Dodaj do ulubionych

Stulernie logo liceum im. Staszica

04.01.06, 14:14
Przy okazji gratulacji okrągłej rocznicy szanownej instytucji, może ktoś
podzieli się wrażeniami jak bardzo XIV LO rządziło, czy do dzisiaj rządzi i
jak miło jest być absolwentem, czy to logo pomaga, obciąża lub też zobowiązuje?

Poniżej dwa hajperłącza na temat ...

miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,3095923.html
www.staszic.waw.pl/
Edytor zaawansowany
  • corrado.cattani 04.01.06, 15:08
    a czy liceum, do tych 100 lat, wlicza również okres kiedy nosiło zaszczytne
    imię tow. Gottvalda? :-)
  • chinique 04.01.06, 15:12
    W tym okresie też było prestiżowe i miało dobre wyniki w nauce. Z czasem pamięć
    o Gotwaldzie się zatrze i pozostanie tylko 100-letnia tradycja LO im. Staszica.
    Jesteśmy niemym świadkiem tworzenia się tej historyjki ;).
  • kester 05.01.06, 17:58
    Spędziłem w tej szkółce 11 lat (bo w barakach obok liceum była podstawówka - 14
    z literka L na niebieskiej tarczy). Tak więc 7 lat podstawówki + 4 lata liceum.
    I jakoś nie pamiętam żebym kończył Liceum im. Staszica. Dla mojego pokolenia to
    był Gottwald i już. I choć wezmę udziła w obchodach 100-lecia to znów jak w
    czasie poprzednich spotkań troche będzie dziwnie bo pewnie o "Gottwaldzie" nikt
    nie wspomni. Chyba musze poprosic aby mi przepisali dokumenty (np. mature) bo
    tam mam jak byk: Liceum im. Gottwalda. To była super buda choć "czerwona" jak
    diabli bo chyba połowę uczniów stanowiły dzieciaki różnych czerwonych notabli
    (generałów, ministów itp)zajeżdzające pod szkołe służbowymi autami tatusiów.
    Ale jakoś tak wyszło, że większość z tych dzieciaków całkiem nieźle potem
    rozwalała "socjalizm". A dziewczyny były najładniejsze w całej Warszawie... Ech
    wspomnienia, wspomnienia.. długo by pisać...
  • chinique 05.01.06, 18:13
    Trzeba jednak postawić pytanie, czy np. taki rektor Woźnicki powinien być
    wymieniany w ogóle w pierwszym rzędzie VIPÓW-absolwentów? Cóż bowiem miał za
    osiągnięcia? Wybudował bastion Woźnickiego przed Gmachem Głównym PW, którego
    będziemy bronić w Powstaniu Warszawskim 2044 i dorobił się profesury za
    rektorskiej kadencji.
  • corrado.cattani 05.01.06, 20:23
    trzeba powołać spec komisję która to ustali
  • balabanek 01.02.06, 17:43
    Czerwona to byla w Gottwaldzie przede wszystkim dyrektorka (nauczycielka
    chemii) i jej prawa reka (nauczyciel historii). Ten nauczyciel zreszta, w
    przeciwienstwie do dyrektorki, nawet dal sie lubic.
    Uczniowie klas matematycznych musieli zdac egzamin konkursowy, wiec
    przynajmniej w 90% byli to ludzie naprawde utalentowani a nie zadni tam
    synkowie czerwonej burzuazji. Owszem, zdazalo sie wpychanie dzieci do tej
    szkoly i do tych specjalnych klas na mocy jakichs ukladow czy preferencji, ale
    proceder ten mial krotkie nogi, bo szybko wychodzilo na jaw czy delikwent jest
    w stanie poradzic sobie z matematyka na tym poziomie.
  • skupionyedi 01.02.06, 21:44
    Za moich czasów dyrektorka zdaje się nazywała się Krawczyk (nie jestem pewien),
    vice była również kobieta, Uss zdaje się...

