiemu stworzeniu. Kto uwierzy i ochrzczony zostanie, będzie
        zbawiony, ale kto nie uwierzy, będzie potępiony" (Mk 16,15-16).

        W tej rozpowszechnionej postawie, w owym wypaczonym ekumenizmie,
        kryje się wiele ciężkich błędów. Po pierwsze: jest to jawne
        ignorowanie nakazu Chrystusa. Po drugie: wobec niechrześcijan jest
        to fatalne pomniejszenie Objawienia Boga. Teologowie ci zachowują
        się tak, jakby Objawienie Boga w Chrystusie, czy też śmierć
        Chrystusa na krzyżu były czymś zbytecznym. Bowiem z punktu widzenia
        wyznawców pseudoekumenizmu wszyscy zostaliby zbawieni wtedy, gdy
        dochowaliby wierności swej religii. Dotyczy to przede wszystkim
        Żydów.

        Po trzecie: w takiej postawie objawia się całkowity brak
        zainteresowania Prawdą. Pytanie o to, która religia jest prawdziwa,
        traci zupełnie znaczenie. Ostateczna powaga, która przynależy
        prawdzie, i od której zależny jest los wszelkiej religii, zostaje
        zignorowana. W ten sposób jednak niszczy się istotę Kościoła
        świętego - ba, całej religii chrześcijańskiej! Nie ma wtedy racji
        dla ich istnienia. Albo nauka Kościoła jest prawdziwym objawieniem
        Boga - objawieniem Chrystusa, czyli czymś absolutnie i bezwarunkowo
        prawdziwym, albo jest niczym.

        Po czwarte: ze stanowiska tego wynika eliminacja chwały Boga -
        glorificatio. Jakąś rolę odgrywa wyłącznie zbawienie - salvatio.

        [...] Po piąte w końcu: w opisanej tu, rozpowszechnionej postawie
        teologicznej przejawia się w najwyższym stopniu depersonalizacja i
        kolektywizm, który polega na tym, że liczy się nie osoba, a tylko
        wspólnota. Indywiduum nie potrzebuje nawrócenia, nie potrzebuje
        przewodnika od ciemności do światła, nie potrzebuje w pełni
        doświadczyć objawienia Chrystusa, nie potrzebuje zdobyć udziału w
        nadprzyrodzonym życiu łaski przez chrzest i doznawać strumienia
        łaski za Pośrednictwem sakramentów. Ważne ma być jedynie zewnętrzne
        połączenie wszystkich wspólnot religijnych. Tylko, że takie
        połączenie nigdy nie będzie jednością- będzie tylko sumą. Dążenie do
        owej pozornej jedności jest typowym skutkiem ciężkiego błędu, który
        polega na przedkładaniu jedności nad prawdę.

        Czyż teologowie ci nie widzą, że taki zewnętrzny związek nie
        przyczyniałby się w żadnej mierze do uwielbienia Boga i w żadnej
        mierze nie byłby wypełnieniem uroczystego nakazu Chrystusa i jego
        modlitwy: Ut unum sint?!
        Apostolstwo należy do istoty Kościoła świętego; apostolstwo, czyli
        dążenie do nawrócenia każdej duszy, która w oczach Kościoła znaczy
        więcej niż los jakiejkolwiek naturalnej wspólnoty. Apostolstwo jest
        koniecznym owocem tak miłości Boga, jak też prawdziwej miłości
        bliźniego. Miłość Boga pobudza Kościół, ale także prawdziwego
        chrześcijanina do tego, by pociągnąć każdego człowieka do pełnego
        światła prawdy, którą zawiera nauka świętego Kościoła. Każdy
        chrześcijanin musi tęsknić do tego, by wszyscy poznali objawienie
        Chrystusa i odpowiedzieli na nie wiarą; aby każde kolano zgięło się
        przed Jezusem Chrystusem. I tego samego wymaga prawdziwa miłość
        bliźniego. Jak mogę kogoś kochać i nie płonąć pragnieniem, by poznał
        on Jezusa Chrystusa, jednorodzonego Syna Bożego i Epifanię Boga, aby
        nie został pociągnięty do Jego światła, aby w Niego wierzył, kochał
        Go, by wiedział, że jest przez Niego kochany? Jak mogę kochać
        bliźniego, nie życząc mu już na ziemi największego szczęścia:
        błogosławionego spotkania z Jezusem Chrystusem? Jak mogę się
        zaspokoić tym, że nieskończone miłosierdzie Boga - być może - mimo
        błędnej wiary albo niewiary danego człowieka nie odmówi mu wiecznego
        szczęścia?
        Zaprawdę, wszelkie dzieła miłości bliźniego są niczym, jeśli stanę
        się obojętny wobec tego, co jest najwyższym dobrem człowieka:
        znalezienie prawdziwego Boga i włączenie się do mistycznego Ciała
        Chrystusa.
        Widzimy, do jakich strasznych błędów może prowadzić pseudoekumenizm
        i do jakich, niestety, wielokrotnie doprowadził. Nie ma to nic
        wspólnego z duchem prawdziwego ekumenizmu, więcej: radykalnie mu
        zaprzecza."
        • 16.09.09, 13:25 Odpowiedz
          1.przełożony ma zawsze rację
          2.gdy przełożony nie ma racji - patrz punkt pierwszy

          stosowanie tej zasady w swoim życiu, to droga do nikąd, to błędne
          koło

          przez wieki wiele rzeczy było ukrytych, aż do odpowiedniego czasu,
          dlatego fakt, że doktryna katolicka opisywała to co zakryte ,
          sprawia,że tak wiele niezgodności tej nauki z istotą rzeczy

          dzisiaj wiele spraw jest odkrywanych, wiele dzięki osiągnięciom
          medycyny, czyli dzięki temu,że człowiek może doświadczyć stanu
          śmierci i powrócić do ciała, do życia ziemskiego

          innym sposobem odkrywania jest ukazywanie w sercach ludzkich istoty
          rzeczy bezpośrednio przez chrystusa,wiele, bardzo wiele, i coraz
          więcej osbób tego doświadcza

          jest tylko kwestią czasu uświadomienie ludzkości,że religie nie
          pochodzą od boga, i nie tylko tego
          • 18.09.09, 23:02 Odpowiedz
            > jest tylko kwestią czasu uświadomienie ludzkości,że religie nie
            > pochodzą od boga, i nie tylko tego


            Z tego postu wynika ,ze Twoim zdaniem Judaizm czy Chrzescijanstwo
            maja swoje zrodlo w wymyslach ludzkich i nie wiaza sie z Objawieniem
            Boga ...

            • 19.09.09, 10:43 Odpowiedz
              religie to nie wymysły ludzkie, zapominasz o istnieniu różnych istot
              duchowych, od aniołów do szatana
              • 19.09.09, 18:23 Odpowiedz
                Nie zapominam , ale martwi mnie ,ze wspomina sie tylko o diablach ,
                a zapomina o Bogu . To On juz Twoim zdaniem nie mial/ma nic do
                powiedzenia na tym swiecie , a wszystkie religie to sprawki
                diabelskie ?
                • 20.09.09, 01:42 Odpowiedz

                  Czytając te rózne wywody, nasuwa mi się pytanie - co bardziej ceni
                  Bóg (jako absolut dla róznych religii) oddawanie mu pokłonów i czci,
                  uwielbianie Go, czy raczej wpływ wiary na uszlachetnianie ludzi?
                  Czy Bóg bardziej ceni oddawanie mu pokłonów, czy raczej ceni
                  kształtowanie w ludziach dobra w stosunku do innych? Oto pytanie?
                  A jaka jest na to odpowiedz? Miejsca (jak sądze w niebie jest dość
                  dla ludzi dobrych dla wszystkich religii, nie tylko dla jednej).
                  Każda religii, ktora rozwija dobro w człowieku jest prawidłowa, tak
                  uważam, ale czy słusznie?
                  Druga sprawa to po co te diabły i anioły, sam Bóg nie wystarcza?
                  --
                  -----
                  "Czas spędzony z kotem, nigdy nie jest stracony"
                  • 20.09.09, 16:27 Odpowiedz
                    to nie religia wpływa na kształtowanie dobra w człowieku, to bóg
                    sprawia
                    zadanie religii to wskazywanie boga,
                    niestety wiele religii,utrudnia bezpośredni kontakt z bogiem,
                    dlatego taka mała skuteczność religii, dlatego taki wielki brak
                    miłości bliźniego na świecie

                    oczywiście,że bycie wyznawcą religijnym nie jest warunkiem
                    koniecznym do dostania się do niebia,więcej nie było, nie ma i nie
                    będzie jedynej słusznej religii

                    wszystkie mają rację bytu do czasu, aż ludzkość osiągnie odpowiednią
                    świadomość i pojmie ,że kontaktować sie z bogiem nie należy przez
                    pośrednika, ale tylko wyłącznie bezpośrednio przez "serce człowieka"

                    co do aniołów , diabłów, to istnieje nie tylko świat widzialny, ale
                    także niewidzialny, ten niewidzialny był od wieków, w różny sposób
                    opisywany, zarówno przez ludzi, jak i doktryny religijne

                    ponieważ zarówno ludzie, jak i doktryny opisywały coś czego nie były
                    wstanie pojąć, nie ma co się dziwić,że wyszły z tego różne "stwory"

                    anioły, diabły,to po prostu inne wymiary duchowe, o różnych
                    wibracjach, i zależnie od tych wibracji , są przez ludzi odbierane
                    albo jako anielskie, albo diabelskie
                • 20.09.09, 16:13 Odpowiedz
                  bóg chcąc przemówić do ludzi wysyła swojego wysłannika na świat, on
                  głosi prawdę od boga pochodzącą

                  na podstawie tej nauki dochodzi do tworzenia religii, często z
                  natchnienia istot za boga chcących się podawać, a ponieważ do nauk
                  od boga pochodzących są dodawane zbędne elementy, te istoty ,które
                  walczą z bogiem wykorzystują np zbędne kulty , do odciągania ludzi
                  od boga, do straszenia ludzi bogiem

                  ale też bywa tak,że istoty wspomagające ludzi w podnoszeniu
                  świadomości, również korzystają z religii

                  dlatego też to wszystko jest takie skomplikowane, dlatego też
                  najlepiej jest odnosić się tylko do źródła, czyli do nauki, czystej
                  nauki, bez naleciałości , ogłoszonej ludziom, przez istotę zesłaną
                  od boga, przy takim podejściu wszelkie ceremoniały, obrzędy, hołdy
                  tracą rację bytu, dzięki czemu unikamy ryzyka oddawania czci, komuś
                  innemu niż bogu
                  • 04.10.09, 00:42 Odpowiedz

                    "zadanie religii to wskazywanie boga,"-marca_1

                    To cytat z poprzedniego postu. W tym ostatnim w częsci końcowej
                    jest ostrzeżenie przed ceremoniałem, a to jest podstawa religii.
                    Tu streszcze autentyczny program uroczystości religijnej. Wstawione
                    znaki *** są dla uogólnienia wstawione zamiast autentycznych pozycji.
                    "W niedzielę *** (podana data) przypada rocznica Ukoronowania Figury
                    Matki Boskiej *** (nazwa tej NMP). Celebrować będą msze dostojnicy
                    kościelni *** (nazwiska trzech biskupów). Msza św. z kazaniem ***
                    (nazwisko biskupa) będzie zakończona procesją z niesieniem wokół
                    sanktuarium Figury naszej Patronki oraz możliwoscią ucałowania
                    relikwii *** (wymienione te relikwie, które będzie można całować).
                    Na zakończenie ogłoszenia jest zachęta - Parafia zapewnia miejsce
                    siedzące i poczęstunek, wszyscy chetni dostaną obrazki Matki Bożej
                    ***. Zapraszamy!!!"
                    Jak do teatru, spektakl wart obecności, zwłaszcza ten poczęstunek i
                    to całowanie mogą być atrakcją. Dziwnym wydaje się tylko to, że
                    nawet obecność trzech biskupów i tylu atrakcji nie spowoduje, że
                    zabraknie miejsc siedzących. Ciekawe, czy sam Bóg będzie się temu
                    przygladał, choć nie dla niego ta uroczystość.

                    --
                    -----
                    "Czas spędzony z kotem, nigdy nie jest stracony"
                    • 04.10.09, 17:14 Odpowiedz
                      to co duchowieństwo razem z zniewolonymi owieczkami robią z religii,
                      to zupełnie inna kwestia

                      zgadzam się,że ceromoniał sięga "zenitu", niestety zenitu absurdu

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.