Dodaj do ulubionych

Dzisiejsza Ewangelia:

13.09.09, 13:35
Wiara bez uczynkow martwa jest... Uwazam, ze marca_1 nie robi nadinterpretacji
ani nic podstepnego, po prostu dzieli sie swoja wiara. I wolno jej... Tak jak
wolno nam katolikom... Juz wspominalam o ks. Waclawie Hryniewiczu, ktory o
malo ekskomuniki nie dostal z Watykanu...On twierdzi, ze nie ma tylko kosciola
rzymsko-katolickiego i przestal go tak nazywac...A o tym dowiedzial sie z
przezyc smierci klinicznej...Bog chce abysmy stanowili jedno... Ale my tego
nie chcemy slyszec...Wolimy ciagle podkreslac nasza przynaleznosc tu a albo
tam...

A to nie o to chodzi... CHODZI O ZYCIE PISMEM SWIETYM z godziny na godzine...
Jehowi zyja NIM.... I my katolicy powinnismy brac z nich przyklad, bo nie
dorownujemy im do piet... Taka jest niestety prawda... Katolik, ktory nie
czyta codziennie SLOWA BOZEGO, nie za bardzo moze
myslec o zbawieniu....Chodzenie do kosciola dla chodzenia tez nie zbawi
czlowieka...ZYCIE EWANGELIA!!! Przynaleznosc do instytucji nie czyni
czlowieka swietym.... Natomiast czyni go swietym milosc do Boga i blizniego...
Od 6 - 8 wrzesnia br. spotkaly sie rozne religie swiata i jednoczyly sie ze
soba... Krakow stal sie swiatynia BOGA... I nikogo nie razil muzulmanin czy
katolik albo zyd. Pismo swiete tez nie mowi, aby przesladowac sie wzajemnie z
powodu wyznania... To nie jest tak, ze WATYKANISCI maja wylacznie we
wszystkim racje...Jezus w Ewangelii nic nie mowi o rzymsko-katolickim
kosciele...Nie mowi o instytucjach....ALE MOWI - O WZAJEMNEJ MILOSCI jeden ku
drugiemu... Jezeli nie bedziemy jej miec, to przynaleznosc instytucjonalna nic
nie pomoze... Najpierw MILOSC wszechogarniajaca a potem wszystko inne. Abysmy
wszyscy stanowili JEDNO...
--
moj blog - egzystencjalistka
Edytor zaawansowany
  • 13.09.09, 16:48
    Liczbo , czy nie uwazasz ,ze :

    "Najgłębszym źródłem prawdziwej miłości bliźniego jest troska o jego
    zbawienie wieczne." ?

    Dedykuję Ci fragment ksiazki "Spustoszona Winnica" Dietricha von
    Hildebranda (niemieckiego filozofa i teologa katolickiego zwanego
    przez papieża Piusa XII "XX-wiecznym Doktorem Kościoła").


    Pseudoekumenizm

    W książce "Koń trojański w mieście Boga" mówiliśmy o właściwym
    sensie używania słowa „ekumenizm". Przedstawiliśmy też niektóre
    niebezpieczne nadinterpretacje tego pojęcia, które pojawiły się w
    okresie posoborowym. Pierwotny zamysł, jaki stał u źródeł ruchu
    ekumenicznego, wynikał z przekonania, że na schizmatyków,
    protestantów, żydów, muzułmanów, hinduistów czy buddystów nie można
    patrzeć jedynie jako na wrogów. Nie można jedynie podkreślać ich
    błędów, ale trzeba także wskazywać pozytywne elementy w ich
    religiach. Już pierwsza Encyklika Pawła VI Ecclesiam suam
    pokazywała, że inny jest stosunek do schizmatyków i do protestantów.
    Ci pierwsi są tylko schizmatykami - od protestantów natomiast różnią
    nas kwestie dogmatyczne. Zupełnie czym innym jest jednak stosunek
    katolików do wszystkich niechrześcijan. Trzeba tu zróżnicować, czy
    chodzi o naszą relację z monoteistami, czyli na przykład żydami i
    muzułmanami, czy o stosunek do wyznawców religii
    niemonoteistycznych. Jakkolwiek jednak nie rozumielibyśmy znaczenia
    ekumenizmu, jedna rzecz nie ulegała wątpliwości: nie wolno dla
    jedności zawierać takich kompromisów, które groziłyby odstąpieniem
    choćby na jotę od depositum catholicae fidei.

    Tu zajmiemy się przede wszystkim stosunkiem do żydów. Właśnie z nimi
    łączy nas głęboka więź. Łączy nas o tyle, o ile uznaje się Stary
    Testament za prawdziwe objawienie Boga; z drugiej strony pozostajemy
    do nich w osobliwym stosunku przeciwieństwa, bowiem zaprzeczają oni
    objawieniu Boga w Chrystusie i w objawieniu tym widzą zafałszowanie.

    Otóż źle rozumiany ekumenizm - choroba, którą można by nazwać
    pseudoekumenizmem - tu właśnie przyniósł najbardziej zaskakujące
    rezultaty. Powszechną wręcz opinią stało się dziś w Kościele
    spoglądanie na religię Izraela jako na równoległą drogę do Boga,
    która może jest tylko trochę mniej doskonała niż droga chrześcijan.
    Nie powinno się już więcej próbować nawracać żydów - powinno się, co
    ma być wyrazem szacunku i respektu, pozwolić im podążać własną
    drogą.

    Ten pogląd pozostaje jawnie w radykalnej sprzeczności ze słowami
    Chrystusa i intencją Apostołów. Czyż mało jest fragmentów w
    Ewangeliach, gdzie Chrystus daje wyraz swemu bólowi, że Żydzi go nie
    poznali? Czyż tymi, którym zwiastował Objawienie Boże, apostołami i
    uczniami nie byli właśnie Żydzi? Czy Piotr na pytanie Chrystusa: „Za
    kogo mnie macie?", nie powiedział: „Tyś jest Chrystus, Syn Boga
    Żywego" (Mt 16,16)? I czy pierwszym zadaniem Apostołów po Zesłaniu
    Ducha Świętego nie było nawrócenie Żydów do pełnego objawienia
    chrześcijańskiego? Gdy Żydzi pytali apostołów: „Bracia, cóż winniśmy
    czynić?", Piotr odpowiedział: „Żałujcie za grzechy i niechaj każdy z
    was da się ochrzcić" (Dz 2,37). Czyż święty Paweł nie mówił o
    nawróceniu Żydów jako o wielkim celu i czyż nie powiedział „odłamane
    zostały z powodu niewiary" (Rz 11,20) i dalej „ale i oni, jeżeli nie
    będą trwali w niewierze, zostaną wszczepieni" (Rz 11,23)? Czyż fakt,
    że Nowy Testament stanowi wypełnienie Starego, nie jest oczywistym
    przeświadczeniem i dla katolików, i dla protestantów?
    To przeświadczenie jest znacznie głębsze aniżeli uznanie Starego
    Testamentu za Objawienie Boże.
    Abstrahując już od tego, że rozpowszechniona dziś w Kościele opinia
    pozostaje w sprzeczności ze słowami Chrystusa i apostołów - ba, z
    całą nauką Kościoła - jest ona także objawem wielkiego braku miłości
    do Żydów.
    Najgłębszym źródłem prawdziwej miłości bliźniego jest troska o jego
    zbawienie wieczne. Dlatego przy każdym spotkaniu z innym człowiekiem
    należy upatrywać w nim albo żywego członka Ciała Chrystusa, albo
    katechumena in spe.
    Niech nikt nie mówi: człowiek może zdobyć swe zbawienie wieczne
    także poza Kościołem - czy to jako protestant, czy jako
    niechrześcijanin - bo jest to dogmat zdefiniowany już w czasie I
    Soboru Watykańskiego.

    Tak jest z pewnością, ale nie zmienia to niczego w nakazie
    Chrystusa: „Idźcie na cały świat, uczcie wszystkie narody i
    chrzcijcie je" - podobnie jak nie ulega zmianie ogromne znaczenie
    uwielbiania Boga w prawdzie, w Chrystusie, per ipsum, cum ipso, et
    in ipso. Chwała Boga [glorificatio], która możliwa jest tylko w
    prawdziwej wierze, w związku z Bogiem przez łaskę uświęcającą i
    wszystkie sakramenty, ma nieskończoną wartość. Tego zatem wezwania
    do apostolstwa, które wypływa z prawdziwej miłości do Chrystusa, nie
    można oddzielać od prawdziwej miłości bliźniego. Miłość bliźniego
    ufundowana jest bowiem na miłości Chrystusa .




  • 13.09.09, 16:50
    "Dziś na miejsce prawdziwej miłości wkracza grzeczny szacunek -
    typowy przykład
    „zeświecczenia". Jeszcze gorszy jest fakt, że rezygnuje się z
    przyporządkowania Starego Testamentu Nowemu. Trzeba zapytać: czy
    Chrystus jest tym Mesjaszem, o którym mówi Izajasz - czy jest on
    Synem Boga, który zbawił ludzkość? Jeśli tak, to oczekiwanie na
    innego Mesjasza jest oczywistym błędem, a nie równoległą drogą do
    Boga. Twierdzenie takie, w świetle Prawdy i przed Bogiem, jest
    zdradą Chrystusa i zaprzeczeniem faktu, że objawienie Starego
    Testamentu stanowi istotną część Objawienia chrześcijańskiego.
    Czy Chrystus jest Synem Boga - Boga Abrahama, Izaaka i Jakuba? Czy
    jest On przyrzeczonym Abrahamowi przez Boga Zbawcą? Czyż Chrystus
    nie powiedział: „Abraham, ojciec wasz, cieszył się, że miał oglądać
    dzień mój, i oglądał i radował się" (Jan 8,56); i dalej czy nie
    mówił: „Nie przyszedłem znieść prawa, ale je wypełnić" (Mt 5,17)?
    Jak to możliwe, że pseudoekumenizm przyniósł owoce, które pozostają
    w radykalnej opozycji do Ewangelii, nauki apostołów i Kościoła?
    Powszechny pogląd na nawrócenie Żydów pozostaje zatem w jaskrawej
    sprzeczności w stosunku do nauki Ewangelii i Listów świętego Pawła.
    Nauce tej w takim samym stopniu przeczy inna, rozpowszechniona
    opinia dotycząca przyjmowania niekatolików do Kościoła świętego.
    Można dziś spotkać wielu teologów, duszpasterzy, a nawet misjonarzy,
    którzy twierdzą, że prawdziwym zadaniem katolika nie jest już
    nawrócenie pojedynczego człowieka na katolicyzm - ale połączenie
    danej wspólnoty religijnej w całości z Kościołem katolickim - i to
    tak, aby wspólnota ta nie musiała zmieniać swej wiary. To miałby być
    cel prawdziwego ekumenizmu. Protestantowi, muzułmaninowi lub
    hinduiście, którzy - w prawdziwym sensie tego słowa - chcieliby się
    nawrócić, trzeba by raczej powiedzieć, że powinni stać się lepszym
    protestantem, muzułmaninem czy lepszym hinduistą. Czyż ci
    teologowie, księża i misjonarze w ogóle czytali kiedykolwiek
    Ewangelię? A może zapomnieli, co Chrystus powiedział przed
    Wniebowstąpieniem: „Idąc na cały świat, głoście ewangelię
    wszystkiemu stworzeniu. Kto uwierzy i ochrzczony zostanie, będzie
    zbawiony, ale kto nie uwierzy, będzie potępiony" (Mk 16,15-16).

    W tej rozpowszechnionej postawie, w owym wypaczonym ekumenizmie,
    kryje się wiele ciężkich błędów. Po pierwsze: jest to jawne
    ignorowanie nakazu Chrystusa. Po drugie: wobec niechrześcijan jest
    to fatalne pomniejszenie Objawienia Boga. Teologowie ci zachowują
    się tak, jakby Objawienie Boga w Chrystusie, czy też śmierć
    Chrystusa na krzyżu były czymś zbytecznym. Bowiem z punktu widzenia
    wyznawców pseudoekumenizmu wszyscy zostaliby zbawieni wtedy, gdy
    dochowaliby wierności swej religii. Dotyczy to przede wszystkim
    Żydów.

    Po trzecie: w takiej postawie objawia się całkowity brak
    zainteresowania Prawdą. Pytanie o to, która religia jest prawdziwa,
    traci zupełnie znaczenie. Ostateczna powaga, która przynależy
    prawdzie, i od której zależny jest los wszelkiej religii, zostaje
    zignorowana. W ten sposób jednak niszczy się istotę Kościoła
    świętego - ba, całej religii chrześcijańskiej! Nie ma wtedy racji
    dla ich istnienia. Albo nauka Kościoła jest prawdziwym objawieniem
    Boga - objawieniem Chrystusa, czyli czymś absolutnie i bezwarunkowo
    prawdziwym, albo jest niczym.

    Po czwarte: ze stanowiska tego wynika eliminacja chwały Boga -
    glorificatio. Jakąś rolę odgrywa wyłącznie zbawienie - salvatio.

    [...] Po piąte w końcu: w opisanej tu, rozpowszechnionej postawie
    teologicznej przejawia się w najwyższym stopniu depersonalizacja i
    kolektywizm, który polega na tym, że liczy się nie osoba, a tylko
    wspólnota. Indywiduum nie potrzebuje nawrócenia, nie potrzebuje
    przewodnika od ciemności do światła, nie potrzebuje w pełni
    doświadczyć objawienia Chrystusa, nie potrzebuje zdobyć udziału w
    nadprzyrodzonym życiu łaski przez chrzest i doznawać strumienia
    łaski za Pośrednictwem sakramentów. Ważne ma być jedynie zewnętrzne
    połączenie wszystkich wspólnot religijnych. Tylko, że takie
    połączenie nigdy nie będzie jednością- będzie tylko sumą. Dążenie do
    owej pozornej jedności jest typowym skutkiem ciężkiego błędu, który
    polega na przedkładaniu jedności nad prawdę.

    Czyż teologowie ci nie widzą, że taki zewnętrzny związek nie
    przyczyniałby się w żadnej mierze do uwielbienia Boga i w żadnej
    mierze nie byłby wypełnieniem uroczystego nakazu Chrystusa i jego
    modlitwy: Ut unum sint?!
    Apostolstwo należy do istoty Kościoła świętego; apostolstwo, czyli
    dążenie do nawrócenia każdej duszy, która w oczach Kościoła znaczy
    więcej niż los jakiejkolwiek naturalnej wspólnoty. Apostolstwo jest
    koniecznym owocem tak miłości Boga, jak też prawdziwej miłości
    bliźniego. Miłość Boga pobudza Kościół, ale także prawdziwego
    chrześcijanina do tego, by pociągnąć każdego człowieka do pełnego
    światła prawdy, którą zawiera nauka świętego Kościoła. Każdy
    chrześcijanin musi tęsknić do tego, by wszyscy poznali objawienie
    Chrystusa i odpowiedzieli na nie wiarą; aby każde kolano zgięło się
    przed Jezusem Chrystusem. I tego samego wymaga prawdziwa miłość
    bliźniego. Jak mogę kogoś kochać i nie płonąć pragnieniem, by poznał
    on Jezusa Chrystusa, jednorodzonego Syna Bożego i Epifanię Boga, aby
    nie został pociągnięty do Jego światła, aby w Niego wierzył, kochał
    Go, by wiedział, że jest przez Niego kochany? Jak mogę kochać
    bliźniego, nie życząc mu już na ziemi największego szczęścia:
    błogosławionego spotkania z Jezusem Chrystusem? Jak mogę się
    zaspokoić tym, że nieskończone miłosierdzie Boga - być może - mimo
    błędnej wiary albo niewiary danego człowieka nie odmówi mu wiecznego
    szczęścia?
    Zaprawdę, wszelkie dzieła miłości bliźniego są niczym, jeśli stanę
    się obojętny wobec tego, co jest najwyższym dobrem człowieka:
    znalezienie prawdziwego Boga i włączenie się do mistycznego Ciała
    Chrystusa.
    Widzimy, do jakich strasznych błędów może prowadzić pseudoekumenizm
    i do jakich, niestety, wielokrotnie doprowadził. Nie ma to nic
    wspólnego z duchem prawdziwego ekumenizmu, więcej: radykalnie mu
    zaprzecza."
  • 16.09.09, 13:25
    1.przełożony ma zawsze rację
    2.gdy przełożony nie ma racji - patrz punkt pierwszy

    stosowanie tej zasady w swoim życiu, to droga do nikąd, to błędne
    koło

    przez wieki wiele rzeczy było ukrytych, aż do odpowiedniego czasu,
    dlatego fakt, że doktryna katolicka opisywała to co zakryte ,
    sprawia,że tak wiele niezgodności tej nauki z istotą rzeczy

    dzisiaj wiele spraw jest odkrywanych, wiele dzięki osiągnięciom
    medycyny, czyli dzięki temu,że człowiek może doświadczyć stanu
    śmierci i powrócić do ciała, do życia ziemskiego

    innym sposobem odkrywania jest ukazywanie w sercach ludzkich istoty
    rzeczy bezpośrednio przez chrystusa,wiele, bardzo wiele, i coraz
    więcej osbób tego doświadcza

    jest tylko kwestią czasu uświadomienie ludzkości,że religie nie
    pochodzą od boga, i nie tylko tego
  • 18.09.09, 23:02
    > jest tylko kwestią czasu uświadomienie ludzkości,że religie nie
    > pochodzą od boga, i nie tylko tego


    Z tego postu wynika ,ze Twoim zdaniem Judaizm czy Chrzescijanstwo
    maja swoje zrodlo w wymyslach ludzkich i nie wiaza sie z Objawieniem
    Boga ...

  • 19.09.09, 10:43
    religie to nie wymysły ludzkie, zapominasz o istnieniu różnych istot
    duchowych, od aniołów do szatana
  • 19.09.09, 18:23
    Nie zapominam , ale martwi mnie ,ze wspomina sie tylko o diablach ,
    a zapomina o Bogu . To On juz Twoim zdaniem nie mial/ma nic do
    powiedzenia na tym swiecie , a wszystkie religie to sprawki
    diabelskie ?
  • 20.09.09, 01:42

    Czytając te rózne wywody, nasuwa mi się pytanie - co bardziej ceni
    Bóg (jako absolut dla róznych religii) oddawanie mu pokłonów i czci,
    uwielbianie Go, czy raczej wpływ wiary na uszlachetnianie ludzi?
    Czy Bóg bardziej ceni oddawanie mu pokłonów, czy raczej ceni
    kształtowanie w ludziach dobra w stosunku do innych? Oto pytanie?
    A jaka jest na to odpowiedz? Miejsca (jak sądze w niebie jest dość
    dla ludzi dobrych dla wszystkich religii, nie tylko dla jednej).
    Każda religii, ktora rozwija dobro w człowieku jest prawidłowa, tak
    uważam, ale czy słusznie?
    Druga sprawa to po co te diabły i anioły, sam Bóg nie wystarcza?
    --
    -----
    "Czas spędzony z kotem, nigdy nie jest stracony"
  • 20.09.09, 16:27
    to nie religia wpływa na kształtowanie dobra w człowieku, to bóg
    sprawia
    zadanie religii to wskazywanie boga,
    niestety wiele religii,utrudnia bezpośredni kontakt z bogiem,
    dlatego taka mała skuteczność religii, dlatego taki wielki brak
    miłości bliźniego na świecie

    oczywiście,że bycie wyznawcą religijnym nie jest warunkiem
    koniecznym do dostania się do niebia,więcej nie było, nie ma i nie
    będzie jedynej słusznej religii

    wszystkie mają rację bytu do czasu, aż ludzkość osiągnie odpowiednią
    świadomość i pojmie ,że kontaktować sie z bogiem nie należy przez
    pośrednika, ale tylko wyłącznie bezpośrednio przez "serce człowieka"

    co do aniołów , diabłów, to istnieje nie tylko świat widzialny, ale
    także niewidzialny, ten niewidzialny był od wieków, w różny sposób
    opisywany, zarówno przez ludzi, jak i doktryny religijne

    ponieważ zarówno ludzie, jak i doktryny opisywały coś czego nie były
    wstanie pojąć, nie ma co się dziwić,że wyszły z tego różne "stwory"

    anioły, diabły,to po prostu inne wymiary duchowe, o różnych
    wibracjach, i zależnie od tych wibracji , są przez ludzi odbierane
    albo jako anielskie, albo diabelskie
  • 20.09.09, 16:13
    bóg chcąc przemówić do ludzi wysyła swojego wysłannika na świat, on
    głosi prawdę od boga pochodzącą

    na podstawie tej nauki dochodzi do tworzenia religii, często z
    natchnienia istot za boga chcących się podawać, a ponieważ do nauk
    od boga pochodzących są dodawane zbędne elementy, te istoty ,które
    walczą z bogiem wykorzystują np zbędne kulty , do odciągania ludzi
    od boga, do straszenia ludzi bogiem

    ale też bywa tak,że istoty wspomagające ludzi w podnoszeniu
    świadomości, również korzystają z religii

    dlatego też to wszystko jest takie skomplikowane, dlatego też
    najlepiej jest odnosić się tylko do źródła, czyli do nauki, czystej
    nauki, bez naleciałości , ogłoszonej ludziom, przez istotę zesłaną
    od boga, przy takim podejściu wszelkie ceremoniały, obrzędy, hołdy
    tracą rację bytu, dzięki czemu unikamy ryzyka oddawania czci, komuś
    innemu niż bogu
  • 04.10.09, 00:42

    "zadanie religii to wskazywanie boga,"-marca_1

    To cytat z poprzedniego postu. W tym ostatnim w częsci końcowej
    jest ostrzeżenie przed ceremoniałem, a to jest podstawa religii.
    Tu streszcze autentyczny program uroczystości religijnej. Wstawione
    znaki *** są dla uogólnienia wstawione zamiast autentycznych pozycji.
    "W niedzielę *** (podana data) przypada rocznica Ukoronowania Figury
    Matki Boskiej *** (nazwa tej NMP). Celebrować będą msze dostojnicy
    kościelni *** (nazwiska trzech biskupów). Msza św. z kazaniem ***
    (nazwisko biskupa) będzie zakończona procesją z niesieniem wokół
    sanktuarium Figury naszej Patronki oraz możliwoscią ucałowania
    relikwii *** (wymienione te relikwie, które będzie można całować).
    Na zakończenie ogłoszenia jest zachęta - Parafia zapewnia miejsce
    siedzące i poczęstunek, wszyscy chetni dostaną obrazki Matki Bożej
    ***. Zapraszamy!!!"
    Jak do teatru, spektakl wart obecności, zwłaszcza ten poczęstunek i
    to całowanie mogą być atrakcją. Dziwnym wydaje się tylko to, że
    nawet obecność trzech biskupów i tylu atrakcji nie spowoduje, że
    zabraknie miejsc siedzących. Ciekawe, czy sam Bóg będzie się temu
    przygladał, choć nie dla niego ta uroczystość.

    --
    -----
    "Czas spędzony z kotem, nigdy nie jest stracony"
  • 04.10.09, 17:14
    to co duchowieństwo razem z zniewolonymi owieczkami robią z religii,
    to zupełnie inna kwestia

    zgadzam się,że ceromoniał sięga "zenitu", niestety zenitu absurdu

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.