    --
    There is no infection here. Il n'y a pas d'infection ici.
  • pawels03 02.02.06, 00:29
    Prawa ręka to chyba Mr. Marek (na nazwisko tak mu było). Jego żona była moją
    wychowawczynią w podstawówce obok (też dosyć czerwona).
  • moni976 03.02.06, 08:00
    Pani Jolanta Marek :) Tylko nie jestem pewna, czy ona aby na pewno była żoną
    prof. Marka...
    Ja chodziłam już do Staszica (wcześniej chodziłam do SP nr 93, obok tego
    liceum). Dr była pani Uss, a potem p. Lewkowicz. Wcześniej faktycznie dr była
    pani Krawczyk. Ona jeszcze mojego ojca uczyła.
    Skończyłam w tej szkole jedyną w jej karierze klasę o prof. podstawowym.
    To niestety był niewypał :(
  • pawels03 05.02.06, 12:51
    Zgadza się, to była (jest?) Pani Jolanta. Nie to żebym zapomniał, ale nie
    chciałem tak rzucać pełnymi danymi (ustawa o ochronie danych osobowych ;).
    U mnie również był zestaw SP nr 93 + jeszcze wtedy Gottwald, mat-fiz, ale fiz na
    tak kiepskim poziomie, że musiałem wziąć intensywne korepetycje przed egzaminami
    na studia
  • moni976 06.02.06, 12:21
    Ciekawa jestem kto Cię uczył fizyki i matematyki... Możesz rzucać nazwiskami ;)
  • maktub 06.02.06, 15:06
    Ja zaliczyłem tylko 93 z zestawu, a osobą odpowiedzialną za chemię i fizykę był
    p. Stanisław P. W sumie ciekaw jestem jak rzuciło ludzi z mojego rocznika (75) -
    klasa B :)
  • moni976 06.02.06, 16:13
    :) Ja też miałam fizykę i chemię z Panem P. :)
    Ja jestem rocznik 76. Na temat losów swojej klasy wiem co nieco.
    Parę osób z Twojej klasy też kojarzę. Ale niestety z tamtego okresu.
  • moni976 06.02.06, 16:16
    O ile pamiętam Twoją wychowawczynią była pani Sumiga?
  • maktub 07.02.06, 09:01
    To prawda :) Ja pamiętam też kilka osób z Twojego rocznika acz nie wiem z
    której klasy - na pewno dwie koleżanki Anie :)
    Szukałem informacji, jakiegoś forum... nic. Nikt nigdzie się nie udziela.
    Ciekaw jestem co się dzieje z nauczycielami (zwłaszcza P.) :) Legenda głosiła,
    że miał brata marynarza. Kiedyś przyszła żona tego brata (zakładam, że brata) -
    miał przechlapane :)
    Pozdrawiam
  • moni976 07.02.06, 09:31
    Możesz pamiętyać Anię R. (blondynka) i Anię W.(szatynka) Anie R. podobała się
    chyba wszystkim mężcyzną w szkole. Zanim podzielili naszą klasę
    byłyśmy "przyjaciółkami". Potem nas podzielili. "Zeszłysmy się" w liceum. Potem
    ona musiała odejsć. Ze 2 lata temu miałyśmy ze sobą kontakt, ale się urwał.
    Mogła to być też Ania C. z moje klasy, czyli B. Miała długie ciemne proste
    włosy:)
    Pan P. jest dyrektorem szkoły na Ochocie. Znalazałam na necie. Ale pamiętam, że
    on został dyrektorem tej szkoły jakos niedługo po skończeniu przeze mnie
    podstawówki.
    A ja sobie próbowałam przypomnieć kogo znałam z Twojej klasy. Jednych lepiej
    innych gorzej... Magda K., Magda P.-ze świetlicy :))) Jaras, Iras :))) mikołaj
    F., Andrzej K.(chyba Andrzej), Patryk... Pewnie kogos jeszcze, ale nie
    przychodzą mi do głowy. Wiele z tych osób mieszkało w podwórku na Koszykowej i
    w Al. Jerozolimskich.
    Pozdrawiam :)
  • maktub 07.02.06, 09:51
    Dokładnie o te dwie koleżanki chodzi :) Z koleżanką Anią W. "chodził" kolega
    Wojtek z mojej klasy a ja byłem (niestety tylko) zapatrzony w Anię R. :)
    Co do mojej klasy to masz niezłą pamięć :)
    Irka widziałem parę lat temu w autobusie, Andrzeja w zeszłym roku w
    supermarkecie :), raczej mnie nie poznał (baaardzo się zmieniłem) :), a
    reszta... :))
    A karierą P. jestem zaskoczony, acz cieszę się że sobie radzi w życiu :)
    Pozdrawiam
  • moni976 07.02.06, 09:59
    Wojtka też pamięta. Jego brat grał z moimi kolegami w zespole :)
    Faktycznie, chodził z Anią W. Ania R. spotykała się z Andrzejem K. Chyba, bo ja
    mimo, że wcześniej przyjaciółkami byłyśmy.
    Ciebie w takim razie też pewnie był skojarzyła, ale z nicka kompletnie nic nie
    mogę wywnioskować:)
    A rosyjskie miałeś z panią Bajdek? Bo matematykę to chyba z panią Jarocką?
    M.
  • maktub 07.02.06, 10:53
    Matematyka jak najbardziej z p. Jarocką a rosyjski z taką "dużą" kobietą - na
    samym początku - a później nie pamiętam.
    Z Wojtkiem przez pewien czas przyjaźniłem się , ale jakoś się rozeszło. Co do
    Ani to był jakiś koleś - chyba z Waszej klasy - psuł mi krew :)
    Miło, że jest ktoś z kim można powspominać :)
    Czy kiedykolwiek odbyło się jakieś spotkanie absolwentów naszej podstawówki? -
    że tak to szumnie nazwę.
  • moni976 07.02.06, 11:05
    Kilka lat temu zrobiliśmy sobie spotaknie, ale wyłącznie klasowe. Przyszło pare
    osób z naszego grona. Z niektórymi widywałam się w międzyczasie, bo mieszkamy
    b. blisko siebie i jeszcze mamy wspólne tematy. Reszta... hmmm... Różnie im się
    ułożyło. Większość koleżanek "styranych" życiem ;)
    Fajnie się wspomina tamte czasy :)
    Tym bardziej, że mam pamięć do twarzy i nazwisk...
  • maktub 07.02.06, 12:29
    U mnie była bardzo silna reprezentacja chemików, ale chyba nie zrobili kariery
    naukowej, ponieważ nigdzie nie pojawiają się ich nazwiska.
    To był jeden z tropów, ale zawiódł :)
    Poszukałem trochę i odnalazłem P. - jest dyrektorem zespołu szkół (!) -
    podstawówka i gimnazjum sportowe na Powstańców Wlkp. Karierowicz jeden ;)
    A propos pamięci do twarzy to jakiś czas temu widziałem Rafała ode mnie z klasy
    (nie wiem czy kojarzysz) - wygląda identycznie, tylko jest trochę wyższy :)
    Nie wiem jak to jest, że są ludzie, którzy kompletnie się nie zmienili.
  • moni976 07.02.06, 12:40
    Wiesz co, przejdę na Twojego maila, więc odpowiedzi szukaj w poczcie :)
  • pawels03 06.02.06, 18:54
    he, he....Matematyki uczyła mnie Prof. Gorzelnik (pseudo... można się
    domyślić:), a fizyki Prof. Zwoliński, ale twój rocznik go nie znał, ponieważ
    zmarł w trakcie mojego pobytu. A ponieważ był dosyć często nieobecny, zastępstwa
    były różne. Ale zapamiętałem pewnego skur...(sorry) nazywał się Reterski,
    dochodzący z Politechniki.
    Poziom matematyki bez zastrzeżeń. Później parę dobrych semestrów na studiach
    miałem święty spokój z matematyką.
    A jak tam wspomnienia po Pani Sumidze?. Bo moje bardzo miłe
  • moni976 07.02.06, 08:06
    Prof. Zwolińskiego faktycznie nie kojarzę... Prof. Gorzelnik... a i owszem, ale
    mnie uczyła prof. Uss, a potem prof. Cegiełka. Prof. Uss była wtedy dyrektorem
    szkoły i wiecznie się spóźniała na lekcje.
    Fizyki uczył mnie prof. Majerowski, ale Ty go pewnie nie znasz. Po wykończeniu
    naszej klasy, której był wychowawcą (odsiał nas z połowę) postanowili go
    zwolnić :) Nieźle, wcześniej nikomu nie przeszkadzał.
    Reterskiego kojarzę z widzenia. To mi wystarczy... jeśli wiesz co chcę
    powiedzieć:)
    Pani Sumiga :))) To człowiek, który muchy by nie skrzywdził. Przepraszała jak
    Ci 4 stawiała :) "Klamka zapadła" :))) To jej ulubione powiedzenie jak sie
    zdenerwowała, ale za chwilę się śmiała :)))
    A panią Janicką i panią Klimczak kojarzysz?
    Pani Klimczak zostałą dyrektorem szkoły podczas mojej "kariery" naukowej w tej
    podstawówce:) Nie wiem dlaczego, ale jak miała jakieś spotkanie to wysyłała
    mnie po ciastka na Noakowskiego :) Może dlatego, że wyglądałam na kogos kto się
    zna na słodyczach ;)
  • pawels03 08.02.06, 00:19
    Prof. Majerowski to już faktycznie nie moje pokolenie. Z innych sław szacownego
    grona, to przeszedłem przez Prof. Ciaś. Było trochę ostro. No i niektórzy z
    płaczem opuszczali lekcje polskiego. Ale przynajmniej są jakieś wspomnienia i
    spokojnie zdana matura (chociaż były to cytaty z niej samej:).
    Zdaje się, że należałoby otworzyć osobny wątek dotyczący SP 93.
    Panią Klimaczak jak najbardziej kojarzę. Cały kurs geografii udało mi się
    przejść u niej. Trochę mniej sympatyczna niż pani Sumiga, ale generalnie OK. A
    pani Janicka to od czego była?
  • moni976 08.02.06, 08:00
    Pani Janicka była od polskiego.
    A co do prof. Ciaś. Ja nie miałam z nią lekcji. Ale pamiętam, że raczej nie
    budziła pozytywnych emocji... Miała syna rok starszego ode mnie. Też chodził do
    93, potem do Staszica.
  • skupionyedi 08.02.06, 16:49
    moni976 napisała:

    > A co do prof. Ciaś. Ja nie miałam z nią lekcji. Ale pamiętam, że raczej nie
    > budziła pozytywnych emocji... Miała syna rok starszego ode mnie. Też chodził
    do
    >
    > 93, potem do Staszica.

    Takie postępowanie zawsze budziło moje wątpliwości. W Gottwaldzie z włsanymi
    dziećmi była jeszcze p. Korzec - syn i córka (córka w 93 - nie wiem, czy po
    podstawówce poszła do Gottwalda).

    --
    There is no infection here. Il n'y a pas d'infection ici.
  • moni976 09.02.06, 07:51
    A owszem, A. Korzec chodziła z moim bratem do klasy w podstawówce. Do Staszica
    również. Był też syn prof. Uss. On z kolei chodził ze mną przez pewien czas do
    klasy w sp (potem naszą klasę podzielono), a w liceum do równoległej.
    Do tego dopiszę syna prof. Mikos. Z nim chodziłam do klasy w liceum, ale nie
    poradził sobie i odszedł. Syn prof. Lewkowicz, prof. Zielińskiego.
    Ale żadne z nich nie było uczone przez rodzica. Wiem... zawsze to jednak
    znajomi rodzica.
  • pawels03 08.02.06, 23:17
    Tak, pamiętam. Mikołaj było mu chyba. Rzeczywiście nie zawsze była przyjemna,
    miała fioła na punkcie tzw. elity, tzn ,że Gottwald zobowiązuje itd. Ale nie
    zdarzyło się, zeby kogokolwiek odsiała (a przynajmniej żeby polski był jedynym
    powodem). Inni nauczyciele mieli w zwyczaju pół klasy wyciąć :), podobno.
    Wszelkimi miłymi i trochę mniej miłymi środkami starała się wytresować tych
    bardziej opornych. No ale nigdzie nie ma lekko.
  • monikaps 08.02.06, 23:21
    Tja, pani Ciaś, szczególna osoba. Na pierwszej klasówce ze średniowiecza było chyba ze trzy trójki, reszta dwóje (w skali 2-5, to dawno było :).
    Niektórzy dostali dwóje, bo za dużo napisali. Generalni dyktowała notatki do zeszytu i potem trzeba było sie tego na pamięć nauczyć. Szczęśliwie mieliśmy z nią polski tylko w pierwszej klasie, dwa ostatnie lata z panią Kozaczuk. Było lepiej.
  • pawels03 09.02.06, 19:57
    monikaps napisała:

    > Tja, pani Ciaś, szczególna osoba. Na pierwszej klasówce ze średniowiecza było c
    > hyba ze trzy trójki, reszta dwóje (w skali 2-5, to dawno było :).
    > Niektórzy dostali dwóje, bo za dużo napisali. Generalni dyktowała notatki do ze
    > szytu i potem trzeba było sie tego na pamięć nauczyć. Szczęśliwie mieliśmy z ni
    > ą polski tylko w pierwszej klasie, dwa ostatnie lata z panią Kozaczuk. Było lep
    > iej.

    Dokładnie tak było. Z tym że ja zacząłem od czwórki (w tej same skali) a potem
    zjechałem na trochę niższy poziom (na pewien czas) .
    Natomiast dyktowanie notatek a później ich cytowanie dawało absolutną pewność
    zdania matury. To też ma swoją wartość
  • moni976 09.02.06, 07:56
    Dokładnie, Mikołaj. Zresztą... łatwym uczniem to on chyba nie był...
    A o miłości jego mamy do Gottwalda wiem ze scenki odegranej na balu maturalnym.
    Uczniowie z jej klasy taką ją właśnie przedstawili :)
  • pawels03 09.02.06, 19:48
    Jeszcze miała inną miłość... swojego psa, zdaje się jamnika. Inteligenty wstęp
    odpowiedniej osoby i można było zyskać parę chwil przed ścięciem głowy albo
    przetrwać do końca lekcji :)
  • monikaps 09.02.06, 21:33
    He, he, kiedyś zimą oświadczyła nam, że jest tak zimno, że jamnik jej pod kocem zdębiał :)
    Nie stosowaliśmy sposobów "na jamnika" na lekcji polskiego, ale na rosyjskim dawało się stosować sposób "na konie": ktoś wspomniał o jeździe konnej, a p.T. opowiadała o koniach całą lekcję.
  • pawels03 09.02.06, 23:11
    Faktycznie tak było. "Sposób na konie" przypomniał mi, że mieliśmy z tą samą
    p.T. lekcje rosyjskiego.
    O Ile łatwiej byłoby, gdyby rodzice odrobili pracę domową i zrobili wywiad na
    temat grona odpowiednio wcześniej. Co prawda mój brat skończył również Gottwalda
    parę lat wcześniej, więc wiedziałem to i owo. Ale w efekcie trafiłem na zupełnie
    innym zestaw niż on.
  • andrzej_burgs 27.12.06, 04:13
    ten jamnik miał na imię Sokrates (od sławetnej zmarszczki nad oczami :))

    Teksty o elitarności i powtarzaniu sobie tego przed lustrem się nie zmieniły
    ani o jotę :) A Syntezy epok kończą się jak i onegdaj :P Gradem niezaliczeń :)
    Ja narazie jakoś przemykam i zaliczam ;]

    Profesor Uss nadal sie spóźnia na lekcje, prof Korzec nadal uczy (z nią akurat
    nie mam przyjemności), prof Lewkowicz nadal jest dyrektorką.

    A profesora Łochowskiego, od geografii ktoś z Was pamięta? :)

    Tegoroczny maturzysta z klasy wychowawczej Ciaś :)
  • lew_monika 27.12.06, 09:43
    Jasne :))) Ostatnio sobie o nim przypomniałam a propos jakiejś rozmowy o
    nauczycielach mieszkających na terenie szkoły. Dzisiaj szukałam czegoś na
    stronie Staszica i zauważylam, że prof. Łochowski nadal uczy.
  • skupionyedi 04.01.07, 18:32
    andrzej_burgs napisał:

    > A profesora Łochowskiego, od geografii ktoś z Was pamięta? :)

    Wiesiu to w sumie (przynajniej były) mieszkaniec SO - mieszkał w budynku szkoły.

    --
    There is no infection here. Il n'y a pas d'infection ici.
  • monikaps 04.01.07, 19:23
    Chyba nadal mieszka w okolicy. Niedawno spotkałam go w przychodni na Szczęśliwickiej, w części "Dzieci chore" - z potomstwem.

    --
    Monika i Ewunia
    Ewunia ma dziś:
  • skupionyedi 04.01.07, 23:22
    monikaps napisała:

    > Chyba nadal mieszka w okolicy. Niedawno spotkałam go w przychodni na
    Szczęśliwi
    > ckiej, w części "Dzieci chore" - z potomstwem.

    Taa..... Pamiętam jak mu się dziecko urodziło.... I pamiętam jak pieluchy
    wieszał obok boiska szkolnego (tego gdzie teraz jest OSiR czy inny wynalazek,
    zielony taki).


    --
    There is no infection here. Il n'y a pas d'infection ici.
  • skupionyedi 07.02.06, 14:24
    pawels03 napisał:

    > he, he....Matematyki uczyła mnie Prof. Gorzelnik (pseudo... można się
    > domyślić:), a fizyki Prof. Zwoliński,

    Ta, zwoliński był jedynym dobrym fizykiem jakiego miała ta szkoła. Jakiś czas
    po jego śmierci przyszedł Kotarski, też był niezły, ale nie tak.
    Ciekawe czy ktoś pamięta kulisy tajemniczego złamania barku prof. Kotarskiego...
    Niektórzy twierdzą, że Brojan był dobry... Ale nie wiem...

    --
    There is no infection here. Il n'y a pas d'infection ici.
  • pawels03 07.02.06, 16:36
    I niestety ja załapałem się na końcówkę Prof. Zwolińskiego. Więcej było jego
    nieobecności z powodu choroby. No i ostatecznie zmarł. Reszta to były
    zapchajdziury, czego skutkiem był intensywny kurs fizyki między maturą a
    egzaminami na studia.
  • skupionyedi 06.01.06, 12:02
    chinique napisał:

    > Przy okazji gratulacji okrągłej rocznicy szanownej instytucji, może ktoś
    > podzieli się wrażeniami jak bardzo XIV LO rządziło, czy do dzisiaj rządzi i
    > jak miło jest być absolwentem, czy to logo pomaga, obciąża lub też
    zobowiązuje?

    Chodziłem do tego liceum ładnych parę lat temu. Jeszcze wtedy nosiło imię
    Gottwalda. Powiem szczerze, że poziom w mat-fizie był taki sobie...

    --
    There is no infection here. Il n'y a pas d'infection ici.
  • chinique 06.01.06, 12:25
    Ale np. teraz mają "kółko" informatyczne, które rozwiązuje zadania na b.
    rozsądnym poziomie, zalatującym olimpiadą informatyczną i dyskursem MiM UW :).
  • skupionyedi 12.01.06, 09:44
    chinique napisał:

    > Ale np. teraz mają "kółko" informatyczne, które rozwiązuje zadania na b.
    > rozsądnym poziomie, zalatującym olimpiadą informatyczną i dyskursem MiM UW :).

    Ta.... My też mieliśmy kółko informatyczne... Teraz nie wiem, może to i dobra
    szkoła, za moich czasów, mat-fiz był słabiutki. Podobno eksperymentalne
    (matematyczne) miały dobry poziom.

    --
    There is no infection here. Il n'y a pas d'infection ici.
  • balabanek 01.02.06, 17:53
    Zgadza sie, tak naprawde to zawsze byly dwie szkoly pod przykrywka jednej. Do
    tzw. uniwersyteckich klas matematycznych byly egzaminy konkursowe i w klasach
    tych uczono matematyki (ale rowniez fizyki, przynajmniej za moich czasow)
    wedlug zupelnie innego programu niz ten obowiazujacy w zwyklych klasach
    matematyczno-fizycznych. Matematyki uczyli tez inni nauczyciele - w duzej
    czesci pracownicy naukowi wydzialu matematyki UW. Klasy matematyczne byly
    zawsze oczkiem w glowie dyrekcji, przez co moze cierpialy troche pozostale.
    Chociaz niekoniecznie, bo dyrektorce, jako chemiczce, zalezalo tez na poziomie
    klas biologiczno-chemicznych. Pamietam fajnego nauczyciela biologii, pana
    Szablewskiego, ktory po pewnym okresie nauczania w Gottwaldzie przeniosl sie na
    Akademie Medyczna (sic!).
  • chinique 01.02.06, 17:59
    To rzeczywiście ładnie świadczy o ówczesnym poziomie, teraz jest nieco odwrotnie
    - na uczelniach miewa miejsce poziom jak w liceach, w liceach jak w gimnazjach,
    w szkołach podstawowych jak w przedszkolach, a przedszkola są nieobowiązkowe.
  • skupionyedi 01.02.06, 18:07
    Łezka się w oku kręci... Pamiętam jak w Gottwaldzie dostałem 4kę z fizyki za
    przyniesienie szmatki to czyszczenia zaplecza pracowni fizycznej...

    --
    There is no infection here. Il n'y a pas d'infection ici.
  • monikaps 01.02.06, 23:46
    A nam kiedyś na chemii pani M. zapowiedziała, że jak ktoś jeszcze ziewnie, to dostanie dwóję! :)
    Moi koledzy z klasy koc azbestowy spalili. Fajnie było w matematycznej-eksperymentalnej klasie...

  • plopli 01.02.06, 10:21
    Stołeczna zamieściłą dziś relację z gali z okazji stulecia Staszica. Zgodnie z
    przewidywaniami o Gottwaldzie ani słowa.

    Są też relacje absolwentów. Tutaj o Gottwaldzie wspomniała jedynie Wanda
    Rapaczyńska :-).

    Link: miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,3141235.html

    --
    FAQ o moderacji
  • monikaps 06.02.06, 13:23
    Mam trochę czasu to się poprodukuję wspominkowo:)
    Na początek linki, jakby ktoś był zainteresowany, a nie znał:
    www.staszic.waw.pl/
    www.math.niu.edu/~behr/Polish/Gottwald/

    Chodziłam do Gottwalda w drugiej połowie lat 80-tych, więc jakoś nie odczuwałam, żeby szkoła była czerwona. Byłam w klasie eksperymentalnej matematycznej. Eksperyment polegał na tym, że uczyli nas głównie pracownicy Uniersytetu. Właściwie każda klasa matematyczna miała innych nauczycieli matematyki. I oczywiście matematyki było więcej, chyba z 7 godzin tygodniowo, a właściwie przedmiotu matematyka nie było: była geometria i analiza, a w czwartej (ostatniej) klasie również rachunek prawdopodobieństwa. Egzaminy do tych klas były wcześniej, w okresie matur, żeby ci co się nie dostali mieli jeszcze szanse dostać się do innych szkół. Na egzaminach były raczej zadania na myślenie niż na znajomość wzorków. Było dość ciężko, zwłaszcza na początku. Pamiętam, jak ze dwa tygodnie po rozpoczęciu pierwszej klasy wracaliśmy z kolegą do domu i zastanawialiśmy się, co robimy w tej szkole, bo nic nie rozumiemy. Ale oboje skończyliśmy szkołę z sukcesem :) Matury też mieliśmy inne: zadania układali nasi profesorowie. Ciekawe jak to jest teraz w dobie Nowej Matury?
    Po eksperymentalnej klasie nie było problemu na studiach, więc chyba jednak dobrze uczyli. Maturę zdali praktycznie wszyscy z mojej klasy i wszyscy dostali się na studia. Sporo na informatykę, matematykę, bardzo modny wówczas Handel Zagraniczny na SGPiS (obecnie SGH), ale też jeden kolega poszedł na historię, koleżanka na weterynarię, więc nie koniecznie przedmioty ścisłe. I chyba właściwie wszyscy studia skończyli. Obecnie niektórzy są za granicą, ale większość nadal w Warszawie. Parę lat temu zrobiliśmy spotkanie w dość sporym gronie.
    Ja kończyłam matematykę na Politechnice - nie miałam problemów na pierwszym roku, tak jak większość moich kolegów. Po prostu sporą część materiału nowego dla nich ja już znałam, a co do reszty, to akceptowałam fakt, że może coś nie od razu zrozumiem. Po zwykłych liceach były z tym problemy. Tak że szkołę oceniam bardzo dobrze. Już na studiach kolega, który studiował na Elektronice na PW skarżył się kiedyś, że gdzie nie pójdzie na wydziale, to wszędzie Gottwald: w Samorządzie, w organizacjach studenckich, wszędzie ludzie z Gottwalda.
    Atmosferę w klasie też wspominam dobrze. Skład był specyficzny, dziewczyn było 6 i na niektórych latach to nawet 30 chłopaków. Bywały klasy matematyczne, gdzie dziewcząt nie było wcale.
    Imię liceum wzięło się od Klementa Gottwalda, który był Czechosłowackim odpowiednikiem naszego Bieruta, tj. pierwszym sekretarzem partii komunistycznej po II wojnie. Dobrze się pamięta jego fizjonomię, portret wisiał w głównym hallu. Nadano takie imię ponieważ budynek liceum był "darem narodu Czechosłowacji dla ludności Warszawy". Ze starych zdjęć wynika, że przed wojną w tym miejscu również była szkoła, ale o innym profilu - chyba żeńska. Nasza pani od polskiego mówiła, że budynek jest do niczego i że należałoby go zburzyć i zbudować jeszcze raz :) No cóż, w ścianach gdzie niegdzie były dziury, z których wystawała trzcina... Jak byłam chyba w drugiej klasie zaczął się w szkole remont i trwał dość długo. W kilku miejscach na korytarzach zorganizowano klasy - wystawiono ławki i tablicę - fajnie się uczyło w takiej klasie :). Potem zreformowano tę sprawę i po prostu każda klasa siedziała w swojej sali - nie było wędrówek po korytarzach. My zostaliśmy w pracowni chemicznej, bo nasza wychowawczyni uczyła chemii. Tak więc wszystkie lekcje łącznie z fizyką, historią i chyba nawet geografią mieliśmy tam.
    Mvitti kiedyś pytała, gdzie w tamtych okolicach są sklepy. Otóż jeszcze do niedawna był spory spożywczak w Al. Niepodległości przy rogu Nowowiejskiej. Teraz tam jest bank a obok sklep monopolowy. Do tego sklepu chodziło się na dużej przerwie na "dżogurt". Był duży wybór: owocowy lub naturalny :). O Danone i Bakomie jeszcze wtedy nikt nie słyszał. W sklepie, gdzie teraz sprzedają hebanowe jezusicki był sklep przemysłowy, proszki do prania, mydło itp. Na Sędziwskiej tam gdzie teraz jest kwiaciarnia był warzywniak. Jest nadal sklepik spożywczy na Krzywickiego tuż za Nowowiejską. Tak więc wtedy nie było tak źle, a teraz jak sądzę tamtejsi mieszkańcy wsiadają w samochód i jadą do GM/Reduty lub innej Arkadii?
    Co do budynku szkoły dobrze pamiętam kamienne kręcone schody - naprzeciw głównych drzwi. Chyba każdy chociaż raz zaliczył po nich zjazd na pupie :)
    Na tyłach szkoły jest duży budynek, obecnie apartamentowiec. Może nie wszyscy wiedzą, że jeszcze niedawno zajmowała go Akademia Medyczna. Chyba były tam jakieś dziekanaty. Pewnie fajnie się tam mieszka. Może ktoś coś wie.
    To tyle, mam nadzieję, że nie zanudziłam ewentualnego(ych?) czytelnika(ów?).
    Pozdrawiam
  • chinique 06.02.06, 13:40
    Dzięki za ciekawy i treściwy post, wspominasz coś ("Ze starych zdjęć wynika, że
    przed wojną") o przedwojennych zdjęciach, czy były to zdjęcia, które wisiały
    gdzieś w budynku szkoły, czy też wystąpiły w sieci?
  • monikaps 06.02.06, 14:47
    Mam na myśli oczywiście to zdjęcie:
    www.warszawa1939.pl/zdjecia_kj/ochota/nowowiejska.JPG
    znalezione dzięki Forum Stara Ochota :)
    Kiosk w tym samym miejscu :).
    Nie, w szkole żadne takie zdjęcia nie wisiały.

  • plopli 06.02.06, 16:04
    Tak się składa, że ja również mam swoje wspomnienia ze Staszica. Skoro więc mamy
    tu wątek wspominkowy, to...

    Sęk w tym, że moje doświadczenia pochodzą zupełnie z innej strony :-).

    Na studiach, w ramach działalności Polskiego Stowarzyszenia Edukacji Prawnej,
    uczyłem tam prawa. Prze jedno półrocze wraz z koleżanką ze studiów prowadziliśmy
    zajęcia dla uczniów klas 3. zainteresowanych tematyką prawną.

    Był to chyba zresztą fragment większego programu, w którym oferowano uczniom
    możliwość zdobycia wiedzy z różnych dziedzin. Pamiętam jednak, że obecność była
    obowiązkowa.

    Moja ocena tych zajęć jest niejednoznaczna. Początkowo przychodziło na nie wiele
    osób, ale tylko część z nich przejawiała jakiekolwiek zainteresowanie tematem. W
    miarę upływu czasu proporcje się odwracały. Jednak końcowy sprawdzian okazał się
    porażką. Zdało go raptem kilka osób (pozostałym daliśmy "zaliczenie" :-)).

    Nie wpłynęło to jednak na moją pozytywną opinię o tej szkole. Ludzie, z którymi
    przyszło mi pracować, jakkowiek niezbyt pilni, byli jednak inteligentni, przez
    co samo prowadzenie zajęć było przyjemnością.

    --
    FAQ o moderacji
  • rickh 13.02.07, 10:06
    Ten sklep przemysłowy był na rogu ulicy Filtrowej i Alej Niepodłegłości i przez
    wszystkich mieszkańców był po prostu nazywany Mydlarnią (chyba był nawet taki
    napis nad wejściem). Co do warzywniaka na ulicy Sędziowskiej (wejście po
    schodach do góry) to prowadzony był przez rodzinę Raczyńskich.
    Był jeszcze jeden sklep spożywczy (lata 60-te) , który mieścił się w holu
    wejsciowym (od Alej Niepodległości) budynku MONu (szpital im. Piłsudskiego)
    --
    Ryszard
  • lew_monika 15.02.07, 08:09
    Mydlarnia nazywana była także Rudzielcem, bo prowadziło ją dwóch braci
    bliźniaków (chyba) o rudawych włosach.
    A warzywniak nazywano Raczkiem, zapewne od nazwiska właścicieli. Pamiętam
    oranżadę, którą tam sprzedawano :)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka