Dodaj do ulubionych

Dziecko Boga

30.07.11, 13:52
Co oznacza bycie Dzieckiem Boga?
Edytor zaawansowany
  • aeki 30.07.11, 14:14
    O ile wiem było jedno dziecko Boga, które przeznaczył na męczeńską śmierć, aby sam siebie przebłagać.
    --
    Bóg jest tak potrzebny człowiekowi, jak rower rybie.
  • soqrates 30.07.11, 15:01
    To sa chyba dzieci Boga? www.youtube.com/watch?v=X6jV5Sn9nUs&feature=related , bo lamia wszelkie kody i schematy.
  • soqrates 30.07.11, 15:27
    jeszcze inna wersja www.youtube.com/watch?v=zDrso-4T0Tk&NR=1
  • twoj_aniol_stroz 30.07.11, 20:47
    No dobra smile Co to oznacza? Być Dzieckiem Bożym oznacza być pod Jego opieką, wiedzieć i czuć, że On zawsze chce naszego dobra. Fakt, mamy wolną wolę i dlatego w naszym życiu bywa różnie smile Wolną wolę mają też wszyscy wokoło nas i stąd sporo naszych nieszczęść niestety. Ale dzięki tej wolnej woli mamy prawo wyboru. Możemy podążać za Jezusem, możemy zawierzyć Bogu, ale równie dobrze możemy próbować odnaleźć szczęście na własną rękę. Jako Dzieci Boże mamy do tego prawo. Nie zawsze wychodzi nam na dobre to poszukiwanie samemu, czasem mocno musimy się poranić, ale zawsze niezależnie od tego jak bardzo nabroiliśmy Bóg na nas czeka i jeśli tylko zechcemy przyjdzie z pomocą i wskaże drogę. I znów od nas tylko zależy, czy pójdziemy tą drogą, czy jednak nadal będziemy szukać na własną rękę. Właśnie tak jak robi kochający rodzic kiedy widzi jak jego dziecko uczy się żyć. Kiedy Twoje dzieci uczyły się chodzić nie biegłeś przy każdej wywrotce i nie podnosiłeś. Czasem stałeś spokojnie i patrzyłeś jak berbeć dźwiga się z ziemi, pociesznie otrzepuje łapki i idzie dalej. Ale czasem gdy rozbrzmiewał żałosny płacz to biegłeś na pomoc. Bóg robi tak samo. Pozwala na Twoje eksperymentowanie, czasem ostrzega, gdy idziesz zdecydowanie w złym kierunku, ale nadal pozwala Ci wybrać samemu. On nie chce niewolnika, chce człowieka, który zdecyduje się Go wybrać w pełni świadomie i pokochać.
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • kociak40 31.07.11, 01:31

    "No dobra smile Co to oznacza? Być Dzieckiem Bożym oznacza być pod Jego opieką, wiedzieć i czuć, że On zawsze chce naszego dobra." - twoj_aniol_stroz

    Widać, że dla Ciebie jest to łatwe, kusi Cię diabeł, a strzeże anioł stróż.
    A ja co mam zrobić, żebym miał taką opiekę? Ja nie mam diabła ani anioła.
    Czy do tej bożej opieki potrzebny jest ten diabeł i anioł?
    --
    -----
    "Czas spędzony z kotem, nigdy nie jest stracony"
  • twoj_aniol_stroz 31.07.11, 13:07
    Kociaku, Ty mylisz wszystkie pojęcia smile Masz Bożą opiekę. Ty jej tylko nie dostrzegasz smile Wyobraź sobie taką sytuację: od zawsze mieszkasz w domu, gdzie codziennie rano przy drzwiach pojawia się butelka mleka, dwie świeże, chrupiące bułki, masło i dwa plasterki wędlinki + pomidorek. Dla Ciebie oczywistym w takiej sytuacji byłoby, że tak jest, nie zastanawiałbyś się nad tym, że ktoś to przynosi, że skądś się to bierze. Tak jest w Twoim życiu z pomocą Boga. Choćby fakt, że znalazłeś to forum i na nim piszesz. Dla Ciebie oczywistym jest, że tu dyskutujesz, że zbijasz kolejne argumenty, że wyśmiewasz tych, dla których nie tylko szkiełko i oko się liczą, ale także serce smile A Bóg cierpliwie czeka aż poczujesz, że jest nie tylko rozum, że można czuć Boga i za grosz nie rozumieć jak to jest smile Nie piszę tego złośliwie, ale z ciepłem i miłością smile
    Pytasz o anioły smile Zawsze o nie pytasz, bo to jest coś, czego rozumem się nie da ogarnąć. Niezależnie od tego, czy w to wierzysz, czy nie, masz swojego Anioła Stróża, który jest Ci dany po to by Cię chronił smile Masz też w swoim otoczeniu diabła, który kusi, który za nic nie rozumie Bożej Miłości i chce Ciebie odciągnąć od Boga. I najmniej się tu liczy fakt, że Ty w nich nie wierzysz. Diabłu w sumie o to chodzi, żebyś w niego nie wierzył, żebyś żył tak jakby go nie było, bo wtedy jesteś bezbronny, nie bierzesz pod uwagę jego działań, więc on może sobie spokojnie kombinować smile
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • kami.312 01.08.11, 22:54
    Też uważam, że są dwie potężne siły w tym świecie, ale nie nazywam ich jako anioł i diabeł. Obydwie siły mają określone zadania i działają w określonych sytuacjach. My wybieramy, ale nie wszystko od nas zależy.
  • soqrates 31.07.11, 09:47
    twoj_aniol_stroz napisała:
    On nie chce niewolnika, chce człowieka, który zdecyduje się Go wybrać w pełni świadomie i pokochać.


    Napisalas, ze czulas Boga bardzo blisko, tak blisko, ze moglas uslyszec co ma do powiedzenia.
    Co powiedzial? Czy jestes pewna, ze to byl Bóg a nie przewodnik duchowy lub aniol stroz, czy jeszcze ktos inny?
    Jak to sie odczuwa? Czy otrzymujesz przekazy tak jak otrzymywali je prorocy?
    Zechcesz cos o tym napisac?
    Ciekawi mnie co Bog mówi o powodziach, suszy, glodzie? Czy oni nie idą wlasciwa droga i dlatego ich to spotyka? Czy oni nie sa dziecmi Boga?
    Dlaczego jedni maja sie dobrze a inni cierpią? Czy cierpia tylko ci, ktorzy nie czuja sie lub nie sa dziecmi Boga?
    Jak odniesiesz sie do Starego Testamentu, gdzie Bog pokazuje się jako msciwy i „swoje dzieci” chroni a innych nakazuje zabijac? To oznaczaloby, ze nie wszyscy sa dziecmi Boga?
    Co trzeba zrobic aby stac sie dzieckiem Boga i czy w ogole mozna cos zrobic?
    Wiem, ze to trudne pytania, ale moze na niektore odpowiesz. Bylbym wdzieczny.
    Nigdy nie rozmawialem z kims kto mial lub ma kontakt z Bogiem i Ty nie piszesz jak nawiedzona, cenie to.
  • twoj_aniol_stroz 31.07.11, 12:53
    O rany smile No faktycznie zestaw pytań solidny i jak na złość brak możliwości odpowiedzi krótko, jednym zdaniem lub jeszcze lepiej jednym słowem wink
    Pierwsza kwestia: nie mam kontaktu z Bogiem tak jak sobie to wyobrażasz, czyli siadamy przy stole i rozmawiamy. To chyba jeszcze nie ten etap i jakoś nie bardzo jestem jeszcze na takie coś gotowa ( o ile kiedykolwiek w tym życiu doczesnym będę smile ) Owszem, wiem co Bóg ma do powiedzenia na mój temat, ale właśnie tu jest sedno: Bóg nie jest politykiem, ekonomistą, ekologiem, czy kim tam jeszcze. On przychodzi do konkretnego człowieka, do jego konkretnych problemów i ten człowiek, jego uczucia, emocje i problemy są dla Boga najważniejsze. Do mnie przychodzi rozmawiać o mnie i moim życiu, do Ciebie przyjdzie rozmawiać o Tobie, a nie o suszy i ekonomii. Oczywiście, że jeśli dotknie Cię susza i będziesz miał z tym związane życiowe dramaty, to On pomoże te dramaty rozwiązać, ale nie będzie Ci tłumaczył dlaczego ta susza nastąpiła.
    Żyjemy na takim a nie innym świecie, którym rządzą takie a nie inne prawa natury. Człowiek w dzisiejszych czasach jest pełen pychy, wydaje mu się, że ujarzmił naturę i kazał jej być posłuszną, a tak nie jest. Warto też zadać sobie pytanie co człowiek robi dla człowieka. Ile w tych działaniach egoizmu, nienawiści i zła a ile dobroci, chęci podzielenia się tym co mam i współczucia i miłości. Bardzo wiele zła na świecie pochodzi od człowieka i jest skierowane do drugiego człowieka. Mało tego. Ten człowiek który krzywdzi jest taki, bo ktoś kiedyś jego skrzywdził. Jesli doświadczam krzywdy to nie dlatego, że nie jestem Dzieckiem Bożym, nie dlatego, że Bóg tak chce, nie dlatego, że mam się czegoś nauczyć. Zła doświadczam, bo człowiek, który to zło wyrządza jest złamany, skrzywdzony przez innego człowieka.
    Stary Testament? Jest dużo trudniejszy od Nowego. Dlaczego? Bo tamta kultura, plemiona żyjące na pograniczu pustyni są nam bardzo obce ze swoją mentalnością, zwyczajami i zasadami. My patrzymy na ST z naszego punktu widzenia, z naszymi zasadami i naszym humanitaryzmem i nie chce nam się pomieścić w głowie, że kiedyś ludzie tacy nie byli. Żeby zrozumieć ST trzeba znać ówczesne zwyczaje, kulturę itd. Pierwsza z brzegu, bardzo bulwersująca nas scena gdy Bóg żąda od Abrahama złożenia w ofierze swojego syna. Skandal! Co to za Bóg, który najpierw daje dziecko, a potem nagle domaga się zabicia tego dziecka?!?!?! No, ale jeśli weźmiemy pod uwagę, że w tamtych czasach normą było składanie w ofierze bożkom swoich pierworodnych synów to sprawa wygląda trochę inaczej. Dodatkowo trzeba jeszcze wiedzieć, że Abram (który później przyjął imię Abrahama) wcale nie był taki święcie przekonany, że jest jeden Bóg, on wychował się w świecie pełnym wielu bóstw i bożków i dopiero uczył się jaki ten Jeden Bóg jest naprawdę. Dotychczas bóstwo wymagało składania ofiary przebłagalnej i w takiej rzeczywistości Abraham funkcjonował. No to teraz postaw się w jego sytuacji: wie, że bóstwa wymagają ofiar, wie, że normą jest składanie dziecka w ofierze. Dla niego oczywistym było złożenie Izaaka w ofierze. To nam się to w głowie nie mieści, a nie jemu smile Jeśli byłbyś na miejscu Boga to co byś w takiej sytuacji zrobił? Jak wytłumaczyć Abrahamowi, że wcale nie oczekujesz takiej ofiary? Jak mu wbić w głowę na amen, że Ty jesteś co prawda Bogiem, ale nie potrzebujesz ofiar, Ty nie tyle chcesz by Ci służono, ale chcesz służyć człowiekowi? Prawda, że to wcale nie takie proste? Jedynym sposobem było wpasowanie się w ówczesne normy i w ostatniej chwili bardzo mocno nadzwyczajna interwencja, która w bardzo solidny sposób wybiła Abrahamowi z głowy pomysł składania dziecka w ofierze. Bóg nie potrzebuje naszych ofiar, ale na tamten czas to i tak była za duża rewolucja ten brak ludzkich ofiar, więc Bóg nakazuje składać w ofierze zwierzę. Popatrz, prowadzi człowieka powoli, spokojnie, tak by miał czas ochłonąć po wprowadzonych zmianach i przygotować się na kolejne smile Tak samo dzieje się w naszym życiu.
    Dobra, dużo tego smile Na koniec Twoje pytanie co zrobić by stać się Dzieckiem Bożym? Hm, jakby Ci tu powiedzieć? smile Ty nim jesteś smile


    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • kociak40 31.07.11, 17:44
    Szanowna twoj_aniele_strozu

    Słowa, słowa, slowa .... ale nic z nich nie wynika. Moja obecność na tym forum spowodowała utracenie calkowicie mojej wiary i autorytetu dla ludzi bardziej zaawansowanych w wierze, a szczególnie dla tz. nawiedzonych, od ktorych spodziewałem się trochę wiekszego zrozumienia naszej rzeczywistości i mozliwości takiego ich przekazu aby tą rzeczywistość zrozumieć.
    Chociaż lubię myśl "skondensowaną", krótką, to przeczytałem Twój długi tekst bardzo uważnie i nie znalazłem odpowiedzi dla siebie. Mnie ciekawi konkretna odpowiedz takiej osoby jak Ty, znającej co Bóg myśli, dlaczego to robi, czego pragnie itd. na konkretne pytanie - Od 60 lat panuje potworna susza w Afryce, giną w cierpieniach ludzie, dzieci, zwierzęta, a dla przykładu w Polsce i Europie, ogromne deszcze powodują katastroficzne straty. Moje pytanie do tego konkrtnego przykładu - dlaczego ten miłsierny Bóg, napełniony wielką miłością do wszystkich ludzi i całego swojego dzieła strorzenia, nie przemieści tych chmur deszczowych tak aby nie było tego cierpienia i śmierci niewinnych? Aby uniknąć zbyt długiej odpowiedzi i nie dającej odpowiedzi, podam mozliwości dla Twojej wiedzy religijnej:
    Nie wiem dlaczego
    Nie może tego zrobić
    Nie chce
    Wiem, dlatego, że ............... i tu możesz podać swoje wyjaśnienie.
    A ja jaką mam na to swoją odpowiedz?
    Bóg chce zmusić człowieka, dając człowiekowi wielki dar inteligencji do zrozumienia mądrości bożej, aby człowiek pozbył się swego lenistwa w poznawaniu tej Jego mądrości, aby poprzez naukę i rowój wiedzy mógł poznać w większym stopniu mechanizmy klimatyczne i sam mógł tym kierować i zabezpieczać się przed tymi kataklizmami. Po to Bóg dał rozum człowiekowi aby ten człowiek mógł poznawać mądrośc bożą zawartą w prawach przyrody i wykorzystywać tą mądrość dla swojego dobra. Nie klęczniki, różańce, cudowne obrazy i figury, nie diabły i anioły ale zdobywanie rzeczywistej wiedzy moze w przyszłosci spowodować obronę przed chorobami, wirusami, kataklizmami itd.
    Zwróć uwagę szanowna twoj_aniele_strozu, pojawiło się i pojawia na tym forum rózne odniesienia do wiary przez rózne osoby. Jedni wierzą w diabły i anioły, inni nie, jedni uznają tz. św Trójcę, inni nie, jedni wierzą w reinkarnacje, inni nie wierzą itd. Mozna sobie tak dyskutować do skończenia świata, a nawet jeden dzień dłużej i nic z tego nie wyniknie. Nikt nikogo nie przekona. W rzeczywistej nauce, czyli w wiedzy mądrosci Boga, tego nie ma, albo się wie, albo nie. Madrość boża jest jednoznaczna i dlatego jest tak cenna.
    Chcąc sprawdzić (w innym poście) mozliwść znajomości podstaw matematyki wyższej, zadałem pytanie kami.312 - ile jest całka z dx? I otrzymałem krótką (nic wiecej nie trzeba pisać) prawidłową odpowiedz - X + C (tam było zamiast X - W a to jest obojetne jaką literką oznaczymy zmienną funkcji) i wszystko jest jasne, ma wykształcenie ponad średnie. A jak sprawdzić "wiedzę" religijną aby móc mieć do niej zaufanie? Jak przekazać swoją wiarę w diabły i anioły tym, dla ktorych ich nie ma?

    --
    -----
    "Czas spędzony z kotem, nigdy nie jest stracony"
  • twoj_aniol_stroz 01.08.11, 09:09
    Widzisz Kociaku. Cały szkopuł w Tobie jest w tym, że patrzysz jednostronnie. Dla Ciebie rozum wyklucza wiarę. A dla mnie nie smile
    Jak napisałam Sokratesowi, Bóg nie jest politykiem, ekonomistą i ekologiem w jednym. Dał człowiekowi rozum i chce byśmy go używali. Rzecz w tym, że człowiek używa tego rozumu niekoniecznie zgodnie z przeznaczeniem. Pytasz o suszę w Afryce. A ja spytam co człowiek zrobił by tym ludziom pomóc? Żyjemy w takich a nie innych prawach natury i należy owe prawa respektować, a nie uważać, że ujarzmiliśmy naturę. To pycha nakazuje człowiekowi widzieć siebie jako pana i władcę żywiołów. A potem nagle jest dramat i płacz, że tacy nie jesteśmy. Bóg chce byśmy stawali się lepsi, mądrzejsi, silniejsi, ale w oparciu o naturę. Pycha to nie jest cecha, którą chce Bóg w nas rozwijać.
    A teraz co do wiary. Nie wierzysz w diabły i anioły i masz do tego prawo. Nie da się jednak z kimś rozmawiać jeśli ten ktoś traktuje wszystkich o odmiennym zdaniu jak bandę debili. Niestety tak jest z Tobą. Przykro mi to pisać, ponieważ lubię dyskutować z ludźmi, ale pod warunkiem, że ta druga strona szanuje moje zdanie (szanuje nie oznacza, że się z tym zdaniem zgadza). Ty wielokrotnie pokazałeś, że nie szanujesz rozmówcy sad
    Widzisz. Moja wiara w anioły opiera się na moim doświadczeniu. Jeśli widzę, że istnieje coś takiego jak diabeł, jeśli sama czułam jego obecność, a teraz oglądam efekty opętania diabelskiego to wybacz, ale głupotą z mojej strony byłoby nie wierzyć w to co widzę. Dane jest mi obserwować osobę opętaną, widzę co dzieje się na egzorcyzmach, widzę co ten ktoś może zrobić wbrew normom natury i ja nie tyle wierzę, że istnieją demony. Ja to po prostu wiem.
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • kociak40 01.08.11, 21:37
    Ja dobrze rozumiem Ciebie, tylko Ty nie możesz zrozumieć, że Twoja wiara nie może być przekazna przez Ciebie mnie. Przecież mnie nie przeszkadza, że sobie wierzysz w diabły i anioły, mnie nic do tego. Piszesz, że Twoja wiara opiera się na Twoim doswiadczeniu, tak samo jak moja wiara, że tego nie ma, oparte jest na moim doświadczeniu. Mnie mój rozum nie wyklucza wiary, wyklucza natomiast wiare w anioły i diabły. Uważam, że największym wrogiem dla diabła i anioła jest wiedza. Dlaczego zarzucasz mi brak szacunku, jakby tak było to nie pisał bym do Ciebie postów. Zaczynam dostrzegać, że zaczynasz pisać jak prorok, swoje wyobraźnie chcesz narzucuć innym. Już wiesz, czym jest Bóg, a czym nie jest, wiesz co Bóg chce i w oparciu o co, a to tylko Twoje wyobrażenie. Bardzo słusznie wypowiedział się kiedyś w TV jakiś ksiądz nauk teologicznych (miał jakis tytuł naukowy), którą zapamietałem -"Przybliżanie się do absolutu bardzo często powoduje utracenie zrozumienia świata".
    Popatrz sobie na te starsze osoby, zwłaszcza te starsze panie biegające z tymi rózańcami do kosciła. W swojej wyobraźni tak zbliżyły się do absolutu (tak uważają), że wiedzą już o Bogu prawie wszystko, nawet co mysli i kiedy, ale rzeczywistość świata już do nich nie dociera.
    Wiara wtedy ma swoją wartość jeśli powoduje większą szlachetność człowieka w stosunku do innych i całej przyrody. Zamknięcie się własne w swojej wierze jest tylko dewocją.
    Na końcu zwróciłem uwagę na Twój przekaz, że sama odczułaś w sobie obecność diabła. To mnie zaciekawiło. Czy wodec tego wierzysz w słuszność działań Św. Oficjum, ktore z polecenia papieży paliło na stosach tz. czarownice, w ktorych diabeł siedział? W końcu robili to eksperci od diabła, którzy znowu się pojawiają jako egzorcysci (niestety palić już nie mogą). Absolut jest poza przestrzenią, czasem materią i energią (bo to stworzył) i każde
    odniesienie jest tylko naszy ludzkim wyobrażeniem, a to może być bardzo rózne.
    --
    -----
    "Czas spędzony z kotem, nigdy nie jest stracony"
  • soqrates 03.08.11, 12:18
    Rozum nie wyklucza wiary. Co zatem dla Ciebie oznacza bycie dzieckiem Boga?
    Mogłbys sie wypowiedziec?
  • soqrates 31.07.11, 22:45
    Twoj jezyk do mnie przemawia. Nie zawsze trzymam sie litery, staram sie odczytywac tzw. ducha wypowiedzi. Z tego co piszesz o ST wnioskuje, ze dzieci Boze maja podnosic stopniowo swoja swiadomosc aby zblizyc sie choc troche do swiadomosci boskiej. Bazuje tu na Twoim porownaniu Boga do rodzica mimo, ze daleki jestem od uwazania, ze jest on rodzicem.
    Jesli przyjmiemy taki tok myslenia to ... to rodzic ani nauczyciel nie wymaga od dziecka czegos co jej poza jego mozliwosciami. Nauczyciel i rodzic wymaga od dziecka odpowiednio dla jego poziomu pojmowania. Tak to widze i wtedy to do mnie przemawia.
    Wynikaloby z tego, ze kazdy z nas jest na innym poziomie swiadomosci bozej tak samo jak kazdy jest na innym poziomie wyksztalcenia.
    Szukalem w Twojej wypowiedzi odpowiedzi na swoje pytania i zdawalem sobie sprawe z tego, ze nie na wszystko da sie odpowiedziec.

    twoj_aniol_stroz 31.07.11, 12:53
    Żyjemy na takim a nie innym świecie, którym rządzą takie a nie inne prawa natury


    Dobrze, ze nie uwazasz siebie za wszystkowiedzaca i realnie patrzysz na ten swiat.
    Po tym co napisalas pomyslalem, ze nie szanujemy praw przyrody, ze matce Ziemi zabieramy kolejne tereny, budujemy sie w poblizu wulkanow i na niskim poziomie morza a potem faktycznie szukamy winnego i okazuje sie nim Bog.
    Pomyslalem tez, ze kiedys ludzie przenosili sie z miejsca na miejsce dajac odpoczac matce naturze a teraz eksploatujemy wszystko ile sie da a potem szukamy winnego...
  • kociak40 31.07.11, 23:47
    "Pomyslalem tez, ze kiedys ludzie przenosili sie z miejsca na miejsce dajac odpoczac matce naturze a teraz eksploatujemy wszystko ile sie da a potem szukamy winnego... " - soqrates

    To pomyśl sobie także, że kiedyś nie było liczby ludności na ziemi ponad miliard, a obecnie
    jest ~ 8 miliardów i ta liczba rośnie geometrycznie. Jak będzie kataklizm o wymiarze światowym lub wojna z uzyciem broni atomowej, znowy do tego wrócimy jeśli cokolwiek żywego pozostanie na ziemi.

    --
    -----
    "Czas spędzony z kotem, nigdy nie jest stracony"
  • soqrates 31.07.11, 23:57
    Zastanawiam sie czemu jest teraz tak wiele bezplodnych kobiet?
    Nauka znow chce byc madrzejsza niz natura?
    Ludzka wola na byc wazniejsza niz wola boska?
    Mam dziecko, ale tylko jedno. Chcialbym jeszcze, bo kocham dzieci, ale nie mozemy miec drugiego. Staramy sie wiele lat. Zamiast o in vitro myslimy o wzieciu dziecka z domu dziecka.
  • twoj_aniol_stroz 01.08.11, 09:26
    Współpracuję z domem samotnej matki i powiem tak: w takich ośrodkach widać jak wiele kobiet nie nadaje się na matki niestety. Nie one są temu winne jednak patrząc na ich dzieci widzę, że warto by ktoś inny je wychowywał, by te dzieci trafiły do ludzi, którzy mogą dać im zupełnie inne życie. Mam w swoim otoczeniu dziewczynę, którą rodzice bardzo skrzywdzili. To co przeszła w swoim życiu jest niewyobrażalne dla normalnego człowieka. Kiedyś na zabranie dziecka rodzicom patrzyłam jak na okrucieństwo, najgorszą rzecz jaka może się wydarzyć dla tego dziecka. Dziś, kiedy znam historię tej dziewczyny, patrzę na to zupełnie inaczej. Być może, gdyby ktoś ją wówczas adoptował, nie przeszłaby tego strasznego piekła, które dane jej było przeżyć. Myśl o adopcji jest dobra. Jest to trudna droga, ale z drugiej strony patrząc, jest piękna smile Nie chcę pisać, że będzie pięknie, kolorowo i wspaniale, bo nie będzie. Jak na każdej drodze będą wzloty i upadki, ale sam fakt, że jakieś dziecko będzie miało szansę na lepsze życie już jest wart zastanowienia smile
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • twoj_aniol_stroz 01.08.11, 08:48
    smile Tak właśnie myślę smile To co napisałeś jest właśnie moim sposobem patrzenia na Boga i otaczający nas świat smile
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • soqrates 01.08.11, 11:36

    Dzieki Tobie aniolku doznalem wczoraj olsnienia.
    Nigdy nie przypuszczalem, ze cos takiego mnie spotka, ze to jest mozliwe.
    Nagle w jednej chwili wszyskie puzzle zaczely ukladac sie w jedna calosc i otrzymalem odpowiedzi na swoje pytania.
    Czulem to jakby matka ziemia/natura, pozwolila mi na poznanie jej jezyka, w ktorym do nas caly czas przemawia.
    Ona jak matka daje nam klapsa pokazujac, ze nie idziemy wlasciwa droga a my jak rozkapryszone dzieci upieramy sie przy swoim.
    Powodzie, susze, osuwanie sie terenu, wulkany, glod, bezplodnosc to jej jezyk, bo jak inaczej moze do nas przemowic?
    Zalewa nas woda a my zamiast posluchac co mowi Natura i wyciagnac wnioski uparcie odbudowujemy sie na tym samym terenie i znow nas zalewa.
    Wymyslamy wciaz nowe technologie probujac ja przechytrzyc a ona dalej mowi nie, nie tedy droga.
    Matka Natura w sytuacji kiedy bylo nas malo na Ziemi sprawiala plodnosc i kiedys ludzie mieli po kilkanascie dzieci.
    Gdy Ziemia juz zostala wystarczajaco zaludniona dzieci rodzilo się coraz mniej. Za czasow naszych rodzicow srednio melismy 4 dzieci.
    W naszych czasach juz srednio tylko jedno lub dwoje dzieci.
    Matka natura mowi, ze jest za duzo a my promujemy wielodzietnosc, wymyslamy in vitro, bo boimy sie o nasze emerytury.
    Nie myslimy globalnie.
    Nie znamy jezyka w ktorym matka natura caly czas do nas przemawia.
    Nagle zrozumialem dlaczego caly czas bylem przeciwny in vitro, mimo ze pragne dziecka. Matka Natura mowila do mnie jak chcesz to zaadoptuj juz narodzone, nie doprowadzaj do przeludnienia Ziemi. Odbieralem to nieswiadomie a teraz swiadomie.
  • soqrates 01.08.11, 11:55
    Przepraszam, musze byc sprawiedliwy. Zrozumialem to dzieki osobie o nicku twoj aniol stroz i osobie o nicku kociak 40
  • twoj_aniol_stroz 01.08.11, 14:57
    Fajnie czytać takie wpisy smile Ja takiego olśnienia doznałam będąc na wakacjach w Dolinie Kołdzkiej. Lało jak z cebra dwa bite tygodnie,ktos powiedziałby, że schrzanione wakacje smile Nic bardziej mylnego.
    Tam po raz pierwszy dane mi było obserwować powstawanie powodzi i z przerażeniem stwierdziłam, że ludzie w ogóle nie respektują praw rzek do wylewania. Tam rzeki po prostu nie mają gdzie wylać, bo tam gdzie są naturalne tereny zalewowe ktoś wybudował dom. No dobrze, ale oprócz tego kto ten dom wybudował i w nim mieszka, ktoś wcześniej sprzedał tę ziemię a ktoś inny wydał pozwolenie na budowę... Tam po raz pierwszy zaczęłam się temu bliżej przyglądać i też wówczas sporo zrozumiałam smile
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • soqrates 01.08.11, 15:40
    Mysle, ze bycie Dzieckiem Boga to szanowanie praw Natury, odczytywanie jej znakow i swiadomosc swoich ograniczen a takze podnoszenie wciaz swojej swiadomosci, by zblizyc sie choc troche do swiadomosci boskiej.
  • twoj_aniol_stroz 01.08.11, 19:03
    To jeszcze trochę więcej, ale do tego tez dojdziesz smile To co napisałeś jest częścią całej prawdy. Człowiek składa się z trzech płaszczyzn: fizycznej, psychicznej i duchowej. Całość musi współgrać, więc konieczny jest do tej harmonii rozwój wszystkich trzech elementów. Fizycznie rozwijamy się niejako sami, siłami natury. Oczywiście możemy i na tej płaszczyźnie przeszkadzać naduzywając alkoholu, narkotyków, papierosów itd. Psychika to część nas, która sprawia sporo bólu kompletnie nieuświadomionego. To rany zadane nam w dzieciństwie, a potem elegancko przez nas zapomniane, ale mimo to bolące. tu potrzeba trochę zmagania ze sobą, pracy, która pomoże nam rozprawić się z tym co było i nauczyć się żyć nie na bazie emocji, ale na bazie rozumienia siebie. Pozostaje jeszcze nasze ja duchowe, czyli związek z Bogiem. Nie da się ułożyć prawidłowo relacji z Bogiem jeśli szwankuje któraś z płaszczyzn (najczęściej psychika). Najczęściej jest tak, że nasz obraz Boga jest fałszywy, jest jakimś kłamstwem, które gdzieś kiedyś się zalęgło i stąd nasza potężna rezerwa, lęk przed Bogiem. Tu trzeba spojrzeć na swoje dzieciństwo, na naszą relację z rodzicami, na nasze przeżywanie zależności od kogoś itd. Dlatego pisałam, że do wlaściwej relacji z Bogiem i właściwego rozwoju człowieka potrzebny jest harmonijny rozwój tych trzech płaszczyzn. One się zazębiają i tworzą kogoś kim jesteśmy. a będąc Dzieckiem Bożym siłą rzeczy jesteśmy w relacji z Bogiem. Od nas zalezy czy ta relacja będzie obojętnym udawaniem, że Boga nie ma, lękiem paralizującym na samą myśl, że On może wszystko, czy przyjaźnią opartą na zaufaniu smile
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • soqrates 03.08.11, 10:38
    Harmonijny rozwoj trzech plaszczyzn... jak tego dokonac? Jak Tobie sie to udalo?
  • twoj_aniol_stroz 04.08.11, 07:23
    Nie udało się smile Jestem w trakcie i raz padam na pysk (to wczorajszy dzień i dzisiejszy), a potem się podnoszę i idę dalej smile Jedno co wiem na pewno to: trzeba mieć towarzysza, który umie spojrzeć z boku na to co się dzieje. Przede wszystkim jednak warto czytać co Jezus ma do powiedzenia na każdy dzień. Ja często zaglądam do Pierzchalskiego i czytam Ewangelię + jego rozważania na każdy dzień. Lubie też "kazania instant" ks Bużyka burzyk.bielsko.pl/
    Warto poszukać kogoś kto dociera do nas, kto mówi tak,że rozumiemy co mówi smile I spokojnie czekać co będzie dalej. To w pewnym momencie ruszy samo smile i zacznie się układać.
    Dziś jestem kiepskim rozmówcą. Jadę do lasu na grzyby, połażę sobie i odpocznę po wczorajszym dniu. Był bardzo trudny, był potężnym kopem w ufność i wiarę Bogu, więc muszę się ciut zregenerować. Kiedyś, jeśli będziesz chciał to o tym opowiem smile Dziś jadę szukać prawdziwków i podgrzybków, a jesli masz siłę i ochotę to proszę Cię o krótką modlitwę w mojej intencji smile
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • kami.312 05.08.11, 09:37
    Czy już wszystko w porządku? Powróciłaś do równowagi?
  • twoj_aniol_stroz 08.08.11, 18:36
    Tak smile Dzięki za troskę smile Odrobiłam lekcję, obejrzałam trochę własną osobę, skrzywiłam się na widok tego co zobaczyłam i pognałam po uleczenie smile Dziś jest znacznie lepiej, pacjent wraca do zdrowia i zaczynam od nowa bogatsza o tę wiedzę big_grin
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • kami.312 08.08.11, 21:30
    Cieszę się, że znów jesteś jak promyk słońca.
    Myślę, że chyba wszyscy tu obdarzali Cię życzliwą myślą.
  • kami.312 06.08.11, 09:13
    soqrates napisał:
    > Przepraszam, musze byc sprawiedliwy. Zrozumialem to dzieki osobie o nicku twoj aniol stroz i osobie o nicku kociak 40


    Okazuje się, że bez Kociaka nie byłoby olśnienia.
    Kociak jest potrzebny.



    --------------
    Goethe „ zła pragnąc, wiecznie czyni dobro”
    bo potrzebne są dwie siły
  • kami.312 01.08.11, 23:06
    twoj_aniol_stroz napisała:
    > Jesli doświadczam krzywdy to nie dlatego, że nie jestem Dzieckiem
    > Bożym, nie dlatego, że Bóg tak chce, nie dlatego, że mam się czegoś nauczyć.


    Myślę inaczej. Według mnie musimy się przez to czegoś nauczyć, musimy coś poznać aby zrozumieć i dopiero wtedy dopiero uwalniamy się od tego

  • twoj_aniol_stroz 02.08.11, 08:56
    Wszystko zależy od tego co to jest za krzywda. Jeśli małe dziecko (4 lata) chodzi po mieście i szuka mamy (bo pijany tatuś tak kazał), która pije gdzieś w melinie, to ta krzywda nie ma zadania uczenia tego dziecka czegokolwiek. Jest wynikiem napotkania na drodze człowieka złamanego, bardzo poranionego życiem. Jeśli to samo dziecko w wieku 6 lat zaczyna być wykorzystywane seksualnie przez wujka to nadal ta krzywda nie uczy niczego dobrego, a jest wynikiem napotkania kolejnego poranionego człowieka, który z tymi swoimi ranami nic nie chce zrobić.
    Ja miałam na myśli takie krzywdy, tego typu cierpienia. Oczywiście, że jeśli mnie spotka krzywda w postaci kradzieży, czy powodzi to faktycznie mam się czego uczyć, choćby przyjęcia czyjejś bezinteresownej pomocy, czy zapewnienia dzieciom mimo wszystko poczucia bezpieczeństwa. Natomiast bardzo grubym nadużyciem będzie mówienie, że to Bóg zesłał mi złodzieja, czy tę powódź, żebym się czegoś nauczyła.
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • kami.312 02.08.11, 15:28
    Jeżeli ktoś ma nauczyć się wybaczania – to w jaki sposób może się tego nauczyć?
    Jeśli ktoś ma nauczyć się samodzielności, brania odpowiedzialności za swoje życie, niezależności i oparcia w sobie, liczenia na siebie, wiary w siebie, współpracy itd. itp. to w jaki sposób może się tego nauczyć?
    Czy jeśli stworzymy takiej osobie cieplarniane warunki to będzie mogła się tego nauczyć? NIE.
    Czy czegoś się nauczy jeśli ktoś za tę osobę będzie rozwiązywał problemy? NIE
    Każdy musi znaleźć siłę w sobie i chcieć się czegoś nauczyć. A tę siłę najszybciej wydobywa się przez napotkane trudności.

    Jezus chrzci ogniem, mówił bierzcie swój krzyż i mnie naśladujcie. Czy On chciał pomocy? Czy się użalał? Rozczulał nad sobą? Czy obwiniał? Narzekał?
    Bierzcie swój krzyż i zamiast się użalać, winić - odnajdźcie siłę w sobie. Jesteście dziećmi Boga, macie tę siłę w sobie.
    Im bardziej się cierpi tym szybciej może dojść do punktu, w którym może dokonać się przemiana.
    Jeśli człowiek chce sam sobie pomóc, to wtedy pojawia się siła, która mu w tym pomaga. Budzi się siła w nim, bo wyraził taką wolę, stanowcze: chcę to zmienić. Determinacja. Ta siła nie obudzi się jeśli będzie szukał tylko na zewnątrz. Nie obudzi się jeśli będzie chciał aby to inni się zmienili, aby to świat się zmienił. Trzeba samemu w sobie coś zmienić. A więc nie trzeba zmieniać świata, nie trzeba zmieniać innych, /bo wszystko jest takim jakie ma być/ - trzeba zmienić siebie. Zmienić coś można tylko poprzez to, czego się doświadcza.

    Piszesz o poranionych osobach i wiem o czym piszesz, bo miałam trudne życie. Czułam się nieszczęśliwa i myślałam nawet o samobójstwie. A teraz co? Teraz tryskam szczęściem, radością życia, spontanicznością, otwartością, miłością do każdego napotkanego stworzenia. I nikt z zewnątrz mi w tym nie pomógł. Nikt nie może pomóc. Nikt nie może pomóc jeśli sami sobie nie będziemy chcieli pomóc. Nikt nie pomoże jeśli będziemy się użalać nad sobą i ze swojego cierpienia chcieli uzyskiwać jakieś korzyści. Obserwuję to i wiem, że niektórym jest z tym dobrze i w ogóle nie chcą zmiany. Wtedy choćbyś nie wiem co robiła to skutecznie nie pomożesz takiej osobie. Możesz próbować leczyć, możesz złagodzić objawy, ale choroby nie wyleczysz.

    Nikt nam nie pomoże jeśli zamiast brać odpowiedzialność za swoje życie będziemy winić i narzekać. Nikt nam nie pomoże jeśli sami sobie nie będziemy chcieli pomóc!!!!!
    Gdybyś zobaczyła mnie kiedyś i teraz to nie uwierzyłabyś, że jest możliwa aż taka przemiana.
    Nigdy nie obwiniałam Boga za to co mnie spotykało /ale zdarzało mi się obwiniać innych ludzi/. Teraz nikogo nie winię, bo wiem, że wszystko dzieje się w jakimś celu i jest potrzebne. Moi wrogowie okazali się moimi najlepszymi przyjaciółmi, bo oni najskuteczniej pokazywali mi co powinnam zmienić.

    Co mi pomogło?
    Poszłam za radą Jezusa. Wzięłam swój krzyż i postanowiłam sama sobie pomóc. Chciałam coś zmienić, więc po kolei konsekwentnie pracowałam nad sobą. Krzyż stawał się coraz lżejszy a ja coraz silniejsza.
    Trzeba umrzeć aby żyć. Trzeba chcieć w sobie coś zmienić. Coś musi w nas umrzeć, aby mogło pojawić się coś. Inaczej nic się nie zmieni.
    Nikomu nie pomożesz, jeśli ten ktoś nie będzie chciał SAM sobie pomóc.
    Pomagam tym, którzy chcą. Na tym polega moja praca. Jak skutecznie pomagać tego niestety nie nauczyłam się na psychologii, ale nauczyło mnie życie i wskazówki Jezusa. Zaufałam Bogu i Jezusowi, że po coś otrzymałam ten krzyż, że przez to muszę się czegoś nauczyć. I gdybym miała do wyboru inny krzyż to wybrałabym ten sam, ponieważ doprowadził mnie do miejsca w którym jestem.


    Sprawdziłam swoje poprzednie wcielenia. Okazało się, że miałam lekcję-karmę do odrobienia /i to aż dwie/ dlatego miałam tak ciężko. Odrobiłam swoją lekcję, zrozumiałam i uwolniłam się od tego.
    To nie Bóg mnie karał. To ja oczyszczałam się ze schematów, przekonań, sposobów myślenia, które nie pozwalały na to abym mogła być szczęśliwa.
  • twoj_aniol_stroz 03.08.11, 08:40
    Mam wrażenie, że piszemy o dwóch różnych rzeczach. Jak najbardziej się zgadzam z tym co piszesz o zmianie własnego życia, o zmianie sposobu patrzenia. Tak jest jak piszesz. Ale rozmawiamy o dorosłym człowieku, o kimś kto ma wpływ na swoje życie, może coś z nim zrobić. Natomiast ja pisałam o małym kilkuletnim dziecku, które wpływu nie ma, za to czuje ból i cierpienie. Tak się składa, że to przykład z życia kogoś, kto jest obok mnie. Dziś to dorosły człowiek, który bierze byka za rogi i walczy o siebie, pracuje nad sobą i bardzo dobrze. Natomiast zmaga się właśnie z myślą, że Bóg zesłał tamto cierpienie by teraz ten ktoś mógł się nauczyć różnych rzeczy i to przeczy wizji Boga, który nie chce naszego cierpienia. Ja wiem, że to nie Bóg nakazał rodzicom pić, a wujkowi wykorzystywać seksualnie, ale trudno to wytłumaczyć komuś tak bardzo poranionemu.
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • kami.312 05.08.11, 09:40
    twoj_aniol_stroz napisała:
    > zmaga się /.../ z myślą, że Bóg zesłał tamto cierpienie by teraz /.../ mógł się nauczyć różnych rzeczy i to przeczy wizji Boga, który nie chce naszego cierpienia.


    Jaką wizję Boga mu wpojono i kto mu ją wpoił? Kto wpoił mu, że Bóg zsyła cierpienie?
    Może należałoby powrócić do idei reinkarnacji, bo wtedy widać najwyraźniej skąd to cierpienie.
    Jakie jest Twoje zdanie na temat reinkarnacji?
  • twoj_aniol_stroz 09.08.11, 08:06
    Piszę o pewnej dziewczynie, którą mam pod opieką, której towarzyszę w zmaganiu się z przeszłością. Masz rację, że jej wpojono wizję Boga karzącego nie tylko za to co sami zrobiliśmy, ale też za to co zrobili rodzice, dziadkowie itd... Ja sama długo zmagałam się z wizją Boga, który się obraża, który funduje ciche dni i trzeba zasłużyć na Jego łaskawe spojrzenie. Cóż, dzieciństwo mamy jakie mamy, a potem stajemy się dorośli i trzeba trochę popracować nad tym co nam z tego dzieciństwa zostało.
    Reinkarnacja? To nie jest temat, który mam przemyślany tak by dzielić się tymi przemyśleniami na forum smile On jest ze mną, ale nie jest obecnie głównym tematem moich medytacji. Pewnie się z nim zmierzę w chwili, gdy będę do tego gotowa smile Mam takie swoje powiedzenie: będzie wojna to w rozkazie podadzą. Póki co jest jeszcze sporo tematów, które muszę poukładać, więc na razie nie wpadło mi nic w ręce na ten temat smile Myślę, że kiedy Jezus zechce mi cokolwiek powiedzieć o reinkarnacji to temat będzie wracał jak bumerang z różnych stron smile
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • soqrates 03.08.11, 10:46
    Zaufalas Bogu, ze po cos dostalas ten krzyz... czy to znaczy, ze nie masz nic przeciwko krzywdzeniu?
  • kami.312 04.08.11, 10:43
    Każdy ma swój krzyż i zamiast go odrzucać lub przerzucać na innych musi zmierzyć się z nim - musi wziąć go na swoje barki - ufając, że po coś taki a nie inny otrzymał. Nie można porównywać się do innych.

    Nie jestem osobą, która uważa, że posiadła prawdę absolutną, ale wydaje mi się, że w tym świecie są dwie potężne siły i obydwie się potrzebne. Tak. Obydwie.
    Nie byłoby rozwoju gdyby była tylko jedna siła.
    W Raju nie będzie potrzebna ta druga siła, bo tam niczego już nie będziemy się uczyć.
    Czy nie mam nic przeciwko krzywdzeniu?
    A czy pomyślałeś, że często stając w czyjejś obronie też stosujemy przemoc?

  • kami.312 01.08.11, 23:20
    Przeczytałam wszystkie posty i kogoś mi tu brakuje. Wydawało mi się, że w takim wątku "Dziecko Boga" najwięcej znajdę postów Władka.
    Wladi3 czemu się nie wypowiadasz? Aż trudno uwierzyć aby ktoś taki jak Ty nie wypowiadał się w takim wątku.
  • kami.312 02.08.11, 00:13
    To ja też napiszę co to dla mnie oznacza.
    Wierzę w Boga. Czuję się dzieckiem Boga. Jestem dzieckiem Boga. Bycie dzieckiem Boga oznacza dla mnie ufność. Ufność, że On wie najlepiej co dla mnie najlepsze i otrzymam to, o co proszę. Jednocześnie akceptuję to, że może mi nie dać tego o co proszę, w sytuacji kiedy to nie jest dla mnie konieczne lub dobre.
    Mówimy: BĄDŹ WOLA TWOJA a ilu z nas tak naprawdę chce aby działa się Jego wola?
  • alkoo3 02.08.11, 15:22
    Moze Tak

    (11) Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. (12) Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego - (13) którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. (14)


    (1) Był wśród faryzeuszów pewien człowiek, imieniem Nikodem, dostojnik żydowski. (2) Ten przyszedł do Niego nocą i powiedział Mu: Rabbi, wiemy, że od Boga przyszedłeś jako nauczyciel. Nikt bowiem nie mógłby czynić takich znaków, jakie Ty czynisz, gdyby Bóg nie był z Nim. (3) W odpowiedzi rzekł do niego Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć królestwo Bożego. (4) Nikodem powiedział do Niego: Jakżeż może się człowiek narodzić będąc starcem? Czyż może powtórnie wejść do łona swej matki i narodzić się? (5) Jezus odpowiedział: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego. (6) To, co się z ciała narodziło, jest ciałem, a to, co się z Ducha narodziło, jest duchem. (7) Nie dziw się, że powiedziałem ci: Trzeba wam się powtórnie narodzić. (8) Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha.

    (9) Wy jednak nie żyjecie według ciała, lecz według Ducha, jeśli tylko Duch Boży w was mieszka. Jeżeli zaś kto nie ma Ducha Chrystusowego, ten do Niego nie należy. (10) Jeżeli natomiast Chrystus w was mieszka, ciało wprawdzie podlega śmierci ze względu na [skutki] grzechu duch jednak posiada życie na skutek usprawiedliwienia. (11) A jeżeli mieszka w was Duch Tego, który Jezusa wskrzesił z martwych, to Ten, co wskrzesił Chrystusa <Jezusa> z martwych, przywróci do życia wasze śmiertelne ciała mocą mieszkającego w was swego Ducha. (12) Jesteśmy więc, bracia, dłużnikami, ale nie ciała, byśmy żyć mieli według ciała. (13) Bo jeżeli będziecie żyli według ciała, czeka was śmierć. Jeżeli zaś przy pomocy Ducha uśmiercać będziecie popędy ciała - będziecie żyli. (14) Albowiem wszyscy ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi. (15) Nie otrzymaliście przecież ducha niewoli, by się znowu pogrążyć w bojaźni, ale otrzymaliście ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać: Abba, Ojcze! (16) Sam Duch wspiera swym świadectwem naszego ducha, że jesteśmy dziećmi Bożymi.

    --
    Chrzescijanstwo
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29729&w=67053251&v=2&s=0
    "Bóg mierząc wielkość człowieka przykłada miarkę nie do głowy lecz do serca człowieka"
  • kami.312 02.08.11, 16:11
    Dzieci Boże mają w sobie siłę ducha. Trzeba odnaleźć w sobie tę siłę ducha.
  • soqrates 03.08.11, 10:51
    Bycie dzieckiem Boga oznacza dla Ciebie ufnosc, niech sie dzieje wola Boza a gdzie tu wolna wola czlowieka?
  • kami.312 04.08.11, 10:20
    Twój anioł stróż trafnie porównała Boga do Ojca. Jezus też nakazywał modlić się mówiąc OJCZE NASZ.
    Porównaj to teraz do relacji dziecko – rodzic.
    Dziecko wyraża swoją wolę a to rodzic wie lepiej czy jest to dla niego korzystne, bo ma nieporównywalnie wyższą świadomość - czyli wie lepiej - wie to, czego dziecko może i ma prawo nie wiedzieć.

    Oczywiście dziecko mając wolną wolę może wziąć nóż i skaleczyć się, może wziąć zapałki, może włożyć paluszek do gniazdka z prądem, bo tak chce, bo ma taką wolę.
    Ale wtedy rodzic będzie tak samo cierpiał jak to dziecko i będzie udzielał mu pomocy.
    Tak widzę miłość Boga.

    To nie Bóg sprowadza na nas cierpienie /bo nóż musi być, zapałki muszą być, gniazdko musi być/, ale to my sami ucząc się możemy popełniać błędy.
    Dziecko powinno ufać rodzicom i akceptować pewne ograniczenia, bo one są dla jego dobra i bezpieczeństwa.

    Jeśli rodzic mówi nie jedz z tego drzewa, bo ten owoc jest trujący to dziecko może zjeść, ale może też zaufać, że rodzic wie lepiej a wtedy krzywda mu nie stanie.
    Jeśli dziecko zje - to zatruje się i potrzebne będzie oczyszczanie jego organizmu z trucizny, która do niego wniknęła.

    Tak widzę ten świat – jako naukę i oczyszczanie z toksyn, trucizn abyśmy mogli wrócić do pierwotnego stanu.

  • kociak40 04.08.11, 18:04
    "Co oznacza bycie Dzieckiem Boga? " - soqrates

    Każdy człowiek jest Dzieckiem Boga, jedni tylko grzecznymi, inni niegrzecznymi.
    --
    -----
    "Czas spędzony z kotem, nigdy nie jest stracony"
  • kami.312 05.08.11, 09:43
    To w takim razie ja jestem niegrzeczną dziewczynką, bo wszędzie muszę włożyć swój paluszek by sprawdzić jak jest.
  • jakub.21 04.08.11, 23:28
    soqrates napisał:

    > Co oznacza bycie Dzieckiem Boga?

    Myślę, że bycie dzieckiem Boga, oznacza bycie dzieckiem najlepszego z Ojców. Bycie dzieckiem Ducha, którego Duchowe Królestwo jest Królestwem Szczęścia i Miłości. Myślę, że Bóg Ojciec jest właśnie taki jak mówi ta ewangelia:
    …A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: "Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem". Lecz ojciec rzekł do swoich sług: "Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi! Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się”. … ŁK15,20-24
    Przychodząc na ten świat otrzymaliśmy od naszych rodziców ciało, ale dzięki Bogu Ojcu i Jezusowi Chrystusowi, a dalej ewangelizacji Apostołów, Kościołowi, przez Chrzest Święty otrzymaliśmy w darze Ducha Świętego i staliśmy się przybranymi dziećmi Boga. Zostaliśmy wszczepieni w Krzew Winny (Jezusa Chrystusa), którego staliśmy się latoroślami, jak mówi Pismo Św.
    Myślę, że będąc dzieckiem Boga powinniśmy pamiętać o tym, że jest On naszym Ojcem. I jeśli szanujemy naszych ziemskich rodziców i ich miłujemy, to też powinniśmy szanować i miłować Boga, a nawet bardziej. A jeśli cierpimy ze strony naszych rodziców, to powinniśmy wiedzieć, że jest ktoś ponad nimi, ktoś kto darzy nas prawdziwą miłością, a nasze cierpienie nie jest przez Niego niedostrzeżone.
    „Jezus powiedział do swoich uczniów: Gdybyście Mnie poznali, znalibyście i mojego Ojca. Ale teraz już Go znacie i zobaczyliście. Rzekł do Niego Filip: Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy. Odpowiedział mu Jezus: Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca. Dlaczego więc mówisz: Pokaż nam Ojca? Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie? Słów tych, które wam mówię, nie wypowiadam od siebie. Ojciec, który trwa we Mnie, On sam dokonuje tych dzieł. Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie. Jeżeli zaś nie - wierzcie przynajmniej ze względu na same dzieła. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem, i większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca. A o cokolwiek prosić będziecie w imię moje, to uczynię, aby Ojciec był otoczony chwałą w Synu. O cokolwiek prosić mnie będziecie w imię moje, Ja to spełnię.” J 14,7-14
    …..
    „…lecz właśnie głosimy, jak zostało napisane, to, czego ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują….” 1 Kor.

    www.swiadectwowiary.zafriko.pl/
    Przeżyć życie najlepiej jest z Jezusem.
  • kociak40 05.08.11, 00:59


    "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, .... - jakub.21

    Nic jakubie.21 nie możesz dokonać z tych dzieł, wiara widać Twoja jest zbyt mała. Musisz jeszcze bardzo dużu popracować nad sobą. Według mnie "nie w tą stronę" pracujesz i dlatego brak efektów.



    --
    -----
    "Czas spędzony z kotem, nigdy nie jest stracony"
  • kami.312 05.08.11, 09:47
    Witaj Jakubie. Jak miło, że się nie obraziłeś i znów tu jesteś.
    Myślałeś o tym, o czym wcześniej pisałam?
  • mirek-73 07.08.11, 09:03
    kami.312

    "Sprawdziłam swoje poprzednie wcielenia. Okazało się, że miałam lekcję-karmę do odrobienia /i to aż dwie/ dlatego miałam tak ciężko. Odrobiłam swoją lekcję, zrozumiałam i uwolniłam się od tego.
    To nie Bóg mnie karał. To ja oczyszczałam się ze schematów, przekonań, sposobów myślenia, które nie pozwalały na to abym mogła być szczęśliwa."

    To co piszesz jest prawdą.Ciekawe jak sama do niej doszłaś? Jak sprawdziłaś "swoje poprzednie wcielenia" i uwolniłaś się od obciążeń z poprzednich wcieleń?
  • kociak40 07.08.11, 19:34
    mirek-73 napisał:

    > kami.312
    >
    > "Sprawdziłam swoje poprzednie wcielenia. Okazało się, że miałam lekcję-karmę do
    > odrobienia /i to aż dwie/ dlatego miałam tak ciężko. Odrobiłam swoją lekcję, z
    > rozumiałam i uwolniłam się od tego.
    > To nie Bóg mnie karał. To ja oczyszczałam się ze schematów, przekonań, sposobów
    > myślenia, które nie pozwalały na to abym mogła być szczęśliwa."
    >
    > To co piszesz jest prawdą.Ciekawe jak sama do niej doszłaś? Jak sprawdziłaś "sw
    > oje poprzednie wcielenia" i uwolniłaś się od obciążeń z poprzednich wcieleń?

    Nie raz trudno jest zrozumieć kobiety, zwłaszcza pewne u nich paradoksy.
    Takim np. paradoksem w życiu pań bywa, że z biegiem czasu lat im ubywa.

    --
    -----
    "Czas spędzony z kotem, nigdy nie jest stracony"
  • kami.312 08.08.11, 00:02
    Trafiłeś ale tylko w dziewiątkę, bo to nie tylko u pań tak bywa.
    Jednak podoba mi się Twoje poczucie humoru /proszę częściej/.

    A tak a propos.
    Jest tak, że im mniejsze dziecko tym bardziej chce być dorosłym czyli fala się wznosi. Po osiągnięciu dorosłości ta fala jakby zatrzymuje się a później opada - czyli m ktoś starszy tym bardziej dziecinnieje /ale może lepszym określeniem byłoby, że znów chciałby być młody/.


    Tylko proszę, nie miej innych skojarzeń.
  • kociak40 08.08.11, 02:17
    "Trafiłeś ale tylko w dziewiątkę, bo to nie tylko u pań tak bywa.
    Jednak podoba mi się Twoje poczucie humoru /proszę częściej/." - kami.312

    Tym zmusiłaś mnie trochę do myslenia, aby i dla panów jakiś paradoks wymysleć.
    Niestety, paradoksu nie mogę wymyślec raczej rzeczywistość:

    Wszyscy panowie zadroszczą temu panu, że tam gdzie oni figowy - on nosi liść łopianu.

    Nie raz takie głupie skojarzenia mnie nachodzą i powstają takie rózne.

    --
    -----
    "Czas spędzony z kotem, nigdy nie jest stracony"
  • kami.312 08.08.11, 00:20
    mirek-73 napisał:
    > To co piszesz jest prawdą.Ciekawe jak sama do niej doszłaś? Jak sprawdziłaś "swoje poprzednie wcielenia" i uwolniłaś się od obciążeń z poprzednich wcieleń?


    Na temat reinkarnacji nie miałam wcześniej swojego zdania, /bo wcześniej nie zastanawiałam się nad tym/. Swoje wcielenia dałam komuś do sprawdzenia a decyzję aby to sprawdzić podjęłam pod wpływem tego co napisano tu na forum.

    Do wniosku, że Bóg nas nie karze - tylko sami się oczyszczamy - doszłam już dawno na podstawie własnych doświadczeń. Przeważnie tak mam, że najpierw muszę czegoś doświadczyć, sprawdzić na sobie, przekonać się a dopiero później otrzymuję potwierdzenie.
    Wcześniej szukałam pomocy, ale nikt nie mógł mi pomóc, ponieważ musiałam zrozumieć, że najpierw trzeba zaakceptować swój krzyż aby to zmienić. Po wielu latach, /które były konsekwentnym oczyszczaniem się/ trafiłam na informację, która wyjaśniała co i dlaczego się działo w moim życiu. Gdybym wcześniej znała swój „scenariusz na życie” to uniknęłabym takiego cierpienia. Może musiałam przez to wszystko przejść aby moja wiedza nie była teoretyczna? Jak inaczej wyjaśnić fakt, że najpierw musiałam sama do czegoś dochodzić a dopiero później „wpadała” mi jakaś książka, jakiś artykuł? Informacje te były tylko jakby postawieniem kropki nad „ i ” oraz znakiem, że jestem na właściwej drodze.
    Może było tak dlatego, że miałam karmę cierpliwości i wysiłku oraz karmę wolności i wolnej woli. Miałam się uwolnić od tego co mnie ogranicza. Zapisane to było u mnie tylko w 1 i 2 cyklu życia. I to by się zgadzało i to by wyjaśniało dlaczego u mnie w 3 cyklu nastąpiła zmiana.
    Jestem podobno starą duszą a to oznacza, że mam dużo wcieleń, duży bagaż doświadczeń. Zbierałam karmę i spłacałam ją /czyli jest to niezbędne dla rozwoju/ i podobno trzeba skompletować całą karmę, by osiągnąć całościowe zrozumienie.

    Teraz widzę to tak: Te doświadczenia z innych wcieleń, to wszystko idzie za mną, ze mną, jest we mnie. Wiele jest ukryte, nieświadome, po to abym mogła przeżyć to autentycznie. A później jest osąd i nowe wcielenie abym mogła jeszcze coś oczyścić i zrozumieć to, czego jeszcze nie poznałam. Dopiero jak się całkiem oczyszczę to będę mogła wrócić do Boga i już nie będę musiała się wcielać.

    Widzę to wszystko idealnie urządzone. Tylko najwyższy geniusz Bóg mógł to tak doskonale wymyślić. Wszystko wtedy wydaje się idealnie sprawiedliwe, słuszne i zbawienne.

    Reinkarnacja wiele tłumaczy. I numerologia wiele tłumaczy. Wtedy staje się jasne dlaczego jednych coś spotyka a innych nie i dlaczego każdy z nas ma jakiś krzyż. Tak jest ponieważ każdy musi coś udoskonalić w sobie, musi coś zrozumieć, przeżyć i to jest/może być u każdego coś innego lub inaczej. Może być wybrana pozytywna lub negatywna tego realizacja /lub naprzemiennie/.

    Myślę, że gdyby krzyża nie było to nikomu nie chciałoby się. Czy ktoś miałby wtedy impuls do tego aby nad sobą pracować? Ale to nie Bóg nam krzyż daje.
    Myślę, że będąc tam w duchowym świecie mamy jak na tacy wszystkie nasze wcielenia, widzimy wszystkie swoje blaski i cienie na przestrzeni wszystkich inkarnacji i sami wybieramy co chcemy /co musimy/ udoskonalić. A Bóg daje nam wsparcie, nadzieję, moc ducha, Ducha Świętego abyśmy mogli tego dokonać.
    To wyjaśniałoby dlaczego dziś nie wybrałabym innego krzyża /mimo, że był ciężki/. Odpowiedź staje się jasna: bo sama ten krzyż wybrałam.
    Zawsze gdy było mi ciężko, to odczuwałam to jak najczarniejszą godzinę, po której ZAWSZE pojawiał się świt – przemiana.

    Myślę, że każdy krzyż jest dostosowany tylko do nas, do naszych możliwości i tego co chcemy zrozumieć. A jeśli jest dopasowany do nas to możemy go udźwignąć. I on wcale nie musi oznaczać cierpienia jeśli mamy świadomość, że uczymy się, że sami go wybraliśmy, że wszystko dzieje się na zasadzie przyczyny i skutku.

    Tak to widzę i ciekawa jestem jak Wy to widzicie.
  • kociak40 08.08.11, 02:32

    "Widzę to wszystko idealnie urządzone." - kami.312

    Zgadza się, do tego służą "prawdy życiowe" poprzednich pokoleń.
    Chocby taka prawda - Kobietę majętną w złoto, czyni dopiero trzecie voto.
    --
    -----
    "Czas spędzony z kotem, nigdy nie jest stracony"
  • soqrates 09.08.11, 19:28
    kami.312 napi

    > Po wielu latach
    > , /które były konsekwentnym oczyszczaniem się/



    Jak sie oczyszczalas? Mozesz napisac na czym to polegało?




    > trafiłam na informację, która wyjaśniała co i dlaczego się działo w moim życiu.
    > Zapisane to było
    > u mnie tylko w 1 i 2 cyklu życia. I to by się zgadzało i to by wyjaśniało dla
    > czego u mnie w 3 cyklu nastąpiła zmiana.
    > I numerologia wiele tłumaczy. Wtedy staje się jasne
    > dlaczego jednych coś spotyka a innych nie



    Tez mialem robiona numerologie i tez wiele mi to wyjasnilo.
    Jestes w 3 cyklu? To Ty juz w powaznym wieku jestes. 3 cykl to po 50 a ja myslalem, ze Ty dziewczatko jestes.
  • kami.312 12.08.11, 03:36
    Nie jestem dziewczątkiem ale i nie jestem panią w poważnym wieku.
    Pomyliły mi się cykle życia z punktami zwrotnymi. Jeśli znasz numerologię to mniej więcej będziesz wiedział ile mam lat.
  • kociak40 12.08.11, 17:57
    kami.312 napisała:

    > Nie jestem dziewczątkiem ale i nie jestem panią w poważnym wieku.
    > Pomyliły mi się cykle życia z punktami zwrotnymi. Jeśli znasz numerologię to mn
    > iej więcej będziesz wiedział ile mam lat.

    Niektóre damy wolałyby być poganką, niż ujawnić metrykę chrztu.
    --
    -----
    "Czas spędzony z kotem, nigdy nie jest stracony"
  • soqrates 21.08.11, 13:00
    One wiedza co robia. Oscar Wilde powiedział, ze nie mozna ufac kobiecie, ktora przyznaje sie do tego ile ma lat.
    Moja zona starsza jest ode mnie o 5 lat. Zakochalem sie w niej zanim dowiedzialem sie ile ma lat a poxniej to juz bylo bez znaczenia.

  • kociak40 21.08.11, 18:21

    Z gustem się nie dyskutuje. Mnie znane są tylko dwie rzeczy, które czym starsze to lepsze - wino i skrzypce. Tyle już napisano o kobietach, że trudno coś nowego wymysleć. Nic mi nie przychodzi na myśl, może to: Kobieta jest lekarstwem ale tylko w ograniczonych dawkach.
    Oscar Wilde miał dużo dobrych powiedzonek (nie jestem pewien czy to pochodzi od niego)
    - "Wierna służba polega na tym, że pokojówka nie zdradza pana, a kamerdyner pani".


    -



    --
    -----
    "Czas spędzony z kotem, nigdy nie jest stracony"

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka